16 czerwca 1970

the truth is i am a toy that people enjoy

[1] [2] [3] [4]
KLASA III — HISTORIA, JĘZYK FRANCUSKI, JĘZYK HISZPAŃSKI — KOŁO MUZYCZNE — POKÓJ NUMER 10 W AKADEMIKU — 167 CM WZROSTU, 58 KG WAGI — PIEGI, SŁODKIE PERFUMY, PAPIEROSY — CICHY ŚMIECH, PRZECIĄGŁE SPOJRZENIA, SPOKOJNY GŁOS —  PO PROSTU ROSE

Pamiętasz, że byłaś niewystarczająca? Nieważne, jak bardzo się starałaś i co robiłaś; nic nigdy nie wywoływało uśmiechu na twarzy twojej matki, kobiety, dla której już od chwili narodzin stałaś się utrapieniem, smutną pamiątką po ukochanym tchórzu. Nie przytulała cię na dobranoc, nie nazywała swoim skarbem, nie całowała w czoło. Dawała odczuć, jak mocno ciebie tutaj nie chce, a ty tego nie rozumiałaś. Przecież twoje koleżanki zawsze tak chętnie mówiły o swoich mamusiach, a one o swoich córeczkach. Co sprawiało, że byłaś gorsza? 
Pamiętasz, jak wszystko zawsze było twoją winą? Nawet to, że się urodziłaś (zwłaszcza to, że się urodziłaś). Z biegiem czasu wszystko zaczęłaś pojmować; już nie pytałaś o tożsamość ojca, nie próbowałaś skierować rozmowy na temat chłopców. Mijały lata, a ty — wbrew wszelkiej logice — czułaś się coraz bardziej temu wszystkiemu winna. Może gdybyś się nie urodziła, wszystko byłoby inne? Twoja matka uśmiechałaby się, a na komodach stały oprawione w piękne ramki zdjęcia? 
Pamiętasz, że nigdy poznałaś smaku miłości? Nawet teraz, w Skyline High, kiedy jesteś daleko od swojej matki. Nawet teraz, gdy wraz z nowo poznanym chłopakiem czy dziewczyną udajesz się za zamknięte drzwi. Karmisz się iluzjami tego wzniosłego uczucia, wmawiając sobie, iż chociaż na chwilę kochasz i jesteś kochana. Stałaś się prawdziwą mistrzynią oszukiwania samej siebie. Nauczyłaś się ignorowania tego dziwnego ukłucia gdzieś w okolicy serca, kiedy po kolejnej namiętnej nocy budzisz się samotnie na zmiętym prześcieradle. Miłości szukasz też w uśmiechu dobrej koleżanki, żartobliwym szturchnięciu ramieniem czy nawet nieco przedłużającym się spojrzeniu. Ale, chociaż tak bardzo próbujesz, nie potrafisz jej znaleźć.
Pamiętasz, kiedy zaczęłaś się bać, że tak będzie już zawsze?

‘‘PRAGNĘ TYLKO WIEDZIEĆ: CO SIĘ Z TOBĄ DZIEJE, KIEDY RANIĘ CIĘ TYM WSZYSTKIM JAK NOŻAMI? CO SIĘ WÓWCZAS DZIEJE W TOBIE? CZY COŚ SIĘ W TOBIE ŁAMIE? POWIEDZ. TAK JAK SZKLANKA, KTÓRA NAGLE PRYSKA W TYSIĄCE OKRUCHÓW, ZANIM JESZCZE POKAZAŁA SIĘ RYSA?’’

POWIĄZANIA ☀ WIĘCEJ
__________________________________________________
Witam się z drugą postacią! :) Rose jest troszeczkę inna niż Maya — zagubiona i niepewna — ale mam nadzieję, że przyjmie się dobrze. Jesteśmy otwarte w sumie na każdy wątek. Pani na zdjęciu to przepiękna Tashi Rodriguez, w tytule Lorde — Liability, a piękny cytat na samym dole pochodzi z książki "Niepokoje wychowanka Torlessa" autorstwa Roberta Musila. Polecam kliknąć w imię i nazwisko. Bawmy się! ;)

14 komentarzy:

  1. [Kocham te imię i nigdy nie przestanę. Cześć, bardzo sympatyczna panna. Powodzenia i przyjemności na blogu z kolejną postacią! :)]

    Russell/Attan

    OdpowiedzUsuń
  2. Pokochamy tę panią z wielką radością.

    pejzaz.sentymentalny@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witaj z drugą, swoją drogą smutną, postacią!
    Aż ma się ochotę ją przytulić i schować przed całym złem tego świata... chociaż Cassian zdecydowanie nie jest materiałem na tego typu faceta.... niestety.
    Chociaż w tej sytuacji przyjaciel z dzieciństwa wyszedłby pewnie jeszcze bardziej wybuchowo, biorąc pod uwagę jej patologię odczuwania miłości... aczkolwiek tego raczej nie skleimy, skoro Rose jest daleko od swojej matki... no, chyba że ja po prostu nie potrafię czytać ze zrozumieniem. xD
    Co więcej? Strasznie podobają mi się odnośniki do zdjęć poniżej. Są piękne, serio! Cała kochana dziewczynka to niezwykła kruszynka, no. I mam nadzieję, że się tu odnajdzie i faktycznie znajdzie kogoś, kto naprawi jej emocjonalność.]

    1/2 administracji & Cassian Quatermaine

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć. Masz naprawdę uroczą postać i dziwię się, że pod kartą nie ma miliona potencjalnych adoratorów ;>]

    Bill

    OdpowiedzUsuń
  5. [Czytam sobie tę kartę i zrobiło mi się nagle niesamowicie smutno. Wprowadziłaś mnie w taki, nieco przygnębiony nastrój, jednocześnie z ogromną chęcią przytuliłabym Twoją postać i otoczyła ją miłością. Tim niestety tego nie zrobi, ale wydaje mi się, że mogłybyśmy coś wymyślić, jakaś ciekawą historię dla naszych bohaterów.]

    tim von der heyden

    OdpowiedzUsuń
  6. [Dziękuję! I również życzę udanych wątków]
    Willie

    OdpowiedzUsuń
  7. ( Zgaduję, że bycie "niewystarczającą" musi być dla Rosalyn dość przygnębiające. Ciężko właściwie dorosnąć w takim domu, w którym czuje się winnym nawet tego, że się żyje. Właściwie to w pewien sposób przypomina mi moją drugą postać, Heatha. On też rozpaczliwie szuka miłości, czy raczej po prostu kogoś, w czyich objęciach będzie czuł się tak, jak powinien czuć się na co dzień, tak zwyczajnie i ludzko.
    W każdym razie, na wątek jestem nawet bardziej niż chętna. Może chcesz zrobić małą burzę mózgów na emailu? Wydaje mi się to łatwiejsze. W razie czego zostawiam tutaj to: whitetaker1010@gmail.com :) )

    Taylor R.

    OdpowiedzUsuń
  8. [Ano, można, ale Cassian musiałby mieć wyjątkowo dobry powód, by kogoś tak po prostu dręczyć. Owszem, lubi to robić, ale przez wgląd na swoją wyższość uważa, że jego czas jest zbyt cenny, by marnować go na niewarte osoby. Trzeba by wpaść więc na jakiś faktycznie mocny pomysł, by w ogóle się zainteresował... tylko nie wiem o co zaczepić. O koło muzyczne? Cass gra na gitarze, Rosalyn jest w wieku Khloe. Można by ich jakoś połączyć, w deseń, że akurat się dziewczyny znają albo może Cass wpada po siostrę do klasy, akurat pokazują zdolności wokalne, czy na czymś grają i spontanicznie rzucają mu gitarę, a on zaczyna brzdąkać. Może Rosalyn wtedy trochę by się nim zainteresowała? Wiesz o co mi chodzi, coś w stylu zauroczenia w tej powierzchowności, chęć zgłębienia go bez świadomości jaki jest naprawdę... słabo myślę. On mógłby ją wykorzystać i zaciągnąć za te zamknięte drzwi... a ona może faktycznie zobaczyłaby w nim coś więcej? No nie wiem.]

    Cassian

    OdpowiedzUsuń
  9. [Dziękujemy! Jest nam bardzo miło czytać komentarze tego pokroju. Na wątek serdecznie zapraszamy; widzisz jakieś powiązanie między dziewczętami, jakąś relację? Idziemy w negatyw czy też w pozytyw? C:]

    Malva Rowlinson

    OdpowiedzUsuń
  10. [Hej! Cieszę się, że bardzo chętnie pójdziesz na wątek z Mattem, bo ja tak samo czuję się wobec Rosie (w sumie troszkę zabawna jest też zbieżność jej ksywki/zdrobnienia imienia z jego nazwiskiem). Masz może jakiś zalążek pomysłu czy wolisz przeprowadzić burzę mózgów?]

    Matthew Rose

    OdpowiedzUsuń
  11. [Dziekuję.
    Naprawdę? Kurczę, a to zdjęcie tak podpasowało mi do mojej postaci :/ No cóż, byłaś pierwsza, więc już szukam innego :)]

    SYANNA

    OdpowiedzUsuń
  12. Zaczynając swój wieloletni związek z gitarą basową, nie przypuszczał, że będzie na niej brzdąkał przed liczącą przynajmniej tysiąc osób publicznością. Bywały takie dni, kiedy nie miał nic, jedynie jej smukły korpus w rękach i szklankę alkoholu po swojej lewej. Pościerane palce, na których od zbyt mocnego grania zawsze zostawały odciski przypominające pionowe struny, traktował jak coś, co można nazwać trofeum. Przypominały mu o tym, ile wysiłku musiał włożyć w swoją pasję, by znaleźć się na poziomie, w którym ludzie chcieli go słuchać. Nigdy nie podziękował tej wariatce, Motley za to, że chodziła za nim dzień w dzień, próbując zaciągnąć do swojego zespołu. Za trzydziestym piątym razem w końcu uległ, bo ileż można słuchać tego natrętnego, kobiecego gadania. Chciał od razu zrezygnować, wytłumaczyć, że nie ma tam dla niego miejsca, bo zwyczajnie się nie nadaje. Ale ona była pod tak cholernym wrażeniem, że dzięki niej zaczynał znowu wierzyć w siebie. Nazwała zespół Trauma i Heath do dziś nie wie, z czym ma się to wiązać. Czasami tylko żartuje, że każde spotkanie z Motley kończy się traumą i to pewnie dlatego.
    Stał na scenie z palcami zaplecionymi dookoła ostrych strun i mikrofonem mocno wbijającym się w spierzchnięte wargi. Zbyt jasne światło reflektorów uderzało go w oczy, pot spływał po czole, a w tym całym zaduchu, spowodowanym tłumem podskakujących ludzi pod sceną, nie potrafił zaczerpnąć oddechu. Ale mimo tego czuł, że to najlepsze miejsce na świecie. Takie przeznaczone właśnie dla niego. Przesuwał wzrokiem spod przymrużonych powiek po publiczności, doszukując się tam znajomych twarzy. I nagle zastygł, czując jak po plecach przebiega mu nieprzyjemny prąd, taki sam, jak kiedy poruszy się zdrętwiałą stopą. Pomylił się w jednym akordzie, potem w drugim i jeszcze przez chwilę nie mógł trafić w rytm, zaczął nawet plątać się w słowach, czego na szczęście nikt nie zauważył, bo ludzie z łatwością przekrzykiwali jego gitarę. Nie spodziewał się zobaczyć tutaj Rosalyn, swojej byłej dziewczyny, z którą rozstał się w dość nieciekawych okolicznościach. Powiedzenie, że jej nie kochał, byłoby jego najgorszym kłamstwem w życiu, ale zwyczajnie nie potrafił uczynić z niej swojego priorytetu. Nie umiał obdarzyć ją na tyle mocnym uczuciem, by zrezygnować z innych, ważnych dla siebie rzeczy. Z narkotyków. I to właśnie jej przeszkadzało. Jemu też, bo ten nałóg wcale nie był dla niego dobry, a przynajmniej nie lepszy niż ciepły dotyk jej dłoni na karku, ust mocno dociśniętych do policzka i tego głosu, który mógł słuchać z nawet większą przyjemnością niż głosu Motley. Nie odrywał od niej spojrzenia, przez cały czas z lekko zamyśloną miną przyglądał się jej, temu jak jej rzęsy pięknie wyglądały, kiedy mrugała, czy jak subtelnie potrafiła poruszać palcami, tak, że chciał je wszystkie wycałować. Ale już nie byli razem.
    Koncert skończyli dopiero po dwudziestu minutach. Instrumenty odłożyli jak zwykle w pomieszczeniu gospodarczym i tam wszyscy zostali. Heath pod pretekstem chęci zaczerpnięcia świeżego powietrza ulotnił się stamtąd i od razu zaczął kierować się w stronę głównej sali, bo tak bardzo, ale to tak bardzo chciał zobaczyć swoją Rosalyn jeszcze raz.

    Cavendish

    OdpowiedzUsuń
  13. Niemal się nie zabił, potykając o własne nogi, kiedy zbiegał ze schodów w tempie trochę szybszym niż zwyczajny chód. Niechętnie przepychał się przez nierytmicznie podrygujących ludzi, torując sobie drogę łokciem. Obawiał się tego, że Rosalyn mogła postanowić po prostu wyjść, po tym jak go zobaczyła. Nie przypuszczał w końcu, że przyszła tu tylko po to, by móc znowu usłyszeć niskie brzmienie jego głosu przebijane papierosową chrypą. Ujrzeć jego ostro wyrysowaną twarz, tak jakby ktoś zabrał się do tego dłutem. Po tym jak z nim zerwała, nie odezwała się ani razu, ani razu jej ciemne oczy nie mignęły mu pośród szkolnego tłumu. Wiedział, jaki jest powód ich rozstania, ale starał się zrzucić wszystko na nią. Wmawiał sobie, że to wszystko to jej wina, bo nie umiała zaakceptować tego, jakim jest. Nie potrafił zauważyć, że ma poważny problem, a ona chciała mu tylko podać rękę, na którą nawet nie zasłużył. I mimo, że minęło już dużo czasu od ich rozstania, wciąż nie potrafił się z tym pogodzić. Czy wciąż ją kochał? Nie znał odpowiedzi na to pytanie, mógł jedynie powiedzieć, że nie jest mu obojętna. Nic dziwnego więc, że kiedy dostrzegł ją w tłumie, jego całe ciało tak zareagował. Gula w gardle, trzęsące się palce i palące uczucie gdzieś na dnie żołądka. Jej piegowaty, lekko zaokrąglony nos i duże usta, które zostawiały ślady na jego skórze były już tylko wspomnieniem, a jednak coś mu mówiło, że musi do niej iść.
    Odepchnął barkiem nieznajomego mężczyznę i zatrzymał się w połowie kroku, dostrzegając Rosalyn zaczepianą przez jakiegoś faceta. Ledwo utrzymywał się na nogach, a jednak miał na tyle siły, by objąć dziewczynę w talii, a nawet zjechać dłonią jeszcze niżej. Jego palce wbijające się w jej pośladek chyba zdenerwowały na tyle Heatha, że nie mógł się powstrzymać już przed niczym. Bo to była talia, którą tylko on mógł obejmować. Przynajmniej jeszcze parę tygodni temu.
    – Co ty sobie do cholery wyobrażasz? – wrzasnął na faceta, odpychając go obydwiema rękami od dziewczyny. Nigdy nie trenował na siłowni, z wf-u też nie był dobry, ale tak jak większość chłopaków w jego wieku miał trochę siły i jeszcze więcej energii. Co najważniejsze, on nie był pijany. Nieznajomy trochę pokrzyczał, zaczął coś mówić o policji, że nie zrobił nic takiego, ale Heath uderzył go w splot słoneczny na tyle mocno, że odechciało mu się wszczynać jakąkolwiek awanturę. Zwyczajnie odszedł w kierunku baru, wygrażając się jeszcze.
    Cavendish zaczesał włosy do tyłu, ścierając przy tym pot z czoła i odetchnął głośno. Zerknął na przestraszoną dziewczynę i już na sam jej widok, na jego twarz wkradł się lekki uśmiech. Objął ją w talii, ale zrobił to w znacznie mniej nachalny sposób niż tamten facet. Delikatnie ułożył palce wzdłuż jej talerza biodrowego i chwycił jej dłoń, zapraszając w ten sposób do tańca.
    – Zawsze przyciągasz do siebie nieodpowiednie towarzystwo – pozwolił sobie zażartować, z małą aluzją do samego siebie. Przyciągnął ją bliżej, a jego dusza wręcz odetchnęła z ulgą, czując jej ciało w tak małej odległości. – Wszystko dobrze? – spoważniał trochę, spoglądając na nią. – Co tu robisz?

    Cavendish

    OdpowiedzUsuń
  14. Nawet nie chciał myśleć o tym, co ten facet mógłby zrobić Rosalyn, gdyby jednak nie zdecydował się zejść na dół. Mógł zostać w pomieszczeniu gospodarczym i upić się na starej kanapie, wspominając słodkie usta na swojej bladej skórze. W końcu wcześniej nawet zastanawiał się nad tym, czy dziewczyna przypadkiem nie uciekła z baru po tym jak go zobaczyła, a nawet jeśli została, to czy będzie w ogóle chciała z nim zamienić kilka słów? Na szczęście Rosalyn nie uciekła z jego ramion i nic zapowiadało, by miała to zrobić w najbliższym czasie.
    Nie uważał, żeby miał w sobie coś z romantyka, ale lubił rozpieszczać swoje partnerki, których nawiasem mówiąc nie miał w życiu zbyt wiele, może trzy, w tym z jedną spotykał się przez niecały tydzień, więc właściwie nie powinien jej liczyć. Heath to ten chłopak, który zawsze kupuje różę od starszych pań na straganach, a potem tak zwyczajnie, bez okazji wciska ją swojej dziewczynie. Czasem pisze jakieś teksty, których i tak nigdy nikomu nie pokazuje, bo uważa je za zbyt wstydliwe. Lubi prawić komplementy, szczególnie te zasłużone, trzymać drugą osobę delikatnie za dłonie i składać nieśmiałe pocałunki.
    Nic dziwnego, że uśmiechnął się delikatnie, kiedy Rosalyn ułożyła jedną rękę w dolnej partii jego pleców. Lubił bliskość, ale jednocześnie potrafił uszanować czyjąś przestrzeń prywatną. W swoich czynach starał się nie być nachalny.
    Nie czuł żalu do dziewczyny o zerwanie, jedynie o to, że tak nagle zerwała z nim kontakt. Nawet jeśli nie mógł już całować jej ust na przywitanie, wciąż była osobą, z którą chętnie rozmawiał o wszystkim i o niczym. Z drugiej strony nie potrafił pozbyć się jej z głowy i serca tak szybko, jakby tego oczekiwała. Oddychał przy niej szybciej niż przy innych osobach, wydawało mu się, że pocił się bardziej niż zwykle, a jego dłonie tak strasznie drżały. Bo bał się, że znowu przeleci mu między palcami i zniknie.
    - Nie ma za co - odpowiedział zgodnie z prawdą, bo pomoc napastowanej dziewczynie uważał za swój męski obowiązek. Obrócił lekko dziewczynę w rytm muzyki i znowu przyciągnął do siebie. Jej słodki zapach zaatakował drapieżnie jego nozdrza, a on napawał nim płuca, bo przecież ta chwila nie będzie trwać wiecznie. Otworzył szerzej oczy, kiedy Rosalyn oznajmiła mu, że przyszła tu dla niego. Musiała się w takim razie dowiedzieć wcześniej od kogoś, gdzie gra. Nie mógł być to pierwszy impuls, a coś, co próbowała zaplanować od dawna. - Ty... - zaczął niepewnie, przygryzając dolną wargę - przyszłaś tu dla mnie? - powtórzył, wypuszczając spazmatycznie oddech. Przymknął oczy i z uśmiechem pokręcił głową. Nie umiał tego wszystkiego zrozumieć. - Czemu? - zmarszczył brwi, wpatrując się intensywnie w jej twarz - Przecież ze mną zerwałaś.

    Cavendish

    OdpowiedzUsuń