4 marca 2017

Man I'm supposed to be


Russell Steed
Klasa IV | 19 lat | biologia, fizyka i geografia | od roku w Skyline
Wodzisz za nim wzrokiem, przyciągany przez przysłowiowe coś. Bliżej nieokreślone coś co sprawia, że nie możesz oderwać od niego wzroku. Spoglądasz na niego, obserwując jego ruchy, gesty i zawsze, wysoko uniesioną brodę, z którą wcale nie wygląda na wyniosłego i zadufanego w sobie bufona, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Przypuszczalnie uśmiech goszczący na jego buzi, który wydaje się być naprawdę szczery, ociepla jego wizerunek, jednocześnie odwracając uwagę od spojrzenia przepełnionego ironią, cykania językiem o podniebienie za każdym razem, gdy ktoś opowiada o czymś, co wyraźnie go nudzi lub jest według chłopaka wyssaną z palca bzdurą.

Nie raz już słyszałeś, jak odważnie wypowiada swoje zdanie nie bojąc się odrzucenia. Jak w ogóle się nie krępuje i zachowuje tak, jak sam zawsze chciałeś. Nie znasz go za dobrze, właściwie to nie wiesz o nim nic poza tym, co usłyszysz z opowieści znajomych, którzy pokonali tę niewidzialną granicę, którą chłopak mimowolnie nakreślił palcem już podczas swojego pierwszego dnia w tej szkole. Słuchasz ludzi, którzy przestali mu się wyłącznie przyglądać i postanowili w końcu z nim porozmawiać. Obserwujesz jego i ich, zbierając wciąż w sobie odwagę na zrobienie tego jednego kroku. Russell, dla Ciebie jest postacią, którą sam zawsze chciałeś być, ale za bardzo bałeś się tego co powiedzą inni. Zazdrościsz mu, że potrafi ignorować rozchodzące się na jego temat plotki, a nie konstruktywne komentarze innych, po prostu puszcza mimo uszu, nie zaprzątając sobie nimi więcej myśli.

Nie masz pojęcia, jak za zamkniętymi drzwiami swojego pokoju ciska w kąt szkolny plecak i rzuca się zmęczony na łóżko. Nie wiesz, że zdenerwowany uderza pięścią w klatkę piersiową pragnąc jedynie wrócić do przeszłości, kiedy to naprawdę nie musiał się niczym przejmować. Mógł położyć się plackiem na zielonej łące i obserwować błękit nieba przyozdobiony białymi obłokami, planując z przyjacielem kolejną wielką podróż lub sposób na wykradnięcie konia z pobliskiego rancza, w ramach całkiem zabawnego dowcipu. Nie widzisz, jak zaciska pięści i zęby, aby przetrwać z uniesioną głową kolejny dzień w miejscu, w którym wcale być nie chce.

Before Skyline High School

The truth is
I'm freaking out about this whole

po kliknięciu w Before wyskakuje dodatkowy tekst. Chcemy wątki, dużo wątków.

168 komentarzy:

  1. [Patrze na niego i bardzo mi przypomina kogoś, kogo znałam i do kogo mam ogromny sentyment.
    Karta napisana genialnie, chłopak miał tyle marzeń i nic nie wyszło :< Trochę go szkoda.
    Skye bardzo chętnie zajęłaby jakieś miejsce w jego życiu :)

    Skye Hunter & Lucas Thatcher

    OdpowiedzUsuń
  2. [Hej, hej. Cicho tu u Ciebie :P Wątek jeden już mamy (muszę na niego tylko odpisać. Nie bij :<) ale może masz ochotę na jeszcze jeden z moją Ophelią? :D]
    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  3. [To myśl i przychodź z czymś do mnie, a dzisiaj postaram się odpisać :D]
    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  4. [Czekluś, szalejesz!]

    Austin Monroe/Harry Montgomery

    OdpowiedzUsuń
  5. [Bardzo podoba mi się treść karty. Jest taka... melancholijna, aż poczułam ochotę podróżować!
    Bardzo fajny pan, co tu dużo mówić!
    Powodzenia z kolejną postacią! <3]
    Brandon Stark & Lyanna Dahl

    OdpowiedzUsuń
  6. [Nie wiem po raz który, ale cześć! Powodzenia z kolejną postacią c: W razie chęci, zapraszam, jestem w stanie dać ci kolejny wątek xD]

    Nicky/Jemima/Florence

    OdpowiedzUsuń
  7. [Ojej, umarłam w środeczku, bo Malcolm w pewien sposób podziela jedno z jego dziecięcych marzeń i chciałby pracować przy samolotach. No i UWIELBIAM chłopców z małych miast.]

    Malcolm Nowell

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cześć! Bardzo dziękuję ci za powitanie i jednocześnie przepraszam za szybkie zasłonięcie, ale tak się złożyło, że musiałam się dość szybko opublikować.
    No cóż, stara Cece i Russell pewnie stanowiliby niezły duet. Ona zadzierająca nosa, on z wysoko uniesioną brodą. Z niewyparzonymi językami i bezpośrednią szczerością swoimi komentarzami na pewno wywoływaliby niemałe zamieszanie ;) Problem w tym, że Russell jest w Skyline dopiero od roku, a właśnie ten ostatni rok Cecelia spędziła w szpitalu, więc wtedy nie mieli jak się spiknąć. Chociaż jak o tym teraz myślę, sytuacja Cece i Russa jest dość podobna. O nim krąży mnóstwo opowieści, o niej na pewno również pojawi się wiele plotek, ale porównując wyniosłą Perfekcyjną Lawley z obecną Cecelią trudno będzie mu dopatrzeć się jakiś podobieństw. Russell na pewno mógł być zaintrygowany tą sławną figurą szkolną, która zniknęła na rok i o której cała szkoła nie może przestać rozmawiać, tym samym odbierając Russowi trochę jego status ;) Ale przez wzgląd na to, jak wiele fałszywych informacji krąży na jego temat, pewnie sam chciałby się przekonać, jaka jest Cece, a ona mimo wszystko mogłaby być wdzięczna za jego towarzystwo, bo nigdy nie poznał Perfekcyjnej Lawley, nie znał również jej starszego brata, który był swojego rodzaju legendą w Skyline, więc dziewczyna czuje, że Steed nie ma wobec niej żadnych oczekiwań i z tego względu może się czuć przy nim w miarę swobodnie. Cece właściwie przestała się odzywać od czasu wypadku, ale przy Russellu znowu może przy niej wychodzić złośliwa gaduła ;) ]

    Cecelia Lawley

    OdpowiedzUsuń
  9. [Sobie z góry założę, że coś tam się kojarzą ze szkoły :P]

    Projekty na koło filmowe były jej specjalnością. Była tam dopiero niecałe dwa lata, a już zgarnęła większość szkolnych nagród, kilkadziesiąt międzyszkolnych i nawet kilka stanowych. Raz nawet jej praca poleciała na konkurs państwowy i mimo że zajęła trzecie miejsce i tak była mega z siebie dumna. Żałowała tylko, że nagrodami nie były pieniądze, ale trudno, za uznanie też się da wyżyć i zakupić porządny sprzęt, prawda?
    Wyzwaniem na ten miesiąc miały być podróże małe i duże. I choć początkowo zamierzała sfilmować podróże mrówek migrujących między mrowiskami, po chwili namysłu uznała, że pomysł jest mocno beznadziejny, szczególnie jak na nią.
    I zawsze w takich momentach miała jedno rozwiązanie, wpadała z kamerą na szkolną stołówkę. Tam ludzie zachowywali się niczym zwierzęta, którym ktoś chce koryto zabrać, zawsze się jakiś temat znalazło. Usiadła więc na stoliku stojącym pod samą ścianą i powoli obserwowała tych już obecnych, jak i dopiero wchodzących.
    Wtedy pojawił się Russell. Nie znali się najlepiej, właściwie prawie wcale, poza tym, że mieli jakiegoś wspólnego znajomego, z którym rozmawiali w tym samym czasie, ale pamiętała, że zainteresował ją jego akcent. Mocno nietypowy jak na mieszkańca Chicago, więc szło się domyśleć, że jest przyjezdny. Bez namysłu więc podeszła do niego z kamerą pod pachą.
    -Cześć, nie wiem czy mnie pamiętasz, jestem Skye. Chodzę na koło filmowe i mamy taki projekt, wiesz, muszę coś nakręcić, coś o podróżach i ciężko mi na razie idzie wymyślenie, ale masz taki fantastyczny głos, że naprawdę by mi się taki przydał, wtedy było by ciekawiej. Więc może zechciałbyś mi pomóc, no wiesz, coś opowiedzieć, bo przecież nie jesteś stąd, może być mnie zainspirował. Co Ty na to? -wylała z siebie słowotok, jak za każdym razem kiedy wpadała na genialny pomysł i szybko chciała się z kimś nim podzielić. Miała nadzieję, że nie wystraszyła tym chłopaka, w końcu nie każdy może takie słowotoki lubić i chcieć znosić. Na koniec jeszcze uśmiechnęła się dość nieporadnie i niepewnie, czekając na jakąkolwiek reakcję chłopaka poza tą teraz, kiedy to wgapiał się w nią lekko zdezorientowany.

    Skye

    OdpowiedzUsuń
  10. Skye oddałaby wszystko za odrobinę przygody czy choćby jedną małą podróż. Całe życie spędziła w Chicago, nawet na kilometr nie wystawiła za nie nosa. Dzieci z bidula niestety nie mają zbyt wiele okazji do wycieczek, nikt nie chce finansować bachorów, które i tak są spisane na straty, dlatego całe te zadanie było dla niej tak problematyczne. Marzyły jej się dalekie podróże, ale też dałaby się pokroić za jakiś wypad za miasto, gdzie zobaczyłaby więcej niż szare budynki. Niestety, nie dość, że nie stać ją było na wyjazdy, to zwyczajnie nie miała na to czasu. Każdą wolną chwilę spędzała w pracy, żeby zapewnić sobie jako taki komfort życia, żeby w przyszłości mieć większe szanse.
    -Żadnym eksponatem. -powiedziała od razu, po czym wzięła głęboki oddech, żeby trochę uspokoić natłok swoich myśli. -Potrzebuję kogoś, kto kiedykolwiek podróżował, żeby mi opowiedział jak to jest. -dodała, tym razem trochę kuląc się w sobie z niepewności. Nie łatwo było powiedzieć właściwie obcej osobie kawałek swojego życia. -Ja po prostu nigdzie nigdy nie byłam... A tematem są podróże. Jak mam nakręcić film o podróżach, skoro sama nigdy w żadnej nie byłam. -powiedziała już nieco ciszej, w duchu żałując, że jest taka w gorącej wodzie kąpana. Mogła wszystko przemyśleć, zanim poszła z tym do niego. Może udałoby jej się wymyślić coś innego, coś przez co nie musiałaby się wstydzić. -Nie zapłacę Ci, jeśli o to chodzi, ale możesz potraktować to jak przygodę, która urozmaici Twoje życie, a z czasem, jak już stanę się sławna, to Ty też coś z tego może wyniesiesz. -odpowiedziała przywdziewając na usta delikatny uśmiech. No trudno, nie ma się co wstydzić, trzeba iść dalej z podniesioną głową.

    Skye

    OdpowiedzUsuń
  11. [Może tym razem wątek z Nicky, tak dla odmiany? :D Tak sobie pomyślałam, czy Russell zainteresowałby się Nicky? Bo Nicky nim zapewne tak. A szukam kogoś, kto byłby drugim zauroczeniem mojego dziewczęcia, a zarazem z kim mogłaby się pocałować po raz pierwszy. Tylko to tak nieśmiałe i płochliwe dziewczę, że po tym wydarzeniu zaczęła chłopaka unikać. No i tutaj reszta byłaby do ustalenia, jeśli coś takiego cię interesuje :)]

    Nicky

    OdpowiedzUsuń
  12. [Cieszę się c: Ogólnie to chciałabym ich wpakować w jakąś sytuację, z której Nicky nie mogłaby uciec. Zapewne od tego ich pocałunku (który mógł mieć miejsce ze trzy miesiące temu?), McCall cały czas go unika, więc nie mieli jeszcze okazji porozmawiać. To, jak będzie zachowywał się Russ - czy chce z nią pogadać i dowiedzieć się czemu nagle zaczęła przed nim uciekać, czy jedynie wzruszył ramionami i powiedział trudno - zostawiam tobie. Wracając do wątku, mam pewien pomysł. Powiedzmy, że Nicky została siłą zaciągnięta na jakąś domówkę, na której Russell także się pojawił. No i gdzieś w połowie imprezy Nicky zostałaby wepchnięta przez koleżanki do łazienki, do której zostałby również wepchnięty Russell przez swoich kolegów, po czym zamknęliby pomieszczenie od zewnątrz, skazując naszą dwójkę na spędzenie Bóg wie ile czasu w kiblu. Trochę banalne, ale to mój jedyny pomysł na razie :c]

    Nicky

    OdpowiedzUsuń
  13. [Będę wdzięczna za zaczęcie <3 I nie musisz się śpieszyć, ja mam jeszcze trochę wątków do nadrobienia :D]

    OdpowiedzUsuń
  14. Pewnie dla większości ludzi podróże były czymś normalnym, wyjazdy za miasto weekendową tradycją, ale niestety Skye nie miała tyle szczęścia. Była jedną z tych nielicznych, którzy całe swoje życie spędzili w jednym miejscu, zmieniały się tylko dzielnice. I choć brat chciał ją stąd wyrwać, posłać do szkoły w innym mieście, nie zgodziła się. Związała się z tym miejscem i wiedziała, że marzenia o dalekich podróżach zostaną tylko marzeniami jeszcze przez długi czas.
    Przecież nie miała na co narzekać. Miała fajne życie, płatną pracę, zajmujące hobby, po co jej były podróże? Gdzie miałaby lepiej?
    Pokręciła więc tylko głową w odpowiedzi i wzruszyła ramionami.
    -Pomysł się rodzi. Na pewno to będzie coś awangardowego i pełnego metafor, jak podróż do domu. Coś o człowieku, który ucieka, ale w końcu i tak trafia na swoje miejsce. Może nie będzie to Burton czy Allen, ale postaram się, żeby Cię nie upokorzyć. -powiedziała posyłając mu delikatny uśmiech. Wyczuła w jego reakcjach politowanie, którego zawsze się obawiała. Nie chciała, żeby ktokolwiek patrzył na nią inaczej tylko dlatego, że była z domu dziecka. Lepsze to, niż zapracowana rodzina, która nie dba o swoje dziecko. Tam przynajmniej zawsze się ktoś nią interesował. Dostawała ciepłe posiłki, pomagali jej odrabiać lekcje i choć to wszystko było przykazane z góry, czuła że jej wychowawcom naprawdę na niej zależy.
    Z czasem dopiero dotarło do niej, dlaczego na rozszerzenie wzięła geografię. Żeby podróżować, choćby palcem po mapie.

    Skye

    OdpowiedzUsuń
  15. W głowie Skye wszystkie pomysły kształtowały się dopiero w trakcie tworzenia. Nagrywała co popadnie, a przy montażu wybierała co lepsze momenty i składała je w jedną całość. O choćby miała obmyślony dokładny plan, to na koniec zawsze wychodziło co innego.
    Żałowała, że nie przygotowała się porządnie do tej rozmowy. Oprócz tego, że nie był z Chicago nie wiedziała o nim nic, więc nie zdołała niczego wcześniej przemyśleć. A już na pewno nie spodziewała się, że pochodził z drugiego końca stanów. Oczywiście, taka podróż z pewnością by ją zachwyciła i zdołałaby też nagrać naprawdę fascynujące rzeczy, ale przecież nie mogła sobie na to pozwolić i nie mogła też aż tak zawracać głowy chłopakowi. I tak chodziło o coś zupełnie innego.
    -Ale... Wtedy odwaliłbyś za mnie całą pracę. Co ja takiego mogę powiedzieć w tym przewodniku? Zakładasz buty i idziesz przed siebie? -zapytała wciskając dłonie w kieszenie. Nie sądziła, że zadanie sprawi jej aż tyle problemów. -Chyba jednak wybiorę mrówki... -wymruczała z kwaśną miną i wzruszyła lekko ramionami. Jego oczy rozbłysły, jej za to przygasły. Skuliła się w sobie kiedy dotarło do niej, że jej życie wcale nie jest takie fantastyczne jak myślała.
    -Przepraszam, że zawracałam Ci głowę. -powiedziała tylko, dłonie zacisnęła na torbie, w której miała kamerę i pognała w stronę wyjścia ze stołówki. Nie wiedziała czemu czuła się taka upokorzona, zachowała się zupełnie jak małe dziecko. Uciekła, kiedy napotkała problem, z którym psychicznie nie potrafiła sobie poradzić. Zatrzymała się zaraz za drzwiami, oparła się o zimną ścianę i przeklęła się w myślach za swoją głupotę. Czuła się paskudnie.

    [Tak mi się jakoś ubzdurało, że ucieknie :P Dawno nie miała żadnej dramy ;) Twoja decyzja co dalej :)]


    Skye

    OdpowiedzUsuń
  16. Co prawda życie nauczyło ją jak być twardą, nie dać się zranić, nie pokazać że coś jest nie tak, ale w tym momencie jakby wszystko zapomniała. Zamiast zacisnąć zęby i zabrać się za płakanie dopiero w zaciszu własnego pokoju, zrobiła z siebie wariatkę, która nie panuje nad emocjami. Nie wiedziała co się z nią działo. W końcu od zawsze wiedziała, że nigdy nigdzie nie wyjeżdżała i jakoś nie było to dla niej problemem. Może zbliżał jej się okres, bo innego wytłumaczenia na takie zachowanie nie miała.
    Zdziwiła się, kiedy znowu usłyszała jego głos. Oczywiście poznała go po charakterystycznym akcencie, więc szybko otworzyła oczy, zupełnie nie rozumiejąc czemu za nią poszedł. Powinien ją wyśmiać i zapomnieć o rozmowie, za wariatkami się nie biegnie.
    Słysząc jego słowa nie wiedziała jak ma zareagować. Instynktownie kąciki ust uniosły się jakby w uśmiechu, jednak był on niepewny, jakby jeszcze czaił się za rogiem.
    -Jesteś pewny? -zapytała ostrożnie, nadal nie bardzo rozumiejąc dlaczego to robi. Nie sądziła, że jest typem żartownisia, który chciał się tylko z niej pośmiać, czy nawet zepsuć jej cały projekt. -Jak już zdążyłeś zauważyć, nie jestem całkiem normalna. -dodała wzruszając lekko ramionami. Ciężko było trafić na osobę, która od samego początku by ją akceptowała taką, jaka jest, dlatego nie miała aż tylu przyjaciół. Była specyficzna, robiła dziwne miny, wariowała z najdziwniejszych powodów. Ale przy tym była lojalna, a tym nie każdy może się pochwalić.

    Skye

    OdpowiedzUsuń
  17. [Cześć. Bardzo dziękuję za takie słowa pod kartą, niezmiernie miło mi je czytać. Przeczytałam wszystkie Twoje karty, ale zdecydowanie najbardziej przyciąga mnie Russell. Ma w sobie coś.. Tajemniczego i pociągającego. Z pewnością budziłby lęk i zazdrość Arielle. Ona niestety nie ma odwagi wygłaszać swojego zdania bez obawy o krytykę.

    Co do powiązań, nie jestem pewna czy by się wpasował, ale napiszę o jakie relacje mi chodziło.
    - Bardzo dobry przyjaciel. Poznaliby się rok temu, kiedy Russell trafiłby do Skyline. Z czasem jednak Arielle zaczęłaby czuć coś więcej, choć niekoniecznie zdałaby sobie z tego sprawę. Czy byłoby to odwzajemnione uczucie, pozostawiam w Twoich rękach.
    - Myślałam także o kimś kto by ją w delikatny sposób dręczył. Chodzi tutaj o docinki, żarty i granie na jej nerwach. Chcąc nie chcąc zaczęli by spędzać ze sobą więcej czasu i pojawiłyby się uczucia, tym razem z jego strony. Nie wiem czy Russell jest stworzony do tej roli, bo pozornie nie wygląda na takiego.

    Jeśli żaden z tych dwóch pomysłów Ci nie odpowiada to mów, a będziemy myśleć dalej. c:]

    Arielle C.

    OdpowiedzUsuń
  18. [Szczerze mówiąc to ona sama byłaby tym przerażona. Broniłaby się przed tym, bo właściwie to jeszcze nigdy nie była zakochana. Z pewnością Russell pierwszy by się zorientował, że jest nim zauroczona a ona z początku nie chciałaby się do tego przyznać. Co byłoby dalej, zostawmy to losowi.
    Myślę teraz o naszym wątku i może jakaś wycieczka, czy coś w ten deseń?]

    Arielle.

    OdpowiedzUsuń
  19. [Myślałam o wycieczce szkolnej. Trzydniowa? c:]

    Arielle.

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo lubiła wycieczki i z wyjątkowo rzadkim u niej entuzjazmem przygotowała się na dzisiejszą. Lubiła odwiedzać nowe miejsca, wyjeżdżać chociażby kawałek za granice miasta. W przeciwieństwie do Russella spakowała się z radością w dość dużą torbę. Miała jeszcze mały, bordowy plecak ozdobiony licznymi naszywkami, w którym mieściły się najbardziej potrzebne i niezbędne rzeczy.
    Przełożyła dość dużą torbę przez ramię i dziarskim krokiem ruszyła w kierunku szkoły, gdzie miała odbyć się zbiórka. Całe szczęście, że akademik był tak blisko, dzięki temu nie musiała taszczyć się przez całe miasto z bagażem. O dziwo, na miejscu znalazła się przed czasem, chociaż z jej spóźnialstwem nikt by tego nie oczekiwał. Nieco zagubionymi, zielonymi oczyma rozglądała się po bardziej lub mniej znajomych twarzach, rzucając ciche cześć do znajomych. Jej tęczówki szukały jednak jednej osoby. Tego, przy którym czuła się swobodnie i przed którym się otwierała, co w jej przypadku graniczyło z cudem. Była bardzo skrytą dziewczyną, typem introwertyczki. Może nie przyjdzie? - złośliwa myśl pojawiła się w jej głowie, lecz chwile później jej oczom ukazał się Russell. Odetchnęła cicho z ulgą, a na jego widok uśmiechnęła się subtelnie. Uśmiech ten znacznie rozpromienił jej twarz.
    — Hej, Russ. — szepnęła swoim cichym, ciepłym głosem. Miała szczęście, że on także jechał. Właściwie to ona go namawiała na tą wycieczkę. Chociaż z trudem, to się zgodził co bardzo ją ucieszyło. Jego towarzystwo miało uczynić tą podróż jeszcze lepszą. — Mamy świetnie się bawić i odwiedzić najfajniejsze miejsce. Wypić tanie wino i uczynić wycieczkę najlepszą przygodą. Czyż nie brzmi super? — jej uśmiech znacznie się poszerzył, chociaż wzmianka o winie mogła go nieco zaskoczyć. Arielle zazwyczaj stroniła od imprez, alkoholu i wszelkiego rodzaju używek. Nigdy nie zapaliła papierosa, nigdy się nie upiła. Zazwyczaj słuchała głosu zdrowego rozsądku.
    Nie musieli długo czekać na koniec zbiórki, już po chwili, zaraz po spakowaniu toreb do bagażnika uczniowie zaczęli wsiadać do autokaru. Arielle złapała chłopaka za rękę i pociągnęła w kierunku pojazdu.
    — Szybko! Chcę mieć dobre miejsce. — roześmiała się uroczo, napotykając jego spojrzenie.


    Arielka.

    OdpowiedzUsuń
  21. Siedemnastolatka zaśmiała się cichutko i dźwięcznie.
    — Wydaje mi się, że upicie ciebie nie będzie takie proste... Ale! Podejmuje to wyzwanie. — promienny uśmiech malował się na jej bladej, ozdobionej piegami buzi.
    Cieszyła się, że mu także spodobał się jej plan. Wiedziała, że będą się świetnie bawić i nic ani nikt im tego nie popsuje.
    — Jesteś przemiły, Russ. — mruknęła cicho, słysząc jak mówi, że będą tam razem i to gwarantuje dobrą zabawę. Mimowolnie przyłożyła dłoń do jego szyi, mógł poczuć jak ciepła była jej skóra, miękka i przyjemna w dotyku. Patrząc przenikliwie w jego oczy, chłonęła jego spojrzenie i bliskość. Trwało to jednak krótką chwilę. Z figlarnym uśmieszkiem uszczypnęła go w ucho i pobiegła zająć miejsca, puszczając jego dłoń.
    Kiedy już się wygodnie rozsiadła na siedzeniu (oczywiście zajęła miejsce przy oknie) jej spojrzenie znowu przesunęło się po jego sylwetce, by spocząć na twarzy. Kiedy usiadł obok niej, oparła głowę na jego ramieniu i cicho westchnęła.
    — Jeśli zasnę, postaram się cię nie obślinić. Zachęcające, prawda? — zażartowała z uroczym uśmiechem, po chwili wybuchając cichym, melodyjnym śmiechem. Przy nim cały czas się śmiała, była uśmiechnięta i rozpromieniona. Chyba był jej jedynym przyjacielem w Skyline.
    Po chwili bus się zapełniał, a pan od historii jeszcze raz wyczytał wszystkie nazwiska z listy, aby się upewnić że każdy z uczniów trafił do autokaru i nikogo nie zabrakło. Chwilę to trwało, ale zaraz mogli ruszać.
    Podróż płynęła spokojnie do czasu, aż ich sąsiadka z przedniego siedzenia nie odwróciła się do nich i nie wbiła swojego kokieteryjnego spojrzenia w Russella. Miała chyba na imię Amelia, długie złote włosy i Arielle nie zdziwiłaby się gdyby dziewczyna była cheerleaderką.
    — Masz może gumę? — zwróciła się do Russella, bo przecież nie do niej. Rudowłosa mimowolnie przewróciła kąśliwie oczami, chociaż złośliwe zachowania nie były w jej stylu. Jednak widząc słodkie minki blondynki i trzepotanie kruczoczarnymi rzęsami coś w środku ją ukuło. Nie miała pojęcia, że to jedno z gorszych uczuć, zazdrość. — Albo twoja.... dziewczyna? — Amelia uniosła delikatnie brew, zupełnie tak jakby chciała wybadać sytuacje.
    — Nie, nie mam. — Arielle zabrała głos, wchodząc swojego przyjacielowi w słowo. — Powodzenia w dalszych poszukiwaniach. — posłała jej nieco sztuczny uśmiech. To zupełnie nie było w jej stylu, ale nie umiała się powstrzymać. Westchnęła cicho i policzek przykleiła do szyby.


    [Z Amelią? Wyczuwam dramę :D]

    Arielka

    OdpowiedzUsuń
  22. Jej twarz była przyklejona do szyby, a właściwie jej policzek kiedy Russell niespodziewanie się podniósł i podał Amelii landrynki. Skrzywiła się, widząc jak błyszczą mu oczy. Mimowolnie zacisnęła palce na siedzeniu. Żałowała, że nie było ostrego zakrętu, a cukierki nie wysypały się na dziewczynę. Chociaż... wtedy ruszyłby jej na pomoc. Westchnęła cicho, próbując pozbyć się złości która uparcie krążyła w jej żyłach.
    Słysząc jego pytanie jej wargi zacisnęły się w wąską linię.
    — Wszystko jest w porządku. Naprawdę. — bardziej niż jego próbowała przekonać samą siebie. Uśmiechnęła się do niego i starała się, aby wyglądało to naturalnie.
    Zaskakujące jak dobrze ją znał i wiedział, że coś jest nie tak. Nie chciała jednak by pomyślał, że jej humor pogorszył się przez tą blondynkę. Sama była tym faktem zaskoczona i nie chciała go do siebie przyjąć. Delikatnie oparła głowę na jego ramieniu, a jej rude, lśniące włosy łaskotały jego skórę. Jego bliskość i dotyk były tak kojące, że niemalże natychmiast się uspokoiła.
    — I będzie. Bo jestem tutaj z tobą. — mruknęła cichym głosem, wdychając jego zapach. Nie była pewna czy usłyszał jej słowa. Może lepiej by było gdyby nie?
    Była nieco senna, więc szybko odpłynęła. Zasnęła na jego ramieniu, wtulając w niego swoje drobne, kobiece ciało. Obudziła się dopiero wtedy, gdy autokar zaparkował. Otworzyła oczy i nieco się od niego odsunęła.
    — Spałeś? — spojrzała na niego z uśmiechem i poprawiła pasma swoich długich, rudych włosów. Posłała mu promienny uśmiech, po czym leniwie się przeciągnęła.
    Zauważyła że większość uczniów już wysiadła, więc sama zaczęła się podnosić z miejsca. Wysiadła wraz z Russellem z autokaru.
    Miasteczko w którym się znajdowali nie należało do dużych, lecz oferowało spore atrakcje. Przez te trzy dni mieli zwiedzić ruiny zamkowe, stare miasto i kilka innych zabytków. Organizatorzy wycieczki dodali do tego imprezę przy ognisku, pobyt w lunaparku i nad jeziorem, który znajdował się blisko ich domków. Właśnie, nie zatrzymali się w motelu, tylko w maleńkich domkach, położonych na terenie pięknego lasu. Ponoć niedaleko był piękny wodospad, przynajmniej Arielle gdzieś to wyczytała. I mimo iż nie było go w planie podróży, to dziewczyna zamierzała go odwiedzić.

    Arielka

    OdpowiedzUsuń
  23. Rozejrzała się po pięknej polanie, a jej oczy zabłysły z wyraźną radością. Humor znacznie jej się poprawił kiedy zobaczyła to miejsce. Była bardzo wrażliwa na piękno natury i uwielbiała zwiedzać nowe miejsca. Na jej twarzy malował się promienny, pełen życia uśmiech, a na twarzy pojawiły się delikatne, ledwo zauważalne rumieńce. Spojrzała na Russella z ekscytacją i kiedy chciała zabrać swoją torbę, on ją wyręczył.
    — Mogę sama... — widząc jednak jego minę zrezygnowała z dalszych prób przekonywania go, że sama będzie dźwigać swoje bagaże.
    Uśmiechnęła się jedynie i ruszyła wraz z nim w kierunku wychowawcy, który miał klucze do ich domków. Kiedy w końcu otrzymali to czego potrzebowali, udali się w kierunku "dziewiątki" w której miała mieszkać nastolatka przez następne dni.
    — Mam świetny humor. — rzuciła z cichym śmiechem. To była prawda, złość szybko jej przeszła. Arielle nie należała do pamiętliwych osób a jej emocje zmieniały się bardzo szybko. Towarzyszyła jej istna gama uczuć, które wykorzystywała kiedy nadarzała się taka potrzeba. Jej ulubioną z pewnością był spokój. Z drugiej strony, była beznadziejną aktorką. I mimo, że często ukrywała swoje uczucia to ktoś, kto dobrze ją znał, z łatwością by ją przejrzał, na wylot. — Wymkniemy się po kolacji i zobaczymy wodospad? Jest gdzieś niedaleko... — mruknęła pełnym radości głosem.
    Przekraczając próg, miała ochotę się cofnąć. Właśnie to zrobiła, wpadając na swojego przyjaciela. Spojrzała prosto w jego twarz, a chwilę później jej wzrok przeniósł się na jej piękną "współlokatorkę" Amelię. Czy to był jakiś żart? Zagryzła mocno wargę, sama nie wiedząc co ma myśleć.
    — Cześć. — rzuciła do wszystkich dziewczyn, znajdujących się w pomieszczeniu. Doskonale wiedziała, że Russ miał dziwną słabość do blondynki. Podobała mu się, co nie dziwiło Ariel, w końcu była piękna i seksowna. Jednocześnie... to wprawiało ją w tak głęboką irytacje, że ciężko jej było na tym zapanować. W myślach mówiła sobie, aby zachować spokój i nawet jej się to udawało.
    Nie wiedziała jednak co będzie, kiedy zaczną flirtować na jej oczach. A wiedziała, że to nastąpi.
    Nie, nie była zazdrosna. A przynajmniej tak sobie wmawiała, tak samo jak to, że Russell zasługiwał na kogoś lepszego niż tą tlenioną barbie.


    [Bo lubimy komplikować. <3]

    Arielle

    OdpowiedzUsuń
  24. [Ach, po długim biciu się z myślami postanowiłam się przypomnieć i już trochę cię pomolestować o to obiecane zaczęcie ;) Ewentualnie możemy jeszcze pomyśleć nad jakimś powiązaniem/wątkiem, które bardziej by ci odpowiadało, jeśli obecne ustalenia nie do końca przemawiają do ciebie, bo zależy mi na wątku z Russem :3]

    Cecelia

    OdpowiedzUsuń
  25. — Wchodzimy. Twoja ulubiona Barbie będzie ze mną mieszkać. Cudownie, prawda? — mruknęła do jego ucha tak, żeby tylko on ją usłyszał. Mimowolnie wywróciła oczami, nie mogąc powstrzymać się przed złośliwościami. Jej zachowanie mogło wydawać mu się dziwne, jednak w tym momencie średnio ją to obchodziło.
    Przedstawiła się wszystkim dziewczynom, bo właściwie to nie znała żadnej z nich.
    — Arielle. Miło mi was poznać. — odparła z serdecznym uśmiechem, podając każdej z nich dłoń. Nawet Amelii. Nie chciała być niemiła, czy zrazić ich jakimiś złośliwościami. W końcu miała z nimi mieszkać przez te trzy dni. I mimo, że była najmłodsza miała zamiar świetnie się bawić.
    Usiadła na chwilę na swoim łóżku, kładąc plecak obok torby. Słuchała ich dyskusji w milczeniu, przyglądała się jak Russell stara się przypodobać blondynce, jak nie potrafił oderwać od niej wzroku. Milczała, chowając wszystkie zbędne i bolesne uczucia. Ukrywała je, żeby nie wyjść na idiotkę.
    — Mieliśmy nieco inne plany, ale możemy je przełożyć na jutrzejszy wieczór. Bardzo chętnie pójdę na to ognisko. — odparła z delikatnym, naturalnym uśmiechem. Jej dobry humor skutecznie psuła Amelia, jednak nie miała zamiaru tego okazywać.
    — Więc, do zobaczenia na ognisku? — zapytała Russella, unosząc delikatnie swoje brwi. Chciała go jak najmniej w tym pokoju. — Wiesz, jeszcze nie znalazłeś swojego domku, a zaraz kolacja. — roześmiała się dźwięcznie, odgarniając kosmyk rudych, niesfornych włosów za ucho.
    — To słodkie, że ją tu odprowadziłeś. — do ich rozmowy wtrąciła się blond cheerleaderka, a brwi Arielki znowu powędrowały do góry.
    — Taaaak, Russell jest bardzo słodki. Kochany. Jak brat. — poklepała delikatnie chłopaka po ramieniu. Zazwyczaj nie zabierała głosu wśród nieznajomych, ale teraz było inaczej.
    Ta wycieczka miała być ich przygodą, ale obawiała się, że Russ nie skupi się na niej, tylko na kimś innym.

    Arielle

    OdpowiedzUsuń
  26. [Chęci są zawsze, z pomysłami na wątek trochę gorzej, ale chciałoby się coś wykombinować, bo karta naprawdę mi się podoba i aż żal odpuścić!]

    Elizabeth

    OdpowiedzUsuń
  27. Skye z natury była sympatyczna, a jej zwariowanie zazwyczaj było całkiem urocze. Mimo że była dość otwartą osobą, to w sytuacjach takich jak ta, kiedy przychodziło jej rozmawiać z nieznajomym, poniekąd otwierając się i zdradzając swoją przeszłość, często zamykała się w sobie i ciężko było do niej dotrzeć. I choć powtarzała, że nie dba o opinię innych, to przecież sama skazała się na ciągłą krytykę, zajmując się swoją pasją.
    Oczywiście nie było potrzeby odpowiadać na jego pytanie, bo było jasne, że gdyby nie chciał jej pomóc i się zaangażować, to wcale by za nią nie leciał, więc tylko uśmiechnęła się niepewnie. Nadal wolała zachować pewien dystans i nie ekscytować się za bardzo, bo mogło się to źle skończyć.
    Rozbawił ją tym udowadnianiem, że jest normalna, co sprawiło, że trochę się rozluźniła, a nawet zaśmiała się trochę niepewnie. Zaczęło do niej docierać, że Russ jest naprawdę spoko kolesiem i nie powinna się przejmować, że znowu zrobi z siebie wariatkę. Zazwyczaj jak ktoś przeżył pierwszy szok, to później już jakoś ją akceptował.
    -Pewnie. –odpowiedziała tylko, nadal nie do końca przekonana, czy naprawdę chce to zrobić. Współpraca z kimś na zasadach reżyser- aktor, nie była jej obca, jednak jeszcze nigdy nie tworzyła czegoś z kimś na równych zasadach i nieco się obawiała, że nie będzie potrafiła opanować swojej władczej natury. Jak już jej coś się ubzdurało, to ciężko było zmienić jej zdanie.
    -Naprawdę, bardzo się cieszę, że mi pomożesz. Pewnie gdyby nie Ty, nie zabrałabym się do tego. –przyznała, rzucając kolejny nieśmiały uśmiech. Wyciągnęła z torby kartkę, na której nabazgrała szybko swój numer telefonu. –Too.. do zobaczenia na miejscu?

    Lucas

    OdpowiedzUsuń
  28. Był kompletnie zaślepiony, ale Arielle postanowiła to zignorować. Nie potrzebowała żadnych śmiesznych, miłosnych dramatów i nie chciała psuć sobie wycieczki. I choć irytacja sprawiała, że jej ciało płonęło, postanowiła to zignorować. Tak, rudowłosa była w tym naprawdę dobra. W ignorowaniu swoich uczuć i chowaniu ich tak jak głęboko się dało. Nigdy nie wybuchała, nie krzyczała, nie robiła awantur. Tak samo miało być teraz. W końcu była idealną oazą spokoju. Musiała tylko schować swoje uczucia do pudełka i zamknąć je.
    Uporządkowała swoje rzeczy, odświeżyła się i razem ze swoimi nowymi koleżankami udała się w miejsce, gdzie odbywała się kolacja. Usiadły przy stoliku, wcześniej biorąc coś do zjedzenia i picia.
    Kiedy zielonawe oczy Arielle dostrzegły Russella, jej twarz rozjaśnił promienny uśmiech.
    — Jak najbardziej. Prawda, Ami? — zwróciła się do blondynki ze słodkim śmiechem i odgarnęła rudawy kosmyk włosów z twarzy. Na chwilę przeniosła wzrok na dziewczynę, a chwilę później na niego.
    — Tak, nie możemy się doczekać. Będzie zabawa. — mruknęła podekscytowana cheerleaderką, posyłając uśmiech Russellowi.

    Kolacja minęła szybko i przyjemnie, w dość dobrej atmosferze. Umilili sobie czas dobrą rozmową, o wycieczce, ognisku i swoich zainteresowaniach. Po kilkunastu minutach rozeszli się do swoich domków, celem przygotowania się na ognisko. Arielle wzięła szybki prysznic, zakręciła włosy i zrobiła delikatny makijaż. Jedynie swoje ładnie skrojone, miękkie usta maznęła mocniej, ciemnoczerwoną szminką. Wzięła głębszy wdech, przeglądając się w lustrze. Wyglądała inaczej. Nigdy specjalnie nie przykładała dużej wagi do swojego wyglądu. Nie malowała się, nie stroiła, ale teraz... Chciała ładnie wyglądać. Wzięła głębszy wdech i się ubrała. Założyła czarną sukienkę z ładnym wcięciem na plecach, sięgającym dość głęboko. Oczywiście, sukienka nie była jej tylko Mirandy - przyjaciółki Amelii. Wszystkie dziewczyny założyły sukienki, więc Ariel nie chciała być wyjątkiem. Mimo, że impreza była w plenerze to rudowłosa miała nadzieje, że taki strój nie będzie jej przeszkadzał. Miała szczęście, że noc była ciepła.
    Ogień żywo płonął, muzyka rozbrzmiewała we wnętrzu lasu, a butelki z piwem radośnie o siebie stukały. Dziewczyny dopiero co trafiły na imprezę a chłopcy już zdążyli wcisnąć im piwo. Arielka wypiła łyk i kawałek dalej zauważyła grupkę chłopaków, a pośród nich Russella. Dopiła piwo, odstawiając pustą butelkę i ruszyła dość pewnym krokiem w ich kierunku.
    — Czeeeeeść, Russ. — zawołała melodyjnym głosem. Stając tuż przed nim, złapała go za rękę i obróciła się wokół własnej osi. Roześmiała się cicho, pytając. — Jak wyglądam?

    OdpowiedzUsuń
  29. Jak dziś pamiętała ten dzień, kiedy wróciła ze szkoły i zobaczyła spakowane walizki. Myślała, że to rodzice gdzieś wyjeżdżają, chcąc zrobić sobie krótki urlop. Ale nie, w walizkach były spakowane jej rzeczy, a rodzice powiedzieli, że jeszcze dziś wieczór wylatuje do Long Beach w Kalifornii. Nie spodziewała się tego, nie na początku roku szkolnego. Jednak, państwo Stardlin nie mogli pozwolić na to, jak powiedzieli, aby ktokolwiek dowiedział się o tym, że ich jedyna córka jest narkomanką. Że jest uzależniona i nie daj boże znajdzie się na marginesie społecznym. Byli szanowani w mieście, byli dość znanymi osobami. Ona po prostu nie mogła od nich odstawać. Więc wysłali ją do babci, która pilnnować miała ją na każdym kroku.
    W tamtym dniu wykrzyczała im w twarz najgorsze rzeczy, jakie ślina przyniosła jej na język. Wywróciła dom do góry nogami i powiedziała, że nigdy im tego nie wybaczy. Że pozbywają się jej jak zużytej zabawki, że nie chcą jej pomóc. Bo to nie był ich problem. Uzależnienie Ophelii należało tylko i wyłącznie do niej. To ona miała sobie z tym poradzić. Oni jedynie znaleźli jej dobry ośrodek. Równo o dwudziestej drugiej wsadzili ją w samolot, by cztery godziny później stanęła na płycie lotniska w Kalofornii.
    Tamten rok był chyba najgorszym rokiem w jej życiu. Rodzice wcisnęli swoim szanowanym znajomym bajeczkę, że ich córka wyjechała na rok do innej szkoły. Taka tam wymiana uczniowska. Ważnym było, by nikt nie dowiedział się o jej uzależnieniu. A kiedy tylko wróciła do rodzinnego miasta, Andrew i Stella Stardlin już zadbali o to, aby ich córka odseparowała się od starych znajomych. Russela poznała całkiem przypadkiem w galerii sztuki swojej matki, kiedy to była tam wystawiana kolekcja obrazów jednego młodego, ale obiecującego artysty. Tylko że młoda Stardlin wiedziała, iż nie było to przypadkowe spotkanie. Jej matka wszystko zaplanowała. To ona chciała, aby ta dwójka zaczęła się ze sobą spotykać. Nie wiedzieć czemu, Ophelia przyjęła tę jej cholerną grę, przystała na dyktowane przez Stellę zasady.
    Nie sądziła jednak, że jej znajomośc z Russem rozwinie się aż do tego stopnia. Stawiała, że wyjdą gdzieś kilka razy i potem każde pójdzie w swoją stronę. Każde kolejne spotkanie sprawiało, że osiemnastolatka czuła do niego coraz większą sympatię. I nic nie mogła z tym zrobić, bo po prostu go lubiła.

    Przyjdź do mnie wieczorem. Mam zamiar ugotować coś dobrego i włączyć jakiś film. Nie pozwól mi się nudzić, Russ.
    Wystukawszy tę krótką wiadomość, wcisnęła wyślij, po czym rzuciła telefon na poduszkę obok siebie. Było późne popołudnie, a ona chwilę temu dowiedziała się, że ma dom cały dla siebie do południa następnego dnia, bo rodzice gdzieś tam jechali. Ale nie chciała być sama, nie dziś. Dlatego też, Russel wydawał jej się odpowiednią osobą, którą chętnie dziś przywitałaby w swoich progach.
    Ophelia

    [Zaczęłam, ale wybacz, że tak krótko. Jakoś ostatnio nie potrafię się rozpisać, bo tonę w papierach z pracy. Boże, jak ja nie lubię ustalać menu na imprezy >.<]

    OdpowiedzUsuń
  30. Widząc go nie umiała powstrzymać uśmiechu, który mimowolnie cisnął się na jej pełne usta. Słysząc jego słowa, mimowolnie się słodko i dźwięcznie roześmiała. Nigdy nie słyszała by tak do niej mówił i to ją zdecydowanie ucieszyło. Humor jeszcze bardziej się jej poprawił, chociaż nie sadziła, że mógłby być lepszy. W tej chwili była naprawdę szczęśliwa, że tutaj przyjechała i była pewna, że razem będą się znakomicie bawić. Nie wyobrażała sobie by mogło być inaczej. On także świetnie się prezentował. Zresztą, jak zawsze. Był wyjątkowo przystojny, co niestety zauważała nie tylko Arielle.
    — Dziękuję, Russ. — szepnęła cicho. Może nawet się zarumieniła? Miała nadzieje, że chłopak tego nie dostrzeże. — Ty również świetnie wygladasz. Przystojniak. — znowu się roześmiała, szepcząc mu owe słowo na uszko. Musnęła skórę pod nim delikatnie wargami, nieświadomie pozostawiając na jego skórze delikatny ślad po swojej szmince. Po chwili się odsunęła, wpatrując się intensywnie w jego oczy.
    — Więc może mnie poznasz ze swoimi kolegami? —uśmiechnęła się szeroko, przesuwając swoje spojrzenie na jednego z jego nowych znajomych.
    Po chwili w jej uszach zabrzmiał głos wesołego blondyna.
    — Właśnie, Russell. Przedstawisz nam tą rudowłosą piękność? — spojrzenie chłopaka świdrowało Arielkę wzrokiem, a ona nieświadomie zmarszczyła swoje brwi.
    Dziwne. Wcześniej była jakby niewidzialna, chłopcy nie zwracali na niej większej uwagi. Jedynie szukali u niej pomocy z hiszpańskiego bądź historii, nigdy jednak nie było w tym żadnego podtekstu. Potrzebowali zwykłej, koleżeńskiej pomocy.
    — James, miło mi. — chłopak wyciągnął do niej dłoń, a kiedy podała mu swoją, ucałował jej wierzch. Arielle spojrzała mu przelotnie w oczy, czując się odrobine niezręcznie. Może nie powinna, ale kiepsko reagowała na dotyk nieznajomych. Powoli cofnęła swoją dłoń. — Arielle. Mi także. — uśmiechnęła się naturalnie i serdecznie. Russell chyba już wiedział przed kim będzie musiał ją pilnować.
    Sięgnęła po nowe piwo i otworzyła butelkę, stukając się z przyjacielem.
    — Za udany wieczór. Bawmy się. — uśmiechnęła się do Russa nad wyraz słodko i upiła dość spory łyk.

    OdpowiedzUsuń
  31. Ostatnią lekcję ledwo wysiedziała w miejscu. Była tak podekscytowana perspektywą współpracy z chłopakiem, że już kompletnie zapomniała o tym, że jeszcze przed chwilą, myśl o czymś takich przyprawiała ją o mdłości. Równo z dzwonkiem zerwała się z krzesełka, złapała swoją torbę i wybiegła z klasy. Jeszcze tylko szybki slalom między innymi uczniami i dorwanie kurtki dzieliło ją od wyskoczenia ze szkoły.
    Na zajęciach nie przejmowała się tym, żeby słuchać co nauczyciel próbuje przekazać, tylko bazgrała na tysiącach kartek, przelewając swoje pomysły. A była tak płodna, że myślała o wszystkim na raz, więc jeśli przyjdzie jej do rozszyfrowania tych rysunków, to nie wiedziała czy sobie poradzi.
    Kiedy stanęła przed umówioną kawiarnią przez szybę zobaczyła, że Russ już siedzi w środku, więc niewiele myśląc też weszła. Pomachała chłopakowi, a kiedy zobaczyła, że już sobie coś wziął, to skierowała się do lady, żeby i sobie zamówić dużą latte. Zaraz jednak przysiadła się do niego.
    -Zainspirowałeś mnie. –powiedziała bez żadnego wstępu. Czuła się jak po solidnej kuracji energetykami, ledwo potrafiła usiedzieć w miejscu. Sięgnęła ze swojej torby stertę kartek, całych pokrytych napisami i rysunkami. –Mam tyle pomysłów, że wyszłaby z tego pełnometrażówka. –dodała z szerokim uśmiechem na ustach, podsuwając mu pod nos swoje zapiski. Miała nadzieję, że coś tam z nich wyczyta.
    -Zaczęłam od tego, że podróż to nie tylko wyjazdy. Nie cierpię rzeczy oczywistych, więc skupiłam się na duchowych podróżach, tyle że pomysły na nie są… ciężkie do pokazania. –zaczęła powoli, starając się jakoś opanować. –Więc przeszłam do rzeczywistych podróży, ale jedyne co mi wpadło do głowy, to wystawienie kamery przez okno pociągu czy samochodu. -zakończyła lekko wzruszając ramionami.
    Choć zazwyczaj radziła sobie doskonale z zadaniami, pomysły same pojawiały się w jej głowie, tak w tym przypadku myślała tylko o już zrealizowanych produkcjach, jak Thelma & Louise czy Indiana Jones , których oczywiście wykorzystać nie mogła.

    Skye

    OdpowiedzUsuń
  32. Roześmiała się słysząc jego komentarz apropo tego, że on jej nie wystarczał. Co za bzdura.
    — Nie bądź zazdrosny, głuptasie. — rzuciła czysto żartobliwie, a jej wzrok przesunął się wzdłuż jego kolegów. Posłała im subtelny, pełen delikatności uśmiech.
    Kiedy jeden z chłopaków, chyba Tonego poczuła się trochę niekomfortowo. To było coś nowego, ale nie zamierzała tego komentować. Zignorowała tą uwagę, a widząc wrogi wzrok Russella przełknęła głośno ślinę i upiła kolejny łyk piwa.
    — Upicie ciebie zostawię na ostatnią noc. Ostrzegam, będziesz wracał z ogromnym kacem. — zażartowała i dała mu lekkiego pstryczka w nos. Jej twarz rozjaśniał pełen zadowolenia uśmiech.
    Kiedy odciągnął ją na bok i ostrzegł przed Jamesem, zmarszczyła brwi wyraźnie zaskoczona. Dlaczego to powiedział? Nie rozumiała o co chodzi, jednak słysząc jego śmiech uśmiechnęła się z typową dla siebie delikatnością i ułożyła dłoń na jego ramieniu. Po chwili jednak była tak blisko niego, że mógł poczuć zapach jej perfum. Chłodne, szczupłe palce skrzyżowała na jego karku, opuszkami palców pieszcząc jego skórę. Był znacznie wyższy od niej, ona liczyła jedynie metr sześćdziesiąt, więc zadarła głowę by móc spojrzeć w jego oczy. Przesunęła dłoń wzdłuż jego karku na szyję, a palec przyłożyła do jego ust.
    — Shhhhhh... — uciszyła go z uśmiechem, powoli cofając swoją dłoń. Była zdecydowanie zbyt blisko niego i chociaż z boku mogło to wyglądać różnie, to ona się tym nie przejmowała. Nie widziała w tym nic złego. Jeśli chodziło o obcych to nie lubiła ich dotyku, ale przy Russellu czuła się tak dobrze i komfortowo, że było zupełnie przeciwnie. Pragnęła z nim kontaktu fizycznego, jakim było przytulenie czy złapanie go za rękę. — Musisz pamiętać o jednym. Nie chcę Jamesa, tylko Ciebie. Pamiętasz o czym mówiliśmy? Ty i ja, to nasza wycieczka. Nikogo innego. Dobrze? — zapytała przez cały czas patrząc w jego oczy. Nie zdawała sobie sprawy, że blondyn uważnie ich obserwuje.
    — Wiem, że nikt nie tańczy i może byłoby to dziwne, ale... — urwała, przegryzając delikatnym i zmysłowym ruchem swoją wargę. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że mogła być dla niego seksowna i urocza. W końcu traktował ją jak młodszą siostrę, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  33. — Nie masz ochoty ze mną tańczyć? — spuściła swój wzrok i już chciała się cofnąć, kiedy ją delikatnie pchnął, zmarszczyła swoje brwi. Nie wiedziała czy rzeczywiście nie chciał z nią tańczyć i wolał być pośród nowych znajomych niżeli z nią. Albo po prostu nie chciał jej tak blisko siebie. Szczególnie, gdy patrzyła na nich Amelia. Zacisnęła wargi w wąską linię, wraz z nim dołączając do grupki ich znajomych.
    Kiedy do jej uszu doszedł piskliwy głosik mimowolnie się skrzywiła. Dlaczego blondynka nagle zaczęła uganiać się za Russellem? I dlaczego w jej towarzystwie on zaczął się tak zachowywać? Zupełnie jakby nie istniała. Westchnęła cicho, nieco się odsuwając od chłopaka. Stanęła bliżej Jamesa i Tonego.
    Po chwili dołączyły do nich dziewczyny z jej domku, a Amelia oczywiście nie potrafiła darować sobie złośliwego komentarza. Pozornie była słodka i seksowna, ale Arielle wiedziała jaka jest prawda. Wiedziała co o niej mówili i wiedziała jak potoczy się cała sytuacja.
    Tak czy inaczej, zamiast podziękować za fałszywy komplement rudowłosa sięgnęła po butelkę z piwem, już trzecią. Zazwyczaj nie piła za dużo, miała słabą głowę i unikała imprez. Na szczęście, to było tylko piwo...
    — Zdrówko. — mruknęła cicho, jednak znacznie przekrzyczała ją Amelia, która zazwyczaj była głośna. Zmrużyła oczy, świdrując ją uważnym spojrzeniem. Dlaczego ona krzyczała? Była jej zupełnym przeciwieństwem. Ariel odetchnęła głęboko, przesuwając swój wzrok na Russella. Ta wycieczka była strasznie dziwna. I chociaż dziewczyna nie powinna się zrażać po jednym wieczorze to nie przeczuwała aby sytuacja się poprawiła. Z rozmyśleń wyrwał ją James, który zadziornie pociągnął za kosmyk jej długich, kręconych włosów.
    — Więc Arielko, może powiesz coś więcej o sobie? Z której jesteś klasy? — blondyn uśmiechnął się do niej, a ona nieco głośniej odetchnęła. Przypomniała sobie ostrzeżenie Russella i zdała sobie sprawę, że miał rację co do chłopaka. Chyba wpadła mu w oko. Zagryzła dość mocno swoją dolną wargę i spojrzała blondynowi prosto w twarz.
    — Druga. A ty? — mruknęła cicho. Chyba była z nich wszystkich najmłodsza. Do tego, niepełnoletnia. Niespecjalnie się tym przejmowała. Upiła kolejny łyk piwa, teraz swoje spojrzenie kierując na Russella. Było to jednak przelotne. — Lubię też jeździć na łyżwach. Co jeszcze byś chciał o mnie wiedzieć? — zaśmiała się melodyjnie, zawieszając swoje spojrzenie na Jamesie.

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie sądziła, że Russell z taką łatwością zmieni zdanie na temat blondwłosej cheerleaderki. Dlatego była bardzo zaskoczona, kiedy usłyszała urywki ich rozmowy. Kiedy do jej uszu dobiegło jego gówno mnie obchodzi była kompletnie zaskoczona i z trudem powstrzymała śmiech, oraz to aby się nie odwrócić w ich kierunku. Nie słyszała aby wcześniej tak mówił. Do niej nigdy tak nie powiedział. Uśmiechnęła się pod nosem i umknęło jej kilka słów a raczej zdań, które wypowiedział James.
    — Co o tym myślisz, Ariel? — kiedy blondyn wypowiedział owe słowa, nie miała pojęcia o co chodzi. Na szczęście nie zdążyła odpowiedzieć, bo podszedł do nich Russell.
    Była zdziwiona, że chciał już iść. Impreza była rozkręcona, a część uczniów lekko pijana. Arielle także, aczkolwiek nie było tego po niej za bardzo widać. Mruknęła ciche jasne i już chciała za nim pójść, kiedy blondyn niespodziewanie ją objął i docisnął mocno do siebie. To zdecydowanie jej się nie spodobało, co Russ mógł od razu zauważyć po grymasie malującym się na jej twarzy. Ona zaś zauważyła jego złość.
    — Masz blondynkę, ruda zostanie ze mną. Marzą ci się dwie dziewczyny, Russ? — James się roześmiał, a Arielle wysunęła się zgrabnie z jego nieprzyjemnych objęć.
    Widząc jak jej przyjaciel jest rozzłoszczony i już chciał podejść do blondyna, stanęła pomiędzy nimi. Ułożyła dłoń na jego lewej piersi, słyszała jak mocno waliło mu serce. Spojrzała w jego oczy i uśmiechnęła się delikatnie, kojąco.
    — W porządku, Russ. Jestem twoją przyjaciółką, a on nie wie co mówi. Jest pijany. Chodźmy. — szepnęła uspokajająco do jego ucha i złapała go mocno za rękę. Wyciągnęła go z imprezy, ale zamiast udać się w kierunku domków, szła w głębie lasu. Miała ochotę na spacer, a on miał jej potowarzyszyć. Liczyła, że miał na to ochotę.
    — Co z Amelią? Myślałam, że ci się podoba. — kiedy zdała sobie sprawę, że wciąż trzyma jego dłoń puściła ją. Nie chciała by w jej obecności czuł się niezręcznie bądź niekomfortowo. Zawsze mógł na nią liczyć i wiedział, że cokolwiek by się nie stało, ona zawsze przy nim będzie. Da mu swoją troskę, radę i wsparcie. Russell myślał, że to on opiekuje się nią, jednak prawda była nieco inna. Ona także się nim opiekowała, dbali o siebie nawzajem i to czyniło ich tak zgranym duetem.

    OdpowiedzUsuń
  35. Wiedziała jaki był zdenerwowany. Nie była tylko pewna co było tego powodem. Amelia czy ona? Zachowywała się inaczej niż zwykle, pewnie przez to że Russ zwrócił uwagę na inną dziewczynę. Była zazdrosna, choć ciężko było jej pojąć dlaczego. Nie powinna jednak pozwalać by złość nią zawładnęła i nie powinna także mieć tych okropnych humorków. Nigdy nie pozwalała sobie na złośliwości względem innych, wtedy też nie powinna. Mimo iż miała rację nazywając Amelię barbie to nie powinna wypowiadać owych słów na głos, to stawiało ją w złym świetle. Później zbliżyła się za bardzo do Russella a miała przeczucie, że to mu się nie podobało. Aktualnie zmagała się ze wstydem i wyrzutami sumienia, że nadszarpnęła ich relacje. Ukryła to jednak za pięknym uśmiechem, nie chcąc jeszcze bardziej pogorszyć jego samopoczucia. Pragnęła jego szczęścia. Tego, aby czuł się jak najlepiej i trafił na osobę którą szczerze pokocha. Cóż, ona była jak jego siostra więc nijak wpasowała się w tą rolę i musiała to przełknąć. Powoli zdawała sobie sprawę, że jej zależy na nim o wiele bardziej niż powinna i że wcale nie był dla niej jak starszy brat. To ją okropnie przerażało, odbierało oddech i przyśpieszało bicie serca. Nie chciała o tym myśleć, więc zamknęła te uczucia w pudełku.
    — Bardzo. Nie jestem tylko pewna, w którą stronę powinniśmy iść. Poza tym, myślę, że to daleko. Nie słychać jeszcze szumu. — powiedziała cicho, zerkając na niego.
    Wizja zobaczenia wodospadu niesamowicie kusiła dziewczynę. Uwielbiała naturę i przyrodę, piękne krajobrazy. Poza tym, nigdy nie widziała wodospadu na własne oczy, więc to było jej ciche marzenie. Szli przed siebie, pośród drzew a muzyka powoli cichła. Oddalali się coraz bardziej od ogniska, co właściwie ją cieszyło. Tamci ludzie wydawali jej się być przeraźliwie nudni i nijacy. Miała zupełnie inne zainteresowania niżeli oni. Nie lubiła pić, nie gadała godzinami o ciuchach, kosmetykach i chłopakach, nie zmieniała chłopaków co kilka tygodni. Miała niesamowicie wielki problem by się do nich przystosować. I od zawsze sądziła, że problem leżał w niej do czasu kiedy nie poznała Russella. On był taki inny od nich, od razu to zauważyła. I to jej się w nim spodobało. Był wyjątkowy, a Arielle zdawała sobie sprawę jak mało było takich ludzi.
    Posłała mu delikatny, pokrzepiający uśmiech i wyciągnęła swój telefon. Weszła w aplikacje mapy i wyszukała obiekt, który ich interesował.
    — Cóż, ta aplikacja mówi, że mamy siedemnaście minut do wodospadu. Cud, że jest tu zasięg. To po pierwsze. A po drugie... Nie tak długo jak myślałam. — zmarszczyła brwi, zastanawiając się czy telefon jej nie oszukiwał. Uśmiechnęła się do swojego przyjaciela, a jej oczy błyszczały, wręcz się iskrzyły. Zawsze się tak działo, kiedy Ariel była podekscytowana. — A więc, idziemy? Czy się boisz, że zza drzewa wyskoczy wilkołak i cię zje? — zażartowała, chcąc poprawić mu humor. Szturchnęła go delikatnie w ramię.

    OdpowiedzUsuń
  36. Słysząc jego pytanie, jedynie się uśmiechnęła. Oczywiście, że łapało zasięg! Chociaż to dziwne, bo byli w lesie.
    — Żebyś mi nie zapeszył, bo nie mam zamiaru spać w lesie. Ty pewnie byś nie narzekał, co, wilczku? — roześmiała się wesoło, słysząc jak warknął. Pokręciła delikatnie głową, a kosmyki jej rudych, długich włosów rozsypały się na jej nagich, szczupłych ramionach i krągłych piersiach.
    Po chwili jednak nieco spoważniała, zatrzymując na nim swoje spojrzenie.
    — Nie boję się, bo jestem przy tobie. Sprawiasz, że czuję się bezpieczna. — powiedziała szczerym, naturalnym głosem i znowu posłała mu piękny, szeroki uśmiech.
    Uniosła telefon ku górze, tracąc nieco zasięgu. Zmarszczyła brwi nieco zirytowana, jednak kiedy zasięg powrócił odetchnęła głośno z ulgą. Naprawdę chciała zobaczyć ten wodospad. I nie tylko zobaczyć, ale sądziła, że on się tego domyślił. Mimo nocy miała zamiar popływać i nie wiedziała w tym niczego złego. Może dlatego, że to było naturalne, albo dlatego że wypiła za dużo piwa. Po chwili poczuła jego ramiona na swojej umiarkowanie ciepłej skórze i była zaskoczona. Chciała zachować dystans, głównie ze względu na niego, ale skoro jemu nie przeszkadzała jej bliskość, to w porządku. Uśmiechnęła się subtelnie i na pytanie czy chce bluzę, pokręciła stanowczo głową. Dziwne, zazwyczaj marzła ale dzisiaj było jej wyjątkowo ciepło. Z drugiej strony, tutaj było o wiele cieplej niżeli w Chicago.
    Minuty mijały, a oni byli coraz bliżej celu. Arielle wydawało się, że słyszała przyjemny szum wodospadu, przez co uśmiech na jej twarzy nieco się poszerzył.
    — O wielu rzeczach. Spójrz na niebo. Dawno nie widziałam, żeby było tak gwieździste. To jest piękno, prawda? — szepnęła cichym głosem, a jej zielone tęczówki wpatrywały się w granatowe niebo. Uwielbiała gwiazdy, o czym on doskonale wiedział.
    Do celu pozostało im zaledwie kilka minut, co bardzo ucieszyło rudowłosą. Nie wiedziała czy Russ był tak samo podekscytowany jak ona, ale żywiła taką nadzieję. Cieszyła się tą piękną chwilą, bo doskonale wiedziała, że są one najcenniejsze. Szczęście bywało bardzo ulotne i często uciekało, dlatego ona miała zamiar złapać choć kawałek i nie przejmować się przyziemnymi rzeczami. Nie wtedy, kiedy jej oczom ukazywał się piękny cud natury. Zatrzymała się, a jej oczy intensywnie wpatrywały się w wodę. Wodospad był stosunkowo mały, ale bardzo piękny. Wstrzymała oddech, przyglądając się temu zjawisku. Może przesadzała, może była zbyt wrażliwa, ale zaparło jej dech w piersi. Nigdy nie widziała wodospadu na żywo, oglądała go jedynie na zdjęciach i w filmach. Była ciekawa czy Russell miał podobne odczucia do niej.

    OdpowiedzUsuń
  37. Pod tym względem byli podobni, oboje uwielbiali naturę. Długie spacery, świeże powietrze, niebo, las. To ją uspokajało, a widok gwieździstego nieba tak samo jak i wodospadu ją po prostu zachwycał. W przeciwieństwie do niego nie podróżowała dużo. Rzadko kiedy wyjeżdżała poza granice Chicago i być może dlatego tak ją cieszyła ta wycieczka. Uważała podróże za fascynujące, a nowe miejsca wydawały jej się być niesamowite i piękne.
    — Może spędzimy tam wakacje? Jeśli nie masz żadnych innych planów. Ja nie mam. — uśmiechnęła się do niego z naturalną dla niej szczerością. — Co do szczęścia... Jestem szczęśliwa. Teraz, w tym momencie. Bo jestem w tak pięknym miejscu z moim najlepszym przyjacielem. — westchnęła widocznie zadowolona.
    Czując jego dłoń na swoim policzku, przeszedł ją mimowolny, przyjemny dreszcz. Nie powinna tak reagować na jego dotyk, ale pewnych rzeczy nie dało się powstrzymać. To twój przyjaciel, opanuj się. Powtarzała sobie niczym mantrę. Jednak patrząc mu w oczy.... Tonęła w jego spojrzeniu. Chłonęła każde z jego słów i miała wrażenie, że nie mówi o kąpieli przy wodospadzie. Miała wrażenie, że mówił o ich relacji. To było absurdalne, prawda? Arielle chciała widzieć za dużo, doszukiwać się dodatkowego sensu w jego słowach. Nic jednak nie odpowiedziała. Tak samo jak się nie poruszyła, gdy jego dłoń przesuwała się po jej twarzy aż do szyi i ramienia. Przełknęła głośno ślinę i spuściła swój wzrok. Nie wiedziała co powinna teraz myśleć. Wzięła głębszy wdech i go posłuchała. Odwróciła się do niego tyłem i ściągnęła buty. Już po chwili obok nich leżała czarna sukienka. Nie wiedziała czy to było odpowiednie. Nie wiedziała czy powinna stać przed nim półnaga. Nawet nie kazała mu się odwrócić, po prostu pozwoliła aby zsunął sukienkę z jej ciała. Wzięła głębszy wdech, krzyżując ramiona na piersiach. Widział jej nagie plecy, delikatnie zarysowane pod skórą łopatki. Pod jedną z nich miała uroczy, mały pieprzyk, którego jednak w tych ciemnościach nie mógł zobaczyć.
    — Russ... Kiedy ty jesteś szczęśliwy? — zapytała drżącym głosem. Nie miała odwagi odwrócić się do niego przodem, więc oparła głowę na jego ramieniu. Zaczerpnęła świeżego powietrza i czekała na odpowiedź. Z chwilą, w której miała ją otrzymać, miała zamiar wskoczyć do wody.
    Nigdy wcześniej nie rozbierała się przed chłopakiem, chociażby do bielizny i po prostu się wstydziła. Nie potrafiła opanować tego uczucia. I mimo, że była jego przyjaciółką i nie patrzył na nią jak na kobietę, to mógł poczuć drżenie jej ciała. I wcale nie drżała z zimna. W myślach zastanawiała się co może mu się w niej podobać. Nie znała odpowiedzi. Pewnie dlatego, że ta nie istniała.

    OdpowiedzUsuń
  38. W tym momencie czuła tak wiele, że wątpiła by mogła opisać to słowami. Jego bliskość, jego ciało tuż przy swoim. Czuła iskrzenie, ale czy on także to czuł? Wzięła kolejny oddech, słuchając jego odpowiedzi. To samolubne, ale zastanawiała się czy był szczęśliwy w momencie w którym był z nią. Ta myśl nie chciała przestać tlić się w jej głowie. Jednak nie usłyszała tego w jego wypowiedzi. Więc może nie sprawiała, że czuł się szczęśliwy? Zaskakujące, bo on sprawiał że czuła te motylki w brzuchu. A nie powinna. Nie mogła sobie na to pozwolić. Nie mogła go kochać, nie w taki sposób. Ufał jej, więc nie mogła mu tego zrobić.
    Bez chwili wahania wskoczyła do wody, znikając pod lazurową powierzchnią. Przepłynęła kilka metrów pod wodą, po czym się wynurzyła. Mokre włosy przykleiły się do jej ciała, a ona cicho odetchnęła, szukając go spojrzeniem. Szybko go znalazła, był tuż obok niej. Początkowo myślała, że zabroni jej wskoczyć do jeziorka a zamiast tego postanowił do niej dołączyć. To ją bardzo ucieszyło.
    Słysząc jego pytanie, uśmiechnęła się. Doskonale znał odpowiedź.
    — Tak, jestem bardzo szczęśliwa. Marzyłam o tym. — wyznała, podpływając jeszcze bliżej do niego. Być może powinna zachować dystans, ale... Właśnie, zawsze istniało jakieś ale. — Kiedy mówiłeś o tym, że... Musimy coś poświęcić, by coś zyskać. Musimy zaryzykować. Co miałeś na myśli? — zapytała z naturalnym dla siebie spokojem w głosie, opierając dłonie na jego ramionach.
    Zielonawe, duże oczy nastolatki z uwagą wpatrywały się w jego oczy. Przyglądała mu się tak przez długą chwilę, dopiero po chwili spuszczając wzrok na jego usta. Nie wiedziała czy zauważył, że patrzyła właśnie na nie. Miała ochotę go pocałować. Miała tak wielką ochotę, jednocześnie nie mając ani grama odwagi by zrealizować to pragnienie. Nie odważyła się. Nie wyobrażała sobie dnia bez chociażby rozmowy z nim, dlatego wiedziała, że nie może tego zrobić. Przymknęła delikatnie powieki, chcąc uporządkować własne myśli. Chciała oczyścić umysł, ułożyć swoje uczucia. Jednocześnie cofnęła swoje dłonie z jego ciała, trzymając je teraz przy sobie. Wzięła głębszy wdech, wsłuchując się w bicie własnego serca i przyjemny szum wodospadu. Otworzyła oczy dopiero wtedy, kiedy usłyszała jego słowa.

    OdpowiedzUsuń
  39. Kiedy podjął ten temat, wszedł na naprawdę kruchy lód. Lód, który mógł się pod nim zarwać a lodowata woda mogła go pochłonąć. Słuchała jego słów, a jej oczy były przerażone i zagubione. Nie wiedziała czy czuł to samo co ona, czy był w nim chociażby zalążek takiego uczucia. Przełknęła głośno ślinę, czując jak chłód ogarnia jej ciało. Skoro już podjął ten temat, nie mogła uciec. Nie była w stanie. Musiała mu powiedzieć całą prawdę, musiała powiedzieć to co czuła. Była pewna, że nie stracą tego co mają. Przynajmniej tak było w jej przypadku, on nigdy miał nie stracić jej przyjaźni. Więź która ich łączyła była stanowczo za silna.
    — Myślę inaczej. Życie jest całkiem proste. Bywają trudne momenty, ciężkie chwile, ale ludzie zazwyczaj sami komplikują sobie życie. Sami wszystko utrudniamy. Zamiast iść prostą ścieżką, wybieramy tą pełną wyboi. — szepnęła cicho, ale wyraźnie by mógł usłyszeć każde z jej słów. Miała inne zdanie, ale szanowała jego opinie na ten temat. Odetchnęła głęboko, zbierając w sobie odwagę.
    — Kocham cię. Niekoniecznie jak brata. Nie, zupełnie nie jak brata... Bo... — jąkała się nieco, próbując dobrać odpowiednie słowa. — Jestem w tobie zakochana. To najprawdziwsze uczucie jakie kiedykolwiek czułam, jakie mogłabym czuć. Nie musisz tego odwzajemniać. Nie wymagam tego. A moją przyjaźń będziesz miał zawsze. Niezależnie co się stanie i... — urwała, kręcąc delikatnie głową.
    Docisnęła swoje ciało do niego, palce delikatnie zaciskając na jego karku. Jej piersi przywarły do jego torsu, zaś jej wargi... do jego warg. Tak, pocałowała go. Naprawdę to zrobiła. To był długi, pełen czułości i namiętności pocałunek. Nie oczekiwała, że go odwzajemni. Po dłuższej chwili oderwała się od niego, oblizując swoje usta. Widział jej szeroki uśmiech, a za chwilę Arielle zniknęła z pola jego widzenia. Zniknęła pod wodą. Wynurzyła się dopiero spory kawałek od niego, tuż przy skałce, tak blisko wodospadu. Chciała na nią wejść, mimo że powierzchnia była dość śliska. Zgrabnie się na nią wdrapała, a jej oczy chłonęły obraz wodospadu. Ułożyła dłonie płasko za swoje ciało i odchyliła głowę do tyłu. Teraz wpatrywała się w niebo, które było równie piękne. Wypełnione licznymi, błyszczącymi gwiazdami. Żałowała, że nie znała gwiazdozbiorów. Kto wie, może teraz patrzyła na jeden z nich? Zaczęła myśleć o gwiazdach, o niebie, o kosmosie. Mimo że na wargach wciąż czuła smak jego warg. Miała nadzieję, że nie będzie na nią zły za to co zrobiła. Westchnęła głośno, przenosząc spojrzenie na Russella.

    OdpowiedzUsuń
  40. Kiedy nie odwzajemnił jej pocałunków, miała już swoją odpowiedź. Wiedziała, że nie odwzajemniał jej uczuć, ale... Ten wieczór był piękny. Szalony, ale piękny. I nawet jeśli jutro miałaby udawać, że to się nie stało, tego nie było to nigdy nie wymaże tego wspomnienia ze swojej pamięci, bo uważała, że chwile które z nim spędziła, były najpiękniejsze. Kiedy do niej podpłynął i kazał jej zejść, westchnęła cicho. Nie chciała tego. Nie chciała opuszczać tego miejsca. Czuła jednak chłodny wiatr na swojej skórze i czuła, że już zbyt długo byli w wodzie. Nie chciała, żeby przez nią Russ był chory.
    — Czas płynie tu tak szybko... — westchnęła i zsunęła się ze skały. Wpadła wprost w jego ramiona, jednak zaraz się odsunęła z delikatnym uśmiechem. — Chodźmy.
    Kiedy wyszeptała te słowa, popłynęła w kierunku brzegu, w miejscu w którym zostawili swoje ubrania. Wyszła z wody, jednak nie była pewna czy powinna zakładać sukienkę na mokre ciało. Wiedziała, że jej materiał do niej przylegnie i będzie wszystko odznaczał. Z drugiej strony, on i tak widział już prawie wszystko, więc takie rozumowanie było głupotą. Westchnęła, karcąc się w myślach. Ubrała się i spojrzała na wychodzącego z wody chłopaka. Mimo ciemności widziała zarys jego ciała, które nie oszukujmy się, było świetne. Pozwoliła sobie na ciche westchnięcie, a kiedy Russell się ubrał, dosyć niepewnie się do niego zbliżyła.
    — Wiem, że się boisz i rozumiem. Nie musisz mi odpowiadać, bo tak właściwie to wiem co byś powiedział. Dlatego proszę, nie wypowiadaj tych słów na głos. I... przepraszam, że cię pocałowałam. Rozumiem, że mogłeś poczuć się źle i niezręcznie, a nie chcę byś się tak przy mnie czuł. Dlatego, nigdy więcej tego nie powtórzę. Jesteśmy przyjaciółmi i nimi będziemy. Zawsze. — szepnęła, kładąc delikatnie dłoń na jego klatce piersiowej. Uśmiechnęła się kojąco i kawałek odsunęła od chłopaka.
    — Uch, jest okropnie zimno. Chodźmy już! — zaśmiała się cicho i ruszyła drogą, która prowadziła do ich domków. Był środek nocy, a jutro czekała ich wczesna pobudka. Dziś było marzeniem, a jutro mieli wrócić do rzeczywistości i wiedziała, że to jest właściwe.

    OdpowiedzUsuń
  41. Cece westchnęła ciężko, z trudem powstrzymując napad szału na opustoszałym, szkolnym korytarzu. Większość uczniów już dawno zniknęła za drzwiami stołówki, ale dziewczyna, korzystając z dłuższej przerwy, stała przy swojej szafce, odklejając od niej kolejne zdjęcia uśmiechniętego brata oraz liściki z wyrazami żalu po stracie tak wspaniałej osoby jaką był Josh. Zastanawiała się, ilu z nich tak naprawdę znało chłopaka, a ilu robiło to na pokaz. W przeciwieństwie do niej Josh miał mnóstwo przyjaciół, był uwielbianą przez wszystkich gwiazdą koszykówki Skyline High. Na pogrzebie pojawiła się niemal cała szkoła, jednak potem wszyscy szybko o nim zapomnieli. Dopiero kiedy Cecelia wróciła do liceum, ich wypadek na nowo stał się źródłem plotek i teraz codziennie musiała czyścić szafkę z kartek, których widok przyprawiał ją o mdłości oraz chęć rozwalenia czegoś.
    Wiedziała, że już i tak zbyt długo zwlekała. Jeśli chciała zdążyć przed dzwonkiem, musiała w końcu pójść na stołówkę, nie miała czasu wyrzucić wszystkiego do kosza, więc weszła do pomieszczenia, dumnie dzierżąc zerwane liściki, choć drżały jej ręce. Jak ognia unikała sytuacji, w których znalazłaby się w dużym skupieniu ludzi. Wystarczyło spojrzeć na tego chłopaka, który na jej widok gwałtownie się zatrzymał, wpatrując się w nią w taki sposób, jakby to ona umarła tamtej nocy i teraz objawiła się na środku stołówki. W pierwszej chwili Cecelia miała zamiar go zignorować, ale potem uświadomiła sobie, że było w nim coś dziwnie znajomego, choć jednocześnie wydawał się nie pasować do tego otoczenia. Miał dłuższe włosy i bardziej pociągłą twarz niż zapamiętała, jego rysy twarzy dodatkowo się wyostrzyły, jednak wyglądał jak...
    Wyglądał jak Russell.
    Milion myśli przewinęło się przez jej umysł w jednej sekundzie, a każda była bardziej absurdalna od poprzedniej. Nie wiedziała, co mogłaby mu powiedzieć. Minęło zbyt wiele czasu, by czuli się w swoim towarzystwie równie swobodnie co przed dwoma laty, a Cece nie była w stanie znieść myśli, że wspomnienie chłopaka, który nigdy nie spojrzał na nią z litością, teraz zostanie zastąpione przez pełne współczucia kondolencje złożone na środku zatłoczonej stołówki. Może powoli popadała w paranoję, jednak była przekonana, że wszędzie, gdzie się pojawiła, podążały za nią ciekawskie, nieczułe spojrzenia oraz powtarzane szeptem komentarze; odstawienie teatrzyku na oczach tak licznej widowni budziło w niej jednocześnie gniew i strach, dlatego Cecelia postanowiła wybrać tchórzliwe wyjście i udawać, że nie pamięta Russella. Bo co miałaby mu powiedzieć?! Że nie mogła o nim zapomnieć, że często o nim myślała, leżąc na szpitalnym łożku, bo wspomnienia ich szczęśliwych chwil dawały jej mnóstwo komfortu i poczucia bezpieczeństwa?! Że wiele razy zastanawiała się, czy podjęli słuszną decyzję, bo w innych okolicznościach i w innym miejscu ich relacja miałaby szansę przerodzić się w coś pięknego i trwałego? Wszystkie te teksty brzmiały zbyt ckliwie i nadawałyby się jedynie do kiepskiej piosenki disco polo o swojej utraconej miłości, a przecież nie miała już żadnego prawa do myślenia o Russie jako o swoim. Nawet jeśli niczego innego nie pragnęła, nie była już tą dziewczyną, którą znał. Nigdy się nią nie stanie. Przekonanie się o tym tylko im obojgu sprawiłoby ból, ale Cece nagle poczuła się dziwnie bezbronna w jego obecności. Chciała, żeby chociaż jedna osoba pamiętała ją jako błyskotliwą, ale cyniczną gadułę, tymczasem chłopak, którego miała już nigdy więcej nie spotkać, stał naprzeciwko nowej Lawley; złożonej od nowa z rozbitych, poszarpanych kawałków, które ledwo się trzymały.
    Dlatego najłatwiej było odwołać się do swojej "amnezji". Zadziwiająco dobrze trzymała od niej ludzi z daleka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Na co się tak gapisz? – spytała ostro Cecelia. Jej głos był zachrypnięty, jakby od dawna go nie używała. Miała nadzieję, że nie zauważył, jak jej palce mocno zaciśnięte na pojemniku z odklejonymi liścikami pobielały. Nienawidziła stołówkowego żarcia, bo przypominało jej jedzenie w szpitalu, ale dzisiaj wyjątkowo zapomniała zabrać z domu wcześniej przygotowanego posiłku i była zdana na specjalność bufetu. W przeciwnym razie nie pojawiłaby się w tym pomieszczeniu, za bardzo wystraszona z powodu tłumu osób, który mógłby się na nią gapić podczas posiłku, najwyraźniej czekając na jej załamanie nerwowe.

      Cecelia

      Usuń
  42. Widziała, że coś się zmieniło. Wiedziała, że winę za to ponosiła ona sama. Przecież on nic nie zrobił. To ona była winna. I obwiniała się o każde wypowiedziane słowo, o każdy gest który wykraczał poza ramy ich przyjaźni. Przełknęła głośno ślinę i otuliła zimne ciało bluzą, którą jej podał.
    — Dziękuję. — szepnęła cichym i słabym głosem, idąc tuż obok niego. Zdecydowanie tej nocy miała zbyt wiele myśli. Oczywiście, chciała żeby wszystko było jak dawniej, ale... Nie wiedziała jak on to widział. Może pomyślał, że zrujnowała ich przyjaźń?
    Owe myśli nie opuszczały jej rudej główki, nieprzyjemnie ją nęcąc i odbierając całą przyjemność z jego towarzystwa. Wzięła głębszy wdech i przesunęła po nim swoim spojrzeniem. Milczał. Ileż Ariel by oddała by wkraść się w jego myśli, by przeczytać kilka z nich. Oczywiście, interesowały ją te najbardziej kluczowe, te dotyczące niej. Czy to był egoizm? Nikt nie sądziłby, że posiada go w sobie chociażby odrobinę. Odetchnęła głęboko i dłonią przesunęła po kosmykach mokrych włosów, kręcąc je na palce. Szła blisko niego, marząc o tym by złapał ją za rękę, jednak zamiast tego wcisnęła lodowate dłonie do kieszeni bluzy.
    Kiedy w końcu znaleźli się przed jej domkiem, jej oczy uważnie świdrowały go swoim spojrzeniem. Nie sądziła, że chociażby przytuli ją na pożegnanie, a on ją... Pocałował? O Boże, czy on naprawdę ją pocałował? Zdecydowała jednak, że nie powinna wyolbrzymiać tego faktu, że jego wargi dotknęły jej skóry. W końcu, to nie było nic dziwnego, prawda? To nie było nic wielkiego. Arielle próbowała sobie wmówić owe słowa, a palcami przesunęła po swojej brodzie i wargach. Uśmiechnęła się mimowolnie, widząc postać znikającego chłopaka pośród domków.
    — Dobranoc, Russ... — szepnęła jakby sama do siebie, jeszcze chwilę stojąc przed domkiem.
    Dopiero po chwili weszła do środka i od razu udała się do łazienki. Zdjęła mokre ubranie, dopiero teraz przypominając sobie, że nie oddała mu bluzy. Przez nią na pewno będzie mu zimno... Westchnęła ciężko i wzięła krótki, ciepły prysznic. Była trzecia w nocy, impreza się już skończyła a jej współlokatorki już spały w swoich łóżkach. Ubrała się w cieplutką piżamę i sama także schowała się pod kołdrą, jednak ciężko było jej uspokoić szalejące myśli. Ciężko było jej zasnąć. Zacisnęła mocno swoje powieki, z trudem powstrzymując łzy. Boże, co ona najlepszego zrobiła? Wszystko zniszczyła. Odetchnęła głęboko i dopiero po kilkunastu minutach udało jej się zapaść w sen.
    Obudziła się jako ostatnia, kiedy już nikogo nie było w domku. Westchnęła ciężko i szybko się ubrała, a burzę rudych loków związała tak by opadały na jej ramię. Założyła na drobne ciało sukienkę w kwiaty i dżinsową kamizelkę. Chwyciła telefon, patrząc czy może miała jakąś wiadomość.... Wiadomo od kogo. Ruszyła w kierunku stołówki, na śniadanie. Z jednej strony nie mogła się doczekać aż zobaczy Russella, a z drugiej... obawiała się tego spotkania. Wzięła głębszy wdech i kiedy już wchodziła do odpowiedniego domku, poczuła delikatne klepnięcie w ramię. Zmarszczyła brwi i obróciła się. James. Co on tu robił? Wywróciła oczami, próbując zignorować jego towarzystwo. Wzrokiem szukała Russella.

    OdpowiedzUsuń
  43. Cecelia poczuła dziwne ciepło w sercu, gdy Russell uśmiechnął się krzywo, widząc, że zaczęła się do niego zbliżać. Zaparło jej dech w piersiach. Ten charakterystyczny wyraz twarzy, lekko uniesiony prawy kącik ust... Kiedyś to był uśmiech zarezerwowany wyłącznie dla niej, niesforna obietnica kolejnej przygody. Bliskość Russa zawsze przyprawiała ją o zawrót głowy, drżała zanim jeszcze zdążył jej dotknąć i usychała z tęsknoty, zanim zdążył odejść. Nigdy przed nim i nigdy po nim nie poczuła tego samego, ale teraz między nimi wyrosła przezroczysta ściana. Może chłopak nie mógł jej dostrzec, lecz musiał zdawać sobie sprawę z jej istnienia. A Cece powoli dobudowywała kolejne warstwy do tej bariery.
    – Czy my się znamy? – zapytała jedynie, siląc się na obojętny ton głosu. Przywołała na twarz subtelny uśmiech, teraz nierówny; prawy kącik jej ust opadał nieznacznie w dół mimo nieskończonych godzin rehabilitacji mających zniwelować paraliż prawej strony jej ciała. – Tylko przyjaciele mówią do mnie Cece, a ciebie nie kojarzę – wyjaśniła dziewczyna, nagle uderzając w inny ton: głupiutkiego zdezorientowania. Cieszyła się, że jej dłonie były zajęte, w przeciwnym razie nie ufałaby samej sobie; uderzyła w nią przemożna tęsknota, wręcz obsesyjne pragnienie, by pokonać dzielący ich dystans, by wsunąć drżące palce w jego jedwabiste włosy, by wrażliwymi opuszkami przesunąć po jego twarzy, poznając ją na nowo, by wtulić się w niego i już nigdy nie wypuścić, zapewniając go szeptem, że nie zapomniała, że nie mogłaby zapomnieć, nawet jeśli on już dawno wyrzucił ją ze swojego serca i ruszył do przodu. Kiedy Russell znajdował się z daleka od niej, łatwo było jej się przekonywać, że to był tylko pozbawiony głębszego znaczenia wakacyjny flirt, który umarł śmiercią naturalną wraz z końcem lata. Bez trudu wyobrażała sobie jego przyszłość, w której nawet nie pamiętał imienia dziewczyny, z którą przeżył kilka niezwykle intensywnych tygodni, ale teraz, kiedy naprzeciwko siebie widziała jego twarz, nie potrafiła pogodzić się z ideą, że Russ mógłby uznać ich związek za tak trywialny, podczas gdy oboje w pełni się sobie oddali. Więc skoro ta myśl sprawiała, że świat dookoła niej wydawał się rozpadać i była tak bolesna, że Cecelia nie mogła złapać tchu... Dlaczego sama specjalnie robiła mu coś takiego?
    Omal się nie złamała. Widząc, jak jego twarz wykrzywia się pod wpływem niedowierzania i żalu, jak z trudem przełyka ślinę, z nadzieją błądząc spojrzeniem tych znajomych, cudownych oczu po jej beznamiętnej twarzy w poszukiwaniu najmniejszego przebłysku uczucia, jak szuka odpowiednich słów, którymi mógłby się podeprzeć, ale nie znajduje nic poza zwyczajnym cześć brzmiącym tak głucho w ciszy narastającej między nimi przez ostatnie dwa lata... To było niesprawiedliwe w stosunku do niego, do chłopaka, którego pokochała bez zahamowań i strachu, mimo że wiedziała, jak bolesny czeka ich upadek. Zwilżyła koniuszkiem języka spierzchnięte wargi, czując, jak obręcz wokół jej żołądka jeszcze bardziej się zaciska, w jej gardle powoli narastał gorzki, pozbawiony wesołości śmiech, bo nigdy nie sądziła, że ze wszystkich ludzi to właśnie im zabraknie prawdziwych słów, a przecież to właśnie szczerość zbliżyła ich do siebie w pierwszej kolejności. Zbierała się w sobie, jeszcze nie było za późno, mogła wszystko odkręcić i przez chwilę poudawać zdrową dziewczynę, której brat wcale nie zginął w wypadku, by przekonać się, jak ich spotkanie potoczyłoby się, gdyby na ich drodze nie stanęło życie, ale wtedy jej wzrok przykuła paczka papierosów wystająca z kieszeni jego bluzy i czepiła się jej niczym tonący brzytwy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Palisz? – spytała oskarżycielsko, zdegustowana marszcząc nosek, jakby już mogła wyczuć w powietrzu duszący zapach dymu, mimo że Russell nie zapalił papierosa. Przecież wiedział, jak bardzo nie znosiła tego nałogu, przechodząc obok palaczy wstrzymywała oddech, będąc wyjątkowo przewrażliwioną na tym punkcie. Jak on mógł zacząć palić?! Cece ostatkiem siły woli powstrzymała się przed wygłoszeniem długiej, nużącej tyrady na temat tego, co sądziła o jego nowym uzależnieniu, choć cholernie kusiła ją ta perspektywa; w ten sposób zdradziłaby się jednak z tym, że go okłamała, przywdziewając na twarz maskę mającą ją uchronić przed... Właściwie nie wiedziała przed czym. Russell już raz złamał jej serce, zresztą z wzajemnością. Nie mógł powtórzyć tej sztuczki... Prawda? Zresztą Cecelia nie powinna mieć żadnych oczekiwań. Dlaczego miałaby sądzić, że chłopak pragnąłby się do niej ponownie zbliżyć? Ich związek należał do przeszłości, a ona była kimś zupełnie innym. Sama nie chciałaby mieć do czynienia z niestabilną psychicznie wariatką pozbawioną przyszłości.

      Cece

      Usuń
  44. Z uwagą wsłuchiwała się w jego wizję, wyobrażając sobie wszystko dokładnie. Musiała przyznać, że pomysł był doskonały. Idealna metafora uciekającego szczęścia, pogodni za marzeniami i ucieczką do domu w jednym. Niby wszystko jasne, proste, przedstawione w sposób nieskomplikowany, a jednak perfekcyjnie oddające cały przekaz.
    -Myślę, że jesteś geniuszem, serio. –powiedziała kiwając z uznaniem głową. Sama nigdy by na to nie wpadła. Była fanką prostoty i jasnych przekazów, więc była zachwycona. Natychmiast zgarnęła wszystkie swoje notatki z powrotem do torby. Nigdy nie pozbywała się swoich zapisków, z czasem mogą okazać się potrzebne, więc kolekcjonowała je w niewielkim pudełku pod łóżkiem. Nigdy nie przeszkadzał jej chaos, który wprowadzała, potrafiła się w nim odnaleźć dużo łatwiej, niż w systematycznych notatkach.
    -Z kierowcą nie będzie żadnego problemu. –oznajmiła szybko, nawet nie zastanawiając się nad tą kwestią. Znała idealną osobę, która nigdy jej nie odmówi, więc ten aspekt mieli załatwiony. –Zaczniemy gdzieś z miasta, w otoczeniu kamiennych, zimnych bloków, będziesz otoczony ludźmi ze wzrokiem bez wyrazu, zaślepionymi dążeniem do spełnienia. –zaczęła, powoli układając sobie wszystko w głowie. Nie miała problemu z wyobrażeniem sobie szczegółów, które przecież miały ogromne znaczenie. –Tylko Twoje oczy byłyby normalne, ale smutne. Samochód rusza powoli, najpierw idziesz spacerkiem, uważnie rozglądając się wokół, w poszukiwaniu swojego szczęścia. Samochód przyspiesza, Ty też, szybki marsz nie pozwala zobaczyć już tak wiele, Twój wzrok staje się zagubiony, jakbyś tracił coś, za czym tęsknisz. Znowu trochę szybciej, wychodzimy za miasto. Nie masz już czasu, żeby się rozglądać, panikujesz, stajesz się wolniejszy, nie możesz dogonić samochodu. W tle widać mały wiejski domek, zobaczymy co uda nam się znaleźć. Zauważasz go, a Twój wzrok robi się zawzięty, Twoje nogi pracują dużo szybciej. Wizja celu sprawia, że dużo łatwiej jest przyspieszyć, na granicy możliwości dobiegasz do auta, ale potykasz się, a gdy podnosisz wzrok, jesteś na progu domu. –rozmarzyła się, przez cały czas wpatrując się w punkt gdzieś na ścianie za nim. W oczach pojawiły się iskierki zwiastujące ekscytację.
    -Co myślisz? –zapytała wcale nie kryjąc szerokiego uśmiechu, który pojawił się na jej twarzy. W końcu miał w tym filmie wystąpić, jego zdanie było bardzo ważne.

    Skye
    [Daj spokój, jest genialne! Sama bym nic lepszego nie wymyśliła :P]

    OdpowiedzUsuń
  45. Nie spodziewała się, że zobaczy Russella biegającego, bardziej obstawiała, że był na śniadaniu. Kiedy usłyszała ostry ton jego głosu, mimowolnie się wzdrygnęła. Skierowała na niego swoje spojrzenie, wpatrując się w jego sylwetkę zmęczonymi, mętnymi oczami.
    — A kim jest zainteresowana? Tobą? — w tym samym w jej uszach zabrzmiał złośliwy głos Jamesa, który był tak irytujący, że Arielle nie miała ochoty go słuchać.
    Cały czas wpatrywała się w swojego przyjaciela. Jej kręcone włosy były w nieładzie, a na twarzy nie miała śladów makijażu. Gdzieś w oddali mignęła jej sylwetka Amelii i wtedy doskonale zdała sobie sprawę, że nie była wystarczająco dobra dla Russella. Nie była ani seksowna, ani piękna ani towarzyska. Była tylko jego przyjaciółką, tylko małą Arielką, którą się opiekował, a ona nie miała prawa błędnie odczytywać jego intencji. Nie miała prawa myśleć, że był nią zainteresowany jak dziewczyną. Po chwili spuściła wzrok i głośno westchnęła. Nie miała zamiaru zabierać głosu w ich kłótni, więc sądziła, że jeśli sobie pójdzie, to oni także się rozejdą.
    — Przepraszam, potrzebuje kawy. — wymamrotała słabym głosem, który jednocześnie wciąż był melodyjny i przyjemnie brzmiał w uszach, z tym że był jeszcze bardziej cichy niż zwykle.
    Chciała zobaczyć Russella, tak niewyobrażalnie mocno, ale nie wiedziała co powinna mu powiedzieć. Nie chciała rozmawiać o swoich uczuciach, które odbierały jej oddech i zdolność trzeźwego myślenia. Nie chciała robić sobie żadnych nadziei, ani wierzyć że ich pocałunki cokolwiek znaczyły. Jeszcze ten nieszczęsny James. Dlaczego on za nią chodził? Nie wierzyła, że mogłaby mu się podobać. Nie była tą dziewczyną o którą bili się faceci. Westchnęła podchodząc do ekspresu z kawą i zrobiła sobie latte. Chwyciła kubek w dłoń i usiadła przy jednym ze stolików, znajdujących się na uboczu. Nieprzespana noc dawała się we znaki.
    Kątem oka zaczepiła o kilka pobliskich stolików, przy jednym z nich siedziały jej współlokatorki. Nie miała jednak zamiaru się do nich przysiadać. Nie miała ochoty słuchać o błyszczykach, sukienkach i nowych chłopakach. Potrzebowała wyciszenia, uspokojenia własnych myśli i dojścia do ładu z własnymi uczuciami. Nie mogła uwierzyć, że wczoraj wyznała miłość Russellowi! Mimowolnie przeniosła swoje spojrzenie na drzwi do stołówki, jednak nie zauważyła ani Jamesa, ani Russella. Może to i lepiej?
    Dziś czekał ich ciężki dzień. Mieli jechać do miasta, oglądać zamkowe ruiny, lochy i zwiedzić Stare Miasto jak i cmentarz. Jedna kawa zdecydowanie nie wystarczyła by przetrwać ten dzień.

    OdpowiedzUsuń
  46. Jego słowa Cecelia odebrała jak siarczysty policzek, a przecież właśnie o to jej chodziło. Chciała go od siebie odepchnąć... Prawda?
    Nie. Wychodzi na to, że już się nie znamy.
    Cece tak mocno zacisnęła wargi, że aż pobielały, przeklinając w duchu swoją głupotę. Po co wspominała o papierosach? Podrzuciła mu wskazówkę, niby nic nieznaczącą myśl, ale jeśli Russell myślał o niej z równą częstotliwością, z jaką ona myślała o nim, nie zapomniałby nawet tak drobnej informacji. Wiedział, że uwielbiała lody o smaku Oreo, miała uczulenie na truskawki i niską tolerancję na ludzką głupotę oraz muzykę country. Wiedział, że kiedy była zmęczona, zaczynała zachowywać się jak zołza, ale kiedy to on był głównym powodem jej niewyspania, nagle stawała się potulna niczym baranek. Wiedział, że nie znosiła horrorów i znał skuteczne sposoby na odwracanie uwagi, a nawet na powstrzymywanie jej temperamentu, choć przypominała wulkan, więc zwalczanie jej wybuchu nie było zgodne z naturą. Wiedział o rzeczach małych i dużych, tych z pozoru nieważnych i tych o największym znaczeniu. Choć Cecelia nienawidziła się za tę myśl, zaczęła się zastanawiać, czy podświadomie nie zrobiła tego specjalnie, bo jakaś część jej potrzebowała zatrzymać Russella przy sobie.
    W pierwszym odruchu chciała się cofnąć, jednak jej nogi były jak przyspawane do podłogi. Naruszył jej przestrzeń osobistą w sposób, w jaki nikt od dawna się nie odważył. Obecność Russa wydawała się wysysać całe powietrze z pomieszczenia, aż Cece przestała pamiętać, jak się oddycha. Nie osaczał jej, ale i tak wydawał się pochłaniać całą przestrzeń, wypełniając każdy zakamarek jej jestestwa. Omal nie jęknęła, gdy poczuła jego oddech pieszczący jej skórę. Mocno zacisnęła powieki, oddychając chrapliwie, bo choć ich bliskość nie trwała dłużej niż kilkadziesiąt sekund, i tak wywarła na niej piorunujące wrażenie. Czuła na sobie jego badawcze spojrzenie, niemal słyszała jego ponaglające myśli, gdy nakazywał wykonać jej ruch.
    Wiedziała, że nie powinna.
    Ale tak trudno było jej się powstrzymać.
    Tym razem to ona zrobiła pół kroku do przodu, niwelując dzielący ich dystans. Wczepiła się palcami w jego koszulę, jakby bała się, że jeśli go w ten sposób nie zatrzyma, Russell rozwieje się na jej oczach niczym dym. Byli tak blisko siebie, że tylko milimetry dzieliły ich od zetknięcia się, a wolna przestrzeń między nimi wydawała się skrzyć od elektryczności, wysyłając miliony kłujących iskierek po powierzchni jej skóry. Za pierwszym razem, gdy stanął tak blisko niej, dostała gęsiej skórki; upłynęło tyle czasu, a reakcje jej ciała pozostawały niezmiennie, drżała, czując ciepło promieniujące z jego ciała i męski, upajający zapach, inny a jednak ten sam, wypełniający jej nozdrza. Nie była w stanie spojrzeć mu w oczy, uparcie wpatrywała się więc w ich buty znajdujące się tak blisko siebie. Kiedyś na gumie jej białych Conversów markerem napisał słowa, które do dziś nosiła w sercu. Po powrocie z wakacji z namaszczeniem schowała trampki do pudełka, bo z jednej strony bała się, że się zniszczą i napis się zmyje, a z drugiej nie była w stanie znieść codziennego przypomnienia tego, co straciła.
    Cece mięła w palcach materiał jego koszuli, żałując, że nie mogła oprzeć czoła o jego bark, zaczerpnąć od niego siły potrzebnej do wypowiedzenia tego, co musiało zostać wypowiedziane, ale nie chciała, nie mogła dodatkowo skomplikować tej sytuacji. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby cofając się, dostrzegła w jego oczach przebłysk fałszywej nadziei, bo nie miała mu niczego do zaoferowania oprócz serca, które zostało strzaskane tego samego dnia co jej dłoń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Masz rację. Ona nigdy nie zachowałaby się w ten sposób. Urządziłaby ci piekło na powitanie, musiałbyś wysłuchać całej zawstydzającej tyrady na środku stołówki, a potem kazałaby ci się pocałować, głupku – podjęła Cecelia, uśmiechając się do wspomnień dziewczyny, którą kiedyś była. Jesteś roześmianą radością. Teraz była tylko cyniczną skorupą. – Ale musisz sobie uświadomić, że tej osoby już nie ma. Umarła wtedy na środku drogi, umarła wraz ze swoim bratem, umarła z marzeniami na przyszłość i poczuciem, że jest jeszcze dobro na tym świecie. Im szybciej sobie to uświadomisz, tym łatwiej będzie ci odpuścić. Nie mogę cię obciążać tym ciężarem, rozumiesz? Nie mogę. – Jej głos załamał się, dłonie bezwiednie zacisnęły w pięści. Russella nie było przy niej, gdy stawała się wrakiem i była wdzięczna za to losowi, mimo że przez ubiegły rok przeklinała przeznaczenie już nie raz. Nie zasłużył na to, by zmagać się z podobną sytuacją. A teraz nie zasłużył na to, by próbować się zmagać z jej popieprzeniem i przywrócić ją do stanu używalności. Była zdziwiona, że jeszcze ani słowem nie nawiązał do wypadku, bo to teraz była główna rzecz, która wydawała się ją definiować.
      Cece odetchnęła głęboko, starając się rozluźnić palce kurczowo zaciśnięte na jego koszulce. Wciąż ze spuszczoną głową próbowała nad sobą zapanować.
      – Ale gdyby ta dziewczyna jeszcze istniała... Gdyby była dla niej nadzieja... Chciałaby, żebyś coś wiedział – szepnęła przez zaciśnięte gardło. Podejrzewała, że nie tego Russ oczekiwał po spotkaniu ze swoją byłą miłością, jednak nie miała mu teraz do zaoferowania nic innego. Sprawiła mu ból, a im dłużej będzie się go trzymała, tym większe tortury będzie musiał znosić, porównujac wspomnienia z teraźniejszością. Nie bez powodu starała się nie myśleć zbyt wiele o Russellu, gdy leżała w szpitalnym łóżku, nawet jeśli ich wspólne chwile przynosiły jej ukojenie. – Chciałaby, żebyś wiedział... że ona pamięta, co to znaczy cię kochać. I jakie to uczucie być przez ciebie kochaną.
      Nigdy nie doświadczyła niczego cudowniejszego niż miesiące oferowane jej przez Steeda. Powinien o tym wiedzieć, ale bała się, że jeśli przyzna to na głos, rozklei się, a on mimo wszystko nie będzie w stanie pozwolić jej odejść. Nie, nie jej. Dziewczynie, której wspomnienie tak starannie przechowywał.

      Cece

      Usuń
  47. Udawanie przychodziło jej niespodziewanie łatwo. Wystarczyło, by zamknęła oczy, a szum uczniowskich rozmów zlewał się w jedno, do złudzenia przypominając dźwięk fal monotonnie uderzających o brzeg. Niemal mogła poczuć zapach soli łaskoczący ją w nos, gdy stała na plaży na brzegu oceanu dwa lata temu. Wystarczyło, by Russell objął ją kurczowo – zawsze przytulał ją do siebie tak, jakby bał się, że po raz ostatni trzyma ją w ramionach, nie pozwalał, by choćby najmniejsza przestrzeń wcisnęła się między ich splecione w uścisku ciała – i oparł podbródek o czubek jej głowy, by od razu cofnęła się w czasie do miejsca, w którym czuła się szczęśliwa i osoby, przy której zawsze czuła się bezpiecznie. Przez chwilę nic, co wydarzyło się przez siedemset trzydzieści dni wydawało się nie mieć znaczenia. Ból, ten fizyczny i psychiczny, smutek, poczucie winy, żal, gorycz, nienawiść, strach, słabość, chęć poddania się... Cecelia znowu stała się dziewczyną, która jeszcze nie poznała tych wszystkich uczuć, a przynajmniej nie w takim natężeniu, w jakim towarzyszyły jej po przebudzeniu ze śpiączki. Być może... Być może Russell mógłby stać się jej ucieczką, remedium na całe zło. Ale jak długo byłaby w stanie udawać, mamić się fałszywą rzeczywistością? Jak długo mogłaby żyć przeszłością, która teraz nie miała żadnej racji bytu? Jak długo chłopak byłby w stanie nieść ciężar, jaki narzuciłaby na jego barki?
    Jak długo mógłby oddawać jej swoje powietrze, dopóki sam się nie udusi?
    Dlaczego musiał to wszystko utrudniać, dlaczego nie dostrzegał, że robiła to dla ich dobra, że być może spotkali się właśnie teraz po to, by zamknąć za sobą ten rozdział i odciąć się od przeszłości? Russ w tej chwili wydawał się być jednym łącznikiem między nową Cecelią a Cece, którą była kiedyś. To dzięki niemu przetrwała, dzięki miłości do niego, ale również z powodu tego uczucia tkwiła w zawieszeniu, nie mogąc zapomnieć. Może nadszedł czas, by bez sentymentu przeciąć tę linę i spróbować zbudować świat wokół siebie na nowo? By odkryć samą siebie na nowo? Ale jak miała to zrobić, kiedy Russell był obok niej, przytulał ją, delikatnie masując skórę jej głowy i zapewniając, że gdyby tylko mógł, byłby przy niej przez cały czas?
    – Nie mów tak – poprosiła szeptem. Nie powinien nazywać jej skarbem. Nie powinien podtrzymywać ich wspólnych złudzeń. – Nie znasz mnie. Minęły dwa lata, podczas których wszystko się zmieniło i nie możemy udawać, że to nie ma żadnego znaczenia. Ty też już nie jesteś taki sam. Proszę, im dłużej będziemy trzymać się tej iluzji, tym gorzej będzie nam się potem rozstać. Nie oszukujmy się.
    Jej czyny przeczyły jednak jej słowom. Wiedziała, że to niewłaściwe, że we wspomnieniach prawdopodobnie wyidealizowali się wzajemnie i kiedy tak nieoczekiwanie stanęli naprzeciwko siebie, emocje wzięły górę nad rozsądkiem, jednak w tej chwili nie potrafiła kierować się rozumem. Podczas gdy wręcz błagała go o to, by odwrócił się i odszedł, jej dłonie w końcu rozluźniły uścisk na koszuli i pewnie objęły chłopaka w pasie, splatając palce na jego plecach. Cece musiała nieznacznie wspiąć się na palce, by wtulić twarz w zagłębienie między obojczykiem a szyją, głęboko wdychając powietrze, tak cudownie pachniał. Kiedy trzymała dystans, łatwo było jej się hamować, ale teraz niemal samoczynnie zaczęła go dotykać, pragnąc, by on również nie przerywał. Niemal zapomniała, jak ich ciała idealnie się w siebie wpasowywały; tam gdzie ona była miękka, tam on był twardy. Liczyło się tylko to uczucie. Jakby znowu gdzieś pasowała, do kogoś przynależała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Russ... – próbowała jeszcze protestować, jednak nawet w jej uszach zabrzmiało to słabo. Zawsze zbyt łatwo przychodziło mu ją przekonać.
      Dopiero teraz Cecelia uświadomiła sobie, że przyciągnęli sporo uwagi. Zabawne, jak niewielkie to miało dla niej znaczenie, gdy znalazła się w ramionach Russella, chociaż jeszcze godzinę wcześniej pewnie musiałaby się zmierzyć z napadem paniki. Wiedziała, że teraz go nie przekona, że dopóki sam nie odkryje, że nie łączy ich już to samo, co kiedyś, wtedy dopiero uświadomi sobie, że najlepszym wyjściem dla nich będzie... Unikanie się nawzajem i udawanie, że się nie znają.
      – Dobrze. Dostaniesz swoje teraz – obiecała, jednak między jej brwiami pojawiła się zmarszczka wywołana zmartwieniem. Co jeśli teraz im nie wystarczy? Nagle przerwa obiadowa wydała jej się zbyt krótka. Cała wieczność wydała jej się zbyt krótka. – Ale potem... – Nie dokończyła. Nie wiedziała, co się wydarzy potem. Wcześniej wydawało jej się, że wie dokładnie, co powinna zrobić, jednak łatwo było o tym zapomnieć, gdy pewnie otaczał ją ramieniem w talii, prowadząc w dół korytarza i osłaniając przed ciekawskimi spojrzeniami. Nigdy nie była w tej części szkoły, trzymała się z daleka od akademika, bo nie miała powodu, by w nim przebywać, lecz wyglądało na to, że właśnie w tamtym kierunku zmierzał Russell. Jej usta rozciągnęły się w nikłym uśmiechu.
      – Kiedyś obiecałeś mnie porwać, ale miałam nadzieję na lepszą miejscówkę niż to. Obniżyłeś swoje standardy – mruknęła pod nosem. Nie sądziła, że kiedykolwiek odzyska chęć do droczenia się.

      Cece, której autorka już nie ogarnia, bo nie tak miała się zachowywać, Russ mi ją zepsuł

      Usuń
  48. Cece chyba zapomniała, jak się oddycha. Chciał się z nią spotkać poza terenem szkoły? W pierwszej chwili pojawił się strach, bo jeśli to miała być randka... Szybko jednak powstrzymała własne myśl, zanim zabrnęła w tę stronę. Russ był cholernie przystojny. Zabawny. Bezpośredni. Kiedy zniknęła z jego życia, zapewne nie miał problemów ze znalezieniem dziewczyny, która dostrzegłaby wszystkie jego zalety. Była jednak zbyt wielkim tchórzem, by wprost zapytać go, czy kogoś ma. Nie miałaby do niego pretensji, bo przed rozstaniem ustalili, że zapomną o sobie i spróbują ruszyć dalej. Sama Cece jednak przez bardzo długi czas nie mogła wyleczyć się z chłopaka, nie była w stanie wyobrazić sobie, że jakieś inne ramiona będą ją obejmowały, że inne usta będą ją uciszały długimi, pełnymi pasji pocałunkami, a potem wydarzył się wypadek i... No cóż, znalezienie sobie chłopaka na pewno nie było jej priorytetem. Russ był jej pierwszym i przez bardzo długi okres czasu jedynym.
    – Russell... Naprawdę nie powinniśmy... – szepnęła Cecelia z nieszczęśliwą miną, bo to, na co miała ochotę, a to, co musiała zrobić, nagle znalazło się ze sobą w opozycji. Najchętniej już teraz złapałaby go za dłoń i poprosiła, żeby ją stąd zabrał, po co mieli czekać do wieczora, jednak jej rodzice od czasu wypadku stali się nadopiekuńczy i gdyby dowiedzieli się, że opuściła choć jedną lekcje bez poinformowania ich, gdzie się wybiera, podnieśliby alarm. Ale przecież odkąd go tylko zobaczyła, oniemiałego wpatrującego się w nią na stołówce, jakby wydarzył się cud, o którym nawet nie śmiał marzyć, próbowała przekazać mu, że to nie jest właściwe. Była zbyt zagubiona, zbyt niestabilna, aby stworzyć z kimś poważny związek, a zostanie przyjaciółką Russella kojarzyło jej się z najgorszą torturą, jaką mogła sobie wyobrazić.
    Wepchnęła ręce głęboko w kieszenie bluzy, próbując powstrzymać się przed wyciągnięciem ich w stronę chłopaka. Wciąż chciała go dotykać, jakby potrzebowała upewnić się, że jest materialny.
    – Zaraz się obudzę i okaże się, że to sen... – mruknęła, przechylając głowę na bok. – Ale jeśli to sen to mogę robić wszystko, na co mam ochotę, bez żadnych konsekwencji, prawda? – spytała retorycznie, nieznacznie przegryzając wnętrze policzka. – Chyba chcę ci powiedzieć, że byłabym bardzo zadowolona... Gdybyś przyjechał po mnie wieczorem.
    Jej dom powoli stawał się dla niej grobowcem, w którym została pochowana jeszcze za życia. Russ nie miał pojęcia, nikt nie wiedział... Chociaż może mógłby stać się pierwszym, któremu o tym opowie. Kiedy będzie już gotowa.
    Nagle chciała opowiedzieć mu o wszystkim. Dosłownie o wszystkim, a przecież do tego będą potrzebne dni, miesiące, może nawet lata. Jeśli tylko Russell będzie gotowy poświęcić jej swój czas, być może uda jej się znaleźć odpowiednie słowa.
    – Tak bardzo cię stresuję? – zapytała Cece, a kąciki jej ust drgnęły. To jeszcze nie był uśmiech, ale zdecydowanie był temu najbliższy od wielu tygodni. W innych warunkach pewnie można by to uznać za flirt. Gdyby Russell uważnie się przypatrzył, być może dostrzegłby przekorne ogniki błyszczące w jej oczach, jednak zbyt szybko odwróciła wzrok, gdy uświadomiła sobie, że jej spojrzenie nazbyt chętnie błądziło między jego wargami a skrawkiem skóry, który odsłonił, odpinając guzik koszuli. Jej uwagę nagle przyciągnęła odchodząca ze ściany farba, którą podważyła paznokciem i zaczęła ścierać, poświęcając temu zajęciu maksimum swojej koncentracji. Cecelia, jak na przykładną uczennicę rozszerzającą biologię oraz chemię przystało, powtarzała sobie, że jej nagła potrzeba bliskości wynikała z produkcji endorfin oraz oksytocyny, które uwalniały się w momencie przytulenia, a teraz jej układ nagrody w mózgu domagał się dalszego stymulowania produkcji hormonów szczęścia poprzez kontakt fizyczny. Bo łatwiej było jej udawać, że nie ma żadnego wpływu na reakcje własnego organizmu i jest to czysta reakcja biologiczna, niż faktycznie przyznać, że go potrzebowała, że pragnęła znowu wtulić się w jego ciepło i nareszcie dopuścić kogoś do siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Przecież i tak mnie zapytasz, niezależnie od tego, czy wyrażę zgodę – zauważyła Cece, jednak nie wydawała się być z tego powodu zła. Taki po prostu był Russell; nie czuł potrzeby krycia się ze swoimi myślami, nie hamował się, kiedy na czymś mu zależało. Dziewczyna była zaskoczona tym, jak odmiennie czuła się w jego towarzystwie. Do tej pory każda próba rozmowy z nią na temat wypadku kończyła się jej nagłą apatią i wycofaniem się lub, wręcz przeciwnie, napadami szału. Na samą myśl, że miałaby zwierzyć się nieznanym ludziom z tego, co się wydarzyło, zaczynała mieć mdłości, jednak Russ nie był obcy. Było niemal tak, jakby od ich ostatniego spotkania minął tylko tydzień, jakby rozstali się na kilka dni, nie na kilka lat. Sądziła, że będzie czuła się źle w jego towarzystwie, bo Steed będzie oczekiwał spotkania ze starą Cece, jednak wcale nie czuła się niekomfortowo, a on nie patrzył na nią jak na zepsutą zabawkę, porcelanową lalkę pokrytą pęknięciami, z którą trzeba obchodzić się ostrożnie, bo w przeciwnym wypadku pęknie i rozpadnie się na kawałeczki. Rodzina, przyjaciele, nauczyciele, znajomi... Zachowywali się tak, jakby tamtej nocy Cecelia umarła wraz z Joshem. Do tej pory wszyscy chodzili wokół niej na palcach, obchodząc się z nią jak z jajkiem, ale choć Russell wydawał się być ostrożny, nie był niepewny oraz nadmiernie delikatny. Wszyscy chcieli, żeby Cecelia z nimi porozmawiała, żeby w końcu opowiedziała, co pamięta z tamtego dnia, żeby wyrzuciła z siebie to wszystko, ale za każdym razem, gdy otwierała usta, słowa zaczynały dławić ją w gardle, dusząc ją. Dlatego prawie przestała się odzywać, jednak wydawało jej się, jakby przy chłopaku łatwiej było jej zaczerpnąć tchu, jakby ciężar przygniatający jej klatkę piersiową się zmniejszył. Otoczyła się murem zbudowanym z obezwładniającej ciszy, stworzyła odpychającą maskę milczenia, przez którą niezdolne były się przedostać kolejne prośby czy groźby. Ludzie nie lubili bezgłosu, bo kojarzył im się z martwotą. Cisza sprawiała, że czuli się nieswojo, niekomfortowo, a ponieważ Cece czuła się obnażona pod ich oceniającymi spojrzeniami i szeptami, zaczęła wykorzystywać milczenie jak oręż; jedyny sposób, w jaki faktycznie mogła się chronić. Nie miała światu nic do wyznania. Gdyby zaczęła mówić... To, co się wydarzyło, stałoby się rzeczywiste, a tak wciąż mogła udawać, że Josh wyjechał studiować do Londynu, tak jak zawsze planował i jest zbyt zajęty nauką, by ich odwiedzić, podczas gdy dłoń Cecelii nadal jest w pełni sprawna i na jesieni uda się do Harvardu, by spełnić marzenie o zostaniu chirurgiem. To była gra, którą prowadziła sama ze sobą.
      Ale wszyscy chcieli z nią nieustannie rozmawiać, niszcząc tę iluzje. Z drugiej strony stała naprzeciwko chłopaka, którego niegdyś kochała, a może do którego wciąż coś czuła... I to już samo w sobie wydawało się być nierzeczywistą wizją, więc nie miała nic do stracenia. Bała się, że być może Russell faktycznie zacznie na nią inaczej patrzeć, a ona nie będzie w stanie tego znieść, jednak z drugiej strony zmieniła się. On też się zmienił. Minęły dwa lata. Oczywiście, że nie będzie patrzeć na nią w ten sposób, ale po raz pierwszy pomyślała, że być może nie ma w tym nic złego.
      Wzruszyła nieznacznie ramionami, opierając się plecami o ścianę naprzeciwko chłopaka.
      – Jesteś Russellem – stwierdziła jedynie, jakby to była najoczywistsza rzecz pod słońcem, że ze wszystkich ludzi na świecie akurat on mógł sobie pozwolić na wszystko w stosunku do niej. – Nie potrzebujesz mojego pozwolenia.
      Chociaż gdyby teraz spróbował ją pocałować, prawdopodobnie doczekałby się siarczystego policzka.

      Cece, którą trochę poniosło z długością, to pewnie zasługa twoich pięknych serduszek<3

      Usuń
  49. Kiedy jakaś myśl zakorzeniła się w głowie Skye to już nie było wyjścia, myślała o niej tak długo, aż w końcu wymyśliła to, co potrzeba. Dlatego tak dobrze jej szło z pisaniem scenariuszy, o ile oczywiście temat nie sprawiał jej problemów. Zazwyczaj jednak wszystko układało się po jej myśli, i cały projekt kończyła zdecydowanie szybciej niż cała reszta grupy. Filmowanie było jej pasją od zawsze, już w domu dziecka przy użyciu zabawkowej kamery nagrywała sceny i tworzyła swoich osobistych aktorów. Szczególnie podobało jej się odgrywanie scen z filmów czy bajek, które puszczali tylko raz w tygodniu. Jednak dzięki jej pamięci razem z dzieciakami mieli rozrywkę na dużo więcej czasu, niż zwyczajowe dwie godziny.
    -Masz rację.. –zamyśliła się na chwilę, kiedy dotarło do niej, że się zapędziła w swoich wyobrażeniach. Często się tak działo, bo nie lubiła być niczym ograniczana, ale tu musiała przemyśleć swoją pozycję. W prawdzie można dołożyć ludzi w programie, bardziej skomplikowane rzeczy już robiła, ale Russ dobrze wyczuł, że film straci wtedy swoją prostotę. –Bez ludzi w takim razie. Zimna cegła kamienic powinna oddać klimat, jak myślisz? –zapytała patrząc na niego z uwagą.
    Faktycznie, szybko poszło ułożenie scenariusza, ale to nie było wszystko. Wszystko co znajdowało się w kadrze miało wpływ na jakość filmu i to, jak zostanie odebrany.
    -Musimy jeszcze przemyśleć sprawę pory dnia i Twojego stroju. –zaczęła przyciągając nogi pod brodę i opierając je na brzegu fotela, który zajmowała. –Myślałam, żeby zacząć od wieczora, fajnie by było, gdyby akurat padało, taki ponury nastrój pasuje do początku, a koniec mógłby się już dziać w dzień przy wschodzącym słońcu. Ludzie chyba lubią takie metafory, nie? –zapytała, nie będąc do końca pewna swojej wizji. Na tym polegał cały jej problem. Wiedziała, co jej się podoba, ale z gustami oglądających się nie dyskutuje, a ciężko w nie trafić.

    Skye

    OdpowiedzUsuń
  50. Pogrążona we własnych myślach zamoczyła wargi w gorącym napoju. Dopiła kawę i już chciała iść po następną, myśląc także o tym, czy może powinna była coś zjeść? Nie miała jednak apetytu, ani trochę. Wiedziała jednak, że czeka ją bardzo produktywny dzień, więc zamierzała wmusić w siebie chociażby kanapkę z serkiem, pomidorkiem i ogórkiem. Już zamierzała wstać, kiedy usłyszała dziwny hałas. Dobiegał z zewnątrz, więc Arielle szybko dodała dwa do dwóch. Nie czekając szybkim krokiem wyszła ze stołówki i zobaczyła, jak James wymierza silny cios Russellowi. Jej Russellowi. Zacisnęła wargi w wąską linię, a jej oczy niemalże się zaszkliły. Co to miało znaczyć? Co oni sobie wyobrażali? Jak mogli się bić na szkolnej wycieczce? Owe pytania kłębiły się w głowie rudowłosej. Przez chwilę stała na schodkach jak sparaliżowana, nie mogła się ruszyć. Oni chyba nawet jej nie zauważyli, ale szybko odzyskała zdolność trzeźwego myślenia i podbiegła do nich, chcąc ich rozdzielić. James był okropnie narwany, a i Russ był wściekły, co Arielle od razu zauważyła.
    — Hej! Przestańcie, natychmiast! — weszła pomiędzy nich i niespecjalnie obchodził ją fakt, że mogła stać się przypadkową ofiarą tej bójki.
    Złapała delikatnie Russella za ramiona i szepnęła kojąco do jego ucha.
    — Nie rób tego. Ty taki nie jesteś. Nie jesteś jak on. — przywarła delikatnymi i miękkimi wargami do jego ucha, próbując go uspokoić, zniwelować złość i wściekłość. Objęła delikatnie dłonią jego żuchwę i patrząc mu prosto w oczy dodała. — Nie odsunę się, dopóki się nie uspokoisz.
    Mówiła całkowicie poważnie, nie zamierzała odejść, zostawić go w takim stanie. Musiała o niego dbać, troszczyć się. Zauważyła, że miał rozciętą wargę, delikatnie przesunęła wzdłuż niej kciukiem.
    — Trzeba cię opatrzyć. Pójdziesz ze mną? — zapytała cicho, patrząc mu w oczy. Powoli wycofała dłonie z jego ciała, nie chciała by źle ją zrozumiał.
    Jamesa całkowicie zignorowała i miała nadzieję, że już sobie poszedł. Russell nie mógł mieć przez niego problemów, a ona miała zamiar o to zadbać.


    I dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  51. | Biorę co popadnie, więc jeśli mówisz, że na coś takiego bardziej nadaje się Russell, to przybyłam do Russella. c: |

    Coley

    OdpowiedzUsuń
  52. Cecelia zmarszczyła brwi. W pierwszej chwili nie rozumiała, dlaczego Russell był na nią taki zły, dlaczego to jego słów wkradł się jad, bez wątpienia wywołany cierpieniem. Zapomniała, jak wielką władzę posiada się nad kimś, kto cię kocha, jak jedno nieostrożne słowo mogło doprowadzić do lawiny dalszych nieporozumień i wzrastającej emocjonalności. Pociągnęła go dwa razy za rękaw koszuli. Zastanawiała się, czy pamiętał. Chociaż dwa lata temu był niższy niż teraz, wciąż znacząco przewyższał ją wzrostem i nawet wspinając się na palce u stóp, nie była w stanie dosięgnąć jego ust, dlatego zawsze, gdy chciała go pocałować, ciągnęła dwa razy za rękaw jego koszulki i Russ z tym swoim zawadiackim uśmiechem pochylał głowę, by mogła przycisnąć usta do jego miękkich warg. Ten gest uspokajał go także w czasie kłótni i sprawiał, że kiedy na nią spoglądał, jego rysy miękły i nabierały łagodności, jakby zupełnie go tym rozczulała.
    Cecelia z trudem przełknęła ślinę. Powinna na to przystać. Powinna powiedzieć, że wolałaby, aby to był sen i by po przebudzeniu nie musiała znowu go widzieć, bo wprowadzał tylko chaos. Ale teraz, gdy już się odnaleźli, nie mogła znieść myśli, że znowu miałaby zostać sama z poczuciem zaprzepaszczonej szansy.
    Nie była w stanie go puścić, a jednocześnie nie chciała go zatrzymywać.
    – Niczego od ciebie nie wymagam – zaczęła Cece cicho. Wiedziała, że to nie było coś, co chciał usłyszeć, jednak musiał wiedzieć, że był wolny i mógł w każdej chwili odejść. Nie miała do niego żadnych praw. – Ale nie chcę, żebyś zniknął. Już raz to zrobiłeś. Nie chciałabym, żeby to był sen, bo nawet gdybyś przez tych kilka godzin był mój, nie mogłabym cię zatrzymać. A teraz mogłabym spróbować... – Zamilkła. Co ona najlepszego robiła?! Nie powinna go wpuszczać do swojego życia. Nie powinna przyznawać, że teraz chciałaby go zatrzymać przy sobie, nawet jeśli to miało trwać nie dłużej niż mgnienie oka.
    Drgnęła niespokojnie, wyglądając jak spłoszone zwierzę uwięzione w klatce. Za plecami czuła ścianę, a przed nią stał Russell, odcinając jej drogę ucieczki i wyraźnie czekając na odpowiedź. Nie spodziewała się, że właśnie takie pytanie jej zada, spodziewała się czegoś bardziej... trywialnego, tymczasem chłopak odsłonił się przed nią. Pokazał, że wcale nie zależy mu na platonicznej, powierzchownej relacji, że zamierza znowu zawalczyć. Kolejna rzecz, na którą nie powinna mu pozwolić. Aż sama zaczynała się gubić w ilości zakazów, które powinna mu narzucić.
    – Bo kiedy zaczniesz to budować, przez długi czas będziesz musiał budować sam. Bo mogę trzymać się ciebie tak mocno, że cię uduszę. Bo nawet jeśli ty będziesz silny, ja jestem słaba, Russ! Wybrakowana. Popatrz. – Próbowała rozciągnąć twarz w szerokim uśmiechu, ale choć mięśnie po lewej stronie zadziałały bez zarzutu, kącik ust i powieka po prawej stronie nieznacznie opadały w dół, nadając jej asymetryczny wygląd mimo wielu godzin ćwiczeń mających za zadanie zniwelować działanie paraliżu. Nie była na tyle próżna, by na co dzień stanowiło to dla niej duży problem, jednak w jego oczach chciała być najpiękniejsza. Uniosła w powietrze prawą rękę, maksymalnie rozprostowując palce, a wtedy jej dłoń zaczęła drżeć niekontrolowanie, jednocześnie ujawniając blade blizny, jedne poszarpane i nierówne, drugie idealnie proste, przecinające powierzchnię skóry. Palcami lewej dłoni otoczyła swój nadgarstek, przyciągając trzęsącą się rękę do klatki piersiowej, zastanawiając się, czy Russell rozumiał, co to dla niej oznaczało. Chirurgia pozostawała poza jej zasięgiem, a ona nie potrafiła sobie wyobrazić innej ścieżki kariery. A to był zaledwie wierzchołek góry lodowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Mój dom to jakieś popieprzone sanktuarium mojego nieżyjącego brata. Od czasu wypadku nie siedziałam za kierownicą, a kiedy moja matka widzi, że wsiadam do samochodu jako pasażer, zaczyna płakać i błaga mnie, żebym wróciła bezpiecznie. Muszę się nieustannie meldować i pewnie mogę zapomnieć o studiowaniu w innym mieście niż Chicago, właściwie nie mogę opuszczać domu. Chodzę na grupową terapię, na której nie wypowiedziałam ani słowa i chyba jest ze mną coś nie tak, bo historie innych wcale nie sprawiają, że czuję się lepiej, najchętniej przywaliłabym każdemu z osobna. W jednej chwili jest dobrze, a w drugiej czuję gniew i mam wyrzuty sumienia, bo ja żyję, a on nie. Wszyscy traktują mnie tak, jakbym umarła razem z Joshem i być może faktycznie tak jest, bo od tamtej pory ani razu nie poczułam, że żyję. Cały czas uciekam, biegam tak długo, aż nie jestem w stanie postawić następnego kroku i z ekstremalnego wycieńczenia wymiotuję, bo inaczej nie potrafię się uspokoić. Naprawdę chcesz próbować zmierzyć się z takim popieprzeniem?! – Russell miał dziewiętnaście lat, powinien dobrze się bawić, jego życie powinno być łatwe i przyjemne, powinien być szczęśliwy, a nie siedzieć zamknięty na cztery spusty z pogrążoną w żałobie dziewczyną i próbować wyciągnąć ją z tego mrocznego miejsca, w którym się znalazła. Po sposobie, w jaki na nią patrzył, poznawała, że będzie chciał ją wyleczyć, że stanie się jej oparciem mającym przeprowadzić ją przez najgorszy okres jej życia, jednak nie na tym polegała miłość. Nie takiego związku pragnęła; związku, w którym on będzie tylko dawał, a ona tylko brała. Zniszczyłaby go.
      – Bo nie mogę ci dać tego samego, co wcześniej – przyznała ciszej Cece, w jej głosie brzmiała rezygnacja. Wypowiedzenie tych słów kosztowało ją więcej, niż przypuszczała, ale jeżeli po tym wszystkim Russell wciąż będzie chciał się pakować w tę relację bez racji bytu, bez żadnej przyszłości, powinien wiedzieć już na starcie, jak wielkie spustoszenia dokonały się w jej życiu. Ostrożnie uniosła drżącą dłoń, tę której nienawidziła i ułożyła ją na tej twarzy, którą kochała. – A ty nie zasługujesz na półśrodki. Zasługujesz na tę dziewczynę, którą byłam dwa lata temu, która zakochała się w tobie bezwarunkowo i do szaleństwa, nie zważając na to, że na końcu będzie miała złamane serce.
      Teraz Cecelia była o wiele bardziej zachowawcza. Pamiętała ból po stracie Josha i nie chciała się już więcej do nikogo tak przywiązać. Życie zbyt łatwo przeciekało przez palce, zbyt łatwo można było zostać skrzywdzonym. Russell zasłużył na kogoś bez wątpliwości, bez strachu, a ona mogła tylko pociągnąć go za sobą na dno. Przestała wierzyć w szczęśliwe zakończenia, bo choć chłopak mógł sprawić, że zaczną jej się trafiać dobre dni, a nawet bardzo dobre, potem bez wątpienia czekały ją doły. Nie chciała, by był wtedy przy niej, by to widział, by ta zniszczona dziewczyna zajęła w jego sercu miejsce tej, która kiedyś go w sobie rozkochała jednym spojrzeniem. Ostrożnie pogładziła kciukiem skórę na jego policzku, zastanawiając się, jakby to było znów codziennie go dotykać, całować, nazywać swoim, tworzyć wspólną rzeczywistość, do której nikt inny nie miałby dostępu. Wszystkie powody, dla których powinna go odepchnąć, niemal zupełnie wyparowały z jej głowy, gdy jej umysł wypełnił się wspomnieniami. Ale to była ich przeszłość, która nijak się miała do ich obecnej sytuacji. Teraz nie otaczała ich piaszczysta plaża, nie będą oglądali zachodu słońca nad oceanem, Russ nie będzie wpychał jej do basenu, a ona nie będzie wskakiwała mu na barana, kiedy kierował się w stronę jej ulubionej budki z lodami. Może ich przelotny romans faktycznie był tylko wakacyjnym flirtem, który nie miałby szansy rozwinąć się w warunkach codzienności?

      Usuń
    2. Był tylko jeden sposób, by się przekonać. Ponownie dać mu szansę. Tylko Cecelia nigdy nie sądziła, że nadejdzie moment, w którym będzie chciała wychylić się ze swojej skorupy i faktycznie spróbować ruszyć do przodu. Problem w tym, że pozostawała podejrzliwa względem prawdziwych motywów kierujących Russellem, jednak wydawał się być szczerze zaskoczony, gdy wspomniała o wypadku.
      – Powiedz, że nie robisz tego, bo masz wyrzuty sumienia, że cię przy mnie nie było – poprosiła, a w jej zielonych oczach, zazwyczaj czujnych i ostrożnych, tym razem zalśniła bezbronność. – Powiedz, że nie jest ci mnie żal, że chcesz spędzić ze mną czas nie dlatego, że czujesz, że jesteś mi coś winny, a dlatego, że naprawdę tego pragniesz. Nie zniosę, jeśli kiedykolwiek spojrzysz na mnie z litością i uświadomisz sobie, że się pomyliłeś, że po prostu odezwały się w tobie sentyment i poczucie winy.

      Cece, która tak naprawdę już zapomniała o wszystkich powodach, dla których powinna się od niego trzymać z daleka, ale drama musi być

      Usuń
  53. [Oooo dziękuję ślicznie, aż mi się cieplej na serduszku zrobiło ♥ Wpadam tutaj, bo myślę, że z Russellem łatwiej uda się coś wykombinować, chociażby dlatego, że Steph, tak samo jak on, zachowuje się inaczej wśród znajomych, a inaczej, kiedy jest sama. Co prawda, jakiegoś konkretnego pomysłu na razie nie mam, ale może zrobić z nich przyjaciół z dzieciństwa? Takich rozumiejących się bez słów, mających same głupie pomysły, nierozłącznych, do czasu przeprowadzki jednego z nich. Później Russell znalazłby się w tej samej szkole, co Steph i no, doszłoby do spotkania po latach, czy coś :') ]

    Stephanie

    OdpowiedzUsuń
  54. [Jej ojciec mógłby pochodzić właśnie z Phoenix, więc mieszkałaby tam przez większą część swojego życia, aż do momentu, kiedy to jej rodzice postanowili wyprowadzić się do Chicago. Także pasuje, jak najbardziej!]

    Stephanie

    OdpowiedzUsuń
  55. Jego pytanie zabrzmiało jakby pytał kiedy urodzi dziecko. Zaśmiała się pod nosem, kiedy sobie to uświadomiła, a kiedy dotarło, że wcale nie o to pytał, tylko o termin oddania projektu, natychmiast się uspokoiła. Mogło to wyglądać niepokojąco, szczególnie, że miny które robiła ewidentnie wskazywały, że w głowie toczy jakąś osobistą walkę, ale jakoś mało się tym przejmowała.
    -Dwa tygodnie. Do następnego piątku. –odpowiedziała, zastanawiając się nad tym samym. Weekendy odpadały też ze względu na to, że musiała pracować, więc jedynym wyjściem było urwanie się ze szkoły. –Jak dobrze pójdzie, wystarczy tylko jeden dzień. Gdybyśmy zaczęli od samego rana myślę, że byśmy się wyrobili. Chyba nie będzie takiej tragedii, jak odpuścimy sobie jeden dzień, hm? –zapytała, zastanawiając się, czy aby na pewno. W jej przypadku mogło być różnie, oceny miała raczej mizerne, szczególnie z geografii. Co ją podkusiło, żeby sobie wybrać takie rozszerzenie. Ale trudno, kariera filmowa ważniejsza, jakoś się później podciągnie, a przynajmniej taką ma nadzieję.
    Zaśmiała się razem z nim na tą uwagę o super produkcji. Jasne, to tylko koło filmowe, ale jak się myślało o swojej przyszłości właśnie w tym kierunku, to nie można było nic robić na pół gwizdka. Zachowała to jednak dla siebie, większość znajomych zbywała ją tylko pobłażliwym uśmiechem, kiedy mówiła kim chce być w przyszłości. Doskonale wiedziała, że dostanie się do branży nie jest takie proste, ale kto powiedział, że jej się nie uda?
    -Herbatę. Zieloną. –poprosiła wyglądając przez okno i zastanawiając się co jeszcze muszą przedyskutować w związku z filmem. Zaczekała aż chłopak wróci, po czym odezwała się trochę niepewnie. –Miałbyś coś przeciwko wystąpienia bez koszulki?

    Skye, która wcale się nie napala, wcale!

    OdpowiedzUsuń
  56. Tak łatwo przychodziło jej zagubić się w jego objęciach, znaleźć w nich spokój, który ogarniał nie tylko jej ciało, ale także zmaltretowaną duszę. Uniosła głowę, napotykając jego uważne, jasne spojrzenie i zrozumiała, że być może naprawdę istniała dla nich nadzieja, jeśli tylko będą na tyle odważni, by się jej chwycić.
    – Chcę, żeby tym razem było inaczej – wyznała Cece, przegryzając dolną wargę. Bała się, że Russell będzie chciał wrócić do okresu, w którym tak wiele ich łączyło, że będzie tkwił w nierealnym wyobrażeniu, łącząc przeszłość z teraźniejszością i dopiero teraz dotarło do niej, jak bardzo się myliła. Oboje dojrzeli, zmieniło się ich podejście do życia, w tym także do związków. Nawet jeśli przed dwoma laty czuli, że trafiło im się coś wyjątkowego, coś, czego nigdy nie uda im się skopiować czy powtórzyć, to wciąż była dla nich zabawa, bo byli młodzi i wiedzieli, że nie istniała dla nich przyszłość, przynajmniej nie w tamtym okresie. A teraz dostali drugą szansę. Kręciło jej się w głowie, nie mogła uwierzyć, że mieli zamiar spróbować, przecież to było istne wariactwo... Ale po raz pierwszy od dawna nie czuła lęku. Była podekscytowana. – Nie spieszmy się, dobrze? Tym razem mamy tyle czasu, ile potrzebujemy. Chcę, żebyśmy spróbowali zbudować coś trwałego. Chcę stworzyć te nowe wspomnienia razem z tobą, do których będziemy mogli wracać bez tęsknoty, bólu i sztucznych oczekiwań. Nie będzie łatwo... Ale pragnę tego samego co ty.
    Wcześniej cofała się przed jego dotykiem, teraz wręcz obróciła twarz, by ułatwić mu sunięcie smukłymi palcami po krzywiźnie jej szczęki. Zazdrościła mu tej pewności, łatwości, z jaką muskał jej skórę, bo choć sama nie marzyła o niczym innym, jak o ponownym zapoznaniu się z konturami jego ciała, jej palce pozostawały zakrzywione i nieruchome, powtórnie wczepione w jego koszulę, jakby myślała, że Russell mimo wszystko odwróci się na pięcie i odejdzie. Nie mogłaby go winić. Jeżeli postanowi zostać u jej boku, będzie musiał się zmierzyć z wieloma przeciwnościami. Do tej pory Cece nigdy nie sądziła, że uda jej się uwolnić od demonów. Nawet nie miała zamiaru próbować, bo nie wierzyła, że to możliwe. Ale dla Russa... Dla niego była gotowa podjąć ten wysiłek, skoro on był gotowy zawalczyć o nią.
    W jej szmaragdowych oczach zalśniły łzy. Nie płakała od wielu miesięcy, niezdolna do przezwyciężenia działania czarnej dziury, która pojawiła się w miejscu jej serca, ale słowa Russa sprawiły, że tama w końcu pękła. Wcześniej ukrywała łzy, uznając je za objaw słabości, do której nie miała prawa, jednak teraz nie próbowała się chować, nie przed nim, nie kiedy otworzył się przed Cece, dając jej poczucie komfortu i akceptacji, której nie zaznała od dawna. Nieważne, jak abstrakcyjnie w tym momencie to dla niej brzmiało, Russell pragnął być przy niej, nawet kiedy będzie ciężko. To więcej, niż zaoferował jej ktokolwiek do tej pory. Nie mogła uwierzyć, że w pierwszej chwili chciała uciec od tego cudownego mężczyzny, bo bała się, że nie będzie w stanie jej dojrzeć przez barierę, którą zbudowała, jak jej się wydawało, dla dobra innych, ale on zawsze potrafił do niej trafić. Może to było za szybko, może powinna się cofnąć i spróbować dalej trzymać dystans, lecz kiedy jego miękkie wargi odnalazły jej, wysyłając falę pobudzającej elektryczności wzdłuż jej kręgosłupa i budząc jej martwą duszę do życia, nie była w stanie się oprzeć. Wyszła mu naprzeciw, oddając pocałunek z jednoczesną pasją i łagodnością, skupiając się na uczuciu, które ich spajało; równie kruchym, ale pełnym namiętności co ten pocałunek. Westchnęła z rozkoszą wprost w jego usta, kładąc dłoń na jego karku i z przymkniętymi powiekami oparła czoło o jego czoło, próbując zrozumieć szalejące wewnątrz niej emocje: zabarwione granatem przerażenie, szarawą niepewność, ale także jaskrawą euforię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Zanim Russ zdążył się od niej odsunąć, dwa razy pociągnęła go za rękaw koszuli.
      – W skali od jeden do dziesięciu ten pocałunek zasługuje najwyżej na dziewiątkę. Masz z tego zrobić jedenastkę – zażądała zadziornie Cece, trącając nosem jego nos. Wplotła palce w jego jedwabiste włosy, przyciągając jego twarz bliżej, by ponownie roztopić się w jego objęciach. Może wcale nie zniknęła tamtej nocy, może jeszcze była dla niej nadzieja. Te słowa nie pasowały do zahukanej, niestabilnej dziewczyny, która niczym cień przemykała po szkolnych korytarzach, były raczej przebłyskiem tej pewnej siebie, radosnej nastolatki, która ujmowała swoją bezpośredniością. Być może przy Russellu byłaby w stanie się nauczyć, jak pogodzić ze sobą te dwie, skrajne natury, bo teraz należał do obu jej światów, a jednocześnie nie wymagał, by stała się kimś, kim nie była. Wszyscy w liceum widzieli w niej jedynie młodszą siostrę szkolnej gwiazdy koszykówki i oczekiwali, że będzie chodziła przygnębiona, pogrążona w żałobie, z kolei dla starych znajomych była wciąż tą samą osobą, co wcześniej i nie potrafili zaakceptować jej nowych dziwactw.
      Ale dla nich... Dla nich to był świeży start.
      – Zaczynamy nową rundę w dwadzieścia pytań. – To była ich stała zabawa. Wszyscy zachwycali się miłością od pierwszego wejrzenia, ale choć między Cecelią oraz Russem zaiskrzyło w momencie, w którym tylko ich spojrzenia się spotkały i nie potrafili walczyć z wzajemnym przyciąganiem, tak naprawdę nic o sobie nie wiedzieli. Nie mieli wiele czasu, byli świadomi, że wraz z końcem wakacji ich związek dobiegnie końca, więc starali się wykorzystać wspólne chwile jak najpełniej, w międzyczasie próbując dowiedzieć się o sobie jak najwięcej. Nawet w środku rozmowy byli w stanie zadać zupełnie przypadkowe pytanie na temat ulubionego dania czy najlepszego wspomnienia z dzieciństwa. Minęły dwa lata i choć pewnie woleliby udawać, że widzieli się zaledwie wczoraj, ich sytuacja była o wiele bardziej skomplikowana. Zabawa miała służyć sprawdzeniu, jak wiele się zmieniło, Cecelia pragnęła na nowo poznać jego ulubione filmy, zespoły, chciała wiedzieć o nim wszystko, ale to był zaledwie ułamek tego, co na nich czekało, jeśli chcieli na nowo zbudować swoją relację i uczynić ją silniejszą. – Zdecydowałeś się w końcu na jeden gatunek muzyki? Tylko jeśli powiesz, że stanęło na country, już nigdy się do ciebie nie odezwę – zagroziła Cece z nikłym uśmiechem. Przyjaciel Russella, Ian, przechodził fazę poszerzania horyzontów, każdy tydzień poświęcał innemu gatunkowi, słuchając najbardziej niszowych zespołów, jakie udało mu się znaleźć. Ian zarządzał muzyką przy każdej okazji, zresztą Cecelia i Russell mieli inne sprawy na głowie niż piosenki, więc nigdy nie miała tak naprawdę okazji posłuchać czegoś, co lubiłby Russ, choć on sam świetnie się bawił, katując ją kolejnymi utworami country podczas tygodnia tego gatunku, przez co omal z nim nie zerwała.

      Cece zdecydowanie przeprasza za ten chaos na górze, bo nie wie, o czym myślała, kiedy to pisała

      Usuń
  57. Była przerażona tym widokiem. Myśl, że coś mogłoby mu się stać odbierała jej oddech, ściskała serce i przyprawiała niemalże o mdłości. Chciała jak najszybciej go stąd zabrać. Nie wiedziała dlaczego dał się sprowokować, nie wiedziała dlaczego tak się zachowywał. Była o krok od rozpłakania się, bo przecież nie tak to miało wyglądać! Miało być zupełnie inaczej, ale ten głupi James... w dalszym ciągu nie rozumiała o co mu chodzi. Nie była w stanie zrozumieć takich ludzi. Westchnęła cicho, patrząc mu w oczy. Jej oczy się zaszkliły, a po policzku spłynęły jej pojedyncze łzy. Szybko je jednak otarła, biorąc głębszy oddech.
    — Nie darujesz? Russ... Jesteś zbyt dobry na to. Nie popełnij żadnego głupstwa, bo będziesz tego żałował. — szepnęła cicho, spuszczając swój wzrok.
    Kiedy w końcu zgodził się z nią pójść, odetchnęła głęboko z ulgą. Ruszyła w kierunku swojego domku, a kiedy już znaleźli się w środku, zaczęła nerwowo szukać apteczki. Przecież gdzieś tutaj była. Kiedy w końcu ją znalazła, szybko znalazła się tuż obok niego. Usiadła stanowczo zbyt blisko i zaczęła delikatnymi ruchami oczyszczać jego ranę.
    — Boli? — wymamrotała słabym głosem. Miała nadzieję, że nie cierpiał. Wpatrywała się w niego z widoczną troską, zajmując się z wyraźną ostrożnością jego twarzą. Trochę bała się dotknąć śladów które pozostawił mu James, nie chciała mu zrobić jeszcze większej krzywdy.
    Jej piersi delikatnie uniosły się przy kolejnym głębokim wdechu, głośno wypuściła powietrze z płuc.
    — Russ... — zaczęła cicho, ale zaraz urwała. Tak właściwie, to co ona miała mu powiedzieć?

    OdpowiedzUsuń
  58. [No i ustalone! :D Rozumiem, że zaczynamy od ich pierwszego spotkania po tak długim czasie? Jeśli tak, to może trochę banalne, ale mogłybyśmy przyjąć, że uczniowie z rozszerzoną geografią i ci, którzy uczęszczają na kółko plastyczne, zostali wybrani przez szkołę do przeprowadzenia jakiegoś projektu na temat ochrony środowiska i tak dalej. No i okazałoby się, że Steph jest w parze z Russellem. Uświadomiłaby sobie, że to ten Russ, jej przyjaciel z dzieciństwa, no i nie posiadałaby się ze szczęścia, tymczasem chłopak podchodziłby do całej tej sytuacji z widocznym dystansem. Mogliby ich wysłać do lasu, za sprawą tego projektu, oczywiście, gdzie trochę by się pokłócili, a potem zgubili jeszcze drogę. Nie wiem, na razie coś takiego przyszło mi do głowy, co myślisz?]

    Stephanie

    OdpowiedzUsuń
  59. Wiedziała, że nie powinna pozwolić łzom popłynąć, bo z reguły faceci uciekali na ich widok, jednak nie potrafiła zwalczyć wzruszenia, jakie ją opanowało. Ostatnio często miała huśtawki nastrojów i pozostawało jej wierzyć, że chłopak jakoś to zniesie.
    – To chyba twój nowy rekord, Russ. Udało ci się doprowadzić mnie do płaczu po piętnastu minutach – wychrypiała Cece. Korzystając z tego, że był skupiony na delikatnym ocieraniu jej łez, bez cienia skrępowania błądziła po jego twarzy, z przyjemnością chłonąc jego widok, aż zatrzymała się na jego niebieskich oczach, teraz przyciemnionych z powodu głodu, jaki w nich płonął. Skrzywiła się, szturchając go palcem wskazującym w mostek. – Płaczę, bo teraz nie będę mogła od ciebie uciec i będę zmuszona spędzać z tobą czas, a wiesz, jakie to straszne przeżycie, gdy ktoś jest równie arogancki i irytujący co ty?
    Może była teraz nieco bardziej wycofana, zagubiona i płochliwa, ale to nie znaczyło, że jej niewyparzony język i złośliwe poczucie humoru gdzieś zniknęły. Wystarczył odpowiedni wyzwalacz, by Cece znowu zaczęła gryźć.
    Jej wytłumaczenie zabrzmiało jednak mało wiarygodnie, bo już po chwili jęknęła cicho, delektując się jego zniewalającym pocałunkiem. Jej ramiona pokryły się gęsią skórką z rozkoszy. Ujęła jego twarz w swoje dłonie, tym razem nawet nie próbując się hamować, gdy na nowo poznawała fakturę jego ust, smakując i drażniąc za razem. Krew zdawała się wrzeć w jej żyłach, słyszała jedynie dudnienie własnego serca w piersi, kiedy Russell rozpalającymi muśnięciami znaczył jej żuchwę, a ona mruczała aprobująco, zaciskając palce na jego ramionach. To tyle, jeśli chodziło o brak pośpiechu. Sądziła, że po dwóch latach jego zmysłowy dotyk może początkowo budzić w niej skrępowanie, tymczasem chciała więcej. Potrzebowała więcej. Miała nadzieję, że zawód widoczny na jej twarzy, gdy Russell się od niej odsunął, przeczesując palcami włosy, wcale nie był dla niego aż tak oczywisty, bo nie dałby jej spokoju.
    – Masz zbyt wysokie mniemanie o sobie – mruknęła urażona Cecelia, ale musiała spojrzeć prawdzie w oczy: nie wytrzymałaby. Nie teraz, gdy go odzyskała, gdy stał przed nią z tym łobuzerskim uśmiechem, który tak uwielbiała i droczył się z nią, nie zdając sobie sprawy, że tym samym odganiał cienie czające się w jej wnętrzu. Kiedy jednak wspomniał o koncercie, wydawało się, jakby Cece nagle skurczyła się w sobie. Niepewnie wykręcała palce, jak zawsze, gdy była zdenerwowana, bo choć bardzo chciała się zgodzić, wiedziała, że wieczór w otoczeniu tak dużej grupy ludzi mógł się skończyć koszmarnie, a Russ dopiero co pojawił się z powrotem w jej życiu. Nie chciała już na wstępie wystraszyć go swoimi dziwactwami. – Jeszcze się zastanowię, dobrze? Wiesz, jak bardzo nienawidzę country. – Dla niego mogłaby słuchać country do końca życia, jeśli tylko uczyniłoby go to szczęśliwym, jednak każda inna wymówka zabrzmiałaby źle. Pozwoliła, by splótł ich palce razem i pociągnął delikatnie w kierunku szkoły, choć była tak zdziwiona tym gestem, że potknęła się o własne nogi, a potem szła, z niedowierzaniem wpatrując się w ich złączone dłonie. W ten sposób w publicznych miejscach chodziły tylko pary, a choć jeszcze przed chwilą namiętnie całowali się we wnęce niczym sekretni kochankowie oraz bez wątpienia łączyło ich uczucie, które nigdy się nie wypaliło i teraz byli gotowi dać sobie nawzajem kolejną szansę, Cece nie odważyłaby się ich nazwać parą. Nie wymagała tego również od Russella. Nie wiedziała, kim dla siebie tak właściwie byli w tym momencie, jednak na pewno nie chciała w ten sposób wkraczać na teren budynku, nawet jeśli w ten sposób zrani chłopaka. Zatrzymała się tuż przed tylnymi drzwiami, korzystając z momentu, kiedy Russell sięgnął po komórkę, by wyswobodzić dłoń.
    – Nic nie szkodzi – zapewniła, taktownie odwracając wzrok. – Poczekaj, zapisz sobie mój numer.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podała mu też swój adres i poprosiła, żeby zatrzymał się dwie przecznice od jej domu. Chciała z nim spędzić miły wieczór, z dala od wszystkich dramatów, a spotkanie z jej rodzicami na sam początek nie wróżyło zbyt dobrze reszcie dnia.
      – Wciąż jesteś beznadziejnym romantykiem – stwierdziła Cecelia, wywracając oczami, ale w jej głosie pobrzmiewało zadowolenie. Uwielbiała dostawać od niego bukiety, zwłaszcza bez okazji. Szczerzyła się wtedy jak głupia, przez cały wieczór ostrożnie tuląc kwiaty do klatki piersiowej, a potem stawiała je w wazonie w takim miejscu, by mogła swobodnie na nie spoglądać, a cudowny zapach rozchodził się po całym pomieszczeniu, stanowiąc niejako przypomnienie i przedłużenie ich wspólnie spędzonych chwil. Mogła się upierać, że nie była sentymentalna, jednak każdy słodki gest ze strony Russella przyjmowała ze wzruszeniem.
      A on doskonale zdawał sobie z tego sprawę i nagminnie wykorzystywał to przeciwko niej, gdy tylko musiał ją ugłaskać.
      – To dalej tulipany – przyznała Cece, nawet nie próbując ukrywać, jak wiele znaczyło dla niej to, że wciąż pamiętał. Chociaż z powodu jej temperamentu tamtego lata musiał nakupować tyle bukiecików, że ta informacja trwale zapisała się w jego umyśle. – Zmienił się tylko kolor. Teraz uwielbiam białe kwiaty. – Białe tulipany symbolizowały przebaczenie. Pchnęła drzwi prowadzące do budynku szkoły, żałując, że spędzili ze sobą tak niewiele czasu, ale miała przeczucie, że nawet gdyby towarzyszyła Russowi przez następne dwadzieścia cztery godziny, wciąż byłoby jej mało. Mieli zbyt wiele do nadrobienia. Może zabawa w dwadzieścia pytań faktycznie była głupia, jednak pozwalała na chwilę skupić im się na czymś mniej poważnym i dołującym. To było coś normalnego, zwyczajne rzeczy, które powinno się wiedzieć o ukochanej osobie i pary na całym świecie korzystały z tego samego sposobu. – Ulubiona kuchnia – rzuciła następnym pytaniem. Sama uwielbiała wszystko, co pikantne, upodobała sobie w szczególności kuchnię meksykańską, nawet jeśli miała niską tolerancję na ostre potrawy i dość szybko musiała rezygnować. Ostatnio gotowanie i pieczenie stało się jej pasją. Kiedy się poznali, nienawidziła przebywać w kuchni, ale po wypadku ugniatanie ciasta okazało się być doskonałym ćwiczeniem dla jej zmiażdżonej dłoni i z czasem naprawdę to polubiła.
      Cecelia ze strachem uświadomiła sobie, że zbliżali się do jej sali lekcyjnej. Uczniowie na szczęście wciąż siedzieli na stołówce, ale korytarze za chwilę powinny się zapełnić spóźnialskimi. Zatrzymała się na środku, odwracając się w kierunku Russella i posyłając mu blady uśmiech.
      – Zobaczymy się później. Tylko nie wystaw mnie jak za pierwszym razem – rzuciła, z trudem powstrzymując rozbawienie. Jak poinformował ją Ian, Russ nie pojawił się na ich pierwszej randce, bo dostał biegunki i nie był w stanie opuścić toalety. – Acha, i jeszcze jedno – dodała Cece, podchodząc zbyt blisko niego i naruszając jego przestrzeń w dokładnie taki sam sposób, w jaki on zrobił to na stołówce. Zanim zorientował się, co miała zamiar zrobić, cmoknęła go szybko w usta i korzystając z jego konsternacji, wyciągnęła z jego kieszeni paczkę papierosów i szybko cofnęła się poza zasięg jego ramion z przekornym błyskiem w oku. Uniosła pudełeczko do góry, machając nim przed jego oczami z triumfalnym uśmiechem i idąc tyłem w kierunku swojej klasy. – A to konfiskuję. Dopóki nie rzucisz tego świństwa, przysięgam, że nie będę się z tobą całowała. Podziękujesz mi za jakieś dwadzieścia lat, gdy zamiast wypalać dwie paczki dziennie i wyglądać jak wyniszczony staruszek bez zębów, będziesz równie przystojny co teraz. Więc w sumie można powiedzieć, że wyświadczam przysługę także sobie. Wiem, że mnie uwielbiasz! – krzyknęła, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła biegiem w dół korytarza.

      Usuń
    2. Nie dodała, że tak naprawdę to przyszła żona Russa powinna jej podziękować. Nie powiedziała, że jeśli ich wieczorne spotkanie okaże się kompletną pomyłką lub za kilka tygodni chłopak dojdzie do wniosku, że nie jest w stanie poradzić sobie z nową rzeczywistością Cece, znajdzie właśnie tę paczkę papierosów z powrotem w swojej szafce. Nie chciała psuć jego dobrego nastroju, bo mogła przysiąc, że w momencie, w którym zrozumiał, że tym razem go nie odepchnie, jego oczy rozbłysły jasnym płomieniem, jakby wstąpiła w niego nowa nadzieja. Cecelia ze wstydem uświadomiła sobie, że przez tych kilkanaście minut rozmawiali tylko o niej, o jej wątpliwościach i problemach, tymczasem przez dwa lata świat nie stanął w miejscu także dla Russella. Nie zapytała go, co robił w Chicago, dlaczego się tutaj przeniósł, chociaż nigdy ani słowem nie wspominał o tym mieście. Nie próbowała się dowiedzieć, jak wyglądały dla niego te ostatnie miesiące. Nie wiedziała nawet, na jakich rozszerzeniach się znalazł! Było tyle rzeczy, o które powinna była go zapytać, a zamiast tego dała się ponieść własnym wątpliwościom i, choć wcale tego nie planowała, jednak wygłosiła mu długą tyradę. Musiała przestać zachowywać się tak samolubnie. Musiała znowu otworzyć się na świat, rozejrzeć się i dostrzec, że nie tylko ona zmagała się z różnymi problemami. Może niektóre z nich wydawały się być błahe w porównaniu z tym, co przeszła, ale to nie znaczyło, że dla osób, które się z nimi zmagały, były one trywialne.
      Zanim zdążyła się zorientować, co robi, schowała telefon pod ławką i napisała wiadomość do chłopaka. Zachowałam się jak skończona egoistka. Mam zamiar zarzucić cię pytaniami dziś wieczorem. Chcę wiedzieć wszystko, więc lepiej się przygotuj.
      Przez długi czas sądziła, że już nigdy więcej go nie zobaczy. Teraz wciąż czuła smak jego pocałunku na swoich wargach, ciepło jego dłoni spoczywającej na jej talii, oddech chłodzący jej rozpaloną skórę, a mimo to już tęskniła i z nerwów nie mogła się skupić na żadnym słowie nauczyciela, obracając telefon w palcach, chociaż nigdy nie korzystała z komórki na lekcji.
      Perfekcyjna Lawley znowu stawała się buntowniczką dla Russella Steeda.

      Cece, która opanowała sztukę szantażu do perfekcji

      Usuń
  60. Zdawała sobie sprawę z tego, że ochrona środowiska to naprawdę poważny temat i więcej osób powinno zwracać uwagę na to, czy traktuje naturę z należytym szacunkiem i czy segreguje wszystkie swoje śmieci, które, swoją drogą, na końcu i tak trafiają do jednego pojemnika (ale pozwólmy funkcjonować innym w tej uroczej nieświadomości), ale aktualnie miała ważniejsze sprawy na głowie, niż słuchanie wywodu kobiet, dumnie stojących na środku sali. Z tego co udało jej się usłyszeć, opiekunka koła plastycznego postanowiła połączyć siły z grupą uczniów, mającą rozszerzoną geografię, by wspólnymi siłami napisali esej na temat ochrony środowiska, oczywiście. Podekscytowany głos kobiety w żaden sposób jej nie motywował, wolała za to skupić się na skomplikowanym zadaniu z chemii, którego zapomniała wcześniej rozwiązać, a przecież nie chciała podpaść nauczycielce. Mimo ogromnych starań, nie mogła skupić się na czytanym tekście, kiedy to grupka siedzących obok dziewczyn bezustannie zachwycała się tymi wszystkimi przystojnymi chłopakami z IV klasy.Przewróciła oczami, słysząc ich zawiedzione wypowiedzi, a bo ten ma dziewczynę, a tamten podobno siedział w więzieniu, jeszcze inny jest nałogowym palaczem, a ten całkiem z prawej miał romans z nauczycielką i Bóg wie, co jeszcze, bo w pewnym momencie Steph po prostu przestała ich słuchać, kręcąc głową z widocznym rozbawieniem. Przestała też uzupełniać ćwiczenia z chemii, bo raczej nie udałoby jej się tego zrobić poprawnie w takim towarzystwie.
    — Co za strata czasu — mruknęła, odwracając się do siedzącej obok zafascynowanej całym tym zajściem, oraz prawdopodobną wizją pracy w grupie z czwartoklasistą, koleżanki.— Tylko mi nie mów, że ty też? — zmarszczyła brwi, uważnie przyglądając się jej zaróżowionym policzkom i dołeczkom, kiedy to ogromny uśmiech zagościł na jej twarzy. Powstrzymała się przed kolejnym przewróceniem oczami, ale nie zdążyła usłyszeć odpowiedzi swojej towarzyszki, ponieważ jej imię zostało wyczytane przez jedną z kobiet stojących na środku, tym samym zmuszając ją do ruszenia się z zajmowanego miejsca.
    Jeśli miała być szczera, to kompletnie nie obchodziło ją to, na kogo trafi. Jasne, była dosyć uparta i zawsze starała się postawić na swoim, ale nie miała też problemów z przekonywaniem drugiej osoby do swoich racji, więc czuła, że znajduje się na wygranej pozycji. No chyba, że trafiłby jej się ktoś naprawdę problemowy, a wtedy mogłoby zrobić się naprawdę nieprzyjemnie. Kiedy kolejne osoby podnosiły się z miejsc, wychodziły na środek i wybierały interesujący je temat, Stephanie rozglądała się uważnie po hali, po chwili stwierdzając, że losowanie powoli dobiegało końca – w auli nie zostało wiele osób, a resztka karteczek z ich imionami i nazwiskami w kuli również była tego dowodem.
    — Russell Steed i Stephanie Hart. — nie skupiając się na usłyszanym przed chwilą nazwisku swojego partnera, szybko podniosła się z miejsca, chcąc mieć to już za sobą i jak najszybciej opuścić halę. Dopiero kiedy stanęła obok nauczycielki, podniosła wzrok i uniosła brwi, nie będąc do końca pewna, czy chłopak, który stał tuż przed nią jest prawdziwy. Prawie w ogóle się nie zmienił, no może oprócz tego, że wydoroślał i urósł paręnaście centymetrów, w końcu nie widzieli się od czasu, kiedy to oboje mieszkali w Phoenix. Wszędzie rozpoznałaby te oczy, w których kiedyś bezustannie tańczyły radosne iskierki i ten szeroki uśmiech, którym potrafił zarazić wszystkich dookoła.
    — Russ? — wydusiła, kompletnie ignorując słowa nauczycielki, która z zapałem przedstawiała im różnorodne tematy, z których powinni wybrać jeden, najbardziej im odpowiadający. Była zbyt zszokowana faktem, że jej przyjaciel z dzieciństwa stał tuż przed nią, by zawracać sobie teraz głowę projektem na temat ochrony środowiska.


    Stephanie

    OdpowiedzUsuń
  61. Cecelia wyłączyła telefon na cały dzień i wepchnęła go na sam spód torebki, w przeciwnym razie bała się, że nie odklei się od ekranu i zasypie Russella kolejnymi wiadomościami, co zacznie podchodzić pod prześladowanie. W końcu nie była desperatką. A już na pewno nie była zdenerwowana. To było tylko... przyjacielskie spotkanie starych znajomych. Nie miała powodu do obaw. To, że przy okazji być może zaczną się całować, jeszcze niczego nie oznaczało. Od prawie dwóch lat nie była na żadnej randce i nie wiedziała, jak powinna się zachowywać, a już na pewno nie wiedziała, w co się ubrać.
    Te problemy były tak... normalne, że przyjęła je wręcz z ulgą, kiedy kierowała się w stronę zaparkowanego samochodu Russella. Musiała się powstrzymać, żeby nie wybiec mu na spotkanie jak w jakiejś beznadziejnej komedii romantycznej.
    Cece parsknęła śmiechem. Kiedy to sobie uświadomiła, zatrzymała się wpół kroku, zasłaniając dłonią usta. Może nie był to jej charakterystyczny, głośny śmiech, który wypełniał ją od koniuszków palców u stóp po czubek głowy, ale był najbliższy prawdziwemu wyrazowi radości, jaki przejawiła sobą od miesięcy. W jej oczach zalśniło przerażenie, jakby to było coś... złego, jednak już po chwili wzięła się w garść, starając się ukryć swoje drżenie.
    – Przyznaj się, jak długo musiałeś nad tym tekstem, zanim tu przyjechałeś, Steed? – Była pewna, że z jego gadką było wszystko w porządku. Nigdy nie znała faceta, który równie dobrze radziłby sobie ze słowami, zawsze wiedział, co powiedzieć, by wywołać u Cecelii pożądaną reakcję. Z zachwytem przyjęła bukiet białych tulipanów, tuląc je do siebie jak najcenniejszy skarb. Tym samym ujawniła braki w swojej sylwetce, bo kwiaty wydawały się być szersze od jej talii; nawet nie zauważyła, kiedy tak znacząco schudła.
    Uśmiechnęła się lekko, kiedy Russell pocałował ją w policzek, po czym odnalazła jego spojrzenie.
    – Nie musiałeś... – szepnęła. Cholerny czaruś! Jedyna osoba na planecie zdolna sprawić, by Cecelia Lawley zaniemówiła. Po chwili jednak zmarszczyła nieznacznie ciemne brwi, przenosząc spojrzenie z chłopaka na kwiaty i z powrotem na niego. – Chyba nie sądzisz, że dlatego się w tobie zakochałam? Masz mnie za aż taką materialistkę? – zakpiła Cece, lecz choć starała się zlekceważyć całą sytuację, w jej zielonych oczach mignął żal. Spuściła wzrok na kwiaty, skubiąc płatek jednego z nich. Tak, uwielbiała dostawać od niego bukiety i drobne prezenty, bo to był rzeczywisty wymiar tego, jak bardzo Russell się starał, ale może faktycznie w ten sposób okazała się być zbyt roszczeniowa? Bez wątpienia rozpuścił ją tamtego lata, jednak dziewczyna nie oczekiwała, że tym razem będzie podobnie. Wtedy nie mieli zbyt wiele czasu, a chcieli spróbować wszystkiego i być może właśnie dlatego ich romans był tak płomienny. Nieustannie czuli się tak, jakby pozostałe im dni przelatywały im przez palce, dlatego w przeciągu tygodni doświadczyli tego samego, czego inne pary doświadczały dopiero na przestrzeni lat. – Podobało mi się, że byłeś w stosunku do mnie szarmancki, bo to oznaczało, że naprawdę ci zależy. Różniłeś się od pozostałych chłopców. Nawet jeśli tak jak wszystkim siedemnastolatkom zależało ci głównie na tym, żeby dobrać mi się do majtek, lepiej to maskowałeś – stwierdziła Cecelia z krzywym uśmiechem. Wciąż miała dziwaczne, szczere, wręcz niestosowne poczucie humoru. Nie wszyscy je rozumieli i dość szybko zyskiwała wrogów, jednak Russ pod wpływem bezpośredniości był do niej podobny, więc nie bała się przy nim wygłaszać podobnych uwag. A może jednak powinna? Co jeśli uzna jej żarty za nieodpowiednie? Zupełnie nagle stres chwycił ją za gardło, wokół żołądka uformowała się stalowa obręcz ściskająca jej wnętrzności. Do tej pory była głównie podekscytowana perspektywą drugiej pierwszej randki z kimś, kogo bez wątpienia mogła nazwać miłością swojego życia, ale teraz zdenerwowanie sprawiło, że jej optymizm nieznacznie przygasł. To było abstrakcyjne i zbyt idealne, by mogło być prawdziwe. Czy to w ogóle miało prawo się udać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciąż tak samo reagowała na jego bliskość, wciąż równie swobodnie jej się z nim rozmawiało, nawet wciąż lubił tę samą kuchnię, a ona po powrocie do domu sprawdziła, jak się przygotowuje ramen, bo to była jedyna orientalna potrawa, którą kojarzyła i to tylko dzięki temu, że jedna z jej znajomych miała świra na punkcie azjatyckiej kultury. Nie zmieniało to jednak faktu, że minęły dwa lata. Mieli udawać, że one nigdy się nie zdarzyły i po prostu kontynuować? To brzmiało jak bajka, która nie miała prawa się ziścić, nieważne, jak bardzo będą się starali. Z drugiej jednak strony oboje nie chcieli tylko odtwarzać przeszłości, chcieli spróbować czegoś nowego i istniał tylko jeden sposób, by tego dokonać. Spróbować.
      Lecz kiedy Russell otworzył dla niej drzwi od samochodu, nie wsiadła. Nieśmiało dotknęła jego ramienia, chcąc na siebie zwrócić pełnię jego uwagi.
      – Chcę, żebyś wiedział, że w każdej chwili możesz się wycofać, a ja nie będę ci miała tego za złe. Wystarczy mi, że jesteś, wcale nie musimy... – zawiesiła głos, zataczając ręką koło, jakby chciała powiedzieć, że nie musieli robić tego wszystkiego. Wystarczy jej, że co jakiś czas wpadną na siebie na korytarzu i niezobowiązująco porozmawiają, że skoro już się pojawił, nie zniknie całkowicie z jej życia. – Nie wymagam od ciebie niczego – dokończyła już mniej pewnie, po czym bez słowa wsiadła do środka. Nie mogła uwierzyć, że chłopak faktycznie znalazł czas, by wszystko przygotować. Nieustannie ją zaskakiwał. – Ale wiesz, że równie dobrze moglibyśmy pojechać do ciebie, najeść się popcornem i oglądać powtórki dennego serialu, a ja byłabym równie zadowolona? Chociaż teraz pewnie powinnam powiedzieć coś tandetnego, prawda? – spytała Cecelia, nie starając się ukryć swojego rozbawienia. – Coś tak kiczowatego jak: wybieram błękitny, bo kojarzy mi się z twoimi niebieskimi jak wody oceanu oczami, w których mogłabym utonąć z zachwytu. Albo kojarzy mi się z twoimi błękitnymi jak letnie niebo tęczówkami, a ja za każdym razem trafiam do raju, gdy tylko się w nie wpatruję. No przyznaj, to mi się udało! – Mimo że bez wątpienia łączyło ich wyjątkowe uczucie, wolała wierzyć, że nigdy nie zamienią się w jedną z tych ckliwych par, które zachwycają się nawet tym, z jakim urokiem ich druga połówka kicha. Właśnie dlatego wybrała granatowy, choć nie zdradziła Russowi, że ten kolor również dla niej się z czymś wiązał; ze wspomnieniami nocnych wypraw, gdy leżała wtulona w jego bok, a on pokazywał jej kolejne konstelacje. Nawet jeśli wszystkie wyglądały dla niej tak samo, lubiła słuchać, jak o nich opowiada.
      Cecelia sięgnęła do torebki, skąd wyciągnęła zwitek papieru. Starannie rozprostowała go na swoich kolanach, mamrocząc pod nosem. Gdyby teraz nie skupiła się na czymś innym, prawdopodobnie obsesyjnie wpatrywała się w prędkościomierz, upewniając się, że nie przekracza prędkości.
      – Kazałeś mi przygotować sobie całą listę, pamiętasz? – przypomniała mu Cece, gdy brwi chłopaka podjechały do góry na widok złożonej kartki. W udawanym zamyśleniu postukała się palcem wskazującym o dolną wargę, prześlizgując się wzrokiem po kolejnych pytaniach zapisanych w równym rządku jej drobnym pismem. Zawsze była do bólu metodyczna i zorganizowana, nie pozwalała sobie na drobne szaleństwa, chyba że w pobliżu znajdował się Russ, który umiał znaleźć sposób na to, by wyrwać ją ze strefy komfortu. Tak jak teraz.

      Usuń
    2. Dlaczego ona właściwie się na to zgodziła?! Nie mogła się jednak już wycofać. Zanim zorientowała się, co robi, bezwiednie sięgnęła po dłoń chłopaka i lekko ją ścisnęła, szukając u niego pokrzepienia, jakby tylko on mógł ją uspokoić oraz sprawić, by natłok jej myśli ucichł.
      – Na początku będziesz miał taryfę ulgową, potem zacznę cię maglować na trudniejsze tematy – poinformowała go, biorąc głęboki wdech. Jak choćby o ilość dziewczyn, które nastąpiły po Cece. – Kiedy przeprowadziłeś się do Chicago? I dlaczego w ogóle się przeprowadziłeś? Nigdy nie wspominałeś, że twoi rodzice mają takie plany. Acha, i co to znaczy, że Ian kłamał? Naprawdę mnie wystawiłeś na naszej pierwszej randce?

      Usuń
  62. Słysząc komplement skierowany w jej stronę, mimowolnie się roześmiała. Zawsze tak pachniała, a Russell zauważył to dopiero dzisiaj? Pokręciła delikatnie głową z leniwym uśmiechem i dokończyła opatrywanie jego ran. Na szczęście obrażenia nie były duże, co ją w pewnym stopniu ucieszyło. Ale sam fakt, że ktoś zrobił mu krzywdę... Arielle bardzo się o niego martwiła, tak samo jak o to że sytuacja która miała miejsce przed stołówką jeszcze się powtórzy. Westchnęła ciężko, kiedy już skończyła z jego twarzą.
    Kiedy zaczął temat o nich, czuła jakby ktoś zacisnął pięść na jej sercu. Skoro tego nie chciał, to dlaczego o tym mówił? Przecież wczoraj mu powiedziała, aby nie poruszał tego tematu.
    — Wiesz... Myślę, że niekoniecznie wszystko musi się zmienić na gorsze. Może być lepiej. I proszę... nie mów za mnie, bo ja nie będę niczego żałować. Może ty żałujesz naszej wspólnej wycieczki nad wodospadem, naszych pocałunków i tego jak blisko byłam. Ale ja nie. Myślałam że... — tutaj urwała. Właściwie sama nie wiedziała co sobie myślała. Była w tym momencie zbyt roztrzęsiona by z pomiędzy jej warg wydobywały się składne zdania. Czuła się tak, jakby Russ przekreślał każdą szansę na pojawienie się czegoś więcej.
    I w tym momencie nie wiedziała co powinna była zrobić. Z jednej strony chciała uciec, jednak wiedziała, że to nie przyniesie niczego dobrego. Powinna była tu zostać i wysłuchać wszystkiego co miał do powiedzenia. Trzecia opcja kusiła jednak najbardziej, bo było nią zamknięcie jego ust zmysłowym, delikatnym pocałunkiem. Przypomniała sobie smak jego warg, jego bliskość a jej serce zabiło szybciej. Pamiętała dokładnie wszystko, a w szczególności to jak cudownie smakowały jego usta, jak miękkie były i jak bardzo znowu pragnęła je poczuć na swoich wargach. Westchnęła na chwile przymykając oczy. Kiedy je otworzyła, świdrowała jego twarz uważnym spojrzeniem.
    — Powiedz mi wszystko, co masz do powiedzenia. To co czujesz, nie to co powinieneś czuć. To co masz w sercu, a nie co podpowiada ci rozsądek. Proszę, powiedz mi to. — szepnęła nieco drżącym głosem, układając dłoń na jego piersi, w miejscu w którym miał serce. Przysunęła się jeszcze bliżej niego, drugą dłonią sięgając do jego policzka. Gładziła subtelnymi i delikatnymi ruchami jego skórę, a swoje wargi zbliżyła do jego ust, niemalże je z nimi stykając. Czuł jej ciepły oddech, jej bliskość. Znowu była tak niebezpiecznie blisko niego. — Powiedz, że jestem tylko przyjaciółką. Że nie czujesz i nigdy nie poczujesz niczego więcej. Że nie kochasz mnie tak, jak ja kocham ciebie. Powiedz to, a nigdy więcej nie wrócimy do tego tematu. Będzie jak dawniej, a nic nie zburzy naszej przyjaźni. Nic także nie sprawi, że oprócz niej będziemy mieć coś znacznie większego. Wystarczy, że powiesz... — wyszeptała cicho, a jej głos był aksamitny. Jego bliskość mieszała jej w głowie, więc pewnie powiedziała zbyt wiele. Pewnie była zbyt śmiała, a śmiałość nijak do niej pasowała.

    OdpowiedzUsuń
  63. [Dziękuję ślicznie za komentarzyk, aaa, czuję się doceniona <3 Obiecywałam wątek, ale jestem w stanie zaoferować tylko chęć zdarcia z Russella tego pozornego niezwracania uwagi na cudze opinie, bo Bae zmagał się z fobią społeczną (jezusie ta karta jest praktycznie pusta), więc mógłby po prostu triggerować się przez to, że jemu przychodzi to tak łatwo. Jeśli pojawi się zainteresowanie, to zapraszam, bo jednak jestem zobowiązana, no i wbrew pozorom z Baelishem będzie prościej niż z Benem. Trust me. Także jeśli jest chęć, to macham c:]

    |Baelish

    OdpowiedzUsuń
  64. Nie miała innego wyboru, jak wytrzymać, choć tak naprawdę wolała, aby Russ przyszedł teraz. Od razu. Natychmiast. Jego wiadomość pozostawiła bez odpowiedzi, bo wiedziała, że zapewne zaczęłaby go namawiać na to, aby przyszedł szybciej, a tak przynajmniej mogła wziąć się za gotowanie. Nie było to jej ulubionym zajęciem, ale jak już była zmuszona by coś ugotować – zrobiła to. Owszem, mogła zamówić pizzę, czy też chińszczyznę, jednak domowe jedzienie bywa dużo lepsze.
    Te kilka godzin do przybycia Russella zleciały Ophelii dość szybko. Pomiędzy gotowaniem kolacji zdążyła wziąć szybką kąpiel i wybrać dość ładny komplet bielizny. Nie chciała mu się pokazywać w zwykłych ciuchach, dziś miała ochotę, aby Russell od samego wejścia do domu nie chciał oderwać od niej spojrzenia, dlatego postarała się jak chyba jeszcze nigdy.
    Gdy tylko dochodziła dwudziesta, ściszyła telewizor, nadal podśpiewując sobie pod nosem piosenkę, którą puszczal właśnie w stacji muzycznej. Dźwięk dzwonka do drzwi wyrwał ją z zamyślenia, a Ophelia leniwie ruszyła w stonę wejścia. Otwierając drzwi, posłała Russellowi jeden ze swoich uśmiechów, chwilę później również muskając ustami jego policzek. Zaśmiała się na jego słowa, odgarniając włosy na jedno ramię.
    -Zapewne wyrzuciliby Cię na zbity pysk i zabronili się ze mną spotykać- powiedziała poważnie, choć chwilę potem zaśmiała się cicho.
    -A tak naprawdę myślę, że nie byłoby tak źle. Wiedzą, że coś sobie wypiję, ale nie wiedzą w jakiej ilości. Myślą, że to bardzo mała ilość, ledwie co zamoczę usta- dodała, następnie łapiąc go za rękę. Poprowadziła Steed’a za rękę prosto do kuchni, gdzie powoli rozchodził się zapach jedzenia.
    -Miałam kurczaka i jakieś tam warzywa, więc zrobiłam zapiekankę. I nie, nie spaliłam jej- powiedziała z rozbawieniem, spoglądając w jego stronę. Chwilę później wzrok skierowała na piekarnik, stwierdzając, że jeszcze mają trochę czasu, dopóki urządzenie same się nie wyłączy. Z szuflady wyciągnęła korkociąg, podając go chłopakowi.
    -Chyba nie chcesz tak stać z tym zamkniętym winem. Musimy je czym prędzej wypić, a potem wziąć się za barek mojego ojca, tam też są całkiem smaczne rzeczy- mówiąc to, poruszyła brwiami, by następnie odwrócić się do niego plecami, z szafki wyciągając dwa kieliszki.
    -Zawsze też możemy olać jedzenie, wziąć wino i zająć się czymś znacznie ciekawszym- to mówiąc, uśmiechnęła się w jego storonę. Zrobiła również kilka kroków, by następnie stanąć przed Russellem, niespiesznie muskając jego usta swoimi wargami.
    -Wybieraj, Steed. Dziś daję Ci kilka możliwości- powiedziała.
    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  65. Cecelia wolała nie zdradzać się przed rodzicami, że wybierała się na wyjątkowe dla siebie spotkanie, dlatego musiała zachować jakieś pozory. Nie wiedziała, jak zareagowaliby na wieść, że poszła się spotkać z chłopakiem, wakacyjną miłością, dlatego starała się niczego nie sugerować swoim strojem, widząc jednak, jak bardzo Russell jest wystrojony, zaczynała żałować, że nie podjęła innej decyzji.
    – A nie wpadłeś na to, że zakochałam się w tobie, bo na wakacjach nie miałam zbyt wielu pociągających opcji, a ty nie byłeś aż taki zły? – parsknęła dziewczyna. Kiedy Russ zaczął przed nią prezentować swoją sylwetkę, uniosła wysoko brwi i z udawaną dezaprobatą kręciła głową, jakby faktycznie nie podobało jej się to, co widziała, choć palce aż ją mrowiły, by zanurzyła je w jego włosach, a jej skóra wydawała się być naelektryzowana po tym delikatnym pocałunku w policzek, jakby domagała się z jego strony więcej pieszczot. Widząc jego urażoną minę, Cece wywróciła oczami. – No dobrze, możliwe, że twoja atrakcyjność też mnie przekonała. I błyskotliwe poczucie humoru. I to, jaki potrafisz być czarujący. Ale z inteligencją bym się spierała – rzuciła, z trudem powstrzymując uśmiech. Miała ochotę składać pojedyncze pocałunki na jego kuszących ustach przy wymienianiu każdej zalety, jednak choć Russell nie miał problemu z przekraczaniem jej przestrzeni osobistej, ona wciąż się wahała, mimo że tak bardzo chciała wykonać kolejny krok w jego kierunku. Wiedziała, że chłopak z nią igra i cholernie jej się to podobało, nawet jeśli po chwili jej oczy rozszerzyły się z przerażenia, a usta uformowały z literkę o.
    – Russell! – syknęła Cecelia przez zaciśnięte zęby, kiedy odzyskała panowanie nad sobą. Czuła, jak gorące wypieki pojawiają się na jej twarzy, doskonale widoczne na jej bladej cerze. Zawstydzona uniosła zimne dłonie do policzków, by nieco schłodzić rozpaloną, zarumienioną skórę, jednocześnie piorunując chłopaka wzrokiem. Rozglądnęła się, upewniając, że nikt nie słyszał jego uwodzicielskiego komentarza, po czym rąbnęła go pięścią w brzuch; nie miała na tyle siły, by faktycznie zrobić mu krzywdę, ale miała nadzieję, że go zabolało! O tym pieprzyku wiedziały łącznie trzy osoby, w tym sama Cece oraz Russ i wolała, by tak pozostało. To było zbyt... intymne.
    Dziewczyna odetchnęła, starając się pozbyć ciężaru, który wciąż spoczywał na jej klatce piersiowej. Powód, dla którego tak wiele razy powtarzała, że Russell mógł w każdej chwili zrezygnować, był o wiele bardziej złożony, niż chłopak zakładał. Wydawało jej się, że za bardzo bagatelizował sytuację, że nie zdawał sobie sprawy z tego, co mogło go czekać, po prostu poddał się chwili. Nie chciała, by w przyszłości żałował decyzji podjętej bez głębszego przemyślenia. Musiał wiedzieć, że była gotowa pozwolić mu odejść. I oczekiwała, że on również pozwoli jej zniknąć, jeśli tylko Cece dojdzie do wniosku, że nie jest w stanie kontynuować ich związku, bo za wiele by ją to kosztowało. Zawsze była realistką, choć podobno miała skłonności do pesymizmu i dramatyzowania. Nawet jeśli teraz wszystko szło gładko i nie potrafiła wyobrazić sobie sytuacji, w której dobrowolnie chciałaby zrezygnować z Russella, musiała brać pod uwagę taką ewentualność.
    – Masz rację, powinieneś sobie wytatuować na czole moje imię, a dookoła serduszka, amorki i jednorożce, żebym miała pewność, że nie zmienisz zdania i mnie nie zostawisz – podjęła jego grę Cecelia z beznamiętnym wyrazem twarzy. Jeśli myślał, że powtarzanie raz za razem, że może w każdej chwili się wycofać, jest dla niej łatwe, to był w dużym błędzie. Spędzili ze sobą łącznie zaledwie kilkadziesiąt minut, a ona już całkiem się na niego otworzyła, już go wpuściła do swojej popapranej rzeczywistości i nie wyobrażała sobie, jak miałaby wrócić do stanu sprzed zobaczenia Russella dzisiejszego południa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego nie do końca rozumiała, dlaczego chłopak nie chciał jej zabrać do swojego nowego domu. Z innymi rodzicami zawsze radziła sobie nadzwyczaj dobrze, jeszcze nie zdarzyła się para opiekunów, która nie byłaby zachwycona Cecelią. Nawet jeśli po wypadku nie była już taka sama, wciąż doskonale radziła sobie z czarowaniem dorosłych przy jednoczesnym unikaniu tematów, które były dla niej zbyt bolesne. To z rówieśnikami nie potrafiła sobie poradzić. – Nigdy nie rozmawialiśmy o twojej rodzinie – zauważyła cicho, jakby niepewna, czy faktycznie może poruszać ten temat. Na wakacjach nie mieli czasu, więc maksymalnie skupili się na sobie, na tu i teraz, rzadko rozmawiali o rzeczywistości, do której mieli powrócić. Może jednak za niechęcią Russella do wspominania o rodzicach kryło się coś więcej, niż początkowo zakładała?
      – Sam tego chciałeś, o najjaśniejszy promieniu mojego życia, sensie mojego istnienia. – W udawanym wzruszeniu przyłożyła dłoń do klatki piersiowej na wysokości serca. – Ale podejrzewam, że dość szybko stracę wenę. W końcu nie ma za wiele cech, za które faktycznie mogłabym cię skomplementować – stwierdziła Cece, dając chłopakowi lekkiego kuksańca w ramię. Tak naprawdę, gdyby zaczęła, pewnie nie skończyłaby do jutra, a nie mogła pozwolić, by jego ego jeszcze bardziej urosło. Już osiągało rozmiary międzyplanetarne, wkrótce stałby się nie do zniesienia.
      – Wciąż jesteś na nich zły. – To nie było pytanie. Po tonie głosu Russella bez trudu wywnioskowała, że odczuwał żal do rodziców za kolejną przeprowadzkę, która w dodatku odbyła się bez jego zgody. Rozumiała jego gorycz, bo sama musiała się teraz zmagać z nadopiekuńczością swoich staruszków, którzy nie pozwalali jej podejmować samodzielnych decyzji, jakby każda z nich ostatecznie miała doprowadzić Cece do grobu, znad którego udało jej się uciec. Nie dostrzegali, że ich córka poddawana nieustannej kontroli, powoli marnieje w oczach. – Masz prawo, zwłaszcza że o niczym wcześniej nie wiedziałeś. Ale skłamałabym, mówiąc, że twoja przeprowadzka tutaj mnie nie cieszy. Wiesz, że nie wierzę w zbiegi okoliczności. Chicago jest ogromnym miastem, jaka była szansa, że skończymy w tym samym liceum? – Pozwoliła zawisnąć temu pytaniu między nimi. Gdyby jednak Cecelia poświęciła temu zagadnieniu więcej czasu, dostrzegłaby jeszcze coś. Wypadek sprawił, że straciła rok i musiała wrócić do szkoły, by zaliczyć ostatnią klasę. Teoretycznie od roku powinna być już absolwentką i wtedy nie udałoby jej się wpaść na Russella na stołówce, nie wybieraliby się teraz na randkę, ofiarowując sobie kolejną szansę. Jej analityczny umysł nie pozwalał jej wierzyć w przeznaczenie i podobna koncepcja w jej opinii była absurdalna, mimo to nie mogła zignorować faktu, że według wszelkiego prawdopodobieństwa nie powinni byli się spotkać. A mimo to siedzieli w jednym samochodzie, rozmawiali, droczyli się ze sobą, śmiali się...
      – Problem w tym, że ja jestem jędzą, Russ. Jeśli chcesz, żebym przestała o to wypytywać, będziesz musiał znaleźć skuteczny sposób na odwrócenie mojej uwagi... – wymruczała Cece, robiąc swoją popisową, niewinną minkę, ale w jej oczach pojawił się figlarny, zalotny błysk, którego nie dało się pomylić z niczym innym. Nigdy nie sądziła, że jeszcze kiedyś odważy się flirtować z jakimś chłopakiem, jednak Russell nie był pierwszym lepszym kolegą. Był kimś o wiele więcej i choć przy nikim innym nie była równie bezbronna jak przy nim, tylko on potrafił sprawić, by znowu się otworzyła i poczuła na tyle swobodnie, by pozwoliła sobie na subtelną dozę zmysłowości. Może chodziło o to, że nazwał ją skarbem, co zawsze ją rozbrajało, a może o to, że nie próbował się przed nią zgrywać, tym samym ośmielając ją. Zresztą, to nie miało żadnego znaczenia.

      Usuń
    2. – Więc, technicznie rzecz biorąc, to będzie nasza trzecia pierwsza randka. Ciąży nad nami jakieś fatum – podsumowała Cece. A właściwie nad nią. Zastanawiała się, czy Russ zauważył, jak jej noga nerwowo podrygiwała na podłodze, jak wszystkie jej mięśnie pozostawały spięte, a kłykcie pobielały od zaciskania palców na oparciu fotela. Jeśli tak, nie skomentował jej zachowania ani jednym słowem i była mu za to wdzięczna, podobnie jak za fakt, że chociaż mieli przed sobą pustą drogę, nie próbował przyspieszać. – Hej, wcale nie spałam z nią tak długo! Pan Miś stanowił bardzo ważną część mojego życia, okej? Kiedy nie ma się przyjaciół, trudno znaleźć wsparcie, a tak się składa, że Pan Miś rozdawał najlepsze przytulasy – broniła się uparcie, po chwili jednak jej twarz wykrzywiła się w trudnym do zidentyfikowania grymasie i odwróciła wzrok. Wolałaby nie odpowiadać na to pytanie, jednak Russell zasługiwał na prawdę. – Już go nie mam. Pierwsze tygodnie po powrocie do domu z ośrodka rehabilitacyjnego... to było piekło. W szpitalu nie było niczego, co przypominałoby mi Josha, a w domu bałam się, że co dwa metry natknę się na jakiś upiorny ołtarzyk. Znajdowałam się wtedy w wyjątkowo mrocznym miejscu. Mama chyba myślała, że Pan Miś pomoże mi się uporać z traumą, ale ja wpadłam w szał na jego widok. Kiedy zostawili mnie samą, złapałam za nożyczki i rozerwałam go na strzępy. – To nie było coś, z czego mogła być dumna. Nie dodała, że wpadła w taką wsciekłość, że nawet nie zauważyła, że zraniła także siebie. Jej matka znalazła ją wśród pluszowych resztek misia z krwawiącymi przedramionami. Cecelia nawet nie potrafiła sobie wyobrazić, co kobieta czuła w tamtym momencie. Rany były oczywiście powierzchowne i po kilku dniach nie pozostał po nich nawet ślad, jednak zmian w psychice nie dało się tak po prostu cofnąć. To wtedy została zapisana na przymusową terapię.
      Stali przed hiszpańską kawiarenką, która na całe szczęście nie była wypełniona po brzegi, jednak w środku było wystarczająco dużo ludzi, by dziewczyna mogła zacząć czuć się nieswojo. Jej asymetryczna twarz zawsze budziła ciekawość, dlatego przechyliła głowę tak, by włosy zasłaniały prawą część jej twarzy. Zbierała w sobie odwagę, huśtając się na piętach, po czym zerknęła na Russella.
      Nagle do głowy Cece wpadł szatański pomysł. Nie zdążyła się jeszcze odwdzięczyć Russowi za zawstydzenie jej komentarzem o pieprzyku w pewnym bardzo intymnym miejscu, a teraz nadarzyła się ku temu idealna okazja. Rozglądnęła się dookoła na wszelki wypadek, upewniając się, że nikt nie zwraca uwagi na dwójkę nastolatków stojących przed hiszpańskim lokalem, po czym szybko pokonała dzielący ją od chłopaka dystans, zanim odwaga zdążyła ją opuścić. Oparła dłonie na jego klatce piersiowej, wspinając się na palce i przybliżając swoją twarz do jego, cały czas uważnie patrząc mu przy tym w oczy. Jego miętowy oddech mierzwił kosmyki jej kasztanowych włosów, zapach wody kolońskiej mącił jej w głowie, a kuszące ciepło jego ciała sprawiało, że trudno było jej zebrać myśli, mimo to nie cofnęła się, z zadowoleniem dostrzegając pełne zachwytu zaskoczenie w jego jasnych tęczówkach.
      – Zapomniałam ci powiedzieć, że wyglądasz niezwykle seksownie z tą muszką. A jeszcze lepiej wyglądałbyś tylko w niej – wyszeptała, sunąc aksamitnymi wargami po jego żuchwie, składając na zarysie jego szczęki miękkie pocałunki, kierując się w stronę płatka jego ucha, który subtelnie skubnęła zębami. – Na pewno idealnie wtopisz się w tłum kelnerów – dodała, jakby w ten sposób chciała ostudzić zapał Russella, który niewątpliwie wzbudziła w nim swoimi słowami. Poklepała go po przyjacielsku po ramieniu i ruszyła w kierunku kawiarni, nie odwracając się za siebie, by sprawdzić, czy chłopak za nią podąża. Omal nie zachichotała, wyobrażając sobie, że będzie potrzebował kilku dobrych chwil, by nad sobą zapanować. Miała ochotę zawrócić i triumfalnie go spytać, czy wciąż był taki pewien, że to on ściągał z niej majtki, a nie na odwrót.

      Usuń
  66. [Dzień dobry, witam serdecznie. ;>]

    super nauczycielka

    OdpowiedzUsuń
  67. Ophelia nie zastanawiała się nad tym, co powiedzieliby jej rodzice, gdyby dowiedzieli się jaka naprawdę łączy ją relacja z Russellem. Matka zapewne zaczęłaby przeklinać, że znowu coś psuje i co ludzie pomyślą, a ojciec posłałby jedno ze swoich niezadowolonych spojrzeń, które mówiłyby jak bardzo jest rozczarowany zachowaniem swojej córki. Ophelia natomiast nie przejęłaby się tym wszystkim zbytnio i gdyby nawet zabronili jej widywać się ze Steede’m, miałaby to gdzieś i nie zerwała ich znajomości. Za bardzo już się do niego przyzwyczaiła, by tak łatwo z niego zrezygnować.
    -Gdyby wiedzieli, nadal siedziałabym w tej cholernej Kalifornii. A jak to się mówi, im mniej człowiek wie, tym lepiej śpi. Widzisz? Nie jestem taka zła, martwię się o nich- mruknęła z rozbawieniem, kręcąc przy tym głową na boki. Ophelia wcale nie martwiła się o rodziców, bo oni nie martwili się o nią. Mówiąc szczerze, Ophelia już od dawna nie czuła, że ma rodzinę. Rodzice wiecznie poza domem, zajęci pracą, zostawili swoją dorastającą córkę samą sobie, a potem wyszło co wyszło. A gdy już się o wszystkim dowiedzieli, byli bardzo zdziwieni, że Ophelia tak głęboko siedzi w nałogu i tak bardzo ich nienawidzi.
    Spojrzała na Russella, po czym odebrała od niego jeden z kieliszków i niespiesznie zamoczyła usta w winie, ani na moment nie spuszczając wzroku z chłopaka. Od samego momentu kiedy tylko przekroczył próg jej mieszkania, czuła jak przez całe plecy przebiega jej przyjemny dreszcz. Kiedy tylko nachylił się i wyszeptał słowa do ucha, drgnęła, uśmiechając się przy tym delikatnie. A gdy odwzajemnił pocałunek, chciała, by całował ją ciągle.
    -Russ, nie ważne, co będzie w nocy, bo wiem, że będzie świetnie, jak zawsze. Ale teraz mam jedno marzenie. Chcę Cię teraz, właśnie tutaj. Co Ty na to?-zapytała równie cicho, przechylając głowę lekko w bok
    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  68. Zanim Russell dokończył zdanie, już wychylała się na swoim siedzeniu, by palcem wskazującym szturchnąć go w dołeczek, który pojawił się na jego lewym policzku pod wpływem uśmiechu.
    – Znam ten uśmiech. Wiesz, jak bardzo go nie znoszę. Jeśli nie chcesz mi o czymś powiedzieć, w porządku, zrozumiem i poczekam, ale nie próbuj przede mną udawać. Nie uda ci się mnie oszukać – powiedziała cicho, kciukiem śledząc zarys jego kości policzkowej, po czym szybko cofnęła dłoń. Wyraźnie było o czym mówić, jednak z jakiegoś powodu był to dla chłopaka nieprzyjemny temat i potrafiła to zaakceptować. Nie chciała jednak, by maskował swoje zmartwienia za pomocą uśmiechów mających odwrocić jej uwagę. Cecelia uzbroiła się w milczenie nie bez przypadku; najpierw sama cisza zaczęła jej towarzyszyć. Nikt nie chciał jej martwić, więc zbywano ją półprawdami i wymówkami, ukrywając przed nią prawdę i nie pozwalając się zmierzyć z trudną rzeczywistością, jaka stała się jej udziałem. Tak naprawdę nie chcieli jednak martwić samych siebie, zmagać się z ewentualnie gwałtowną reakcją Cece na jakąś informację, więc po prostu okłamywali ją lub powtarzali, że teraz powinna skupić się na powrocie do zdrowia, na niczym innym. O tym, że jej rodzina popadła w olbrzymie długi po kosztownej hospitalizacji i jej pobycie w jednym z najlepszych ośrodków rehabilitacyjnych w kraju, dowiedziała się przez przypadek, a to był zaledwie wierzchołek góry lodowej. Nie chciała, by również Russ wykluczył ją w ten sposób ze swojego życia, by za pomocą słodkich słówek i nieszczerych uśmiechów ukrywał przed nią swoje problemy. Sama również nie była gotowa, by ze wszystkiego mu się zwierzyć, jednak kiedy wejdzie na zakazany teren, miała zamiar powiedzieć mu, że tutaj znajdowała się tabliczka z napisem STOP, zamiast zmieniać temat i udawać, że nic takiego się nie dzieje.
    Relacja Russella z matką i ojcem przy jej nadopiekuńczych rodzicach brzmiała dla niej teraz jak spełnienie marzeń, lecz wiedziała, że wcale tak nie było. Na jego twarzy, na ułamek sekundy, spod uśmiechu przebiło się rozgoryczenie, a w błękitnych oczach, do tej pory roześmianych i zachęcających, błysnęła uraza wywołana ich sytuacją domową. Cecelia zastanawiała się przez chwilę, czy powinna dalej naciskać, wyciągnąć z niego więcej na temat jego relacji z rodzicami, bo chłopak był wyraźnie nieszczęśliwy z tego powodu, jednak uznała, że na razie odpuści. Russ był podekscytowany tym wieczorem i tak bardzo starał się, by wszystko wypadło idealnie... Nie chciała zepsuć jego wysiłków nieprzyjemną rozmową, którą będą mogli odbyć w innych warunkach. Kiedyś. W końcu tym razem mieli czas, nieskończenie wiele czasu, dokładnie tyle, ile sobie zamarzą.
    – Przesadzasz. Uwielbiasz moje złośliwości, one nadają sens twojemu istnieniu – stwierdziła jedynie Cece, uśmiechając się krzywo. Prawda była taka, że niewielu chłopców poradziłoby sobie z jej sarkastycznymi docinkami, prędzej czy później ich ego porządnie by ucierpiało, tymczasem Russ bez wahania podejmował zabawę, nie pozostając jej dłużnym. – Poza tym jestem najlepszą partią w mieście. Lepiej, żebyś o tym pamiętał, proszę więcej komplementów.
    Była chyba jedną z niewielu dziewczyn, które nie peszyły się, gdy ktoś im schlebiał. Zamiast spuścić wzrok w wyrazie fałszywej skromności, rumieniąc się, ona uśmiechała się promiennie, rozświetlając pomieszczenie, nawet jeśli to brzmiało banalnie. Po prostu Cecelia miała ten rodzaj zaraźliwego uśmiechu, na który trudno było nie odpowiedzieć podobnym gestem. Roześmiana radość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Och – westchnęła, nie wiedząc, co innego mogłaby powiedzieć. Mogła się po prostu w niego wpatrywać, a jej szmaragdowe oczy rozbłysły się pod wpływem niespodziewanego przypływu czułości. Dzisiaj już drugi raz sprawił, że zaniemówiła. Wiedziała, że jej widok na stołówce wstrząsnął Russellem, jednak nie sądziła, że miała aż taki wpływ na jego zmianę stosunku do Chicago. W myślach już układała listę swoich ulubionych miejsc, do których miała zamiar zabrać chłopaka, by udowodnić mu, że wcale nie było tutaj tak źle. Na pewno musieli zaliczyć wszystkie znane atrakcje turystyczne takie jak zoo, Shedd Aquarium, John Hancock Center, przepiękne ogrody botaniczne Lincolna... Była pewna, że Russell zakocha się w chicagowskim planetarium oraz Muzeum Historii Naturalnej. Cece była tak podekscytowana perspektywą zaciągnięcia go do tych wszystkich miejsc po lekcjach, że na chwilę zupełnie zapomniała o swoim strachu przed tłumami, kiedy wyobraziła sobie reakcję chłopaka na planetarium.
      – Gdybyśmy do końca życia chodzili tylko na pierwsze randki, nigdy nie przeskoczylibyśmy do następnego etapu, a dla nastoletniego chłopaka to byłaby prawdziwa katastrofa – zauważyła elokwentnie, mrugając do niego i z trudem powstrzymując chichot. Zdawała sobie sprawę z tego, że igrała z ogniem, wystawiając w ten sposób Russella na próbę, jednak dawało jej to taką przyjemność, że nie miała zamiaru się powstrzymywać. Lubiła się z nim drażnić, subtelnie go pobudzać, za każdym razem coraz mocniej przekraczając granicę, aż nie miał innego wyjścia, jak tylko przerzucić ją sobie przez ramię i zabrać w ustronne miejsce, gdzie mógł rozładować narastającą w nim frustrację wywoływaną jej zachowaniem. Przy nikim innym nie była równie śmiała, tylko Russ potrafił obudzić jej psotną, figlarną część natury, a dzisiejszego wieczora miała zamiar testować jego cierpliwość jeszcze nie raz.
      – Jestem pewna, że bardzo chętnie zmieniłbyś teraz lokal na tylną kanapę swojego samochodu, co Steed? – zakpiła Cecelia, szczypiąc go lekko w ramię. Kawiarenka była naprawdę urocza. Niepretensjonalna, przytulna, klimatyczna. Aż dziwne, że nigdy tutaj nie trafiła. – Trzy najlepsze filmy wszech czasów – rzuciła szeptem, gdy osoba z obsługi prowadziła ich do stolika. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, gdy uświadomiła sobie, że ich miejsce oferowało choć odrobinę prywatności. Odkąd tylko przekroczyła próg kawiarni była sztywnie wyprostowana i napięta niczym struna. Zaschło jej w gardle i zaczęły jej się pocić dłonie. Naprawdę to robiła?
      Wystarczyło jednak, by Russell dotknął jej łokcia i uspokajająco spojrzał w oczy, by nieco się rozluźniła. Natychmiast jednak schowała się za kartą dań, która w jej oczach urosła do roli koła ratunkowego.
      – Podoba ci się lokal czy może raczej kelnerki? Przynajmniej już wiem, dlaczego wybrałeś akurat to miejsce – zażartowała Cece, nie podnosząc nawet spojrzenia znad menu. Nie była typem dziewczyny, który urządzał dantejskie sceny zazdrości na środku lokalu wraz z całym pakietem histerii oraz wylewaniem napoju na głowę wybranka. Ufała Russellowi. Wierzyła, że nigdy nie skrzywdziłby jej w tak ohydny sposób, odzierając ją z godności i poczucia własnej wartości. Gdyby jednak tak okrutnie zdradziłby jej zaufanie... Bez wątpienia, zamiast pogrążać się w rozpaczy, zaplanowałaby odpowiednio bezlitosną zemstę.
      – Nie piję od czasu wypadku – odpowiedziała na jego propozycję aperitifu. W noc wypadku, kiedy wracali do domu, w jej organizmie krążyły już upajające procenty. Może gdyby była trzeźwa... Był to jednak niekończący się ciąg spekulacji, które nie miały prawa bytu. W dodatku Cecelia wciąż brała leki, których wolała nie łączyć z alkoholem.

      Usuń
    2. – Chcę czekoladę na gorąco z chili i cynamonem, to na pewno – zdecydowała. Była przekonana, że tym wyborem wywoła na twarzy Russella uśmiech, bo były tylko trzy rodzaje napojów, które w siebie wlewała; wodę dla oczyszczenia organizmu, kawę dla kofeinowego kopa i gorącą czekoladę dla własnej przyjemności. Nieważne, czy jedli na mieście śniadanie, lunch, obiad czy kolację, Cece uparcie zamawiała do tego słodki napój, najchętniej z dziwacznymi dodatkami smakowymi. Gorąca czekolada była jednym z największych dobrodziejstw tego świata.
      – Zapomnij, Steed. Płacę za siebie albo składamy się po połowie. Jestem wyzwoloną kobietą dwudziestego pierwszego wieku i nie będziesz mi stawiał kolacji – sprzeciwiła się kategorycznie, a choć w jej głosie pobrzmiewała żartobliwa nuta, naprawdę czułaby się źle, gdyby zapłacił za całość. – Ewentualnie możesz postawić mi deser. Wiesz, jak uwielbiam słodkości, to ci w zupełności kupi moją wdzięczność.
      Widząc, jak kelnerka zaczyna zbliżać się do ich stolika, instynktownie obróciła się na krześle tak, by zasłonić prawą część twarzy i schowała poznaczoną bliznami dłoń pod obrus, nerwowo przegryzając wnętrze policzka. Cece wahała się tak długo z wyborem dania, bo wiedziała, że Russell był cholernie spostrzegawczy; do tej pory nikt nie zauważył, że dziewczyna nie dojada, ale on na pewno zwróci na to uwagę, jeśli porcja nie będzie dużej wielkości, a ona jej nie zje. Gazpacho pewnie byłoby najlepszym wyborem, jednak nie lubiła pomidorów, więc w końcu zdecydowała się na paellę z kurczakiem, krewetkami i groszkiem. Kiedy chłopak także złożył swoje zamówienie i kelnerka się oddaliła, Cecelia z powrotem próbowała się rozluźnić. Ponownie wyciągnęła z torebki kartkę oraz długopis, ze złośliwym błyskiem patrząc Russowi w oczy, gdy odznaczała zadane przez siebie pytania.
      – Dobra, teraz zabrzmię jak każda nudna dorosła osoba w twoim życiu, ale co planujesz po zakończeniu liceum? Chcesz... chcesz wrócić do Oro Valley? – zapytała ostrożnie. Jeżeli planował na jesieni złożyć papiery na uczelnię znacząco oddaloną od Chicago, będą musieli zmierzyć się z kolejnym problemem. A może miał zamiar zrobić rok przerwy i podróżować? Ona sama przestała planować. Przed rokiem miała rozpisaną całą swoją przyszłość, która runęła niczym domek z kart. Teraz nie była już niczego pewna. Nie miała pojęcia, gdzie będzie za trzysta sześćdziesiąt pięć dni i czy w ogóle cokolwiek czekało na nią w przyszłości.

      Usuń
  69. Gdyby Skye miała zacząć się przejmować kiedy ma sprawdziany do których musi się nauczyć, to doszłaby do wniosku, że nie ma czasu nawet żeby się wyspać, a co dopiero żeby kręcić sobie filmy. Wybór tej szkoły był jedną wielką katastrofą, od pierwszego roku pluła sobie w brodę, że nie wybrała jakiejś publicznej, na której nie trzeba się wcale starać. Gdyby oczywiście miała wybór, bo takowego nie miała. Brat zdecydował za nią, chciał żeby poszła w jego ślady, więc nie miała kompletnie nic do powiedzenia. Męczy się za to teraz, a uczy się zazwyczaj na przerwie tuż przed sprawdzianem, co oczywiście odbija się na jej ocenach. Wiedziała też, że gdyby nie osiągnięcia, które miała dzięki wystawianiu się na wszelkich konkursach filmowych, to dawno by ją wyrzucili na zbity pysk, a tak przymykają oko, bo przecież godnie reprezentuje szkołę.
    -Jasne. W takim razie środa. –zgodziła się, szybko kalkulując czy ma w ten dzień zmianę w barze i wyszło jej, że raczej nie, więc tym bardziej jej pasowało.
    Uśmiechnęła się słysząc jego odpowiedź. Nie szukała mięśniaka z kaloryferem, nie o wrażenia estetyczne tu chodziło, więc mógł być o to spokojny.
    -Po prostu dowiedziałam się na ostatnich zajęciach jak nie odwracać uwagi od głównego przekazu, a ubranie właśnie tak robił. Widz zamiast skupić się na tym, jakie emocje czuje aktor, to zastanawia się gdzie kupił taką fajną koszulę. –wytłumaczyła rzeczowo, nie chcąc by chłopak sobie pomyślał, że jej odbija i wymyśla udziwnienia.
    -Obiecuję o Ciebie zadbać gdybyś się przeziębił. Nawet ugotuję Ci zupę i natrę rozgrzewającą maścią. –powiedziała z szerokim uśmiechem na ustach. Będzie musiała koniecznie spojrzeć jaką pogodę zapowiadają na ten dzień, bo właściwie to nie chciała, żeby chłopak zachorował przez jej widzimisię.

    Skye

    OdpowiedzUsuń
  70. Właśnie za to lubiła Russella. Nie próbował zbyt długo zastanawiać się nad odpowiedzią, upewniając się, że przypadkiem jej nie urazi. Nie posyłał jej spłoszonych spojrzeń, gdy powiedział coś ewidentnie głupiego, nawet jeśli bał się, że tym razem faktycznie mógł przeholować. I... patrzył na nią. Cecelia zdała sobie sprawę, że to nie ludzie, którzy gapili się na jej defekt, sprawiali jej większą przykrość, a ci, którzy odwracali wzrok, nie chcąc wyjść na niegrzecznych. Russ przez cały czas patrzył na jej twarz bez chwili wahania i wyglądało na to, że zmiana w jej wyglądzie nie miała dla niego żadnego znaczenia.
    – Bardzo możliwe, że nie jestem dla ciebie najlepsza – stwierdziła cicho Cece, zerkając na chłopaka niepewnie z boku. Wiedziała, że nie miał niczego złego na myśli i na pewno nie chciał słuchać jej kolejnych, gorliwych zapewnień, że w każdej chwili może zawrócić samochód i rozejdą się do swoich domów, udając, że ich spotkanie nie miało miejsca, dlatego pozwoliła sobie na blady uśmiech, obracając swoje słowa w kolejny nieszkodliwy przytyk. – W całym Chicago pewnie udałoby ci się znaleźć jakąś dziewczynę, która codziennie zasypywałaby cię kiczowatymi tekstami w stylu twój uśmiech jest w stanie rozjaśnić każdy mój dzień, a twoje oczy to dla mnie studnia bez dna nieustannej błogości, jednak tak się złożyło, że utknąłeś ze mną, a ja nie mam zamiaru cię aż tak rozbestwić.
    Chciała go zabrać wszędzie. W te najpopularniejsze miejsca i te, o których nikt nie słyszał, ale które były dla niej ważne. Chciała mu pokazać atrakcje, które oboje na pewno pokochają i te, które będą dla niej męczarnią, jednak zniesie to, bo była przekonana, że jemu się spodobają. Przez ostatnie tygodnie właściwie nie ruszała się z domu, jedynie do szkoły i z powrotem, tymczasem jej głowę już wypełniały kolejne pomysły na spędzanie wolnego czasu w Chicago. To była... niepokojąca, ale pozytywna zmiana.
    – Wiedziałam, że powiesz Gwiezdne Wojny! – wykrzyknęła triumfalnie Cecelia, po czym natychmiast się skuliła pod wpływem ciekawskich spojrzeń rzuconych w jej stronę. Russell przetrzymał ją w niepewności, bo jeszcze dwa lata temu pierwsze tytuły, które wymienił, wcale nie były jego ulubionymi i dobrze było wiedzieć, że niektóre rzeczy się po prostu nie zmieniały. Już postanowiła, że razem z nim oglądnie zarówno Vanilla Sky, jak i Jacka, którego nie znacie. O ile będzie chciał się jeszcze z nią widzieć i urządzić maraton filmowy. Ona sama, nawet jeśli kierowała się chłodną logiką oraz analitycznym umysłem, była beznadziejną romantyczką, nawet jeśli udawała, że jest inaczej. Uwielbiała produkcje nakręcone na podstawie powieści Nicholasa Sparksa, większość z nich widziała po kilka razy i biedny Russell również był nimi katowany na wakacjach na drodze szantażu. Zresztą powinien być jej wdzięczny, bo wbrew pozorom to nie Pamiętnik lubiła najbardziej! – Wcale nie! Jego postać nie bez powodu stała się ikoną popkultury, a wszyscy dookoła mówią Luke, I'm your father, oddychając spazmatycznie. Nawet jeśli nie popisali się z jego mrocznym pseudonimem. Lord ojciec. Bo wiesz, że vater to po niemiecku ojciec? Gdybym kiedyś miała zagrać w filmie, chciałabym być czarnym charakterem. Takich roli się nie zapomina!
    To był chyba jej najdłuższy wywód od momentu, w którym odebrał ją z parkingu. Zawsze, kiedy była zdenerwowana, dostawała słowotoku i rzucała zupełnie przypadkowymi ciekawostkami, które dla nikogo nie miały specjalnego znaczenia. Kiedyś podczas pisania sprawdzianu matematyki była tak zestresowana, że na cały głos wyrzuciła z siebie fakt, iż nie istniał jeden ogólnoświatowy język migowy, a znaki mogły się różnić w zależności od narodowości. Russ uznawał tę przypadłość za uroczą, ale ona miała ochotę za każdym razem zapaść się pod ziemię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Jestem stracona dla świata popularnej muzyki. Nic nie jest w stanie mnie oderwać od klasyki – odpowiedziała Cece. Zawsze miała słabość do harmonii i porządku, gdzie każda nuta miała swoje przeznaczenie, wywołując odpowiednie emocje. Do muzyki będącej muzyką, nie towarem eksportowym. – Chociaż jest taka jedna piosenka... Bardziej chodzi o słowa niż samą melodię, ale jest dla mnie bardzo ważna. Pewnie nigdy nie podejrzewałbyś mnie o to, że mogłaby mi się spodobać, lecz musisz jej posłuchać. Myślę, że wtedy rozumiesz.
      Nie zważając na fakt, że znajdowali się w restauracji i pewnie nie powinna tego robić, wyciągnęła z torebki słuchawki i podała je Russellowi, podłączając je do telefonu. Odnalazła na playliście piosenkę Iridescent zespołu Linkin Park i odtworzyła, uważnie obserwując twarz chłopaka podczas słuchania.
      You were standing in the wake of devastation
      You were waiting on the edge of the unknown
      With the cataclysm raining down
      Insides crying: "Save me now"
      You were there impossibly alone
      Do you feel cold and lost in desperation?
      You build up hope but failure's all you've known
      Remember all the sadness and frustration
      And let it go
      Let it go

      Stoliki dookoła nich były przepełnione ludźmi, jednak jej się wydawało, że byli w kawiarni tylko we dwójkę. Czas się dla nich zatrzymał. Były tylko ich roziskrzone spojrzenia, niewypowiedziane obietnice, elektryzujące napięcie. Pojedyncza chwila skradziona codzienności, taka, której się nie zapomina.
      A potem pojawiła się kelnerka, by odebrać ich zamówienie.
      Wiedziała, że Russell tylko żartował, ale obsługująca ich dziewczyna poruszyła się niespokojnie przy ich stoliku, wpatrując się w Steeda tak, jakby nie mogła uwierzyć, że zachowuje się tak nieprzyjemnie, po czym przeniosła spojrzenie na Cece, najwyraźniej oczekując, że ta zerwie się z krzesła, wymierzy towarzyszowi siarczysty policzek i wyjdzie, unosząc się dumą. No cóż, nic z tego, bowiem Lawley była bardziej rozbawiona jego słowami niż faktycznie zła. Mogli bez końca prowadzić ze sobą słowne potyczki, korzystając ze swojego ironicznego poczucia humoru, które ich łączyło, może dlatego mieli tak wiele wewnętrznych żartów, których nie rozumiał nikt poza nimi. Dziewczyna postanowiła podjąć pałeczkę rzuconą jej przez Russa, nawet jeśli dziwnie się czuła, mając widownię.
      – Ależ misiu pysiu, przez cały dzień zjadłam tylko jedno jabłko, a wczoraj tylko suchy chleb i wodę, bo obiecałeś, że wtedy będę mogła zjeść kawałek deseru! Jak możesz mi to robić? – zawołała Cecelia płaczliwym głosem. Mina kelnerki była bezcenna. Pewnie już nie mogła się doczekać, żeby zniknąć w kuchni i opowiedzieć personelowi, jaka dziwna para trafiła się przy jej stoliku, gdzie najwyraźniej chłopak głodził swoją partnerkę. Zanotowała zamówienie i szybko się oddaliła. Kiedy Cece upewniła się, że dziewczyna jest na tyle daleko, że nie może ich usłyszeć, pochyliła się nad blatem i trzepnęła Russella w ramię z wyraźną irytacją wypisaną na twarzy. – Hej! Ja cię ratuję przed rakiem płuc, a ty tak mi się odwdzięczasz? Nie chcesz mi postawić deseru?! I gdzie ty widzisz dodatkowe kilogramy?! Próbujesz mi powiedzieć, że jeśli w przyszłości się roztyję to mnie zostawisz? Oficjalnie trafiasz na moją czarną listę nieznośnych dupków.
      To szczegół, że już po chwili rumieniła się pod wpływem jego pełnego zachwytu spojrzenia, kiedy zapewniał ją o tym, że jest najpiękniejsza. To nic, że miała ochotę całować go tak, jakby byli jedynymi osobami na całym świecie. Wystarczyło kilka słów, by bez problemu ugasił jej złość, a wręcz sprawił, by zapragnęła go jeszcze mocniej.

      Usuń
    2. – A gdzie w tym dreszczyk emocji? Gdybyś miał całą listę przed oczami, nie czułbyś panicznego przerażenia na myśl o tym, o co jeszcze mogę cię zapytać – zauważyła po prostu Cecelia, uśmiechając się szeroko. Na razie wydawał się nieźle znosić jej ciekawość, ale nie doszli jeszcze do tych kłopotliwych pytań, chociaż powoli zastanawiała się, czy jednak nie powinna zrezygnować z tej listy, skoro niektóre rzeczy nie miały dla niej żadnego znaczenia, a jedynie wypadało o nie zapytać. Już dawno temu przeskoczyli etap, w którym powinni zachowywać się zgodnie z ogólnie przyjętymi normami.
      – Mogłabym się chwalić, że znam dowódcę pierwszego oddziału wojsk kosmicznych. Nawet nie musiałabym robić zbyt wiele, żeby przejść do historii – mruknęła Cece, nieznacznie przekrzywiając głowę, ale choć starała się utrzymać lekki ton głosu, na jej twarzy odbiło się wyraźne zmartwienie. Nie wiedziała, jak zareagować na jego plany, bo choć bez problemy wyobrażała sobie Russella w szeregach inżynierów NASA, to wieść o tym, że pod uwagę brał także możliwość wstąpienia do wojska, napawała ją strachem. Wielomiesięczne rozstania, drżenie o życie ukochanego, bezsilność i trwanie w niepewności... Jeśli to było jego marzenie, obowiązkiem Cecelii było go wspierać, lecz zaakceptowanie podobnej decyzji na pewno nie przyszłoby jej łatwo. Russ posiadał jednak niesamowitą umiejętność przekazywania jej rzeczy, o których nie chciała słuchać. Niemal od razu złagodził wydźwięk swoich planów zapewnieniami, że nieważne, gdzie się znajdzie za rok... Chciał wciąż być blisko niej.
      – Myślę, że chyba jesteś najbardziej uroczym nieznośnym dupkiem, jakiego znam – parsknęła śmiechem Cece. Sposób, w jaki mówił trzecia pierwsza randka, mimowolnie wprowadzał ją w stan rozbawienia, chociaż wiedziała, że mówił absolutnie poważnie. Może faktycznie ta perspektywa trochę ją przerażała, ale jednocześnie sprawiała, że czuła ciepło na sercu i była... spokojniejsza. Nie wiedziała, czy Russell na pewno nie zmieni zdania, jednak sam fakt, że za rok wciąż chciał przy niej trwać i być częścią jej życia, wiele dla niej znaczył. Kiedy kelnerka się oddaliła, zostawiając na ich stoliku napoje, złapała za jego rękę i przyłożyła ją do swojego policzka, wtulając twarz w jego dłoń i przykrywając jego palce swoimi. – Nie, Russ, wcale nie jest za szybko. Jest idealne.
      No dobrze. Może jednak od czasu do czasu byli tą ckliwą parą, na której widok wszyscy wywracali oczami, podczas gdy w głębi duszy tak naprawdę im zazdrościli.
      Słysząc jego pytanie, puściła jego dłoń, wzruszając nieznacznie wąskimi ramionami.
      – Nie wiem. Zawsze myślałam, że będę studiowała medycynę w Nowym Jorku. Od roku to właśnie tam powinno być moje miejsce. Teraz nawet nie jestem pewna, czy będę mogła opuścić Chicago. Myślę, że jest ze mną o wiele lepiej niż było, ale nie ufam sama sobie. Nie wiem, czy byłabym gotowa podjąć się tak wielkiej zmiany w krótkim czasie. I nie wiem, co mogłabym robić z tą ręką. Jednak nie chcę, żebyś stał przeze mnie w miejscu, Russell, bo tak naprawdę trudno mi powiedzieć, kiedy uda mi się wyrwać z tego błędnego koła, w które wpadłam. – Mogliby spróbować wymyślić swoją przyszłość razem. Pozwolić sobie na przerwę, zdystansować się od wszelkich oczekiwań. Rzucić wszystko w cholerę, wyjechać gdzieś razem bez odwracania się za siebie, popróbować nowych rzeczy, sprawdzić, co by im odpowiadało. Prawdopodobnie przeżywałaby katusze, jeżdżąc po całych Stanach Zjednoczonych w samochodzie, lecz na początku mogliby pokonywać niewielkie odległości, zanim nie zaczęłaby przezwyciężać swojego lęku. Nie odważyła się jednak wypowiedzieć tej deklaracji na głos. Jakby nie patrzeć, to jednak była ich pierwsza randka. Na razie mieli sprawdzić, czy między nimi wciąż iskrzyło i czy chcieli się w to pakować, nie tworzyć długoterminowe plany, które mogły się nie ziścić.

      Usuń
  71. [Mamy czaas, raczej nigdzie tym Baelishem nie ucieknę XD Jak już coś wymyślisz to daj znać, bo z mojej strony raczej nic w tym kierunku nie wyjdzie, bo nie będę przecież ingerować w Russella, no :3 Niemniej może wyjść coś fajowego, więc czekam!]

    |Baelish

    OdpowiedzUsuń
  72. [Z widzenia to się na pewno znają, ale czy jakąkolwiek bliższą znajomość to ciężko stwierdzić. Chyba, ze za karę w jednej ławce na geografii będą siedzieć XD]

    Berenice Bunny Morten

    OdpowiedzUsuń
  73. Kiwnęla delikatnie głową w momencie, kiedy od odstawiał kieliszki na kuchenny blat. Chciała go. Chciała go tu i teraz, właśnie w tej chwili. Nawet w cholernej kuchni w jej domu. Po prostu go chciała, nic więcej. Chciała zatracić się w jego ramionach, poczuć znów znany zapach, który tak bardzo lubiła. Chciała czuć jak jego ramiona przyciągają ją do siebie, oplatają. Jak ciepło ich ciał łączy się w jedno. Jak oddechy przyspieszają, tylko dlatego, że są bardzo blisko siebie.
    Czasami zastanawiała się, czy aby przypadkiem nie zakochała się w Russell’u Steedzie, jednak tak nie było. Oboje pragnęli miłości, jednakże w ich wypadku, było to zwykłe pożądanie. Chcieli w swych ramionach odnaleźć choć cząstkę tego nieznanego uczucia, jakim była miłość.
    Ophelia od dłuższego czasu nie czuła się już źle z faktem, że sypia z Russem. Że ich relacja polega tylko i wyłącznie na tym, aby pójść do łóżka, zrobić to, a potem każde idzie w swoją stronę. Zdążyła się już do tego przyzwyzaić, przywyknąć. Bo nie miała innego wyjścia, bo wiedziała, że między nimi nigdy nie będzie żadnego uczucia. Jednak w łóżku dogadywali się jak nikt inny, dlatego żadne jeszcze nie zaprzestało tych spotkań.
    Ona również z każdym kolejnym spotkaniem chciała więcej. Chciała czuć bardziej, mocniej, szybciej. Chciała się zatracić, dotknąć czegoś, co ciągle gdzieś umykało. Te cholerne pragnienie miłości siedziało głęboko w niej i uaktywniało się dopiero w momencie, kiedy miała Russella przy sobie. Kiedy mogła go dotknąć, poczuć jego ciepło. Wtedy nagle zaczynało się szarpać, dawać o sobie znać, krzyczeć wręcz, choć Ophelia doskonale wiedziała, że źle szuka. Westchnęła cicho, wplatając ręce w jego włosy, za które delikatnie pociągnęła. Pocałunki jakie zostawiał na jej rozgrzanej skórze doprowadzały ją wręcz do szaleństwa. Aż ją w środku skręcało, że na chwilę obecną ogaraniczają się jedynie do pocałunków, niż zrywania z siebie ubrań, a Ophelia już bliska była tego, aby nie zabrać się za jego rozbieranie. Bo ubrania były zbędne, właśnie teraz, kiedy oboje tego pragnęli, kiedy chcieli siebie poczuć.
    -Wiem, ale coraz bardziej zaczyna mi się to podobać. Zauważyłeś? Wszystko przeważnie robimy tak szybko. Rzucamy się na siebie, ściągamy ubrania. Może czas na małą zmianę?- zapytała, robiąc mały krok w tył, by móc spojrzeć na chłopaka.
    No właśnie, po co oni się tak spieszyli? Mieli dla siebie całą noc, mogli robić wszystko, czego tylko zapragnęli, co sobie wymarzyli.
    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  74. [Puk, puk, czy trafiłem pod właściwy adres?]

    heheszky

    OdpowiedzUsuń
  75. Kiedy z usta Russella w końcu wypłynęły owe słowa, rudowłosa zdała sobie sprawę, że tak naprawdę nie chciała tego usłyszeć. Nie była gotowa na takie odrzucenie. Bo mimo wszystko była tak bardzo naiwna, że sadziła, że usłyszy od niego coś innego. Odsunęła się zupełnie jakby jego bliskość zaczęła jej przeszkadzać. Cóż, dla niego pewnie nie była zbyt komfortowa. Myślała, że jeśli kochasz kogoś braterską miłością, to nie całujesz tej osoby. Nie wzbudzasz w niej złudnych nadziei. To był moment, w którym Ariel zrozumiała, że jej uczucie nigdy nie zostanie odwzajemnione, że na zawsze pozostanie platoniczne. Czuła nie ukłucie w sercu, a okropny ból który nie pozwalał jej na normalny oddech. Nie chciała jednak by poznał co czuła i jak źle było znieść jej rzeczywistość.
    — Och, jasne. Przyjaźń dobrze nam wychodzi. — odparła z naturalnym uśmiechem.
    Schowała wszystkie emocje w sobie. Żal, złość i pewnego rodzaju rozczarowanie. Ale kogo mogła winić? Tylko siebie. To ona ponosiła całą winę za tą sytuację. On z pewnością już wcześniej żałował wczorajszej sytuacji, ale ona dopiero teraz. Jak mogłaś być taka głupia, Ariel? Tyle jest pięknych dziewczyn, on nigdy nie wybrałby ciebie. Właśnie te myśli krążyły po jej głowie.
    — I nigdy nie wychodźmy poza ramy naszej przyjaźni. Nie wiem co sobie myślałam... Zapomnijmy o tym co się stało. — uśmiechnęła się blado i powoli wstała.
    Zamknęła apteczkę i ją schowała. Wytarła łzy, znajdujące się w kącikach jej oczu i gdy do niego wróciła miała już uśmiech na twarzy.
    — Więc, powinieneś już iść. Nie chcę być niemiła, ale po tym bieganiu nie pachniesz za ładnie. — roześmiała się cicho, posyłając mu przelotne spojrzenie. Właściwie to jej nie przeszkadzało, raczej chciała pobyć trochę sama. Musiała wymyślić sposób w który mogłaby pozbyć się tych wszystkich uczuć. Nie miała najmniejszego pojęcia jak przestaje się kogoś kochać, ale zamierzała się tego dowiedzieć.

    Arielle

    OdpowiedzUsuń
  76. – Oczywiście, że oglądałam całą serię! Oprócz tych dwóch najnowszych części – zawołała Cece, jakby oburzona insynuacjami, że nie oglądała takiego klasyka. Szczegół, że miała wtedy siedem lat i niektóre wątki zdołały już zatrzeć się w jej pamięci, mimo jej umiejętności do zapamiętywania zupełnie nieprzydatnych informacji i dialogów filmowych. – Jest złym antagonistą, bo wcale nie chciał taki być! Przeszedł na Ciemną Stronę dla Padme, żeby ją uratować, a ona ostatecznie i tak umarła, więc nic dziwnego, że wpadł w depresję i nie potrafił wziąć się w garść na tyle, by podejmować samodzielne decyzje czy zdobywać większą władzę. – Nic nie potrafiła poradzić na to, że zawsze kibicowała underdogom oraz doszukiwała się drugiego dna tam, gdzie wcale go nie było, jednak nie dlatego wdała się z Russellem w dyskusję na temat wad Dartha Vadera. Lubiła ich nieszkodliwe sprzeczki, zajmowanie przeciwnego stanowiska do niego tylko dlatego, że mogła go w ten sposób trochę podrażnić, a na końcu i tak czekała ich intensywna sesja pocałunków. Cecelia uważnie obserwowała, jak chłopak prostuje się na swoim krześle, jak podekscytowany uzasadnia swoje stanowisko i kąciki jej ust drgnęły, unosząc się w łagodnym uśmiechu. Pewnie było z nią coś nie tak, skoro nerdowska strona Russella tak bardzo ją pociągała i rozczulała, ale w tej chwili mało ją to obchodziła.
    Dziewczyna ściągnęła ciemne brwi w wyrazie zamyślenia, próbując sobie przypomnieć, kiedy prowadzili rozmowę na ten temat i czy faktycznie wspominała, skąd wziął się mroczny pseudonim Anakina Skywalkera. Zirytowało ją to, że Steed tak bardzo ucieszył się z jej niewiedzy, ale już po chwili prychnęła, kręcąc głową z dezaprobatą, która jednak szybko została zastąpiona przez rozbawienie.
    – Przez całe lato zasypywałam cię różnymi ciekawostkami z dziedziny literatury, biologii, fizyki i chemii, a ty musiałeś zapamiętać akurat tą odnośnie Dartha Vadera? – mruknęła z udawanym politowaniem, wzdychając ciężko, jakby faktycznie ją zawiódł.
    Tym razem to Cecelia się zakrztusiła swoją gorącą czekoladą, kiedy Russell zaczął wygłaszać przed kelnerką uwagi na temat jej nadprogramowych kalorii i siedzenia przed telewizorem. Zmrużyła wściekle oczy, posyłając mu swoje firmowe, mordercze spojrzenie, a gdy zaproponował, że może pomóc jej zgubić dodatkowe kilogramy, bez wahania kopnęła go w goleń pod stołem, posyłając mu słodki, niewinny uśmiech.
    – Zachowuj się Steed. A jeśli jeszcze raz nazwiesz mnie twoją słodką, różową kuleczką i porównasz mnie do świnki, przysięgam, że będziesz zbierał swoje zęby z podłogi – wycedziła Cece przez zaciśnięte zęby. Jej słowa wyraźnie kontrastowały ze ślicznym uśmiechem, przez co wyglądała jeszcze bardziej przerażająco, choć jej wzrost wahał się w granicach stu sześćdziesięciu centymetrów i była tak chudziutka, że wydawało się, jakby mocniejszy podmuch wiatru miał ją porwać. – Akurat. Wcale nie chcesz mnie uratować przed chorobami, po prostu dbasz o moje walory estetyczne dla własnej korzyści.
    To była dla niej… odświeżająca myśl. Russell nie przejmował się niedowładem jej mięśni twarzy, drżącą dłonią niepozwalającą jej na wykonywanie czasami najprostszych czynności jak zapięcie drobnego guzika przy koszuli. Nie obchodziło go to, że przez częściowy paraliż jej mimika stała się asymetryczna, a wierzch ręki pokryty jest brzydkimi, guzełkowatymi bliznami i w przyszłości to nie miało się zmienić. Większą wagę przykładał do faktu, że jak każda kobieta z biegiem czasu będzie mogła przybrać na wadze, że w końcu na jej młodzieńczej cerze pojawią się zmarszczki, jednak to były problemy, które dotykały całą damską część populacji, a Cecelia miała pewność, że nawet z nadwagą i pomarszczoną skórą w oczach Russa wciąż byłaby piękna. Każdy musiał się mierzyć ze swoimi kompleksami i niedoskonałościami, jednak podczas gdy jej były nieco bardziej widoczne niż te innych, nie sprawiało to, że traciła na urodzie, przynajmniej nie w jego oczach, a dla niej liczyła się tylko opinia chłopaka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie sądziła, że dojdzie do momentu, w którym faktycznie uda jej się zaakceptować siebie, lecz kiedy Russell był przy niej, całej reszcie świata mogła pokazać środkowy palec. Bo tylko on miał znaczenie.
      Cece przesunęła palcami po kancie stolika, spuszczając wzrok. To będzie jak zerwanie plastra: szybkie i bezbolesne powtarzała sobie w myślach, przegryzając dolną wargę. W końcu uniosła spojrzenie na chłopaka, który cierpliwie czekał, aż zbierze się w sobie, by zadać kolejne pytanie.
      – Ile ich było, Russ? – zapytała cicho. Nawet nie wiedziała, czy pyta o jego partnerki, czy może o te, z którymi nie łączyło go żadne głębsze uczucie oprócz fizyczności. Nie potrafiła powiedzieć, dlaczego tak bardzo chciała wiedzieć, jak wiele dziewczyn przewinęło się przez życie Steeda od momentu ich rozstania. Nie mogła mieć do niego żalu o to, że kiedy zniknęła z jego codzienności, próbował zapełnić tę pustkę kimś innym. Wiedziała jedynie, że to, czy po niej miał tylko jedną, czy kilka sympatii, miało dla niej dziwne znaczenie. Przez to, że jej życie potoczyło się w taki, a nie inny sposób, sama nie miała okazji spróbować być z kimś innym niż Russell, ale gdyby ostatnie dwa lata potoczyły się takim rytmem, jakim powinny, wcale nie była przekonana, czy sama również nie zaczęłaby się spotykać z innymi chłopakami. W końcu żadne z nich nie wierzyło, że jeszcze się spotkają, a już na pewno, że po upływie tego czasu z miejsca ponownie między nimi zaiskrzy.
      – Kiedyś to było moje marzenie, wiesz? Na początku chciałam zostać chirurgiem nie po to, by pomagać ludziom, ale by zyskać prestiż. Przeprowadzić operację, której nikt wcześniej nie wykonał, żeby cały świat mógł o mnie usłyszeć i zapamiętać. Żebym mogła zostawić po sobie jakiś ślad, nawet jeśli miałaby to być miniaturowa zmianka w podręcznikach do medycyny – wyjaśniła Cecelia, uśmiechając się z zażenowaniem, jakby to, co mówiła, było wyjątkowo głupie i jakby wstydziła się za tą dziewczynę, którą niegdyś była. Wielomiesięczne pobyty w szpitalu oraz ośrodku rehabilitacyjnym nauczyły ją nieco pokory, dały inne spojrzenie na świat. Powinna kierować się przede wszystkim empatią i prawdziwą chęcią pomocy innym przy wyborze lekarskiej ścieżki kariery, ale wtedy w głowie miała tylko marzenie o sławie, o dokonaniu, które zmieniłoby oblicze nauki. Nie kierowała się szlachetnymi pobudkami, a teraz, gdy nawet najmniejsza szansa na zostanie chirurgiem przepadła, Cece w końcu zrozumiała swój błąd.
      To były tylko obietnice, lecz mimo wszystko poprawiły jej humor. Nikomu innemu by nie uwierzyła, jednak w oczach Russa widziała nieme postanowienie, że uchyli jej nieba. Nawet jeśli nie wiedziała, jak i kiedy uda jej się przezwyciężyć swoje demony, z postawy chłopaka wyraźnie emanowała determinacja, by zapewnić jej wszystko, o czym tylko sobie zamarzy. Na pewno nadrabiał optymizmem za ich oboje, jednak chciała dać mu się porwać. Chciała pozwolić mu się zabrać do Nowego Jorku, a potem także do innych miast, które wybraliby wspólnie. Jej rodzice prawdopodobnie dostaliby szału, ale Cece wkrótce kończyła dwadzieścia jeden lat i tak naprawdę już niczego nie mogli jej zabronić. Może nadszedł czas, by im się sprzeciwiła i podjęła decyzję, która zapewni szczęście jej, nie otaczającym ją ludziom.
      Chociaż pewnie najpierw przydałoby się, żeby oboje skończyli szkołę, zanim impulsywnie rzucą się na głęboką wodę.
      – Co jeszcze zaplanowałeś? – spytała Cece, oskarżycielsko kierując w jego stronę widelec. Jego pytanie było zbyt nagłe, a na jego twarzy widniało zbyt duże napięcie, by nie miał jakiegoś ukrytego celu w propozycji wzięcia deseru na wynos. Nawet jeśli Russell się zmienił, wciąż go znała i nie potrafił przed nią ukryć pewnych rzeczy, tymczasem postanowiła go trochę podrażnić. – No nie wiem… Tak bardzo podoba mi się w tej kawiarni. Skoro serwują tak świetną gorącą czekoladę, na pewno mają szeroki wybór pysznych deserów, a ja chętnie zjadłabym na miejscu…

      Usuń
    2. Tak naprawdę Cecelia również wolałaby już opuścić hiszpańską restauracyjkę. Serwowali pyszne jedzenie, kawiarenka miała świetny klimat, jednak mimo wszystko brakowało jej prywatności. Zaczynało ją denerwować, że Russell siedział naprzeciwko niej, więc nie mogła swobodnie się do niego przytulić, chłonąc jego obecność, której przecież tak bardzo jej brakowało przez ostatnie dwa lata. Wiedziała, że sama prosiła o to, by się nie śpieszyli, jednak teraz mogła myśleć tylko o tym, jak bardzo chciała znowu poczuć ciepło jego ciała, jego elektryzującą bliskość, jak bardzo łaknęła jego zmysłowych pocałunków, dłoni z wyczuciem błądzących po jej skórze, wysyłających rozkoszne dreszcze wzdłuż jej kręgosłupa. Była tak skupiona na swoich pragnieniach, że dopiero pytanie chłopaka wyrwało ją ze słodkiego zamyślenia.
      – Ostatni wspólny wieczór – Cece nie musiała się długo zastanawiać. Było wiele momentów, które na trwałe wyryły się w jej pamięci po tamtych wakacjach, ale ten był dla niej najważniejszy, mimo że posiadał słodko-gorzki wydźwięk. – Nasi wspólni znajomi zorganizowali ognisko, a ty przez całą noc nawet na chwilę nie wypuściłeś mnie ze swoich ramion. Później wszyscy się rozeszli i zostaliśmy tylko we dwójkę przy dogasającym palenisku. Opierałam się plecami o twój tors, zajadając się przypalonymi piankami, które sklejały mi podniebienie, a ty szeptałeś mi do ucha mityczne historie związane z twoimi ulubionymi konstelacjami. Potem… – Cecelia ściszyła głos, nie chcąc, by ktokolwiek ich usłyszał. – Kochaliśmy się na tej plaży po raz ostatni. I żebyśmy mieli jasność: nigdy więcej tego nie zrobię, miałam piasek dosłownie wszędzie. A jakie jest twoje ulubione wspomnienie z tamtych wakacji, Russ?

      Usuń
  77. Wszyscy jesteśmy częścią kosmicznego żartu.
    Z całą pewnością Lucas nią był, biorąc pod uwagę jak potoczyło się jego życie. Ten ktoś na górze musiał mieć niezłe poczucie humoru, bo nie dość, że stworzył go jako miłego młodzieńca, to co chwilę rzucał mu kłody pod nogi. Czuł się jak pieprzony pionek, jak kręgiel, który raz za razem jest przewracany przez jebaną kulę i kiedy tylko się podniesie na tyle, żeby stanąć stabilnie, znowu coś go uwala na glebę. W czasach przed wypadkiem jakoś sobie z tym radził. Dzielnie pokonywał każdą trudność, podnosił się za każdym razem bez narzekania na niesprawiedliwość tego świata i stawiał mu czoła z dumnie uniesioną głową, bo tak nauczyła go mama. Bardzo długo trzymał się tych wszystkich zasad. Do czasu po wypadku.
    Ojciec uznał, że jebnął się w głowę tak mocno, że nie warto się już nad nim roztrząsać i machnął na niego ręką. Nie ważne, że poturbowane ciało, że połamane kości, że nie będzie chodził, że może kiedyś uda mu się czołgać. Ojciec sobie odpuścił już pierwszego dnia, kiedy tylko na niego spojrzał. Beznadziejny przypadek, nic się nie da zrobić, na organy go i w piach. I pewnie tak byłoby najlepiej.
    W piach jednak nie poszedł. Z niewielką pomocą stanął na nogach i od tamtej pory spierdala przed dawną wersją siebie. Bycie miłym i dzielnym nie przyniosło mu kompletnie niczego, więc postanowił spróbować innego podejścia, zastanawiając się, czy ten na górze jeszcze coś dla niego wymyśli.
    Ówczesna gwiazda koszykówki stała się zapijaczonym nastolatkiem, kompletnie odciętym od rzeczywistości, przekonanym o własnej nieśmiertelności. Po wypadku upatrzył sobie barierki mostów, wysokie dźwigi i brzegi urwisk, jako miejsca idealne właściwie na wszystko. Później doszły do tego podejrzane uliczki, zapchlone meliny i twarde ławki aresztu, które właściwie stały się jego domem.
    Znalazło się kilku śmiałków, którzy próbowali mu dorównać odwagą (prędzej głupotą), jednak bardzo szybko się wykruszali, przerażeni konsekwencjami i reakcją ich tępych panien na to jaki wpływ miał na nich Lucas. A on przecież nic nie robił. Nikomu nie kazał wspinać się na szczyt latarni, nie wlewał alkoholu do gardła, nie mówił, żeby kradli znaki drogowe, nie wciskał pigułek do ust. Wbrew pozorom Luke był grzecznym chłopcem, skazującym na potępienie tylko siebie. Oni sami czuli się zobligowani do tego, żeby w jego towarzystwie wyprawiać te dziwne rzeczy.
    Dlatego dopiero gdy poznał Steed’a poczuł się na tyle zainteresowany, żeby faktycznie spędzać z nim trochę więcej czasu, niż z chwilowymi ziomeczkami. On był inny. Nie łaknął usilnie jego towarzystwa i nie popisywał się na każdym kroku, żeby umilić mu dzień. Potrafił wykazać tyle samo zainteresowania co Thatcher, więc chyba właśnie dlatego tak dobrze się dogadywali. Nic między nimi nie wydawało się sztuczne, ani wymyślone, a ich relacja pojawiła się naturalnie, bo się zwyczajnie dogadywali. A to w przypadku Lucas’a był ogromny progres.
    Piątkowe wieczory były koszmarem Chico. Nie potrafił usiedzieć w domu i nie ważne jak bardzo by się bronił przed tym, żeby kolejny raz wyjść na miasto i zachlać ryj, i tak zawsze to robił. Każdy jeden piątkowy wieczór zaczynał i kończył się tak samo. Każdy, oprócz tego, w który to wszystko się zaczęło. Też wyszedł na miasto, też spotkał się ze znajomymi, wsiadł w samochód i stracił życie. Może nie dosłownie, ale stracił tamto życie. Dlatego kluczyki od Continentala zostały w domu.
    Zahaczył o ulubiony bar, w którym wlał w siebie kilka szotów, po czym zatrzymał się na chwilę na imprezie bractwa, gdzie mało brakowało, a dorwałby się do pigułek, które zwaliłyby go z nóg. Ostatnimi przebłyskami silnej woli jednak się powstrzymał. Po ostatniej akcji miał serdecznie dość podejrzanych tabletek, a już na pewno nie da się więcej wychujać na kasę, więc nie zwracając na zachęcające spojrzenia dziewczyn opuścił budynek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyciągnął telefon, na którym szybko wystukał adres, pod który miał zamiar się skierować i wysłał wiadomość do kumpla. Opuszczony budynek fabryki na końcu miasta był jego ulubionym miejscem ostatnimi czasy. Nikt oprócz niego tam nie zaglądał, a przynajmniej on nikogo tam nie spotkał, więc mógł bez większych przeszkód targać się na własne życie i w ostatniej chwili rezygnować. Poczucie własnej śmiertelności dawało mu zastrzyk tak bardzo potrzebnej adrenaliny. Tylko to potrafiło zadowolić go na tyle, żeby przez chwilę zapomniał, że jedna sekunda zniszczyła jego przyszłość.
      Miał cichą nadzieję, że Russ się pojawi. W plecaku niósł zawinięte z imprezy butelki szkockiej i jeśli będzie zmuszony wypić je sam, to mógł mieć pewność, że już dziś do domu nie wróci. Złapał więc taksówkę, nie zwracając uwagi na zdziwienie kierowcy, kiedy podał mu odpowiedni adres.
      Kiedy znaleźli się na miejsc rozejrzał się w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak życia, a kiedy takowych nie znalazł, zapłacił i skierował się do ukrytego za przerośniętymi krzakami wejścia. Budynek był w stanie ruiny, a na piętrze każdy krok był bardzo ryzykowny, biorąc pod uwagę wielką dziurę, która ciągnęła się aż do piwnicy. Po kątach nadal stały okryte starymi szmatami maszyny, w których buszowały szczury i inne gryzonie. Schody prowadzące na górę były wybrakowane, ale dało się nimi wspiąć na wyższe piętro, z okna którego spokojnie można było obserwować okolicę i tam właśnie udał się Luke. Wielkie okna wpuszczały do środka dostateczną ilość światła, żeby nie zabić się o wystające z podłogi rury i rusztowania.

      Lucas

      Usuń
  78. [Skoro Russ potrzebuje kumpla, to przychodzę i zgłaszam swoją kandydaturę! Do tego proponuję burzę mózgów, na pewno razem coś wymyślimy. :)]

    Matthieu Lestrange

    OdpowiedzUsuń
  79. Miała ochotę się na niego rzucić i wyściskać, za te wszystkie lata, które spędzili z daleka od siebie, ale ochota na zamknięcie go w uścisku minęła tak szybko, jak chłopak otworzył usta i zupełnie beznamiętnym tonem wypowiedział jej imię, nawet nie fatygując się by podać jej rękę. Jego obojętność aż raziła po oczach, a kiedy usłyszała jego pytanie na temat numeru tematu, który powinni jak najszybciej wybrać, zacisnęła usta w cienką kreskę, przygryzając wewnętrzną stronę policzka. Był inny. Nie zdążyła jeszcze zamienić z nim żadnego porządnego słowa, ale nawet nie musiała tego robić, by stwierdzić, że jej Russ, chłopak, który w dzieciństwie przynosił jej kwiatki w ramach przeprosin, jest inny. I nie chodziło jej wyłącznie o wygląd zewnętrzny, wiadomo, każdy dorasta, a nieodłączną częścią tego procesu jest zmiana naszej aparycji. Ale prawdą było to, że trudno było jej się skupić na jego nowej fryzurze i bardziej zarysowanych kościach policzkowych, kiedy jego oczy jakby unikały spotkania z jej własnymi, drażniąc ją swoją beznamiętnością. W co ty pogrywasz, Russell?
    Odchrząknęła, odrywając spojrzenie od twarzy chłopaka i szybko zerkając na trzymaną przez nauczycielkę listę. Najbardziej odpowiadał mu drugi lub czwarty temat?
    — Weźmiemy piąty — odparła, kompletnie ignorując propozycję chłopaka, nawet nie wczytując się w szczegóły wybranego tematu. Wszystkie z nich były do siebie podobne, jednak Stephanie czuła teraz tą malutką satysfakcję z tego, że podjęła decyzję bez konsultacji ze swoim partnerem, tym samym robiąc mu na złość. Przynajmniej o to jej chodziło. Chciał zachowywać się w stosunku do niej jak dupek? Proszę bardzo, ona wcale nie miała zamiaru stać i dać się tak traktować. Nie jest już dzieckiem, które dało się udobruchać za bukiet zwiędłych i pogniecionych kwiatów.
    — Świetnie! Bądźcie ostrożni, nie chcemy, by stała się wam jakaś krzywda. Szkoła jest ważna, ale wasze zdrowie i bezpieczeństwo powinny być na pierwszym miejscu! — na początku wydawało jej się, że nauczycielka wcale nie mówi do nich, tylko zwraca się już do kolejnej pary, czekającej w kolejce, ale kiedy ta nie przestawała wpatrywać się w oczy brunetki, jakby czekając na jakikolwiek ruch z jej strony, dziewczyna zmarszczyła tylko brwi, starając się zrozumieć sens wypowiedzianych przez kobietę słów. Mają być ostrożni? Jakie bezpieczeństwo?
    Pochyliła się nad listą, a kiedy doczytała dopisek, widniejący pod tematem z numerem pięć, niekontrolowany nerwowy śmiech wyrwał się z jej ust. Napotkała pytające spojrzenie Russella, ale nie odezwała się do niego ani słowem, odkładając to na później, i zwróciła się w stronę nauczycielki, nieco już zniecierpliwionej ich powolnymi ruchami i brakiem zdecydowania.
    — Poradzimy sobie. W końcu każde z nas było kiedyś w lesie — uśmiechnęła się grzecznościowo i ruszyła do wyjścia, nie chcąc dłużej blokować kolejki. To, czy Russell miał zamiar ją dogonić, ani trochę jej nie obchodziło. No dobra, może odrobinkę.

    Steph

    OdpowiedzUsuń
  80. Chyba każdy rodzic marzy o tym, żeby dziecko poszło w jego ślady, o ile oczywiście jest kimś szanowanym, a Russ miał szczęście, że rodzice w ogóle interesują się jego przyszłością. W przypadku Lucas’a sytuacja trochę się komplikowała. Matka nie żyła, a jak jeszcze żyła, to Luke był za mały, żeby choćby próbować go nakierunkowywać. Był beztroskim dzieckiem, którego jedynym obowiązkiem była dobra zabawa. Później umarła i nie był już beztroski, ale to inna sprawa.
    Był jeszcze ojciec. Ojciec, który w całości poświęcił się pracy i chyba zapomniał o tym, że nie jest sam. Ojciec, który wolał spędzać całe dnie w biurze i piąć się po szczeblach kariery, zamiast zabrać synów na wycieczkę. I w końcu ojciec, który teraz miał głęboko w dupie jakie życie prowadzi Chico i nadawał się tylko do opłacania karty kredytowej syna. To na pewno nie był dobry rodzic. Każdy rodzic jest lepszy. Czasami nawet myślał, że po śmierci mamy został sierotą.
    Teraz nawet gdyby ojciec się obudził i próbował układać mu życie, to prędzej wyśmiałby go i oddał mu kartę, niż zgodził się na cokolwiek. Ostatni raz jaki rodziciel miał na niego wpływ miał miejsce tuż po wypadku, kiedy to przyjął pieniądze od ojca Duncan’a w zamian za milczenie. Wtedy jeszcze nie miał aż tyle kasy, a dodatkowa gotówka przysłużyła mu się do ilości, którą posiada w tym momencie.
    Z tym posiadaniem przyjaciół w przypadku Lucas’a było różnie. Bo w końcu jaki normalny człowiek chce mieć za przyjaciela ćpuna i alkoholika, który robi to wszystko celowo? Kto chciałby się zadawać z udręczonym nastolatkiem, który uwielbia życie na krawędzi i pluje na wszystkie reguły? Samo spędzanie z nim czasu było wyzwaniem, nigdy nie wiadomo co takiego przyjdzie mu do głowy i ile jeszcze razy będzie trzeba uciekać przed policją. Miał dwie przyjaciółki, przy których starał się zachowywać normalnie, choć tylko dlatego, że ich krzyki powodowały migreny gorsze od kaca. Więc kiedy tylko poznał Russ’a, a ten okazał się nawet chętny, żeby tego czasu trochę z nim spędzać, to przy nim też postanowił przystopować. Traktował go trochę inaczej niż przelotnych znajomych od butelki czy innych zabaw, może dlatego, że pojawił się w jego życiu w momencie małego zawahania.
    Miał dokładne plany na najbliższą przyszłość, które zrodziły się w jego głowie tuż po wypadku, kiedy okazało się, że jego najlepszy przyjaciel woli ułożyć sobie życie na nowo, bez niego. Od tego momentu myśli o zemście towarzyszyły mu każdego dnia. Upijał się, żeby zaznać choć trochę spokoju i oderwać się od tego szaleństwa, ćpał, żeby wyobrazić sobie inną rzeczywistość, może taką pozbawioną bólu odczuwanego przy każdym kroku. Śruby w nodze pozbawiły go szansy na karierę sportową, ale też normalnego życia. Jak nauczy swoją teoretyczną przyszłą córkę jazdy na rowerze, skoro nie będzie nawet mógł obok niej pobiec? No cóż. Na szczęście nie będzie miał dzieci, jeśli zrealizuje swój plan, więc nie miał się o co martwić.
    Plany te przez chwilę zeszły na drugi tor. Zaczął faktycznie czerpać radość z tego życia, skakanie z kwiatka na kwiatek mu odpowiadało, nawet całkiem sobie radził w szkole, miał przyjaciół, znajomych, których faktycznie interesował… A jednym z nich był Russ. Teraz każdego dnia musiał się zmuszać do myślenia o swoim planie i siłą do niego dążyć, bo przecież nic się nie zmieniło. Jego życie nadal było zniszczone, a on potrzebował sprawiedliwości, którą sam wymierzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słysząc wołanie gdzieś z dołu wskoczył na miejsce, w którym wcześniej musiało być okno, a teraz znajdowała się tylko prostokątna dziura. Od razu zauważył chłopaka, który kroczek po kroczku pokonywał trasę do budynku. Właściwie się nie dziwił, sam pewnie szedł w ten sposób, żeby się nie zabić, ale mimo wszystko, wyglądało to zabawnie, więc nie omieszkał się roześmiać.
      -Nie mam długiego warkocza, po którym mógłbyś się wspiąć, więc musisz poradzić sobie ze schodami. –powiedział kiwając głową w stronę wejścia do budynku. Schody stanowiły wyzwanie, ale wierzył że kumpel poradzi sobie z tymi kilkoma brakującymi schodkami, prawda? W końcu dzieci wychowujące się na wsi powinny być zwinne i zaradne, więc miał okazję się wykazać. –I patrz pod nogi, gdzieś tam leżał zdechły kot. –dodał zeskakując z okna z powrotem do środka i ruszył w stronę wielkiej ziejącej dziury, przez którą mógł obserwować poczynania chłopaka. –A jak Ci się uda, to czeka Cię nagroda. –dokończył unosząc w górę butelkę z alkoholem. Ta akurat zawierała whisky, ale w plecaku, który tu przyciągnął miał też tequilę i zwykłe piwo, choć o tym drugim nie zamierzał mówić, bo znowu sam będzie musiał się upijać.

      Luke
      [Jakie piękne zdjęcie Russ’a *,* A Skye w powiązaniach jeszcze piękniejsze :3 Chyba też muszę coś takiego wykombinować ;D]

      Usuń
  81. Plus bycia sierotą. Nie miała rodziców, którzy wisieliby jej nad głową i pilnowali czy aby dobrze się uczy, czy wraca do domu na czas, czy ma odpowiednich przyjaciół i czy je dużo owoców i warzyw.
    W szkole radziła sobie nieźle, ale do akademika wracała ledwo na noc, a towarzystwo, w którym się obracała czasami pozostawiało wiele do życzenia. I jadła prawie same fast foody, a dzięki tasiemcowi dalej była szczupła, więc wszyscy wokół mogli sobie myśleć, że żywi się też dobrze.
    Raz spotkała na ulicy opiekunkę z domu dziecka, która zaczęła się zachwycać nad tym jak pięknie wygląda i jak doskonale sobie radzi w życiu, bo przecież to widać, choć była kompletnie nieświadoma nieprzespanych nocy, ilości energetyków wlewanych w ten drobny organizm i podtrzymywanie się nosem, żeby zarobić choć trochę, żeby jakoś sobie poradzić.
    Ale mniejsza o to. Dobrze jej było bez rodziców, bo nie znała nawet uczucia ich posiadania.
    -Muzyka. Potrzebujemy ścieżki, która będzie idealnie oddawała nastrój. –powiedziała po raz kolejny zabawnie marszcząc brwi. –Słucham rock’a, a to raczej nie będzie dobry soundtrack do takich emocjonalnych rozterek. –zaśmiała się na wyobrażenie biegnącego chłopaka i dobrze brzmiących gitar w tle. Nie, to zdecydowanie nie był dobry pomysł, a skoro tak się zaangażowali, należało wymyślić coś odpowiedniego. –Wiesz, coś… Sielankowego. –dodała, odnajdując w końcu odpowiednie słowo. Tak przecież mówili, prawda? Że życie na wsi to sielanka, znaczy coś dobrego i spokojnego, coś do czego można dążyć.

    Skye

    OdpowiedzUsuń
  82. Cece naprawdę z trudem powstrzymywała się od śmiechu, patrząc, jak chłopak z naburmuszoną miną odchyla się na krześle, splatając przedramiona na torsie i wciąż na nowo przeżywa niedoskonałości Gwiezdnych Wojen. Możliwe, że odrobinę go podpuszczała, bo lubiła patrzeć na jego obrażoną minę i chciała wybadać jego reakcję. To był ten sam Russell, który godzinami mógł toczyć boje na temat całej otoczki filmów George’a Lucasa, wytykając błędy przy jednoczesnej fascynacji całym tematem. To było takie… normalne. Nie musieli rozmawiać o miesiącach bolesnej rozłąki, podczas których często zastanawiali się co by było gdyby…, o samotnych tygodniach spędzonych przez nią w szpitalu, kiedy odmawiała przyjmowania jedzenia, próbując się zagłodzić i niekończących się godzinach rehabilitacji, o jego licznych przeprowadzkach, żalu do rodziców i poczuciu zagubienia, o przyszłości, która wciąż pozostawała niepewna, wisząc nad ich głowami niczym katowski topór. Mogli mówić o błahostkach, wymieniać się uwagami dotyczącymi filmów, które wszyscy znali, mogli przerzucać się największymi banałami albo słabymi żartami i nie byłoby w tym nic złego. Cecelia wręcz z ulgą przyjęła tę nagłą zmianę nastroju; bała się, że chwila napięcia i powietrze tak ciężkie od niewypowiedzianych słów, że można by było je kroić nożem, skutecznie zepsuje niesamowitą lekkość, z jaką przychodziło im spędzanie czasu w swoim towarzystwie na ich trzeciej pierwszej randce, ale nic takiego nie nastąpiło. Za to Russell ekscytujący się Gwiezdnymi Wojnami był tak rozkosznym widokiem, że nie mogła powstrzymać głupiego uśmiechu, który wkradł się na jej wargi.
    – No już, spokojnie, amigo, zaraz ci żyłka pęknie… – mruknęła Cece, zupełnie ignorując oburzenie odbijające się w jego błękitnych tęczówkach. Po chwili uniosła brwi do góry w ostrzegawczym geście. – Sugerujesz, że jestem zbyt głupia, żeby zrozumieć, o co ci chodzi? – Oczywiście tylko się z nim droczyła, tak jak wtedy, gdy wspólnie zabawili się kosztem młodej kelnerki, prezentując przed nią zaimprowizowany melodramat. Może oboje powinni rzucić wszystkie swoje plany i przenieść się do Hollywood w poszukiwaniu odpowiedniej drogi kariery? – Och, ale przynajmniej mnie ostrzegłeś. Już wiem, że jeśli kiedykolwiek powierzą ci dowództwo nad pierwszą flotą kosmiczną, przejdziesz na stronę zła, zostaniesz imperatorem i ruszysz na podbój galaktyki. Mam tylko nadzieję, że spotka nas lepszy koniec niż ten Padme i Anakina. – To nie miało zabrzmieć tak poważnie, jednak mimo żartobliwego tonu jej słowa wydawały się mieć jakiś przygnębiający wydźwięk. Z drugiej jednak strony Cecelia nigdy nie wierzyła, że ona i Russell będą mieli szczęśliwe zakończenie. Ich pierwsze spotkanie było intensywne, namiętne i pełne uczuć, jakich nigdy dotąd nie doświadczyła, ale od początku ciążyło nad nimi fatum, każda chwila miała słodko-gorzki posmak, bo miała być dla nich jednocześnie pierwszą i ostatnią, skoro wraz z końcem lata miał nastąpić także koniec ich znajomości. Podjęli tę decyzję wspólnie i nawet jeśli przez nią cierpiała, nie żałowała ich postanowienia. Byli wtedy zbyt młodzi, zbyt niedojrzali, by udało im się udźwignąć ciężar takiej relacji na odległość, ponadto chciała skupić się na osiągnięciu jak najlepszych wyników akademickich, by dostać się na wymarzone studia dzięki stypendium, ponieważ jej rodziny nie stać było na to, by zapłacić za jej dalszą naukę na topowej uczelni w kraju. Cece nie chciała, by skończyli w taki sam sposób, jak miliony innych par sztucznie podtrzymujących swoje związki na odległość; nie chciała patrzeć, jak stopniowo się od siebie oddalają, jak łączące ich uczucie powoli obumiera, jak przestają znajdywać wspólne tematy do rozmów, aż nastaje cisza, która trwa już do samego końca. Wolała zapamiętać łączącą ich więź jako romantyczną, pełną życia, gwałtowną i nieskończoną, nawet jeśli było to odrobinę naciągane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz, kiedy z powrotem zobaczyła Russella, bała się, że wspomnienia okażą się nadmiernie podkoloryzowane, że w rzeczywistości nie będzie w stanie dorównać wizji samego siebie, którą tak starannie, z uczuciem przechowywała w sercu, jednak okazało się, że ta iskra nigdy nie zgasła, a teraz nieśmiało rozrastała się do małego płomienia przyjemnie ogrzewającego jej wnętrze.
      – A mówiłam ci, że wizerunek Mistrza Yody był wzorowany na Albercie Einsteinie? – spytała, zabawnie marszcząc drobny nosek, gdy przeszukiwała pamięć, starając się złożyć w całość wszystkie fragmenty ich rozmów dotyczących Gwiezdnych Wojen, bo Russ wyglądał na zdecydowanie zbyt dumnego, gdy złapał ją na powtórzeniu tej samej ciekawostki dwa razy. Swoją drogą to było urocze, że po dwóch latach wciąż pamiętał ten bezsensowny bełkot, którym go zarzucała w wyniku swojego zdenerwowania.
      – Tak. Właściwie to planuję zamach na twoje życie od momentu, w którym mnie odebrałeś, bo sam się o to prosisz swoimi złośliwymi komentarzami – zapewniła go słodko Cecelia, idiotycznie trzepocząc rzęsami, bo z nieznanego jej powodu to zawsze rozbrajało płeć przeciwną. Czasami naprawdę nie wiedziała, co ci faceci mieli w głowach. – Gdybym jednak już na poważnie planowała zamach, raczej wbiłabym to – uniosła w górę widelec, po czym znacząco zjechała spojrzeniem w dół. – sam wiesz gdzie.
      Nie do wiary, że udało jej się to powiedzieć bez parsknięcia śmiechem. Russell miał na nią tragiczny wpływ.
      – Russellu Steedzie, czy tak właśnie wygląda twoja gra wstępna? Najpierw wyzywasz dziewczynę od jędz, potem sugerujesz, że jest zbyt gruba, by po chwili zacząć nazywać ją słodką, różową kuleczką i ostatecznie dojść do wniosku, że nie ma w niej nic słodkiego? Bo jeśli tak, to wcale się nie dziwię, że przez te dwa lata zaliczyłeś tylko dwie i pół panienki. Chociaż nie jestem pewna, jak można być tylko z połową i chyba naprawdę nie chcę tego wiedzieć – stwierdziła Cecelia, mrugając do chłopaka. Pragnęła, żeby się rozluźnił, żeby zobaczył, że u niej wszystko w porządku i nie miała zamiaru wyjść stąd z płaczem lub urządzać mu awantury. Szczerze mówiąc… ulżyło jej. Gdyby Russell nie miał po niej nikogo, czułaby się ogromnie winna, skoro sama dała się ponieść chwili i nie czekała na niego tak, jak on czekałby na nią. Co prawda wydarzyło się to tylko raz i to w wyjątkowo skomplikowanych okolicznościach, jednak i tak czułaby się z tym źle. Większa liczba dziewcząt również nie działałby na korzyść Russa, bowiem straciłaby do niego cały szacunek, a jedna dziewczyna… Cóż, wtedy bałaby się, że znalazła się osoba zdolna wyprzeć ją z serca chłopaka. Ktoś, z kim byłby na tyle szczęśliwy, że z czasem zapomniałby nawet imienia swojej wakacyjnej miłości. Ale dwie, i pół dodała z rozbawieniem, kobiety, które przewinęły się przez jego łóżko… tyle była w stanie zaakceptować bez większych wyrzutów i smutku.
      Cece pochyliła się nad stolikiem, tak cholernie żałując, że nie siedziała teraz bliżej niego, że nie mogła otrzeć się policzkiem o jego policzek, że nie mogła przybliżyć warg do jego ucha, czując jednocześnie na karku, jak jego oddech przyspiesza z powodu jej bliskości.
      – Obiecuję ci, że sprawię, iż każdy mój pocałunek będzie warty rzucenia przez ciebie palenia – szepnęła, kusząco przegryzając dolną wargę. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz czuła się piękna, jednak Russell sprawiał, że to właśnie przy nim czuła się pożądana. W swoich wyobrażeniach wydawała się sobie ładna tylko wtedy, gdy jej mięśnie twarzy były w pełni sprawne, ale sposób, w jaki chłopak na nią patrzył… Nigdy, w żadnej swojej wizji mimo usunięcia własnych defektów, nie czuła się równie atrakcyjna jak teraz, kiedy wpatrywał się w nią tak, jakby tylko ona liczyła się na całym świecie, jakby dookoła nich mógł rozpętać się Armagedon, a on nawet by tego nie zauważył, bo całą jego uwagę pochłaniała jej uroda.

      Usuń
    2. Po wypadku uważała swoje oczy za ironiczne przypomnienie tego, kim mogłaby się stać; były zbyt intensywnie nasycone zielenią sugerującą życie, początek i odnowienie, nie lubiła w nie spoglądać, bo widziała tylko obecne braki i możliwą przyszłość, jednak przy Russellu mogłaby znowu je polubić. Mogłaby znowu uwierzyć, że stanie się tą dziewczyną, która była widoczna w jej szmaragdowych oczach. Mogłaby pokochać siebie na tyle, by pozwolić, żeby ktoś inny także się w niej zakochał.
      I chciała, żeby to był właśnie Russell.
      Nigdy nie było nikogo innego.
      Myśl, że chłopak podchodził do tego równie poważnie, że nie tylko obiecywał jej złote góry, że nie tylko próbował zagwarantować jej swoją obecność na najbliższych wakacjach, ale także za pięć lat… Cecelia nie wiedziała, jak potoczą się ich losy, jednak złożyła sobie obietnicę, że bez względu na to, gdzie się znajdą, zrobi wszystko, by czerwona nowa stała się dla niej najbardziej wyjątkowym przeżyciem. Bo nawet jeśli nie będą razem, wiedziała, że właśnie tego by dla niej chciał i tego od niej oczekiwał. Bała się tak daleko wybiegać myślami w przyszłość, te nieznane lata, miesiąca, dni, nawet godziny ją przerażały, ale przy Russellu jej lęk stawał się mniejszy. Zazdrościła mu, że nie powstrzymywał się przed składaniem podobnych deklaracji i chciałaby odpowiedzieć mu czymś podobnym, jednak jeszcze nie potrafiła. Jeszcze. Dla niego chciała to zmienić.
      – Z tobą nigdy nie jest zbyt ckliwie. Jakimś cudem jesteś w stanie sprawić, że nawet te tandetne rzeczy wcale nie wydają się być takie kiczowate, a są wręcz romantyczne. Powinieneś to opatentować, może zarobisz miliony jako guru w sprawach podrywu, kupisz sobie wypasioną willę, a potem zaczniesz przechodzić przedwczesny kryzys wieku średniego i rzucisz mnie dla o połowę młodszej małolaty, bo będzie miała większe cycki i zero nadprogramowego tłuszczu. – Może faktycznie powinna zapomnieć o naukowej karierze i przerzucić się na pisanie scenariuszy, z jej wybujałą wyobraźnią i skłonnością do przesadnego dramatyzmu Hollywood szybko by ją pokochało. Po chwili jednak jej spojrzenie zmiękło, gdy popatrzyła na ich splecione dłonie na stoliku. – Albo będziesz wiódł zupełnie normalny, odrobinę ckliwy żywot ze mną, twoją ulubioną zołzą, bo okaże się, że twoja gadka wcale nie była tak dobra, jak ci się wydawało, a ja po prostu za bardzo cię… lubiłam, żeby ci o tym powiedzieć.
      Cece czuła się dziwnie. Z jednej strony wydawało się, że nie mieli zahamowani w swoim towarzystwie, że czuli się równie pewnie, co przed dwoma laty, jednak były tereny, na które bali się wkraczać, jak choćby samo mówienie o miłości. Jakby bała się, że kochać to zbyt wielkie słowo zbyt szybko i nie chciała z miejsca go wystraszyć, bo wciąż nie chciała go zobowiązywać. To było głupie z jej strony, skoro Russ wyraźnie dał jej do zrozumienia, że chce, żeby go zobowiązała.
      – A musisz w ogóle odstawiać mnie do domu? – spytała Cecelia, krzywiąc się nieznacznie. Wiedziała, że musiała wrócić, za bardzo bała się konsekwencji, by pozwolić sobie na taki przejaw buntu, ale wcale nie chciała, żeby ten wieczór się kończył. Russell sprawiał, że łatwo było jej zapomnieć, iż zeszły rok w ogóle miał miejsce, a kiedy tylko przekroczy próg domu, znowu wróci do swojej nieszczęśliwej, pełnej rozpaczy, niedomówień i oskarżeń rzeczywistości. Westchnęła ciężko, starając się uśmiechnąć. – Myślę, że jeśli wkrótce się zameldują, pozwolą mi przeciągnąć godzinę policyjną do jedenastej. Chodźmy stąd. Chcę już dostać swoją niespodziankę.

      Usuń
  83. [Nie mam wymyślonej do tego żadnej konkretnej relacji. :D Jedynie jakiegoś wytłumaczenia, dlaczego owy chłopak nie patrzy River w oczy - to zdanie jakoś przyszło mi do głowy, więc je wrzuciłam do karty, bez żadnych planów i analiz. Więc jeśli Russ miałby jednak ochotę wynieść się od rodziców, to River i jej brat zapraszają. :D A jeśli nie - nie wiem, czy będę pomocna, bo przygarnęłabym jakikolwiek wątek, jako że żadnego jeszcze nie mam. :D Aczkolwiek, nie powiem, Russ ładne oczy ma, to jeden z moich ulubionych wizerunków, tak swoją drogą, więc River pewnie by go unikała.]

    River

    OdpowiedzUsuń
  84. [ginger.galway.girl@gmail.com Czekam! :D]

    River

    OdpowiedzUsuń
  85. River nie dawała się porwać porywom serca. Owszem, łatwo można było ją zakłopotać i niewiele potrzebowała, by spojrzeć na chłopaka przychylniejszym okiem, ale wszystko to było ulotne. Każdy ładnooki chłopiec okazywał się głupi, nudny lub zadufany w sobie. I River było z tym dobrze, bo nie miała pojęcia, co by zrobiła, gdyby spotkała na swojej drodze kogoś wartego uwagi. Sama myśl o angażowaniu się w cokolwiek emocjonalnie sprawiała, że wpadała w panikę, więc wolała się nad tym nie zastanawiać. I była z tym szczęśliwa, dopóki nie dostała od życia w twarz.
    Na początku było ciężko. Kojarzyła Russella ze szkoły i zupełnie nie podobało jej się, że brat zaproponował mu pokój bez konsultacji tego z nią. Russ zdecydował miał ładne oczy. Takie, które sprawiały, że miękły jej kolana, a tego River nie lubiła, dlatego starała się trzymać od niego z daleka. A Ronan sprowadził go pod jej dach. Nawet we własnym mieszkaniu nie mogła czuć się bezpiecznie. Uważnie wychodziła z pokoju, starała się nie zachowywać zbyt głośno i nie zwracać na siebie uwagi. Ale kiedy Ronan się upierał, nie było siły, która mogła go powstrzymać. A wtedy postanowił, że jego przyjaciel i siostra powinni się zaprzyjaźnić.
    Przez chwilę było miło. Okazało się, że Russell jest osobą, z którą bez skrępowania może prowadzić całonocne rozmowy o Gwiezdnych Wojnach, misjach kosmicznych i życiu pozaziemskim. Pokazała mu Star Treka, została jego Spockiem i przez chwilę byli parą naprawdę dobrych przyjaciół. Dopóki River nie zdała sobie sprawy, że ten pasjonat kosmosu nadal jest ładnookim chłopcem, którego pamiętała ze szkolnego korytarza. I do Russa chyba też coś dotarło, bo nagle pojawiła się między nimi pewna niezręczność, która już nie zniknęła.
    Był moment, kiedy pomyślała, że może im się uda. Pocałunek nie wydawał się przypadkowy i nocny maraton klasycznej trylogii spędzili nawet pod jedną kołdrą, ale wszystko zniknęło równie szybko, co się pojawiło.
    River szybko zrozumiała. Ronan jedynie potwierdził jej przypuszczenia. Nie pozostawało jej nic innego, jak się wycofać. Na co w ogóle liczyła? Nie mogła uwierzyć, że była tak naiwna. Ona, dla której Spock był wzorem do naśladowania, pozwoliła sobie na taką chwilę słabości. Przez kilka dni nie była w stanie spojrzeć w lustro. Nie żeby wcześniej robiła to regularnie.
    Ale Ronan nie mógł się o niczym dowiedzieć. Nie zrobiła awantury. Nie obnosiła się ze swoim smutkiem. Nie poruszała nawet tego tematu, ale Russell i tak stwierdził, że chce się wynieść. Przez chwilę nawet była na niego zła. Ale rozmowa nadal była ponad jej siły. Miała nadzieję, że jeśli będzie dostatecznie długo udawać, że nic się nie wydarzyło, to oboje wymażą te zdarzenia z pamięci. Mądrosć Spocka przydawała jej się jak nigdy wcześniej. Logika i rozsądek. Musiała odsunąć uczucia na bok.
    - Kawę, wiesz, że kawę. Zawsze kawę – rzuciła lekko, wchodząc do kuchni. Oparła się o lodówkę, gwiżdżąc coś pod nosem. Jakąż toczyła ze sobą walkę w środku. – Wiem, że powinniśmy. Niedługo wychodzi Łotr na dvd. Wszystko załatwione, Ronan ustalił już datę projekcji z całym naszym tradycyjnym maratonem. Nie masz się czym przejmować, tylko rezerwuj termin – Skinęła głową na kalendarz, w którym były zapisane niemal wyłącznie tak ważne wydarzenia jak Alien Theme Party czy maraton Władcy Pierścieni.

    River ♥

    OdpowiedzUsuń
  86. [Chyba też taki zraniony chłopak jak Orpheus, więc może tu byśmy coś wykminiły :D Tyle że jestem kiepska w wymyślaniu powiązań i pierwszych wątków :( Może ty coś będziesz miała? Dobrze, że przypominasz, bardzo dobrze, dzisiaj wieczorem albo jutro z rana ci wyślę listę, gwarantuję, że nie będzie tego mało ;>]

    Orpheus

    OdpowiedzUsuń
  87. Cecelia doskonale zdawała sobie sprawę z wad Steeda, choć pewnie nikt by tak nie pomyślał, widząc rozbawione, ale przepełnione czułością spojrzenia, jakie posyłała w kierunku siedzącego naprzeciwko niej chłopaka. Jej analityczny umysł nie pozwalał na całkowite zaślepienie miłością, wiedziała, że czasami Russell zbyt usilnie chciał postawić na swoim, niekoniecznie biorąc przy tym pod uwagę jej zdanie, jednak sama Cece również nie była pozbawiona skaz na charakterze i słabych punktów. Sama również była uparciuchem i nierzadko zdarzało się, że pojawiły się między nimi zgrzyty, kiedy ich opinie się ze sobą nie pokrywały, jednak ku zaskoczeniu wszystkich, byli w stanie wspólnie wypracować kompromis, mimo ich tendencji do niezależności oraz przekonania, że każde z nich wie najlepiej. Zresztą to był tylko wierzchołek góry lodowej. Ona była zbyt zarozumiała, on zbyt cyniczny, ona zbyt chętnie wydawała sądy, nie mając wszystkich danych, on był aż nazbyt bezpośredni, ona odrzucała swoją złośliwością, on z kolei podobno myślał małomiasteczkowo, cokolwiek miało to znaczyć. Oboje byli mieszaniną różnych cech, niekoniecznie tych dobrych i światłych, a mimo to… Nawet jeśli zabrzmi to niewyobrażalnie ckliwie… Russell wydawał jej się być ideałem. Nieważne, że czasami jego despotyzm objawiał się w najmniej odpowiednich momentach, nieważne, że czasami zbyt ostro reagował na jej zapewnienia, kiedy w gruncie rzeczy nie miała nic złego na myśli, nieważne, że wciąż był niepewny tego, czego chce od życia i jak pragnie ukształtować swoją przyszłość, nieważne, że nie potrafił docenić kultowości Dartha Vadera; dla niej był doskonały. Tak doskonały, że czasami zastanawiała się, czy to możliwe, że miałaby tyle szczęścia, by spotkać go na swojej drodze nie raz, a dwa razy, tak doskonały, że momentami pragnęła się go kurczowo uczepić, żeby sprawdzić, czy jest materialny i czy faktycznie nie rozwieje się na jej oczach niczym senna mara tuż po przebudzeniu. Gdyby tylko Russ zdawał sobie sprawę z jej myśli, pewnie nabijałby się z niej do końca życia, jednak nie potrafiła na niego spojrzeć inaczej niż z zachwytem i uczuciem głęboko odbijającym się w jej oczach.
    – Och, chcesz mi powiedzieć, że zaplanowałeś już nawet przyszłość naszych dzieci, skoro wiesz, że nie zostaną rycerzami jedi? Jest jeszcze coś, o czym chciałbyś mi powiedzieć? Wybrałeś też już suknię, w której wystąpię na naszym cudownym ślubie, który na pewno okaże się katastrofą, bo lepiej by było, gdyby nasi rodzice nigdy się nie spotkali, wybrałeś też już miejsce, w którym zamieszkamy, a może nawet ośrodek starości, do którego oddadzą nas niewdzięczne bachory, kiedy będziemy już zgrzybiałymi staruszkami? – zakpiła Cecelia, uśmiechając się krzywo. Wiedziała, że powinna poskromić swoją wewnętrzną złośnicę, jednak ona zawsze wychodziła na wierzch, kiedy dziewczyna zaczynała czuć się niepewnie. Tak naprawdę nie miała nic złego na myśli, bo… chciała tego. To wcale nie wzmianka o odległej przyszłości tak nią wstrząsnęła, bo coraz bardziej oswajała się z myślą, że Russell, kiedy już znowu ją odnalazł, nie miał zamiaru ruszyć się ani na krok, pozostając u jej boku tak długo, jak mu na to pozwoli ani nawet nie myśl o dzieciach wzbudziła jej niepokój, bo choć to było jeszcze zdecydowanie za wcześnie, chciała mieć potomstwo. Nie tak trudno było jej sobie wyobrazić jasnoniebieskie, ciepłe tęczówki Russella w migdałowej oprawie z długimi rzęsami odziedziczonym po niej, a choć byłoby to dla nich ogromne wyzwanie, bez wątpienia dostarczyłoby im to mnóstwa radości. Po wypadku jednak lekarze nie byli pewni, czy Cecelia jest w stanie mieć dzieci. To byłby dla nich ogromny cios, ale wierzyła, że Russ wciąż kochałby ją równie mocno, mimo początkowego zawodu. To ona nie wiedziała, czy sobie z tym poradzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez ostatni rok w ogóle o tym nie myślała, bo nie widziała żadnej możliwości, by w przyszłości znalazł się ktokolwiek, z kim na poważnie myślałaby o założeniu rodziny, jednak nagle na środku stołówki wyrósł przed nią Steed, ponownie zawrócił jej w głowie tym hipnotyzującym spojrzeniem i zawadiackim uśmieszkiem, a ona z każdą sekundą coraz bardziej się w nim zakochiwała, chociaż tak uparcie obstawiała przy tym, że powinni zwolnić. Najwyraźniej nie potrafili być tylko przyjaciółmi; to wzajemne przyciąganie prędzej czy później musiało ponownie dojść do głosu, podczas gdy oni nawet specjalnie nie starali się z tym walczyć.
      Cecelia nie wierzyła w pojęcie bratnich dusz. Nie wierzyła, dopóki nie spotkała Russella.
      Przy nim naprawdę stawała się zbyt uczuciowa i ckliwa.
      – Nie martw się. Ja też nie chciałabym, żeby nasze dzieci zostały rycerzami jedi – szepnęła do niego konspiracyjnie, pochylając się nad stolikiem i posyłając mu przepraszający uśmiech, by nieco złagodzić swoje poprzednie słowa. – Problem w tym, że pewnie się przeciwko nam zbuntują. Najwyżej damy im dożywotni areszt domowy.
      To była śmieszna wizja. Myślenie o dzieciach… Mieli po dwadzieścia lat i jeszcze naprawdę sporo czasu. Na razie sami nie wiedzieli, czego chcieli od życia. Russell musiał odciąć się od oczekiwań rodziców i zastanowić nad wymarzoną ścieżką kariery, Cece musiała poukładać w swoim życiu naprawdę wiele spraw, zamknąć pewien etap i ruszyć do przodu bez ciężaru przygniatającego jej klatkę piersiową… Ale to mogło się zdarzyć. Naprawdę mogło.
      – Chcesz mi powiedzieć, że przez te dwa lata nauczyłeś się czegoś nowego na temat gry wstępnej? Chętnie bym się przekonała, czego takiego się dowiedziałeś, bo o ile pamiętam, potrzebowałeś korepetycji w tym zakresie – mruknęła zadziornie, mrużąc nieznacznie oczy i ściszając głos, by jej słów nie usłyszała przypadkiem kelnerka mijająca ich stolik, by obsłużyć nową parę, która pojawiła się w hiszpańskiej kawiarni. Och, zdecydowanie robiło się to zbyt tłoczno jak na jej gust, wolałaby mieć Russella tylko dla siebie, by mogli się przerzucać docinkami i zdaniami z podtekstem bez strachu, że ktoś ich podsłucha. On potrafił zapomnieć o całym świecie, ale Cecelia nie posiadła tej cudownej umiejętności, wciąż dbając o zachowanie pozorów przyzwoitej, grzecznej dziewczynki, chociaż przy Russie ujawniała się jej niesforna część natury. Jej oczy błyszczały wyzywająco, a słowa pozostawały zaczepne. Często w ten sposób testowali swoje granice, subtelnie igrali z ogniem. Kiedy jeszcze nie byli parą, nieustannie prowadzili ze sobą podobną rozgrywkę, a iskry wręcz leciały, wydobyte z każdego ich spojrzenia czy nie tak przypadkowego muśnięcia. Każdy, kto wtedy na nich spojrzał, widział, że coś było na rzeczy, ale Cece zawsze zbywała ciekawskie pytania koleżanek zdawkowymi komentarzami, bo choć w obecności Russella nie mogła myśleć o niczym innym, jak tylko o chłopaku, przy którym jej serce gubiło rytm, a stado motyli w jej brzuchu zrywało się do lotu, nie była na tyle doświadczona, by mieć pewność, czy on czuł to samo.
      Czuł. Zawsze czuł. To było chyba największe błogosławieństwo, jakie ją spotkało.
      Cecelia skrzywiła się nieznacznie.
      – Mnie też się nie podoba, że siedzimy tak daleko. Następnym razem musimy wybrać miejsce, w którym będziesz tuż koło mnie. Uwielbiam patrzeć na twoją przystojną twarz, ale chciałabym mieć cię blisko – przyznała, chyba po raz pierwszy tego wieczora pozwalając sobie na odrobinę zagłębić się w przyszłość. Bo pragnęła następnego razu. Wręcz desperacko. Nie wyobrażała sobie, że mieliby tylko na tym skończyć i chciała, żeby Russ o tym wiedział, jednocześnie bez możliwości wycofania się. Powiedziała mu, że następnym razem wybiorą inne miejsce. Zdecydowała, że będzie następny raz. Nie miał nic do gadania. Bez wątpienia bardzo romantyczne podejście, nie ma co, Cece.

      Usuń
    2. – Chcę pojechać do Nowego Jorku. Z tobą. Chcę pojechać do Oro Valley, bo wiem, jakie to dla ciebie ważne. Chcę zobaczyć czerwoną nowę, ale tylko wtedy, jeśli będziesz obok. Chcę też wrócić na plażę, na której się poznaliśmy – wymieniała dziewczyna, po czym posłała mu speszony uśmiech. – Zbyt wiele, za szybko?
      Pragnął ją wspierać we wszystkim, co sobie zamarzyła, jednak wcale nie była taka przekonana, czy faktycznie był gotowy. Zupełnie nie rozumiała, skąd wzięło się w niej to przekonanie, że Russell powinien jeszcze trochę się wyszaleć, zanim postanowi związać się z popieprzoną dziewczyną. Będzie musiała trochę powalczyć z tym przeświadczeniem, ale na pewno jej się to uda.
      – To takie dziwne. Na wakacjach nie musieliśmy przejmować się nikim ani niczym, a teraz musisz mnie odstawić, żeby moi rodzice nie wpadli w szał – mruknęła dziewczyna, z niezadowoleniem marszcząc brwi. Na szczęście oboje znajdowali się w takim wieku, że teoretycznie nikt nie mógł im zabronić spotykać się ze sobą, jednak na myśl, że będą musieli z czasem zyskać wzajemną aprobatę swoich opiekunów, miała ochotę schować się pod stolik. Podczas wakacji należeli tylko do siebie, a teraz świat bez problemu mógł spróbować namieszać w ich związku. Nie podobało jej się to i miała zamiar zrobić wszystko, co w jej mocy, by dalej liczyli się tylko oni i ich opinia. – Akurat, jeszcze uwierzę, że się nimi przejmujesz. Spotykasz się ze mną, nie z moimi rodzicami. Gdyby cię polubili… Cóż, to wiele by ułatwiało, jednak nie biorę ich zdania pod uwagę. To mnie masz zaimponować i lepiej o tym nie zapominaj, Steed.
      Jakby nie była jego już w momencie, w którym wypowiedział jej imię.
      Cecelia bez żadnego narzekania podniosła się z krzesła. Już od kilku minut była gotowa, chciała się stąd nareszcie wyrwać. Russell powinien docenić fakt, że wolała jego towarzystwo od deserów, skoro tak bardzo kochała słodycze! To dopiero był akt poświęcenia!
      – Jezu, dlaczego musiałam sobie wybrać faceta, który jest prawdopodobnie ostatnim dżentelmenem na kuli ziemskiej? Jak ja mam uzewnętrznić swoją wewnętrzną feministkę przy tobie? – spytała z rozbawieniem Cecelia, kiedy chłopak położył dłonie na jej talii, delikatnie popychając ją w stronę wyjścia, by rachunek znalazł się jak najszybciej poza jej zasięgiem. Na zewnątrz delikatny podmuch wiatru schłodził jej rozgrzane policzki, dopiero teraz uświadomiła sobie, że jej skóra pokryła się bladoróżowym rumieńcem. Mając u boku Russella, ruszyła w kierunku jego samochodu, ale zatrzymała go, zanim zdążył otworzyć jej drzwi.
      – Poczekaj. Wiem, że nie mamy wiele czasu, ale to była straszna tortura – mruknęła, ujmując jego twarz w swoje dłonie i zmuszając go, by się pochylił. Bez cienia wahania złączyła ich wargi w namiętnym pocałunku pełnym słodkiego pragnienia. Nie potrafiła znaleźć słów na to, co w tej chwili czuła, ale była pewna, że Russell mógł wszystko wyczuć w jej zachłannych muśnięciach warg i cichych westchnieniach. Pragnęła go. W każdym możliwym tego słowa znaczeniu.

      To wciąż trzy komentarze, nie można tego uznać za krócej! Też cię kocham! Łap serduszka, bo dawno ode mnie nie dostałaś ♥♥♥♥♥
      Najlepsza, najwspanialsza, najsłodsza i w ogóle naj Cece

      Usuń
  88. Cece brakowało wyczucia. Wiedziała o tym, zawsze wiedziała, ten brak umiaru przejawiał się we wszystkich aspektach jej życia, czyniąc krzywdę nie tylko otaczającym ją ludziom, ale także jej samej. Nigdy nie czuła potrzeby, by cenzurować własne opinie, bez zahamowania dzieliła się swoimi myślami, nie zawsze w odpowiednim tonie, sprawiając przykrość najbliższym, a trzeba otwarcie powiedzieć, że krąg jej znajomych nie był specjalnie rozbudowany, bo mało osób było w stanie znieść złośliwe przytyki dziewczyny. Dla niej to była gra, choć nie do końca wiedziała, z kim ją prowadziła; może za bardzo bała się dopuścić do siebie inne osoby, przekonana, że kiedy już naprawdę ją poznają, zbyt chętnie odejdą z jej życia, dlatego używała nieprzyjemnych komentarzy jako pola siłowego, które miało odepchnąć od niej potencjalnych przyjaciół? To było jak tarcza zbudowana z nieprzychylności, rozgoryczenia, złośliwości. Zdarzały się jednak osoby na tyle uparte i zdeterminowane, by znieść momenty, w których pokazywała pazurki, a wtedy owa bariera nie dawała jej dłużej schronienia, stawała się raczej przeszkodą. Łapała się na tym, że mówiła rzeczy, których w ogóle nie miała na myśli, tylko po to, by móc uciec od zobowiązań, od budowania głębszych relacji, specjalnie sięgała po chwyty poniżej pasa nawet wtedy, gdy wcale nie chciała ranić. Do pewnego momentu jej docinki były zabawne, ale zbyt łatwo przychodziło jej przekroczenie granicy między nieszkodliwością a zadaniem rany i nie zdawała sobie z tego sprawy, dopóki nie było już za późno. Russell zasługiwał na coś lepszego niż jad od czasu do czasu pojawiający się w jej głosie, niż wyrzuty, które kierowała w jego stronę, gdy zaczynała się czuć wyjątkowo niepewnie i szukała oparcia w znajomych, niewłaściwych słowach. Zasługiwał na jej subtelność, łagodność, nawet bezbronność, gdy w końcu się odsłaniała. Dla niego chciała pracować nad sobą, bo był ostatnią osobą, którą kiedykolwiek chciałaby umyślnie skrzywdzić.
    Tak jak teraz. Szczerzył zęby w uśmiechu, ale widziała pionową zmarszczkę między jego brwiami i lekko przygaszony błysk w oku. Pewnie powinna mu wytłumaczyć, dlaczego zareagowała tak oschle na jego wizję, poruszyć kolejny aspekt jej problemów zdrowotnych po wypadku, ale milczała, wierząc, że to zbyt odległa przyszłość, by już martwić się na zapas jej zdolnością bądź nie do posiadania dzieci. Nic nie zostało powiedziane na pewno, a Cece już wielokrotnie udowodniła, że zwykłe ograniczenia jej nie blokują. Najpierw nie powinna była ujść z życiem z wypadku. Słyszała, jak jeden z operujących ją chirurgów mówił o tym państwu Lawley, nazywając to cudem. Cecelia wiedziała też, że nie powinna była się wybudzić z dwumiesięcznej śpiączki, podczas której otaczała ją nicość. Następnie uznano, że prawdopodobnie nie uda jej się samodzielnie stanąć na nogi, a jedzenie będzie mogła przyjmować tylko w płynnej formie. Za każdym razem Cece udowadniała medycynie, że ta się myli, że takie chucherko jak ona stać na więcej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Potem wszyscy powtarzali jej, jak wielkie miała szczęście. Mówili, że jest prawdziwą wojowniczką, ale prawda jest taka, że to chęć zrobienia im wszystkim na złość ostatecznie ją uratowała. Powiedzieli, że nie uda jej się odzyskać całkowitej sprawności i pewnego dnia tak po prostu postanowiła im udowodnić, że się mylą. W przeciwnym razie zapewne wciąż odmawiałaby przyjmowania jedzenia, licząc na to, że pozwolą jej się zagłodzić na śmierć. Przywitałaby kostuchę jak starego przyjaciela, jak wyzwolenie od tej cielesnej powłoki, nad którą nie będzie w stanie już nigdy w pełni zapanować. W pewnym momencie uwierzyła, że na górze musiała zajść jakaś straszliwa pomyłka, że śmierć jednak powinna była ją zabrać.
    Nie powinna była przeżyć. Nie powinna była się obudzić.
    Ale się obudziła i teraz była pierdolonym problemem dla wszystkich.
    Dla wszystkich… z wyjątkiem Russella.
    Boże, on naprawdę zasługiwał na o wiele więcej, niż mogła mu dać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Masz rację. Już teraz jestem okropna, aż strach pomyśleć, co będzie za kilka lat, kiedy zacznę się starzeć. Mogę się założyć, że ty będziesz tym ulubionym wujkiem, wszyscy będą cię kochać, a ja starą jędzą, której dzieci będą się bały. Każdy będzie się zastanawiał, jakim cudem tak wspaniały facet skończył z taką zołzą — podsumowała Cece, mrugając do chłopaka. — Udany z nas duet, Steed.
      Zaczynała czuć się jak naiwna szóstoklasistka, zastanawiając się, jakby to było zostać panią Steed i jej policzki od razu pokryły się rumieńcami, w końcu to było idiotyczne. Na to było stanowczo zbyt wcześnie i dziewczyna zawsze była przekonana, że zachowa swoje nazwisko, ale nikt nie potrafił zawrócić jej w głowie równie skutecznie co Russell. Wystarczyło, żeby posłał jej odpowiedni uśmiech, szepnął kilka słów wprost do jej ucha, palcami wytyczając ścieżkę na jej nagiej skórze, by zgodziła się na co tylko chciał. Była pewna, że zdawał sobie sprawę z władzy, jaką nad nią posiadał i czasami wręcz jej nadużywał, ale jakoś zupełnie jej to nie przeszkadzało. Pozwalała mu na to, bo chciała, żeby był szczęśliwy. Chciała być powodem, dla którego będzie chciało mu się codziennie wstawać z łóżka; być powodem jego szelmowskiego uśmiechu oraz iskierek błyszczących w jego jasnych oczach; być powodem jego radości, rozkoszy, dumy, a także złości i trosk, bo w końcu nie zawsze będzie sielankowo i uroczo, jednak chciała być jedyną myślą zaprzątającą jego głowę tuż po przebudzeniu i przed zaśnięciem. Może było to samolubne myślenie, jednak nie potrafiła już się zdobyć na altruistyczny gest.
      — Od teraz mam zamiar być straszną egoistką — poinformowała go Cecelia, splatając ich palce razem i posyłając mu delikatny, czuły uśmiech. Dawała mu szansę odejścia. Pozwalała mu się wycofać. Teraz, kiedy znowu upajała się jego obecnością, nie wiedziała, jak znowu miałaby spróbować utrzymać dystans. — Nie puszczę cię ani na chwilę, ani na sekundę. Będę się ciebie trzymać, aż w końcu będziesz miał mnie dość i nawet wtedy cię nie puszczę.
      Nie będzie łatwo. Oczywiście, że nie będzie. Nie zwierzyła mu się ze wszystkiego i podejrzewała, że sam Russ również ukrywał przed nią kilka sekretów. Zawsze byli ze sobą szczerzy, ale to jeszcze nie oznaczało, że wiedzieli o sobie wszystko. Tym razem jednak mieli czas, by poznać się na nowo. Po raz pierwszy, odkąd się spotkali, naprawdę mieli czas. To była zarazem cudowna i podniecająca perspektywa.
      — Będzie następny raz. I jeszcze następny raz. A potem także następny. I tak w kółko — powiedziała Cecelia, a choć jej słowa można było uznać za śmieszne, zawziętość wyraźnie brzmiąca w jej głosie i powaga na twarzy wyraźnie wskazywały na to, że nie żartowała. Podejrzewała, że zorganizowanie kolejnego wieczora takiego jak ten może okazać się nie lada wyzwaniem z ich napiętymi planami zajęć oraz zbliżającymi się egzaminami, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Nie potrzebowała luksusowych, wyrafinowanych prezentów, romantycznych randek, całej tej pięknej otoczki. Wystarczyłby jej tylko Russell, o czym boleśnie się przekonała, siedząc po drugiej stronie stolika i tylko odliczając sekundy, aż będzie mogła zanurzyć palce w jego czuprynie i z powrotem poczuć jego wargi na swoich. O niczym innym nie myślała, w kółko odtwarzając ich dzisiejszy pocałunek skradziony podczas przerwy obiadowej.
      — Nie, nie chciałabym takiego zięcia. Wolałabym takiego chłopaka — wymruczała Cece, by po chwili z zażenowaniem odwrócić wzrok, przegryzając wnętrze policzka. Cholera, przez cały wieczór jak ognia unikała tematu statusu ich związku. Czy w ogóle był jakikolwiek związek? To znaczy wiedziała, czego chciała i Russell wydawał się być równie przekonany do tej idei, ale z drugiej strony po pierwszej randze rzadko kto deklarował się jako para. Co prawda ich żadne reguły się nie trzymały, bo łączące ich uczucie nigdy nie wygasło, jednak…

      Usuń
    2. Miała mętlik w głowie. Doskonale pamiętała, że dwa lata temu miała podobny problem, nie miała pojęcia, od którego momentu powinna zacząć odnosić się do Russa jako do swojego chłopaka, a teraz wpadała w jeszcze większy popłoch, bo sytuacja była o wiele bardziej zagmatwana niż dwa lata temu.
      — Jeszcze kilka takich pocałunków i będę cię błagała, żebyś nigdy mnie nie odwoził do domu — wyszeptała Cecelia, nawet nie starając się ukryć szerokiego uśmiechu, który pojawił się na jej twarzy. Dobrze, że opierała się plecami o samochód Russella, a on sam trzymał ręce na jej talii, bo pod wpływem słodkich pieszczot jej kolana zupełnie zmiękły i bała się, że nie utrzymają ciężaru jej ciała. Pewnie powinna była poczekać na inny, lepszy moment, żeby zainicjować pocałunek, jednak Cece wiedziała, że coś takiego, jak idealna chwila po prostu nie istniało. To oni razem tworzyli idealny moment. Ich pierwszy pocałunek przypominał te z komedii romantycznych, na których wychowywały się potem beznadziejne romantyczki i na pewno był wart opisania w książce, ale to nie znaczyło, że pocałunek przed wejściem do hiszpańskiej kawiarenki był mniej doskonały. Po prostu inny. Ale wciąż cudowny.
      Zanim wsiadła do samochodu, przyłożyła jeszcze dłoń do jego policzka, kciukiem obrysowując kształt jego warg.
      — Russ? Pamiętasz, co mówiłam o tym, że nie powinniśmy się spieszyć? — zapytała cicho, łabędzim gestem przekrzywiając głowę i wpatrując się w niego z figlarnymi ognikami w oczach. — Zapomnij o tym.
      Och, teraz już zdecydowanie igrała z ogniem.
      W drodze powrotnej Cece była mniej spięta, niż kiedy wcześniej pokonywali tę samą trasę. Wciąż na myśl o tym, że miała wsiadać do auta, pociły jej się dłonie i trudno było jej złapać oddech, ale wydawała się być… mniej nerwowa mimo odczuwanego niepokoju. Nie trzęsła się tak bardzo, a choć wciąż zaciskała palce na krawędzi fotela, nie robiła tego tak kurczowo. Co jakiś czas pozwoliła sobie nawet na jakąś żartobliwą uwagę, czy muśnięcie palcami dłoni Russella, ale jedynie wtedy, gdy stali na światłach i miała pewność, że go nie rozproszy. Ucisk na jej klatce piersiowej wydawał się być nieco mniejszy, jednak nie zniknął i wiedziała, że czekała ją długa droga.
      — Chciałeś? Więc już nie chcesz jechać do Ogden Dunes? — spytała, nieznacznie marszcząc nos. Co w takim razie Russell znowu wykombinował…
      To wydarzyło się tak szybko. Klakson, oślepiający błysk świateł, szarpnięcie w bok… Nawet nie wiedziała, kiedy krzyknęła, zasłaniając twarz dłońmi. Obrazy powróciły do niej, atakując ją ze wszystkich stron. Ugięła się pod ciężarem wspomnień. Starała się zatkać swoje uszy, zamknąć oczy, ale nie było ucieczki od tego, co zostało uwolnione, od obrazów atakujących jej zmysły tak nagle i niespodziewanie. Wszystko było zbyt głośne i ciche, zbyt jaskrawe i matowe. Wizje krzyczały, przyciągając jej uwagę, przypominając jej, dlaczego już nigdy nie będzie taka sama. Nie wiedziała, co jest prawdą, a co urojeniem, co rzeczywistością, a co wspomnieniem. Może wszystko sobie uroiła, może każdy szczegół był urojeniem. Może była tylko marzeniem w czyjejś głowie, ale wyjątkowo nieudanym, z rysami i bliznami, z szorstką powierzchnią nieprzywykłą do dotyku. Krew, wszędzie krew, wściekły karmazyn, tyle krwi… Oślepiająca jasność, dlaczego jest tak jasno, przecież jest noc… Jej zmasakrowana dłoń leżąca na asfalcie, palce powykrzywiane pod dziwnymi kątami, ból promieniujący z całego jej ciała, to tak strasznie boli… Ochrypły jęk, imię, Josh, gdzie jest Josh, wycie karetki, ciemność, ciemność, ciemność…

      Usuń
    3. Skarbie.
      Cecelia zamrugała oczami, próbując zrozumieć, co się stało. Nie siedziała już w samochodzie, choć silnik szumiał za jej plecami. Kucała na trawniku przed obcym domem, przyciskając dłonie do swoich uszu, chowając głowę między kolanami. Jej policzki były mokre od łez i chyba musiała zwymiotować, bo czuła obrzydliwy posmak na języku połączony z metalicznym smakiem krwi, najwyraźniej przegryzła sobie język. Wciąż miała zawroty głowy, jej zdrętwiałe nogi mrowiły, powoli odzyskując czucie, miała przyspieszony, świszczący oddech, ale duszności już zniknęły, podobnie jak mroczki przed oczami. Było jej wstyd, tak strasznie wstyd, spanikowała na oczach chłopaka, nawet nie pamiętała, jak to się stało, że znalazła się na trawniku, pusta plama i tylko jej własny, wysoki krzyk wwiercający się w jej czaszkę…
      Pragnęła zniknąć.
      Zamiast tego wyszeptała jedno słowo, bo tylko ono sprawiło, że nie stała się chmurą pyłu. Bo chociaż go zostawiła, on nigdy nie zostawił jej. Zawdzięczała mu wszystko, brała od niego wszystko, a on wciąż przy niej stał, mimo że miał własne problemy. Chciałaby dać mu więcej, ale może dać mu tylko jedno słowo.
      — Russell.
      Nie widziała go, ale wyobrażała sobie, co robi. Znała go tak dobrze, lepiej niż kiedykolwiek była w stanie poznać siebie. Będzie stał spięty, nienagannie wyprostowany. Przeczesze palcami włosy i przełknie ślinę, zaciskając palce w pięści oraz rozluźniając, będzie patrzył na swoje dłonie, szukając odpowiedzi, których nie znajdzie. A może jednak się myliła, może znajdzie się blisko niej, nie brzydząc się.
      To nie była jego wina, Cece. To nie była jego wina.

      Widzisz? Ja też tak umiem!
      Jak mogłaś zniszczyć ich sielankę :/
      Twoja ulubienica! <3

      Usuń
  89. To samo było z opiekunkami w domu dziecka. Nawet jej nie znały, a doskonale wiedziały, że będzie lepiej, jeśli Skye zacznie naukę gry na skrzypcach. Wiedziały na tyle lepiej, że znienawidziła ten instrument całą sobą. Później było to samo z wyborem szkoły średniej. Chciały posłać ją do katolickiej szkoły prowadzonej przez zakonnice. Całe szczęście, jak dowiedział się o tym jej brat, to postarał się, żeby nikt poza nim nie miał wpływu na jej życie.
    Wtedy to on zaczął decydować co jest dla niej lepsze i wcale nie wyszła przy tym na dobre, wręcz przeciwnie. A jeszcze gorzej było, kiedy zabrał ją do siebie. Zabronił jej wychodzenia z domu, więc poza szkołą nie było szans nawet żeby zaprosić do siebie koleżankę. Był strasznie przewrażliwiony na jej punkcie, twierdził, że z jej urodą prędzej czy później jej się coś stanie i pilnował ją jak oka w głowie. Dlatego uciekła przy pierwszej możliwej okazji i zamieszkała w akademiku. Wszystko było lepsze od jego kawalerki na końcu miasta.
    -Chyba wolałabym coś… nietypowego. Też uwielbiam Sheeran’a, ale jakoś nie bardzo wpasowuje się w moją wizję. –zaśmiała się i z radością przyjęła od niego telefon. Ucieszyła się, że chłopak zrozumiał o co jej chodzi i kiedy tylko podał jej słuchawki od razu je podłączyła i włączyła pierwszy utwór. Musiała przyznać, że kompletnie nie jej klimaty, sama preferowała rock, ale dźwięki były przyjemne. I ważne, że nie należały do popkultury. Dziwnie wyglądają autorskie produkcje z podłożonym najnowszym radiowym hitem. To zabierało całą autentyczność.
    Przez chwilę słuchała, co chwilę włączając następną i następną, aż w końcu znalazła odpowiednią melodię. Uśmiechnęła się szeroko, zdjęła słuchawki i oddała mu telefon.
    -To jest mega. Będzie idealne.

    Skye
    [Sama wymyśl co tam było, nie znam niszowych zespołów :P]

    OdpowiedzUsuń
  90. Z całą pewnością żaden normalny rodzic nie byłby zadowolony, gdyby jego dziecko zadawało się z osobą pokroju Lucas’a. Przecież on nawet z daleka wyglądał jak jedno, wielkie, chodzące zagrożenie. Źle mu z oczu patrzyło, nawet kiedy się uśmiechał, nic więc dziwnego, że nawet własny ojciec nie chciał z nim spędzać czasu.
    Jemu takie wykorzystywanie do zwrócenia uwagi pasowało. Właściwie to on sam się tak zachowywał, bo chciał w końcu wywołać we własnym rodzicielu jakieś głębsze emocje w jego stronę, ale na razie nie działało. Dalej wysyłał kasę i miał kompletnie gdzieś co Luke robi ze swoim życiem.
    Nie dało się ukryć, że Russ to był taki cichy pomocnik, jak Robin dla Batmana. Wypił kiedy było trzeba, a innym razem ratował mu tyłek. Były momenty, w których bez kumpla Chico skończyłby marnie.
    Na wzmiankę o roszpunce zaśmiał się, choć kompletnie nie wiedział co to miałoby znaczyć. Żadnych dzieci nie było w jego otoczeniu, żeby choćby obiły mu się o uszy jakieś bajki, ale w sumie całe szczęście. Nie był zbyt dobrym wzorem do naśladowania dla małych pokrak.
    Posłusznie oddał mu butelkę i obserwował zmieniający się grymas jego twarzy. Dlaczego wybrał akurat to miejsce? Bo było daleko, bo nikt się nie kręcił, bo miał ochotę skoczyć w tą pierdoloną dziurę i zostać tam już na zawsze. Ale w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami, a jego zwyczajna pewność siebie i zadziorność gdzieś nagle zniknęła. Nie miał już siły utrzymywać na twarzy sztucznego uśmiechu pozbawionego jakiegokolwiek uczucia. Od kilku dni był pustą skorupą, która rozpadała się kawałek po kawałeczku, a jedyną osobę, z którą mógł porozmawiać, zwiódł. Tak po prostu, rozczarował.
    Wyciągnął z plecaka jeszcze jedną butelkę i usiadł z nią na tej samej dziurze po oknie, na której stał jeszcze chwilę temu, zastanawiając się co ma powiedzieć. Właściwie to nie chciał w ogóle rozmawiać, ale czuł, że jak jeszcze trochę będzie dusił to w sobie, to stanie się tragedia. A on miał już dość dramatów jak na jedno życie.
    -Chciałem się po prostu z Tobą napić. –powiedział wyszczerzając się, po raz kolejny nie wkładając w to większych emocji. Upił łyk ze swojej butelki, a później westchnął, nawet dwa razy, zanim znowu zdecydował się odezwać. –Jestem pierdolonym debilem, Russ. –mruknął wpatrując się znowu w tą cholerną dziurę. Kusiła go, a akurat dziś niewiele było mu potrzeba do popełnienia błędu.

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  91. -Momentami – odpowiedziała, kiwając przy tym twierdząco głową, bo nie chciała go oszukiwać. Wszystko robili szybko, nigdy nie potrafili zrobić czegoś na spokojnie. Nie chciała jednak Russella w żaden sposób przestraszyć. Chciała po prostu czasami zwolnić, bardziej się ze wszystkiego cieszyć. Nie było tu mowy o żadnym większym uczuciu, jakim Ophelia mogła obdarzyć Russella – po prostu lubiła go oraz jego towarzystwo. Był jedną z niewielu osób, które Ophelia Stardlin obdarzyła zaufaniem. Był jedną z pewniejszych osób, której mogła powiedzieć wszystko. A to, że ze sobą sypiali, było jedynie dodatkiem, do którego żadne z nich nie przywiązywało większej uwagi. Po prostu, czasami chodzili ze sobą do łóżka, szukając w swych ramionach pocieszenia.
    Robiąc krok w tył, zgrabnie wskoczyła na kuchenny blat, po czym chwyciła w ręce kieliszek z winem, upijając niewielki łyk. Spojrzała uważniej na Russella, prosto w jego oczy, gdzie dojrzała strach oraz niepewność. Chyba użyła złych słów w jego stronę, powinna je bardziej przemyśleć.
    Zaśmiała się. Złośliwie, ironiczne, jak to miała w zwyczaju. Zdecydowanie źle ją zrozumiał, a ją rozbawił strach Russella, którego to chłopak teraz nie mógł ukryć w żaden sposób.
    Kręcąc głową, westchnęła z rozbawieniem, dopijając do końca swoje wino.
    -Słuchaj, nie musisz się o nic bać, Russell. Nie wyznaję Ci miłości. Lubię Cię, owszem, ale oboje wiemy, że to przecież nie ma sensu. Nie potrafiliyśmy być ze sobą, każde z nas szuka czegoś innego. Ja raczej nie będę Twoją księżniczką, a Ty nie będziesz moim księciem. Cenię sobie Twoją obecność, Twoją... przyjaźń, ale to wszystko. Nic więcej – powiedziała, wzruszając przy tym ramionami, po czym chwyciła butelkę wina, dolewając sobie resztkę do kieliszka. Zamieszała alkoholem, spoglądając z uwagą jak ciecz rozbija się o ścianki szkła. Nie mogła uwierzyć w to, że Russell pomyślał iż mogła się w nim zakochać. Ona po prostu chciała zwolnić, czerpać z tego wszystkiego więcej przyjemności.
    -Tak, wiem. Nie zakochujemy się w sobie. Nie musisz się o to martwić. Nie zakocham się w Tobie- powiedziała, po czym spojrzała na niego.
    -Chyba, że to Ty się we mnie zakochasz. Albo już to zrobiłeś, co?- zapytała z wrednym uśmiechem, zaczepnie unosząc w górę jedną brew.

    OdpowiedzUsuń
  92. Zatrzymała się, kiedy położył jej rękę na ramieniu, czując pewnego rodzaju ulgę. Fakt, że chłopak postanowił ją dogonić, wskazywał na to, że jednak nie ignorował jej całkowicie, prawda?
    — Co, nagle chcesz ze mną rozmawiać? Jestem pod wrażeniem, Russ — odparła, kładąc nacisk na jego imię, po czym splotła ręce na klatce piersiowej, pokazując mu, że wcale nie jest otwarta na jakiekolwiek negocjacje i ustępstwa. W przeciwieństwie do chłopaka, bez skrępowania patrzyła mu prosto w oczy, starając się zrozumieć jego niedorzeczne zachowanie, które na samym początku wprawiło ją w niemałe zakłopotanie. Nie oczekiwała od niego nie wiadomo jakiej wylewności, w końcu po tak długim czasie nie było to nawet na miejscu, ale żeby tak kompletnie ją zlał? Nie będzie prosiła się o specjalne traktowanie, nie ma mowy.
    — Co chciałbyś ustalić? — rzuciła beznamiętnym tonem, przenosząc wzrok na mijające ich pary, przesuwające się w stronę wyjścia z hali i zawzięcie dyskutujące na temat wybranego przez nich tematu. Jeszcze nie zaczęła żałować swojego wyboru i nie wiedziała, czy kiedykolwiek dotkną ją z tego powodu wyrzuty sumienia. Może zrobiła to pod wpływem impulsu, zirytowana zachowaniem Russella, ale z drugiej strony będą zmuszeni spędzić ze sobą dużo czasu, na pewno więcej, niż chciałby jej partner, co wydawało się być idealnym pretekstem do szczerej rozmowy i dowiedzenia się, o co tak naprawdę mu chodziło. Nigdy nie była dobra w odczytywaniu intencji oraz specyficznych zachowań ludzi, po prostu wolała, by byli z nią szczerzy i mówili wszystko prosto z mostu, bo w ten sposób mogła łatwo uniknąć jakichkolwiek niedomówień.
    — Tak, będziesz musiał spędzić ze mną calutką noc w leśniczówce. Nie, nie mam zamiaru poprosić o zmianę tematu. I tak, wydaje mi się, że najlepiej by było, gdybyśmy zaczęli od razu. Będziemy to mieli z głowy, a ty nie będziesz musiał dłużej przebywać w moim towarzystwie. — słowa wylatywały z jej ust z taką prędkością, że w trakcie odpowiedzi sama zaczęła się zastanawiać, czy chłopak wyłapał z niej wszystkie informacje, które starała się mu przekazać. Chciała mieć to jak najszybciej za sobą, ale nie mogła się też doczekać, aż pozna przyczynę jego wzbudzającego wątpliwości zachowania. — Coś jeszcze? — znów przeniosła wzrok na swojego rozmówcę, zastanawiając się, czy tym razem będzie miał odwagę spojrzeć jej w oczy. I pomyśleć, że nazywali się kiedyś najlepszymi przyjaciółmi...


    zdecydowanie zirytowana Steph

    OdpowiedzUsuń
  93. Bała się, że pęknie, w każdej chwili się tego obawiała. Jej również ciężko było na niego patrzeć, ale cóż mogła na to poradzić? Nie chciała rozmawiać. Nie czuła potrzeby. Wszystko już wiedziała i nie miała pojęcia, co więcej Russell mógłby jej powiedzieć. Na pewno nic dobrego. Nie musiała tego słyszeć. Skoro ona była w stanie przejść nad tym do porządku dziennego, dlaczego on tak bardzo nalegał na robienie z tego przedstawienia? Przecież nie musieli w to nikogo wciągać, tym bardziej Ronana. Gdyby się dowiedział, byłby wściekły na Russa, a tego River nie chciała. Nie było powodu. Serce nie sługa. Nic się nie wydarzyło, niczego jej nie obiecywał, nie był jej nic winien. Chciała o tym zapomnieć, ale nie chciała zapominać o nim. Dobrze bawiła się przez ten czas, który u nich spędził. Jeszcze przed tym wszystkim.
    Usiadła przy stole naprzeciwko niego. Złapała kubek w obie dłonie, mimo że był gorący. Nie na tyle, by ją poparzyć, a mogła na czymś skupić myśli. Przyglądała mu się z uwagą. Dlaczego na nią nie patrzył? Było mu wstyd, było mu głupio? Nie rozumiała. Przecież nic nie zrobił.
    Powtarzała to sobie w kółko.
    - Ja też chcę, żebyś tutaj został – powiedziała lekko, jakby od niechcenia, wzruszając ramionami. Napiła się kawy, mimo że była gorąca. Zawsze parzyła się w język, w każdych okolicznościach; po prostu nie mogła doczekać się kawy. Syknęła cicho i odstawiła kubek. – Niczego nie powiem, Russ, bo nie chcę, żebyś się wyniósł. Nie rozumiem, co ci odbiło.
    Pokręciła głową zrezygnowana i usiadła na krześle bokiem, wbijając wzrok w lodówkę. Chyba musiała do tego przywyknąć. Nie była dziewczyną, do której się tęskni, której się pragnie. Nigdy nie była niczyim pierwszym wyborem. Nie wątpiła, że kilku chłopaków stwierdziło kiedyś w myślach, że mogłaby być dobrą dziewczyną, może niezłą żoną, ale była raczej planem B, kołem zapasowym. Nie dziewczyną, dla której traci się głowę, pisze wiersze czy przez którą nie może się spać.
    Nigdy jej to nie przeszkadzało. Była pewna, że i tym razem jej przejdzie.
    - Nie jesteśmy dziećmi. Niczego mi nie obiecywałeś, niczego nie jesteś mi winien. Nic się nie stało. Zaraz o wszystkim zapomnimy – Wzruszyła ramionami, pozornie lekceważąco i lekko, ale miała wrażenie, że te zrobione są z ołowiu. Przez chwilę błądziła wzrokiem po kuchni, zanim odważyła się na niego spojrzeć. Chciała, by wierzył w jej słowa, by wierzył w jej przekonanie. Musiała więc wyglądać na pewną swego. – Wiesz, że zawsze lubiłam Eowinę. Będziesz więc moim Aragornem. Wyruszę na bitwę, zabiję wodza Nazguli i poznam swojego Faramira. Takie jest życie. Jakkolwiek oklepanie to brzmi.
    River lubiła swój świat. Świat pełen fikcyjnych postaci, świat, będący zlepkiem wszystkich fikcyjnych rzeczywistości książek, filmów i seriali. Dzięki temu życie wydawało się łatwiejsze. Przynajmniej pozornie. A teraz naprawdę potrzebowała otuchy i czegoś, co da jej nadzieję na przyszłość. I wiarę we własne słowa.

    River

    OdpowiedzUsuń
  94. Cecelia wiedziała, że w przeciwieństwie do innych osób Russ naprawdę żartował. Kiedyś była wyjątkowo przemądrzałą osóbką, nazbyt zuchwałą, by podobny komentarz mógł zbić ją z tropu, ale teraz jej pewność siebie uległa drastycznemu spadkowi. Nie tylko z powodu tych fizycznych, widocznych gołym okiem defektów, ale także z powodu jej strachu przed odrzuceniem. Była przekonana, że ta nowa wersja jej nie miała światu nic ciekawego do zaoferowania. Wcześniej była przewodniczącą wielu klubów naukowych, zdobywała pierwsze miejsca w konkursach chemicznych i matematycznych, może nie była lubiana, jednak zdecydowanie była popularna. Każdy znał jej nazwisko. Nie była już dłużej Perfekcyjną Lawley, więc kto by ją zechciał? W swoim własnym domu czuła się tak, jakby została pogrzebana żywcem. Znajomi widzieli w niej tylko widmo starszego brata, a przecież nie byli do siebie nawet podobni, nie łączyło ich nic poza wysokimi kościami policzkowymi i ciemnym odcieniem włosów. Josh miał ciepłe, łagodne, miodowobrązowe oczy, zupełnie inne od wiecznie analizujących, zaciekawionych, zielonych oczu Cecelii. Mogła zapomnieć o pozycji światowej sławy chirurga i stypendium na uczelni należącej do Ivy League, zbyt wiele czasu straciła w szpitalach i jej wcześniej ciężko zarobione punkty mogły okazać się niewystarczająco, a jej rodziców nie było stać na wysłanie jej na podobny uniwersytet. Wszystko, co składało się na obraz jej osoby w oczach innych, po prostu pękło. Kto by ją teraz zechciał? Gdy nie zostało nic, co można by wykorzystać do własnych korzyści, gdy została tylko drobna, nic nieznacząca Cecelia? Czuła się mała i niepotrzebna. Skyline High rządziło się interesownością, wyścigiem szczurów, konkurencją. Nie bez powodu stało tak wysoko w rankingu krajowych liceów, ale przekładało się to na ogromną presję. Teraz, gdy przestała zdobywać nagrody, gdy nie błyszczała w czołówce, gdy nie była przewodniczącą szkolnego samorządu… No cóż, łatwo było o niej zapomnieć. Teraz była tylko młodszą siostrą tego, który umarł w wypadku.
    Ale nie dla Russella. Wciąż jej pragnął. A choć droczył się z nią w sposób, który powinien wywoływać w niej smutek z powodu obniżenia poczucia własnej wartości, nie poczuła nawet najmniejszego ukłucia przygnębienia czy wątpliwości. Bo wiedziała, och doskonale wiedziała, że chłopak chce ją dalej widywać, że kiedy się zobaczyli, brakujący element wskoczył na miejsce także w jego układance. Coś, czego poszukiwali, a nie mieli o tym pojęcia. Nie sądziła, że przed dwoma laty zgubiła gdzieś część siebie; tak naprawdę Russell zabrał kawałek jej serca ze sobą, kiedy zniknął z jej życia. To od początku miała być tylko wakacyjna miłość, niewinny flirt z dala od domu, ale nie byli w stanie oszukać własnych serc, które zabiły mocniej, gdy się spotkali. Aż trudno było uwierzyć, że podobne uczucie mogło przetrwać tak długą rozłąkę niemal nienaruszone, jedynie odrobinę zakurzone, tymczasem właśnie odhaczyli swoją trzecią pierwszą randkę i byli gotowi na więcej.
    — W takim razie twoje wyliczenie nie do końca się zgadza. Tak się składa, że mój chłopak jest też wyjątkowo zarozumiały — stwierdziła z rozbawieniem, szybko cmokając Russella w dołek w policzku, który się ujawnił, kiedy chłopak się zaśmiał. Te słowa opuściły jej usta tak swobodnie, bez wahania czy chwili przerwy. Nie wypowiadała ich od przeszło dwóch lat, nawet wtedy na wakacjach, mimo ich płomiennego romansu, miała problem ze zwracaniem się do niego w taki sposób, jednak teraz to przyszło jej wręcz naturalnie.
    — Jeżeli obiecasz, że będziesz miał też przy sobie ciastka Oreo, wtedy wcale nie będziesz musiał mnie porywać. Pójdę z tobą dobrowolnie — wyjaśniła Cecelia łaskawym tonem, starając się ukryć to, jak bardzo jego bliskość na nią działała. Jego pocałunki i kuszące słowa sprawiały, że w jej głowie pojawiały się wcale nie takie grzeczne myśli, którymi po powrocie do domu na pewno będzie zawstydzona, ale w jego towarzystwie nie wydawały jej się być niczym złym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wręcz z przyjemnością wyszeptałaby mu je do ucha, uważnie obserwując jego twarz i wyczekując na reakcję jego ciała. Mieli na to jednak czas, bo chociaż na dobre porzuciła już pomysł powolnego posuwania ich relacji naprzód – w ich wypadku to po prostu nie miało racji bytu – jednocześnie nie chciała niczego sztucznie przyspieszać, bo wiedziała, że jeszcze nie jest gotowa, a nie chciała spanikować. Dlatego z ulgą przyjęła to, jak Russell opiekuńczo ją przytulił, przyciskając ją do siebie odrobinę zbyt mocno, jakby obawiał się, że ktoś siłą wyrwie mu ją z jego ramion. Splotła dłonie na jego plecach, opierając głowę na jego klatce piersiowej, by wsłuchać się w równomierne, choć nieznacznie przyspieszone bicie serca i nie protestowała, gdy kurczowo zacieśniał objęcia, jakby to wciąż było za mało, jakby Cece nigdy nie była wystarczająco blisko. Pozwoliła mu, im na tę chwilę, wiedząc, że Russell bardzo tego potrzebował, że w ten sposób czerpał siłę i pokrzepienie, choć nie wiedziała jeszcze, dlaczego było to dla niego takie ważne. Nawet nie brała pod uwagę możliwości, że jego rodzice mogliby chcieć znowu zmienić swoje miejsce zamieszkania, po prostu nie wierzyła, że coś takiego mogłoby im się przytrafić. Tak jak Russell uparcie ignorował niektóre z jej powypadkowych zmian, tak ona nie zauważała oczywistego faktu, że w przeciągu swojego życia chłopak zaliczył już więcej nowych miast, szkół, znajomych niż ona i że ta sytuacja mogłaby bez problemu się powtórzyć, jeśli jego rodzice podejmą właśnie taką, a nie inną decyzję. Nie zniosłaby, gdyby los w tak bezczelny sposób znowu by sobie z nich zakpił, lecz to nie było coś, na co Cecelia mogła wywrzeć jakiś wpływ. Wiedziała, że tym razem postąpiliby inaczej; walczyliby do upadłego o pozostanie razem, a gdyby im nie udało, na pewno nie zerwaliby kontaktu, tylko wyczekiwaliby na dogodny moment, by znów się połączyć. Co prawda z powodu jej strachu przed samochodami ich spotkania byłyby utrudnione, ale na pewno znaleźliby jakiś sposób. Nie sądzili, że kiedykolwiek się odnajdą, więc teraz nie mogli pozwolić na to, by ktoś ponownie ich rozdzielił.
      Było jeszcze tak wiele rzeczy, z którymi musieli się zmierzyć, a z których istnienia nawzajem nie zdawali sobie sprawy.
      Cece powinna była to przewidzieć. Ostrzegali ją. Zespół stresu pourazowego. Rodzice błagali ją, żeby zaczęła się leczyć, jednak nie potrafiła się zmusić do mówienia o tym, co ją spotkało. Kiedy indywidualna terapia niczego nie dała, przenieśli ją do grupy, sądząc, że wśród rówieśników, którzy przeszli przez równie okropne rzeczy, poczuje się lepiej, ale było tylko gorzej; coraz głębiej zapadała się w sobie, aż stała się tak malutka, że nie można jej było dostrzec zza murów, które wokół siebie wzniosła. Przy Russellu znowu się otworzyła. Niczym kwiat nieśmiało rozchylający pierwsze pąki dzięki ogrzewającym go promieniom słonecznym. Porzuciła swoją twierdzę dla niego, bo nie mogła pozwolić, by akurat on przedzierał się przez te wszystkie koszmary strzegące dostępu do niej. Był jej wodą, słońcem i tlenem, wszystkim, czego potrzebowała, żeby znowu zakwitnąć, ale to nie mogło wystarczyć. Jeszcze nie mogło.
      Nie wiedziała, co się dzieje. Była zdezorientowana, zagubiona. Jeszcze przed chwilą siedziała w samochodzie, teraz kucała na trawniku. Nie pamiętała, nie pamiętała, nie chciała pamiętać. Trzęsła się, znowu się trzęsła, och jak bardzo tego nienawidziła, mięśnie znowu odmawiały jej posłuszeństwa. Znowu nie była sobą, chciała być sobą, ale nie potrafiła, jakiś potwór przejmował kontrolę nad jej dłonią, ciałem, zmysłami. Jak uciszyć jego krzyki? Jak odciąć się od jego wizji? Krew, tak dużo krwi, wszędzie krew…

      Usuń
    2. Russell był tu. Dlaczego? Nie powinno go tu być! Nie powinien widzieć! Chciała się jeszcze bardziej skulić, jeszcze mocniej zaciskała powieki, jeszcze szczelniej zasłaniała swoje uszy. Powinien odejść, ale nie mogła się zmusić, by patrzeć na to, jak odchodzi.
      A potem zaczął ją dotykać. Najpierw ciepła dłoń na kolanie, potem na wierzchu jej prawej dłoni, jakby blizny w ogóle go nie odrzucały, jakby zaakceptował ich obecność jako część jej osoby. Ramiona, te ciepłe, pewne, bezpieczne ramiona obejmujące jej drobną sylwetkę, tors, o który mogłaby się oprzeć i ten czuły, troskliwy pocałunek w czubek głowy, który sprawił, że zupełnie się rozpadła, zaczynając głośno łkać.
      — Przepraszam — szepnęła, wczepiając się palcami w koszulę Russa. Obróciła głowę, wtulając twarz w jego obojczyk, by nie mógł zobaczyć, jak brzydko wyglądała z bladą twarzą pokrytą czerwonymi plamami, z zapuchniętymi oczami, z rozmazanym makijażem, bo choć nie nałożyła go dużo, łzy i tak zupełnie go zrujnowały. Coś ostrego ukłuło ją w policzek; zapięcie od muszki, tej samej, przez którą Russ wyglądał w jej oczach tak seksownie. — Przepraszam — powtórzyła, zanosząc się spazmatycznym szlochem. Znowu wszystko zniszczyła. To była ich trzecia pierwsza randka i chłopak tak bardzo starał się, żeby wszystko było idealne i było idealnie, dopóki jacyś idioci nie zatrąbili dla zabawy, a ona tak głupio nie spanikowała, poddając się płochliwemu instynktowi. — Jestem popsuta. Przepraszam. Wszystko niszczę.
      Odejdź. To powinna mu powiedzieć, ale nie potrafiła się do tego zmusić.

      ♥♥♥

      Usuń
  95. Jej zielonawe, nieco miętowe tęczówki śledziły spojrzeniem jego sylwetkę. To jak wstał i ruszył w kierunku wyjścia. Widziała w nim więcej niż powinna była, ale do końca nie wiedziała czy pragnie się tego wyzbyć i jak powinna była to zrobić. Był pierwszym chłopakiem, który ją pocałował. Pierwszą miłością, chociaż tak bardzo niespełnioną i nieodwzajemnioną. Nie miała jednak zamiaru teraz o tym myśleć i tego rozgrzebywać. Musiała się skupić na wycieczce, w końcu tak długo ją planowała i niecierpliwie jej wyczekiwała. Nie chciała tego zaprzepaścić.
    Słysząc jego słowa, roześmiała się melodyjnie i naturalnie.
    — Może wolałbyś usiąść z Jamesem? Jestem pewna, że byście się przytulili. — pokręciła delikatnie głową, wyraźnie rozbawiona, a przez ułamek sekundy jej oczy znowu błyszczały. — Skoro tak.. — mruknęła z uśmiechem, żegnając jego sylwetkę wzrokiem.
    Zbiórka była za godzinę, a ona musiała się jeszcze przebrać. Doszła do wniosku, że pojawienie się w sukience to niekoniecznie dobry pomysł, chociaż niektórym dziewczynom, przykładowo Amelii to nie przeszkadzało. Z tym, że ona wybierała znacznie krótsze sukienki. Rudowłosa przebrała się w króciutkie, dżinsowe szorty, które odsłaniały jej szczupłe i zgrabne nogi oraz obcisłą koszulkę, na którą założyła granatową bluzę. Rozczesała dokładnie swoje długie włosy, a rude pasma spłynęły po jej szczupłych ramionach i plecach. Spakowała najpotrzebniejsze rzeczy, biorąc ze sobą mały plecak. Wyszła z domku znowu jako ostatnia, ruszając na miejsce zbiórki. Większość uczniów już zebrało się obok autobusu, a opiekunowie czekali jeszcze na kilku aby móc wyczytać listę obecności. Arielle usiadła na pobliskiej ławeczce, zsuwając plecak ze swoich szczupłych ramion. Rozmasowała palcami skórę na karku, a jej oczy poszukiwały Russella. Westchnęła ciężko, nie mogąc go nigdzie dostrzec. W jej głowie już krążyły złośliwe myśli o tym, że Russ się nie pojawi, że nie zdąży, że odjadą bez niego. Nauczyciel zaczął sprawdzać obecność, a Ariel zastanawiała się czy powinna sprawdzić, gdzie podziewa się jej przyjaciel. Zerknęła zniecierpliwiona na zegarek, w tym samym czasie czując na ramionach dotyk dłoni. Niemalże podskoczyła z cichym piskiem. Widząc jednak znajomą, przyjemną twarz odetchnęła z ulgą.
    — Russ! Spóźniłeś się. — mruknęła cicho. Zazwyczaj ona się wszędzie spóźniała, za wszystkie zajęcia, spotkania i zbiórki. Była pod wrażeniem jak tym razem udało jej się tego uniknąć. — Dobrze, że jesteś. Już myślałam, że będę musiała siedzieć z cheerleaderkami. Przysięgam, nie zniosłabym przez godzinę opowiadania o kosmetykach, pokazach mody w Mediolanie i sukienkach od Marca Jacobsa. — zaśmiała się cicho, zupełnie jakby sytuacja która wydarzyła się wczoraj jak i godzinę temu w jej domku, nigdy nie zaszła.
    Arielle żałowała tego co zrobiła. Żałowała pocałunku jak i miłosnego wyznania. Jej pierwszy pocałunek miał być magiczny. I choć nie mogła wymarzyć sobie lepszej scenerii niż pod pięknym wodospadem, na łonie natury - to wybrała do spełnienia marzeń nie tego chłopaka co trzeba. Z owych rozmyśleń wyrwał ją głos nauczyciela, który wyczytał jej nazwisko.
    — Chodźmy. — zawołała wesoło i swobodnym krokiem ruszyła w kierunku autobusu. Naprawdę nie mogła się doczekać, aż zobaczy Stare Miasto.

    Arielle

    OdpowiedzUsuń
  96. Miał racje, ale najwięcej pracy wymagało stworzenie filmu od podstaw w swojej głowie, każdy element był ważny i zasługiwał na poświęcenie mu jak najwięcej uwagi. Dla Skye to nie był tylko głupi projekt na koło filmowe. Filmy były jej życiem, z nimi wiązała swoją przyszłość i nie mogła pozwolić sobie na robienie ich na odpierdziel, tylko po to, żeby odbębnić, zaliczyć i iść dalej. Uwielbiała dopieszczać swoje perełki i dawało jej to najwięcej satysfakcji, kiedy oddawała film w takiej postaci, w jakiej najbardziej jej się podobał.
    -Zostało kilka kwestii, ale to już bardziej techniczne sprawy. –odpowiedziała, nie chcąc go już dłużej trzymać. Już i tak pomógł jej wystarczająco. Bez niego by pewnie nie ruszyła z miejsca.
    Uśmiechnęła się słysząc jego pytanie, choć była to tylko maska, która miała zasłonić jej prawdziwą reakcję. Bardzo się tego obawiała, choć oczywiście prędzej czy później musiałaby sama poruszyć ten temat.
    -Wtedy… Opiekun może chcieć wysłać go na konkurs. –powiedziała niepewnie, bacznie obserwując reakcję chłopaka. Chciała go w jakiś sposób uspokoić, że przecież to nic wielkiego, i choć może dla większości tak było, dla niej stawka była ogromna. –Co jakiś czas stanowe uczelnie organizują konkursy filmowe. Czasami o konkretnej tematyce, czasami ogólne. Z tych wszystkich naszych szkolnych projektów opiekun wybiera dwa, które wezmą w konkursie udział. Już trzy moje prace się tam pojawiły, od kiedy jestem w szkole, więc nie mogę obiecać, że nikt poza nami tego nie obejrzy. Ale to nie są żadne Oscary, Russ. Na ostatnim wręczeniu nagród było zaledwie trzydzieści osób, nikt nie ogląda autorskich, niszowych filmów. –zapewniła go, z nadzieją, że się nie rozmyśli .Nie mogła mu niczego obiecać.

    Skye

    OdpowiedzUsuń
  97. Cecelia w pierwszym odruchu chciała się spierać, najchętniej zostałaby w tej pozycji jeszcze trochę, użalając się nad sobą i przeklinając świat, który dopuścił do podobnej sytuacji, ale uświadomiła sobie, że nie byli już dłużej sami. Przyjęła wyciągniętą w jej stronę dłoń Russella i pozwoliła mu podciągnąć się do góry. Patrzyła, jak chłopak jeszcze raz obchodzi samochód, tym razem po to, by zgasić silnik i zamknąć auto, po czym znalazł się u jej boku, przyciągając ją do siebie. Dziewczyna zmusiła się do uśmiechu, pociągając nosem i odwracając się plecami do spacerujących staruszków, by nie zauważyli, w jak fatalnym stanie się znajdowała. Ostatnie, czego potrzebowała, to zatroskane pytania i pełne współczucia spojrzenia.
    — Jeżeli naprawdę ma być niezwykle romantycznie, powinieneś przez całą drogę nieść mnie na rękach — wytknęła mu dziewczyna, rozglądając się. Kiedy ocknęła się ze wspomnień atakujących jej umysł, okolica wydawała jej się być obca, ale tak naprawdę znajdowali się tylko kilka przecznic od jej domu. Atakom paniki często towarzyszyło poczucie odrealnienia, dlatego w pierwszej chwili nie rozpoznała tego domu, jednak wielokrotnie tędy biegała, poznawała te okropne krasnale na podwórzu. Kto w ogóle chciałby mieć te przerażające ozdoby ogrodowe? Może to było irracjonalne, ale nie znosiła krasnali, zawsze miała wrażenie, że gapią się na nią oceniająco.
    — Powiedz mi o sobie coś, czego nie wiem — poprosiła cicho, pozwalając mu się poprowadzić. Właśnie tak, Cece. Krok za krokiem, krok za krokiem. Nie musisz być niezniszczalna. Nie musisz zawsze stawiać czoła swoim problemom sama. Możesz oprzeć się na Russellu, a on się nie złamie. Nie zostawi cię. Obiecał, że przy tobie będzie i wytrzyma wszystko, jeśli tylko go nie puścisz. Nie możesz go puścić.
    Cece oplotła chłopaka jednym ramieniem w pasie, wtulając się w jego bok i w ten sposób mogli udawać, że szli tak ściśle do siebie przylegając, bo nie mogli się nasycić swoją bliskością po wielu miesiącach rozłąki, a nie dlatego, że pod wpływem strachu jej kolana drżały tak mocno, że mogłyby jej nie utrzymać. Mogli udawać, że byli normalną parą nastolatków, która wybrała się na spacer, by podziwiać gwiazdy, że wcale nie porzucili zupełnie sprawnego samochodu kilka metrów za sobą, bo jedno z nich było tak złamane i roztrzaskane, że na samą myśl o ponownym znalezieniu się wewnątrz tego środka transportu dostawało ataku paniki. Mogli udawać, że przyszłość wcale nie napawa ich strachem, a przeszłość nie sięga swoimi szponami w głąb ich serc, rozrywając ich kawałek po kawałeczku. Mogli udawać, że są wolni od wszelkich trosk, od ciężaru przygniatającego ich do ziemi, od obowiązków, strachu, frustracji.
    Mogli być tym, kim pragnęli być. Zakochanymi do szaleństwa ludźmi, niewidzącymi świata poza sobą, chociaż świat zaciskał się wokół nich, próbując ich zmiażdżyć.
    — Mówiłam ci, że nad naszymi pierwszymi randkami ciąży jakieś fatum? — mruknęła Cece z bladym uśmiechem, starając się obrócić wszystko w żart. Nie zniosłaby, gdyby teraz Russell zasypał ją pytaniami na temat jej stanu, zwłaszcza od strony medycznej, z poważną miną kiwając głową, a po powrocie do domu spędził wiele godzin w internecie, starając się jak najlepiej przygotować do swojej nowej roli. Potrzebowała swojego chłopaka, nie kolejnego opiekuna traktującego ją jak porcelanową laleczkę, która w każdym momencie mogłaby się rozsypać. — Miało być idealnie i znowu nam nie wyszło. Aż boję się pomyśleć, do czego mogłoby dojść na naszej czwartej pierwszej randce. Przerobiliśmy już biegunkę, pożar, napad paniki… Obstawiałabym, że następnym razem wywołalibyśmy klęskę żywiołową. Może lepiej porzucić zwyczaj pierwszych randek i zacząć chodzić tylko na drugie?
    Kiedy tylko skończyła mówić, uświadomiła sobie, że znowu dostała słowotoku, a chłopak zamiast docenić jej próbę zlekceważenia sytuacji, której był świadkiem, może wybuchnąć gniewem. Już wcześniej zareagował ostro na jej słowa, widziała złość w jego oczach i zdenerwowanie na jego twarzy, czuła spięcie jego mięśni, jakby w każdej chwili był gotowy odeprzeć atak…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale jednocześnie był zupełnie bezsilny, bo to pochodziło z jej wnętrza i nie było niczego, co mógłby zrobić, by powstrzymać ten napad. To było coś, z czym Cecelia musiała zmierzyć się sama, jednak do tej pory uparcie odmawiała stanięcia do walki ze swoimi demonami, wolała udawać, że nie istniały, ignorowała ich obecność. A one cały czas tam były, cały czas czaiły się w cieniu, gotowe ujawnić się w najmniej odpowiednim momencie i obedrzeć ją ze wszelkiego szczęścia, które udało jej się nagromadzić w tym czasie. Nie mogła wiecznie uciekać przed swoimi słabościami, ale bardzo starannie utkała wokół siebie osłonę złudzeń, uznając, że tak będzie lepiej dla wszystkich. Może nie lepiej, może po prostu łatwiej, ale to pozwalało jej funkcjonować, pozwalało jej płucom nabierać powietrza, pozwalało jej sercu pompować krew. Bała się, że kiedy tama pęknie, nie będzie w stanie ponownie jej załatać, że kiedy uwolni to, co znajdowało się po drugiej stronie bariery, zniszczenia ostatecznie się dokonają. Czasami starasz się ze wszystkich sił, ale to nie wystarcza, chociaż nie przyjmujesz tego do wiadomości, chociaż walczysz z tą świadomością, bo nie zostało ci nic innego. Jak wszyscy Cecelia była tylko brudnym, zdziczałym zwierzęciem. Nie wierzyła, że mogła się jeszcze ocalić, lecz nie mogła przestać próbować, bo tak jak wszyscy została stworzona, by walczyć, nie znała innej rzeczywistości, może jedynie błędnie wybrała swojego przeciwnika. Chciałaby to zatrzymać, poddać się, pozwolić, by jej serce stanęło, by płuca przestały nabierać powietrza, ale jej zdradzieckie ciało nadal funkcjonowało, mimo że jej dusza stanęła w płomieniach i błagała fizyczną powłokę, by już przestała, by odpuściła. Bo Cece miała już dość.
      Ale życie to suka, a my nigdy nie dostajemy tego, czego pragniemy.
      Powoli zaczynała wierzyć, że być może w tym wszystkim był głębszy sen. Mogła już dawno temu umrzeć, wreszcie się zagłodzić. Minął rok, a ona wciąż tutaj stała, słabsza, lecz wciąż sprawna. Gdyby jej pierwotny plan się powiódł, nie udałoby jej się spotkać Russella. Nie udałoby jej się odzyskać tej iskry, która teraz nieśmiało zaczynała płonąć w jej wnętrzu. Dzięki niemu jej serce zrzuciło czarny pył, w jaki przyoblekło się po wypadku, dzięki niemu znowu dojrzała bijący pod twardą, osmaloną skorupą organ. Wciąż uważała, że Russ zasługiwał na więcej, ale nawet jeśli związek nie był im pisany… Już na zawsze będzie mu wdzięczna.
      Albo wkrótce zacznie go przeklinać za to, że wyrwał ją z tej apatii, ucząc ją od nowa, co to znaczy czuć. Nie było więcej możliwości.
      — Nie ułatwiałam życia moim psychologom — odezwała się nagle Cecelia, opierając głowę na ramieniu chłopaka. Miała wrażenie, że oboje potrzebują chwili wytchnienia, delikatnej zmiany tematu. — Większość z nich to faktycznie idioci, ale jeden… Jeden dał mi codziennie do wykonania pewne zadanie i ono trochę pomaga. Każdego dnia tuż po przebudzeniu mam wymyślić listę moich pięciu plusów. To może być coś małego lub dużego, nieważne, pięć rzeczy, które mają dla mnie znaczenie i sprawiają, że jestem zadowolona. Dzisiaj rano moja lista plusów składała się z pierwszego pąka na drzewie rosnącym w moim ogródku, nowego odcinka serialu, ładnego swetra, który udało mi się kupić dzień wcześniej, zapachu skoszonej trawy i deszczu. Chcesz wiedzieć, jak jutro rano będzie wyglądała moja lista? — spytała, jednak zaczęła wymieniać, zanim chłopak zdążył jej odpowiedzieć. — Twoje oczy, gdy patrzyłeś na mnie, jakbym była najpiękniejszą dziewczyną, jaką widziałeś w życiu, twój krzywy uśmiech, gdy się ze mną droczyłeś, twoja przystojna twarz, twój zaspany, ochrypły głos tuż po przebudzeniu, wciąż pamiętam, jak seksownie wtedy brzmiałeś i twoje namiętne pocałunki. Pięć plusów. Jeśli rzucisz palenie, do listy dojdzie też twój zapach i wtedy to będzie sześć plusów. Sześć plusów Cecelii Lawley. A jak wyglądałyby plusy Russella Steeda?

      trochę spóźnione, ale jeszcze raz bardzo dziękuję <33333

      Usuń
  98. [Zawsze może dopaść go w koszulce z Gwiezdnych Wojen na mieście, podjarać się, wytrzasnąć skądś miecze świetlne i go zagadać, a on zaspojleruje jej jedną z książek, więc zacznie go tym mieczem okładać :v]

    wiesz kto

    OdpowiedzUsuń
  99. Nie miał pojęcia, ile kosztowały ją te słowa. Nie wiedziała, czy faktycznie nic się nie stało, czy rzeczywiście zaraz o wszystkim zapomną. Była pewna jednak, że nie chce tkwić w zawieszeniu, że nie chce robić scen, nie chce wielkiej dramy. Nie chciała, by o wszystkim dowiedział się Ronan, bo z tego nie wynikłoby zupełnie nic dobrego. Mogła mieć nadzieję, że przejdzie nad tym do porządku dziennego, że decyzja Russella przestanie ją boleć, że jego widok nie będzie już za każdym razem łamał jej serca — ale nie wiedziałam, kiedy to nastąpi. Czy faktycznie będzie łatwiej, jeśli chłopak zostanie i River będzie mogła się z nim oswoić.
    Niczego nie wiedziała i chyba jeszcze nigdy nie czuła się tak sfrustrowana. Dlatego unikała ludzi, a tym bardziej jakichkolwiek uniesień. Dlatego nie chciała z nikim wiązać ani nikogo do siebie dopuszczać. Dlaczego to zrobiła? Mogła mieć pretensje tylko do siebie, nie do Russella.
    — Nie od razu – przyznała, spuszczając wzrok na swoje paznokcie. Westchnęła cicho. — I tak widywalibyśmy się w szkole, Russ. Tak będzie łatwiej oswoić się z tym… wszystkim.
    Poczuła żal. Nagły napływ żalu i ogromnej złości. Dlaczego to ona pocieszała jego? Nie mogła skończyć bardziej żałośnie. To on podjął decyzję, to on z niej zrezygnował, a ona próbowała przekonać go, że to dobra decyzja i wszystko się ułoży. Jak nisko upadłaś, River. Kto by się spodziewał.
    Nie zdając sobie z tego sprawy, zacisnęły pięści, aż pobielały jej palce. Kiedy się zorientowała, natychmiast założyła ręce na piersiach, mając nadzieję, że Russell niczego nie zauważył. Teraz to ona na niego nie patrzyła. Im więcej mówiła, im bardziej lekko brzmiała, tym gorzej się czuła.
    — Gdybyś się wyprowadził, Ronan zadawałby pytania. A ja nie chcę, żeby wiedział. Po co mu to? Pokłócilibyście się, a mnie zamknąłby w piwnicy. Rzeczywiście, wspaniały pomysł — Nie mogła powstrzymać tej niemal jadowitej ironii, cisnącej jej się na usta. Poczuła gulę w gardle i zamilkła, walcząc ze sobą w środku, byle tylko się nie rozpłakać. Nawet nie pamiętała, kiedy ostatnio płakała. Chyba w dzieciństwie. Nie chciała być dziewczyną. Nie chciała być człowiekiem. Nie podobała jej się cała ta zabawa w uczucia.
    Nie miał pojęcia, ile kosztowało ją, by odwzajemnić jego uśmiech. Pokiwała głową na jego słowa, jednak zdołała się odezwać dopiero po dłuższej chwili, która wydawała jej się wiecznością krępującej ciszy.
    — Oczywiście. Możecie poddać go dwunastu próbom Herkulesa — sparafrazowała, uśmiechając się nieco nerwowo, nieco blado. Zacisnęła dłonie na gorącym kubku, starając się skupić na tym cieple, a nie na Russellu. — A ja będę trzymała kciuki za ciebie — wydusiła po chwili, choć sądziła, że nie da rady. Były to chyba najciężej wyduszone słowa w całym jej życiu. Były jednak szczere. Chciała, by mu się udało. Oczywiście, gdyby mu nie wyszło, wróciłby do niej, ale z tym River nie potrafiłaby żyć. Z myślą, że jest jego planem awaryjnym, że Russell jest przy niej tylko dlatego, że nie udało mu się z kimś innym.

    River

    OdpowiedzUsuń
  100. Chyba każde z nich odetchnęło z nieukrywaną ulgą na słowa, że żadne z nich nie poczuło niczego więcej. Ophelia nie wyobrażała sobie, że mogłaby zakochać się w Russie. Że mogłaby poczuć do niego coś, co czuła kiedyś... wróć, to co było kiedyś już nie wróci. Ona i Declan już dawno się skończyli i nie było raczej mowy o żadnym powrocie. Dlatego też chciała o wszystkim zapomnieć. O tym chorym uczuciu, którym kiedyś darzyła Maynarda. O tym, że być może (a raczej na pwno), zaprzepaściła swój pierwszy w życiu związek. Bo wyjechała bez słowa jak jakaś wariatka. Bo w sumie nie wyobrażała sobie tego, jak by mieli funkcjonować przez ten rok, kiedy jej nie będzie. Wiedziała, że Declan Maynar wyleczy się z niej, znajdzie inną dziewczynę, ale czy ona wyleczy się z niego ? Nie, do dziś się nie wyleczyła.
    Stąd były te poszukiwania idealnego chłopaka, choć wiedziała, że żaden nie równał się z nim; nikt nie dotykał i nie całował jak on. Nikt nie pachniał jak on i nie spoglądał na nią w ten sposób, że już od samego spojrzenia czuła dreszcze. Nawet Russell, z którym spędziła wiele fantastycznych chwil nie potrafił jej podarować tego, o czym marzyła i czego pragnęła. Ona zaś w żaden sposób nie pasowała do wyobrażenia jego idealnej dziewczyny. Spotykali się jedynie, by choć na chwilę oszukać się, że to jednak jest coś i coś dla nich znaczy.
    Dlatego też Ophelia podjęła decyzję o zmniejszeniu tempa, zwolnieniu. Chciała mieć nadzieję, że to coś da, że oboje w jakiś sposób się w tym odnajdą, że odnajdą sens tej znajomości. Przełknęła ślinę, spoglądając na chłopaka. To, jak powoli do niej podchodził, jak subtelnie całował. To wszystko dla Ophelii było czymś nowym, nieznanym. Oczywiście, sama zmianę zaproponowała, ale gdzieś w głębi wiedziała, że to nie jest dla niej. Ona nie była taką dziewczyną, która marzy o uczuciach, miłych słowach. Nie zależało jej na tym ani trochę.
    Kiwnęła nieznacznie głową, uśmiechając się w stronę Russella, po czym odruchowo owinęła nogi w okół jego bioder. Nie, zwolnienie tempa jednak nie było dobrym pomysłem. Bo kiedy Steed zaczął ją dotykać, kiedy tylko poczuła jego ciepłe dłonie na swoim ciele, kiedy tylko zobaczyła ten jego zaczepny uśmiech, stwierdziła od razu, że to nie był dobry pomysł. Chciała go. Szybko, tak jak to mieli w zwyczaju. Teraz, już, natychmiast. A on robił wszystko, by pożałowała wypowiedzianych słów. I żałowała, cholernie żałowała.
    — Podobno w barku jest bardzo dobry burbon. Wypijmy go, czaję się na niego od jakiegoś tygodnia, ale teraz chyba jest idealna okazja— powiedziała z uśmiechem, zsuwając się nieco z kuchennego blatu.
    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  101. To nie tak, że Ophelia nie darzyła Russella żadnym uczuciem. Steed był dla niej ważną osobą w życiu, był jednym z niewielu przyjaciół, którzy przy niej zostali bez względu na wszystko. I choć zaczęli się kumplować po jej powrocie, Stardlin była pewna, że o wszystkim słyszał. Swojej przeszłości za nim nie mogła wymazać, czy się jej wyprzeć; już zawsze miała jej towarzyszyć, ciągnąć się za nią. Teraz, po tym roku musiała udowodnić, że jest całkiem inną osobą. I choć próbowała, to ciężko było zerwać z dawnymi nawykami. A ona, choć wydawało się, że jest silną osobą, tak naprawdę była słaba i powoli brakowało jej sił.
    Ich spotkania pomagały jej zapomnieć o wszystkim, być po prostu sobą. Przy Russellu nigdy nie udawała, nie grała grzecznej dziewczynki, bo taką nie była. A on o tym b ardzo dobrze wiedział.
    Westchnęła cicho, pozwalając by przyjemny dreszcz przebiegł po jej plecach. Cholera, czemu też poprosiła o zwolnienie tempa? Ubrania były ostatnią rzeczą, której w tej chwili potrzebowała Ophelia i Russell. Wiedziała, że wystarczył jeden jego ruch. Stanowczy, aby się poddała, aby pozwoliła, by robił z nią cokolwiek tylko chciał. Ale on wybrał, że będzie się z nią bawić, sprawiać aby powoli zaczęła wariować. I zaczęła. Chciała go wręcz błagać, aby skończył te tortury i po prostu zrobili to jak mieli w zwyczaju. Żeby wręcz zrywali z siebie ubrania i chcieli jak najszybciej się poczuć. Ale nie, on się bawił. I sprawiało mu to ogromną frajdę, w przeciwieństwie do Ophelii, która wręcz płonęła od każdego kolejnego dotyku czy też pocałunku, którym obdarzał ją Russell.
    Nie była mu dłużna. Lubiła składać pocałunki na jego skórze, za każdym razem od nowa wydzielać niewidoczną dróżkę na jego ciele, czy też zostawiać po sobie malutkie ślady, które znikały do ich następnego spotkania. Lubiła czuć jego ciepło, bo wówczas czuła się po prostu bezpiecznie. Czuła również, że z każdym kolejnym jej pocałunkiem czy dotykiem i Russellowi jest ciężko wytrzymać. Oboje nieprzyzwyczajeni do spokojnej i powolnej grze, powstrzymywali się od dawnych nawyków.
    Spojrzała na niego z uśmiechem, kiedy to stali już w salonie. Zdecydowanie nie potrzebowała alkoholu. Mogli zostawić go na potem.
    — Jakoś nie bardzo. Ty raczej też nie — mówiąc to, pochyliła głowę, by następnie złożyć delikatny pocałunek w zagłębieniu jego szyi.
    — Mówiąc szczerze, żałuję swoich słów, ale Ty się chyba bardzo dobrze bawisz, prawda, Russ? — zapytała cicho, wprost do jego ucha.
    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  102. [Ha, podejrzane! To chyba świadczy o tym, że idealnie dobrałyśmy się z autorką Venus. :D
    Może być i Russell! Ładny z niego chłopak, więc czemu nie, Luna ładnego chłopca potrafi docenić. Na co macie ochotę? To pomyślimy razem.]

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  103. [Nie wiedziałam kogo wybrać :< Może Tobie będzie lepiej określić, którą postacią najlepiej będzie Ci się prowadziło wątek z Ann? ]

    A. Lacroix

    OdpowiedzUsuń
  104. [ No to weźmy Russa :D Ja jestem dopiero na blogu od kilku godzin, mam czystą kartę :D Więc jakie opcje powiązań masz wolne xd? ]

    Ann. L

    OdpowiedzUsuń
  105. [ Tak mniej więcej miesiąc. Wiesz potrzebuje jakiegoś dobrego wątku, który mnie porwie, o ! Nie wiem jaki wątki masz z innymi, ja bym zaczęła ich znajomość albo typowo koleżeńsko albo właśnie osób, które działają sobie na nerwy i lubią robić sobie na złość. Mogą się w jakiś tam sposób lubić. Wszystko zależy jak wyobrażasz sobie wątek z Ann :D]

    Lacroix

    OdpowiedzUsuń
  106. [Chęci mam, jak najbardziej. Masz jakieś specjalne marzenia względem tego wątku czy robimy burzę mózgów?]

    Nancy

    OdpowiedzUsuń
  107. [To zapraszam sir.czaszka.hamleta@gmail.com :D]

    Nancy

    OdpowiedzUsuń
  108. [No dobry wieczór, skarbie. <3]

    Kaya Vetsera

    OdpowiedzUsuń
  109. [ Hmm... Niby pomysł z potrąceniem całkiem spoko ale staram się wymyślić coś innego :D Chociaż w sumie już widzę jak go wyzywa w ojczystym języku. Jako drugi wątek można zrobić coś z napadem. Można przyjąć, że ich spotkania zawsze będą opierały się zawsze na jakiś nieszczęściu i możliwości uszkodzenia przez co będą mogli uważać, że przynoszą sobie pecha :D ]

    Lacorix A

    OdpowiedzUsuń
  110. [ Spoko, ja może zabiorę się w końcu za licencjat.. :D ]

    Lacroix

    OdpowiedzUsuń
  111. [W pewnym sensie wracam, tu ta od rozchwianego emocjonalnie Koreańczyka gdyby już o mnie zapomniano ;;
    2muchpanic2smalldisco@gmail.com albo 61209672 i bardziej skłaniam się ku GG jeśli istnieje możliwość, bo chwilami zapominam że ten mail istnieje, ale no przykleję sobie karteczkę do monitora i jakoś to będzie!]

    |Baelish

    OdpowiedzUsuń
  112. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  113. [Cześć! Co prawda, z lekkim poślizgiem, no ale studia połączone z pracą to coś czego bardzo nie polecam, bleh. :c
    I napisałam dość długi komentarz, który musiałam usunąć, bo połowa została usunięta. (super, mam szczęście xd)
    Więc w skrócie: nie pamiętam żebyśmy się umawiały na wątek, ale jestem na niego bardzo chętna :3 Oczywiście jeśli kreacja Cynthii Ci odpowiada i jakoś zniesiesz tą zołzę.]

    Cynthia

    OdpowiedzUsuń
  114. [Jestem w końcu <3 ale nie wiem jak zacząć ups... Pomóż!]

    Delilka

    OdpowiedzUsuń
  115. [Jezusku jaki z Ciebie kochany człowiek! <3 Nie no myślę, że lepie w szkole. Zupełnie nieświadomie, żeby gdzie na siebie wpadli. Swoją drogą, myślę, że jako takie ploty o mojej pannicy mogą krążyć, chociaż nie wiem czy człowieka pokroju Russela coś by to zainteresowało ;)]

    Delilka

    OdpowiedzUsuń
  116. Nigdy nie sądziła, że dojdzie do chwili, gdy będzie musiała uczęszczać do szkoły pokroju Skyline. Zamknięta nieustannie w czterech ścianach, czy to klasy, czy własnego ciasnego pokoju w internacie, niczym ptak w klatce, będzie się dusić. Nie brakowało może jej swobody, ta bowiem ostatnimi czasy nie doprowadziła do niczego dobrego, jednak nieustający nadzór, oczy śledzące z uporem maniaka każdy jej drobny ruch, to odbierało jej głos, mowę, z czasem oddech i chęci do każdego kolejnego kroku. Miało być przecież dobrze... o tym zapewniali ją wszyscy od jej psychiatry, po rodziców i dyrektora szkoły włącznie. Tylko co oni mogli wiedzieć i co w ogóle robili, by faktycznie mogło być dobrze?
    Nienawidziła tych czczych zapewnień, banałów, które ludzie wypowiadali z przymusu i zakłopotania, choć nigdy nie mieli, a może zwyczajnie nie chcieli mieć na myśli. Nie należało się bowiem oszukiwać, dobrze nigdy nie było i nie będzie. Im szybciej ludzie zdawali sobie z tego sprawę, tym lepiej.
    Myślała, że nie da rady wstać z łóżka, że podda się w kolejny wir zaprzeczeń rzeczywistości, byle tylko uniknąć spotkania z dawką codziennej odpowiedzialności. Przemówił jednak ostatek zdrowego rozsądku, a może też i magiczne pastylki w kolorach tęczy, które należało przyjąć z samego rana. Rzecz jasna po posiłku, ale na ten oczywiście nie miała ani czasu, ani ochoty. Kawa i tak przecież zapcha ją na jakiś czas.
    Bycie nową uczennicą nie ułatwiało też sprawy. Nie znosiła przeprawy przez poznawanie ludzi. W ogóle nie przepadała za tłumami, czy większymi zbiorowiskami, co dopiero mówiąc o przejściu zatłoczonym korytarzem, gdzie każdy jej krok będzie śledzony z największą precyzją. Ona zaś zostanie obejrzana z każdej strony, od góry do dołu, po bokach, by móc tylko wystawić trafną ocenę jej osoby. Powinna zatem faktycznie postarać się wyglądać olśniewająco, niestety nigdy nie była tego typu dziewczyną i nigdy nie miała na to nastroju. Była naturalna, naturalnie zmęczona i smutna; zagubiona. I chociaż rodzice zadbali, by jej konto bankowe uszczęśliwiało ją w każdej chwili, nie wiedziała na co nawet mogłaby wydać ciężko zarobione przez nich pieniądze. Czasami inwestowała tylko w książki, kolejne tomiszcza pereł literatury, które stanowiły osobliwy element ozdobniczy jej pokoju, ustawiając się w wieże różnej wielkości, utrudniając przejście przez środek pomieszczenia w linii prostej. Pomijając jednak wszelkie przeciwności, zebrała się w sobie, by przy minimalnym wysiłku i koszcie energetycznym ogarnąć się do tego stopnia używalności, by pokazać się innym i pójść na lekcje, których nienawidziła. Przedmioty, które powinna znać perfekcyjne, jeśli chciała iść w rodzinne ślady, ją przyprawiały o dreszcze i nudności. Nienawidziła ich ze wszystkich sił, traktowała jak torturę, ale nie miała nic do gadania. Nie mogła podejmować samodzielnie decyzji. Nie po tym co zaszło...
    Nie wiedziała skąd i kiedy przed jej wzrokiem wlepionym w podłogę wyrosła najpierw dłoń, a potem postać chłopaka, który zaczął coś do niej mówić. Na jego nieszczęście ocknęła się dopiero na końcówce jego wypowiedzi, podnosząc wzrok akurat na jego kolegę, niejakiego Russela.
    Poczuła jak w jednej chwili brakuje jej słów, jak serce przyspiesza w szaleńczym tempie, a krtań odmawia posłuszeństwa, bo przecież w najśmielszych snach nie mogła przewidzieć podobnego spotkania. Nie sądziła przecież, że jeszcze kiedyś się spotkają. Nie po tym wszystkim co zaszło, chociaż należało mu się wytłumaczenie. Tylko, że Russel zawsze potrafił ruszyć do przodu, w przeciwieństwie do niej. Co miałaby mu niby teraz powiedzieć? Że wydarzyło się tak wiele, że ich nieudana wycieczka to sprawka jej rodziców, że ostatni rok spędziła na własne życzenie w wariatkowie, że chciała napisać mu najpiękniejszy list, jaki mógłby przeczytać w swoim życiu, ale nie miała odwagi? A teraz przecież było za późno... Zawsze było za późno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Russel. — wydusiła w końcu z siebie, siląc się na uśmiech, choć przypominał on jeden wielki grymas. Nie chodziło o to, że nie cieszy się na jego widok, wręcz przeciwnie, był w końcu jedyną bliską jej osobą w całym jej nastoletnim życiu, ale tak nieoczekiwane spotkanie... zupełnie nie wiedziała co mogłaby powiedzieć, czy zrobić. — Co za spotkanie. Nie przyszłoby mi nigdy do głowy, że jeszcze się zobaczymy. Zwłaszcza w takim miejscu. To miłe, że pamiętasz moje imię. Po całej tej sytuacji zrozumiałe byłoby, gdybyś wyrzucił moją osobę z pamięci, nawet jeśli dla mnie to zawsze będą wyjątkowe wspomnienia. — tym razem uśmiech wyszedł jej lepiej, choć pełen był poczucia winy, starając się niejako przeprosić stojącego na przeciwko niej chłopaka za to co zaszło lata temu, nawet jeśli nic nie było jej winą.
      — Oh, przepraszam. To twój kolega? Musisz mi przypomnieć swoje imię, jestem beznadziejna w zapamiętywaniu imion. — odwróciła się w stronę chłopaka stojącego obok Niego, by namiastką uprzejmości, zatuszować emocjonalny galimatias, który buzował w środku niej; tak wiele sprzecznych emocji w jednej chwili. Żałowała, że w przeciągu pięciu minut zacznie się lekcja, bo wolałaby zamienić nieoczekiwane spotkanie w szczerą rozmowę, nawet jeśli nie była na nią przygotowana. Ale to był Russel. Jej Russel.

      Delilka <3

      Usuń
  117. Deszczowy Waszyngton nieodmiennie poruszał w jej sercu jakąś czułą strunę. Wydawało jej się, jakby sentyment do tego miasta narastał z każdym przemijającym dniem, z każdą nocą, którą spędzała tu, a którą mogłaby spędzić w swoim ukochanym pokoju, pod ciepłym kocem, wsłuchana w odgłos stukającego o szyby deszczu – strug płynących po szkle. Nie miała koleżanek, za którymi mogłaby tęsknić, bo wyrosła na odludka i samotniczkę; a jednak coś niebywale ciągnęło ją w tamtą stronę, do powrotu, do przeszłości. Więc, chociaż mogła wmawiać wszystkim naokoło, że czuje się dobrze, po prawdzie zjadał ją żal.
    Minął prawie rok, a ona nikogo tutaj nie znała, z nikim nie zdążyła się głębiej zaprzyjaźnić. Przesiadywała w domu, z nosem wetkniętym w książki, żeby jakoś zabić czas, a przy okazji czegoś się nauczyć. Nie ciągnęło jej do ludzi, tak jak i ludzi nie ciągnęło do niej, bo nie miała wzrostu modelki, niebieskich oczu, cycków większych niż głowy i siana zamiast mózgu. Z lekką pogardą zerkała na wszystkie te dziewczęta, które rozchichotane jak po kilku piwach, siadały chłopakom na kolanach ukazując swe sporych rozmiarów wdzięki spod przykrótkich spodenek. Ręce tych dziewcząt zawsze wędrowały za szyję takiego motocyklisty czy futbolisty, dłonie chłopaka mocniej zaciskały się na zgrabnych udach. Kaya potrząsała głową z obrzydzeniem i odwracała wzrok, nie chcąc oślepnąć.
    Nie należała do chłopczyc, ale nie była też pustą, różową lalą, bez własnego zdania, bez własnych poglądów. Wydawała się samej sobie względnie normalna, przynajmniej z boku, co nie znaczyło, że liczyła na jakieś wyznania miłości od pryszczatych, napalonych pierwszaków.
    Przewróciła oczami, mijając obściskujące się pary i weszła na stołówkę czując, jak robi jej się niedobrze. Wzajemne badanie sobie migdałków z pewnością nie pobudzało apetytu; w dodatku od rana nie miała czasu wymknąć się na ukradkowego papierosa, co tylko potęgowało jej frustrację. Bezmyślnie nałożyła sobie na talerz jakąś nieapetycznie wyglądającą sałatkę i ruszyła w stronę wolnego stolika, skubiąc kawałki zieleniny po drodze. Miała nieodparte wrażenie, że ktoś nieopodal wlepia w nią wzrok, ale przez tłum ludzi nikogo nie mogła dostrzec.
    Cholera, westchnęła z lekką irytacją, przeciskając się przez mnogość kolorowych koszulek. Ależ ten koleś jest do niego podobny...

    [Wybacz obsuwę <3]
    Kaya Vetsera

    OdpowiedzUsuń
  118. [Proponuję jakąś skomplikowaną relacje z przeszłości z nutką tajemnicy. Mogliby dzielić jakiś straszny sekret.
    Ostatnio mam też niesamowitą ochotę stworzyć coś w klimatach "Nerve". Nie wiem czy widziałaś ten film? Dużo akcji, dreszczyk emocji, niebezpieczeństwo etc.]

    Cynthia

    OdpowiedzUsuń
  119. [Cześć! Dziękuję serdecznie! Lubię niesamowitości, więc jestem oficjalnie kupiona ;) I tutaj narodził się pomysł, związany właśnie z tymi przyjęciami, gdzie Russell chciał się zaaklimatyzować, ale nie wyszło bo dzieciaki to w gruncie rzeczy paskudne istoty. Miśka wiecznie bierze udział w takich spotkaniach, więc możemy się pobawić w "podwójną relację", która narodziła się jakiś czas temu (z powodu, którego jeszcze nie wymyśliłam). Co powiesz na hipokryzję ze strony Mistral, która chętnie spędzałaby z Russellem czas podczas przyjęć, a w szkole okazywałoby się, że nie zwraca uwagi na jego osobę? Można by ich okolicznościami zmusić do obgadania tego w szkole, może nawet posypałyby się iskry, gdy okazałoby się, że choć przegadali ze sobą tyle godzin to wcale się nie znają? To taki zarys, nie wiem co na to Russell :)]

    Mistral

    OdpowiedzUsuń