22 czerwca 2017

                                                                           właśc. Huesos Ortega de la Torre
klasa IV  heterochromia punktowa prawego oka  córka mafijnego dona  biseksualna rzucona na drugi kontynent z plikiem fałszywych dokumentów w dłoni i pokaźną sumą na koncie nie mówi najlepiej po angielsku, ale szybko i chętnie się uczy hiszpańsko-włoskie korzenie - ojciec Włoch, matka Iberyjka niestabilny charakter spuścizną dwóch najgorętszych temperamentów po drugiej stronie kuli ziemskiej rozszerza hiszpański, włoski i ekonomię  nowa w szkole kickboxing i siłownia  miłośniczka wszystkiego co szybkie brawurowy kierowca  w samochodzie trzyma broń, za to ulubioną szminkę ma zawsze przy sobie  penthouse z rozległym tarasem i niewielkim basenem godzinę drogi od szkoły grupa taneczna  woli uciekać w ruch i wysiłek, niżeli ogłupiające używki na karku wytatuowała sobie głowę byka, który owija jej szyję rogami nad lewym rogiem widnieje napis la famiglia, nad prawym natomiast avere la forza, co znaczy "family have the strenght"
Kiedy się urodziłaś, ważyłaś zaledwie 1200 gramów i mieściłaś się cała na męskiej dłoni. Nikt nie podejrzewał, że przeżyjesz poród w szóstym miesiącu. Ojciec, który trzymał w garści całe północne Włochy dopilnował jednak, by doglądali Cię specjaliści w najlepszych szpitalach w kraju, a gdy było trzeba, razem z matką zabrali Cię do Stanów, gdzie udało Ci się wykształcić płuca. Tak silne i zdrowe płuca, że płaczliwym wyciem przekrzyczałaś trzech braci - żaden z nich nie był bowiem tak głośnym niemowlakiem, a przynajmniej taka opinia utarła się w rodzinie, bo sama nie masz przecież prawa tego pamiętać.
Mimo to zawsze byłaś traktowana jak najsłabsze ogniwo, które trzeba obstawić grubym murem i bezustannie chronić. Ojciec długo wahał się, nim wyłożył Ci tajniki rodzinnego biznesu, a zrobił to tylko dlatego, że po matce odziedziczyłaś nie tylko zapierającą dech w piersiach urodę, ale także zaciętość i upór. Nie miałaś pojęcia, na co tak właściwie zamierzasz się porwać, ale pragnęłaś aprobaty męskiej części rodziny, więc nie dawałaś za wygraną. W wieku lat dwunastu chwyciłaś do ręki broń, trzy lata później po raz pierwszy odebrałaś życie. Źle po tym spałaś, ale szybko nauczyłaś się, że to nieodłączny element codzienności, Twojej codzienności, w której możesz zabić lub zostać zabita. Przeżyłaś, stąpając po trupach wrogów, bo wola przetrwania grała w Tobie głośniej niż wyrzuty sumienia. Żyłaś w cieniu braci i zażarcie walczyłaś z nimi o względy głowy rodziny, nie ustępując absolutnie w niczym. Gabaryt siły nadrabiałaś zręcznością, sprytem i tym niemożliwym do wykreślenia z pamięci spojrzeniem, którym paraliżowałaś potencjalne ofiary, uprzednio zwabiwszy je odpowiednimi podrygami kobiecej natury. Si, w wieku lat siedemnastu byłaś już kobietą i każdy, kto miał okazję poddać się Twoim wdziękom, nie mógł temu zaprzeczyć. Kiedy wychodziłaś w teren, Twoje ciało przechodziło nadzwyczajną metamorfozę. Zmieniały się Twoje oczy, Twój wygląd, a nawet Twój głos. Sprawiałaś wrażenie dzikiej pantery, która właśnie wypuściła się na połów. Poświadczała o tym naturalna sprężystość Twojej sylwetki, gibkość kroków, miękko przesuwające się biodra i niezachwiana śmiałość. Nie bałaś się, bo w przeciwieństwie do dzikiego kota nie byłaś sama - ktoś zawsze pilnował Ci pleców. Byłaś zwiastunem niebezpieczeństwa, przepowiednią wiszącego nad karkiem wyroku i każdy, kto miał na tyle oleju w głowie wiedział, że to jego pierwsze i ostatnie ostrzeżenie.
Teraz jesteś tutaj, tysiące kilometrów od bliskich i choć w teorii nie zaszły w Tobie żadne zmiany, nie jesteś już taka pewna siebie. Przyzwyczaiłaś się do wygodnej pracy zespołowej, posiadania swoistego koła ratunkowego pod postacią snajpera pilnującego przebiegu transakcji, do myśli, że możesz na kimś polegać, więc z dala od rodziny czujesz się tak, jakby to nad Tobą wisiał celownik. Wiesz, że role się odwróciły, że zostałaś zwierzyną i nie masz przy sobie nikogo, kto mógłby Ci pomóc. Możesz liczyć tylko na siebie, oglądać się sobie przez ramię i ważyć słowa, jakie padają z Twoich ust. Jesteś niby ta sama, ale zupełnie inna - bardziej czujna i roztropna. Nie dajesz się sprowokować, nie atakujesz pierwsza, a pazury i dziką iskrę w oku pokazujesz już tylko w zaciszu sypialni. Na co dzień trzymasz się z boku, nie wchodząc między ludzi i nie szukając z nimi zwady. Uśmiechasz się uprzejmie do nauczycieli, uczysz przeciętnie, na korytarzu nie pobłażasz nikomu i nie masz znajomych, bo wiesz z doświadczenia, że to najbardziej zdradliwa masa pod słońcem i znacznie bezpieczniej jest obracać się wyłącznie w swoim własnym towarzystwie. W Twoim przypadku samotność to konieczna profilaktyka, a nie forma niedostosowania społecznego. Nie masz problemu z nawiązywaniem kontaktów, jednak utrzymanie ich na względnie akceptowalnym poziomie wymaga od Ciebie drobnej fatygi, której nie zawsze się podejmujesz ze względu na całokształt sytuacji, w jakiej przyszło Ci się znaleźć.
Chwile, kiedy stoisz na tarasie, oparta o barierkę i z trzydziestego piętra przyglądasz się miastu, nie są takie złe. Palisz elektronicznego papierosa, roztaczając wokół siebie słodką woń wanilii, którą tylko czasem substytuujesz kakaowcem, czy migdałami. Nie bez powodu wszystkie Twoje ubrania są tym przesiąknięte, nawet po dwukrotnym praniu - sprawdziłaś. Nie to, żeby jakoś okropnie Ci to przeszkadzało. Wystarczy, że dobierzesz do tego jakieś delikatnie piżmowe perfumy, którymi nie udławisz się ani Ty, ani otaczający Cię ludzie. W rezultacie zawsze ciągniesz za sobą słodki, subtelny zapach, w którym nie tylko czujesz się komfortowo, ale i zwracasz uwagę obu płci. W gruncie rzeczy nie potrzebujesz jej. Po prostu lubisz, gdy do Ciebie przylega - jak przystało na przedstawicielkę niewieściego rodu masz w sobie coś z mitologicznego Narcyza, tę niegroźną cząstkę próżności. Nie pozwalasz jednak rozrosnąć się temu do patologicznych rozmiarów, bo doskonale wiesz, że jesteś wyłącznie człowiekiem i podlegasz prawom matki natury. Ładna buzia nie jest zasługą Twoją, tylko szczęśliwego splotu genów, na który nie miałaś żadnego wpływu, dlatego szczerze bawi Cię postawa dziewcząt, którym wydaje się, że udana powierzchowność wynosi je ponad innych, zupełnie jakby ten fart kwalifikował je do innego, lepszego gatunku.
Cechuje Cię umiłowanie do wolności, dlatego nie poświęcasz swobody, by wyglądać jak chodzący tysiąc dolarów, czym od zawsze zawodziłaś matkę, okoliczną ikonę pożądania. Nie nosisz na sobie tony kosmetyków i nie wciskasz w seksowne łaszki - nie sądzisz, by były Ci teraz potrzebne. Nie jesteś już częścią idealnie zintegrowanego planu ani śliczną przynętą wabiącą w pułapkę, więc zdecydowanie zadowala Cię tusz do rzęs jeansy oraz koszule, w których wręcz toniesz i które maskują Twój jedyny prawdziwy kompleks - naprawdę drobne piersi. Po powrocie ze szkoły zrzucasz z siebie ubrania i w samej bieliźnie tańczysz do Ricky'ego Martina albo ćwiczysz taniec bioder Shakiry. Nie ukrywasz, że to właśnie oni są Twoimi idolami, nawet jeśli tutaj, w Chicago, nie są już tak popularni. Jakby tego było mało, sypiasz jedynie nago, bowiem grzechem byłoby odbierać sobie bezpośredni kontakt z satynową pościelą. Uwielbiasz, gdy oblewa Cię niczym druga skóra, pieszcząc Twoje ciało dotykiem aksamitu i naiwnie sądzisz, że żaden inny dotyk nie mógłby się temu równać. Może dlatego, że nie miałaś jeszcze okazji oddać się tym właściwym dłoniom.
Wbrew temu jakaś część Ciebie nie znosi odosobnienia. Nie jesteś z tym oswojona; prawda jest taka, że zwyczajnie nie potrafisz być sama, dlatego przygarniasz z ulicy kocie znajdy, by na nie przelać resztki ciepłych uczuć, które jeszcze w Tobie siedzą. Regularnie zabierasz je na wieczorne przejażdżki po mieście i nawet sen zdaje się przychodzić łatwiej, odkąd łóżko grzeje więcej niż jedno ciało, palce topią się w miękkim futrze, a pomieszczenie obiega ciche, synchroniczne mruczenie. Słyszysz je, wchłaniasz i czujesz się po prostu lepiej, bo wiesz, że możesz im się zwierzyć, a one, nawet gdyby chciały, nigdy nie zdradzą Twoich tajemnic. Są tylko kotami i ich milczenie w pełni Cię zadowala. Mimo, że nie mówią, skutecznie wypełniają dziurę w Twoim sercu, nadając życiu barw. Masz o kogo się troszczyć, a mieszkanie nie jest już puste - zwierzaki każdego wieczora czekają na Ciebie pod drzwiami, witając głośnym miauczeniem i natarczywie ocierając o Twoje nogi. Wtedy znów czujesz się potrzebna i to Ci wystarcza. Tak jest dobrze, czyż nie?


Cześć, hej i czołem, już tu byłyśmy. Jeśli udało Ci się przez to przebrnąć, masz mój szacunek. Imię i nazwisko kryją dwa zdjęcia,
w ogóle cała karta jest nimi wypchana. Może kiedyś pojawią się powiązania. Chętnie napiszemy jakiś damsko-damski wątek, który sięga dalej niż przyjaźń. 
Do oddania w dobre rączki mam pana, który z polecenia jej ojca będzie miał ją na oku, a ona nie będzie zdawać sobie z tego sprawy, przynajmniej na początku. Po więcej informacji zapraszam na nothingetsforgiven@gmail.com. Nasłuchałam się już na temat tej postaci, ale może znajdzie się ktoś, kto jednak ją polubi. 

14 komentarzy:

  1. [Wow. Przeczytałam i podziwiam. Huesos jest po prostu cudowna! Za chwilę zbiorę szczękę z podłogi i spróbuję zaproponować jakiś wątek.]

    tim von der heyden

    OdpowiedzUsuń
  2. [Myślę, że mogliby być partnerami w zbrodni. A tak poważnie to ja się piszę na wszystko, nadal mam szczękę na ziemi niestety i brak pomysłów, moja twórczość leży i płacze, bo chcę wątek z tą panią, ale nie chce byle czego, stąd poczucie presji i wolne myślenie. :(]

    tim von der heyden

    OdpowiedzUsuń
  3. [Lexi już nie mam, ale z kimś innym z mojej paczki można by wymyślić :D Wiesz, gdzie mnie znaleźć ;>]

    OdpowiedzUsuń
  4. [O, cześć Kochanie ♥]

    już tylko Staś.

    OdpowiedzUsuń
  5. [Wiszę Ci wątek życia, bo zalegasz z odpisem! Cześć i tutaj, dziękujemy za powitanie i natychmiast myślimy nad czymś do popisania.
    Huesos na crusha jak znalazł, choć to moje biedne dziecię chyba będzie miało świadomość, że to nie ta liga, bo to pierdoła jednak. A temperamentu Twojej panienki to on by chętnie posmakował, o tak. Szczególnie, że oboje sypiają nago xp
    Może skoro Huesos jest nowa w szkole, Gaspard przyjmie sobie za punkt honoru niejako wprowadzić ją w nowe otoczenie? Ona w końcu będzie miała go dość i spróbuje go w jakiś sposób do siebie zniechęcić - szminką, bronią w samochodzie, brawurową przejażdżką, whatever. I potem pomyślimy dalej. Co Ty na to? Chodzą Ci po głowie jakieś pomysły? c:]

    Gaspard

    OdpowiedzUsuń
  6. [Ty wiesz, co ja o tej Pani myślę. Jest cudowna, no, cudowna. Gdybyś miała ochotę na jakiś wątek, to śmiało. :D I baw się jak najdłużej, bo jest świetna, no!]

    Cassian Quatermaine

    OdpowiedzUsuń
  7. [Jej, dziękujemy! Jest nam z Malvą bardzo miło. I, oczywiście, chętnie przyjmiemy Twoją panią jako tą osóbkę od relacji cielesnych. Tylko jakbyś to widziała? c:]

    Malva Rowlinson

    OdpowiedzUsuń
  8. [Faktycznie może być ciężko ich połączyć, bo to dwa zupełnie różne charaktery, w dodatku Huesos jest o rok wyżej. Ale bardzo podoba mi się jej mafijne pochodzenie (: Jeśli coś przyszłoby mi do głowy to przyjdę pod kartę i dzięki za powitanie]
    Willie

    OdpowiedzUsuń
  9. (Niebezpieczną masz tą kobietkę i w ogóle, mafia... same delicje :D Oczywiście na wątek jestem chętna i oczywiście zacznę, ale to juz jutro na pewno, bo karta wyprała mi całą wenę ;)
    Dorian

    OdpowiedzUsuń
  10. (Ojej, w sumie racja. Przydałaby się burza mózgów, jakiś głębszy pomysł, by wątek nie skończył się za szybko. Tak szczerze powiedziawszy miałam w planach zaczac i dalej na spontanie, ale Twój pomysł jest lepszy. Napiszę Ci jutro wiadomość na poczcie :))

    OdpowiedzUsuń
  11. ( A co to za gorący, hiszpański temperament! Aż czuje pod opuszkami palców te bijące od niej onieśmielające ciepło :) Odmówienie wątku to jak grzech, więc zapraszam na maila: whitetaker1010@gmail.com )
    Taylor R.

    OdpowiedzUsuń
  12. Cassian, zważywszy na świadomość własnej wartości i zdecydowanie prawidłowo działający osąd, doskonale wiedział na czym stoi i w jakim świetle widują go ludzie. Z zewnątrz dżentelmeński, dystyngowany mężczyzna, zawsze gotowy do otwarcia drzwi, czy ucałowania kobiecej dłoni. Skryta pod maską pozorów dusza, porównywalna z czystym, niezmąconym złem, kłębiącym się wśród demonicznych istot. Łatwo było go jednak przejrzeć, a on nieszczególnie starał się ukrywać; co inteligentniejsi od razu widzieli to całe zepsucie, zamiłowanie do kontrolowania i budzący strach autorytet. W końcu, krążyły o nim naprawdę różne historie; a to kogoś zgwałcił, a to kogoś upił lub pobił. Z jednej strony, zdarzenia te były bardzo prawdopodobne; wystarczyło zagłębić się w niepokojący uśmiech, jaki często ubierał na twarz, by obedrzeć go z wszystkich masek. Patrząc szerzej jednak, te sposoby wydawały się cholernie prymitywne, nieeleganckie i pozbawione typowego smaku. Quatermaine nie lubił brudzić sobie rąk i nie dlatego, że jego siła była jedynie pozorem. Po prostu, wolał innego rodzaju tortury. Obiekt jego fascynacji od zawsze stanowił ludzki strach. Karmił się nim, sycił zmysły, pobudzał i rozprzestrzeniał w ofierze, oczami wyobraźni widząc, jak drżenie bojaźni roznosi się po wiotkim ciele, zupełnie pozbawionym oparcia w rzeczywistości. Cassian wiedział jak wielką słabość stanowił ludzki lęk; wystarczyło odpowiednio go nakarmić, podburzyć, użyźnić. To właśnie strach stanowił piętę Achillesa ludzkiego istnienia — odbierał pewność siebie, zamykał w umysłowej klatce, pozbawiał motywacji do działania i sprawiał, że ludzie bali się podążania naprzód. Bali się postawić kolejny krok, w obawie o to, że grunt osypie im się spod stóp. Najgorszy jednak był lęk urojony; ten kreowany przez ludzi, wyimaginowany przez słabe jednostki; sukcesywnie budowany przed napływ słów i zapachów, które pomagały mu przybrać materialną formę. Potwory spod łóżka były bowiem niczym wobec tych wykreowanych przez samego człowieka. Podobno człowiek najbardziej powinien bać się drugiego człowieka; Cassian uważał jednak, że człowiek najbardziej powinien lękać się własnego umysłu, bo to on najcwaniej potrafił go oszukać, ograbić z marzeń, przybić do muru i do reszty zniewolić w sobie. A lęki miał każdy, niezależnie od wiary, wyglądu, czy pochodzenia. Każdy miał coś, co dało się nakarmić, obudzić, wypuścić. I Cassian kochał korzystać z tego przywileju, patrząc jak bezwiedne ofiary miotają się we własnym umyśle. Jak stopniowo tracą kontakt z rzeczywistością, zamykają w klatce, którą w dodatku sami sobie wykreowali. Było to na swój sposób zabawne. Jeszcze bardziej zabawne od nałogowców, którzy zapadali się w sobie przez narkotyki; ich upadek nie był tak ciekawy jak ten psychiczny, występujący u ludzi, których po prostu stopniowo zabijał własny umysł. 
    Rzadko zdarzały się też persony, który odważyłyby mu się przeciwstawić. Z reguły nie wchodzili mu w drogę, unikali jak ognia, odwracali twarze i obawiali choćby namiastki kontaktu wzrokowego. Oczy ponoć są zwierciadłem duszy; czy bali się, że ich marna dusza zostanie odkryta? Obleczeni w swoje lęki, wiszące jak łańcuchy z ich ograniczonych ciał, sprawiali wrażenie odwiecznych więźniów, odbywających pokutę we własnej, uplastycznionej rzeczywistości, której nikt inny nie mógł dosięgnąć. I choć Quatermaine nie słyszał brzęczenia łańcuchów, nie widział zakrwawionych od uderzeń w niezniszczalny mur kłykci, doskonale wiedział, że to nie ułuda. Człowiek był po prostu złożonym mechanizmem, wprawionym w ruch dzięki emocjom; a emocje oprócz ekspresji i zrozumienia, mogły dać też człowiekowi zgubę. Zgubę, którą Cassian oglądałby z wypiekami na policzkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego losowe zdarzenie, które spotkało go losowego dnia o losowej godzinie, wybiło go z rytmu życia. Dziewczyna, na oko z czwartej klasy, o smukłej sylwetce dzikiej kotki i długich, brązowych włosach. Twarzy nie zdążył dostrzec, bo wyraźnie się śpiesząc, minęła go na korytarzu; podejrzanie blisko; trącając łokciem. I nawet się nie odwróciła, więc nie miał okazji dostrzec, czy choćby wiedziała z kim ma do czynienia.
      Nie widział jej wcześniej; mniemał przynajmniej, że na pewno zapamiętałby takie ciało. Wydedukował więc, że jest nowa. Nie była to dedukcja wysokich lotów, więc nie miał się czym szczycić; kolejne, pobieżne obserwacje jej zachowań, wyraźnie dały mu znać, że nie jest tylko małą, spłoszoną kotką — posądzenie jej o brak odwagi było niczym świętokradztwo, a on stosunkowo szybko odczuł potrzebę przekonania się o tym, jak imało się to do rzeczywistości. Nie był typem nachalnego, wypełnionego testosteronem faceta, który rwał się do każdej panny o krągłym tyłku. Tu nie o to chodziło — chciał dowiedzieć się, czy znajdzie się w tej szkole ktoś o równie ciekawym upodobaniu do żywienia się lękiem. W końcu... swój swojego pozna. Musiał się jednak przekonać.
      Dopadł ją któregoś dnia na siłowni. Pora była już późna, a siłownia czynna jeszcze parę minut — ludzi było więc niewiele; tylko tu i ówdzie przemykał jakiś zmęczony siłacz, dążący pod prysznic, byleby szybko się wypłukać. Dlatego dostrzegł okazję i postanowił ją uchwycić. Bo czy będzie lepszy moment, by sprawdzić swoje przypuszczenia?
      Oparł się o maszynę do ćwiczeń, lustrując ją spojrzeniem niebieskich oczu. Nie było w tym nic prymitywnego, ani bezczelnego, więc nie mogła zarzucić mu interesowności tylko w jednym aspekcie kontaktów damsko-męskich. 
      — Jesteś nowa w szkole, prawda? — zapytał ochryple bez żadnych ogródek, nie mając zamiaru bawić się w grzeczności. Nie chciał jednak też zdradzać swoich zamiarów; skoro miał pozornie czyste konto, bo jak wywnioskował, nie miała pojęcia kim był. Mógł więc zacząć od zera, sprawiając wrażenie normalnego faceta, który wcale nie chce poznać jej psychicznych odchyleń. O ile w ogóle były, a on się nie mylił.
      — Nie widziałem Cię tu wcześniej — dodał, nie dając jej dojść do głosu. Gdy podniosła wzrok, od razu dostrzegł wyjątkowość jej tęczówek, mocniej utwierdzając się w przekonaniu, że nawet mimo marnej pamięci do twarzy, takiej nie zdołałby przeoczyć, gdyby kiedyś już stanął z nią oko w oko. 
      — Piękne oczy. Skąd Cię do nas przyniosło? Hiszpania czy Włochy? — uśmiechnął się, a póki co w jego uśmiechu jeszcze nie było nic niepokojącego.
      Jeszcze.

      Cassian  

      Usuń
  13. [O ,dzień dobry. Ja to chyba panią skądś kojarzę ;) Powodzenia na blogu i tym razem nie uciekaj, bo szkoda takiej fajnego pomysłu na postać!]

    Priscilla // Charlie // Daniel

    OdpowiedzUsuń