21 czerwca 2017

My - dzieci dekadentów Córki, synowie rozpusty. Alkohol mamy od zawsze we krwi, rozum genetycznie struty



Ophelia A. Stardlin
dziewiętnaście lat ––– klasa III ––– geografia, język hiszpański ––– kapitan drużyny cheerleaderek, kickboxing ––– summer ––– powiązania 

Lubi narobić w okół swojej osoby szumu, bez tego by nie przeżyła. Lubi słuchać o sobie plotek, bo to przecież takie zabawne, jak ktoś, kto cię w ogóle nie zna, gada o tobie bzdury wyssane z palca. Zniknęła rok temu. Nagle. Niespodziewanie. Niespodziewanie też wróciła, pojawiając się znów na szkolnych korytarzach. Plotki wybuchły w mgnieniu oka. Była w ciąży. Dziecko usunęła. Może. Pewnie ćpała, wysłali ją na odwyk. Zapewne tak było. Słyszałem, że jej odbiło. Siedziała w psychiatryku. Poznała tam całkiem miłych ludzi. Odpowiada uśmiechem na te wszystkie wymysły, które słyszy na swój temat. Nie opowiada, jaka była prawda, choć większość osób wie, że miała poważne problemy z używkami. Rok spędziła pod czujnym okiem babki, która chodziła za nią krok w krok. Przez wyjazd straciła możliwość bycia kapitanem szkolnej drużyny cheeleaderek. Straciła przyjaciół, którzy zerwali z nią kontakt gdy wyjechała. Jednakże, nie żałuje. Wyjazd dał jej możliwość zmiany, spojrzenia na świat innym okiem. Nadal jest taka, jak kiedyś. Uśmiechnięta, wesoła i głośna. Nadal jej wszędzie pełno, jest taką samą łamagą jak kiedyś, a taniec jest dla niej całym światem. Nadal lubi chodzić na imprezy czy koncerty, czasami przesadzić z alkoholem i na drugi dzień leczyć kaca. Uwielbia jeździć na łyżwach, czuć smak gorącego kakao i okrywać się kocem w chłodne dni. Niegdyś nie zwracała uwagi na ludzkie słabości, teraz je dostrzega; widzi, że tak jak inni, tak i ona ma wiele wad, które ciężko jej zmienić choć stara się jak może, by była inna. Happysad w cytacie, ładna pani na zdjęciu i coś tam jeszcze. Wątki i powiązania bardzo chętnie, wszystko od nowa :D
Administracja może również linki podmienić u Oph :D

17 komentarzy:

  1. [Cześć, odnoszę wrażenie, że nasze postacie mogłyby przeżyć wspólnie wiele... Różnych rzeczy. Skoro Ophelia dostrzega ludzkie słabości z pewnością widzi, jak bardzo zagubiony jest Tim i jak niebezpieczne igra ze swoim życiem. Twoja bohaterka chciała by zostać altruistką? Wtedy mogłybyśmy pomyśleć nad jakąś historią dla nich.]

    tim von der heyden

    OdpowiedzUsuń
  2. (Cześć! My się już znamy, ale wątki nam coś nigdy nie wypalały. Może tym razem coś się uda? Zgłoś się do Scotta albo Huesos, jak już się z nimi opublikuję, jeśli będziesz mieć ochotę.)

    Scott McCall i Huesos Jimenez

    OdpowiedzUsuń
  3. [Przywitam Cię, a zaraz rzucę wątkiem naszych dwóch kochasiów :D]

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzasnął drzwiami i wyszedł z mieszkania, nie oglądając się za siebie. Nie zważał nawet na to, że było grubo po północy, a ludzie w budynku najpewniej już dawno smacznie spali, oczekując nowego dnia pracy. W tej chwili nic go nie obchodziło oprócz tego, by wydostać się na świeże, letnie powietrze i oddalić się na chwilę od tego miejsca, by ochłonąć.
    Pchnął drzwi, wychodząc na zewnątrz. Jednocześnie wyciągnął z kieszenie kurtki wygniecioną paczkę papierosów i wyciągnął z niej jedną, mocno pomarszczoną fajkę i odpalił. Stał chwilę na klatce, wdychając dym w płuca i wypuszczając z nich ogromne szare obłoki. Odchylił głowę do tyłu poza barierkę schodów, że przez chwilę widział gwiazdy na niebie, a potem świat do góry nogami. A potem zszedł po dwa schodki na chodnik i nie spoglądając na okno od mieszkania Ophelii, ruszył przed siebie, nie mając większego celu, gdzie mógłby się zapuścić.
    Pokłócili się. Znowu. O błahostkę, która z niewiadomych przyczyn przeobraziła się w prawdziwe tornado, które sprawiło, że o godzinie 11 wieczorem wydzierali się na siebie. I to głośno, że Declan był pełen podziwu dla sąsiadów, którzy ostatecznie nie zadzwonili po policję. Mimo wszystko para nastolatków zagłuszała ciszę nocną, a gdyby Declan w końcu nie zdecydował się, by wyjść z mieszkania, nie był pewny, czy nie doszłoby do rękoczynów.
    Czyli standardowa kłótnia w wykonaniu Declana i Ophelii.
    Nawet nie pamiętał już o co się pokłócili. Nie miał pojęcia, czy to on coś wypalił bezmyślnie do dziewczyny, która dopowiedziała sobie pewne kwestie i wpadła szał, czy było wręcz przeciwnie. Z małej sprzeczki kochanków wywiązała się niezła awantura, zahaczająca o rodzinną przemoc, a nawet nie wiedział dlaczego.
    Ale mimo wszystko się kochali. Chociaż nie wypowiedzieli tych dwóch magicznych słów ani razu, byli pewni tego, że łączy ich wielka miłość, której Declan coraz mniej się bał. Zdążył się przyzwyczaić do tego uczucia, że ma kogoś u swego boku, który będzie trzymał jego stronę. Spodobało mu się budzenie prawie codziennie przy tej samej dziewczynie, a nawet od czasu do czasu kupuje Opheli po kwiatku, co jest dalekie od tego, kim był kiedyś. Znajomi byli przeszczęśliwi, że w końcu się zeszli i porozmawiali ze sobą o swoich uczuciach, a parze to odpowiadało.
    Chociaż czasem było trudno i Declan miał dość. Jak na przykład teraz.
    Odpalał już trzeciego papierosa w czasie swojego spaceru spokoju, zawędrowując do któregoś z klubów. Pierwszy dzień lata sprowadził do niego sporą ilość uczniów Skyline High School, a że Maynard nie miał zamiaru w najbliższym czasie wracać do mieszkania, postanowił, że zajdzie do klubu, napije się czegoś dobrego i porozmawia z kilkoma osobami. Powinien mieć pieniądze w kieszeni jeansowej kurtki, którą zdążył chwycić na odchodne.
    Wszedł do klubu, w którym panowała atmosfera taka, jak w każdym klubie. Gwarno, parno i imprezowo. Kiwnął głową na powitanie na widok paru znajomych twarzy, które dostrzegł w tłumie i skierował się od razu do baru, zamawiając pierwszy lepszy alkohol z lodem, który dostrzegł na półce za barmanem.
    Zamówił sobie ich jeszcze kilka, kiedy dosiadła się do niego jakaś dziewczyna. Z początku jej nie zauważył, ot, ktoś sobie znalazł wolne miejsce obok niego, no big deal. Dopóki kątem oka nie zobaczył, że dziewczyna na niego spogląda.
    Była ładna. To musiał stwierdzić. Brunetka, która na twarzy nie miała wielkiej ilości makijażu, więc był w stanie zobaczyć w niej jej rysy twarzy. Uśmiechała się do niego, a Declan od razu odwzajemnił ten uśmiech, momentalnie przybliżając się do niej i zaczęli ze sobą rozmawiać, wcześniej jeszcze stawiając jej drinka. Znalazł dość pokaźną kupkę banknotów pochowanych we wszystkich kieszeniach.
    Ostatnią rzeczą, jaką klub widział, by moment, w którym Declan wychodził z nowopoznaną dziewczyną z budynku z ramieniem owiniętym wokół jej talii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był lekko wstawiony, jednak trzymał się mocno na nogach i szedł prosto. Jedynie dłonie mu się trzęsły, kiedy w drodze do mieszkania, próbował odpalić papierosa. Nie miał pojęcia, która jest godzina, ale na pewno było bardzo późno. Bardzo, bardzo późno. Wracał z podkulonym ogonem, choć nie afiszował się tym.

      Usuń
  5. [Burza mózgów brzmi świetnie! Tak sobie myślę, że Tymianek mógłby być takim jej demoralizatorem, ciągnącym ją w imprezy, alkohol itp?]

    tim von der heyden

    OdpowiedzUsuń
  6. [W takim razie teraz tylko musimy wymyślić sam wątek. Może po prostu jakieś wspólne wyjście do klubu? Mogę pomyśleć też nad czymś bardziej skomplikowanym jeżeli masz ochotę ;)]

    tim von der heyden

    OdpowiedzUsuń
  7. [To co, tym razem uda nam się coś napisać, czy nie?]

    Cassian Quatermaine

    OdpowiedzUsuń
  8. Telefon miał wyciszony, więc nie słyszał tego, że dostał nową wiadomość. Wolał nie pamiętać, że ma przy sobie komórkę. To była chwila dla niego. Chwila Declana, którą nikt nie miał prawa przez kilka godzin naruszać i przeszkadzać. Wracał, kiedy on o tym decydował, kiedy już wiedział, że był w stanie opanować swoje emocje, przemyślał sprawy i zeszły z niego wcześniejsze uczucia.
    Szedł chodnikiem w stronę klatki. Papierosy już dawno schował do kieszeni, stwierdzając, że i tak z tymi drżącymi dłońmi nie da rady już dzisiaj odpalić zapalniczki. Zamiast tego teraz męczył się ze znalezieniem właściwego klucza ze sporego pęku innych kluczy ozdobionych breloczkiem w kształcie tarczy Kapitana Ameryki, jego ulubionego superbohatera.
    Był skupiony tylko na tym, by znaleźć ten cholerny klucz, wejść na górę i położyć się do łóżka, by rano wszystko wróciło do właściwego porządku. Nie widział niczego innego, miał w tym momencie klapki na oczy, więc kiedy tylko dostrzegł dziewczynę stojącą na klatce, drgnął niewidocznie.
    Uroczy uśmiech, który sprawiał, że wszystkim miękły kolana, ukazał się na twarzy Declana. Poruszył ramionami, by zrzucić z siebie napięcie, które nagle znalazło się w jego mięśniach. Zrobił krok w stronę schodów, ale po krótkim namyśle, wycofał się i zatrzymał się na dole schodów, wsadził ręce do kieszeni kurtki i spojrzał na Ophelię.
    -Cześć, słońce.- odezwał się, a w jego głosie można było wyczuć lekką nutkę skruszenia, choć nie pokazywał tego po sobie.- Czemu nie jesteś w łóżku?

    OdpowiedzUsuń
  9. [No właśnie, jak tak można straszyć wspaniałych autorów? :D W każdym razie dziękuję i cześć! I dodam jeszcze, że masz bardzo ładne zdjęcie w karcie, o :)]

    JACQUELINE

    OdpowiedzUsuń
  10. Uśmiechnął trochę szerzej, kiedy dziewczyna go pocałowała. Równie nieśpiesznie odwzajemnił pocałunek, przechylając się niebezpiecznie do przodu. W ostatniej chwili wystawił prawą nogę do przodu, by nie stracić równowagi i nie zahaczyć zębami o twardy grunt. Przykmnął oczy i letargicznie pokiwał głową, kładąc jedną dłoń na policzku Ophelii i pogłaskał kciukiem jej kość policzkową. Dopiero po chwili uchylił powieki i ponownie, tym razem przelotnie musnął usta dziewczyny.
    -Nie musiałaś.- powiedział.
    Alkohol przytłumił jego zmysły i instynkt samozachowawczy. W jego przypadku alkohol był czymś, co niszczyło wszystko wokół niego. Miał to po ojcu, że upijając się w barze potem nie czuł, że istnieją jakieś granice. Mógł wtedy bardziej, niż na trzeźwo, bez większego powodu uderzyć nieznajomego, bo tak mu w danej chwili spodobało. Po alkoholu czuł się niepokonanym, miał wtedy wrażenie, że wszystkie kłopoty, które sobie narobił, na drugi dzień magicznie znikną.
    Dlatego nie dostrzegł tych niebezpiecznym iskierek w oczach brunetki, ani tego, że ten uśmiech nie jest czymś, co powinno go podniecać, a wręcz przeciwnie, powinien uciekać w tej chwili jak najszybciej i jak najdalej.
    Zamiast tego popatrzył na Ophelię spojrzeniem, które mówiło tylko jedno.
    -Bardziej wolałbym, żebyś czekała na mnie w łóżku, ale nie będę marudził.-zaśmiał się krótko, będąc zupełnie nieświadomy tego, jaką burzę rozpoczął.- Idziemy na górę, czy chcesz jeszcze chwilę postać?- mruknął jej do ucha i przesunął czubkiem nosa po jej szyi.

    OdpowiedzUsuń
  11. Podniecenie rosło z każdym stopniem, które pokonywali, by dostać się do mieszkania. Alkohol w organizmie Declan jeszcze bardziej sprawiał, że chłopak z każdym słowem Ophelii był coraz bardziej rozochocony i nie myślał trzeźwo. W tym momencie bardziej upijał się słowami i głosem swojej dziewczyny, niż alkoholem, który niecałą godzinę pił w klubie.
    Nie przejął się tym, skąd Ophelia była pewna, że po kłótni znalazł się w klubie. W jego przypadku było to wręcz oczywiste, że właśnie tam koił swoje smutki w każdym trudniejszym momencie swojego życia. Nie tknęło go to, jakim cudem Ophelia była tak bardzo pewna tego, skąd Declan wracał. Znała go na wylot, lepiej niż swoją kieszeń, więc jedynie uśmiechnął się w przekomiczny, pijacki sposób, zamknął za nimi drzwi wejściowe i próbował przytulić się do Ophelii, jednak ta wymknęła się do sypialni.
    -Tak sobie.- wzruszył ramionami. Męczył się chwilę ze ściągnięciem z siebie kurtki. Rękaw zaklinował mu się w ramionach, więc musiał potrząsnąć energicznie ręką, by się uwolnić.
    -Wódka była chyba rozrobiona z wodą, bo wydałem kupę kasy, by doprowadzić się do takiego stanu.- znowu wzruszył ramionami i przeczesał włosy ręką.
    Zaczął energicznie wzruszać ramionami, jakby to była najlepsza rozrywka na świecie. Chwiał się lekko na nogach i rozglądał się po przedpokoju, jakby znajdywał się w nim po raz pierwszy. Dopiero na dźwięk głosu Ophelii wybudził się jakby z marazmu. Spojrzał na nią i ruszył w jej stronę. Gdyby miał ogon, na pewno teraz merdałby jak oszalały.
    Położył dłonie na biodrach dziewczyny, a twarz ukrył w jej szyi i zaczął wędrówkę do jej ust.
    -Ubóstwiam Cię, Stardlin.- mruknął, nie otwierając oczu, przed tym jak ją pocałował.

    OdpowiedzUsuń
  12. [To co z nimi robimy? :D Nie wiem po Twojej karcie, czy Oph jest porywcza i skłonna do nieprzemyślanego działania... ale tak mi wpadło, że mogłyby mieć akurat trening cheerleaderek, Cass znalazłby się w pobliżu i może po prostu zaczął je obserwować, bez większego celu. Dziewczyny mogłyby się poczuć stłamszone jego wzrokiem (bo zazwyczaj jest pełen kpiny) i wydelegowałyby Oph do porozmawiania z nim xD. W jakiś sposób by ją zdenerwował, a ona, korzystając z umiejętności po kickboxingu, chciałaby mu przyłożyć... ale on złapał by ją za nadgarstki w odpowiednim momencie, by udaremnić jej cios... i mogliby się znienawidzić :D XD Nie myślę trochę :c]

    Cassian

    OdpowiedzUsuń
  13. [Przez dłuższą chwilę nie mogłem ogarnąć zdjęcia w karcie. Wydawało mi się, że pani ma na nim lewą rękę podłożoną pod głowę, no ale jak to... Byłaby za długa. A dopiero potem zauważyłem palce zaciskające się na tym gwieździstym materiale i wszystko zaczęło się zgadzać ;D
    Dzięki dzięki za powitanie i żeby nie bawić się już w uprzejmości - bo przecież wiesz, że Ophelia to fajna babka, przejdę do jakiegoś tam pomysłu na wątek. No, raczej zarysu pomysłu. Wykorzystałbym tutaj fakt, że pani Stardlin lubi chodzić na imprezy oraz Cordelię z jej powiązań. Na imprezie urodzinowej u pana X (lub jakiejkolwiek innej, to nie ma znaczenia) Tommy pojawiłby się w towarzystwie Cordelii, z którą nie łączy go nic poważniejszego, ale po prostu spotykali się od jakiegoś czasu. Wywiązałaby się pomiędzy nimi kłótnia, pośrodku której ląduje Ophelia. Jako była przyjaciółka, ale, jak rozumiem, nadal zatroskana. A skoro lubi przesadzić z alkoholem, na pewno zechciałaby, prędzej czy później, pocieszyć nieszczęśliwego człowieka ;D Nie wiem co dalej, ale sytuacja byłaby dosyć plastyczna. Wal śmiało, gdyby i tobie przychodziło coś do głowy, bo jeżeli o mnie chodzi, to jest za późna pora na górnolotne pomysły ;>]

    Tommy

    OdpowiedzUsuń
  14. Z początku wszystko docierało do niego, jak przez mgłę. Widział, że Ophelia porusza ustami i coś mówi, ale nie był w stanie usłyszeć, co mówi. Nawet jak podsunęła mu telefon pod nos, obraz miał zamazany. Przez parę długich, jak wieczność, sekund widział kolorową plamę. Nie miał kompletnie pojęcia co się dzieje, bo nie był w stanie w tym momencie myśleć.
    Ale to wszystko zniknęło w chwili, w której dziewczyna ukryła się w sypialni, a potem zaczęła wyrzucać jego rzeczy przez okno. Dopiero ta akcja spowodowała, że chłopak jak na ruch czarodziejskiej różdżki nagle był trzeźwy. Jakby cały alkohol, który w siebie niedawno wlał wyparował magicznie, a na jego miejsce przyszło zdumienie i niedowierzanie.
    Zdumienie, że zrobiono mu zdjęcie, że to zdjęcie dostała Ophelia, choć ewidentnie w umyśle Declana to zdjęcie wyglądało niewinnie. Fakt, był na nim on i dziewczyna, którą podtrzymywał w pasie. Ale nie było na nim żadnego ewidentnego aktu, który byłby dowodem na niewierność chłopaka. Jednak Ophelia mogła zinterpretować to w przewrotny sposób, mając na uwadze naturę swojego chłopaka, który jeszcze parę miesięcy nie omieszkałby się zdradzić.
    Znał Stardling i wiedział, że czeka ich w tym momencie trudna rozmowa i tym razem tak łatwo mu nie pójdzie udobruchanie dziewczyny i przekonanie jej, że to wszystko to nieprawda.
    W jej ruchał dostrzegał wściekłość, która nią zawładnęła. I miała ku temu powody. Nie odważył się nawet złapać Ophelii za nadgarstki, by ją powstrzymać. De facto, był zdumiony, że od razu nie dostał od niej po ryju na dzień dobry.
    -Fajna, fakt. Ale za młoda, pewnie nawet jeszcze nie pełnoletnia.- zaczął niepewnie, tak niepodobnie do siebie. Zablokował ekran i odłożył telefon na bok.
    -To nie jest tak jak myślisz.- dodał po krótkiej chwili głupio, bo tymi słowami równie dobrze mógłby zacząć kopać swój własny grób.- To naprawdę nie jest tak jak myślisz, Ophelia. I, do jasnej cholery, wysłuchaj mnie, zanim pozbawisz mnie całkiem dobrych ubrań.- gwałtownie podszedł do dziewczyny i wyrwał z jej rąk resztę rzeczy, których nie zdążyła wyrzucić.
    -Naprawdę bardziej uwierzysz jakiemuś zdjęciu, które może znaczyć wszystko, niż mnie?
    Dopiero po chwili zrozumiał, jak głupio zabrzmiał, bo sam w siebie nie wierzył, a co dopiero miała to zrobić Ophelia.

    OdpowiedzUsuń
  15. [Tak całkiem szczerze... Dlaczego Ophelia i Giovanni nie mają żadnego wątku? Wiem, trochę mnie tu nie było. Trafiłam na kartę w sumie trochę przypadkiem, ale po jej przeczytaniu naprawdę się zastanawiam, jakim cudem ta dwójka jeszcze na siebie nie wpadła.]

    Gorący włoski Vaccaro

    OdpowiedzUsuń
  16. Jej złość przechodziła powoli na Declana, choć jak na razie ze słabszym skutkiem. Rozumiał, że dziewczyna mogła mu nie wierzyć. Sam, by sobie nie uwierzył, gdyby zobaczył to zdjęcie. Znał siebie, choć walczył ze swoją naturą. Patrzył na inne dziewczyny, jednak ani razu nie pomyślał o nich w sposób z którego natychmiast musiałby lecieć się wyspowiadać. Wiedział, jaki jest, bo czasownik był był tutaj jeszcze w tej chwili nie na miejscu. Uczył się być monogamiczny, jednak nie był jeszcze nawet metr przy mecie. W dalszym ciągu był daleko przed nią, majaczyła mu linia mety przed oczami, jednak musiał się jeszcze mocno skupić, by ją dostrzec.
    Próbował zachować spokój. Oddychał ciężko nosem, by nie przegrać z emocjami, które narastały. Które w końcu, by wybuchnęły, gdyby Ophelia uśmiechnęła się tak ironicznie jeszcze raz.
    Jednak oprócz wściekłości, która toczyła się między nimi, ledwo wyczuwalnie było można odczuć zawód, który bił od strony Declana. Nie był mistrzem zmian, jednak starał się jak mógł, by być najlepszą wersją siebie dla Ophelii. Jednak najwidoczniej, jak kotłowało się w mózgu Declana, dziewczyna tego nie doceniała. I to przelało czarę goryczy.
    Spojrzał na Stardlin wzrokiem, który wyrażał mieszaninę wściekłości i smutku, który ogarnął Declana. Długo wytrzymał w walce „Kto dłużej wytrzyma bez mrugania”, jednak po chwili pierwszy spuścił wzrok.
    -Możesz wierzyć w co sobie chcesz.-warknął, ponownie podnosząc wzrok na Ophelię.- Jeśli łatwiej Ci uwierzyć w to, że przeleciałem tę gówniarę, niż wytężyć choć odrobinę rozumu i wiary we mnie, proszę bardzo. Starałem się, kurwa. Ale najwidoczniej dla Ciebie to za mało.
    Mówił coraz głośniej, choć wstrzymywał się od wykrzyczenia dalszych słów jej prosto w twarz.
    -Poszedłem, kurwa, do baru, by Ci przypadkiem nie wpierdolić.- zaczął się tłumaczyć, choć i tak to teraz nie miało sensu. I tak mu nie uwierzy, ale on będzie miał czyste sumienie, że jej powiedział.- Szlajałem się po mieście, aż w końcu siadłem przy barze i wypiłem kilka drinków. Jakaś gówniara się do mnie przyjebała. Mocno pijana, więc tylko porozmawialiśmy, a potem, nie do wiary, po tym, jak się porzygała, odprowadziłem ją do taksówki. Ale tego już twoi znajomi nie uwiecznili na zdjęciu, prawda!?- warknął, uderzając pięścią w blat komody, by wypuścić z siebie nadmiar negatywnych emocji.
    -Starałem się, kurwa, zmienić. Dla Ciebie, Ophelia. Ale, jak widzę, dla Ciebie to i tak będzie za mało. Wierz w co chcesz.- wzruszył ramionami, wycofując się z pokoju. Nawet nie kwapił się, by zebrać swoje ubrania. Niech je sobie weźmie. Może je nawet spalić.
    -Rób, co chcesz. Ja mam dość.

    OdpowiedzUsuń