19 maja 2017

a dusza ma krzyczy — — chcę więcej!


VALENTINE VARLEY
IV klasa — fizyka, język francuski — koło plastyczne, fotograficzne, astronomiczne
powiązania — więcej

Ja — gdy tylko otwieram swe oczy
świadoma bytności cielesnej
łapię ślepo sen, co się kończy,
a dusza ma krzyczy  więcej!

Ja — próbując poznać uczucia
możliwe od strony kobiecej
rozumiem je w stanie upicia,
więc dusza ma krzyczy — więcej!

Ja — gdy widzę, co oczywiste
dostrzegam tej myśli ciążącej
głoszącej mi słowa: za proste,
więc dusza ma krzyczy — więcej!

Ja — czując ciepło obcej skóry
Twej ręki tak czule błądzącej
gestem burzącej zimne mury,
dusza ma krzyczy — chcę więcej!

———————————————————————————————————————
Cześć! Nigdy nie byłam dobra w html'a i szczerze nie mam z nim za dużo styczności, dlatego po prostu musicie mi wybaczyć wygląd karty. Na blogach grupowych jestem także nowa, więc prosiłabym Was o wyrozumiałość, jak i cierpliwość do mojej osoby :)
Wychodzi na to, że karta jest wierszem, mam nadzieję, że to nie problem. W razie czego inny opis znajdziecie w linku więcej.
Wiersz mój, na zdjęciu Lauryn Holmquist.

6 komentarzy:

  1. [Przyznam się bez bicia, że podejrzałam panienkę jeszcze w roboczych i zdjęcie mnie zachwyciło. Kiedy przeczytałam wiersz, od razu pomyślałam: "Muszę mieć z nią watek! . Jeszcze nie mam pojęcia jaki, ale chcę z całego serduszka. Wzięłabym ją nawet, gdyby w karcie było samo zdjęcie. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale jest niesamowicie urzekające. Pierwszy raz się tak zachwycam fotką!
    Standardowo, życzę Ci wspaniałej zabawy, masy wątków i weny oczywiście! Każdy był kiedyś pierwszy raz na grupowcach, więc wyciągam nieśmiało ręce i zapraszam do siebie ;3 Mamy z Jamesem zanadto cierpliwości oraz wyrozumiałości. Nie trzeba się nas bać! Wymyślmy coś pięknego :3]

    James Walker

    OdpowiedzUsuń
  2. [Nigdy nie przepadałam za wierszami i zawsze je jakoś szeroko omijałam. Muszę pochwalić, że bardzo dobry. Kurde, nigdy nie chwaliłam tego typu rzeczy, nie mam pojęcia jak to zrobić. Mi się podoba. Dziewczynę mam ogromną ochotę przytulić. Strasznie mi jej szkoda.
    Baw się dobrze, tu jest naprawdę fajnie, weny i ciekawych wątków. ;>]

    Khloè Quatermaine
    Xander Bolton

    OdpowiedzUsuń
  3. [A ja tam lubię wiersze i bardzo podoba mi się ten zawarty w karcie. Lubię tego typu poezję i naprawdę podziwiam za wykreowanie czegoś tak głębokiego, a jednocześnie przyjemnego w odbiorze. Oddaje to (moim zdaniem) postać i w pewnym stopniu odsłania artystyczną duszę... mam nadzieję. Imię też jakoś tak mi się kojarzy, z taką wrażliwą artystką... swoją drogą jest ono bardzo ładne i niezwykle mi się podoba, o! W ogóle, postać jest naprawdę ciekawa i... krucha? Uwielbiam, naprawdę!♥
    Życzę administracyjnie masy wątków, chęci i powiązań. A także, obyś została tu jak najdłużej i dobrze się bawiła! Niestety, ewentualnych pomysłów jak ich połączyć w wątku nie mam :<]

    Cassian Quatermaine

    OdpowiedzUsuń
  4. James nie należał do fanów projektów grupowych, a szczególnie gdy partnerzy byli dobierani odgórnie. Rzadko kiedy trafiał się ktoś ogarnięty. Najbardziej irytująca w tym wszystkim była sytuacja, w której sam musisz robić wszystko za resztę grupy, ponieważ oni wolą wyjść na imprezę niż siedzieć nad projektem. Nie byłoby w tym nic złego w myśl zasady: "Jeśli chcesz, żeby coś było dobrze zrobione, zrób to sam", jednak zostaje kwestia oceny. Osoby pracujące otrzymają taki sam stopień, jak te, które tylko biernie się przyglądały. Ot, szkolna sprawiedliwość.
    Chłopak zilustrował wzrokiem swoją projektową partnerkę. Na pierwszy rzut oka wyglądała na inteligentną i w dodatku miłą, a przynajmniej taką miał nadzieję. Nie zamierzał sam odwalać całej roboty. W kwestiach rozszerzeń był raczej obowiązkowy, choć czasem dopadał go typowy leń. Oceny mogły się stać w każdej chwili pretekstem do kolejnych kłótni z ojcem, a tego Walker nie chciał. Nigdy.
    - Valentine Varley - powiedział, delikatnie się uśmiechając. - Miło poznać. Nie ma powodu do obaw, jestem z natury łagodny i przyjazny środowisku! Nie utrudniam komunikacji w żaden sposób. Na pewno nie lubię się lenić, jeśli chodzi o projekty. No i robić wszystkiego na ostatnią chwilę - dodał radośnie.
    Poznawanie nowych ludzi nie sprawiało mu wielkiego problemu, o ile ktoś z marszu nie zaczynał wypytywać go o jego rodzinę i związane z nią szczegółu. Nic go tak nie spinało, jak pytania o ojca. Jeśli by mógł, to usunąłby to słowo ze swojego słownika. No bo jakim rodzicem właściwie był Jude? Nijakim. Nie interesował się synem, a nawet gardził nim. Walker nigdy nie próbował dociec przyczyny tej sytuacji. Prawdopodobnie i tak by jej nie znalazł, więc po co w ogóle zaczynać? Przyzwyczaił się już do tego typu zachowań ojca, ale nie względem małego brata. Na to nigdy sobie nie pozwoli.
    - Może spotkamy się jutro np... u Ciebie w domu? O której godzinie Ci pasuje. Przegadalibyśmy dokładnie, co chcemy zrobić i już zaczęli wstępnie redagować jakiś tekst. Potem byśmy popracowali nad jakimiś doświadczeniami czy czymś takim, żeby nam towarzystwo nie usnęło. Co Ty na to? - zapytał, uśmiechając się szeroko.
    Miał nadzieję, że się zgodzi. Rzadko zapraszał kogoś do swojego domu. Raczej unikał tego typu zabiegów, przede wszystkim ze względu na ojca. Zawsze czuł się niekomfortowo, kiedy ten kręcił się gdzieś w pobliżu. Zazwyczaj starał się zachować opanowaną postawę, a to nie zawsze mu wychodziło...

    James Walker

    OdpowiedzUsuń
  5. Odetchnął z ulgą, gdy się zgodziła. Nie wyobrażał sobie robienia tego projektu we własnym domu z ojcem za ścianą. Nie sądził, że będzie aż tak otwarta i da mu zezwolenie na wchodzenie do posiadłości pod jej nieobecność. Przecież poznała go zaledwie kilka minut temu. A co jeśli okazałby się złodziejem albo był na tyle wścibski, by grzebać w jej prywatnych rzeczach? Czyżby sprawiał aż tak dobre wrażenie, że mu to zaproponowała? Możliwe. Pożegnał się z nią, a potem pognał po motor i pojechał do domu. Miał mnóstwo roboty, a chciał jeszcze zastanowić się nad projektem. Szczęście pozwoliło mu na uniknięcie konfrontacji z ojcem. Musiał zostać dłużej w pracy, więc wrócił dopiero, gdy James już spał.
    Następnego dnia okazało się, że trening koszykówki został odwołany. Plus był taki, że w takim razie Walker na pewno nie spóźni się na spotkanie z Valentine. Minus - brak gry. Chłopak uwielbiał ten sport, więc nawet ostry wycisk niósł ze sobą pewną radość. Zawsze kiedy wychodził z kilkoma siniakami, całkowicie zmęczony, na jego twarzy pojawiał się uśmiech. Przypominał wtedy te kobiety z płyt CD z ćwiczeniami odchudzającymi, które do znudzenia powtarzały, że wysiłek to sama przyjemność i jak to one czują się z tym świetnie. Zerknął na kartkę z adresem. Znał tą ulicę, więc uznał, że GPS będzie mu całkowicie zbędny. Zajechał tam motocyklem. Gdy był już w odpowiednim miejscu zwolnił, by widzieć numery domów. Dokładnie w tym miejscu pojawił się problem. Walker nie był w stanie znaleźć prawidłowego. Przyglądał się uważnie, ale miał wrażenie, że ktoś rzucał kostką, określając numerację. Wszystko tu zdawało się być dziełem przypadku. W końcu zdecydował się poprosić kogoś o pomoc. Z każdą minutą coraz bardziej czuł się tam jak w labiryncie. Szkoda, że nie zabrał ze sobą nici Ariadny.
    - Przepraszam, czy wie pani, gdzie znajdę ten dom? - zapytał losowo wybraną kobietę, pokazując jej kartkę.
    Ta spojrzała, zmarszczyła brwi i zastanowiła się chwilę. Spojrzała na budynki wokół siebie, jak gdyby miało to coś jej powiedzieć.
    - Aaa, już wiem. Dokładnie za panem - zaśmiała się pod nosem.
    Walker obejrzał się za siebie i westchnął głośno. Jak to mówią, najciemniej pod latarnią .
    - Dziękuję bardzo - powiedział, po czym podszedł do drzwi i energicznie zapukał.
    Nikt nie odpowiadał. Teoretycznie mógł iść do jakiejś kobiety i poprosić ją o klucze, ale nie chciał tego robić. Cenił sobie prywatność. Nie zamierzał jej naruszać. Wolał poczekać na Valentine i dopiero wejść do środka.

    James

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jasne, możemy polecieć takim wątkiem. Cassowi przyda się trochę posuszyć głowę i doprowadzić go na skraj wytrzymałości, bo póki co bezkarna menda z niego. :D
    Przyznam tylko, że trzeba by wymyślić coś... ciekawego, bo przykładowo publiczne ośmieszanie, dawanie kosza, czy nie wiem, wyzywanie albo psucie mu szyków rzadko działa, bo z reguły po prostu przez manię wyższości ma wewnętrzne przekonanie, że ludzie nie są warci jego zdenerwowania.
    Ale Val, jeśli za wszelką cenę chciałaby z nim poigrać i była jak przykładowy wrzód na dupie, pewnie stopniowo traciłby cierpliwość. Możemy przyjąć, że tak właśnie jest i przykładowo zacząć wątek od apogeum, czyli czegoś co przeleje szalę goryczy? :D
    Szczerze mówiąc, przychodzi mi do głowy tylko próba spotkania się po narkotyki, do której on byłby już z góry uprzedzony, bo jego wrzód na dupie, a dziewczyna musiałaby coś odwalić... przychodzi mi na myśl tylko igrania z nim typowo jak z prymitywną kupą spermy, no ale nie wiem XD]

    Cassian

    OdpowiedzUsuń