20 czerwca 2017

Until Monday morning feels another life.

Timothy von der Heyden
trzecioklasista 21l. | przerwana kariera
rozszerzenia: geografia i j.hiszpański

Codziennie torturuje się coraz bardziej, łykając kolejne to przeciwbólowe tabletki, nieustannie zwiększając ich dawkę bez żadnych, lekarskich konsultacji. Wmawiając sobie, że tak właśnie powinno to wszystko wyglądać, widząc gdzieś daleko w perspektywie możliwość powrotu do starego życia. Przechodząc korytarzem udaje, że nie zna tych wszystkich chłopaków z drużyny pływackiej, przed którymi jeszcze rok temu znacząco górował. Kiedyś nie palił, kiedyś nie pił alkoholu, kiedyś był zupełnie innym człowiekiem. Proszę państwa, oto Timothy von der Heyden, który z dnia na dzień pozwala sobie na więcej. W domu przymykają oko na jego wybryki, tłumacząc sobie i wszystkim dookoła, że to po prostu taki trudny czas, który w końcu przeminie. Starają się wyciszać stwarzane przez syna problemy, a sam Tim... Stąpa chwiejnie na krawędzi życia i śmierci, z szelmowskim uśmiechem na twarzy i pełnym cynizmu spojrzeniem sięga po więcej, obserwując dokładnie przestraszone miny rodziców. Czeka, aż ktoś w końcu powie dość? Sprawdza granice i cierpliwość, ale nie zamierza się już więcej zatrzymywać. Od września wszystkie jego wady stały się wyraźne, a zalety zniknęły, jakby ktoś przykrył je peleryną niewidką. Może nigdy ich nie miał...? Zadufany w sobie egoista, kiedyś owszem. Teraz wzmożona agresja i niemożność kontrolowania emocji, wybuchowość i porywczość. Strach przed samym sobą.
Mama od zawsze nazywała go Thyme, ponieważ tymianek jest opisywany jako młody, żywiołowy i porywczy. Lekko pikantny i wytrawny, mącący w nieskazitelnej słodyczy. Tak naprawdę krótko przed jego urodzeniem, nieopodal okna kwitła właśnie ta roślina, a jej zapach był jedynym, który nie doprowadzał Pani von der Heyden do mdłości. Tak właśnie powstała legenda.

Cześć, to mój pierwszy raz. Mam nadzieję, że będziemy się razem dobrze bawić.

35 komentarzy:

  1. [Cześć! Witamy (byłego) kolegę z drużyny C: Timothy sprawia wrażenie niezupełnie przyjemnego, ale sama kreacja postaci oraz jego historia, są naprawdę ciekawe. Bardzo podoba mi się też ta legenda, urocze. Powodzenia, mnóstwa weny i samych ciekawych wątków! Oczywiście zapraszam do którejś z moich postaci. Baw się dobrze!]

    Silas i Lolanthe

    OdpowiedzUsuń
  2. [Porównanie do tymianku jest niezwykle fajnym urozmaiceniem karty. Serio, mega mi się to podoba. I nazwisko ma chłoptaś takie dłuuugie. I oryginalne, temu zaprzeczyć nie mogę. Czas na przygody Timmy'ego! :D
    Szkoda chłopaka z jednej strony, bo pogrzebać marzenia to najgorsze, co może zrobić młody człowiek. Z drugiej strony, może trochę go to naprostowało (i jeszcze naprostuje) i wyjdzie z tego coś dobrego? Kto wie! W każdym razie, świetna postać Ci wyszła i aż trudno uwierzyć, że to pierwszy raz! Na pewno będziesz bawić się tu świetnie i co do tego nie mam wątpliwości, bo postać masz naprawdę cudną! :D
    Życzę Ci naprawdę masy wątków, duużo zabawy i długiego stażu! ♥]

    Cassian Quatermaine

    OdpowiedzUsuń
  3. [O jej, dziękuję! Jestem zbyt łasa na komplementy, ugh XDD I jasne, twórzmy. W sumie to nawet lepiej, że Tim obawia się mojego małego chochlika, (spokojnie, sama się jej boję...) bo u Silasa może być znacznie łatwiej z wpadnięciem na jakiś ciekawy pomysł. Osobiście proponuję piękne zaczęcie za choćby zalążek pomysłu, bo u mnie ciężko z wymyślaniem ostatnio :C Ewentualnie zapraszam na burzę mózgów i jeśli wolisz poza blogiem, co będzie odrobinę wygodniejsze, to kontakt do mnie jest podany w dopisku od autora pod kartą.]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć! Mówiłam, że przyjdę, kiedy się opublikujesz i jestem, witaj na blogu i oczywiście życzę samych świetnych i zajmujących wątków c; Współczuję Timothy'emu kontuzji, kurcze, życie sportowca to jednak opiera się na jednym i wystarczy chwila, żeby zawalić karierę. Też by mi się to nie spodobało, ale Dorian... on to inna sprawa, oczywiście też by współczuł, ale jak to w takich pełnych konkurencji sportach, gdzieś tam mogłaby kryć się satysfakcja z powodu jednego przeciwnika mniej. A gdy Timothy był jeszcze w drużynie, Dory na pewno chciał/lubił z nim rywalizować, bo z niego też zawsze była wyjątkowo ambitna osoba. Ogólnie nie mam dokładniejszej koncepcji na wątek, jeszcze, ale możemy dogadać się ładnie na mailu c;]

    Dorian

    OdpowiedzUsuń
  5. [Aw, dziękuję za miłe słowa. Oczywiście wątku nie odmówię. Thyme i Hyacinth, jak słodko xD Ciekawy ten Tymianek, ciekawy. Mam ochotę go poznać bliżej ;> Jak zawsze brak mi konkretnego pomysłu, ale co dwie głowy to nie jedna. Czy możemy ustalić coś na mailu/gg? Mam podany kontakt pod kp, więc czekam :D]

    Hyacinth

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Tak sobie pomyślałam, że mój Kwiatyszek mogl być na imprezie, z której zabrał Tima ambulans. Czy wrócił do imprezowania? Bo mogliby się spotkać ponownie na imprezie. Może Thyme by go znalazł np przywiązanego do łóżka rano po jakiejś domówce czy coś? Byłoby zabawnie :D]

      Usuń
  6. [Jestem takim życiowym nieogarem XD Typo mi się wkradło fikcyjna.pisze@gmail.com to mój mail, proszę :D na mailu w ogóle jest fajna opcja z chatem to można się łatwo dogadać, jeśli taki sposób komunikowania ci nie przeszkadza.
    Heh rzeczywiście, mamy dla nich codenames, możemy zaczynać misję XD
    Kurcze, wzięłabym wszystko naraz ;_; Pomieszajmy te pomysły jakoś, bo nie wiem nawet, co wolę bardziej. Myślę,że przynajmniej kilka elementów da się pogodzić, hm. Ogólnie Hyacinth nie ma problemu z agresją. Zwłaszcza taką, gdzie dostrzegłby, że Tymianek nie jest sobie po prostu kolejnym dupkiem, ale zniszczonym w jakiś sposób przez życie chłopakiem. Także chętnie bym połączyła te rzeczy ze sobą, bo myślę, że byłoby jeszcze ciekawiej :D]

    Hyacinth

    OdpowiedzUsuń
  7. [Ojej, dzięki. Na ogół tworzę totalnych dziwaków i potrzebowałam odmiany w postaci zwykłego nastolatka, więc cieszę się, że się udało, chociaż nie ukrywam, że normalność Julka sprawia mi problem w wymyślaniu relacji z innymi i ewentualnych wątków. :P Jeśli chcesz, pisz, może coś wyczarujemy, jeśli masz ochotę: nekrobiose@gmail.com.]

    Julek Niezgoda

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Ojej, miło mi słyszeć, że dałam radę wprowadzić Cię w smutny nastrój (nie, żebym lubiła wywoływać w ludziach smutek). Nie sądziłam, że karta Rose może coś takiego sprawić. ;)
    I bardzo chcę z tym panem wątek! Tim jest strasznie ciekawy, burzliwy. Myślę, że wątek z Rosalyn będzie interesujący. :D Zapraszam na badatmath02@gmail.com]

    Rosalyn

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy się obudził, nie do końca wiedział, gdzie się znajduje. Czuł się zdezorientowany przez niemożność poruszenia dłońmi oraz dziwnie chłodne powietrze na całym jego ciele. Nie mógł nawet ruszyć nogami, gdyż były czymś przywiązane do nóg łóżka. Zmrużył oczy i spróbował wywnioskować jak najwięcej z ograniczonego pola widzenia, jakie posiadał przez aktualną pozycję, w której się znajdował. Nie mógł już bardziej się odwrócić, a jego mięśnie nie wytrzymywały takiej sytuacji. Opadł twarzą na poduszkę i jęknął z frustracją, poruszając przy tym całym ciałem, gdyż nie mógł dać w żaden inny sposób upustu negatywnym emocjom. Przekręcił głowę w bok i starał się uspokoić, wpatrując się w hebanowe drzwi uchylone na tyle, że widział kawałek korytarza. To nie był jego pokój. Zmarszczył brwi, starając się przypomnieć sobie wydarzenia z poprzedniej nocy.
    Pamiętał, że przyszedł na domówkę do jakiejś dziewczyny. Nie rozmawiał z nią wcześniej, ale była zachwycona jego postawą. Tym, jak nie zrażał się opinią nauczycieli i dalej tworzył to, co chciał i gdzie chciał. Nawet przyniósł prezent. Nie wypadało iść w gości z pustymi rękoma, a nie mogło być nic lepszego od podarowania organizatorce imprezy butelki wódki. Litr więcej zawsze mógł się przydać. A potem zaprowadziła go do kuchni. Zaczęli pić. Tańczyli. Hyacinth nigdy nie był wyśmienitym tancerzem, ale na tyle dobrym, by się nie ośmieszyć przed ludźmi. Ocierali się o siebie, a muzyka rozlewała się po całym jego ciele, wspomagana przez to cudowne palące uczucie w gardle, gdy wychylał kolejne shoty. Brunet nie miał jednak pojęcia, jakim cudem od tańczenia z nią, przeszedł do obściskiwania się z jakimś kolesiem na kanapie. To chyba wtedy zauważył znajomą postać. Chłopaka, który kiedyś robił karierę w szkolnej drużynie, a potem zdarzył się wypadek. Tak, chyba tak było. Ale czy przyglądał mu się nieco zbyt nachalnie przed tym, jak wsadził komuś język do gardła czy po tym? Pamiętał jedynie, że zastanawiał się wtedy, jakby smakował Tim. Czy jego pocałunki byłyby równie zniszczone i nadszczerbione jak on sam? Pełne palącego alkoholu i duszącego dymu papierosów, którymi w teorii gardził, ale w praktyce nigdy im nie odmawiał. Z ułożeniem kolejnych fragmentów, z których składała się jego noc było już gorzej. Pojawiały się jedynie przebłyski. Prosił o zostanie związanym. Nie dziwił go ten moment. Potem była fala przyjemności i podniecenia, ale rozmywały się nie był w stanie odpowiednio cieszyć się ich wspomnieniami.
    - Czy ktokolwiek w tym domu żyje? – krzyknął, ciągnąc za koszulkę, która krępowała jego dłonie. Wydawała się niepozorna, ale zawiązana została z wprawą godną podziwu. Uwielbiał pakować się w takie sytuacje, nawet jeśli pobudki wyglądały właśnie w ten sposób. Odczuwalny dreszczyk emocji i niepewności wprawiał go w jakiś sposób w podniecenie, jednak mogliby o nim nie zapominać, gdy już seks dobiegnie końca. – Kurwa, ktokolwiek – wymamrotał w ramię. Wciąż wyczekiwał na jakiś cień za drzwiami. Zamknął oczy. Może zasnął i minęły kolejne godziny. Nie miał pojęcia. Prawdopodobnie powinien już wziąć insulinę. Nawet nie wiedział, która była godzina, a tylko niektóre dni okazywały się szczęśliwe. Wolał, by był to właśnie jeden z nich. Nagle usłyszał, jak gdzieś niedaleko zamykają się drzwi. Poderwał się w miejscu na tyle, na ile dał radę, a gdy tylko jakaś sylwetka wypełniła szparę, która stanowiła jego okno na świat, krzyknął. – Hej, ty! Pomóż mi, koleś. Jestem w niezbyt komfortowym położeniu – kontynuował, licząc, że nieznajomy okaże się jedną z tych dobrych dusz.

    Kwiatek się zgłasza, odbiór

    OdpowiedzUsuń
  10. [Cześć, hej. Kartę przeczytałam już wczoraj, miałam się nawet wczoraj odzywać, ale nie dałam rady bo pokonał mnie sen. Również odnoszę wrażenie, że nasze postacie jakoś by się ze sobą zgrały, więc mam ogromną chęć na wątek, jak i również powiązanie z Twoim panem. Burzę mózgów proponuję, co Ty na to ? :)]
    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  11. [Ojej, jak miło słyszeć takie słowa! Mi z kolei żal Tima, przydałby mu się ktoś kto by go uratował. No, ale znowu i Frida do takich osóbek nie należy. Prędzej stwierdzi, że to nie jej sprawa i zapyta czy ma pożyczyć szluga. No chyba, że po dłuższym czasie znajomości, wtedy by mu już mogła zacząć coś niecoś wytykać, ale na tyle mało, by nie prowokować do rękoczynów. Choć w sumie, kto wie?
    I nawet jeśli Timothy zmienił się na gorsze, to Frida na tyle nie jest w stanie ścierpieć zadufanych w sobie buców, że chyba woli go już takiego bez hamulców. Mam wrażenie, że ich dwójka jest do siebie dość podobna. Mieli swoje plany i życia i nagle z przyczyn losowych wszystko to znikło.]

    Frida Müller

    OdpowiedzUsuń
  12. (Ja echhh nie powinnam echh bo nie umiem wymyślać wątków i tak dalej, ale to tak pasuje.
    Pomocy.
    Jest może bardziej rozwinięta ta sprawa z imprezą??? bo to bardzo podobnie brzmi do sytuacji z moim Baelishem, tylko że on już załatwił kogoś z konkretnego powodu i nie wiem czy mogę się tak wepchnąć *sweating*)

    Benedict — Baelish — Beau

    OdpowiedzUsuń
  13. (Hej, cześć. Niezmiernie mi miło, że udało się wywrzeć na kimś tak piorunujące wrażenie. Nie mam w zwyczaju biernie czekać, aż ktoś poda mi coś na tacy, więc również pomyślę nad czymś dla tej dwójki - musiałabyś tylko dać mi znać w którą stronę i jak daleko chciałabyś pójść.)

    Huesos Jiménez

    OdpowiedzUsuń
  14. (Uwierz, że nie chcesz pisać się ze mną na wszystko, poza tym presja jest zupełnie nieuzasadniona. Takie rzeczy to tutaj norma i dlatego wątki tworzy się we dwójkę, co by jedno mogło zainspirować drugie. Jeśli to sprawi, że poczujesz się lepiej, to po cichu wyznam, że nie widać po Tobie tego pierwszego debiutu. Gdybyś się nie przyznała, pomyślałabym, że jesteś kolejnym autorem po długiej przerwie. Karta postaci jest naprawdę dobra i piszę to zupełnie szczerze jako blogowy weteran. Każdy z nas kiedyś zaczynał, ale mało który zaczął tak dobrze. Chylę czoła. Odezwij się do mnie na mailu, to swobodnie pokombinujemy. Keep your head up high, my friend!)

    nothingetsforgiven@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  15. [Nie umiem w wątki męsko- męskie, ale w końcu trzeba się zacząć rozwijać :D
    Myślę, że Declan nadawałby się na kolegę, który "przez przypadek" uderzyłby swojego kumpla, więc jestem za.
    Może jakieś awkward spotkanie przy piwie? Ugh, nie jestem dobra w wymyślaniu, wolę zaczynać :/]

    DECLAN

    OdpowiedzUsuń
  16. [Widzę ich razem buszujących po opuszczonych budynkach w trakcie zajęć lekcyjnych albo skitranych razem w szkolnych toaletach z fajkami albo czymś mocniejszym. Choć nie obraziłabym się gdyby mieli wyjść poza taką kumpelską relację. A chodzi ci coś konkretnego po głowie? :>]

    Frida

    OdpowiedzUsuń
  17. [Hej! :). Moje postaci zawsze mają jakiś talent, którego ja nie posiadam, a bardzo chciałabym go mieć. Również nie potrafię rysować, a to taka fajna sprawa!
    Podziwiam Cię za postać Tima - naprawdę. Sama nigdy nie potrafiłabym stworzyć takiej... mocnej, wyrazistej i zranionej postaci. Ogromny plus! + świetnie dobrane zdjęcia :)
    Jestem jak najbardziej chętna na wątek. Zderzenie światów Tima i Jessie może doprowadzić do czegoś naprawdę... wybuchowego
    Tak sobie myślałam, jak można by ich połączyć. I wiem! Tim z całą pewnością wpisuje się do jej kanonu piękna, więc na pewno stanie się ofiarą jej rysunków. I tak też mogło być.
    Przez kilka dni w szkole chodziłaby za nim niczym cień. Nie odzywałaby się, ani nic. Jedynie obserwowała i coś bazgrała w swoim szkicowniku. W końcu Tim mógłby się domyślić, że to łażenie krok w krok nie jest przypadkowe i postanowiłby coś z tym zrobić. I doszłoby między nimi do konfrontacji, podczas której zobaczyłby, że jest głównym bohaterem komiksu, który tworzyła Jessie :D
    Chętnie też wysłucham Twoich pomysłów :)]
    Jessie Merrick

    OdpowiedzUsuń
  18. (Psst, ja wiem, że się zgłosiłam, ale chwilowo przeżywam kryzys i nie wiem co z tym Bazylem (albo Baelishem miewam wątpliwości) zrobić. Przepraszam mocniutko ;;)

    Baelish

    OdpowiedzUsuń
  19. [Tak dopiero teraz doczytałam - to naprawdę Twój pierwszy raz? Aż trudno mi w to uwierzyć :)
    No i czekam na zaczęcie.]
    Jessie Merrick

    OdpowiedzUsuń
  20. [Pomyśleć, że użalałam się kiedyś nad kontuzją kolana... I to taką, która, czasami z zaciśnięciem zębów, pozwala mi teraz biegać co drugi dzień. Ale to nic w porównaniu ze wszystkimi operacjami Timothy'ego i tego, co się z nimi wiązało. Sportowcy nie mają jednak łatwego życia. Ale gdyby nie to, nie powstałaby nam tak intrygująca postać, jak pan von der Heyden. Tak zwane coś za coś.
    Bardzo dziękuję za miłe słowo pod kartą - szczególnie, że pan wyszedł spod mojej ręki hym... Trochę nieprzemyślany i trochę na kacu. Daj znać, jak się czujesz w wątkach męsko - męskich i może uda nam się coś popisać c:]

    Gaspard

    OdpowiedzUsuń
  21. [Wybacz spóźnienie! Mam nadzieję, że mnie nie zabijesz za to nakreślenie okoliczności, starałam się nie doprowadzić do nadużyć względem Timothy'ego. :P]

    Znajomość z osobą pokroju Timothy'ego – znajomość, która właściwie nawet się nie zaczęła – jeszcze kilka dni temu wydawała się Julkowi niemożliwa, nieprzeznaczona dla niego, zbyt ekskluzywna, bo był tylko przeciętnym nastolatkiem, od którego nikt niczego nie oczekiwał, zupełnie nieważnym. A Timothy... Timothy był sportowcem. Kiedyś. Ale jednak. A sportowcy nie zadawali się z byle kim. Mieli swoich fajnych kolegów, również sportowców, i najładniejsze – choć często głupie jak but – dziewczyny w szkole. Żyli w innych światach. Julek nie rozumiał tego społecznego podziału, ale musiał go akceptować. Nigdy się szczególnie nie wychylał i nie próbował nawiązać znajomości z kimś, kto był w hierarchii wyżej niż on, choć ukradkiem wodził wzrokiem za pięknymi ciałami. Nigdy przedtem się nie wychylał – do czasu, kiedy zupełnie przypadkowo podsłuchał rozmowę Timothy'ego z jakimś czwartoklasistą. Sam słyszał o ekspływaku różne rzeczy – podobno kontuzjowani sportowcy byli wyjątkowo nieprzyjemni, bo sfrustrowani stratą tego, co było dla nich najważniejsze – ale Julek, być może naiwnie, wierzył, że nawet największy buc bywa miękki i ma swoją lepszą stronę. Zresztą, dla niego Timothy miał być po prostu przepustką do nowego, ekscytującego świata. Tylko jakim kosztem?
    Chodziło o broń. Stan Illinois miał raczej restrykcyjne prawo w tym zakresie, jednak w przypadku Julka nie było to problemem. Pierwszy raz Joshua, ten nadęty bufon, z którym spotykała się jego matka, przydał się na coś. Dosłownie kilka dni wcześniej poinformował jego matkę, że załatwił im broń, bo nigdy nic nie wiadomo. No cóż, Julek miał niewiarygodny talent do podsłuchiwania. To znaczy – do zbierania informacji. Zresztą, jego matki chyba wcale nie interesowało, czy dowie się o broni, czy nie. Był dla niej jedynie ciężarem i z pewnością żałowała, że nie udało jej się zmusić swojej matki, by zamieszkał u niej i został w Polsce.
    Z gardłem ściśniętym z nerwów zaprosił Timothy'ego do znajomych na Facebooku i nie czekając, aż chłopak zaakceptuje zaproszenie, napisał do niego wiadomość, w której poinformował go, że ma to, czego ten potrzebuje, i zaproponował spotkanie, trochę zapobiegawczo, a trochę dla beki dodając na końcu: no homo. Nie zastanawiał się nad konsekwencjami tego, co planowali, ale przecież Timothy nie zamierzał nikogo zabić, więc co mogło pójść nie tak? Mieli wypić kilka piw i postrzelać dla zabawy, nic więcej.
    Umówili się pod szkołą – cóż, najwyraźniej Timothy nie zamierzał wpuścić Julka do swojego życia tak szybko – godzinę przed zachodem słońca. Powietrze było ciężkie i wilgotne, a Julek, który o dziwo przybył przed czasem i stał oparty o swoją kupę złomu, zaczynał się denerwować, jakby mieli iść na randkę. Choć wykradziona z domu broń leżała w samochodzie, zdawała się mu ciążyć. Robił już w życiu głupie rzeczy – ba, nawet bardzo głupie – ale wtedy był młodszy i mniej rozsądny. Czy nie wypadało wreszcie zacząć zachowywać się odpowiedzialnie?

    Julek Niezgoda

    OdpowiedzUsuń
  22. Jessie czasami żyła w swoim własnym świecie. Często traciła kontakt z rzeczywistością i skupiała się na rysunkach. Uwielbiała to robić i tworzyła naprawdę wiele wspaniałych dzieł. Być może gdyby nie była tak roztrzepana i potrafiła się ogarnąć, to już teraz mogłaby być bardziej znaną i cenioną artystką. Ale… zwyczajnie nie chciało jej się w to bawić. Miała jasno wyznaczony cel. nie musiała być jakoś super znana. Właściwie nawet nie chciała otwierać galerii sztuki. Na życie miała inny plan. Ale nie mówiła o nim głośno, aby przypadkiem nikt go jej nie wziął.
    Jej prace były bardzo realne i autentyczne. Nawet jeśli przedstawiały jakiegoś baśniowego stwora. I działo się to nie dlatego, że miała jakąś magiczną zdolność, ale dlatego, że przywiązywała ogromną wagę do ludzi. Była świetnym obserwatorem. Potrafiła dostrzec nawet najmniejsze szczegóły. Jednak gdyby miała się wpatrywać we wszystkich, to prędzej by oszalała, niż doszła do sensownych wniosków. Dlatego wybierała sobie ofiarę. jeszcze kiedyś robiła to bardzo dyskretnie. Chodziła niczym cień za tą osobą i obserwowała, a to co wymagało zapamiętania zapisywała albo rysowała. Jednak ostatnio przestała się w to bawić. Była dość znana w szkole, a to dzięki funkcji ilustratora w szkolnej gazetce, więc ludzie częściej zwracali na nią swoją uwagę. Początkowo było jej to nie na rękę, lecz koniec końców stwierdziła, że przecież i tak nie ma nic do stracenia. Ofiary zaczęła obserwować bez żadnych ukryć. Nie robiła tego perfidnie (choć czasami może i tak), jednak już niejednokrotnie była na tym przyłapana. I zazwyczaj nikt nie miał nic przeciwko temu. Albo miał, a wtedy ona miała poważne kłopoty.
    Na czarnowłosego wpadła właściwie przez przypadek. Jadła drugie śniadanie, a kiedy podniosła wzrok, akurat on był na linii. Od razu wpadł w jej artystyczne oko. To był impuls, z którym nawet nie miała zamiaru walczyć. Poddała się mu i po prostu zaczęła robić to co zawsze.
    Najpierw nabazgrała pewien szkic, który był zlepkiem jej luźnych myśli. A następnie przystąpiła do ataku. Chodziła za chłopakiem. Początkowo starała się być dyskretna, aby go nie wystraszyć. Jednak potem nawet tym nie zaprzątała sobie tym głowy. Dziwiło ją jedynie to, że jeszcze nie zwrócił jej uwagi… wiedziała o nim to i owo. Kiedy padł jej ofiarą, to zrobiła wywiad wśród znajomych. Zawsze stosowała zasadę ograniczonego zaufania i tak też było tym razem.
    Widząc, jak chłopak wychodzi ze szkoły, wyszła zaraz za nim. Usiadła dość daleko od miejsca, w którym palił, jednak dostatecznie blisko, aby móc go bacznie obserwować. Dziś miała już trzeci etap pracy, czyli właściwie rysowanie. Kreśliła sylwetkę chłopaka, co jakiś czas zerkając w jego kierunku. I kiedy po raz kolejny podniosła wzrok, a jego nie było nieco się zdziwiła. Jednak machnęła ręką i zapewne przystąpiłaby do dalszej pracy. Kątem oka zauważyła ruch. Szybko zamknęła szkicownik. Właściwie w ostatniej chwili, bo już potem usłyszała głos.
    Uśmiechnęła się, jak gdyby nigdy nic.
    — Powiedziałabym, że trochę więcej, niż od kilku — powiedziała swobodnie, marszcząc lekko brwi. — I niezwykle dziwi mnie fakt, że reagujesz dopiero teraz — wzruszyła lekko ramionami. Zachowywała się tak, jakby ton jego głosu nie robił na niej większego wrażenia. W rzeczywistości coś w tym było, aczkolwiek pewno zdenerwowanie i tak jej towarzyszyło. Nie wiedziała czego mogła się spodziewać, a tym samym nie miała pojęcia na ile powinna sobie pozwolić. — I tak. Mam bardzo dobry powód. Bez powodu nie łażę za różnymi ludźmi.
    Jessie

    OdpowiedzUsuń
  23. Ludzie dla niego dzielili się na trzy grupy.
    Byli ci neutralni. Przemykali niepostrzeżenie, choć tłoczyli się wszędzie i przysłaniali sobą pozostałych. Cali szarzy. Ani dobrzy, ani źli. Po prostu chcący żyć w spokoju i dogodnych warunkach. Ci maluczcy, którzy pracowali niczym mrówki, nie odznaczając się swoją obecnością w żaden sposób. Byli. Tylko tyle mieli. Byli, ale nic nie znaczyli. Najgorsza i najliczniejsza grupa z tych, które Hyacinth wyselekcjonował. Twierdził, że należenie do niej, nie jest ujmą, jednak sam siebie w niej nie widział. Była zbyt nijaka , mdła i szara.
    Kolejna, jego grupa, była tą, którą określał jako „łatwi do lubienia”. Może przemawiał przez niego wewnętrzny narcyz, egoista, który pojawił się przez zbytnie uwielbienie na pewnym etapie życia. Piękny utalentowany chłopiec z nieprzeciętną inteligencją. Prawdopodobnie tak mu wmawiali przez chorobę, ale z czasem wyrobił w sobie tę niezaprzeczalną pewność o własnym bycie, że nikt nie mógł jej zachwiać. A do takich ciągnęli neutralni. Pozytywna energia, barwność i ekspresja, tego im było trzeba, a łatwo lubiani mogli zapewnić właśnie te elementy, których brakowało w ich życiu.
    Trzecią grupę zajmowali ludzie, których łatwo nie lubić. Emanujący tym typem energii, która odstraszała. Powodów mogło być wiele, choćby krzywy uśmiech. Odznaczali się specyficznym podejściem do życia, niezadowoleniem. Mieli coś takiego w sobie, że niewielu potrafiło z nimi wytrzymać. Prędzej czy później dochodziło do kłótni nawet z przyjaciółmi, o ile jakichś mieli. Sytuacja z nimi była wiecznie napięta, choć Hyacinth musiał przyznać, że z ludźmi posiadającymi ten typ osobowości uprawiał najlepszy seks. Zawsze był pełen pasji i nieprzewidywalny. Lustrując spojrzeniem Tima, podejrzewał, że pasuje do tej grupy. Nie miał nic przeciwko, by przekonać się o tym w najprzyjemniejszy z możliwych sposobów.
    - Nie wpadłem na to wcześniej, głupi ja – odezwał się sarkastycznie, ale oczy błyszczały mu szczerą fascynacją.
    Nie takiej reakcji spodziewałby się po byłym piłkarzu. Słyszał, co się dzieje w szatni i zobaczenie jeszcze jednego penisa nie było czymś wstrząsającym. Zwłaszcza, że Hyacinth uważał swój za wyjątkowo ładny. Przyglądał się Timowi uważnie, zatrzymując się na dłuższą chwilę na ważniejszych miejscach. Oczy, szczeka, bicepsy i przede wszystkim krocze, choć przez spodnie ciężko było ocenić. Oblizał wargi i wrócił do twarzy chłopaka ani trochę nie skrępowany obecną sytuacją, a przynajmniej w przenośni. W praktyce nie mógł się nawet ruszyć, bo więzy stworzenie prowizorycznie z ubrań krępowały jego ruchy.
    - Oh – zagruchał, a kącik jego ust uniósł się w bezczelnym półuśmiechu. Oczy błyszczały mu psotliwie niczym u chochlika. – Nie musisz się wstydzić – zaśmiał się. Ciepło tegoż dźwięku kontrastowało z wyrazem twarzy, która przedstawiała bezczelny flirt. Nagle jednak poczuł, że zwalnia mu oddech w tym samym momencie, w którym Tim przełknął tabletki i Gladstone nie mógł się nad nimi nawet chwilę zastanowić. Przyszły zawroty głowy, a sylwetka chłopaka zaczęła się nieznacznie rozmazywać. Uśmiechnął się niemrawo, przymykając powieki. – Normalnie powiedziałbym, że komuś takiemu dałbym się przelecieć, ale jeśli mnie nie rozwiążesz, będziesz musiał wzywać ambulans – powiedział w końcu spokojnie, przełykając ślinę co kilka słów. Zrobiło się źle tak szybko, że sytuacja zaskoczyła jego samego. – Kurtka gdzieś leży na podłodze. Mam w kieszeni pudełeczko z insuliną – dodał i otworzył oczy, które zdążyły stracić ostrość, więc ledwo dostrzegał rysy chłopaka.

    Kwiatek wraca zwarty i gotowy na wątek

    OdpowiedzUsuń
  24. [Dzięki! Miło, że tak wyszło, mimo nawału obowiązków i takich tam. To cudownie, bo szufladki są ciasne i niewygodne. Zresztą, nie jestem pewna, czy Baastiana da się gdziekolwiek wsadzić. Zobaczymy.
    Piszmy wątek; może być o dwóch chłopcach, którzy kiedyś spotkali się w sklepie z komiksami i często odwiedzali się wzajemnie, by spędzać wspólnie czas. No, dopóki Tim nie rozpoczął swojej pływackiej kariery. Taki zarys? Jeśli chcesz coś dodać od siebie/zmienić/zaproponować, to śmiało: tastelikeyourdesire@gmail.com, ustalimy co i jak!]


    Baastian Ewing

    OdpowiedzUsuń
  25. [Dla mnie to on i tak jest kochany. Niby egoista, niby zły, ale ja w nim widzę coś takiego dobrego, ukrytego. Bardzo mi się podoba kreacja, liczę, że uda ci się zachować jego charakter i świetnie będziesz się bawić z tym kochanym chłopcem.]
    Levi

    OdpowiedzUsuń
  26. [Jezu, tak <3 Ophelia potrzebuje kogoś takiego, bo sama udaje, że jest grzeczna, ale prawda jest zupełnie inna :D]
    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  27. [W sumie, może być coś skomplikowanego, bo Ophelia powoli robi się nudna, więc trzeba ją jakoś rozruszać :D]
    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  28. Rosalyn bardzo mocno chciała wierzyć w to, że nie jest w najmniejszym nawet stopniu zależna od Timothy'ego von der Heydena. Próbowała zapewnić siebie, że wcale nie potrzebuje jego obecności w swoim życiu (tak samo, jak nie potrzebowała innych osób i ich dotyku na swoim ciele), a czasami nawet jej to wychodziło. Niestety, cała ta fasada waliła się w chwilach jej największej słabości, bo wtedy wyciągała z kieszeni telefon, a Tima miała na szybkim wybieraniu.
    Czasami wracała myślami do jego pobytu w szpitalu. Chodziła wtedy jeszcze na wolontariat, gdzie siedziała przy starszych paniach i słuchała historii ich życia albo bawiła się ze smutnymi dziećmi. Ale w końcu pojawił się on - ten arogancki pływak ze szkoły. Rose wiedziała, że jego kontuzja jest poważna i może zaszkodzić dalszej karierze sportowej. Pamiętała, jak zaczęli ze sobą rozmawiać. On mówił, a ona słuchała i kojącym głosem łagodziła wszystkie jego obawy, była przy nim, choć nigdy nie okazał jej wdzięczności. Wykorzystał ją? Tak. Czy była tego świadoma i dała mu nieme przyzwolenie? Tak.
    Potem ich stosunki polepszały się i polepszały. Rosalyn lubiła wierzyć, że łączyło ich dobre koleżeństwo, bo przecież częściej widziała jego uśmiech, a ona więcej się przy nim odzywała. Ale - oczywiście - coś po prosu musiało pójść nie tak, jak impreza, alkohol, powaga w ich oczach i nieprzemyślany pocałunek, za którym poszedł równie nieprzemyślany dotyk. Po tym zdarzeniu pomiędzy nimi pojawiło się napięcie, ich kontakty uległy pogorszeniu, a Rose dusiła w sobie bezsensowną i nieznaną jej wcześniej zazdrość, gdy widziała go z kimś innym. Nie chciała dzielić się uśmiechem Tima z kimś innym. A w chwili, w której tak pomyślała, czuła się jak egoistka, bo miała wrażenie, że traktuje go jak rzecz. Na całe szczęście relację udało się naprawić, choć dziewczyna miewała wrażenie, że wszystko opierało się na handlu wymiennym.
    Była do niego przywiązana tak bardzo, że w chwili, w której zadzwonił do niej z propozycją dwudniowej wycieczki, zgodziła się od razu. Nie zastanawiała się nawet przez chwilę; po prostu powiedziała tak, zgłosiła swoją nieobecność w akademiku przez weekend, a teraz stała oparta o bramę z plecakiem narzuconym na ramię i na niego czekała.
    W końcu się pojawił; przyjechał na swoim motocyklu. Kiedy wstał i zdjął kask, Rosalyn uśmiechnęła się w swoim stylu - delikatnie i tak, jakby ten uśmiech miał się zaraz rozwiać - odepchnęła się plecami od oparcia i podeszła do niego powoli.
    - Cześć - przywitała się.

    rosalyn

    OdpowiedzUsuń
  29. (Cześć, ja tak tylko wpadłam poinformować, że nie zapomniałam o zaczęciu dla Ciebie. Dopadł mnie chwilowy kryzys twórczy, ale już się z niego wygrzebuję i niebawem poślę Ci coś ładnego, więc nie spisuj mnie na straty.)

    Huesos

    OdpowiedzUsuń
  30. [ Zmiana szablonu niestety zrobiła to co zrobiła z kartą, więc i dopasowane tło poszło się... Teraz jest wszystko ładnie i nic w oczy nie razi, więc Twoje oczy nie przeżyją palpitacji. Na wątek mogę być chętna, o ile Tim miałby dość sporo nerwów i cierpliwości, a i stalowe jaja czasem się przydadzą. W razie czego jestem chętna na (prawie) wszystko, więc można jakoś się z nimi zabawić.]

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie miała zamiaru robić mu krzywdy. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, aby Jessie Merrick kogoś celowo skrzywdziła. Nawet nie brała pod uwagę, że komuś zwyczajnie może nie podobać się to, że zostaje jej rysunkową ofiarą. Zresztą, większość osób już o tym wiedziała. A ta druga część nie miała pojęcia, że właśnie ich rysuje. Była jeszcze trzecia część osób, ta która jej nie znała i nie miała pojęcia o jej artystycznych dziwactwach. Ale ona również nie znała ich, więc wszystko się ładnie wyrównywało.
    — Tak na dobrą sprawę, to się do ciebie nie zbliżyłam. To ty podszedłeś do mnie. Jeśli już bawimy się w takie szczegóły i szczególiki — powiedziała, wciąż uśmiechając się wesoło. Jeśli naprawdę chciał ją przestraszyć, to musiał się bardziej postarać. Takie słowa jakoś nieszczególnie robiły na niej wrażenie, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę, że powinna brać bardziej na serio te wszystkie groźby i ostrzeżenia.
    Zaśmiała się szczerze, słysząc jego teorię. Śmiała się przez dłuższą chwilę, aż w końcu stwierdziła, że to jednak nie wypada.
    — Nie gadaj, że tak ci mówią! — zaśmiała się. — I jeszcze w to wierzą… nie, no! Dobre! — Znów się zaśmiała. Nieco przekrzywiła głowę w bok, aby mieć lepszy widok do jego oczu. Teraz przynajmniej wiedziała, jaki mają kolor i była z tego powodu bardzo zadowolona. — Przyznaję, mało znam się na medycynie i tym ich naukowym bełkocie. Ale nie słyszałam o magicznych właściwościach palców. Chyba że masażyści. Ale raczej to rehabilitacja powinna naprawić bark po operacji. Z odpowiednimi masażami. Ja niestety, jedyne co mogłabym zrobić, to jeszcze bardziej ci go zepsuć. — Mówienie towarzyszyło jej od zawsze. Rzadko kiedy naprawdę się nie odzywała. Szczególnie kiedy bardzo się denerwowała, to wyrzucała z siebie bardzo wiele słów, które niekoniecznie miały sens i logiczną całość. Teraz, choć powinna, nie odczuwała stresu czy zdenerwowania. Raczej była ciekawa, jak to się dalej rozwinie.
    — I co powiesz na policji, lub prawnikowi? Że śledzi cię blondynka? Spokojnie, bez spiny — powiedziała, odgarniając włosy za ucho, które rozwiał wiatr. — Zostałeś bohaterem jednego z rysunków. Ot cała wielka i ogromna tajemnica.
    Jessie

    OdpowiedzUsuń
  32. [Hej, hej! Trochę się tu pojawiam z opóźnieniem, ale ważne że w ogóle ;) Doczytalam się czegoś o bójce i jezioro szukasz sprawcy tego przykrego urazu Twojej postaci, to Daniel zgłasza się dobrowolnie :) Powodzenia na blogu i życzę udanych wątków!]

    Priscilla // Charlie // Daniel

    OdpowiedzUsuń
  33. [Cześć! Dziękuję bardzo za miłe słowa i automatycznie chylę czoła. Jakbyś nie dopisała, że to Twój debiut to bym w życiu nie powiedziała po przeczytaniu Twojej karty. Świetnie przedstawiona postać. Z jednej strony nie odczuwa się do niego sympatii, ale z drugiej strony się mu współczuje, ale chyba o to Ci chodziło :D Oczywiście, że jestem chętna na wątek. Tak sobie myślałam o naszym wątku i chciałabym ich trochę skrzywdzić, ale niestety mam pustkę. Miałabyś może jakiś punkt zaczepienia, wtedy ja bym coś dołożyła od siebie ;) Bo tak troszkę trudno mi zacząć, ale mam nadzieję, że uda nam się wymyślić coś świetnego :D]
    Dorian B

    OdpowiedzUsuń
  34. Oszołomiony przyglądał się zbliżającemu się Timothy'emu, przez chwilę rozważając błyskawiczne wskoczenie do auta i odjechanie z piskiem opon, zanim będzie za późno. Stał jednak w bezruchu, nerwowo przełykając ślinę. Zaczynał żałować ich wspólnej decyzji o spotkaniu się – i wcale nie dlatego, że sam pomysł kradzieży broni z domu był głupi i mógł skutkować nieprzyjemnymi konsekwencjami. Wystarczyło, że ktoś miał przystojną gębę, magnetyczne spojrzenie, uroczy uśmiech czy pięknie wyrzeźbione ramiona – i Julek przepadał. Timothy miał co najmniej dwie z tych cech. To było żałosne i niezręczne, że wystarczyło tak niewiele, by Julkowe serce zabiło mocniej, a jego samego zaczął zjadać stres. Gdyby to dziewczyny tak na niego działały, nie byłoby w tym nic nienormalnego czy kłopotliwego – najwyżej zostałby uznany za nieco dziwacznego nieśmiałka. Z chłopakami sprawa się komplikowała. Na szczęście znalazł sobie wyjątkowo nieatrakcyjnych kumpli, których mógł traktować tak, jak traktował dziewczyny: po koleżeńsku, bez choćby odrobiny pożądania. Niczego nie podejrzewali.
    Uścisnął dłoń Timothy'ego – z tym gestem wycofanie się stało się już niemożliwe – i wysłuchał go, choć skupienie się na jego słowach było trudne, gdy stał tak blisko. Julek lustrował go wzrokiem wnikliwiej i dłużej, niż wypadało – początkowo z ciekawości, później próbując znaleźć w jego fizjonomii coś, co by go obrzydziło. Bez powodzenia. Czując nieprzyjemne ciepło na policzkach, gwałtownie odwrócił się w stronę auta. Miał nadzieję, że Timothy nie zwrócił uwagi na sposób, w jaki na niego patrzył.
    – Może być Crystal Lake – rzucił możliwie jak najbardziej obojętnie, chcąc ukryć swoje prawdziwe emocje. Zresztą, faktycznie było mu wszystko jedno, dokąd się udadzą. To nie miało żadnego znaczenia.
    Władował się do samochodu i westchnął ciężko, zanim Timothy zdążył zająć miejsce pasażera.
    – Nie chcę być wścibski, ale skąd ten pomysł? – mruknął, mając na myśli broń. – Po co?

    Julek Niezgoda

    OdpowiedzUsuń