20 czerwca 2017

I never sleep, cause sleep is the cousin of death

declan maynard; dwudziestoletni uczeń iv klasy, sporadycznie uczęszczający na chemię i historię, nałogowo palący papierosy, tkwiący na pozycji napastnika w szkolnej drużynie piłkarskiej
Poobijana twarz i okulary przeciwsłoneczne to jego znaki rozpoznawcze. Knykcie u dłoni wiecznie pokryte strupami, nierozerwalnie kojarzone z jego osobą. Obok milionów na koncie, które w całości należą do ojca, a on jedynie z nich nagminnie korzysta. Znany głównie z tego, że jest znany. Szkolny celebryta, który czerpie ze swojej popularności, ile fabryka daje. Książkowy przykład syna bogatego człowieka, który w nosie ma zasady, tworząc nowe. Wielokrotnie zamykany w areszcie za wszczynanie awantur, jednak nie spędzał w nich dłużej niż 3 godziny. Koledzy w milczeniu go nienawidzą i zazdroszczą, a koleżanki za nim szaleją i zostawiają majtki w jego szafce. Skrzywdzony za dziecka, będący jedynakiem. Upośledzony uczuciowo. Nie zna poprawnej definicji słowa "romantyczność". Problemy z agresją, brak świadomości swojej własnej siły i zawadiacki uśmiech. Spełnia się w piłce nożnej, łapiąc przynajmniej raz w tygodniu żółtą kartę za sfaulowanie kolegi z przeciwnej drużyny. Nie wierzy, że jest w nim choć cząstka dobra. Negatywny bohater z wyboru swojej opowieści. Antybohater bez chęci przemiany.

11 komentarzy:

  1. [Ależ on jest cudowny. <3 Nic produktywnego z siebie nie wyrzucę, ale zachwycam się szczerze i bardzo bym chciała wątek.]

    Jane

    OdpowiedzUsuń
  2. [Przypomina mi Roana XD albo by się zabili, albo zakumplowali. Można sprawdzić :D Myślę, że taka relacja frenemies byłaby ciekawa, także pozostawiam otwartą propozycję ;>]

    Roan

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć ponownie! Dobrej zabawy Ci życzę raz jeszcze. Miałyśmy chyba kiedyś mieć jakiś wątek, jak miałam tutaj żeńską postać, ale... no. Jeżeli męsko-męskie wchodzą w grę to zapraszam! :)]

    Russell, Attan

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak jak wcześniej komentująca fikcyjna, mam wrażenie, że nasze postacie albo się polubią albo będą pałać do siebie nienawiścią. W zasadzie to być może miałabym pomysł na wątek, a raczej relacje pomiędzy naszymi bohaterami. Mianowicie, Tim w zeszłym roku pobił się z kolegą na jednej z imprez. Wydaje mi się, że Twój Declan mógłby nadać się do roli tego kolegi, o ile oczywiście będziesz miała ochotę na wspólne pisanie.

    tim von der heyden

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. (Hej, cześć. :) Skusisz się na jakiś wątek z dreszczykiem? Mam cień pomysłu, ale wymaga konsultacji.)

    nothingetsforgiven@gmail.com

    Huesos Jiménez

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystko w nich narastało. Kłębiło się i kotłowało niczym burza, która dopiero wzbiera na sile, która z każdą kolejną minutą jest coraz większa i wiadomym już było, że za kilka minut coś się stanie. Tak było w ich przypadku. Wybuchło. Wystarczyła mała iskra, by odpalić lont i tylko czekać, jakich szkód narobią.
    I w końcu się stało. Błahostka stała się rzeczą ogromnej kłótni, w której krzyki i wyzwiska grały pierwsze skrzypce. Co z tego, że było już grubo po ciszy nocnej. Co z tego, że większość mieszkańców zapewne już smacznie spało. To im w niczym nie przeszkadzało. Nie przerażała jej nawet wizja przyjścia policji, Ophelia była w pełni świadoma tego, że prędzej czy później ktoś wezwie funkcjonariuszy, by Ci uspokoili tę dwójkę.
    Trzaśnięcie drzwi od mieszkania sprawiło, że chwyciła kubek, który akurat był pod ręką i rzuciła nim o ścianę, by następnie obserwować jak ten rozbija się na drobne kawałki, które to upadają na podłogę. Miała w sobie masę złości, której w żaden sposób nie potrafiła się pozbyć. Zachowanie Declana jeszcze bardziej ją złościło. Chyba dlatego kazała mu wyjść, bo jeśli by tego nie zrobił, pewnie by go zabiła.
    Poczuła się bezsilna w momencie, kiedy Declan wyszedł. Jakby miał gdzieś głęboko to, jak czuła się w tym momencie. Mógł zostać, przeczekać. Mogli sobie wszystko wyjaśnić. Ale on wyszedł, zostawiając ją samą, jak zawsze z resztą. Mimo, że ich uczucie było wielkie, nigdy sobie nie wyjawili jak bardzo im na sobie zależało. Ophelia i Declan byli dwoma osobami, którym ciężko przychodziła rozmowa o uczuciach, ale o też nie przeszkadzał im brak rozmowy o nich i zaznaczaniu na każdym kroku, jak bardzo się kochają. Bo tak naprawdę żadne z nich tego nie wypowiedziało. Nie powiedziało magicznego kocham Cię, i te dwa słowa nie zmieniło między nimi nic.
    ––Ani mi się, kurwa, na oczy nie pokazuj- wymruczała do siebie, kiedy to usiadła na krześle w kuchni i odpaliła papierosa. Summer, jakby wyczuwając to, że kłótnia minęła, weszła niepewnie do pomieszczenia, siadając nieopodal swej właścicielki. Stardlin podrapała suczkę za uchem, wzdychając ciężko pod nosem. Wiedziała, ze to nie koniec. Że zaraz wszystko się posypie. I nie myliła się, kiedy kilka godzin później jej telefon zawibrował, oznajmiając nową wiadomość.
    Numer, który do niej napisał należał do jej dawnego znajomego, z którym to kontakty urwała po swoim wyjeździe do LA. Axel, bo tak się ów życzliwy chłopak nazywał, wysłał jej zdjęcie Declana w obecności z jakąś dziewczyną. Przeklęła po raz kolejny, raz po raz spoglądając na zdęcie. Obściskiwał się z nią, skurwiel jeden. Wyszedł, zostawił ją samą, a teraz znalazł sobie jakąś panienkę. Wykręcając numer do swojego chłopaka, powtarzała sobie w myślach, aby być spokojną i opanowaną, ale ciężko jej było, kiedy Maynard telefonu nie odbierał. A w głowie Stardlin co i rusz pojawiały się głupie scenariusze, które coraz bardziej ją nakręcały, i to nie było dobre.
    O której wrócisz?- Napisała w końcu, chwytając za bluzę Declana. Nakładając ją na ramiona, wsunęła na nogi buty i zatrzaskując drzwi od mieszkania, zeszła przed blok, by odetchnąć świeżym ( jak i również wciągnąć do płuc dym tytoniowy) powietrzem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mruknęła przekleństwo pod nosem, jakby chciała rzucić zaklęcie, kiedy nie otrzymała wiadomości zwrotnej. Wkurwiało ją to, jak Declan potrafi się od wszystkiego odciąć. Najgorsze w tej dwójce było to, że potrafili wszystko rzucić i pójść w swoją stronę, ale po jakimś czasie czuli, że czegoś im brakuje. Spokojne dni były nudne, takie nieznane. Kiedy się kłócili, wszystko jakby wskakiwało na swoje miejsce, jakby wiedzieli, że do tego są stworzeni, a ich związek nie potrafi funkcjonować inaczej. Bo oni chyba nie potrafili inaczej. Nie kłócąc się, nie wyrzucając sobie wszystkiego prosto w twarz i nie wyzywając, nie byli by sobą. Ich związek w pewien sposób był toksyczny, ale żadne tego nie przyznało. Pasował im taki układ, nie widzieli dla siebie innego wyjścia.
    Raz jeszcze spojrzała na to cholerne zdjęcie, raz jeszcze poczuła, jak złość wręcz zaczyna nią sterować. Miała ochotę znaleźć Declana, zwyzywać go i na odchodne walnąć w twarz, bo czemu by nie. Jak on śmiał ? W głowie Ophelii zaczął się rodzin szatański plan, że ona jeszcze się na nim odegra. Też pójdzie na imprezę, też wyrwie jakiegoś naiwniaka i pokaże mu, jakie to cholernie fajne uczucie, kiedy zalewa cię złość.
    Gdy tylko ujrzała chłopaka w oddali, wiedziała, że nie jest trzeźwy. Znała go na tyle dobrze, że wystarczyło szybkie spojrzenie, by stwierdził, że wlał w siebie dużo alkoholu. Ale nie miała zamiaru się odzywać. Nie, bo wiedziała, że jeśli to zrobi, to znowu między nimi wszystko wybuchnie. Spojrzała na Declana, unosząc w górę jedną brew. Jego uśmiech i może robił wrażenie, ale teraz bardziej ją denerwował, niż w jakiś sposób podniecał . Podeszła do niego, stanęła lekko na palcach i niespiesznie musnęła jego usta. Wyczuła mieszankę alkoholu i fajek, co było dla niego dość typowe. Chciała się na nim zemścić. Zrobić mu na złość. Rozbudzić go, by potem porzucić i nie czuć przy tym ani trochę winy.
    -Czekałam na Ciebie- odpowiedziała po chwili, uśmiechając się przy tym. Ale to nie był zwykły uśmiech. Kryła się w nim złość, a w oczach pojawiły się niebezpieczne iskierki. Declan powinien wiedzieć, że to nie wróży nic dobrego. Ophelia nie miała w zwyczaju tak szybko zapominać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Alkohol spowolnił Declana do tego stopnia, że Ophelia aż zaśmiała się sarkastycznie w duchu. Biedny, nie wiedział, że już za chwilę ponownie rozpęta się prawdziwe piekło na ziemi, a ona sama zacznie zachowywać się jak prawdziwy diabeł. Czy też diablica.
    Aż ją świeżbiła ręka, żeby nie uderzyć go, nie zmazać mu z ust tego perfidnego uśmieszku, którym to karmił większość, jak nie wszystkie naiwne dziewczyny, które odważyły się na niego spojrzeć. Nie żeby była zaborcza, czy coś w tym stylu, ale nie lubiła oglądać inych dziewczyn przy jego boku. Niektóre jednak nie wiedziały, bądź były po prostu głupie, i mizdżyły się do niego ile wlezie, w czasie gdy Ophelia spoglądała na to wszystko, a potem był płacz i szarpanie za włosy, bo pannie Stardlin nerwy puściły i ucierpiała na tym jakaś biedna dziewczyna.
    -Pewnie jeszcze z butelką wina, w skąpej bieliźnie i z ogromną ochotą- odpowiedziała, nie mogąc powstrzymać sarkazmu, który wdarł się w tą odpowiedź. Po prostu nad tym nie panowała, to przychodziło sama. Taka już była. Cholernie sarkastyczna i złośliwa.
    Po raz kolejny uśmiechnęła się złośliwie. Och tak, niech pójdą na górę. Niech tylko się tam, do cholery, znajdą. Już ona mu pokaże.
    Chwyciła Declana za rękę, ciągnąc za sobą. Była wściekła. Wściekłość w niej wręcz wrzała. A on jeszcze bardziej ją wkurwiał. Jak tylko pomyślała sobie, że jeszcze przed chwilą obejmował jakąś małolatę, miała ochotę zrzucić go ze schodów.
    -Powiedz mi, kochanie, dobrze się bawiłeś w barze?- zagadała w końcu, kiedy to znaleźli się nieopodal mieszkania. Zrobiła jeszcze kilka kroków, nacisnęła zimną klamkę i weszła w głąb korytarza. Ruszyła bez słowa w stronę sypialni, gdzie to zrzuciła bluzę należącą do Declana, po czym ponownie pojawiła się przed jego oczami.
    -Chodź do mnie- mruknęła zachęcająco w jego stronę, opierając się plecami o chłodną ścianę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiedziała, co zrobić, żeby Declan wręcz oszalał. Znała go zbyt długo, wystarczyło jedno jej spojrzenie, żeby zobaczyć czy Maynard jest zły, wściekły czy po prostu czymś znudzony. Wiedziała też, że być może nie zrobił tego specjalnie, nie obściskiwał się z tą laską. Po prostu za dużo wypił, alkohol wziął górę, myślenie się wyłączyło. Ale sam fakt. Najbardziej Ophelię bolał sam fakt, że mógł tak łatwo o niej zapomnieć.
    -Ubóstwiasz- mruknęła, nie odsuwając się od niego na krok. Jeszcze nie. Chciała sprawić, żeby w jego głowie zagościł chaos. Żeby zaczął w końcu myśleć, co też złego zrobił. Dała się pocałować. Pozwoliła, by błądził rękami po jej ciele. I może jej się to podobało, ale złość nadal dawała o sobie znać.
    W końcu, niewiele myśląc, chwyciła podbródek Declana i spojrzała prosto w oczy. Wzrok miał nieco przymglony, po ustach błąkał się ten jego znany uśmieszek. Ophelia pokręciła głową, krzywo się przy tym uśmiechając.
    -Pokażę Ci coś- powiedziała, wyciągając z kieszeni dresowych spodni swój telefon. Odblokowała go, szybko weszła w wiadomości i już po chwili odwróciła ekran w stronę Declana, żeby mógł się przyjżeć zdjęciu, jakie dostała.
    -Fajna jest, nie? Naiwna małolata, która chodzi do naszej szkoły. Jutro pewnie będzie opowiadać swoim równie gówniany przyjaciółką, że się z Tobą obściskiwała. Że sam Declan Maynard zwrócił na nią swoją cholerną uwagę- powiedziała, po czym odepchnęła chłopaka od siebie, ruszając w stronę kanapy. Ale to nie pomogło. Już w kilka następnych minutach znalazła się w sypialni. Wyciągnęła wszystkie jego ubrania, jakie tylko wpadły jej w ręce. Widziała minę Declana. Chyba powoli zaczęło do niego dochodzić, co się dzieje.
    -Zapomniałeś, kochanie, że ja zawsze wszystkiego się dowiem-powiedziała ze złośliwym uśmiechem, by następnie otworzć okno.
    -Zastanawia mnie tylko jedno. Po co wróciłeś, jak wyglądało, że dobrze się bawisz?- zapytała, wyrzucając za okno kilka pierwszych ciuchów.
    Cóż, iście dramatyczny gest.

    OdpowiedzUsuń
  11. Declan chyba zdążył przez ten cały rok zapomnieć, że przed Ophelią nic się nie ukryje. Stardlin miała oczy dosłownie wszędzie i z łatwością dowiadywała się wszystkiego. Nic się przed nią nie ukryło. Zapomniał, ze znajomi jego dziewczyny byli dosłownie wszędzie. Rozsiani po całym mieście, zawsze gdy widzieli coś (lub w tym przypadku kogo), kto był związany z Ophelią, o wszystkim jej mówili. Nieważne, że z większością nie utrzymywała już kontaktów, bo tak sama zapragnęła. Zawsze jakaś lojalność była.
    -Zamknij się lepiej, bo pogarszasz swoją cholerną sytuację, Maynard!- warknęła w jego stonę, kiedy to w końcu chłopak odzyskał świadomość, wróciły mu wszystkie zmysły, a szok, który wywołało zachowanie Ophelii w końcu minął.
    Zaczynanie zdania od słów to nie tak jak myślisz, było najgorszym pomysłem na jaki wpadł Declan. Jakby te słowa jeszcze bardziej rozjuszyły Ophelię, podsycając ogień złości, który i tak już doć mocno w niej płonął. Rzuciła mu wściekłe spojrzenie po raz kolejny tego wieczoru, po czym stanęła, nie spuszczając z niego wzroku.
    -Wytłumaczyć ? Niby jak ? Nagle stałeś się tak dobrą osobą, że odprowadzasz pijane dziewczyny z własnej, nieprzymuszonej woli i nic za to nie chcesz? Pieprzenie, Declan. Oboje wiemy, jaki jesteś.
    Podeszła do niego, przechylając głowę lekko w bok, po czym uśmiechnęła się ironicznie, całkiem w jej stylu. Wiedział dokładnie, jaka była prawda. Była w stanie uwierzyć temu cholernemu zdjęciu, niż jemu w tej chwili.
    -Wiesz dokładnie, jak jest. Ciężko wierzyć takiej osobie jak Ty- powiedziała po dłuższej chwili, robiąc krok w tył.

    OdpowiedzUsuń