20 marca 1970

To chy­ba dob­rze, że is­tnieje ja­kiś wybór.

Attan Gray
III klasa, lat dziewiętnaście | biologia i historia |
koło teatralne, na którym nie pojawia się regularnie.

Suniesz powoli dłonią po drewnianym drążku, aż łapiesz go zdecydowanie i zaciskasz mocno pieść. Piles, battements, ronds de jambe, battements frappes, fondu, adagio, grands battements wykonujesz raz za razem, nie zastanawiając się nawet nad odpowiednimi ruchami, po prostu masz to we krwi. Otwierasz szeroko oczy słysząc padające z ust stojącej za tobą dziewczyny przekleństwo. Wzdychasz tylko cicho, przewracając teatralnie oczyma dookoła. Nie słyszysz jej kroków, czujesz za to coraz wyraźniej intensywny zapach jej perfum. Prostujesz plecy, zamykasz oczy i wykonujesz kolejne kroki, nazywając je odpowiednio w pamięci. Nim zdążysz się zorientować i poprawić pozycję, drewniany wskaźnik zostaje wbity w twoją stopę, dociskając ją mocniej do drewnianych desek znajdujących się na podłodze, po której bezszelestnie suniesz stopami.
Stopy point, mocniej. Słyszysz w myślach, natychmiast poprawiając swój błąd, nim starsza kobieta zdąży się w ogóle odezwać. Znasz już swoje słabości i ją, wiedząc, jak bardzo chce pokazać je całej grupie. Nie dajesz się jednak sprowokować, a każdą uwagę przyjmujesz z wysoko uniesioną głową.
Perfekcja. Chciałbyś usłyszeć, ale wiesz że te słowo nigdy nie padnie z jej ust w twoją stronę.
Port de bras. Battements. Adagio. Ronds de jambe. Sautes. Echappes. Pirouettes. Jetes sautes. Sissionnes fermees. Grands jetes. Szepczesz cicho z zamkniętymi oczami stojąc w pełnej gotowości do wykonywania kolejnych ćwiczeń. Znasz już rozkład zajęć na pamięć. Tak naprawdę nie znasz żadnej z towarzyszących ci w tym miejscu osób, ale… znasz marzenie każdej z nich. W momencie, gdy twoje stopy nagle się plączą i niezgrabnie upadasz, mimo, że nie widzisz ich twarzy dobrze wiesz, jak szaleńcza radość pojawia się w ich oczach. O jednego mniej. Myślisz dokładnie tak samo, jak oni. Czekasz na ich porażkę, tak jak oni czekają na twoją. Pamiętasz moment, w którym pokochałeś muzykę. Pamiętasz gdy po raz pierwszy usłyszałeś Dance of the sugar plum fairy,  wiedząc już dobrze, że właśnie muzyka i taniec klasyczny będą częścią twojego życia. Nie myśląc o konsekwencjach, nie myśląc o wyrzeczeniach. Po prostu chcesz się dostać na szczyt, jak każdy z was.
Ponoć wrażliwy, jednak tylko na sztukę. Uśmiechnięty, ale tylko będąc na szczycie. Wiecznie niewyspany, żyjący marzeniami.



Eksperyment nad eksperymenty.
fc; random

123 komentarze:

  1. [Chyba naprawdę siebie nie lubisz xd i mnie też, bo teraz to już w ogóle nie dostanę odpisu :<]

    OdpowiedzUsuń
  2. [No, no, niezły eksperyment :D Cóż ja mogę powiedzieć, życzę powodzenia z tym wspaniałym panem (i tymi wszystkimi wątkami xD) oraz czekam na odpis od Arta;)]

    Inanna

    OdpowiedzUsuń
  3. [*chowa się pod łóżko i już chyba spod niego do usranej śmierci nie wyjdzie* No weźcie, jak stworzyć takie super postacie, nawet jeśli to eksperymenty? Wielu wątków życzę, mimo limitu, kochana Czeklo! <3]

    Joselu

    OdpowiedzUsuń
  4. [Jest cudowny! Ja chcę, żeby kiedyś, w innym życiu tańczył z Iris. Mogą się lubić. Mógłby być jedną z tych niewielu osób, które wierzą, że sobie poradzi i wróci do tańca. Co ty na to? ]/Iris

    OdpowiedzUsuń
  5. [Boże Czeklo, jak dużo trudnych nazw, umarłam! Nie będę się jednak rozpływać nad cudownością Twojej kolejnej postaci, bo ileż można, już nudą zalatuje. No, to tylko powodzenia życzę z tą całą wesołą gromadą <3]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Cierpliwości i miłości to ja mam mnóstwo do wszystkich (no prawie), ale weny oraz twórczego natchnienia wręcz przeciwnie, więc przy pokaźnej ilości wąciszy jaką posiadasz, to ja już nie będę Ci głowy zawracać. Chociaż jakbym miała dobry pomysł, to pewnie bym zmieniła zdanie, więc może wpadnę jeszcze C: Tymczasem czekam, bardzo cierpliwie, to się nie musisz spieszyć czy coś! Będę wyrozumiałą kluseczką XD]

    OdpowiedzUsuń
  7. [To pomysł mam taki, że trochę wybiegniemy nim do przodu (A CO!) i Iris będzie już po operacji, w trakcie rehabilitacji, strasznie niecierpliwa i znudzona ciągłymi zakazami dotyczącymi ruchu. Wejdzie mu bezczelnie na próbę i zaszantażuje go, że jak jej nie pomoże, to zrobi coś brzydkiego. Co ty na to? I zaczną razem trenować i snuć marzenia o wielkiej scenie.]/Iris

    OdpowiedzUsuń
  8. [Jestem po prostu pod wrażeniem, że robisz kolejną postać, a także że wyszła Ci taka dobra <3]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Hej! Nie wiem ile masz postaci, ale i tak podziwiam każdego kto jest w stanie ogarnąć więcej jak jedną :) Szacunek.
    Attan to bardzo ładne imię, równie dobra postać. Totalnie nie w moim świecie (ani chyba w świecie Harveya), ale jest naprawdę fascynująca przez ten swój bieg ku perfekcji :)]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  10. [Wymyśl nam coś super, wymyśl! Bo ja widzę tylko koło teatralne, a i tak nie wiem, co z tym faktem zrobić, więc lepiej zdam się na Ciebie. Attan wydaje się niezwykle interesujący, choć taka potrzeba dążenia do perfekcji może chyba każdego doprowadzić na skraj załamania nerwowego... powodzenia dla niego!]
    Eric

    OdpowiedzUsuń
  11. [Jak dajesz radę z czterema postaciami?! Dla mnie byłoby to chyba niemożliwe. Naprawdę podziwiam! :)

    Btw. mój język nagimnastykował się przy próbie przeczytania tych wszystkich nazw. Z taką postacią się jeszcze nigdzie nie spotkałam, więc wątek musi być koniecznie! Jeszcze tylko muszę wpaść na jakiś ciekawy pomysł, no chyba że Ty masz coś w zanadrzu :)]

    Chris i jego pełna podziwu dla Ciebie autorka

    OdpowiedzUsuń
  12. [Nie ma problemu! Niech sobie wychodzą z tą relacją gdzie chcesz.]
    Eric

    OdpowiedzUsuń
  13. [Jestem neutralnie nastawiona do tego czy ma być pozytywnie, czy negatywnie, bo jeśli pomysł jest dobry to we wszystkim się odnajdę.
    dramatnajezyku@gmail.com - pisz śmiało, łatwiej nam będzie kombinować.]
    Eric

    OdpowiedzUsuń
  14. [Przyszłam! Wszyscy trzej Twoi panowie są uroczy i do wyściskania, nie mogę się zdecydować, więc piszę u Attana, bo jest najświeższy. :D Ale jeśli chcesz wrzucić River do życia kogoś innego, to proszę bardzo!]

    River

    OdpowiedzUsuń
  15. [Nie wiem gdzie mam iść, więc idę do nowego ^^ Ostatnio zadziwiam sama siebie, zaraziłyście mnie ;P Nie mam Cię dosyć ♥ Chcę piękny wąteczek ♥]

    S.O.H i reszta

    OdpowiedzUsuń
  16. [ AW <3 Dziękuję, Człeko. Czcionkę już naprawiłam. Teraz jest cacy.
    Więc przyłażę tu, bo ten pan mnie strasznie ciekawi. Mogą sobie razem ćwiczyć i są razem w kółku teatralnym.
    Może kółko planowałoby wystawić jakieś średniowieczne romansidło i role dostaliby właśnie Attan i Julia? Wyobraź to sobie. Oni, próbujący zachować powagę, stoją na scenie w strojach z wypożyczalni ( stara suknia z "kuprem" i męskie, seksowne rajtuzy ) i wysłuchują nauczyciela, który "nie czuje tego czegoś". He?~ ]

    Julia (iela)

    OdpowiedzUsuń
  17. Podejmowanie błędnych decyzji należało do jego specjalności. Zamiast zdrowej sałatki wybierał krwisty stek, zamiast biegać po parku, pił kawę i palił papierosy, zamiast odpoczywać z Cezarem u boku, wieczór spędzał w barze. Tyczyło się to właściwie każdego sporu, który pojawiał się w jego głowie, jakby skazany był na długoterminową porażkę, nawet jeśli w tym konkretnym momencie, pomysł wydawał się nienajgorszy. Prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem byłoby wybieranie opcji przeciwnych do zbierających się w nim chęci, ale Ericowi brakowało ku temu siły woli. Życie było zbyt krótkie by dodatkowo ograniczać te niewielkie przyjemności. Jeden raz więcej nie zaszkodzi, z tą myślą przekroczył próg baru i usiadł przy długiej ladzie. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i odpalił jednego, w międzyczasie zamawiając whisky.
    Wieczór mijał spokojnie. Pritchett zamienił kilka słów z barmanką, kątem oka obserwował mecz nieznanych mu drużyn w niewielkim telewizorze podwieszonym pod sufitem, przegrał dziesięć dolarów na maszynie, pograł w darta i dostał numer od jakiegoś młodego chłopaka. To zawsze wywoływało pewnego rodzaju satysfakcję; jeszcze nie był za stary, jeszcze mógł robić wrażenie.
    Sączył kolejną porcję alkoholu, leniwie przesuwając wzrokiem po pomieszczeniu. Nigdzie mu się nie spieszyło; to był jeden z tych dobrych momentów, kiedy świat stoi w miejscu i nie musisz martwić się o nic, poza kończącymi się papierosami. Prostota takich chwil sprawiała, że zaczynał żałować, iż nie może to trwać wiecznie, że przyszłość zawsze niesie ze sobą skomplikowane decyzje, a jego życie to niekończąca się sinusoida problemów. Nie spodziewał się jednak, że te pojawią się tak szybko. Grupa dzieciaków weszła do baru, co samo w sobie psuło atmosferę dusznego, cuchnącego potem miejsca dla podstarzałych kawalerów, niezaspokojonych kasjerek i mężów uciekających od wścibskich spojrzeń swoich żon. Eric nie potrzebował zbyt wiele czasu, by zorientować się, że jednym z intruzów jest jego uczeń. Westchnął ciężko, słysząc cudze imię, skandowane zdecydowanie zbyt głośno.
    Odpalił kolejnego papierosa, zamówił następną kolejkę i całą siłę woli skupił na ignorowaniu grupy młodych ludzi. Nie miał ochoty rozmyślać o pracy, ale trudno było tego uniknąć, kiedy jeden z najbardziej rozczarowujących uczniów pojawił się w miejscu, które miało być jego oazą na ten wieczór. Niesłowność wywoływała w nim odruch wymiotny, a Attan był kwintesencją tej cechy po swoim ostatnim postępku. Koło teatralne nie było przez Erica jakoś szczególnie uwielbiane, ale nie oznaczało to, że nie dbał o swoich podopiecznych, że nie starał się zapewnić im jak najlepszych warunków. Chłopak natomiast zapomniał chyba czym jest zobowiązanie, rujnując w ten sposób jeden z ważniejszych występów grupy. Nie miał najmniejszej ochoty na spędzanie wieczoru w tym samym miejscu, co on, więc postanowił dopić whisky, dopalić papierosa i przenieść się... właściwie gdziekolwiek indziej.
    Eric, którego autorka przeprasza za to lanie wody w oczekiwaniu na ruch ślicznego Attana ♥

    OdpowiedzUsuń
  18. [ A ona potem będzie na biednego Attana warczała. Podoba mi się twoja koncepcja :D
    Jak rozumiem - mam zacząć? ]

    Juluś

    OdpowiedzUsuń
  19. - Oh, kochany, ludzie nas rozdzielą, ale moje serce na zawsze pozostanie przy tobie! - rzuciła, przyciskając sobie splecione dłonie do piersi. Szybko wciągnęła powietrze, kiedy fiszbin od sukni wbił jej się w obojczyk.
    Próba generalna w tych w jednotonowych kostiumach, przy prawie dwudziestu pięciu stopniach w pomieszczeniu, była zdecydowanie najgłupszym pomysłem opiekunki kółka.
    - Boże, młodzi! Trochę serca! - krzyknęła owa opiekunka, która stała zaledwie metr od nich i wachlowała się dłonią. Julia skrzywiła się, kiedy dotarł do niej zapach perfum nauczycielki. - Jesteś zakochana czy chora na gruźlicę? Głośniej! A ty, Attan, może byś poruszał trochę twarzą? Boże.
    - Panie Eric, niech pan wraca - poprosiła niemo Julia, spoglądając w sufit, jakby to spojrzenie miało wysłać jej modlitwy do chorego, prawdziwego opiekuna kółka. - Dobra, Att. Zepnijmy się - dodała, tym razem głośniej, prostując się.

    [ Mówisz - masz <3 ]

    Juluś

    OdpowiedzUsuń
  20. Jakim cudem wrażliwiec taki jak Stanley trafił na rozszerzoną biologię? A no takim, że jak już wrócił ze swoich podróży do Chicago i wybrał się do szkoły, żeby wybłagać ponowne przyjęcie, to wszystkie inne przedmioty były już zapełnione, a jedyne wolne miejsca znajdowały się na liście sadystycznej nauczycielki. Gdyby nie obowiązek wybrania dwóch rozszerzeń pewnie nie zapisałby się na żadne, bo jedynym jego celem było skończenie szkoły i ponowne wyruszenie w świat.
    Coś ciągnęło go do podróży w nieznane bez żadnego planu. Ostatni rok był najbardziej ekscytującym momentem w jego życiu i chciał go powtórzyć. Możliwość przenoszenia się z miasta do miasta, co chwilę nowi ludzie, łapanie się najróżniejszych prac, to był sens jego życia. Nie chciał stabilności, szczególnie po tym, co wydarzyło się w Paryżu.
    Kiedy tylko dowiedział się co będzie dzisiejszym zadaniem na biologii, natychmiast zbladł. Jak ktokolwiek mógł ich zmuszać do rozcinania biednych zwierząt? Fajnie, nauka przez praktykę, ale kurwa mać, ta żaba jeszcze chwilę temu kicała beztrosko, a teraz jest obiektem sadystycznych praktyk.
    Kiedy tylko wpadł do klasy od razu skierował się w stronę ławki osoby, która jako jedyna mogła uratować go od piekła. Attan wydawał się spokojny jak na przyszłego mordercę i siedział z wzrokiem utkwionym w telefonie.
    -Błagam, powiedz, że nie masz partnera. -rzucił dobiegając do niego i gwałtownie opierając się o ławkę. Oczywiście chodziło mu o partnera na zajęcia, nie życiowego, ale był tak zdenerwowany, że nawet nie zauważył, że mogło to zabrzmieć dwojako. Patrzył na niego błagalnym wzrokiem jak na wybawienie. Jeśli przyjdzie mu siedzieć z kimś innym, albo co gorsza samemu, pewny był, że stanie się tragedia.
    Tak jak kilka dni temu na treningu hokeja. Jeden z chłopaków zamachnął się kijem tak, że złamał drugiemu nos. Pojawiło się tyle krwi, że Staś od razu odpłynął na ten widok i trzeba było zbierać go z parkietu.
    Zastanawiające było, dlaczego wybrał jeden z najbardziej drastycznych sportów, prawda? Cóż, po raz kolejny nie miał wyjścia. To był warunek jego powrotu. Akurat zabrakło jednego zawodnika, więc dyrekcja skrzętnie wykorzystała jego niekorzystną sytuację, kompletnie nie przyjmując jego tłumaczeń, że widok krwi wywołuje omdlenia.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  21. Większość uczniów tutejszej szkoły średniej nie traktowało poważnie dodatkowych przedsięwzięć i brali w nich udział jedynie ze względu na to, że chcieli podwyższyć ocenę z zachowania bądź wypełnić wolny czas. Zupełnie inaczej było z Melanią dla której owe zajęcie było ogromną pasją. Marzyła o tym by zostać aktorką teatralną a koło pozwalało jej szlifować swoje umiejętności i talenty. Scena była jej drugim domem, pasją i życiem. Była wszystkim o czym Mel tak długo marzyła.
    Cieszyła się, że nie była w tym wszystkim sama, bo jej przyjaciel Attan także interesował się teatrem. Mimo tego, że opuścił kilka prób dziewczyna żywiła głęboką nadzieję, że w końcu zacznie się pojawiać. W końcu spektakl tuż tuż, a oni mieli główne role! Chłopak nie mógł zaprzepaścić takiej okazji, a ciemnowłosa dziewczyna nie zamierzała mu na to pozwolić. Musiał wziąć się w garść, inaczej reżyser (a raczej opiekun koła) na pewno odda jego role jakiemuś znudzonemu ignorantowi, a do tego Melania nie mogła dopuścić. Granie z nim sprawiało jej zbyt wielką frajdę, a wiedziała, że Attan również to lubił także nie mogła pozwolić, aby ktokolwiek zabrał mu rolę, albo o zgrozo! wyrzucili go z koła.
    Po skończonej próbie Melania usiadła pod szafkami, z zastanowieniem wypisując w swoim dzienniku rzeczy, które musiała poprawić w swojej grze aktorskiej, a które były dobre i których zmieniać nie powinna. Pisała kursywą, zagryzając w perliście białych zębach długopis i co chwile wzdychając. Po upływie dość krótkiej chwili przeniosła swoje czekoladowe tęczówki na uczniów, wychodzących z klas i dzielnie przedzierających się do wyjścia. Delikatnie uśmiechnęła się na ten widok, a dostrzegając znajomą sylwetkę, zmrużyła oczy aby nabrać pewności czy to rzeczywiście był on.
    Tak, to był Attan. Szedł w kierunku wyjścia, a oczy Melanii podążały tuż za nim. Chwila, chwila. Skoro był w szkole, to dlaczego nie był na zajęciach koła teatralnego?! Mógł wpaść chociażby na chwilę.
    — Attan! Att... ttan! – krzyknęła za nim, podnosząc się niemalże z prędkością światła. Szarpnęła lekkim ruchem swoją torbę, nieświadomie zostawiając dziennik przy szafce i pobiegła za nim. Oczywiście Mel nigdy nie miała szczęścia, więc niemalże od razu wpadła na piękną blondynkę, która przypadkowo oblała ją kawą.
    Tęczówki ciemnowłosej zaszły przerażeniem, jednak kiedy dziewczyna podała jej serwetkę, podziękowała i pobiegła dalej w międzyczasie się wycierając. Przecież to nic takiego, że miała błękitną koszulę!
    Tak więc pachnąc świeżą kawą, wybiegła z budynki szkoły i na dziedzińcu rozejrzała się za trzecioklasistą, lecz jak można było przypuszczać, ani widu ani słychu.
    Ironicznie dziękując Bogu za szczęście, wyciągnęła komórkę z tylnej kieszeni spodni i zadzwoniła do chłopaka. Po kilku nieznośnie przedłużających się sygnałach, odebrał a Mel zasypała go monologiem już od początku ich rozmowy.
    — Attan, gdzie jesteś? Widziałam jak wychodzisz ze szkoły... Nawet za tobą pobiegłam. O Boże, Att, naprawdę muszę za tobą biegać? – rzuciła żartobliwie i w jego uszach po chwili zabrzmiał jej cichy śmiech. Dodała jednak szybko, nie dając chłopakowi dojść do słowa. – Jestem na dziedzińcu! Chodź tutaj szybko, musimy pogadać! – rzuciła ponaglająco i się rozłączyła.
    Podskoczyła, siadając na wysokim murku tuż przed budynkiem szkoły. Oczekując przybycia swojego przyjaciela, otworzyła torbę i zaczęła szukać swojego dziennika by móc przejrzeć wcześniej zanotowane zapiski.
    Oczywiście zostawiła go przy szkolnych szafkach, ale skąd mogła wiedzieć....

    MELANIA SEWELL, żyjąca szkolnym kołem teatralnym, spektaklem Makbeta, kochająca sztukę i jej autorka przepraszająca za spóźnienie, oraz mająca nadzieję, że taki początek może być <3

    OdpowiedzUsuń
  22. [ Piszesz, żeby przychodzić, ale za dużo masz tych postaci, nie wiadomo, pod którą pisać. :P Attan czy Ailla? U dwóch innych chłopów chyba wątków masz już w nadmiarze, soo...]

    Gervase Rosenberg

    OdpowiedzUsuń
  23. [Nie wiem jeszcze co, ale chcemy coś z tym panem! Koniecznie. Gdybyś mi napisała jaką widzisz między nimi relację to może udałoby mi się coś wyskrobać.]

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  24. [Pasuje do nich taka relacja ;) Attan nie mieszka w akademiku ani nic takiego? Możemy z nich zrobić sąsiadów, którzy od małego mieli ze sobą bojowe stosunki; już wtedy przy wspólnych zabawach Attanowi przeszkadzało roztrzepanie Cilliana.]

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  25. Stanley nigdy nie przygotowywał się jakoś specjalnie do lekcji. Właściwie nie robił nic, poza odrabianiem pracy domowej, choć tu też czasami zdarzało mu się zapomnieć. Nie zależało mu na dobrych stopniach, tylko na byle jakim przeskoczeniu do następnej klasy, a później skończeniu tej zupełnie niepotrzebnej mu szkoły. Miał już konkretne plany na swoją przyszłość i nie zamierzał ich zmieniać.
    Był całkiem bystry, radził sobie nieźle z większości przedmiotów, sama biologia też nie była mu straszna, kiedy w grę wchodziło wytłuczenie na pamięć budowy szkieletu czy sposobu podziału komórek. Zajęcia praktyczne za to były jego zmorą. Wrażliwiec z niego był okropny i nawet rysunek odbartego ze skóry człowieka powodował nudności, które z trudem powstrzymywał.
    Zauważył oznaki zmęczenia na twarzy chłopaka, ale właściwie czego innego mógł się po nim spodziewać? Trochę go znał i znał też jego pasję, więc nie było co się dziwić, że wiecznie jest zmęczony. Do tego dochodziły doskonałe oceny, które przecież nie brały się znikąd. Właściwie go podziwał za wytrwałość. Staś lubił sobie poleżeć przed telewizorem, czasem zagrać w jakąś grę, czy wychodzić na miasto. Spodziewał się, że Attan nie miał na to za dużo czasu, wiecznie zajęty jak nie nauką, to tańcem.
    -Z zamkniętymi oczami wyrecytuję Ci krok po kroku tą sekcję.- zaśmiał się, choć nic śmiesznego w tym nie było. Taki był plan. Chciał tylko uchronić się przed trzymaniem skalpela w dłoni. Uważał na poprzednich lekcjach, więc nie zamierzał siedzieć bezczynnie, choć nikt go nie zmusi, żeby otworzył oczy. Na samą myśl aż robiło mu się słabo.
    -Słuchaj, rozumiem, że chcesz dobrą ocenę, ale ja chcę tylko prztrwać. Jeśli tylko będę musiał choćby spojrzeć na to niewinne zwierzę, to spłynę po tej ławce i nie będzie żadnej oceny. Więc proszę. Nie, błagam. Błagam, zrób to szybko, a ja znajdę sposób, żeby się odwdzięczyć, obiecuję. -powiedział wbijając błagalne spojrzenie w chłopaka. Serio, zrobi wszystko, nawet będzie prał trykotowe spódniczki jeśli będzie trzeba, byle tylko przetrwać te czterdzieści pięć minut istnego koszmaru.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  26. [Thiago i Attan są tak różni, że przychodzę tutaj i, mówiąc krótko, bierę. xD]

    Thiago Beckett

    OdpowiedzUsuń
  27. [thosegreatwhites@gmail.com :D]

    Thiago

    OdpowiedzUsuń
  28. Nigdy nie przejawiał objawów kleptomani czy posiadania niezwykle wygórowanych ambicji, których spełnienie nie byłoby możliwe bez wsparcia choć kilku magicznych tabletek. Miał swoje małe problemy z pewnymi używkami, ale przecież świetnie funkcjonował i radził sobie bez nich; no może tak prawie świetnie. Nie nazywał więc zwykłej potrzeby ucieczki od rzeczywistości uzależnieniem, wzdrygał się wręcz, słysząc to słowo, jak zresztą na porządnego młodzieńca przystało. Nie do końca wiedział więc, co pewien strunowy woreczek robi w tylnej kieszonce jego spodni i dlaczego w ogóle się tam znalazł. Sam chyba szukał sobie kłopotów, choć przecież na nudę w swej skromnej egzystencji narzekać nie mógł. A może po prostu potrzebował jakiegokolwiek pretekstu do rozpoczęcia rozmowy, bo bezcelowe zagadywanie nigdy nie było jego mocną stroną; sam jednak absolutnie w tę wersję nie wierzył, a przynajmniej się starał. Teraz nie rozumiał już, po co wcześniej zupełnie z własnej niczym nieprzymuszonej woli zdecydował się spóźnić na wf i w ekspresowym tempie przeszperać plecak chłopaka, który wciąż naiwnie nie zmienił miejsca przechowywania tak podobno ważnych dla niego środków. Jeszcze kilka godzin temu, miał mnóstwo świetnych powodów tłumaczących jego delikatnie dziwaczne zachowanie i był święcie przekonany, że nie robi niczego złego, i w sumie przypuszczał, że może być dość zabawnie. Teraz jednak wrócił już do rzeczywistości i sam nie wiedział, jak powinien postąpić. Zwrócenie własności w sposób niezauważalny jego właścicielowi brzmiało bardzo porządnie i bezpiecznie, ale jednak zdecydowanie bardziej kuszący był pomysł wykorzystania swej małej przewagi nad Attanem do delikatnie niecnych celów. Wiedział, że później będzie żałował swego chwilowego porywu, że nie powinien postępować wbrew sobie i skończyć wreszcie z tymi domysłami o ukradkowych spojrzeniach, bo sam się przez to jedynie niepotrzebnie nakręcał i pchał w kierunku, którego przecież kompletnie nie chciał obrać; teraz ani później, kiedykolwiek. Podążył jednak do pewnego miejsca w niezwykle konkretnym celu i ostatecznie nawet w zgodzie z samym sobą. Musiał przecież wreszcie znaleźć sobie przyjaciół i mieć z kim spędzać wolny czas, doceniał poszukiwania, które wytrwale prowadziły jego siostry, ale ich kandydaci nie byli zbyt dobrzy na to miejsce. Teraz miał szanse, naprawdę szkoda byłoby jej nie wykorzystać.
    — Cześć, jak mija dzień? — Zapytał bez przekonania, gdy wreszcie stanął naprzeciwko nastolatka i delikatnie oparł się o jedną, niewyróżniającą się kompletnie niczym od pozostałych szkolną szafkę. — Chyba nie najlepiej, co? — Ciągnął, spoglądając to na chłopaka, to znowu na jego porozrzucane rzeczy i skrzywił się nieznacznie. Nie wiedział, że potrzebuje on tych środków aż tak mocno, choć może po prostu wolał nie zdawać sobie z tego sprawy.
    — Idziemy na szybki spacer — odezwał się po chwili i schylił, by w ekspresowym tempie uporać się z zebraniem własności Attana i następnie bez szczególnego ładu wrzucić ją do szafki. — Nie radziłbym protestować. Ode mnie zależy to, jak spędzisz następne dwa dni. — Uśmiechnął się, mając nadzieję, że jednak udało mu się przekonać chłopaka.

    Vini

    OdpowiedzUsuń
  29. Tamten wieczór pamiętał do dzisiaj. Impreza, dużo alkoholu, głośna muzyka, od której nawet jemu, już przyzwyczajonemu do nieustannego hałasu, boleśnie dudniło w uszach. I ludzie — dużo ludzi, spoconych, ocierających się o siebie nastolatków, których twarzy ani imion już nawet nie pamiętał, bo na dłuższą metę były nieistotne. Była jednak taka jedna, którą do dzisiaj widzi nie tylko oczami wyobraźni, ale też tymi prawdziwymi, gdy mijają się na szkolnym korytarzu, nawet nie siebie nie spoglądając, może co jakiś czas jedynie zderzając barkami. Obrzuca wtedy rok młodszego chłopaka pogardliwym spojrzeniem, co jakiś czas obdarowuje złośliwym komentarzem. Nienawidził go, a jednocześnie chciał dalej na niego wpadać.
    Attan Gray, szkolna baletnica, jak to Thiago zwykł go nazywać, nie tylko w myślach — chłopak, który kiedyś zmiażdżył jego ego, więc zasłużył w pełni na mieszanie z błotem, nieważne czy zrobił to wtedy świadomie, czy też nie. Z drugiej strony to, co zaszło między nimi na imprezie, w pokoju gospodarza, nie mogło tak po prostu wypaść mu z głowy. Co jakiś czas dokładnie odtwarzał w głowie wydarzenia tamtego wieczoru. Prowadzenie pijanego Attana na górę, mimo że oboje się dość porządnie zataczali, pierwsze lepsze drzwi, wejście do środka, a następnego ranka pobudka i wielki szok, szybkie pozbieranie ubrań i ucieczka. I kolejny powód do docinków, byle tylko trzymać z daleka od siebie typka, któremu chyba się wydawało, że wyjdzie z tego coś więcej, że to nie był tylko przygodny seks. Byle tylko nie dowiedział się o tym nikt ze szkoły, bo wtedy chyba oboje byliby skończeni, no a przynajmniej Thiago. Za wszelką cenę trzeba było go od siebie odpychać
    Po raz pierwszy w tym tygodniu był obecny w szkole. Szedł powoli korytarzem z oczami wlepionymi w ekran telefonu. Nie robił na nim nic konkretnego, chciał po prostu uniknąć kontaktu wzrokowego z innymi. Nie miał też zbytniej ochoty na zaczepianie młodszych i słabszych, nawet tych, za którymi nie przepadał.
    Był już prawie przy wejściu do sali historycznej, gdy dość silne uderzenie w bark sprawiło, że wypuścił trzymaną w dłoni komórkę. Kurwa.
    — Nie wiesz, jak się chodzi? Do reszty ci już mózg przeżarło? — warknął w stronę łamagi, dopiero po chwili orientując się, że był to Gray. Nie dość, że gnojek mógł mu zepsuć opinię, to teraz jeszcze rozjebał mu telefon.
    Czuł, że był bliski stracenia resztek cierpliwości.

    Thiago

    OdpowiedzUsuń
  30. Trudno było nie zauważyć, że jego partner się denerwował, choć Stanley nie do końca zdawał sobie sprawę dlaczego. Od razu było widać, że Attan to perfekcjonista, ale żeby to doprowadzało go do takiego stanu? Wydawał się kłębkiem nerwów, kiedy tak zaciskał dłonie i trząsł ławką. Ale nie zamierzał się odzywać. Nie znali się na tyle, żeby się spoufalać i choć Staś miał zapędy do wtrącania się w cudze życia, to jakoś zdołał się opanować.
    Poza tym, on też miał problem, który wywoływał potliwość dłoni i nadmierne mruganie. Dobrze, że jeszcze nie zaczął kopać prądem, choć pewnie i na to przyjdzie pora. Przez to delikatne rażenie wiecznie chodził naelektryzowany, a fizyczny kontakt z nim dosłownie potrafił sprawić ból. Kiedy tylko zaczęła rozdawać narzędzia do pracy aż cały blady się zrobił.
    Przytaknął tylko głową, gotowy zebrać się w sobie na tyle, żeby wypełnić te głupie tabelki. Jeśli to tylko nie wymagało patrzenia na żabę, to da radę, skupi się i jakoś pomoże im obojgu przetrwać tą cholerną lekcję. Postanowił, że jeszcze dziś wybierze się do dyrekcji i będzie błagał o zmianę rozszerzenia. Już wycierpiał wystarczająco.
    Cieszyłby się z każdej oceny, która pozwalałby mu zaliczyć ten cholerny przedmiot. Nigdy nie chciał być idealny, bo wiedział, że taki nie będzie. Poznał smak przygody i utrzymanie go w jednym miejscu graniczyło z cudem. Nawet teraz robi sobie małe wycieczki za miasto, za każdym razem coraz dalej i dalej, wmawiając sobie, że choć trochę czuje się tak fantastycznie jak jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy nie dbał o nic, poza miejscem do spania i czymś do jedzenia. Był stworzony do życia na walizkach. Może to właśnie dlatego pokój w akademiku zmieniał już trzy razy.
    -Postaram się. –mruknął, czując się coraz gorzej z tym, że skazał chłopaka na swoje towarzystwo. On się tak denerwował, a Staś nie mógł mu pomóc, tylko zawadzał. Jak zawsze. Od powrotu nigdzie nie mógł się dopasować, dawni znajomi poznali innych, a o nim zapomnieli. Wszystko wokół się zmieniło, a on pozostał taki sam. A w szkole było jeszcze gorzej. Nie mógł przecież przeskoczyć trzeciej klasy, żeby dołączyć do swoich rówieśników, musiał zaliczyć rok nieobecności, więc właściwie nikogo nie znał.
    Kiedy żaba wylądowała na ich stole momentalnie zrobiło mu się niedobrze i odwrócił wzrok. Koszmar miał się zacząć. Attan chwycił w dłoń skalpel, a Staś zaczął mruczeć coś pod nosem, żeby nawet przypadkiem nie usłyszeć jakiegoś obrzydliwego dźwięku, który wywołałby falę nudności.
    -Nie możesz. –jęknął słysząc, że chłopak chce wyjść. Nie chciał zostawać sam na sam z tym bezbronnym, martwym stworzeniem. Co, jeśli nauczycielka postanowi zmusić go do przejęcia skalpela pod nieobecność partnera? Nie zniósłby tego, nie dałby rady. Na samą myśl zakręciło mu się w głowie i wiedział, że dłużej nie wytrzyma. Skręcało go w środku, a na czoło wystąpiły kropelki potu.
    -Nie.. dam rady. –jęknął ponownie i zerwał się z miejsca. Miał gdzieś co sobie wszyscy o nim pomyślą. Miał wrażliwy żołądek i lepiej, żeby dotarł do łazienki niż puścił pawia na kogoś przypadkowego. Nie oglądając się za siebie wybiegł z klasy i pognał do łazienki, gdzie przywitał go chłód i przyjemny zapach detergentów. Oparł się o umywalkę i łapał głębokie oddechy, modląc się, żeby obyło się bez obejmowania kibla.

    bierz piksy i chodź
    Staś

    OdpowiedzUsuń
  31. Całkiem zadowolony z obrotu sprawy szedł tuż obok poddenerwowanego Attana, który ich spacerowi nadawał teraz dość szybkiego tempa. Wciąż nie miał pojęcia, po co tak właściwie tworzy to całe zamieszanie, ale nie miał zamiar już niczego odkręcać; zdołał wręcz zagłuszyć natrętny głos sumienia i dojść do wniosku, że chętnie pozwoli na rozwinięcie tej niecodziennej sytuacji, która w efekcie może okazać się całkiem przyjemna. Najwyżej odżałuje po wszystkim i będzie miał przynajmniej konkretne zajęcie oraz jakieś ciekawe wspomnienie, do którego później z przyjemnością będzie mógł wracać.
    — Całkiem ładna dziś pogoda. — Zignorował słowa chłopaka, choć chwilowe darowanie sobie odpowiedzi na jego pytanie, nie było łatwe. W zasadzie nie wiedział, czego chciał i czemu w ogóle miał coś od niego chcieć, skoro to on przecie głupkowato zapożyczył sobie jego własność, ale jeśli już pytał, to szkoda byłoby nie wykorzystać sposobności. Nie był przecież żadnym dręczycielem, żeby ot tak szantażować biednych chłopców, zbyt krótko też trenował, aby w ogóle można byłoby pomylić go z jakimś osiłkiem; on miał po prostu dziwne poczucie humoru oraz niecodzienne sposoby na rozwijanie znajomości. Miał nadzieję, że Attan nie uzna go teraz za jakiegoś totalnego dziwka, z którym naprawdę nie wato się zadawać; nie był pewien czy umiałby się z tym pogodzić. — Masz plany na wieczór? — Spytał, mrużąc oczy i spoglądając w bezchmurne niebo rozpromieniane bladymi promieniami wiosennego słońca. Ignorował wymowny wzrok nastolatka, ulegając jednak temu wręcz świdrującemu go spojrzeniu, które zdołał już chyba wybitnie nadinterpretować.
    — Trzymaj. — Odezwał się po chwili, beznamiętnie wyjmując z kieszonki tak cenny dla jego towarzysza strunowy woreczek. Woreczek z zaledwie dwiema tabletkami w środku, bo trzy to już za dużo, a jedna prezentował się dziwnie niepokojąco. Uległ mu, temu spojrzeniu, choć naprawdę nie chciał. Pomajtał nim niemal przed nosem chłopaka aż w końcu wręczył mu go, średnio zadowolony z własnych poczynać. Chyba powinien powiedzieć mu, aby skończył z tym świństwem, ale zwyczajnie nie potrafił.
    — Pójdziesz ze mną na imprezę urodzinową do Josha. — Jego słowa, choć w zamiarze miały być pytaniem, zabrzmiały raczej jak dość stanowcze stwierdzenie. Wrócił do wcześniejszego tematu, próbując zręcznie zakończyć ten zdecydowanie niezbyt dla nich przyjemny.
    — Dopiero po niej oddam ci resztę. No nie daj się prosić Attan, to przecież propozycja nie do odrzucenia. — W zasadzie wcześniej nie zamierzał wybierać się na wspomnianą zabawę, bo nie miał z kim, a pokazanie się tam samemu nie było zbyt kuszącą wizją.

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  32. [Cześć! Świetnie wykreowana postać i ciekawy pomysł na kartę, by opisać postać poprzez taniec :) Miałabyś może ochotę na wątek z Maggie? Miałabym nawet pomysł. Z uwagi, że ona kocha tańczyć i należy nawet do grupy tanecznej, Attan byłby takim jej guru, lubiłaby patrzeć jak on tańczy aż pewnego dnia odważyłaby się i spytała czy może ją podszkolić? I tu już zależy, czy by się zgodził czy nie ( wtedy pewnie tak długo by go błagała aż by się nie zgodził xd). Co ty na to? :)]

    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  33. [Główna bohaterka Łotra 1 nazywała się Jyn Erso ]

    I can't find you, where are you, Scooby doo?

    OdpowiedzUsuń
  34. [ O panie, z tym chcę, z tym chcę! Arlo bardzo chętnie zrobi o nim dokument. Może przy okazji po cichutku się w nim zauroczy. Chciałabym bardzo zobaczyć ludzką stronę Attana. Arlo też bardzo by chciał. Dlatego też zmusimy naszego przyszłego narratora do długich monologów o sobie, muahaha! Może tworzyć go będą przy okazji jakiegoś konkursu? Arlo siłą rzeczy wspierałby go w tych trudnych chwilach.

    Mów, czy ci się podoba i jakie masz zastrzeżenia. I czy w ogóle wyrażasz chęć, o zachłanności! Kc! ]

    Arlo

    OdpowiedzUsuń
  35. [ Jakby wątki męsko-męskie nie wchodziły w grę, tobym nie zastanawiała się między Attanem a Aillą. :D To ten... masz może jakiś pomysł? ]

    Gervase Rosenberg

    OdpowiedzUsuń
  36. Po pijaku był w stanie wybaczyć wszystko. No, może nie do końca, ale na pewno prawie wszystko. Na trzeźwo już jednak niekoniecznie. Był chyba jedną z nielicznych osób w szkole, które potrafiły wszcząć awanturę z byle jakiego powodu, byle tylko się z kimś pokłócić i komuś dopiec. Już z samego spojrzenia brązowych oczu dało się wywnioskować, że należy do awanturników. Swoją drogą, właśnie te oczy tak często pełne były pogardy wobec Attan'a. Chłopaka, który właśnie teraz przed nim stał.
    Chłopaka, który przez swoją gapowatość spierdolił mu telefon. I teraz będzie musiał za to zapłacić. Co z tego, że na jego widok serce Thiago mimowolnie zaczynało zachowywać się w dziwny sposób, a sama szkolna baletnica często nawiedzała jego myśli w najdziwniejszych chwilach? Jakie to wszystko miało znaczenie wobec faktu, że gnojek znowu podniósł mu ciśnienie? Czy on umiał w ogóle robić coś innego, prócz irytowania ludzi?
    — Idiota. — warknął Beckett. Planował schylić się po telefon, który na pewno był w opłakanym stanie, w końcu zderzył się z posadzką dość mocno, ale Gray go ubiegł i już podnosił telefon. Super. Kolejna okazja na to, żeby coś spierdolił.
    Wokół nich zebrała się już spora grupa uczniów. Byli jak sępy, z tą tylko różnicą, że ich pożywieniem nie była padlina, tylko drama, spięcia pomiędzy ludźmi, kłótnie. A on, mimo wszystko, nie był w nastroju na urządzanie Attan'owi sceny. Równie dobrze mogli to sobie wyjaśnić w cztery oczy.
    Szybko, prawie że agresywnie, wyszarpnął telefon z jego dłoni i przyjrzał mu się uważnie, starając się pobieżnie oszacować straty. Pęknięty ekran, zapewne też wylany wyświetlacz, bo te dwie usterki szły ze sobą w parze w tym modelu. Jego portfel zdecydowanie na tym ucierpi.
    — Naprawdę się do niczego nie nadajesz. — pokręcił głową. Liczył, że te słowa w jakiś sposób uderzą chłopaka.
    Dla innych mógł to być tylko zwykły wypadek, upadek głupiej komórki. Zdarza się. Thiago postrzegał jednak sprawy inaczej. Był mściwy. I na pewno nie odpuszczał.

    tak trochę in love Thiago

    OdpowiedzUsuń
  37. Arlo bardzo wiele w życiu poświęcał w imię prostych przyjemności. We wtorki powinien uczyć się ekonomii, ale zamiast tego z uporem szaleńca przeglądał zwykle Reddita, obgryzając mimowolnie paznokcie rozwalony na łóżku w poszukiwaniu informacji o domniemanym czarostwie ze strony Stevie Nicks w latach osiemdziesiątych albo o dziedzictwie kolejnego Coppoli. W czwartki zaś wybierał się na targ i kupował używane książki od tej dziwacznej staruszki pachnącej zawsze chrzanem, choć w tym czasie akurat w tym tygodniu klub szachowy oczekiwał od niego eseju na temat dyskursu ilości kobiet i mężczyzn na podium mistrzostw stanowych w ostatnim dziesięcioleciu, bo nowa przewodnicząca spina wszystkie mięśnie twarzy na sam widok swojego seksistowskiego poprzednika i życzy sobie uświadomienia lokalnej społeczności o problemie skali światowej, bo przecież biedny Arlo coś faktycznie na tym polu, psiakrew, zdziała. Arlo był mistrzem trwonienia czasu w produktywny sposób i był święcie przekonany o własnej niezawodności w tym zakresie. Nic więc dziwnego, że już w szóstym semestrze postanowił zacząć pracować nad największym projektem swojego dotychczasowego życia, zamiast skupić się na tym, co na trzecim roku jest naprawdę ważne, czyli popijawach i wojnach na brudne skarpetki oczywiście. Bo on odbierał przyjemności życia nieco inaczej.

    Arlo uśmiechnął się sam do siebie na tę myśl. Mógł być dziwakiem, ale był ambitnym dziwakiem i wybrednie dobierał sobie osoby w jego otoczeniu. Można obejrzeć tysiące filmów, ale żaden nie dorówna temu jedynemu, po którym opierasz się o ścianę siedząc na toalecie i rozmyślasz nad losem pszczół wpatrując się w przestrzeń nad umywalką dobre dwadzieścia minut. Tak samo działali ludzie. Niby wszyscy są w porządku, ale tylko nieliczni inspirują cię jako samorealizatora.

    Właśnie dlatego zmierzał teraz tanecznym krokiem na salę gimnastyczną z cyfrówką w plecaku i notesem w dłoni. Dlaczego sala gimnastyczna?, zapytacie. Otóż istnieją dwie drogi filozofii bhaktów - albo jesteś nudnawym bhaktą palącym kadzidła i nucącym mantry, albo yoginem i doświadczasz transcendencji za pomocą mięśni. Filozofię już miał. Teraz szukał ciała do dopełnienia duetu.

    Mógł zrobić film rozstrzygający całą dotychczasową problematykę jego życia i kariery o czymkolwiek, co znał doskonale, a rzeczy takich było naprawdę wiele. Ale prawdziwe wyzwanie polega na uczynieniu czegoś kompletnie nieznanego własnym i usidleniu tego.

    Tą rzeczą był oczywiście balet.

    Arlo oparł się o ścianę w pobliżu drzwi do sali i rozpoczął proces badawczy, łypiąc łapczywym wzrokiem przez małą szybkę w drzwiach. Wibracje muzyki dało się czuć na parkiecie szkolnym nawet z tego punktu. Nie rozpoznawał oczywiście utworu po nazwie, ale kojarzył go z lekcji muzyki w podstawówce. Wyobraził sobie samego siebie po drugiej stronie szyby i sam fakt, że widać w niej było na pewno tylko jego niespokojne oczy niesamowicie go rozbawił.

    Na lewym końcu sali, przez co ledwo można go było z tej perspektywy dostrzec, nie ryzykując zgubienia gałek ocznych, tańczył pan cudaczek, Attan Gray. Niby jego wymarzony do pracy nad samorealizacją yogin, ale z pierwszych zapisanych wniosków, jakie naniósł Arlo na papier dało się wyczytać słowa: "Nie-taki-transcendentny". Bo umówmy się - chyba nie szło mu najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był w sali właściwie sam. Na ławeczce siedziała niespokojnie skulona pani Katarzynka (nie wiedział, jak się nazywała, ale przecież wszystkie rosyjskie mistrzynie baletu nosiły imię z rodzaju wariacji imienia Katarzyna i niewymownie śmieszyło go to własne skojarzenie), co jakiś czas tupiąc i klaszcząc. Wreszcie wrzasnęła coś i wstała. Wówczas Attan się wyprostował i zaprzestał prób. Następnie zaczął kiwać mechanicznie głową (czy on cokolwiek z tych uwag słyszał?) i ponownie zabrał się za niesamowicie-na-pewno-nazywającą-się-figurę, którą powtarzał w różnych kombinacjach przez następne dziesięć minut.

      Wówczas Arlo wyciągnął cyfrówkę.

      Właściwie nie przeszkadzała mu ani faktura szkła zmieniająca optycznie obraz, ani zatopiony w niej drucik, ani odległość Attana od kamery niebezpiecznie narażająca na niestabilny obraz. Po prostu kręcił.

      Nakręcił więc tą samą figurę w wielu innych ujęciach poszczególnych partii ciała i komponował już w głowie cięcia w montażu, gdy nagle muzyka się urwała. Attan niemalże w całości poddał się sile grawitacji, zupełnie tak, jakby zatrzymanie muzyki przerwało stan nieważkości, w jakim znajdowało się jego ciało w trakcie tańca. Arlo usłyszał tylko strzępki słów. Katarineczka skierowała się do drugiego wyjścia, więc Arlo postanowił w tamtej chwili interweniować.

      Chwycił za uchwyt ciężkich drzwi obklejonych imitacją drewna i, wyciągając wodę z czarnego plecaka, kierował się powoli i niepewnie do Attana, uroczo czerwonego z wysiłku na policzkach i uszach.

      - Trzymaj - rzucił, nieco głośniej niż zamierzał, podczas gdy zziajany chłopak uniósł głowę.

      Attan był naprawdę piękny w całej tej otoczce. Sala gimnastyczna pachnąca tanim dezodorantem i majciochami wcale nie umniejszała jego dumnej aparycji, której nie brakowało nawet podczas siadu prostego. W jego twarzy oprócz zmęczenia dało się zobaczyć odrobinę zrezygnowania.

      Arlo w tamtej chwili po raz pierwszy pomyślał sobie, w jakiż to sposób można być kiedykolwiek smutnym będąc tak doskonałym.

      - Mam do ciebie sprawę.


      [ Wybacz mi. W liceum pisałam rozprawki na tysiąc słów, a na maturze z polskiego zabrakło mi papieru na drugi przykład. Musisz mi wybaczyć. Potem zejdę z tonu, jeśli o liczbę słów chodzi <3 ]

      Arlo

      Usuń
  38. Podziwiał całe to dążenie do spełnienia ambicji i zadowolenia wszystkich wokół. Nawet zadowolenie siebie samego nie wychodziło Stanley’owi. Już dawno przestał oczekiwać od siebie czegokolwiek, poza dążeniem do wyruszenia w następną podróż. Byle dalej. Monotonia miasta zaczęła mu się nudzić, czuł się jak w potrzasku, kiedy wiecznie spędzał czas wśród murowanych budowli, dlatego tak często znikał, szczególnie w weekendy. Za chwilę zabraknie mu miejsc w okolicy, które mógłby odwiedzić i zacznie wyjeżdżać na więcej niż 2 dni. Co znowu spowodowałoby, że nie zaliczy roku. Całe jego życie było jak błędne koło.
    Kilka głębokich oddechów pomogło mu zachować trzeźwy umysł, a nudności na chwilę minęły. Mętlik w głowie pozostał, ale z nim też zaraz sobie poradzi. Chłód łazienki działał kojąco na rozszarpane nerwy. Biedny Staś, nie potrafił zapanować nad własnymi odruchami. Dłonie strasznie mu się trzęsły, mimo że zaciskał je na brzegu umywalki.
    Podniósł głowę, kiedy usłyszał, że ktoś wchodzi, jednak widząc Attan’a wrócił do poprzedniej pozycji, która zdecydowanie lepiej pomagała mu się uporać z nudnościami. Całe szczęście, że to nie była kolejna osoba, przed którą mógłby się zbłaźnić. Gray miał już okazję przekonać się jaka ze Stasia wrażliwa pizda.
    -Nie ma opcji, że tam wrócę. Nikt mnie, kurwa, do tego nie zmusi. Sorry, Attan, ale nie. –warknął, nie potrafiąc powstrzymać swojej złości. Oczywiście nie wściekał się na chłopaka, tylko na siebie samego. Był zły, że nie potrafi nad sobą zapanować i wziąć się w garść. Na samą myśl, że miałby tam wrócić miał odruchy wymiotne.
    Przez chwilę obserwował co on robi i zastanawiał się po co sprawdzał każdą kabinę. Zachowanie Attan’a z całą pewnością było niepokojące, ale kimże on był, żeby wypytywać go o cokolwiek. Może po prostu nie potrafił korzystać z toalety, kiedy ktoś zajmował kabinę obok. Więc darował sobie i wrócił do ćwiczeń oddechowych, które miały mu pomóc.
    -Ona jest psycholem. –mruknął, mając na myśli ich nauczycielkę. Może i to był standardowy temat na zajęciach biologii, ale mimo wszystko, nie można być normalnym, kiedy co rok, czasem po kilka razy, kroi się żaby. –Co tam robisz? –odezwał się po chwili ciszy. Dziesięć minut jeszcze nie minęło, może jakieś siedem. Mimo wszystko ile można tam siedzieć? Nie, żeby jakoś szczególnie to interesowało.
    Poczuł się na tyle dobrze, żeby opłukać twarz wodą i przepłukać usta, a nawet wyprostował się oceniając swój wygląd na ewentualnie zadowalający. Nadal był blady, ale przynajmniej jego czoła nie rosił już nerwowy pot. I nadal nie miał ochoty wracać na lekcje, choć domyślał się, że raczej nie będzie miał innej opcji jak poddać się i zacisnąć zęby. Przecież nie mógł mu teraz powiedzieć, że jest zdany tylko na siebie, skoro wykazał tą odrobinę zainteresowania i za nim przyszedł. Domyślał się, że miał w tym ukryty cel, ale skoro nie wyczuł w powietrzu dymu papierosowego, ani żadnego innego, to naprawdę nie wiedział co miał myśleć.

    Staś ♥

    OdpowiedzUsuń
  39. Pewnie nic by nie zrobił, gdyby dowiedział się jakie tajemnice skrywa Attan za drzwiami kabiny. Miał takie samo prawo do swoich sekretów, jak Stanley do swoich, więc całkowicie go rozumiał. Choć oczywiście, jeśli uznałby, że Gray w jakikolwiek sposób robi sobie krzywdę, to nie powstrzymałby się przed reakcją. Z natury nie był wścibski, ale za to bardzo empatyczny, więc długo nie zniósłby patrzenia, jak ktokolwiek niszczy sobie życie.
    Zauważył różnicę w jego zachowaniu, choć oczywiście nie zastanowiło go czym była ona spowodowana. Ważne, że Attan wyszedł spokojny i pewny siebie, może faktycznie zamykanie się w ciasnych toaletach mu pomagało. Lepszy taki sposób niż niektóre inne, które przeszły mu przez myśl. Nie zamierzał jednak drążyć tematu. Jemu samemu też się poprawiło, więc oboje byli gotowi na podbój martwej żaby.
    Przytaknął mu tylko i ruszył za nim do wyjścia, a później przez korytarz, prosto do Sali tortur. Starał się w ten sposób o tym nie myśleć, ale nie mógł nic poradzić na to, że dla niego to były sadystyczne praktyki, nic więcej. Po co licealistom wiedza o tym jak rozcinać żabę.
    -Nie gap się na stoły innych. Nie gap się na stoły innych. –szeptał sobie pod nosem, stosując się do rady partnera. Pewnym było, że gdyby zobaczył żabie bebechy, to nawet do kosza na śmieci by nie doleciał.
    Po wejściu do klasy koncentrował wzrok tylko i wyłącznie na swoich stopach. Poczuł dziwny zapach, który oczywiście zwalił na martwe żaby, a przez to przewróciło mu się w żołądku, ale jakoś nad tym zapanował. Doszedł do ich stołu i zasłonił wzrok od strony, po której siedział Attan, który natychmiast złapał za skalpel, jakby to był długopis. Znaczy, z taką pewnością złapał, nie w taki sposób. Skalpel się trzymało w inny sposób, chyba. Staś nie wiedział, bo nie patrzył. Patrzył na swoją kartkę z tabelą, którą miał wypełniać i uznał, że to też nie jest dla niego dobre zajęcie.
    -Długość nacięcia? Kurwa, Attan, ona zrobi z nas psycholi. Ile tam wyszło? –zapytał, w ostatniej chwili powstrzymując się przed zerknięciem w tamtą stronę, żeby samemu ocenić. Znowu zaczęło mu się robić na przemian zimno i gorąco, choć jeszcze nic nie zaczęło podchodzić mu do gardła. –Liczba widocznych organów. Liczba organów ogółem. Stan wątroby? Skąd my mamy wiedzieć w jakim stanie jest wątroba? –wyjęczał, modląc się, żeby nie napłynęły mu do głowy obrazy tego wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
  40. Takie wypowiadanie na głos każdej czynności wykonywanej przez Attan’a zupełnie mu nie pasowało. Jego bujna wyobraźnia wskakiwała wtedy na najwyższe obroty i miał przed oczami każdy ruch dłoni chłopaka, zupełnie jakby patrzył jego oczami, a te ręce miały być jego. Zaczynał hiperwentylować, choć myślał, że da radę wytrzymać trochę dłużej, a zapach wiszącej nad nim śmierci tylu istnień z całą pewnością w tej sytuacji nie pomagał.
    Skrupulatnie zapisywał każdą informację podawaną mu przez chłopaka, lecz wychodzące spod drżącej ręki znaki mogły wydawać się niechlujne i pośpieszne. Niestety nad tym nie mógł zapanować. Drżenie przejmowało całe jego ciało, włącznie z wnętrznościami, które zaczynały niebezpiecznie wibrować. Musiał co chwilę przełykać ślinę, żeby nie porzygać się, tym razem z nerwów. Tak właśnie na niego działały nadmierne ambicje Gray’a. Nic, tylko w kółko powtarzał, że wszystko musi być perfekcyjne, idealne, muszą dostać najlepszą ocenę i tak dalej, a Staś naprawdę bardzo starał się, żeby tego elegancko nie spierdolić.
    Pomogła za to zmiana tematu. Oderwała myśli Stanley’a choć na chwilę od żaby leżącej kilkanaście centymetrów dalej. Niby wiedział, że Attan coś gdzieś tańczy, choć jakoś nigdy nie mieli okazji, żeby lepiej się poznać. Mimo wszystko zaskoczony był jego wyborem. Juilliard był najlepszą szkołą taneczną, teatralną i muzyczną nie tylko w Stanach, ale na całym świecie, a żeby tam się dostać trzeba było być naprawdę dobrym. Doskonałym. Zrozumiał więc skąd w koledze ta ambicja w każdym aspekcie jego życia i posłusznie zamknął się, więcej już nie narzekając. Miał rację. Musieli to po prostu przetrwać.
    -To wszystko. Mamy wszystko. –westchnął jeszcze raz przebiegając wzrokiem kartkę. Poczuł nawet coś w rodzaju dumy, choć to nie on odwalił całą robotę. –Ostatnim poleceniem jest włożyć wszystkie organy na miejsce i zaszyć. –powiedział, po raz kolejny przełykając ślinę. Mimo wszystko uśmiechnął się szeroko i odłożył długopis. Nadal nie miał odwagi spojrzeć na to, co robi kolega, więc siedział cicho, właściwie bez ruchu i patrzył się w pięknie uzupełnioną tabelkę czekając na znak, że można oddać ich pracę. Miał ochotę skakać z radości na myśl, że już nigdy więcej nie będzie musiał tego robić. Perfekcjonizm Attan’a z pewnością przyniesie im dobrą ocenę.

    ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  41. Hej, hej! Zastanawiam się nad dołączeniem i zauważałam, że Attan poszukuje siostry. Jeżeli to wciąż aktualne, to napisz mi o niej coś więcej na maila: corka.pszczelarza@gmail.com :)

    OdpowiedzUsuń
  42. [ Doceniam mrugnięcie oczkiem w postaci nawiązania do rozlazłości mojego chłopa i spięcia Twojego i dyskursu między obiema rzeczami. Kc ]

    Arlo niemalże bez zastanowienia rzucił z pretensjonalnością plecak na parkiet i w ułamek sekundy usiadł po turecku przed nowym znajomym. Zastanowił się chwilę nad definicją "nowości" w tym zakresie podpierając splecionymi dłońmi głowę. Nie uznawał pojęcia przyjaźni w klasycznej definicji. Albo jest się połączonym przeznaczeniem, pochodzeniem, charakterem czy duszą, albo nie. Nie ma znaczenia, czy znacie się lat dziesięć, czy dwa. Otwartość tej kwestii uważał za jasną jak słońce. Dlatego też postanowił interweniować z grubej rury.
    - Wiem, kim jesteś - mogło to powierzchownie znaczyć tyle, iż wie, że koleżka jest tancerzem, ma lat tyle i tyle i lubi czekoladowe misie. Miał jednak głęboką nadzieję, że oboje zdają sobie sprawę z tego, że miał na myśli znacznie więcej, choćby miało to być tak pretensjonalne, jak sam Troy Dyer - I chciałbym, żebyś pokazał to innym z moją pomocą.
    Attan zdawał się być zdziwiony propozycją, ale nie przerwał rozciągania na siedząco.
    - Chciałbym zrobić o tobie dokument, no wiesz, o tańcu, o twoich doświadczeniach, o ambicjach, oczekiwaniach, bla bla - uśmiechnął się szeroko - Bardzo by mnie to rozwinęło, a i pomogło wyrwać się stąd do Kalifornii. Pomyślałem, że twoje życie jest na tyle stresujące, że jeśli zobaczysz je na taśmie, przemyślisz parę wyborów życiowych i być może zaczniesz medytować.. Albo coś.
    Attan uniósł głowę, marszcząc brwi.
    - Oczywiście żartuję.
    Chyba nie załapał. Albo nie był w humorze. Jedno z tych dwóch. Jego brwi wykonywały powolny taniec.
    Definitywnie nie był w humorze.
    - Może chcesz zatańczyć jeszcze raz? Bardzo chętnie popatrzę. NIE będę na razie niczego kręcił - uniósł ręce w górę wstając, wskazawszy, że nie trzyma kamery - Namyśl się. Moim zdaniem jednakże potrzebujesz większej łodzi, żeby nie dać się zeżreć Szczękom - podrapał się po czole, starając się ukryć rozbawienie. Niech cię szlag, Arlo, niezrozumiałe porównanie publiki do głębokiej wody? Stać cię na więcej.

    Arlo

    OdpowiedzUsuń
  43. [Może oboje mieliby akurat zły dzień i jeden siedziałby przybity przed domem, drugi by do niego podszedł, jakoś by się posprzeczali ("dlaczego zawracasz mi głowę?", "cały czas mi tylko trujesz życie!"), jednak ostatecznie wybrali by się na spacer (poszli do jakiegoś konkretnego miejsca¿) i spędzili dosyć miło czas, ale potem wróciliby do rzeczywistości i do tego, że się przecież nie lubią. Jestem otwarta na wszelakie modyfikacje, a nawet co innego, jeśli to ci nie odpowiada ;)]

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  44. Leonard lubił planować każdą sekundę swojego życia. Było to dosyć trudne zadanie, skoro musiał przewidywać posunięcia osób trzecich. Planując wyjście do pubu, musiał brać pod uwagę, że właściciel może zamknąć go wcześniej. Podobnie było z jego ofiarami. Potrzebował konkretnej ilości chloroformu, żeby odurzyć ją na całą noc. Niestety nie wszyscy mamy taką samą fizjonomię. Niektórym wystarczała połowa dawki, a innym podwojona. Nie było odpowiedniego działania matematycznego, którym mógłby obliczyć ile potrzebuje na osiłka, a ile na drobniutką dziewczynę. I chociaż sytuacja, w której ofiara miałaby obudzić się podczas jego sesji nie była zapisana w żadnym planie, to nie stresował się tym aż tak. Wręcz przeciwnie. Uwielbiał tego rodzaju adrenalinę – podekscytowanie pomieszane z wściekłością na samego siebie. Dlatego, kiedy tego wieczora wyszedł z domu, a w torbie miał tylko 3/4 dawki, nie bał się.
    Nie miał dzisiaj zamiaru przeprowadzić kolejnej sesji. Był już zmęczony tempem, które sobie narzucił. Czuł, że uzależnia się od tego. Nie potrafił już nawet wyjść z domu bez dawki narkotyku potrzebnego do odurzenia. Nawet kiedy nie planował żadnej sesji, jechał do swojego garażu, siadał w kącie z albumem fotograficznym i przeglądał zdjęcia, których ciągle było mu mało. Widok wszystkich tych skrępowanych linami ludzi dostarczał mu czegoś na kształt satysfakcji. Rozkoszował się każdym detalem. W końcu wszystko było perfekcyjne. Bywały takie noce, podczas których nie spał. Popadał w obłęd i nikt nie umiał mu pomóc. W końcu najpierw musiał by komuś powiedzieć, a nie mógł sobie na to pozwolić. Nikt by nie zrozumiał jego pragnienia… Nawet on sam do końca nie wiedział, czemu robi to wszystko. Dzisiejszej nocy miało być inaczej. Chciał w końcu spędzić wieczór jak inni jego znajomi. Pójść do baru, wypić piwo lub drinka, wrócić do domu i zasnąć we własnym łóżku, a nie kocu rozłożonym w garażu.
    Miał przy sobie tylko portfel z drobniakami i dokumentami, oraz niepełną dawkę chloroformu. Próbował zostawić ją w mieszkaniu, ale nie umiał się powstrzymać. Nigdy nie wiesz, kiedy trafisz na dobrego modela, prawda? Wszedł do baru, który znajdował się niedaleko jego miejsca zamieszkania i zamówił sobie przy barze tequille z colą. Już chciał usiąść przy wolnym stoliku, kiedy w kącie zobaczył znajomą twarz. Mijali się na korytarzach, a jednak nie znali się. Kiedyś usłyszał jak ktoś wołał do niego Attan, ale nie był pewien, czy to właśnie do niego. Chłopak mimo wszystko wydawał mu się wyjątkowy. Nie tylko z wyglądu, ale i z powodu jego ruchów. W oczach Leonarda poruszał się w sposób artystyczny, o ile tak można było to opisać. Kiedy biegł korytarzem, wydawało mu się, że płynie… Zawsze zastanawiało go, jak można się tak płynnie przemieszczać. Nie myślał ani chwili dłużej i dosiadł się do niego. Nie miał planu. Nie wiedział, co ma robić, ani co powiedzieć. I to go ekscytowało.
    - Mam nadzieję, że w niczym ci nie przeszkodziłem? – zapytał i uśmiechnął się lekko. – Kojarzę cię ze szkoły… Attan, prawda? – Stres brał nad nim górę. Głos co chwila mu się zawieszał, tak jakby próbował udawać, że to nie on się odzywa. – Jestem Leonard – powiedział i podał mu rękę na przywitanie.
    [Nie przyznaję się do tego na górze :( Obiecuję poprawę!]
    Leo

    OdpowiedzUsuń
  45. Widział, jak Attan połyka jedną z tabletek i już po raz kolejny udało mu się popisać totalną obojętnością. A przecież naprawdę nie chciał tego zignorować, bo dobrze wiedział, że jest to mimo wszystko najgorsze z możliwych rozwiązań. Coś w środku niezmiennie krzyczało o tym, aby wreszcie spróbował dogadać się z chłopakiem, który był przecież jego całkiem dobrym kumplem; by może razem odważyli się na wprowadzenie trochę większych zmian w swoich szarych egzystencjach, jakkolwiek naiwnie to brzmiało. Nie miał jednak na tyle odwagi, by teraz wyjść z taką czy choćby względnie podobną propozycją, ale był pewien, że już niedługo zacznie w tym kierunku intensywnie działać. Nie miał pojęcia, dlaczego konkretnie, ale ewidentnie czuł taką potrzebę; chciał po prostu ratować swojego przyjaciela. Musi mieć przecież w kogo wpatrywać się na angielskim, przerwach i ewentualnych spotkaniach, bo inaczej zanudzi się na śmierć i może nawet przestanie się rumienić, ale nie miał pojęcia, dlaczego tak o tym myślał.
    — Potrzebujesz przerwy. — Powiedział stanowczo, próbując spojrzeć prosto w oczy swojego rozmówcy, co jednak skutecznie uniemożliwiały rażące go teraz promienie słońca. Zmrużył więc oczy, a słysząc kolejne pytanie chłopaka, mimowolnie zacisnął usta w wąską linię. Czy dobrze zrozumiał jego słowa, czy może znowu coś nadinterpretował? Czy Attan podejrzewał go o jakieś niecne cele... o coś wykraczającego poza ramy koleżeństwa? Musiał to odkręcić, cokolwiek. — No tak, jesteś moim kumplem, więc razem możemy się dobrze bawić. Poza tym to zawsze jakaś forma relaksu i jednocześnie pomysł na aktywne spędzenie czasu, nigdy nie wiesz, gdzie się obudzisz. — Wyjaśnił po chwili, uśmiechając się nerwowo. Nie był pewien czy zdołał zażegnać kryzys, który chyba sam sobie wymyślił, bo Attan nie wyglądał, jakby był wściekły albo miał zaraz wybuchnąć gromkim śmiechem, może przeżyje. Oderwał wzrok od twarzy chłopaka, kiedy usłyszał dobiegające z pobliża dość głośne chichoty. Rozejrzał się wokoło, szybko dostrzegając idącą sąsiednią alejką parku grupkę dziewcząt, w której znajdował się także pewna trzecioklasistka, o której uwagę Vincent starał się już dość długo, ale szło mu to naprawdę średnio. Posłał jej promienny uśmiech i odprowadził spojrzeniem, zaraz jednak ponownie skupiając uwagę na chłopaku.
    — Chcę też bliżej poznać się z Emily... rozumiesz. — Dodał, szybko poprawiając okulary, które niekiedy lubiły delikatnie zsuwać mu się z nosa. — To ta w różowej kurtce, jest całkiem niezła i potrafimy się dogadać. Może na tej domówce, em, podbije jej serce. Wiesz, o co chodzi. — Ciągnął bez większego przekonania. Owa Emily była bardziej niż okej i lubił ją jako kumpele, ale nie bronił się przed pocałunkami, na która ta się odważała. Ostatnio stwierdził, że może rzeczywiście powinien choćby spróbować zobaczyć, jak to jest być w prawdziwym związku i zauroczyć się w kimś. Naprawdę chciał czuć te przereklamowane motyle w brzuchu i to w towarzystwie pięknej blondynki, a nie kogoś o kim nawet w ten sposób nie powinien myśleć.
    — To jak, pójdziesz? — Spytał w końcu, niemal błagalnie zerkając na Attana. — Naprawdę mi na tym zależy. — W zasadzie mógłby wybrać się tam sam i dać wreszcie chłopakowi święty spokój, ale kiedy on całym sobą, nie chciał dać mu tego przeklętego spokoju.

    Vini ♥

    OdpowiedzUsuń
  46. [ Podziwiam za prowadzenie trzech postaci, szczególnie, że aktywność autorów jest zaskakująco wysoka. Do Attana przyszłam, bo wydał mi się taki inny od Deza,a jednocześnie bardzo podobny. Brzmi to jak dziwaczne teorie z utworów romantycznych, ale taka jest prawda. Jeśli jesteś chętna na wątek to proponuje pokombinować coś z ich przeszłością. Zdaje się, że obaj dążą do nieuchwytnej perfekcji, to może ich do siebie zbliżyć albo wręcz przeciwnie. ]

    Desmond

    OdpowiedzUsuń
  47. [Cześć, dziękuję za miłe słowa i Danny czeka w napięciu, a ja w międzyczasie przyszłam sobie do Attana, bo w sumie to chętnie powątkowałabym z nim Hyacinthem, o ile oczywiście masz ochotę na drugi wątek ze mną c; Nasi panowie się pewnie znają, w końcu chodzą razem do klasy i na koło teatralne, nawet jeśli Attan nie pojawia się na nim często. Nie wiem, jakich relacji Ci tutaj brakuję, pozytywnych, czy negatywnych, ale Hyacinthe będzie dobry do obu. Możemy wrzucić ich w jakąś dramę związaną z właśnie z kołem teatralnym. Nie wiem, na ile Attanowi mogłoby zależeć na roli w jakimś przedstawieniu, a jeśli nie na roli, to na wkurzeniu zadzierającego nosa Hyacinthe'a i sprzątnięciu mu jej sprzed nosa, ale można coś tutaj pomyśleć c:]

    Hyacinthe Desrosiers

    OdpowiedzUsuń
  48. Ucieszył się, kiedy chłopak powiedział, że już skończył. Gapienie w kartkę już zaczynało mu się nudzić, a przecież rozglądanie się po klasie w ogóle nie wchodziło w grę, bo jeszcze zobaczyłby coś, co rozniosłoby jego już i tak zszargane nerwy.
    I było mu wszystko jedno czy ich żaba jest idealnie zaszyta czy nie. Mogły się nawet z niej flaki wylewać i dopóki nie musiałby na to patrzeć, byłoby w porządku. I Attan też nie powinien się już tym przejmować, nikt nie będzie wymagał od niego, żeby po pierwszej samodzielnej sesji zszywał rozcięcia niczym profesjonalista. Sam też nie powinien tego od siebie wymagać.
    -Spokojnie, wszystko załatwię. –mruknął, natychmiast podnosząc rękę do góry, żeby nauczycielka go zauważyła. Jeden rzut oka na zdechłego płaza wystarczył, żeby jego twarz na powrót zrobiła się biała jak ściana, a czoło zrosiły kropelki potu.
    -Pani profesor, wiem, że to jeszcze nie koniec zajęć, ale skończyliśmy i naprawdę bardzo chciałbym już opuścić salę. –rzucił starając się zapanować nad rozbieganym wzrokiem i odruchem wymiotnym. Po jej minie widział, że zgoda nie przyjdzie łatwo, więc jeszcze raz spojrzał na żabę, przez co prawie się porzygał. –Proszę? Możemy? Nie czuję się najlepiej… Mógłby kolega zaprowadzić mnie do pielęgniarki? Zawsze dostaję lekarstwo, które mi pomaga. –dodał, nieporadnie starając się uśmiechnąć, przez co wyglądał jeszcze bardziej żałośne. To sprawiło, że nauczycielka jedynie kiwnęła głową, że się zgadza i odeszła w stronę następnej grupy, która chciała o coś zapytać.
    -Wiedziałem, że kiedyś to się przyda. –mruknął podnosząc się i zakładając plecak na ramię. Nadal patrząc jedynie pod swoje nogi wyszedł z klasy i dopiero obejrzał się za Gray’em. –Dzięki. Bez Ciebie bym nie przetrwał.- powiedział zerkając na niego dość niepewnym wzrokiem. Trochę było mu głupio, że pokazał przy nim tą bardziej wrażliwą stronę jego natury, której tak bardzo się wstydził. Zazwyczaj udawało mu się zachować tą maskę wielkiego macho, zdobywcy kobiecych serc, żeby nikt nie podejrzewał go o zmianę bramki, do której grał, ale tym razem nie miał wyjścia. I bał się, ze kogo go teraz weźmie Attan.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  49. Gdyby Stanley miał się zamartwiać o każdą ocenę, jego kondycja psychiczna nie należałaby do najlepszych, a gdyby o te dobre oceny miał się jeszcze starać, to już w ogóle byłyby po nim. Sam fakt, że czasem odrobi lekcje był dla niego kompletnie wystarczający, żeby całą resztę sobie odpuścić. Wolał się skupić na przyjemniejszych rzeczach, na wyjściach ze znajomymi, pożeraniem całych pudełek lodów, czy oglądaniu seriali, od których był uzależniony. Zajmowanie się szkołą znajdowało się najniżej w jego porządku rzeczy do zrobienia. Ale jeśli miało się tak sprecyzowane plany jak Attan, to z pewnością powolne umieranie pod stertą podręczników stawało się przyjemnością.
    -Przepraszam, serio. Gdybym wiedział, że tak zależy Ci na dobrej ocenie, to nie pchałbym się żeby Ci partnerować. Znalazłbyś sobie kogoś, kto Ci pomoże, a nie takiego frajera jak ja, który tylko czekał aż to wszystko się skończy. –westchnął, oczywiście przyjmując jego słowa, jakby wyrzucał mu jego winę. Nie złośliwie, ale widać było, że Gray był z tego faktu niezadowolony. Będzie musiał Stanley zapamiętać, żeby więcej z nim nie siadać, przecież nie chciał mu psuć ocen swoją obecnością. Następnym razem wybierze samodzielną pracę, choćby miał rzygać pod siebie z nerwów.
    Właściwie też nie wiedział czemu dalej razem idą. Dla Stasia to była ostatnia lekcja, a akademik był w zupełnie inną stronę. Mimo wszystko dreptał obok chłopaka w drodze do parku, przez chwilę zastanawiając się nad jego pytaniem.
    -Od zawsze? Nie wiem. Ojciec mówi, że po pierdolnięciu piorunem się zmieniłem, ale to było tak dawno temu, że nawet nie pamiętam. Więc wychodzi na to, że od kiedy pamiętam jestem tak… zepsuty. –odpowiedział, ostatnie słowo akcentując nerwowo. Strasznie mu ta dolegliwość przeszkadzała. Oczywiście kiedy oglądał filmy to nie reagował ani na krew, ani brutalne zabójstwa, jednak kiedy widział coś obrzydliwego na własne oczy, działo się to, co chwilę temu. Teraz na szczęście mógł odetchnąć świeżym powietrzem, dzięki czemu pozbył się nudności i wstrząsających jego ciałem konwulsji.
    -A Ty? Od zawsze robisz wszystko tak… idealnie? –zapytał zerkając ukradkiem na chłopaka.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  50. W zasadzie to tak, Attan, miał rację. Skoro chciał zbliżyć się do Emily, to chyba rzeczywiście ją powinien zabrać na tę całą domówkę, kupić jakiegoś kwiatka i postarać się, by spędzili razem naprawdę przyjemny wieczór. Chyba miał już na tyle odwagi, by zaprosić dziewczynę na randkę i choćby spróbować rozwinąć ich relację w kierunku, którego wizja wciąż wywoływała u niego mocno mieszane uczucia. Tymczasem jak kompletny dzieciak prosił o pomoc w tych sprawach kumpla, bo nawet nie potrafił oprzeć się własnym dziwnym pragnieniom, przez co prawdopodobnie wyszedł na totalnego ciamajdę, który życie miłosne może podziwiać co najwyżej w romantycznych produkcjach. Mniejsza z tym, że jeszcze nigdy nie był w związku, który choćby przypominał te prawdziwe relacje; dokładnie te, które mimowolnie tworzyły się między zakochanymi w sobie ludźmi. Chyba powinien już zacząć przygarniać koty, bo wizja zaakceptowania siebie i zrozumienia, że może naprawdę powinien spróbować odejść od normalności, nie pojawiała się w jego głowie zbyt często.
    — Chyba jednak nie zrozumiałeś. — Mruknął, wciąż speszony dziwnie ostrym tonem chłopaka, którym ten przed chwilą go uraczył. Nie wiedział, czy może zrobił coś nie tak, ale powoli uświadamiał sobie, że ostatnio bez trudu można wyczuć rosnące między nimi napięcie. Może stąd ta cała akcja z tabletkami, ta przypadkowa impreza; chciał po prostu naprawić to, co zdołał zepsuć swą zbędną interpretacją uśmiechów oraz spojrzeń Attana, które w jego głowie uzyskiwały miana tych niezbyt przyjacielskich, a przecież właśnie takie były. Wyobrażał sobie za dużo; za dużo też myślał i zbyt często doszukiwał się czegoś, co nie miało choćby najmniejszego sensu.
    — Przyjdę po ciebie, nawet jeśli zdecydujesz się nie pójść. — Zanotował w głowie najważniejsze słowa chłopaka, nie dopuszczając do siebie choćby pomysłu o zapomnieniu czy znacznym spóźnieniu się na ustalone spotkanie. Przypuszczał, że Attan nie znosi spóźnialskich, a on mimo wszystko chciał być dla niego kimś totalnie znośnym; kimś prawie perfekcyjnym, zasługującym na jego towarzystwo. Szkoda tylko, że idealny nie był w niczym, ale może się postarać. — Żeby uświadomić ci, jak dużo stracisz, jeśli tam ze mną nie pójdziesz. Jestem mistrzem imprezowania, szkoda, jeśli się o tym nie przekonasz. — Wyszczerzył się, uderzając go delikatnie pięścią w ramię.
    — Będę czekał o dwudziestej trzydzieści przed akademią, ale teraz muszę lecieć. — Westchnął, niezbyt chętnie informując o konieczności zakończenia ich niespodziewanego spotkania. Miał już jednak zaplanowane kilka kolejnych godzin, a wiedział, że dzisiaj Coco na pewno nie odpuści mu wyprawy do parku, wolał przynajmniej to mieć jak najszybciej z głowy. — Bez wspomagaczy też jesteś perfekcyjny. Do później. — Uśmiechnął się pod nosem, szybko ruszając w interesującą go stronę. W zasadzie ostatnie słowa, którymi uraczył Attana, były kompletnie nieprzemyślane i totalnie niejednoznaczne, ale cieszył się, że coś takiego wypłynęło z jego ust. Później pewnie będzie żałował, ale na razie... na razie chyba nie będzie.

    Vini

    OdpowiedzUsuń
  51. Racja, siostra. Kojarzył ją z lekcji, ale jak to Staś, ostatnio nie zwracał zbytnio uwagi na płeć piękną, nic więc dziwnego, że o niej zapomniał i nie zwrócił uwagi na jej nieobecność. I właściwie trochę mu ulżyło, że chłopak nie obwiniał go za powodzenie na ewentualnie niezadowalającym go poziomie. Nie chciał dawać mu kolejnego powodu do trzymania się od niego z daleka.
    Na pytanie jedynie pokiwał głową, jednak uśmiechnął się, kiedy Attan pociągnął temat. Nie wiedział, że ma taką wiedzę o porażeniach, ale czego mógł się spodziewać po tak wszechstronnie uzdolnionym chłopaku? Zastanawiał się, czy go tak samego z siebie ciągnęło do pogłębiania wiedzy, czy ktoś go do tego przymuszał, na przykład rodzice. Ojciec Stanley’a od momentu wyjazdu przestał wtrącać się w jego życie, choć wcześniej bywało różnie. Też zmuszał go do ciągłej nauki i stosował na nim swoje psychologiczne sztuczki, których nienawidził.
    -Wiesz, to nie było aż takie tragiczne, właściwie ledwie mnie musnął. Lekarze powiedzieli, że wszystko ze mną w porządku i nic nie napsuło się w mojej głowie. Ojciec też mnie przebadał i poza tą zwiększoną wrażliwością nie zaobserwował nic więcej. Całe szczęście, bo jeszcze zacząłby eksperymentować. –zaśmiał się, ale widząc zdziwioną minę chłopaka od razu dodał, że ojciec jest psychologiem. Swojego czasu Stan też próbował dowiedzieć się jak najwięcej o tym zjawisku i jakie uszkodzenia mogło spowodować. A słysząc pytanie o ślady uśmiechnął się jeszcze szerzej. Nikt wcześniej się tym nie interesował, nie wiedział, co takie uderzenie mogło spowodować. Uniósł lekko koszulkę i przekręcił się prawym bokiem w stronę chłopaka. Fioletowy kształt pioruna (takiego prawdziwego, nie jak na stroju Flash’a) zaczynał się tuż nad biodrem i ciągnął aż do podbrzusza, kończąc się kilka centymetrów pod pępkiem.
    -W porównaniu do śladów, które widziałem w internecie to wygląda niczym dobrze zrobiony tatuaż, szczególnie, że poparzenie dawno już się wyleczyło. –powiedział z lekkim wzruszeniem ramion. Akurat tą blizną przejmował się najmniej z tego wszystkiego. Najbardziej drażniła go myśl, że właśnie przez to mogła mu się zmienić orientacja i nic na to nie mógł poradzić. Jeszcze nie wiedział, czy chce coś z tym zrobił, ale nie dało się ukryć, że ta nagła zmiana wywoływała w nim dyskomfort. Przykładowo teraz czuł się swobodnie w towarzystwie Attan’a, nie myślał o tym, że może go w jakiś sposób oceniać, nawet jeśli domyśli się, że Stanley jest ukrytym gejem, w najlepszym przypadku biseksualistą.
    -Dla mnie były idealne. –powiedział tylko, po raz kolejny wzruszając ramionami. Nie zamierzał się jakoś wykłócać, szczególnie, że chłopaka nie znał. Może faktycznie odwalił beznadziejną robotę i było go stać na więcej, ale nie dbał o to. Ważne, że już po sprawie i mogą o tym zapomnieć, prawda?

    Stanley

    OdpowiedzUsuń
  52. Zdziwiło go takie zainteresowanie ze strony chłopaka, szczególnie tym tematem. Osobiście Stanley nie widział w tym nic specjalnego, może i nie zdarza się to często, a jeśli już to w większości przypadków później dzieją się okropne rzeczy, więc może i był wyjątkowy, ale z pewnością nie interesujący. To tak jakby spadł z roweru. Jedni łamią od razu nogi czy mają wstrząs mózgu, a on tylko starł sobie kolano. Albo może zwyczajnie przejadł się już tematem, skoro ojciec w kółko to wałkował i dlatego nie uważał to za niezwykłe. Może dla osób, które nigdy nie miały z tym styczności to jednak było coś ciekawego.
    A kiedy to zrozumiał, poczuł się naprawdę dobrze. Wcześniej, przed roczną podróżą, wręcz łaknął nieustannej adoracji i interesowaniem się jego osobą. Był próżny i zachłanny na ludzką uwagę. Ten rok jednak dał mu wiele do myślenia i trochę go przewartościował. Teraz już nie potrzebował ciągłej atencji. Właściwie lepiej czuł się, kiedy nikt nie zwracał na niego większej uwagi. Mimo wszystko, rozmowa z Attanem sprawiała mu przyjemność, nawet jeśli tematem był on sam.
    -Uwierz, ojciec był zmartwiony, ale dlatego, że nic szczególnego mi się nie stało. Wolałby syna, którego trzeba w kółko analizować, niż takiego, który sam potrafi poradzić sobie z własnymi problemami. –mruknął znowu wzruszając ramionami. Ostatnio to był jego popisowy ruch, na wszystko reagował tak samo, mało rzeczy potrafiło ruszyć go na tyle, żeby się przejął jakoś bardziej, a już na pewno nie były to rzeczy związane z nim czy jego rodziną.
    Jedynie uśmiechnął się na stwierdzenie, że ślad wygląda niesamowicie. Dla niego był kolejną obojętną mu rzeczą w jego życiu. Tak samo jak z nim, dobrze czułby się i bez niego. Nie przeszkadzał mu w niczym, ani też nie przeszkadzał. Był jak ręka czy noga, właściwie od zawsze i szybko się do niego przyzwyczaił.
    -Gdybyś tylko spróbował, to chyba bym powalił Cię na glebę i związał. Jeszcze minuta tam i paw sięgałby jak stąd do tamtąd. –powiedział z szerokim uśmiechem. Serio, zamordowałby i gdzieś miałby jego potrzebę perfekcji. –Ja wszystko rozumiem, fajnie jest robić wszystko idealnie, ale chyba trzeba czasem wyluzować, wiesz? I to był właśnie taki moment. Osobiście uważam, że w niektórych sprawach nie można się niepotrzebnie spalać, skoro nic przez to nie osiągniemy. Marzy Ci się Juilliard, więc po cholerę Ci dobre oceny z biologii? Nikt nie jest idealny, a takie dążenie do perfekcji może… Zrobić Ci krzywdę. –wyrzucił z siebie zerkając na chłopaka jakoś tak… Jakby chciał o niego zadbać, zaopiekować się. Nie wiedział skąd w nim wzięło się takie uczucie, po prostu pojawiło się, kiedy zrobiło mu się go szkoda. Nie w stylu ”jesteś żałosny”, tylko ”jesteś taki uroczy, że chciałbym Cię przytulić”. I aż dziwnie się z tym poczuł, bo choć miał przyjaciółki, o które dbał, jeszcze nigdy nie odczuwał czegoś takiego w stosunku do innego chłopaka.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  53. Co pewien czas nastawał okres, w którym to Vincent miał zwyczajnie dosyć towarzystwa swych młodszych sióstr, ale nigdy jednak nie był pewien, która denerwuje go bardziej. Nie potrafił bowiem stanowczo wybrać pomiędzy uczepionym do nogi skrzatem, a wiecznie mamroczącą coś pod nosem, buntowniczo nastawioną czternastolatką, której odpowiedzią na wszystko stało się ostatnio krótkie, acz bardzo wdzięcznie wypowiadane nie. Nie chcę, nie idę, nie będę. A gdzieś pomiędzy tym rozmarzone: Vini, a może pobawisz się ze mną w chowanego?
    Chyba wkurzały go proporcjonalnie, choć dla tej młodszej był oczywiście dużo bardziej wyrozumiały. Wizja wolnego wieczoru, a w zasadzie realne już plany, były dla niego niemal wybawieniem i tak, naprawdę chciał się w ten sposób zrelaksować. Co chyba nie było niczym dziwnym, nawet jego mama proponowała mu ostatnio, aby się rozerwał, zabawił ze swoimi rówieśnikami. Po prostu dyskretnie sugerowała, żeby wreszcie wyszedł z domu i cos ze sobą zrobił. W tej jednej imprezie miał wiec więcej interesów, niż mógłby nawet przypuszczać; czekał tylko, jak coś się pierwszorzędnie spieprzy i już obstawiał, jak szybko.
    Na miejsce dotarł na kilka minut przed czasem, dokładnie tak, jak planował. Z dłońmi wsuniętymi do kieszeni czarnej katany i słuchawkami w uszach, cierpliwie czekał na Attana, który już za chwilę powinien kończyć zajęcia. Beznamiętnie przyglądał się wychodzącym z akademii osobom, których spojrzenia nie wydawały się szczególnie przyjazne, ale raczej nie powinien się dziwić. Wyprostował się i wyłączył muzykę, kiedy z budynku wreszcie wyłoniła się interesująca go osoba.
    — Wiem. — Odpowiedział krótko, odwzajemniając uśmiech. Kiedy przekonał się, że Attan jest zdecydowany na pójście do Josha razem z nim i w ogóle wybranie się tam, ruszył, bo choć mieszkanie organizatora nie znajdowało się szczególnie daleko od miejsca ich aktualnego pobytu, powinni się chyba delikatnie pospieszyć. — Jak było na próbie? — Zaczął, zerkając na towarzysza. Zdawał sobie sprawę, że balet stał się już chyba częścią życia Gray'a, jego nieodłącznym elementem. A on przecież bardzo chciał poznać chłopaka, tak naprawdę.
    — Chciałbym kiedyś zobaczyć, jak tańczysz. — Dodał, trochę niepewnie, choć nie miał pojęcia, dlaczego się stresował. — Występujesz może niedługo? Albo może... — Zaśmiał się, skręcając w kolejną uliczkę, miał tylko nadzieję, że tą odpowiednią.
    — Może zatańczysz coś tylko dla mnie? Kameralne występy nie będą możliwe, kiedy staniesz się wielką gwiazdą i już o mnie zapomnisz, ale teraz... Tak, chciałbym to zobaczyć. — Ciągnął, wciąż się uśmiechając i dość niepewnie spoglądając na Attana.

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  54. [W takim razie chyba będę tą, która sprawi, że przekroczysz limit o sto procent, ups xD Bo mi Attan na owego kumpla pasuje, o ile tobie pasuje to, że Attan będzie się kolegował z takim chujem, który pijany na imprezie zgwałcił młodszą koleżankę :D Jego to mało obchodzi, bo nawet gdyby Gen coś powiedziała, konsekwencji pewnie by nie wyciągnął, bo kontakty i te sprawy, a wyrzutów sumienia nie ma. Wyrzuty ma właśnie za to owy kumpel, który nie spodziewał się takiego zachowania po koledze i czuje się winny, że go nie pilnował tego wieczora :)]

    Genesis

    OdpowiedzUsuń
  55. Już teraz wiedział, że następnego dnia wykorzysta dużą część wolnego czasu na wytrwałe przeglądanie stron poświęconych baletowi, chcąc poznać choćby totalne podstawy pasji swojego kumpla i może nawet wyczytać jakieś ciekawostki, którymi prawdopodobnie mógłby zaimponować Attanowi. Jasne było to, że chce być kimś naprawdę godnym uwagi w oczach chłopaka... przecież zmierzali do zostania dobrymi przyjaciółmi. Bardzo chciał mieć kogoś tak interesującego w swoim życiu i to nie tylko jako kolegę z klasy, ale nad tym, jaka rolę dziewiętnastolatek miał w jego skromnym jestestwie odegrać, jeszcze się burzliwie zastanawiał, od dłuższego czasu nie potrafiąc dojść do porozumienia z samym sobą.
    — Marzę o oglądaniu cię w trykocie podczas prywatnego występu. — Zaśmiał się, kątem oka spoglądając na chłopaka. Nie powinien się tak uśmiechać, nie powinien przygryzać tej cholernej wargi, nie powinien tak na niego działać, a on nie powinien wyobrażać sobie zbyt dużo. Jak zwykle nie miał pojęcia, co robić, ale przynajmniej dobrze, że Attan nie mógł wiedzieć, że w jego słowach więcej było prawdy, niż żartu; że nawet nie próbował żartować. — Zdobędziesz tę rolę, będę trzymał kciuki. — Ciągnął, dostosowując tempo do szybkiej wędrówki chłopaka. Stresował się na myśl o tej całej imprezie; o choćby próbach podbicia serca Emily, a jeszcze bardziej o najbliższych godzinach, które spędzi przecież głównie z chłopakiem.
    — Niemal każdego dnia po szkole zajmuje się siostrami, a w zasadzie to jedną. Dzisiaj byliśmy w parku, nic ciekawego. Karmiłem gołębie. — Odpowiedział zgodnie z prawdą, ostatecznie darując sobie niezwykle szczere słowa nasuwające mu się na język próbowałem się nie zabić i nie uszkodzić kompletnie niewinnej pięciolatki, które wersją bardziej kulturalną zastąpione zostały niemal w ostatnim momencie.
    Lubił wygląd twarzy Attana rozświetlanej sztucznym światłem i intensywnymi barwami neonowych szyldów; wyglądał cudownie, a Vincent naprawdę chciał ten niesamowity obraz zapamiętać na długo. Później będzie mógł wrócić do tych chwili, bo chyba zapiszą się one jako te naprawdę dobre, kompletnie nie zwracając uwagi na to, że przecież nie powinien.
    — Robiliśmy jakiś wspólny prezent, dorzuciłem się, spokojnie. — Wyjaśnił, delikatnie podekscytowany wizją samej imprezy, od której dzielił ich już naprawdę niewielki dystans. No tak, dawno nigdzie nie wychodził, fascynował się więc jak kompletny dzieciak, choć może nie okazywał tego jakoś szczególnie. — Chciałbym tylko powiedzieć, że zamierzam się trochę rozerwać przy pomocy różnych środków, a ty wyluzujesz? — Dodał, kiedy wreszcie znaleźli się przed domem jubilata, w którym zabawa chyba zdołała się już całkiem dobrze rozkręcić. Ludzi było naprawdę sporo, butelek z przeróżnymi zawartościami czy też ich brakiem jeszcze więcej, a wszystko wyglądało totalnie przeciętnie — jak naprawdę porządna domówka, przez którą jej organizator wyleci z domu.
    — Wszystkiego najlepszego! — Krzyknął, kiedy wchodząc już do środka budynku, dostrzegł w stojącej nieopodal grupce, ewidentnie zachwianego już jubilata. Przynajmniej tyle z głowy. Teraz musiał jeszcze tylko znaleźć Emily i nie pozwolić, aby Attan zwiał, zostawiając go tu samego.

    Vini <33

    OdpowiedzUsuń
  56. [Mój pomysł na ich relację wygląda mniej więcej tak, że on niemal cały czas za nią chodzi, pyta się czy wszystko w porządku i chce jej jakoś pomóc, co jest takim jego niemym przepraszam. Ona zaś tylko się krzywo uśmiecha i ciągle powtarza to nie twoja wina, daj spokój, nie mówmy już o tym, gdyż jedyne czego chce to zapomnieć, a on jej na to nie pozwala, bo czuje się winny. Mimo to, w głębi duszy, Gen jest mu wdzięczna za to, że jako jedyny się nią interesuje. Oczywiście prócz głównej trójki o całym zdarzeniu wiedzą tylko najlepsi przyjaciele owego sprawcy, którzy też nic sobie z tego nie robią, bo uważają, że to nic złego. Gen jeszcze nikomu nie powiedziała i powiedzieć nie zamierza, więc generalnie chłopak jest jedyną osobą, na której jakby co może polegać. W jaki sposób się to rozwinie nie myślałam, zobaczymy w trakcie :) Co do wątku, może jakaś kolejna impreza, pierwsza na której Genesis się pojawi po tym wszystkim? Mogła się dowiedzieć, że chłopaka (przypuśćmy Matt) nie będzie, więc odważy się pójść i Attan się o tym dowie i postanowi nie spuszczać ją z oka, co ty na to? :)]

    Genesis

    OdpowiedzUsuń
  57. [ Głównie contemporary dance, czyli taki taniec współczesny - połączenie wszystkiego, ale poza skale minimalnie wysuwa się hip-hop. I jestem za tym, żeby nie było zbyt cukierkowo - próchnica to potworna męka. Myślę, że nasi panowie mogli się poznać jak Desmond przyjechał do miasta. Zaprzyjaźniliby się, ale potem coś zakłóciłoby tę uroczą znajomość (zazdrość, niespełniona miłość, kurcze jestem otwarta na wszystko) i teraz Dez przyszedłby do niego po pomoc, o, albo nauczyciel zmusiłby ich do wspólnych korepetycji? ]

    Dez

    OdpowiedzUsuń
  58. [ Pozostaje tylko ustalenie kto by z tej niespełnionej miłości usychał xd Dez by mógł, chociaż raczej mocno by się ukrywał ze swoim cierpieniem, nie wiem, jak z Attanem. ]

    Dez

    OdpowiedzUsuń
  59. Przy Stanley’u Attan miał wyjątkowo łatwe zadanie, bo jego nie sposób było uraził. Sam ciągle z siebie żartował, więc nawet ktoś tak nieporadny w relacjach międzyludzkich jak Gray musiałby się naprawdę postarać, żeby go urazić. Całe szczęście, że ta wrażliwość objawiała się tylko w nadwrażliwości na paskudztwa, bo już w ogóle nie miałby życia, gdyby jeszcze brał do siebie każde jedno słowo. Więc nie miał się co stresować Attan, że jakieś jego słowa zostaną niewłaściwie odebrane, a nawet jeśli, to Staś się na pewno nie obrazi, tylko jak zawsze, wszystko obróci w żart.
    -Cielskiem? Ty to nazywasz cielskiem? Kochanie, wpisuję się w kanony szeroko pojętego modelingu, nie możesz tego zgrabnego ciała nazywać cielskiem. –rzucił starając się zachować poważną minę, ale oczywiście mu nie wyszło. Roześmiał się głośno i wcisnął głęboko dłonie w kieszenie. Czuł się przy nim naprawdę swobodnie i choć zazwyczaj nie chwalił się tym, że czasami pozuje, to jakoś przy nim nie czuł się tym skrępowany. Gorzej by było, gdyby dowiedzieli się koledzy z drużyny. Nie miałby życia na boisku, a w szatni byłoby jeszcze gorzej, więc za bardzo się z tym nie obnosił.
    -Jeśli odwalałbyś za mnie całą robotę jak dzisiaj, to nie ma problemu. Chociaż jednak wolałbym tego uniknąć. –powiedział po raz kolejny zerkając na chłopaka idącego obok. Nie chciał się jakoś bezczelnie gapić żeby nie wywołać w nim zażenowania, ale nie mógł nic poradzić na to, że ich rozmowa, choć całkiem normalna, właściwie o niczym, strasznie mu się podobała. Już dawno nie mógł sobie tak po prostu, szczerze z kimś pogadać. Jego starzy znajomi myśleli, że dalej jest tym samym Houck’iem co wcześniej i nie dopuszczali do siebie myśli, że się zmienił, włącznie ze swoimi zainteresowaniami. Już nie chciał chodzić na imprezy, nie kręciły go chore akcje, wolał takie właśnie spokojne spacery i rozmowy, szczególnie z kimś, kto go wcześniej nie znał.
    -Jestem pewny, że się dostaniesz. –powiedział z taką pewnością w głosie, że aż sam siebie zaskoczył. Właściwie to nie miał zielonego pojęcia, czy Attan się dostanie i czy jest wystarczająco dobry, bo go nie znał, ale uznał, że takie stwierdzenie będzie na miejscu. Przecież trzeba wierzyć w innych, prawda? Motywować ich i popychać do działania, zapewniać o przewidywanych sukcesach.
    -Jak chcesz to możemy się za czymś razem rozejrzeć. –zaproponował wpadając na genialny pomysł. –Mam znajomości. Wiesz, w tym całym modelingu. Mogę popytać czy o czymś wiedzą. –powiedział zatrzymując się na chwilę, jakby to co mówi było aż tak ważne, że nie można było tego łączyć z chodzeniem. –Słuchaj, to się serio może udać. Brałem ostatnio udział w sesji do jakiejś hollywoodzkiej reklamy, trochę niszowej, ale nie ważne. I był tam taki koleś, który chwalił się w ilu to on przedstawieniach nie grał i kogo on nie zna. Więc się przekonamy czy to tylko puste słowa, czy może faktycznie może coś załatwić. –dodał, a na jego ustach pojawiał się coraz szerszy uśmiech. Właściwie to nie wiedział skąd on się wziął, ale nie to było ważne. Strasznie chciał chłopakowi pomóc, oczywiście mając w tym swój cel.

    Stanley

    OdpowiedzUsuń
  60. [Haha to ja tu specjalnie dla Ciebie postać robię, a Ty mi nie dasz wątku? xD Weźmy sobie odpuśćmy Skye, aktorzyna z Russ'a marny :P I pójdźmy w oczywiste albo trochę mniej :P Wybierz sobie ;*]

    Znalazłam

    OdpowiedzUsuń
  61. Tak, zdecydowanie jego groźna mina wcale nie była groźna, a urocza wręcz, więc Staś jedynie roześmiał się na jego słowa. I zastanawiał się, jakby Attan go do patrzenia zmusił. Związał na krześle? Przykleił taśmą powieki do czoła? Najpierw musiałby go naćpać, żeby mieć jakiekolwiek szanse, ale takie przepychanki mogłyby być zabawne.
    Przecież był model jak się patrzy! Na pierwszy rzut oka było widać, że się do tego nadaje, nie było tu co oceniać. Chyba, że Gray bardzo chciał obczaić całe jego ciało, to trzeba było mówić, akurat z tym Houck nie miał najmniejszego problemu. Musiał się nauczyć rozbierać bez obnażania siebie, żeby każda odważniejsza sesja nie sprawiała mu zbytniego problemu.
    -To wcale nie hobby, tylko łatwa kasa. Gdyby ode mnie to zależało, to pewnie bym sobie odpuścił, mimo wszystko to trochę… uwłaczające, jeśli człowiek nie potrafi się od tego odciąć. –odezwał się, wzruszając lekko ramionami. Serio, gdyby nie to, że z kasą wcale nie było tak cudownie, a ojciec z tej swojej psychologii ledwo ich utrzymywał, to nie łapałby się czego popadnie. Zresztą, przez ten rok w Europie doskonale radził sobie za barem, na zmywaku i jako zaganiacz bydła, więc teoretycznie znalazłby sobie coś innego, gdyby chciał. No właśnie, ale jakoś tak przyzwyczaił się do zarabiania własnym ciałem, w ten trochę korzystniejszy sposób, nie sprzedając się dosłownie.
    -Myślę, że… niedługo. Muszę zdobyć do niego kontakt, wcześniej jakoś nie był mi potrzebny, ale powinno pójść sprawnie. –odezwał się znowu ruszając przed siebie. Nie chciał obiecywać złotych gór, choć sam też się na taką pomoc napalił. Mimo wszystko musieli pamiętać, że na broadway’u nie było lekko. Takich chętnych na konkursy było na pęczki, więc należało odrobinę powstrzymać ekscytację. –Chodzisz do szkoły baletowej, tak? Tylko… Musiałbyś mi konkretnie powiedzieć czego potrzebujesz. Co to ma być za występ czy konkurs czy co tam jeszcze. Wiesz, żebym wiedział o co pytać. Rozpuszczę wici, popytam kogo trzeba i zobaczymy co z tego wyjdzie. –dodał uśmiechając się delikatnie. Radość ze strony Attan’a wywołała w nim… coś dziwnego. Coś czego wcześniej nie czuł. Coś jakby chciał zrobić wszystko, żeby na jego twarzy było więcej tego szerokiego uśmiechu. Mógłby rzucić wszystko i zająć się tylko tym, żeby go nie zawieźć. I miał nadzieję, że tego nie zrobi.
    -Co chciałbyś robić po szkole? Znaczy, wiem już, że Juilliard, ale co dalej, lub więcej? Jakieś musicale czy coś? –zapytał, właściwie nie orientując się w temacie. Chciał jednak lepiej go poznać, dowiedzieć się co go interesuje i jakie ma plany. Sam już sobie poukładał własne życie, choć i tak mogło wydawać się dość chaotyczne, jemu mimo wszystko to wystarczało. Nie chciał niczego szczególnego, niczego do czego trzeba jakoś strasznie dążyć i bardzo się starać. Chciał być szczęśliwy i na szczęście już poznał swoją definicję szczęścia.

    STAŚ

    OdpowiedzUsuń
  62. Arlo rozpoczął taktyczne gryzienie policzka. Nie, nie był zakłopotany. Ludzie natomiast lubią, gdy jest się zakłopotanym. W jakiś sposób ich to podbudowuje i zwiększa ich poczucie własnej wartości. Poradziła mu to babka, gdy zmuszony był przeprosić sąsiadkę za kradzież flaminga z ogrodu. Tak już zostało.
    — Wszystko, co mówisz jest prawdą, ale tylko z praktycznego punktu widzenia. — Wstał i usadowił się kawałek dalej, na ławeczce, zakładając nogę na nogę. — Technicznie jednakże wiesz o mnie wystarczająco, ja o tobie także, a taniec znam na tyle, że mnie do ciebie przywiódł, więc coś w tym musi być. — Pokiwał głową samemu sobie, rozpływając się nad wartością filozoficzną tego, co właśnie puścił w eter.
    Chłopak miał rację. Tancerzy w szkole było na pęczki, wielu z nich zapewne bardziej rezolutnych od jego wymarzonego obiektu badań. Ale w tym właśnie szkopuł. To miało być doświadczenie terapeutyczne dla obojga.
    — Popatrz na to w ten sposób. Mówią, że jesteś swoją reputacją; najpierw się przenikacie, potem łączycie i sobie nawzajem dodajecie sił. Ludzie są ci potrzebni. Publika jest ci potrzebna. JA jestem ci potrzebny. — Poklepał się krótko po klatce piersiowej. — Interesują mnie właśnie ty i twoje błędy. Psychopatycznymi perfekcjonistami nikt nie chce się inspirować.
    Attan poczuł się chyba urażony, bo zmarszczył brwi, ale tylko na ułamek sekundy. Przez jego twarz przemknął potem najmniejszy cień uśmiechu, jaki tylko było w stanie zarejestrować sterane wszelakimi ekranami LCD oko Arlo.
    — Zatańcz. Proszę.
    Złapali kontakt wzrokowy. Arlo zdjął czapkę. Odegnał wszelkie pretensjonalne wypowiedzi, jakie jeszcze krążyły mu po głowie i odrzucił wszelkie pozy, mając głęboką nadzieję, że w powietrzu da się czuć ogólny sens jego słów - prośbę o taniec zarówno teraz, jak i przez następne kilka miesięcy przed kamerą.

    [ Dialogi są pretensjonalne, ale Arlo jest pretensjonalny, więc sorry not sorry. ]

    A

    OdpowiedzUsuń
  63. -Moim hobby są podróże, ale żeby je realizować potrzebna jest kasa, której ojciec z pewnością nie wyłoży. –zaśmiał się, znowu wzruszając ramionami, jakby to nie było nic takiego. Bo właściwie nie było. Jakoś nie przejmował się faktem, że tych pieniędzy wcale nie było aż tak dużo, żeby mógł realizować co tylko przyjdzie mu do głowy. Ważne, że po całym tym zniknięciu na rok ojciec zgodził się finansować jego dalszą naukę, bo bez tego byłoby ciężko. Nie wyobrażał sobie skończenia nauki gdzie indziej.
    -Ty się lepiej zastanów, czy chcesz oglądać te zdjęcia. –mruknął z dość zadziornym uśmieszkiem. Nie żeby zaraz jakieś rozbierane były czy coś, ale większość sesji była odważna. Tu kawałek pośladka, tam jedynie fragment materiału zasłaniający odpowiednie sprawy i dużo ujęć w samej bieliźnie, choć zdarzały się też zwyczajne sesje, może nie z dmuchanym krokodylem pod sztuczną palmą, ale promujące konkretną markę ubrań chociażby. –Ale prywatnego występu nie odmówię. Co prawda na balecie znam się jak kura na pieprzu, ale obiecuję robić poważną i bardzo oceniającą minę, jeśli to sprawi Ci przyjemność. –powiedział z ogromnym zadowoleniem. Nawet nie wiedział, że taka propozycja sprawi mu aż tyle radości. Oznaczało to, że jeszcze kiedyś się spotkają, tak zupełnie poza szkołą i choć tego nie wiedział, to podświadomie do tego dążył.
    Słuchał go uważnie, dokładnie notując każdą rzecz w swojej pamięci. Dobrze, że Attan doskonale wiedział czego chce, czy czego potrzebuje, dzięki temu i Stasiowi łatwiej będzie cokolwiek się dowiedzieć. Serio, miał w sobie takie mocne poczucie, jakby do czegoś należał, jakby fakt że ma pomóc koledze z zajęć biologii nagle czynił go uczestnikiem czegoś ważnego. Od dawna nie czuł się w ten sposób. W szkole traktowany był… sztucznie, tak, to odpowiednie słowo. Niby większość go znała, niby koledzy, ale mimo wszystko, był dla nich obcy i nie potrafił się nigdzie wpasować. Nawet koledzy z poprzedniej klasy, którzy aktualnie z nim trenowali odnosili się do niego w zupełnie inny sposób. Dlatego przy Gray’u czuł się tak dobrze.
    -W takim razie spodziewaj się czegoś niedługo. Zamęczę ich wszystkich, byle tylko znaleźć coś odpowiedniego. –oświadczył z ogromnym zadowoleniem. –To chyba fajnie mieć takie sprecyzowane plany, co? Masz do czego dążyć. Ja chcę podróżować, wyjechać z tego okropnego miasta, zwiedzić co tylko się da. A później zaszyć się gdzieś na farmie ze stadem koni... I tam przeżyć resztę swojego życia. Może marne perspektywy, ale mi pasuje. –dodał z kolejnym wzruszeniem ramion. Co on miał z tymi ramionami? Uspokój się, Staś, bo zaraz wyjdziesz na jakiegoś obojętnego na wszystko durnia, a przecież taki nie jesteś. –Nowy Jork brzmi pięknie, ale jak dla mnie nie da się tam oddychać. Wszyscy się spieszą i muszą być idealni. Hej, to tak jak Ty, znaczy pasujesz tam. –zaśmiał się ze swojej odkrywczej myśli. Jasne, że pasował. Nowy Jork był dla ludzi pełnych pasji, a nie dla leniwych wrażliwców.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  64. Stanley ze sobą walczył. Przez całą tą rozmowę musiał się powstrzymywać i panować nad najmniejszym odruchem, byle tylko nie zdradzić zbyt wielkiego zainteresowania. Ukrywał to, że dobrze się czuł w jego towarzystwie, że czasami nie mógł oderwać od niego wzroku i jak zachwycał się tą odrobiną nieporadności, którą Attan próbował ukryć. Musiał powstrzymywać się od wgapiania w niego rozmarzonego spojrzenia, od przygryzania warg za każdym razem, kiedy miał ochotę zrobić to samo z jego i tylko wiecznie się szczerzył, żeby wszystkie te napływające emocje ukryć.
    Gdyby tylko Gray był dziewczyną, a ta sytuacja działa się przed wyjazdem, nie zawahałby się, żeby tu i teraz przygwoździć go do najbliższego drzewa i połączyć ich usta w pocałunku. Ale Attan nie był dziewczyną, a sytuacja nie działa się przed wyjazdem, tylko po powrocie, więc wszystko wyglądało zupełnie inaczej.
    Staś nadal nie był pewny tego co czuje w związku ze swoją orientacją. Nie wstydził się tego, że ma pewne wątpliwości, ale wiedział, że nie jest gotowy na ewentualne popełnienie błędu. W końcu w jakiś sposób coś takiego może zaważyć na jego życiu, prawda? Więc powstrzymywał się przed wszystkim, co mogło się z tym wiązać.
    Ale mimo wszystko było to niesamowicie trudne. Nawet nie próbował się kłócić z tym, że jeszcze przy żadnym innym osobniku płci męskiej nie czuł się w ten sposób. Jasne, czasem pojawiało się pożądanie, zresztą tak jak teraz, ale nic poza tym. A Attan go interesował i chciał spędzać z nim więcej czasu, więc po raz kolejny wyszczerzył się słysząc jego propozycję.
    -Więc możesz już sobie wpisać do swojego kalendarza spotkanie z przystojniakiem z zajęć z biologii. Bardzo chętnie przyjdę na próbę. I na kawę czy herbatę. I zanudzę Cię moimi opowiadaniami, że będziesz miał mnie dość. –odpowiedział po raz kolejny kryjąc swoje emocje za szerokim uśmiechem. Nie chciał pokazać jak bardzo podekscytowany jest perspektywą następnego spotkania, bo jeszcze chłopak wziąłby go za wariata.
    -Ważne jest to, czego Ty chcesz, nie co inni myślą. Z moim nastawieniem do życia przerażają mnie rozbiegane mrówki Nowego Jorku, ale to Tylko moje zdanie. Tobie może wydawać się zabawne, że chcę spędzić resztę życia w swojej samotni i ogólnie to też mi lata. Ważne, że nikt nie próbuje Cię powstrzymać w dążeniu do celu, który sobie obrałeś. –odpowiedział z lekkim wzruszeniem ramion. Nie, oczywiście że go nie wyśmiewał, nowojorczyków też nie. Po prostu miał trochę inne priorytety, ale przecież miał to tego prawo? Poza tym, już sobie zaczął wyobrażać jak on odwiedzając Attana gubi się w wielkim mieście, a Gray odwiedzając jego nie łapie jak porządnie zagonić konie i aż uśmiechnął się na to wyobrażenie.

    Stanley

    OdpowiedzUsuń
  65. Problem ze Stanley’em był taki, że sam nie wiedział czego chciał. Znaczy… Niby miał już kolegę, niby poznał o co w tym wszystkim chodzi, ale to nadal było trochę nierealne. Całe życie uganiał się za dziewczynami, jak miałby teraz uderzać do innej bramki? Nawet nie wiedział jak to się robi. Wtedy wszystko wyszło przypadkiem, nawet za bardzo się nie starał, więc nawet jeśli uznałby, że Attan to ktoś, z kim chciałby coś, kiedyś, to nie wiedziałby nawet jak się do tego zabrać. I choć na ogół wydaje się zabawny i taki otwarty, pewny siebie nawet, to prawda była zupełnie inna. Bał się każdego spojrzenia, którym zaszczycał go Gray, jakby tym jednym spojrzeniem miał wszystko zmienić.
    -Oczywiście, że odpowiedni. Masz jakieś wątpliwości? –zaśmiał się jak na zawołanie pozując niczym profesjonalista. No przecież był przystojny, prawda? Czy jednak nie i tylko się zbłaźnił? No cóż. Teraz już i tak było za późno, należało z tego wybrnąć żeby nie zrobić z siebie jeszcze większego głupka. Starał się obrócić wszystko w żart, kiedy Attan wręcz pożerał go spojrzeniem. Nie odwrócił wzroku, choć właściwie nie wiedział dlaczego. Może zwyczajnie chciał tak bez niepokoju, że zostanie przyłapany, patrzeć w jego oczy? Bo skoro jemu było wolno, to Staś też nie będzie się ograniczał. I uśmiechnął się jeszcze szerzej, kiedy chłopak przyznał mu rację, nie wyczuwając w tym żadnego podtekstu. Jak już dało się zauważyć Houck niekoniecznie obyty był z niektórymi reakcjami, może gdyby tak na niego patrzyła dziewczyna, to załapałby w końcu o co chodzi, ale skoro to był Gray, to jakoś nie bardzo te trybiki mu działały.
    -To będę musiał Cię w końcu zawieźć, bo opowieści się skończą. –odpowiedział ze smutną miną. Wydawać by się mogło, że rok to dużo czasu na stworzenie niesamowitych wspomnień, ale z wyłączeniem tego czasu, który spędził z pewną dziewczyną, a o którym wspominać nie chciał, to wcale nie zostawało ich tak dużo.
    -Czegoś jeszcze? Jak… jedzenie? Możemy skoczyć później do tej nowej knajpki w centrum, niedawno się otworzyli, ale mają nieziemskie naleśniki? Lubisz naleśniki? No tak, po całej tej próbie pewnie będziesz głodny i zmęczony. –rzucił, po raz kolejny nie węsząc niczego innego, jak tylko przyjacielskie spotkanie. Jak już było wspomniane, Staś to głupek i tyle. Może zabawny, ale z pewnością nie błyskotliwy.

    Houck, najgenialniejszy człowiek na ziemi! ♥

    OdpowiedzUsuń
  66. Oczywiście, że nie robił tego, żeby celowo go zdezorientować. Jemu po prostu do głowy nie przyszło, że Attan może chcieć… Czegoś innego. Czegoś, na co Staś raczej nie był jeszcze gotowy, więc może to i lepiej, że odpowiedział tak, a nie inaczej. Może gdyby zrozumiał o co chodzi, to zrobiłoby się niezręcznie, bo niby co miał powiedzieć? Tak, Attan, wyjdę za Ciebie? Pewnie, wpatrywali się sobie w oczy, Stanley nawet coś tam poczuł, choć jeszcze nie rozszyfrował co to było, ale żeby cokolwiek zrozumieć potrzebował czasu. Potrzebował nieprzespanej nocy, podczas której będzie myślał tylko o nim, potrzebował kolejnego dnia, kiedy na każdej przerwie mógłby go wypatrywać. Dla niego cała ta sytuacja wcale nie była taka łatwa z uwagi na to, że cholernie się bał, że źle oceni zachowanie kolegi, a później okaże się, że to zupełnie nie o to chodziło, co Staś myślał.
    -Sobota o siedemnastej. Jakoś trafię, ale na wszelki wypadek daj, zapiszę Ci mój numer. –powiedział wyciągając dłoń po telefon chłopaka. Kiedy tylko go otrzymał wstukał odpowiednie cyferki i podpisał jako Przystojniak z biologii, oczywiście i dopiero go oddał. Skoro już uzgodnili, że takie określenie mu pasuje, to dlaczego miałby go nie wykorzystać.
    Słysząc, że już nie ważne, co takiego chciał Attan zmarszczył brwi, już kompletnie go nie rozumiejąc. Bo teoretycznie po co zaczynał temat, skoro teraz już nie było to ważne, albo nie chciał tego mówić? A później jeszcze zaczął o tym Dziadku do orzechów mówić, i choć było to interesujące, Stanley gdzieś odpłynął myślami, ciągle drążąc o co takiego mogło chodzić. Bardzo opornie szło mu łączenie wszystkich kropek, zanim w końcu utworzyły jedną całość. Stało się to dokładnie w tym samym momencie, w którym ich dłonie otarły się o siebie, a Stanley’owi gdyby mogła, zapaliłaby się nad głową żarówka. Zamiast tego tylko kopnął chłopaka prądem, jak zawsze z resztą.
    -Przepraszam. –mruknął, czując jak twarz oblewa mu soczysty rumieniec, a usta nagle pierzchną z tej suchości, którą miał w gardle. Teraz, kiedy wszystko już rozumiał zrobiło mu się okropnie głupio, że tak wyjechał z tymi naleśnikami. Zdecydowanie czasami powinien pomyśleć zanim się odezwie, ale to był Houck, rzadko kiedy najpierw myślał.
    -Ja… Chyba powinienem już iść. Zaraz mam trening, wiesz, hokeja. Trener nie lubi jak się spóźniamy. Ty pewnie… Też masz swoje sprawy. Ale… Widzimy się w sobotę, tak? –wyrzucił z siebie nie panując z nerwów nad składnią swojej wypowiedzi. Dobrze, że nie zaczął się znowu jąkać. Mimo wszystko dalej szedł obok chłopaka i zaciskał mocno dłonie na pasku od plecaka. Nie, żeby nie chciał znowu go dotknąć, ale wolał nie kopać prądem przypadkowych ofiar. Zazwyczaj potrzeba trochę czasu, zanim rozelektryzuje się na tyle, żeby przestało to przeszkadzać.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  67. Te kopanie prądem to jednak uciążliwe jest i w wykonaniu Stasia niestety bardziej nieprzyjemne, niż kiedy kopnie Cię sklepowy wózek. Ogólnie tego nie odczuwał, ale najmniejszy dotyk, szczególnie jeśli przez długi czas nie miał okazji się wyładować, to sprawia ból i jeszcze nie znalazł na to żadnego sposobu. Najgorzej było, kiedy dochodziło do jakiegoś zbliżenia, a on tym wyładowaniem psuł cały nastrój, bo kto chciałby się dać jeszcze raz dotknąć, skoro wiadomo było czego się należało spodziewać? Wiedział jednak, że dla niego ból był odrobinę większy niż dla jego ofiary, choć po tylu latach szło się przyzwyczaić do tego.
    Uśmiechnął się jeszcze, dość nieporadnie należało przyznać, niczym dziecko, które zrobiło coś złego, ale nie zostało skarcone bo jest przecież takie urocze, i również pomachał koledze oddalając się z powrotem w stronę szkoły. Akurat w tym momencie nie miał najmniejszej ochoty na trening, a jego myśli krążyły gdzie indziej, więc wiedział, że pewnie nie raz przez nieuwagę oberwie z kija czy krążka, ale trudno. Niestety nie mógł sobie darować i wrócić do akademika, bo trener rozszarpałby go na kawałeczki. Pech chciał, że choć nie reprezentował sobą wiele na tafli, to był niezastąpiony w grze obronnej i bez niego byliby jeszcze niżej w tabeli, czego już chyba zbyt agresywny trener by nie zniósł.
    Reszta tygodnia minęła tak szybko, że budząc się w sobotni poranek nie potrafił uwierzyć, że to już ten dzień. Niby spotykali się na szkolnych korytarzach, czasami tylko machając sobie z daleka, a czasami znajdując czas na luźną pogawędkę, ale niczego tak się nie obawiał jak tego spotkania. Od kiedy się rozstali w parku nie był w stanie myśleć o niczym innym. Ta wielka żarówka ciągle świeciła nad jego głową, jakby z dumy, że w końcu udało mu się rozgryźć sytuację. Tak jak przewidział miał problemy z zasypianiem, bo ciągle myślał o chłopaku, choć bardziej o tym, czy to w ogóle jest prawda i czy są jakiekolwiek szanse, żeby jego myślenie było właściwe. Cholernie bał się, że znowu sobie coś wyobraził, co kompletnie mijało się z prawdą.
    Bez problemu dotarł pod adres, który otrzymał we wiadomości, choć chwilę zajęło mu odnalezienie właściwej sali. Musiał zapytać o drogę dozorcę czy portiera, nie bardzo wiedział jaką funkcję pełni mężczyzna i dopiero udało mu się odnaleźć właściwe miejsce. Przez chwilę stał oparty o framugę otwartych drzwi, bo nie chciał przeszkadzać, kiedy jeszcze o czymś rozmawiali z nauczycielką. Wolał zaczekać, aż Attan sam go dostrzeże i powie mu co dalej robić. W końcu miał coś oglądać.
    Właściwie nie wiedział czego się spodziewać, ale niewątpliwie widok chłopaka w obcisłych legginsach zawsze będzie zaskakiwać. A przynajmniej do czasu, aż się do tego człowiek przyzwyczai. Wyglądał inaczej niż tamtego dnia w parku, ale raczej nie spodziewał się, że będzie tańczył w jeansach. Uśmiechnął się szeroko, kiedy ich spojrzenia w końcu się spotkały i podniósł rękę żeby pomachać. Oprócz Attan’a patrzyła na niego cała reszta grupy, co oczywiście sprawiło, że poczuł się głupio, a szczególnie- kompletnie nie na miejscu ubrany w jeansy i zwykłą koszulkę. Jakby przyszedł w dresach na wesele.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  68. Wizja karmienia gołębi z Attanem wydawała mu się tak cholernie przyjemna, że nie był pewien czy to aby normalne. Nie lubił przecież tych małych gnojków, które zawsze przyczepiały się do niego gorzej niż znudzona Coco i w nieskończoność obserwowały każdy jego ruch, czekając na choćby mały błąd; ale gdyby do tej całej mieszanki dorzucić jeszcze bruneta z preclem w ręce... Dość. Nie szybko zaprosi go do parku, nawet na totalnie przyjacielski spacer, ale chyba wreszcie powinien przestać się nakręcać i wrzucić na totalny luz. Po co mieszać w ich relacje nawet gołębię.
    — Tak myślisz? — Spojrzał na chłopaka, stresując się nieznacznie całą sytuacją, która być może już zaraz nabierze dużo szybszego tempa rozwoju; nie żeby to właśnie tego delikatnie się obawiał. Wprawdzie ostatnie słowa przyjaciela zdołały go jakby ucieszyć, może nawet uspokoić. Skoro uważał się za dużego chłopca, to może nie zwieje bez słowa, o co zresztą Vincent wciąż się podświadomie obawiał. Potrzebował go tu, tak po prostu. — Znaczy, masz rację... muszę do niej iść. Wyglądam okej? — Podciągnął rękawy kurtki, której pewnie i tak pozbędzie się już za chwilę, wcześniej przeczesując dłonią włosy, co i tak chyba zbyt wiele nie zmieniło w jego wręcz niemożliwej do okiełzania fryzurze. Wprawdzie on sam wcześniej zdołał ocenić się, na naciągnę mocno przeciętny, zapewne zbyt odważnie przypuszczając, że z kwestią wyglądu nie powinno być problemu, przecież to w końcu ona całowała go. Niemniej chciał prezentować się przynajmniej znośnie, co naturalnie nie było niczym dziwnym. Miał przecież realną szansę na zdobycie dziewczyny, która podobała się wszystkim jego kumplom, no prawie.
    — Idę. Trzymaj kciuki, bo w zasadzie to nie mam pojęcia, jak się podrywa. — Westchnął, nerwowo oblizując usta. Odwrócił się, ponownie namierzając interesującą go osobę wzrokiem, ale zanim jednak odszedł od przyjaciela, dodał: — I pilnuj trykotu, nie zapomnę.
    Uśmiechał się, z deka obojętnie odpowiadając na dobiegające ze wszystkich możliwych stron powitania i zaczepki znajomych, których twarze kojarzył w różnym stopniu. Spodziewał się sporej ilości ludzi i tej całej cudownej otoczki towarzyszącej podobnym zabawą, no i oczywiście się nie zawiódł. Może to dobrze, chyba tego chciał.
    Rozmowa z Emily, która zdecydowanie nie chciała dzisiejszego wieczoru sprawiać choćby pozorów niewiniątka, o dziwo kleiła się i to nawet lepiej, niż mógłby się spodziewać. Dość szybko dowiedział się, że dziewczyna ma słabą głowę, że go lubi i czekała tylko na niego, ale jej koleżanki są ciekawe, czy aby ten jego cholernie gorący przyjaciel jest wolny. Sama autorka pytania wydawała się najbardziej uradowana z jego twierdzącej odpowiedzi, ale starał się to zignorować.
    Nie wiedział, czy aby powinien aż tak dotykać blondynki, nawet jeśli to ona wcześniej poczęła śmiało rządzić się jego dłońmi, szczególnie kiedy znaleźli się w bardziej tanecznej części domu Josha; w zasadzie to nie wiedział, kiedy i jak się tam przemieścili, ale nie miał nic przeciwko. Gdzieś pomiędzy zbyt gwałtownym pocałunkiem i niepewnym zjechaniem dłonią niemal na tyłek Emily, dostrzegł wśród bawiących się w pobliżu osób, Attana. Dopiero po chwili zorientował się, że chłopak go widzi, że patrzy. Zamiast jednak zawstydzić się, co zdecydowanie byłoby reakcją w jego stylu, mocniej przywarł ustami do ust dziewczyny, pogłębiając pocałunek. I nie wiedział, czy jego postępowanie motywuje chęć udowodnienia samemu sobie, i może też przyjacielowi, że jest normalny, że właśnie takiej miłości szuka... czy może wreszcie uświadomił sobie, że nie jest już w stanie dłużej się okłamywać. Nie potrafiłby chyba jednak urzeczywistnić swych najskrytszych, a jednocześnie największych pragnień, dlatego spoglądał tylko na niego uparcie, wyobrażając sobie zdecydowanie zbyt wiele.

    Delikatnie spóźniony, ale obiecujący poprawę Vini i jego nieogarnięta autorka

    OdpowiedzUsuń

  69. Posłusznie zaczekał w miejscu, w którym stał i leniwie rozglądał się wokół. Ilość luster zdecydowanie go przytłaczała i chyba nie potrafiłby spędzić za dużo czasu w takim miejscu. Stanley był pełen ukrytych kompleksów, a z odbiciem obserwującym Cię w każdej chwili nie było żartów. Gdzie się nie odwrócisz, tam wszystko widać i nie masz gdzie się ukryć przed samym sobą. Oczywiście rozumiał, że przy tańcu takie pomieszczenie było wskazane aby dokładnie zapanować nad każdym, najmniejszym ruchem, ale mimo wszystko, dobrze stało mu się tam gdzie stał.
    Oczywiście dotyk chłopaka został wynagrodzony kopnięciem prądem, jednak ani jeden, ani drugi nie wydawał się tym za bardzo przejmować. Pozwolił się pociągnąć w głąb pomieszczenia i posłusznie usiadł na ziemi czekając na mały prywatny pokaz. Jego usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu kiedy Attan rozpoczął swój taniec i musiał przyznać, że choć nigdy się tym nie interesował i pewnie nawet nigdy nie widział jak ktoś tak tańczy, to wiedział, że jemu się podoba. Widział jak chłopak zatraca się w tym co robi i ile energii i siły wymaga od niego każdy idealny ruch. To było naprawę piękne, choć dla Stasia bardziej niezrozumiałe niż przypuszczał. Nie był tancerzem żadnego typu, właściwie to nawet nie lubił tańczyć. Kiedy pojawiał się na jakiejś imprezie można go było tylko zobaczyć chodzącego wokół z alkoholem w dłoni. Więc należało przyznać, że Attan robił wrażenie. Wydawało się Stanley’owi, że każdy jego ruch idealnie odwzorowuje konkretną emocję, identyczną z tą, jaką próbuje przekazać muzyka i to było naprawdę piękne. Patrzył na niego oczarowany, nawet nie starając się tego ukryć.
    Zamrugał kilka razy powiekami, kiedy chłopak skończył i uśmiechnął się jeszcze szerzej. Podniósł się z podłogi i zaczął klaskać, jak przystało na prawdziwy artystyczny pokaz.
    -Wybacz mi brak elokwencji, ale to było przepiękne. Cudowne. Jeszcze nigdy nie czułem tyle emocji na raz. Ale moja opinia nie powinna Cię interesować, bo kompletnie się na tym nie znam. Jestem za to pewny, że w Nowym Jorku Cię pokochają. –przyznał wcale nie kryjąc swojego zachwytu. I nie chodziło tylko o to jak Attan się rusza, a o całokształt. W tańcu wyglądał cudownie.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  70. Odsunął się od Emily niemal w tej samej chwili, kiedy przyjaciel zniknął mu z zasięgu wzroku i szybko wtopił w tłum innych imprezowiczów. Dziewczyna nie była chyba szczególnie zadowolona z tej niespodziewanej zmiany w jego zachowaniu, ale mówiąc szczerze, to średnio umiejętne uwodzenie blondynki z każdą kolejną minutą podobało mu się coraz mniej. Kompletnie nie tak wyobrażał sobie to wszystko i wcześniej nie przepuszczał nawet, że ich relacja jest już na tym poziomie, by mógł zacząć realnie obawiać się o to, czy osiemnastolatka nie zaciągnie go zaraz do jakiegoś wolnego pomieszczenia w celu wyprawiania zdecydowanie nieodpowiednich rzeczy. Choć akurat tym raczej nie powinien się martwić, sam przecież raczył się w to wpakować i od początku sprawiał wrażenie dość chętnego. No tak, musi jeszcze tylko trochę wypić, może wtedy jego plany zdołają pokryć się z tym snutymi przez dziewczynę.
    Prośba Emily o to, aby poznali jego kolegę, była mu wyjątkowo na rękę; potrzebował, choć krótkiej przerwy od jej bliskiego towarzystwa. Przypuszczał, że Attan ma już ochotę na dyskretne ulotnienie się, zresztą sam do tego doprowadził. Zaprosił go, a później totalnie samolubnie zaczął uganiać się za jakąś laską, która zresztą wciąż wydawała się poświęcać mu więcej uwagi niż on. Ruszył więc w stronę, w którą wcześniej udał się chłopak i przy pomocy swej miłosnej towarzyszki, w końcu udało im się wspólnie odnaleźć bruneta.
    — Coś się stało? — Spytał, bo choć przypuszczał, że Gray zwyczajnie szuka wymówki na jak najszybsze opuszczenie imprezy, wolał być jednak pewien, że nic mu nie jest. Starał się nie skupiać uwagi na Emily, choć ta zdecydowanie właśnie tego potrzebowała i wręcz błagalnie spoglądał na przyjaciela, próbując w ten sposób uświadomić mu, że nie może go teraz zostawić. Vincent, chyba rzeczywiście nie należał do wyjątkowo stałych w uczuciach osób, bo tak szczerze mówiąc, to najchętniej ulotniłby się z Attanem i schował gdzieś razem z nim, wstydząc się silnego pragnienia, jakim ewidentnie było ujrzeniu go w trykocie. — Zostań jeszcze chwilę. Emily chcę z tobą porozmawiać. — Uśmiechnął się, prawdopodobnie przypominając teraz totalnie zagubionego w sytuacji dzieciaka, ale akurat tak prezentował się na co dzień, nic ciekawego.
    Otrząsnął się w końcu, spoglądając na wciąż przytuloną do niego dziewczynę i choć nie był pewien czy aby powinna ona jeszcze coś tego wieczoru pić, ostatecznie zdecydował się spełnić jej wcześniejszą propozycję.
    — Jakieś specjalne życzenia? — Zwrócił się do nastolatki, jednocześnie uwalniając się z jej uścisku. — A ty, coś chcesz? — Dodał, ponownie skupiając spojrzenie na twarzy przyjaciela i sam nie był pewien, ale z każdą kolejną minutą jego kontrola i próby zwalczenia pomysłów o homoseksualizmie odchodziły w zapomnienie, po prostu nie mógł być obojętny dla takiego spojrzenia.
    Dzięki wskazówkom, których udzieliła mu koleżanka z klasy, stolik z trunkami znalazł z łatwością. Spędził tam jednak dłuższą chwilą, opróżniając zawartość kubeczka przynajmniej trzy razy, najpierw w towarzystwie znajomego, a później z własnymi myślami, w których wciąż figurował jego przyjaciel; w przeróżnych scenariuszach i momentach, wśród głośnej muzyki i nieznacznych gestów, teraz powoli składanych w całość. Kiedy zdołał uświadomić sobie, że podczas całowania się z Emily wciąż myślał o nim, tylko ponownie przechylił naczynie, jednocześnie zaciskając w pięść palce wolnej ręki. To nie mogło się dziać i nie mogło być prawdą.
    Totalnie oszołomiony z kubeczkami w rękach, ruszył w końcu do swoich znajomych. Nie miał pojęcia, co robić, ale zdawał sobie sprawę, że ucieczka nie będzie najlepszą opcją.

    Vi

    OdpowiedzUsuń
  71. Nad sensem dzisiejszego wieczoru i powodem braku akceptacji dla samego siebie zastanawiał się niemal przez całą drogę od stolika z trunkami aż do miejsca, w którym wcześniej opuścił swoich towarzyszy. Górnolotne rozmyślania nie pozwalały mu na odpowiednie skupienie się na pokonywanej trasie, dlatego ostatecznie zdobył się na niepewny uśmiech, którym traktował wszystkie przypadkiem potrącone osoby, szczególnie te, które w ogóle zwróciły na niego uwagę. Nie całą jednak drogę pokonał w zamyśleniu i kompletnym oderwaniu od rzeczywistości, bo jeszcze kilkanaście kroków dzieliło go od znajomych, gdy nagle zatrzymał się i niemal wypuścił z rąk plastikowe kubeczki, wypełnione alkoholem. Nie miał pojęcia, co tam się właściwie działo, ale obraz, który miał szanse oglądać, przez przynajmniej kilkanaście sekund, wystarczył, aby naprawdę porządnie podskoczyło mu ciśnienie. I nie miał pojęcia, na kogo powinien być bardziej zły, ale wewnętrzny głos podpowiadał mu, że w tej sytuacji to jednak Attan dysponował większym polem do popisu. Zresztą, on jeszcze świetnie trzymał się na nogach, zapewne myślał dość trzeźwo i miał przecież wszystko choć trochę ogarniać, obiecywał mu. Tymczasem... Nie przekonywał go nawet fakt, że chłopak ostatecznie odsunął od siebie dziewczynę, nie miał prawa jej dotykać. A on chciał mu się przyznać do swojego największego sekretu, nawet chciał się odważyć i wreszcie wyznać swoje uczucia, których był już niemal w pełni świadomy. Chciał dla nich tak wiele, a ten już przy pierwszej lepszej okazji zaleca się do jego niedoszłej dziewczyny. Chyba rzeczywiście nie ma szczęścia do nawiązywania przyjaźni, nie mówiąc już nawet o miłości. Wiedział, że jest beznadziejny, ale żeby aż tak, by jego potencjalne obiekty westchnień wolały wszystkich od niego? Co z nim było nie tak, przecież się starał, nic nie rozumiał. Bo choć zdawał sobie sprawę z tego, że Emily jest już w totalnie innym świecie, to przez chwilę nie potrafił oderwać mocno zdezorientowanego spojrzenia od przyjaciela. Patrzył na niego, zupełnie nie potrafiąc uporać się ze złością, rosnącą w nim z każdą kolejną sekunda. Po zaledwie kilku był już tak wkurwiony, że zdołał tylko odstawić kubeczki, wcześniej jeszcze szybko upijając trochę zbyt mocnej zawartości jednego z nich i podszedł do nastolatków, wściekając się jeszcze bardziej.
    - Co wy robicie? - Wysyczał, zerkając to na dziewczynę, to znowu na chłopaka i ostatecznie na nim skupiając swe surowe spojrzenie. Miał problem, naprawdę duży, ale dotyczył on całej ich trójki.
    - Ty kurwo. - Dodał, zdenerwowany nawet jeszcze bardziej i w zasadzie to nie był pewien, do kogo kieruje te poniekąd agresywne słowa. Postawa dziewczyny i jej mamrotanie coś o tym, że cała ta sytuacja nic nie znaczyła, że tak naprawdę tylko on się dla niej liczy i, że naprawdę coś do niego czuję, wydały mu się tak beznadziejnie śmieszne, że skwitował jej starania załagodzenia sytuacji krótkim, ale przynajmniej jednoznacznym zamknij się.
    Nachalne zachowanie Emily, która próbowała stanąć między nimi, kiedy tylko Dowell zebrał się i podszedł zdecydowanie zbyt blisko Attana, zmniejszając dzielący ich dystans niemal do minimum, świetnie podsycało jego zdenerwowanie. Nie miał pojęcia, co powinien dalej robić. Nie potrafiłby go uderzyć, zresztą wciąż dziwiło go, jak silnie działa na niego ta cała sytuacja. Zapewne, gdyby na miejscu przyjaciela znalazłby się ktokolwiek inny, zdecydowałby się to wszystko olać. Tę beznadziejną dziewczynę, jeszcze gorszą imprezę i wykorzystałby resztę wieczoru na wyleczenie się z przereklamowanej miłości.
    Ale on tu był, zdecydowanie zbyt blisko, zdecydowanie zbyt mocno zamieszany w tę sytuację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I choć Vincent sprawiał wrażenie cholernie wściekłego, tak naprawdę bardziej niż złość, rządził nim swoisty smutek w najprostszej postaci. Wreszcie się odważył i naprawdę chciał poznać go inaczej, nie tylko jako przyjaciela, chciał być z nim bliżej i łudził się, że nie jest w tym sam. W końcu te wszystkie spojrzenia, uśmiechy, nie mógł znowu się mylić.
      Nie wiedział, nawet kiedy dokładnie, Attan zdołał wydostać się i kiedy szybko ruszył w kierunku korytarza, ale Vincent, wciąż w totalnym amoku i oszołomiony wypitym alkoholem już po chwili podążył tuż za nim.

      Vini ❤

      Usuń
  72. Pokiwał tylko głową i odprowadził kolegę wzrokiem. Wgapiał się w niego dopóki nie zniknął za drzwiami. Nadal się uśmiechał, co wydawało mu się w jego towarzystwie tak bardzo naturalne i przede wszystkim normalne. Attan sprawiał, że w ogóle wszystko przy nim było jasne i proste.
    Z racji, że pokój wypełniony jego odbiciami go przerażał, postanowił wyjść na zewnątrz. Pogoda trochę się zepsuła od ich wspólnego spaceru, ale nie padał deszcz, więc spokojnie mógł zaczekać na niego na dworze. Przez cały ten czas zastanawiał się jak przebiegnie ich dzisiejsze spotkanie. Nie potrafił ukryć przed samym sobą, że przestał traktować Gray’a jak zwykłego kolegę czy partnera z zajęć biologii, nie niekoniecznie też szedł w stronę przyjaciela. Poza tym, o przyjaciołach nie śni się po nocach i nie rumieni się ze wstydu po przebudzeniu, prawda? Ale z pewnością nie zamierzał niczego przyspieszać. Jeśli dzisiejsze spotkanie przebiegnie tak samo przyjemnie jak te poprzednie, z pewnością będzie nalegał na następne, ale czy odważy się na coś więcej? Raczej nie. Pewnie będzie zbyt przerażony możliwością odmowy i odrzucenia. Jego serce jeszcze nie było na to gotowe.
    Uśmiechnął się do niego, kiedy wyszedł z akademii i uśmiechał się nadal, kiedy powoli ruszyli w stronę obiecanej kawiarni. Całe szczęście nie było do niej daleko, ale mimo wszystko było przed nimi kilka minut marszu.
    -Co się wydarzyło u mnie ciekawego? Nic kompletnie. Moje życie to jedna wielka nuda. –zaśmiał się, starając jakoś zmienić temat. Nie lubił mówić o sobie, choć gdyby zaczął, mogłoby się okazać, że jednak wcale nie jest taki nudny. Nie jemu oceniać. –Ale za to Twoje życie niedługo będzie pełne ciekawych wydarzeń. Rozmawiałem z tym kolesiem, który się chwalił tymi znajomościami, i okazało się, że to nie były puste słowa. Wie o trzech możliwych wystąpieniach, więc kazałem mu się dowiedzieć jak najwięcej i wkręcić Cię w każdy z nich. Jak tylko zbierze więcej informacji to ma się znowu odezwać, a wtedy zdecydujesz które Ci odpowiadają, a które nie. Spisałem się? –zapytał po raz kolejny szczerząc się wesoło. Był tak szczęśliwy, że udało mu się cokolwiek załatwić i nie zawiódł Attan’a, że choć planował mu to powiedzieć później, kiedy już spokojnie usiądą, to nie mógł się powstrzymać.

    ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  73. Jasne, już to widział. Rozmawiają o pogodzie, aż nagle Stanley wypala ”Miałem o Tobie erotyczny sen, wiesz? Siedzieliśmy na tarasie małego domku położonego w lesie, piliśmy poranną kawę i było nam ze sobą tak dobrze, że bzykaliśmy się na kocu i patrzyły na nas wiewiórki! ” Nie dość, że nigdy w życiu nie przeszłoby mu to przez gardło, to jeszcze zabrzmiałby jak kompletny wariat, kwalifikujący się już tylko do zamknięcia. Więc nie, nie wymienią się swoimi snami, a już na pewno nie takimi.
    -Jasne, jak tylko będę coś wiedział, to natychmiast Cię poinformuję. Nie zapominaj, że mam Twój numer, będę Cię zamęczał informacjami. –zaśmiał się, trochę głębiej wciskając dłonie w kieszenie spodni. Właściwie to poczuł się naprawdę fantastycznie, reakcja Attan’a jeszcze bardziej poprawiła mu humor, choć oczywiście wiedział, że się ucieszy, w końcu taki był tego cel.
    -Przesadzasz. Po prostu znałem kogoś, kto zna kogoś, kto zna kogoś. W końcu to całe modelowanie nie poszło na marne. –powiedział tym razem już rumieniąc się ze wstydu. Wcale nie czuł, że jest niesamowity, w końcu jeszcze nic konkretnego nie zrobił poza jednym telefonem. Było go stać na więcej i postanowił, że jak tylko wróci do domu, to sięgnie głębiej i nie spocznie, dopóki nie załatwi mu jakiejś głównej roli.
    -I nie ma mowy o żadnym odwdzięczaniu, Gray. Nie robię tego, żeby cokolwiek ugrać. Może poza Twoim sukcesem. Wtedy mi się odwdzięczysz, jak będziesz sławny i bogaty, a ja będę ledwo wiązał koniec z końcem na tej mojej farmie. Wciśniesz mnie na szofera i będziemy kwita. –zaśmiał się, próbując sobie wyobrazić taką sytuację, co wcale nie okazało się jakoś strasznie trudne. Pewnie tak będzie wyglądało ich życie. Attan z osiągnięciami do których dążył przez tyle lat i Stanley z niczym, na które też sobie zapracował swoim brakiem ambicji. Choć jego to nie przerażało. Ważne, żeby dorobił się tego swojego domku, wtedy będzie szczęśliwy.
    Kiedy doszli na miejsce otworzył przed chłopakiem drzwi i skinął głową w stronę stolika stojącego w samym rogu pomieszczenia. Właściwie miejsce idealne, bo oddalone od innych, a jakimś cudem było wolne.
    -Musisz spróbować tych naleśników. Rozpływają się w buzi. Szczególnie te ze słodką polewą i owocami. –rzucił siadając na swoim miejscu i podkładając mu pod nos kartę, co by sobie coś odpowiedniego wybrał.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  74. [Przepraszam za to na dole, to chyba nie mój dzień na odpisy :(]

    Prawdopodobnie jak każdej dziewczynie, tak i Gen nawet przez myśl nie przeszło, że któregoś dnia może zostać zgwałcona. I to nie przez jakiegoś starszego, nieznajomego faceta, a kolegę ze szkoły. Lubianego, przystojnego, nie narzekającego na brak zainteresowania wśród dziewcząt. Tymczasem tak właśnie się stało i przez kilka pierwszych dni Genesis nie potrafiła w to uwierzyć. A kiedy wreszcie to do niej dotarło, postanowiła zatrzymać to dla siebie. Świat na głowę jej się w końcu nie zawalił, nawet jeśli nie było łatwo żyć z takim wspomnieniem. Wiedziała jednak, że gdyby jej dziadkowie i ludzie ze szkoły się o tym dowiedzieli, byłoby jeszcze gorzej. Nie pozwoliliby jej o tym zapomnieć, a ona pragnęła tylko tego. Wymazać to wydarzenie z pamięci i żyć dalej jak gdyby nigdy nic się nie stało. I właśnie to próbowała robić, ale jedna osoba skutecznie jej to uniemożliwiała. Bo, niestety, kilka osób o tym zdarzeniu wiedziało. Żadna z nich jednak nie pisnęła ani słówka. Zresztą Gen czuła, że nawet jeśli ktoś z dorosłych by się o tym dowiedział, Matt i tak uniknąłby konsekwencji jako, że jego rodzina była bogata i prawdopodobnie miała dobrego prawnika. A Gen nie chciała jeszcze bardziej szarpać swoich nerwów, a szczególnie nerwów swoich dziadków, którzy mieli już swoje lata.
    Nie załamała się, a mimo to na te kilka tygodni postanowiła odpuścić sobie wszelkie większe imprezy. Kiedyś jednak musiała się gdzieś pojawić, aby ludzie nie zaczęli zasypywać ją pytaniami, na które nie chciałaby odpowiedzieć. Właśnie dlatego postanowiła pójść na domówkę organizowaną przez koleżankę, chociaż miała wielką ochotę zostać w domu. I gdy już pojawiła się w domu Annabelle, zaczęła żałować, że tego nie zrobiła. Impreza bowiem okazała się dużo huczniejsza niż myślała, a gdzieś w salonie mignęła jej twarz Matta. Od razu skierowała się więc w przeciwną stronę, niemal wpadając na kolejną osobę, której nie chciała spotkać. Nie żeby miała coś do Attana, wydawał jej się naprawdę miłym chłopakiem, ale to właśnie on był tym, który nie pozwalał jej całkowicie zapomnieć o gwałcie. Miał większe wyrzuty sumienia niż sam sprawca i traktował ją jakby była czymś delikatnym, co w każdej chwili może się rozpaść. Zaczynał naprawdę ją irytować, ale w głębi duszy była mu wdzięczna za to, że się nią interesuje. Może właśnie dlatego nie potrafiła mu dosadnie mu powiedzieć, żeby się odpierdolił i dał jej szansę.
    — Cześć — mruknęła tylko, a widząc tuż za nim beczkę z piwem, bez słowa go ominęła, aby nalać sobie do plastikowego kubeczka trochę alkoholu. Wiedziała, że bez niego sobie nie poradzi, przynajmniej jeśli miała zamiar zostać tu dłużej niż piętnaście minut. Dużo łatwiej byłoby jej, gdyby miała ze sobą jakichś znajomych, ale większość miała dojechać później.

    Genesis

    OdpowiedzUsuń
  75. -Byłbym dobrym menadżerem, co? Chyba będę musiał się nad tym zastanowić. Obracanie się w showbiznesie idzie mi całkiem nieźle, poza tym, każdy chce rozmawiać z kimś o mojej urodzie, więc mogłoby się okazać, że mijam się z powołaniem. Wyobrażasz to sobie? Miałbym gwiazd na pęczki i mówiłbym tym zarozumialcom co mają robić. A jak szybko kupiłbym farmę! Mógłbym pracować z domu, teraz nikt nie ma czasu na spotkania, tylko ciągle te telekonferencje..- powiedział z udawanym westchnieniem, po czym zaśmiał się z własnego żartu. Oczywiście, że się nie nadawał, nie miał zielonego pojęcia o jakimkolwiek biznesie, nawet sam nie miał menadżera, a perspektywa, że cokolwiek w życiu osiągnie była dla niego zabawna. Wiszenie na telefonie i ustawianie innych ludzi nie było zupełnie w jego stylu.
    Popatrzył na niego jak na wariata, kiedy zamiast zapychać się słodkościami wybrał jakieś mdłe wytrawne cholerstwo. Przecież nie przyszli tu na biznesową kolację, gdzie trzeba zachowywać pozory, tylko żeby sobie jakoś miło spędzić czas i pogadać. Jak można miło spędzać czas przy naleśnikach z kurczakiem? Ale nie odezwał się, choć skrzywienia nie potrafił ukryć. Nie odezwał się, bo to nie była jego sprawa, może zwyczajnie nie przepadał za słodyczami, przecież tak też mogło być. Nawet nie pomyślał, że chodziło o utrzymanie szczupłej sylwetki. Staś się niczym nie przejmował i wybrał pancakes’y z nutellą i M&Msami z nadzieją, że pójdzie w nogi.
    -Mam Ci opowiedzieć wszystko? –zaśmiał się zauważając kątem oka zbliżającą się kelnerkę, więc na chwilę zamilkł. Zamówili co tam sobie wybrali i dopiero odezwał się ponownie. –Zaczęło się od tego, że jak już pewnie zauważyłeś, nie najlepiej dogaduję się z psychologiem, którego czasem nazywam ojcem. Uparł się, że mam iść na medycynę, a skąd mu się to wzięło to nie mam pojęcia. Więc spakowałem plecak, kupiłem bilet do Francji, nie pytaj czemu, chyba był najtańszy, i nie obejrzałem się za siebie. Wylądowałem w Marsylii, zatrzymałem się u rybaka, który akurat szukał pomocnika, więc przez kilka tygodni pracowałem u niego za pokój i żarcie. Później dorwałem jeszcze fuchę w barze i tak zarobiłem na bilet do Mediolanu. W samolocie poznałem przemiłe starsze małżeństwo, które jak się okazało miało małą plantację winogron, na której pracowałem cztery najpiękniejsze miesiące w moim życiu. Poznałem ich wnuczka, jest rok starszy ode mnie, który pokazał mi wszystko co we Włoszech najpiękniejsze. Zbiory się skończyły, więc za zarobioną kasę razem pojechaliśmy stopem na Sycylię i przez dwa tygodnie leżeliśmy na plaży popijając drinki i zaliczając każdą możliwą imprezę. Za ostatnie pieniądze kupiłem bilet na samolot do Hiszpanii, a Paulo wrócił do domu. Przez kilka dni szukałem pracy, sypiałem na plaży, aż w końcu załapałem się u hodowcy bydła. Tam pokochałem życie na ranczu, codziennie zajmowałem się końmi i spałem na sianie. I tam już zostałem do momentu, kiedy zrozumiałem, że za chwile minie rok od mojego wyjazdu. Nawet nie wiesz jak szybko zleciało. Miałem jeszcze tyle planów, tyle miejsc chciałem odwiedzić, ale przyjaciółka przemówiła mi do rozumu i przyciągnęła mnie z powrotem, żebym tylko skończył szkołę. –wyrzucił z siebie, nawet nie zastanawiając się jak łatwo przyszło mu otwarcie się na chłopaka. Niby nie powiedział mu nic szczególnego, ani intymnego, wolał pominąć swoje wzloty i upadki, ale mimo wszystko, i tak zdobył się na wiele. –Więc… Mówiłem. Wcale tego dużo nie było. Trzy państwa w rok to trochę marny wynik. –zaśmiał się, znowu wzruszając ramionami. Niby nie dużo, ale wiedział, że ciężko będzie już kiedykolwiek przebić mu to przygodę.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  76. Chciał jak najszybciej biec za Attanem, ale jeszcze przez chwilę zmuszony był wysłuchiwać nieskładnych wyjaśnień dziewczyny. Ostatecznie zdecydował się na stanowcze odsunięcie jej od siebie, wcześniej za pomocą surowego spojrzenia wyrażając chyba wszystkie uczucia, którymi w tamtej chwili ją darzył. A była to zwyczajna niechęć, która szybko i niezwykle skutecznie zastąpiła to od początku wyimaginowane uczucie, którym Vincent zasłaniał się stanowczo zbyt długo. Nie chciał na nią patrzeć już ani minuty dłużej i nie będzie miał choćby malutkich wyrzutów sumienia, co zresztą zapewniła sobie już ona sama. Był pewien, że Emily, zaraz zajmą się jej, być może będące w lepszej formie koleżanki, a jutro i tak nie będzie wiele pamiętać. Choć mówiąc szczerzę, to niewiele go obchodziła, jakkolwiek okropnie to brzmiało. Niemniej wciąż był wściekły na przyjaciela i wiedział, że zapanowanie nad wszystkimi silnymi emocjami nie będzie łatwym wyczynem. Był wściekły i nie mógł pogodzić się faktem, że jednak wybrał kogoś innego. Że laska, z którą akurat zapragnął się pocałować, była dziewczyną, która miała go z niego wyleczyć i udowodnić coś, co jednak z całkiem odwrotnym i wcześniej kompletnie niepożądanym skutkiem, odkrył już sam.
    Przy drugiej próbie wpadł do odpowiedniego pokoju i z hałasem zatrzasnął drzwi, niemal od razu skupiając całą uwagę na chłopaku, którego darzył teraz mnóstwem wręcz skrajnych emocji. I jednym niezwykle konkretnym, szczególnie wyróżniającym się na tle innych, o którym tak bardzo chciał zresztą zapomnieć.
    — Chyba ciebie powinienem pilnować. — Widział, że Attan próbuje zachować między nimi całkiem bezpieczną odległość, że chyba próbuje go uspokoić i jednak boi się wybuchu, który ewidentnie wróżyło jego niekontrolowane zachowanie; ściśnięte pięści, przyśpieszony oddech i świdrujące spojrzenie, którym wciąż go obdarzał. Naprawdę nie chciał, aby chłopak się go obawiał, ale mimo chęci nie potrafił się opanować. — Co to do cholery było? Nie potrafisz trzymać rąk przy sobie?! — Krzyczał, podchodząc coraz bliżej i doprowadzając w końcu do tego, że Attan zmuszony był zatrzymać się, po tym, jak natrafił na przeszkodę w postaci komody oraz ściany.
    — Nie była w twoim typie, ale ją całowałeś, tak? Po co to wszystko? Czemu pozwoliłeś, abym pomyślał, że to ja jestem w twoim typie?! — Zaczął bredzić, stracił panowanie nad samym sobą i zapędził się już tak, że chyba bardziej się nie da. Chyba.
    Nie był pewien czy wybrał dobry moment na choćby próby ujawniania się ze swoimi zrujnowanymi uczuciami, ale ukrywanie ich było już teraz niemożliwe do wykonania, nawet jeśli robił to przez naprawdę długi okres. A poza tym, to przecież on jeszcze przed chwilą całował się z dziewczyną, niczym nie przypominając geja, no może jedynie tym tęsknym spojrzeniem skierowanym w stronę przyjaciela i grymasem na twarzy, po oderwaniu się od ust partnerki.
    — Nie dotykaj mnie. — Powiedział, jakby wbrew samemu sobie, czując dłonie Attana gdzieś na swoich rękach. Odsunął się, gotów stanowczo zareagować, ale silne emocje wciąż nie pozwalały mu odetchnąć i wydostać się z ich obezwładniających sideł.

    zakochany gupeek

    OdpowiedzUsuń
  77. Hyacinthe dokładnie wiedział, czego chce w tym samym momencie, w którym dowiedział się, że będą wystawiać Kupca weneckiego. Nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że najlepiej nadaje się do roli Antonia i to na nią położył szczególny nacisk, przygotowując się do przesłuchania. Wszystko w tej postaci wydawało mu się prawidłowe: miał odpowiednio melancholijną naturę i był skłonny do poświęceń, jednocześnie będąc trochę naiwnym, co składało się na charakter, w który Cin chciał tchnąć trochę własnej, świeżej i odpowiednio dramatycznej interpretacji. Był pewny, że dostanie tę rolę. Oczywiście doceniał zdolności aktorskie wszystkich swoich kolegów i koleżanek z koła teatralnego i właśnie z tego powodu pracował podwójnie ciężko, aby być tak dobry, jak to tylko było możliwe. Ale przesłuchanie poszło mu przecież tak dobrze, że nawet nie miał się o co martwić; a przynajmniej tak mu się wydawało, gdy był już w drodze do sali, przekonany, że oficjalne ogłoszenie wyników nie będzie niczym więcej niż formalnością.
    Zaskoczyła go jednak liczba osób oczekujących na wyniki castingu. Wiedział, że bierze się to z tego, iż część uczęszcza na koło tylko sporadycznie i ma tendencję zjawiania się na przesłuchaniach i chodzenia na próby w kratkę. To już samo w sobie niezwykle Hyacinthe irytowało, bo w jego oczach oznaczało brak poszanowania dla sztuki… Tak samo ci, którzy po prostu potrzebowali kilku dodatkowych punktów w swoich szkolnych papierach i uzupełniali je na kole teatralnym, ci też już z góry po prostu nie cieszyli się jego sympatią. Na przykład taki Attan Gray. Hyacinthe widział go kątem oka, chłopak stał na drugim końcu korytarza, pogrążony w rozmowie z jakąś dziewczyną, ale już sama jego obecność było trochę niepokojąca. Bo Attanowi, co Cin przyznawał niechętnie, nie można było odmówić pewnego talentu.
    Mimo wszystko nie sądził, że będzie to stanowić poważny problem, aż do momentu, w którym prowadzący koła z dumą nie przypiął na tablicy listy z nazwiskami i przydzielonymi rolami. Attan Gray jako Antonio, mówiła lista i Hyacinthe wpatrywał się w to nazwisko jakby był w stanie zmienić je samą siłą woli. Też coś! Nie rozumiał, jak to się stało, ale poczuł się do głębi dotknięty. Przecież to on zawsze… no dobrze, przeważnie był gwiazdą, dostawał to, czego chciał i słusznie, bo poświęcał się teatrowi w całości, nie miał większej pasji. Opuścił więcej zwykłych szkolnych zajęć niż prób, a to chyba mówiło samo za siebie: brał to na poważnie. Jego własne nazwisko przypisane do postaci Bassania normalnie usatysfakcjonowałoby go prawie tak bardzo jak granie Antonia, ale w tym wypadku nie potrafił się tym cieszyć.
    Rozejrzał się w poszukiwaniu Attana i praktycznie od razu przyuważył go w tłumie, jego i jego uśmiech, co było tym bardziej frustrujące. Hyacinthe ledwo zwracał uwagę na prowadzącego, który właśnie gratulował wszystkim ról i wyrażał nadzieję na to, że będą się świetnie bawić i na następne zajęcia zapoznają się ze skończonym tekstem przedstawienia przynajmniej wstępnie. Był bardziej zainteresowany przepychaniem się przez ludzi, żeby dostać się do Attana. Musiał… w sumie sam nie wiedział, co.
    Ty dostałeś Antonia. – Pierwotnie miało to być pytanie, ale gdzieś w trakcie się rozmyślał i wyszło mu coś na kształt niezbyt miłego niedowierzania. – Ty. Nie wierzę, nie powinni cię już dawno wywalić za wyraźny brak zainteresowania zajęciami? – zapytał, a raczej burknął, zdając sobie sprawę, że zachowuje się co najmniej niedorzecznie, ale czuł się osobiście urażony i czuł, że uraził go właśnie ten stojący obok chłopak. No bo serio, do czego mu w ogóle była ta główna rola?

    Hyacinthe

    OdpowiedzUsuń
  78. Nie wiedział, dlaczego ich początkowo całkiem poważna kłótnia o dziewczynę, tak szybko zmieniła tor i stała się czymś w postaci śmiałego wygłaszania swoich żali w kwestii całkiem innej, zresztą dużo bardziej poważnej oraz bliskiej im obu. Chociaż nie... Wiedział i to doskonale, ale wciąż nie potrafił się przełamać, by powiedzieć prawdę o sobie i to jeszcze jemu. By wreszcie odważyć się i zobaczyć, czy jego najskrytsze marzenia mają choćby szanse na spełnienie. Był pieprzonym tchórzem, marnującym każdą możliwą okazję na pokazanie, że to wszystko nie było jedynie przypadkiem. Że naprawdę chciał od niego czegoś więcej niż tylko tych żałosnych spojrzeń i wszystkich drobnych gestów, które z każdym kolejnym coraz mocniej wykraczały poza ramy przyjacielskich żartów. Że chciał już rozwinąć tę ich skomplikowaną relację; że tak bardzo chciał go.
    — Pieprzyć Emily, ona... ja chciałem tylko zobaczyć, czy potrafię być jeszcze z dziewczyną. — Odezwał się w końcu niepewnie, totalnie zaskoczony wybuchem chłopaka. Drżał mu głos, nadal zresztą nie radził sobie z całą sytuacją, która przytłaczała go coraz mocniej. Tylko słowa Attana o tym, że jednak jest w jego typie i to tak cholernie, dodały mu dość spore ilości odwagi. Wciąż jednak wahał się nad tym, czy aby powinien zrobić ten tak wiele znaczący dla niego, a chyba nawet dla nich krok. Czy powinien dać się ponieść.
    — Nie chciałem Attan, ja po prostu... Proszę, odsuń się, ja naprawdę nie dam rady. — Ciągnął, całym sobą czując, że chłopak jest już zdecydowanie zbyt blisko, że ich ciała dzieli stanowczo zbyt mała odległość. Zdawał sobie sprawę, że spojrzenie chłopaka i jego dotyk działają na niego zbyt intensywnie i już za chwilę spowodują, że zdobędzie się na zrobienie tego, czego jednocześnie tak bardzo pragnął i zarazem obawiał. Bo może nie warto niszczyć istniejącej między nimi relacji, choć czy na to, nie było już, aby za późno?
    — Ale myślisz, że ja rozumiałem cokolwiek? Nagle zgłupiałem i zacząłem fantazjować o swoim koledze. Ja nigdy wcześniej nie chciałem... Nie pragnąłem kogoś tak bardzo. — Bełkotał, próbując otworzyć się przed chłopakiem, bo nawet jeśli nie był to najlepszy moment na podobne wyznania, to ostatecznie może okazać się tym jedynym stosownym. Chciał, aby Attan wiedział najważniejsze i zdołał się domyślić całej reszty, bo nawet jeśli alkohol wciąż namiętnie szumiał mu w głowie, nie potrafił otworzyć się całkiem, nie teraz. Był kompletnie zagubiony, ale jego gniew jeszcze nie osłabł, o czym mogli przekonać się, kiedy Vincent totalnie bez sensu odepchnął od siebie chłopaka, szturchając go jeszcze kilkukrotnie, przez co ten wylądował na sporym łóżku zajmującym niemal całe centrum pokoju. Naprawdę tego nie chciał, nie chciał psuć tamtej chwili. Przecież pragnął poczuć go dużo bliżej, chciał wreszcie połączyć ich usta w pocałunku, chciał, aby spróbowali czegoś więcej. Miał już dosyć samego siebie i tej chorej gry, której nie potrafił wygrać. Potrzebował powiedzieć sobie dość i mógł zrobić to tylko w ten jeden sposób.
    — Przepraszam. — Wyszeptał, podchodząc do Attana i szybko umiejscawiając się tak, by świadomie móc być stanowczo zbyt blisko niego. W efekcie i rosnącym podekscytowaniu usiadł okrakiem na jego udach i pochylił się, jeszcze przez krótką chwilę wpatrując się w oczy chłopaka. Nie potrafił powstrzymać szybkiego oddechu ani przekonania, że nie jest w stanie, ale i nie chce już dłużej zwlekać. Musnął jego wargi swoimi, z początku niepewnie, jakby obawiając się odrzucenia ze strony przyjaciela. Jednak z każdą kolejną sekundą stawał się coraz bardziej odważny i mocniej wpijał się w gorące usta Attana, który raczej nie zamierzał protestować. Oderwał się jednak po chwili, chcąc przekonać się, czy jego kolega, aby na pewno tego chciał, czy mógł nadal dostarczać ulgi swoim spragnionym wargą i w najlepszy z możliwych sposobów przekonywać się, że dziewczyny nie są dla niego.

    dobrze wiesz kto <33

    OdpowiedzUsuń
  79. Aine nie była pewna. A każdą wątpliwość należało empirycznie zbadać, podpowiadał jej ścisły umysł. Wdała się w tej kwestii w ojca, który przekładał nad wszystko logiczne myślenie i racjonalne poparcie swoich tez, a tych w szczególności miał najwięcej i najgłośniej się nimi dzielił. W konfrontacji z prezesem Grayem zawsze wygrywało ciche przytakiwanie na każde jego słowo, nawet jeśli o coś akurat zapytał, co zdarzało się jednak nader rzadko, to i tak najlepiej z uśmiechem pokiwać głową. Najbezpieczniej. Tak też robiła i Aine. Jej relacja z ojcem układała się zupełnie inaczej niż jej brata bliźniaka. Ona spełniała każde oczekiwanie taty, wychodziła wręcz im naprzeciw – tworzyła z nich swój własny szklany klosz, kolejną pętlę, która zamykała jej istnienie; wkraczała przez nią w pustkę własnych niespełnionych marzeń. Bo nie wiedziała. Wolała polegać na swoich opiekunach. Oni wiedzieli. Oni spisywali jej losy, a Aine tylko je urzeczywistniała. Tylko po to, aby zobaczyć uśmiech na ich twarzach, aby upewnić się, że postępuje właściwie, by nadać sens swojemu ludzkiemu życiu, które w jej rękach było dotychczas bezużyteczne. Zawinęła cierpienie w chusteczkę. Zgniotła je mocno w kulę. Codziennie oglądała swój ból, brała go w dłonie i ważyła. Dotykała, głaskała i szczypała, aby uwierzyć, że jest on tylko w jej głowie.
    Attan był inny. On też wiedział. I dlatego sprzeciwiał się i bezwzględnie dążył do swojego szczęścia. Nie słuchał ojca. Nie budował swojego jestestwa z wielkich nadziei Graya seniora, który inaczej wyobrażał sobie przyszłość swojego jedynego syna. Ale ojciec milczał. Przynajmniej na tyle, na ile pozwał mu cięty język, który pomagał mu w biznesowych koligacjach. Musiał być twardy. Musiał być stanowczy. Musiał walczyć o swoją pozycję w świecie. Taki też był Attan.
    Attan, o którego martwiła się teraz Aine. Zauważyła, że z bratem dzieje się coś złego. Niekiedy był pobudzony całymi dniami, wydłużał dobę o kolejne godziny, które były mu potrzebne, aby ciężko trenować, aby dalej formować swoje ciało – nadać mu elastyczność, sprężystość i lekkość. Ale z każdym dniem ubywało tego ukochanego przez nią ciała, jego materiału poddawanego rygorystycznym ćwiczeniom, materii, która zamykała swoimi ramionami jej i to jedynie w niej czuła się bezpiecznie. Widziała, że oszukiwał własne zmęczenie, które odbijało się wyraziściej w innych godzinach, w innym tygodniu. Otępiale włóczył nogami po korytarzu mieszkania, po korytarzach szkolnych, próbując ukryć swoją słabość. Aine martwiła się o niego, bała się i miała swoje podejrzenia. Zafascynowana biologią i chemią ciała przypuszczała przyczyny takich zmian w organizmie bliźniaka. Ale musiała się upewnić, nawet jeśli była zmuszona do popełnienia grzechu przeciwko niemu, przeciwko niej samej.
    Spojrzała na zegarek. Tykające wskazówki wskazywały na 16:34. Znała na pamięć rozkład zajęć Attana, kończył trening dopiero za godzinę. Miała dużo czasu, aby przejrzeć jego rzeczy w poszukiwaniu czegoś. Dokładnie nie wiedziała czego, ale wiedziała, że to coś musi tam być, schowane gdzieś głęboko przed nią i przed nim samym. Czuła, że i Attan obawiał się tego czegoś, ale jego własne ambicje go zgubiły. Pokręciła głową – może nie powinna tego robić? Może najpierw powinna go zapytać? Nie. Ostatnio unikał jej pytającego wzroku, jej smutnych oczu, które pragnęły jedynie odwzajemnienia. Odłożyła książkę, na której i tak nie mogła się skupić. Była sama w domu. Ojciec jak zwykle pracował do późna, a mama znów pojechała na jakieś spotkanie w sprawie pozyskiwania funduszy na fundację, którą zamierzała założyć. Kroki Aine na korytarzu odmierzały ciszę, panującą w mieszkaniu. Miała wrażenie, że każdy mijany mebel miał wypisany jej zamiar, jej każde przewinienie. Skuliła się, głębiej schowała się w czarnym swetrze i delikatnie ujęła klamkę drzwi, prowadzących do tajemnic brata. Zanim wpuściła do nich światło z własnej codzienności, wzięła kilka głębokich oddechów. Oby nie trwało to zbyt długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uchyliła jedynie drzwi, jakby bojąc się, że już samym tym ruchem naruszy ustalony porządek świata. Wsunęła się w szparę i delikatnie je za sobą zamknęła. Zatrzymała łapczywie haust powietrza przed pełnym zanurzeniem się we własną winę. Rozejrzała się po pokoju. Znała tę przestrzeń między snem a jawą, której odbiciem był jej własny pokój. Przesuwała powłóczystym spojrzeniem po jasnoszarych ścianach. Postąpiła krok do przodu. Ręce jej drżały, gdy sięgnęła po kosmyk włosów, który przykleił się do jej czoła.
      — Attanie, gdzie to schowałeś? — zapytała ciszę, która drażniła jej uszy. Chciała stąd uciec. Chciała zatrzasnąć za sobą drzwi. Chciała zapomnieć, że w ogóle miała zamiar przeszukać rzeczy brata. Ale nie mogła. Coś ją tutaj zatrzymywało, kazało pójść naprzód, zajrzeć, przejrzeć i dotknąć. Wysunęła nieśmiało stopę, zaraz do niej dołączyła prawa. Powoli, ostrożnie i z bijącym głośno sercem przesuwała się do regału, gdzie kolorystycznie ułożone książki świadczyły o pedantyzmie, znamiennym dla rodziny Grayów. Sięgnęła po jedną z nich. Przekartkowała uważnie i po chwili włożyła na właściwe jej miejsce w panteonie barw. Obejrzała tak kilka utworów, sprawdziła dokładnie każdą wolną przestrzeń pomiędzy tomami. Nic nie znalazła. Rumieńce wystąpiły na jej policzki. Wstydziła się, a jednocześnie nabrała pewności siebie, aby sięgnąć po kolejne Attanowe przedmioty. Otworzyła szafę z ubraniami. Kolejno sprawdzała każdą koszulę, koszulkę i spodnie. Bezradnie odrzucała je na podłogę, zdając sobie sprawę z własnej niemocy. Coraz szybciej, coraz mniej dokładnie, coraz zachłanniej przerzucała stertę ubrań. Zatracała się w swojej winie, zatracała się w poszukiwaniu. Z furią otworzyła kolejną szufladę i jeszcze jedną, i kolejną. Czuła się jak złoczyńca, ale nie potrafiła przestać. Zamiast się zatrzymać, postępowała coraz śmielej do przodu. Była jak burza, która pragnęła unicestwić wszystko, co znajdzie na swojej drodze. W tym samą siebie. W jej oczach pojawiły się łzy, które cicho spływały po rozgrzanych policzkach. Nie pochwyciła ich, nie przerwała im żałosnej wędrówki. Oddała się szałowi, który nie tylko skrywał bezsilność tych poszukiwań, ale każdą jej słabość, każdą ułomność jej życia, jej działań. Oddała się emocjom.
      Po kilku minutach załamała się. Upadła na podłogę i schowała twarz w dłonie. Nie usłyszała otwierających się drzwi od mieszkania, nie usłyszała lekkich kroków na korytarzu. Była zupełnie głucha na świat zewnętrzny. Wpatrywała się we własne palce, które wciąż drżały, które były splamione nieufnością do brata.
      — Przepraszam… — szepnęła, wołała o przebaczenie samą siebie. Znienawidziła siebie za to, że siedziała teraz zapłakana pomiędzy rozrzuconymi wszędzie rzeczami Attana. Spoglądała z niedowierzaniem na bałagan, którego jeszcze przed chwilą była żarliwym twórcą. Jej duże oczy mrugnęły kilka razy. Znalazła to.

      kochająca siostra

      Usuń
  80. Upragnione naleśniki pochłonął zaledwie w kilka kęsów. Fakt, że prawie nie przeżuwał mógł być lekko niepokojący, w końcu to niezdrowo tak się spieszyć z jedzeniem, ale nic nie mógł poradzić na to, że był takim łakomczuchem. Każda słodkość, która pojawiła się w zasięgu jego wzroku natychmiast była przez niego pochłaniana. Czasem nawet budził się w środku nocy żeby wrzucić coś na ząb. Ciekawe czy to nie był objaw choroby. Ale tym się Staś nie przejmował.
    W jednym Attan się mylił. Houck dostrzegał wszystko, co wiązało się z jedzeniem, więc fakt, że chłopak tylko udawał, że je mocno go zaniepokoił. Nie czuł się jednak na tyle ważny, żeby zapytać o co chodzi czy jakkolwiek zwrócić uwagę na ten fakt, więc starał się nie marszczyć brwi za każdym razem, kiedy drobny kawałek lądował w jego ustach. Nie miał prawa czepiać się o takie rzeczy, szczególnie że nie znał go dobrze. Może to było spowodowane czymś, o czym Staś nie wiedział, a Gray nie chciał o tym mówić. A przynajmniej tak to sobie tłumaczył.
    Pokiwał głową w odpowiedzi na jego pytanie.
    -Pewnie tak. Nic mnie tu nie trzyma, a na świecie jest jeszcze tyle miejsc, których nie widziałem. Szkoła nie jest dla mnie. Poza tym, nie sądzę, żeby na studiach był kierunek, który nauczy mnie życia na farmie. Albo chociaż pozwoli zwiedzać świat naprawdę, nie palcem po mapie. –uśmiechnął się wzruszając lekko ramionami. Nie przeszkadzało mu to, że nie idzie na studia, choć ojciec na tą wieść zrobił się czerwony ze złości. I może właśnie dlatego tak szybko podjął decyzję. Wszystko, byle tylko wyprowadzić go z równowagi. –Znaczy… Wiesz. Jest jeszcze dużo czasu, może mi się odmieni. Może przez ten rok stanie się coś, co zachęci mnie do pozostania. Nie wiem. –dodał pochłaniając ostatni kęs. Odruchowo spojrzał na talerz kolegi, który był jedynie rozgrzebany, prawie nic z niego nie ubyło.
    -Co jest, Gray? Czemu nie jesz? Nie smakuje Ci? –zapytał, tym razem nie powstrzymując już marszczenia brwi. Nawet się nie zawahał, tylko złapał swój widelec i wziął sobie kawałek jego potrawy, natychmiast wpychając ją do buzi. –No przecież dobre jest. Co prawda nie słodkie, ale dobre. –dodał, trochę żałując, że stracił przyjemny smak swoich naleśników.

    Stanley

    OdpowiedzUsuń
  81. Gdyby tylko Staś dowiedział się o co w tym wszystkich chodzi, to przełożyłby go przez kolano i dał porządnego klapsa. A później wcisnął w niego tyle jedzenia, ile tylko by się dało. Mógłby nawet udawać, że widelec to myśliwski samolot, byle tylko Attan coś zjadł. Nie rozumiał tego. Jako model też powinien trzymać linię, gdyby oczywiście zależało mu na tym, żeby zrobić na tym karierę. Nigdy jednak sobie niczego nie odmawiał, a nie dało się powiedzieć, że miał za dużo ciała. Może tak działał jego organizm, ale nawet jeśli byłoby inaczej, chyba nie potrafiłby zmusić się do takich wyrzeczeń. I nie rozumiał jak inni mogą to robić.
    Mimo wszystko odpuścił. Westchnął jedynie pod nosem i pokręcił głową, ale przestał marszczyć brwi i wrócił do poprzedniego tematu. Nic mu było do tego jak chłopak je i co chce przez to osiągnąć poza anemią czy innymi niedobrymi skutkami ubocznymi.
    -Nie chcę być przewodnikiem wycieczek. –zaśmiał się, po czym wyciągnął swój telefon, żeby znaleźć zdjęcia, które przecież obiecał mu pokazać. Znalezienie odpowiedniego kierunku studiów akurat nie były jednym z powodów, które miałyby go zatrzymać w kraju, choć w tym momencie nie widział żadnego potencjalnego powodu na horyzoncie. Może… Może gdyby zdecydowali się na kolejne spotkanie. Może gdyby nie bronił się tak bardzo przed przyznaniem tego, czego nie dało się nie zauważyć. Ale się bronił i nie dopuszczał do siebie takiej myśli.
    Przesiadł się na krzesło bliżej chłopaka i wyciągnął przed nich telefon, na którym wyświetlało się pierwsze zdjęcie. Przedstawiało typowe selfie na tle Marseille Provence Airport, więc uznał, że do tego nie potrzeba żadnych wyjaśnień. Przesunął palcem po ekranie i pojawiło się kolejne. Siedział na plaży i ewidentnie męczył się z rozplątaniem sieci rybackiej. W tle znajdował się niewielki domek z czerwonej cegły, a po lewej kawałek morza.
    -Tam mieszkałem przez ponad trzy miesiące. –powiedział uśmiechając się delikatnie. Często wracał do tych zdjęć i wspominał. Przesunął na następne zdjęcie, a którym widniał ogromny port na tle zachodzącego słońca. Kolejne zdjęcie i mina z nostalgicznej zrobiła się smutna. Miał nadzieję, że Attan tego nie zauważy. Na fotografii znajdowała się rudowłosa dziewczyna w zwiewnej letniej sukience w kwiaty. Spacerowała brzegiem morza i wyciągała do niego rękę z radosnym uśmiechem na ustach. Bez słowa przerzucił na następne zdjęcie, które przedstawiało kolejne selfie, tym razem na tle Wieży Eiffla.
    -Do Mediolanu leciałem z Paryża. Chyba bym sobie nie wybaczył, gdybym nie zrobił tego zdjęcia. Nie miałem czasu żeby wejść na górę, ale może to dobrze. Będę musiał pojechać tam jeszcze raz.- uśmiechnął się, starając się zapomnieć o dziewczynie z poprzedniego zdjęcia. Miał tylko nadzieję, że Attan o nią nie zapyta, a on nie będzie musiał udawać, że była nikim.

    Stanley

    OdpowiedzUsuń
  82. [Jakiż on jest uroczy. Bardzo chciałabym wątek, ale widzę nieźle przekroczony limit, więc nie będę Cię tutaj męczyć i... W zasadzie jeśli chcesz coś ze mną popisać, to wybierz sobie, którą postacią, hm? c:]

    Soleil Manley-Bourton

    OdpowiedzUsuń
  83. Na pewno Staś nie zamierzał zaglądać mu w talerz. A przynajmniej nie teraz, kiedy nadal właściwie się nie znali. Nic mu było do tego, tak samo jak Attan’owi nic było do jego wstydliwych sekretów dotyczących nocnego podjadania i zasypiania z buzią umazaną czekoladą. Ewentualnie zasypiania jeszcze w trakcie jedzenia. Kiedy jednak już się lepiej poznają, Gray będzie miał nie lada problem. Houck uwielbiał troszczyć się o tych, na których mu zależało, włącznie z pilnowaniem czy dobrze się odżywiają.
    W odpowiedzi na jego pytanie tylko pokiwał głową z szerokim uśmiechem. Nie można było się nie zgodzić. Marsylia, szczególnie część portowa, była jednym z najbardziej urokliwych miejsc, jakie zwiedził, a jego życie faktycznie przypominało film. Zwłaszcza, kiedy pojawiła się w nim rudowłosa ze zdjęcia. Rudowłosa, o której nie chciał rozmawiać, ale skąd Attan miał o tym wiedzieć?
    -Chyba była szczęśliwa, przynajmniej taka się wtedy wydawała. –uśmiechnął się blado, starając się nie zdradzać za wiele sprzecznych uczuć, które targały nim za każdym razem, kiedy widział to zdjęcie. Kiedyś nawet chciał je usunąć, ale… To by i tak nic nie dało. –Poznałem ją kilka dni po przyjeździe. Pochodziła z Francji, ale w Marsylii była u jakiejś rodziny. Przy niej trochę łatwiej było mi się tam odnaleźć, nie znałem języka, a nie każdy potrafił porozumieć się po naszemu. –dodał, uznając że taka wersja wydarzeń nie jest kłamstwem, tylko częścią prawdy. Częścią, która tak bardzo nie bolała.
    -Wiesz, wtedy jeszcze balet mnie nie interesował i nie obracałem się w towarzystwie tancerzy. –zaśmiał się przesuwając ponownie palcem po ekranie, który ukazał teraz podobne jak wcześniejsze selfie, tym razem z Malpensa Airport i nie był sam. Po jego prawej stronie uśmiechała się starsza pani, po lewej pan. Stereotypowi Włosi. –Poznałem ich w samolocie. Kiedy poznali moje plany natychmiast zaproponowali mi u siebie pracę. –powiedział, po czym znowu przesunął palcem na następne zdjęcie, które przedstawiało ogromną plantację winogron w pełnym rozkwicie. –Przez cztery miesiące pracowałem tam dzień w dzień. Więc tak, moja opalenizna jest jak najbardziej prawdziwa, tak samo jak mięśnie. –zaśmiał się, oczywiście na dowód napinając rękę, co by uwydatnić bicka. Oczywiście nie wyglądał ja kulturysta, ale miał się czym chwalić. To chyba dzięki temu chłopaki z drużyny nadal nie podejrzewali, że jest z nim coś nie tak.
    Następne zdjęcie przedstawiało chłopaka, roześmianego, ciemnowłosego, z rozwianą czupryną i oczami zmrużonymi od słońca. Bez koszulki, pracującego w pocie czoła razem ze Stanley’em.
    -Paulo. Wnuczek właścicieli. Najbardziej temperamentny Włoch, jakiego spotkałem. –mruknął, modląc się, by Attan nie zauważył rumieńca, który wykwitł na jego policzkach. O tym też nie chciał mówić, choć wspomnienia były dużo przyjemniejsze niż z Bellą. Szybko więc przesuwał palcem dalej, pozostawiając kolejne zdjęcia przedstawiające na tle różnych zabytków bez komentarza.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  84. [Mam taki pomysł, że mogliby ze sobą rywalizować w tańcu, co Ty na to? Z początku by za sobą bardzo nie przepadali, bo wiadomo, konkurencja nigdy nie jest fajna, ale potem Attan mógłby, na przykład, pomóc Soleil, gdyby zaczepił ją koło szkoły jakiś potężny byczek i rozwinęłaby się z tego przyjaźń... Albo coś więcej, w zależności od Twoich i Attana upodobań. :D]

    Soleil

    OdpowiedzUsuń
  85. To, co w dillerce — zdaniem Cassiana— przodowało było zdecydowanie ściąganie długów. Pieniędzy w końcu miał jak lodu, więc papranie w narkotykach wcale nie było mu potrzebne, by zdobyć fundusze. Robił to jednak nadal, z nonszalanckim uśmiechem obserwując powoli zatracających się w uzależnieniu ludzi. Na swój sposób nabawiało go to rozbawieniem. Co bardziej spragnione nastolatki nie były w stanie pójść na odwyk, a ich łaknięcie z każdą kolejną wizytą zwiększało się tak drastycznie, iż Cassian odnosił wrażenie, że są jak lalki, których sznurkami mógłby manipulować jak marionetkarz.
    Każdy z nich był gotowy zrobić absolutnie wszystko, byleby tylko zdobyć trochę prochów. Prochów, które pozwalały im odlecieć. Byli do tego stopnia otumanieni, że nie zauważyliby, gdyby tylko Quatermaine sprzedał im zwykłą mąkę. Cassian jednak miał żelazne zasady, a jego towar zawsze był czysty i dobry jakościowo; może dlatego multum ludzi ciągnęło do niego jak mrówki, z chęcią zdobycia nowych, całkiem ciekawych narkotyków.
    Zdarzały się jednak trudne przypadki, niechcące egzekwować podpisanej umowy. Musiał wtedy pobawić się w Lucyfera i zdejmować należne dusze, których ludzie nie oddawali w czas. Człowiek jednak stał się naprawdę sprytny, gdyż potencjalni klienci nauczyli się go unikać, a co za tym szło trudno było ich złapać w sytuacji dostatecznie delikatnej, by nie zburzyć własnej reputacji.
    W takich chwilach z pomocą przychodził jego dzielny informator, któremu właśnie za informacje sprzedawał działki czystej amfetaminy, marihuany, czy innych wspaniałych substancji psychoaktywnych, na które akurat miał ochotę.
    Oczywiście, byłoby zbyt niebezpiecznie, gdyby wspomniany człowiek wiedział o nim coś więcej niż sam fakt profesji. Z tego powodu posługiwał się fałszywymi danymi, tytułując się Mattem. Imię było normalne, nie wzbudzało podejrzeń, a jednocześnie nie kierowało nikogo właśnie na jego sylwetkę. Z pewnego punktu widzenia i tak był nietykalny; pieniądze i znajomości mogło wskórać naprawdę wiele, zwłaszcza w tak okazałych ilościach. On jednak wolał zachować ostrożność; każdy małostkowy ruch mógł odbić się na jego przyszłości, którą i tak ubrano już w bardzo niepewne szaty. Attan nie wiedział o nim zbyt wiele, lecz z założenia uchodzili za kumpli. W rzeczywistości jednak była to po prostu relacja wzajemnie korzystna, obu stronom dostarczająca profitów. Cassian nie czuł do niego ani szacunku, ani pogardy. Był dla niego zwykłym facetem, niewartym zainteresowania ni potępienia. Wprawdzie słyszał o istnieniu bliźniaczki, acz póki co nie wyrażał tym zainteresowania; choć kto wie, jeśli chłopak by się uzależnił, może nawet wydawałby własną rodzoną siostrzyczkę.
    Quatermaine jednak nie zabiegał; póki co przekazywane informacje dobrze mu służyły, a on sam zyskiwał kompleks danych na tyle rozległy, by bez problemu rozprawiać się z oponującymi klientami.
    Akurat dziś informator miał pojawić się w kwestii wymiany. Nie widzieli się od jakiegoś miesiąca, co napawało Cassiana dziwną zadumą; czyżby chłopak zerwał z nałogiem? A może po prostu znalazł inne, tańsze źródło zyskiwania wspaniałych środków?
    Nieważne. Liczyło się, że miał pojawić się właśnie dziś; Cassian niezbyt cenił sobie prywatność. Nie hołdował spotykaniu się po północy w niszczejących magazynach, w towarzystwie jedynie powolnych podmuchów wiatru.
    Dlatego czekał na przyjaciela w barze, gdzie rozsiadł się wygodnie na skórzanych kanapach. Wszyscy go tu znali, więc nie było nikogo, kto mógłby go wsypać. Był zbyt bogaty, a policja nie płaciła aż tyle.
    — Kogo my tu mamy — rzucił, pochylając się do przodu i złączając dłonie w małej piramidce, gdy dojrzał zbliżającego się do stołu Attana. — Już myślałem, że rzuciłeś nałóg, przyjacielu — stwierdził cierpko, a na jego twarz wpełzł wyważony, nonszalancki uśmiech tak niepokojący jak zawsze.

    Cassian

    OdpowiedzUsuń
  86. -No pewnie, że interesuje! Przez tyle lat byłem ignorantem, ale na szczęście pojawiłeś się w moim życiu i wplątałeś mnie w uwielbienie do baletu. Przez te telefony już wszyscy wiedzą, że lubię piruety i obcisłe stroje. –zaśmiał się, mając nadzieję, że tą odrobiną ironii nie urazi chłopaka. Bardzo tego nie chciał. Tak działał jego system obronny. Bo jak inaczej miał powiedzieć, że dla niego byłby w stanie pokochać wszystko? Dałby się przekonać do wszystkiego, byle tylko spędzać z Attan’em jak najwięcej czasu.
    Bardzo dużo siły wkładał w to, żeby na chłopaka ciągle się nie gapić. Zerkał na niego przygryzając niepewnie dolną wargę, ale szybko odwracał wzrok z obawy, że zostanie przyłapany. Nie mógł nic poradzić na to, że tak bardzo obawiał się reakcji Gray’a, choć sam nie wiedział skąd wzięło się to uczucie. Może chodziło tylko o to, że bał się, że zacznie mu na nim zależeć. Już raz mu na kimś zależało i nie skończyło się to w dobry sposób.
    Stanley nie miał żadnego doświadczenia w poważnych związkach. Właściwie to był tylko w trzech. Anna, rudowłosa ze zdjęcia, która zwyczajnie od niego uciekła, Hyacinthe, który również go zostawił i Julia, która nie chciała być przykrywką dla geja. Nigdy nie bawił się w przelotne miłostki, nigdy pierwszy nie rezygnował. Jeśli już się z kimś związał, groziło to miłością po grób. Ale tylko jeśli poczuł się przy tej osobie dobrze i swobodnie.
    Towarzystwo Attan’a jak do tej pory było jedną wielką przyjemnością, szczególnie, że mógł bezkarnie wpatrywać się w niego i z rozkoszą przesuwać wzrokiem z jego pociesznego uśmiechu do rozbawionych oczu. Potrafiłby to robić godzinami, a przyznanie tego z każdą chwilą sprawiało mu coraz mniej problemów. Właściwie to cieszył się z takiego obrotu sprawy, mimo że nadal nie wiedział czego się spodziewać i czego może oczekiwać po chłopaku.
    -Jestem pewien, że znajdzie się jakiś Włoch z zamiłowaniem do baletu. –odpowiedział, a jego oczy rozpromieniła zbłąkana iskierka, którą miał nadzieję ukryć. Bardziej jasno nie dało się chyba powiedzieć tego, że Attan woli chłopców. Problem polegał na tym, że Staś też chciał się przyznać, ale nie bardzo wiedział jak. Mówienie wprost o łóżkowych przygodach z Włochem ze zdjęcia raczej nie było odpowiednie.
    Przesunął na kolejne zdjęcie przedstawiające Houck’a tarzającego się w piasku na tle Morza Śródziemnego. Radość na jego mordce mówiła więcej niż tysiąc słów, więc przesunął na następne, na którym głowa Stasia wystawała ze stada byków. Jego wzrok jednak zamiast na telefon, powędrował w stronę chłopaka i nie panując już na tym, bezceremonialnie wpatrywał się w jego oczy z otwartą buzią, jakby chciał coś powiedzieć. Chciał, ale nie wiedział co.
    -Musi być Włoch? Ja… Ja lubię balet. –odezwał się w końcu, po czym głośno przełknął ślinę. Zaschło mu w gardle i spierzchły mu wargi ze strachu, jak Gray może to odebrać.

    OdpowiedzUsuń
  87. Może faktycznie to działo się za szybko. Może niepotrzebnie wyjechał z tym tekstem. Mógł sobie darować, mogli spotkać się jeszcze kilka razy, przekonać się czy to wszystko ma jakikolwiek sens. Staś nie chciał się bawić, nie chciał głupich gier. Nie potrzebował chwilowych związków. Chciał miłości, takiej zwyczajnej, bez dramatów i rozstań. Już za dużo razy został rzucony, żeby znosić to ponownie.
    Ale trudno, powiedział co powiedział, Attan zrozumiał co chciał zrozumieć i z tej jego niepewności w głosie najpierw pomyślał, że się wygłupił. Nie pierwszy raz, ale przecież tak bardzo się starał, żeby nie zachować się nieodpowiednio przy chłopaku. Naprawdę się starał.
    I właściwie nie wiedział czego oczekiwał. Może… Że Gray rzuci się na niego i obsypie pocałunkami? Czy chociaż… Nie wiem, złapie za rękę? Powie coś… Jednoznacznego. Coś co dałoby Stanley’owi pewność, jakąkolwiek. A tamten się tylko jąkał, co było tak urocze, że nie potrafił powstrzymać radosnego uśmiechu.
    -Oczywiście, że da się pogodzić. Tancerze podróżują, dają występy na całym świecie. I potrzebują, żeby ktoś nosił za nimi ciężkie walizki. Wtedy pojawiam się ja. –zaśmiał się, dumnie wypinając pierś. Nie pozostało mu nic innego, jak obrócić całą sytuację w żart. Całe jego życie było jednym wielkim żartem, więc kolejny nie zaszkodzi. Jak mógł oczekiwać, że taki cudowny chłopak jak Attan spojrzy na niego w ten sposób? Chociaż właściwie… To chyba tak patrzył. Patrzył bardzo uważnie i przygryzał wargę i oblizywał ją. I denerwował się, tylko nie wiedział Stanley dlaczego. W ogóle w jego głowie rozgrywała się teraz bitwa na emocje, więc lekko nie ogarniał. Może tymi pytaniami Gray próbował dać mu do zrozumienia, że to rozważa?
    -Ja… Nie zrozum mnie źle, ale… Dopiero się uczę. Nie wiem co robię. Biegam po omacku, z zawiązanymi oczami. Nie wiem, czy… Potrafię. Ja jeszcze nigdy.. –wydukał, na chwilę milknąc, układając sobie w głowie co tak naprawdę chce powiedzieć. –Chciałbym spędzać z Tobą więcej czasu. Wiem, że jesteś bardzo zajęty, ale.. Może udałoby Ci się znaleźć dla mnie miejsce w kalendarzu? Jeśli chcesz, oczywiście. –dodał, czując jak twarz zalewa czerwień rumieńca. Ręce mu się spociły z nerwów, więc wytarł je o spodnie, po czym zaczął wykręcać je nerwowo pod stolikiem. Zawsze tak robił, kiedy się denerwował. Tak bardzo bał się tego, co usłyszy, że już nawet zaczął podrywać się z krzesła, żeby w razie co jak najszybciej wyjść, zanim wybuchnie płaczem przy wszystkich. No dobra, nie płaczem. Płacz będzie w łóżku. Ale wybiegłby, żeby uniknąć ogromnego zażenowania.

    OdpowiedzUsuń
  88. Zazdrościł Attan’owi tej pewności siebie. Stanley stresował się zawsze i wszędzie, każda ludzka interakcja go przerażała, szczególnie kiedy kogoś nie znał. To była prawdziwa tragedia w jego wykonaniu. Najgorsze było to, że bardzo często zapominał języka w gębie, albo paplał bez sensu i żadnego ładu. Jednak przy nim czuł się zupełnie inaczej, jakby znał go już bardzo długo i zdążył przywyknąć do jego obecności. Wyzwalał w nim całkiem inne odczucia, już od samego początku. Nie bał się przy nim przyznać do obrzydzenia, jakie powoduje widok krwi, więc to już było coś. Jest naprawdę niewiele osób, które są tego świadome. Uwielbiał to, jak się przy nim czuł.
    Również uważał, że to wszystko dzieje się za szybko, jednak bał się, że jeśli nie teraz, to już nigdy. Jeśli nie chwyci okazji, może ona więcej się nie powtórzyć. Może jeszcze spotkają się na kawie, może porozmawiają na szkolnym korytarzu, ale to już nie będzie to samo. Stanley czułby się niezręcznie ze świadomością, że chciał czegoś bardzo mocno, ale bał się spróbować, a później byłoby już za późno.
    Odwzajemnił jego uśmiech, kiedy usłyszał, że Attan znajdzie dla niego czas. Był to kolejny mały kroczek, który miał prowadzić do czegoś większego. Oczywiście nie teraz, za kilka dni, może później. Kiedy już oswoją się z myślą, że ewentualnie mogłoby z tego coś wyjść.
    Nie zdołał ukryć swojego zdziwienia, gdy Gray ułożył na jego dłoni swoją dłoń. Wpatrywał się w niego nie wiedząc co powiedzieć i czy w ogóle powinien reagować w jakikolwiek sposób. Później przeniósł wzrok na ich ręce, a gdzieś tam w środku rozlało się przyjemne ciepło. Podobał mu się ten dotyk. I chciał go więcej, jednak zanim zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, Attan odezwał się ponownie, więc przeniósł na niego wzrok. Wsłuchiwał się w każde słowo i nie wierzył własnym uszom, że to może być prawda. Nie spodziewał się tego. Oczywiście nie ciężko było się domyślić, że chłopak miał już jakieś doświadczenie i pewnie cała ta sytuacja przychodziła mu łatwiej niż Stanley’owi, za co był wdzięczny. Gdyby to od niego zależało, podchody trwałyby kilka tygodniu, jak nie miesięcy. Był tak bardzo niepewny siebie, że bałby się wyjść z jakąkolwiek inicjatywą.
    I z każdym jego słowem, na ustach Houck’a pojawiał się coraz szerszy uśmiech. Dopiero teraz dotarło do niego, jak bardzo tego pragnął. Nie znali się dobrze, ale przecież mieli cały czas tego świata, żeby się poznać. Nie musiało to ich ograniczać, prawda?
    Zanim jednak się odezwał, Gray pocałował go. Właściwie tylko musnął jego usta, bardzo delikatnie i tak niepostrzeżenie jak to zrobił, tak się odsunął, pozostawiając po sobie przyjemne mrowienie. Skoro było przyjemne, to takie zachowanie nie mogło być niewłaściwe, za co nie powinien Attan przepraszać. Niewiele myśląc sam nachylił się w stronę chłopaka i pocałował go, już nie tak delikatnie. Te kilka sekund bez dotyku jego warg było koszmarem, który chciał jak najszybciej przerwać. Potrzebował jego dotyku, który z każdą sekundą upewniał go, że tego właśnie chce. I miał gdzieś, że ktoś może to zauważyć. Wszystko miał gdzieś, z wyjątkiem chłopaka, którego właśnie smakował. I choć bardzo nie chciał, w końcu musiał się odsunąć, żeby zaczerpnąć powietrza. Wyciągnął z kieszeni pieniądze i położył je na ich stoliku, po czym podniósł się i trzymając go za rękę pociągnął go w stronę wyjścia.
    -Czy to znaczy, że… Musimy się jakoś określić? Będziesz moim chłopakiem, będziemy chodzić za rękę i dzielić się jedzeniem? Bo ja nigdy… I nie bardzo wiem jak.. –wyrzucił z siebie idąc chodnikiem, oczywiście dalej trzymając dłoń Attana. Nie miał zamiaru jej puścić, choć zaczynał się stresować spojrzeniami innych ludzi. Nie lubił być oceniany.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  89. [A na zdjęciu całkiem niezłe mięśnie ma! :D
    Żartuję, oczywiście chodziło mi o sam fakt osoby trzeciej; jak powszechnie wiadomo, byczki są cwane tylko twarzą w twarz z ofiarą, samotnie, albo z kumplem za plecami. :D A nie miało Ci co umknąć, bo po prostu tego nie wpisałam chyba.]

    Soleil Manley-Bourton

    OdpowiedzUsuń
  90. Bez słowa pozwolił wpakować się do taksówki, starając się by nie zauważył grymasu bólu, który towarzyszył każdemu ruchowi. W samochodzie nawet się nie ruszał, tylko ściskał jego dłoń i starał się miarowo oddychać, żeby nie sprawiać sobie jeszcze większego cierpienia. Cholera z tą głową, wszystko wydawało się na swoim miejscu, będzie żył. Ale wiedział, że tych żeber nie uda mu się ukryć zbyt długo. Byle do pokoju, Staś. Już Cię z niego nie wyciągnie.
    -Mam, wszystko mam. –jęknął, łapiąc go znowu za rękę i ciągnąc w stronę budynku. Teraz jeszcze schody, kilka kroków korytarzem i stał już przed drzwiami dwuosobówki, którą dzielił z Austinem. Wiedział jednak, że chłopaka dziś nie będzie. Na balu też go nie było, a przynajmniej Houck go nie widział. Ważne, że prędko nie wróci.
    -W szafce w łazience. Monroe trzyma tam swoje tampony. –rzucił wchodząc do środka, od razu kierując się w stronę łóżka. Zamierzał się nim położyć zanim wróci Attan, dzięki czemu kolejny grymas zostanie tajemnicą. Oczywiście z tymi tamponami żartował, choć z drugiej strony, nigdy nie zaglądał, więc można się było spodziewać wszystkiego.
    Jedna noga, jedna ręka, druga na ścianie i dopiero tyłek. Poruszał się kalecznie, ale lepsze to, od jęków, które pewnie by się z niego dobyły, gdyby próbował usiąść w normalny sposób. Zabrał się też do rozwiązywania butów, jednak nie dał rady do nich dosięgnąć, więc tylko zrzucił je, obcierając przy tym pięty. I marzył, żeby zdjąć koszulę, która już nasiąkła krwią, ale nie mógł. Nie chciał, żeby Attan to zobaczył, sam też nie chciał widzieć. Całe szczęście, że był na tyle zamroczony, że ledwo dostrzegał tą całą czerwień, która go oblewała, inaczej Gray musiałby się martwić jak zebrać go nieprzytomnego z chodnika.

    Staś ♥

    OdpowiedzUsuń
  91. Gdyby stało się coś poważnego, Staś jęczałby z bólu i nie mógł się ruszyć. Złamane żebro, to akurat nie jest coś, co można ukryć, been there, done that. Poza tym, to wcale nie było tak, że się jakoś bał czy cokolwiek, ale zwyczajnie wolał unikać takich miejsc, zwłaszcza kiedy miał pewność, że nie ma takiej potrzeby, żeby zaraz na ostrych dyżurach się pojawiać.
    I nie, nic z tego co się dzisiaj stało nie było winą Attana. Każda decyzja była przez Houck’a podjęta świadomie, do niczego nie był zmuszany i zwyczajnie chciał się obściskiwać, nie dbając o nic więcej. Chciałby całą noc wirować z nim w ramionach i na krótką chwilę zapomnieć o wszystkim, włącznie z przyjemniaczkami z drużyny. Nawet nie pomyślał, że kiedykolwiek zachowałby się w ten sposób. Za każdym razem, kiedy to sobie wyobrażał był spokojny, opanowany, zadowolony i nie wstydził się ani siebie, ani swojego chłopaka. Jak widać, życie zweryfikowało.
    Słysząc, że ma zdjąć garnitur nawet się nie odezwał. Trybiki w jego głowie zaczęły pracować i zastanawiał się jak rozwiązać sytuację, żeby tylko Attan nie zobaczył tego, co ma pod koszulką. Znaczy, jasne, miał w planach dzisiaj rozbieranie się przed nim, ale niestety, w tym stanie pewnie niekoniecznie da sobie z tym radę.
    -To tylko garnitur, Skarbie. Nic nie będziesz namaczać. –westchnął, rozglądając się w poszukiwaniu jakiegoś ratunku. Jeśli powie, że nie wstanie, to będzie musiał też wytłumaczyć dlaczego. Jeśli wstanie, a chłopak zobaczy jak się skrzywi, pewnie nie będzie musiał nic mówić, bo bez wahania sam sprawdzi. Żadna opcja nie przekonywała go na tyle, żeby się na nią zdecydować. –Nie boli. Może trochę, ale nie jest źle. –uśmiechnął się, przymykając na chwilę oczy. Tak, obecność Attana tej nocy zdecydowanie by się przydała. Każdej kolejnej też, ale na to akurat nie liczył.
    –Podasz mi wody, proszę? –zapytał, licząc na to, że chłopak mu nie odmówi. Kiedy tylko Gray się podniósł, żeby przynieść butelkę z biurka, Staś upatrzył w tym okazję i zaciskając mocno zęby usiadł, starając się nie jęknąć z bólu. Wiedział, że długo tego nie ukryje, ale jeszcze chwila, jeszcze odrobina. Niech Attan opatrzy mu głowę i trochę się uspokoi. W końcu pośpiech wskazany był przy łapaniu pcheł.

    OdpowiedzUsuń
  92. Następny bal? To chyba bez Stasia. Chyba, że nie będzie on związany ze szkołą, jak ta gala charytatywna, na której zwyczajnie musiał się pokazać, żeby umilać innym swoim widokiem wieczór. Tak, to były imprezy, które chętnie by powtórzył. No, może poza tymi niemoralnymi propozycjami, które otrzymywał od nie dość, że kobiet, to jeszcze starszych. Ale jeśli jeszcze będzie miał taką okazję, to Attanka zabierze ze sobą, żeby się trochę obył w towarzystwie, a co.
    -Prędzej Ty się zawstydzisz. –żachnął się, puszczając chłopakowi oczko. Właściwie to powinien pozwolić mu w to wierzyć, że jest taki nieśmiały i nie chce się przed nim rozbierać. Mógłby wtedy zniknąć w łazience i bez obaw przebrać się w coś wygodniejszego, a chłopak nie dowiedziałby o tym, co tworzy się pod jego skórą.
    Oczywiście, że jego plan się nie powiódł. Nawet nie wiedział na co on liczył. Więc zwyczajnie westchnął i przestał już ze sobą walczyć o miły uśmiech, przez co na jego twarzy pojawił się szczery grymas bólu.
    -Nic mi nie jest, Kochanie. Spokojnie. Bez paniki. Posłuchaj mnie. –zaczął, kiedy chłopak zaczął kręcić się po pokoju w poszukiwaniu nie wiadomo czego. Powoli zdejmując z siebie marynarkę, postanowił powiedzieć wszystko i mieć już z głowy. Przecież teraz tym bardziej nie będzie robił z siebie wariata i próbował Gray’owi udowodnić, że ta ogromna plama z krwi, to się tak z niczego wzięła. –Wygłupialiśmy się z chłopakami w szatni, źle skoczyłem, potknąłem się o ławkę i polała się krew. Zemdlałem, pielęgniarka mnie poskładała i chyba jeszcze rana się nie zagoiła. –powiedział lekko wzruszając ramionami. Marynarki już się pozbył, więc zabrał się za powolne rozpinanie guzików. –Któryś z tych pieprzonych głąbów kopnął mnie w żebra i musiał rozwalić ranę, stąd krew. Jak zobaczysz ogromnego siniaka, to zachowaj spokój. Żebra mam całe. Nic mi nie jest. Naklej ten plaster i proszę, przytul mnie. –dokończył, modląc się o to, żeby wystarczyło. Nie miał już siły walczyć i go przekonywać. Chciał się położyć, ewentualnie wcześniej może zmyć tą zaschniętą krew i zapomnieć.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  93. Oczywiście, że nic mu nie powiedział. Chyba nie liczył Attan, że będzie przybiegał do niego z każdym zadrapaniem, prawda? Przecież to nie było nic wielkiego, niewielka rana. Gdyby zdarzyło się coś większego, jak kilka tygodni temu, kiedy wylądował na pogotowiu z raną tak paskudną, że widać było mięso… Tak, wtedy pewnie by go poinformował. Płakałby mu w słuchawkę, żeby przyjeżdżał jak najszybciej, bo straszny pan chce mu wbić igłę wielkości długopisu.
    Spokojnie siedział, kiedy przemywał mu ranę na głowie, choć naprawdę miał ochotę położyć się i już skończyć ten dramat. Chciał się pogrążyć w wyrzutach sumienia i samobójczych myślach, bo jak niby miałby teraz wrócić do szkoły? Jak miałby pokazać się w szatni przed treningiem? Z drugiej strony… Będzie miał idealną wymówkę, by zrezygnować z hokeja. Prześladowania na tle orientacji to poważna sprawa, chyba dyrekcja nie chciałaby uchodzić za homofobów, prawda?
    Z delikatnym uśmiechem na ustach przyglądał się, kiedy chłopak rozpinał sprawnymi ruchami guziki jego koszuli. Uniósł się nieco, żeby ściągnąć ubranie i wrócił do półleżącej pozycji.
    Pokiwał jedynie głową, obiecując, że oczywiście, jeśli tylko coś będzie nie tak, to pojedzie do tego szpitala. Przecież nie był głupi. Nie zamierzał się męczyć specjalnie. I choćby chciał cokolwiek powiedzieć, pocałunek skutecznie mu to uniemożliwił. Uśmiechnął się, gdy chłopak się odsunął i wskazał mu głową szafę, która należała do niego. Można było się domyślić, skoro stała w jego części pokoju, ale niech mu będzie, że wybór nie był oczywisty.
    -Gdzieś na dole są dresy. A po środku koszulki. I weź też dla siebie. Nie wyjdziesz stąd za szybko. –odezwał się, obdarzając chłopaka niezwykle rozradowanym spojrzeniem. Posłusznie też ściągnął spodnie i czekał, aż Attan coś wybierze. –Właściwie, to chyba powinieneś zostać na noc. Mogę mieć wstrząs mózgu. Ktoś musi mnie obserwować. –dodał, jeszcze bardziej z siebie zadowolony. Skoro już miał okazję, zamierzał ją wykorzystać. Nie było tak miło, jakby chcieli, ale przecież nic się nie stało, oficjalnie stali się parą, a przynajmniej Staś miał takie zdanie. W końcu nie poszedł się lać za byle kogo.

    Stasiu

    OdpowiedzUsuń
  94. Pokręcił jedynie głową, kiedy chłopak zapytał czy jego współlokator wraca. Zresztą, nawet jeśli, chyba nie miałby problemu z tym, że Attan zostałby na noc. Przecież w tym stanie nic by nie wyszło, nic poza niewinnymi całusami, których nie zamierzał sobie darować.
    Tak, z całą pewnością nie miało to tak wyglądać. Nie w ten sposób mieli spędzić pierwszą noc, ale oczywiście okoliczności to na nich wymusiły. Nie oznaczało to jednak, że wcale nie będzie przyjemnie, prawada?
    Zauważył, że chłopak mu się przygląda, ale oczywiście tłumaczył to sobie tym, że tragicznie wygląda. Przyjął jego pomoc i powoli podniósł się z łóżka, starając się po raz kolejny nie skrzywić. Taka mina na pewno nie wyglądała atrakcyjnie, choć biorąc pod uwagę całokształt, choćby się pięknie uśmiechał, nadal wyglądałby mizernie.
    -Chyba nie myślisz, że się na to zgodzę. Jak będziesz tak daleko, to możesz w porę nie zareagować. Musisz leżeć ze mną, bardzo blisko. -zaśmiał się, biorąc ubrania i maszerując do łazienki. Tak, prysznic był wskazany, nawet bardzo. -A co, jeśli zemdleję w łazience? Nawet nie usłyszysz. Tam chyba też musisz ze mną iść. -dodał podchodząc do chłopaka i zaczął rozpinać resztę guzików jego koszuli. Chyba jednak nie był aż tak bardzo zmęczony, bo był w stanie myśleć tylko o tym, by zająć się ukochanym. Przecież nie umierał, mogli się trochę zabawić.

    OdpowiedzUsuń
  95. Objął chłopaka, kiedy się w niego wtulił i uśmiechnął się pod nosem. Przyjemnie było czuć, jak ich nagie skóry się dotykają, choć przecież to nie było tak wiele. Mimo wszystko, dla Stasia wydarzenie wyjątkowe, po raz pierwszy trzymał w ramionach innego nagiego mężczyznę, co oczywiście wywołało paskudny rumieniec. Nie zdążył się mu nawet przyjrzeć, ale nic straconego. Będzie miał całą noc, na gapienie się na niego.
    Oczywiście miał rację. Nie musieli od razu skopać każdego przyjemnego pierwszego razu za jednym zamachem, choć Houck wiedział, że nawet takie stanie razem pod prysznicem mogło być interesującym wydarzeniem. Pokręcił więc głową, przyznając mu tym samym rację.
    Poza tym, nie miał czego się wstydzić. Attan miał wystające żebra, a Houck niezbyt atrakcyjną bliznę po uderzeniu pioruna. Gray był chucherkiem, a Staś miał już oponkę, bo nie miał ochoty chodzić za często na siłownię. Każdy był taki, jaki był. Choć oczywiście zaraz by Stanley się zamartwiał, że chłopak nic nie je, dlatego tak wygląda i pewnie zacząłby w niego wciskać różne smakołyki, nie dając sobie przetłumaczyć, że to wszystko po to, by mieć szansę na wymarzoną karierę. Choć może i by zrozumiał, w końcu on też kiedyś przesadzał z dbaniem o siebie, by jak najlepiej prezentować się w bieliźnie.
    -Dobra. –jęknął, postanawiając, że weźmie ten prysznic jak najszybciej, byle tylko wrócić w jego objęcia. Odsunął się trochę i złożył na jego ustach delikatny pocałunek, przygryzając lekko dolną wargę. Zaraz jednak odsunął się, bo wiedział, że jak za daleko zabrnie, to ciężko będzie cokolwiek przerwać.
    Poszedł do łazienki, po drodze łapiąc ubrania, które wybrał mu chłopak i zamknął za sobą drzwi. Odbicie w lustrze wyglądało dużo gorzej, niż tak naprawdę się czuł, więc już nie dziwił się, czemu chłopak tak panikował. Wystarczyła chwila, by letnia woda obmyła obolałe ciało i dała ukojenie. Chętnie spędziłby tam całą wieczność, gdyby pewien przystojniak nie czekał na niego za drzwiami.
    Ostrożnie wytarł się i założył ubranie, by już za chwilę wrócić do pokoju, wyglądając już znacznie lepiej.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  96. Staś raczej nie powinien mieć ogromnego problemu z tym, że chłopak chce żeby wszystko było perfekcyjne, jeśli tylko dawało mu to radość. Może trochę czasu zajmie mu przywyknięcie do takiego stanu rzeczy, do dawania z siebie wszystkiego w większości aspektów życia, ale wiedział, że było warto. Z całą pewnością nie wyjdzie mu to na złe, wręcz przeciwnie, może sprawi, że będzie żyło się trochę łatwiej, kiedy wszystko będzie miał uporządkowane i zorganizowane. A jeśli chodzi o idealny seks i każde inne zbliżenie, to przecież tak powinno być zawsze, każdy wspólny moment powinien być perfekcyjny.
    Pokiwał jedynie głową i uśmiechnął się w odpowiedzi na jego pytanie. Wszystko było bardziej niż w porządku. Miał przy sobie faceta, który zwrócił mu w głowie i będzie miał go jeszcze przynajmniej przez całą noc, więc był to kolejny powód do radości.
    Odprowadził go wzrokiem do łazienki i uśmiechnął się kręcąc z niedowierzaniem głową. Jeśli ktokolwiek jeszcze kilka tygodni temu powiedziałby mu, że naprawdę zakocha się w innym mężczyźnie.. cóż, pewnie by go wyśmiał. Jeszcze niedawno nie dopuszczał do siebie takiej myśli i odpychał każde podejrzenie.
    Zaśmiał się słysząc wołanie z łazienki. Sam też nie pomyślał o tym, żeby wcześniej podać mu ręcznik, choć doskonale wiedział, że tam go nie znajdzie. I nie zrobił tego celowo!
    Wyciągnął czysty z szafy i zastanawiał się, w jaki sposób ma mu go podać. Nie chciał stawiać chłopaka w niekomfortowej sytuacji, sam pewnie też nie chciałby zostać w takiej postawiony. Więc uchylił lekko drzwi i wsunął tam rękę, głowę odwracając w drugą stronę.
    -Zrobiłeś to specjalnie. Jesteś małym zbereźnikiem, Attan. Nie zabrałem Cię do łazienki, to teraz Ty próbujesz zaciągnąć mnie. -zaśmiał się, a gdy chłopak wziął od biego ręcznik to zamknął drzwi żeby więcej go nie kusiło. Wrócił do łóżka i ułożył się na nim żeby nie narażać go później na widok kolejnej skrzywionej z bólu miny.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  97. v\Zaśmiał się słysząc oskarżycielskie słowa chłopaka. Takie wzajemne obrzucanie się winą oznaczało tylko tyle, że oboje bardzo tego chcieli, ale nie mieli w sobie zbyt wiele odwagi, by zwyczajnie to zrobić. Albo przejmowali się niepotrzebnie głupotami, które tylko odwracały ich uwagę od innych przyjemnych rzeczy.
    Uśmiechnął się, gdy Attan zajął miejsce obok niego i objął go ramieniem, po czym złożył delikatny pocałunek na jego wargach. To z pewnością było coś, czego mógłby doświadczać codziennie. Nieporadnie więc obrócił się na bok, żeby samemu też móc go spokojnie obserwować.
    -Ale kto mówi o spaniu, Skarbie? Nie wiesz, że osobom ze wstrząsem nie wolno zasypiać? –zaśmiał się, przewracając zabawnie oczami, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Dla niego była, już raz przeżył wstrząśnienie mózgu, na jednym z pierwszych treningów, kiedy dopiero uczył się jazdy na łyżwach. Znał więc objawy i wiedział, że tym razem obyło się bez tego, ale przecież Gray o tym nie wiedział, więc mógł to wykorzystać. –Musisz mi zająć czas, żebym nie zasnął. –dodał, z przekonaniem kiwając głową. Uniósł się lekko na łokciu i pochylił nad chłopakiem, powoli przejeżdżając swoją dłonią po jego torsie. Szybko jednak dłoń znalazła drogę pod jego koszulkę i teraz już bezczelnie gładził opuszkami jego skórę. Przysunął też do niego twarz i złożył kilka subtelnych muśnięć na jego wargach, zaraz jednak przenosząc się na jego szyję.
    Bał się, że kiedy znajdzie się w takiej sytuacji nie będzie potrafił się zachować, albo strach czy niepewność sparaliżuje go na tyle, że nie będzie potrafił się odnaleźć, czy choćby ruszyć. Przy Attanie jednak wszystko było tak proste i oczywiste, że nawet się nad tym nie zastanawiał.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  98. Zaśmiał się, słysząc, że jego konspiracja została ujawniona tak szybko. Miał cichą nadzieję na to, że jeszcze przez chwilę uda mu się wykorzystać swój obecny stan do uzyskania dodatkowych profitów, ale trudno, będzie musiał się mocniej postarać.
    -Zaraz okłamywać. –żachnął się z szerokim uśmiechem na ustach, kiedy już oderwał się na chwilę. –Nie powiesz, że nie ma takiej możliwości. Może rana nie krwawi, ale oberwałem całkiem porządnie, mogło mi się coś poprzestawiać. –dodał potakując głową, jakby chciał dodać więcej powagi swoim słowom. Zaraz jednak roześmiał się ponownie i wrócił pocałunkami na jego delikatną skórę. Przesuwając dłońmi pod jego koszulką wyczuwał każde żebro, co spowodowało, że odsunął się trochę i zmarszczył brwi.
    -Czy Ty w ogóle coś jesz, Kochanie? Bo jakbym się postarał, to mógłbym na nich zagrać. –mruknął, przejeżdżając po żebrach ponownie, żeby udowodnić, że ma rację. Nie podobało mu się to, bardzo. A skoro Attan poczuł się na tyle, by pilnować jego zdrowia, sam zamierzał zrobić dokładnie to samo.
    Powoli uniósł się na łokciach i powstrzymując kolejne grymasy z bólu podniósł się z łóżka, przechodząc nad leżącym z brzegu chłopakiem. Nawet nie zamierzał pytać go, czy coś chce, bo doskonale znał odpowiedź. Nie miał też za wiele do zaoferowania, więc sięgnął po swój telefon i wybrał numer do najbliższej restauracji. Zamówił największą pizzę jaką mieli z przerażającą ilością dodatków, bo niestety jeszcze nie zdążył poznać upodobań swojego chłopaka. A kiedy się rozłączył, na jego ustach pojawił się tak bardzo szczęśliwy i zadowolony z siebie uśmiech, że rozpromieniłby nim ciemną ulicę.
    -Nawet nie próbuj protestować. Pamiętaj, że jestem poobijany i przyznałem się do Ciebie przed całą szkołą. Możesz chociaż dla mnie zjeść coś. –powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu, choć z tym uśmiechem i tak nie wyglądał na tak stanowczego, jakby sobie życzył.

    Stanley

    OdpowiedzUsuń
  99. Oczywiście, że powiedział to za szybko i za głośno. Stanley natychmiast wywęszył, że coś jest nie tak i nie bardzo rozumiał dlaczego chłopak się tak bronił, skoro nawet nie próbował go atakować. Może nie byłby szczery, gdyby powiedział, że te wystające żebra go nie zaniepokoiły, ale też nie zamierzał o to toczyć jakąś wojnę. Doskonale zdawał sobie sprawę jak wielu wyrzeczeń wymaga kariera baletowa i z czym to się wiąże. Dopóki Attan nie doprowadzał się do krytycznego stanu, w którym pojawiała się apatia i omdlenia, był w stanie to wszystko tolerować. Poza tym, kto powiedział, że to nie był tylko pretekst, by Stasiu mógł pożreć całą tą pizzę? Nie jadł nic od obiadu, a jako duży chłopiec potrzebował dużo energii.
    -Nie będę w Ciebie wpychał na siłę, Kochanie. Zjesz tyle ile potrzebujesz. Ale zjesz. A później wszystko grzecznie spalimy. -zaśmiał się, obejmując chłopaka ramionami. Jego następne słowa rozbawiły Stasia, jednak jak na zawołanie zrobił poważną minę. -Oczywiście, że chcę Cię zatrzymać. Albo wywieźć na koniec świata, żeby nikt Cię nie znalazł. I będziesz tylko mój. -wyszeptał nachylając się nad nim i delikatnie musnął jego wargi. Oczywiście taka perspekywa była kusząca. Mieszkanie z Attanem na wsi, gdzie wspólnie doglądaliby gospodarstwa i zajmowali się dwójką adoptowanych łobuzów byłoby spełnieniem jego marzeń. Wiedział jednak, że nawet nie ma na co liczyć. Gray przeznaczony był do większych rzeczy i chowanie go przed całym światem byłoby ogromną stratą.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  100. [Jestem za. <3 Co kombinujemy? Z tą kontuzją? I jaki w końcu ustalamy reakcję matki Maddie na ich przyjaźń? :3]

    Maddie Moreen

    OdpowiedzUsuń
  101. Gdyby tylko Staś dowiedział się o całym tym zamieszaniu z odżywianiem i krwotokami, wtedy nie byłby taki pobłażliwy i wyrozumiały. Naprawdę był w stanie zrozumieć dużo, był w stanie zaakceptować pewne rzeczy, jednak nie zgodziłby się, żeby Attan sobie w jakikolwiek sposób szkodził, czy przez głodówkę, czy inne niebezpieczne rzeczy.
    Uśmiechnął się szeroko słysząc propozycję chłopaka i niemal natychmiast zaczął kiwać głową, zgadzając się z każdym słowem. Nie trzeba go było długo namawiać na wycieczki, nawet krótkie, w miejsca niezbyt oddalone. Trybiki w jego głowie zaczęły pracować niemal od razu, wyszukując w okolicy odpowiednich miejsc. I pozwolił się pociągnąć chłopakowi w stronę łóżka, choć doskonale wiedział, że kolejna próba ułożenia się będzie groziła kolejną falą bólu.
    -Myślisz, że znajdziesz w swoim kalendarzu dla mnie cały weekend? –zapytał, przygryzając niepewnie wargę. Wiedział, że jego chłopak ma napięty grafik, że poświęca bardzo dużo czasu na to, by ćwiczyć i być najlepszym, i nie chciał mu tego czasu zabierać. Zdawał sobie też sprawę z nieuchronności rozstania w przyszłości, choć oczywiście nie musiało to się równać z tym, że rozstaną się także jako para. Jeśli wszystko pójdzie dobrze i nadal będą razem, Stanley wiedział, że znajdzie sposób, by uchronić ich związek. Nawet jeśli wiązało się to z zamieszkaniem w najgorszym mieście na świecie, zamiast na farmie.
    -W okolicy jest dużo ciekawych miejsc, jednak coś mi podpowiada, że Tobie akurat najmniej chodzi o zwiedzanie, Kochanie. –zaśmiał się i powoli nachylił w jego stronę, by delikatnie musnąć jego wargi. Nawet jeśli taka była prawda, Stasiowi w najmniejszym stopniu to nie przeszkadzało. W odosobnieniu będą mieli więcej czasu dla siebie, by lepiej się poznać, niż w szkole czy w ciasnym pokoju dzielonym ze współlokatorem.

    Stanley

    OdpowiedzUsuń
  102. Stanley nie chciał być najlepszy, ale może to dlatego, że nie znalazł jeszcze nic, na czym tak bardzo by mu zależało. Wystarczało mu spokojne życie w cieniu, bez zwracania na siebie zbytniej uwagi i bez współzawodnictwa, które w nadmiernych dawkach było niezdrowe. Nawet na tafli lodowiska nie czuł tej przemożnej chęci, żeby wygrać, żeby jego drużyna była najlepsza. Jasne, dawał z siebie wszystko, ale tylko po to, by później móc sobie spojrzeć w oczy, nie dlatego, że ma ciśnienie na wygraną. Dlatego też przegrane mecze nie dotykały go tak bardzo jak kolegów. Potrafił odnaleźć w tym równowagę.
    Uśmiechnął się w reakcji na jego słowa i był pewny, że gorąco, które poczuł było także widoczne na jego policzkach. A należało przyznać, że nie łatwo było sprawić, żeby się zarumienił. Usłyszał w swoim życiu wiele komplementów, właściwie był do nich przyzwyczajony, szczególnie kiedy prawie nagi pozował nie dość, że przed fotografem, to jeszcze całą zgrają asystentów i pomocników, jednak słyszeć że jest przystojny z ust własnego chłopaka znaczyło wiele więcej.
    Kiedy chłopak pociągnął go, by usiadł okrakiem na jego kolanach zmierzył go wzrokiem mówiącym, że raczej nie, bo przecież by mu połamał nogi. Może nie dosłownie, ale biorąc pod uwagę różnicę w ich budowie Attan’owi mogłoby być zwyczajnie zbyt ciężko. Więc niewiele myśląc popchnął go dłonią ułożoną na jego torsie, a kiedy już położył się, nachylił się nad nim, opierając ręce po obu stronach jego głowy.
    -Crystal Lake, jeśli chcesz odpocząć, albo Beverly Shores, jeśli chcesz zaszaleć. Żeby zobaczyć coś ciekawego trzeba jechać daleko, więc jeden weekend to na pewno za mało. –wymruczał, zupełnie jakby to była największa tajemnica i delikatnie przygryzł płatek jego ucha. Strasznie podobała mu się możliwość droczenia z Gray’em, szczególnie, że chłopak nie miał zbyt dużego manewru biorąc pod uwagę wiszące nad nim ciało Stanley’a. –Albo możemy udawać, że gdzieś wyjechaliśmy i zamknąć się w leśnej chatce, żeby nikt nam nie przeszkadzał. –dodał, tym razem muskając wargami jego usta.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  103. Stanley nie wiedział skąd wziął odwagę i śmiałość na takie zachowanie, jednak w tym momencie nie to było ważne. Ważne, że odnalazł w sobie zagubioną cząstkę duszy, która z cichym kliknięciem wskoczyła na swoje miejsce, wypełniając pustkę, z którą żył od kilku miesięcy, nieświadomy, że jeszcze kiedykolwiek może być tak dobrze.
    Przy Attan’ie ponownie odnajdował siebie, dawnego siebie, śmiałego siebie, który nie drżał pod najmniejszym dotykiem, a jedynie wołał o więcej. Teraz robił to samo. Z natarczywością oddawał pocałunki przyciskając swoje ciało, do ciała chłopaka. Niezbyt mocno, żeby go nie zgnieść i nie odebrać tchu, jednak wystarczająco, by znaleźć się maksymalnie blisko. Jedną z dłoni ułożył na jego karku, a drugą zupełnie nieświadomie błądził po jego torsie, co jakiś czas coraz wyżej podciągając jego koszulkę. W końcu była własnością Stanley’a, mógł robić z nią co chciał.
    Następnie zadziało się coś, czego się nie spodziewał. Napięcie i podniecenie wywołane łapczywymi pocałunkami wywołało całkiem normalną reakcję jego ciała, choć dla Houck’a było to coś… nowego. Po raz pierwszy w swych igraszkach zabrnęli tak daleko, by powstała perspektywa na coś więcej. Na coś, na co Staś nie był w najmniejszym stopniu przygotowany. Zanim więc nieposłuszna dłoń zjechała nieco niżej, zanim niedoświadczony umysł podjął dalsze kroki, które według niego były oczywistością, powoli odsunął się, przez dłuższą chwilę wpatrując się w chłopaka z paniką, której za cholerę nie potrafił ukryć.
    Dopiero po kilku głębokich oddechach, które uspokoiły skołatane nerwy i szybko bijące serce zdołał zebrać myśli na tyle, by w końcu się odezwać.
    -W Crystal Lake mają spa. –wydukał, starając się powrócić do poprzedniego tematu, choć zdawał sobie sprawę jak żałośnie to wyszło. Mimo wszystko uśmiechnął się, dość nieporadnie, starając się zamaskować zdenerwowanie. I odsunął się, by powód dla którego to zrobił nie był tak oczywisty, choć domyślał się, że przyciskając swoje ciało do ciała chłopaka, raczej nie uszło to jego uwadze.

    Stanley

    OdpowiedzUsuń
  104. Teraz, to... w sumie całuję swojego kumpla, czyli ciebie. I... i jeszcze nigdy nikt nie całował mnie tak... Tak cholernie dobrze.
    Był bardzo zadowolony z tego, że Attan w tak skuteczny, a jednocześnie przyjemny sposób nie pozwolił mu dojść do słowa, które zresztą byłoby mu w tamtej chwili naprawdę trudno wypowiedzieć. Dygotał, łapczywie wpijając się w miękkie usta chłopaka; dokładnie te same, które w pewnym czasie zyskały miano szczególnie niedostępnych i trwały w nim zdecydowanie zbyt długo. Nie był pewien, czy właśnie powoli zdobywał swój niemalże zakazany owoc, ale myśl ta, hm — zdecydowanie nie ułatwiała mu przerwania tej niezwykle jednoznacznej sytuacji, która chyba w ogóle nie powinna mieć miejsca. Otrząśnij się pieprzony tchórzu, wszyscy wiedzą, czego chcesz.
    I nawet jeśli dusza Dowella wciąż szukała dziury w całym, jakoś w międzyczasie zdołała chyba odłączyć się od reszty fizycznego ciała osiemnastolatka, które ewidentnie niecierpliwiło się, z każdą kolejną sekundą chcąc iść jeszcze dalej; szybciej, odważniej, a przede wszystkim bliżej.
    — Po prostu mnie całuj, proszę. — Szepnął, oddychając niepokojąco szybko. Jego ton prawdopodobnie przybrał wręcz błagalne brzmienie, ale przecież rzeczywiście był gotów zrobić naprawdę wiele, tylko po to, by znowu móc być tak blisko z Attanem. Z Attanem, który teraz wyglądał tak cholernie gorąco, tak niepoprawnie i... dostępnie; czy rzeczywiście powinien złamać wszelkie zasady?
    Po chwili ponownie złączył ich wargi, dopasowując się do rytmu ewidentnie wskazanego przez Graya; bo choć teoretycznie był na górze, chętnie oddałby prowadzenie (i nie tylko) chłopakowi, który był zdecydowanie lepszy w tym całym całowaniu. I choć Vincenta delikatnie przerażała wizja tego, jak szerokie doświadczenia w sprawach łóżkowych może mieć Attan, brunet wyznaczył sobie na cel zwykłe sprostanie... zresztą, co on snuł. Tylko się całują, a rękę wsunął pod koszulkę chłopaka zupełnie mimowolnie, tak jakoś odruchowo. Odruchowo też błądził po jego biodrach i poruszał się, w sposób niekoniecznie przyzwoity wciąż przecież na nim siedząc. Przeklęte odruchy! Na to, że chciał, aby dłonie Attana znalazły się delikatnie wyżej niż jedynie na jego biodrach, też znalazłby jakieś wytłumaczenie, ale zamiast tego zdecydował spojrzeć się na bruneta, przygryzając wargę.
    — Co chcesz teraz robić? — Mówił, wciąż drżącym z podniecenia głosem. Naprawdę nie wiedział, czy w takiej sytuacji już wszystkie drogi prowadzą do łóżka, ale chyba nie miałby nic przeciwko takiemu właśnie scenariuszowi. Z drugiej strony coś ponownie zaczynało mieszać mu w głowie, siać niepewność i ukazywać, jak bardzo beznadziejna jest to, co właśnie zachodzi między nimi; czy powinien złamać zasady?
    Nie był pewien, choć przecież doskonale wiedział, czego chce.

    no mówiłam, że będzie szybciutko! wybacz :C (teraz tak romansuje alvaro, ale zaraz zwieje z krzykiem, spokojniutko)

    OdpowiedzUsuń
  105. Czuł się paskudnie z myślą, że nie zdołał zapanować nad swoim strachem i niepokojem. Nie powinien w ogóle pozwolić, by doszło do takiego zbliżenia, skoro wiedział, że nie jest na nie gotowy. Nie powinien sam rzucać się na chłopaka i dawać mu nadzieję na coś więcej, a później ją zabierać. I gdyby tylko wcześniej się nad tym zastanowił, może by do tego nie dopuścił, ale nie pomyślał, pozwolił sobie na swobodę, która nie powinna mieć miejsca.
    Bardzo chciałby kontynuować. Pocałunki Attan’a były wyjątkowe, niepowtarzalne i tak bardzo przyjemne… Zresztą, dało się to zauważyć, biorąc pod uwagę reakcję jego ciała. Jednak świadomość tego, co nastąpiłoby później sprawiła, że nie potrafił zdobyć się na więcej. Dalsza część zabawy, tak bardzo mu nieznana, napawała go przerażeniem tak ogromnym, że nawet uczucie, którym darzył chłopaka nie było w stanie tego strachu przegonić. Przecież ufał mu, wiedział, że może na niego liczyć i gdzieś tam też czuł, że Gray go nie zawiedzie, że dopóki ich drogi się nie rozejdą będzie przy nim, ale nadal czegoś brakowało. Może właśnie tej bliskości i intymności, przed którą się tak bronił.
    Słysząc pukanie do drzwi odetchnął z ulgą. Chciał, żeby został, ale wiedział też, że powstrzymanie się przed pewnymi zachowaniami będzie cholernie trudne, aż skończy się dokładnie tak jak teraz, bo znowu zabawy zabrną dla Stanley’a za daleko. Więc dostawcę pizzy powitał z radością i pewnego rodzaju ulgą. Podniósł się z łóżka i po drodze zgarniając z biurka portfel otworzył drzwi, odebrał zamówienie, zapłacił i wrócił do chłopaka z szerokim uśmiechem na ustach.
    -Podano do stołu. –rzucił zadowolony i nie siląc się na znalezienie talerzyków czy sztućców postawił pudełko między nimi na łóżku i bez większego zastanowienia oderwał kawałek dla siebie i niemal połowa natychmiast zniknęła w jego buzi.
    -Zostań, proszę. W końcu mamy okazję, żeby pobyć ze sobą… trochę dłużej. Obiecuję trzymać ręce przy sobie. –odezwał się, kiedy już przełknął jedzenie. Zastanawiał się, co to były za pewne rzeczy, o których chłopak wspominał, ale nie miał odwagi by o to zapytać.

    Stanley

    OdpowiedzUsuń
  106. Uśmiechnął się słysząc słowa chłopaka. Jemu też było ciężko przerwać w takim momencie, kiedy narastające pożądanie wydawało się niemal niemożliwe do ugaszenia, ale nie miał innego wyjścia. Nie chciał robić niczego na siłę, wbrew sobie i temu co czuł. Przy Attanie miał już pewność, że to jest to, że tego szukał i jest mu z nim fantastycznie, jednak od emocjonalnej pewności do odważenia się, by spędzić z facetem noc droga była długa i wyboista, przynajmniej dla niego. Może gdyby już wcześniej tego spróbował, może gdyby chociaż wiedział czego się spodziewać, jego reakcja byłaby inna. Odpychał go jednak strach przed nieznanym i sam nie wiedział ile jeszcze będzie musiał z nim walczyć, żeby go w końcu pokonać.
    Nie chciał jednak sprawiać swojemu chłopakowi zawodu. Wiedział, że powstrzymanie się przed pocałunkami, które zabrną za daleko i dotykiem, który będzie robił ochotę na więcej nie będzie łatwe, ale jaki pozostawał mu inny wybór? Nie chciał tego robić dziś, po dniu pełnym zarówno pozytywnych jak i negatywnych wspomnień. Nie chciał robić tego mając gdzieś z tyłu głowy świadomość, że zostawił go, uciekł i nie zastanowił nad tym, czy to odpowiednie wyjście. Nie chciał tego robić teraz, kiedy nawet oddech sprawiał mu ból. Stanley również chciał żeby było idealnie, a dziś prawie nic takie nie było.
    -Ja.. Wiem. –westchnął jedynie, nie znajdując odpowiednich słów które mogłyby wytłumaczyć jego zachowanie. Natychmiast zapchał sobie buzię pizzą, by zarobić trochę czasu potrzebnego na ułożenie swoich myśli w konkretne słowa. –Ty też jesteś cholernie przystojny, mam ochotę Cię całować bez przerwy i robić z Tobą inne rzeczy, ale... Boję się, że nie będę wiedział co robić albo zrobię coś nieodpowiedniego. –mruknął, odwracając spojrzenie. Soczysty rumieniec pojawił się na jego twarzy, kiedy sobie wyobraził te inne rzeczy, które mogliby razem robić. I chciał tego, cholernie chciał. Więc dobrze, że miał teraz zajęte ręce i buzię, bo przez te myśli byłby skłonny porzucić swoje postanowienie z czekaniem.
    -Nie musisz jeść, jeśli nie chcesz. Przepraszam, że Cię do tego zmusiłem. –dodał, widząc niezadowoloną minę chłopaka.

    Stanley

    OdpowiedzUsuń
  107. [Poszły lepiej niż sądziłam, więc jestem w 99% pewna, że spełnię marzenia <3 Mam nadzieję, że nasz wątek wciąż aktualny?!]
    Leoś

    OdpowiedzUsuń
  108. Stanley’owi nie przeszkadzało to, że Attan miał dla niego mało czasu. Rozumiał, że taniec jest dla niego ważny i zajmuje większość jego wolnego czasu i tak naprawdę zazdrościł chłopakowi, że znalazł coś, co by go zajęło. Sam nie miał żadnej większej pasji i poza treningami, których szczerze nienawidził, a sporadycznymi zleceniami, nie robił właściwie nic. I właściwie taki stan rzeczy mu się podobał. Mógł odprowadzać po zajęciach swojego ukochanego i czekać na niego aż skończy próbę, mógł być dostępny w każdej chwili, którą tylko Gray miał wolną, a gdyby tylko sam miał jakieś zajęcie, widywaliby się jeszcze mniej. Więc nie narzekał.
    Nigdy nie był w prawdziwym, stałym związku. To co miał z Annabelle było intensywne, jednak oboje wiedzieli że prędzej czy później się skończy. Teraz miał szansę na coś szczerego i trwałego i przerażała go ta wizja. Bo co jeśli nie będzie wystarczająco dobrym chłopakiem? Świadomość, że mógłby oddać swoje serce nie była aż tak straszna jak to, że miałby czyjeś serce przyjąć. Szczególnie serce Attan’a.
    Dlatego z ulgą przyjął zmianę tematu. Chłopak miał rację. Kiedy przyjdzie odpowiednia pora będą wiedzieli co zrobić, nie ma potrzeby o tym dyskutować. Wiedział jednak o czym warto porozmawiać. Liczył na to, że uda mu się zaskoczyć Gray’a na balu, ale skończył się jak się skończył, więc zrobi to w mniej eleganckich warunkach, choć równie przyjemnych.
    -Wtedy będziesz sławny i o mnie zapomnisz. –odpowiedział robiąc smutną minę. Zanim jednak chłopak cokolwiek odpowiedział rozchmurzył się i splótł palce z jego dłonią. –Za trzy tygodnie lecisz do Nowego Jorku, Skarbie. –powiedział uważnie obserwując reakcję Attan’a. -Mój znajomy pociągnął za kilka sznurków i znalazł Ci miejsce w konkursie organizowanym przez nowojorską akademię. Ja się nie znam, ale on mówi że to całkiem poważna sprawa, że będą łowcy talentów i przyznają jakieś stypendia. –dodał nie mogąc aż usiedzieć w miejscu z ekscytacji. Miał nadzieję, że to będzie coś, co chłopaka zadowoli, a tym samym naprawdę sprawi, że będą mieli dla siebie trochę więcej czasu.

    OdpowiedzUsuń
  109. Z uwagą przyglądał się każdej reakcji, która pojawiała się na twarzy ukochanego. Miał nawet ochotę zaśmiać się, kiedy wszystko dotarło do niego dopiero po dłuższej chwili, choć oczywiście tego nie zrobił. Chłopak mógłby to odebrać jako żart, a tego nie chciał. Nie mniej cieszyło go każde najdrobniejsze drgnięcie kącika jego warg czy spojrzenie, które z zaskoczonego zmieniało się w niedowierzające, aż w końcu radość wyparła wszystkie te mieszane uczucia.
    I słuchał go, uważnie go słuchał nie przestając się uśmiechać i nie przerywając mu, by dał ujście tej swojej dziecięcej, uroczej radości. Wiedział, że go to ucieszy, w końcu tego właśnie chciał, sam mu to powiedział, jednak nie spodziewał się aż takiego wybuchu. A kiedy tylko podszedł do niego zwalając po drodze pudełko z pizzą nawet się nie przejął, tylko z szerokim uśmiechem objął go ramionami, zamykając jego drobne ciało w mocnym uścisku.
    Nie sądził, żeby za sprawą załatwienia mu jednego konkursu był wspaniały, jednak nie zamierzał się sprzeczać, więc przyjmował jego podziękowania w postaci pocałunków. Gdyby wiedział, że tak się to skończy, to powiedziałby mu trochę wcześniej. Spodziewał się, że chłopak podekscytowany, ale i też zdenerwowany wybiegnie by nie tracić więcej czasu i trenować w każdej wolnej chwili. I może takie zachowanie byłoby odpowiednie, w końcu należy się przygotować do takiego wydarzenia, ale samolubnie chciał go jeszcze dla siebie, choćby przez chwilę. Więc odwzajemnił pocałunek zaciskając dłonie na jego koszulce i nie przestając się uśmiechać. Oddech złapał dopiero wtedy, kiedy zaczęło kręcić mu się w głowie.
    -Wygrasz, bo jesteś najlepszy. –mruknął wciąż znajdując się niebezpiecznie blisko i walcząc z urywanym od podniecenia oddechem. –Ale dziś zostajesz tu. Masz jeszcze dużo czasu na przygotowania. Poza tym, sam widziałem, że jesteś już gotowy. –dodał układając dłoń na policzku ukochanego i jeszcze raz musnął jego wargi.

    OdpowiedzUsuń
  110. Choć z jednej strony wiedział, że przez te kilka tygodni będzie niesamowicie tęsknił za obecnością chłopaka, którego w tak krótkim czasie zdążył polubić, to z drugiej doskonale rozumiał sytuację, w której się teraz znajdą. Wiedział, że ta chwilowa rozłąka i ograniczone spotkania warte są rezultatu, na który miał nadzieję i do którego dążył Attan. Od samego początku wiedział jak wygląda życie ukochanego i chciał mu jak najbardziej w tym pomóc, nawet jeśli oznaczało to widywanie się jedynie na przerwach czy w nielicznych wolnych chwilach. Z całą pewnością nie był typem człowieka, który pragnął nieustającej uwagi.
    Na jego słowa jedynie pokiwał głową, by nie przerywać przyjemnych pieszczot i delikatnych muśnięć. Choćby miał nie spać całą noc, a tylko wpatrywać się w śpiącego chłopaka, to wykorzysta każdą możliwą chwilę, by spędzić z nim czas.
    I choć jego propozycja była kusząca, nawet dla kogoś, kto od innych chłopców zazwyczaj niczego nie chciał, i biorąc pod uwagę okoliczności oraz to jak mają wyglądać następne dni, wiedział że nie chce niczego więcej niż to, co mają teraz. A może jednak chciał, tylko zwyczajnie bał się, że przez trzy tygodnie może się między nimi tak dużo zmienić, że nie potrafiłby sobie z tym poradzić.
    -Oboje jesteśmy zmęczeni, a przed Tobą pracowite dni. Powinniśmy się przespać. –odpowiedział dość niepewnie zerkając w jego oczy. Miał nadzieję, że Attan nie liczył na nic więcej, a jego odpowiedź nie sprawi, że się zawiedzie. I choć Stanley zazwyczaj był typem ryzykanta, który mało myśli o przyszłości i konsekwencjach tego co robi, teraz jego postawa nieco się zmieniła. Mieli się nie spieszyć, więc wybrał najbezpieczniejszą opcję.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  111. [Jeśli to aktualne, byłabym zainteresowana przejęciem siostry narzeczona.dla.ksiecia@gmail.com ;)]

    OdpowiedzUsuń
  112. Szczerze mówiąc, Stanley był już na granicy wytrzymałości, więc kiedy tylko Attan ułożył się obok niego, sam też przekręcił się na bok, by móc na niego patrzeć, mimo że ciężkie powieki prawie odmawiały mu już posłuszeństwa i ledwo zduszał w sobie potężne ziewnięcie. Mimo wszystko podtrzymywała go myśl, by nie zmarnować nawet chwili z ukochanym, a na sen przecież jeszcze przyjdzie czas. Na razie chciał się tylko cieszyć obecnością ciepłego ciała obok.
    W reakcji na jego pytanie aż szerzej otworzył oczy. Jasne, po cichu liczył na to, że Gray będzie chciał jego towarzystwa, że poprosi go, by mu towarzyszył, jednak nie potrafił ukryć swojego zdziwienia. A później radości, więc uśmiechnął się szeroko i szybko cmoknął chłopaka w usta.
    -Oczywiście, że z Tobą pojadę. Zgubiłbyś się sam w takim wielkim mieście, a tak się składa, że już raz tam byłem. Poza tym, ktoś musi dbać o Ciebie, przynosić Ci wodę i prać Twoje stroje, prawda? –zaśmiał się, choć właściwie to mówił całkiem serio. No, może poza tym praniem. Ale chciał jechać, żeby jak najbardziej ułatwić mu pobyt tam. Nie mógł pozwolić, żeby Attan miał na głowie cokolwiek poza przygotowaniem się do konkursu. –Nie musisz się o nic martwić, wszystkim się zajmę. –dodał, tym razem już spokojniej, z pełną powagą i pogładził chłopaka po policzku.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  113. [Cześć kochany bąbelku! <3 Biorę Cię na wątek, wiesz?]

    Gwiazdeczka

    OdpowiedzUsuń
  114. Zrobiła to. Postawiła na szali całą swoją reputację, cały wysiłek jaki wkładała w treningi i wszystko, w co wierzyła. W tej chwili brzmi to niesłychanie dramatycznie, ale jak może tak nie brzmieć, gdy Melody właśnie trzasnęła drzwiami i niemalże wyleciała ze szkoły do domu. Zaślepiona zbierającymi się w oczach łzami biegła przed siebie czując rozgoryczenie zamiast spodziewanej dumy. Nie tak miało być.
    Miała się przyjemnie rozczarować, jej przyjaciółka miała być jedynie zawieszona w prawach ucznia, trener przeciwnej drużyny wyrzucony ze stanowiska, przyjaźń miała trwać, bo Melody wciąż liczyła na to, że Hannah zrozumie, że popełniła błąd. Przyjaźń miała zwyciężyć wszystko i wszystko miało się ułożyć. Zupełnie tak, jak mówiła mama. Sprawy potoczyły się jednak znacznie gorzej, choć wiele osób uznałoby, że potoczyły się lepiej.
    Gdy tylko dowiedziała się, że cała sprawa została zamieciona pod dywan, poczuła narastające obrzydzenie do otoczenia. Sprawa śmierdziała na kilometr, a wszyscy byli przekonani, że nic się nie wyda. To odstręczające kombinatorstwo doprowadzało Melody do szału. W związku z tym stała jeszcze chwilę temu z otwartymi lekko ustami, patrząc z niedowierzaniem na trenera. Nie chcemy, by to wyszło, Melody. Chyba sama rozumiesz. To mogłoby skutkować dyskwalifikacją obu drużyn. Nie rozumiała. I chyba miała to wypisane na twarzy. W jednej chwili jej piegowaty nos zmarszczył się z obrzydzeniem, jakby trener, choć był wysokim, postawnym, przyjemnym dla oka i w obyciu mężczyzną, nagle wydał się jej kimś po prostu odstraszającym. Nie rozumiem. Niniejszym składam rezygnację. Do widzenia.
    Po tak uważnie dobranych słowach myślała, że wyjdzie dumna z jego gabinetu. Że z wysoko zadartą głową wróci do domu i oświadczy, że przeciwstawiła się obłudzie tego świata. A jednak gorzki smak w ustach, tak bardzo przypominający smak porażki, nie dawał o sobie zapomnieć. Trzasnęła drzwiami i nagły dreszcz zmusił ją do biegu. Im szybciej biegła, tym gorzej się czuła. Im dalej była od szkoły, tym więcej łez miała w oczach. Im bliżej domu, tym mniej dumna z siebie. Choć powinno być odwrotnie, prawda?
    Nie wiedziała, czy ktoś jest w domu. Nawet nie chciała sprawdzać. Nie wołała, jak to miała w zwyczaju, Cześć, już jestem! Zdjęła buty, torbę rzuciła u drzwi i dosłownie doczłapała się do przedpokoju. Adrenalina, która jeszcze chwilę temu dawała jej siły by biec, zaczęła ustępować emocjom i zmęczeniu. Czemu zrobienie czegoś teoretycznie dobrego wzbudza takie koszmarne uczucia? Czy tak się czuli ci wszyscy bohaterowie, którzy mówili „nie”? Czy płakali nad swoją decyzją w głębi duszy wiedząc, że postąpili słusznie?
    Nawet nie zauważyła, jak osunęła się po przyjemnie chłodnej ścianie i oplotła ramionami podkulone nogi. Właśnie straciła szansę na stypendium sportowe, straciła przyjaciółkę i sport, który dawał jej tyle pozytywnej energii. Choć gdzieś podskórnie czuła, że zarówno te rzeczy, jak i jakakolwiek szkolna popularność nie były priorytetami, to uczucie straty było dziwnie niekomfortowe. To wszystko do czego nigdy nie była mocno przywiązana, nagle jakiś kosmaty potworek siedzący na jej ramieniu przedstawiał jako rzeczy ważne, jako stratę szansy, jako utratę samej siebie. Wiedziała, że sama sobie z tym nie poradzi, ale nie miała ani siły, ani ochoty, by podnieść się z podłogi.

    Mel

    OdpowiedzUsuń