8 sierpnia 2017

Honey, you can't be a shark if you are toothless

Ludzie (...) lubią wymyślać potwory i potworności. Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni (...) Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. I łatwiej im żyć. 
––– Andrzej Sapkowski 
Margot Veledinsky
Jesteś umysłem ścisłym, maniakiem komputerowym, geniuszem matematycznym  i to jedyne co na pewno o tobie wiadomo. Reszta ciągle ulega zmianie, zmienia kształt i nabiera innych barw. Jesteś szkolną dziwaczką, największą kujonką a w oczach gwiazd szkoły — nieszkodliwą frajerką. Nie zagrażasz więc nikomu, praktycznie jesteś niezauważalna i niewidzialna. Składasz się z małych cyferek i kilku zdań, które tak naprawdę nikogo nie obchodzą. Nic więc dziwnego, że przez dwa lata nauki w Skyline nie zdobyłaś ani jednego przyjaciela. Choć próbowałaś wkręcić się w każdy z możliwym kręgów, zaczynając od pięknych choć wrednych dziewcząt; to zamiast życia towarzyskiego poznałaś prawdziwy smak upokorzenia. Byłaś karmiona nim przez dwa cholerne lata, niemalże każdego dnia, urazę chowając w głębi siebie; ucząc się jak okrutne potrafią być nastolatki i jak słodko mogłaby smakować zemsta. Wyobrażałaś to sobie tysiące razy i raz nawet przekułaś myśli w czyny, w internetowym światku całkowicie rujnując reputacje królowej szkoły. Nie pojawiły się wyrzuty sumienia, jedynie satysfakcja i zadowolenie że jedna z twoich prześladowczyń poczuła się dokładnie tak jak ty. Nie żałowałaś jej ani przez jedną sekundę. Odkryłaś, że zemsta najlepiej smakuje na zimno i ma doprawdy słodki smak. Postanowiłaś jednak zmienić o wiele więcej – siebie. Na wierzch wyszła twoja pewność siebie, skrywana gdzieś głęboko w czeluściach twojej pokręconej osobowości. Przestałaś również zabiegać o uwagę osób, które są za głupie by spędzić choć minutę w w twoim towarzystwie. Wciąż jesteś dziwna, wciąż jesteś sobą, wciąż jesteś Margot. Przestałaś się przejmować złośliwymi szepcikami za plecami, przestałaś czerwienić się niczym burak w momentach upokorzeń, zaczęłaś ignorować wszelkie zaczepki jedynie kąśliwie wywracając oczami, albo zamykać innym usta bystrą ripostą. Raniłaś słowem a kiedy ktoś zaszedł ci za mocno za skórę także uczynkiem. Za każdym razem zadawałaś sobie pytanie; jak zły może być człowiek? Kto jest gorszy, ty czy oni?

LALKI  ––– ZWIERCIADEŁKO

Pół Brytyjka, pół Szwajcarka, urodzona w Londynie wrześniowego, deszczowego dnia, 1999 roku ––– Uczennica III klasy, rozszerzenia: matematyka, informatyka i fizyka ––– Przewodnicząca koła matematycznego i  członkini klubu miłośników UFO ––– Hakerka, spędzająca cały swój wolny czas przed ekranem komputera ––– Brak przyjaciół, życia towarzyskiego i jedna szalona, wakacyjna przygoda, która tak naprawdę niczego nie zmienia ––– Intrygi i gierki metodą na życie? ––– Skryta i tajemnicza, mówiąca jedynie o tym o czym chce aby inni wiedzieli ––– Zaburzenia maniakalne, prywatna terapia w Centrum Zdrowia Psychicznego; pod opieką doktora Nyth'a ––– Jako piętnastolatka spędziła pół roku w szpitalu psychiatrycznym


Na zdjęciach Bridget Satterlee, w tytule cytat z PLL. W zakładce "Lalki" do oddania Aurorka i Arthur, zachęcam do przejęcia bo przewiduje dużo dram. Szukam też pierwszaka do dość skomplikowanej lecz interesującej relacji. Chętnych proszę o zgłoszenie się pod kartą, bądź posłanie maila; bezkres.paranoi@gmail.com Tak czy inaczej, zapraszam wszystkich bo jestem otwarta na wszystko. BAWMY SIĘ!

22 komentarze:

  1. [Witam, witam! Pani Veledinsky jest bardzo interesująca! Uwielbiam postacie, które obracają się w hakerskim otoczeniu! Sama myślałam, że moja postać pójdzie w te strony, ale zmieniłam zdanie w ostatniej chwili :D Chciałabym zaproponować jakiś wątek, jeśli miałabyś ochotę~
    Co prawda jeszcze nie wiem jaki byłby punkt zaczepienia między naszymi postaciami, ale coś by się wymyśliło. :)]

    Jeon Jungkook

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ty wiesz, co ja o niej myślę i chyba nie muszę powtarzać. Bardzo lubię tę panienkę i nasz nadchodzący wątek, którego rozpoczęcie wyślę, gdy tylko opuści mnie ta cholerna blokada. Nie mogę nic skleić. :/
    Lubię ją, no. W każdym calu. <3
    Baw się tu u nas dobrze! ^^]

    Quatermaine

    OdpowiedzUsuń
  3. Cassian, w swoim krótkim życiu, spotykał się z wieloma kobietami; niektóre pierzchały jak wystraszone sarenki. Inne lgnęły do niego jak rzepy, spragnione niezwykłych wrażeń, jakie, ich zdaniem, tylko on mógł im dać. Spotkał się z tyloma rodzajami tych dziwnych istot, że naprawdę nic nie było w stanie już go zaskoczyć. Tak przynajmniej myślał, lustrując bezczelnym spojrzeniem wszystkie panny, napataczające się po drodze. Bo Cassian nie miał skrupułów; trudno było odnaleźć w nim zwykłą, prozaiczną dobroć, rzekomo siedzącą na dnie każdego, ludzkiego serducha. Nie dopatrywano też miłości, jaką powinien pałać każdy zdrowy psychicznie człowiek; życie społeczne było w końcu głównym konikiem każdej jednostki tego, ponoć rozumnego, gatunku humanoidalnego. Był więc przyzwyczajony do ciekawych, skrywanych spojrzeń, jakie zbierał, idąc przez zatłoczony korytarz. Dla ludzi był czymś odległym, trochę nieosiągalnym; stanowił inny wymiar świata, który w zwykłym liceum, dla zwykłego ucznia utożsamiać można by z mękami Tantala. Tak blisko, a tak daleko; wystarczy sięgnąć, by przekonać się o nieosiągalności upragnionego przedmiotu.
    Nierzadko zdarzało się, że ludzie, z impertynencją podchodzili do niego, chcąc dorównać poziomem jego słowom. Gorzko przekonywali się jednak o mylności własnej pewności; Cassian nie był byle szarakiem, przyłączającym do grona nudnych pozorantów, którzy naczytali się słownika synonimów, pragnąć zabłysnąć. Nie czynił sobie więc zbyt wiele z faktu, że od dawna obserwowała go jakaś dziewczyna; widział ją niemalże na każdym kroku, choć nie poświęcał jednak specjalnej uwagi. Po prostu milczał, nie przenosił wzroku, ignorując obecność dziwnej, natarczywej panienki. Robił wszystko to, co miał robić; czasami przystawał, rozmawiał (niekoniecznie grzecznie), z ludźmi, z którymi miał porozmawiać. Lecz ciągle czuł na sobie jej wzrok. Miał wrażenie, że go śledzi; wręcz stalkuje. Zupełnie jakby czegoś pragnęła — może zemsty? Nie kojarzył jej na tyle, by przypomnieć sobie, czy kiedyś ją skrzywdził; miał do czynienia z takim zastępem dziewcząt, że trudno było przywołać mu przed oczy obraz tej konkretnej. Miał wrażenie, że skądś ją zna, ale czy naprawdę wiedział skąd? Nie wyglądała na osobę bezmyślną, która wykaże się wyimaginowanym heroizmem tylko po to, by pomścić jakichś słabych wymiarów żal. Nie potrafił jednak odszukać z tyłu umysłu tej durnej, konkretnej informacji; nieważne jak bardzo się starał. Chciał wiedzieć, zrozumieć. Dojść do prawdy i określić, skąd zna tę dziwaczną panienkę. Zwłaszcza, że z każdym momentem — tak myślał — stawała się coraz bardziej nieznośna. Była już wszędzie, naprawdę wszędzie; nie miał obsesji na punkcie prywatności, nie szukał azylu i nie miewał problemow z faktem, że ktoś go śledził. Był w końcu nietykalny, a każdy zły wybryk, maskował wpływowy ojciec, bardziej ceniąc reputację niźli resocjalizację syna. Jego nietykalność więc nie była ułudą; zwłaszcza, że nawet rodziciele się go bali. Obawiali, co może im zrobić; mimo że to oni stanowili rzekomą alfę. Oni rządzili, dysponowali pieniędzmi. A jednak bali się postawić młodemu Quatermaine'owi...
    Pewnego dnia, idąc spokojnie korytarzem, poprawiał nienaganne mankiety; był prawdziwym pedantem, a garnitur towarzyszył mu niemalże na każdym pieprzonym kroku. Uwielbiał go. Dodawał powagi i na pewno wyglądu; sam jednak czuł się w nim najlepiej, więc nie było nic dziwnego w takowym stanie rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczuł jednak, kto by się spodziewał, wzrok dziewczyny, spoczywający na jego sylwetce. Była przed nim, oparta o ścianę. Miał ją minąć, dał sobie spokój, ale jakiś dziwny, wewnętrzny potwór, tym razem nie wytrzymał i postanowił przyprzeć ją do ściany. Dosłownie.
      Będąc więc na jej wysokości, gwałtownym, pełnym gracji ruchem, obrócił się w jej stronę i przyszpilił do ściany, zręczne dłonie opierając po obu stronach jej głowy.
      — Mógłbym dowiedzieć się, czego ode mnie oczekujesz? — zapytał, ochrypłym głosem, w którym majaczyły ślady goryczki. — Śledzisz mnie. Ludzi nie śledzi się bez powodu — wyrzucił z siebie silnym tonem, a jego jasne oczy odnalazły drogę, by pochwycić jej spojrzenie i zmusić do intymnego kontaktu wzrokowego, którym obdzierał ją z masek i wwiercał się głęboko w najczarniejsze odmęty duszy.

      Quatermaine

      Usuń
  4. [Ależ ona jest wspaniała. Cześć! Witam się serdecznie, przepraszam za zasłonięcie i w ramach rekompensaty zapraszam na wątek!]

    Alain

    OdpowiedzUsuń
  5. (właśnie odświeżyłam stronę jakoś tak odruchowo i zamordowałam swój komentarz, więc zanim popełnię samobójstwo, bo wyjątkowo wyszedł jakiś taki normalny, przestanę się starać, żeby jednak cokolwiek tutaj pozostawić
    omijałam kartę, bo jakoś tak, nie wiem, ale wreszcie się zebrałam do przeczytania jej i żałuję że nie zrobiłam tego wcześniej??? me like mocno, a chociaż moje dziecko to nie jeden z silnych samców alfa i we wrześniu będę błagać o zmianę klasy na drugą, bo ja lubię jak się takie rzeczy jednak zmienia a nie stoi w miejscu, to jestem w stanie zaprosić do siebie (nawet prąd już mam!!111) i życzyć fajowego rollercoastera emocji z tym ziomem dwa komentarze wyżej ok
    pls no hate)

    Benedict Holt

    OdpowiedzUsuń
  6. [Hej!
    Przychodzę z opóźnieniem Cię powitać i życzyć dobrej zabawy, więc: Heej! Baw się dobrze! <3
    Margot przypomina mi Monę z PLL. Ale mam nadzieję, że jej losy nie będą tak dramatyczne :)
    Jakbyś miała ochotę i pomysł, bo mi go niestety brakuje, to zapraszam do siebie.]
    Jessie

    OdpowiedzUsuń
  7. [Myślę, że pomysł z poznaniem się w kawiarni jest dobrą opcją. Alain mógłby kiedyś po prostu zagadać do Margot i zaproponować jej darmowy napój w celu albo rozszerzenia swoich znajomości :)]

    Alain

    OdpowiedzUsuń
  8. (z cringe nagłówkiem to do Roana, ja tam miałam coś innego przez większość czasu a tu jakiś Matthew Daddario sam z siebie się pojawił z Joo Eojinem -___-
    ja tu raczej jestem od zaczynania, bo zawsze wymyślam jakiś szit, którego nikt nie chce ciągnąć +już wiszę paru osóbkom pomysły, więc chwilowo się nie zobowiązuję !!!! (coś nowego) i wpadnę, jeżeli coś akurat się pojawi
    taki deal
    dobry deal
    taki no
    r o z s ą d n y
    nie znam tego słowa.)

    Ben

    OdpowiedzUsuń
  9. [Przyznaję, że moją też. Była najbardziej pokrzywdzona i najbardziej barwna, choć czasami szokłam, że wciąż żyje :D.
    Jestem za jakąś pozytywną relacją. Dziwacy powinni trzymać się razem. Ich znajomość mogłaby się zacząć... W sumie nie wiem, jak, ale nie chciałabym zaczynać od kompletnego zera. Ale wiem, co teraz mogłoby wyjść - Jessie mogłaby ni z gruchy ni z pietruchy poprosić Margot o to, aby udowodniła jej istnienie UFO, bo ona to na niebie nie widzi latających spodków. I mogłyby się wybrać na plażę. A tam rozpętałaby się jakaś drama :D]
    Jessie

    OdpowiedzUsuń
  10. [Nie, nie, nie! To jest genialne, podoba mi się. Ktoś mógłby je śledzić od momentu wejścia na plażę, a Dla podkreślenia dramaturgii dodałabym atak kaszlu u jednej z pań. :)]
    Jessie

    OdpowiedzUsuń
  11. [Mi z kolei imię Margot kojarzy się z Margot Robbie. I jak dobrze, że w karcie nie pojawia się jej wizerunek, bo ta babeczka mnie przeraża. Ukłon za Sapkowskiego od psychofana. A teraz przejdziemy do wątku.
    Chodzi mi po głowie coś takiego, że Margot mogłaby zhakować laptopa Castora wiedząc, że trzyma w nim wszystkie zatwierdzone i gotowe do druku artykuły gazetki szkolnej. I w jednym z nich dopisać coś paskudnego o którejś ze złośliwych dziewczyn, co ukarze się na drugi dzień w najnowszym wydaniu - oczywiście, Castor nie pokusi się o sprawdzenie materiału, który został sprawdzony już tysiąc razy, bo jest na to za leniwy. Dostanie za to po głowie i zacznie szukać winowajcy. Choć jak miałby dotrzeć akurat do Margot, musiałbym się zastanowić. Co o tym myślisz?]

    CASTOR AXELSEN

    OdpowiedzUsuń
  12. [To pewnie zaczniemy lada moment przed tym, jak Margot postanowi zlitować się nad Axelsenem i pochwalić się swoim wyczynem :D Bonus: żeby nie gniewał się na nią za długo, Margot może szantażować go czymś, co przy okazji znalazła w jego laptopie, a co do społecznie akceptowalnych rzeczy nie należy. Albo udawać, że coś takiego znalazła. Powiedz, co i jak wolisz i coś nam naskrobię. Pewnie jutro o jakiejś normalniejszej porze :>]

    CASTOR AXELSEN

    OdpowiedzUsuń
  13. [Pewnie, tak będzie świetnie! :D nie wiem tylko czy nie lepiej jakbyś Ty zaczęła przez wzgląd na te wredne dziewczyny :D]

    Alain

    OdpowiedzUsuń
  14. [Zagubienia w lesie jeszcze nie było, więc jestem jak najbardziej na tak! A blizna jest tajemnicza, gdyż uznałam że może być użyta jako fajne wtrącenie do wątku ^^
    Można też zrobić tak, że na tym wyjeździe zorganizowane byłyby podchody, o których opiekunowie wycieczki by nie wiedzieli i obie grupy by się pogubiły, a Margot i JK akurat by na siebie wpadli. Dzięki temu mogliby błądzić razem. :D
    Co o tym myślisz? Czy zostajemy przy wersji, że po prostu połączyli ich w pary i nagle gdzieś odbili od reszty? :D]

    Jeon Jungkook

    OdpowiedzUsuń
  15. [Dziękuję bardzo za powitanie. Oczywiście bad things można zaklepać, z tym, że na moment obecny sama nie mam dokładnie określonego pomysłu co to mogłoby być. Myślałam na początku, aby to była relacja friends with benefits z jakimiś dodatkami, niekoniecznie legalnymi. :D Ale tak poza takim głównym zarysem to na tą chwilę inaczej tego opisać nie mogę. :> ]

    Drake Callaghan

    OdpowiedzUsuń
  16. [Niech to ewentualne „pobicie” wyjdzie już w trakcie :> ]

    Tak na dobrą sprawę, to Jessie nic nie miała z tych wakacji. Siedziała albo w domu, albo w pracy, albo spędzała czas poza domem. Jednak nigdzie nie wyjeżdżała. I chociaż zapowiadał się wyjazd na Islandię, to jednak przez cały lipiec siedziała w domu. Niby nie była niezadowolona, bo miała pracę i mogła zarabiać. W kiosku spędzała naprawdę wiele czasu, aby jak najwięcej zarobić. A Max okazał się świetnym pracodawcą, bo nie dość, że płacił uczciwie, to w dodatku często dawał jej rożne podwyżki. A to cieszyło ją jeszcze bardziej. Ale ileż można siedzieć w pracy? Bała się, że z takim nastawieniem wcześniej, czy później wpadnie w pracoholizm.
    I nagle, niczym grom z jasnego nieba, pojawił się Max z propozycją wyjazdu do jakieś nadmorskiej miejscowości. Mieli pojechać jedynie na weekend, a on wszystko stawiał. Nie wiedziała, co chciał tym udowodnić. Ale mało ją to obchodziło. Bez zbędnego gadania zgodziła się na to. Miała tylko jeden warunek – Max się nie wtrąca. I dziwo całkiem mu to pasowało, bo sam też miał kilka spraw do załatwienia.
    Szeroki uśmiech nie schodził jej z twarzy, kiedy szła do pobliskiej lodziarni. Zrobiła mały research za pomocą całkiem przydatnej aplikacji w telefonie i wyszło jej, że to ma być najlepsza lodziarnia w okolicy. Postanowiła sprawdzić, to na własnej skórze. A raczej na własnym języku.
    Pchnęła drzwi i rozejrzała się wkoło. Nie było tutaj dużo ludzi, lecz mimo to pracownice były zabiegane. Każda coś robiła. A to sprzątała, a to nakładała lody, a to dosypywała czegoś do pojemników z posypkami. Jessie przez chwilę stała bezruchu i jedynie wpatrywała się w nie. A potem podeszła do lady i zamówiła dla siebie czterogałkowego loda. Dobrała swoje ulubione smaki i miała nadzieję, że tym razem się nie zawiedzie.
    — Dziękuję! — Uśmiechnęła się szeroko, zapłaciła i ruszyła na poszukiwanie wolnego miejsca. Co prawda tych było całkiem sporo, ale jakoś nie widziała ich dla siebie. Wyszła przed lodziarnię. Zsunęła okulary przeciwsłoneczne na nos, bo słońce zaświeciło jej prosto w oczy i oślepiło. Rozejrzała się i wtedy ją dostrzegła. Zsunęła okulary na czubek nosa i spojrzała na nią nad nimi.
    — Hej… — powiedziała dość niepewnie, nie wiedząc, jak dziewczyna zareaguje. A wolała się nie narażać i nie psuć sobie i jej dnia. — My się znamy, prawda? — Brawo Merrick! Odkryłaś czwartą Amerykę. — Mogę się dosiąść? — zapytała, wbijając malutką, plastikową łyżeczkę w jedną z gałek loda. Czekając na odpowiedź, wsadziła sobie trochę do ust.
    — Mieli rację! — Wymruczała, nim dziewczyna zdążyła jej odpowiedzieć. — Te lody są mega — powiedziała, odsuwając krzesełko i przysiadając się do dziewczyny. — A ty chyba nie jesteś zajęta, prawda? Nie przeszkadzam?

    Jessie

    OdpowiedzUsuń
  17. [Spokojnie, z jego strony też nie byłoby takich rzeczy. Drake'owi daleko jest do bycia z kimś w związku. Jak na razie woli się bawić i korzystać z życia zanim by się ustatkował, o ile w ogóle znalazłaby się kobieta, z którą chciałby się uspokoić ;D Nie myślałam o czymś bardzo poważnym, a raczej jedynie o czymś delikatniejszym jak wypalenie jointa na rozluźnienie się. Chociaż w wątku zawsze może wyjść inaczej, chociaż tego raczej nie planuję, ale kto wie. :> Także nie byłoby to nic, aż tak złego. :)]

    Drake Callaghan

    OdpowiedzUsuń
  18. Słuchał tego któryś raz z rzędu. Przerasta go odpowiedzialność, ma problemy z koncentracją, albo po prostu jest skończonym kretynem. Opiekun gazetki szkolnej nie przebierał w słowach, a Castorowi pozostawało jedynie spuścić głowę i szurać stopą po podłodze jak ostatni winowajca. A winowajcą przecież nie był. Najgorszy w tym wszystkim był fakt, że wróg wydawał się nienamacalny, niewidzialny. Laptop niejednokrotnie płatał mu figle, ale nie osiągnął jeszcze takiego poziomu samoświadomości, aby za właściciela uzupełniać braki w gotowych artykułach. Ktoś z zewnątrz? Na palcach jednej ręki można było wyliczyć osoby, które choć spojrzały na osobiste rzeczy Axelsena, nie mówiąc już o zabawie telefonem albo majstrowaniu przy laptopie właśnie – a to za jego sprawą zadziały się cuda. I tak zawiedziony samozwańczym wymiarem sprawiedliwości Norweg przemierzał opustoszały szkolny korytarz w nadziei, że chociaż cisza zlituje się nad nim i pozwoli mu na chwilę odpoczynku. Dudniło mu w głowie, szumiała wypita przed paroma minutami kofeina, a wzrok pozostawał wbity w kamienną posadzkę. Plama po soku, papierek po lizaku, ślady zabłoconych butów. Nazywał wszystko, co mijał na swojej drodze i robił to całkowicie bezwiednie, jakby jego mózg sam starał się znaleźć dla siebie zajęcie inne od knucia teorii spiskowych. Nieszczęsny artykuł, przyprawiony pikantnymi wzmiankami o szkolnych osobistościach, został przypięty w honorowym miejscu na korkowej tablicy ogłoszeń, a obok niego dopisano potencjalne rozwinięcie historii. Nie gorsze od oryginału, ale też pozostawiające duże pole do popisu czołowej loży szyderców. Castor przystanął tam na moment i wstrzymał oddech nie wiedząc, czy tamuje tym wybuch złości, czy napad histerycznego śmiechu. Pal licho gazetkę. Pal licho długie minuty upokorzenia pod ostrzałem krytyki. Ktoś dosięgnął jego prywatności i to ubodło go wtedy najbardziej. Poczuł się nagi.
    — Musi tu być po tobie jakiś ślad... — osunął się po ścianie i z torby przerzuconej przez ramię wyjął sprzęt, którym obawiał się już poługiwać, ale który, jako jedyny, mógł zawierać w sobie jakiś trop. Mamrotał coś pod nosem, przetrząsał plik po pliku, folder po folderze, aż wreszcie padło z jego ust wyjątkowo paskudne przekleństwo. Robił to nie pierwszy raz i zapewne nie ostatni, choć ciągle z takim samym skutkiem. Żadnym skutkiem. Uniósł jedynie głowę, kiedy usłyszał obok siebie rytmiczne kroki. Znajoma twarz, znajoma sylwetka, ale nie wysilił się nawet na oschłe powitanie. Po korytarzu nadal roznosił się stukot jego palców uderzających energicznie o powycieraną i wysłużoną klawiaturę i nadal dało się słyszeć powtarzające się jak mantra, niecenzuralne słowa.

    [Przez chwilę pomyślałem o czterech gigabajtach pornosów, ale chyba nie będę robił z Axelsena takiego perwersa. Ale mogą to być, na przykład, rozmowy z trzema różnymi dziewczynami, z których wynika, że każdą darzy bezgranicznym uczuciem i oddaniem. Wydrapania oczu przez każdą po kolei wolałby zapewne uniknąć :>]

    CASTOR AXELSEN

    OdpowiedzUsuń
  19. Cassian nie narzekał na samotność. Nawet z aparycją bezwzględnego, oziębłego dupka przebierał w kobietach — jeśli chciał — spoufalając się jedynie z tymi, które odpowiadały jego wytycznym. Nie był wybredny, ale też nie trywialny; nawet szybki seks uważał za coś nie o tyle fizycznego, co i psychicznego. Dobierał więc pod siebie konkretne modele, być może zbyt przedmiotowo odnosząc się z płcią piękną. Nawet pomimo zewnętrznej otoczki szarmanckiego dżentelmena, w środku był zepsuty; przesiąknięty złem do szpiku kości i pozbawiony jakichkolwiek ludzkich skrupułów. Od zawsze uchodził za kogoś, obeznanego w kwestiach etykiety; pewnego, silnego i gustownego. Czym było to jednak to wrażenie wobec piekła, jakie każdego dnia płonęło w jego rozbestwionej duszy? Nie dało się ocenić tego, co ziało ukryte głęboko za fasadą fałszu; a fałszem Quatermaine zwykł otaczać się od zawsze, skrywając prawdziwą naturę, pochodniami bólu roznoszącą się po kościach ofiar. Nie wstydził się swojego ja, lecz zwykł ukrywać je przed nieproszonymi gośćmi, których przecież jeszcze mógł oszukać i obrócić na swoją stronę; nie chciał rozpraszać płaszcza przewagi, jaki zapewniał mu swego rodzaju zabezpieczenie. Kto wie, czy w przyszłości mu się nie przyda?
    Jego działania były przemyślane, schematyczne, precyzyjne; nie postępował pochopnie i przewidywał wszelkie możliwe scenariusze, mogące cieniem paść na jego ewentualną porażkę.
    A tym razem, jedyne czego chciał, to wiedza. Nie pamiętał dziewczyny kompletnie, choć pewnie przewinęła się przez jego łóżko; taka myśl załomotała z tyłu głowy, gdy panienka zmiażdżyła jego usta w pocałunku.
    Odwzajemnił go. Ów rozmówczyni nie była wcale brzydka, a on — choć trudno było podciągnąć go pod schematycznego kobieciarza — nie posiadał zobowiązań, które odrzucałyby takowe zachowanie. Dlatego pozwolił, by smakowała fakturę jego ust, napawała się ich goryczką i chłonęła zmysłami bliskość, jaka stanęła między nimi z powodu nagłego pocałunku, który złączył oba ciała na krótką chwilę.
    Nie zaprotestował nawet, gdy udając drapieżną kotkę, prowokacyjnie zagryzła jego wargę, smakując krwi, która wypłynęła z naruszonej faktury warg.
    Był pełen podziwu dla faktu, że nie uciekła wzrokiem, a policzków wcale nie wzruszył namiętny rumieniec; zamiast tego pewnie zajrzała mu w oczy, choć nie znalazła w nich żadnego dobra, oznak ekstazy, czy czegokolwiek jednoznacznego, co mogłaby obrócić na swoją korzyść.
    Pozwolił jej badać swą szyję, przyciskać usta do ucha i szeptać, nękać go słowami i odświeżać dawno zatracone fragmenty pamięci. Ale czy przyniosłoby to jakiekolwiek rezultaty? Czy pożądał jej? Dlaczego miałby to robić? Gdzieś z tyłu głowy zakotłowała się myśl, krótkie przypominanie, przywołujące tę jedną noc, którą spędziła w jego objęciach. Gdy obsypywana jego pocałunkami, wiła się z rozkoszy, zatracona w objęciach orgazmu, wstrząsającego każdym najmniejszym fragmentem ciała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Bardzo dobrodusznie, że pozostawiasz mi wybór — wymruczał, opierając palce na jej policzku, a potem przesunął je ku dołowi i ujął jej podbródek pomiędzy kciuk, a wskazujący. — Skąd jednak pomysł, że krzyżak owej marionetki znajduje się w Twoich rękach? — uśmiechnął się delikatnie, łapiąc z nią intymny kontakt wzrokowy. Wwiercał się w jej duszę, nie pozostawiając obszaru osłoniętego przed jego okiem. — Mógłbym zapomnieć i pogrzebać głęboko wspomnienia, przypominające tę noc, gdy w blasku gwiazd obnażyłaś swe oblicze. Mógłbym — odsunął się od niej, poprawił mankiety i spojrzał na nią wyzywająco, nie szczędząc bezczelnych iskierek, majaczących gdzieś z tyłu tęczówek. — Ale tu nie chodzi o to, co mógłbym zrobić, a o to, czego Ty pragniesz ode mnie — dokończył, skinąwszy głową i sięgnął po jej dłoń, by z prawdziwą dżentelmeńską elegancją ucałować ją na powitanie. — Nie spodziewałbym się Cię tu spotkać, Margot. Istnieją jednak o wiele prostsze sposoby niż chodzenie za mną krok w krok — poinstruował, unosząc dłoń, by wierzchem dłoni pogładzić jej policzek. — Choć mężczyźni to zdobywcy, a kobiety chcą być zdobywane, prawda? Wnioskuję więc, że takie spotkanie po latach zaspokoiło Twoje kobiece żądze — zbliżył twarz do jej ucha i pochylił lekko, by musnąć ustami łabędzią szyję, na której pozostawił krótki wilgotny szlak. — A przynajmniej pierwsze ich objawy.

      Quatermaine

      Usuń