12 czerwca 2017

Finding Dory



Dorian Dory Darcy
  III klasa // 19 lat // kapitan drużyny pływackiej // geografia i francuski // powiązania
Jako ten środkowy z trójki utalentowanego rodzeństwa, już od najmłodszych lat musiał pracować na uwagę rodziców podwójnie ciężko. Szczególnie, gdy dość wcześnie okazało się, że nie jest utalentowany plastycznie jak młodsza siostra ani matematycznie jak starszy brat. Musiał znaleźć coś swojego, lepszego. Wypadło na pływanie. W końcu zawsze uwielbiał wypady na basen, a gdy wyjeżdżali na plażę, jego stopy rzadko kiedy w ogóle dotykały gorącego piasku. Był w wodzie jeszcze zanim krem z filtrem zdążył wchłonąć się w jego skórę, przez co jako jedyny z rodziny po wakacjach wracał do szkoły czerwony, a nie ładnie opalony.
Miłość do pływania nigdy mu nie przeszła, choć z czasem trochę się zmieniła. Teraz nie zauważa już nawet, że woda kolońska nie do końca maskuje zapach chloru, nie przeszkadzają mu też przesuszone, albo wręcz przeciwnie, wiecznie wilgotne od chlorowanej wody włosy. Jego budzik nie dzwoni przed piątą rano tylko w jeden weekend każdego miesiąca, kiedy to robi sobie wolne od pływania.
No chyba, że trenuje do zawodów – wtedy mógłby równie dobrze po prostu zamieszkać na basenie. Jest świadomy, że to treningi zapewniają mu uznanie rodziców i nauczycieli, że dzięki nim ma to coś, w czym jest naprawdę dobry. Gdyby nie one, nie wiedziałby, jak cudownie jest stać na podium z trofeum w dłoni i czuć, że te godziny, tygodnie, miesiące, a może i lata spędzone w basenie się opłaciły.
Pomimo tego, że rygorystyczne treningi bezsprzecznie nauczyły go odpowiedzialności, wciąż zdarza mu się odpuścić sobie wieczór w wodzie na rzecz dobrej domówki, jest w końcu tylko człowiekiem. Do tego dziewiętnastoletnim, rozrywkowym człowiekiem, który jak każdy musi się czasem wyszaleć.
Na samym początku miał problem z dopasowaniem się do kolegów z drużyny i w ogóle szkoły, być może przez to, z jaką łatwością w odpowiedzi na opowieści o miłosnych podbojach znajomych przychodziło mu wspominanie o własnych randkach z chłopakami. Był jednak wystarczająco pewny siebie i ambitny, aby w końcu zasłużyć na ich sympatię i uznanie oraz ewentualnie zagarnąć dla siebie tytuł kapitana. To, że zawsze umiejętnie kierował dziewczyny, które próbowały wcisnąć mu swój numer do swoich wolnych, zainteresowanych kolegów też mogło mieć z tym coś wspólnego, ale najważniejsze, że się udało.
Szybko się zaaklimatyzował i teraz każdy chce, żeby wiecznie zajęty Dorian Darcy rozkręcił właśnie jego domówkę. Bo chociaż na pierwszy rzut oka może wydawać się jedynie spiętym sportowcem, okazuje się, że już po dwóch drinkach zostanie twoim najlepszym przyjacielem. Albo nawet więcej niż przyjacielem.


ODAUTORSKO


19 komentarzy:

  1. [No cześć! Jaki on sympatyczny i kochany c:
    I do tego pan Darcy! Życzę mu złota na olimpiadzie. Jaby pojawiły się chęci na wątek to zapraszam, choć przyznam, że nie bardzo wiem jak połączyć Doriana z Fridą. No, ale zawsze coś się wymyśli ;)]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć! Miałyśmy chyba wspólny wątek, a ludzie na blogu najwyraźniej śpią, więc może razem coś wyczarujemy?]

    Julek Niezgoda

    OdpowiedzUsuń
  3. [Fajny się chłopaczek wydaje, więc pokusiłabym się o wątek. Zwłaszcza, że chyba miałyśmy coś mieć, ale nie wyszło o.o już nawet nie wiem xD Mam zamiar opublikować się z nową postacią, więc z moim nowym panem mogłybyśmy coś wymyślić :D Myślę, że jakoś kapitanem drużyny by się mógł zainteresować. Nawet po to żeby mu podokuczać, bo Hyacinth będzie raczej specyficzny... albo mógłby chcieć go namalować, bo tak xD Może ty coś wymyślisz, jak zobaczysz moją kp :)]

    Hyacinth

    OdpowiedzUsuń
  4. [Julek to typowy nastolatek, a który typowy nastolatek nie lubi imprezować? :D Odezwę się na mejla w sprawie tej burzy mózgów, ale dopiero w sobotę, bo pewnie wtedy znajdę chwilę czasu.]

    Julek Niezgoda

    OdpowiedzUsuń
  5. [No cześć, lisku, miło Cię tu znów widzieć i to niewypranego z koloru :D. Podoba mi się imię. I wiążący się z nim tytuł. Serio, świetny zabieg, uwielbiam takie smaczki. :D
    Sama postać też cudowna i pomimo że chyba nie udało nam się napisać wątku, bardzo Twoja, a przynajmniej tak wnioskuję po tym małym doświadczeniu z Twoimi postaciami na blogu. Podoba mi się, że pływanie jest dla niego czymś ważnym, skupia się na nim i dąży do celu. Podziwiam. :D
    No i przede wszystkim, mam nadzieję, że będziecie się tu dobrze bawić i nie opuścicie szkoły zbyt szybko! W kwestii wątku nie mam pomysłu, bo nasi panowie są cholernie różni... ale w razie czego, śmiało! :D
    Masy zabawy, chęci i dłuugiego stażu.]

    Cassian Quatermaine & 1/2 administracji

    OdpowiedzUsuń
  6. [Cześć! Chyba od zawsze wykazywałam słabość do postaci związanych w jakiś sposób ze sportem. Gratuluję lekko napisanej karty, co się bardzo chwali i takim skromnym akcentem zapraszam do siebie. Nie mam zbyt otwartego i miłego pana, ale mam w zanadrzu parę propozycji, które być może przypadłyby ci do gustu, jeśli byłabyś zainteresowana wspólną rozgrywką, rzecz jasna.]

    Castiel Berne

    OdpowiedzUsuń
  7. Zatrzymał się, kiedy wrzucony do sportowej torby telefon zaczął niespodziewanie wibrować; w idealnym momencie, gdyż to właśnie o tej godzinie zwykle wytaczał się spod niebywale przyjemnej kołdry i z wielkim optymizmem witał nowy dzień. Dziś jednak był dużo szybszy niż budzik, czy w takim razie udało mu się pokonać kolejną granicę? Nawet jeśli nie... to dodatkowe minuty gwarantują dłuższy trening, a każdy doskonale wie, że im więcej czasu spędzi w basenie, tym lepsze będą jego wyniki; bądź co bądź — wygrana!
    Uśmiechnął się pod nosem, ponownie odłożył telefon — wcześniej włączając ulubioną playlistę z kategorii sportowe — i naciągnął kaptur ciemnej buzy, by następnie w energicznym tempie pobiec dalej; dla dobrego humoru i w ramach rozgrzewki, zresztą czekanie na autobus było niezwykle nieopłacalną opcją, z której rano korzystał nieszczególnie często i chętnie. Dystans z jego rodzinnego domu do szkoły nie był szczególnie długi czy wymagający, świetny na poranne joggingi i oderwanie od rzeczywistości, bo choć uwielbiał nocne eskapady, potrafił dostrzec coś niezwykłego również w stawaniu skoro świt. A przynajmniej tak mu się wydawało...
    Przypuszczał, że na basenie nie zastanie jeszcze nikogo, sam zwykle zjawiał się tam dopiero za co najmniej pół godziny i rzadko kiedy był tym ostatnim. No może poza szczególnie nadgorliwą i zdruzgotaną porażką osiągniętą na ostatnich zawodach Lilą, która zwykle zjawiała się jako pierwsza, dużo wcześniej niż reszta zawodników. Imponowała mu, tak po prostu i była ładna, ale tak naprawdę. Może uda się im porozmawiać, zaprosi ją na spacer albo jakąś domówkę, tylko czy będzie zainteresowana? Nie miał pojęcia. Teraz przed oczami miał już jednak twarz trenera, basen i wodę. Mnóstwo wody. Czuł, że będzie to naprawdę dobry trening.
    ***
    Wspólna rozgrzewka na lądzie z Lilą, a jednak! Kilka słów zamienionych z trenerem. I w końcu koniec przyziemnych przyjemności. Bum.
    Pierwsze zadania i pierwsze przepłynięte metry. Tempówki i jeszcze większy dystans już za nim. Upragniona minuta przerwy i jak zawsze wielki żal, że tak mało.
    Odgarnął mokre włosy do tyłu i oparł się o zimną ścianę basenu, wcześniej machając do również odpoczywającego w sąsiednim basenie kolegi z drużyny. Przeciągnął się, niekoniecznie leniwie i drgnął przestraszony, na moment znikając pod wodą.
    — Cześć Dorian. — Syknął, opanowawszy mrożącą krew w żyłach sytuację. Nie miał pojęcia, dlaczego zareagował aż tak impulsywnie, może Darcy rzeczywiście knuje coś niedobrego.
    — Wciąż chcesz się mnie pozbyć? — Dodał, spoglądając z groteskowym politowaniem na kapitana drużyny pływackiej. Wyłożył ręce na brzeg basenu, wciąż obserwując przygotowującego się do treningu rówieśnika.
    — Czy tylko wkurwić, co? — Ciągnął, starając się sprawiać wrażenie niezwykle obojętnego. Chyba już dawno powinien wrócić do treningu, ale póki trener zajęty był kimś innym, on mógł pozwolić sobie na tę krótką... rozmowę.

    ghroźny Silas

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozgrzewka. Dory i... skłony. Co z tobą, Silas? Ma nowe kąpielówki... o świetna jakość. Powinien schylać się dużo bardziej... intensywniej, tak właśnie. Kolejne ćwiczenie robi niewystarczająco dokładnie, musisz mu pokaza... Weź się wreszcie w garść idioto. To przecież twoja konkurencja, nadmierny altruizm naprawdę nie jest teraz wskazany.
    Otrząsnął się, słysząc uwagę chłopaka, która wydała mu się nad wyraz irracjonalna. Oczywiste jest, że nie interesują go żadne męskie tyłki, a już szczególnie ten Doriana Darcy'ego, tfu. Zamyślił się, po prostu.
    – Codziennie oglądam o stokroć ładniejsze pośladki, naprawdę nie potrzebuję dodatkowych atrakcji. – Skwitował kwieciście, ignorując drugą część wypowiedzi chłopaka. Rzeczywiście, zdarzało mu się przegrywać i zbyt często lądować na miejscu... tuż za nim. Porażki zawsze miały gorzki smak, nawet jeśli wciąż były nagradzane. Czasami miał więc ochotę zaliczyć bliższe spotkanie z Dorianem w jakimś ciemnym zaułku (i know what you mean) i w niekoniecznie odpowiedni sposób pozbyć się buzującej w nim, destrukcyjnej frustracji, choć przecież dobrze wiedział, że niepowodzenia zawdzięczać może tylko i wyłącznie sobie. Swoim beznadziejnym słabością.
    Odwrócił się, usłyszawszy głos trenera i westchnął, uświadamiając sobie, jak bardzo przedłużyła mu się ta żałośnie krótka przerwa. Darcy niewątpliwie zbiera plusy i to już kolejne; dobrze, że nigdy nie będzie miał okazji dowiedzieć się o tym, czy poprzednich pozytywach, które Silas zdołał bystrze dostrzec.
    – Nie wiem, czy ma to jakikolwiek sens Dorianek. Przegrana z samego rana... załamie się, czy ty to rozumiesz? – uśmiechnął się nieznacznie, spoglądając w stronę chłopaka, który tym razem i w wodzie był tuż obok. Może to i lepiej, miał przynajmniej dobrą... widoczność.
    – O co się zakładamy, kapitanie? – Ciągnął, licząc na uruchomienie wyobraźni własnej, jak i tej Darcy'ego. Miał dziwne przekonanie, że w ich dzisiejszym małym wyścigu może okazać się odrobinę lepszy, był już przecież rozgrzany i pełny energii, chciał zaryzykować choćby nawet w małym stopniu. No i sam pomysł też mu się spodobał, rywalizacja zawsze, a przynajmniej zazwyczaj działa zbawiennie.
    – Z motywacją będzie ciekawiej. Masz jakiś pomysł? – Uniósł brew, rozglądając się po sali i jednocześnie wykorzystując maksymalnie przedłużany czas na dodatkową rozgrzewkę ramion.
    – Zaskocz mnie, Dory. – Powiedział z podejrzaną przekorną nutą i puścił do niego oczko; równie zaczepne, jak to, które przed chwilą posłał mu Darcy.

    zalotnik, aczkolwiek nie zalotnik

    OdpowiedzUsuń
  9. [Panie coś chyba przysnęły na blogu, bo jak na razie też z żadną z nich Frida nie ma wątku :o Dlatego chętnie będę ratować chronione damskich postaci! :D Tylko nie mogę znaleźć do ciebie kontaktu na maila, także podaję swojego ;) pudersekcja@gmail.com]

    Frida

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [*honor, a nie chronione :p
      Chyba nie powinnam pisać z telefonu ;)]

      Usuń
  10. Nie zdążył nawet wyrazić swojej opinii o śmiesznych wręcz żądaniach Doriana, ale może to i lepiej — mógł spożytkować tę złą energię w inny, acz dużo lepszy sposób. Sam nie wiedział, dlaczego nieszczególnie akceptuje homoseksualizm i niekiedy staje się wręcz homofobiczny, dokładnie tak, jak jego ojciec i nie miał pojęcia też, dlaczego zjawisko to nasila się jedynie w towarzystwie pewnego, bardzo konkretnego pana. Choć może po prostu wolał nie wiedzieć, bo tak przecież było zdecydowanie łatwiej. I tylko czasami zapominał o granicach, a później znowu przestawał sobie radzić.
    W związku z tym, ostatnim sposobem na spędzenie piątkowego wieczoru, który mógłby przypaść mu do gustu, byłoby fundowanie drinków odstawionemu Dorianowi i jego – z pewnością obleśnemu – wybrankowi. Nie mógł pozwolić sobie na przegraną, bo chyba załamałby się psychicznie. Tylko wygrana wchodziła w grę i wiedział, że tym razem naprawdę musi dać z siebie wszystko.
    Wystartował więc z jasnym celem i świetną motywacją, co ewidentnie zadziałało na jego korzyść. Uwielbiał rywalizację, pływanie i wodę, która przecież nie stanowiła dla niego żadnej przeszkody... przynajmniej do pewnego momentu. Czuł, że jest dobrze... że może wygra? I rzeczywiście; po wynurzeniu nie ujrzał szyderczego spojrzenia, które z wielką satysfakcją na pewno posyłałby mu Dory... Gdyby tylko nie był drugi. Brawo Silas, dlaczego nie kończysz tak konkurencji na zawodach? Może powinniście zakładać się częściej? Nieważne, liczy się to, że to nie Darcy decyduje o tym, jak spędzicie piątek, bo tak... rzeczywiście ma wtedy wolny wieczór.
    – Spokojnie Dory, zdarza się najlepszym. – Uśmiechnął się, pewnie spoglądając na walczącego z kaszlem kolegę. – Gdybyś jednak wcześniej nie był tak samolubny, teraz bolałoby mniej. – Dodał zgryźliwie, próbując rozpocząć cichą wojnę na słowne pociski, które przecież tak bardzo lubił, a może lubili? I chociaż bardzo chciał, chyba nie mieli na to teraz czasu.
    – Mam wolny wieczór w ten piątek. – Oznajmił beznamiętnie. – I w sumie popołudnie też. Gdzie mnie zabierzesz? – Spojrzał wprost w jego oczy, nieznacznie unosząc brew i zachowując kompletną powagę. A tak właściwie, to co ty odwalasz Dormer?
    – Halo, wiem, że chcesz. Korzystaj, tylko nie licz na wiele. Mogę ci postawić jedynie drinka, pamiętaj. – Tak, miał zdecydowanie dobry humor... to przez tą wygraną. I choć na razie nie zamierzał się do tego przyznawać, naprawdę chciał wyjść gdzieś tylko z Dorianem, bo podobno dobry z niego imprezowicz i ile można sobie jedynie dogryzać? Integracja w imię dobra drużyny, może przeżyją.
    – Wracaj do treningu Kapitanie, tobie na zawodach też nikt nie da forów. – Dostrzegł skierowany w ich stronę pewny gest trenera, który zawsze oznaczał jedno: koniec przerwy.
    – Porozmawiamy później. – Dodał i sam zniknął pod wodą, nieszczególnie potrafiąc już skupić się jedynie na pływaniu.

    tajemniczy Silasek

    OdpowiedzUsuń
  11. Wyszczerzył się, słysząc słowa trenera. Doskonale wiedział, że mężczyzna chwali ich tylko wtedy, kiedy naprawdę na to zasłużą, ale również i on sam dzisiejszy trening uważał za bardzo udany. Całego jego ciało podpowiadało mu, że zrobili coś wyjątkowo dobrego.
    Tak, dzisiejszy trening był wyjątkowo udany i to szczególnie w kwestiach niezupełnie oczywistych; tych, które dziwiły nawet samego Dormera. Westchnął, szybko spoglądając na idącego z tyłu Doriana. Szlak, co tak właściwie się dzieje? Czyżby znowu pokusił się o nadinterpretację? Być może, bo to przecież tylko impreza. Nie miał jednak czasu na zastanawianie się nad zaistniałą w basenie sytuacją, gdyż jeden z młodszych kolegów z promiennym uśmiechem nagle wyłonił się tuż przed nim i rozpoczął rozmowę, prawdopodobnie poszukując po prostu nowych sposobów na pozbycie się wody z uszu. A był pewien, że każdy z nich jest już w tej dziedzinie ekspertem.
    Naciągał spodnie, jednocześnie przypominając wyuczoną dzień wcześniej formułkę z angielskiego, kiedy usłyszał za sobą głos Dory'ego. No tak, mieli porozmawiać. Dobrze, że zjawił się już teraz i tym samym umożliwił mu przerwanie szybkiej i niekoniecznie ciekawej powtórki. Najwyżej nie zda; luz.
    – Dziękuję kapitanie, miło słyszeć to z twoich ust. – Powiedział, może nawet nieszczególnie ironicznie. Każdy lubił pochwały i choćby odrobinę uwagi, a Darcy brzmiał całkiem przyjaźnie... dalszą część jego przesympatycznej wypowiedzi zdołał jednak przemilczeć, tylko raz przewracając oczami. Poza tym naprawdę chciał odpocząć i dobrze zabawić w jego towarzystwie, bo dlaczego nie? Więc może warto byłoby zastopować z tą ciągłą rywalizacją... zresztą on i tak nie wie, czego może się spodziewać, nikt nie wie. Może naprawdę zdoła go jeszcze zaskoczyć... przed, jak i na zawodach.
    – Ugh, dziewczyny? – Powtórzył za Dorianem z jeszcze większą niechęcią i przerysowaniem, jednocześnie posyłając mu śmiertelnie poważne spojrzenie. – Czwartoklasistki w cholernie seksownych sukienkach czy może dziewczyny z drużyny cheerleaderek? Ugh, nie piszę się na to. – Ciągnął niezwykle przesadnym tonem, jednocześnie zakładając pomiętą koszulkę.
    – Myślałem, że zabierasz mnie na naszą pierwszą randkę i już powoli zaczynasz planować wspólną przyszłość. – Westchnął, wykrzywiając usta w grymasie niezadowolenia. – A ty chcesz znaleźć mi dziewczynę, hm? Fajnie. – Wbił w niego niezwykle surowe spojrzenie, a także palec wskazujący, gdzieś na wysokości klatki piersiowej. Próbował udawać wkurzonego, ale nawet nie musiał szczególnie się wysilać, bo już wcześniej chyba zbyt mocno wczuł się w zaistniałą sytuację. – Spróbuj znaleźć lepszego wybranka Dory.
    – Jesteśmy umówieni na piątek, tak? Zobaczysz, co tracisz. – Bezwiednie przygryzł dolną wargę, dopiero po chwili odkrywając, jak niepokojąco zmniejszył się dzielący ich dystans. Znajdował się stanowczo zbyt blisko niego. Otrząsnął się i zrobił kilka szybkich kroków w tył, by następnie w pośpiechu odnaleźć swoją torbę i ruszyć w kierunku wyjścia z szatni. Naprawdę nie lubił takich momentów.
    – Mam nadzieję, że będą chociaż ładne. I spokojnie, żartowałem... wcześniej. – Uśmiechnął się delikatnie zdenerwowany, a już na pewno okropnie zdezorientowany. – Do później! – Krzyknął, zarówno do Doriana, jak i innych, kręcących się jeszcze po szatni chłopaków, z którymi zobaczy się znowu już za kilka godzin.
    Wrócił się jednak po chwili, choć naprawdę nie powinien...
    – A może nie. – Powiedział bezpośrednio do Darcy'ego, wychylając się zza drzwi; trochę tajemniczo i z zagadkowym uśmieszkiem. Zanim jednak ponownie zniknął w głębi korytarza, puścił mu jeszcze oczko i zganił się w myślach, chyba tak dla samej zasady.

    eee, trochę nas poniosło!

    OdpowiedzUsuń
  12. [Hej! :D
    O proszę! Nie sądziłam, że Jessie może być do kogoś podobna... Ale to dobrze! Teraz wiem, że jest znacznie bardziej realna, niż mi się wydawało :D
    Na wątek chętnie się skuszę :). Mam nawet zarys pomysłu - owszem, mogliby mieszkać niedaleko siebie (nie mam sprecyzowane gdzie Jessie mieszka, tylko tyle, żę musi dojeżdżać do szkoły metrem) i raz na jakiś czas wspólnie sobie biegają. Ponadto często spotykają się na zajęciach, które mają razem. Mogą być dobrymi znajomymi. Dorian może chcieć wyciągnąć Jessie na jakąś imprezę, a to to takie uparte, że musiałby ją wynieść z domu i zanieść. I to dosłownie!
    Ale właściwy wątek, to zrobiłabym coś innego - Dorian może doskonale zdawać sobie sprawę, że Jessie rysuje ludzi i nie pyta ich o zgodę. NO i jak kilkakrotnie J. przyjdzie na trening drużyny pływackiej i będzie się na niego gapić, to domyśli się, że teraz on jest jej ofiarą. Może chcieć zobaczyć jej dzieło, ona nie będzie chciała mu pokazać. Nie nazwałabym tej rozmowy kłótnią - raczej wymianą innych poglądów - i Jessie w końcu by się poślizgnęła i wpadła do basenu. A nie potrafi pływać - warto zaznaczyć :)
    Czy coś takiego by Ci pasowało? Czy mam myśleć dalej? ]
    Jessie Merrick

    OdpowiedzUsuń
  13. [Wbrew pozorom właśnie mi o to chodziło, ale tak to napisałam, ze niech mnie drzwi trzasną xDD. Więc jak najbardziej mi całość odpowiada!
    I też jestem za tym, aby reszta szczegółów wyszła w trakcie :). I myślę, że teraz mamy już wszystko - więc kto zaczyna? :)]
    Jessie

    OdpowiedzUsuń
  14. [Cześć! Jakby co, daję znać, że pamiętam o tym, że miałam podrzucić dla Doriana propozycje powiązań z Casem, więc nieśmiało podkradam twój mail i odezwę się dzisiaj bądź jutro!]

    Castiel

    OdpowiedzUsuń
  15. Julek pił więcej niż jego rówieśnicy, a na ogół mimo to dłużej zostawał trzeźwy, co zdawało się imponować. Śmiał się, że jako Polak dostał mocną głowę w genach, ale nie miał wątpliwości, że to maratony picia w gimnazjum go zahartowały. Amerykanie w ogóle nie znali się na alkoholu, a ich piwo było wyjątkowo paskudne. Niestety, Julkowy talent do picia nie zawsze chronił go przed upiciem się i jego skutkami. Znał granicę, potrafił powiedzieć sobie dość, jednak czasami okoliczności zmuszały go do zignorowania tej granicy – czy to ze zdenerwowania, czy to na złość matce. Tym razem powód był inny, bardziej bezpośredni i zupełnie namacalny: piękny – nie przystojny, tylko właśnie piękny – chłopak, z którym zaczął rozmowę całkiem niewinne, w gronie innych ludzi. Z czasem grono się zawężało, a Julek paplał i paplał, aż rozmowa ograniczyła się tylko do ich dwóch. Świetnie im się rozmawiało, choć świetnie prawdopodobnie jedynie dlatego, że obu alkohol szumiał już w głowach. Nagle Julka uderzyło, że stoją zbyt blisko siebie, że jeden niby przypadkiem dotyka drugiego, że on sam chce, tak bardzo, tak okropnie chce pocałować tego chłopaka – więc bez opamiętania zaczął wlewać w siebie alkohol, mając nadzieję, że zabije w sobie to drażniące, obrzydliwe pragnienie. Dlaczego nie mógł się tak czuć w towarzystwie dziewczyn? Miał tyle ślicznych, przesympatycznych koleżanek, ale żadna nie wzbudzała w nim takich uczuć. Przy żadnej się nie podniecił.
    Potem urwał mu się film, a frustrujący problem zniknął.
    Gdy się obudził, zaczął żałować swojego wczorajszego pomysłu – ale tylko przez chwilę, zanim uświadomił sobie, że dzięki temu pozbył się problemu z nagłym pożądaniem. Ból głowy był przy tym niczym. Następnym razem będzie unikał atrakcyjnych chłopaków i nie będzie musiał się upić, żeby uniknąć niezręcznych sytuacji.
    Niechętnie podniósł wyjątkowo ciężkie powieki i gwałtownie wciągnął powietrze przez usta, uświadomiwszy sobie, że znajdował się w miejscu, którego nie znał. Nie miał czasu ani rozejrzeć się po pokoju, ani zastanowić się nad logicznym wyjaśnieniem swojego położenia, bo jego spojrzenie spoczęło na tym cholernym chłopaku, którego wczoraj poznał. Zdawało mu się, że na moment jego własne serce się zatrzymało i, szczerze powiedziawszy, chyba już by wolał, by zamarło tak na zawsze i oszczędziło mu upokorzenia, na które się zanosiło. Czy oni...? Żadna inna myśl nie przychodziła mu do głowy.
    Zignorował pytanie chłopaka, choć miał ochotę wykrzyczeć, że nigdy więcej nie weźmie do ust choćby kropli alkoholu, i przysiąc to na wszelkie świętości. I wcale nie dlatego, że czuł się tak, jakby wybierał się na tamten świat.
    Z trudem podniósł się do siadu, czując, że wszystkie mięśnie protestują. Z nieobecną miną i wzrokiem skierowanym na chłopaka milczał chwilę, przytłoczony i zły na siebie, aż wreszcie wyburczał:
    – Przypomnij mi swoje imię.
    Imię. Zapytał go o głupie imię, jakby to miało znaczenie, czy wylądował w łóżku z jakimś Johnnym czy Adamem.

    Julek Niezgoda

    OdpowiedzUsuń
  16. Z każdym kolejnym słowem Dory'ego czuł narastającą panikę. Nie mógł uwierzyć, że wypity szybko i w nadmiarze alkohol nie zmorzył jego samego na tyle, by zasnął gdzieś w kącie, a potem został obudzony i wykopany przez gospodarza – w końcu taki był jego genialny plan, który na ogół się sprawdzał. Tym razem jednak wszystko wskazywało na to, że się nie powiódł. Julek jak przez mgłę zaczynał widzieć wczorajszą drogę z imprezy, pełną pocałunków i podniecających szeptów. Był skończonym idiotą.
    Odetchnął głęboko i z wdzięcznością przyjął tabletkę i szklankę wody, choć każdy kolejny łyk z trudem przechodził mu przez zaciśnięte z nerwów gardło. Sam już nie wiedział, czy czuł się gorzej psychicznie, czy fizycznie, jednak ostatecznie doszedł do wniosku, że nie pierwszy raz przeżywał nieprzyjemne skutki nadmiaru alkoholu, a obudzenie się w czyjejś sypialni nago było dla niego czymś nowym i wyjątkowo okropnym. Może gdyby okoliczności były inne... Gdyby nie miał w głowie takiej pustki... Nie. I tak miałby wyrzuty sumienia. Nie powinien.
    – Jak... do tego doszło? – zapytał niepewnie, próbując patrzeć na Dory'ego, jednak cała ta sytuacja była tak zagmatwana i żenująca, że zaraz uciekał wzrokiem albo na stertę ciuchów, albo gdzieś na ściany. Przecież on nigdy... z nikim. – Ja nie jestem taki – dodał, nie poczekawszy na wyjaśnienia, trochę oskarżycielsko, jakby winę za to nieporozumienie w całości ponosił Dory.
    Opatulił się szczelnie kołdrą, choć najrozsądniej byłoby czym prędzej się ogarnąć i wrócić do domu, gdzie mógłby o tym wszystkim zapomnieć. Problem w tym, że niewiele pamiętał – więc nie miał o czym zapominać. Niewiedza była w tym wypadku dużo gorsza niż nawet najokrutniejsza prawda. Zresztą, musiał się jakoś wytłumaczyć Dory'emu, nawet jeśli chłopak wcale nie potrzebował żadnych wyjaśnień.

    Julek Niezgoda

    OdpowiedzUsuń
  17. [Idę! Mega się cieszę, że Josie urzeka <3
    Ich mamy mogłyby się przyjaźnić (pan Anselm to zimna małpa i nie widzę go w towarzystwie fantastycznych (serio, uwielbiam ich) rodziców Dory'ego, ale pani Anselm jest miła). W takim układzie Josie i Dory znaliby się od dzieciaka. Może podzieliła ich jakaś drama a teraz ostrożnie odnawiają znajomość?
    Życzę Ci dobrego urlopu, napisz na spokojnie jak będziesz miała chwilę!]
    Joseph Anselm

    OdpowiedzUsuń