15 maja 2017

Don't need you to tell me I'm so cynical

Castiel Berne
Lat 20. Klasa IV. Biologia, chemia, a także język francuski.


Przesiąknięcie każdej komórki ciała ambicją zawdzięcza ojcu, który podarował mu nie tylko nabyty perfekcjonizm, ale i zagwarantował mu ciepły, przytulny dach nad głową, a tym samym nigdy nieposiadane poczucie bezpieczeństwa. Od niepamiętnych czasów trenował biegi krótkodystansowe — niefortunnie podczas jednego z nich, dokładnie pół roku temu, nieszczęśliwie zerwał prawe ścięgno Achillesa. Trzask, jak przy łamaniu wysuszonej gałęzi, towarzyszący temu zdarzeniu, odbił się we wnętrzu jego czaszki echem bardzo boleśnie. Upadek, w którego skład wchodziło poobijanie i gdzieniegdzie zdarta do krwi skóra, nie umywał się niczym do skondensowanego bólu, towarzyszącemu doznanemu urazowi. Wiedział przecież co to oznaczało — uziemienie oraz pożegnanie się z dawną sprawnością i aktywnością fizyczną na zbliżonym poziomie, a bezradność na zaistniałe fakty okazała się nie do zniesienia. Dlatego też nie sposób ocenić czy mocno zaciśnięte szczęki, a także zaszklenie oczu w trakcie przewożenia do szpitala, wynikało jedynie z silnego, dotkliwego bólu czy po części właśnie z tejże świadomości. Obecnie pamiątką po operacji, noszeniu gipsu i rehabilitacji pozostaje widoczne kulenie, a także wyraźna apatia względem jakichkolwiek sportów, tak jakby nigdy dla niego nie istniały i nie miały żadnego znaczenia. Przerzucił się bowiem na poważne lektury książkowe i o wiele solidniejszą naukę niż dotychczas. Nigdy nie potrzebował niczyjej litości czy spojrzeń pełnych współczucia — wkurwiają go jak nic innego, do tego stopnia, że wzbudza to w nim niewysłowioną nienawiść, a po zaprzyjaźnieniu się z arogancją, do twarzy mu z krzywym, sardonicznym uśmiechem — stało się to jego jedyną linią obrony. W końcu tak dobrze weszło mu w krew zniechęcanie do siebie ludzi, że robi to już wręcz odruchowo.



ODAUTORSKO:
W karty idzie mi kiepsko, co widać na załączonym tutaj obrazku. Mam też pewną wadę, a mianowicie wolę wątki męsko-męskie, stąd proszę wybaczyć tę jawną dyskryminację tak na wstępie. Jestem bardzo elastyczna w kwestii wszelakich powiązań, ale wszystko w ramach konceptu postaci, poza niego nie wyjdę, a już tym bardziej go nie złamię. Trójkąt skrywa dodatkowe informacje na temat prowadzonej postaci. W zmienionym tytule znajduje się PVRIS i What's Wrong.

Mail: aminimalistyczny@gmail.com

31 komentarzy:

  1. [Daj mi wątek bezczelny paskudniku, wisisz mi odpis i wymyślenie relacji, nie wiem czy wiesz.]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Przyznam, że na początku skusiło mnie samo imię, ale po przeczytaniu KP stwierdziłam, że chcę wątek, bo jest cudny <3 Tak myślę, że z Jinem można by coś wymyślić. Książki mają siłę łączenia ludzi :D Poza tym obaj mają jakieś problemy ze sobą. Cas kuleje i przeszedł rehabilitację, Jin nie słyszy. Może być ciekawie. Jest jakieś powiązanie, którego szukasz może? Albo możemy coś im wymyślić razem :)]

    Kim WooJin

    OdpowiedzUsuń
  3. ( Czytając kartę, nawiasem mówiąc świetnie napisaną, poczułam lekką nostalgię, bo sama jestem krótkodystansowcem i wiem, jakie to uczucie, kiedy dozna się chociażby małego urazu, nie wspominając nawet o nieszczęsnym ścięgnie Achillesa. Zgaduje, ze tak ambitnemu chłopakowi cieżko było pogodzić się z końcem swietnie zapowiadającej sie kariery. Tak czy siak, życzę powodzenia w prowadzeniu postaci i ewentualnie zapraszam do siebie, choć nie wiem, czy nasi chłopcy dogadaliby sie ze sobą. :))

    Cavendish i Blackbourne

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć! Castiel wyszedł Ci naprawdę intrygująco, czytając kartę zdążyłam wczuć się w jego historię i pożałować z powodu kontuzji, za co by mnie z góry nie polubił, ale na szczęście ważne jest tu nastawienie Elliota, a nie moje c; A on by najpewniej po prostu nie wchodził Castielowi w drogę, o ile by go z góry nie znał. Ale akurat o współczucie z jego strony nie ma się co martwić, prędzej znalazłby coś, czego by mu jeszcze pozazdrościł, no i ma trochę skrzywioną zdolność rozpoznawania, czy ktoś chce się go pozbyć, czy wręcz odwrotnie, wbrew pozorom trudno go zniechęcić, więc może jednak. Tak czy inaczej, baw się dobrze na blogu!]

    Elliot White

    OdpowiedzUsuń
  5. [Ciesz się, że w ogóle Cię poinformowałam.]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Imię to ten pan ma cudne! Mam słabość, serio :D
    Szkoda, że wypadek obrócił jego życie do góry nogami... oby jednak wyszło mu to bardzo na dobre ♥
    Podoba mi się Twój styl - karta jest naprawdę ładna, a tekst zachwyca i... wcale nie zniechęca :D
    Baw się dobrze <3]

    Cassian Quatermaine

    OdpowiedzUsuń
  7. [Pewnie, jestem jak najbardziej chętna na wątek! Skoro masz propozycje, to bardzo mi miło, kiedy grafik pozwoli, odezwij się na maila, jest u mnie w karcie, ale dla wygody to youswallowedmyheart@gmail.com]

    Elliot White

    OdpowiedzUsuń
  8. Przez większość czasu, życie Elliota było dużo mniej dramatyczne, niż mogłoby się wydawać. Rano ze snu wyrywało go irytujące brzęczenie starego budzika, potem jadł z rodzicami śniadanie, szedł do szkoły, po lekcjach czasem zostawał na chwilę w bibliotece, potem wracał i oglądał telewizję albo czytał książkę, a dzień kończył rodzinną kolacją. Z tym, że non-stop był przy tym świadomy wiszącego w powietrzu napięcia. Było wszędzie.
    Widział je w niepewnych ruchach mamy, gdy odgarniała włosy za ucho, spoglądając na swojego męża, przypominało mu o nim ostre spojrzenie ojca, kiedy co rano narzekał na twarde bułki. Ellie czasem wsłuchiwał się w ton uderzeń widelca taty o talerz, próbując wywnioskować, czy mężczyzna jest zły, czy to już ten moment, w którym coś naprawdę mu się nie spodobało. Także przez większość czasu nie było źle. Ale nie było też dobrze.
    I nawet się nie zdziwił, gdy po poprzednim, całkiem spokojnym tygodniu, krzyki ojca przywitały go już w progu mieszkania. Słyszał go zanim wszedł do środka, zanim w ogóle położył rękę na klamce i przez chwilę miał ochotę po prostu się odwrócić i uciec. Odetchnął jednak głęboko, powtarzając sobie, że to nic takiego. Nic, czego by wcześniej nie widział.
    Poszedł prosto do kuchni, bo właśnie stamtąd dobiegały głosy. Jego ojciec stał, pochylając się nad swoją skuloną na drewnianym krześle żoną. Elliotowi zrobiło się gorąco, kiedy odchrząknął, wiedząc, że inaczej nawet nie zostanie zauważony.
    – Hej, jestem w domu – powiedział cicho, wymuszając uśmiech. Ojciec natychmiast odwrócił się w jego stronę, wręcz zgrzytając zębami ze złości.
    Ellie dobrze wiedział, co robił, interweniował. Ominął wzrokiem tatę i zamiast tego spojrzał prosto na swoją mamę. Uśmiechnął się do niej szerzej i prawdziwiej, chcąc w ten sposób przekazać, że nie musi się o nic martwić. Wszystko będzie dobrze. Thomas White coś krzyczał, coś o pieniądzach i pracy, której Elliot nie miał, coś o dokładaniu się do rachunków i tym, że gdyby chciał mieć w domu bezużyteczną gębę do wyżywienia, kupiłby sobie psa, a nie robił bachora. Ellie spuścił wzrok, skupiając się na butach ojca. Pomimo duchoty, jaka panowała w pomieszczeniu, było mu zimno, a dłonie i głos mu drżały, gdy się odzywał:
    – Tak, tato. Oczywiście masz rację, postaram się coś znaleźć, ja… w przyszłym semestrze powinienem mieć trochę lepszy plan i może…
    Pan White zamachnął się i otwartą dłonią uderzył go w twarz. Elliot natychmiast zamilknął, zaskoczony i nagle niezdolny do przypomnienia sobie, co właściwie chciał powiedzieć. Zamrugał oczami, ale z wahaniem podniósł rękę, żeby złapać się za piekący policzek, ale tata go wyprzedził, łapiąc go za podbródek i boleśnie zmuszając go do spojrzenia w górę, prosto na niego.
    – Patrz na mnie jak do ciebie mówię, trochę szacunku do ojca i żadne w przyszłym semestrze, ty niewdzięczny…
    Elliot nie potrafił skupić się na jego słowach, pochłonięty nie oddychaniem zbyt głęboko, aby nie smakować alkoholu w ciężkim oddechu swojego taty, który stał zdecydowanie zbyt blisko. Było mu niedobrze.
    Chwilę później było już po wszystkim. Ojca nie było, powiedział, że idzie kupić papierosy, ale tak naprawdę poszedł upić się do pobliskiego baru, a kiedy wróci, wyżyje się na nich podwójnie za jakąś kompletną głupotę. Ellie wyciągał do swojej mamy rękę, chcąc pomóc jej wstać z krzesła. Matka złapała go za dłoń i się podniosła, niespodziewanie przyciągając go bliżej, żeby go przytulić.
    – Tata cię kocha, Ellie… i chce dla nas dobrze, rozumiesz, gdybyś znalazł pracę, naprawdę bardzo byś nam pomógł… – mamrotała w jego ramię z przekonaniem, jakie rzadko kiedy pobrzmiewało w jej głosie. Elliotowi znowu było niedobrze, tym razem przez jej słodkie perfumy gryzące go w gardło przy każdym oddechu.
    Pokiwał głową, uśmiechając się smutno z myślą o świeżym siniaku, który do jutra będzie już z pewnością widoczny na jego szczęce. Też kochał swojego tatę, ale, jak widać, trochę inaczej tę miłość okazywali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozpłakał się dopiero, kiedy bezpiecznie znalazł się w łazience i odkręcił prysznic, udając, że się myje. Szum wody zagłuszał każde jego pociągnięcie nosem i drżący, płytki oddech. Nie wiedział, ile czasu spędził, skulony obok umywalki, ale wiedział, że czuł się samotny. Kochał swoich rodziców, a jednak nie potrafił zrobić niczego, co naprawdę by ich zadowoliło. Nie był wystarczająco posłuszny, nie uczył się wystarczająco dobrze, nie przynosił do domu wystarczająco dużo pieniędzy, nigdy nie zasługiwał na pochwałę. Nie pomagały nawet te głupie korepetycje z francuskiego, które przyjął, chcąc udowodnić, że jest w stanie podciągnąć się w nauce i podczas których zawsze tylko cudem powstrzymywał się przed wyrzuceniem z siebie długiego, smutnego monologu na temat tego, jak mu przykro i głupio z powodu sposobu, w jaki wcześniej skończyli z Castielem znajomość…
      O cholera. Korepetycje.
      Zamarł, wiedząc, że tym razem spieprzył i zrobiło mu się podwójnie, albo i potrójnie głupio, sam nie był pewny, poczucie winy było już po prostu nieodłączną częścią jego dnia. Szybko opłukał twarz wodą i wyciągnął komórkę z kieszeni dżinsów. Nie tylko był już porządnie spóźniony, ale miał trzy nieodebrane połączenia od Castiela.
      Nie wiedział, co zrobić. Oddzwonić, przeprosić, powiedzieć, że jest chory i nie może przyjść? Całkowicie to zignorować i pomartwić się o to jutro? Może tylko napisać mu smsa, wymyślić coś niedorzecznego, jak to, że utknął w korku albo miał jakiś dziwaczny wypadek?
      Rozważał różne opcje, wychodząc z łazienki z telefonem w ręku i dokładnie w momencie, w którym wszedł do kuchni, ktoś zapukał do drzwi. Nie brzmiało to wystarczająco agresywnie, aby był to jego pijany ojciec, ale było też zdecydowanie zbyt mocne, żeby zwiastowało wizytę jednej z koleżanek jego matki.
      Dopiero kiedy jego mama była już przy drzwiach i naciskała klamkę, do Elliota doszło kto to może być i zaklął na siebie w myślach, chowając komórkę z powrotem do kieszeni. Nie zdążył zrobić nic więcej, nawet nie wrócił do swojego pokoju, żeby udawać leżącego w łóżku obłożnie chorego. Niech to szlag.
      – Och, dzień dobry, Castiel, prawda? – zapytała jego mama i Elliot jęknął w duchu. Jego wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach, podsuwając mu coraz to głupsze wymówki i pomimo tego, że uparcie wpatrywał się w podłogę, wyraźnie czuł na sobie wzrok Castiela. Zimny dreszcz przebiegł mu po plecach. – Ellie nie mówił, że zaprosił kolegę, zrobiłabym wam coś do jedzenia… no nic, proszę, wejdź – powiedziała, zachęcająco gestykulując do środka mieszkania. – A ty zajmij się swoim gościem, nastawić wam wodę na herbatę? – zapytała, wyglądając na tak szczerze zadowoloną, że Elliot nie miał serca zacząć od razu się wykręcać. Westchnął głęboko, z góry godząc się ze wszystkim, co Cas miał mu do powiedzenia.
      – Tak, dziękuję, możesz nastawić… Cześć, Castiel, zapraszam, mój pokój jest tam – wymamrotał, kiwając głową w odpowiednim kierunku i tam też sam się skierował. Nie było dobrze, wcześniej naprawdę starał się nigdy nie pokazywać się nikomu w takim stanie, zapraszać ludzi do siebie tylko wtedy, gdy wiedział, że ojca nie ma i nie będzie przez cały wieczór, do tego był całkiem dobry w bezbolesnym odwoływaniu spotkań, gdy coś poszło nie tak i cholera, noga musiała powinąć mu się akurat teraz? To zdecydowanie nie był jego dzień.

      Elliot White

      Usuń
  9. [Jestem żałośnie wolna w witaniu nowych postaci, ale czeeeeeeeść, wynagrodzę Ci to wątkiem (a przynajmniej się postaram :D). Co do samej karty bardzo mi się spodobała choć nie mogę odjąć jej pewnego smutku i melancholii, mimo to jest piękna. c:
    Co do naszego wątku wyślij mi proszę maila na; bezkres.paranoi@gmail.com (: Jeśli masz jakiś zarys w którym widzisz nasze postacie to chętnie posłucham, a jeśli nie to ja zarzucę jakimś superowym (oby!) pomysłem. Najlepszej zabawy na blogu!]

    CLARINE WALSH, szkolna dietetyczka

    OdpowiedzUsuń
  10. [Dziękuję i oczywiście jestem zainteresowana wątkiem, szczególnie, jeśli masz już jakieś pomysły! Chętnie ich posłucham, tutaj lub, gdyby było ci wygodniej, na mailu. Od siebie powiem, że skoro Dorian jest, a Castiel był związany ze sportem, można by pewnie wymyślić im jakieś powiązanie właśnie na tej podstawie. A jeśli nie, to o ile Cas przed swoim wypadkiem był bardziej towarzyski niż obecnie i bywał na imprezach, które Dorian również lubi, stąd też mogliby się znać.]

    Dorian Darcy

    OdpowiedzUsuń
  11. [Pewnie, nie ma sprawy. Możemy pisać dwa :D z tego co pamiętam podesłałam jakiś pomysł już na wątek z Jinem, ale jeśli ci nie pasuje albo nie masz jakiegoś dobrego pomysłu na nich, możemy narazie skupić się na Hyacinthie. Do tamtego możemy zawsze wrócić ;)]

    OdpowiedzUsuń
  12. [Dzięki za miłe słowa! Kurczę, nie ukrywam, że mnie również kusi wątek z Tobą, ale w tym wypadku jestem totalnie wyzbyta z pomysłów, bo Julek i Castiel to dwa różne światy.]

    Julek Niezgoda

    OdpowiedzUsuń
  13. Elliot wiedział, że cała ta niemiła sytuacja wynikła tylko i wyłącznie z jego winy. Gdyby zajął się myśleniem, a nie jedynie użaleniem nad sobą, z pewnością doszłoby do niego, która już godzina i pamiętałby o swoich zobowiązaniach. A że naprawdę rzadko zdarzało mu się odwoływać umówione korepetycje, gdyby po prostu wysłał krótkiego smsa, Castiel z pewnością nawet nie zastanowiłby się nad tego powodami.
    Tak jak nie zastanawiał się nad nimi teraz ani wcześniej, nie odkąd urwali kontakt. Jak dla Elliego nawet nie było potrzeby, aby wracać do niewchodzenia sobie w drogę, ponieważ już się tego całkiem solidnie trzymali. Poza kilkoma ironicznymi, niezbyt miłymi uwagami ze strony Berne, ich relacja nie różniła się przecież zbytnio od takiej zwykłego korepetytora i ucznia, którzy dyskutują głównie o gramatyce francuskiego. Tak chyba było lepiej, szczególnie biorąc pod uwagę, że Ellie był przekonany, iż nie zna już Castiela, że francuski powtarza z nim jakiś zupełnie inny, obcy chłopak. Akceptował tę zmianę, w pewnym sensie go ona fascynowała, bo ludzie chyba rzadko zmieniają się aż tak drastycznie, ale jednocześnie sprawiała, że czuł się teraz trochę nieswojo w jego towarzystwie.
    Nie zaskoczyło go nic, co usłyszał z ust Casa zaraz po tym, jak tylko zamknęły się za nimi drzwi. Do tego nie mógł zrobić wiele poza zgodzeniem się z nim i nadstawieniem drugiego policzka… w tym przypadku całkowicie metaforycznie.
    Przez chwilę starał się patrzeć w bok, unikając jego wzroku, ale szybko doszło do niego, że to dziecinne zachowanie z jego strony. W końcu co się stało, to się nie odstanie, i tak byli już w tej sytuacji, musiał coś powiedzieć, przyjąć ewentualne konsekwencje swoich akcji.
    Z niejakim ociąganiem spojrzał Castielowi w oczy i przez chwilę musiał wyglądać jak niespełna rozumu albo jakby nic nie robił sobie z tej nieprzyjemnej sytuacji, bo zamiast zacząć się tłumaczyć, uśmiechnął się słabo. Po prostu zdziwił i na chwilę rozproszył go widok Casa bez soczewek kontaktowych. Wcześniej nie zwrócił na to uwagi, ale teraz, gdy ten stał w wpadającym z oka świetle, Elliot był w stanie policzyć na palcach jednej ręki, ile razy wcześniej go tak widział… co oczywiście zupełnie nie było w tym momencie ważne. Ani trochę. A jednak zapomniał, jaką wymówkę miał mu właśnie sprzedać.
    – Ja… masz rację – zaczął w końcu, aby tylko bardziej się nie pogrążać, ale zaraz przerwał, krzywiąc się z niezadowoleniem. To samo przed chwilą powiedział swojemu ojcu i z jakiegoś powodu niezwykle mu to przeszkadzało. Odchrząknął, odruchowo znów zerkając w dół. Skup się, warknął na siebie w myślach. – Przepraszam, to wszystko moja wina. Byłem naprawdę zajęty, kiedy wróciłem do domu i nie zauważyłem, jak już późno – przyznał, nerwowo przestępując z nogi na nogę.
    Odruchowo uniósł rękę do twarzy, chcąc zakryć tę część szczęki, która mogła obecnie stanowić problem, chociaż chyba nieumyślnie tylko zwracał na to większą uwagę. Ale jeśli nie robił tego, nie wiedział, co zrobić z rękami. Jego ojciec, zważając na wiek i słabą kondycję, miał naprawdę niezły zamach.
    Elliot nie był pewny, co powiedzieć, żeby załagodzić sytuację, a na dodatek niesamowicie przejmował się perspektywą swojego pijanego, zataczającego się ojca wracającego do domu i zastającego w nim nieznajomego sobie Castiela. W żadnym wypadku nie mógł na coś takiego pozwolić, dlatego musiał dodatkowo upewnić się, że ta niespodziewana wizyta się nie przeciągnie.
    – Dobrze wiesz, że wciąż potrzebuję tych korepetycji i że biorę je na poważnie, Cas, że się staram. Nie próbowałem naumyślnie cię wkurzyć, ja po prostu… to się więcej nie powtórzy, przepraszam, okej? Niepotrzebnie w ogóle tu przychodziłeś, właśnie miałem oddzwaniać – dodał, starając się nie brzmieć na zestresowanego, ale oczywiście wyszło jak zwykle, czyli wcale.

    Elliot

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiedział, że cokolwiek odpowie, cokolwiek wymyśli, nawet jeśli w teorii byłoby to naprawdę przekonujące kłamstwo albo niezwykle zręczna zmiana tematu, Castiel i tak domyślał się nieprzyjemnej prawdy. Zbyt trafnie ocenił sytuację, sarkastycznie czy też nie, miał rację. Może gdyby Elliotowi rok temu udało się utrzymać język za zębami i ręce przy sobie, nie musiałby się teraz tym martwić i zaśmiałby się tylko, zapewniając, że spadł ze schodów albo pośliznął się na świeżo umytej podłodze. Z doświadczenia wiedział, że nawet jeśli ktoś nie do końca mu nie wierzy, najczęściej z radością przyjmuje jego wersję zdarzeń i nie zadaje pytań, ale tyczyło się to wyłącznie tych osób, w ramionach których nigdy się nie wypłakiwał, a Cas był z tej grupy wykluczony.
    Tak naprawdę dalej trochę żałował, w jaki sposób zachował się rok wcześniej i pozwolił ich relacji stopniowo się rozluźnić, aż w końcu obecnie nie rozmawiali o niczym poza francuskim, o ile rozmawiali w ogóle. Gdyby chciał się oszukiwać, utrzymywałby, że to przez wypadek Casa, że to on się zmienił, nie był sobą i przez to nie mogli się dogadać, ale wcale tak nie było. Elliot wiedział, że w pewnym momencie jego słowo było decydujące i powiedział nie, a dokładniej nie mogę, co w jego przypadku było tylko uniwersalną obroną na wszystko, co zaczynało go przerastać.
    – Mój tatuś chce dobrze, zawsze chciał – stwierdził, chcąc przekonać o tym również samego siebie. Nie potrafił wprost go okłamać, ale nie potrafił też przyznać mu racji, więc powtórzył puste słowa swojej mamy, dokładnie tak jak powtarzał je odkąd był małym dzieckiem. Chyba nawet brzmiał trochę jak dzieciak, znowu. – A mi się czasem przecież należy – dodał i uśmiechnął się nieznacznie, w chyba dość nieudanej próbie podejścia do tematu z humorem. Opuścił ręce luźno wzdłuż ciała, gdy Cas puścił jego nadgarstek i westchnął, szczerze nie wiedząc, co teraz, co powinien zrobić. Czuł się przytłoczony i obnażony, bardziej niż gdyby rozebrał się do naga i chyba wolałby zrobić właśnie to niż zacząć wyjaśniać, co dokładnie się stało.
    Odetchnął z ulgą, gdy Castiel przyjął jego przeprosiny, najwyraźniej porzucając pomysł przerwania korepetycji. Zanotował też mentalnie, że rzeczywiście przydałby mu się lód, ale obawiał się, że skoro nie wpadł na to od razu po zostaniu uderzonym, a teraz nie miał zamiaru iść do kuchni i tłumaczyć swojej zapewne krzątającej się tam mamie, po co mu ten lód i co sobie myśli, zostawiając gościa samego.
    Szczerze wątpił, że jego ojciec wróci do domu w ciągu najbliższej godziny, ale jakaś szansa, że to zrobi zawsze istniała i właśnie to sprawiało, że serce podchodziło mu do gardła, pociły mu się ręce i brakowało mu słów.
    – Nie, to nie przez korepetycje – zapewnił, dalej czując się nieco niekomfortowo pod jego uważnym spojrzeniem. Nie potrafił zebrać się na to, by go po prostu okłamać, trudno było mu również odwrócić spojrzenie. W przeciwieństwie do Castiela, nie zmienił się diametralnie w ciągu ostatnich kilku miesięcy i wciąż się wszystkim przesadnie przejmował. Być może jeśli po prostu to z siebie wyrzuci, Cas zrozumie i go zostawi, choćby przez wzgląd na stare, dobre czasy, bo przez chwilę miał wrażenie, że brzmiał jakby naprawdę obchodziło go, co usłyszy z ust Elliota. Naturalnie możliwe, że po prostu czuł się w obowiązku zapytać, czy wszystko dobrze, chociaż pewnie się domyślał. Na pewno tak było, w końcu to nie było skomplikowane, gdy miało się tyle informacji, co on, gdy słuchało się zwierzeń Elliego w jednym z najbardziej nieprzyjemnych momentów jego życia.
    – Chodzi o mojego ojca. On… widzisz, on dopiero co wyszedł i nie mam pojęcia, kiedy wróci. Może za godzinę, może za dwie, może jutro rano, a może za pięć minut. A jak już wróci, to nie może cię tu być, nie chcesz tu być, zapewniam, dlatego… Nie mam zamiaru cię w to wciągać, Cas, powinieneś po prostu wrócić do siebie. Ja sobie poradzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miał cichą nadzieję, że dzięki jego niedawno przyjętemu, nowemu podejściu do życia, które składało się w większości z obojętności, Castiel po prostu przyjmie tę radę i stwierdzi, że powinien się już zbierać. Tak byłoby łatwiej, oszczędziłoby to kłopotów i niezręczności im obu, bo Ellie już wyobrażał sobie swojego pijanego ojca, któremu wszystko mieni się przed oczami... przecież on czasem nawet nie kojarzył, czy okłada jego, czy jego mamę, więc Cas nie mógł mu się w żadnym wypadku pokazać na oczy, ani co gorsza wpaść mu w ręce. Co się nie stanie, jeśli go już dawno u White’ów nie będzie. Na pewno sam również to rozumiał.

      Ellie

      Usuń
  15. Twój tatuś jest… Pokręcił głową, krzywiąc się lekko. Wiedział, kim jest jego ojciec, słyszał to już wcześniej. Najtrudniejsze było dla niego to, że chociaż bardzo się starał, nie potrafił spojrzeć na sytuację z czyjegoś punktu widzenia. Bo dla niego, nieważne, co jego tata by mu zrobił, nieważne, jak bardzo byłoby to bolesne, niesprawiedliwe i niezdrowe, Elliot był po prostu przekonany, że to wszystko wypływa z jego przywiązania do rodziny i chęci pomocy, chęci naprawienia wszystkiego. Po prostu robił to dość nieumiejętnie, albo Ellie i jego mama za mało się starali i dlatego nigdy nie wychodziło tak, jak powinno. Może to nie było normalne, może wszyscy w jego rodzinie byli mniej lub bardziej popieprzeni.
    Nie tylko nie miał już szansy odpowiedzieć, ale również nie miał pojęcia, co może dodać, gdy było jasne, że obaj wiedzą swoje. Do tego dużo bardziej niż wywód Castiela o jego ojcu poruszyła go jego sugestia, że w takim razie może jego ojciec też powinien go bić. Elliot wiedział, że to była ironia, próba ilustracji tego, jak wypaczone jest jego rozumowanie, no i chyba w pewnym sensie, przez chwilę podziałało. Gdyby Cas był na jego miejscu… cóż, po pierwsze nawet nie chciał wyobrażać sobie Casa na swoim miejscu, była to niezwykle niepokojąca wizja, która sprawiała, że coś ściskało go w żołądku jeszcze bardziej niż przed minutą. A nawet nie sądził, że to w ogóle możliwe.
    Castiel był naprawdę dobry w podnoszeniu mu ciśnienia. Wcześniej również tak było, w pewnym sensie, ale teraz… teraz był jeszcze bardziej uparty i to wcale nie było zabawne, ani trochę. Fakt, że potencjalne spotkanie z pijanym ojcem Elliota nie wywierało na nim większego wrażenia tylko to wszystko pogarszał. Nie był pewny, czy powinien spróbować jeszcze raz go przekonać do wyjścia, w końcu do trzech razy sztuka, nawet już otwierał usta, żeby tym razem złapać się ostatniej deski rachunku, jaką było poproszenie go z właściwą dla tej sytuacji desperacją, ale ugryzł się w język i z powrotem zamknął buzię.
    – Kiedy ja naprawdę się martwię, Cas. O ciebie, o siebie, o to, że jesteś tutaj w najgorszym, możliwym momencie i jesteś na tyle uparty, żeby… – zaczął, ale przerwał, bo drżał mu głos i było mu głupio, bo nie był zły, tylko cholernie zestresowany. Nie chodziło o nic, co tata mógł mu zrobić albo powiedzieć, chodziło o samą obecność kogoś z zewnątrz. Castiel z pewnością nie chciał i nie mógł tego zobaczyć. Nieważne, że widział już wcześniej Elliota w złym stanie, z podbitym okiem albo skręconą kostką, bo Ellie zawsze mógł najpierw doprowadzić się trochę do porządku, wziąć prysznic. Nawet jeśli płakał, przynajmniej po twarzy spływały mu łzy, a nie krew, przynajmniej wyrzucił z siebie to najgorsze zanim pokazał się komukolwiek na oczy. – Jeśli mój ojciec wróci zanim pójdziesz, po prostu zostań tutaj, nie wychodź, nie… nic nie rób, bo mi nie pomożesz – powiedział w końcu, kręcąc głową ze zrezygnowaniem. To było jedyne, czego oczekiwał, chociaż miał nadzieję, że naprawdę niepotrzebnie się martwi.
    – Idę po tę herbatę. Usiądź, bo jeszcze bardziej mnie stresujesz jak tak stoisz. – Elliot westchnął, kiwając w stronę stolika pod ścianą. Zwykle odrabiał przy nim lekcje, więc leżały na nim książki i jakieś pojedyncze kartki, jego notatki z zajęć i pierwszy szkic wypracowania na angielski, ale była to jedyna powierzchnia w pokoju, przy której można było normalnie usiąść i porozmawiać. – Jak masz dla mnie materiały, możesz je wyciągnąć, obiecuję, że je przejrzę – dodał, po czym zostawił Casa u siebie i wrócił do kuchni. Był całkiem dobry w godzeniu się z losem, jakiekolwiek ten los by nie był. Stwierdził, że chce przynajmniej spróbować załatwić to wszystko najszybciej, jak się da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jego mama wciąż była w kuchni i gdy tylko go zobaczyła, zapytała, czy to niewystarczająco jasne, że to zły moment na gości, ale Elliot tylko wzruszył ramionami i obiecał, że jego kolega nie zostanie długo, przyniósł mu tylko zadania z francuskiego. To zdawało się trochę uspokoić jego matkę, ale jednak mimo wszystko spojrzała na niego ze zmartwieniem, tak podobnym do emocji malującej się również na jego twarzy i poprosiła, żeby uważał, bo nie wszyscy są w stanie go zrozumieć.
      – Mm, tylko ty i tata mnie rozumiecie – zapewnił Elliot, parząc Castielowi zwykłą, czarną herbatę, a sobie melisę, jakby jakakolwiek ziołowa herbatka mogła mu teraz pomóc. – Nie martw się, możesz iść się przespać, ja się wszystkim zajmę – dodał, uśmiechając się smutno, bo miał przez to oczywiście na myśli, że to on powita ojca w domu.
      Zabrał ze sobą herbaty wraz z paczką ciastek, którą mama zwykle zachowywała dla swoim koleżanek, ale teraz wcisnęła mu, aby ugościł kolegę i wrócił z tym do swojego pokoju.
      – Mogę cię o coś zapytać? – mruknął, a ręka trzęsła mu się tylko trochę, gdy stawiał przez Casem kubek, na którym to dumnie prężyły się kolorowe, rysunkowe koty. Ellie miał podobny, tyle, że w pieski i w tym wszystkim prawie uleciało mu, jak śmiesznie wygląda poważny Castiel z tym głupim kubkiem. Zachował jednak kamienną twarz, siadając naprzeciwko niego. – Dlaczego cię to obchodzi? Na pewno wygodniej byłoby sobie pójść niż doprowadzać mnie do stanu przedzawałowego.

      Ellie

      Usuń
  16. Był już na tyle przyzwyczajony do rzucanych w swoją stroną ostrych, oschłych komentarzy, że właściwie czuł się bardziej komfortowo, gdy Castiel mówił do niego właśnie w taki sposób. Z jakiegoś powodu wydawało mu się to dużo bezpieczniejsze niż jakakolwiek oznaka troski, bardziej znajome biorąc pod uwagę jego rodzinne i nie tylko relacje. Nie dało się zaprzeczyć, że sprawą najbardziej mącącą mu w głowie pozostawało to, że ton Casa w sumie nie pasował do tego, co wychodziło z jego ust. W końcu twierdził, że los Elliego go obchodzi, a z czegoś takiego by sobie nie żartował, nie wchodziło to w grę. Mógł dodawać, że ten zadaje głupie pytania albo musi źle się czuć, jeśli sądzi, że uda mu się powstrzymać go od konfrontacji ze swoim ojcem, ale wciąż tu był. Był, siedział, odpowiadał na pytania, wydawał się nawet całkiem spokojny.
    – Jeśli lubisz widzieć mnie zestresowanego, zawsze możesz zabrać mnie do wesołego miasteczka i po prostu bardzo uważnie mi się przyjrzeć na szycie ich najwyższej kolejki górskiej. Byłoby zabawniej, mam mały lęk wysokości – westchnął Elliot, lekko przechylając głowę w bok i wciąż wpatrując się w Castiela. Chyba trochę zbyt łatwo przychodziło mu ignorowanie powagi sytuacji i próby porównania jej do czegoś raczej nieszkodliwego, zabawnego nawet, ale Cas i tak był jedną z nielicznych, jeśli nie jedyną osobą, przy której kiedykolwiek poczuł się swobodnie. Tak było kiedyś, miesiące temu, ale do tej pory pamiętał to ulotne uczucie nie bycia z tym wszystkim samemu bardzo wyraźnie.
    Odwrócił na chwilę wzrok, wbijając go w zadania z francuskiego leżące na stole i przez chwilę miał ogromną ochotę zaproponować, aby to właśnie na nich się teraz skupili i wrócili do nieporuszania żadnych tematów poza tym jakże pięknym językiem obcym. Tak byłoby łatwiej, gdyby tylko był w stanie z przekonaniem stwierdzić, że to dobry pomysł. Niestety serce podchodzące mu do gardła boleśnie przypominało mu, w jak beznadziejnej sytuacji się znajduje, a wspominanie o jego ojcu i jego możliwym powrocie było już chyba równie nudne, co męczące, ale Elliot nie potrafił wyrzucić tego z głowy. Było trochę tak, jakby jego myśli kręciły się w kółko i nie potrafił ich zatrzymać. Nie panikował jedynie dlatego, że tata w takich okolicznościach naprawdę rzadko wracał przed północą.
    Elliot sięgnął w końcu po kubek ze sobą herbatą i popił trochę, nie zważając na to, jak była gorąca. W końcu nie to było teraz jego największym zmartwieniem. Niestety melisa nie miała natychmiastowego działania uspokajającego. Podniósł głowę, spoglądając na siedzącego naprzeciwko chłopaka i zdał sobie sprawę, że naprawdę, szczerze chciałby wiedzieć, co siedzi mu teraz w głowie. Wątpił, że się tego dowie, ale nagle właśnie to zajęło całe jego myśli.
    – Współczujesz mi, Cas? – zapytał nagle, niespokojnie poprawiając się na krześle. Uśmiechnął się zaledwie kącikiem ust, bo pytanie było o tyle ironiczne, że z nich dwóch to nie Ellie powinien mieć taki znowu problem z poradzeniem sonie twierdzącą odpowiedzią. A jednak niesamowicie by mu ona przeszkadzała. Być może podświadomie rozumiał wstręt Castiela do wszelkiego rodzaju przejawów litości bardziej i głębiej niż ktokolwiek inny. Burzył się wewnętrznie na myśl o tym, że w czyichś myślach był jedynie wymagającą pomocy ofiarą przemocy domowej, było to przecież bardzo dalekie od prawdy. – Potrzebuję pomocy? – dodał i zabrzmiało to śmielej niż w jego głowie, ale nie mógł już tego cofnąć.
    Osobiście nie uważał, że potrzebuje pomocy, w końcu jak na razie radził sobie świetnie, ale Cas chyba nie patrzył na to w ten sposób. I wyglądało na to, że nie ma zamiaru mówić mu niczego, co Elliot chciałby usłyszeć tylko dlatego, że chciałby to usłyszeć, co jednocześnie mu przeszkadzało i go fascynowało. Poważnie chciał widzieć, nie pytał, aby zmotywować chłopaka do wyjścia i ucięcia tej godzącej zbyt głęboko w ich relację dyskusji, ale jeśli miało mieć to taki efekt, również nie byłby załamany.

    [Myślałam, że to ja późno kładę się spać! A spadku jakości nie stwierdzono.]

    Ellie

    OdpowiedzUsuń
  17. [I jak z tym wątkiem? XD]

    Hyacinth

    OdpowiedzUsuń
  18. [Aż miło mi się zrobiło! Cieszę się, że Jackie wpadła ci w oko :) W zasadzie to wpadłam na pewien pomysł, o ile podobnego już nie masz. Otóż pomyślałam, że jeszcze niedawno Jackie i Casiel (serduszko za imię <3) dość dobrze się dogadywali, a może nawet przyjaźnili. Niestety Farley jest taka, że zapewne po wypadku Castiela bardzo mu współczuła i chciała jakoś mu pomóc, co doprowadziło do tego, że chłopak się co chwila na nią wkurwiał, przez co cały czas się kłócili. I tak oto ich przyjaźń legła w gruzach, choć Jackie wciąż stara się to naprawić, co spotyka się tylko z gniewem Castiela :)]

    JACQUELINE

    OdpowiedzUsuń
  19. [Mi pasuje, oczywiście :) Hmm, do głowy przychodzi mi jedynie to, że mogliby zostać przydzieleni przez jakiegoś nauczyciela do wspólnego zadania, np. przygotowanie jakiejś prezentacji z biologii, która miałaby zachęcać nowych uczniów do wybrania tego przedmiotu na rozszerzenie. Ale jeśli wpadniesz na coś innego to możesz mnie zaskoczyć ;)]

    JACQUELINE

    OdpowiedzUsuń
  20. Elliot odwrócił wzrok od Castiela, przymykając na chwilę oczy i wziął kilka głębokich oddechów. Oczywiście, że nie to chciał usłyszeć. Czułby się lepiej, gdyby Cas wciąż uważał na słowa, gdyby go jeszcze trochę pooszukiwał, tak, jak robił to wcześniej. Ale wciąż zależało mu na jego szczerej opinii.
    Jesteś bezradny.
    Nie potrafisz sobie poradzić.
    Pozwalasz, aby cię okładał.
    To nie jest normalne.

    Powtarzał w myślach słowa Castiela, powoli je trawiąc, próbując jakoś je zakwestionować, jednak okazało się to dla niego wyzwaniem. Czy naprawdę tak było? Czy każda osoba z zewnątrz, zaznajomiona z jego sytuacją, widziałaby go właśnie w taki sposób, jako ofiarę od lat trwającą w błędnym przekonaniu, że wszystko jeszcze się ułoży? Czy Elliot naprawdę tą ofiarą był? Jeśli tak, nie potrafił tego jeszcze przyznać.
    Ojciec-alkoholik przecież go nie definiował, a problemy rodzinne nie stanowiły całości jego osobowości. Owszem, gdyby nie to, że tata czasem był agresywny, a mama usprawiedliwiała go z jeszcze większym zapamiętaniem niż on sam, Ellie mógłby wyrosnąć na całkowicie inną osobę, ale on wcale nie chciał być całkowicie inną osobą. Być może gonił za nieosiągalnym ideałem, bo rodzice nie chwalili go zbyt często, ale ambicja nie była przecież złą cechą. Może miał też tendencję do trzymania swoich emocji zamkniętych gdzieś głęboko w sobie dopóki nie miał okazji pocierpieć w samotności i przelać ich na papier, który to skończy głęboko w jego koszu, nigdy przez nikogo nieprzeczytany. Ale do wyboru miał to lub wybuchnąć płaczem przed swoim ojcem, czego nie zrobił odkąd w podstawówce złamał rękę.
    Kiedy w końcu, po jakiejś minucie, która w jego głowie trwała jednak znacznie dłużej, z powrotem spojrzał na Casa, ten znów mu się przyglądał. Czuł, że byli w impasie; nie potrafił zdobyć się na to, by przyznać mu rację, ale skłamałby, jeśli spróbowałby zaprzeczyć i udowodnić, że jest szczęśliwy w swojej obecnej sytuacji.
    – Nawet, jeśli miałbyś rację, wiesz, że to nie jest takie proste. To w ogóle nie jest proste – powiedział zamiast tego. Pewnie, w teorii Ellie mógł po prostu się postawić i pójść na policję, ale to znaczyłoby procesy, sądy, psychologów i jego biedną matkę, która mogła przecież nawet nie zgodzić się zeznawać przeciwko mężowi. Ich rodzina by się rozpadała, a to wszystko byłaby wina niewdzięcznego Elliota. Jak mógłby na coś takiego pozwolić?
    – Ale dziękuję, ja… obchodzi mnie, co myślisz – dodał, bo to nie tak, że nie docierało do niego nic, co słyszał. Przeciwnie, docierało to do niego aż za bardzo i sprawiało, że miał ochotę zatkać uszy i uciec, co po pierwszy byłoby najbardziej niedorzeczną rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobił, a po drugie tylko udowadniało, że coś w tym wszystkim było. Niepokoiło go to, ale mimo wszystko uśmiechnął się do Castiela.
    – Może powinieneś ro… – rozważyć tę randkę skoro jestem ewenementem, któremu to ty współczujesz, a nie odwrotnie, miał powiedzieć, nie do końca poważnie, ale też nie do końca żartując, w kolejnej, usilnej próbie zburzenia rosnącego, poważnego napięcia, ale nie dane mu było dokończyć.
    Trzasnęły drzwi wejściowe i Ellie zamarł, zaciskając zęby i przez kilka cholernie długich sekund prosząc wszelkie istniejące bóstwa o to, aby to jakaś ciotka wpadła z niezapowiedzianą wizytą, ktokolwiek, cokolwiek, tylko nie jego tata. Niestety nie miał tyle szczęścia.
    – Kochanie! Ellie! Tęskniliście?! – chociaż głos jego ojca był trochę stłumiony przez dzielące ich ściany, mężczyzna bez wątpienia był bardzo pijany i niezadowolony. Elliot natychmiast zerwał się z krzesła, tym razem dla odmiany mając wrażenie, że serce całkiem mu stanęło. W panice spojrzał na wciąż siedzącego przy stole Casa, na ich niedopite herbaty i nawet nie próbował udawać, że jest w jakimkolwiek stopniu spokojny.
    Musiał pójść do ojca, spróbować jakoś to wszystko załagodzić, miał nadzieję, że mama nie będzie tam pierwsza, że ją to ominie, że Castiel zostanie na miejscu… jego myśli biegły tak szybko, że jedynym wnioskiem, jaki był w stanie wyciągnąć było to, że miał przejebane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Zajmę się tym, poradzę sobie – zaczął drżącym głosem, opierając się o stół zaraz przed chłopakiem i nieco się do niego pochylając. – Daj mi pięć minut. Pięć minut, Cas, poczekaj tu, zaraz wrócę – dodał, łapiąc się ostatniej, wątpliwej deski ratunku. Może mu się uda, może tym razem tata po prostu położy się spać i problem będą mieć dopiero jutro, gdy obudzi się na kacu.
      Musiał działać szybko, a wiedział, że Castiela i tak nie powstrzyma siłą, ani niczym innym, dlatego po prostu rzucił mu ostatnie, poważne spojrzenie, po czym wyszedł z pokoju i pośpieszył do kuchni. Miał szczęście, na razie był tam tylko jego szukający czegoś w lodówce tata. Odetchnął
      – Hej, tato – mruknął, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. – Dobrze, że jesteś. Pewnie jesteś zmęczony… wiesz co, zasługujesz na trochę odpoczynku przed telewizorem, zrobię ci coś do picia. Na co masz ochotę, kawę? – zapytał ugodowo, z całych sił starając się nie brzmieć na przerażonego. Na szczęście Thomas White był chyba zbyt narąbany, żeby zwracać na to jakąkolwiek uwagę. Jego mama wychyliła się zza futryny swojej sypialni, a Ellie prawie niezauważalnie pokręcił głową, wpatrując się w nią nagląco. Kobieta zrozumiała i powoli zamknęła drzwi.
      – Kawę – prychnął jego ojciec z wyraźnym rozbawieniem. – Twierdzą, że moja karta nie działa… pieprzyć tych sukinsynów, mam swoje – zaśmiał się, wyciągając z lodówki prawie już pustą butelkę wódki. Zmarszczył brwi, potrząsając nią lekko, po czym wbił wzrok w swojego syna. – Co to ma być? Wychlałeś moją wódkę? – warknął na niego.
      – Tato, nie… oczywiście, że nie, nie dotknąłem jej – odparł od razu, mając wrażenie, że krew odpływa mu z twarzy. Wiedział, że w domu tylko ojciec pił jakikolwiek alkohol, nikt by nie śmiał położyć ręki na jego wódce, to tata ją wypił i po prostu nie pamiętał ale nie miał zamiaru mu tego wytykać, to tylko prowadziłoby do kłótni. – Jutro kupimy nową…
      – Żałosne! Kłam dalej! – wrzasnął Thomas White, chcąc z impetem odstawić butelkę na blacie, ale nie trafił i jedynie się zamachnął, upuszczając ją na podłogę. Szkło pękło na rozsypało się po podłodze, a zapach wódki natychmiast wypełnił pomieszczenie. – Zobacz, co narobiłeś, ty cholerny idioto! Możesz w ogóle być bardziej bezużyteczny?! – Elliot wstrzymał oddech, gdy mężczyzna podszedł, albo raczej zatoczył się w jego stronę, popychając go do tyłu. – Na kolana i to zbieraj!
      Szkło skrzypiało pod grubymi podeszwami jego ojca, a Elliemu wbiło się w stopę, gdy odruchowo się odsunął. Czuł, że uchwyt drzwiczek kuchennej szafki wbija mu się w udo i wiedział, że nie ma już gdzie uciec. Syknął z bólu, mamrocząc jakieś niewyraźne tak, już, przepraszam. Zamknął oczy. Nie odważył się spojrzeć w stronę swojego pokoju, bo wiedział, że to wszystko nie brzmiało jakby sobie radził, mógłby przysiąc, że słyszy otwierające się drzwi swojego pokoju i gorzej już być po prostu nie mogło. Dokładnie tego się obawiał, tego nie chciał, temu próbował zapobiec.

      Ellie

      Usuń
  21. [Brzmi super, pisz śmiało: nekrobiose@gmail.com.]

    Julek Niezgoda

    OdpowiedzUsuń
  22. Wbił we wchodzącego do kuchni Castiela przerażone spojrzenie. Naprawdę chciał się odezwać, zatrzymać to wszystko, otworzył nawet usta, żeby to zrobić, ale głos uwiązł mu w gardle. Cięta, zimna uwaga chłopaka jeszcze przez chwilę odbijała się echem w jego głowie, przyprawiając go o palpitacje i przez to, ile już się tego dnia nas tresował, zaczynał poważnie bać się o swoje serce. Przecież nie wolno było mówić takich rzeczy, Cas nie mógł… Nie wolno było grozić, nie wolno było wyśmiewać, nie wolno, nie wolno… Jego ojciec prychnął pod nosem i odwrócił się w stronę Castiela. Elliot wypuścił z płuc powietrze, które nawet nie wiedział, że wstrzymywał i wykorzystał okazję, żeby odejść od szafki. Wziął płytki, drżący oddech, próbując trzymać się resztek nadziei na to, że da się to wszystko jeszcze jakoś uratować, wyjaśnić.
    – A ty to, kurwa, kto? – warknął pan White ostro, zaciskając dłonie w pięści, ale nie zrobił nic więcej, chyba nie mając zamiaru posunąć się do fizycznej konfrontacji z nieznajomym. Było to jednak dla Elliota niewielkie pocieszenie, ponieważ było mu tak wstyd za swojego tatę, że pragnął zapaść się pod ziemię i nigdy wcześniej nie chciał się po prostu obudzić tak bardzo jak w tej chwili.
    – Rodzice to cię nie nauczyli szacunku do starszych, smarkaczu? – kontynuował jego tata z pogardą, robiąc krok w stronę Berne’a.
    Ellie nie mógł na to pozwolić. Zareagował zanim o tym pomyślał, zaszedł mu drogę, stając pomiędzy nimi, przodem do ojca. Burzył go sposób, w jaki jego tata odzywał się do Casa, chciał stanąć w jego obronie, powiedzieć, że szacunku brakuje tu komuś zupełnie innemu, ale nie potrafił. Nie mógł. Nie wolno mu było i w tym momencie odczuwał to wyjątkowo wyraźnie, jak jakiś niesamowity ciężar uwierający go w piersi. Ciężar, którego bardzo chciał się pozbyć, ale nie miał pojęcia, od czego miałby w ogóle zacząć.
    – Tato – zaczął zamiast tego cicho, ugodowo. Serce miał już gdzieś w gardle. Wiedział, że Berne jest zaraz za nim, że tam stoi, zapewne wciąż z rękami w kieszeniach i taką pewnością w oczach, jakiej jemu samemu brakowało. Nie odwracał się. – To mój korepetytor z francuskiego, pamiętasz? Żebym lepiej radził sobie w szkole, on tylko… – zaczął tłumaczyć spokojnie, ale ojciec mu przerwał.
    – Mam to w dupie, niech wypierdala z mojego domu – oburzył się, rzucając Castielowi wrogie spojrzenie. – No! Albo najpierw no, najpierw może się nauczyć trochę pokory! – dodał zaraz, wbijając wzrok prosto w swojego syna, a on skulił się, nie tylko wewnętrznie, pod jego ostrym, nagle jakby też trochę rozbawionym spojrzeniem. Na wpółświadomie czekał na jakiś cios, ale cios nigdy nie nadszedł, nie fizycznie w każdym razie. Thomas White skrzyżował ręce na piersi i wykonał chwiejny krok w tył, aż w końcu oparł się o kuchenną szafkę. – Co ja ci mówiłem, że masz zrobić, Ellie?
    Elliot głośno przełknął ślinę. Na przemian było mu zbyt gorąco i o wiele za zimno, a w głowie miał pustkę; działał mechanicznie, ponad wszystko nie chcąc się narazić. Chciał załagodzić sytuację.
    – Posprzątać – mruknął. Pan White pokiwał głową z uśmiechem, w którym czaiła się jakaś dziwaczna parodia dumy. Ellie dobrze wiedział, o co chodziło, czuł na sobie jego naglące spojrzenie, więc wyjął z pobliskiej szafki zmiotkę i ukucnął, żeby uprzątnąć szkło. Ojciec stał i patrzył. Castiel stał i patrzył. Elliot zacisnął zęby, nie odrywając wzroku od podłogi i starał się o niczym nie myśleć. Zaczął liczyć do dziesięciu, chcąc się odprężyć, ale doliczył jedynie do czterech, a potem usłyszał swojego ojca:
    – Nie bądź taka cipa, Ellie, daj lepszy przykład koledze! Szybciej, kurwa, szybciej!
    Chcąc spełnić jego rozkaz, pochylił się jeszcze trochę, żeby drżącą dłonią dosięgnąć do ostatnich, rozrzuconych dalej kawałków butelki i natychmiast tego pożałował. Zachwiał się, a potem, jakby miał jeszcze niewystarczającego pecha, pośliznął się na wciąż mokrej od wódki posadzce i wyłożył się na niej jak długi, centralnie pod nogami Casa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapadła cisza. Jeszcze przed chwilą zdawało mu się, że wszystko działo się jakby w przyśpieszonym tempie, a teraz jakby nagle zwolniło. Elliotowi dzwoniło w uszach, brał szybkie, płytkie oddechy i czuł, że się rumieni, ale było to jego najmniejszym zmartwieniem. Powoli się podniósł, ale tylko do klęku i usiadł sobie na piętach. Wyciągnął przed siebie drżącą, prawą dłoń i wyjął z niej dwa małe, ostre kawałki szkła, krzywiąc się lekko, ale ani pisnął. Odrzucił je na bok i odłamki z cichym kliknięciem dołączyły do kupki zamiecionych przez niego kawałków butelki. Jak zahipnotyzowany przyglądał się cienkiej stróżce krwi na swojej ręce, z której jedna czerwona kropla skapnęła na podłogę. Zacisnął dłoń w pięść, chcąc temu zapobiec. Trochę szczypało, ale było to nic w porównaniu z upokorzeniem, jakie odczuwał. Nie wiedział, czy właśnie o to chodziło jego ojcu, czy pragnął dosłownie rzucić go na kolana i pokazać, jak wielką ma nad nim kontrolę, czy w ogóle był zdolny do myślenia w ten sposób, gdy był tak narąbany, czy po prostu tak wyszło, ale cóż, dokładnie to osiągnął. Brakowało jeszcze tylko, żeby na niego napluł albo zwycięsko postawił na nim odzianą w grube obuwie stopę, jak to robią zdobywcy najwyższych gór i najodleglejszych lądów, wtedy obraz całej tej nędzy i rozpaczy zostałby dopełniony.
      Ellie podniósł głowę i spojrzał prosto na Castiela. Nie podobała mu się emocja, którą widział na jego twarzy, a jednak nie potrafił z powrotem spuścić wzroku. Jego tata coś mówił. Coś o jego lenistwie, kazał mu wstawać, kurwa, ale on słyszał go jakby z oddali. A potem:
      – Boże, bezużyteczny dzieciaku, aż nerwów na ciebie szkoda… kończ sprzątanie i przynieś mi jakieś piwo. A ty, panie korepety-tytor, wynocha, ale mi już! Ja pierdolę… – warknął pan White i zatoczył się w kierunku salonu.
      Elliot podniósł się z podłogi dopiero po jego wyjściu. Zachwiał się lekko, jego myśli galopowały w zastraszającym tempie, czuł się jak ogłuszony i nie był pewny, co teraz.
      – Przepraszam, Cas, to… on nie zawsze taki jest – zapewnił cicho, odwracając głowę w bok, ponieważ w tej chwili sam w to nie wierzył. Pamiętał, o czym rozmawiali jeszcze przed chwilą i było mu głupio jak cholera. Głupio, że Berne musiał to zobaczyć, i to jeszcze w tak wyjątkowo nieprzyjemnym wydaniu, że poznał jego ojca w jego najgorszym i, niestety, najczęstszym humorze. Cóż, przynajmniej tata nie sprał go tak dotkliwie, jakby mógł, jak to się nieraz zdarzało. Właściwie to teoretycznie nie sprał go wcale, pewnie właśnie dzięki temu, że mieli gościa, ale miły też przecież nie był. – Naprawdę powinieneś już iść – dodał, chociaż na język cisnęło mu się rozpaczliwe a ja razem z tobą. Ale przecież nie mógł. Mama go tu potrzebowała, tata też. Nie mógł.

      Ellie (ci wszystko wybaczy, opóźnienia też <3)

      Usuń
  23. [I tutaj karta napisana lekką ręką, chociaż najlżejszego tematu nie porusza. Po części rozumiem ból związany z kontuzjami, chociaż moje nigdy nie były na tyle poważne. Bierzemy wątek, jak nie wiem co. Powiedz mi, jaka relacja by Cię interesowała? Bo Axelsen chętnie byłby tym dobrym i uczynnym, który pomagał Castielowi w czasie rekonwalescencji. Na tyle, na ile pozwalało mu jego życiowe nieogarnięcie i złośliwy charakter. Coś w tą stronę, a może masz też jakiś pomysł? :>]

    CASTOR AXELSEN

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie chciał, żeby wszystko potoczyło się w tak nieprzyjemny sposób. Czuł się winny, bo temu nie zapobiegł, nie był bardziej stanowczy, nie wygonił Castiela wcześniej. Wiedział, że jego uległość względem ojca dochodziła już do naprawdę niebotycznych rozmiarów, w końcu dosłownie płaszczył się pod jego nogami i tak, gdzieś głęboko w sobie był przekonany, że to nie było ani dobre ani odpowiednie. Cas miał rację, ta sytuacja wciąż nie była niczym innym jak znęcaniem się psychicznym, co nieraz bolało bardziej niż fizyczne uderzenie. Na język cisnęło mu się potwierdzenie bo jestem nikim, myśl wepchnięta mu do głowy siłą, której nie potrafił się pozbyć ani przeciwstawić. Zacisnął usta, żeby jednak tego nie powiedzieć, w końcu wypowiedziane zawsze zdawało się trochę bardziej prawdziwe.
    – Przepraszam. Po prostu… nie chciałem, żeby cię obrażał, a ja już jestem przyzwyczajony. – Uśmiechnął się, ale nie było w tym nic wesołego. Przez chwilę nie mógł odwrócić wzroku, bo chłopak trzymał go za podbródek, najwyraźniej chcąc mu coś dość dobitnie przekazać. Elliot mimowolnie wrócił myślami po sytuacji sprzed kilku godzin, kiedy to jego ojciec trzymał go w podobny sposób, tyle, że mocniej, dużo mocniej, no i zakończył to siarczystym policzkiem. Podświadomie teraz też oczekiwał czegoś podobnego, chociaż oczywiście na próżno. Cas po prostu go puścił.
    A Ellie i tak nie odwrócił wzroku, wciąż mu się przypatrując. Zimny dreszcz przeszedł mu po plecach na dźwięk słów chyba bym zajebał tego skurwysyna. Chciał zaprzeczyć, chciał się zgodzić, chciał być oburzony, chciał… ale nie skomentował, wiedząc, że nie wyjdzie mu to na dobre. Skinął jedynie głową, potwierdzając, że tak, wie. Wie, gdzie znaleźć Castiela, wie również, że mogą zobaczyć się dopiero na następnych korepetycjach.
    Przez chwilę po prostu stał w miejscu, obserwując plecy kierującego się na górę chłopaka i uderzyło go, że teraz wszystko zależało już tylko od niego samego. Powłócząc nogami, podszedł do jednej z szafek i wyciągnął z niej wodę utlenioną, którą przemył płytkie rany na dłoni. Nie miał już więcej wymówek. Mógł zostać i spróbować zapomnieć, że to wszystko w ogóle miało miejsce, nigdy więcej nie rozmawiać o tym z Casem, może mogli nawet wrócić do mówienia tylko i wyłącznie o francuskim. To zdawało się być tą dużo łatwiejszą opcją, bo z drugiej strony błyszczała możliwość choćby jednorazowego przełamania wciąż powtarzającego się schematu bycia posłuszną ofiarą. Co, gdyby poszedł? Kątek oka zerknął do salonu, gdzie jego ojciec leżał rozłożony na kanapie. Spał? A mama? Czy nic by jej nie było, poradziłaby sobie? Pewnie była tak samo bezpieczna, jak i on sam, tak samo bezpieczna jak zwykle.
    Słyszał kroki Castiela schodzącego po schodach i wiedział, był absolutnie przekonany, że jeśli teraz pozwoli mu wyjść, będzie po wszystkim. Uda mu się wmówić sobie, że tak jest lepiej, nie ma o czym rozmawiać i zamiotą zdarzenia tego dnia wszystko pod dywan. Było mu trochę niedobrze; połączenie bólu i zdenerwowania sięgającego zenitu robiło swoje. Cas przeszedł obok niego i skierował się prosto do drzwi. Ellie słyszał, jak chłopak łapie za klamkę, a ta poddaje się z cichym kliknięciem i powinien to po prostu tak zostawić, ale…
    – Czekaj – rzucił dość gwałtownie i gdy Castiel rzeczywiście poczekał i odwrócił się w jego stronę, Elliot prawie dodał nieważne, do zobaczenia. Jednak zamiast tego przełknął ślinę i zrobił krok w jego kierunku. – Wiem, że masz rację, ja chciałbym… czasem… nie powinienem… – zaczął mamrotać niezrozumiale, plącząc się, aż w końcu wziął głęboki wdech i nie sądził, że ktokolwiek kiedykolwiek będzie w stanie wyobrazić sobie, ile kosztowało go wzięcie się w garść i z jakim dyskomfortem wyciągał sobie z gardła to, co naprawdę chciał powiedzieć. – Chciałbym pójść z tobą. Teraz. Mogę? – zapytał, dosłownie wstrzymując oddech. To było głupie. Bardzo głupie, ale bardzo tego chciał, chociaż raz, miał wrażenie, że to ważne, że nie może tu tak po prostu zostać.

    Ellie, który uważa, że jedna osoba ze skopanym tyłkiem zamieszana w wątek wystarczy

    OdpowiedzUsuń
  25. Elliot odetchnął głęboko, jakby z ulgą, chociaż niepokój wciąż ściskał mu gardło. Co on właściwie w tej chwili wyprawiał? Pytał o to samego siebie, ale nie do końca potrafił odpowiedzieć. Uciekał? Czy to była ucieczka, czy to znaczyło, że był tchórzem chcącym jedynie odizolować się od problemów? Nie obchodziło go to, był nazywany znacznie gorzej; teraz wiedział tylko, że musi jak najszybciej wyjść z domu, bo inaczej się rozmyśli, na co nie mógł sobie pozwolić. Nie, kiedy był już tak blisko zrobienia czegoś.
    Nie przemyślał tego wszystkiego, oczywiście, że nie. Była to chyba nawet najbardziej spontaniczna decyzja, jaką kiedykolwiek podjął. Wsunął tylko na nogi swoje podniszczone trampki i zabrał wiszącą przy wejściu bluzę, a następnie stał już za drzwiami. Kiedy czasem nocami nie mógł spać i myślał o ucieczce, o odejściu, chociażby na chwilę, zawsze wyobrażał sobie, że w podobnym momencie będzie miał w głowie mętlik, jego myśli popędzą z niebywałą prędkością, będzie histeryzował i przesadzał, ale rzeczywistość okazała się zupełnie inna.
    Na klatce schodowej nie słychać było niczego poza wiekową żarówką brzęczącą cicho oraz jego urwanym oddechem i tak samo było w jego umyśle – cicho, głucho. Nie wiedział, na czym powinien się właściwie skupić, czego się obawiać, czym się cieszyć. Przyglądał się tylko zamykającemu za nimi drzwi Casowi i czuł się przy tym spokojnie, wręcz pusto, choć z jakiegoś powodu wciąż drżały mu dłonie i było mu nieprzyjemnie zimno.
    Nie czekał, od razu skierował się do wyjścia z bloku i zatrzymał się dopiero, gdy znaleźli się na świeżym powietrzu. Wtedy się odwrócił, żeby spojrzeć na Castiela.
    – Do zwykłego parku, na spacer, do fast fooda, gdziekolwiek. Nie jestem wybredny, jeśli chodzi o randki. Albo cokolwiek innego – powiedział, lekko przechylając głowę w bok i uśmiechając się nieznacznie. Może po tym wszystkim, co właśnie się stało był to nieco nieodpowiedni komentarz, ale nie potrafił zdobyć się na jeszcze więcej powagi. Czuł się już wystarczająco ciężko, bardziej w sensie psychicznym niż fizycznym i chyba wciąż nie do końca wiedział, co robi. Szukał więc sposobu, aby sprawić, że cała ta sytuacja wyda mu się trochę mniej realna.
    Wiedział, że ten jeden wieczór albo i noc spędzona poza domem wcale nie rozwiążą jego problemów, a mogą nawet je pogorszyć, ale postanowił choć ten jeden jedyny raz nie martwić się na zapas. Liczyło się przecież, że był poza domem, poza zasięgiem ojca, że przez chwilę mógł poczuć się jakby wszystko mogło być w porządku.
    – Ja… przepraszam, że cię w to wciągnąłem, Cas – mruknął jeszcze, marszcząc brwi, bo rzeczywiście było mu z tego powodu głupio. Zrobił to teraz i robił to również wcześniej, kiedy jeszcze rozmawiali nie tylko o jego wątpliwych zdolnościach językowych. – Ale gdyby cię tam nie było, to bym nie wyszedł, więc… dziękuję.
    Skinął głową, przygryzając dolną wargę. Wciąż nie zgadzał się z wieloma rzeczami, które Castiel wcześniej mu powiedział, patrzyli na świat i jego problemy zupełnie inaczej, ale… było coś w wyrazie jego twarzy, kiedy przyglądał się temu, jak ojciec Elliota go traktuje, co sprawiło, że Ellie chciał usłyszeć jego opinię jeszcze raz. I jeszcze, i jeszcze, aż… sam nie był pewny. Może chciał zostać przez niego przekonany, a może miał ochotę obalić jakieś jego argumenty w dyskusji. Nigdy wcześniej się tak nie czuł. Nawet gdy zwierzał mu się wcześniej, wypłakiwał się na jego ramieniu i oczekiwał pocieszenia. To było coś zupełnie innego, coś, czego nie potrafił nazwać. Musiał chyba wreszcie przyznać przed samym sobą, że choć widywał się z nim regularnie, tęsknił za Castielem. Nawet ta popieprzona sytuacja, w jakiej się znaleźli tego nie zacierała.

    Ellie, dla odmiany sam też modnie spóźniony

    OdpowiedzUsuń