4 maja 1970

Jestem zgubą, a rachunek sumienia zapłacę przelewem

Kobiety są inne. Mają większe serca.                 — Stephen King
Od najmłodszych lat była rozpieszczana i wychowana w przeświadczeniu, że wszystko się jej należy. Zawsze dostawała to czego pragnęła stawiana ponad swoim rodzeństwem; niezależnie czy była to rzecz czy człowiek, ona to miała. Nauczona przedmiotowego traktowania, którego później ciężko było jej się wyzbyć. Jej serce zostało wypełnione dziesiątkami innych, męskich serc które nie tylko złamała lecz zmiażdżyła a psychiczny stan ów właścicieli był godzien pożałowania. Za każdym razem łkała nad ich losem, wyklinając samą siebie za to co zrobiła i zadawała sobie jedno proste pytanie: Jakim cudem znowu im to uczyniłam? Złamanych serc jednak nigdy nie zwróciła, robiąc sobie z nich własność i ubolewając nad tym, że nikt nie posiadł jej serca na dłużej. W głębi duszy marzyła jednak o tej, prawdziwej jedynej miłości. Miłości którą spotkała za czasów szkolnych i która zakończyła się szybciej niżby chciała. Właśnie ta miłość, ten mężczyzna stał się jej chorobliwą wręcz zachcianką i obsesją z której nie potrafiła zrezygnować; a która doprowadziła ją do Chicago i Skyline High School.
Jej głęboka empatia gdzieś zanika gdy rozchodzi się o kobiety, które znajdują się w pobliżu przystojnego nauczyciela języka rosyjskiego, a który znajduje się pod jej bacznymi obserwacjami. Bezczelnie wchodzi pomiędzy niego i dziewczynę, która skradła jego serce?; miesza mu skutecznie w życiu; wchodzi do jego umysłu, znowu zostawiając po sobie ślad. Powołuje się na przeszłość; wyciąga stare wspomnienia i miesza, miesza, miesza... Jednocześnie rzuca niebezpiecznie przeciągłe spojrzenia przystojnym uczniom; czasem pozwalając sobie na niewinny flirt. I choć nie jest typem ostrej kobietki - seksownej kokietki; to posiada dziwny, tajemniczy magnetyzm; ma w sobie coś co przyciąga obie płcie. Naturalnie piękna; na jej twarzy nie ma większych śladów makijażu. Zawsze elegancka; dobrze ubrana; roztaczająca wokół siebie zapach zmysłowych, kwiatowych perfum. Mimo trzydziestki na karku zachowała młodzieńczy wygląd; obdarzona koktajlem dobrych genów. Otoczyła się pozorną wesołością i beztroską; jednak czasami jest jej naprawdę ciężko. Stara się jednak o tym nie myśleć i żyć pełnią życia; czerpiąc i biorąc z niego garściami. Nie hamuje się, jeśli czegoś pragnie; sięga po to. Bywa samolubna i egoistyczna; także do przesady szczera, ale ona nie lubi ponad wszystko oszustw. Brzydzi się przekłamaniem i hipokryzją, którą tak często widuje. Nigdy nie owija w bawełnę; a jej pewność siebie jest naturalna. Clarine jest prawdziwa. Nie ma potrzeby udawania kogokolwiek; czy zakładania masek. Nie gra, nie oszukuje, nie kręci. 
Nazywam się Milijon – bo za miliony kocham i cierpię katusze.


Jej miętowe oczy pierwszy raz ujrzały świat w Minneapolis, 14 IX 1986 roku ––– Zadowolona z siebie i życia pani dietetyk; posiadająca własny gabinet w szkole i udzielająca porad trzy razy w tygodniu; dodatkowo trenerka zajęć akrobatycznych ––– Oczko w głowie swojego ojca – mecenasa prawa karnego, przed którym wszyscy wokół czują respekt; on tak naprawdę jest niezwykle zabawnym, niefrasobliwym i ciepłym człowiekiem ––– Prawdziwa łamaczka serc, która nie dostrzega, że dla jej partnerów jest już za późno, dopóki tak właściwie nie ma już po nich czego zbierać ––– Nie potrafi zaplanować sobie czasu i jest kiepsko zorganizowana, w jej życiu w głównej mierze panuje chaos; a jednocześnie została przyzwyczajona do tego, że zawsze dostaje to, co sobie wymarzy – obecnie jest to rodzina i życie u boku kogoś, kogo nie zapomniała od czasów szkoły ––– Ktoś, kto zawsze wie lepiej, niezależnie od sytuacji i nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć swój cel  ––– Ma dobre serce, tylko źle go używa; czasami  zawsze ––– Jest niecierpliwa i okropnie niepunktualna; co uważa za swoją największą zmorę ––– Kiedy to czas skurwysyn kradnie nam sekundy ciszy czuję złość

   DUSZYCZKI
      ZWIERCIADEŁKO  
WSPOMINKI


szepcik autorki:

11 komentarzy:

  1. [Ciekawa ta pani dietetyk i cudownie napisana karta, naprawdę. Podoba mi się przedstawienie tej postaćki. Bardzo. Aż szkoda, że nie widzę powiązania... eh. Mam jednak nadzieję, że będziesz się dobrze bawić, bo karta jest staranna, dopracowana i po prostu ładna! Ukochuję.
    Masy wątków, powiązań, chęci... i stażu! Długiego.]

    Cassian Quatermaine

    OdpowiedzUsuń
  2. [Yaaay! <3 Największy wróg małej Lilii w końcu się pojawił, czeeeść – zróbmy jakiś dramat! Świetna Ci wyszła ta Clarine –
    w żaden sposób nieprzerysowana. (: I Organek u Alexa... me serce się raduje... Spiszmy się mejlowo na coś szalonego. ;]

    zachwycona i troszkę przestraszona swoją konkurentką LILA SHERRINFORD

    OdpowiedzUsuń
  3. [To ja tu przychodzę oczarowana tym, co się tworzy i dzieje na blogu pod moją nieobecność, czytam świetną kartę ze wspaniałym odzwierciedleniem Clarine i zabieram się do komentowania, rzutem na taśmę otwierając sobie jeszcze szepcik autorki, a tu takie ładne rzeczy! <3 Cześć, tak się cieszę, że pani Walsh znalazła swoje miejsce w SHS i jest przy tym tak trafiona w dziesiątkę. Dziękuję więc za miłe słowa, ale to Tobie należą się brawa, bo stworzyłaś coś z niczego! :D Pozostaje mi w związku z tym mieć nadzieję, że pisanie panią dietetyk Ci się spodoba i wczujesz się w nią na dłużej, czego serdecznie Ci życzę, podobnie jak weny i wątków!]

    Alex Graves

    OdpowiedzUsuń
  4. [Och, swego czasu używałam tego samego wizerunku. Świetny wybór ;) Przed chwilą Cię witałam z nową postacią, ale życzę Ci teraz podwójnych świetnych wątków! Może któryś będzie ze mną ;) ]

    Priscilla // Charlie

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć :)
    Dobrze zbilansowana dieta przyda się Maxowi. W końcu chłopak jest cały czas w ruchu, a skądś energię musi czerpać. A co powiesz jeszcze na to, żeby Max skrycie kochał się w niej? :D Mogłoby być ciekawie. :D]

    Max

    OdpowiedzUsuń
  6. [Och, dziękuję za miłe słowa!
    Ja właśnie lepiej czuję się w młodszych, niż w starszych, aczkolwiek preferuję takie 16-21. Cieszymy się z Eddie bardzo, że przypadła Ci do gustu tak młodziutka panienka, no i na wątek mocno liczymy. c:]

    Eddie Sherrinford

    OdpowiedzUsuń
  7. W swoim króciutkim życiu Lillianne przeżyła doprawdy wiele. Niewątpliwe, pomimo ledwie szesnastu lat na karku, przekroczyła o kilka progów punktowych limit nieszczęść przypadających na jedną osobę i w zasadzie za pewien rodzaju cud można było uznać to, że nadal istniała – że nadal, codziennie wstawała z łóżka; że nadal, codziennie próbowała się uśmiechać; że nadal, codziennie nie traciła wiary w to, że może jednak los się do niej uśmiechnie, jakkolwiek była to wiara złudna, a w ostatecznym rozrachunku najpewniej mocno krzywdząca, bo tego typu zawody bolały najbardziej. Ona zaś, mimo że niemalże na każdym kroku ktoś zabijał w niej marzenia i pragnienia – nie poddawała się, co zakrawało na ponury absurd, zważywszy na fakt, że rzeczywiście: świat ani ludzie nie obeszli się z nią delikatnie. Uznanie jej za wariatkę – gdyby ktokolwiek kiedyś zainteresował się jej historią – nie byłoby niczym zaskakującym, w związku z tym. Potwierdzał to, notabene fakt, że zdawała się być magnesem na wszelkie możliwe nieszczęścia, o czym świadczyła śmierć ukochanego ojca w dwa tysiące piątym roku, alkoholizm matki – z którą, co prawda, nigdy nie miała zbyt dobrych kontaktów, bo podobno za mocno przypominała jej męża-nieboszczka – i w konsekwencji zabranie jej praw rodzicielskich nad córkami, próba egzystencji w obecności apodyktycznej babci, która nie kochała niczego oprócz astronomii i swojego własnego mózgu, który ją zawiódł w dwa tysiące piętnastym roku, a także trafienie do wujostwa, do posępnej ciotki i dziwnego – ale w ten bardzo nieprzyzwoity sposób – wuja, do odległego – i jakże różnego od rodzinnej, wietrznej Walii – Phoenix, do domu tak zimnego, że aż niewiarygodne, że stał na słonecznej pustyni Sonora.
    Niemniej, starała się jednocześnie nie oczekiwać zbyt wiele – owszem, cieszyła się z drobnych rzeczy, ale raczej chowała się za maskami miłej i uroczej dziewczyny, co nie do końca jej wychodziło. Świadczyć o tym mogło chociażby podejście innych uczniów Skyline High School – gdzie trafiła tylko dlatego, że nie była tą młodszą siostrą, co było wyjątkowo deprymujące – wobec niej i łatka dziwaczki, jaką jej przykleili. Słowem: znowu nie była lubiana, ale tym razem potrafiła się z tym pogodzić, ba!, ona w zasadzie nigdy nie była szczęśliwsza, bowiem oto na jej drodze stanął Alexander Graves – nauczyciel rosyjskiego, były major US Army, j e j Shura: najjaśniejszy punkt jej istnienia, który wpompował w nią, pomimo swoich własnych demonów nieopisane wręcz siły do działania: sprawił, że chciało się jej życia, ale tak naprawdę, pełną piersią i na zawsze, najlepiej przy nim. Dlatego też, kiedy tylko mogła, każdą wolną chwilę poświęcała właśnie jego osobie, znajdując w nim oparcie – a w jego silnych, szerokich ramionach bezpieczeństwo, niezależnie od tego, ile raz musiała mu pomagać wychodzić z koszmarów wojennych, które go owijały ciasnymi pętami, niekiedy odbierając rozum. Cholera, kochała go i była to jedyna pewność jej krótkiego życia – niczym dziwnym nie było, że zawsze do niego gnała, jak na skrzydłach.
    Nucąc więc pod nosem dosłownie wparowała na odpowiednie piętro, zapukała do drzwi i zamarła w bezruchu, kompletnie nie spodziewając się tego, co zastała – długonogiej, niewątpliwie pięknej kobiety, która z szerokim uśmiechem panoszyła się po domu, jakby należał do niej. Lilianne zamarła w bezruchu, próbując zanalizować sytuację i przypomnieć sobie, czy na pewno nie pomyliła budynków, pięter, mieszkań, a może Shura jej wspominał coś o koleżance, albo kuzynce, bo przecież siostry nie miał; może to była jakaś uczynna sąsiadka, która musiała pomóc, bo coś się mu stało – na myśl, że miał jakiś wypadek z protezą, serce panny Sherrinford dosłownie zamarło ze strachu. W całym więc oszołomieniu nie do końca słuchała, co kobieta do niej mówi, tylko przestąpiła próg mieszkania i rozejrzała się niespokojnie, nadal pozostawiając na długi czas w sferze czarnych myśli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Słucham? – Warknęła, wyrwana ze swojego letargu i w pierwszej chwili wybuchła krótkim, histerycznym śmiechem, sądząc, że się z tego całego stresu przesłyszała. Patrzyła na swoją rozmówczynię, jak na wariatkę i chyba nie nadążała za jej tokiem myślenia, kompletnie jednocześnie się nie przejmując faktem, że jest zwyczajnie nieuprzejma. Zorientowawszy się w tym, cofnęła się pół kroku i ze wstydem spuściła głowę. – Clarine Walsh – powtórzyła powoli i próbowała za wszelką cenę przypomnieć, czy owo imię i nazwisko cokolwiek jej mówi: niestety nie mówiło dosłownie niczego, co tylko bardziej Lilę wytrącało z równowagi. Dziabnęła rąbek bluzki, jeszcze mocniej zagubiona. – Kim pani jest, przepraszam? – Zapytała, z trudem siląc się na spokój i względne opanowanie. – Narzeczoną? – Powtórzyła, blednąc gwałtownie i przypominając kogoś na skraju śmierci. – Pani żartuje… gdzie jest Shura? – Tylko ona i jego matka zwracały się do niego i o nim zdrobnieniem rosyjskiego imienia; dosłownie panikowała. – R-romantyczna… romantyczna kolacja… j-ja… ja nie. Nie. Nie jestem jego uczennicą… j-ja… – miała wrażenie, że świat literalnie zwalił się jej na głowę; nie mogła oddychać. Cóż, niewątpliwie pani Clarine Walsh była zdecydowanie lepszą partią niż małe, piegowate c o ś i płowych włosach, które słyszało, jak serce pada na ziemię, toczy się po kafelkach i przestaje bić gdzieś w kącie.

      całkowicie zbita z pantałyku, kompletnie rozedrgana LILA SHERRINFORD, która w sumie nie wie, co się dzieje

      Usuń
  8. Myślałby kto, że ze wszystkich ludzi na świecie, Alexander Graves, do którego w niektórych środowiskach odnoszono się pełnym szacunku panie majorze, w innych natomiast pełnym przestrachu panie profesorze, powinien akurat najlepiej wiedzieć, że cuda się zdarzają. Sam przecież kilku w swoim życiu doświadczył: jednym było osiągnięcie tak wielkiego sukcesu w Westpoint, następnym systematyczne pięcie się po szczeblach hierarchii w wojsku, do którego dołączył, kolejnym zaś – uniknięcie śmierci, kiedy z powodu jednego postrzału i pieprzonej sepsy, jego życie zawisło na najcieńszym z możliwych wniosków. Wszystko to było naprawdę mocno nieprawdopodobne, biorąc pod uwagę to, że nie miał wcześniej szczególnie dużego szczęścia, jeśli chodzi o to, co mu się przytrafiało, ale po wymienionych wydarzeniach, miejsce miały jeszcze dwie niezwykłe rzeczy, które zdeterminowały w pełni to, kim był obecnie: najpierw bowiem jakimś cudem zdołał wrócić do życia, podejmując pracę w Skyline High. Później zaś – odżył za sprawą pewnej płowowłosej dziewczyny, która kompletnie zawładnęła jego sercem, a dla której obecnie zerwałby nawet gwiazdkę z nieba i to właśnie ona sprawiała, że codziennie budził się z uśmiechem na twarzy oraz z chęciami do działania przepełniającymi jego okaleczone ciało, które ona uwielbiała mimo wszystko, nie zwracając uwagi na to, że jedną z nóg pozostawił na misji.
    I faktycznie, Graves zdawał sobie sprawę z tego, że cuda się zdarzają. Znakomita większość przypadków, na które natrafił w swoim życiu, zdecydowanie nimi jednak nie była i siłą rzeczy – zmaganie się z nimi wcale przyjemne nie było. W związku jednak z masą kłopotów, z jakimi się mierzył przez ostatnie lata oraz na to, że jego żywot nie był usłany różami, a miłość, która nagle wypełniła jego serce, okazała się nie należeć do łatwych, nabrał dziwnego przekonania, że najgorsze ma już za sobą. Że skoro stracił nogę i godność na wojnie, a potem odzyskał ją w Chicago tylko po to, aby musieć ukrywać swoje uczucia do kobiety swojego życia, to już nie może go spotkać nic, co by go autentycznie zaskoczyło na tyle, aby nie umiał sobie z tym dać rady.
    Jak na złość, los postanowił mu udowodnić, że się myli i niestety – wybrał do tego nie tylko jeden z najgorszych momentów, ale i najgorszy sposób, w jaki mógł mu to uświadomić. Co zaś w tym było najokropniejsze: w ogóle się tego nie spodziewał i nawet nie zdążył zareagować, zanim było już za późno.
    Clarine Walsh pojawiła się bowiem jak zawsze znienacka, robiąc efektowne wejście smoka i siejąc zamęt już właściwie od pierwszych chwil, co w pierwszym odruchu najmocniej go rozsierdziło. Jeśli można było bowiem powiedzieć coś o nim jako o nauczycielu, to na pewno to, że nie znosił, kiedy mu przerywano. Nagłe załomotanie do drzwi jego klasy było już więc samo w sobie wielkim nietaktem, ale jego wściekłość nawet nie zdążyła ujrzeć światła dziennego, stłumiona przez szok, ból i oszołomienie, w które nagle popadł. Nim się więc zorientował, kobieta wprost z jego przeszłości przejęła już pieczę nad jego klasą i zwyczajnie się jej pozbyła, a on nawet tego nie zauważył. Siedział tylko na swoim krześle, patrząc na nią w osłupieniu i nie umiejąc wydobyć z siebie ani słowa, o uwierzeniu własnym oczom nie wspominając.
    To niemożliwe, szeptało jego serce, a jednak, dodawał rozum, bynajmniej nieucieszony. Clarine zwiastowała bowiem wszystko, co go bolało, wyniszczało i psuło od środka. Co gorsza: nie było w tym ani odrobiny przesady i już pierwszy jej ruch względem niego to potwierdził. Szczęśliwie jednak jej pocałunek nieco go rozbudził – pomógł mu otrzeźwieć i otrząsnąć się z szoku, bo był najzwyczajniej na świecie zły. Kompletnie na niego nie podziałał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Nigdy więcej tego nie rób – wycedził groźnie, ale nim zdołał dodać coś jeszcze, ona zbiła go z pantałyku. – Chicago? – Powtórzył z zaskoczeniem. – Ja? Pokażę? Co?! – Wytrzeszczył oczy, wpatrując się w nią trochę tak, jakby miał do czynienia z kosmitą i tak długo kręcił głową, aż w końcu wybuchł. – Nie. Nie… nie!, to się nie dzieje naprawdę. Nie! – Pół warknął, pół zaśmiał się, jednocześnie odsuwając się z impetem od biurka, aby wstać i włożyć wszystkie swoje siły w to, aby nie pokazać jej, że jest bez nogi. Nie chciał aby wiedziała. – Co… co ty tu robisz, Clarine? – Wzdrygnął się, odsuwając się na bezpieczną odległość, aby później, przypomniawszy sobie, co dopiero zrobiła, nerwowym ruchem zacząć wycierać usta w rękaw koszuli. – Psiakrew, w co ty grasz?! – Wstrząsnął głową i zerknął na nią z niedowierzaniem. – Co… co… – Dosłownie widać było, jak zaczynają narastać w nim emocje. Gdyby to stało się w klasie Lilly… nie, wolał nie myśleć o tym, jak by ją to zraniło. – Co to ma kurwa być?! – Wrzasnął więc bez najmniejszych oporów, dysząc groźnie i wpatrując się w nią swoim najbardziej lodowatym spojrzeniem, które za czasów jego służby, wzbudzało niemały postrach i zmuszało do odpowiedzi.
      Oby to był, kurwa, sen – pomyślał jednocześnie, kwalifikując to wszystko jako koszmar. Jego życie właśnie bowiem komplikowało się i plątało tysiące razy mocniej, niż dotychczas.

      Alex Graves

      Usuń
  9. [A ja z kolei żałośnie wolna w odpowiedziach, dlatego spóźnione — cześć! Za pochwały tyczące się karty serdecznie dziękuję. Sama muszę pochwalić dopracowanie postaci, które widać w treści KP. Niestety nie podczas jej czytania nie przyszedł mi do głowy, choćby zarys albo zamysł na powiązania czy rozgrywkę, dlatego też nie odzywałam się na maila, a jeśli się nie obrazisz, poprosiłabym cię o podesłanie swoich propozycji i zobaczymy co da się z tego wyczarować. Podrzucam również swojego maila, coby to nie szukać go dodatkowo pod kartą Castiela: aminimalistyczny@gmail.com.]

    Castiel Berne

    OdpowiedzUsuń