28 kwietnia 2017

I'm a supergirl and supergirls don't cry

Lolanthe Evelyn Quatermaine ☀ szesnaście wiosen, I klasa ☀ radiowęzeł, grupa taneczna ☀ perkusistka, zafascynowana fotografią analogową ☀ szramy na kolanach zafundowała ukochana Eden ☀ rozszerza geografię oraz hiszpański ☀ niekonwencjonalny styl bycia oraz ubioru ☀ towarzystwo z pogranicza i spotkania za garażami; sekretne tatuaże, bo chcieć to móc ☀ bałagan w głowie i jeszcze większy na niej; błękitne oczy, niekończąca się energia i wieczny uśmiech ☀ zbyt głupia i przewidywalna, zbyt brzydka, prawie najmłodsza; niewystarczająco dobra ☀  despotyczny braciszek kocha!
Audycja  Retro Vibesz trzydziestego pierwszego marca obecnego roku. 
Rzućcie w kąt ciężkie plecaki, pozwólcie, aby poniosła was ta niesamowita chwila i popłyńcie na fali odjechanego chilloutu razem z Lolą Quatermaine! Twoje ciało doskonale zna kroki, daj mu tylko poczuć ten niesamowity rytm, pobujaj się! 
Dzisiaj, tak jak w każdy piątek, kołyszemy się razem, czy ktoś poza mną i Felixem ma ochotę na La Bambę? Na razie jednak nie dla nas wspólne tańce, bo jak zwykle zaczynamy od ogłoszeń, które przez calutki tydzień bardzo chętnie nadsyłacie na świetnie znany wszystkim uczniom mail radiowęzła! Zainteresowanych zapraszamy do wysłuchania świeżutkich informacji ze szkolnego podwórka, ale zapewniamy również cudowne doznania słuchowe. Gra dla nas Król. Wprawdzie szkoda zagłuszać te niesamowitości, ale Mary Perkins z drugiej klasy zgubiła wczoraj srebrną bransoletkę z grawerem, dla uczciwego znalazcy przewidziana jest podobno bardzo atrakcyjna nagroda. Osobiście prowadzę intensywne poszukiwania, bo ta dziewczyna jest zjawiskowa pod każdym względem, przysięgam! Najlepsze życzenia z okazji urodzin dla dziewiętnastoletniej już Ivy Bailey od przyjaciół i ekipy z radiowęzła, rośnij duża i spełniaj marzenia! A teraz wstrzymajcie oddech, złapcie za rękę swoich towarzyszy albo oprzyjcie się o ścianę, bo nius, który już zaraz wam przekaże, na pewno zaskoczy wszystkich. Tum, turu tum tum tum. Po tygodniowym koszmarze nareszcie koniec z rozgotowaną brukselką; PIZZA NA LUNCH! Przecież mówiłam, że to będzie duży szok. Istna rewolucja, jednak starajcie się zachować spokój. Po tej informacji sama potrzebowałam krótkiej przerwy, ale teraz nie mamy czasu, więc z podniesioną adrenaliną pędzimy dalej! Dante Walker, ajć. Wiadomości niestety przeczytać nie mogę, ale strasznie mi cię szkoda, choć chyba powinnam odebrać to nieco inaczej, hmm. Drogiego anonima prosimy o podesłanie czegoś bardziej cenzuralnego, a pana — cytuje — niestałego jak pii ptak w pii locie o przyjście w wolnej chwili do radiowęzła! Tak na marginesie, całkiem ładne porównanie. 
Przypominam, że wszelkie ogłoszenia matrymonialne nie będą czytane, ale teraz specjalnie dla tych, którzy wciąż marzą o niesamowitej miłości, Bobby Darin i jego Ukochana ze snów. Hej, straciłam kontrolę nad nogami, czy to już choroba? Moje ręce też się buntują, tracę panowanie nad własnym ciałem! Felix, czy zauważyłeś u siebie podobne objawy? Kochani, przypuszczam, że to może być rockandrollowa... EPIDEMIA! Hmm, czy ktoś tak samo, jak ja marzy czasami o małym odejściu od obowiązujących norm? Czy myśleliście kiedyś nad przeniesieniem szałowego musicalu, czy też festiwalu do naszej szkoły, to byłoby po prostu woow! Coś łączącego jednocześnie hippisowską feerię barw z luzem surferów i oryginalnością bohemy, no i mnóstwo Rock'N'Rolla! Naprawdę nie, żartujesz? Okej, wracam. 
A teraz już ostatnie, niemniej wciąż ważne ogłoszenia. Osoba, która przedwczoraj zabrała woźnemu mop i nie zdecydowała się oddać go polubownie, szoruje dziś cały parter! Myślisz, że zdecydowałabym się na ten numer drugi raz? Nigdy w życiu. Ucznia pierwszej klasy przyłapała jedna z kamer, szach mat mały draniu. Sprawiedliwość ponad wszystko...nieważne! W poniedziałek odbędą się przesłuchania do szkolnego chóru, a ja wciąż oferuje swą pomoc kapelom, które cierpią z powodu braku dobrego i niezwykle skromnego perkusisty! Feeelix, czy mógłbyś odsunąć się od moich ciastek? Nie rób tej miny... ok, zostaw tylko te z rodzynkami. Na czym skończyliśmy? Ach, uczniowie trzeciej klasy przesyłają pozdrowienia najlepszemu nauczycielowi pod słońcem, panu Foresowi. Przyłączam się, a zainteresowanym przypominam o zajęciach dodatkowych dziś po lekcjach, widzimy się!
To chyba wszystko, nie mogę uwierzyć, że uporaliśmy się z tym tak szybko. Zaledwie sześć piosenek, miło liczyć w nich czas. A teraz... Już całkiem straciłam panowanie w zasadzie nad wszystkim, więc dziś kończymy wcześniej i wreszcie wjeżdża upragniona... LA BAMBA! Jestem pewna, że i wy nie możecie już dłużej czekać! Schowajcie telefony, uśmiechnijcie się i czym prędzej biegnijcie na hol, albo korzystajcie z chwili, gdziekolwiek jesteście. Moje ciało marzy o szaleństwie w rytm nieśmiertelnego Rock'N'Rolla, poddajmy się tej niesamowitej muzyce i pokażmy, że Skyline umie się bawić w niecodzienny sposób! Panie dyrektorze, pan sam widzi ja... Przepraszam! Przy mikrofonie, jak zwykle, siedziała Lola Quatermaine, do zobaczenia... I usłyszenia już za tydzień!


paplanina

36 komentarzy:

  1. [NIE DOTYKAĆ TEGO SŁODZIAKA WYŻEJ, BO CASSIAN ZAKOPIE ŻYWCEM]

    braciszek

    OdpowiedzUsuń
  2. [Oh, my dear! Siostro. <3]

    Zephir

    OdpowiedzUsuń
  3. [Ależ ona jest urocza. Prze-urocza. Nie wiem czy nie za młoda na wątek z Vaccaro, poza tym, na ten moment nie mam żadnego konkretnego pomysłu. Musiałabym się porządnie zastanowić, a znowu pojawiam się na blogu, gdy idę zaraz spać więc... dzisiaj nie wymyślę nic sensownego, ale cześć! :)]

    Giovanni

    OdpowiedzUsuń
  4. [To jak, robimy im jakiś szalony wątek? :D]
    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  5. [Wcale nie jest wcześniej, a ja wcale nie jestem ogarnięta, ale dłużej nie mogę czekać i muszę się przywitać!
    Czeeeeeeeeeść, jejku ona jest naprawdę urocza. Z każdym kolejnym zdaniem karty coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że to prawda. :D Tak swoją drogą to świetny pomysł na napisanie karty. Osobiście bardzo mi się podoba. :D Przedłużać chyba nie będę, więc... Chodź do mnie!:D]

    Khloè, Dylan & Xander

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Hej słodziaku! Gdzie tam ona brzydka?! Piękna jest! <3 Fajnie wybrałaś rozszerzenia, pasuje do niej geografia i hiszpański, loca espanol xD Tekst superowo oddaje jej chaotyczny i szybki sposób bycia, taka mała blogowa iskierka z niej! :D Nie wiem czy dałoby się jakoś zawiązać wątek między Lolą a Wendy, bo to chyba trochę inne światy, a szkoda :c
    W każdym bądź razie witam gorąco na blogu z nową postacią i życzę masy wątków! :D]

    Wendy

    OdpowiedzUsuń
  7. [Łoo! Kocham Cię, wiesz? Bardzo ładnie napisana karta i ja chcę wątek, ale wiesz, że nie umiem w wymyślanie ;<]

    Attan & Russell

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cześć i czołem! :) Nie będę w sumie owijać w bawełnę i powiem wprost o co chodzi. Lola jest naprawdę świetną postacią: przyjemnie napisana karta, tak urocze zdjęcie, że człowiek aż się uśmiecha, i w sumie to właśnie chęć wątku z nią zmotywowała mnie do powrotu na SHS. Także gdybyś chciała napisać coś wspólnie, to zapraszam!]

    Aaron Carrow

    OdpowiedzUsuń
  9. [Cieszę się, że dziecko z teledysku przypadło do gustu, chociaż tak naprawdę nie rozumiem jego przesłania, nie pasuje mi nawet zbytnio do piosenki. No chyba, że nie ma w nim żadnych wiadomości dla oglądających tylko jest po to, żeby sobie być i tyle. :D
    Co do wątku, to proponuję albo burze mózgów (najlepiej na mailu, żeby nie spamować pod kartą — thosegreatwhites@gmail.com) lub mam pomysł zatytułowany: "Niech Aaron i Lola odnajdą tego zbója, który odważył się zabrać woźnemu mopa", przy czym może okazać się, że to jakaś "grubsza sprawa".]

    Carrow

    OdpowiedzUsuń
  10. [Theo czuje się ukontentowany, a Wendy dziękuje w jego imieniu :D
    Masz racje, przydadzą się takie pozytywne postaci c: Ja na wątek jestem chętna, ale nie mam pojęcia jak dziewczyny miałyby się spiknąć xd Hmm, Wends mogłaby coś zgubić i pójść do radiowęzła, żeby to ogłosić :D]

    Wendy

    OdpowiedzUsuń
  11. [Bardziej myślałam o czymś, że mogły spotkać się na jakiejś imprezie. jakiś podejrzany znajomy od Oph przyprowadził ze sobą Lolę, potem zrobił się jakiś dym, pojawiła się policja i trzeba było szybko działać. Ktoś potem mógł o wszystkim donieść jej bratu, że Oph tam była, a może też chciał jej narobić kłopotów, to powiedział, że to Stardlin wciągnęła Lolę w kłopoty i drama murowana :D Jak nie, to myślimy dalej XD]
    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  12. [Witam kolejną siostrzyczkę Cassiana, która jest naprawdę urocza *,* Baw się z nią dobrze! :D]

    Amara, Genesis, Danny

    OdpowiedzUsuń
  13. [Ona jest zbyt urocza. Nie mogę się na nią napatrzeć. Naprawdę. Jejku. <3 Mam cudowną siostrę. Miło to chociaż raz w życiu powiedzieć. Nawet jeśli dotyczy to tylko blogowej siostry. :D Mimo tego, że potrafi im ostro grać na nerwach to bym widziała dziewczyny w pozytywnej relacji. Już im wystarczy, że mają brata xD Dobra, chyba się zdecyduję na burze mózgów. :D Razem chodzą na grupę taneczną, chyba, że chcemy coś innego i niekoniecznie związanego ze szkołą... To zawsze możemy się cofnąć w czasie i wysłać dziewczyny na jakiś festiwal. Khloé je uwielbia, więc nie ma szans, ze jakiś by opuściła. Może zabrałaby ze sobą Lolę na jeden?]

    Khloé

    OdpowiedzUsuń
  14. [Tak, tak, może być coś takiego :D Oph mogą nawet o coś tam oskarżyć, ale prawnik ją wybroni, a rodzice wpłacą kaucję, ale ogólnie potem może być całe zamieszanie. W sumie, oskarżyć mogą ją o handel, biorąc pod uwagę jej przeszłość, bo jakaś "miła" osoba mogła donieść o jej dawnych problemach z narkotykami XD Boże, biedna ta moja dziewczyna XD]
    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  15. Cassian był tego dnia wyjątkowym altruistą, jeśli można było użyć w jego przypadku tak mocnego słowa jak to. Choć z drugiej strony można by przyjąć, że był dzisiaj wyjątkowo wielkim altruistą, personalizując poziom jego zła i dostosowując go do schematu, gdzie proporcjonalnie poziom bycia miłym znajdował się właśnie w takich okolicach. Uśmiechnął się krzywo i poprawił koszulę, wyjątkowo nie występując dzisiaj w garniturze; poza zapachem męskich perfum, roztrzepanymi, a jednak pełnymi ładu włosami i drapiącym zarostem siedział wraz z Missy, pomagając jej rozwiązać zadanie z matematyki. Mnożenie słupkowe było proste, ale małe dziewczę nie potrafiło pojąć go w lot tak szybko jak jego dorosły umysł; wykazywał się więc ponadprzeciętną jak na siebie cierpliwością, trzymając ją na kolanach i powoli tłumacząc, które liczby powinny zostać przez siebie pomnożone. Dziewczynka, wsparta plecami o jego klatę słuchała z uwagą, a po jakimś czasie nawet udało jej się rozwiązać zadanie; uśmiech z ubytkiem po wypadłym mleczaku zmiękczył go do tego stopnia, że poczochrał ją po włosach. Potem oczywiście, zafochana księżniczka przyniosła mu szczotkę i kazała zrobić sobie warkoczyki. No i co miał zrobić? Praktyki na trzech pozwoliły mu szybko uporać się z fryzurą dziewczynki, za co otrzymał słodkiego niewinnego buziaka w usta. A potem Missy chwyciła ulubioną lalkę i nie oglądając się za siebie poszła do salonu, chcąc obejrzeć trochę bajek.
    Cassian wstał więc, otrzepał kolana i zszedł schodami, dziwiąc się z powodu panującej w domu ciszy. Rodziców nadal nie było; ba, zostali na Wyspach Kanaryjskich w sprawach służbowych i nie kwapili się wrócić. Miał więc cały babiniec na głowie.
    Upewniwszy się, że Missy siedzi pod kocem obok Zephir, odetchnął spokojnie i wyszedł na zewnątrz, chcąc po prostu prozaicznie zapalić.
    Oparł się o balustradę i zaciągnął dymem, wypuszczając okręgi z i tak nadwyrężonych płuc. Zamknął oczy i odetchnął, zastanawiając się nad nadchodzącym tygodniem. Miał trochę do zrobienia; oprócz grania dorosłego, musiał załatwić swoje sprawy i nie dać się zabić. Jego interesy miały to do siebie, że zawsze były nieprzewidywalne. Nigdy nie było wiadomo, czy mroczny kosiarz nie czai się akurat za drzwiami.
    Dlatego gwałtownie otworzył oczy, słysząc rzępolenie kółek po asfalcie. W oddali dostrzegł blond czuprynę i drobną sylwetkę, sunącej na deskorolce Lolanthe. Uniósł brew i zgasił papierosa w pięści, zupełnie nie przejmując się lekkim pieczeniem, wywołanym spotkaniem skóry z gorącym petem; wyrzucił go potem do śmietnika i ruszył w kierunku siostry, całkowicie pochłoniętej samą sobą. Pokręcił głową, a będąc dziś wyjątkowym altruistą po prostu obserwował. Naszło go nawet na żarty, bo gdy ponownie przejeżdżała obok niego chwycił ją dłońmi za talię i bez większych problemów uniósł w górę, przerzucając sobie przez ramię. Deskorolka odjechała kawałek, lecz zdążył zablokować ją czubkiem stopy, nadal nie wypuszczając z objęć przewieszonej przez bark Loli.
    — Tak mi się wydawało, że w moim babińcu kogoś brakuje — rzucił ochrypłym, charakterystycznie męskim głosem, pozwalając dziewczynie na szamotaninę. Jedną ręką zdjął ją z ramienia i postawił przed sobą. — Mam nadzieję, że nie zaplanowałaś sobie śmierci przy nosegrindzie — pokręcił głową, spuszczając na nią spojrzenie jasnych, mocno niebieskich oczu. — W przeciwnym razie mogłem użyć mniejszych proporcji przy sporządzaniu obiadu...

    [Mam nadzieję, że może być <3]
    Cassian

    OdpowiedzUsuń
  16. [Los na moje nieszczęście obdarował mnie trójką braci, ale chociaż tutaj są siostry, więc cieszę się czym mogę. :D
    Innej relacji między nimi nie widziałam. Khloé jedynie drze koty z Cassem, a jak z siostrami się kłóci to na pewno są to tylko takie przekomarzanie się nawzajem i nic czym warto sobie głowę zawracać. Te jej tańce muszą być urocze, sama mam dwie lewe ręce do takich czynów, więc po części ją rozumiem. xD W moim wykonaniu są one bardziej żałosne, niż urocze, ale Lola... To Lola. :D W LA! Tam jest ciepło, plaża, ocean, Disneyland, Universal Studio! Będzie gdzie je zabrać na wycieczkę, kiedy festiwal się zakończy! :D Co do gwiazdy to nie mam bladego pojęcia, ale stawiałabym na kogoś kto teraz jest na topie, aby było tak światowo i było za czym szaleć. Przeszukam jutuby i znajdę kogoś odpowiedniego. :D Co do opisywania strojów to dam z siebie wszystko. Zobaczymy jak to wyjdzie, wcześniej jakoś nigdy nie zwracałam uwagi na dokładniejsze opisywanie, ale... Khloé to bloggerka, więc na pewno będzie biegać też z aparatem, aby robić wszystkiemu zdjęcia/filmiki i wstawia swoje stylizacje na bloga, więc na pewno trochę temu uwagi poświęcę. Co do reszty planu to jak najbardziej się zgadzam, oczywiście! A żeby z tym chłopakiem tak pusto nie było, bo jak co, ale Khloé nie jest typową blond cheerleaderką, która każdego faceta się czepia, może on być jakimś np również początkującym modelem, albo jakimś youtuberem czy kimś w tym stylu. :D
    Zaczęłabym od tego jak jeszcze w domu się pakują na wyjazd, sprawdzają milion razy czy mają wszystko czego potrzebują, a potem jadą na lotnisko, a raczej do szkoły, bo to wspólny wyjazd, więc razem muszą tam dojechać. :D ] I wysłałabym je na tydzień. Trzy dni festiwalu i kolejne cztery na zwiedzanie miasta. + dzień na przylot i wylot, czyli ogólnie niech lecą na 9 dni.
    Poszaleją sobie tam. :D ]

    Khloé

    OdpowiedzUsuń
  17. [W zasadzie to Gio może wciągnąć ją w jakieś kłopoty, niech powkurzają odrobinę jej braciszka :D Giovanni się na to pisze, może nawet odrobinę przypadkowo, niekoniecznie chcący :D]

    Giovanni

    OdpowiedzUsuń
  18. [Ooo, cześć, hej! :D Już się bałam, że nie przyjdziesz bo nie każdy musi przecież polubić Deborę. Ale Lola jest takim małym promyczkiem przy którym nie można przejść obojętnie, no po prostu się nie da. :D Śliczny wizerunek który tak bardzo do niej pasuje.
    Co do wątku (ej, to ja jestem tą od wymyślania) baaardzo mi się podoba ten pomysł. Tylko nie wiem czy Debora je ciastka, chyba raczej nie. :D Wiesz, ścisła dieta i takie tam. Więc może z jej inicjatywy poszłyby na zakupy?
    Poza tym, Debora ma na pieńku z jej bratem więc mogłaby spróbować wyciągnąć od niej jakieś informacje na jego temat! :D]

    Debora

    OdpowiedzUsuń
  19. Cassian rzadko kiedy się nudził. Z reguły, jego harmonogram pozostawał tak pedantycznie ułożony, że trudno było mówić o nudzie; cechował się zbyt wielką sumiennością i zorganizowaniem, by miał czas na marnotrawstwo. Zawsze wstawał o szóstej, przed wszystkimi, nawet jeśli położył się o trzeciej. Zawsze nienagannie się ubierał, doprowadzał wszystko do względnego ładu i wychodził, załatwiając swoje sprawy. Zawsze dociągał je do końca, starał się nie brudzić rąk i dbał o czystość własnego... alibi. Tylko alibi było mu potrzebne. Choć tak naprawdę, doskonale zdawał sobie sprawę ze swojej niezniszczalności. Był Cassianem Quatermaine, miał to, co rządziło światem; pieniądze. Pieniądze rodziców, którymi jednak mógł całkowicie dowolnie dysponować. Pieniądze rodziców, których złoża stały przed nimi otworem, bo nawet oni nie potrafili mu się przeciwstawić. Despota, sadysta, psychol. Takim człowiekiem, o ile można było to nazwać człowiekiem, był. Nawet nie próbował zaprzeczać wszystkim tym plotkom, przepuszczał je przez siebie i akceptował, doskonale zdając sobie sprawę jak wielką prawdę za sobą kryły. Żył w zgodzie z rzeczywistością, nie sprzeczając się z tym, czym była; to dało mu siłę i zapewniło prawdziwą pewność, pozwalającą nie upaść i nie pozostać zniszczonym. Czerpał całymi garściami z wewnętrznych pokładów samozaparcia, za wszelką cenę próbował nie opaść na klęczki i żył, uśmiechając się do losu. Losu, który tym razem nie mógł mu wybić wszystkich zębów. Bo miał za słabe pięści.
    Zresztą, pod sobą przemykały jego młodsze siostry; logiczne więc, że dość problematycznie odnosił się do tego zjawiska.
    Jeśli zostałby zniszczony, one pozostałyby bez opieki; nie mógłby ich chronić, brać pod swoje skrzydła i wręcz obsesyjnie strzec przed każdym, podejrzanym mężczyzną, który mógłby stać się ich potencjalnym krzywdzicielem. Paradoksem był fakt, że pomimo tak zawziętej ochrony, jaką otaczał ich każdego dnia... sam najbardziej je ranił, kąsając jarzmem własnego despotyzmu; ograniczał, podporządkowywał i manipulował, zupełnie nie biorąc pod uwagę następstw, jakie mogły przez to wstrząsnąć jego życiem; był zły, przesiąknięty do szpiku kości własna socjopatią i zagubiony w sobie. A najgorsze, że posiadł wiedzę. Był świadomy czynów, jakich się dopuszczał; znał te, które powinien potępiać; zdawał sobie sprawę, czego powinien unikać i co zmienić. Ale po prostu nie chciał zmian. I nie potrafił zmusić się do wyrzutów sumienia. A wyrzuty sumienia były kluczem do odnalezienia swojej drogi.
    Cassian Quatermaine miał jednak problem, by naprostować własny charakter. I to z nim najczęściej musiał walczyć. A nie walczył, lecz poddawał się wpływowi nie do końca zdrowych myśli. I dawało mu to satysfakcję; lubił tak postępować, obracać się wśród takich ludzi, dopuszczać tego, czego się dopuszczał. Było to chore, zupełnie nieprofesjonalne i wręcz niewskazane. Wiedział jednak, że tego chce. A gdy Cassian Quatermaine czegoś chciał, nie rezygnował tak szybko. Wykształcił to przez lata, nabył w powolnym procesie, uplastyczniając swój charakter z każdym kolejnym rokiem, zbudował z niczego, wykreował samodzielnie na podstawie wyimaginowanego schematu, rodzącego się w jego głowie. Trudno było zmienić raz nauczonego zwierzaka; i niestety Cassian takim zwierzakiem okazywał się na każdym kroku.
    Lola w pewien sposób nieświadomie go tłumiła; nadmiar jej emocji, którego po prostu nie potrafił zrozumieć, wyciszał go i łagodził, sprawiając, iż jego wyważony charakter rozpływał się z ram, wylewając poza dotychczas ustalone bariery; w pewnym sensie potrafiła go ugłaskać, choć nawet o tym nie wiedziała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze była tak samo słodka; miał wręcz wrażenie, że nie zmieniła się odkąd brał ją na ręce jako takiego małego szkraba; czytał bajeczki, nakręcał karuzelę nad łóżeczkiem i zabiegał o uwagę, chcąc brać ją na ręce. To było tak dawno, a jednak nie potrafił poczuć nic innego, patrząc na tę rozbestwioną, pełną wewnętrznej radości istotę. Nikt nie rozpoznałby Cassiana Quatermaine w takich chwilach; wysoki, o tym samym niebieskim spojrzeniu niezłomnych oczu. A jednak uśmiechnięty, pozbawiony nonszalancji i jadowitości; pełen zwykłej, niekryjącej się radości i doprawiony odrobiną faktycznej, braterskiej troski. Rzadko mu się to zdarzało, ale Lola faktycznie potrafiła to z niego wyzwolić.
      Wywrócił oczami, gdy skwitowała stwierdzenie o noesgrindzie; poczochrał ją po włosach, patrząc na jej szczery, dziecinny uśmiech, który tak bardzo pamiętał z dzieciństwa.
      — Jasne, że mam zaległości, Lolly — mruknął ochryple, choć tym razem ciepło. Osoba trzecia w życiu nie powiedziałaby, że to ten sam Cassian Quatermaine. — Nie umywam się do Twoich umiejętności, nie potrafię jeździć tak skupiony, by nie zauważyć, że ktoś się na mnie czai — Cassian dawno nie jeździł; miał jednak dobrą pamięć i dość szybko przypominał sobie zapomniane umiejętności. W jej wieku robił to nałogowo, choć wtedy nie był jeszcze aż taki rozpoznawalny; zwykły, szary chłopiec z objawami despotyzmu. Teraz nie były to już jednak tylko obawy.
      Nie podlegało jednak wątpliwościom, że zdarzało mu się chwycić za deskę i pośmigać, ot tak, dla zabawy. Choć siostra, poświęcająca temu więcej czasu, pewnie zdecydowanie go przewyższała.
      Na wspomnienie o przyjaciołach uniósł brew i spojrzał na nią krytycznym spojrzeniem. Jej znajomi nie należeli do ludzi, z którymi puściłby ją bez mrugnięcia okiem. Choć sam był typem spod ciemnej gwiazdy, zdecydowanie nie popierał spoufalania się jego księżniczek z ludźmi podobnego pokoju. Wystarczyło, że jego musiały znosić.
      Nie uważał, by ktokolwiek z ich kolegów mógł mu dorównać... ale wolał dmuchać na zimne i tłumić takie rzeczy w zarodku, nie dopuszczając do rozprzestrzeniania się choroby. Po prostu się martwił, na swój chory, dziwny sposób.
      Zastanowił się nad jej pytaniem, wyraźnie zaskoczony. Jego prawie najmłodsza siostra miała to do siebie, że pomimo bycia tak różnymi.... byli podobni. Była równie sprytna co on, personalizując do jej wieku, oczywiście. Tym razem jednak chciał chyba przekonać się, co ma mu do zaoferowania. A nuż, nabierze nowych doświadczeń. I może nikt nie zginie ani nie skończy na OIOMie... Cóż, warto było spróbować, zwłaszcza, że mała wydawała się naprawdę przekonana.
      Westchnął z rezygnacją, ostatecznie kiwając głową.
      — Wygrałaś, kwiatuszku — mruknął, znowu mierzwiąc jej włosy, by po chwili pochwycić ją w talii i przerzucić sobie przez ramię. — Mam swoją deskę... gdzieś. Poszukasz jej ze mną, bo jeśli Cię zostawię, uciekniesz mi bez opieki... nie ze mną takie gierki, mała spryciulko — roześmiał się lekko, przez chwilę wręcz łaskocząc ją w ramionach. Może przypomni sobie jazdę, a przy okazji pogłębi relacje z siostrą; może nawet wreszcie zrozumie jej schematy działania i w przyszłości z mniejszym problemem będzie potrafił ją rozgryźć.
      — Raczej na Ciebie poczekają... chyba że masz inną propozycję, co?

      Cassian

      Usuń
  20. Wyjazd planowała od dawna. Cholera od naprawdę dawna. Jak tylko się dowiedziała, że będą lecieć do Los Angeles zaczęła przegrzebywać szafę w poszukiwaniu odpowiednich ubrań. Oczywiście nie obyło się tez bez wypadu do centrum handlowego i do agencji matki. Miała na festiwalu też reklamować nową kolekcję ubrań od marki, która podpisała kontrakt z matką, więc wpadło jej kilka nowych ubrań do szafy z czego cieszyła się zawsze. Uwielbiała bawić się ciuchami, przerabiać je na coś zupełnie innego, a teraz na festiwalu miała okazję do tego, aby to faktycznie robić. Im było bliżej wyjazdu, tym bardziej się denerwowała tym, że czegoś zapomni. Wybrała chyba też największą walizkę jaką udało się jej znaleźć. Podejrzewała, że kilka rzeczy będzie musiała wcisnąć do walizki Loli, albo jakiejś dziewczyny z drużyny. Naprawdę chciała, aby wszystko się jej zmieściło, ale problem był taki, że miała pół walizki spakowane, a reszta rzeczy leżała na podłodze. Wszystko co zamierzała zabrać było posegregowane na odpowiednie kupki, które rozumiała tylko ona. Wyglądało to jak jeden wielki burdel, nic więcej. Jednak ona w tym chaosie się jakoś orientowała i to było najważniejsze. Wpatrywała się w walizkę, stojąc na pufie i powoli wzrok przenosiła na kolorowe kupi ubrań, biżuterii i kosmetyków. Te najpotrzebniejsze kupi na miejscu – nie będzie przelewać szamponu do małych buteleczek, które nawet na jedno mycie nie wystarczą. Perfumy miała na szczęście w mniejszych buteleczkach niż 100ml, a nie zużyje przez te dziewięć dni wszystkich. Na wszelki wypadek zdecydowała się wybrać dwa ulubione w ostatnim czasie zapachy, aby mieć tak w razie jakby się jednak skończyły. Khloé musiała z pokoju wcześniej wręcz wypraszać matkę, a raczej wybić jej z głowy pomysł, aby ją pakować. Ona musiała sama wszystko sobie przygotować, aby potem wiedzieć, gdzie co ma i nie przegrzebywać całej torby w poszukiwaniu na przykład złotych kolczyków od Chanel, które mama mogła wsadzić nie do tej kosmetyczki co trzeba. Khloé potrafiła się sama ogarnąć, od długiego czasu robiła większość rzeczy sama i akurat w tym nie potrzebowała cudzej pomocy. Zeskoczyła z pufu na podłogę i podeszła do komputera, aby na nowo włączyć album „Ultraviolence” od Lany. Słuchała jej praktycznie od momentu, kiedy okazało się, że to ich drużyna wystąpi razem na festiwalu. I to u boku kogo? A no właśnie u boku Lany! Nie miała dużo czasu do wyjazdu, najlepiej aby już była w drodze, ale musiała to sobie poukładać. Zresztą do spotkania z innymi na szkolnym parkingu miały jeszcze trochę czasu. Nawet nie zdążyła zareagować, kiedy do pokoju wpadła Lola.
    Lola, istota tak słodka i urocza, że nie dało się tego opisać zwykłymi słowami. I zdecydowanie ulubione rodzeństwo. Dobra, Khloé kochała wszystkich jednocześnie i każdego tam samo mocno, chociaż tu się można kłócić jeśli chodzi o Cassiana, ale nie o nim teraz mowa. Lola była... wyjątkowa. Zupełnie inna niż wszyscy. Taka... inna.
    - Ciebie też miło widzieć, siostrzyczko – odparła. Kucnęła na podłodze, aby wkładać po kolei warstwy ubrań. Sięgała po kolejne kupki w jakiejś dziwnej kolejności. Na samym dole znajdowały się buty, które oczywiście zajmowały najwięcej miejsca. Potrzebowała kilku par na zmianę, nie mogła w końcu ciągle chodzić w jednej czy dwóch takich samych. Na każdy dzień festiwalu chciała mieć coś innego i miała, a pozostawały jeszcze kolejne dni, które... no, na które też chciała mieć co innego. - Masz miejsce jeszcze w walizce? Muszę gdzieś wcisnąć tą kosmetyczkę – powiedziała wskazując na holograficzną kosmetyczkę, która stała na toaletce. W środku znajdowały się najpotrzebniejsze rzeczy, a także leki. Tak na wszelki wypadek chciała je zabrać jakby coś się wydarzyło, chociaż wątpiła, że coś się zdarzy. Ale przezorny zawsze ubezpieczony, prawda?
    Blondynka uśmiechnęła się, kiedy Lola robiła zdjęcie. Akurat do zdjęć nie trzeba było jej namawiać ani trochę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Ooo! Zapomniałabym – niemal krzyknęła zrywając się z podłogi. Podbiegła do szafki wypełnionej książkami. Chciała coś lekkiego na drogę, ale wiedziała, że romans pochłonie w maksymalnie dwie godziny, a przecież będą jeszcze wieczory w czasie wyjazdu i potem znowu powrót. - Chodź tu i mi pomóż. Nie wiem co wybrać – miała całkiem sporą kolekcję. Zaczynając na typowych romansidłach, od fantastyki do horrorów i kryminałów. Książki były drugą miłością dziewczyny. Pierwszą oczywiście była moda i wszystko z nią związane.
      - Strasznie jesteś podekscytowana – zauważyła. I wcale się jej nie dziwiła. To nie był pierwszy wyjazd Khloé do Los Angeles, ale jednak pierwszy na festiwal, który się tam odbywał. No i cholera – miała wystąpić przed ogromną publicznością! To naprawdę było coś. Nawet bardziej, niż coś. - Niedługo wyjedziemy, spokojnie. Mama musi wrócić do domu. Nawet nie wiem, gdzie pojechała, a taksówką nie będę się tłuc. Nie dziś. Zluzuj trochę. Jeszcze chwila i wybuchniesz z podekscytowania – dodała i uśmiechnęła się lekko do siostry.

      [Zaczęcie jest świetne dziękuję. I wybacz, że czekałaś tyle na odpis, miałam mini zastój weny. :(]
      Kochająca siostrzyczka, K.

      Usuń
  21. [Tak, tak, tak, tak! Marzyłam o takim wątku! Niech idą gdzieś razem do strasznego miejsca <3]

    James Walker

    OdpowiedzUsuń
  22. Wystarczyło jedno słowo, które praktycznie było kluczem. Wyjeżdżamy. Tyle starczyło. Spojrzała na rodziców, uprzejmie pytając, dokąd się wybierają. Robili sobie tygodniowy wypad do Hiszpanii, bo czemu nie. Ophelia w tym czasie miała zostać w domu, ponieważ miała szkołę, kilka ważnych sprawdzianów oraz mecz na którym występowała jej drużyna, a to wiązało się z nadprogramowymi treningami. Oczywiście, Ophelia miała trochę do roboty, ale wiedziała, że czas na imprezę się znajdzie. Zbliżał się weekend, wolne oznaczało tylko jedno, a ona nie miała najmniejszego zamiaru siedzieć sama w dużym domu. Powiadomienie ludzi było łatwym zadaniem. Kiedy przyszła do szkoły następnego dnia, zwołała dziewczyny z drużyny i powiedziała im o planie. One powiedziały to swoim znajomym i tak oto informacja, że Stardlin urządza imprezę obiegła całe Skyline High School, aż dziw tylko, że nie mówili o tym w szkolnym radiowęźle.
    Nie zdziwiła ją ilość ludzi, którzy przybyli. Wszyscy wiedzieli, że jeśli imprezę robi Ophelia, zabawa będzie przednia. Postarała się i tym razem – była chyba jedyną osobą, która na imprezie przywiązywała sporą uwagę do szczegółów. Pół godziny przed godziną zero w domu stanęły dwie niewielkie z pozoru beczułki piwa, które wnieśli chłopcy z drużyny footballowej. Czuli sie jak u siebie, bo nie raz gościli w progach domu Ophelii i to nie była ich pierwsza impreza tutaj. Z każdą kolejną minutą ludzi pojawiało się coraz więcej, większość miejsc w domu pokrywały butelki i plastikowe kubeczki. Było głośno, dość tłoczno, ale atmosfera tak czy siak była dobra.
    Ophelia krążyła od jednego do drugiego, rozmawiając choć przez chwilę i wlewając w siebie coraz to więcej alkoholu. To nie był dobry pomysł, wiedziała, że prędzej czy później źle się to skończy, ale taka już była – alkohol był jednym z nałogów, z których ciężko Ophelii zrezygnować było, tak samo jak z papierosów, ale to już inna historia.
    Wiadomość o tym, że w domu pojawiła się jedna z rodzeństwa Quatermine szybko dotarła do Stardlin, a ta chyba jeszcze szybciej wyłapała swym uważnym spojrzeniem małą Lolę, którą to kojarzyła ze szkolnych korytarzy. Jej starszy braciszek był niezłym pokurwieńcem, o czym wiedzieli wszyscy, włącznie ze szkolną radą pedagogiczną, ale nic z tym nie robili. Cassian Quatermine już dawno powinien zostać odizolowany od świata, ale chyba jeszcze nie znalazł się taki śmiałek, któryby to zrobił.
    Podchodząc do dziewczyny zmierzyła ją uważnym spojrzeniem. Była uśmiechnięta, z rozwianymi włosami i wydawała się szczęśliwa dosłownie ze wszystkiego, co ją otacza. Przypominała trochę szczeniaczka, który ciesz się z wyjścia na spacer i możliwości pobiegania w parku.
    Pewnie uścisnęła rękę nastolatki, kątem oka spoglądając na Erica. Może i był przyjazny, ale wiedziała, że gdy wleje w siebie jeszcze więcej alkoholu ( co było wręcz pewne ), jego rączki robią się dość lepiące.
    -Miło poznać. Chyba zgubiłaś gdzieś znajomych, co ?- zapytała, po czym obięła ją rąmieniem, a Ericowi posłała jeden z tych wrednych, uroczych uśmieszków.
    -Eric, znajdź sobie inną towarzyszkę zabaw. Ja ją biorę pod swe skrzydła- mówiąc to, ruszyła, pociągając za sobą Lolę.
    Ta mała zdecydowanie nie powinna zostawać z nim sam na sam.
    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  23. [O ludzie, znów tyle miłych słów, a ja się tak bałam, że Hope nie przyjmie się ani dobrze, ani w ogóle... Dziękujemy z całego serduszka zatem! Poprawia nam to samoocenę!
    Twoja pani ma cudne imię; sama je wymyślałaś? C: Pytam, bo osobiście bardzo lubię wymyślać pełne wersje krótkich imion (jak np. u panny Chamberlain właśnie, a że potem okazało się, iż faktycznie można nazywać się Hopelyn to już inna kwestia...), coby nadać trochę oryginalności postaciom... I może dlatego, że z własnym imieniem się gryzę, mimo upływu kilku...dziesięciu (?) lat. :D
    Poszukujesz może jakiejś fajnej relacji? C:]

    Hope Chamberlain

    OdpowiedzUsuń
  24. [Cześć! :)
    Venus to naprawdę bardzo zakręcona osóbka. Zapewne z nią nie da się nudzić, więc z Maxem jesteśmy chętni na wątek.
    W moim zamyśle Donovan śmiga na rowerze, więc może to być bmx. :D
    Niestety pomysłu na wątek nie mam - wyprany mózg do zera. :( Wbiję jak coś wymyślę, no chyba że Ty masz coś w zanadrzu, to daj znać. :>]

    MAX

    OdpowiedzUsuń
  25. [(Jak zwykle spóźniona) dziękuję za powitanie i też się witam. Lola jest fantastyczna, koniecznie musimy zaprzyjaźnić ją i Franka. :D Myślę, że może to być całkiem zabawne. ;)]

    Frank

    OdpowiedzUsuń
  26. [Ależ to żaden problem, różne rzeczy się dzieją w końcu! <3
    O tak, ten pomysł bardzo, bardzo mi się podoba! Nie natrafiłam jeszcze nigdy na kogoś, kto dobrowolnie proponowałby takie powiązanie, więc tym bardziej plus! Mam wobec tego taką propozycję: nasze dziewczęta mogą się przyjaźnić (chociaż Hope ponad wszystko ma jedną najlepsiejszą przyjaciółkę, to nie zaszkodzi mieć ich więcej!), Lola mogłaby wyciągnąć ją na jakąś nocną ekspedycję, kupić alkohol, coby Hope przestała być tą grzeczną chociaż na chwilę, i wówczas możemy doprowadzić do jakiegoś czegoś między dziewczętami. :D]

    Hope Chamberlain

    OdpowiedzUsuń
  27. Cassian nawet nie zakładał wmawiania jej niemocy; Lola była stanowczo zbyt lekka, by choćby go zmęczyć. Jego męska duma zresztą — zbyt rozbuchana, by przyznać się do słabości — nie pozwoliłaby mu na uznanie jej za zbyt ciężką. Quatermaine był tym typem faceta, który nigdy nie przyznawał się do błędu; a nawet jeśli uznawał nieroztropne działanie, robił to na swój dziwny, wyszukany sposób, który nie każdy potrafił właściwie zinterpretować. Dlatego właśnie uchodził za takiego dupka, którym właściwie w istocie był. Nie ulegało wątpliwościom, że do grzecznych nie należał i bardziej demoralizował, niźli uspołeczniał. Na pewno miał problemy na tle psychicznym i część ludzkości śmiało uznałaby go za niepoczytalnego. On jednak trwał, wsparty na niepodważalnym autorytecie siejącego strach monstrum.
    Czasami miękł, jak w sytuacji, w której obecnie się znaleźli; wtedy właśnie łagodniał, stawał się tą lepszą wersją siebie, rzadko wychodzącą na światło dzienne. Tym dobrym, potulnym bratem, troskliwie otaczających opoką swoje małe księżniczki. Kochał wszystkie cztery, choć rzadko się do tego przyznawał; okazywał wszystko na swój sposób, lecz jego sposoby rzadko można było uznać za właściwe. Był spaczony emocjonalnie, a zakres uczuć stanowczo odbiegał od tego założonego z góry przez normy społeczne. Ale cóż zrobić? Od Cassiana Quatermaine się nie wymagało. To on wymagał od świata i czynił to, na co tylko miał ochotę.
    Choć tym razem nie protestował, dzielnie niosąc ją w kierunku garażu. Lola była lekko, a on silny, więc uwieszona na ramieniu dziewczyna nie stanowiła praktycznie żadnego balastu; nie skwitował więc wcale jej prośby, a po prostu posłusznie zaniósł, nie garbiąc się wcale nawet o milimetr.
    ***
    Wywrócił oczami, gdy Lola stanęła na nogi i uniósł brew, obdarzając ją ciekawym spojrzeniem. W szkole... Dużo rzeczy opowiadali o nim w szkole, a Cass rzadko zaprzeczał. Właściwie nigdy nie zaprzeczał, bo w większości była to czysta prawda.
    Pozornie więc skupił się na słowach siostry, biorąc się za przerzucanie tych cięższych pudełek; jednocześnie w pewnym momencie złapał z nią kontakt wzrokowy i nie odwrócił głowy, gdy wreszcie zadała pytanie.
    — Na pewno nie jestem złotym człowiekiem — potwierdził jej słowa, prostując się i uśmiechnął delikatnie, choć w uśmiechu tym nie było ani śladu jadowitości. Znowu złagodniał, a jego twarde serce jakby rozmiękło, poruszone słowami siostry. Powoli podszedł w jej kierunku i uniósł ją za biodra, sprawnym ruchem sadzając na stoliku z narzędziami. — Demoralizacja to szerokie pojęcie. Choć na pewno się mnie tyczy — zmierzwił uroczo jej włosy i posłał jej oczko, nachylając się powoli. — Choć z Ciebie też słaby aniołek, siostrzyczko. Póki co nigdzie się nie ruszam. Ktoś musi pilnować całego osiedla przed choćby próbą dotknięcia Cię. I kryć przed rodzicami, gdy znowu obdzierasz sobie kolana — przytulił ją czule jak starszy brat, tulący małą siostrę. Czasami zrzucał tę maskę potwora, odkrywał w sobie ludzkie uczucia i nawet nie ukrywał ich za maską szatana. — Nie zostawię Cię, maleńka. Ale nie myśl sobie, że owijasz mnie sobie wokół palca, mały spryciarzu — odsunął się i pogroził jej palcem. — Jesteś przebiegłą lisicą, ale pamiętaj, że mamy te same geny — postawił ją z powrotem na ziemi, doskonale zdając sobie sprawę z deskorolki, którą znalazła nim uniósł ją ku górze. — Jeździsz lepiej, ale to ja jestem sprytniejszy — posłał jej prowokacyjny, całkowicie rozbawiony uśmiech i stopą podrzucił deskorolkę ku dłoni.

    kochany braciszek Cassian, który jest miły i jego przerażona autorka, która nie rozumie co dzieje się z nim przy Loli

    OdpowiedzUsuń
  28. [Hah, myślę że najbardziej prawdopodobne są wrotki.:D Ale myślę też, że kurs jazdy na czymkolwiek będzie perfekcyjnym pomysłem na wątek. Tylko Frank może być sierotą i przypadkiem się zabić. :D]

    Frank

    OdpowiedzUsuń
  29. [Huu... Myślę, że dałoby radę, ale nie gwarantuję ekspresowego tempa odpisów! Tym bardziej, że chciałam zainwestować w nową postać.
    Moglibyśmy wyjść z założenia, że się znają i James zabrałby Lolę do opuszczonego szpitala psychiatrycznego na przykład. Co Ty na to?]

    James Walker

    OdpowiedzUsuń
  30. [Ojej, jaka urocza postać. Dziękujemy za miłe słowa na temat karty, razem z Ingą jesteśmy oczarowane. Chętnie pisałybyśmy się na jakiś wątek, tylko nie wiem, jak połączyć nasze panny, to takie przeciwieństwa...]

    Inga Ewing

    OdpowiedzUsuń
  31. [O kurczę, nie sądziłam, że ktoś może zareagować aż tak pozytywnie na pozornie zwykłą postać! Strasznie mi miło – zwłaszcza że obawiałam się, iż Julek może wydać się po prostu nudny.
    Lola jest więcej niż znośna, ma fajną buźkę i jakąś taką... lekkość bytu? Nie ukrywam, że przejęcie posady Felixa jest baaardzo kuszące.]

    Julek Niezgoda

    OdpowiedzUsuń
  32. [Luzik-arbuzik! Z chęcią poznam szczegóły, więc jeszcze dzisiaj odezwę się na mejla.]

    Julek Niezgoda

    OdpowiedzUsuń
  33. [Jeżeli chodzi o udział w radiowęźle to Bill ma zupełnie inne podejście niż Lola, przynajmniej tak wnioskuję po przeczytaniu jej karty ;> Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, aby weszli w jakąś interakcję. Czy masz jakiś pomysł, w jakich okolicznościach (oprócz oczywistości w postaci miejsca spotkania) mogliby się zderzyć ze sobą? Widzę, ze Lola też kocha analogi - mamy drugi punkt zaczepienia. Może chodzi Ci coś po głowie?]

    Bill

    OdpowiedzUsuń
  34. Znał pannę Quatermaine od jakiegoś czasu. Wiedziała, że James chodzi do różnych, opuszczonych miejsc i często przejawiała sygnały, jakby też chciała spróbować. Walker często zabierał znajomych do urbexów. Zawsze wiązało się to z ogromną odpowiedzialnością, szczególnie jeżeli ktoś nie miał z nimi wcześniej do czynienia. Musiał uważać na siebie oraz na innych. Tak w końcu, po rozważeniu wszystkich za i przeciw, zaproponował Lolanthe wyjście do nawiedzonego szpitala psychiatrycznego. Osobiście nie wierzył w pogłoski o tym, że ktokolwiek lub cokolwiek może tak straszyć. Z resztą, większość bywalców twierdziło, że coś słyszało, widziało, że coś się ruszyło . Przekonujące. W takich miejscach nawet szelest liści za oknem może wydawać się szmerem wydawanym przez materiał sukni jakiegoś ducha, a co się tyczy zmysłu wzroku... Często zbyt gwałtowny obrót mógł doprowadzić do wrażenia, że coś, gdzieś przemknęło, ale to tylko zwykła iluzja. Nie ma się, czego bać, zwykłe bajeczki.
    Czekał na dziewczynę niedaleko od opuszczonego miejsca. Nie chciał podchodzić bezpośrednio. Kilkanaście metrów od punktu, w którym się znajdował, widniał wypisany drukowanymi literami napis: "Wejście grozi śmiercią" , kompletnie ignorowane przez Jamesa za każdym razem. Budynki, do których chodził, były w fatalnym stanie - opuszczone, zostawione same sobie. Nikt nie interesował się ich stanem technicznym, nie dbał o przepisy BHP czy cokolwiek innego. Niektórym groziło zawalenie ze względu na długoletni brak renowacji, ale lubił ryzyko, adrenalinę, szybsze bicie serca.
    Spojrzał na szpital. Uśmiechnął się pod nosem. Prezentował się naprawdę mrocznie. W oknach szyby zostały rozbite, prezentując światu ostre końce, które w każdej chwili mogły przerwać ciągłość skóry. Z fasady niczym wijące się węże wędrował ku ziemi ciemnozielony bluszcz. Farba odpadała razem z tynkiem, obnażając czerwoną jak krew cegłę. Dach wyglądał dosyć solidnie, jak na opuszczony budynek. Nigdy tu nie był, ale wiele słyszał o tym miejscu. Na urbexowych forach ludzie wypisywali różne przygody, jakie ich tam spotkały. Walker twierdził, że większość z nich to zwyczajne banialuki i nic poza tym. Do jego uszu dotarły odgłosy kroków. Odwrócił się i zobaczył Lolanthe.
    - Cześć, gotowa? - zapytał, uśmiechając się. - Jest kilka warunków, wszystko ze względu na bezpieczeństwo. Po pierwsze, nic nie zabierasz. To jedna z najważniejszych zasad urbexowania - take nothing but pictures, leave nothing but footprints , czyli zdjęcia mile widziane, sam zabrałem ze sobą analoga. Ogólnie chodzi o to, żeby nie psuć w żaden sposób obrazu tego miejsca i go nie zmieniać, żeby inni mogli go zobaczyć. Urbex to nie wandalizm, jak niektórym się zdaje. Po drugie, jeśli tylko usłyszysz coś, co nie będzie moim głosem albo moimi krokami, od razu mi o tym mówisz. Po trzecie, w przypadku ucieczki, słuchasz się mnie bezwzględnie i kiedy powiem, żebyś biegła, ile tylko sił w nogach, biegniesz. Jeśli powiem, że mamy się rozdzielić, rozdzielamy się. Jak nas złapią, to mamy przerąbane. Możemy nawet spędzić noc na komisariacie, a to ostatnie, czego bym chciał, uwierz mi. Niektórzy ochroniarze czy jacyś zwiadowcy są nieprzejednani i za nic na świecie nie odwiedziesz ich od zadzwonienia na policję. Wiem, że to trochę brutalne zasady, ale tak trzeba, uwierz mi. Siedzę w tym już wystarczająco długo. To chyba wszystko. Aaa i uważaj ogólnie na wszystko. Rozejrzyj się spokojnie, a dopiero potem idź, powoli, bez pośpiechu. Coś może spać z sufitu nieoczekiwanie, więc trzeba być ostrożnym. To zapraszam! - powiedział.
    Miał nadzieję, że jej nie przestraszył ani nie zniechęcił, ale musiał to zrobić. Nie chciał, by cokolwiek jej się stało podczas tej wyprawy.

    [Wybacz, że tak długo mi to zajęło. Oby rozpoczęcie się podobało :)]
    James Walker

    OdpowiedzUsuń