15 czerwca 2017

Middle fingers in the air

I don't like the music other people tend to share
Hate your loser lyrics, middle fingers in the air
I'm a starving artist nowhere close to millionaire
I prefer my Kia, middle fingers in the air


Hyacinth Tiberius Gladstone
II klasa || 18 lat ||  || język włoski, historia || koło teatralne || za dnia uczeń, nocą grafficiarz || zawsze ma przy sobie insulinę, glukometr, puszkę coca-coli i szkicownik || młodszy brat

Na nadgarstku odznacza się mu niebieska opaska, którą pierwszy raz założył, mając trzynaście lat. Zapytany o jej znaczenie, pokazuje napis i śmieje się. “Pasuje mi do oczu”, mówi, nieprzejęty reakcją osoby. Nie chce dostrzec w niej współczucia. Nie jest tak źle. Żyje. Czasami bywają dni, gdy czuje się, jakby jedną nogą już był w grobie, ale umie sobie z tym radzić. Jest przygotowany na każdą ewentualność. Nie poddaje się, jedynie dopasowuje do zaistniałej sytuacji. A przynajmniej teraz potrafi to robić, ponieważ kiedyś było zupełnie inaczej.
Z początku bardzo na siebie uważał. Pozwalał decydować matce o wszystkim, co mógł robić, czego nie było mu wolno, jak często jadł. Sama przygotowywała mu każdy posiłek. Zawoziła go do szkoły i z niej odbierała kilka godzin później. Chciała wszystko za niego robić, odcinając go w pewien sposób od normalnego życia, aż zatrzymał ten nonsens. Matka nie zrozumiała jego potrzeby niezależności, ale w końcu mu na nią pozwoliła. Od zawsze był upartym dzieckiem. I tak robiłby, co mu się żywnie podoba.
Wciąż patrzy ze smutkiem przez okno, gdy jej syn wychodzi z domu. Dostaje całusa w policzek i przestaje być mu potrzebna. Hyacinth rusza w świat niepoznanych barw i odurzających kolorów. Doświadcza go w zupełnie  inny sposób,  niż  ludzie dokoła, więc stanowi pośrednika. Nienawidzi tej szarości  i przeciętności.
Artysta. Mawiają. Nie znajdzie pracy. Matka się wciąż  martwi, a on ją uspokaja. Nauczyciele doceniają jego talent, polecają  mu szkoły,  które  także go dostrzegą. Proszą także, by przystopował. Jeśli wcześniej nie wpakujesz się w kłopoty, na pewno cię przyjmą - powtarzają. Chłopak obnaża się ze swoją artystyczną duszą. W przenośni jak i w praktyce. Pewnego razu na stołówce pokazał wszystkim tyłek, gdy został  nazwany pedałem. Skończyło się upomnieniem i sprzątaniem sprzątaniem po lekcjach przez tydzień. Było warto.
Nie chodzi na kompromisy. Kiedy coś sobie postanowi, właśnie tak będzie. Jeśli chce, żeby jego praca na wystawę przedstawiała odciętą głowę, namaluje ją właśnie w ten sposób. Nawet jeśli potem wyślą go do psychologa. Nie jest chory psychicznie, nie ma depresji, nic nie jest z nim nie tak. Choroba nie warunkuje tego, kim jest i jak się zachowuje. Lubi życie i cieszy się nim do ostatniej kropli, jaką może  wycisnąć. Jego działania nie są  przejawem wołania o pomoc. Przez takie słowa czuje się  urażony. Nie lubi, gdy ktoś twierdzi, że  wie lepiej od niego, jak się czuje. Nie potrzebuje pomocy.
Może tańczyć na ulicy, gdy w słuchawkach zacznie grać ulubiona piosenka. Nic nikomu do tego. Jest naprawdę szczęśliwy. Takie drobnostki dostarczają mu uciechy. Więc tańczy, nawet jeśli nie powinien. Zakrada się na próby grupy tanecznej. Uwielbia każdą formę  artystycznego wyrażenia samego siebie. Maluje, szkicuje, tańczy amatorsko, próbuje swoich sił w teatrze, a gdy nikt nie patrzy, zabiera spraye i rusza na miasto. Ucieczka przed ochroniarzami i innymi funkcjonariuszami nie jest łatwa.  Czasem bez problemu udaje mu się  uciec, a czasem nie. Wtedy spada mu poziom cukru we krwi i wpada do jednej ciemnych alejek, by zaszyć się za śmietnikiem. A mama myśli, że śpi w łóżku. Nigdy nie pomyślałaby, że jej syn jest grafficiarzem, który mimo dobrych zamiarów (ukazania społeczeństwa i polityki takimi, jakimi są) niszczy mienie, po czym biegnie krzycząc: “Fuck the police!”.
Nie jest to jego jedyny sekret. Kiedyś w szkole krążyła plotka, że znalazło sobie sugar mamę. To prawda, miał swoją Panią Robinson. Poznał ją pewnej wystawie w galerii sztuki i po godzinach rozmów trafił do jej apartamentu. Sam tego chciał. Przechodził wtedy fazę - samopoznanie, bunt przed nadopiekuńczą matką i zmaganie się z szalejącymi hormonami. Nieprawdą jest natomiast, że wiązała go wbrew jego woli. Było to podniecające i nowe. Uwielbiał uwagę, która kręciła się wokół niego, a nie jego choroby. Rozwijała jego zmysły, pobudzała ciekawość i zabierała na krańce przyjemności. Tęskni za nią, bo od kiedy wyjechała nie może znaleźć nikogo, kto byłby w stanie spełnić jego najśmielsze życzenia.
Rzadko się smuci, a swoją pozytywną energią potrafi zarazić nawet typowych smutasów. Bywa prowokujący, a jego działania nie zawsze mają sens dla postronnych. Oczaruje spojrzeniem, skusi pełnymi wargami, ale jeśli ktoś nie spełnia jego wymagań, spławi tę osobę bez skrupułów. Mimo to potrafi rozmawiać z każdym. Jest typowo towarzyskim człowiekiem, nie potrafiącym przeżyć długo w samotności.
Ale na koniec dnia potrzebuje kogoś, kto po prostu będzie chciał jego. Ze wszystkimi złymi nawykami i nadmierną ekspresją, przejawiającą się w gestykulacji oraz zaraźliwym śmiechem. 



fc: nieznane, randomek z fc
kontakt- gg:39998861, mail: fikcjna.pisze@gmail.com 

19 komentarzy:

  1. [Nie znoszę imienia Hyacinth, bo wydaje mi się pretensjonalne, ale za to uwielbiam motyw nadopiekuńczej matki i sugar mamy, a na dodatek sama choruję na cukrzycę (też od 13 roku życia), dlatego musimy mieć wątek! Chyba że męsko-męskie Ci nie idą, wtedy nie musimy (może pokuszę się o stworzenie jakiejś nauczycielki?).]

    Julek Niezgoda

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć, cześć! Gladstone bardzo przypomina mi moją koleżankę, też chorą na cukrzycę i z zacięciem artystycznym, choć o ile wiem żadna z niej graficiara (spraye są strasznie drogie :d). No, ale dziewczyna jest super, także i tego spodziewam się po twoim chłopaku ;) Życzę masy wątków i jeśli znajdą się chęci, to zapraszam na jeden do mnie.]

    Frida Müller

    OdpowiedzUsuń
  3. [Ja w sumie już też nawet nie wiem, ale jak byłam tutaj poprzednim razem to przez chwilę miałam postać o imieniu Hyacinthe, także wątku nie odpuszczę tak czy inaczej! Artyści są super :D Do tego myślę, że mogliby się całkiem dobrze z Dorianem dogadać. Czy by się lubili, czy nie bardzo to jedna sprawa, obie opcje mi pasują, ale jeśli Hyacinth np. byłby na jakichś zawodach pływackich i stwierdził, że z Doriana dobry obiekt do namalowania, to też byłabym za, a Dory'emu by to na pewno schlebiało i jeśli trzeba by było go długo namawiać to tylko dlatego, że chciałby się trochę podroczyć c;]

    Dorian

    OdpowiedzUsuń
  4. [W sumie Julek też jest trochę skrzywdzony imieniem, bo Juliusz Cezary od Juliusza Cezara. :D Na początku ja również chciałam Julkowi wcisnąć cukrzycę, zawsze mnie to kusi, bo znam chorobę od podszewki, ale uznałam, że oszczędzę mu tej przykrości. I chciałam, żeby robił graffiti, jednak wydał mi się na to zbyt leniwy, haha!
    Osobiście nie mam problemu z pisaniem wątków ani jedno-, ani różnopłciowych, ale zauważyłam, że większość ludzi już na wstępie krzyczy, że np. damsko-damskich niet, dlatego wolałam zapytać.
    Odezwę się na mejla, ale najpewniej dopiero w sobotę. Chyba że Ciebie nagle olśni i coś przyjdzie Ci do głowy (w końcu nasi panowie są w tej samej klasie), to możesz śmiało proponować: nekrobiose@gmail.com.]

    Julek Niezgoda

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć! Jaki cuuudowny artysta! Naprawdę bardzo podoba mi się karta i te wszystkie cudowne szczegóły, które są w niej zawarte. Wprawdzie wątek z sugar mummy zaintrygował mnie chyba najbardziej (XD) to i tak całość, jako historia Hyacintha, wydaje mi się świetna i ciekawa! Po prostu super, najprościej mówiąc C: Przepraszam za zakrycie i życzę mnóstwa dobrej zabawy oraz samych ciekawych wątków. W razie chęci zapraszam do Silasa czy też Loli!]

    Lolanthe i Silas

    OdpowiedzUsuń
  6. [Zdjęcie jest niezwykle absorbujące i szczególnie przyciąga uwagę, naprawdę. I tak idealnie pasuje do artysty! Sama postać też całkiem ciekawa i na pewno niesztampowa. Dużo artystów się nam ostatnio tworzy, chociaż muszę przyznać, że to nawet dobrzy, bo kto inny pokolorowałby nasz szary świat?
    Szkoda, że chłopak ma cukrzycę, ale to nie koniec świata. Współczuję mu hiperbolizacji choroby przez matkę, bo w końcu poza kontrolą jedzenia, w niczym mu to nie przeszkadza... baw się dobrze z kolejną postacią!]

    Cassian Quatermaine & 1/2 administracji

    OdpowiedzUsuń
  7. [Może tak nieśmiało zapytam: czy miałabyś coś przeciwko drugiemu wątkowi z Castielem? Nie ukrywam, że ta postać kompletnie mnie urzekła i wydaje mi się, że łatwiej byłoby go z nim powiązać.]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cześć, dzięki za przemiłe powitanie! ;>
    Myślę, że wieczorem przyjdę do Ciebie z jakimś pomysłem na wątek. Tymczasem mam pytanie: czy imię Twojego bohatera da się jakoś sensownie skrócić?]


    Bill

    OdpowiedzUsuń
  9. [Cześć, czytam kartę i jestem pełna podziwu. Tak pięknie wszystko napisane, a sam bohater wzbudza różne emocje, trudno go zaszufladkować i oznaczyć jedną etykietą, co jest po prostu niesamowite! Jakbyś miała ochotę na wątek to zapraszam do mojego bohatera.]

    tim von der heyden

    OdpowiedzUsuń
  10. [Hej, pisałam do Ciebie maila, ale ciągle dostaje zwrotkę, że jest błędny adres. Pozwolę sobie wkleić tę wiadomość tutaj:

    Cześć, z tej strony mięta od tymianka, w sprawie hiacynta.
    Brzmi to co najmniej jak jakiś szyfr, ale jest w tym coś fajnego!
    Przyznam, że nie mam żadnego konkretnego pomysłu na tę dwójkę, ale wydaje mi się, że może tutaj wyjść... W zasadzie wszystko. Co prawda tymianek się buntuje i jest dość agresywny i nie panuje obecnie nad swoimi emocjami, a tabletki mu pomagają jakoś ogarniać życie... Może właśnie Hiacynthe mógłby być elementem buntu Tima? Albo Twoja postać mogłaby przylapac moja, jak ta próbuje swoich sił w basenie? Mógłby próbować go powstrzymać. A może tymianek w jakiś sposób mógłby stać się muzą Twojej postaci? ;)

    Co do Twojej propozycji. Tymianek był na tamtej imprezie trochę z przypadku, generalnie nie pojawiał się na takowych często, ale odkąd nie pływa to jest na nich, nawet za często. Myślę, że mogłybyśmy to jakoś wszystko połączyć. O ile oczywiście będzie Ci to odpowiadało ;)]

    tim von der heyden

    OdpowiedzUsuń
  11. Przed pamiętną imprezą, na której doszło do bójki i zakończenia jego pływackiej kariery, raczej nie pojawiał się często na takich, sam dobrze nie pamiętał co takiego podkusiło go, aby akurat tamtego wieczoru zaszczycić znajomych ze szkoły swoją obecnością. Tak naprawdę nie mógł nawet tych nastolatków nazwać znajomymi… Ich kontakty ograniczały się w większości do krótkiego „Cześć, jak leci?” i równie krótkiej, zupełnie niezobowiązującej odpowiedzi. Nie pił wtedy również alkoholu, zdarzało się to bardzo sporadycznie. Pech chciał, że wtedy właśnie sięgnął po procentowe napoje, nie spodziewając się w ogóle takiego zakończenia tej długiej nocy. Chciał znaleźć winnego, chciał znaleźć kogoś na kogo mógłby przelać całą swoją nienawiść. Stanąć z tym człowiekiem oko w oko i opowiedzieć mu o wszystkich swoich uczuciach, o złości siedzącej w jego duszy, w dodatku z dnia na dzień powiększającej się coraz bardziej. Zwłaszcza w momentach, gdy jego oczom ukazywał się basen. Woda. Gdy w telewizji wyświetlali relacje z zawodów, nie wspominając już o ciągłym powtarzaniu informacji z letnich igrzysk olimpijskich. Wierzył, że pewnego dnia uda mu się odebrać złoty, olimpijski medal. Przeliczył się. Był za śmiały we własnych marzeniach, biorąc je za pewniak. Teraz musiał sprostać, widząc jak wszystkie jego marzenia odchodzą, a co on miał? Unieruchomiony bark. Blizny po operacji i nienawiść, którą musiał przelać na kogoś. Nie miał jednak takiej możliwości, wybrał więc drugą opcję: zniszczyć siebie, doszczętnie. Tak, aby więcej nie musiało być mu żal.
    W ten sposób zrobił się jednym ze stałych bywalców imprez. Wszystkich. Nie ważne czy znał ludzi, którzy je organizowali, czy znał tam kogokolwiek. Czy były to spotkania w domowym zaciszu czy te w centrum miasta w klubach, z których dobiegała głośna, dudniąca muzyka a kolorowe neony nad wejściami miały przyciągać wzrok kolejnych to ludzi spragnionych zabawy. Tak właśnie znalazł się na imprezie organizowanej przez jakąś dziewczynę ze szkoły. Nie znał jej tak samo, jak połowy o ile nie większej części jej uczestników. Nie przeszkadzało mu to jednak. Najważniejszy bowiem podczas takiego spotkania był alkohol, który sprawiał, że przestawał pamiętać t a m t ą imprezę i dzięki któremu nie czuł tak mocno bólu w ramieniu. Papierosy, które kolejne odpalał prawie jeden od drugiego i muzyka. Nie potrzebował więcej, nie potrzebował nawet kolejnego poranka pamiętać co takiego działo się nocą, to było nieistotne. Kaca leczył tabletkami, na które miał receptę wypisaną na ból swojej ręki i browarem, bo jak mawiało stare porzekadło, najlepiej było leczyć się tym, czym się struło.
    Obudził się przez uciążliwy ból głowy, zwinięty w kulkę nie czuł nawet swojej ręki, dopóki nie otworzył oczu i nie próbował się ruszyć z kanapy, na której do tej pory słodko drzemał. Liczył, że prawomocni właściciele domu nie zdążyli wrócić jeszcze do swojej posiadłości, a on będzie miał szansę na skorzystanie z toalety i wypicie jeszcze, chociażby jednego piwa, tak na dobry początek dnia. Zaraz po skorzystaniu z toalety umył ręce i zimną wodą opłukał sobie twarz licząc, że pomoże mu to chociaż odrobinę w rozbudzeniu się, zamykając za sobą drzwi miał skierować się od razu na parter do kuchni, jednak wycie z jednego z pokoi i wyraźne nawoływanie go, do którego drzwi pozostały uchylone sprawiło, że był zmuszony do spojrzenia tam, chociaż nie. Mógł być chamem i iść po to, czego chciał. Coś jednak sprawiło, że zainteresował się nawoływaniem. Piwo mogło przecież poczekać. Poza tym jednym krzyczącym człowiekiem nie usłyszał innych, konkretnych dźwięków. Liczył na to, że wszyscy jeszcze śpią, a on i tak znajdzie się jako pierwszy przy lodówce.
    - W niezbyt komfortowym położeniu. – mruczał pod nosem słowa, które wypowiedział chłopak. Podszedł do drzwi i pchnął je zdecydowanym ruchem, wchodząc do środka. Spojrzeniem napotykając roznegliżowanego nastolatka, przywiązanego częściami garderoby do łóżka. Na twarzy Timothy’ego pojawiło się wyraźne zmieszanie, a wzrok zaczął błądzić po pomieszczeniu, jakby bał się zerknąć na ofiarę, której miał być wybawcą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cicha, kurwa, wymsknęła się spomiędzy jego warg. Za wszelką cenę starał się nie spoglądać na chłopaka, jednak w końcu złapał z nim kontakt wzrokowy, chociaż bardzo starał się nie. – Weź się zakryj stary, nie mam zamiaru oglądać twojego przyrodzenia. – Dodał szorstko schylając się i rzucając w jego stronę wymiętolony koc, który prawdopodobnie wcześniej znajdował się na łóżku, a raczej celował wprost w jego krocze, by nie musieć dłużej czuć tego cholernego skrępowania, a przecież nie powinien się, aż tak przejmować. Należąc jeszcze do drużyny i wcześniej w szkole sportowej widział niejednokrotnie męskie przyrodzenia, jednak szatnia sportowa a łóżko, odrobinę się różniło. Oparł się zdrowym ramieniem o ścianę szafy i swobodnie już przeniósł spojrzenie na twarz swojego rozmówcy. – Niby co będę miał z tej pomocy, hm? Raczej do niczego mi się nie przydasz. – Mruknął, zagryzając policzek i intensywnie rozważając czy powinien się odwrócić i odejść czy może jednak pomóc chłopakowi. Zamiast jednak zdecydować się na którąś z opcji, sięgnął dłonią do kieszeni po plastikową buteleczkę z której wyjął dwie tabletki i wepchnął sobie do ust, połykając je wraz z nadmiarem śliny.

      Tymianek na stanowisku, bez odbioru!

      Usuń
  12. [Jak zapowiadałam, odezwę się na maila, zapewniam – nadal o tym pamiętam. Nie jestem pewna czy uda mi się to teraz czy dzisiaj, ale w późniejszych godzinach. Wybacz, zwykle w pierwszej kolejności staram się rzucić jak największą ilością odpisów, potem o wiele łatwiej mi się skupić na ustaleniach i poskładać powiązania w spójną całość.]

    C.

    OdpowiedzUsuń
  13. [Ano mają, zgadzam się! :D
    Hmm, nie powiem, Hyacinth to dość skomplikowana postać, trochę taka nieobliczalna, ale to mi się w nim podoba. Fajnie, że mimo choroby jest szczęśliwym człowiekiem :) Ale prawdę mówiąc, nie mam na razie żadnych pomysłów jak połączyć tę dwójkę. Może Hyacinth byłby jedną z niewielu osób, które próbowałyby jej pomóc? W końcu ona pomaga tylu osobom, że nie zwraca uwagi na swoje problemy i sama potrzebuje pomocy.]

    JACQUELINE

    OdpowiedzUsuń
  14. W Dunkin' Donuts znali go już wszyscy. Z uśmiechem odpowiadali na jego dzień dobry, czasami rzucili jakiś komentarz na temat tego, jak dobrze wygląda w mundurze (albo wręcz przeciwnie), a każde zamówienie podpisywali jego imieniem. Ta niska blondynka z mocnymi odrostami, której nazwiska nie pamiętał, zawsze zaokrąglała jego "a" w uroczy sposób. Taka rozpoznawalność sprawiała, że nie potrafił się nie uśmiechać w tym miejscu. Niemal codziennie zatrzymywał się tam na przerwę i kupował prawie dwa kartony pączków. Pół jednego dla niego i Ade, a resztę zostawiał później w głównym biurze, żeby i ci, którzy rzadko wychodzą na zewnątrz mogli zjeść coś słodkiego. Często żartuje, że dzięki temu czuje się jak prawdziwy, amerykański policjant. Brakowało mu tylko okularów przeciwsłonecznych i gęstych wąsów.
    W poniedziałki miał przerwę dłuższą niż zwykle, dlatego zatrzymał się jeszcze na kawę w Starbucksie. Nieśpiesznie popijając espresso, czytał gazetę, którą dostał przy zamówieniu. Nie podobało mu się to, że dziennikarze musieli zawsze na pierwszej stronie snuć swoje domysły, tak jak teraz, "kto właściwie okradł tego największego jubilera w mieście". Nawet nie próbowali się skontaktować z policją, żeby spytać o to jak idzie śledztwo i czy mają już jakieś poszlaki. Zamiast tego woleli działać na własną rękę i mieszać ludziom w głowach jakimiś głupstwami. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że nie wszyscy dziennikarze tacy są, ale akurat ten jeden rodzaj gazety miał to do siebie, że lubili wściubiać nosa tam, gdzie nie powinni. Westchnął cicho i spojrzał na zegarek, sprawdzając, ile czasu wolnego jeszcze mu zostało. Z grymasem wstał od stołu, bo to przecież już za piętnaście siódma, i wyszedł z kawiarni, uprzednio odbierając jeszcze piernikową latte dla Ade. Wolała zostać w samochodzie, bo dostała ważny telefon, ale przed tym poprosiła go o coś do picia. Rozejrzał się po okolicy, wolno zmierzając w kierunku parkingu. Nie spodziewał się jednak, że o tej porze jakiś dzieciak będzie na tyle odważny, by niszczyć ścianę budynku swoimi bazgrołami. Nie zauważył niebieskiego samochodu z napisem police dosłownie 20 metrów od niego? Ukrywając natrętny uśmiech, zaszedł go od tyłu i złapał mocno jedną ręką za ramię tak, by uniemożliwić ewentualną ucieczkę. Nie widziało mu się ganiać za jakimś drobnym delikwentem przez pół miasta, ale też nie chciał narobić mu jakiegoś wstydu.
    - Chyba mamy do pogadania - powiedział, zerkając to na niego to na pomazaną ścianę.

    ten fajny policjant

    OdpowiedzUsuń
  15. [Zapraszamy zatem na posadkę kumpla tego cudownego pana o ślicznym imieniu i urzekającym zdjęciu! Jestem zachwycona kartą i kreacją postaci, więc tym bardziej cieszy mnie perspektywa wspólnego wątku. c:]

    Malva Rowlinson

    OdpowiedzUsuń
  16. [Dziękuję za przywitanie! Cieszę się, że Josie podbija serca :D
    Chcę Hyacintha! Inni Twoi panowie też są fajni, ale on jest po prostu fantastyczny. Uwielbiam takich artystów-wariatów.
    Coś szalonego brzmi cudownie <3 Jakiś dziki projekt artystyczny? Wspólne popalanie trawki w pokoju któregoś z nich? Nocne ucieczki z akademika przez okno?]
    Joseph Anselm

    OdpowiedzUsuń
  17. [Wysłałam zaproszenie na GG ;--)]
    Joseph

    OdpowiedzUsuń