24 marca 1970

. r e c k l e s s .

Stanley Ollie Houck

nie ma to jak wypatroszyć konika  bez kija nie podchodź  więzień uczuć  
Pan Dowcipny  chodź, dam Ci uśmiech  mam dwadzieścia lat, ale kibluje
francuski i przez przypadek biologia moja matka była prostytutką  
chcesz posłuchać mojego głosu?  drużyna hokeja chodź, dam Ci łzy   
zamknij ryjek, bo będzie niefajnie  mów mi Stasiek
 to nic osobistego, po prostu jestem od Ciebie lepszy ‡  pokój 105  
ręka, noga, mózg na ścianie male model, czasami

Zastanów się, czy chcesz tu być. To nie będzie dla Ciebie łatwe, a wręcz przeciwnie. Będziesz brnął, próbując udowodnić sobie coś, na czym Ci nawet nie zależy. Będziesz walczył mimo swojej bezsilności. Będziesz tłukł głową o ścianę, nogą o sufit, a własne ego zrzucisz z jedenastego piętra. I po co? Żeby po prostu być...

Urodził się tu gdzieś, w okolicy. Zwykły dzieciak, ze zwykłej rodziny mieszkającej w zwykłym, białym domku z małym ogrodem i psem, JJ'em. Biegał po ulicy za piłką, wspinał się na drzewa, ścierał kolana przy każdej okazji, nie przepadał za krawatem i niewygodnymi butami, przypadkowo tłukł szyby i chował się przed potworami. Ojciec jest psychologiem, często przynosił pracę do domu, analizował wszystko i wszystkich, jednak nie stwierdził, żeby jego dziecku coś było. Gorzej było z matką. Depresja poporodowa. Po prostu, urodziła, a później była bardzo smutna. I następnego dnia też, i tak przez trzy lata. Zmarła, a zaledwie kilka dni po jej śmierci wszyscy dowiedzieli się brutalnej prawdy. Susan, denatka, była swego czasu prostytutką, a test na ojcostwo wykazał, że Stasiek wcale nie jest synem swojego ojca. Na szczęście nikt nie zrobił z tego problemu, żyli sobie dalej.

I wtedy właśnie przyszła burza. W tym przypadku sformułowanie: "A niech Cię piorun trzaśnie!" jest całkowicie nie na miejscu, bo drugi raz Houck nie chciałby tego przeżywać. Nieźle go wytrzęsło, włosy przez tydzień nie chciały się ułożyć, a to małe takie było, biedne, zagubione, dwanaście lat zaledwie miało. Tylko, że tata powtarzał, żeby się na te drzewo nie pchał. Niby niskie, całkiem bezpieczne, ale gdzie tam takiego łobuza wsadzać.

Dotarł w końcu do trzeciej klasy, z ledwością, ale jakoś mu się to udało. A wszystko przez to, że podróży mu się zachciało. Najzwyczajniej w świecie zwiał na cały rok z domu i ze szkoły, zostawiając tylko krótki liścik. Zwiedził każdy kontynent, poznał wielu ludzi i spotkał miłość swojego życia. Annabella była wtedy osiemnastoletnią obywatelką Francji, ognistowłosą, zadziorną, ale i wrażliwą kobietą, która zawładnęła jego sercem. Niestety, nie dane im było spędzić ze sobą wiele czasu, choć chciał dla niej zostać w Paryżu. Bella zakończyła znajomość w dość prostacki sposób i wyjechała. Wtedy właśnie postanowił wrócić do domu i zakończyć swoją edukację.

Od tamtej pory jest niezwykle powściągliwy w swoich uczuciach, szczególnie, jeśli chodzi o kobiety. Za to z chłopcami dogaduje się coraz lepiej. Nieśmiało przyznaje przed samym sobą, że coś musi być na rzeczy, ale jeszcze nie zamierza wychodzić z szafy. Przytulanka z niego jest okropna, nie boi się też pokazać uczuć. Nigdy nie zgrywał twardziela, ale często kopie prądem.



daj słodycze, a Ollie się odezwie  rachu ciachu i do piachu 
piwo to moje paliwo  dżizyskurwajapierdole  zawodowo skacze na skakance  
przywalić Ci z szuflady, kawaler?  witamy w Kuchni na Wynos Sióstr Magdalenek 
za te oczy dasz się pokroić lubi truskawki z bitą śmietaną i męskie tyłki
nie chcesz wiedzieć co Ci zrobi, jak Cię złapie weź odbij!
 zaraz dostaniesz wścieklizny macicy 

wiśnie, piołun i curry  »
weź się zabij »


elisaabethh@gmail.com & 40568973

128 komentarzy:

  1. [Hahaha, poszalałaś z długością karty. Jestem pod wrażeniem. Nie masz mnie dosyć? 💕]

    Arthyen, Attan i Russell

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć, Stasiek! Lubimy przytulanki. :D]

    River

    OdpowiedzUsuń
  3. [Zawsze chcę gej-friendów. :D River przyda się ktoś poza bratem, a gej-friend to chyba najlepsze dla niej rozwiązanie. :D]

    River

    OdpowiedzUsuń
  4. [Jaki pozytywny z niego chłopiec! I zupełnie różny od mojej Nany. Fajny, fajny. Życzę z nim powodzenia :)]

    Inanna

    OdpowiedzUsuń
  5. [ O, jak tu ładnie. Jaka długa karta. Mr.
    ( Nawet nie wiesz ile czasu mi zajęło, zanim ogarnęłam, że ciemniejszy tekst to nie link )
    Może Julia pomogłaby mu przy wychodzeniu z szafy? Chodzą razem na francuski, więc czemu nie? Wypatrzyłam go sobie, Koszmarku. Teraz nie puszczę. ]

    Julia i Luis (iela)

    OdpowiedzUsuń
  6. [Cześć! My wątek już mamy (gdzie odpis dla mojej piękniej Carmen?!), ale Stan mógłby wpaść do Arielki, chociaż nie wiem czy Ci to odpowiada. Życzymy mu masy ciekawych wątków, zaskakujących powiązań i chłopaka z ładnym tyłkiem. Powodzenia ♥]

    Arielle i Carmen

    OdpowiedzUsuń
  7. [Cześć. :D Pojawiam się tutaj, ale jeśli preferujesz pisanie jakąś inną postacią, to śmiało możemy się przenieść. Przyciągnęła mnie tu chyba chęć stworzenia czegoś na podstawie orientacji Stana. :D]

    Sean Adkins

    OdpowiedzUsuń
  8. - Combien ça coute? - przeczytała niewyraźnie, memląc w buzi patyczek po lizaku. Podniosła wzrok znad książki i wbiła go w swojego towarzysza, który rozłożył się na drugim końcu łóżka, razem z całym książkowym arsenałem. - Ej. Od godziny ci tak parlam. Czujesz się chociaż trochę mądrzejszy? - zapytała, szturchając go stopą w bok.
    Zmarszczyła nos, rozglądając się. Jej pokój wyglądał teraz jak teatr nędzy i rozpaczy-wszędzie walały się karteczki, książki, okładki z owych książek, zeszyty. Na szafce rozrzucono zawartość jej piórnika, bo Stanley nie mógł znaleźć piszącego długopisu, a przejrzenie przyborów po ludzku było ponad jego możliwości.
    - Pieprze to w sumie. Na tróję już chyba umiesz? - podciągnęła pod siebie nogi i przeciągnęła się. - Gardło mnie drapie. Mamy coś do zapicia? - Wyciągnęła dłonie w stronę Stankowego plecaka.

    Juluś

    OdpowiedzUsuń
  9. [Proponuję burzę mózgów, ale jeśli można, to pod kartami, bo gadu nie posiadam. :D]

    Sean

    OdpowiedzUsuń
  10. [Cukierka i papierową torbę, żeby mógł uspokoić oddech - pomoc pierwsza klasa. :D Do tego butelka wody i może jakoś udałoby mu się Stasiowi pomóc.
    O, dobre pytanie - coś bardziej na zasadzie kumple czy love z dramą, skoro Staś nie zamierza wychodzić z szafy?]

    Sean

    OdpowiedzUsuń
  11. [Pomaga złapać oddech, jeśli ktoś zaczyna za bardzo panikować. :D
    Sean ogólnie jest raczej skryty i cichy, więc nikomu by się do tego nie przyznawał, a już tym bardziej w nowej szkole, więc pomysł z tym, że oboje się bronią, jest jak najbardziej super. :D]

    Sean

    OdpowiedzUsuń
  12. [Idealnie. :D Niezręczne spotkanie, może szybko zakończone rozejściem się w swoją stronę, potem unikanie się aż do tej nieszczęsnej przerwy na lunch. Sean, jako dość nowy osobnik, nie wiedziałby gdzie usiąść, a że jedyne wolne miejsce byłoby obok Stasia, to by je zajął i zrobiłoby się tak bardzo awkward, ale mogliby sobie rzucać ukradkowe spojrzenia, może nawet nawiązać jakiś dialog. :D]

    Sean

    OdpowiedzUsuń
  13. [Średnio mi idzie zaczynanie, ale jeśli się nie zrazisz, to mogę spróbować. :D]

    Sean

    OdpowiedzUsuń
  14. Miesiąc z hakiem. Dokładnie tyle uczył się już w Skyline High. Niektórzy na jego miejscu byliby już otoczeni wianuszkiem przyjaciół i adoratorów, może też wrogów. On jednak zbytnio nie zabiegał o to pierwsze, a już tym bardziej nie chciał się zetknąć z tym drugim, chociaż w tym wieku było to raczej nieuniknione. W końcu zawsze znajdzie się ktoś, kto przyczepi się nawet o najmniejszą pierdołę i postanowi cię nie lubić.
    Pewne twarze jednak kojarzył. Widział wcześniej, w trakcie lotów. Na pokładzie. Lecieli na wakacje, wracali do domu. Obsługiwał ich, pomagał, gdy była taka potrzeba. Uśmiechał się, nie biorąc nawet pod uwagę faktu, że jeszcze kiedyś się spotkają. Przecież świat jest wielki, więc jeśli widzisz kogoś raz, wśród tłumu ludzi, a potem po raz kolejny, już przypadkowo, to coś musi być na rzeczy. I chyba to było jedyne, w miarę logiczne wyjaśnienie tego, co stało się przed sekundą.
    Pędził prawie pustym korytarzem z nosem schowanym w książce. Poprzedniego dnia nie zdążył nauczyć się niczego. Tuż po wyjściu ze szkoły udał się na basen, a potem do kawiarni na kawałek swojego ulubionego red velvet. Przygotowanie się do sprawdzianu całkowicie wyleciało mu z głowy. Z resztą, kto by o tym pamiętał w nawale innych spraw? W końcu zawsze zostawał ranek i pierwsze lekcje – idealny czas na powtórkę last minute.
    Zupełnie nie zwracał uwagi na to, co działo się dookoła. Trącił kogoś barkiem, obracając się przy tym nieco. Książka wyleciała z rąk i spadła prosto na stopę ofiary Sean'a. Jak mógł być tak ślepy? Właśnie dlatego zawsze uważał, że nauka nie przynosi nic dobrego. Miał tylko nadzieję, że ciężki podręcznik nie uszkodził nieznajomego.
    Chłopak. Wywnioskował to po butach, a gdy spojrzał w górę, na jego twarz, tylko się w swoim przekonaniu utwierdził. Mało tego – skądś go kojarzył. Co jak co, ale dobrze zapamiętywał ludzi, pasażerów, szczególnie gdy musiał ich ratować. Atak paniki. Tak, właśnie w ten sposób się spotkali.
    – Przepraszam. – bąknął cicho, schylając się. Czy musiał spotkać go ponownie akurat w TAKI sposób? Czemu okoliczności nie mogły być jakieś normalniejsze? Wtedy przynajmniej mógłby się uśmiechnąć, przywitać, a nie zbierać z jego stóp podręcznik i czerwienić się jak burak.

    [Nie bij. :D]

    Sean

    OdpowiedzUsuń
  15. Spojrzała na butelkę świecącymi oczyma i poruszyła chciwie palcami.
    - Jak możesz tak straszyć swoją samobieżną maszynę do ćwiczenia bica? - zapytała, wypychając ze smutkiem dolną wargę. Zrzuciła nogi z łóżka i podniosła się ociężale, strzepując paprochy ze spodni. - Potrzebne nam coś do otwarcia tego? Idę po szklanki. - Schyliła się po książki okupujące podłogę, żeby zaraz ułożyć je w artystycznym nieładzie na łóżku, po czym opuściła pokój.
    Wróciła po jakiś kilku minutach, niosąc w dłoniach dwie szklanki i miskę z krakersami.
    - Kieliszki się zakurzyły. Nie chciało mi się myć - wyjaśniła szybko, wracając do ich łóżkowego barłogu. Dała sobie polać. Odgarnęła włosy za ucho, szybko pozbywając się swojej kolejki. Wódka szczypała nieprzyjemnie w podniebienie. Dziewczyna skrzywiła się.
    - A tak w ogóle... - zaczęła, siadając bliżej niego. - Jak w szkole? Ludzie są chyba do przeżycia, co nie? Mi przynajmniej bardzo nie doskwierają... Dobra. Są takie laski, które ciągle się dziwnie patrzą, takie rude, ale patrzeć im się nie zabronię, no nie?

    Juluś. Szósty odpis.

    OdpowiedzUsuń
  16. [Nie przepracuj się z tymi postaciami <3]

    OdpowiedzUsuń
  17. [Ja po wątek przychodzę chętnie, ale nie mam pojęcia jaki, przynajmniej w tym momencie ;)]

    Cillian


    OdpowiedzUsuń
  18. [ Cillian ludziom zdjęcia robi sporadycznie, ale może akurat miałby ochotę na takowe, albo potrzebował ich na kółko. A co masz na myśli pisząc "odważna"?:D]

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  19. [Wyobraziłam sobie jak Nike zauważa jak Stasiek gapi się na męski tyłek, więc zaczyna podśpiewywać "A Stasiek lubi chłopców, a Stasiek lubi chłopców" niczym pięcioletnia, zadowolona smarkula xD No właśnie, co ty na to, aby Annike podejrzewała, że Stanley zaczął lubić chłopców i była pierwszą osobą, która to od niego wyciągnie? Mogli się przed jego wyjazdem chwile spotykać, ale nic z tego nie wyszło i zostali po prostu znajomymi. I pewnie Nike lubiłaby mu czasami dogryzać, ale w stylu "kto się czubi, ten się lubi" ;)]

    Annike

    OdpowiedzUsuń
  20. [Hmm, za to ja mam mieć wątek, w którym Annike udaje czyjąś dziewczynę, ale może robić i za jego przykrywkę xD Możemy właśnie zacząć od momentu, w którym Nike domyśla się, że coś jest na rzeczy i trochę sobie z niego żartuje i w międzyczasie jakoś wyjdzie, że stanie się jego przykrywką na jakiś czas przed częścią rodziny czy coś ;)]

    Annike

    OdpowiedzUsuń
  21. [Jasne, że przyjmie. W sumie zapomniałem, że Austin jest w akademiku xD]

    Austin Monroe

    OdpowiedzUsuń
  22. [Nawet przy zakrytych aktach Cilli się będzie krępował XD. Nie musisz wymyślać nic innego, to mi jak najbardziej pasuje.]

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  23. [Nie ładnie tak podglądać! :D A mogę sobie wybrać Stanleya i Skye? Nie mogę się zdecydować XD
    Skoro Stasiek to taki "Pan Zabawany" (po tekście "nie ma to jak wypatroszyć konika" myślałam, że stworzyłaś jakiegoś psychola i przepraszam za to) i siłą został zaciągnięty do drużyny hokeja to może na wszelkie sposoby próbowałby zmusić wszystkich do wywalenia go? Robiłby jakieś śmieszkowe akcje na treningach itd, a na koniec sam zostałby w jakiś tam sposób wkręcony? Co Ty na to?
    Co do Skye... Skoro z niej taka łamaga jak mówisz, to potrzebuje dużej pomocy. Może groziłoby jej niezaliczenie semestru z wf-u i Tony stanąłby w jej obronie przed nauczycielem. W konsekwencji musiałby sprawić, że Skye w ciągu kilku dni stałaby się mistrzynią grania w jakąś tam grę zespołową (albo chociaż, żeby nie wylatywała jej piłka z rąk ;)).
    Jeśli masz lepsze pomysłu - dawaj. Jesteśmy otwarci na wszystkie propozycje. :D]

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  24. [A, takie coś! To jestem za :D Wszystko mi pasuje, więc kto zaczyna? Tym razem ja?]

    OdpowiedzUsuń
  25. [No dobra :D To zacznij wątek Tony'ego ze Skye a ja zacznę ze Stasiem :D A romanse wyjdą w praniu :P]

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  26. [Hah, takie rzeczy widać. No nic, będzie dwóch gejów w jednym pokoju. Co do wątku, to nie mam bladego pojęcia, co możemy im wymyślić, ale ja już od dłuższego czasu nie mogę nic wymyślić. Co chcesz?]

    Austin Monroe

    OdpowiedzUsuń
  27. [Hahaha, skoro chcesz tak, ale już mówię, że Austin może się opierać, aż Stasiek pójdzie spać xD I uwierz mi, po takich po których niby nie widać, to widać najbardziej. Zacznij nam. xDD]

    Austin Monroe

    OdpowiedzUsuń
  28. [Nie bij za to co niżej :D]

    Kto by pomyślał, że facet z takim temperamentem i zamiłowaniem do ciepła znajdzie się na lodowisku, i będzie próbował zapanować nad grupą rozwydrzonych nastolatków. Sam jeszcze niedawno był jednym z nich, więc miał trochę ułatwione zadanie. Minęło dopiero piętnaście minut treningu, a Antonello przyłożył w czoło swoją otwartą dłonią już chyba z dziesięć razy. Nie rozumiał, co kierowało chłopakami. Myślał, że chłopakom zależy na wygraniu szkolnej ligi. Wiązałoby się to z tym, że jeden z nich dostałby stypendium sportowe. Po pewnym czasie jednak doszedł do wniosku, że oni mają po prostu wszystko w dupie, a w szczególności jeden z nich - ten, który uważał się za najzabawniejszego.
    - No me pongas nervioso, Houck - wysyczał sam do siebie przez zęby.
    Zawsze, gdy się denerwował mówił po hiszpańsku. Było bowiem małe prawdopodobieństwo, że ktoś to zrozumie i zwróci w ogóle uwagę na to, co on mówi. Jednak każdy ma swoje granicy cierpliwości.
    - Nie denerwuj mnie, Houck! - gdy unosił głos, było zdecydowanie słychać, że nie jest on Amerykaninem. - Zachowujesz się jak rozwydrzone dziecko, któremu mamusia zabrała zabawkę i nie chce jej oddać - próbował być niemiły.
    Mimo wszystko, cała drużyna wiedziała, że Antonello nie jest osobą, która będzie na kogoś zła. Pogada sobie i mu przejdzie - a przynajmniej dotychczas tak było. Sam lubił się powygłupiać, ale w przeciwieństwie do niektórych wiedział kiedy jest do tego odpowiedni czas i miejsce.

    Tony

    [P.S.
    Przepraszam za tak małą ilość tekstu :( Obiecuję poprawę!]

    OdpowiedzUsuń
  29. Dzisiejszy dzień ciągnął się niesamowicie powoli i Annike miała już go dość. Chciała wrócić do domu, walnąć się na łóżko i zdrzemnąć się godzinę, a później obejrzeć jakiś serial. Ot, taki leniwy dzień, bo czemu nie. O ile rodzice nie będą od niej czegoś chcieli albo nie przeszkodzi jej pięcioletni brat, który był takim małym, rozdartym potworem. Kochała go, ale przeszkadzał jej zawsze, gdy była zajęta lub chciała odpocząć. A kiedy ona miała dla niego czas, on się rozmyślał i już jej nie lubił. Dobrze, że jakiś czas temu znalazła w biurku klucz do drzwi od swojego pokoju, mogła w spokoju się przebrać, powygłupiać się przed lustrem lub pogadać przez kamerkę z koleżanką, nie martwiąc się, że w pewnej chwili do jej pokoju wparuje Max.
    Miała wrażenie, że minęło dziesięć godzin odkąd przekroczyła próg szkoły. Minęło jednak raptem siedem, ale plus był taki, że ekonomia była jej ostatnią lekcją, która powoli się kończyła. Kiedy więc dzwonek nareszcie zadzwonił, odetchnęła z ulgą, a z jej ust wydobył się cichy, przeciągły jęk.
    — Nareszcie. Ileż można — mruknęła do siebie, po czym zabrała książki z ławki, wcisnęła je do torebki i wstała ze swojego miejsca, aby ruszyć do wyjścia z klasy. Oczywiście to samo zrobiła cała jej klasa, więc musiała minąć chwila nim w końcu przecisnęła się przed drzwi i wyszła na korytarz, który był pełen krzyczących nastolatków. Dla nieprzyzwyczajonych byłby do zapewne głośny harmider, ale Nike się już do tego hałasu przyzwyczaiła, jak większość pozostałych uczniów.
    — Jak bydło — powiedziała niezadowolona, gdy jakiś pierwszoklasista zaczepił o nią ramieniem. — Czemu nie mogą trochę uważać? Tak trudno zwolnić i ominąć ludzi? — dodała, swoje słowa kierując tym razem do Stanleya, który pojawił się tuż obok niej. Dopchała się do swojej szafki, po drodze będąc jeszcze trzy razy popchnięta przez jakichś nieuważnych uczniów. Otworzyła drzwiczki, aby do szafki wcisnąć niepotrzebne jej książki, po czym wyjęła ze środka cienką kurtkę. Na dworze w końcu zrobiło się ciepło, więc nie potrzebowała już zimowego płaszcza i miała nadzieję, że więcej potrzebować go nie będzie. Zdecydowanie bardziej wolała wiosnę i lato, jesień też jeszcze nie była taka zła, ale według niej zima była nie do zniesienia. Pizgało zimnem, chodniki i ulice były jednym wielkim lodowiskiem, a jak zawiał zimny wiatr to już w ogóle armagedon. Nie mówiąc już o tym, że dzień był nieludzko krótki i nie dość, że ciemno było jak wstawała do szkoły, to jeszcze jak z niej wracała.

    Annike

    OdpowiedzUsuń
  30. Antonello nie chciał być tym nielubianym i czepialskim, jednak doskonale wiedział, że od wyników sportowych uczniów, będzie zależała opinie dyrektora szkoły. Najchętniej sam by się z nimi powygłupiał, ale nie taka była jego rola. Miał ustawić tych chłopaków do pionu, czy im się to podobało, czy też nie. Tak właściwie: czy się mu to podobało, czy nie. Niestety właśnie na niego padła ta niewdzięczna rola.
    - Chłopaki dzielą się na drużyny, a Stanley dalej jeździ sobie naokoło - musiał krzyczeć, aby każdy go usłyszał. - I nie chcę słyszeć żadnych sprzeciwów.
    W Skyline pracował krótko, ale już jakiś czas temu zauważył, że Houck robił wszystko, aby nie grać. Miał niestety pecha, bo był w tym naprawdę dobry i w zespole nie było osoby, która mogłaby go zastąpić - przynajmniej tak uważał główny trener drużyny. Zresztą nawet nikt inny nie chciał dołączyć do zespołu. Czyżby każdy bał się hokeja? Co prawda jest to brutalny sport, ale bez przesady.
    Postanowił dołączyć do chłopaka, aby coś od niego wyciągnąć. Miał tylko nadzieję, że przez ten czas reszta zespołu się nie pozabija.
    - Powiedz mi - zaczął. - dlaczego jesteś taki trudny? - ciekawość wzięła nad nim górę. - W ogóle nie idzie z tobą współpracować. Gdybym mógł, to bym cię z drużyny wywalił, ale niestety nie mam takiej mocy i szczerze nad tym ubolewam - kłamał.
    Zdecydowanie mógł to zrobić, ale nie chciał dać chłopakowi satysfakcji. Co jak co, ale Tony nie lubił przegrywać - nawet w takich sytuacjach musiał być górą. Chciał sprawić, żeby chłopak po prostu przestał wszystkich wkurzać swoim dziwnym poniekąd zachowaniem, które nie wiadomo skąd się wzięło.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  31. Biologia. Sam nie był pewien dlaczego wybrał właśnie ten przedmiot. Nie był mu tak naprawdę do niczego potrzebny, ponieważ dobrze już wiedział co będzie robił w przyszłości. Miał jednak świadomość, że wybierając ten właśnie przedmiot zrzucił na swoje barki jeszcze więcej obowiązków. To nie był przecież jeden z tych przedmiotów, którego podręcznik wystarczyło przekartkować kilka razy, aby zapamiętać co i jak. To był przedmiot, nad którym musiał spędzać kilkanaście godzin w tygodniu, aby dobrze wszystkiego się nauczyć, aby zapamiętać wszystkie nazwy kości i mięśni ludzkiego szkieletu, ale nie tylko. Wczoraj całą noc spędził nad notatkami z poprzedniej lekcji i obejrzał mnóstwo filmów na youtube, na którym była pokazywana sekcja żaby. Przygotowywał się jak zawsze perfekcyjnie. Musiał przecież doskonale wszystko wiedzieć. Musiał być przygotowany, wiedząc dobrze co robi, nie myśląc, nie wahając się ani na chwilę. Nienawidził biologii ale siedząc samotnie w ławce doskonale wiedział, dlaczego się na nią zapisał. Nieobecność jego siostry bliźniaczki, z którą zawsze siedział na zajęciach sprawiła, że przypomniał sobie, dlaczego w ogóle tutaj był. Dla niej, a ona go zostawiła. Był zły, ale na szczęście doskonale przygotowany. Był w stanie dać sobie radę i bez niej.
    — Nie mam. — Odpowiedział, słysząc pytanie i unosząc powoli głowę, aby spojrzeć kto taki chciał z nim usiąść. W ogóle nie odebrał jego pytania, jako pytanie o to czy jest w związku. Uśmiechnął się tylko delikatnie, skinąwszy głową. Znał Stanleya, a współpraca z nim wydawała się być naprawdę w porządku. — Siadaj już i słuchaj. Chcę zrobić wszystko dobrze. — Powiedział, dość łagodnie jak na niego i nawet wysilił się na blady uśmiech. Był zmęczony. Całą noc siedział nad książkami, artykułami i filmami internetowymi, aby tylko dobrze to wszystko zrobić. Robili już to wcześniej, ale z pomocą nauczyciela, a dziś mieli samodzielnie; a raczej w grupach, przeprowadzić sekcję żaby i mieli dostać punkty. Punkty, których Attan chciał mieć maksymalną ilość. Musiał mieć. Przecież był Grayem. Przecież nie mógł być tylko dobry… musiał być najlepszy. Zapomniał, że Staś ma problemy, że w ogóle mu nie pomoże w tym zadaniu, a może raczej je jedynie utrudnić. — Przygotowałeś się? — Spojrzał tylko na niego, kładąc plecak blisko siebie. Pilnował go, jak największego skarbu, ponieważ po części to był jego skarb. To tam trzymał pewne małe tabletki, które miały mu pomóc przetrwać w tym wszystkim, co tylko na siebie wziął.

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  32. [Przychodzę. :D]

    Thiago Beckett

    OdpowiedzUsuń
  33. [Co Ty na to, żeby Thiago wykorzystał biednego Stasia i jego upodobanie do chłopców? :D]

    Thiago

    OdpowiedzUsuń
  34. [Teraz Ty zaczynasz! :D]

    Thiago

    OdpowiedzUsuń
  35. [W tym śnie, który ostatnio miałaś. :D]

    Thiago

    OdpowiedzUsuń
  36. Zacisnął mocno i zaraz po chwili rozluźnił pięści, aby już po chwili chwycić jedną z nich chwycić długopis i mocno go zacisnąć. Denerwował się, denerwował się taką drobnostką jaka miała mieć za chwilę miejsce. Czuł, jak jego mięsień trójgłowy łydki zaczął delikatnie drżeć. Zawsze tak reagował w sytuacjach stresogennych, pomijając taniec. Wiedział, że podczas wykonywania konkretnych ruchów musi napinać swoje mięśnie i nie pozwolić im nawet na jedno, nieproszone drgnięcie. Musiał być idealny i wkładał to naprawdę wiele, poświęcał temu naprawdę wiele i nie chciał nawet myśleć o tym co by było, gdyby nie dał rady, gdyby złamał się i obserwował tylko, jak traci to wszystko co do tej pory udało mu się osiągnąć. Spadłby. A upadek bolałby prawdopodobnie na tyle mocno, że nie byłby w stanie ponownie się podnieść i ruszyć na nowo.
    Przełknął ślinę słysząc głos Stanleya. Jego śmiech, wcale nie sprawił, że chłopak był zadowolony, chociaż może lepiej gdy całą sekcję wykona tylko jeden z nich. Przygotowywał się, wiedział dobrze jak ma to zrobić, wiedział co i jak. Pamiętał dokładnie po kolei jak ma ruszać nadgarstkiem. Oglądał filmy i zapamiętywał ruchy dłoni, które były nagrywane. Dopiero teraz zaczął się zastanawiać nad tym co będzie, jeżeli żaba, którą dostaną będzie innych rozmiarów.
    — Wiem, jak to zrobić, umiem to zrobić. — Powiedział po chwili, wypuszczając powoli powietrze przez lekko rozchylone wargi. Wiedział. — Ale nie wiem… będziesz wypełniał tę śmieszną kartkę z tabelką. — Szepnął, gdy nauczycielka rozpoczęła wydawanie dzisiejszych narzędzi pracy. Denerwował się, że coś pójdzie nie tak i nie dostanie odpowiedniej ilości punktów. Nakładał na siebie za dużo i skupiał się tylko na tym co będzie, jeżeli mu się nie uda, nie zastanawiając się nad radością, którą powinien czuć gdy wszystko będzie dobrze. Zresztą… nigdy nie czuł tej radości, nigdy się nad tym nie zastanawiał, bo chciał jeszcze więcej i jeszcze lepiej. Zawsze było coś, co mógłby poprawić. Coś co mógł zrobić inaczej, lepiej, albo co gorsza wybrać coś znacznie lepszego i bardziej opłacalnego. Zagryzł wargi i zaczął się zastanawiać na cholerę mu w ogóle ta biologia, skoro tylko się stresuje na zajęciach. Mógł wziąć geografię lub jakiś język dodatkowy. Tego zdecydowanie łatwiej byłoby mu się nauczyć i na pewno bardziej by mu się przydało, niż biologia i sekcja żaby.
    — Dobra, dobra. Zrobię to, ale po prostu nic nie zepsuj, ok.? — Spojrzał na chłopaka, zaciskając wargi. — Ja chcę zdobyć punkty, ty chcesz przetrwać. Damy radę, tylko każdy z nas musi robić to co umie. Jak nie możesz patrzeć na tę żabę to się najlepiej odwróć i po prostu nie gap. — Wzruszył ramionami. Wszystko miało być idealnie dobrze wykonane. Wierzył, że im się to uda. Wszystko jednak się zmieniło, gdy żaba wylądowała na ich stole, a Attan chwycił w dłoń skalpel i przystawił go powoli do żabich zwłok, jednak zatrzymał się czubkiem dotykając już skóry. — Nie mogę, ręce mi się trzęsą. — Syknął, odsuwając dłoń. Nie wziął dzisiejszego dnia porcji tabletek, które pozwalały mu nad panowaniem nad całym swoim ciałem. Musiał wyjść z klasy, wziąć je i poczekać dziesięć minut, w tym czasie powinny zacząć działać, powinien móc to zrobić ale… nie mógł od tak po prostu wyjść, a chłopak siedzący obok nie mógł tak po prostu siedzieć i czekać. — Muszę do toalety. — Mruknął, zastanawiając się czy da rade niepostrzeżenie wyjąć z plecaka mały woreczek i wymknąć się na zewnątrz.

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  37. Widział go czasami na szkolnych korytarzach. Nie wiedział o nim tak naprawdę nic, bo jak tu znać innych, kiedy tak rzadko bywa się w budzie? Jedyne co, to kiedyś, podsłuchując grupę szkolnych złośnic, obrabiających wszystkim tyłek, wyłapał dość istotną informację — gościu kibluje. Podobno wyjechał za granicę, czy coś w tym stylu. Dzięki Bogu, bo gdyby nie to, to byliby teraz w tej samej klasie, a Thiago zdecydowanie nie miał ochoty na bliższe kontakty z tym dziwnym osobnikiem. A przynajmniej tak twierdził.
    Starał się udawać, że nie widzi ukradkowo rzucanych spojrzeń, czasami zwyczajnego wlepiania oczu. Ignorował jego obecność tak bardzo, jak tylko mógł. Nie miał nawet ochoty na złośliwości, którymi pewnie obdarzyłby każdego innego człowieka. A czemu? Sprawa była prosta — nie trzeba było chodzić do szkoły, żeby usłyszeć pogłoski o jego potencjalnym zainteresowaniu płcią brzydką. ON taki nie był, nie chciał być, więc za główny cel postawił sobie unikanie Staśka w każdej możliwej sytuacji, nawet gdyby, nie daj Boże, zostaliby zmuszeni do wspólnej pracy nad czymś. W końcu Thiago często pakował się w kłopoty, a potem lądował na dywaniku dyrektora i w ramach zadośćuczynienia musiał podejmować się różnych dziwnych prac, takich jak chociażby zamiatanie szkolnych korytarzy lub klas, pomoc w szkolnej kuchni. Zawsze się zgadzał, bo mimo tego, że nie przepadał za szkołą, to przychodzenie do niej mogło być dobrą zabawą. Samo grono pedagogiczne też chyba, wbrew pozorom, nie chciało się go pozbywać.
    Świeżo wpisana do dziennika jedynka wkurwiła go na tyle, że musiał szybko odreagować, i wieczorem pognał do swojego ulubionego baru. Parę drinków, papierosy, idealne lekarstwa na zdenerwowanie. Po godzinie lub dwóch zawsze przechodziło i mógł się oddać beztroskiej zabawie do rana, całkowicie zapominając o tym, że za parę dni znowu zepsuje sobie oceny i powtórzy ten sam schemat relaksowania się.
    Wszedł do łazienki. Była to swego rodzaju palarnia dla tych, którzy byli zbyt leniwi, żeby wyjść na zewnątrz, więc pomieszczenie często wypełnione było gęstym, śmierdzącym dymem. Istne piekło, szczególnie dla tych, którzy byli przeciwnikami nikotyny.
    Oparł się plecami o ścianę, w ustach trzymając fajkę. Nie myślał zbytnio o niczym, cieszył się po prostu chwilą samotności i ciszy, bo ściany skutecznie przyciszały grającą w barze muzykę. Było idealnie. Do czasu.
    Do czasu, gdy z jednej z kabin ktoś wyszedł.
    Chłopak.
    Kurwa, ten chłopak.

    Thiago

    OdpowiedzUsuń
  38. Często odnosił wrażenie, że Bóg, o ile istnieje, naprawdę lubi sobie z niego drwić i wciągać go we wszystkie sytuacje, w których Thiago nie chce się znaleźć. Po prostu ostatecznie zawsze lądował tam, gdzie nie powinien, a potem musiał znosić nieprzyjemne skutki złego wyczucia czasu i miejsca. Jak chociażby teraz. Utknął sam na sam w obskurnym kiblu, razem z tym dziwacznym dzieciakiem, którego nie miał ochoty spotykać poza szkolnymi korytarzami i ewentualnie akademikiem.
    A może sprawdziłby, czy pogłoski o nim są prawdziwe? Tak po prostu, dla zabawy, czy coś w tym stylu. W końcu umie dość dobrze kłamać, więc udawanie zainteresowania też nie powinno sprawić większego problemu. A nawet gdyby się nie udało, to po prostu zwali całą winę na alkohol i chęć do żartów, po czym wróci do udawania, że chłopak nie istnieje, i że nigdy ze sobą nie rozmawiali.
    Obserwował dziwaka, gdy ten podchodził do umywalki i mył dłonie. Chyba trochę zbyt dokładnie, bo zajęło mu to więcej czasu, niż powinno.
    — Chcesz? — rzucił krótko, nawet się nie witając, ale za to wyciągając w jego stronę do połowy spaloną fajkę. Nie wiedział, czy pali, czy nie, ale jeśli tak, to może to w jakiś sposób posłuży za pierwszy krok ku interesującej zabawie.
    Zrobił krok w jego stronę. Przełamanie się wymagało od niego naprawdę sporego zaangażowania, ale może się opłaci.

    Beckett

    OdpowiedzUsuń
  39. Obserwował go uważnie. Można to było przyrównać do spojrzenia, którym drapieżnik obdarza swoją ofiarę tuż przez skonsumowaniem jej. Oczy, mimo że na twarzy pojawił się niewielki uśmiech, pozostawały chłodne i spokojne.
    Poruszył lekko wyciągniętą dłonią, popędzając chłopaka, który jakby na chwilę się zawiesił. Dopiero, gdy tamten odmówił, Thiago wzruszył lekko ramionami i upuścił fajkę na podłogę, po czym rozdeptał podeszwą czarnego buta. Wizja zabawy podekscytowała go na tyle, że nawet nie miał ochoty kontynuować palenia. Chciał się po prostu podrażnić, pośmiać. No i złamać jakieś serce. W końcu tylko do tego się nadawał.
    — Thiago. — poprawił go. Nie przepadał za swoim nazwiskiem, które było jedyną pozostałością po martwych rodzicach. Nie lubił też, kiedy ludzie go używali. W ogóle chyba niczego nie lubił, bo wszystko strasznie go denerwowało.
    — A ty jesteś...? — kolejny krok. Stał teraz na tyle blisko, że gdyby odrobinę wyciągnął rękę, dotknąłby nią ramienia chłopaka. Chciał przetestować jego przestrzeń osobistą. Sprawdzić, jaka bliskość zacznie go peszyć. A może będzie na tyle wytrwały, że do końca zachowa zimną krew? Ludzie potrafili zaskakiwać.

    burek

    OdpowiedzUsuń
  40. Nie czuł się ani trochę skrępowany, co było dziwne, bo przecież raczej nie gustował w facetach. No może oprócz tamtego jednego razu, kiedy pod wpływem alkoholu przespał się ze szkolną baletnicą, czyli Attanem Gray'em, ale na szczęście nie wiedział o tym nikt, oprócz tej dwójki, której sprawa dotyczyła. A Thiago skutecznie wiedział, jak uciszyć chłopaka, gdyby przypadkiem się komuś wygadał.
    Ich oczy spotkały się ponownie. Robił to celowo. Wiedział, że większość ludzi prędzej czy później by się spłoszyła i uciekła. Po upływie paru sekund, spędzonych w idealnej ciszy, przesunął wzrokiem w dół, aż po stopy Stanley'a. Pobieżna analiza, która potem mogła się przydać.
    — Mhm. — mruknął cicho, powoli kiwając głową, jakby ze zrozumieniem. — Miło poznać.
    Dym, którym chłopak dmuchnął mu w twarz sprawił, że Thiago przez chwilę stał się dla niego niewidoczny i mógł śmiało wywrócić oczami. Sytuacja stawała się coraz dziwniejsza, ale też korzystna dla niego.
    Głos w głowie podpowiadał, że był na wygranej pozycji. W końcu wiedział, jak zmanipulować drugiego człowieka.

    Beckett

    OdpowiedzUsuń
  41. Oczywiście denerwował się możliwością dostania nieodpowiedniej oceny. Chciał zdobywać jedynie ten najwyższe, najbardziej pożądane. W całym tym wyścigu Attana, który prowadził tak naprawdę z samym sobą, najgorsze było to, że nie miał żadnej presji ze strony rodziców, nikt nie wymagał od niego niczego więcej niż to, co mógł z siebie dać. Gray wierzył jednak, że może dać z siebie jeszcze więcej, więcej niż ktoś od niego oczekuje i jeszcze więcej, niż sam mógłby oczekiwać. Prowadził wyścig z samym sobą, ze swoimi własnymi ambicjami jednocześnie chcąc przy tym pokonać wszystkie swoje słabości. Nie chodziło już tylko o zakończenie szkoły baletowej z wyróżnieniem i dostanie się na wymarzone studia. Chciał pokazać nie tylko światu, ale przede wszystkim samemu sobie, że jest najlepszy. Błądził… Skazywał tym zachowaniem samego siebie na porażkę, której jeszcze nie był świadomy. Doprowadzał siebie samego w ten sposób w kozi róg, z którego nie umiał się wydostać bez pomocy kogoś z zewnątrz. Autodestrukcja. To właśnie ona czekała na niego, na końcu drogi, którą tak bardzo chciał pokonać. Denerwował się, jednak już nie samą oceną. Denerwował się, że ktoś mógłby zauważyć jego drżące dłonie, które przecież normalnie nie drżały, mięsień łydki, który również powinien być spokojny. Bał się, że ktoś w końcu przyłapie go, nakryje na gorącym uczynku, gdy będzie brał swoje cudowne lekarstwo, które miało pomóc mu z tym wszystkim.
    — Jak to nie dasz rady? — Uniósł wysoko brew, zerkając na siedzącego obok chłopaka. Dostrzegł jak pobladł na twarzy, a sam Gray w tym czasie odłożył skalpel na stolik. Dopiero, słysząc trzask drzwi po tym jak chłopak wybiegł, Attan zauważył w tym swoją szansę. Schylił się szybko, ukradkiem sięgając strunowego woreczka.
    — Pójdę zobaczyć co z nim. — Powiedział bez pozwolenia nauczycielki i nie czekając na jej zgodę, pospiesznie opuścił stanowisko i wyszedł z klasy kierując się do męskiej toalety. Spodziewał się, że tam właśnie znajdzie Stanleya. Biologia. Jak się okazywało lekcja, która nie zadowalała żadnego z nich. Wchodząc do pomieszczenia zerknął na chłopaka podpierającego się o umywalkę i zagryzł wargę.
    — Wszystko z tobą w porządku? — Zapytał, idąc wzdłuż kabin toaletowych i otwierając po kolei każdą z nich, chcąc mieć pewność, że poza ich dwójką nie znajduje się w tym miejscu nikt więcej. — Ogarnij się… Opłucz twarz wodą, napij się wody. Cokolwiek, ale nie spiesz się, czy coś. Potrzebuję dziesięć minut. — Oznajmił pewny siebie, wchodząc do jednej z kabin, gdzie zamierzał zażyć tabletkę. Potrzebował chwili, aby zaczęły działać. Potrzebował chwili, aby skupić swoje wszystkie myśli i doprowadzić się do porządku. Dłonie wciąż delikatnie mu drżały, jednak jego organizm powoli wypełniał spokój. Miał szansę na zdobycie dla nich dobrych ocen z biologii. — Jak wrócimy dokończę tę sekcję, a ty po prostu siedź obok i tyle, udawaj, że coś robisz, aby nauczycielka nie zwracała na nas za dużo uwagi. — Dodał, zamykając za sobą drzwi jednej z kabin. Westchnął, wyciągając z woreczka jedną, małą, białą tabletkę, którą wsadził pod język, a gdy odrobinę się rozpuściła przełknął, opierając się o ścianę działową pokrytą przyjemnie chłodnymi płytkami.

    Attan ♥

    OdpowiedzUsuń
  42. Przez chwilę nabrał wątpliwości. Tak, on, Thiago, pierwszy raz w życiu nie był pewien, czy tak naprawdę chce dokuczać stojącemu przed nim chłopakowi. Po jego spojrzeniu wywnioskował, że jest lekko skołowany i nie dokończa rozumie sytuację. Z jednej strony okazja idealna, ale z drugiej mógł chyba odpuścić, nawet jeśli oznaczałoby to jedną osobę do dręczenia mniej.
    Zamrugał. Tak po prostu, pozwalając sobie na chwilę rozproszenia. Nie było to jednak zwykłe mruganie, ale raczej coś w stylu „napadu”, jakby okropnie bolało go oko albo coś w nim utkwiło. Mózg pracował na najwyższych obrotach, gdy starał się podjąć decyzję, nawet nie wiedząc, która będzie tą odpowiednią. Ostatnia zmiana planu, której będzie się trzymał, taka ostateczna.
    Zdecydował. Udało się.
    I właśnie w tym momencie chłopak rzucił mu ostatnie spojrzenie, po czym tak po prostu udał się w stronę drzwi prowadzących z łazienki do baru. Thiago obserwował oddalające się plecy, ale nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa. Chyba jednak nie był aż tak dobrym manipulantem, za jakiego się uważał. Trzeba było jednak jakoś uratować sytuację.
    Też wrócił do środka, biorą przy tym kilka głębokich wdechów, żeby móc się uspokoić i na spokojnie przeanalizować bawiący się tłum w poszukiwaniu tej jednej twarzy, którą musiał teraz zobaczyć. Twarzy, którą jeszcze parę minut temu miał przed sobą.
    Był tam. Siedział sam przy stoliku i kończył piwo. Możliwe, że ostatnie, ale skąd Beckett mógł to wiedzieć? Zwykłe przypuszczenia.
    — Może namówisz się na jeszcze jedno? — tym razem uśmiechał się już normalnie w trakcie wypowiadania kolejnych słów. Chwycił krzesło, stojące tuż obok Stanley'a i odsunął je, po czym usadził na nim swoje szanowne cztery litery.
    Najwyższy czas być miłym. Po raz pierwszy w życiu.

    burek i Thiago przepraszają za jakość

    OdpowiedzUsuń
  43. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego zachowanie z pewnością mogło wzbudzić jakieś podejrzenia w chłopaku znajdującym się przy umywalkach. Wiedział jednak, że ani nie znają się na tyle mocno, aby Houck próbował dowiedzieć się o co takiego dokładnie chodzi i wiedział też, że nawet gdyby się dowiedział nic by z tym nie zrobił, a przynajmniej tak mu się właśnie wydawało. W końcu każdy z nich miał jakiś sekret. Siedzieli w tym razem, musieli wrócić do klasy i dokończyć zadanie, jakie na nich czekało. Gray nie myślał nawet o tym, aby się poddać i zrezygnować, to nie było w jego stylu. Słysząc pytanie chłopaka, wziął głęboki oddech a następnie powoli wypuścił powietrze przez rozchylone wargi. Jego dłonie ani mięśnie już nie drżały. Był już spokojny, serce nie waliło mu jak oszalałe, a on sam w końcu mógł skupić się na czymkolwiek tylko chciał. Uniósł delikatnie kącik ust otwierając drzwi kabiny toaletowej.
    — Musiałem po prostu się uspokoić. — Odpowiedział. Różnica w jego zachowaniu przed zażyciem i teraz była diametralna. Subtelny uśmiech goszczący na jego buzi, zero śladu po jakimkolwiek zdenerwowaniu i jeszcze większa pewność siebie. Wziął ponownie głęboki oddech, podchodząc do umywalki aby przepłukać sobie twarz. Spojrzenie nie było w żaden sposób przygaszone ani szczególnie pobudzone. Jedynie źrenice miał większe… ale, kto by podejrzewał dlaczego? Przecież był chodzącą prawie perfekcją, a jeżeli ktoś miałby podejrzewać kogoś o jakiekolwiek uzależnienie, Attan prawdopodobnie byłby ostatnią z osób, znajdujących się na liście. — Powinniśmy wracać już na zajęcia. — Spokojny głos rozbrzmiał po męskiej toalecie, w której znajdowali się we dwoje. Spokojny i opanowany, tak bardzo różny od tego co przedstawiał sobą Gray jeszcze kilkanaście minut temu. Spojrzał wymownie na chłopaka i podszedł do drzwi, naciskając klamkę aby następnie pchnąć je delikatnie. Mieli już i tak mniej czasu niż pozostali uczniowie, którzy z pewnością mieli już porozcinane żaby.
    — Acha, tylko nie gap się na stoły innych. Minęło już trochę czasu, żaby mogą już… — Nie dokończył, ponieważ nie miał pojęcia, jak mógłby zareagować chłopak, więc wygiął tylko delikatnie usta w znaczącym uśmiechu i zatrzymał się przy drzwiach do pomieszczenia lekcyjnego, gdzie czekała na niż martwa żabka, którą mieli się zająć, a raczej którą Gray miał się zająć. Chciał zrobić to, jak najszybciej i jak najszybciej chciał opuścić już tę lekcję, jak i samą szkołę.

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  44. — Żabę umieszczamy na płytce preparacyjnej. Nacinamy powłoki brzuszne, cięcie przedłużamy aż do mostka i wycinamy obojczyki… — Mruczał cicho pod nosem, trzymając w ręce skalpel skupiając się na sekcji, jednym uchem słuchając pytań Stanley’a, który zdecydowanie brzmiał jak dla Attana zbyt nerwowo. Nie zamierzał jednak wdawać się z nim w dyskusje, a na każde jego pytanie odpowiedział ze spokojem w głosie. — Nacięcie… około trzech i pół centymetra, boczne, jakieś półtora łącznie. — Przerwał na chwilę, odsuwając dłoń i marszcząc delikatnie brwi. Wątroba, stan wątroby. Zagryzł wargi skupiając spojrzenie na wnętrznościach płaza, zastanawiając się w jakim wątroba może być stanie. Nie umiał tego ocenić na pierwszy rzut oka, umiał jedynie przeprowadzić dokładnie wszystkie cięcia, wyciąć poszczególne elementy i tyle, to umiał perfekcyjnie. — Wygląda w porządku. — Powiedział w końcu po chwili, marszcząc wyraźnie brwi. Tak, wątroba wyglądała tak jak te, które widział na tych wszystkich filmach, nie wyglądała na zniszczoną. — Tak, jej stan jest dobry. Stanley, po prostu musimy o przetrwać, oddać jej tę tabelę i wyjść. Po prostu wyjść i zapomnieć o tym jasne? — Westchnął. Widok wnętrzności nie robił na nim wrażenia ani nie wzbudzał w nim nudności, ani zniesmaczenia. — Nie chcę być iść na medycynę, ja nawet nie wiem co u robię. — Powiedział po chwili, nacinając kolejną część i próbując wyciąć poszczególne elementy, takie jak wątroba czy serce. — Chcę studiować w Juilliard. Nie interesuje mnie żadna inna uczelnia i po prostu… muszę się tam dostać. Muszę więcej ćwiczyć, więcej tańczyć, nie mogę zarywać kolejnych nocy na naukę czegoś, co mi się w ogóle nie przyda. Czy tancerzowi jest potrzebna umiejętność przeprowadzenia sekcji żaby? Więc… Zamknij się proszę i po prostu zapisuj to wszystko co musimy zapisać, oddajmy jej tę kartkę i idźmy stąd. Gdziekolwiek, jasne? — Wyjął za pomocą specjalnej pęsety chirurgicznej poszczególne organy i ułożył je na płytce obok żaby, mierząc ich wielkość i podając wyniki siedzącemu obok chłopakowi.
    — Co jeszcze musimy zrobić? — Spojrzał na niego, licząc w pamięci czynności, które wykonali do tej pory. Spieszył się, bardzo się spieszył ponieważ chciał po prostu opuścić już tę salę, znaleźć się w rozprzestrzeniającym się za szkolnym budynkiem parku i odetchnąć świeżym powietrzem, skupiając swoje myśli przez chwilę na błękicie nieba. Nic więcej nie chciał teraz, chociaż jego notes, w którym szczegółowo planował sobie dnie, nie przewidywał w tym momencie przerwy na nic nie robienie, w zasadzie, jego notes nigdy nie przewidywał takich przerw, ale Attan po raz pierwszy miał ochotę zbuntować się samemu sobie.

    ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  45. Uwielbiał chwile spokoju i ciszy, zwłaszcza w czwartki, które były szczególnie męczącymi dniami. Austin napawał się chwilą samotności, gdy jego współlokator wychodził na swój trening. Dzięki temu Monroe miał czas dla siebie i dla swoich spraw, którą w obecnej chwili było czytanie lektury na angielski. Ze względu na jego małą dysfunkcję pokonywanie zapisanych stron sprawiało mu sporą trudność, jednak dzielnie walczył z przeciwnościami. Książka oczywiście była nudna i myląca. Nie lubił, gdy przewijało się w niej za dużo nazwisk i imion, bo zawsze musiał robić sobie poboczne notatki na temat tego kto z kim, z czym, po co i dlaczego. Niektóre wątki były tak poplątane, że niektóre strony musiał czytać kilka razy, żeby w ogóle coś zrozumieć.
    Zostało mu już niewiele książki do przeczytania, więc ambitnie obiecał sobie, że dokończy ją czytać dzisiejszego dnia, o ile nie wypadnie mu coś ważnego. Dlatego już od razu po powrocie z zajęć schował swojego laptopa, żeby jego widok go nie kusił, bo przecież mógłby sprawdzić facebooka, potem posłuchać jakiejś muzyki i obejrzeć odcinek serialu i w taki sposób dobiegłby do wieczora i z przeczytania lektury byłyby nici. Chłopak dzielnie przedzierał się przez kolejne stronice opasłego tomiska, a na łóżku znajdowało się pełno notatek. Musiał przyznać, że gdy już się wciągnął, to czytanie było nawet przyjemne, ale stan ten nie trwał długo.
    Uniósł wzrok znad książki i spojrzał na drzwi, które nagle się otworzyły, a do pokoju wszedł Stanley. Monroe nie znał Stana wyjątkowo dobrze, ale zdążył poczynić odpowiednie obserwacje, by określić, ze polubił starszego chłopaka. Niemniej jednak nie mógł przyznać, że wszystko w nim mu się podobało. Owszem był przystojny, miły nie brudził i nie śmierdział, więc mieszkanie z nim nie było złe, a nawet stało się przyjemne, chociaż Austin na początku swojej edukacji w liceum mieszkał w jednoosobowym pokoju. Dopiero w tym roku przydzielono go do dwu osobówki.
    Sunął wzrokiem za chłopakiem, gdy ten powoli przesuwał się w stronę swojego łóżka i na nie opadł. Monroe przybił chłopakowi lekko piątkę, gdy ten wyciągnął w jego stronę dłoń. Włożył zakładkę w książkę, na stronie na której zakończył czytać i odłożył lekturę na bok.
    – Z czym mam ci pomóc? – zapytał, zbierając i porządkując swoje porozrzucane notatki.

    Austin

    OdpowiedzUsuń
  46. Cillian na pytanie opiekunki koła powiedział, że oczywiście ma już zaczęty projekt, i że oczywiście idzie mu z nim fenomenalnie. Prawda jednak była odrobinę inna, nie miał on bowiem nawet modela, a co tu dopiero mówić o zdjęciach. Wmawiał sobie, iż nikt nie chcę nim zostać, ale w rzeczywistości nikogo nie zapytał. Posiadał wewnętrzną blokadę przed wyjściem komuś z propozycją pozowania mu, wstydził się. Nie był przyzwyczajony do robienia zdjęć ludziom (a tym bardziej do szukania sobie modeli), zdarzało mu się to sporadycznie. O wiele bardziej wolał mieć przed obiektywem przyrodę, ale mimo wszystko nie chciał się ograniczać, dlatego zależało mu na tym projekcie. Może wtedy by się przełamał. Ze spotkania wyszedł zmartwiony. Co jeśli nie uda mu się wykonać zdjęć na czas, którego przecież nie jest już zbyt wiele?
    Wszedł do pokoju, rzucił plecak pod biurko i padł na łóżko, z którego jednak szybko się zerwał. Nic przecież nie wskóra leżąc twarzą w poduszce. Wstał po laptopa i usiadł opierając się o ścianę. Komputer zdecydowanie zbyt długo się włączał. Był już przestarzały, ale Cillian się do niego przywiązał i chociaż posiadał lepszy wolał, w miarę możliwości, używać tego. Gdy już udało mu się uruchomić przeglądarkę, zaczął przeglądać różne strony w poszukiwaniu potencjalnego modela. Leniwie sunął muszką po ekranie, czasem przystawał by przeczytać interesującą go rzecz, ale o osobie szukającej fotografa nie było nic. Nacisnął na kolejny portal i tym razem, na całe szczęście, rzuciło mu się w oczy ogłoszenie. Takie jakiego szukał. Spisał dane osoby po czym z zadowoleniem odłożył laptop na bok. Pierwszy krok ma już za sobą, teraz tylko się modlić by niejaki Stanley się nie rozmyślił, albo nie przyjął wcześniej jakiejś propozycji.
    "Cześć. Zobaczyłem twoje ogłoszenie w sprawie fotografa i gdyby nadal było aktualne- jestem bardziej niż chętny abyś mi pozował. Jestem elastyczny jeśli chodzi o ewentualne godziny spotkania." Po długim zastanawianiu się co by napisać, wysłał wiadomość.

    [Wiem, że to Cilli powinien robić ogłoszenia w sprawie modela, ale tak jakoś wyszło ;D]

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  47. Westchnął cicho, gdy usłyszał słowa Stnaleya oznajmiające, że w końcu zrobili wszystko to co było potrzebne do zaliczenia. Ponownie ułożenie organów i zaszycie, Attan uważał za najłatwiejsze z tych wszystkich zadań. W momencie, gdy jednak przeszedł do czynności zmienił zdanie, zadanie wcale nie było najłatwiejszym, a jego pozornie perfekcyjne ruchy wcale nie były wystarczająco dobre, za co oczywiście niejednokrotnie przeklął samego siebie w myślach, powtarzając sobie, że nie jest wystarczająco dobry, a gdyby była na tych zajęciach jego siostra z pewnością ona zajęłaby się właśnie zaszywaniem. Zmusiłby ją, znalazłby jakiś powód, dla którego faktycznie by to zrobiła, nawet jeżeli nie chciała.
    — Już. — Oznajmił, odsuwając się na krok i zerkając na żabę, która… cóż było widać, że przeprowadzona na niej sekcja nie była wykonywana przez osobę, która faktycznie by się do tego nadawała. Uważał, że zadania na biologii powinny być podzielone względnie uczelni, na które uczniowie chcieli iść. W końcu, na co komu takie zajęcia, jeżeli nie marzył o karierze medycznej lub weterynaryjnej? Westchnął, odkładając narzędzia obok płytki i zerknął na swojego kolegę. — Skończone… Myślisz, że wypuści nas szybciej o te kilka minut? Naprawdę nie mam ochoty siedzieć i gapić się na tę żabę. — Mruknął. Nie obrzydzał go jej widok, a raczej fakt niedoskonałości. Widział błędy jakie wykonał podczas zaszywania, które były zauważalne gołym okiem. Drażniło go to strasznie i jeżeli jeszcze przez chwilę będzie musiał na to patrzeć przetnie szwy i zacznie wszystko robić od początku. Nawet jeżeli miałby siedzieć w lekcyjnej klasie kilka godzin, jednak niechęć do biologii w tym momencie była w stanie wygrać z jego perfekcjonizmem. Był gotów opuścić salę, aby tylko nie denerwować się na widok martwego stworzenia i jego spapranej roboty, bo jak to niby miał inaczej nazwać? Zawalił. Poległ. Nie dał z siebie wszystkiego, nie postarał się wystarczająco i… coraz intensywniej myślał o chwyceniu w dłonie ponownie skalpela i nacięciu szyć.

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  48. Niepewnie wyciągnął dłoń w stronę skalpelu, gotowy rozpocząć zszywanie od nowa, gdy w tym momencie odezwał się Stanely. Cofnął szybko dłoń i spojrzał na bladą twarz kolegi. Zacisnał wargi oczekując twierdzącej odpowiedz ze strony nauczycielki i, gdy ta w końcu padła zaraz za chłopakiem chwycił swój plecak i ruszył za nim do wyjścia. Dziękując jeszcze kobiecie i przepraszając, jednocześnie obiecując, że dadzą znać co z kolegą z ławki, chociaż kobieta nie wydawała się tym jakoś szczególnie zainteresowana. Attan nie zamierzał jednak opuścić klasy tak po prostu, musiał coś powiedzieć, jak zawsze sprawiając wrażenie tak dobrego chłopca… Och, gdyby tylko oni wszyscy wiedzieli.
    Przyspieszył odrobinę kroku i dogonił chłopaka, który wyszedł jako pierwszy z pomieszczenia. Poprawił pasek od plecaka na swoim ramieniu i schował wolną dłoń do kieszeni, zerkając na kolegę.
    — Spoko. — Mruknął tylko cicho, mając do siebie żal, że jednak nie rozpoczął zszywania na nowo. Bał się, że przez to będą mieli obniżoną ocenę i chociaż wiedział już, że jego partner zajęciowy nie będzie miał do niego o to żadnych pretensji, tak on sam miał żal albo raczej był zły. Naprawdę zależało mu na najlepszych wynikach, co w zasadzie było usprawiedliwione wyborem przez niego uczelni, w której chciał kontynuować naukę. Marzył o Juilliard, ponieważ dobrze wiedział, że po ukończeniu tej konkretnej uczelni drzwi wielu teatrów będą stały przed nim otworem, a to właśnie na tym zależało mu najbardziej. Oczywiście wiedział, którym z nich dokładnie chce występować, ale wiedział też, jak wiele wymaga to od niego wysiłku. — Chyba nie dostaniemy najwyższej oceny. — Powiedział niezadowolony, gdy powoli kierowali się do tylnego wyjścia ze szkoły, przez które mogli opuścić budynek i przejść bezpośrednio do parku. Nie wiedział dlaczego w zasadzie nadal idą razem, ale nie zamierzał nagle powiedzieć chłopakowi, że ma dać mu spokój i spadać. To nie było w jego stylu, a tym bardziej towarzystwo Stanley’a wcale wielce mu nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Chyba potrzebował w swoim życiu kogoś takiego. Kogoś, kto nie gna przed siebie zaślepiony, nie widząc tego wszystkiego co znajdowało się dookoła.
    — Od zawsze tak reagujesz? — Zapytał, mając oczywiście na myśli wrażliwość chłopaka. Zastanawiał się co by zrobił on sam, gdyby miał taki problem jak idący obok kolega.

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  49. — To nie twoja wina tylko mojej siostry. — Gdyby tylko jego bliźniaczka była na zajęciach, zamiast leżeć chora w łóżku w ich domu to ona wszystko by zrobiła, a już z pewnością zaszyłaby gada i nie byłoby tego problemu. W żadnym razie nie obwiniał chłopaka. Miał żal tylko do siebie, ponieważ był świadomy, że nie dał z siebie stu procent. Mógł się postarać bardziej, zrobić to wolniej i dłużej, ale zdecydowanie dużo bardziej starannie. Przygryzł policzek od wewnątrz, wsłuchując się w słowa Stanleya. — Zawsze z nią jestem w parze na zajęciach z biologii… zresztą, to przez nią jestem na tych zajęciach. — Zmarszczył delikatnie brwi. Bliźniaczka była jedną osobą w rodzinie znającą jego orientację i jedyną, w której miał wsparcie. Zresztą… często było tak, że nie musieli nawet ze sobą rozmawiać, a każde z nich doskonale wiedziało, że te drugie coś dręczy. Wówczas wystarczyło jedno spojrzenie, jeden uśmiech i dobrze wiedzieli co jest grane. Byli idealnym duetem, które potrzebowało się wzajemnie, aby móc ze spokojem funkcjonować.
    — Poraził się piorun? — Attan powtórzył za chłopakiem odrobinę zdziwiony i owe zdziwienie pokazując odrobinę za bardzo. Nie powinien tak reagować, powinien jedynie skinąć z głową i powiedzieć ciche acha. Zagryzł wargi na chwilę aby już po momencie zacząć wypowiadać kolejne zdania. — Słyszałem, że po czymś takim ludzie mogą się bardzo zmieniać. Czasami poziom ich inteligencji wzrasta, a na przykład stany depresyjne są w stanie minąć, tak po prostu. Ponoć ma to związek ze zmianą przepływu impulsów nerwowych w mózgu. — Powiedział, ale chłopak z pewnością już o tym doskonale wiedział. W końcu to on był porażony przez piorun. Na pewno o tym słyszał. — Miałeś ślady na ciele? — Nie powinien zadawać takich pytań, kulturalny człowiek, dobrze wychowany nie pyta o takie szczegóły. Attan, zamknij się! — Gdy się wpisze w wyszukiwarkę frazę z porażeniem przez piorun często widać właśnie zdjęcia osób, które mają jakby tatuaże. Nie wiem ile w tym prawdy i… zresztą nieważne. Nie powinienem chyba tyle mówić. — Skarcił się w myślach, nie zachowywał się odpowiednio co zaczynało go denerwować. Zastanawiał się dlaczego w ogóle tyle mówi, nie powinien. Nie powinien się tak zachowywać, a jednak… Obecność Stanely’a sprawiała, że Attan nie miał ochoty zamykać buzi.
    — Idealnie? — Prychnął cicho. Brakowało mu cholernie dużo do idealności, co bardzo go irytowało. Słowa chłopaka zadziałały na Attana odrobinę, niczym płachta na byka. Nie był idealny, a takie porównanie odbierał jako kpinę. Tak, jakby chłopak mógł wiedzieć jak wiele mu do owego stanu perfekcyjności brakuje. — Ciesz się, że nie widziałeś szyć tej żaby. Zdecydowanie nie były dobre. I nie… prawie nic nie robię tak, jak powinienem. — Po raz pierwszy powiedział te słowa na głos. Przyznał się, jak wiele popełnia błędów i dopiero po chwili dotarło do niego to, co właśnie zrobił. Zamknął usta i ścisnął dłoń w kieszeni w pięść. Był na siebie zły.

    ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  50. — Na filmach, wygląda to przerażająco. — Powiedział, zastanawiając się nad tym czy właściwie powinien mówić coś takiego, ale skoro sam chłopak powiedział, że nie było to nic niebezpiecznego, a zaledwie muśniecie to chyba… nie popełnił żadnego błędu. W dodatku niejednokrotnie czytał już o porażeniach piorunami, ale jeszcze nigdy nie spotkał osoby, która faktycznie przeżyłaby coś takiego, przez co zwyczajnie zafascynował się chłopakiem i jego historią, co wyszło mu na dobre, bo całkowicie przestał myśleć o biologii i ocenie, którą mogą dostać. — To dobrze. No, że nic więcej ci się nie stało. Kiedyś czytałem, że może dojść nawet do uszkodzenia wzroku lub słuchu i ogólnie do różnego rodzaju upośledzeń, więc… Naprawdę dobrze, że nic się nie stało. Twój tata pewnie bardzo się stresował, gdy do tego doszło. — Zawsze wśród obcych mówił raczej mało, ale przy chłopaku czuł się tak, jakby znał go już dobrze od długiego czasu, a tak naprawdę nie znali się za bardzo. Owszem widywali się na lekcjach i wymieniali czasem ze sobą kilka zdań, ale dzisiejsza lekcja chyba była jedyną, podczas której współpracowali razem no i proszę. Teraz nawet spacerowali wspólnie po parku, rozmawiając jakby znali się od zawsze, a przynajmniej Attan odnosił takie właśnie wrażenie.
    Kiedy chłopak uniósł koszulkę, Attan momentalnie spojrzał na odkryte ciało i rozchylił delikatnie wargi, widząc ślad, jaki zostawił po sobie piorun. To było po prostu niesamowite, zobaczyć coś takiego na żywo. Oczy mu się zaświeciły, a on sam spoglądał na chłopaka z zachłannością, uważnie przyglądając się przede wszystkim śladowi, jaki pozostał na jego ciele, chociaż przez krótką chwilę mógł zatrzymać spojrzenie poniżej pępka, gdzie ślad się urywał przez zasłaniające go spodnie i szeroką gumę od bielizny. Odwrócił spojrzenie, zdając sobie sprawę co takiego właśnie robi i uśmiechnął się delikatnie, czując, jak na jego policzki wkradają się rumieńce.
    — To wygląda po prostu niesamowicie. — Powiedział, jeszcze raz ogarniając spojrzeniem odkryty kawałek ciała chłopaka, a następnie przeniósł wzrok na jego twarz. Gdyby Attan się dowiedział o orientacji kolegi, w żaden sposób by go nie oceniał, ponieważ sam był inny, o czym prawdopodobnie niektórzy w szkole już plotkowali, ale sam Gray nie mówił często i wiele na ten temat. Nie ukrywał się, jednak gdy nie musiał, po prostu o tym nie rozmawiał. Tak było najwygodniej. — Ważne, że ta lekcja już za nami. Nie wytrzymałbym tam chyba ani minuty dłużej. Już prawie trzymałem ten skalpel ponownie, aby rozciąć te szwy… To… to czasami jest po prostu trudne. Nie lubię, gdy coś nie jest tak, jak być powinno. — Nikt nigdy niczego od niego nie wymagał. Sam dążył do perfekcji, nie miał pojęcia dlaczego, po prostu uważał, że może zrobić coś lepiej, że zawsze jest w stanie coś poprawić. Prawda była taka, że wszystko zaczęło się od dziadków i ich ciągłego powtarzania, że stać go na więcej. Attan nie umiał jednak połączyć tych faktów, poza tym nie uważał aby było z nim coś nie w porządku. Nie uznawał tego nigdy jako choroby albo jakiejś nerwicy. Po prostu starał się dawać z siebie wszystko, za wszelką cenę, we wszystkim co tylko się dało. Psycholog z pewnością wystawiłby mu odpowiednią diagnozę lub posłał do psychiatry, ale ani Attan nie widział w sobie nic niepokojącego, a tym bardziej rodzina, chociaż jego mama bardzo się martwiła, że w pewnym momencie chłopak nie wytrzyma całego tego ciężaru, który na siebie wziął.

    OdpowiedzUsuń
  51. Nie rozumiał. Być może tak już mieli psychologowie, bo jak zdążył się dowiedzieć właśnie takim zawodem trudził się jego ojciec, co również było niesamowicie ciekawe, aczkolwiek nie fascynowało Attana już tak bardzo. Chyba ze względu na to, że gdzieś w podświadomości wiedział, że prawdopodobnie jemu jakaś analiza by się przydała, ale bronił się jeszcze przed tym, nie dopuszczał tego do świadomości robiąc dalej swoje. Idąc w zaparte ideały, które sobie upatrzył, których trzymał się kurczowo i nie zamierzał puścić.
    — Cóż… to już jakieś spaczenie zawodowe. — Uśmiechnął się delikatnie, nie chciał w żaden sposób urazić chłopaka, a jedynie dać mu jakiś sygnał zrozumienia. Gray nie był dobry w relacjach międzyludzkich i zawsze zastanawiał się czy to co mówi na pewno jest poprawne i czy przypadkiem nikogo nie urazi swoimi słowami. W tym wypadku również się obawiał, jednak nie tak bardzo jak zawsze. Houck działał na niego dziwnie uspokajająco, a tego uczucia nie poznał wcześniej co sprawiało, że… chciał spędzić z nim więcej czasu, ale nie wiedział czy może i czy aby na pewno powinien. Zagryzł nerwowo wargi, słuchając uważnie słów chłopaka.
    — No wiesz? Jeszcze byś mnie połamał, przygniatając swoim cielskiem. — Zaśmiał się cicho. Stanley nie należał do osób dużych czy potężnych, ale Attan przy wszystkich, a nawet przy niektórych szczupłych dziewczynach wyglądał jak chuchro. Wszystko przez trenowany taniec, dbał o swoją formę i sylwetkę. Wiedział jakie jest środowisko taneczne i nie zamierzał z niego odpaść przez to, że nie potrafił oprzeć się paczce chipsów czy dodatkowej porcji lodów. Nie jadł więc takich rzeczy, nie jadł prawie w ogóle, co jego mama coraz częściej zauważała i przez co zmuszała go do zjadania śniadań przed wyjściem z domu. Miała wówczas pewność, że zjadł chociaż jeden porządny posiłek w ciągu dnia. — Jeszcze byś mnie połamał i co? Musiałbym się zainteresować medycyną. W ramach zemsty zawsze wybierałbym cię na biologicznego partnera. — Zaśmiał się cicho, całkiem radośnie jak na niego, co nie zdarzało się często. — Mam wszystko pod kontrolą. — Skłamał bez mrugnięcia okiem. Nie lubił rozmawiać o sobie i o swoich problemach. Czuł się znacznie lepiej, gdy głównym tematem ich rozmowy był chłopak idący obok niego, wówczas Attan miałby wiele do powiedzenia, ale teraz… Teraz nagle zabrakło mu języka w gębie. — A Juilliard. Trzeba być najlepszym, aby się dostać. Pewnie, nie są przedmioty na które nawet nie patrzą, ale masz większą szansę, gdy robisz więcej, gdy dajesz z siebie wszystko, gdy… — Przerwał na chwilę, zerkając prosto w oczy chłopaka. — Zresztą, nieważne. — Wzruszył ramionami, dokładnie w ten sam sposób, w jaki wcześniej zrobił to Stanley. — W każdym razie… nie wiem czy się dostanę. Wymagają bardzo dużo, a ja nie mam czasu na za wiele dodatkowych zajęć. Przydałby mi się jakiś konkurs, ale akademia do której chodzę po zajęciach chwilowo nic nie organizuje. Wiem… mamy jeszcze rok, ale w czwartej klasie pewnie nie będę miał więcej czasu.

    OdpowiedzUsuń
  52. [Czeeść! Tak sobie przeglądałam (ekhem *stalkowałam*) karty chętnych na wątki i rzuciło mi się w oczy, że szukasz chłopaka, którego Stanley poznał w Europie. Jeśli to aktualne i by Ci pasowało, to zgłaszam Hyacinthe'a, w sumie ładnie by mi takie powiązanie do niego pasowało i z jego historią też się pokryje :D]

    Hyacinthe Desrosiers

    OdpowiedzUsuń
  53. — Modeling? — Uniósł wysoko brew, a kąciki ust same wygięły mu się w szerokim uśmiechu. Automatycznie również skierował swoje spojrzenie na chłopaka i uważnie mu się przyjrzał, oceniając czy faktycznie nadaje się na modela. — No nie wiem… ciężko mi to ocenić. — Wzruszył delikatnie ramionami, jednak w tym geście było coś wesołego. Droczył się z nim, chociaż nie wiedział dlaczego tak właściwie to robił. Przy Stanley’u nie miał pojęcia dlaczego robił wiele rzeczy. Uśmiechał się zdecydowanie za często w ciągu tych ostatnich kilkunastu minut, które razem spędzili. Spoglądał też na niego za dużo i za dużo razy przygryzał wargę, ukradkiem na niego zerkając. — To znaczy, wiesz… każdy z nas ma swoje hobby. — Dodał, śmiejąc się cicho, poruszając przy tym delikatnie ramionami, jednak to raczej chciał ukryć. Sam nie wiedział dlaczego, ale wyobraził sobie chłopaka pozującego w bermudach i jakimś dmuchanym krokodylem na tle plaży i z dmuchaną palmą, co sprawiło, że roześmiał się tak żywo, radośnie. Musiał szybko wyzbyć się wizji tego obrazu ze swoich myśli. Zdecydowanie.
    — Nie wiem jeszcze jak, ale zmusiłbym cię do patrzenia na to wszystko. — Przymrużył powieki, spoglądając na chłopaka. Próbował zrobić groźną, acz poważną minę, jednak nie wyszło mu to za dobrze. Dlatego też nie zawsze dostawał role, których tak bardzo pragnął. Nawet jeżeli tańczył dobrze albo bardzo dobrze, nie potrafił dostatecznie dobrze grać twarzą. Potrafił wyrazić emocje swoim ciałem, ale nie buzią, a mimo wszystko twarz w tańcu była równie ważna co nogi i ręce, co korpus, co całe ciało, ponieważ była elementem ciała, miała pokazywać emocje dokładnie tak samo, jak wykonywane przez niego ruchy kończyn. — Dzięki, to miłe, że ktoś we mnie wierzy. — Jego mina złagodniała, a on sam uśmiechnął się serdecznie. Był naprawdę wdzięczny. Zdawał sobie sprawę, że chłopak nie miał pojęcia jak ten tańczył, ale mimo wszystko miło było usłyszeć, że ktoś myśli, że się dostanie. Nawet jeżeli to były tylko puste słowa… to były miłe.
    — Naprawdę? — Iskierki zabłysły w jego oczach. — Ale… czekaj, naprawdę? — Powtórzył zerkając na niego i zatrzymując się w miejscu. Był podekscytowany i może nie powinien od razu tak bardzo brać do siebie wizji konkursu i występu tym bardziej, skoro Stanley zaznaczył, że być może to tylko słowa i przechwałki jednego z jego znajomych, ale Attan miał już nadzieję i zamierzał się jej kurczowo trzymać. Najmocniej, jak tylko mógł. — Gdyby faktycznie coś się udało zorganizować, to byłoby po prostu cudowne. Wiesz… już nie tylko ze względu na punkty, ale… lubię szkołę baletową do której chodzę, ale czasami po prostu przydałoby się coś nowego. Taki powiew świeżości czy coś. Ocena kogoś obcego, kto nie zna dokładnie wszystkich moich ruchów… — Zaczynał mówić coraz więcej, co wcale nie oznaczało niczego dobrego. — Poza tym, może mógłby mi powiedzieć, co powinienem poprawić. W końcu, świeże oko to zawsze świeże oko. Nowa opinia, ocena… Kiedy mógłbyś się z nim skontaktować?

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  54. [Twoje oczy lubią mnieeeee i to mnie zgubi... <3 Kobieto, zarzucasz mi tyloma postaciami, że nie wiadomo gdzie odpisać! Myślę nad pomysłem, coby nie truć bez sensu pod kartą… (i tu odbywa się burza mózgu…)

    Chodzi mi po głowie coś związanego z jego miłosną przygodą we Francji. Cordelia mogła się tam gdzieś przewinąć ze względu na swoje upodobania do podróży. Hmmm… pomóż! Oczywiście o ile chcesz ze mną coś stworzyć <3 ]

    Cordelia

    OdpowiedzUsuń
  55. Nie podejrzewał, że chłopak do swojego modelingu może podchodzić w ten sposób. Jego rodzina też nie należała do tych bogatych, gdzie dzieciaki były rozpieszczone i rozpuszczone, gdzie za kiwnięcie palcem dostawały wszystko co tylko chciały. Rodzice pracowali, starając się zapewnić jak najlepszy byt dwójce swoich dzieci. On jak i jego bliźniaczka uczęszczali do Skyline, jednej z najbardziej prestiżowych szkół średnich w tym stanie, on dodatkowo miał opłacane zajęcia w szkole baletowej a i jego siostra również miała możliwość rozwijania swoich pasji. Nawet ojciec, który nie był zadowolony, że jego jedyny syn postanowił zostać baletnicą, starał się… by mimo wszystko młody Gray mógł spełnić swoje marzenia. Było o tyle dobrze, że ani on, ani jego bliźniaczka nie musieli podejmować się żadnych dodatkowych prac. Zresztą, sam Attan w życiu nie znalazłby na to czasu w swoim grafiku i tak miał już na sobie za dużo obowiązków.
    — Myślałem, że robisz to ze względu właśnie hobbistycznych. — Powiedział, przygryzając mocno wargę i zastanawiając się co będzie dalej. Czasami był trochę, jak taka sierotka Marysia, którą trzeba chwycić za rękę i zaprowadzić w odpowiednie miejsce, chociaż gdy tematy były neutralne i takie, w których mógł się wypowiedzieć, kroczył dumnie doskonale znając swój cel. Było jednak widać niepewność w jego oczach i strach przed błędem, gdy czegoś nie znał wystarczająco dobrze. — Pokażesz mi kiedyś jakieś zdjęcia? — Zapytał, chociaż nie był pewien czy może pytać o coś takiego, gdy nie znają się za dobrze. — Pokaże ci w zamian kiedyś, jak tańczę. Uwierz… kiedyś bilety na moje prywatne występy będą cholernie drogie. Przemyśl to dwa razy. — Ponownie próbował obrócić sytuację w żart, chociaż nie miał pewności, jak dobrze mu to poszło i czy w ogóle poszło mu to w jakiś sposób. Spojrzał na chłopaka i zaczął się zastanawiać nad jego kolejnym pytaniem.
    — Dokładnie tak, po naszych lekcjach prawie codziennie chodzę do szkoły baletowej, ale tylko na zajęcia poza lekcyjne, to taka bardziej akademia dodatkowa. Schiller Park. Mój ojciec powiedział, że w życiu nie puści mnie tak po prostu do szkoły baletowej i… muszę chodzić tu i tam, chociaż, jak możesz się domyślić wolałbym chodzić tylko tam. — Wzruszył delikatnie ramionami. — W każdym razie jestem wdzięczny, że w ogóle mogę tam chodzić. — Najlepiej, jakby to był konkurs indywidualny, własny układ do muzyki. Nie lubię pracować w grupie podczas konkursów. — Mruknął, zawsze miał poczucie, że daje z siebie najwięcej ile może, a pozostali nawet się nie starają. Prawdopodobnie nie miał racji w swoich przekonaniach, ale Attan był cholernie wymagający, szczególnie gdy chodziło o jakieś dodatkowe aktywności.
    — Po szkole? Chciałbym przenieść się do Nowego Jorku. Broadway, Juilliard teatr… No, ale tam trafiają tylko najlepsi. Mam zamiar próbować tak długo, aż mi się uda. Później pewnie po prostu… zmienię stanowisko. Kariera tancerzy klasycznych jest niestety dość krótka. — Wzruszył ramionami, dlatego tak bardzo się starał, tak dużo wymagał od siebie i od innych. Ponieważ dobrze wiedział, że nawet gdy mu się uda, nie będzie się cieszył tym tak długo, jak chciałby faktycznie. — W każdym razie, taniec, balet. To chcę robić później, kiedykolwiek by te później miało być. Nie widzę siebie nigdzie indziej… a ty? Jakie masz plany? — Zapytał, zerkając na chłopaka, nie mogąc oderwać wzroku od jego twarzy. Mógłby patrzeć się na niego godzinami i im dłużej to robił w świetle wiosennego słońca, tym bardziej przekonywał się o tym, że chłopak jest przystojny i faktycznie, może być dobrym modelem. Poczuł w pewnym momencie ukłucie żalu, jakby zazdrości. Zazdrości, że wiele innych ludzi może wpatrywać się w te twarz, a przecież nie powinien tego czuć, przecież… to był tylko kolega z lekcji biologii.

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  56. [O! I to jest jakiś pomysł! Niech tam w przeszłości połączyło ich podróżowanie, a teraz się przyjaźnią. Ten Gej-Friend mi się podoba, mogliby sobie siedzieć w parku i komentować tyłki przechodzących obok facetów. O! Albo mogliby sobie robić żarty z niektórych napaleńców-zagorzałych hetero. Coś w stylu - podchodzi Cordelka zagaduje, ładnie się uśmiecha, mówi na uszko, że facet wpadł w oko jej friend… a tu ni z gruchy ni z Pietruchy wyskakuje Stasiek, a facet czmycha gdzie pieprz rośnie. Tak wiem… głupie jak but, ale miałam to przed chwilą przed oczyma i nie mogłam się nie roześmiać :D ]

    Cordelka

    OdpowiedzUsuń
  57. [Of kors, że nie mam nic do Indian! Jam tolełancyjna blada twarz… xD I co to za wykręty, proszę ja Ciebie?! Brak kultury, no zero! Phi! Ale okej, poznaj serce bladej twarzy… (masz tu kiepa, bo mnie parzy, jak to mówi mój znajomy xD). Postaram się sklecić coś sensownego. ]

    Cordelka

    OdpowiedzUsuń
  58. W swoim niedługim aczkolwiek dość dynamicznym życiu Cordelii udało się zobaczyć naprawdę wiele, jednak nic tak jej nie zauroczyło jak Paryż. Kto wie czy to za sprawą miejsc czy poznanych tam ludzi, Cordelia postanowiła, że na pewno tam jeszcze wróci. Okazja nadarzyła się prędzej niż dziewczyna się mogła tego spodziewać - wymiana studencka między uczniami EHS, a jedną ze szkół średnich w Paryżu. Jakże mogłaby sobie odmówić tej przyjemności? Na miejscu poznała Anabelle, jedną z uczennic tej szkoły. Z pozoru sympatyczna dziewczyna po pewnym czasie pokazała swą prawdziwą twarz. To za jej sprawą Cordelia poznała Staśka i przez jej prostacki wybryk bardzo się z nim zżyła. Pomogła mu wyjść z dołka, namówiła na powrót do kraju i obiecała być zawsze obok, gdy tylko będzie jej potrzebował.
    Nigdy nie uważała go jednak za dobry materiał na partnera, przynajmniej nie dla siebie, zaczęła mu nawet wmawiać, że oboje gustują w podobnym typie i tak zaczęła się ich przyjaźń. W sumie fajnie mieć przyjaciela geja, no chyba że ów przyjaciel chce Ci odbić faceta, wtedy już tak miło nie jest. Całe szczęście Cordelka i Stanley ustalili sobie jedną rzecz - prawo zaklepania, które jak dotąd dobrze się sprawdzało, choć rzadko było wykorzystywane przez Cori, wpadającą zwykle z jednego związku do drugiego.
    Ten dzień wlekł się jak flaki z olejem, a 45 minutowe lekcje wydawały się nigdy nie kończyć. Tak to niestety jest, gdy pogoda za oknem dopisuje, a Ty myślami już jesteś na dworze i masz plany jak spędzić cudowne popołudnie, pławiąc się w łaskoczących ciepłem promieniach słoneczka. Nie pomagało bazgranie długopisem po marginesach zeszytu, ani gra w statki z kolegą z ławki.
    Gdy tylko rozdzwonił się dzwonek sygnalizujący koniec zajęć Cordelia wybiegła z klasy jak oparzona prawie gubiąc po drodze połowę zawartości swojej torby na czele z lunchboxem, a byłoby szkoda bo miała tam kilka naprawdę niezłych kanapek, które buchnęła bratu, bo samej nie chciało jej się robić sobie jedzenia. Całe szczęście ktoś miał niezły refleks i w locie złapał pudełeczko. Cordelia momentalnie obróciła się o sto osiemdziesiąt stopni coby zabrać swoją własność, ale widząc uśmiechnięta od ucha do ucha mordkę Staśka klasnęła w dłonie. Super, przynajmniej nie będzie musiała biegać po całym budynku usiłując go zlokalizować.
    - Idziemy w plener! Mam kanapki… - urwała na chwilę, a jej wzrok spoczął na lunchboxie w jego rękach. - …no tak właściwie to aktualnie masz je Ty, ale nie ważne - machnęła ręką i chwyciła jego nadgarstek przedzierając się przez tłum dzieciaków, które tak jak i ona miały zamiar jak najszybciej opuścić budynek oświaty.

    Cordelka

    OdpowiedzUsuń
  59. — Gdybym nie chciał, to bym o nie, nie pytał. — Powiedział, przygryzając delikatnie wargę i czując jak na jego poliki wkradają się delikatne rumieńce, a wszystko przez ten uśmiech Stanleya, który sprawiał, że kolana prawie mu miękły. Oczywiście starał się nie dać niczego po sobie poznać, jednak purpurowe plamy na jego policzkach były niczym droga prowadząca do odkrycia tajemnicy. Tajemnicy do której Attan chyba nie chciał się przyznać jeszcze sam przed sobą, a co dopiero przed kimś, kogo nie był jeszcze pewien. Uśmiechnął się wciąż przygryzając wargę, jednak starał się już tak łapczywie nie spoglądać na twarz kolegi i jego usta, którym jeszcze chwilę się przyglądał podziwiając ich idealny kształt. Przez chwilę nawet zastanawiał się, jak mogły smakować jednak szybko wyzbył się tych myśli, karcąc siebie samego, próbując ustawić się do pionu i przemówić sobie, że powinien skupić się na czymkolwiek innym, ale nie myśleniu i chłopaku w ten sposób, przecież nawet go dobrze nie znał. I chyba to w tym wszystkim było takie fascynujące. To, że tak naprawdę ledwo co złapali ze sobą kontakt, a on sam czuł się tak, jakby przegadał z nim już niejedną lekcję, niejedną imprezę i niejedną noc, a wszystko to razem sprawiało, że chciał go poznać. Chciał poznać go znacznie bardziej, niż powinien w ogóle móc. Najważniejsza dla Attana powinna być teraz szkoła i akademia. Powinien się skupić na swojej pasji, na tym aby w końcu coś osiągnąć. Wizja jednak kolejnego spotkania z chłopakiem była na tyle kusząca, że nie zastanawiał się nawet chwilę nad swoimi kolejnymi słowami. — Powinieneś kiedyś wpaść na próbę, zobaczyć jak to wygląda. Może po, pokazałbym ci mój ulubiony układ, a później… później mógłbyś mi opowiedzieć o swoich podróżach, przy kawie czy herbacie. Ten weekend mam nawet trochę luźniejszy i byłbym w stanie się wyrwać na trochę z domu, właśnie po próbie, jakoś tak koło siedemnastej więc później moglibyśmy… — Przerwał, gdy uświadomił sobie co właśnie zrobił. — To znaczy… wiesz, gdybyś chciał i miał w ogóle ochotę i… Po prostu lubię znać swoje plany, więc jakbyś miał ochotę wolałbym wiedzieć wcześniej niż dzień przed, albo tego samego dnia. — Oblizał nerwowo wargi, zaciskając delikatnie dłonie i uważnie słuchając słów kolegi.
    — Konie są naprawdę piękne. — Oznajmił. — Ale trochę się ich boję, kiedyś ojciec chciał żebyśmy z siostrą jeździli, ale kiedy koń zaczął galop bez mojej wiedzy trochę… spękałem. — Wzruszył ramionami. Słowa dotyczące Nowego Jorku trochę go uraziły. Miał wrażenie, że chłopak mówi o tych wszystkich zabieganych i dążących do idealności ludzi odrobinę wyśmiewco, chociaż nie był tego pewien. — Nie wiem czy tam pasuje, nie wiem czy jestem jak tamci ludzie… ale chcę tam być, chcę taki być. Niezależnie czy komuś się to podoba czy nie.

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  60. Attan doskonale zdawał sobie sprawę ze swojej orientacji, a fakt, że pociągali go mężczyźni nie powodował u niego żadnych dodatkowych emocji. Po prostu, odkąd pamiętał nigdy nie podobały mu się dziewczyny i nigdy nie czuł przy nich tego, co potrafił odczuć w towarzystwie niejednego chłopaka. Ze Stanley’em było jednak zupełnie inaczej niż z wszystkimi, dotychczasowymi obiektami jego westchnień. Czuł, że pomiędzy nimi coś się dzieje, czuł pewne napięcie, którego nie potrafił wytłumaczyć, co jednocześnie dawało mu poczucie, że powinien spróbować zrobić coś w tym kierunku, spróbować niewinnego flirtu, jednocześnie obawiał się, że Houck będzie jednym z tych chłopców, którym w głowie są tylko dziewczyny i o ile słyszał niejednokrotnie, że gej radar nigdy go nie zawiedzie, tak w tym momencie nie był niczego pewny, a wszystko przez te ciągłe, szerokie uśmiechy. Niby dostrzegał, jak Stanley momentami na niego zerkał, ale zaraz po chwili wzruszał swoimi ramionami, a na jego twarzy pojawiał się szeroki uśmiech. Zabójczy uśmiech, którego nie potrafił w żaden sposób zidentyfikować.
    — Mówisz? W sensie, że to odpowiedni sposób w jaki powinienem, zapisać te spotkanie? — Zapytał, unosząc delikatnie brew i spoglądając odważnie prosto w oczy chłopaka, jakby szukał w nich odpowiedzi na wszystkie swoje wątpliwości, które czuł w tym momencie. I tym razem nie odwrócił pospiesznie wzroku, gdy tylko ich spojrzenia się spotkały. Pozwolił temu trwać, tak długo dopóki i idący obok brunet będzie chciał to kontynuować. Wierzył, że ta jedna krótka chwila pomoże mu w odgadnięciu jakichkolwiek wniosków… a kolejne spotkanie, pomoże mu zidentyfikować czy była to w zasadzie randka czy jedynie przyjacielskie spotkanie dwóch nastolatków, którzy uczęszczali razem jedynie na lekcje biologii. — Chyba… masz rację, w sumie to całkiem trafne określenie. — Wychrypiał cicho, a następnie odkaszlnął ostrożnie, odwracając głowę w drugą stronę i zakrywając buzię dłonią. — A co jeżeli mi się spodoba i będę chciał słuchać więcej? — Zaśmiał się cicho, odrobinę skrępowanie po swoich wcześniejszych słowach. Musiał jednak w końcu sam zdecydować, jak chce to rozegrać. Udawać, że nic się nie dzieje, że nic nie czuje lub po prostu pozwolić kierować się jedynie uczuciami i tym wszystkim, co podpowiadało mu serce, chociaż rozum stanowczo odradzał wykonywanie jakichkolwiek gwałtownych ruchów.
    — A jeżeli… — Spuścił na chwilę głowę, aby po upływie kilku sekund podnieść głowę i ponownie w przeciągu ostatnich kilkunastu minut spojrzeć ponownie w jego oczy. — Jeżeli chcę czegoś jeszcze… czegoś… — Zagryzł wargi. Nie umiał wydusić z siebie słów, które krążyły po jego głowie. Chciał wyciągnąć dłoń i powolnie sunąć nią po policzku Stanleya, chwycić mocno jego żuchwę i zatopić się w jego idealnie skrojonych ustach.

    Attan, który nie miał być ciepłą kluską, a wychodzi jak wychodzi ;<

    OdpowiedzUsuń
  61. — Jedzenie? — Powtórzył niczym echo za chłopakiem. Jego słowa całkowicie wybiły go z rytmu, a na jego twarzy pojawiło się zmieszanie. Co prawda Stnaley nie wyglądał tak, jakby miał to wszystko powiedzieć po to, aby wzbudzić w Attanie zdezorientowanie, ale chłopak tak właśnie się czuł. Zdawał sobie sprawę, że nie powiedział niczego wprost, ale… przecież wpatrywali się sobie w oczy bez żadnego zażenowania, a teraz. Teraz Attan nie miał pojęcia co się tak właściwie dzieje. — Tak, jedzenie… nie słyszałem o tym miejscu. Może faktycznie powinniśmy iść i spróbować tych naleśników. — Uśmiechnął się zerkając na czubki swoich butów i zastanawiając się o cholerę tu chodzi. Domyślał się, że gdyby Houck chciał go od siebie odepchnąć nie proponowałby raczej jedzenia, a spotkanie prędzej próbowałby odwołać, zamiast je przedłużać. Zacisnął delikatnie dłoń na pasku od plecaka i przez chwilę nie odzywał się słowem, zastanawiając się co dalej, zerkając na ścieżkę na której leżały chude patyki i jakieś zaschnięte liście, które przetrwały zimę, a które chłopak deptał z każdym kolejnym swoim krokiem.
    — Czyli widzimy się w sobotę o siedemnastej? Wiesz gdzie jest szkoła Schiller Park czy zapisać ci gdzieś adres? Mógłbym w sumie wysłać ci sms-em. Skoro mamy się spotkać, dobrze byłoby się wymienić numerami, w razie gdyby coś się miało zmienić. — Powiedział uśmiechając się delikatnie, cały czas mając w myślach poczucie, że chwilę temu stracił szansę na zrobienie jakiegoś kroku. Z drugiej strony gdy Houck wypalił z tymi naleśnikami, Attan… zgłupiał. Tak po prostu.
    Skręcił w jedną z parkowych alejek, zastanawiając się ile czasu tak właściwie już wspólnie idą, zacisnął delikatnie wargi przełykając w tym samym momencie ślinę.
    — Wiesz… kiedy mówiłem, że chciałbym coś jeszcze, ja… miałem na myśli coś innego. — Powiedział niepewnie, zastanawiając się czy drążenie tematu ma jakikolwiek sens, może lepiej zostawić to samemu sobie i zobaczyć, jak będzie się rozwijać? W końcu mieli zobaczyć się już za kilka dni, raz jeszcze, całkowicie poza szkołą… może wówczas. — Ale w sumie, to już nie ważne. Całkiem ładna dzisiaj pogoda, prawda? — Wysunął w końcu dłoń z kieszeni spodni u wyciągnął w dół wzdłuż swojego boku, pozwalając aby zwisła swobodnie, nieznacznie, całkiem niezauważalnie, a przynajmniej tak się właśnie jemu wydawało, zmniejszył dystans pomiędzy nimi z nadzieją, że ich dłonie będą miały okazję otrzeć się o siebie. Szedł obok Stanleya opowiadając mu jeszcze o tym, że bardzo chciałby zagrać jedną z ról w Dziadku do orzechów, bo właśnie przez tę sztukę pokochał taniec klasyczny, nie uściślił jednak o jaką konkretnie rolę chodziło. W pewnym momencie poczuł, jak ich ramiona otarły się o siebie wraz z dłońmi. Uśmiechnął się tylko delikatnie i zerknął na chłopaka.

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  62. Hyacinthe był pewny, że przeprowadzając się do Stanów rozpoczyna nowy rozdział w swoim życiu. To miała być wielka, piękna przygoda, nowe miejsce i nowi ludzie, a tymczasem pierwszego dnia przeszłość dopadła go na szkolnym korytarzy. Chyba nigdy nie gapił się na nikogo z takim niedowierzaniem, jak wtedy na Stanleya, zastanawiając się, jak. Jak, do jasnej cholery, skończyli w jednym liceum? Przez chwilę poczuł się jakby znowu był we Włoszech; znowu było gorąco, wręcz duszno, żegnali się ze sobą dopiero nad ranem, a żadne jutro nie istniało i właśnie dlatego nic nie powiedział, starał się w ogóle nie wyglądać jakby go pamiętał… i wyszło, minęli się. Raz, potem drugi, trzeci, a Hyacinthe za każdym razem gratulował sobie w duchu, bo przecież tak było lepiej, tak było łatwiej.
    Potrafił zająć się innymi sprawami: teatrem, szkołą, rodziną, znowu teatrem, to zajmowało naprawdę ogromną część jego życia, ale czasem się zastanawiał. Kiedy siedzieli w tej samej klasie, pochyleni nad podręcznikami do francuskiego, on udawał, że czyta, ukradkiem spoglądając na Stanleya i myśląc o tym, jak wcześniej skończyła się ich znajomość. Było mu głupio, że uciekł tak bez pożegnania, ale przeraziła go perspektywa czegoś więcej, bo pomimo tego, jak dobrze bawił się na imprezach i jak wolny czuł się spacerując po plaży przed samym wschodem słońca, był wtedy bardzo, bardzo smutny. Skrzętnie ukrywał ten smutek przed wszystkimi oprócz swojej rodziny, aż pewnego razu był tak blisko wygadania się o swojej chorobie, że zamiast tego zniknął przed porankiem i już nigdy więcej się do Stanleya nie odezwał.
    Zrobił źle, zrobił głupio i był okropny, z perspektywy czasu wiedział, że rozwiązał by to inaczej, ale wtedy dopiero zaczynał podróżować i nie potrafił znaleźć żadnej równowagi pomiędzy zabawą a prawdziwym, poważnym życiem. Nie odzywał się, bo z każdym kolejnym dniem wydawało mu się to dziwniejsze i bardziej niezręczne, do tego miał wrażenie, że nie zostałby przyjęty ciepło przez swojego starego znajomego.
    Znów o tym myślał, tym razem siedząc na stołówce i bez entuzjazmu wpatrując się w jedzenie przed sobą. Jednak kiedy podniósł wzrok, to aż zamrugał, gotowy uwierzyć, że znowu mu się pogarsza i nie tylko nie widzi, ale jeszcze ma omamy, bo oto usiadł przed nim Stanley. Przez chwilę na niego po prostu patrzył, chyba nawet trochę za długo po tym, jak chłopak skończył mówić. Ta sytuacja wydawała mu się strasznie abstrakcyjna, bo nie wyobrażał sobie, że właśnie tak… że tak znowu się do siebie odezwą. Albo że w ogóle to zrobią. Trochę napięcia, które towarzyszyło mu przez tę sprawę od dawna jakby się ulotniło, ale to nie znaczyło, że wiedział, co powiedzieć. Właściwie to dwa razy otwierał i zamykał usta, niezdecydowany, zanim wreszcie coś z siebie wydusił.
    – Tak. To znaczy nie, oczywiście możemy ze sobą rozmawiać… jeśli chcesz – podkreślił, nie mając pojęcia, z jakiej strony w ogóle zabrać się za tę rozmowę. Ale był aktorem, improwizacja powinna przychodzić mu przecież łatwo. Trzymając się tej myśli, postarał się wcale nie wyglądać na spiętego i nawet uśmiechnął się delikatnie, pochylając się do przodu. Tak, spokojnie. Ładnie i gładko. – Och. A chciałbyś cofnąć to, co było? Wiem, że zachowałem się strasznie, ale to było… wiesz, na wakacjach i dobrze się bawiliśmy… przez większość czasu. Wciąż, po prostu nie sądziłem, że masz ochotę się ze mną zadawać – przyznał po prostu, wzruszając lekko ramionami. Rozumiał to tak, czy inaczej, naprawdę. Teraz był po prostu zaciekawiony.

    Hyacinthe

    OdpowiedzUsuń
  63. Zaśmiał się tylko cicho pod nosem, widząc w jaki sposób chłopak, zapisał mu swój numer w jego komórce. Zablokował ekran i tylko wsunął telefon do kieszeni spodni, chociaż zdecydowanie powinien oduczyć się noszenia komórki w tym miejscu. Ciągle czuł, jak wysuwa mu się spomiędzy materiału spodni i co jakiś czas odruchowo sięgał dłonią do kieszeni, aby dopchnąć komórkę do jej dna. Oczywiście mógłby wsadzić ją do plecaka, ale wówczas znalezienie jej, gdyby zaczęła dzwonić nie byłoby tak łatwe. Noszenie jej z kolei w tylnej kieszeni groziło przypadkowym zgnieceniem jej swoimi czterema literami i prawdopodobnie uszkodzeniem ekranu, co również nie podobało się Attanowi. Najlepszym rozwiązaniem byłoby noszenie jej na smyczy zawieszonej na karku, ale nie miał już przecież dwunastu lat, gdy biegał właśnie tak z komórką, która służyła mu wówczas tylko do grania w gry i ewentualnego odbierania telefonów rodziców, gdy zasiedział się na placu zabaw za długo.
    — Auć. — Syknął cicho, momentalnie zabierając rękę i chwytając ją drugą dłonią. Nie spodziewał się, że Stanley najzwyczajniej w świecie kopnie go prądem i to jeszcze dość mocno, owszem zdarzało mu się już poczucie owego kopniaka, ale zazwyczaj było to prawie nie wyczuwalne, tutaj z kolei poczuł wyraźnie, że coś jest nie tak. — Znaczy nie bolało tak mocno, ale hej… to czuć dość wyraźnie. — Uśmiechnął się jednak po chwili, zerkając na chłopaka i uważnie słuchając tego co ma do powiedzenia. Spodziewał się, że niedługo nastąpi ten moment, w którym będą musieli się rozstać. On sam zaraz powinien ruszać do szkoły baletowej zawzięcie ćwiczyć kolejne kroki, rozumiał, że Houck spieszył się na swój trening. Nie zwrócił szczególnej uwagi na jego składnie i pospiech, tłumaczył to sobie spotkaniem drużyny hokejowej, na które się chłopak spieszył. — Jasne, widzimy się w sobotę. Do zobaczenia i połamania nóg! Oczywiście nie dosłownie! — Zaśmiał się i nawet pomachał przez chwilę ręką na odchodne chłopakowi, a później sprawdził godzinę i wsunął dłonie do kieszeni spodni przyspieszając znacznie kroku, idąc w stronę przystanku autobusowego którym miał dojechać do akademii.

    Sobota
    Przez cały dzień zerkał co jakiś czas na komórkę, sprawdzając czy przypadkiem Stanley nie postanowił odwołać ich spotkania, a za każdym razem gdy da wydawała z siebie jakiś dźwięk, chwytał ją z przerażeniem, bojąc się, że to będzie jednak wiadomość od Houck’a, której dostać wcale nie chciał. Zaznał spokoju tak naprawdę dopiero gdy wyszedł z domu do akademii. Tam telefon miał już schowany w sportowej torbie, a sam w obcisłych legginsach i bawełnianej bluzce z baletkami na stopach stał na betonowej wylewce w dużym pomieszczeniu z naprawdę dużymi oknami, przez które do środka wpadało słoneczne światło. Na zajęciach zawsze się koncentrował na tym co miał robić, nie pozwalał sobie na rozproszenie, a gdy już do tego dochodziło karcił się w myślach i powtarzał, że to wcale w niczym mu nie pomaga, a jedynie pogarsza jego sytuację. Gdy ćwiczył, próbował oddać się muzyce, sprawić aby to ona poruszała jego ciałem, aby mówiła samodzielnie przez niego… Poruszał się płynnie, trochę tak, jakby unosił się parę milimetrów nad ziemią. Dopiero gdy muzyka ustała, a nauczycielka oznajmiał, że jest z nich wszystkich dumna, bo o dziwo po raz pierwszy od długiego czasu nikt nie popełnił błędu, Attan zrozumiał, że za chwilę miał się spotkać ponownie ze Stanleyem. Z tym przystojniakiem z biologii przez którego wczorajszego wieczoru w ogóle nie mógł skupić się na zadaniach z ekonomii, które miał do wyliczenia na poniedziałek.

    :D

    OdpowiedzUsuń
  64. Uśmiechnął się szeroko na widok chłopaka, gdy w końcu go zobaczył poczuł prawdziwą ulgę i zdał sobie sprawę, że naprawdę bardzo się cieszy z tego spotkania. Prawdopodobnie bardziej nawet niż powinien. Uniósł delikatnie rękę i pomachał mu, jednocześnie próbując mu drogą gestów przekazać, aby jeszcze chwilę postał dokładnie tam, gdzie teraz się znajdował. Starał się wsłuchiwać uważnie w to, co kobieta miała im do powiedzenia, jednak myślami był już przy Stanley’u i zastanawiał się czy popołudnie, które mieli wspólnie spędzić faktycznie będzie tak cudowne, jakie widział je oczyma wyobraźni.
    — Cześć. — Powiedział z uśmiechem podchodząc do chłopaka. Spodziewał się, dokładnie tak jak w parku kopnięcia prądem, jednak mimo wszystko chwycił niezdarnie jego nadgarstek i wciągnął go do pomieszczenia, chcąc mu pokazać układ, który ostatnio ćwiczył. Gdyby tylko wiedział, że owe kopnięcia są bardziej bolesne dla samego Houck’a to z pewnością zaprosiłby go do wnętrza słowami, a nie gestami. — Niestety… nie mamy tu krzeseł, ale możesz usiąść na ziemi, na parapecie lub po prostu stać. — Oznajmił podchodząc do małej wierzy, która stała w rogu pomieszczenia i włączył jeden z utworów, do którego ostatnio trenował swój indywidualny układ taneczny. Cały utwór trwał niecałe pięć minut, jednak Attan miał opracowane kroki do niespełna dwóch minut, uznał jednak, że to idealny czas aby pokazać chłopakowi to, co on sam tak bardzo kochał. Stanął przodem do ściany, na której zamontowane były lustra, a gdy muzyka rozbrzmiała, Attan nie zastanawiając się długo rozpoczął taniec. Poruszał się płynnie w dźwiękach pianina wydobywającego się odtwarzacza. Gdy zakończył, na jego policzkach widniały różowe rumieńce spowodowane wysiłkiem. Ktoś mógłby powiedzieć, że to tylko taniec, ale Attan wkładał w to całe swoje serce a niektóre piruety były po prostu trudne i wymagały zaangażowania wielu partii mięśniowych.
    — I jak, co myślisz? — Zapytał z uśmiechem robiąc kilka kroków w stronę chłopaka, jednak nie zbliżał się za bardzo, zdawał sobie sprawę z tego, że wcześniej jednak prawie trzy godziny trenował, a jego zapach w tym momencie może być… delikatnie ujmując nieprzyjemny. Zamierzał za chwilę pobiec prędko do szatni, wziąć szybki prysznic i stanąć gotowym przed Stanley’em czekając, aż przejdą do kawiarni z naleśnikami i w końcu chłopak będzie mógł opowiedzieć mu o swoich podróżach.

    OdpowiedzUsuń
  65. Kiedy nie nosiła swojego biało-niebiesko-żółtego stroju cheerleaderki, raczej nie wyróżniała się z tłumu, a prędzej w nim ginęła przez swój niewielki wzrost. Dopiero kiedy go zakładała, zaczynała rzucać się w oczy i osób, które na nią wpadały było zdecydowanie mniej. Nie lubiła jednak chodzić w nim dwadzieścia cztery godziny, w przeciwieństwie do niektórych dziewcząt z drużyny. Jasne, była dumna, że jest jedną z głównych cheerleaderek, ale mimo to nie uważała, że jest jakąś gwiazdą, która powinna mieć z tego powodu profity. Tego dnia miała więc na sobie czarne, skórzane spodnie i białą koszulę, na którą narzuciła żółty, zrobiony na drutach sweter, a do tego na nogi wcisnęła czarne botki na niewielkim obcasie. Szczególnie, że dzisiaj trening został odwołany z powodu choroby, która rozprzestrzeniła się w drużynie, przez co połowa dziewczyn była dzisiaj nieobecna. Na szczęście Annike jakoś się trzymała i miała nadzieję, że dzięki magicznym lekarstwom babci, uniknie zarażenia. Z drugiej strony, wizja pozostania w łóżku cały tydzień była naprawdę kusząca. Wiedziała jednak, że jeśli pozwoliłaby sobie na dłuższe wolne, później dużo ciężej byłoby jej wrócić do szkoły.
    Zamknęła z trzaskiem drzwiczki od szafki, po czym chwyciła torebkę i zaczekała aż Stanley do niej wróci. Zazdrościła mu tego roku poza krajem, sama chętnie wybrałaby się na jakieś długie wakacje. Chciała jednak najpierw skończyć szkołę, a dopiero później wyjechać w świat. Już zrobiła nawet listę miejsc, w które na pewno pojedzie i była ona naprawdę długa. Teraz tylko odliczała czas do końca czwartej klasy i odkładała wszystkie oszczędności na swoje konto, a dzięki temu, że rodzice nie żałowali na nią pieniędzy, miała ich całkiem sporo. Nie mówiąc o dziadkach, którzy również od czasu do czasu sypnęli trochę kasą. Jedyne czego jej na razie brakowało to osoby, która wybrałaby się z nią na taką wycieczkę, bo jechać samej nie miała ochoty.
    — Jak ty mnie dobrze znasz — mruknęła z szatańskim uśmieszkiem, po czym wskoczyła mu na plecy, jednocześnie uważając, aby nie uderzyć go swoją torebką. — Ale zanim do wyjścia, najpierw zajdziemy do pomieszczenia, w którym znajduje się radiowęzeł. Muszę zabrać stamtąd parę drobnych rzeczy — dodała, wiercąc się przez chwilę na jego plecach, aby znaleźć wygodną pozycję. — No dalej. Wio, koniku! — Zadowolona klepnęła go lekko w ramię, ignorując zdziwione i rozbawione spojrzenia innych kierowane w ich stronę.

    Annike

    OdpowiedzUsuń
  66. Słów "jak normalni ludzie" w słowniku Cordelii brakowało, tak samo jak "nie da się, niewykonalne, nie mogę, nie mam czasu, może jutro". To był istny wulkan niespożytej energii. Kiedy już coś postanowiła nie było zmiłuj się - trzeba było albo podążać za nią z nadzieją, że jednak zmieni zdanie, albo uciekać gdzie pieprz rośnie. Była też trzecia opcja, którą najwyraźniej Staś preferował - poddaj się, a nuż Ci się spodoba i chyba mu się podobało, bo nigdy nie narzekał, a przynajmniej nie tak na poważnie.
    Litościwie zignorowała zaczepkę i wytknęła mu język. Na gadanie jeszcze będzie czas, a dni jak na razie wcale nie były takie długie i szybko robiło się zimno, a Cordelia miała zamiar chwycić dziś jeszcze kilka przyjemnych promieni słonecznych. Może trochę opalić policzki, może wzmocnić słońcem upstrzony piegami, zadarty nosek.
    - Zrobimy sobie piknik - oznajmiła Stanley'owi, maszerując raźnie przed siebie w kierunku dość dużego paru znajdującego się nieopodal ich szkoły. - Więc bez obaw, usiądziesz sobie i nawet zjesz coś pysznego, bo buchnęłam Charlesowi świetne kanapki z kurczakiem, staruszku - stanęła na palcach i wyciągnęła rękę by zmierzwić włosy chłopaka.
    Zawsze zabierała starszemu o te parę minut bratu kanapki, a on zawsze był na to przygotowany i robił ich więcej. Pewnie nawet nie wiedział ile już osób z ich otoczenia miało okazję spróbować tych rarytasów, bo Cordelka była bardzo dobrą dziewczynką, która lubiła się dzielić ewentualnie wymieniać za papierosa czy kieliszek wina.
    - Czy ja Cię kiedyś zawiodłam? - zatrzymała się nagle i spojrzała na niego całkiem poważnie. - Czy kiedyś żałowałeś, że dałeś mi się poprowadzić? - kiedy zobaczyła jak chłopak niepewnie kręci głową, nie będąc pewnym o co właściwie jej w tej chwili chodzi, znowu wyszczerzyła się w jego kierunku. - Więc nie narzekaj, bo to robi się nudne. Dziś oprócz pikniku mam jeszcze w planach skok na bungie, paintball w mieszkaniu i rosyjską ruletkę. Wchodzisz w to? - uniosła delikatnie jedną brew ku górze i wbiła w niego te swoje czekoladowe oczęta. Nie mógł odmówić, nawet jeśli mówiłaby całkiem serio, a tak dzięki Bogu nie było.

    Cordelia

    OdpowiedzUsuń
  67. Uśmiechnął się tylko wesoło, widząc, jak Stanley uśmiecha się, jak wpatruje się w niego z podziwem i mówi wszystkie te miłe słowa. Może i faktycznie jego wypowiedź nie należała do tych elokwentnych i wysoce pouczających, ale dla Attana najważniejsze było to, że chłopakowi jego taniec się podobał i, że go nie okłamywał. Był tego pewien widząc wyraz jego twarz i te spojrzenie. Spojrzenie mówiące znacznie więcej niż tysiąc słów, co w tym wypadku było naprawdę bardzo wyraźnie widać. Na ustach Attana momentalnie pojawił się szeroki uśmiech. Nie umiał się nie uśmiechać w towarzystwie przystojniaka z biologii, a powstrzymywanie tego było naprawdę bardzo trudne. To był zaledwie początek ich dzisiejszego spotkania, a Gray czuł się naprawdę uradowany.
    — Zaczekasz chwilę za mną? Ogarnę się tylko szybko i zaraz będę z powrotem. — Uśmiechnął się ponownie, szerzej, wpatrując się bezkarnie w przystojną twarz stojącego naprzeciwko niego chłopaka. — Możesz zaczekać tutaj lub na zewnątrz. I zastanów się dobrze nad historiami, które chcesz mi opowiedzieć… J-ja już pokazałem tobie kawałek siebie, teraz twoja kolej. — Zaśmiał się cicho, nerwowo i już po chwili zniknął mu z pola widzenia, opuszczając salę i kierując się do szatni, gdzie wziął szybki prysznic i przebrał się w dżinsy, zwykłą koszulkę i ciepły sweter. Z torbą na ramieniu stanął ponownie przed chłopakiem.
    — Prowadź więc do tej kawiarni i opowiedz mi o wszystkim co ciekawego wydarzyło się u ciebie przez te parę dni, odkąd widzieliśmy się ostatnio w szkole na korytarzu. — Powiedział, poprosił, a może wręcz zażądał? Nie zastanawiał się nad formą swojej wypowiedzi. Najchętniej osaczyłby całego chłopaka i wpatrywał się w niego, uważnie wsłuchując się w każde słowo, które tylko padało z jego ust. Na szczęście Attan był jeszcze o zdrowych zmysłach i potrafił się zachowywać w towarzystwie i w publicznych miejscach. Nie był jednak pewien, jak długo wytrzyma dalej udając, że Stanley jest dla niego tylko kolegą, że w ogóle go nie pociąga i kompletnie nic do niego nie czuje… Przecież było wręcz na odwrót, było zupełnie inaczej i… i chyba chciał w końcu dowiedzieć się, czy Houck myśli chociaż w jakimś stopniu podobnie, czy czuje podobnie.

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  68. Uśmiech cały czas gościł na jego ustach, jakby nie miał żadnych zmartwień, problemów i trosk, a owszem, miał je. Pełno ich miał, ale będąc w pobliżu Stanley’a najzwyczajniej w świecie o tym wszystkim nie myślał. Pozwalał sobie na chwilę odetchnięcia, relaksu. Skupiał się tylko na tym co było i nie myślał o niczym innym, no może z wyjątkiem tego co będą robić gdy już dojdą do kawiarni, co będą robić, gdy skończą jeść i przyjdzie pozorny czas rozstania. Chociaż ich spotkanie ledwo co miało swój początek on już martwił się jego końcem, nawet nie myśląc o tym, że coś mogłoby pójść nie tak, jak sobie zakładał, że mogłoby się wydarzyć coś, przez co chciałby szybciej zniknąć i wrócić do swojego domu, zaszyć się swoim idealnie wysprzątanym pokoju i zakryć się pachnącą, wyprasowaną pościelą.
    Attan z kolei nie lubił mówić o sobie i z chęcią wysłuchałby wszystkiego co do powiedzenia miał idący obok niego chłopak. Z przyjemnością posłuchałby o jego planach, marzeniach i celach na najbliższy czas. Z rumieńcami na twarzy wysłuchałby o jego snach i podzielił się swoją opinią na ten temat, zapewne wspominając, że jemu samemu z kolei śni się Houck, jednak żaden z nich nie wiedział o swoich sennych marzeniach, żaden z nich nie lubił mówić o sobie i liczył, że to ten drugi przejmie inicjatywę. Uśmiech na twarzy Graya momentalnie się poszerzył, gdy tylko usłyszał dobrą nowinę z ust Stanley’a.
    — Poważnie!? — Prawie zapiszczał, cały podekscytowany, poprawiając sobie na ramieniu pasek od torby. — To cudownie, nawet sobie nie wyobrażasz jak się cieszę… Koniecznie musisz mnie na bieżąco informować co i jak. — Radość goszcząca na jego buzi była nie do opisania, sam nagle cały się wyprostował i wyraźnie było widać, że jest dumny ze swojego kolegi, że tak szybko udało mu się czegoś dowiedzieć. Gray chciał jednak więcej informacji i nie mógł się już doczekać, gdy będzie wiadomo coś więcej na temat wystąpień. — Nie dość, że jesteś przystojniakiem, to jeszcze jesteś niesamowity. — Wyszczerzył się wesoło. — Nie mam tylko pojęcia, w jaki sposób będę miał ci się za to wszystko odwdzięczyć. — Powiedział, zastanawiając się czego takiego może oczekiwać w zamian chłopak, ponieważ Attan nie zamierzał pozostać mu dłużnym. Powinien kupić jakiś alkohol? Bilety na jakiś mecz, a może coś zupełnie innego? Myślał o tym chwilę, gdy powolnie zbliżali się kawiarni. Może powinien zapłacić za dzisiejsze spotkanie? Nie miał pojęcia, ale wiedział, że wydusi tę informację z Houck’a prędzej czy później. — I to jeszcze wszystko tak szybko… jestem pełen podziwu.

    Gray

    OdpowiedzUsuń
  69. — No, niby jeden telefon. — Przyznał, kiwając delikatnie głową. — Ja nawet nie miałbym do kogo zadzwonić, żeby samemu sobie coś załatwić. — Wzruszył delikatnie ramionami. Dlaczego nie potrafił porozumiewać się z wszystkimi z taką swobodnością, jaką czuł w obecności chłopaka? To zdecydowanie nie wpływało pozytywnie na jego przyszły sukces, do którego tak bardzo rządził. Umiejętności i talent to jedno, jednak sztuka sprzedawania samego siebie i tego co się robiło to zupełnie coś innego, coś, czego Attanowi wyraźnie brakowało i co wyraźnie go trapiło. Nie miał jednak pewności, jak ma z tym walczyć. Powinien się pewnie zapisać na jakiś kurs poprawienia umiejętności interpersonalnych, ale nie byłby w stanie wcisnąć w swój grafik niczego dodatkowego. Uśmiechał się jednak cały czas. — Więc, jesteś po prostu… niesamowity i obrotny, o. — Powiedział, uważał w tym momencie chłopaka za naprawdę wartościowego człowieka, kogoś, komu w przyszłości prawdopodobnie będzie dziękował, za możliwość stania w tym miejscu, w którym będzie stał. Będzie pamiętał, że to właśnie dzięki niemu się tam znalazł i nigdy go nie zapomni. Nawet, jeżeli ich znajomość w pewnym momencie zwyczajnie się urwie, będzie wiedział, komu to wszystko zawdzięcza.
    Wszedł do wnętrza kawiarni i pospiesznie rozejrzał się spojrzeniem po wnętrzu, a już po chwili kierował się w stronę stolika, który wskazał mu Stanley. Zsunął w między czasie torbę i rozpiął sweter, który miał na sobie, a który był naprawdę gruby i ciepły. Dobrze wiedział, że siedząc w nim za chwilę już na jego policzkach pojawią się różowe rumieńce powodowane gorącem. Z drugiej strony mogłyby one ze spokojem być spowodowane czymś zupełnie innym, a raczej kimś.
    — Wow, tyle pozycji. — Wymruczał cicho przyglądając się uważnie karcie i pobieżnie przeglądając kolejne to numerki z opisanymi dokładnie składnikami znajdującymi się w lub na naleśniku. Attan nie skupiał się jednak na tym co lubił, a czego nie. Obliczał szybko potencjalną ilość kalorii i w ostateczności zdecydował się na naleśnika z kurczakiem z sosem jogurtowym i pomidorami. — Tych słodkich spróbuję następnym razem. — Powiedział, zapamiętując jak owy naleśnik się nazywa, był gotowy do złożenia zamówienia, gdyby obok nich nagle pojawiła się kelnerka. Wierzył, że będzie następny raz, chociaż niekoniecznie przyjmował wiadomość, że spróbuje owych słodkości pełnych kalorii, których nie będzie w stanie spalić. Musiał dbać o linię, musiał dbać aby wciąż prezentować się odpowiednio, dokładnie tak jak przystało na tancerza klasycznego, czasami nawet za bardzo. — No… to opowiedz mi o swoich podróżach. Powiedz mi gdzie dokładnie byłeś i co robiłeś. — Poprosił, wpatrując się w oczy chłopaka.

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  70. – Mi się marzy gwiazdka z nieba – mruknął, otwierając książkę w miejscu, w którym wcześniej skończył. Przeczytał kilka zdań i uważnie słuchał tego, co Stanley miał do powiedzenia. W pokoju zapanowała cisza, ale nie dlatego, że Austin nie miał niczego do dodania, tylko chciał skończyć czytać stronę swojej książki.
    Cóż, wiele ostatnimi czasy słyszało się o wyrośniętych ambicjach trenera. Każdy wiedział, że mężczyzna jest ambitniejszy niż większość uczniów i nauczycieli. Miał oczekiwania w stosunku do swoich zawodników zwłaszcza po tym ostatnim meczu, który przegrali, chociaż wszyscy mieli pewność, że będzie on tym udanym. Chłopcy trenowali i ćwiczyli przed nim ciężko, byli w świetnej formie, a i tak nie zdołali pokonać przeciwników. Był to cios w plecy dla każdego, zwłaszcza że po meczu miała odbyć się zaplanowana impreza, wieńcząca zwycięstwo. Nic takiego jednak się nie stało, a huczna zabawa zmieniła się w bal pocieszenia, na który żaden z zawodników i zagorzalszych kibiców nie miał ochoty iść. Nie było się co dziwić. Trener jednak zaczął przeginać z tymi wzmożonymi treningami. Nikomu się to nie podobało.
    – Nie możecie złożyć jakiegoś zażalenia? Przecież nie jesteście robotami, a w takim tempie wkrótce nie będziecie mieć siły na cokolwiek innego poza treningami. Wykończy was – powiedział, przewracając stronę na kolejną. Ukradkiem spojrzał wtedy też na żebra swojego współlokatora. Okropny siniak nie wróżył niczego dobrego. Austin kilka razy w swoim życiu miał poobijane boki, jednak nie w aż taki sposób, wiedział z jakim bólem może się to wiązać, zwłaszcza w nocy, gdy ktoś próbuje ułożyć się do snu i nie może przybrać ulubionej pozycji, bo sprawia mu to ból. Skrzywił się.
    – Źle to wygląda – mruknął, zamykając książkę w ostateczności. Wiedział, że już nici z dalszego czytania. – Byłeś z tym u pielęgniarki? Nie znam się na żebrach, ale mogłoby być ono złamane – dodał szybko, nie chcąc oczywiście straszyć Stanleya, jednak to samo mu się wyrwało.

    Austin

    OdpowiedzUsuń
  71. [Przez te siostry Magdalenki naszła mnie ochota na zrobienie sobie maratonu Shreka, a mam do skończenia Dextera. I teraz dylemat to robić. :( Nie wiem do której z postaci bym przyszła, najchętniej to i tutaj i do Jane. Rzucę pomysłami, a ty sobie wybierz, o. :D

    A) Stanley: Są w tej samej klasie, mają razem rozszerzony francuski i jak wspomniałaś pod kartą modeling. *ehem, proszę nie zapładniać wzrokiem. Khloé nie chce!:D* Parę razy mogliby razem mieć sesję, albo tylko się mijać w agencji. Z chęcią zobaczyłabym go skaczącego na skakance, ale to nie rozmowa na teraz. Widziałabym ich w jakiejś luźnej relacji, niekoniecznie takie BFF do końca życia, ale raczej coś w stylu, ze razem mogą poimprezować, uratują sobie tyłek w razie konieczności – dajmy na to słaba impreza, trzeba się jakoś ewakuować, albo w razie natrętnych panów/pań udawaliby parę, żeby się od nich odczepili. Takie cuś, chyba nie do końca przemyślane, ale jest. :D

    B) Jane: Dajmy na to przez ostatni tydzień/dwa Khloé nie dawałaby z siebie wszystkiego na treningach, wcześniej mogłaby nawet opuścić jeden bądź dwa treningi nikomu nie wspominając nawet słowem, że jej nie będzie, a na telefony/SMS odpowiadać też by nie odpowiadała. Tylko muszę pomyśleć nad dobrym powodem, który naprawdę będzie dobry dlaczego by opuściła trening. Jane (o ile będzie to możliwe) mogłaby też po powrocie po niej ostro jechać, żeby nadrobiła to co straciła, ewentualnie Khloé mogłaby chcieć zostać kapitanem, starałaby się o to, więc z tego powdu by nią tak cisnęła, ale po tym opuszczeniu treningu na osobności by jej wygarnęła (tak jak to mogą robić nauczyciele), że przez takie zachowanie nie ma co liczyć na kapitana. No i potem jakoś by relacja im prywatnie zeszła na przyjemną, do koleżanek. :D

    To wybieraj. W razie czego wymyślę coś innego i przyjmę gotowe pomysły. <3 ]

    Khloe

    OdpowiedzUsuń
  72. [ <3 Dla mnie i tak mistrzowskim momentem jest końcówka marsz marsz
    Rzuciłbym butem w Ciebie gdyby to nie były air maxy
    Tragicznie zakochana...
    Pocieszyłbym Cię ale muszę iść do domu, żeby chlać do rana
    Nie chodzi o to, że się kochasz w jakichś innych panach
    Ale w tej szui, która miastu znana?
    Dramat
    Byłem tam. Zresztą w sumie, kto nie był?
    Jest tu cała WWA, z wyjątkiem Ciebie
    ]


    Nikt nie wiedział o tym co działo się w Marsylii. Znajomi nie wiedzieli o jej chorobie, myśleli, że po prostu jej odwaliło. W końcu kto normalny rzuca szkołę i wyjeżdża? Nie było to podobne do Annabell, którą znali. Rodzina uważała, że uciekała przed odpowiedzialnością, przestraszyła się choroby, potrzebowała chwili wolności. W pewnym sensie tak było, uciekała bo nie wierzyła, że może być dobrze. Wydawało jej się, że choroba była jej wyrokiem, że lekarz wyraźnie powiedział rak. A na niego się umiera, prawda? Skoro miała umrzeć chciała przeżyć piękne chwile, o których będzie myślała leżąc w łóżku w jakimś hospicjum wołając cały czas o morfinę. Może właśnie wizyta w tej placówce po tym jak dowiedziała się, że jest chora zadecydowała o jej ucieczce. Uciekła bo wiedziała, że tak skończy. Jeśli miała tak skończyć ostatnie miesiące swojego życia to musiała mieć co wspominać.
    Była młoda jak poznała Stnaley'a. Wystarczyło, że na niego spojrzała i wiedziała, że to właśnie z nim chciałaby spędzić swoje ostatnie chwile. Był przystojnym mężczyzną, nie był Francuzem co dodawało mu pewnego rodzaju egzotyki. Jego koślawy francuski ją zauroczył oraz to, że wystarczyło dosłownie kilka sekund spotkania się ich spojrzeń by zaraz był obok. Nie wiedzieli o sobie za dużo mimo że spędzali każdy dzień razem. Nie musieli, skoro delektowali się każdą chwilą gdy mogli na siebie spojrzeć, złączyć swoje dłonie czy ciała. Czy właśnie to nie sprawiało, że ta znajomość była cudowna? Nie znali swoich nazwisk, swoich rodzin, przeszłości. Nigdy nie pokazała mu gdzie mieszka, nie chciała by potem zawalał jej babcię milionem pytań gdy ucieknie, wiedziała, że będzie musiała to zrobić. Nie wiedziała tylko kiedy.
    Jedno ze słonecznych poranków wróciła do domu odprowadzając wcześniej chłopaka do pracy. Przywitała się z babcią całując ją w czoło. Uśmiechając się poszła pod prysznic, z przyzwyczajenia dotykając swoją pierś podczas mycia się. Znalazła kolejny guzek , zaraz obok tego który dał jej wyrok. Była przerażona, dotykała ją dobre dziesięć minut upewniając się, że na pewno wyczuła coś nowego. Wyszła spod prysznica w lekkim szoku. Przebrała się i jeszcze z mokrymi włosami ruszyła w kierunku wyjścia chwytając pierwszy lepszy owoc leżący na stole. Widziała po kobiecie, że pogodziła się z decyzją wnuczki lecz cierpiała wiedząc, że nie chce się ona leczyć. Lecz nigdy nie powiedziała nic na ten temat, nie poruszała tematu choroby. Zaakceptowała nieuchronność śmierci, tak samo jak wnuczka. Annabell była gotowa umrzeć w każdym momencie.
    Lacorix robiła rzeczy, o których marzyła. Pokochała kogoś na tyle mocno by nie być w stanie powiedzieć mu o swoim stanie. Wolała pozostawić tę osobę w błogiej nieświadomości i chwilowym cierpieniu niż pozwalać jej przeżywać to wszystko co ona. Nie chciała dawać fałszywych nadziei, że może będzie dobrze. Nie chciała by musiał patrzeć na nią kiedy jej kobiecość zniknie. Jak można nazwać kobietą kogoś bez włosów i piersi? Sama nie wiedziała co spowodowało, że jednak postanowiła wrócić do domu i się leczyć. Przestraszyła się, że zaraz będzie umierać a Staney nie daj boże coś zauważy. Nie mógł, miał ją pamiętać jako roześmianą naturalnie rudowłosą kobietę, z którą przeżył wakacje. Wakacyjna miłość z zagranicy, o której się wspomina lecz nie ma ona większego znaczenia gdy wróci się do swojej rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały dzień zajęło jej pozbieranie się do kupy. Nie chciała aby mężczyzna zauważył po niej, że cokolwiek może być nie tak. Wpadła do jego pracy jak zwykle roześmiana w luźnej sukience, bez bielizny pod spodem oraz włosami rozwianymi na wszystkie strony. Czuła jak jej serce pęka wiedząc, że widzi go dzisiaj ostatni dzień. Przyglądała mu się całą kolację próbując zapamiętać każdy najmniejszy szczegół jego wyglądu. Jego uśmiech oraz miłość w jego spojrzeniu. Po pysznej kolacji poszli w jeden z jej ulubionych zakątków na plaży by kochać się pół nocy. Był to najcudowniejszy, najbardziej namiętny seks jaki miała w życiu. Leżąc przy nim i patrząc w niebo, na którym pięknie było widać gwiazdy czuła, że się rozkleja. Pocałowała go namiętnie w usta i jak mając w zwyczaju zmyła się pod byle pretekstem narzucając na siebie sukienkę.
      Umówili się na następny dzień lecz ona nigdy się nie pojawiła. W środku nocy spakowała wszystkie swoje rzeczy, które zmieściły się do małej walizki by rano być w podróży do Paryża. Całą drogę z jej oczu ciekły łzy. Nigdy nie sądziła, że w życiu można tak cierpieć. Czy miłość mogła boleć bardziej niż wiadomość, że jesteś chory? Jak widać mogła.
      Proces leczenia był naprawdę ciężki. Gdyby wiedziała na co dokładnie się pisze chyba nigdy by się na to nie zgodziła drugi raz. Spędziła w szpitalu dobre kilka miesięcy. Zaczęło się od podaży cytostatyków. Z dnia na dzień na poduszce znajdowała coraz więcej swoich włosów, wypadały garściami. W akcie desperacji poprosiła pielęgniarkę o nożyczki i sama przed lustrem obcięła sobie włosy najkrócej jak potrafiła. Od tego czasu nie spoglądała na siebie w lutrze, nie mogła. Wymioty oraz biegunki stały się jej przyjacielem. W ciągu kilkumiesięcznej kuracji zgubiła ponad dziesięć kilo. Lecz największym szokiem było wrócenie z sali operacyjnej. Nauka zmiany opatrunków w miejscu gdzie powinna być jej pierś. Tylko, że jej nie było. Była pieprzonym dziwadłem. Straciła swoją kobiecość, wyglądała jak potwór. Powrót do domu nie był łatwy. Nie chciała aby ktokolwiek ze znajomych wiedział. Ukrywała brak piersi pod luźnymi ubraniami, przepisała się do innej szkoły lecz to nie pomogło. Nadal była załamana i nie chciała żyć. Choroba wyrządziła jej duże piętno lecz myśl o zostawionej miłości dobijała ją jeszcze bardziej. Rodzicom udało się uzbierać pieniądze na implant, w miejscu pustego miejsca pojawiła się pierś, która nie była taka jak poprzednia, nie była w stanie jej zastąpić. Powodowała jednak, że wyglądała bardziej ludzko, kobieco.
      Rodziców dziewczyny poróżniła choroba. Nie byli oni w stanie na siebie patrzeć, po tylu kłótniach i wyrzeczeniach. Matka Ann znalazła pocieszenie w koledze z pracy. Zniszczyła ich całą rodzinę zamiast ich ratować. Dlatego też panna Lacroix nie zastanawiała się ani minuty kiedy jej ojciec powiedział, że mają szansę wyjechać do Ameryki, ponieważ dostał tam pracę. Poszła do szkoły najbliżej znajdującej się miejsca zamieszkania jej ojca. Niestety mężczyzna podróżował na tyle dużo, że spotykali się może dwa dni w miesiącu. Nieważne, była tu by zacząć nowe życie. Bez przeszłości chorobowej, miała czystą kartę.

      Usuń
    2. Dziewczyna nie rozglądała się na boki. Była na etapie niesienia kolejnej torby ubrań do akademika. Nie przywiozła ze sobą za dużo rzeczy, musiała uzupełniać swoją garderobę na bieżąco. Kiedy się zmęczyła przysiadła na murku, odpaliła papierosa zaciągając się nim mocno. Oczywiście jej włosy żyły własnym życiem, wiatr delikatnie je rozwiewał na wszystkie strony. Czując, że może odpocząć dopiero zaczęła się rozglądać dookoła, bez powodu, prawdopodobnie z nudów. Jednak gdy jej wzrok natknął się na Stnaley'a poczuła, że to chyba jakieś żarty. To było niemożliwe, miała złudzenie. Tak jak wtedy gdy widziała go wszędzie w Paryżu. Odwróciła wzrok czując jak robi jej się gorąco, żołądek ściska się jak tylko może a jej ręce zaczynają się dygotać. To tylko Ci się wydaje powtarzała sobie w duchu. Przecież to niemożliwe by mężczyzna jej życia, którego brutalnie porzuciła w Marsylii chodził właśnie do tej szkoły, prawda?

      Usuń
  73. Miała nadzieję, że jej umysł płata jej figla, że to wcale nie on. W końcu tyle razy widziała go w przeróżnych miejscach, dlaczego teraz nie miałoby być tak samo? Dawno tak nie przeciągała papierosa, który palił się niesamowicie szybko. Serce waliło jak oszalałe a głowa miała zaraz pęknąć. Błagała siebie w duchu aby to było złudzenie, kolejne w przeciągu tego czasu. Chwilowe szybsze bicie serca by potem jej życie mogło wrócić do normy. Jednak tak się nie okazało, mężczyzna usiadł obok niej wyciągając papierosa. Mimo zmienionych perfum poznała jego zapach, który tak dobrze znała. Ukryła wolną rękę pomiędzy kolanami zaś drugą schowała z drugiej strony by nie mógł widzieć jej dygotania. Kiedyś marzyła o tej chwili, potem jednak wiedziała, że to będzie najgorsza chwila w jej życiu. Miała racje, chciała się rozpłynąć, zniknąć, schować głowę pod ziemię jak struś. Jego głos spowodował, że jej gardło się zacisnęło a oczy zrobiły się szkliste. Wróciły wszystkie wspomnienia, dobre i złe. Cała Marsylia, najpiękniejsze chwile jej życia oraz droga powrotna do domu przepłakana w każdym najmniejszym calu. Nie mogła milczeć, musiała coś powiedzieć.
    - Przeprowadziłam się do Chicago. - wypowiedziała w końcu z charakterystycznym francuskim akcentem. - Nie wiedziałam, że tu będziesz. - dodała szybko na swoje wytłumaczenie. Przecież go nie śledziła jak jakaś psychopatka. Starała się zapomnieć i zacząć życie od nowa choć nie było to łatwe. Teraz w jej głowie pojawiła się tylko myśl jak namówi ojca na zmianę szkoły. To było za dużo dla niej. A co dopeiro dla Stanley'a. Przygoda w Marsylii była urozmaiceniem jego życia, nie mogła mu teraz wchodzić w nie z buciorami. Każde z nich zaczęło od nowa, tak było lepiej. Tylko dlaczego czuła to samo okropne uczucie kiedy go opuszczała?

    OdpowiedzUsuń
  74. — Najlepszym. — Nawet nie zastanawiał się nad swoją odpowiedzią. Skoro chłopakowi udało się tak szybko zorientować się w temacie, Attan był po prostu pod wrażeniem i zachwycał się osobą Stanley’a. Jego charyzmą, chyba przede wszystkim. Nawet jeżeli sam chłopak uważał, że wcale nie nadawałby się na tę rolę, Gray miał całkiem odwrotne zdanie. Szczególnie po popisie swoich znajomości i szybkości w załatwianiu. Kto inny, jak nie Houck tak szybko wyciągnąłby informacje?
    Kiedy chłopak zaczął opowiadać o swoich przygodach, a w między czasie kelnerka przyjęła i przyniosła im ich zamówienie. Attan podparł tylko dłonią głowę i wpatrywał się w zajadającego się słodkościami chłopaka opowiadającego o swoich podróżach po Europie. W jego podróżach chyba właśnie to było tak cholernie fascynujące. Attan nigdy nie był po drugiej stronie oceanu i co prawda nie kochał bardzo podróżować, z przyjemnością zobaczyłby jak żyją tam ludzie, jacy są, co robią. Jak wygląda świat po drugiej stronie, ten daleki, obcy. Uśmiechnął się, chwycił sztućce i zaczął kroić swoje danie na malutkie, najmniejsze kawałki jakie tylko był w stanie ukroić i pojedynczo, bardzo powoli wkładał je kolejne do ust, poprzedzając to dokładnym przeżuwaniem każdego kęsa, przez co w długim czasie, zjadł naprawdę mało. Szczególnie, że w między czasie prowadzili rozmowę, co skutecznie sprawiało, że Attan jadł po prostu mało, a jedzenie raczej rozsmarowywał po talerzu, aby sprawić wizualnie wrażenie, zjedzonego posiłku. Na jego matkę, zawsze to działało. Wierzył, że zawsze będzie na wszystkich działało.
    — Czyli, gdy tylko skończysz szkołę, naukę… wyjedziesz? — Zapytał odrobinę za bardzo zmartwiony. Przecież nie powinien się tym martwić, nie powinno być mu smutno z tego powodu. Wciąż prawie się nie znali, nadal nic o sobie nie wiedzieli, a wszystko to co czuł to czysta fascynacja… Tak sobie wmawiał, bo co to innego mogłoby niby być? Wciąż sobie powtarzał, że nie zna Stanley’a, a ten… cóż, nie umiał go jeszcze w tym momencie rozgryźć i nie miał pojęcia, jak odgadnąć jego intencje. — A studia? Powinieneś na jakieś pójść. — Powiedział, uśmiechając się a jednocześnie nabijając smętnie na widelec kawałeczek swojego naleśnika.

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  75. Był pod wrażeniem, jak Stanley szybko pochłonął swoje danie. Przez chwilę nawet wpatrywał się w jego talerz, zastanawiając się, jakby to było, gdyby mógł tak beztrosko najeść się do syta. Rozkoszować się słodkim smakiem czekolady czy kolorowych drażetek, które z pewnością były smaczne. Oczywiście znał te smaki, kiedyś, nim rozpoczął przygodę z baletem jadł wszystko i nie tył, jego metabolizm był sprawny. Później, gdy tylko dołączył do szkoły baletowej zobaczył, jak ludzie bardzo się starają, jak dbają o swoje sylwetki, jak za wszelką cenę nie chcą przybrać na wadze nawet grama i Attan zawziął się i uparł, że on sam również musi zgubić kilka zbędnych kilogramów. Wcale nie musiał. Problem polegał jednak na tym, że całkowicie rozregulował sobie przemianę materii i teraz nie mógł od tak wrócić do jedzenia pełnych porcji, nie chciał. Po to między innymi brał również tabletki, które sprawiały, że nie odczuwał tak mocno głodu, a za każdym razem gdy dopadały go mocne skurcze żołądka pił ciepłą herbatę z cytryną i odrobiną cukru, przez co oszukiwał swój żołądek.
    — A turystyka? Na praktyki można wyjeżdżać do innych krajów… — Uśmiechnął się delikatnie, dlaczego chciał go zatrzymać? Dlaczego szukał czegoś, co mogłoby sprawić, aby chłopak chciał zostać w stanach? — No, ale pewnie. Każdy chce spełniać swoje marzenia. Ja swoje też. — Wzruszył delikatnie ramionami. Czekał na niego Nowy Jork i Juilliard. Chciał, aby mu się to udało. Nie był jednak pewny, czy faktycznie się tam dostanie, czy mu się uda.
    — Co? Dobre, jest. — Mógł zobaczyć malujące się na jego twarzy zmieszanie połączone ze zdenerwowaniem. Ktoś zauważył, ktoś zwrócił uwagę na jego talerz i dostrzegł, że nie zjada całych porcji. Poczuł, jak przez jego plecy przechodzi nieprzyjemny dreszcz. — Przecież jem. — Odpowiedział, nadziewając kolejny kawałek na widelec i wkładając do ust, zmuszając się do jego przeżuwania. Nie chciał już zjeść więcej, zwyczajnie nie mógł zjeść więcej. — Nie marszcz tych brwi, bo ci tak zostanie i już nie zarobisz kasy na swoich zdjęciach. — Mruknął z przekąsem, z pełnymi ustami. Przełknął jednak kawałek i spojrzał na Stanley’a zastanawiając się, jak ma odwrócić jego uwagę od swojego talerza.
    — Opowiedz mi lepiej co jeszcze robiłeś na swojej wycieczce. Właśnie… przyniosłeś jakieś swoje zdjęcia? Miałeś mi je pokazać… kto wie, może apetyt mi wzrośnie. — Uśmiechnął się, czując jak jego policzki robią się gorące.

    OdpowiedzUsuń
  76. Wiedział już, że przy Stanley'u musi jeść, co wcale nie było łatwym zadaniem. Nie potrafił się zmusić do zjedzenia całej porcji, od dawna nie jadł tyle... Czasami oczywiście zdarzało się, że dopadały go ataki głodu, a podczas ich trwania zjadał wszystko to co nawinęło mu się pod ręce, co za każdym razem kończyło się przeraźliwie silnymi bólami brzucha, skurczami żołądka, a niekiedy nawet wysoką temperaturą i przede wszystkim poczuciem winy, wyrzutami sumienia i niemożnością spojrzenia we własne, lustrzane odbicie. Uśmiechnął się delikatnie, gdy chłopak usiadł obok niego i chociaż sprawiło to, że poczuł się odrobinę niekomfortowo ze względu na to, że chłopak będzie mógł teraz jeszcze bardziej bezceremonialnie zaglądać w jego talerz i kontrolować zjedzoną przez niego ilość, co w pewien sposób było urocze. Urocze było to, że ktoś całkiem obcy w pewien sposób się nim zainteresował, może nawet zmartwił, że coś jest nie tak. Był dumny, że matka nigdy niczego nie zauważała, ale z drugiej strony chciał chyba, aby w końcu dostrzegła co się z nim dzieje...
    - Mieszkałeś przez trzy miesiące w takim miejscu? - Westchnął z nieukrywanym zachwytem. Z drugiej strony chyba był na takim etapie, że cokolwiek by mu chłopak nie pokazał lub powiedział, Attan byłby pełen podziwu i aprobaty dla jego słów. - Wow, to wygląda po prostu niesamowicie. To znaczy wiesz... Chodzi mi o to, że twój wyjazd i życie przez ten rok było, jak w jakimś filmie. - Uśmiechnął się z zamiarem dodania, że powinien jeszcze przeżyć podczas tych wszystkich podróży miłość swojego życia, a wtedy właśnie Stanley pokazał mu kolejne zdjęcie. Zdjęcie dziewczyny, ładnej i uśmiechniętej dziewczyny, może nie mógł dostrzec dokładnie wyrazu jej spojrzenia, ale był pewien, że wpatrywała się w fotografa z uczuciem. I w tym momencie Attan przeniósł spojrzenie na siedzącego obok chłopaka i już nic nie wiedział. Nie miał pojęcia co i jak, jaki właściwie był cel tego spotkania. Wydawało mu się, że dobrze odczytał wszystkie, do tej pory rzucane znaki, wydawało mu się, że Stanley mógłby być nim zainteresowany, że... Zacisnął mocno wargi i palce na metalowym widelca. Musiał czymś zająć sobie usta, aby nie powiedzieć czegoś nieodpowiedniego, aby nie zrobić czegoś, czego mógłby później żałować. - Ta dziewczyna z poprzedniego zdjęcia... Poznałeś ją tam, tak? Bardzo ładna, wyglądała na bardzo szczęśliwa. - Nie wiedział dlaczego to powiedział i chyba dlatego wsadził sobie do ust dość spory kawałek którego do tej pory nie zdążył pokroić na małe kawałeczki. - W Paryżu balet też jest całkiem rozsławiony. Może... Też kiedyś odwiedzę te miejsce. Słyszałeś o szkole baletowej właśnie w stolicy Francji? Było kiedyś o niej bardzo głośno, ponoć była tam... Nieciekawa sytuacja, jednej z nauczycieli stosował brutalne sposoby na rozciąganie. To przerażające, było o tym bardzo głośno w środowisku tancerzy. - Mówił tylko po to aby odwrócić uwagę od jego przednich słów. Żałował, że poruszył wcześniej temat rudowłosej dziewczyny, żałował, że w ogóle przez chwilę pomyślał, że pomiędzy nim a siedzącym obok Houckiem mogłoby coś być... Coś więcej niż kumpelstwo.

    ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  77. W tym momencie czuła tylko wielkie poczucie winy, niewyobrażalne uczucie . Co jak co postąpiła strasznie, chyba dopiero to do niej docierało. W końcu zostawiła go samego bez słowa wytłumaczenia. Chyba wolała by ją znienawidził niż żeby wiedział dlaczego go zostawiła. Czy był to egoizm? Według niej nie, ponieważ pozbawieniem go wiedzy ochraniała go. Chociaż nie dała mu prawa wyboru, nie mógł sam podjąć decyzji czy chce zostać u boku chorej kobiety czy woli wrócić do swojego podróżowania. Gdyby tylko wiedziała, że chłopak tu będzie nie przyjechałaby do tej szkoły. Nie chciała by niszczyć jego życia. W końcu Europa była przygodą a to codziennością. Po tym co zrobiła nie wypadało wejść tak z buciorami i wywrócić wszystko do góry nogami.
    Wywróciła oczyma kiedy parsknął śmiechem. Nie wierzył jej mimo, że taka była prawda. Przecież nie była cholerną świruską, która szuka po całym świecie mężczyzny o imieniu Stnaley. Na pewno wszyscy go znają i wiedzą o kogo chodzi, przecież to jedyny mężczyzna o takim imieniu w Stanach. Przeczesała nerwowo włosy dłonią czując dopiero teraz wraz z zachodzącym słońcem robi się coraz chłodniej.
    - Nie wierzysz mi.- stwierdziła nie pytając go o to czy była to prawda czy nie. - Jakie jest prawdopodobieństwo, że wiem jak masz na nazwisko, w jakim stanie czy mieście mieszkasz? Nie bądź śmieszny.. - po tych słowach dopaliła papierosa do końca i rzuciła go na ziemię gdy skończyła. Odruchowo przydeptała go butem.
    Słysząc jego słowa zaczęła się zastanawiać jak to naprawdę jest. Chyba rzeczywiście się zmieniła, dorosła, dopadła ją rzeczywistość. W czasach kiedy ja poznał Ann robiła wszystko to czego pragnęła. Teraz musiała nieco wyluzować, miała obowiązki i ograniczony budżet. Nawet nie zwróciła uwagi na to jak ją nazwał, wydało jej się to takie..normalne. Czuła potrzebę kolejnego papierosa, nie mogła tak po prostu siedzieć i patrzeć przed siebie. Odpaliła papierosa odsunęła się od niego nieco by potem móc usiąść przewieszając nogi po dwóch stronach mruka. Przyjrzała mu się dokładnie, wyglądał dla niej dokładnie jak wtedy w porcie. Był tylko mniej zmęczony, ładniej ubrany. Nie mówiła tu o wyczuwalnych uczuciach, które dało się odczytać z jego twarzy.
    - Wszyscy się zmieniają Stanislaus. - powiedziała jego imię w jej ojczystym języku. Tak miała w zwyczaju się do niego zwracać na początku ich znajomości. Czuła w tym momencie tak okropne poczucie winy lecz tak bardzo nie chciała mu mówić dlaczego odeszła. - Ty też nie przypominasz już tego chłopaka z portu.

    guess who ❤

    OdpowiedzUsuń
  78. Wszystko w tym momencie wydawało jej się takie nierealne. Wydawać się mogło, że znajdowała się w jakimś śnie lub programie typu mamy cię. Przecież to, że ponownie się spotkają było nieprawdopodobne. Los płatał sobie figla wplątując Ann w to ponownie. Może chciał by cierpieniem na widok chłopaka odpłaciła wszystkie swoje krzywdy, które mu wyrządziła? W jej głowie jednak pojawiała się tylko chęć ucieczki. Prośba do ojca gdy ten wróci z Florydy by mogła przenieść się do innej szkoły, najlepiej na drugi koniec kraju.
    Chciała znów uciec, tak było łatwiej niż stawiać czoła temu wszystkiemu. To było zaledwie kilka minut a Lacroix już czuła, że jeszcze kilka i nie będzie w stanie się pozbierać. Wszystkie wspomnienia wracały ze zdwojoną siłą, te dobre i złe. Wspomnienie miłości, motyli w brzuchu oraz szczęścia gdy tylko widziała go na horyzoncie. Zaraz potem pojawiało się uczucie rozpaczy, rozgoryczenia kiedy jechała do domu. Coraz ciężej było jej oddychać, serce waliło jak jakby zaraz miało wyskoczyć z klatki piersiowej. Pozostaje pytanie - skoro jej serce tak krwawiło to co dopiero musiał czuć Stanley? Dopiero w tym momencie uświadomiła sobie co on musi czuć siedząc tu obok niej. Próbowała postawić się w jego sytuacji lecz nie potrafiła. Nie była w stanie wyobrazić sobie jego cierpienia, musiało być o wiele większe od jej. Jak mogła skrzywdzić osobę, którą tak kochała? Czy to wszystko było dlatego, że nie chciała by był z nią z litości? A może po prostu chciała aby spełniał swoje plany, marzenia. Nie chciała być ciężarem, chorobą kobietą u boku młodego mężczyzny, który potem będzie miał poczucie winy i będzie bał się odejść. Będzie czekał aż umrze, wtedy dopiero poczuje się wolny lecz jego życie już nigdy nie będzie takie samo. Nie było na to dobrej odpowiedzi. Jeszcze jego słowa Takie rozstanie zmienia człowieka. rozbrzmiewały w jej głowie powodując dziwny ucisk z tyłu głowy. Dalsze słowa wywołały jeszcze dziwniejsze uczucie, tak jakby prawda dopiero do niej docierała. Nie mogła mu zniszczyć życia kiedy poukładał sobie wszystko na nowo, nie mogła. Była to pora na kolejną ucieczkę.
    -Wiem, że nie jest to najlepszy pomysł. - powiedziała po chwili milczenia z jej strony. Szukała w swojej głowie słów, odpowiedników w języku angielskim, które będą odpowiednie. - Mój ojciec ma za miesiąc wrócić do Chicago, wtedy poproszę go o zmianę szkoły. - po tych słowach zeszła z tego cholernego murka, który od dzisiaj będzie omijała szerokim łukiem jak tylko będzie mogła.
    Słysząc jego pytania czuła dziwne bulgotanie w brzuchu. Jak on mógł po tym wszystkim co mu zrobiła pytać się jeszcze o takie rzeczy. Zapewne gdyby ona była na jego miejscu dałaby mu w twarz, zapewne gdyby Ann była facetem cios by otrzymała. Chwyciła swoją torbę i zacisnęła mocniej palce na pasku znajdującym się na jej ramieniu.
    - Dzięki, ale nie trzeba. Jestem tu ponad tydzień, poznałam kilka osób. - nie wiedzieć czemu powiedziała to w swoim ojczystym języku nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Dopiero po chwili palnęła się otwartą dłonią w czoło i dodała cicho: - Wybacz. - westchnęła głośno by potem dodać w już po angielsku: - Zdaję sobie sprawę z tego co teraz możesz czuć. Nie musisz starać się być miły Stanley. Możesz na mnie nawrzeszczeć, a jeśli ma ci to pomóc pozbyć się swoich emocji to nawet uderzyć. Nie udawaj, że wszystko jest w porządku kiedy widzę po tobie, że jesteś w stanie ledwo koło mnie siedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  79. — A teraz cię interesuje? — Spojrzał na chłopaka i poruszył zabawnie, dość sugestywnie brwiami, uśmiechając się przy tym odrobinę tajemniczo. Spoglądał na siedzącego obok Stnaley’a i nie potrafił powstrzymać swoich myśli. Za każdym razem, gdy tylko na niego zerkał nie umiał się powstrzymać przed uważnym przypatrywaniem się jego twarzy, zatrzymywaniem wzroku za każdym razem odrobinę za długo na ustach czy oczach, które autentycznie byłyby w stanie go zahipnotyzować. Chyba właśnie dlatego, siedząc tuż obok niego tak rzadko starał się na niego patrzeć. Nie chodziło o to, że nie chciał. Chciał i to bardzo, może nawet za bardzo. Bał się. Bał się, że gdy Houck odkryje dlaczego tak bardzo pragnie jego towarzystw, odrzuci go. Bał się odrzucenia. Bał się wszelkich pomyłek i błędów. Nie chciał, aby ktokolwiek splamił jego perfekcję, nawet jeżeli chodziło o związki. Właśnie dlatego nie potrafił w nich trwać. Uciekał szybko, zanim to ktoś mógłby uciec od niego. Był tym typem, który za wszelką cenę musiał zerwać pierwszy, znajdując jako pierwszy jakąś wadę czy problem. Przecież on nie mógł być problemem… A jednak, to on nim właśnie był. Ciągle wymagał od siebie za dużo i od otaczających go ludzi. Nieważne, jaka była to relacja. Ciągle czegoś chciał, ciągle coś mu przeszkadzało, ciągle było mu mało, ciągle… zawsze miał coś do powiedzenia, zawsze było coś do poprawienia, a nie każdy potrafi tak funkcjonować, nie każdy potrafi tak żyć. Attan powoli też przestawał pojmować zasady i umiejętności grania w tę grę, nie był jednak jeszcze na tyle tego świadomy, aby zrezygnować nim będzie za późno.
    — W każdym razie, naprawdę zazdroszczę ci tych podróży. — Powiedział, skupiając się na zdjęciach, chociaż może właściwie powinien się skupić na Houcku? Na obserwowaniu jego reakcji, rozmowie z nim, poznaniem go? Zwątpił w siebie, a wszystko to za zdjęciem rudowłosej dziewczyny, która… jak uważał, była wakacyjną miłością Stasia co w mniemaniu Attana jednoznacznie go skreślało. Nie umiał jednak wydusić z siebie zdania na ten temat. Bo co niby miał zrobić? Słuchaj, tamta dziewczyna to jakaś twoja wakacyjno-miłosna przygoda? Bo wiesz… myślę, że pasowalibyśmy do siebie, ale jeżeli wolisz dziewczyny to zapomnij o tym co właśnie powiedziałem i po prostu pokaż mi resztę tych zdjęć, przetrwam to. To nie było w jego stylu. Bardzo. I nie zamierzał się ośmieszać ani w taki, ani w żaden inny sposób. — No proszę, nie wiedziałem, że tacy przystojniacy mieszkają we Włoszech. — Olśniło go nagle, jak ma mu dać jasną sugestię. Taką, przez którą nie będzie czuł się odrzucony, jeżeli Houck zwyczajnie woli dziewczyny. — Tam też będę musiał pojechać w takim razie. Włosi lubią balet czy są na to zbyt gwałtowni? — Uśmiechnął się, wpatrując się w zdjęcie, jednak całą swoją uwagę skupiał na sylwetce Stanley’a. Włoch Paulo w ogóle go nie interesował.

    Attan ♥

    OdpowiedzUsuń
  80. W żadnym przypadku nie chodziło o to, że chłopak zrobił coś źle. Był najcudowniejszym mężczyzną świata, był kochany, cudownie całował, rozumiał ją mimo tylu tajemnic. Zgodził się na jej zasady, nie pragnął nic więcej tylko jej towarzystwa. Tak samo jak ona jego. Nie wyobrażała sobie w pewnym momencie życia bez niego. Dopiero potem docierała do niej myśl, że tego życia tak naprawdę nie zostało wiele. Do końca ich miłości mogły ją dzielić miesiące, dni. Ann nie była na to wszystko gotowa, uciekała raniąc przy tym siebie samą i Stnaleya. Odkąd go poznała nie sądziła, że będzie w stanie kiedykolwiek go skrzywdzić. Myślała, że to on się nią znudzi, ucieknie by dalej podróżować, znajomość zajmie kilka miesięcy i będzie miłym wspomnieniem. Nie spowoduje pustki i tak wielu emocji w jej życiu. Ich zdjęcia, które zrobili sobie w budce nadal miała w portfelu. Lubiła na nie czasem patrzeć by przypomnieć sobie, że to właśnie dla kogoś tak cudownego jak on zachciała żyć. Szkoda tylko, że niestety osobno.
    -Jak zwykle przekręcasz wszystkie moje słowa. - wywróciła oczyma słuchając go. - Do cholery jasnej nic mi nie zrobiłeś, rozumiesz? Nie możemy przyjąć, że to ja byłam tą złą, zostawiłam Cię bez słowa. Teraz powinieneś mnie nienawidzić, nie chcieć na mnie patrzeć, krzyczeć na mnie bądź najzwyczajniej w życiu udawać, że mnie nie znasz.- właśnie taki wybuch emocji przypominał dawną Annabell. Ogniste włosy podkreślające jej wybuchowy charakter, który był jak wiecznie tykająca bomba. - Musimy teraz o tym rozmawiać, tutaj, przed wejściem do akademika? Spotkajmy się o dwudziestej gdzie tam sobie chcesz. - wzruszyła ramionami zaraz po tym gdy usłyszała propozycję miejsca, w którym mogą się spotkać. Chwilę później bez słowa ruszyła do akademika a następnie do pokoju numer pięć.
    Miała się dzisiaj rozpakować lecz nie mogła skupić myśli na niczym innym niż na tym co ma powiedzieć chłopakowi. Czy należało mu powiedzieć prawdę? A może kłamać, może właśnie tak będzie lepiej? Siedziała na łóżku, jej ręce się dygotały. Z nerwów nawet poszła dwa razy zwymiotować. Nie była gotowa na tą rozmowę, chyba tak naprawdę nigdy nie będzie. Może gdy mu to wszystko powie, zrozumie jaka była jej decyzja i będą mieli do wszystko za sobą? Taką miała nadzieję.
    Na umówionym miejscu pojawiła się chwilę po godzinie dwudziestej. Rude włosy jak zwykle miała rozpuszczone. Na zwykły czarny podkoszulek narzucony miała długi szary sweter, który towarzyszył również czarnym spodniom. Jeśli pamiętał jak wyglądała to mógł stwierdzić, że schudła naprawdę sporo, straciła kobiecie kształty, którymi mogła się kiedyś szczycić. Usiadła naprzeciwko niego i spojrzała mu w oczy w ciszy.

    OdpowiedzUsuń
  81. Tak naprawdę nie znał Stanley’a i zdawał sobie sprawę z tego, że z pewnością nie wie o nim jeszcze mnóstwa rzeczy, że wie… tak bardzo mało, ale w tym momencie w ogóle mu to nie przeszkadzało. Słysząc słowa, które padły z ust siedzącego obok chłopaka sprawiły, że Attan poczuł, jak w jego piersi serce przyspiesza, a koniuszki palców zaczynają mrowieć, chociaż nie miał pojęcia co to tak właściwie znaczyło, o co tak właściwie w tym wszystkim chodziło. Przecież… to wszystko działo się tak szybko, jedna wspólnie spędzona lekcja, spacer, krótkie rozmowy na korytarzach pomiędzy lekcjami, których nawet nie miał uwzględnionych w swoim notesie! I teraz. Ich pierwsze spotkanie i tyle uczuć, tyle emocji, tyle podchodów, tak wiele odczuć…
    — Naprawdę? — Podniósł głowę, odrywając swoje spojrzenie w końcu od zdjęć i skupiając je nareszcie bezkarnie na twarzy Stasia, w oczy, których dostrzegł tę malutką iskierkę i… i nie wiedział co właściwie ma teraz zrobić, co ma powiedzieć? Uśmiechnął się tylko, zagryzając przy tym delikatnie wargę i ponownie spoglądając ukradkiem na zdjęcie w telefonie komórkowym chłopaka. — To znaczy, nie musi. J-j-ja… chyba mógłbym polubić podróże. — Powiedział, zastanawiając się dokładnie nad każdym wypowiedzianym przez siebie słowem. — Na pewno je polubię, gdy będę miał dobrego towarzysza. — Chciał być poważny, jednak zaśmiał się niekontrolowanie, głośno i nerwowo zaciskając delikatnie na widelcu, który do tej pory cały czas trzymał. Czuł się tak, jakby ponownie miał te kilkanaście lat i przeżywał właśnie swoją pierwszą miłość, nie mając w ogóle pojęcia jak się za to wszystko zabrać, co mówić i co robić, aby przypadkiem nie odstraszyć swojej potencjalnej, drugiej połówki. Oblizał wargi i spojrzał na Stasia, uśmiechają się wesoło, czując jak na jego Poliki wkrada się delikatny rumieniec. — Denerwuję się, Stanley. — Szepnął tylko cicho. Przecież tego właśnie chciał, chciał wiedzieć czy coś może z tego być, a teraz nie potrafił wydusić z siebie niczego sensownego. Wiedział, że Houck chciałby wyjechać po szkole, powinien więc chyba pozwolić sobie na porwanie się własnym emocjom? — To znaczy… Balet i podróże. To na pewno da się połączyć, prawda? — Uśmiechał się wesoło, chociaż w jego oczach mieszało się zadowolenia z dozą niepewności i strachu. Bał się, że będzie w stanie go pokochać, bo przecież jeszcze przy nikim nie czuł się tak dobrze, jeszcze o nikim nie mógł powiedzieć tego przysłowia, że czuje się, jakby znali się sto lat… a przy Houcku, tak właśnie się czuł.

    Attan, jakoś mi to nie wyszło za bardzo ;<

    OdpowiedzUsuń
  82. Nigdy wcześniej nie denerwował się w takich sytuacjach, nigdy wcześniej nie czuł stresu i doskonale wiedział co ma robić. Wiedział, jak ma się uśmiechać, jak ma patrzeć na tego drugiego człowieka i przede wszystkim co mówić. Tym razem nie wiedział i bał się, bo to mogłoby oznaczać, że tym razem w końcu, naprawdę mu zależy. Z drugiej strony skąd miał to wiedzieć? Wciąż sobie powtarzał, że się nie znali, że minęło za mało czasu aby stwierdzać jakiekolwiek, poważne wniosku. A jednak, serce mu cicho szeptało, że takie rzeczy nie zdarzają się dwa razy, że nie dostaje się dwa razy takich szans. Mógł siedzieć i patrzeć, jak przemija mu przed oczyma lub coś zrobić. Chwycić ją mocno i zatrzymać przy sobie. Zaryzykować, rzucić się w to i utonąć w tym. Przecież był dobry w tonięciu… Utonął w muzyce i balecie całkowicie, mógłby utonąć i w Stanley’u…
    — Nie chciałbym, abyś nosił moje walizki. — Powiedział, chociaż niby zrozumiał, że chłopak chciał obrócić to wszystko w żart. Attan czuł jednak, że jeżeli nie zareaguje odpowiednio w tym momencie, wszystko co mógłby dostać, może już teraz stracić. Nie chciał tego. Chciał spróbować, chciał dać porwać się emocjom, nawet jeżeli to wszystko działo się za szybko. Co jednak miał poradzić na te przyspieszone bicie serca? Ono mówiło wszystko. — Jeżeli mielibyśmy razem podróżować to na zupełnie innych zasadach. — Uśmiechnął się delikatnie, próbując powstrzymać się przed kolejnym oblizaniem warg. Zdawał sobie sprawę, że to wcale nie musiało wyglądać dokładnie tak dobrze i pociągająco, jak sobie to sam wyobrażał, chociaż przygryzanie wargi w przypadku Stanley’a wyglądało niesamowicie dobrze. Zresztą. On cały wyglądał dobrze i zachowywał się dobrze i… Attan mógłby siedzieć i patrzeć na niego, odnajdując w nich kolejne same superlatywy.
    — Znajdę dla ciebie czas z ogromną chęcią, Houck. — Uśmiechnął się, doskonale rozumiejąc co takiego Stanley miał na myśli swoją wypowiedzią. I wtedy Attan zyskał pewność siebie, którą stracił gdzieś podczas tego spotkania, oglądając zdjęcia. Dobrze wiedział w którym momencie ją stracił, ale teraz już się nie bał. Nie denerwował się, aż tak bardzo, chociaż serce nadal mu biło szalenie szybko. Teraz jednak wiedział dokładnie dlaczego. Dlatego też ułożył delikatnie dłoń na ręce chłopaka, w której trzymał jeszcze telefon i zacisnął delikatnie palce, wpatrując się w oczy swojego towarzysza. Bezkarnie wpatrując się w nie. — Mogę mieć czas nawet jutro, jeżeli tylko będziesz miał ochotę. I pojutrze, i popojutrze i tak przez cały tydzień. Możemy się razem uczyć, możemy jeść razem drugie śniadanie na stołówce w szkole i możemy spędzać razem przerwy… Możemy robić wszystko razem i patrzeć, czekać i obserwować. — Uśmiechnął się. — Możemy też zapłacić i zwinąć się stąd. — Opuszkiem palca sunął po wierzchu dłoni chłopaka, patrząc cały czas na niego i uśmiechając się. — Możemy też tutaj zostać i dalej rozmawiać, możesz mi opowiedzieć o wszystkich swoich wyjazdach, tych które już były i tych, które będą. Możemy też… zaplanować jakąś naszą wspólną wycieczkę. Niekoniecznie na drugi koniec świata. — Zaśmiał się cicho, nieco nerwowo i nim zdążył się powstrzymać nachylił się nad chłopakiem i pospiesznie musnął jego ust własnymi wargami, składając na nich delikatny pocałunek i odsunął się, czując jak czerwony rumieniec pojawia się na jego policzku. Nie powinien był tego robić, bo co jeżeli Staś nie ma ochoty oznajmiać całemu światu, że interesuje się chłopcami? — Przepraszam. — Powiedział tylko cicho, chociaż wcale nie czuł się bardzo winny.

    OdpowiedzUsuń
  83. Sama nie wiedziała dlaczego zaproponowała to spotkanie. To była chyba jena z kolejnych najgorszych decyzji w jej życiu. Nadal nie zdążyła przemyśleć tego czy chce powiedzieć mu prawdę czy skłamać. Jedno i drugie było dla niej równie ciężkie. Nie potrafiła okłamywać ludzi, męczyło ją to. Lecz powiedzenie w tym wypadku prawdy będzie nieco męczące, obnaży ją z niezależności, którą czuła. Nieświadomość ludzi wokół niej była jej bronią. Miała wtedy pewność, że nie są w stanie jej zranić. Nie próbują też obwiniać siebie oraz losu za to co ją spotkało. Jedyne czego nie pragnęła to litości, było to najgorsze uczucie jakie człowiek mógł poczuć. Od początku była w tym sama i chciała aby tak pozostało. Czuła jednak, że należą się chłopakowi wyjaśnienia. Zostawiła go zdając sobie, że jego uczucie jest tak samo mocne jak jej, że nie może bez niej żyć.
    Siedziała przed nim teraz i nie mogła wykrztusić z siebie słowa. Patrzyła na niego i czuła tak wielkie poczucie winy, które dotarło do niej po tak długim czasie. Nie sądziła, że coś może tak boleć. Patrzenie na niego powodowało ból oraz pewnego rodzaju przyjemność, emocjonalny masochizm. Wzięła głębszy oddech, wypiła łyk gorącej czekolady by następnie ostrożnie odłożyć kubek na blat stołu
    -Słowem wstępu chciałam Cię przeprosić. Miałam powód by wyjechać i źle się zachowałam, że Ci o tym nie powiedziałam. Zachowałam się samolubnie, nie brałam pod uwagę Twoich uczuć. To nie jest tak, że tylko Ty cierpiałeś. Uwierz mi, że mi też było ciężko. Ja też Cię kochałam Stanley..kochałam Cię jak cholera. Nie wyobrażałam sobie nigdy, że można kogoś tak pokochać. Myślałam, że to tylko bujda w filmach i książkach, przecież takie uczucie nie mogło istnieć naprawdę. - po tych słowach nastała chwila dłuższej ciszy. Swoje smukłe palce zaciskała wokół kubka, z którego ponownie upiła łyk. Patrzyła w blat stołu lecz w końcu zebrała się na odwagę i spojrzała mu w oczy.
    -Mój przyjazd do Marsylii nie był przypadkiem. Uciekłam z Paryża przed moimi rodzicami, chcieli oni dla mnie jak najlepiej lecz nie tego potrzebowałam w tamtym momencie. Tamto miejsce było ucieczką od rzeczywistości. - znów chwilę milczała próbując w głowie znaleźć odpowiednie słowa – Zapewne zastanawiasz się co mogło być dla mnie problemem. Myślisz sobie, że byłam rozpieszczoną nastolatka, która zwiała bo rodzice zakazali jej jarać trawy. Było troszkę inaczej, miesiąc przed odwiedzeniem mojej babci dowiedziałam się, że jestem chora.

    OdpowiedzUsuń
  84. Obserwowała jego zachowanie, widziała po nim, że jest zdenerwowany. Ona również była, gdyby się dało najchętniej by uciekła nawet gdyby musiała wybić cholerną szybę, przy której siedzieli. Jej oddech przyśpieszył, stał się cięższy. Najbardziej bała się jego reakcji, bała się, że może ją zacząć osądzać, że to nie był jej wybór czy mógł być przy niej czy nie. Jego reakcja jednak okazała się zupełnie inna. Sama nie wiedziała dlaczego ją tak to zabolało w tym momencie. Powiedziała mu prawdę a ten osądził ją o kłamstwo. Poczuła jakby ktoś ściskał jej serce z całych sił a płuca jakby przysysały się do pleców. Z trudem wzięła oddech, jej oczy stały się jeszcze bardziej szkliste niż na początku. Zdążyła również zauważyć, że wzbudzili zainteresowanie kilka osób w kawiarni przez to, że podnosiła na niego głos dlatego postanowiła mówić ciszej, a gdy będzie to koniecznie to zacząć mówić w swoim ojczystym języku, który Stanley mniej więcej znał. Ona w tym momencie też miała blokadę językową i trochę jej to zajęło zanim znalazła odpowiednie słowa.
    - Ty nic nie rozumiesz.. - wyjęczała wręcz z rozpaczą w swoim ojczystym języku. - Miałeś racje, mogłam Cię okłamać. Byłoby prościej, dla Ciebie dla mnie, nie? - tutaj już przeniosła się na angielski. Mówiła cicho, tak by nikt ich nie słyszał. Nie miała pewności czy nawet chłopak ją słyszy. Westchnęła głośniej. - Miałam...może nadal mam nowotwór piersi. Kiedy się dowiedziałam wyjechałam do Marsylii. Myślisz, że dlaczego robiłam takie rzeczy jak robiłam? Ja myślałam, że umieram Stan.. Byłeś osobą, z którą spędzałam moje domniemane ostatnie chwile w życiu. Wyczułam drugiego guza w piersi, przestraszyłam się.

    [ kac morderca :< ]

    OdpowiedzUsuń
  85. Odłożył książkę na bok i spojrzał na chłopaka, uśmiechając się pod nosem. Kupił go ostatnim pytaniem. Uwielbiał oglądać filmy, więc z chęcią odciągnąłby się od obecnych czynności, by móc wlepić swój wzrok w ekran laptopa. Chciał się odmóżdżyć i zapomnieć o wszelkiej nauce i obowiązkach, które go czekały.
    Stanley był przystojny, a Austin lubił wykorzystywać wszelkie momenty i okazje do tego, by zbliżać się do przystojnych chłopaków. Nie potrafił tego zmienić, już tak miał i wiedział, że już mu tak zostanie na prawdopodobnie resztę życia. Wstał z łóżka i przeciągnął się. Nie poszedł jednak na łóżko swojego współlokatora, a zamiast tego poszedł i założył na siebie bluzę, gdyż zrobiło mu się nieco chłodniej.
    – A co będziemy oglądać? – zapytał z ciekawością. On osobiście miał ochotę na komedię, jednakże w towarzystwie innych osób często stawiał na horrory. Sam nie przepadał za oglądaniem ich w samotności, jednakże gdy miał kogoś przy boku, to nie miał już obaw. Lubił się bać i czuć dreszczyk emocji biegnący mu po plecach. – I jakie masz słodycze? – podszedł do łóżka chłopaka i po chwili lekkiego wahania wskoczył na nie, starając się, by zrobić to ostrożnie i nie uszkodzić Stanley'a jeszcze bardziej.
    – Przesuń się, bo mam mało miejsca, a nie chcę leżeć na tobie – mruknął i szturchnął go lekko biodrem na znak, że zaczyna brakować mu miejsca. Łóżka w akademikach były tylko jednoosobowe, więc trudno było zmieścić się na nich dwójce chłopaków, więc znajdowali się oni wyjątkowo blisko siebie. Było to aż nieprzyzwoite i gdyby teraz ktoś wszedł do pokoju, to mógłby sobie zbyt dużo pomyśleć.
    – Nie chcesz iść z tym do higienistki, albo może wysmaruj się jakąś maścią, żeby przestało cię boleć – zaproponował. Maść rozgrzewająca była wyjątkowo dobrym pomysłem – chyba mam coś rozgrzewającego. Posmarujesz się i na pewno ci pomoże – powiedział.

    Austin

    OdpowiedzUsuń
  86. Była tak zestresowana, że zaczęła się lekko trząść. Żałowała, że w ogóle zaczęła tę rozmowę. Mogła tego nigdy nie robić. Trzeba było uciec, albo lepiej, w ogólnie zaczynać znajomości z nim. Mogła w tej cholernej Marsylii nie zwrócić na niego uwagi, nie zakochać się tako mocno. Ta miłość od razu była skazana na niepowodzenie, niepotrzebnie się przywiązywała, pozwoliła mu się zakochać i przyzwyczaić.
    Poczuła dziwny przepływ złości, sama nie wiedziała czemu. Nie wiedziała czy jest zła na niego, czy na siebie a może na los? Przygryzła nerwowo dolną wargę a jej palce mocniej zacisnęły się na kubku z gorącą czekoladą.
    - Nie masz za co przepraszać. - powiedziała stanowczym tonem. Spojrzała na niego spojrzeniem pozbawionym emocji, wyuczonym w takich rozmowach. Nie przypominał dawnej Ann, pokazywał człowieka skrzywdzonego, który przeżył dużo. W tym momencie jedyne na co miała ochotę to wstać, wyjść i nigdy więcej go nie spotkać.
    - Nie chciałam abyś musiał przeżywać czegoś czego nie powinieneś. Jesteś młodym mężczyzną, masz całe życie przed sobą. To, że udało mi się chemią zmniejszyć guza to szczęście. Chciałbyś być u boku łysej kobiety, która wiecznie rzyga i sra po chemii? Czy nazwałbyś kobietą kogoś bez piersi? Ty nie rozumiesz jednej rzeczy, jestem tykającą bombą. Nie wiem czy wycięli wszystko, nie wiem czy nie ma tego gdzie indziej. Chciałbyś planować przyszłość z trupem? Tego chciałam Ci oszczędzić. Wolałabym abyś cierpiał z powodu mojego zniknięcia niż z powodu mojego stanu zdrowia. Nigdy nie miałeś się o tym dowiedzieć. Tak tylko mówisz, że byłbyś obok. Ty nawet nie wyobrażasz sobie jak to wszystko wygląda.. - westchnęła czuła, że do oczu napływają jej łzy. Nie wiedzieć czemu po prostu wstała i szybkim krokiem wyszła z kawiarni. Ruszyła w przeciwną stronę niż akademik, nie mogła więcej z nim rozmawiać, nie chciała, nie czuła się na siłach.

    OdpowiedzUsuń
  87. Szła przed siebie z trudem łapiąc oddech. Ameryka miała być nowym startem, miała przynieść nowe życie dziewczynie. Tutaj miała być wolna od choroby, nic nie miało jej o tym przypominać poza terminem zapisanym w kalendarzu, który oznaczał badania kontrolne. Jej gardło było coraz bardziej ściśnięte, poczuła pojedynczą gorącą łzę, która przemknęła po jej policzku. Cała się dygotała, zdawało jej się, że przeżywała wszystko na nowo. Chciała nowego życia, którego nie mogła dostać. Widok Stnaleya, rozmowa z nim była jedną z najcudowniejszych oraz najgorszych momentów w jej życiu. Była przepełniona tak sprzecznymi emocjami, że nie wiedziała co ma zrobić.
    W pewnym momencie poczuła, że ktoś ściska ją za ramię i przyciąga do siebie. Dobrze wiedziała kto to. Nie wiedzieć czemu odruchowo próbowała go od siebie odepchnąć. Mógł czuć delikatne dygotanie jej mięśni, słyszeć jej ciężki oddech. Wstrzymała go na moment by się uspokoić i wtedy móc się do niego odezwać.
    - Właśnie takich momentów chciałam ominąć. Współczucie, to chyba najgorsze uczucie jakie może towarzyszyć człowiekowi. - powiedziała w swoim ojczystym języku mając dosłownie gdzieś czy chłopak aby na pewno to wszystko zrozumie. - Nie potrzebuję twojego współczucia. Nie chcesz mnie w swoim życiu, robisz tak bo czujesz się winny. - mówiła to odsuwając się od niego na krok. - To co działo się w moim życiu to nie Twoja wina. Nie masz powodu by było Ci smutno z powodu tego co mi się działo. Możesz być dumny z siebie, że urozmaiciłeś życie w połowie trupowi i jedyne uczucia jakie możesz w stosunku do mnie czuć to rozczarowanie, gniew i nienawiść. - przy tych słowach patrzyła mu prosto w oczy. Nadal mówiła po francusku, sama nie wiedziała dlaczego. Może tak jej było łatwiej, może ludzie idący wokół nich nie rozumieli ich rozmowy. Dawało to pewnego rodzaju swobodę.

    [ nowy gif <3 ]

    OdpowiedzUsuń
  88. Jej temperament nie dawał jej teraz za wygraną. Idealnie oddawał jej to naturalny kolor jej włosów. Odkąd skończyła piętnaście lat i zaczęła uważać, że jest on naprawdę ładny przeszły jej myśli o pofarbowaniu ich na czarno. Uważała, że taka po prostu jej uroda, znak rozpoznawszy, musiała się z tym pogodzić.
    Patrzyła na niego z pewnego rodzaju niedowierzaniem lecz tylko przez moment. Nie sądziła, że będzie jeszcze pamiętał co nieco z francuskiego. Ona została zwolniona z zajęć z racji tego, że wiedziała więcej od nauczyciela i raz go ośmieszyła. Jedyne co musiała zrobić to napisać egzamin, na lekcje chodzić nie musiała.
    - Nie gadaj głupot Stanislaus. Dobrze wiemy, że ta rozmowa w tym momencie nie ma sensu. - powiedziała patrząc mu prosto w oczy. Była stanowcza, jej rude włosy rozwiał delikatny wiatr. Ona sama wzięła głębszy oddech co sprawiło, że jeszcze bardziej się uspokoiła. - Ja mam swoje racje, Ty swoje. Sama nie wiem czy nie lepiej byłoby dla ciebie gdybyś jednak żył w nieświadomości i myślał sobie, że Cię rzuciłam bo mi się znudziłeś. - sięgnęła odruchowo ręką do kieszeni sprawdzając czy ma papierosy. Będzie ich dzisiaj bardzo ale to bardzo potrzebować. I zapewne butelki czegoś mocniejszego bądź skręta, którego dostała od Antka. - Spójrz mi w oczy i powiedz mi, że jesteś w stanie na mnie patrzeć. - zaczęła powoli ujmując jego twarz w dłonie. W tym momencie wyglądała nieco jak dawna Ann, była pewna siebie lecz brakowało jej pewnego rodzaju szczęścia, może to dlatego, że w tym momencie nie czuła tej wielkiej miłości, którą czuła wtedy. - Że codzienne mijanie mnie na korytarzu czy akademiku nie będzie przyprawiało Cię o mdłości. Co powiesz osobie, z którą zaczynasz bądź planujesz swoją przyszłość? Słuchaj, pamiętasz jak mówiłem Ci o takiej lasce co mnie porzuciła w Marsylii? W sumie to ona tu jest. I nie mów o uczuciach, dobrze wiemy, że tu dawno ich nie ma. - przesunęła swoją dłoń na jego klatkę piersiową, odruchowo przesuwając palcami tam gdzie miał tatuaż.

    OdpowiedzUsuń
  89. Łatwiej by jej było gdyby chłopak jej nienawidził. Nie czułaby tego okropne uczucia, że mimo rzeczy które mu wyrządziła on jest w stanie na nią patrzeć, rozmawiać z nim. Gdyby ktoś ją tak potraktował chyba nie byłaby w stanie, tak jej się wydawało. Przecież tak długo nie mogła spojrzeć na siebie w lustrze.
    Analizowała każdego jego słowo, każdą emocję pojawiającą się na jego twarzy oraz częstość z jaką brał nowe oddechy. Jej dłonie jednak teraz nie drżały ujmując jego twarz, miały wrażenie, że są w jednym miejscu, w którym powinny być. Czy miała mu mówić, że się oszukuje, że nic do niego nie czuje? Przecież to było oczywiste, że takie uczucie nie znika, na zawsze zostaje w człowieku przypominając mu o tym gdy poznaje kogoś nowego. Uświadamia, że nigdy nie pokocha już tak samo, żadne uczucie nie będzie już w stu procentach realne i odwzajemnione z Twojej strony, ponieważ w twoim sercu nadal będzie miejsce, którego nikt inny zająć się może. Każdy dotyk będzie przyjemny lecz nie wystarczająco, pocałunek namiętny lecz pozbawiony tego czegoś, czyli określenia, które będzie towarzyszyło Ci przez długie lata Twojego życia. Nawet gdy kogoś pokochasz, będziesz z nim żył i miał rodzinę to uczucie nie zniknie. Nawet za dziesięć czy dwadzieścia lat. Będzie Ci towarzyszyło całe Twoje życie, będziesz o nim pamiętać patrząc na swoje dzieci i próbując nauczyć je poprawnych wartości w życiu. Opowiadać o wartości miłości samemu je nieco naginając. Nigdy ale to przenigdy nie uda się zaznać spokoju, zalążek zostanie, dusza nigdy nie będzie wolna.
    - Ja to wszystko rozumiem. - powiedziała patrząc na niego tak jak kiedyś. Z tą samą czułością, błyskiem w oku w tym momencie wywołanym przez wspomnienia. - Ja chcę by Tobie było łatwiej, masz swoje życie. Nie chce w nie wchodzić ponownie, nie chce go znów psuć. - patrzyła mu cały czas w oczy, nieświadomie przejechała kciukiem po jego dolnej wardze, którą tak uwielbiała przygryzać podczas pocałunków. - Moja obecność może zachwiać wszystko, może boleć jeszcze bardziej niż moja nieobecność. To, że nie będziesz w stanie na mnie spojrzeć jak kiedyś też. Nigdy nie powiedziałam, że nie chcę na ciebie patrzeć. - po tych słowach sięgnęła do kieszeni swoich spodni skąd wyciągnęła ich wspólne pierwsze zdjęcie. Było one zgięte na cztery, widać było, że często było otwierane. - Nigdy nie porzuciłam myśli o Tobie chociaż na moment, wierzyłam jednak że tak będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  90. — Spróbowałbyś tylko… — Uśmiechnął się delikatnie, naprawdę nie miał już ochoty na dalsze kłótnie czy ostre wymiany zdań. Chciał, aby chociaż końcówka ich wspólnego wieczoru była miła. Westchnął cicho spoglądając na chłopaka. Zarzucił sobie jego ramię przez kark i chwycił go delikatnie na boku, powoli idąc przed siebie. Sala w której odbywał się bal maskowy znajdowała się w dość sporej odległości od szkoły i akademików, dlatego Attan ruszył wraz ze Stasiem powoli w stronę drogi, gdzie stało kilka podstawionych zapewne przez dyrekcję szkoły taksówek.
    — Wsiadaj. — Powiedział, otwierając przed nim drzwi i wpuszczając go do środka, jako pierwszego, gdy chłopak usiadł wygodnie, Gray zajął miejsce obok niego i odezwał się do kierowcy, podając mu adres szkoły, tłumacząc od której strony powinien podjechać, aby było im bliżej do wejścia na teren campusu i dotarcie do akademików. Droga spod szkoły, była dłuższa niż, gdyby udało im się wysiąść na jeden z bocznych ulic. Kiedy dojechali i opuścili już samochód, Attan stał przez chwilę w miejscu, spoglądając na swojego chłopaka, tymi swoimi wielkimi sarnimi ślepiami, przygryzając delikatnie dolną wargę. Tego wieczoru przygryzał ją zdecydowanie za często, momentami nawet za mocno.
    — Masz jakąś apteczkę, czy pierw powinienem skoczyć do apteki? Nie zostawię cię tak z tą głową, mówię poważnie Stanley. — Rozejrzał się dookoła. Był środek nocy, Chicago było wielkie ale był pewien, że znalezienie dyżurującej apteki z pewnością nie będzie należało do najłatwiejszych, na pewno nie takiej, które byłaby wystarczająco blisko.

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  91. Gdyby tylko wiedział o żebrach chłopaka, z pewnością nie stałby teraz ze spokojem zadając mu pytania, tylko ponownie wpakował go do taksówki i zaciągnął do szpitala na ostry dyżur, aby odpowiednio się nim zajęli. Nie mógł by znieść myśli, że Stanley'owi stało się coś poważnego i to jeszcze przez niego, z jego winy. W końcu to wszystko było jego winą, to przez niego wszystko się stało. Mógł się domyślić, że Stasiu nie chciał się ujawniać tak prędko, mogli więc zachować jakieś pozory, a przynajmniej on powinien o tym pomyśleć, a nie obsciskiwac się pp kątach.
    - Szafka przy lustrze, ok... - Powtórzył za chłopakiem i poszedł do łazienki poszukując apteczki. Miał nadzieję, że znajdzie tam jakieś plastry ściągające, które mogłyby na jakiś czas zastąpić szwy. - Coś tu jest... Chyba dam radę coś zrobić z tą raną. - Wyszedł z łazienki i spojrzał na chłopaka i rozrzucone buty po pokoju. Zmarszczył brwi, spoglądając na niego. - Chyba sobie żartujesz. Ściągaj ten garnitur, biur będziesz w tym spał, a może nawet jak od razu namoczyć się te plamy, to nie będzie się nadawał tylko do wyrzucenia. - Oczywiście, że chciał zobaczyć go bez ubrań. Oczywiście, że myślał o tym już niejednokrotnie, ale nie teraz nie tym razem. Jedyne o czym myślał w tym momencie, to sny zająć się jak najlepiej swoim chłopakiem, aby złagodzić mu chociaż odrobinę bólu, zrobić ciepłą herbatę i posiedzieć z nim, dopóki nie zaśnie, a może nawet mógłby z nim zostać do samego rana, jeżeli mu tylko na to pozwoli.
    - i usiądź... Tak łatwiej będzie mi cokolwiek zrobić. - Otworzył apteczke i ułożył wszystko co będzie mu potrzebne na stoliku nocnym, stojącym tuż obok łóżka.
    - Bardzo cie boli? - Spytał siadając tuż na skraju łóżka.

    OdpowiedzUsuń
  92. Gray i tak doskonale wiedział, że to była jego wina. Zawsze obwiniał się za wszystkie porażki i nieszczęścia, jakie miały miejsce w jego życiu. Później obiecywał sobie, że nigdy więcej nie dopuści do takiej sytuacji, że następnym razem będzie lepszy, idealny. I teraz miało być zupełnie inaczej. Przełknął z goryczką wspomnienie dzisiejszego balu, obiecując sobie, że jeżeli kiedykolwiek będą mieli się na jakimś razem pokazać, na pewno będzie lepiej, będzie perfekcyjnie, ponieważ za wszelką cenę będzie starał się robić wszystko dobrze.
    Uśmiechnął się, słysząc padające z ust Stanley’a słowa. Skarbie, wypowiadane przez Houcka brzmiało tak idealnie, tak ciepło, że nie mógł powstrzymać unoszących się kącików ust, nawet na chwilę.
    — Zdejmij go i tak. — Powiedział, a po chwili zarumienił się i zaczął nerwowo chichotać. — Po prostu, będzie ci wygodniej bez sztywnego materiału. Wstydzisz się? Mam zamknąć się w łazience i nie podglądać? Załatwione, ale jeżeli tak… to coś nie wierzę, że jesteś dobrym modelem. — Uśmiechnął się delikatnie i gdy poprosił go o wodę, od razu wstał. Przecież nie odmówi mu napoju, tym bardziej, że był zdania, iż nawodnienie organizmu z pewnością mu się przyda. Ruszył grzecznie w stronę biurka, na którym stała butelka.
    — Nalać ci jej do szklanki? — Zapytał, nim doszedł do biurka odwracając się przez ramię. W tym samym momencie Stasiu podnosił się z wielkim grymasem na twarzy, co Attana zaniepokoiło. Bardzo, może nawet, aż za bardzo. Zapomniał o butelce i o tym, że chłopakowi chciało się pić. Podszedł do łóżka na którym znajdował się Stanley i z szeroko otwartymi oczami, przyglądał się młodemu mężczyźnie. — Mówiłeś, że cię nie boli, to co takie miny robisz? Mów co jest… — Przerwał, bo kiedy Houck próbował się podnieść z grymasami na buzi, Attan zauważył wielką plamę krwi na jego koszuli. Nie miał pojęcia skąd pochodziło krwawienie, przecież żaden z chłopaków nie miał chyba przy sobie żadnej, białej broni, prawda? Zagryzł wargi. Rozcinanie żaby nie sprawiało mu żadnego kłopotu, nie czuł ani obrzydzenia, ani mdłości. Patrząc jednak na brudną od krwi Stasia koszulę, czuł, jak nogi mu miękną. — Stanley… C-c-co się stało? — Szepnął cicho. To na pewno nie była krew z rany na głowie. Koszula nie była też rozdarta, a przynajmniej nie zauważył żadnej dziury więc żadne ugodzenie nożem czy czymś takim nie wchodziło w rachubę. Chyba, że chłopakowi przytrafiło się coś wcześniej, a teraz… — Musimy jechać do szpitala i nie chcę słyszeć żadnego sprzeciwu. — Oznajmił, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu komórki, którą przecież trzymał w kieszeni garniturowych spodni.

    Lofki i kiski, szpital nie ominie Stasia ;>

    OdpowiedzUsuń
  93. Zatrzymał się przy łóżku, wpatrując się uważnie w chłopaka, który nie wiadomo w sumie czy na nim leżał czy siedział. Był to stan przejściowy, tak było najłatwiej to określić. Stał , słuchając go uważnie, marszcząc odrobinę brwi. Nie podobała mu się ta historia.
    — I nic mi nie powiedziałeś? — Mruknął, siadając na skraju i wpatrując się w chłopaka ze zmartwieniem widocznym na twarzy. Nie chciał, aby mieli przed sobą jakiekolwiek tajemnice, chociaż sam nie był lepszy. Było parę rzeczy, o których zdecydowanie powinien powiedzieć Stasiowi, ale zwyczajnie nie wiedział jak i uważał również, że to wszystko nie było znowu, aż tak bardzo istotne. Za to przepychanki w szatni kończące się wizytą u pielęgniarki, a przede wszystkim krwawieniem. Zagryzł wargę, jednak nie powiedział już ani jednego słowa. Chwycił za to buteleczkę wody utlenionej i kawałek gazy, na który wylał odrobinę płynu, a następnie przetarł ostrożnie ranę na jego głowie, powtarzając tę czynność dwa razy, a później, bardzo delikatnie przykleił dwa plasterki, mając nadzieję, że krwawienie ustąpi. Jeżeli nie, nie będzie więcej spełniał jego próśb.
    — Ściągaj to. — Zażądał, mając oczywiście na myśli garnitur jak i koszulę. Chciał zobaczyć tę ranę i w razie potrzeby przemyć i ją. Chciał mieć pewność, że jego ukochany nie wykrwawi się do rana. Widząc, jak nieporadnie sięga swoich guziczków, przysunął się i zagryzając wargę, spojrzał mu w oczy. — Ach… zostaw to, szybciej będzie, jak ja to zrobię. — I nie czekając na jego zgodę, po prostu zaczął odpinać małe guziczki koszuli. — Podnieść się trochę, musisz to ściągnąć. — Mruknął zsuwając powoli z jego ramion koszulę i marynarkę. Nie tak wyobrażał sobie ten pierwszy raz, gdy samodzielnie będzie ściągał z niego jakąkolwiek część garderoby. Cóż… Stało się. Gdy udało im się ściągnąć z Houcka górną cześć odzienia, Attan spojrzał tylko na jego brzuch i przemył ostrożnie ranę, która w sumie nie wyglądała tak bardzo źle.
    — Jeżeli będzie cię bardzo bolało, jedziesz do szpitala i nie chcę słuchać, żadnej odmowy. Zrozumiano? — Przesunął dłonią po jego policzku i nachylił się, aby obdarować go delikatnym pocałunkiem. Uwielbiał ten moment, w którym ich miękkie wargi spotykały się. — Ściągaj spodnie i powiedz, z której szafy mam ci wyciągnąć jakieś ubranie. — Przesunął kciukiem po jego dolnej wardze i odsunął się, chcąc podać mu czyste, ciepłe a przede wszystkim wygodne odzienie.

    :*

    OdpowiedzUsuń
  94. Po prostu był zdezorientowany całą tą raną i zakrwawioną koszulą, dlatego nawet nie pomyślał, że szafy z pewnością mają ustawione również po swoich połówkach pokoi. Uśmiechnął się wesoło, słysząc słowa Stanley’a. Oczywiście zamierzał zostać na noc, ale fakt, że i on tego chciał był po prostu uroczy. Otworzył szafę i wyjął z niej dwie pary dresowych spodni i dwie, bawełniane koszulki. Zamknął drzwiczki i stanął naprzeciwko łóżka.
    — Oczywiście, że ktoś musi cię pilnować. — Przytaknął, podając mu jeden komplet, a drugi odkładając na blacie biurka. Rozpiął swoją marynarkę i ściągnął ją, odkładając na krzesło, a zaraz po chwili rozpiął guziczki mankietów swojej koszuli i podciągnął odrobinę rękawki. — Twój współlokator nie wraca? — Zapytał uśmiechając się, dłońmi sięgając do kołnierzyka, który również rozpiął i delikatnie poluzował materiał wokół swojej szyi. Wyciągnął ręce przed siebie, chcąc pomóc podnieść się Stasiowi z łóżka. Musiał się chociaż trochę obmyć z zaschniętej krwi. Nie mógł przecież iść od razu spać i to w takim stanie.
    — Nie wiem dlaczego się tak cieszysz, Houck. — Powiedział, uważnie przypatrując się jego sylwetce, chociaż nie powinien zerkać na niego z takim zaciekawieniem. — Będziesz grzecznie spał na swoim łóżku, sam. Ja będę z drugiego końca pokoju się przyglądać i obserwować, czy nie dostajesz jakichś konwulsji przypadkiem. — Uśmiechnął się, nie mogąc powstrzymać się przed spoglądaniem ciągle na Stanley’a. — A teraz lepiej idź weź szybki prysznic i się przebierz w te dresy, na pewno jesteś zmęczony i tylko czekasz, aż będziesz mógł się położyć. — Nie chciał się z niczym spieszyć, więc wszystkie swoje brudny myśli odpychał od siebie, ciągle sobie powtarzając, że chłopak jest ranny i zmęczony i z pewnością nie ma ochoty na żadne, nocne igraszki. Zacisnął delikatnie wargi, chwytając dresy i rozkładając je, uważnie im się przyglądając i zastanawiając się czy aby na pewno utrzymają się na jego biodrach, czy może będzie musiał ciasno związać sznurki, aby nie pozwolić się im zsunąć, za żadne skarby świata.

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  95. - Wiedziałem, że się nie zgodzisz. - Uśmiechnął się, a na jego policzkach pojawił się rumieniec. - Chciałem tylko zobaczyć, jaką znajdziesz wymówkę. I... Chyba faktycznie nie będę miał innej możliwości.
    Oczywiście w jego mniemaniu Staś wyglądał dobrze nawet z rozbitą głową i zakrwawionym torsem, jednak opinia Attana w żaden sposób nie była obiektywna. Nawet z grymasem bólu na twarzy, wyglądał dobrze. I nie umiał nic poradzić na to, że jego ciało, jego wygląd sprawiało, że nie myślał o niczym innym. Wpatrywał się w niego idącego w stronę łazienki, uśmiechając się, słysząc jego słowa, a kiedy stanął przed nim, dłońmi kierując się od razu do jego koszuli, spojrzał tylko w jego oczy. Nie mógł nic poradzić na to, że będąc tak blisko niego czuł całym sobą tworzące się pomiędzy nimi chemię i napięcie, aż dziw, biorąc pod uwagę naelektryzowanie Stasia, że pomiędzy nimi nie strzelały żadne błyskawice. Przeniósł spojrzenie na dłonie, zwinne palce zgrabnie rozpinające kolejne to guziczki i uśmiechnął się subtelnie, gdy jego czarna, jak nic koszula zsunęła się na podłogę. Ułożył ręce na ramionach chłopaka i objął go delikatnie, mając ceny czas na uwadze jego ranę, chowając się w jego ramionach.
    - Powinniśmy? - Opuszkami palców sunął wzdłuż kręgosłupa swojego ukochanego, policzkiem opierając się o jego nagle ramię. Było mu łatwiej, gdy się nie angażował, kiedy nie musiał martwić się o drugą osobę, wówczas niczego nie musiał się wstydzić, a przy Houcku... Bał się odrzucenia. Bał się, że jego wyraźnie widoczne zebra i niemal wklesly brzuch będą problemem. wyglądał perfekcyjnie w trykocie, wyglądał dobrze w ubraniach, astmę pozbawiony ich... Czuł, jak obnaża wszystkie swoje wady. Matka niejednokrotnie mówiła mu, że się o niego martwi, ale wzbudzanie tego uczucia w kimś, kogo kochał tak bardzo, jak Stasia było niesamowicie trudne. Dlatego niemal od razu przywarł do niego, chociaż w ten sposób nie był w stanie wszystkiego ukryć. - Wiesz... Nie mogę obiecać, że wytrzymam stojąc tylko grzecznie i patrząc. - Szepnął, nie odsuwajac się nawet na krok. - A ty jesteś ranny, powinieneś odpoczywac. - Dodał jeszcze cicho, przekładając druga rękę na jego policzek.

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  96. Uśmiechnął się tylko delikatnie, kiedy chłopak przyznał mu rację i nie zamierzała siłę ciągnąć za sobą do łazienki. Attan oczywiście chciałby się w niej znaleźć, chciałby mu towarzyszyć podczas tego szybkiego prysznicu, który z pewnością zamieniłby się na znacznie dłuższy, ale jeszcze nie. Szczególnie nie, mając świadomość, że chłopak jest ranny. Poza tym chciał, aby ich wspólny pierwszy raz był idealny, tym bardziej, że Houck był prawie-dziewicą, Attan wziął sobie za cel sprawienie, aby było perfekcyjnie. Taki już był. Zawsze chciał wszystko robić na sto procent, albo nawet i na sto jeden procent, a Staś zwyczajnie będzie musiał się do tego przyzwyczaić, bo sam Gray… prędko mu to nie przejdzie.
    Zagryzł mocno wargę, jakby chcąc zatrzymać jego słodki smak na dłużej, z utęsknienie wpatrując się w plecy Houcka, gdy znikał za drzwiami łazienki. Rozejrzał się dookoła, a następnie chwycił z biurka koszulkę, którą szybko na siebie założył, ponieważ zrobiło mu się chłodno i usiadł w poprzek na łóżku Stasia, opierając się plecami o ścianę i prostując nogi. Miał na sobie jeszcze spodnie od garnituru, ale nie chciało mu się ich już ściągać, poza tym planował, że gdy tylko Stanley wyjdzie z łazienki, on sam do niej na chwilę wejdzie. Przymknął jednak powieki w oczekiwaniu na powrót chłopaka. Gdy tylko usłyszał szczęknięcie zamka, drgnął i otworzył szeroko oczy, uśmiechając się. Wcale mu się nie chciało już wstawać.
    — Wszystko w porządku? — Zapytał, biorąc głęboki oddech wpatrując się w tors, mrużąc delikatnie przy tym powieki. Jakby czekał, aż na świeżej koszulce pojawi się również krwista plama, ale nic takiego nie miało jeszcze miejsca. Może faktycznie panikował, a tak naprawdę Stasiowi nie było nic poważnego? Westchnął jednak z wyraźną ulgą, gdy chłopak podszedł bliżej, a bawełniana bluzka wciąż była czysta. Odepchnął się delikatnie od ściany, chcąc w końcu podnieść się z łóżka. — Pójdę się odświeżyć, przebrać i zaraz wracam. — Uśmiechnął się delikatnie, podnosząc w końcu swój kościsty tyłek i ruszając do łazienki, gdzie rzeczywiście zsunął z siebie ubranie i wziął szybki prysznic, jednak gdy tylko z niego wyszedł, zacisnął mocno wargi. — Stanley… mógłbyś… podać mi czysty ręcznik? Nie chciałbym używać twojego lokatora, a tym bardziej twojego, zapaskudziłeś go krwią. — Oznajmił, gdy zdał już sobie sprawę z faktu, że ręczniki z pewnością nie znajdują się w łazience, bo zwyczajnie pomieszczenie było małe i nie było w nim miejsca na żadną większą szafkę, w której zmieściłyby się ręczniki.

    Attanek

    OdpowiedzUsuń
  97. Odebrał ręcznik z rąk Stanely’a jednak słowem nie pisnął. Dopiero gdy wytarł się i ubrał, wyszedł z łazienki zmarszczył delikatnie brwi.
    — To ty szukałeś pretekstu, słońce, żeby do tej łazienki wejść. To ty specjalnie nie dałeś mi tego ręcznika wcześniej. Przyznaj się. — Uśmiechnął się delikatnie, widząc chłopaka leżącego już w łóżku. Poprawił sobie odrobinę spodnie, związując ciut mocniej sznurki w pasie i podszedł do łóżka, by po chwili położyć się tuż obok niego. Chociaż dobrze wiedział, że za chwilę nie wydarzy się nic więcej poza słodkimi pocałunkami i troskliwymi objęciami, był cały podekscytowany. Myśl, że spędzi dzisiejszą noc ze swoim chłopakiem powodowała przyjemne łaskotanie w brzuchu, dokładnie tak, jakby znajdowały się w nim motylki trzepoczące swoimi delikatnymi skrzydełkami.
    — Jakbyś czegoś potrzebował mów śmiało, nawet gdybym zasnął. — Uśmiechnął się kładąc się na boku, aby móc uważnie obserwować chłopaka, ułożył ostrożnie dłoń na jego brzuchu, obejmując go delikatnie i nim jednak całkiem się położyć, nachylił się i złożył pocałunek na jego ustach. — Dobrze? — Spojrzał w jego oczy, chciał mieć pewność, że chłopak zrozumiał i naprawdę w razie czego go obudzi, chociaż sam Attan nie zamierzał ze spokojem iść spać, dopóki jego chłopak nie zaśnie. Chciał po prostu być pewnym, że wszystko z nim w porządku, a jeżeli bez trudu zaśnie, będzie to oznaczać, że wszystko jest w porządku. Tak przynajmniej mu się wydawało.

    Gray

    OdpowiedzUsuń

  98. Gmail
    Google+
    Kalendarz
    Sieć
    więcej
    Główne
    (brak tematu)

    czekoladowa masa
    do ja
    6 minut temuSzczegóły
    Wsunął sobie dłoń pod głowę, uważając aby w żadnym razie nie wyrządzić krzywdy Stanely’owi. Łóżko było jednoosobowe i jedyne co mogli robić to dziękować bogu, że znajdowało się przy ścianie. Inaczej prawdopodobnie wciąż mieliby uczucie, że któryś z nich może z niego spaść. Gdyby spadł Attan nie stałoby się nic wielkiego, ale poobijany Houck naprawdę mógłby na tym ucierpieć.
    — Mam wrażenie, że coś za dobrze się czujesz, jak na wstrząs. — Uśmiechnął się, chociaż wizja wspólnego leżenia i przegadania całej nocy była naprawdę przyjemna. Na pewno dowiedziałby się podczas jej trwania znacznie więcej, niż podczas rozmowy przy naleśnikach. Tak spędzany czas, miał swoją magię, coś co sprawiało, że człowiek chciał mówić więcej. — Poza tym, ta rana na łuku brwiowym już nie krwawi i nie jest wcale taka duża. Pewnie symulujesz, gwiazdeczko. — Szepnął cicho, czując jak Stanley gładzi ręką jego tors. Przez jego plecy przeszły przyjemne ciarki, a usta poszerzyły się w szerszym uśmiechu.
    – Myślałem, że potrzebujesz odpoczynku. — Wymruczał cicho, mimowolnie odchylając głowę do tyłu, aby chłopak mógł swobodnie całować jego szyję. - Ale, chyba faktycznie symulujesz. Nie ładnie tak oklamywac swojego chłopaka, Stanley. - Szepnął, gładząc dłonią jego głowie, delikatnie zaciskajac palce na włosach chłopaka i ciągnąć je delikatnie, drugą dłoń wsuwając dłoń pod jego koszulkę i sunac nią, wzdłuż jego kręgosłupa.

    Attanek

    OdpowiedzUsuń
  99. Uśmiechnął się delikatnie. Cieszył się, że Stanley czuł się dobrze, a wszystko na to wskazywało. A to jedynie uspakajało Attana, co działało jedynie na korzyść dzisiejszej nocy.
    — Masz rację, faktycznie oberwałeś mocno. — Przesunął dłonią po jego twarzy, delikatnie opuszkami palców gładząc jego skórę. Cały czas wpatrywał się w chłopaka z iskierkami w oczach i uśmiechem na ustach. Dla kogoś to wszystko mogłoby być bez znaczenia, lub mieć je naprawdę minimalne, ale Attan w tym momencie czuł się naprawdę szczęśliwy, a przede wszystkim spokojny co zdarzało się rzadko. Często się czymś denerwował, często zaprzątał sobie głowę czymś, czym wcale nie musiał. Wciąż powtarzał sobie, że może dać z siebie więcej. Dzisiaj, teraz, po raz pierwszy od dłuższego czasu czuł się po prostu dobrze.
    — Oczywiście, że jem. — Powiedział szybko, może za szybko, za głośno. Od razu bronił się, ponieważ wiedział, jak takie rozmowy zawsze kończyły się z jego matką. Awanturą. Poza tym nie kłamał. Jadł. Mało po mało, wszystkie kalorie spalał z nadwyżką na treningach, ale przecież jadł. — Sam widziałeś, przecież niejednokrotnie już. — Mruknął, zastanawiając się czy w szkole kiedykolwiek spotkali się, gdy zajadał się swoimi sałatkami, składającymi się głównie z sałaty, zielonego ogórka i ewentualnie kilku oliwek. W każdym razie widział. Byli przecież nawet na naleśnikach, nawet jeżeli nie zjadł całego widział, że je. — Hej, czekaj. Co ty robisz? — Zmarszczył delikatnie brwi, zerkając na chłopaka podnoszącego się. — Leż spokojnie… podam ci, jeżeli coś potrzebujesz. — Stanley był jednak szybszy i już wykręcał numer na swoim telefonie. Attan słysząc, jak zamawia pizzę zmarszczył tylko brwi. Nie był głodny, nie miał ochoty na jedzenie. Był pewien, że chłopak nie da mu spokoju dopóki nie zje. Brzuch zaczął go pobolewać na samą myśl o tym, ile będzie musiał zjeść, aby Stasiu dał mu w końcu spokój.
    —Nie wiesz, że jedzenie w środku nocy jest niezdrowe? — Mruknął niezadowolony, co Stanley mógł od razu zauważyć. — Zjem kawałek. Jeden, jedyny. Bo takie jedzenie jest obciążające dla żołądka. Szczególnie o tej porze. — Oznajmił, mając nadzieję, że faktycznie uda mu się przekonać Houcka, że więcej nie jest naprawdę wskazane. Podniósł się jednak leniwie z łóżka i uśmiechnął delikatnie, podchodząc do chłopaka i chwytając jego dłonie.
    — Przyznaj się. Chcesz mnie utuczyć, żeby nikt inny się mną nie interesował. Ewentualnie chcesz sprawić, aby mnie nie przyjęli na Juiliard, prawda? Chcesz mnie zatrzymać w Chicago. — Uśmiechnął się delikatnie, przenosząc dłonie na jego plecy, mocno wtulając się w chłopaka, przystawiając ucho do jego klatki piersiowej, uważnie nasłuchując bicia jego serca.

    <3

    OdpowiedzUsuń
  100. [Cześć, dziękuję Ci bardzo! Czuję się jak w supermarkecie przy półce ze słodyczami i nie wiem na co się zdecydować. Tyle postaci, każda niezwykle urokliwa! Piszę tutaj, bo wyobraźnia podpowiedziała mi Staśka wchodzącego Miśce na głowę w ramach biologii *pomożkobietoboniezaliczę*, ale Skye również bardzo przypadła mi do gustu, choć tam wietrzę bardziej napiętą i emocjonującą relację na zasadzie babskiego nieprzypadnięcia sobie do gustu, próbie tolerowania siebie nawzajem, ale mimo wszystko sypiących się iskier, bo są tak różne, że chyba bardziej się nie da. Jeśli któraś opcja Ci odpowiada, to chodź, rozwiniemy to bardziej :)]

    Mistral

    OdpowiedzUsuń
  101. Zawsze tak reagował, gdy zaczynał się temat jego odżywiania. Matka powtarzała mu, że widzi jak jutro ukochanego syna jest coraz mniej, a wręcz znika w oczach. Attan natomiast ciągle uważał, że jest to za dużo, za każdym razem zerkając w lustro coś mu nie odpowiadało, zawsze coś było nie tak, jak być powinno. Zawsze chciał dać od siebie, jak najwięcej, a gdy mu to nie wychodziło wściekał się o to, chodził zdenerwowany i chociaż Zubrzyca wiedział, że to tylko o wyłącznie jego wina, wyżywał się na wszystkich, a później był tylko jeszcze bardziej zły na siebie. I tak w kółko, ciągle to samo. Potrafił dać coś od siebie, dlatego zawsze zjadał śniadanie w domu na oczach matki, by ją odrobinę uspokoić, poza tym nie był głupi. Wiedział, że musi jeść, bo gdyby zaprzestał całkowicie skończyłoby się to źle dla niego i jutro kariery, poza tym nie miał, aż tak silnej woli, nie wytrzymałby na prawdziwej głodówce. Nie doprowadził się jeszcze do skrajnego stanu i nie zamierzał. Nie odkąd pewnego dnia dostał silnego krwotoku z nosa, którego w żaden ze znanychsobie sposobów nie był w stanie zatrzymać, gdyby nie Aine, pewnie tkwiłby w łazience nie mając pojęcia co zrobić, na szczęście jego siostra była w domu i wyczuła, że coś jest nie tak. Krótko po tym zdarzeniu, nakrył swoją siostrę na przeszukiwaniu jego pokoju, wszedł do pokoju w momencie, gdy znalazła dokładnie to, czego szukała. Od tamtego też czasu, Attan nie przekracza pewnych granic i jest znacznie bardziej ostrożny w swoich czynach.
    - Przecież już ustaliliśmy, że masz odpoczywać. - Szepnął, uśmiechając się delikatnie, zaciskajac palce mocniej na jego plecach. Wiedział, że powinien go przeprosić za to, że tak na niego naskoczyl, ale Gray'owi przepraszanie nie przychodziło z łatwością.
    - Powinniśmy kiedyś, wyjechać gdzieś razem. - Uśmiechnął się odchylając delikatnie głowę by móc spojrzeć na Stasia. - Jak będziesz grzeczny, będę twój i wcale nie będziesz musiał mnie nigdzie wywozic, wiesz prawda? - Uśmiechnął się. Plany Houcka były ciekawe, ale nie widział w nich miejsca dla siebie. Bał się dnia, w którym oboje będą musieli wybrać co dla nich jest ważniejsze, Anne przecież mieli jeszcze rok, mieli jeszcze trzysta sześćdziesiąt pięć dni...
    - Serio, Stanley, wyjedźmy w jakiś wolny weekend, gdzieś gdzie będziemy tylko we dwoje. - Wizja spędzenia z chłopakiem weekendu gdzieś za miastem wypełniła go pozytywną energią i prawie zapomniał o zamówionej pizzy. Chwycił jego dłoń i nieśmiało pociągnął w stronę łóżka, przecież mogli pierw spalić odrobinę kalorii jeszcze przed spożyciem i przyswojeniem kolejnych.

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  102. Gray miał nadzieję, że uda mu się utrzymać swój sekret w słodkiej tajemnicy. Był bardzo dobrze świadomy, że nie wszystko co robił było zdrowe czy odpowiedzialne. Wiedział, że popełnia błędy i to nie byle jakie błędy, ale wszystkie one były po to, by być lepszym. By móc nazwać się wystarczająco dobry, co i tak przychodziło mu z trudem, pamiętał o porażkach i zamiast wyzbyć się ich z pamięci i zastąpić dobrymi wspomnieniami, pielęgnował je wierząc, że dzięki temu stanie się lepszy.
    — Jeżeli zaplanujemy to wystarczająco wcześniej, na pewno znajdę cały weekend. — Uśmiechnął się, myśl, że mogliby spędzić odrobinę czasu tylko we dwoje naprawdę mu się podobała. I oczywiście, że jego myśli nie były nieskazitelne, jednak liczył na to, że spędzając razem weekend dowiedzą się o sobie znacznie więcej, będą mogli porozmawiać na tematy, które w szkole raczej nie były poruszane. Oczywiście był świadom, że będzie musiał postarać się ukryć wszystkie swoje problemy, bo spędzenie wspólnie weekendu oznaczało bycie pod stałą kontrolą, a Stanley z pewnością podczas tych paru dni będzie w stanie zauważyć, że coś jest nie tak. Nie chciał jednak już teraz się tym denerwować.
    — Nie wiem skąd takie podejrzenia… raczej nie znam okolicy. Z chęcią zobaczyłbym co znajduje się w pobliżu, a ty idealnie nadajesz się na przewodnika. Przystojnego przewodnika, który zaprząta ciągle myśli, nie pozwalając się skupić na atrakcjach. — Szepnął, trzymając cały czas jego dłoń i usiadł na łóżku, nie puszczając go nawet na chwilę. Uśmiechnął się tylko, mając nadzieję, że facet z pizzą nie przyjdzie zbyt szybko. Nie liczył na wiele, ale zwyczajnie chciał się trochę poprzytulać, poczuć tę uroczą bliskość, która była jeszcze pełna niewinności, chociaż coraz większymi krokami zbliżali się do jej pokonania. — Powiedz, jakie miejsca proponujesz. — Szepnął, ciągnąc go, by usiadł okrakiem na jego kolanach.

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  103. Uśmiechnął się czując, jak Stanley układa dłoń na jego torsie, a następnie delikatnie popycha. Nie opierał się temu, a wręcz przeciwnie, uległ sile jakiej użył Houck i ułożył się na łóżku, delikatnie się poprawiając, aby było mu wygodnie. Przełknął ślinę widząc, jak Stanley zawiesza się nad nim.
    - Odpoczynek. Po ciężkim tygodniu to on chyba przyda się bardziej. - Szepnął, czując jak po jego plecach przechodzi przyjemny dreszcz, zwłaszcza, gdy przygryzl płatek jego ucha.
    -Podobają mi się twoje pomysły. - Powiedział cicho zachrypniętym tonem głosi, aby po chwili przełknąć głośno ślinę. Skinął lekko głową, przez chwilę nie ruszając się, czując jak rumieńce wkładają się na jego policzki. Nigdy wcześniej nie czuł się w ten sposób w towarzystwie innego chłopaka. Niby był pewny tego co robić, wiedział co robić jednak nowe uczucia towarzyszące temu wszystkiemu sprawiały, że wcale nie był tak bardzo pewny siebie, jak na co dzień.
    - Mówiłem, że nadajesz się na przewodnika. - Dodał cicho, mając świadomość, że są na tyle blisko siebie, że każdy jego ruch ust powodował muskanie warg Stanley'a. Wyciągnął dłoń i przesunął powoli opuszkami palców po policzku młodego mężczyzny, wpatrując się w jego oczy. Przymrużył oczy, widząc przed sobą jedynie ciemność, a dłonie splótł na jego karku, zatapiając się łapczywie w jego gorących ustach.

    Gray

    OdpowiedzUsuń
  104. [Siemka, dzięki za miłe powitanie <3 Chętnie coś napiszę, ale waham się nad Twoimi dwoma panami xD Który bardziej potrzebuje pomocy psychologa? xD]

    Dr Mika

    OdpowiedzUsuń
  105. [Śmiesznie, bo gdyby ojciec dowiedział się o tym co ma doktor Mika między nogami to pewnie by ją spalił, a nie dał na leczenie swojego syna xD Dlatego kocham ten pomysł i jestem jak najbardziej za ~]

    dr Mika

    OdpowiedzUsuń
  106. [Jako nowy członek prosiłbym Ciebie o zaczęcie, żeby się lepiej wczuć <3 xD]

    dr Mika

    OdpowiedzUsuń
  107. Każdą pieszczotę przyjmował wręcz z namaszczeniem. Słodkie, subtelne jak i te pełne namiętności pocałunki, które wyraźnie świadczyły, że im obojgu odpowiadają, ale i to co miało stać się w tego następstwie, chociaż Attan ciągle sobie powtarzał, że nie mają się spieszyć, że ich wspólny, pierwszy raz ma być idealny, a Stanley z poobijanymi żebrami nie wpasowywał się w jego idealność, a raczej sam fakt jego chwilowej, niepełnej dyspozycji. Splątane na karku dłonie szybko wyswobodził błądząc nimi po ciele ukochanego, nie przerywając nawet na chwilę gorących pieszczot, powodujące kolejne to fale gorąca przechodzące przez jego ciało, w szczególności gdy pod naciskiem samego Stanley’a poczuł wybrzuszenie i pełną gotowość ze strony chłopaka, przynajmniej tą fizyczną. Nie myślał w tym momencie o tym, że to nie odpowiedni czas, że miało to wyglądać inaczej. Już myślami wybiegał w przyszłość, z zamiarem wsunięcia dłoni pod jego dresowe spodnie, gdy ten się odsunął przerywając pełną namiętności chwilę, która mogła poprowadzić do słodkiego uniesienia.
    Czuł gorąco na swojej twarzy, czuł napuchnięte od pocałunków usta, których dolną wargę delikatnie przygryzł. Podpierając się na łokciach uniósł się i spojrzał na swojego chłopaka, próbując uspokoić odrobinę przyspieszony oddech. Oczywiście, że mu się to nie podobało, wolałby kontynuować. Wolał składać kolejne pocałunki na ustach Stasia. Potrafił go jednak zrozumieć, przecież uprzedził go już podczas ich pierwszego spotkania poza szkołą, gdy jedli naleśniki, wyraźnie powiedział mu, że to wszystko jest dla niego nowe.
    — Brzmi fajnie. — Starał się z całych sił, aby zabrzmiało to jak najbardziej naturalnie. W końcu powinien być mu wdzięczny, przecież sam chciał, żeby wszystko było idealne. — Nie jestem pewien, czy to na pewno dobry pomysł, żebym tu z tobą zostawał… — Odezwał się po chwili, chociaż nie był pewien czy Stanley miał ochotę na słuchanie jego komentarzy. Z drugiej strony Attan chciało zapewnić, że naprawdę mogę poczekać, nawet jeżeli Staś będzie decydował się na przerywanie ich igraszek nawet w takich momentach, co już Attanowi się nieszczególnie podobało, nie zamierzał jednak mówić o tym głośno. — To znaczy… wiesz, że nie musimy się z niczym spieszyć, prawda? Nie chcę się spieszyć, ale są pewne rzeczy, które… — Zamilkł, gdyż po pomieszczeniu rozległo się pukanie do drzwi.

    Attanek

    OdpowiedzUsuń
  108. Od rana miał mnóstwo roboty, więc był trochę wyprowadzony z równowagi. I najgorsze było to, że nie miał roboty z uczniami, tylko z papierkami. Tu to załatwić i wypełnić, tu to podpisać, tu iść zapalić, tu znów przenieść dokumenty z punktu A do punktu B, nogi już go bolały od tych szpilek, więc w pewnym momencie szedł po szkole boso, ale skoro były lekcje, to w sumie było mu wszystko jedno.
    I już mógł sobie usiąść, już mógł sobie odpocząć, już wypić kawusię, kiedy ktoś zapukał. Zezwolił na wejście, a widząc Stanleya od razu wiedział o co chodzi. Uśmiechnął się mimowolnie na jego widok, bo – nie ma co ukrywać – sytuacja była śmieszna dla Mikaeli. Ojciec homofob poprosił osobę transseksualną o pomoc z synem-gejem.
    - Ach, Stanley, wchodź. – skinął głową. – Tylko zrobię sobie kawę, dopiero znalazłam chwilę na zaparzenie. Chcesz? Albo herbaty? – spytał tym łagodnym, choć dziwnie niepokojącym głosem po feminizacji. Nie był to w pełni kobiecy głos, nie był to też męski głos. Był dziwny, wręcz odrobinę irytujący jak dłużej się wsłuchać. W międzyczasie wziął kolorowy kubek dla siebie, wsypał do niego kawę i przygotował wszystko, czekając tylko aż woda się zagotuje, której wlał więcej niż na jedną szklankę, w razie gdyby chłopak chciał również. Ale w oczekiwaniu usiadł sobie na swoim fotelu, założył nogę na nogę i wziął głęboki wdech.
    - Twój tata wszystko mi powiedział i przykro mi, że zmagasz się z takim problemem. Myślę, że ciężko będzie nam to wyleczyć, ale miałam już takie przypadki. Problemy z nietolerancyjnymi rodzicami są dość powszechne i najczęściej da się je zwalczyć. Trzeba tylko dobrej metody. – wzruszył ramionami, obracając całą tą terapię nie na chłopaka i jego homoseksualizm, który miał być wielce problemem, tylko zamiast tego homofobie ojca stał się tu chorobą psychiczną. Miał nadzieję, że chłopak to podłapie i dzięki temu rozluźni się, bo Mika w żadnym wypadku nie miał zamiaru prawić mu jaki to jest zły, że geje to zło, że w dupę to pedał i nie powinien. Nie był hipokrytą. Puścił mu przy tym oczko z rozbawieniem, uśmiechając się ciepło. Bo choć z twarzy nie wyglądał przyjemnie, to w oczach widać było zaangażowanie i to coś, co powinien mieć każdy dobry lekarz. A może po prostu człowiek.

    dr Mika

    OdpowiedzUsuń
  109. [Cześć, hej. Miałyśmy kiedyś razem wątek (nie wiem czy pamiętasz Karmelka - Luke) i jestem tu z nową postacią, która ją zastąpiła. Mowa o Deborze Rocio, gdybyś chciała coś stworzyć to poślij mi maila na francoise.dorleac96@gmail.com bo chyba mam nawet pomysł ;)]

    OdpowiedzUsuń
  110. Dobrze wiedział, że nie może wymagać wiele od Stanley’a tym bardziej, że ich związek dopiero się rozpoczynał, byli na etapie poznawania się wzajemnie. Z drugiej strony właśnie zakończył się bal maskowy, a po tych zazwyczaj dochodziło do gorących uniesień, słodkich zbliżeń. Attan był jednak świadom co takiego wydarzyło się podczas balu. Wszystko było takie świeże… nowe i być może niepewne dla Stasia, a Gray nie chciał mu niczego utrudniać, nie chciał komplikować. Chciał być dla niego wsparciem. Chciał trzymać go za rękę w złych momentach i uświadomić go, że może zawsze liczyć na swojego chłopaka. Nawet w takich momentach, chociaż dla Graya to wcale nie było łatwe.
    Spojrzał, jak chłopak się podnosi i kieruje do drzwi, aby odebrać pizzę. W tym czasie sam Attan podniósł się i usiadł po turecku na łóżku, chociaż nie był pewien czy faktycznie nie lepiej by było gdyby podniósł się i opuścił pokój Stanley’a. Z drugiej strony, czy ucieczka była dobrym rozwiązaniem? Uśmiechnął się delikatnie widząc Stasia z kartonem w dłoniach siadającego po drugiej stronie łóżka, otwierającego pudełko i chwytającego kawałek, który znikał na jego oczach niesamowicie szybko.
    — Smacznego. — Zaśmiał się, chwytając niepewnie jeden kawałek, przez chwilę mu się przyglądając, aby ugryźć mały kawałek. — Wcale nie chcę stąd iść. — Przyznał zgodnie z prawdą, z pełną buzią, wpatrując się w swojego chłopaka. Było mu trochę głupio, ale podniecające napięcie, jakie powstało pomiędzy nimi sprawiło, że przez chwilę nie myślał trzeźwo. — Ale… — Przełknął, przerywając na chwilę, aby zebrać wszystkie myśli chodzące po jego głowie i ułożyć z nich to, co dokładnie chciał powiedzieć. — Jesteś cholernie przystojny Houck i po prostu chodzi o to że nie powinniśmy się spieszyć ale przerywanie w takich momentach jest po prostu bezlitosne. — Powiedział na jednym wdechu, czując jak jego policzki się czerwienią. Nie miał żalu, no może trochę. Chciał to wszystko zrozumieć i być obok, być tym cholernym wsparciem. Ugryzł kolejny kawałek, aby zapchać sobie usta i ponownie wpatrywał się w urwany trójkąt pełen tłustego, kalorycznego sera i mnóstwa dodatków, które łącznie miały pewnie podobną wartość kaloryczną co ser i jeszcze te ciasto. Zmarszczył delikatnie brwi, przeczuwając, że już za chwilę zacznie go boleć brzuch, co miało związek i z tłustym jedzeniem i lekkim stresem spowodowanym sytuacją pomiędzy nim a Stasiem.

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  111. Widząc uśmiech chłopaka sam nie mógł powstrzymać własnego. Uśmiechy wdzięczności były najlepszą zapłatą w tej pracy. Poczucie, że jednak komuś się pomogło, że jednak coś się dało zrobić. Dlatego spokojnie wstał, postukał trochę obcasami podczas przygotowywania kawy i wrócił z nią na siedzenie, jemu nie robiąc, skoro nie chciał. Upił kilka łyków, wiedząc, że już będzie dobrze, że pójdzie gładko, że nabrał do niego zaufania. No, a przynajmniej tak myślał. Bo kolejne słowa chłopaka trafnie wybiły go z rytmu.
    Pomrugał zaskoczony, odkładając kubek. Przyglądał się chłopakowi nie dowierzając, że ma aż tak zacofane zaufanie względem innych. Czemu miałby go oszukiwać? Przecież sam jest kobietą z penisem. Ale w sumie tego chłopak nie wiedział, dla niego Mikaela była kobietą. Nie mógł mu też tego narazie udowodnić, pokazać jakieś stare zdjęcia, cokolwiek, bo przecież mógłby komuś wygadać. Z drugiej strony często myslał, żeby w końcu wyszło to na jaw, żeby nie było w przyszłości jakichś problemów większych.
    - Stanley... - westchnął, masując się po nasadzie nosa. - Twój tata zaprosił mnie do kawiarni i opowiedział mi, jaki jest niezadowolony z twojej orientacji. Przy okazji obraził też mnie, choć tego akurat nie wiedział. To, że nie akceptuje środowiska LGBTQ to jego problem, a nie twoja choroba. Nie kazał mi nic celowo mówić, nie cierpię twojego ojca i gdybym mogła to najchętniej przywaliłabym mu z pięści w twarz. Mało profesjonalnie na psychologa, ale wygadywał takie rzeczy, że aż mnie skręcało, a jednak musiałam się uśmiechać. Obiecałam mu, że naprawię ten problem, ale nie powiedziałam że to on nim właśnie jest. Taki szanowany psycholog, a nie potrafi zrozumieć, że homoseksualizm to nie jest choroba. Z tobą chcę po prostu porozmawiać o tym jak się czujesz, jak siebie postrzegasz, czy jesteś zakochany, takie życiowe, nieskomplikowane rzeczy. Chciałabym też, żebyś opowiedział mi o swoim ojcu i waszych relacjach. Martwi mnie, kiedy rodzice tak terroryzują swoje dzieci, że te nie ufają innym, bo przecież rodzice mogli mieć jakiś wpływ. Spokojnie, ja jestem po twojej stronie. - uśmiechnął się znów, nieco łagodniej, trochę smutniej. - Możesz też zadać mi jakieś pytanie, żeby mnie sprawdzić, nie wiem. Jestem otwarta na wszystko, bo naprawdę chcę ci pomóc. - dodał jeszcze. Nie powie mu od razu, że jego rodzice wyrzucili z domu i odebrali nazwisko za bycie transseksualistą, a chłopak miał o tyle dobrze, że ojciec chociaż starał się jakoś "naprawić" syna, a nie od razu go skreśla.

    dr Mika

    OdpowiedzUsuń
  112. Związek Debory ze Stanley'em był krótki i wybuchowy. Właściwie ciężko było to nazwać związkiem, po prostu się pieprzyli. Taki układ całkowicie jej odpowiadał jednak chłopak z czasem zaczął mieć dosyć tego, że nie był jedyny. To ją skutecznie irytowała, bo ceniła sobie wolność i niezależność, a jakakolwiek forma ograniczenia ją denerwowała. Z tego powodu zaczęło dochodzić między nimi do dość ostrych scysji, jako że Debora nigdy nie przebierała w słowach, a także momentami posuwała się do rękoczynów. Cóż, nie należała do delikatnych kobietek. Była zdecydowanie za ostra i nieobliczalna.
    Ten dzień zapowiadał się cudownie. Słońce w końcu wyjrzało zza chmur, przyjemnie grzejąc. Pogoda była idealna, co odbijało się na jej dobrym samopoczuciu. Naprawdę świetnie się czuła. Dopóki nie wyszła na dziedziniec szkoły, dopóki nie wyszła na parking i nie zobaczyła jak Stanley Houck obejmuje Attana Graya. Fala wściekłości zmieszała się z pewnego rodzaju niedowierzaniem. Od kiedy do jasnej cholery Stanley lubił chłopców? Zacisnęła wargi w wąską linię, jednak kiedy on ją dostrzegł i natychmiast wycofał się z uścisku co było tak boleśnie przewidywalne, jej piękną twarz przyozdobił szeroki uśmiech. Och, Staś, kotku. Masz przejebane. Pewnym siebie, zgrabnym i pełnym gracji krokiem podeszła do nich, całą swoją uwagę skupiając na Attanie, zupełnie zignorowała Stanleya.
    — Cześć, Attan. — mruknęła głosem wypełnionym słodyczą. Słodyczą, która była stanowczo zbyt podejrzana i ani trochę do niej nie pasowała.
    — Twój opiekun z koła teatralnego chce Cię widzieć. Ponoć nie byłeś na ostatnich zajęciach i przedostatnich. I przed-przedostatnich. Wiesz, że mogą Cię za to wyrzucić? — wydęła pełne, czerwone wargi robiąc teatralnie smutną minkę.
    Cóż, Debora była świetną aktorką i oczywiście teraz miękko kłamała. Nie wiedziała czy Attan rzeczywiście opuszczał zajęcia czy nie i szczerze powiedziawszy, nie obchodziło jej to. Chciała zostać ze Stanleyem sam na sam, coby zrobić mu gorącą awanturę. Kiedy Attan ruszył w kierunku szkoły, zawołała donośnie.
    — Chwileczkę! — uśmiechnęła się wyjątkowo jadowicie. — Nie pocałujesz swojego chłopaka na pożegnanie? — uniosła brwi, przechylając delikatnie głowę na bok a kruczoczarne włosy kaskadą opadły na jej szczupłe, nagie ramię.
    Nieco agresywnie szarpnęła Stanleya za nadgarstek i popchnęła w kierunku jego nowego chłoptasia. Piorunowała ich wzrokiem, a jej ciemno czekoladowe tęczówki niebezpiecznie się iskrzyły.
    — Stasiu, wiesz jak nie lubię sprzeciwu. Pocałujcie się. — warknęła władczym a zarazem lodowatym głosem. Uczyniła z nich swoje marionetki i nieważne jak bardzo było to pojebane, ich sprzeciw byłby niczym czerwona płachta na byka.


    [Przepraszam za to ociąganie się w odpisach, ale ledwo dycham. ;(]

    Debora, psycho-ex

    OdpowiedzUsuń
  113. [Haha, widzę, że muzyka znów łączy ludzi. :'D Bardzo mi miło z tego względu, jednak nie wiem, do której postaci wolisz wątek. Skoro masz ich tak wiele, to wolałabym pozostawić Tobie tą decyzję. A Ralph jest postacią która, myślę, pasuje do każdego. :'>]

    Ralph

    OdpowiedzUsuń
  114. Wszystko było takie nowe, zupełnie inne niż to co miał do tej pory, nim to co zdążył przeżyć do tego czasu. Niby nie znał długo Stanley’a nie wiedział o nim zbyt wiele, ale gdzieś w podświadomości czuł, że to ten typ znajomości, której po prostu nie chce się zakończyć. Wręcz przeciwnie. Chciał się tego trzymać kurczowo, jakby to był jedyny powód jego życia, a przecież… Do tej pory był to tylko balet. Taniec, występy i przedstawienia. Sztuka. Nic więcej, żadna osoba w jego życiu (nawet siostra!) nie była tak ważna, tak istotna, a przecież… Ledwo co go znał.
    Zagryzł wargę, a gdy tylko usłyszał, że nie musi jeść odłożył z powrotem kawałek pizzy a na jego twarzy pojawiła się ulga. Staś nawet sobie nie wyobrażał ile stresu kosztowało go przełknięcie tego małego kęsa.
    — Oboje będziemy wiedzieć co robić… gdy będziemy gotowi i… będziemy tego chcieli. — Wymusił uśmiech. Nie umiał rozmawiać na temat zbliżenia. Nie umiał poruszać delikatnie takich tematów. Chciał, aby Stanley był świadomy, że nie zamierza go przeruchać i zostawić, że nie chce go zostawić, że chciałby w końcu stworzyć związek. Stały i trwały. Poważny, ale… Nie znali się i to chyba było największym problemem. Attan chciał poznać Stasia i spędzać z nim, jak najwięcej czasu tylko będą w stanie, ale wiedział, że ze swoimi treningami nie jest w stanie poświecić chłopakowi, aż tak dużo czasu. Nie tak dużo, jakby chciał. Nie chciał jednocześnie rezygnować z tego co kochał.
    — Jak uda mi się gdzieś wystąpić, wziąć udział w jakimś konkursie… Będę miał więcej czasu, wiesz, prawda? — Uśmiechnął się delikatnie, już znacznie szczerzej i szerzej, wyciągając dłoń w stronę chłopaka, aby chwycić jego i delikatnie zacisnąć.

    Attanek

    OdpowiedzUsuń
  115. — Oczywiście, ale zanim to nastąpi… będziemy już starzy i pomarszczeni. — Wydymał usta, mrużąc przy tym delikatnie oczy, uważnie przyglądając się Stasiowi, który nagle jakby wyprostował się, a jego twarz rozjaśniła się. Attan przechylił głowę na bok, nie spuszczając nawet na chwilę spojrzenia ze swojego chłopaka, czując, że ten coś knuje. Nie miał tylko żadnych podejrzeń, cóż to takiego mogło być. Spojrzał na ich złączone dłonie i chociaż oczy wciąż miał przymrużone, uniósł kącik ust w delikatnym uśmiechu. Słowa Stanley’a nie dotarły do niego od razu. Przez chwilę wpatrywał się w ich palce z tym uśmieszkiem na ustach i dopiero po upływie kilkunastu sekundy wyprostował się, jego oczy błyszczały, a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Zacisnął mocno palce na wierzchu dłoni Stasia i aż pisnął rozradowany. — LAS VEGAS!? — Nowojorska akademia i LV brzmiało niesamowicie, nie marzył o tym nawet w najśmielszych snach, a Stasiu… — Stanley, jak to się w ogóle stało!? I dlaczego nic mi nie mówiłeś wcześniej!? — Szaleńczy uśmiech pojawił się na jego twarzy i nie chciał jej opuścić, a sam Attan nawet nie próbował go ukryć. — Muszę się przygotować. Trzy tygodnie to cholernie mało czasu. Przecież nic nie zdążę zrobić… Układ, muzyka, strój, kroki… Stanely. — Spojrzał na Houcka i nie myśląc długo przyczłapał się na czworakach do niego po łóżku, zsuwając karton z pizzą na podłogę. Nie obchodziło go to, czy chłopak ma jeszcze ochotę ją zjeść. Usiadł naprzeciwko niego i wlepił swoje ciemne tęczówki w jego twarz, wciąż z tym samym uśmiechem na twarzy. — Stanely… jesteś najlepszy, najwspanialszy. — Zaszczerbiotał wesoło, wtulając się w niego. — Nie zawiodę cię. Zrobię wszystko, aby to wygrać, kochany. — Oznajmił i nie zastanawiając się długo zatopił się w jego ustach.

    OdpowiedzUsuń
  116. Attan, chociaż za wszelką cenę starał się być dorosłym człowiekiem i robił wszystko, aby udowodnić to sobie i otaczającym go ludziom, tak naprawdę wciąż był dzieckiem. Widać to było najbardziej podczas wszelkich rywalizacji, gdy zawzięcie zaciskał wargi i chciał być pierwszy ora w momentach silnych emocji, tak jak teraz. Wewnętrzne dziecko przemawiało przez niego podczas ekscytacji wesoła, dobra nowina, jaką miał dla niego przygotowaną Staś.
    - Zostanę. - Powiedział cicho z uśmiechem na ustach, chociaż w myślach już układał sobie plan treningowy. Musiał mieć wszystko dopiete na ostatni guzik, a oznaczało to tyle, że gdy Attan opuści pokój Stanley'a, ponownie spotkają się dopiero za jakiś czas. W końcu Gray musiał się porządnie przygotowaćc do konkursu, a spotkania ze Stasiem chociaż przyjemne, rozpraszałyby go. - jeżeli nie wstaniesz wcześnie, nie wypijemy razem kawy. Będę musiał iść z samego rana do akademii. Muszę zacząć ćwiczyć jak najszybciej. - Uśmiechnął się do ukochanego i odwzajemnil namiętny pocałunek, sunął dłońmi po plecach chłopaka.
    - To miłe, że we mnie wierzysz. - Uśmiechnął się. Potrzebował tego. Wsparcia i świadomości, że jest obok niego ktoś, kto chce jego wygranej równie mocno co on sam. Dlatego Stanley był tak ważny dla Attana i dlatego właśnie, tak szybko poczuł do niego coś więcej niż tylko krótkie, szczeniackie zauroczenie.
    - Na co masz ochotę? - Szepnął cicho, przyglądając się ukochanemu. - Spełnię dziś każde twoje życzenie. - Dodał, tracąc delikatnie jego nos swoim nosem.

    Attanek

    OdpowiedzUsuń
  117. Uśmiechnął się delikatnie. Pierwszy entuzjazm już mu przeszedł, myślami zaczęły władnąć raczej myśli rodzaju, „a co jeżeli…” zagryzł delikatnie wargę, muskając opuszkami palców po ramieniu Stanely’a, nieustannie wpatrując się w jego oczy. Miał rację. Powinni po prostu pójść spać, odpocząć. Dzień mieli przecież pełen emocji i, aż dziw, że wciąż jeszcze utrzymywali się na nogach z otwartymi oczyma.
    — Stanely… — Szepnął cicho, przekręcając się na bok. Tak, że leżał teraz na łóżku, podpierając głowę dłonią i wciąż wpatrując się w swojego ukochanego. Gdyby nie balet, mógłby śmiało powiedzieć, że Houck pomimo ich krótkiej znajomości, jest całym jego światem. W tym wypadku musiał te zaszczytne miejsce dzielić wraz z największą pasją, jaką posiadał. — Pojedziesz tam ze mną, prawda? — Zapytał trochę nieśmiało, wierząc jednak, że chłopak nawet nie odważy się odpowiedzieć zaprzeczająco. Nie mógł przecież. Nie mógł go zostawić na pastwę losu, na pastwę obcych ludzi w obcym, wielkim mieście i to jeszcze podczas tak ważnego konkursu. Potrzebował wsparcia, a kto mu je da jak nie ukochany? Rodzice? Ojciec znów zapewne będzie wyśmiewał syna, że mógłby znaleźć sobie inne zajęcie, matka z pewnością by panikowała i wszystko wyolbrzymiała… a jego siostra? Jego siostra miała własne życie i swoje własne problemy, jak każdy. Nie chciał się jej narzucać z własnymi. Miał jednak Stasia i wierzył, że chłopak nie zostawi go w takiej sytuacji.

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  118. [Znalazłem! Pomogłem sobie listą obecności i jestem z tego dosyć dumny #szerlokholms. Niezmiernie mi miło, że ta karta też przypadła Ci do gustu. Zwłaszcza, że w pewnym momencie zwątpiłem, czy w ogóle dopiszę ją o końca. Ale mniejsza o nią, pomyślmy o czymś... Jak tylko pozbędę się z głowy tego piskliwego głosiku mówiącego witamy w Kuchni na Wynos Sióstr Magdalenek. Dzięki, zniszczyłaś mi dzień.
    Chodzi mi po głowie wmieszanie ich w coś dziwnego, tylko jeszcze nie wiem, w co. Stasiek pasuje mi na kogoś, z kim można spalić pół miasta, w drodze do domu skoczyć do McDonalda, a rano obiecywać sobie, że już nigdy więcej nie będzie się pić. Działamy coś w tą stronę czy może masz też jakiś inny pomysł? ;D]

    Tommy

    OdpowiedzUsuń
  119. [W takim razie Tommy rzeczywiście nie chce wiedzieć, co mu Stasiek zrobi, jak go złapie ;D
    Są razem na francuskim, więc znać to pewnie się znają. Chociaż nie mam żadnego pomysłu na wspólną przeszłość, poza siedzeniem na tym francuskim w ostatniej ławce i założeniem loży szyderców. Ale i bez tego powinno się coś udać.]

    Tommy

    OdpowiedzUsuń
  120. [Nie, dlaczego, palenie miasta to nadal świetny pomysł. Może nie całego, ani nawet połowy, ale coś tam mogłoby spłonąć dla zatarcia śladów. Zależy, dokąd by ich zaprowadziła ta noc.
    Może w tej melinie któremuś z panów przyszłoby do głowy podwędzić komuś coś cennego, bo akurat leżało na wierzchu. Albo lepiej, jakieś prochy, z którymi uciekaliby, gdy tylko ich właściciel zorientowałby się, że czegoś mu brakuje. Albo po prostu ich na tej kradzieży przyłapał - wtedy nie miałoby znaczenia, czy mu to oddali czy nie, bo swoje i tak musieliby za to oberwać. Na mieście natknęliby się na policję, z którą znowu mieliby problem, bo za posiadanie też nikt nie wręcza człowiekowi medalu. Możemy zamknąć ich w areszcie i z tego aresztu zwiać, jakoś wymigać ich od kary, w dziwny sposób zatoczyć krąg i wrócić do meliny, w której wszystko się zaczęło... Chore pomysły są dobre, w chore pomysły musimy pójść.]

    Tommy

    OdpowiedzUsuń
  121. [Nie, z nami. A to zawsze raźniej ;D Czy bezkarnie, to się jeszcze okaże. No ale masz, coś nam napisałem. Mam nadzieję, że nie ma tragedii.]

    Zatrzymał się na rogu budynku, którego przeznaczenie nie było mu znane. Niewysoki, jak jeden z wielu. Tynki wokół okien obsypywały się i wirowały w powietrzu razem z wiatrem, a pierwsze krople deszczu wbijały okruszyny w chodnik. Pogoda zmieniała się z każdą chwilą, ale nic nie zapowiadało opadów. Niebo było gwieździste i tylko kilka niewielkich obłoków przysłaniało jego aksamitny granat. Hammersmith stukał palcem w wyświetlacz swojego telefonu, który uparcie nie chciał pokazać mu jego położenia na mapie miasta. Przeszedł na drugą stronę ulicy, wrócił na swoje miejse i maszerując w tę i spowrotem wzdłuż muru, usiłował ponownie połączyć się z internetem. Zaczynał wątpić, czy nadal znajduje się w Chicago. Wyglądało to na cholerny koniec świata. Okna bez szyb, drzwi z ułamanymi klamkami i telefon bez zasięgu. Nie był do końca pewien, w którą stronę powinien się udać, żeby trafić na jedną z główniejszych ulic. Skręcał tyle razy w boczne uliczki, tyle razy przemykał pomiędzy starymi kamienicami i zamkniętymi kramami z kuchnią na wynos, że stracił orientację i jedynym, co mu pozostało, było czekanie na jakiś uśmiech losu. Na jakiś znak, że wypicie kilku piw w jednym miejscu i próba przedostania się do drugiego, nie była jednak straconym pomysłem. I stało się to szybciej, niż się spodziewał.
    Zobaczył na końcu chodnika ciemną sylwetkę. Poruszała się w jego kierunku i dosyć szybko, a jej kroki odbijały się echem od podrapanych ścian, tworząc klimat kiepskiego horroru klasy B. Nie od razu rozpoznał w niej znajomego, bo też nie spodziewał się zobaczyć tu nikogo takiego. Wsunąwszy dłonie do przednich kieszeni spodni, zmrużył oczy, zupełnie jakby to pomagało mu pokonać otaczającą go ciemność. Dopiero wtedy poczuł, jak bardzo zimne były jego palce. Jak po całym jego ciele rozchodzą się dreszcze wyziębienia. Noc była chłodna, a on wędrował po zakamarkach Chicago i sam nie wiedział, jak długo to trwało. I czy bardziej zależało mu na dotarciu do celu, czy na wydostaniu się do cywilizacji.
    — Dom tego... Jakmutam... To chyba nie tutaj — cieniem wyłaniającym się z mroku okazał się Stanley, który wyglądał na podobnie zagubionego. Widzieli się jakiś czas temu i bóg jeden wiedział, jaki. Godzinę, może dwie, zanim strzeliło im do głowy zamienienie imprezy urodzinowej na coś bardziej kameralnego. Tommy mógłby przysiąc, że wyruszali na poszukiwania razem, ale dlaczego się rozdzielili? I jakim sposobem oboje trafili w to zapomniane przez wszechświat miejsce? — Chociaż może. Tam się chyba coś dzieje — kiwnął głową na najwyższy ze znajdujących się wokół nich budynków. W jednym z okien na parterze ciągle paliło się światło i sączyła się z niego stłumiona dudniąca muzyka. Z nią przeplatało się wiele głosów, wszystkie w doskonałym nastroju — Sprawdzamy to?

    Tommy

    OdpowiedzUsuń
  122. [Drobna zmiana koncepcji, bo skoro obaj unikają narkotyków, nie mieliby po co ich kraść.]

    Nie mógł się z nim nie zgodzić. Miejsce, do którego trafili, trudno było nazwać mieszkaniem. Raczej klitką, zaplanowaną i urządzoną z myślą o podobnych do tego wieczorach, gdzie na kilkudziesięciu metrach kwadratowych mieścił się niewyobrażalny tłum ludzi. Obcych ludzi, obcych przynajmniej Tommy’emu. Wodził wzrokiem po twarzach, które zamazywały się, ukryte za gęstym dymem wgryzającym się w ubrania i wdzierającym się nachalnie do nosa. Jedne nieprzytomnie i jakby nieobecne, inne wręcz przeciwnie. Pobudzone i napędzane w nienaturalny sposób. Złapał Stasia za rękaw i pociągnął go za sobą prosto w tą szarą i zwartą masę ciał, choćby i po to, aby lepiej rozejrzeć się po wnętrzu. Było obskurne i brudne. Pod nogami walały się puste butelki i niedopalone papierosy, zupełnie jakby nikomu nie było znane istnienie popielniczki, albo kosza na śmieci. To, co było trzymane w dłoniach i okazywało się niepotrzebne, po prostu spadało na wyblakłą wykładzinę i tam już zostawało, przekopywane z miejsca na miejsce. Nikt nie zwracał na nich uwagi większej niż pobieżne spojrzenia. Towarzystwo wydawało się hermetyczne i nie pozostawiało wątpliwości, że w jego wnętrzu żyli ze sobą jak jedna wielka rodzina. Chora rodzina. Pierwsze wrażenie, jakie zrobiła na Hammersmicie podejrzana okolica, nie było ani trochę przesadzone. A może nawet nie docenił jego możliwości, które ukazywały się im teraz w pełnej krasie.
    — Na rozgrzewkę uda nam się tu złapać niejedno — zauważył, zgarnąwszy ze stolika obok czegoś, co wyglądało jak puste i zabrudzone akwarium, nienapoczętą jeszcze butelkę jägermeistera. Odkorkował ją powoli, z szyjką przystawioną blisko ucha, aby usłyszeć szelest rozrywanej banderoli. Charakterystyczny, mocno ziołowy aromat uwtierdził go w przekonaniu, że nie ma do czynienia z żadnym oszustwem, ani podmianą. Zachował zdobycz, trzymając ją blisko swojego uda. Tak, by niewielu mogło zauważyć, że w ogóle ma coś przy sobie.
    — Jak chodzisz, pajacu! — warknął łysiejący, barczysty osiłek, wpadając na Tommy’ego z impetem niemal zwalającym chłopaka z nóg. Wsparty na ramieniu towarzysza, aby zupełnie nie stracić równowagi, obejrzał się za napastnikiem, ale ten zniknął za drzwiami prowadzącymi na zewnątrz mieszkania i więcej się w nich nie pojawił. Coś tu się nie zgadzało. I coś dziwnie zaczęło ciążyć mu w kieszeni bluzy. Sięgnąwszy do niej napotkał palcami małą plastikową fiolkę, zakręconą szarawym korkiem i przyklejoną do niej foliową torebeczkę. Jedno i drugie wypełnione maleńkimi tabletkami. Białymi, z wąsim nacięciem na samym środku — Co jest? Podrzucił mi to? — spytał i nagle poczuł na sobie spojrzenie kogoś, kogo spojrzenia czuć na sobie nie zamierzał. Łysemu widocznie bardzo zależało na pozbyciu się problemu i niebawem mogli przekonać się na własnej skórze, dlaczego tak się stało. Spojrzał na Stasia, a potem napotkał wzrokiem mężczyznę mocno zainteresowanego tym, co znajdowało się w posiadaniu chłopaka. Czarne włosy, czarna koszulka, tatuaże w stylu grypsery. Wyglądał groźnie — Szlag, on chyba myśli, że to ja mu to zwinąłem.

    Tommy

    OdpowiedzUsuń
  123. [Och, witam bratowego! Przyznam, że całkiem przyjemny Stasiek, myślę, że zyska akceptację Melody :3 Ale nie zawsze musiało być tak kolorowo, nie? Jeśli kiedyś się ostro pokłócili po meczu, bo np. Melody się potknęła/nie utrzymała koleżanki whatever, miał miejsce dezorientujący drużynę hokeja wypadek i był przez to przegryw, to mogą spróbować się teraz dogadać, że względu na Attiego. Jeśli tak chcesz to chodź, a jak nie chcesz to też chodź, wymyślimy im życie inaczej.]

    Melody

    OdpowiedzUsuń
  124. [Nie zabijaj mnie ♥ niedługo dostaniesz odpisz, ale muszę życie ogarnąć... :D ♥♥]

    OdpowiedzUsuń