21 maja 2017

Świat stoi przed nami potworem




Siostro, siostrzyczko, mamusiu. Nie jestem na to wszystko gotowa. Opowiadałaś mi bajki z przepięknym zakończeniem, gdzie "Żyli długo i szczęśliwie" przewijało się równie często, jak kłamliwe "Jest w porządku" w prawdziwym życiu. Nie rozumiałam wtedy, co może pójść nie tak i w którym momencie, a ty nigdy nic nie mówiłaś. Może zabrakło ci czasu, by wspomnieć, że zakończenia bywają różne, a może celowo to pominęłaś; być może łudziłaś się, że nie znając innej drogi ślepo podążę tą obiecaną. Bo przecież niejednokrotnie obiecywałaś mi szczęście, czekające na końcu tęczy i skarby, które trzeba umieć odnaleźć. Ale teraz już wiem, że istnieją też inne bajki, te o potworach i śmierci, te niedokończone, gdzie przyszłość trzeba zbudować sobie samemu. I wiem jeszcze jedno: nie rozmawiając o smutkach, można udawać, że ich nie ma.
Siostro, siostrzyczko, mamusiu. Nie nauczyłaś mnie radzić sobie z problemami. Opowiadałaś o ludziach, którym się powiodło, całkiem pomijając tych, z którymi było inaczej. Może chciałaś zataić przede mną, że czasem bywa o wiele trudniej, a może chroniłaś samą siebie, odganiając myśli, że kiedyś zniszczę swe życie do cna. Nie rozumiałam i chyba nie zrozumiem już nigdy, po co to i dlaczego; i czy faktycznie lepiej jest egzystować bez świadomości zagrożeń. A przecież złamać można tak wiele: gałązkę drzewa, opór czy kość – nawet serce. To nie żal przemawia przeze mnie; nie, ja nie umiem pielęgnować w sobie żalu, choć próbowałaś pokazać mi, jak niczego nie zapominać – w obu znaczeniach, tym złym i tym dobrym. Teraz wiem już, że chciałaś zbudować wokół mnie pancerz obronny, żebym, na wypadek porażki, zawsze pamiętała o wszystkich sukcesach. I wiem jeszcze jedno: nie mówiąc głośno o zagrożeniach, można przyjąć, że nie istnieją.
Siostro, siostrzyczko, mamusiu. Nie przygotowałaś mnie na ból upadku. Opowiadałaś o rosnących skrzydłach, o wróżkach wznoszących się ponad chmury, o pnących się w górę drzewach, ani słówkiem nie wspominając, że czasem coś może nam zniszczyć marzenia, zanim w ogóle zaczniemy marzyć. Może bałaś się wypowiedzieć na głos tę myśl, prześladującą cię od dłuższego czasu, bo coś, co zostało rzucone w przestrzeń, nagle nabiera barw, kształtów, materii. A może po prostu sama nie wiedziałaś – wszak twoje życie, a przynajmniej ta znana mi część, zawsze wydawało się wprost idealną historią. Niepowodzenia przysłaniane przez sukcesy, smutki przez radość, a wśród tego bogactwa byłaś ty, wówczas tak z siebie dumna. To tobie się poszczęściło – ja czasem mam wrażenie, że zapomniałaś, iż nie jestem tobą i nie będę. Ale wiem jedno: nie wspominając o przyszłości, można się łudzić, że nigdy nie nadejdzie.
Siostro, siostrzyczko, mamusiu. Jest coś, o czym to ja nigdy nie powiem tobie – że tak straszliwie się boję momentu, w którym będę musiała wrócić do domu. Przywykłam już do mojej sielskiej bajki, i nawet te chwile, które z początku wydawały się złe – te, o których nigdy się nie zająknęłaś – teraz nie bolą tak bardzo. Może to kwestia indywidualna, może coś jest ze mną nie tak, może to ja nie potrafię tęsknić; acz z całą mocą zażądam, byś nie mogła mnie już nigdy dosięgnąć. Wiem, że to wcale nie było takie łatwe, że się starałaś, że po prostu nie wyszło – wiem i rozumiem, a przynajmniej bardzo się staram zrozumieć. Ale wiem jeszcze jedno: przemilczając prawdę nie można nikogo zranić.


Eddy Sherrinford

urodzona trzydziestego pierwszego stycznia 2005 roku — dwunastoletnia uczennica jeszcze-nie-liceum — „Jesteś z Phoenix? Czy ludzie stamtąd nie powinni być opaleni?” — różki diablęcia skryte pod powłoką aniołka — pociąg do książek i jeszcze kilku innych nieodpowiednich przyjemności — wychowywana przez wujostwo — młodsza z dwóch sióstr, chyba stęskniona za tą starszą

lalki ————————  domek

7 komentarzy:

  1. [Jezu czyżby to cytat ze Zmierzchu? XD Tak, tu zapalona była-fanka serii, która zna na pamięć teksty z pierwszej części. XD Dziewczyna ze zdjęcia jest prześliczna. Wiem, że wątku raczej nigdzie nie prowadziłyśmy, ale zawsze jak czytam Twoje karty to jestem zachwycona. Tak samo jest i tym razem.
    Tak w ogóle to cześć, baw się z nią dobrze. Jak coś zapraszam do siebie, chociaż... kompletnie nie wiem czy coś by się udało wymyślić. :) ]

    KHLOÉ QUATERMAINE
    XANDER BOLTON

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ojej, siostra! ♥ Czeeeść, miło Cię widzieć, ale chociaż chciałam napisać Tobie ładny i wyczerpujący komentarz, to… kurde: znasz moje zdanie. Świetnie wykreowałaś Edith, dobrałaś jej genialne zdjęcia i napisałaś wspaniałą kartę oraz zakładkę – wszystko jest spójne i w zasadzie „zrobiłaś mi tym dobrze”, bo właśnie tak sobie wyobrażałam tego małego potworka. Nadmienię tylko, że w zakładce Domek masz coś takiego: „I wiesz jeszcze jedno: I wiesz jeszcze jedno: nie rozgrzebując przeszłości, można udawać, że była zupełnie inna”, więc chyba jedno „I wiesz jeszcze jedno” jest zbędne. (: Niemniej, witam Cię gorąco, wąteczek ustalimy na mejlu, a tutaj życzę Ci dużo weny, dużo super pomysłów i dużo świetnych wątków. Nie mogę się doczekać, aż zaczniemy tworzyć! ;]

    starsza siostra LILA SHERRINFORD oraz jej oczarowana autorka

    OdpowiedzUsuń
  3. [Nareszcie! Długo wyczekiwana, troszkę kontrowersyjna i na pewno przebiegła panienka pojawiła się pośród nas! :D Cześć, super, że zdecydowałaś się stworzyć Eddie, bo wyszła Ci naprawdę wspaniale. Dobrałaś świetne zdjęcia, ujęłaś w tekstach sedno postaci i sprawiłaś, że trudno obok niej przejść obojętnie. To wszystko ogromnie się ceni, dlatego tym bardziej mam nadzieję, że pisanie panną Sherrinford przypadnie Ci do gustu i pozostaniesz na blogu na dłużej. Życzę Ci więc wytrwałości, weny i dobrej zabawy; jeśli zaś chodzi o wątek, to jakiś na pewno wspólnymi siłami sklecimy. ;)]

    Alex Graves

    OdpowiedzUsuń
  4. [Wiem, że jestem super w czas, ale musisz mi to wybaczyć!
    Zmieniłaś zdjęcie, ale to jest równie cudowne, co poprzednie. Ogólnie, bardzo się cieszę, że Lila znalazła siostrzyczkę, która w dodatku, pomimo młodego wieku, została wykreowana naprawdę po mistrzowsku. Podoba mi się bardzo Twój styl pisania i sama budowa karty. Estetyka jest ucztą dla moich oczu, a tutaj nie można jej w żaden sposób podważyć! Nazwy podstron też niezwykle mi się podobają... uwielbiam takie klimatyczne karty i smaczki. Przyznam, że wątek z tak młodą osobą będzie pewnie strasznie trudny... ale mam jednak nadzieję, że uda Ci się znaleźć trochę chętnych duszyczek. Osobiście myślę, że konfrontacja z moim panem byłaby bardzo niewskazana i raczej skończyłaby się fatalnie, a chyba nie mam ochoty krzywdzić tego małego diabełka...
    Aczkolwiek, życzę Ci masy wątków, chęci i powiązań. I obyś się tu z nami bawiła jak najdłużej! Taki ze mnie lizus, ale naprawdę jest co doceniać♥]


    Cassian Quatermaine

    OdpowiedzUsuń
  5. [Heeeeejka, szczerze przyznam że zachwycam się estetyką każdej z Twoich kart i uwielbiam Twój styl. Nawet kiedyś myślałam o przejęciu Edith, ale tak młode postacie to chyba nie mój świat i teraz patrząc jak cudownie wykreowałaś tą młodą damę; jestem pewna że ja nie umiałabym wlać w nią tyle życia, emocji i piękna (jeśli mogę tak to ująć). Bądź co bądź, wyszła Ci niesamowicie! Wystarczy jednak tego słodzenia i gdybyś miała ochotę na wątek z moją Clarie, która chce wejść pomiędzy Lilkę i Alexa to wiesz gdzie nas znaleźć.. :D]

    CLARIE WALSH

    OdpowiedzUsuń
  6. W swoim króciutkim życiu Lillianne przeżyła doprawdy wiele. Niewątpliwe, pomimo ledwie szesnastu lat na karku, przekroczyła o kilka progów punktowych limit nieszczęść przypadających na jedną osobę i w zasadzie za pewien rodzaju cud można było uznać to, że nadal istniała – że nadal, codziennie wstawała z łóżka; że nadal, codziennie próbowała się uśmiechać; że nadal, codziennie nie traciła wiary w to, że może jednak los się do niej uśmiechnie, jakkolwiek była to wiara złudna, a w ostatecznym rozrachunku najpewniej mocno krzywdząca, bo tego typu zawody bolały najbardziej. Ona zaś, mimo że niemalże na każdym kroku ktoś zabijał w niej marzenia i pragnienia – nie poddawała się, co zakrawało na ponury absurd, zważywszy na fakt, że rzeczywiście: świat ani ludzie nie obeszli się z nią delikatnie. Uznanie jej za wariatkę – gdyby ktokolwiek kiedyś zainteresował się jej historią – nie byłoby niczym zaskakującym, w związku z tym. Potwierdzał to, notabene fakt, że zdawała się być magnesem na wszelkie możliwe nieszczęścia, o czym świadczyła śmierć ukochanego ojca w dwa tysiące piątym roku, alkoholizm matki – z którą, co prawda, nigdy nie miała zbyt dobrych kontaktów, bo podobno za mocno przypominała jej męża-nieboszczka – i w konsekwencji zabranie jej praw rodzicielskich nad córkami, próba egzystencji w obecności apodyktycznej babci, która nie kochała niczego oprócz astronomii i swojego własnego mózgu, który ją zawiódł w dwa tysiące piętnastym roku, a także trafienie do wujostwa, do posępnej ciotki i dziwnego – ale w ten bardzo nieprzyzwoity sposób – wuja, do odległego – i jakże różnego od rodzinnej, wietrznej Walii – Phoenix, do domu tak zimnego, że aż niewiarygodne, że stał na słonecznej pustyni Sonora.
    Niemniej, starała się jednocześnie nie oczekiwać zbyt wiele – owszem, cieszyła się z drobnych rzeczy, ale raczej chowała się za maskami miłej i uroczej dziewczyny, co nie do końca jej wychodziło. Świadczyć o tym mogło chociażby podejście innych uczniów Skyline High School – gdzie trafiła tylko dlatego, że nie była tą młodszą siostrą, co było wyjątkowo deprymujące – wobec niej i łatka dziwaczki, jaką jej przykleili. Słowem: znowu nie była lubiana, ale tym razem potrafiła się z tym pogodzić, ba!, ona w zasadzie nigdy nie była szczęśliwsza, bowiem oto na jej drodze stanął Alexander Graves – nauczyciel rosyjskiego, były major US Army, j e j Shura: najjaśniejszy punkt jej istnienia, który wpompował w nią, pomimo swoich własnych demonów nieopisane wręcz siły do działania: sprawił, że chciało się jej życia, ale tak naprawdę, pełną piersią i na zawsze, najlepiej przy nim. Naprawdę, przez moment uwierzyła, że może tym razem los się wobec niej uśmiechnął i odwrócił – zrobił to, o czym marzyła: dał jej nadzieję, że lepsze jutro, bowiem oto oprócz mężczyzny swoich snów, pojawiła się obok jej siostra. Dłuższą chwilę – odkąd Rochefortowie odesłali ją do Chicago – nawet myślała, że ją straciła: że Edith naprawdę woli spędzać czas w Arizonie, niż z nią, a więc z kimś, kto tak de facto ją wychował i o nią dbał, podczas gdy Rose Sherrinford wpadała w cug alkoholowy. Bolało jak diabli, dlatego nie zastanawiając, dlaczego jej wujostwo nagle pojawiło się w mieście, do którego wcześniej ją odesłało – w pełni poświęciła się najważniejszej dziewczynie w swoim sercu, próbując dzielić czas pomiędzy nią, a Alexa, dosłownie szalejąc ze szczęścia i nie dostrzegając, że Eddy nie do końca jest tą samą dziewczynką, którą pozostawiła we wrześniu dwa tysiące szesnastego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierzywszy zaś w porady kolorowych magazynów, uznała, że faktycznie mówienie samej prawdy – mimo że wystawiała i ją, i jej belfra, na olbrzymie niebezpieczeństwo – może zacieśnić, jakby nie patrzeć, nieco poluźnioną, siostrzaną wieź i tym sposobem dwunastolatka stała się powiernikiem największego sekretu Lillianne oraz Aleksandra – ich miłości. W swej radości i szczęściu natomiast przywdziała klapki na dotychczas bystre i uważnie obserwujące otoczenie, szmaragdowe tęczówki, z których nagle, podczas, ot, zwykłego wspólnego lunchu, spadły zasłony, a rzeczywistość uderzyła w nią, niczym obuch w płową głowę. Rzecz jasna, nie wydała osądów natychmiast, ba!, z całym tematem nosiła się parę dni i dopiero kiedy uznała, że prędzej ją to zabije, niźli cokolwiek poprawi – zadecydowała się interweniować, jakkolwiek było to dziwne i nieprzyjemne.
      — Um… Eddy? – Zagaiła w związku z tym siostrę, z którą akurat przeglądała swoje sukienki, robiąc remanent w szafie w pokoju akademickim. Wiedziała przy tym, ze albo zrobi to teraz, albo nie zrobi nigdy: że jej wewnętrzne tchórzostwo i strach, że kogoś zrani, a w konsekwencji straci stanie się silniejszy, niż potrzeba wyjaśnienia sytuacji i czyszczenia atmosfery. – S-słuchaj… bo w sumie jesteś tu już jakiś czas – miała na myśli Chicago – i… i ja wiem, ze Rochefortowie nie chcą mnie widzieć – skrzywiła się nieładnie – ale to nie znaczy, że nie musimy o nich rozmawiać, ż-że… – przełknęła głośno ślinę i zamilkła na moment. – Odkąd tu jesteś nie pogadałyśmy tak szczerze, jak ci się z nimi żyje… czy wszystko dobrze… – błądziła nieporadnie wokół konkretnego tematu, nie bardzo wiedząc, jak powinna podejść dziewczynę, bo też nie widziało się jej zapytanie: „hej, co masz do mojego faceta?”. Z drugiej, wciąż zdawała się nie widzieć pewnych oczywistości, w zasadzie dostrzegalnych na pierwszy rzut oka, jeśli się kogoś znało; możliwe jednak, że była to kwestia wyparcia z umysłu myśli o tym, że Osin mógłby i jej siostrzyczkę jakkolwiek napastować. To zdecydowanie byłoby ponad siły Lilii. – Bo wiesz… Ed, ufam ci. Ufam ci bardzo i… i ty też możesz mi zaufać – zapewniła szczerze, oczekując na reakcję.

      mocno przejęta, ale jednocześnie wyjątkowo zagubiona LILA SHERRINFORD, która rozpaczliwie chce, aby było dobrze

      Usuń