15 czerwca 1970

don't go too far

Silas Alexy Dormer

III, LAT 18 — MATEMATYKA i FIZYKA — DRUŻYNA PŁYWACKA

Wydaje ci się, że każda kolejna minuta trwa co najmniej wieczność; świat chyba postanowił z ciebie zażartować i włączył slow motion, co powoli doprowadza cię do szaleństwa. A może to po prostu oni są tak wolni; tak żałośnie ociężali i niezgrabni? Być może, bo ty na pewno osiągniesz dużo lepszy czas. Zmiażdżysz ich w ramach zdrowej rywalizacji już na samym początku, a potem sam odbierzesz zasłużone nagrody i na krótką chwilę zabłyśniesz w blasku fleszy. Zapomnisz o bólu... którego zresztą nie ma; to tylko twoje własne słabości, spowodowane zbyt małą ilością treningów. Nie ma bólu i nie ma barier, kochasz cierpienie; a jedyny akceptowany ucisk może pojawić się, kiedy gratulujesz zwycięzcy. 
W końcu słyszysz swoje nazwisko, które ze śmiesznym akcentem wypowiada spiker i pewnie wchodzisz na słupek, kątem oka wciąż dostrzegając dzisiejszych rywali; ile godzin, potu i łez poświęcili, by stanąć w tym miejscu? Wiesz, że stanowczo zbyt dużo. Głęboki oddech. 
Bip... Wystartowali! 
Jak szybko popłyniesz? Czy mama będzie miała dziś powód do dumy? Czy danie z siebie wszystkiego wystarczy, aby wygrać? Będziesz najlepszy? Na ile cię stać, Dormer?
Migające przed oczyma kafelki basenowe i niewyraźne dźwięki w uszach pełnych wody; czy jesteś pierwszy? Czy ułamek sekundy znowu zadecyduje o twojej porażce? Zmęczenie i odmawiające współpracy mięśnie... Nie możesz się poddać; nie teraz. Musisz przecież udowodnić coś trenerowi, nieświadomym zagrożenia przeciwnikom, samemu sobie i przede wszystkim jemu. Ostatnie metry. Brakuje ci powietrza. Walka. 
Upragniony finisz; mroczki przed oczami i tablica wyników, na którą patrzysz z dziwną niepewnością. Czy byłeś najlepszy? Życiówka, pierwszy czas, zmęczony uśmiech. Perfekcyjny start, wszystko poszło zgodnie z planem. Zwycięstwo. Doskonale wiesz, że było warto. 
Poranne wstawanie i męczące treningi; zbyt mało snu i wolnego czasu, zniszczone przyjaźnie, porzucone pasje, to wszystko teraz przestaje się liczyć. I choć wygrałeś, doskonale wiesz, że sukces to nie odpoczynek. Bo nieważne jak dużo trenujesz i jak szybko pływasz, ktoś na pewno jest lepszy i to ty musisz być tym kimś. Twój najgorszy przeciwnik ujawnia się w lustrze.



odautorsko

11 komentarzy:

  1. [HEHE, PIERWSZA! To czekamy na to skopanie tyłka! ♥]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Miło Cię widzieć z kolejną postacią, siostrzyczko!
    Widzę, że dużo pływaków... chemicy będą mieli na czym chlor badać, prawda? :D Jak zawsze, Twoja postać jest bardzo oryginalna i świetnie wykreowana. Staranna karta, wszystko idealnie dopracowanie... no co tu więcej mówić? Po prostu cudeńko i tyle. Jest się czym zachwycać. :D
    Baw się dobrze z obiema postaciami! <3]

    Cassian Quatermaine & 1/2 administracji

    OdpowiedzUsuń
  3. Można by pewnie pomyśleć, że całe lata wstawiania o lub jeszcze przed świtem zapewniłyby Dorianowi jakiś nieomylny wbudowany do podświadomości budzik, ale wcale tak nie było. Czasem gdy poprzedniego dnia położył się spać wyjątkowo późno, wciąż z uporem maniaka usiłował trafić na przycisk drzemki na ekranie swojego smartfona trzy razy pod rząd, a potem mył zęby jedną ręką, a zakładał skarpetki drugą, śpiesząc się na trening. Oczywiście był poważnym sportowcem, więc dla każdego, kto pytał nigdy nie miał żadnych problemów ze słońcem dopiero co pojawiającym się na niebie w tym samym momencie, w którym on przekraczał próg szkoły, każdego poranka był rześki i wyspany, no i oczywiście traktował swoje obowiązki najodpowiedzialniej, jak tylko potrafił.
    Często był nawet jednym z pierwszych w wodzie, ale tym razem gdy dotarł na basen, kilka osób już trenowało. I dobrze, pomyślał, jednocześnie notując w myślach, kto wkłada w to szczególnie dużo wysiłku. W końcu właśnie te osoby mogły stanowić dla niego największą konkurencję.
    Wcale nie zdziwił go widok pływającego już i w sumie całkiem dobrze radzącego sobie Silasa, który na dodatek jak zwykle go zaczepił. No dobra, może to była trochę wina Doriana, bo basen był wielki, a on podszedł akurat do niego, ale to naturalnie był zbieg okoliczności. Absolutny zbieg okoliczności. Po prostu bardzo podobały mu się kafelki właśnie na tym kawałku podłogi, a musiał się gdzieś trochę rozgrzać.
    – Pozbyć się ciebie? Nigdy, kto inny zawsze byłby dla mnie taki miły z samego rana? – zapytał przekornie, nie mając zamiaru poważnie traktować jego śmiesznych zarzutów. Żeby zajść mu za skórę, trzeba było się bardziej postarać.
    Darcy nie tracił czasu, od razu rozpoczął krótką rozgrzewkę na lądzie, chcąc jak najszybciej wskoczyć do wody i może trochę pograć Dormerowi na nerwach, skoro ten tak ładnie sam się o to prosił. I jeszcze ładniej na niego patrzył, prawie jakby nie widział wcześniej nikogo robiącego skłony. Zamyślił się, na pewno. Dorian uśmiechnął się pod nosem.
    – Halo, oczy mam wyżej – rzucił śmiertelnie urażonym tonem i nie, to, że stał wyżej trzeba było nieźle zadzierać głowę, żeby na niego spojrzeć nie miało znaczenia, Silas wciąż się gapił. – Może gdybyś tak się nie skupiał na moim tyłku, to nie stałbyś w kolejce po nagrody zawsze zaraz za mną – dodał, puszczając do Dormera oczko i w ogóle nie zwracając uwagi na jego oburzony wyraz twarzy ani żaden protest. Wkurzanie go naprawdę było czasem zbyt łatwe, a Dory’emu trudno było przepuścić okazję. Podobno kto się czubi, ten się lubi i z jego strony to serio było prawdą, ale jakoś wydawało mu się, że Silas nie zawsze docenia jego niewątpliwe poczucie humoru.
    Być może nawet by kontynuowali, ale trener machał już do niego, żeby się pośpieszył, więc Dorian westchnął głęboko i wskoczył do wody, oczywiście na miejsce na torze zaraz obok Dormera. Wiedział, że trener zwykle i tak poleca im wykonanie kilku prostych, ładnych długości, aby wbić się w rytm, więc chciał to wykorzystać. Odgarnął mokre włosy z czoła, nawet nie łapiąc się ściany basenu. Chciał od razu przejść do rzeczy.
    – To jak, co powiesz na małe zawody na dobry początek treningu? Piętnaście długości, styl dowolny? – zapytał, uśmiechając się szeroko, jak zwykle pewny siebie. Może nawet trochę zbyt pewny, ale nie miał zamiaru się tym przejmować. Naprawdę przepadał za konkurencją, tak było zabawniej a pomimo wszystkiego, co powiedział Silasowi, uważał go za godnego przeciwnika. I właśnie dlatego wygrana z nim zawsze była podwójnie przyjemna, a przegrana podwójnie frustrująca, ale o przegranych nie miał zamiaru teraz wspominać.

    super poważny pan kapitan

    OdpowiedzUsuń
  4. (Jako blogowy gupik muszę wreszcie podziękować za komentarzyk pod panem od papużki, bo made my day, przysięgam (cri ewritim), więc wypadałoby!!! coś zaproponować!!!
    albo nie
    ale i tak chcę
    bo Silas to najlepsze imię na tym smutnym świecie
    zaraz po kolejce pozostałych, ale chwilowo one się nie liczą oki
    i mean Beau był sportówką. ostrą sportówką, no i fakt, że ktoś tak się poświęca innemu sportowi, a on bardzo taktycznie olewa swoje niegdysiejsze siatkarskie powinności, mógłby sprawić, że chociaż by go zaczepił ok albo coś takiego
    wcale nie mamy godziny 00:16 a moje oko chce umrzeć razem ze mną
    o nvm 00:17 od razu lepiej .)

    Beau, czasami Benedict, a jeszcze rzadziej Baelish

    OdpowiedzUsuń
  5. Silas mógł sobie mówić, co chciał, ale Dorian i tak wiedział, że chłopak wodzi za nim wzrokiem właśnie dlatego, że jednak potrzebuje dodatkowych atrakcji. Nie miałby nawet nic przeciwko temu, aby mu je zapewnić, ale nie miał też zamiaru mu się wprost narzucać, bo dużo przyjemniejszą perspektywą było poczekanie, aż Dormer sam do niego przyjdzie.
    A na razie mogli się pościgać, to zawsze był dobry sposób na to, by ktoś porządnie się sfrustrował i przez resztę dnia myślał o dostaniu wygranego w swoje ręce i… wyżycia się trochę, co Dorian znał z doświadczenia. I tym bardziej motywowało go to do postarania się wygrać. Do tego Silas chciał się zakładać, więc najwyraźniej również był całkiem pewny siebie. I dobrze, Darcy przepadał za zaciętą rywalizacją, również tą w ramach treningu.
    – Proszę bardzo, możemy się zakładać, o co ci się tylko żywnie podoba – stwierdził, spoglądając na chłopaka z uniesioną zaczepnie brwią. Jeśli miał co do tego jakieś wątpliwości, to nie dawał tego po sobie poznać. Zresztą nie martwiło go nic, co Silas mógł sobie wymyślić, to raczej on powinien obawiać się Doriana i jego niesamowitej wyobraźni.
    – Jak już wygram, to upewnij się, że masz wolny piątek wieczorem, bo będziesz stawiał mi drinki. Mi i mojemu wybrankowi. – Uśmiechnął się szeroko, bo chociaż nie miał wybranka, na imprezie z pewnością go znajdzie, a wiedział, jaki Dormer jest dziwnie wrażliwy na wzmianki o jego potencjalnych randkach. To było całkiem zabawne samo w sobie, ale zawsze mogło być jeszcze zabawniej.
    – Gotowy? – zapytał od razu, bo nie mieli czasu na żadne głębsze przemyślenia, wycofywanie się też nie wchodziło w grę, a Dorian był bardzo pewny swego. – Na trzy. Raz, dwa, trzy! – krzyknął, po czym od razu wystrzelił do przodu, odpychając się od ścianki basenu.
    Kiedy płynął, nie zwracał uwagi na otoczenie, odcinał się od wszelkich możliwych rozproszeń i nie liczyło się nic oprócz oporu wody, który tak łatwo było pokonać. Nie wiedział, czy jest pierwszy, nie miał cennych milisekund do stracenia na oglądanie się, ale czuł, że jest dobrze, czuł, że ma niezły czas.
    Wiedział, jak powinien rozplanowywać siły, uczył się tego, ćwiczył to i obiecywał trenerowi, że pamięta, ale mimo wszystko znów postawił na danie z siebie wszystkiego już od samego początku, co było cholernie męczące… ale też cholernie satysfakcjonujące, gdy kończył wyścig i z wodą przytykającą mu jedno ucho podnosił głowę i widział, że mu się udało, że wygrał.
    Dokładnie na to liczył i tym razem, ale gdy tylko złapał się brzegu basenu po przepłynięciu ostatniej długości i otworzył oczy, zobaczył wpatrującego się w niego Silasa. Dorian aż zakrztusił się chlorowaną wodą, albo może to własna urażona duma tak drażniła go w gardło, że aż musiał skwitować ten widok napadem kaszlu.
    – Kurwa – mruknął, krzywiąc się z niezadowoleniem i próbując uspokoić oddech. Przez myśl przeszły mu wszystkie powody, dla których mógł przegrać, Dormer dłużej był w wodzie, może zrobił lepszą rozgrzewkę, może skubany znalazł jakiś sposób, żeby oszukiwać… i był oburzony, pewnie, ale z drugiej strony był też trochę pod wrażeniem. Nie na tyle, żeby pogratulować swojemu koledze z drużyny, nie było mowy… ale wystarczająco, żeby zanotować w myślach, że może powinien trochę przedłużyć swoje treningi. Weź się w garść i ciesz się, że to jeszcze nie zawody, nakrzyczał na siebie w myślach.
    – Ciesz się póki możesz, bo na zawodach już ci nie dam forów – powiedział, chociaż obaj wiedzieli, że teraz też nie było żadnych forów, nie był nawet zdolny do czegoś takiego jak dawanie forów. Ale przecież nie mógł tego tak po prostu przyznać.

    Dory, który liczył na darmowe drinki, no ej

    OdpowiedzUsuń
  6. [Morda mi się ucieszyła, jestem chyba zbyt łasa na komplementy. Ale dziękuję niezmiernie za wszystkie miłe słowa! Silas wydaje się niezwykle ciekawy, a przy tym zdeterminowany, czego o Levim powiedzieć nie można. Chętnie coś razem napiszę, tylko - tradycja - nie mam pomysłu.]
    Levi Reed

    OdpowiedzUsuń
  7. (mój blogowy (życiowy też) soulmate hejtował mnie za to, że znowu imię na B, ale ja wiem lepiej, chalo -___- więc blesski za zainteresowanie moim ołóweczkiem, wreszcie ktoś docenia szukanie po nocach imion na B oki.
    makijaż
    chcę
    koniecznie
    mam nadzieję że się w tej kwestii rozumiemy :-)))))))))
    mają tę samą klasę, więc tym bardziej, help, chcę Beau w makijażu, to ważne dla zminimalizowania wpływu na faktyczny stan rzeczy moich myśli samobójczych, proszę.
    dlatego ta impreska mi pasuje chyba, bo to mogłaby być nawet taka dla uu sportówek, a Beau by się tam wprosił z zasady, w końcu nie takie rzeczy się robiło. a skoro odwala gorsze rzeczy niż zostawanie drag queen, to nie widzę problemu, żeby zrobić z tego wątku smutne i żenujące meme jak to mam w zwyczaju :-) czyli mamy już obowiązkowo motyw makijażu, BO TAK, a do tego ziomów z siłowni. apeluję o pomoc, z racji tego, że chwilowo nie myślę (zużyłam wszelkie siły na ten cholerny odpis dla Roana, nie polecam tego użytkownika), proszę mi pozwolić o pomyślenie nad czymś bardziej konkretnym do jutra, oki??? promiski)

    ten od papugi

    OdpowiedzUsuń
  8. [To ja pierw podziękuję za miłe słowa, bo przeczytać coś takiego od kogoś, kto ma tak pięknie napisaną kartę i wykreowaną postać to naprawdę niemała przyjemność! Dziękuję więc i teraz chwalę ja! Naprawdę podoba mi się sposób, w jaki została ona napisana, a ostatnie zdanie sprawia, że dopóki nasi bohaterowie byli razem w drużynie, Tim na pewno za Silasem nie przepadał. Z drugiej strony on mało za kim przepada. Jestem tutaj, ponieważ Twoje druga postać, chociaż też jest bardzo ciekawa (wow! podziwiam za dwie postacie!) a karta ładnie napisana, to jej wiek trochę pana von der Heydena przeraża. Jeżeli masz ochotę i czas to ja bardzo chętnie coś wspólnie napiszę!]

    tim von der heyden

    OdpowiedzUsuń
  9. Dorian nienawidził przegrywać, ale z jakiegoś powodu przegrywanie z Dormerem było gorsze niż przegrywanie z kimkolwiek innym. To chyba wszystko przez to, jak ten chłopak działał mu czasem na nerwy i jak go prowokował, nawet teraz… oczywiście Dory na jego miejscu robiłby dokładnie to samo, albo może nawet napawałby się swoim zwycięstwem jeszcze bardziej niż Silas, ale to nie miało znaczenia, on mógł! Bo tak!
    – Nie jestem samolubny, chyba nie słuchałeś, że chciałem drinki nie tylko dla siebie – mruknął z nieukrywanym niezadowoleniem, chociaż jego humor nie był jednak kompletnie zepsuty, ponieważ widział, że mimo wszystko udało mu się coś ugrać. Dormer z jakiegoś bliżej niezbadanego powodu wciąż chciał pójść z nim w piątek na imprezę, a jego to z równie niezbadanych powodów cieszyło. Może nie był znowu takim całkowitym przegranym.
    – Stawiaj jedynie drinki komu chcesz i ile chcesz, ale ja nie mogę i nie będę składać podobnych obietnic – powiedział z rozbawieniem, tak naprawdę nie wiedząc, gdzie pójdą, bo trochę wcześniej improwizował, ale Dorian na szczęście był bardzo mile widziany na większości domówek i pamiętał, że jakaś czwartoklasistka ostatnio zapraszała go na swoją nadchodzącą imprezę, prosząc, żeby przyprowadził wolnych kolegów z drużyny.
    Miał więc już plan, chociaż właściwie to Silas powinien wybierać, co będą robić, wygrał sobie to prawo… ale skoro wolał zdać się na Dory’ego, proszę bardzo. Na pewno porozmawialiby o tym jeszcze, gdyby nie to, że byli w trakcie treningu i nawet trener niecierpliwił się ich pogaduszkami, co jednoznacznie wskazywało na to, że czas wrócić do pracy.
    Dorian nie został w tyle… no, nie tak bardzo i też zanurkował w wodzie i treningu, starając się nadrobić swoją przegraną, dając z siebie wszystko i jeszcze trochę. Rezultat był taki, że nadwyrężone mięśnie zaczęły dawać mu się we znaki praktycznie od razu, ale on był dumny, czuł się spełniony i miał gdzieś rady o nieprzemęczaniu się. Lubił się przemęczać.
    Do tego gdy wszyscy wychodzili już z basenu, trener kiwnął w ich kierunku i powiedział Dormer, Darcy, tak trzymać, co miło połechtało ego Doriana. Oczywiście zauważył, że jego nazwisko zostało wymienione jako drugie, ale nie powinien chyba aż tak się w to wgłębiać… prawda? Kilku innych członków drużyny rzuciło im niezbyt przyjemne spojrzenia, ale Dory wiedział, że taka zazdrość szybko przechodzi.
    W szatni udało mu się nawet dogonić i złapać Silasa zanim ten ruszył na zajęcia… i zanim założył koszulkę, co zawsze było tylko dodatkowym plusem. Mieli porozmawiać później, ale to później mogło z pewnością odnosić się do właśnie teraz, prawda?
    – Nie byłeś dzisiaj taki najgorszy, Dormer. Cieszę się, że pokazałeś, na co cię stać – powiedział, uśmiechając się najbardziej niewinnie, jak tylko potrafił i stanął przed chłopakiem, opierając się o jedną z pobliskich szafek. – Łatwiej cię zmiażdżę na zawodach skoro wiem, czego się spodziewać. Ale ale! Od nich dzieli nas jeszcze co najmniej kilka dobrych imprez i więcej niż kilka dobrych drinków. Nawet wiem, gdzie będziesz mógł poznać jakieś… ugh, dziewczyny – ostatnie słowo wymówił z wyraźną dezaprobatą, wzdychając głęboko i teatralnie wywracając oczami. Tylko się zgrywał, nie miał nic przeciwko dziewczynom, były ładne, zabawne, też potrafiły się bawić, a swoją młodszą siostrzyczkę kochał nad życie, ale lubił pożartować sobie z dziwnych uprzedzeń niektórych kolegów z drużyny i ich reakcji na opowiadanie o ugh, chłopakach.

    ee ta niebieska rybka z nemo

    OdpowiedzUsuń
  10. Dorian zawsze przepadał za imprezami, szczególnie, kiedy mógł pozwolić sobie na spędzenie weekendu z dala od basenu bez większych wyrzutów sumienia. W końcu raz na jakiś czas mu się należało, tak żeby nie zwariować i wciąż mieć jakieś tam życie towarzyskie. Być może właśnie dlatego ludzie często zapraszali go na domówki, które organizowali, po prostu wiedzieli, że jak Darcy w końcu decyduje się gdzieś pojawić, to robi to po to, aby dobrze się bawić i jest raczej bezproblemowy, bo nie miał w zwyczaju upijać się aż tak. Drugą sprawą było to, że czasem jacyś koledzy z drużyny chcieli się z nim zabrać, za co miał zdecydowane plusy u dziewczyn, które również lubiły dobrze się bawić w towarzystwie przystojnych pływaków. Tyle, że tym razem wybierał się na imprezę jedynie z Silasem, który nawet sam sobie wcześniej żartował, że idą na randkę, więc Dorian miał zamiar ten żart podtrzymać, w końcu to wszystko tylko zabawa.
    Nie brał auta, ponieważ wiedział, że po kilku drinkach i tak nie będzie mógł wrócić nim do domu. A nawet gdyby jechał z powrotem dopiero następnego dnia, prowadzenie na kacu również nie było zbyt bezpieczne, więc wolał nie ryzykować i zamówił taksówkę. Tak było bezpieczniej, poza tym dzięki temu napisał Dormerowi, na którą ma być gotowy i że może zabrać się razem z nim. Bo było do niego po drodze, to wszystko.
    Podróż minęła im spokojnie, na w miarę cywilizowanej rozmowie, być może dlatego, że nie trwała dłużej niż dziesięć minut, koleżanka, która ich zapraszała nie mieszkała daleko. A gdy dotarli na miejsce, od razu było wiadomo, że mieli właściwy adres, bo w okolicy stało sporo aut, a w domu paliły się chyba wszystkie światła, no i kilka osób stało już na zewnątrz, trzymając w rękach czerwone, plastikowe kubki z czymś, co Dory jedynie zgadywał, że było alkoholem.
    – Mam nadzieję, że jesteś gotowy, żeby rozkręcić tę imprezę, moja randko – powiedział, spoglądając na Silasa i uśmiechnął się do niego szeroko, gdy już wyszli z auta. Żartował... w pewnym sensie.
    Musiał przyznać, że Dormer się postarał i wyglądał tego wieczoru naprawdę dobrze, ale jednocześnie widać było, że nie próbował osiągnąć takiego samego efektu, co Dorian. Bo Dorian lubił zapobiegać byciu podrywanym przez dziewczyny zawczasu i właśnie dlatego miał na sobie czarne, obcisłe dżinsy, czarną koszulkę z dekoltem w kształcie V i granatową marynarkę. Aby nie pozostawiać większych wątpliwości, na szyi miał też czarno-szarą bandanę, która równie dobrze mogłaby robić za szeroki choker i tak, był z siebie i tego stroju dumny. Zdecydowanie wolał, gdy dziewczyny pytały go o to, gdzie kupił spodnie niż usiłowały z niego te spodnie ściągnąć.
    – Dorian! Hej! – zawołała… hm, Kate? Chyba Kate, ta dziewczyna, która zapraszała go na imprezę, gdy tylko otworzyła im drzwi. Była wysoką, szczupłą brunetką i uśmiechała się do nich szeroko, poprawiając swoją wyjątkowo krótką, kolorową sukienkę. Ona również w jednej ręce dzierżyła już czerwony kubek. Zerknęła na Silasa i kiwając głową z uznaniem dodała: – Cieszę się, że jesteś i przyprowadziłeś kolegę, czeeść, jestem Katherine. – Wyciągnęła do niego rękę i bardzo entuzjastycznie nią potrząsnęła, po czym odsunęła się, gestykulując do środka domu. – Proszę, rozgośćcie się, niedawno zaczęliśmy. Napijcie się czegoś, to będziecie łatwiejsi jak już zaczniemy grać w prawdę czy wyzwanie i siedem minut w niebie – dodała, puszczając do nich oczko z nieukrywanym zadowoleniem. Była urocza.
    – No ładnie, nawet się nie kryjesz ze swoimi nieodpowiednimi zamiarami… – zaśmiał się Dory, ale oczywiście nie widział w tym nic złego i od razu zadowolony wszedł do korytarza, przeciskając się pomiędzy stojącymi tam i rozmawiającymi ludźmi.
    W środku grała muzyka, nie cicha, ale też nie aż tak głośna, aby nie dało się rozmawiać, w salonie na stolikach wystawione były przekąski i napoje, zarówno alkoholowe, jak i nie, no i ogólnie impreza zapowiadała się naprawdę w porządku, szczególnie jak na to, że nic była jeszcze zdecydowanie młoda.

    stylowy imprezowicz

    OdpowiedzUsuń