15 kwietnia 1970

I can't hear you if you don't face me



Kim Woo-Jin
*Kim to nazwisko, Woo-Jin imię, w Korei po prostu przedstawiają się w tej kolejności xD*

15.04.2017

„Nie poddawajcie się.
Tego nauczyłem się przez lata czytania z ruchu warg. Taki sposób komunikowania jest o wiele trudniejszy, niż język migowy. Jeśli osoba ma wąsy bądź wadę wymowy, czasami nie da się rozróżnić pewnych słów i trzeba polegać wyłącznie na znajomość kontekstu. O ile się go ma. Nie wstydźcie się, jeśli czegoś nie zrozumieliście. Zdarza się. Poproście o powtórzenie, to naprawdę nic złego. Nawet ludzie, którzy „słyszą”, nie usłyszą wszystkiego. Nie ma nic poniżającego w noszeniu aparatów słuchowych. Obudźcie się, dzieciaki! Jeśli możecie sobie ułatwić życie, zróbcie to. Już i tak jest nam wystarczająco ciężko, prawda?
Oni nie rozumieją. Nie wiedzą, jak to jest, kiedy myślisz, że coś słyszysz, ale tak naprawdę tylko ci się wydaje. Chcesz tak bardzo coś usłyszeć, cokolwiek, że tracisz świat, który masz przed oczami. Są jeszcze inne zmysły. Możesz dotykać, oddychać. Widzisz. Widzisz barwy i dobroć, którą trzeba cenić, bo jest jej zdecydowanie za mało.
Nie pozwólcie, by świat odebrał wam także siłę wyrazu.
Ćwiczcie, ćwiczcie i jeszcze raz ćwiczcie.
Proszę.
M_AllE@rs”

Wygląda, jakby mógł cię zabić, ale tak naprawdę jest cinnamon roll. Prowadzi bloga, na którym pisze swoje przemyślenia, porady i ogólnie opisuje swoje życie jako osoba głucha. Stara się utrzymać go w tajemnicy przed ludźmi ze szkoły. Dla nich jest kolejnym dziwnym chłopakiem, groźnym i nieprzystępnym. Odpowiada jedynie pytany, ponieważ wie, że jego głos nie jest normalny, nawet jeśli go nie słyszy. A może właśnie dlatego? Chce dobrze, ale tak naprawdę jest hipokrytą. Okazuje wsparcie osobom w takiej samej sytuacji, dając im rady, jakby sam był lepszy. Jemu wcale się nie udaje. Pisze tak, jak gdyby nie był sobą tylko inną osobą. Taką, która walczy o lepszy świat. Chciałby to robić. Zmienić coś, sprawić, że ludzie głusi będą mieli lepiej. Często chodzi ze słuchawkami w uszach, nawet nie mając włączonej żadnej muzyki. Po prostu odkrył, że jest to świetny sposób, by nie wyjść na idiotę, który nigdy nie słucha. A wszyscy zaczęli mu dawać spokój i w efekcie przestali w ogóle podchodzić. Tatuaże także robią swoje. Rodzice pozwalają mu je robić, bo odnoszą wrażenie, że w ten sposób coś mu rekompensują. Tak naprawdę pozwalają mu na wszystko. Jakby można było jakoś zastąpić słuch. Skupił się na fotografowaniu. Korzystał wtedy jedynie ze zmysłu wzroku i mógł wyrażać siebie. Nie potrzebował dźwięków. Stara się rozwijać także w piśmie, poszerzając słownictwo i kształtując styl. Są przecież różne typy komunikowania, a pisanie może być jedną z nich. Na strzelnice zapisał się pod wpływem chwili. Nie musi nawet nosić tych przeklętych nauszników, które i tak nic nie dają, ale wciąż sprawia pozory. Jin chce być normalny

19 lat || III klasa || informatyka i geografia || koło fotograficzne || twórcze pisanie || urodzony i wychowany w Chicago || rodzice emigranci || do liceum miał nauczanie indywidualne || strzelnica || pomaga w bibliotece (z własnej inicjatywy, ale wszyscy myślą, że to jakaś kara) || mnóstwo tatuaży || za duże swetry i podarte jeansy || 177 cm || 28.01 || pali, kiedy pije || ma siostrę w 2 klasie, ale nigdy nie rozmawiają w szkole



Jin szuka przyjaciół, którzy będą go znosić. Kogoś, komu złamie serce i kogoś, kto jemu złamie serce (a może nawet je przyjmie ;>). Kogoś, kto by sprawiał problemy. I najlepiej wielu skomplikowanych relacji <3
Męsko-damskie i męsko-męskie, byleby były ciekawe :D 

24 komentarze:

  1. [ Lubie cinamon rolls i chce wątek jak już wiesz <3]

    Romeo szukający swojej Julii zagubiony jeszcze w roboczych || Dezzzz

    OdpowiedzUsuń
  2. [Coś byśmy chcieli, nawet bardzo, ale sami nie wiemy co, na razie podziwiamy na odległość. Można nam łamać serca, na przykład. Albo lepiej nie. XD No, w każdym razie zapraszamy do nas. ❤]

    Yousef Acar

    OdpowiedzUsuń
  3. [No hej! Czekałam na Jina i słodki z niego chłopak, ale strasznie smutny jego los. Nie myślałam, że stworzysz takiego biednego chłopaka, ale szanuję i pomysł, i decyzję na taką postać. To faktycznie coś oryginalnego.
    Bardzo bym chciała by jakoś z Delilką się wspierali, ale nie wiem czy ona nadawałaby się do idealnego czytania z ruchu warg, bo toto mruczy pod nosem, lubi spuszczać głowę i w ogóle. Chyba, że uwikłalibyśmy ich w jakiś czat internetowy skoro oboje uwielbiają pisać? To mogłoby być coś ciekawego. Z czasem mogłoby wyjść szydło z worka, że chodzą do jednej szkoły i w ogóle.
    Dam ci maila bo o gg już dawno zapomniałam w razie co - madzia19931@gmail.com]

    Delila Goldmann

    OdpowiedzUsuń
  4. (Bezgłośny i głuchy brzmi nice, zaufaj mi (i PISZ))

    OdpowiedzUsuń
  5. [Krążę po tych nowych postaciach i jestem pod wrażeniem jak bardzo każda kolejna jest oryginalna i inna! Składam pokłony, Kim wykreowany mistrzowsko!
    Powodzenia z kolejną postacią! <3]

    Cassian // Samuel // Brandon // Cirilla

    OdpowiedzUsuń
  6. [Łam serduszko, łam, a potem je sklejaj. ❤ Jakieś pomysły, żeby ich połączyć? Bo u mnie na razie brak. ;c]

    Yousef Acar

    OdpowiedzUsuń
  7. Na początku była zła. Nie na niego. Na cały świat i na siebie w centrum tego świata. Początkowe niezrozumienia, później podejrzenia, czy żale sprawiły, że skrupulatnie układane przez nią klocki normalnej relacji jakoś się przewracały. Gdy układała z jednej strony, sypała się druga, aż w końcu jak poprzewracały się w jej głowie jak domino, którego nie potrafiła zatrzymać. I chyba go zraniła, jednocześnie sama czując się skrzywdzona.
    Był czas, że patrzyła niego, mając wrażenie, że chłopak jest za jakąś grubą szybą, przez którą nie mogła się przebić. Gdy ostatecznie w bezsilnej złości ją rozbiła, okazało się, że pozostała im tylko cisza. Po kilka głębszych oddechach, chyba udało im się poukładać z powrotem swoje klocki. I teoretycznie nic nie było takie samo, ale Mistral miała cień wrażenia, że oboje chyba swobodniej oddychają. Udało im się zamienić kilka słów, udało się wypić razem herbatę, przejść się po parku, by Mistral mogła pogłaskać bawiące się tam psy. Tęskniła za zwierzęciem na kolanach i podziwiała to bezbrzeżne zaufanie i miłość. Radość, że po prostu widzi się „swojego” człowieka.
    Złapała swój mały aparacik cyfrowy, który służył jej właściwie tylko na wakacjach. Nie znała się na fotografii, choć tyle razy rozmawiała z operatorami filmowymi, gdy jej ojciec kręcił nowy film. Oczywiście zdjęcia filmowe były czymś zupełnie innym niż fotografia, ale miała nadzieję, że pojęła chociaż podstawy kompozycji. Niestety. Z duszą na ramieniu ruszyła do biblioteki, gdzie miała nadzieję znaleźć Jina. Poczuła, że się denerwuje, choć ostatnio spędzony z nim czas był czasem nadzwyczaj swobodnym. Zdenerwowała się, bo podejrzewała. Chyba potrzebowała ostatecznego potwierdzenia od niego, ale gdzieś podskórnie czuła, że fakty łączą się same. Że Jin nigdy jej nie słyszał.
    Weszła po cichu do biblioteki i zobaczyła, że chłopak siedzi przy stoliku tyłem do niej i czyta. Uśmiechnęła się lekko. Chyba podobał jej się sposób, w jaki się poznali. To było coś zupełnie innego niż sposób, w jaki poznała innych ludzi wokół siebie. Podeszła bliżej i dotknęła leciutko jego ramienia. Cały czas miała w głowie to, że nie powinna się odzywać, dopóki chłopak na nią nie spojrzy. Usiadła obok i wyciągnęła aparacik.
    - Cześć. Gotowy? - szepnęła, nie chcąc narażać się bibliotekarce. Miała wrażenie, że jej myśli biegną coraz szybciej, jakby nie mogła opanować wszystkich wątpliwości. Pozostało jej tylko mieć nadzieję, że gdy wyjdą robić zdjęcia to napięcie minie i będzie mogła wprost zadać mu nurtujące ją pytanie.

    Mistral

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie było tak źle. Lubił to mówić, że nie było tak źle jak sądził, że będzie. Jego świat wcale nie zawalił się po raz drugi, Nehaus nie stał się brzemieniem napawającym go wyrzutami sumienia przez nadmiar egoizmu, wcale nie cierpiał przez brak produktywnego zajęcia, a Heath skutecznie zapełniał lukę. Właśnie tak się czuł – jak zwykle. Nie zaszły żadne zmiany, co najwyżej ciężkie buty uwierały go bardziej niż zazwyczaj, ale winę na to zrzucił na niemożność prawidłowego ich zawiązania. Nawet nie chciał tego osiągnąć, bo niechlujny wygląd zapewniał kolejny plus dla całokształtu i dzięki temu mógł zaniedbać inny aspekt, jak sam fakt, że robił coś, by osiągnąć coś, chociaż do ostatniej chwili wmawiał sobie, że nie istniał związek między aktualnym celem a zerwaniem z kobietą swojego życia, która okazała się podlejsza od Gabriela Reyesa. Tyle że jego nawet nie uznawał za czysto negatywny charakter. Lubował w dodawaniu pewnych niewypowiedzianych cząstek, ożywiających dotychczas płytkie postury. Wciśnięte w kieszenie ciemnych spodni dłonie wystukiwały rytm Die Young, choć miało się to okazać mimowolnym odruchem. Pogoda niezachwianie utrzymywała się w trybie piekła, lecz nie zdobył się jeszcze na zderzenie z rzeczywistością i preferował dalsze gotowanie się w ubraniach zimowych, może jesiennych. Tak jakby te podrobione glany i siatkarska bluza z długim rękawem przed czymkolwiek go chroniły. Stanowiły nieodłączną część jego wyglądu i czasami decydował się na nie także latem. Zmiana miała dopiero nadejść, bo wśród przyjaciół był w stanie rozluźnić się i ubrać zgodnie z nierzadko odchodzącymi od norm społecznych upodobaniami, które wiecznie okazywały się skrajne.
    Pamięć zawiodła go, gdy próbował przypomnieć sobie, kto wygadał, gdzie prawie zawsze można spotkać tego chłopaka, jeśli nie trwają akurat zajęcia. Nigdy nie spotkał osoby tak skupionej na tym co akurat robiła. Mógł opierać się o regał w tym samym przedziale i patrzeć na niego z daleka, sycąc się otrzymywaną przez to przewagą. W zamyśleniu skubał wnętrze policzka, porównując go do siostry, ale nie potrafił znaleźć żadnego szczególnego podobieństwa. Jego Marie była delikatna w swoich ostrych rysach, sprawiała wrażenie, że przy nieostrożnym dotknięciu można się nią zaciąć.
    On był po prostu kruchy.
    Tu es beau – mruknął z zadowoleniem i nawet jeśli ludzie znajdujący się nieopodal usłyszeli to, prawdopodobnie go to nie obchodziło. Nie kierował tych słów do niego, a do siebie, jednakże jak najbardziej je do chłopaka odnosił. Prawie się uśmiechnął.
    Rozejrzał się od niechcenia, nim zbliżył się do poszukiwanej przez siebie postaci. Pewnym ruchem wyjął jedną z jego słuchawek, by następnie wypuścić z ust strumień powietrza, którego metą stało się ucho chłopaka. Drgnął niezauważalnie, uświadamiając sobie, że nie usłyszał żadnej muzyki, niczego, choć znalazł się tak blisko. Odłożył to na później, prostując się i unosząc kąciki ust w krzywym uśmiechu. Mogło być zabawnie.

    beau you say

    OdpowiedzUsuń
  9. Naprawdę lubił siedzieć w szkolnej bibliotece. Zaglądał tam zawsze, gdy miał chwilę czasu po zajęciach lub gdy znów postanowił zrobić sobie małe wagary zamiast wf-u. Tak, chodził na wagary to biblioteki, był dokładnie taką osobą. Cisza, którą mógł się tam cieszyć bardzo mu odpowiadała, ponieważ nie było w niej tego niewypowiedzianego napięcia, które z kolei non-stop zagęszczało powietrze w jego mieszkaniu. Czasem nawet wiedział, że nie ma czasu na rozpoczęcie kolejnej lektury lub też ma całkiem inne zobowiązania wymagające uwagi, a i tak przyłapywał się na skręcaniu do biblioteki, żeby przedłużyć obecność poza domem jeszcze tylko trochę.
    Poza tym, tam, pomiędzy pełnymi książek regałami i zapełnionymi uczniami stolikami, zawsze przechadzał się pewien chłopak. Może brzmiało to trochę zabawnie, bo Elliot tak naprawdę go nie znał, szczerze mówiąc oprócz tych spotkań w bibliotece ledwo kojarzył go z korytarza, bo nie byli na tym samym roku i to prawda, nie zamienił z nim ani słowa, ale w pewnym sensie byli przyjaciółmi, byli blisko, znali się. Poważnie. Pewnego razu Ellie nie znalazł wolnego stolika, więc przysiadł się do niego i od tamtej pory w nawyk weszło mu poszukiwanie chłopaka wzrokiem, kiedy tylko przekroczył próg biblioteki oraz czekanie, aż ten też go zauważy i podejdzie. Czasem wymieniali się książkami, czasem podsuwali sobie pod nos swoje ulubione, zakreślone ołówkiem fragmenty, a czasem siedzieli i czytali, tak po prostu. To była jedna z najbardziej odprężających części jego tygodnia.
    Elliot wiedział, dlaczego tak go polubił. Nie tylko odkrył dzięki niemu kilku nowych, niezłych autorów, ale też miał wrażenie, że na jakimś podświadomym poziomie się rozumieją. Jego rodzina nie była ważna, to, co działo się w jego mieszkaniu nie było ważne, nigdy nie czuł na sobie jego ukradkowego, współczującego spojrzenia, które czasem zdarzało mu się otrzymywać od innych. Nie było żadnego czemu wczoraj nie przyszedłeś?, coś się stało? ani wyglądasz jakoś blado, nic z tych okropnych, ciekawskich pytań, w odpowiedzi na które zmuszony był wymyślać coraz to nowe wymówki. Nie czuł, że musi non-stop mieć się na baczności i bardzo mu się to podobało. I tak uważał, że ludzie zdecydowanie za dużo gadają.
    Właśnie dlatego właśnie po raz kolejny przekraczał próg biblioteki, ze skończoną książką, którą musiał już oddać pod pachą i nadzieją na to, że wypożyczy coś równie dobrego. Poprosił bibliotekarkę o rekomendację jakiejś nowości z fantastyki albo romansu, a najlepiej obu, ale ostatecznie i tak przyłapał się na tym, że pomiędzy regałami wcale nie rozgląda się za książką, a za pewną osobą.
    Dość szybko go zauważył, zajętego, pochylonego nad jakąś książką. Poważnie, ten chłopak musiał tutaj pracować, albo, co bardziej prawdopodobne, po prostu pomagać, bo naprawdę rzadko zdarzało się, że się nie spotkali, kiedy Ellie zaszedł do biblioteki. Uśmiechnął się, pochwycając w końcu jego spojrzenie i przez chwilę po prostu tak stał, trochę niezręcznie się w niego wpatrując. Prawie się odezwał, jak zresztą już wiele razy wcześniej, ale ostatecznie tego nie zrobił, wciąż bardzo zadowolony z ich dotychczasowej relacji. O ile można było tak to nazwać, naprawdę nie był pewny. Cóż, cokolwiek to było, nie chciał tego zepsuć.

    Elliot

    OdpowiedzUsuń
  10. [Interesująca postać, nie powiem. Dodatkowy plus za odpowiedni zapis kolejności w godności azjatyckiej. Przyznam jednak, że w kwestii propozycji jestem w kropce — nie mam pomysłu jaki dokładnie typ relacji, poza koleżeńską, mogłabym w tym przypadku zaproponować. Jeśli masz jakiś pomysł/zamysł, pisz śmiało.]

    Castiel Berne

    OdpowiedzUsuń
  11. Elliot nie spuszczał wzroku z chłopaka, no, oprócz zerknięcia na książkę w jego rękach. Jak wiele razy wcześniej, wyciągnął rękę, żeby z uśmiechem przyjąć proponowaną lekturę, ale tym razem był nawet bardziej podekscytowany niż zwykle. Dlaczego? Ponieważ pomimo tego, że ostatnio widział tę okładkę naprawdę dawno temu, praktycznie od razu rozpoznał Alicję w Krainie Czarów.
    Zawsze sądził, że należy do osób całkiem oczytanych i być może była to prawda, ale rzadko zdarzało się, że znał już coś, co polecał mu znajomy z biblioteki. Teraz był więcej przekonany, że jednak mają podobny gust i przez myśl przeszło mu nawet poważne pytanie, czy obaj utożsamiali się z Alicją. Bo z jakiegoś powodu wydawało mu się, że tak. Elliot na przykład zawsze chciał podążyć kiedyś za jakimś Białym Królikiem i zniknąć z tego świata, na chwilę albo i kilka chwil. Miał ochotę zostać w bibliotece i przeczytać książkę, porównać to, co o niej pamiętał z tym, co dotarłoby do niego teraz, gdy był już trochę starszy.
    – Ostatni raz czytałem to w podstawówce – stwierdził, uśmiechając się z sentymentem, podniósł wzrok na chłopaka i w tym samym momencie otworzył szeroko oczy, uświadamiając sobie, co zrobił. No nie! Odezwał się. To znaczy, teoretycznie nie było to nic złego, ani wielkiego, ale miał wrażenie, że właśnie zniszczył to pewnego rodzaju połączenie, które zdążyli już między sobą wypracować. Przestąpił z nogi na nogę, dużo bardziej zdenerwowany niż spodziewał się, że będzie w takich okolicznościach. Nabrał powietrza w płuca, ważąc kolejne słowa, najpierw chcąc udawać, że to planował, ale ewentualnie zrezygnował z takiego pomysłu.
    – No nie, miałem okazję, żeby zacząć od wszyscy mamy tutaj bzika i spaprałem sprawę – dodał po chwili, wzdychając z autentycznym rozczarowaniem, ale też rozbawieniem, no bo nie był aż taki poważny, nie non-stop. Oczywiście, skoro już przerywał tę długą ciszę, a nie pamiętał, żeby kiedykolwiek wcześniej zdarzyło mu się widywać kogoś tak często i nie zamienić z nim słowa, mógł się bardziej postarać o jakąś podniosłą wypowiedź albo chociaż właśnie fajny, fikuśny cytat. Z drugiej strony, to byłoby sztuczne i to nie byłby on, więc raczej nie zrobił źle.
    Miał tylko nadzieję, że to nie było aż tak bardzo dziwne, albo że odebrał tej znajomości wszelką wyjątkowość, jaką miała wcześniej. Z jego punktu widzenia tak nie było, ale był jeszcze on, stojący przed nim chłopak, który miał co do tego równie dużo do powiedzenia. A przynajmniej Ellie miał taka nadzieję.

    [Niedługo! :D]

    Elliot

    OdpowiedzUsuń
  12. Odetchnął i uśmiechnął się z ulgą, kiedy chłopak mu odpowiedział, chyba niespecjalnie zasmucony tym, że po tak długim czasie nierozmawiania ze sobą, Elliot postanowił jednak się odezwać. Dla Elliego było to tylko trochę dziwne, bo przyzwyczaił się już do tego, że tylko patrzą na siebie wymownie i lubił nadinterpretować wszystkie książki i ich znaczenie, jakie dostał od chłopaka. Zapytanie go o to z jakiegoś powodu po prostu zdawało mu się nie wchodzić tutaj w grę, a jednak chyba byłoby łatwiejsze, niż sobie wmawiał.
    – Nie, nie, przeczytam tą – powiedział szybko, przyciskając trzymaną w rękach książkę do klatki piersiowej, jakby nie chciał jej nikomu oddawać. Bo nie chciał, zupełnie nie o to chodziło. – Zobaczę, czy tym razem zrozumiem ją inaczej. Pewnie tak – stwierdził z zadowoleniem, po czym rozejrzał się za jakimś wolnym stolikiem. Na szczęście biblioteka nie była jakoś specjalnie zatłoczona.
    – Oddałem już wszystkie książki, które wypożyczyłem, ale może i tak na chwilę ze mną usiądziesz i… – zaczął, odwracając się i nagle urwał, marszcząc brwi. Zatrzymał się na chwilę i, chyba z pewnym opóźnieniem, zdał sobie sprawę z tego, w jakim skupieniu chłopak wpatruje się w jego usta. Czy przed chwilą też to robił? Sam nie był pewny.
    Pewnie były jakieś szanse na to, że myślał o pocałowaniu go, ale Elliot niespecjalnie brał tę opcję pod uwagę, nie tak na poważnie. Bardziej skłaniał się ku temu, że w innym wypadku chłopak nie rozszyfrowałby jego słów. To miało sens i wyjaśniało tak dużo o książkach, które Ellie od niego dostał i zakreślonych w nich zdaniach i jego akcencie, albo raczej tym, co Elliot bez mrugnięcia wziął za obcy akcent, bo najwyraźniej w ogóle się na tym nie znał i dobrze, że w ogóle zaczął się nad tym zastanawiać. Niby lepiej późno niż wcale, ale i tak czuł się głupio, że dopiero teraz docierały do niego takie rewelacje, ale mimo to uśmiechnął się, nie chcąc kompletnie się pogrążyć.
    – Usiądziemy, masz może wolną chwilę? – zapytał jeszcze raz, teraz już nie mówiąc do ściany, a do swojego rozmówcy i tylko skinął lekko w stronę stolika. Wiedział, że tylko on miał książkę, a więc coś do roboty, ale niekoniecznie chciał czytać ją akurat w tej chwili.
    – Och, jeszcze tylko jedno – dodał zaraz, nie mogąc się powstrzymać. Wziął głęboki oddech. – Skoro jednak rozmawiamy, jak masz na imię? Muszę się przyznać, że do tej pory nazywałem cię w myślach swoim tajemniczym znajomym z biblioteki – powiedział z pewnym zawstydzeniem, ale jednocześnie sądził, że to całkiem zabawne i poważnie chciał wiedzieć.

    Elliot

    OdpowiedzUsuń
  13. [Spięłam się wreszcie i to napisałam, i przepraszam że dopiero teraz, bo pomysłu nie było aż do samego końca, ale no, nie chciałam tak zwlekać bo by jeszcze ten pomysł w ogóle nie przyszedł i to wtedy :<]

    Końcówka roku szkolnego chyba w każdej placówce naukowej stanowiła okres wzmożonej aktywności na dosłownie każdym przedmiocie. Nauczyciele z bliżej nieokreślonych i nie do końca dla uczniów zrozumiałych powodów mieli w zwyczaju wybierać sobie właśnie ten okres na przeprowadzanie wszelkich ogromnych testów z dwustu stron materiału, wielkiego odpytywania na ocenę bądź jakiejkolwiek innej aktywności mającej na celu ostateczne zgnojenie młodzieży szkolnej i zmieszanie jej z błotem zanim uciekną ze szkoły na dwa miesiące nicnierobienia, zaopatrzeni w świadectwo ukończenia klasy i ulgę płynącą z wizji dziewięciu tygodni przepełnionych całkowitym brakiem zajęć lekcyjnych.
    Chris sam jeszcze do niedawna był jednym z takich uczniów i z czystym sumieniem każdemu z nich powiedziałby, że hej, nie chcę psuć ci humoru, ale na studiach wcale nie jest lepiej.
    Zajęcia angielskiego w zasadzie w niczym nie odbigały od końcoworocznej normy, z tą jedną drobną różnicą, że wszelkie sprawdzanie zdolności nabytych przez uczniów w ciągu ostatniego roku szkolnego często przybierało formę pisemną - nieraz w ogóle przeznaczoną do napisania w zaciszu domowym, co z reguły znacznie sprawę ułatwia. Tym razem padło na wiersz.
    Temat był dość luźny i pozostawiał aspirującym młodym poetom ogromne pole do popisu, reszcie zaś po cichu zapewniał zaliczenie, zakładając oczywiście, że nie oddadzą po prostu pustej kartki. A gdy tydzień po ich zadaniu wszystkie prace wylądowały na biurku nauczyciela, Christopher całkiem chętnie i z dużą dozą entuzjazmu zaoferował swoją pomoc w ocenianiu. Sam nie potrafił sklecić porządnie dwóch rymujących się zdań, a już szczególnie takich dwóch rymujących się zdań, które miałyby przekazywać jakąś głębszą treść, ale przecież nie przeszkadzało mu to w najzwyczajniejszym w świecie lubieniu poezji. Nawet tej amatorskiej.
    I nie zawiódł się. W większości były to prace poprawne, całkiem porządne - żaden Szekspir, ale dało się przeczytać i nie umrzeć przy tym z żenady. Właściwie tylko jedna naprawdę przyciągnęła jego uwagę swoim stylem. Woo-Jin Kim. Christopher zmarszczył nieświadomie czoło, starając sobie przypomnieć skład klasy trzeciej obecny na ostatnich zajęciach, w których miał okazję uczestniczyć, i szybko udało mu się skojarzyć dość egzotycznie brzmiące imię z cichym Azjatą. Cóż, być może porozmawianie z nim nie byłoby takim znowu złym pomysłem.

    Chris Haverson

    OdpowiedzUsuń
  14. Elliot uśmiechnął się z niemałym zadowoleniem, mogąc wreszcie dopasować imię do twarzy. WooJin, albo po prostu Jin, co było pewnie zarezerwowane dla znajomych i cieszył się niezmiernie, że może zacząć się do nich zaliczać, brzmiało bardzo ładnie. Pasowało chłopakowi lepiej niż tajemniczy nieznajomy, przynajmniej według Elliota.
    Pokiwał głową, potrząsając jego dłonią na powitanie. To było nieco zabawne, że dopiero się witali, chociaż właściwie znali się już długo, tygodnie… nie, miesiące. Ellie nigdy dokładnie nie liczył, ale tak mu się zdawało.
    – Ciebie też, Jin – odpowiedział z uśmiechem. – Ja jestem… – zaczął, również chcąc się przedstawić, ale zaraz zamilknął, bo doszło do niego, że może być to potencjalnie problematyczne. Jin zdawał się całkowicie go rozumieć, ale brał też pod uwagę, że chłopak może po prostu uzupełniać sobie dźwięki, jakie nie do końca wyłapał. Z imionami mogło być trudniej, prawda? Nie chciał się wygłupić, ani wychodząc na kompletnie niewrażliwego dupka, ani też kogoś zbyt wrażliwego.
    – Chodź – powiedział, po czym wymownie spojrzał w stronę pobliskiego wolnego stolika. To wystarczyło, razem do niego podeszli i usiedli naprzeciwko siebie, a Elliot położył pomiędzy nimi Alicję w Krainie Czarów i zanurkował w swoim plecaku w poszukiwaniu ołówka.
    Znalazł go dość szybko, a następnie otworzył książkę na stronie tytułowej i u góry naskrobał swoje imię. Elliot. Po chwili wahania dopisał też Ellie, jeśli wolisz i z dumą przesunął Alicję w Krainie Czarów w stronę Jina.
    Miał nadzieję, że nie wypadło to źle, że się nie wygłupił. Chciał po prostu upewnić się, że chłopak zrozumie go bez zakłóceń, nigdy wcześniej nie rozmawiał z kimś, kto nie słyszy, więc nie był pewny, co uchodzi za faux pas. Poza tym tak trochę sądził też, że to w pewnym sensie miłe, że mógłby to zrobić tak czy inaczej, bo wcześniej czasem tak pisali do siebie na marginesach i dla Elliota to było właściwie równoznaczne z rozmową. Miał wrażenie, a nawet więcej niż wrażenie, że się znali i byli w pewien sposób przyjaciółmi, nieważne, jak dużo lub mało właściwie o sobie wiedzieli. A to, że się odezwał nie znaczyło nawet, że nie mogli już posiedzieć i się do siebie pouśmiechać, bo to zawsze była jedna z najprzyjemniejszych części jego tygodnia.
    Spojrzał na Jina pytająco, czekając, aż ten podniesie głowę, żeby wybadać, czy rzeczywiście przypadkiem nie zrobił czegoś źle. Być może za bardzo się przejmował, ale akurat to leżało w jego naturze tak czy inaczej, nawet wtedy, kiedy nie zapoznawał się z kimś, kogo już właściwie dawno zapoznał i nie denerwował się możliwością urażenia go.

    wcale nie lepszy boi

    OdpowiedzUsuń
  15. Wyglądał cholernie zabawnie i przez chwilę przemknęła mu myśl, że zachowywał się podle w stosunku do osoby, którą ledwo znał. Ubolewał nad małą znajomością brata son coeur, ale nie znajdował się na pozycji do narzekania. Mógł przyglądać mu się trochę dłużej niż to stosowne, gdy dostrzegał go gdzieś w szkole. W końcu miewał problemy z zaspokajaniem ciekawości, a sama aparycja Jina poruszała go dogłębnie, wzbudzała najczystsze zainteresowanie.​ I choć zdołał do tej pory powstrzymać chęć zaczepienia go, to nadarzyła się idealna okazja i zgrzeszyłby, gdyby nic z tym nie zrobił. Nawet nieszczególnie interesowało go, że mógł tylko jeszcze bardziej wszystko popsuć. Znalazł się w najwyższym stanie rozgoryczenia, a nieprzywykły do bycia porzuconym z własnej woli umysł nie miał zamiaru tolerować czegoś takiego.
    Może powinien po prostu go pocałować? Wiadomo, do razu wiedziałby, że ma się na co zgadzać. Z drugiej strony nigdy nie robił tego z facetem i choć wątpił, iż jakkolwiek się to różniło (nie miał sumienia do przyciskania go do regału z książkami, nie, nie, był raczej tym typem od wynajmowania hiszpańskich kapel i paru idiotów, którzy obsypywali ich płatkami kwiatów), to jednak coś się nie zgadzało. Wpatrywał się w niego bez skrępowania, dając sobie czas na potrzebne zastanowienie. Musiał go przekonać, bo to z pewnością rozzłościłoby Marie na tyle, by chociaż z nim porozmawiała i – co najważniejsze – sama wystąpiła z taką propozycją. O to chodziło, gdyby nie był przekonany o swojej nieomylności w tej kwestii, pewnie dawno ćwierkaliby wspólnie, jak wcześniej.
    Drgnął niezauważalnie, przerywając mimowolne przygryzanie koniuszka języka. Przywrócił uśmiech, który gdzieś po drodze mu uciekł, mrużąc przy tym oczy, by sprawiać pozory pewności siebie, choć wewnątrz ledwo trzymał się tego postanowienia. Mógł romansować z losowymi dziewczynami, ale to... to było okropnie intymne. I nie powinien, naprawdę nie powinien.
    Prawie się zająknął.
    – Będziesz moim chłopakiem? – zapytał, przechylając głowę. Przeklinał swoje istnienie, gdy uświadomił sobie, jak mało włożył w to entuzjazmu. Zrobiło się niebezpiecznie. Ewidentnie wyszedł z wprawy. – Wiesz, będziemy się trzymać za rączki i okazyjnie szepnę ci coś po francusku – wyjaśnił, zestresowany na dobre. Spoważniał w następnej sekundzie, nawet trochę pochylając głowę w skrusze. – Zerwałem z twoją siostrą – oznajmił wreszcie, nim westchnął, podkreślając swoją aktualną desperację. – I chcę... chcę, żebyś... pomógł mi do niej wrócić. – Potarł kark w niemym zdenerwowaniu, które w ogóle do niego nie pasowało. – No i wiesz, mógłbyś wyrwać się trochę z miasta, bo zabrałbym cię do Atlanty... jestem w stanie zrobić coś więcej, co tylko chcesz. Tylko dwa tygodnie budzenia się przy mnie, nie może być tak źle, nie? – mruknął łagodniej, powracając nieco melancholijnym wzrokiem do jego twarzy.

    guess

    OdpowiedzUsuń
  16. Miał ochotę poprawić jego włosy, ale powstrzymał się. Potrzebował obiektu, na którym mógłby ukazywać nagromadzoną opiekuńczość i troskę, a chłopak może nie wydawał się najodpowiedniejs​zy, ale znajdował się blisko. Na wyciągnięcie ręki. Robienie tego w stosunku do Heatha było... dziwne, po prostu dziwne, nie wspominając o reszcie. Ewentualnie Motley się do tego nadawała, lecz nie o nią chodziło. Musiał mieć kogoś na wyłączność, tylko dla siebie, jak najbliżej. Lgnął do miłości i reszty pozytywnych uczuć, całkiem nieświadomie, twierdząc, że wynika to jedynie ze śmierci siostry lub tego całego zerwania. Nie potrafił zaakceptować tej części siebie. Wydawała mu się głupia jak na taki wiek, a skierowanie swoich priorytetów w stronę podobnych dążeń napawało go pewnym strachem. Powtarzał rok i nie uśmiechało mu się martwienie jedynie o kwestie społeczne. Pragnął przyszłości. Jakiejkolwiek, byle z zapewnionym dostępem do ludzi, których najbardziej potrzebował. Przyjaźń była czymś, co akceptował, skoro zdawała się wręcz naturalna. Przynależność do grup społecznych istniała jako swoisty obowiązek, wypełniany przezeń sumiennie.
    Parsknął cichym śmiechem, słysząc te jakże trafne słowa. Jakby sam tego nie wiedział. Trzymanie tego pomysłu w tajemnicy prawie go przerastało i w zasadzie dziwił się, że dotrwał do tego momentu. Gdyby nie to, z pewnością ktoś wybiłby mu to z głowy. I pewnie tak byłoby lepiej.
    – Nie rozumiesz – stwierdził, zakrawając o cel w postaci poinformowania go o tym fakcie. Wypuścił z ust powietrze, próbując przypomnieć sobie, jak skleił to wszystko w nocy, walcząc z bezsennością, a raczej usiłując jakoś ją spożytkować. – Chcę cię trochę poznać – oznajmił, gwałtownie powracając doń spojrzeniem, które jakimś cudem zawędrowało gdzieś w bok. Przynajmniej już się nie denerwował, odkąd kwestia partnerstwa została poruszona i przyjęta do wiadomości. Bez takiej konieczności wolał do tego nie wracać. Nadal czuł się parszywie ze samym sobą. – Marie niezbyt mi to ułatwiała. Nie chcę... Wątpię, że ktokolwiek by się zgodził. Wbrew pozorom nie mam wielu znajomych, których mógłbym o to poprosić – ciągnął nieco nieobecnym tonem, tłumacząc to w tym samym czasie i swojemu umysłowi. Musiał brzmieć jak opętany. – No i będzie zabawnie. Nigdy nie byłem z facetem – wyznał, wzruszając ramionami. Znowu trochę się speszył, ale szczęśliwie nie tak widocznie. Nie miał pojęcia czy to coś złego, czy nie. W zasadzie nie wiedział o Jinie nic i to najbardziej mu wadziło. Nie tak wyobrażał sobie tę relację. – I jesteś piękny – oznajmił mrukliwie, wpatrując się w niego, jakby rzeczywiście miał to na myśli, co nie mijało się z prawdą. Normalnie rzucałby francuskim, który był idealny, jednakże wolał odłożyć to na później. Dopóki go nie przekona. – Pasujemy do siebie. – Puścił mu oczko, w pozornej swobodzie przechylając się nieco na bok, by ramieniem oprzeć się o pobliski regał. Nie mógł tego spieprzyć.

    tak

    OdpowiedzUsuń
  17. Zmarszczył brwi, otwierając już usta, by zaprzeczyć. Zupełnie nie to miał na myśli, a nawet jeśli Jin wcześniej zadawał się z osobami swojej płci, to jemu nie było nic do tego. Może nawet tak wszystko poszłoby lepiej, gdyby chociaż jeden z nich wiedział, co robi. Wciskanie się mu do życia ani trochę go nie interesowało, w zasadzie mógł sypiać z nauczycielami, a Beau nie miał najmniejszego prawa się tego przyczepić. Tym bardziej on, ze swoją niegdysiejszą tendencją do sypiania z kim popadnie, bo twierdził, że w ten sposób wypadało wdrażać się w większą społeczność – zaspokajając niekoniecznie palące potrzeby. Niewiele tym osiągnął, co najwyżej osoby z czwartego roku jakkolwiek szanowały jego specyficzność w kwestiach choćby imprezowych, ale nic mu to nie dawało, skoro styczność z nimi praktycznie przestała istnieć.
    Wreszcie pochwycił jego dłoń, ściskając ją z małym użyciem siły. Chciał tylko zabrać ją ze swojego torsu, co wprawiało go w dyskomfort. I to on był popieprzony? Podobne oskarżenie wydostające się z ust kogoś, kto w następnej chwili rezygnował z wszelakiej skromności wymowy brzmiało śmiesznie. Należało uważać na słowa. Sam tego nie robił, ale jego nie dotyczyły żadne zasady, skoro i tak pozostawał w strefie bezużyteczności.​ Jakiekolwiek wytłumaczenie było dobre, a jemu nie uśmiechało się walczenie z kolejnymi fazami nadchodzącego rozgoryczenia.
    Wargi Jina były dziwne. Jakieś przesadnie niewinnie w porównaniu do skrywanej bezczelności, a przy tym cholernie puste. Puste metaforycznie, napawające go cichym zawodem, gdy wolną ręką trzymał go blisko, umiejscowiwszy ją na karku chłopaka, gdy sugestywnie wpraszał się do jego ust, nie robiąc tego jednak nachalnie czy agresywnie. Początkowe wyzucie z emocji zastąpiła najzwyklejsza żałość, że posuwał się do podobnych metod, by namówić kogoś na możliwe zranienie Marie. Powoli zaprzestawał myślenia, jakoby ten pomysł miał jakkolwiek wypalić.
    Zgubił rachubę. Równie dobrze mógł trwać w takiej pozycji dziesięć minut, co nic by nie zmieniało. Leniwie uniósł powieki, odsuwając się od Jina, by oblizać wargi i puścić go. Nigdy nie było prościej, toteż skorzystał z porzuconych metod, dzięki czemu prędko powrócił do swojego zwykłego wyrazu twarzy, świadczącego o ignorancji wobec otoczenia.
    – To tylko ciało – odparł, jakby nic się nie wydarzyło, wciskając dłonie do kieszeni spodni. – To nie tak, że trzeba w ogóle coś czuć. – Wzruszył ramionami, przechylając głowę, aż dotknęła jednej z półek. – Nie myślę tak. W ogóle mnie to nie obchodzi. – Przerwał na moment, zaledwie parę sekund, zamierając z rozchylonymi wargami. Zaczynało brakować mu słów. – Możesz mi nie wierzyć, ale Marie jest dla mnie ważna. No i wątpię, że to ty pieprzyłbyś mnie – wygarnął mu na koniec, przy czym uniósł brew, nadając temu lekceważący wydźwięk.

    hawt damn

    OdpowiedzUsuń
  18. Przewrócił oczami, coraz bardziej tymi podchodami znudzony. Naruszały jego godność, bo nie było mowy, by ktoś ignorował go w taki sposób. Ograniczając się do zaufanego grona, nadal przekonywał siebie, że reszta lgnęła do niego i prędzej czy później musiało się to jakoś objawić. Odrobina narcyzmu nikomu nie zaszkodziła, a za to stanowiła solidną podstawę, swoisty napęd, który umożliwiał podobne poświęcenia. Gdyby wiedział, prawdopodobnie by sobie poszedł. I tyle, nie naciskałby, wyrozumiały dla pewnych niepojętych przez siebie możliwości. Zachowanie Jina jednak rozjuszało go coraz bardziej. Przez głowę przemykały mu rozmaite pomysły, choć ich realizacja znacznie go przekraczała. To, że zignorował jego zgrabne wybronienie się z zarzutów potrafił zaakceptować. Chłopak wycofał się, postawiony naprzeciwko czegoś, czego nie mógł przeskoczyć. Okej. Ale tolerowanie takiego odtrącenia?
    No i to nie było tak, że powiedzenie jej tego cokolwiek by zmieniło. Marie naruszyła wrażliwą część Beau i tak wyglądały tego konsekwencje. W razie złego obrotu spraw mógł po prostu zrzucić winę na nią, bo to ona doprowadziła go do podobnego stanu. I to, że właśnie pocałował jej brata, i to, jak po chwili chaotycznych rozmyślań stanął za nim i praktycznie się na nim uwiesił, wykorzystując do tego nieprzeniknione chęci poczucia bliskości. Wyjął z jego rąk jedną z książek, odkładając ją na prawdopodobnie prawidłowe miejsce. Zdawał się przerażająco niezrażony niczym, co dotychczas się stało, ułożywszy brodę na głowie Jina, obejmując jego szyję ramionami w jakiejś dziwnej imitacji uścisku.
    – Nie odpuszczę – zapowiedział. Zaczął kołysać się na boki, a przez ten cały czas nawet przez myśl nie przeszło mu, że mogło nie spodobać mu się to naruszenie przestrzeni osobistej. Też taką miał, ale nie za bardzo zwracał na nią uwagę. Stanowiła aspekt estetyczny, którym posługiwał się, gdyby inny argument nie dał akurat rady. Zdjął z jego głowy okulary, zakładając je sobie. Odetchnął ciężko, przymykając oczy. W zasadzie nie było tak źle. Względnie przyjemnie jak na osobę znaną od paru minut. Zazwyczaj potrzebował trochę czasu, by odnaleźć pożądaną strefę komfortu, lecz przy Jinie wszystkie zasady wydawały się mdłe i niepotrzebne. Zapewne wiązało się to z desperacją, jaka wręcz emanowała z jego wszelakich czynności, jednakże wystarczało, by przypisał go sobie jako kogoś interesującego. Wolałby przejść już do dalszego etapu, może nie przesadnie oddalonego od aktualności, ale chociaż trochę. Gry wstępne były męczące, szczególnie w takim przypadku. Nie winił go za niechęć odnośnie tego planu, tyle że... nie miał innego wyjścia.

    solo en tu boca yo quiero acabar or idk

    OdpowiedzUsuń
  19. Skrzywił się na westchnięcie chłopaka, karcąc siebie w myślach za to postępowanie, co wcale nie sprawiło, że zamierzał się wstrzymywać. Wykonanie rachunku sumienia nie zawsze oznaczało wprowadzenie konkretnych zmian, jednakże źle poczuł się z tym, w jaki stan go wprawił. Nie rozumiał, jak zwykła sympatia mogła nie sprawiać przyjemności, tym bardziej, że nie wykraczała poza żadne stosowne ramy. Tylko go objął. Co było w tym takiego złego? Zdążył przywrócić zadowolony, a wręcz podchodzący pod pewną arogancję wyraz twarzy, by nie zdradzić niczego. W niczym by to nie pomogło, a przynajmniej takie miał na ten temat zdanie. Wolał trzymać się metod może nie sprawdzonych, ale mniej ryzykownych. Wyrzucenie z siebie czegoś głębszego niosłoby za sobą zapłatę, prędzej czy później, a jemu na pewno nie chciałoby się tego naprawiać.
    Skinął głową, niemo przystając na postawiony mu warunek. Wątpił w otrzymanie jakiegoś chorego wyzwania, ponieważ nawet jeżeli takie myśli aktualnie Jina nękały, po całym wyjeździe musiał zacząć pałać do niego jakimś pozytywnym uczuciem. Beau nie dopuszczał do siebie innej możliwości, w zasadzie w żadnym z przypadków. Ludzie albo go lubili, albo stawali się kimś wartym żywienia doń wszelakiej dostępnej w nikłych pokładach entuzjazmu wrogości.
    – Dziękuję – mruknął z prawdziwą w tych słowach brzmiącą wdzięcznością. Mógł wreszcie odetchnąć z ulgą, mając załatwioną chociaż tę sprawę. Ignorując naukę, jaką wyniósł przed chwilą, a której irracjonalne podłoże w ogóle nie satysfakcjonował​o go w roli odpowiedzi, wyciągnął rękę, by delikatne poprowadzić jego dłoń ku górze. Nieco nieudolnie pomógł mu w przymusowym wzniesieniu grzywki za pomocą okularów, jak wcześniej. Był zdania, iż takie zakrywanie twarzy, w szczególności równie intrygującej, powinno traktować się jako grzech wobec indywidualnego zmysłu estetyki. Sam naruszał go często, ale przecież jego to nie dotyczyło. Nie warto. – Tak lepiej – przyznał i puścił mu oczko. Poruszył ramionami, próbując zminimalizować narosłe w nich napięcie. – Możesz podać mi do siebie jakiś kontakt? Chyba że wolisz, żebym przekazał ci wszystko osobiście – zaproponował, nieznacznie zadzierając brodę do góry w towarzystwie zaczepnego uśmiechu.

    SI TE VAS YO TAMBIEN ME VOY SI ME DAS YO TAMBIEN TE DOY MI AMOR

    OdpowiedzUsuń
  20. Z posłusznością godną pochwały wyciągnął z kieszeni spodni telefon, odblokowując go następnie, by wybrać opcję tworzenia nowego kontaktu. Wolałby dodać Jina do właściwej konwersacji grupowej, ale to wiązałoby się też ze zdradzeniem całego planu przywiezienia kogoś ze sobą. Na pewno nie zamierzał robić z tego wielkiej tajemnicy, co i tak nigdy mu nie wychodziło, jednakże skrywanie tożsamości tejże osoby brzmiało jak pomysł wybitny, przynajmniej w porównaniu do całokształtu tego planu. Gdyby dowiedziano się, że to właśnie jego ciągnął ze sobą, długo by nie pożył. Nieważne czy za sprawą wyrzutów sumienia, czy mordu na nim dokonałby ktoś inny. Z drugiej strony nie zostało wiele dni; za późno zabrał się za namawianie Jina do wzięcia udziału w całym przedsięwzięciu i mogło to zaważyć na zdobyciu jego sympatii. Zaledwie tydzień dzielił ich od opuszczenia Skyline na całe dwa tygodnie. Kto by na to nie przystał?
    Wpatrywał się w niego nieco zbyt nachalnie, w ogóle niezainteresowan​y tym, co wyprawiało się z jego telefonem. A powinien, bo zazwyczaj nie dawał go tak po prostu pierwszym lepszym osobom. Mógł sam poradzić sobie ze zdobyciem jego numeru, choćby poprzez zwykłe podyktowanie mu go, ale stwierdził, że narobił mu wystarczająco komplikacji jak na jedno spotkanie. Potarł twarz w zamyśleniu, cierpliwie wyczekując końca, aż odebrał od niego komórkę, nawet nie zerkając na ekran. Równie dobrze mógł zostać właśnie oszukany. Podany numer należałby w takim wypadku do Marie lub w ogóle by nie istniał. Naiwność wyrównywała w jego przypadku szanse.
    – Powinieneś ściąć włosy – oznajmił niespodziewanie,​ ignorując uwagę o niedzwonieniu. Nie dostrzegał w tym żadnego problemu, toteż nie istniała potrzeba drążenia tematu. Narzucałby się pomimo wszystko, nieistotne, czy poprzez wydzwanianie do niego, czy wiadomości tekstowe. – Albo kupię ci opaskę. Żeby wszyscy widzieli, jakiego słodkiego mam chłopaka. – Nie przewidział, że wypali akurat coś takiego, lecz nie przejął się tym zbytnio, traktując to jako pewne przygotowanie do tego, co ich w przyszłości czekało. Zawsze odznaczał się nieskrępowaniem w wyrażaniu uczuć wobec drugiej osoby, zatem podobne słowa czy czyny takiej jak przed chwilą powinny także Jinowi przestać przeszkadzać. Dla jego dobra.

    A MI NO ME IMPORTA
    QUE VIVAS CON EL
    PORQUE SE QUE MUERES
    CON PODERME VER MUJER
    QUE VAS A HACER
    DECIDETE PA' VER

    OdpowiedzUsuń
  21. Przewrócił oczami. Traktowanie poważnie gróźb wycofania się z czegoś przeszło mu już dawno, toteż tylko tyle potrafił zrobić. Zlekceważyć jego zdanie na dany temat, jego wolę, do której posiadał pewne prawo. Jeśli Jin chciał naprawdę dostać coś w zamian, istniały pewne warunki, jakie musiał spełnić i samo branie słów Beau niekoniecznie w pełni na serio było jedną z nich. Dobre wypadnięcie przed wszystkimi prowadziło do nagrody, a poprzez wspomnianą dobroć miał na myśli jawną prawdziwość. Sprawianie poprawnych pozorów określało drogę ku upragnionej zdobyczy, choć jeszcze bezpośrednio nienazwanej. Nie zwrócił większej uwagi na jego tatuaże. Tak jak inne cechy odróżniające ludzi, niewiele mógł mieć za czy przeciwko podobnym zmianom. Zapewne mógłby się tego uczepić, choćby dla samej rozrywki, ale cała przeprawa z chłopakiem napawała go niemałym zmęczeniem, które z kolei sugerowało prawie natychmiastową ewakuację. Do tego zapadła irytująca cisza. Niekoniecznie pozytywna, taka z obopólną świadomością oddychania w niedalekiej odległości od siebie. Zamierzał zgromadzić wystarczająco energii do samego wyjazdu niż marnować aktualne resztki na pierwsze wrażenie.
    – Dostaniesz wszystko – potwierdził, kiwając do tego głową. Wymyślenie odpowiedniej historyjki także należało do jego powinności, jednakże nie wiedział jeszcze, jak poradzi sobie z tym zadaniem. Niewiele dzieliło go od faktycznie rozwiniętej wyobraźni, ale przez niekorzystanie z tego nazbyt często zaniedbał tę umiejętność. Odetchnął nieco ciężej, by zaraz klasnąć w dłonie i przywrócić zagubiony bezwiednie uśmiech. Chciał stąd jak najszybciej uciec, jakby bał się, że jednak zdąży coś jeszcze zepsuć. – Nie przeszkadzam ci w twoim arcyważnym zajęciu, kochanie. – Jego głos lekko zadrżał przy tym określeniu, bowiem zazwyczaj stosował modulowanie wypowiedzi poprzez wprowadzenie francuskiego przy podobnych słowach. Powstrzymał nacierające na jego nerwy speszenie tym, jak źle w porównaniu do codzienności to zabrzmiało poprzez zmierzwienie włosów Jina. – Nie mogę się doczekać aż znowu cię pocałuję – oznajmił na pożegnanie, po czym odwrócił się i opuścił chłopaka, siląc się na jak najbardziej pewną siebie postawę. Jakby wcale nie denerwowało go to, co musiał pomyśleć sobie Jin. Jak na niego teraz patrzył, jak czuł się z tym wszystkim.
    Bo jak zwykle nie interesowało go nic.

    SI TE QUEDAS O TE VAS
    SI NO NO ME BUSQUES MAS

    done

    OdpowiedzUsuń
  22. [Cześć, cześć! Daję znać, że dzisiaj podeślę jeszcze swoją propozycję na maila!]

    Castiel Berne

    OdpowiedzUsuń
  23. [Długo nie mogłam się zdecydować,bo wszystkie trzy postacie wydają mi się interesujące, więc wybrałam na chybił trafił ;) No i widzę, że mamy punkt zaczepienia w postaci twórczego pisania. Miałabyś jednak może jakiś konkretniejszy pomysł na powiązanie czy coś razem myślimy? :)]
    Mr. B

    OdpowiedzUsuń
  24. Przyglądał się Jinowi, kiedy ten brał od niego ołówek i pochylał się nad książką, żeby mu odpowiedzieć. Cóż, odpowiedzieć, odpisać, Elliotowi nie robiło to różnicy. Miał tylko nadzieję, że nie popełnił jakiejś gafy, nie chciał zepsuć tej znajomości, jednej z niewielu, na jakich mu szczerze zależało, ale jego rozmówca nie wyglądał na urażonego, więc odetchnął z ulgą.
    Gdy chłopak skończył, Ellie zerknął na to, co napisał na stronie książki. Możesz mówić do mnie normalnie. Och. No tak, nie było tak, że pisanie zamiast mówienia było dla niego niewygodą; miał czas, cierpliwość, do tego naprawdę lubił pisać w taki, czy inny sposób, ale nie chciał również, by Jin czuł, że jakoś się dla niego poświęca albo coś, to jemu miało być wygodnie. Dlatego Elliot ewentualnie pokiwał głową i uśmiechnął się, z powrotem podnosząc wzrok na chłopaka.
    – Nie ma sprawy, lubię pisać – zapewnił, ale tak, mimo wszystko to mówił. Prawda była taka, że gdy jego podejrzenia się potwierdziły, był pod niemałym wrażeniem umiejętności czytania z warg, jaką wykazywał Jin. Ciekawiło go to, jeszcze nigdy nie spotkał kogoś podobnego i nie chodziło tutaj tylko o to, że jego znajomy nie słyszał, to było dużo więcej. Coś podświadomie podpowiadało mu, że mogą się dobrze dogadać, że już wcześniej się dogadywali, być może tym razem nikt nie będzie na niego naciskał, nie czuł się tak, zestresowany jak często czuł się w towarzystwie innych osób.
    – Nie mówisz źle. Na początku pomyślałem, że masz po prostu jakiś uroczy akcent – przyznał szczerze, nie miał w końcu żadnego powodu, aby kłamać. Elliot był chyba po prostu zbyt przyzwyczajony do obserwowania ludzi, zwracał uwagę na każdy, mały szczegół w czyimś zachowaniu, niewiele z nich umykało jego uwadze. Miał to już chyba we krwi, wynikało to z jego… niecodziennej sytuacji rodzinnej i, jak widać, czasem się przydawało. – A zdradziło cię patrzenie mi na usta, to prawda. Ale myślę, że to miłe, jesteś w tym dobry. Tym, znaczy czytaniu z ruchu warg – dodał, z zainteresowaniem lekko przechylając głowę w bok. Miał nadzieję, że nic z tego nie zostanie źle odebrane, po prostu miło było raz na jakiś czas po prostu powiedzieć dokładnie to, co myślał, nie ukrywając jakichś niewygodnych faktów. To wszystko dlatego, że ludzie zwykle chcieli rozmawiać o nim, a on tego nie lubił. Teraz było inaczej, więc czuł się trochę pewniej.
    – Nakrzyczysz na mnie, jeśli powiem coś głupiego, nieodpowiedniego? Bo wiesz, to tajemnica, ale nie znam się na niczym oprócz książek.
    Ellie się uśmiechnął, delikatnie wzruszając ramionami. Czasem żył w swoim własnym świecie i przez większość czasu ani trochę mu to nie przeszkadzało, ale bywały takie chwile, w których rzeczywistość dawała o sobie znać i nie lubił nie wiedzieć wtedy, jak się zachować. Teraz starał się również mówić wyraźnie, nie z jakąś przesadą, zdążył zauważyć, że jest całkiem dobrze rozumiany i nie chciał sprawić, żeby Jinowi było niezręcznie, po prostu miał czasem tendencję do szybkiego i niewyraźnego mówienia, taki nerwowy nawyk, który teraz mógłby być problemem, więc się starał.

    Ellie

    OdpowiedzUsuń