31 maja 2017

93 percent stardust, with souls made of flames

we are all just stars that have people names.



Christopher Haverson
Chris — 22 lata — 11 I. 1995 — teksańskie zadupie — były uczeń SHS — stażysta — mechanik na pół etatu — student literatury — kilka lat i będzie tu uczył angielskiego — o ile dobrze pójdzie — Lucky — właściciel starego road rangera w kolorze żółtym — wynajmowana ciasna kawalerka kwadrans spacerkiem od szkoły — niespełniony poeta-beztalencie — noga z pisania, ale nadrabia miłością do książek — eks-kapitan drużyny koszykówki — eks-nerd —  e k s

Zawsze był jakiś taki inny niż reszta rodziny. Siedział z nosem w książce zamiast ganiać córkę sąsiadów z patykiem razem z dwójką starszych braci i nigdy jakoś specjalnie nie interesował się imprezami urządzanymi w szkole średniej przez Victorię Hammond, i ostatecznie na żadnej się nigdy nie pojawił, choć na każdą był zapraszany po trzy razy. Może nie był czarną owcą, bo nikomu to jakoś wybitnie nie przeszkadzało; i tylko czasem któryś z krewnych bąknął coś, że się taki chłop marnuje zamknięty w bibliotece (na studiach z anglistyki też się marnuje, bo miał robić karierę sportowca, a ta pedagogika to taki niewdzięczny zawód). Może nie od razu czarną, może bardziej szarą.
To dobry facet. Kumpel z sąsiedztwa, który zawsze chętnie naprawi ci samochód i zawiesi oberwaną półkę w kuchni, i nigdy nie będzie chciał nic w zamian; drugiego takiego współczesnego rycerza to po prostu ze świecą szukać. Lubi swoje życie, nawet jeśli czasem ciężko jest go nie znienawidzić, bo praktyki pożerają ogrom jego dnia, zostawiając mało czasu na pracę na pół etatu i jeszcze mniej na jakiekolwiek życie prywatne. Ale to nic, i tak nigdy nie był typem klubowicza. Wszystko, co wystarcza mu do szczęścia, to kubek gorącej czekolady, dobra książka lub serial i stary, uszyty jeszcze przez zmarłą babcię pled w kwiaty. Lubi wracać do rodzinnego miasteczka, pomagać bratu w stajni, choć wcale nie czuje się dobrze w siodle; lubi na kilka chwil przysiąść na spróchniałej ławeczce przed grobem rodziców, zapalić znicz i wymienić kwiaty na świeże, zastanowić się nad znaczeniem życia i śmierci, a potem wrócić do swoich spraw. Podobno jest dobry w kontaktach z ludźmi i nie da się go nie lubić. Podobno nigdy nie wyrósł z optymizmu. Przecież jutro zawsze będzie lepsze, nawet jeśli dziś jest naprawdę wyjątkowo gówniane. Wystarczy uśmiechać się do innych i być miłym, i starać się przejść przez życie szczęśliwym. To naprawdę żadna filozofia.
Lubi swoje życie. I mógł lubić je jeszcze bardziej, ale chyba był zbyt samolubny albo tchórzliwy. Chyba nie mógł już na to wszystko patrzeć. Chyba wydawało mu się, że tak będzie najlepiej. A może po prostu, tak zwyczajnie, nie starczyło mu miłości?

You are made of planets and oceans and no one owns them.



nie wiem co to jest bo na pewno nie karta
(nie umiem w htmle ale przynajmniej próbowałam, frania099@gmail.com jakby ktoś pytał)
kto pasuje na Chrisa lepiej niż Chris   h e y   b a b e

20 komentarzy:

  1. [Słuchaj, siedzę w kinie i czekam na film, ale nie mogłam się powstrzymać jak zobaczyłam Cię na głównej i dzielnie piszę z komórki. Takie niespodzianki to ja lubię! <333 Chris jest świetny, ja mam ochotę go przytulić, a Ellie jeszcze sam nie wie, co, ale na pewno coś. Odezwij się do mnie na maila, bo tam chyba będzie wygodniej obgadać, jak zaczynamy wątek.]

    Ellie

    OdpowiedzUsuń
  2. [Jak już wspomniałam na czacie, gif jest cudny i naprawdę urzekający! :D
    Pan też sam w sobie kochany, choć poczułam dziwną nostalgię, czytając jego kartę. Wydaje się niby taką pozytywną, pełną energii postacią, a jednak czuć od niego jakiś delikatny, ukryty na dnie serca ból, coś na kształt żalu? Nie wiem, nie potrafię tego wyjaśnić, to tylko moje odczucia. Ogólnie, bardzo dobrze wykreowana postać, złożona w kupę i ciekawa. Bardzo lubię ♥
    Życzę Ci masy wątków, chęci i powiązań. Oraz długiego stażu! Wątku nie zaproponuję, bo nasi panowie to totalne przeciwieństwa i nie wiem jak można by ich połączyć. Ukochuję jednak♥]

    Cassian Quatermaine

    OdpowiedzUsuń
  3. [Jestem tak zachwycona treścią karty, że aż mi dech zapiera! Czytam to sobie i czytam, i nie mogę wyjść z podziwu. Coś w tym tekście jest niezwykle urzekającego, naprawdę ♡ Co do wątku, to męsko-męskie jakoś nam nie idą, nie nasza bajka widocznie, ale zamierzam w najbliższym czasie pojawić się tutaj z pewną panią, więc może skusisz się na wątek z nią :3
    Życzę masy weny i nigdy nie słabnących chęci! Obyś bawiła się tu jak najlepiej, a ja tu na pewno jeszcze wrócę!]

    James Walker

    OdpowiedzUsuń
  4. [Jaka cudna karta! No i wgapiamy się z obiema dziewczętami w gifa... Jakoś nie możemy oderwać wzroku. :D
    Cześć, witam serdecznie! Kajuszka, jeśli nie zbyt młoda, mogłaby być ową córką sąsiadów, natomiast Hope... Hope chętnie porozmawia z nim o książkach, jeśli się przełamie. Zatem życzę wielu wątków i dobrej zabawy, a jeśli masz ochotę, to wpadnij do nas!]

    Kaya Vetsera, Hope Chamberlain

    OdpowiedzUsuń
  5. Angielski zawsze był jego ulubionym przedmiotem. W przeciwieństwie do matematyki, gdzie wszystko zawsze miało konkretne rozwiązania niepodlegające dyskusji, angielski w żaden sposób go nie ograniczał. Nie istniała maszyna, która mogłaby napisać idealne wypracowanie czy skomponować piękny wiersz, natomiast kalkulatory istniały i radziły sobie lepiej od Elliota. To musiało coś znaczyć, no, oprócz tego, że jego zdolności matematycznie nie były zbyt imponujące.
    Ale zawsze lubił czytać i pisać, a że szło mu to całkiem nieźle, nauczyciele często zachęcali go do rozwijania talentów w tej dziedzinie. Nie należał do najbardziej aktywnych na zajęciach, po prostu nie lubił skupiać na sobie uwagi i przeszkadzały mu też ciekawskie spojrzenia, gdy czasem czytali swoje zadania na głos. Mimo to zawsze dostawał świetne oceny i to było jedyne, czym naprawdę mógł się poszczycić. Wychodziło mu pisanie, być może dlatego, że widział wszystko w innym świetle niż reszta.
    Czuł się komfortowo, pokazując panu Bolkey'owi swoje wiersze, opowiadania, czy przemyślenia nie do końca trzymające się tematu zadania, ponieważ wiedział, że nauczyciel nie ukarze go oddalenie się od głównej myśli albo formy tekstu.
    Tym razem jednak pożałował nietrzymania się tematu, gdy tylko wszedł do klasy i usiadł w ławce. Obok jego nauczyciela stał Chris. Ten Chris. Elliot był świadomy tego, że jego były chłopak jest teraz na praktykach w Skyline, ale jego obecność na tych zajęciach szczególnie go stresowała. Cieszył się, że jak zwykle siedział na samym końcu sali, nie rzucając się w oczy i miał cichą nadzieję, że Christopher nawet nie zwróci na niego uwagi. Starał się na niego nie gapić, naprawdę, ale nawet jego szczere zainteresowanie tematem zajęć, które prowadził profesor nie było w stanie go od tego odciągnąć.
    Elliot normalnie nie miałby żadnego problemu z oddaniem swojego reportażu, ale gdy zobaczył Chrisa podnoszącego się z miejsca, żeby zebrać te prace, spanikował. Jego zadanie leżało na brzegu ławki od początku lekcji, ale nagle spojrzał na nie raz jeszcze i doszło do niego, jak bardzo osobiste przemyślenia w nim zawarł. Oczywiście pan Bolkey by się nie zorientował, bo tak naprawdę nic o nim nie wiedział, dla niego te wszystkie prace były po prostu dowodem na wielką wyobraźnie Elliego, ale Christopher… oczywiście on miał tylko zebrać reportaże, nie je czytać, ale czy warto było ryzykować? Elliot podjął bardzo nieprzemyślaną decyzję i sięgnął po swoje zadanie, po czym zgniótł kartkę w rękach i wepchnął ją do swojego plecaka leżącego pod ławką.
    Natychmiast tego pożałował, bo nie udało mu się zrobić tego niezauważonym. Kiedy tylko podniósł wzrok, wszyscy się na niego gapili. Włącznie z nauczycielem i… panem praktykantem, który właśnie dochodził do jego ławki. Ellie przełkną ślinę, nerwowo poprawiając się na krześle. Tak, zrobił kompletną głupotę, ale nie był to pierwszy ani ostatni raz i wiedział, że musi po prostu to pociągnąć.
    – Bardzo przepraszam, ale niestety nie odrobiłem zadania – powiedział, wbijając wzrok w blat przed sobą, bo nikt inny się nie odzywał. – Przepraszam, zorientowałem się, że wziąłem z domu złą kartkę. Przyjmę konsekwencję, naprawdę mi przykro – dodał, przygryzając dolną wargę, żeby powstrzymać kolejne przeprosiny przed opuszczeniem jego ust, ale robił to z przyzwyczajenia.
    Jedna gorsza ocena nie powinna mu bardzo zaszkodzić, był gotowy to przyjąć, a biorąc pod uwagę jego dotychczasowe przygotowanie do zajęć, profesor nie powinien być bardzo surowy. Ale okazało się, że profesor ma inne plany niż się tym kłopotać, bo powiedział, że w tym zawodzie to typowe, zawsze znajdzie się ktoś nieprzygotowany i zapytał Christophera, jakie rozwiązanie on by proponował. Na tym etapie Elliot zdecydowanie odmawiał podniesienia spojrzenia z ławki, bo Boże, kompletnie nie o to mu chodziło.

    pewien nieprzygotowany uczeń

    OdpowiedzUsuń
  6. [Zakładamy, że się znają np. od strony jej braci? Chodzili razem do szkoły, więc pewnie się kojarzą :3 możemy zacząć od spaceru z psami, a potem się zerknie! :D]

    Estilia

    OdpowiedzUsuń
  7. Elliot do samego końca lekcji angielskiego wpatrywał się w wiszący nad tablicą zegar, chcąc w ten sposób jakoś przedłużyć upływające minuty, ale jak na złość, czas leciał bardzo szybko. Pan Bolkey kontynuował zajęcia, ale jego słowa ledwo docierały do Elliego, który z kolei bardzo uparcie nie wpatrywał się w Christophera.
    Chyba powinien być wdzięczny, w końcu kara za nieodrobione zadanie domowe mogła być gorsza, mógł dostać F, a to na pewno nie spodobałoby się jego rodzicom. Z drugiej strony, miał nadzieję, że uda mu się szybko wyślizgnąć z klasy i zapomnieć o tych zajęciach, ale teraz było to niemożliwe. Elliot wodził wzrokiem za wstającymi z krzeseł uczniami jakby dokładnie w sekundzie, w której rozbrzmiał dzwonek i odprowadził swojego nauczyciela wzrokiem do drzwi, wzdychając głęboko.
    Potem wreszcie, niesamowicie się ociągając, podniósł wzrok na Christophera. Dzieliło ich kilka ławek, ale przez to, że klasa była kompletnie pusta, Ellie mógłby przysiąc, że i tak słyszy każdy jego oddech. Uśmiechnął się, wzruszając lekko ramionami po pytaniu swojego byłego chłopaka. A jak myślisz? To, co zawsze, pomyślał, ale słowa ugrzęzły mu w gardle.
    – Mówiłem, zapomniałem zadania, naprawdę mi przykro, po prostu go nie mam – wymamrotał zamiast tego, najspokojniej i najzwyczajniej jak potrafił. Co innego mógł zrobić? Stresował się, nie tylko swoją wtopą z tym głupim wypracowaniem, ale też wpatrującego się w niego Chrisa. Bycie z nim w jednym pomieszczeniu, sam na sam, było naprawdę dziwaczne. Związki nie były jego mocną stroną, w ogóle interakcje z innymi ludźmi jakoś średnio mu wychodziły nawet kiedy był z nimi w luźnych, koleżeńskich stosunkach, więc co dopiero to. Cokolwiek to było.
    Starał się nie stresować, albo przynajmniej nie pokazywać, że się stresuje i zachowywać profesjonalnie, naprawdę. Może nie było to konieczne, ale z pewnością było najbezpieczniejsze. Czy miał Chrisowi za złe? Pewnie, że miał, w końcu facet go rzucił, pojechał na studia i gdy Elliot myślał, że ich drogi rozeszły się na dobre, z powrotem zaczął widywać go na szkolnym korytarzu. Z drugiej strony, nie winił za to rozstanie nikogo oprócz siebie. Być może wciąż byliby razem, gdyby tylko wiedział, że jego rodzinne relacje powinny zostać całkowicie prywatne. Gdyby po prostu nigdy nie przestał wymyślać coraz to kreatywniejszych okoliczności, w których nabił sobie siniaki albo, cóż, nosił tylko golfy, długie spodnie i szaliki, gdy wiedział, że je ma, to wszystko mogłoby zostać po prostu przypisane jego dziwacznemu charakterowi, a nie pięści jego ojca. To była dla niego lekcja, którą zapamięta na długo.
    – Wiesz, jaka ze mnie gapa, Chris – dodał swobodnie, prawie z rozbawieniem. Chyba tyle razy usprawiedliwiał się już swoją domniemaną niezdarnością, że powoli sam zaczynał szczerze w to wierzyć, bo z kolei sprawiało, że brzmiał całkiem przekonująco. Być może nie dla Christophera, który wiedział dużo, za dużo. – Och, albo może wolałbyś panie Haverson? Wystarczy słowo. No i będę wdzięczny za ten drugi termin, moje nieprzygotowanie więcej się nie powtórzy. Oczywiście – zapewnił gorliwie, kiwając głową.
    Mówił całkiem poważne, w końcu po to tu byli, prawda? To tylko część jego praktyk, w które Elliot nie chciał interweniować. Pragnął, żeby Chris osiągnął to, czego chciał, zdecydowanie się do tego nadawał. Ellie nie mógłby być nauczycielem, to był zbyt głośny i męczący zawód, ale tak na dobrą sprawę, to naprawdę nie miał pojęcia, kim w ogóle chciałby zostać, więc co on tam wiedział. Chyba tylko to, że jego życie nie jest problemem Christophera Haversona już od ponad roku i właśnie tak powinno zostać.

    (nie)gapa

    OdpowiedzUsuń
  8. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej, odchylając się trochę na krześle, dalej od Chrisa, chociaż wiedział, że to nic mu nie daje, nie tak naprawdę. Serce waliło mu jak oszalałe i przez chwilę miał nawet wrażenie, że jakimś cudem cofnął się do przeszłości, że znowu są razem i znowu niepotrzebnie się stresuje. Nie podobało mu się to. Nie lubił, gdy Christopher tak na niego patrzył, jakby wiedział, że przyłapał go na kłamstwie, jakby nie był zły tylko zawiedziony, jakby chciał pomóc, bo oczywiście, to wszystko zawsze było dla dobra Elliota.
    – Nie wierzysz mi? – zapytał, starając się nie brzmieć na zirytowanego, ale wychodziło mu to raczej średnio.
    Spojrzał w bok, uciekając spojrzeniem od Chrisa, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zachowuje się jak hipokryta, w końcu rzeczywiście coś kręcił i jego były chłopak aż za dobrze się w tym połapał. Ale Ellie nie chciał dawać mu tego głupiego wypracowania, teraz już z kilka powodów: po pierwsze nie chciał, aby stało się jasne, że kłamał i napisał coś chociaż mniej więcej na temat, po drugie nie chciał, żeby Christopher to przeczytał. Mógł to podrzeć, albo zjeść, papier nie mógł go chyba zabić, a przynajmniej upewniłby się, że to, co napisał o rodzinie, oczywiście rodzinie kompletnie fikcyjnej osoby, bohatera lektury, który ani trochę nie był nim, nie dotrze to Chrisa.
    Nie wiedział, dlaczego to wszystko było dla niego aż tak ważne, dlaczego wstydził się kilku słów wydrukowanych na białej kartce. Być może chodziło o ten fragment, w którym rozważa, że miłość rodzicielska nie powinna być bezwarunkowa. Nieraz tak sądził, nieraz naprawdę miało to dla niego sens, ale z drugiej strony Ellie kochał swoich rodziców bezwarunkowo, naprawdę, mniej warunkowo już się nie dało, więc być może były przypadki, w których to mogłoby działać też w drugą stronę… na pewno nie w jego domu, ale może gdzieś indziej. Wziął głęboki oddech.
    – Przepraszam, ale zdaje mi się, że tak, czy inaczej nie mam żadnego obowiązku pokazywać ci zawartości mojego plecaka. Nawet, gdybyś był moim pełnoprawnym nauczycielem. To mój plecak. Po prostu odpuść, okej? Przestań się przejmować, to nie twój problem, czemu nie mam zadania, podaj inny termin, a obiecuję, że doniosę wzorowy reportaż i wszyscy będą zadowoleni – zapewnił, powoli i spokojnie, mając nadzieję, że to będzie koniec jakiegokolwiek nalegania ze strony Chrisa. Trudno mu było przeciwstawić się jakiemukolwiek poleceniu, ale w tym wypadku wiedział, że na szali nie leżą konsekwencje takie, jakich mógł spodziewać się w domu, więc próbował po prostu załagodzić tę sytuację, puścić to w niepamięć, najlepiej już, teraz, od razu.
    Wiedział, że przerwa niedługo się skończy, a Chris tak czy inaczej będzie musiał po prostu go puścić, bo nie chciał chyba, żeby Ellie spóźnił się na zajęcia, prawda? Być może później uda mu się nawet dostarczyć swoją nową pracę swojemu nauczycielowi i ominie wszelkie niezręczności związane z jego byłym potencjalnie sprawdzającym jego wypracowanie.
    – A jak tam studia? To prawda, że to całkiem inny świat, hm? – zapytał zaraz, niby całkiem niespodziewanie, ale z bardzo prostego powodu: chciał zmienić temat na jakikolwiek, chciał, żeby pomyśleli o czymkolwiek innym. Nie by pewny, na ile to podziała, ale nie zaszkodziło spróbować, był gotowy spróbować wszystkiego, żeby uniknąć konfrontacji.

    zgadnij

    OdpowiedzUsuń
  9. [Jasne, postaram się to zrobić dzisiaj, ale nie wiem, czy mi się uda :/]

    Esti

    OdpowiedzUsuń
  10. Elliot był naprawdę wdzięczny, że Chris przestał naciskać. Nawet odetchnął z ulgą, chyba trochę za mało się z tym kryjąc, ale nie mógł nic na to poradzić. Wolał rozmawiać o szkole, studiach, o czymkolwiek, co nie miało związku z jego życiem prywatnym. Czasem zastanawiał się, czy też uda mu się pójść na studia, czy w jego przypadku to w ogóle miało jakikolwiek sens, skoro wiedział, że rodzice nie będą zadowoleni z takiego wyboru. Oni chyba woleliby, żeby znalazł pracę i wspomagał ich finansowo, najlepiej do końca swoich dni, a Ellie był na tyle nieasertywny, szczególnie, jeśli chodzi o jakiekolwiek rozmowy z ojcem, że oczywiście by się na to zgodził.
    – To dobrze. Że ci się podoba – mruknął w pewnego rodzaju zamyśleniu, biorąc głęboki oddech. Przygryzł dolną wargę, zerkając na drzwi i zastanawiając się, czy powinien po prostu wyjść. Chyba mógł. Nie chciał, ale mógł, w końcu nie bez pewnego wysiłku, ale udało mu się załatwić wszystko, czego chciał, Chris zrezygnował z drążenia sprawy pogniecionej kartki w jego plecaku i podał mu nowy termin na oddanie zadania.
    – Dziękuję – dodał ze szczerą wdzięcznością, wracając wzrokiem do swojego byłego chłopaka. Dziękował za możliwość oddania reportażu we wtorek, no i może jeszcze trochę za to porzucenie niewygodnego tematu, ewentualnie troszeczkę też za to, że Chrisa to wszystko z jakiegoś powodu wciąż jeszcze trochę obchodziło.
    Chyba byłoby lepiej dla nich obu, gdyby tak nie było, w końcu ich związek nie zakończył się tak po prostu i chociaż nie rozstali się przy wielkiej, dramatycznej kłótni, bo szczerze, Elliot po prostu nie potrafił się dobrze kłócić, to wciąż nie było to ani trochę przyjemne. Mieli swoje powody, było źle, szczególnie pod koniec, gdy było jasne, że któryś z nich musi po prostu być tym bardziej odważnym i powiedzieć, że było miło, ale…. Oczywiście nie był to Ellie.
    – Muszę już iść – powiedział po chwili, bo to, jak się w siebie wpatrywali zaczynało powoli robić się niezręczne. Elliot już wcześniej zgadywał, że widzenie swojego byłego na szkolnym korytarzu, tym razem w charakterze praktykanta, właśnie takie będzie, ale wtedy nie do końca wiedział, czego się spodziewać.
    Wreszcie wstał z krzesła, podniósł swój plecach i zarzucił go sobie na ramię, spoglądając na Christophera. Nie miał już nic do powiedzenia, to znaczy miał, nawet bardzo wiele, ale wolałby tego nie robić, chciał zostawić to, co między nimi było w spokoju. Znał osoby, które przysięgały, że przyjaźnią się ze wszystkimi swoimi eks, ale dla niego był to naprawdę abstrakcyjny koncept. Nie dlatego, że nie lubił Chrisa. Było dokładnie odwrotnie i tu leżał problem.
    – Jeszcze raz dzięki. I ciesz się, że nie masz już matematyki – powiedział, uśmiechając się lekko, gdy ruszył w stronę wyjścia. – Do zobaczenia, pewnie gdzieś na korytarzu.

    prawdopodobnie najbardziej niezręczna osoba jaką znasz

    OdpowiedzUsuń
  11. Reszta tygodnia zleciała Elliotowi bez większych niespodzianek. Napisał reportaż jeszcze raz, tym razem tak obiektywnie jak tylko mógł, odcinając się emocjonalnie od tekstu i doniósł go Chrisowi na czas. A jeśli o Chrisa chodzi, poza tym spotkaniem i Zamieniem z nim kilku słów, Ellie wciąż starał się nie utrzymywać z nim kontaktu wzrokowego, gdy mijali się na korytarzu.
    Większość jego życia nie była nawet tak dramatyczna, jak mogłoby się wydawać. Od kiedy zerwali z Christopherem, po prostu jeszcze rzadziej wychodził z domu, a w domu przez większość czasu po prostu siedział w swoim pokoju lub pomagał mamie w kuchni. Atmosfera w mieszczeniu co prawda zawsze była trochę napięta, szczególnie gdy siadali do posiłków całą rodziną, ale przez większość czasu naprawdę nie działo się nic strasznego.
    Cóż, większość czasu. Bo tak się złożyło, że pewnego wieczoru jego ojciec wrócił do domu tak pijany, jak jeszcze dawno pijany nie był i naturalnie okazało się, że ma do swojego syna i żony wiele uwag. Główną było przewijające się przez większość kłótni w ich domu za mało pieniędzy, ale w stronę Elliota poleciał również zarzut o braku jakichkolwiek pożytecznych talentów. Ellie oczywiście przyznał tacie rację, solennie obiecując poprawę we wszystkim, co robił nie tak, ale to wcale nie zadowoliło pana White’a. Nie bądź taka cipa, Ellie, rzucił tylko z oburzeniem i następnym, czego Elliot był świadomy, to pulsujący ból w dolnej wardze i rdzawy posmak w ustach.
    Ale to nie miało znaczenia. Nie był zły, właściwie to ledwo czuł jakiekolwiek pieczenie, właściwie to mogło być gorzej, właściwie to i tak uśmiechnął się lekko i z pokorą nadstawił drugi policzek, bo co innego mógł zrobić? Nie mógł oddać, po prostu nie potrafił, bo kochał swojego tatę, nikt tego nie rozumiał, ale Elliot szczerze go kochał i nie chciał go zawieść.
    Właśnie to zajmowało jego myśli, gdy następnego dnia podczas wf-u wagarował w szkolnej bibliotece, kartkując jakiś podręcznik, który polecił im nauczyciel historii. Rodzina. Chęć spełnienia ich oczekiwań, zasłużenia sobie na pochwałę.
    Aż podskoczył z zaskoczenia, gdy usłyszał głos Chrisa, a potem odgłos jego torby spadającej na podłogę. Przeszedł go nieprzyjemny dreszcz, kiedy podniósł na niego wzrok i zobaczył emocje przewijające się w jego spojrzeniu. Był zły? Elliot na chwilę odruchowo podniósł dłoń do twarzy, chcąc zakryć brzydką, rozbitą wargę, jakby to mogło mu w czymkolwiek teraz pomóc, cokolwiek. Cholera! Dlaczego Christopher musiał wejść do biblioteki akurat teraz dlaczego musiał go zauważyć? Ellie zaczynał wierzyć, że wszechświat go nienawidzi.
    – J-ja nie… nie ma o czym rozmawiać – powiedział trochę słabo, usiłując na poczekaniu wymyślić jakąś wiarygodna historię na temat swojego świeżego obrażenia. Wiedział, że jego były chłopak i tak mu nie uwierzy, ale robił to odruchowo. Wymówki, wymówki, więcej wymówek. Może właśnie dlatego im nie wyszło. Oczywiście, że nie chciał rozmawiać jak dorosły, nie teraz i nie nigdy. I tak miał wrażenie, że jakoś dziwnie ominęło go całe dzieciństwo.
    – Na pewno nie tutaj – podkreślił jeszcze, w końcu rezygnując z dodania, że tylko się przewrócił i nie będzie o tym gadał. Christopher mógł go w końcu po prostu zignorować, a jednak tego nie zrobił i wyglądało na to, że pozbycie się go nie będzie takie łatwe. Elliot westchnął, delikatnie kręcąc głową. – Dlaczego tak bardzo chcesz to drążyć, Chris? Nie wolałbyś porozmawiać o czymś miłym? Ja bym wolał – mruknął, nerwowo bawiąc się książką przed sobą, wyginając jej grzbiet.

    Trudny™

    OdpowiedzUsuń
  12. - Wyprowadzi ktoś Flasha na spacer? - zawołał wujek donośnym, grubym głosem.
    Estilia nasłuchiwała przez chwilę, czy któryś z braci nie byłby chętny na przechadzkę z pięknym pupilem. Kiedy jednak odpowiedziała jej jedynie cisza, złapała szybkim ruchem za smycz, która smętnie zwisała z krawędzi biurka i podjechała do drzwi.
    - Ja! - zgłosiła się z ogromną radością. Ruszyła z szerokim uśmiechem na ustach w stronę brata zmarłej matki, który wpatrywał się w nią, unosząc brew.
    - Kolejny raz? Lucas i Andrew nie robili tego chyba z tydzień - zauważył.
    Dziewczyna doskonale o tym wiedziała, jednak wykorzystywała każdą okazję, by móc wyjść na dwór, do słońca, do ludzi. Nie wstydziła się wózka ani tego, że jest inwalidą. Nie ona pierwsza i niestety, nie ostania. To nie ona wybrała dla siebie tę drogę. To los jej ją przydzielił. Co miała w tej sytuacji zrobić? Odciąć się od świata, nie wystawiać czubka nosa za próg i porzucić wszystko, co dawało jej radość? Nie, to nie byłoby w stylu Estilii Harford. Chciała walczyć i każdego dnia, kiedy tylko podnosiła się z łóżka, stawała na ringu życia, tocząc bój ze światem oraz otoczeniem, które patrzyło na nią, jakby urósł jej co najmniej metrowy guz na głowie. To nie wózek był przeszkodą, ale ludzie dookoła niej. Codziennie musiała przebijać się Przez barierę, którą inni tworzyli wokół siebie. Niektórzy z natury nie byli wylewni, jednak przy Esti większości brakowało języka w gębie. To najbardziej ją bolało - odrzucenie przez środowisko. Nie miała wielu przyjaciół ani nawet znajomych, ale starała się tym nie zniechęcać. Była zwolennikiem próbowania do skutku. Ciężko być cały czas optymistą, kiedy efekty są znikome, prawda?
    - Oj, wujku! Wiesz, że lubię z nim wychodzić! Daj spokój - uśmiechnęła się czarująco. To była jej główna broń - uśmiech . Działał na Arthura za każdym razem.
    Skinął głową na znak, żeby zmykała już z psem. Dziewczyna przywołała pupila gwizdaniem. Ten, jak zawsze przed spacerem, wskoczył jej na kolana, by mogła zawiązać mu smycz. Flash był niezwykle posłusznym psem. Spędził z Esti już dobre trzy lata i przez ten czas zżyli się ze sobą. To właśnie on był jej przyjacielem. Na pewno wolałaby kogoś bardziej ludzkiego, ale jak to mówią lepszy rydz niż nic . Zjechała ostrożnie po podjeździe i ruszyła na wyprawę do pobliskiego parku. Podziwiała drzewa, kwiaty, wdychała ich zapach. Jednym słowem rozkoszowała się faktem, że jest na zewnątrz. Dziwnym trafem właśnie takie sytuacje dawały jej największe poczucie normalności. Wtedy całkowicie zapominała o tym, że jeździła na wózku. Nagle poczuła, jak smycz ześlizguje jej się z ręki. Czar prysł. Flash nie zerwał się od razu. Dopiero po jakieś sekundzie zauważył, że panna Harford już go nie kontroluje i wypruł do przodu. Estilia od razu zagwizdała miarowo, mając nadzieję, że pupil się zatrzyma. Zrobił to. Dokładnie pod nogami jakiegoś blondyna, który wydawał się dziewczynie dziwnie znajomy.
    - Przepraszam, mógłbyś podać mi smycz? - zapytała, uśmiechając się życzliwie.

    Estilia Harford

    OdpowiedzUsuń
  13. Dokładnie tego się obawiał, powrotu do punktu wyjścia, kręcenia się w kółko. Czuł się jakby miał déjà vu, jakby to wszystko już było. Bo było, Chris mówił mu, że się martwi, że chce pomóc, że to się musi skończyć i jedyną różnicą było to, że tym razem byli w bibliotece, miejscu publicznym, więc nie mogli zrobić sceny. No i teraz nie byli parą, więc całowanie się w ramach odkładania tej dyskusji na później nie wchodziło w grę.
    Elliot wiedział, że Christopher by go nie uderzył, ani teraz, ani wcześniej, ani nigdy, ale i tak zamknął oczy, kiedy ten złapał go za podbródek, na wpół jednak mimo wszystko oczekując ciosu. Nie był już nawet do końca pewny, czy czuje ulgę czy zawód z powodu, że cios nigdy nie nadszedł, bo przynajmniej pozwoliłoby mu to poczuć się znajomo. Czy to była normalna reakcja? Dla Elliego tak, on nie widział w tym nic dziwnego, nic oburzającego. Było mu tylko trochę wstyd, że przez niego Chris się martwił, chociaż nie powinien, bo to wszystko nie było już jego problemem. Nigdy nie było, ale teraz szczególnie nie, w końcu ledwo rozmawiali.
    Domyślał, co Christopher chciał zrobić, zarówno teraz, jak i wcześniej. Chciał go uratować, chciał dobrze, oczywiście, chciał zabrać go od tego, co widział jako złe, chciał go ochronić. Problem polegał na tym, że Elliot nie chciał być ratowany, nie w taki sposób, jaki Chris proponował. Nie zrobiłby niczego, żeby wpędzić swojego ojca w kłopoty, ze strachu, owszem, ale też z miłości. A jego mama, cóż, to ona przytulała go czasem do swojej piersi i kołysała, mrucząc tatuś nas kocha, Ellie, tatuś chce dobrze podczas gdy Elliot brudził jej koszulkę krwią i łzami. Czasem jej wierzył, a czasem właśnie w takich momentach sam w to wszystko wątpił, chciał uciec i nie wrócić, ale poczucie obowiązku wobec rodziny zawsze trzymało go w ryzach. Absolutnie nie mógł jej zostawić.
    – Wiem, jak łatwo dojść do wniosku, że jestem niezłym masochistą, ale chyba wiesz, że to nie moja robota. – Elliot uśmiechnął się słabo, wskazują na swoją wargę i natychmiast upominał się w myślach, że to zdecydowanie nieśmieszne. Ale naprawdę nie chciał poważnej rozmowy, przerażała go perspektywa, że mógłby w końcu spojrzeć na siebie czyimiś oczyma i nie spodobałoby mu się to, co by zobaczył.
    Elliot westchnął głęboko i wstał, nie chcąc czuć się niezręcznie przez sposób, w jaki Chris patrzył na niego z góry. Oparł się o stolik i spojrzał u w oczy, zastanawiając się przez dłuższą chwilę. Nie wiedział, jak odpowiedzieć na pytanie Christophera. Naprawdę, nie miał pojęcia. Czemu, dlaczego to robił, zostawał, czemu tak mało mu to wszystko przeszkadzało? Z obowiązku, miłości, przyzwyczajenia, a może wszystkich trzech? Czuł się niepewny, nie wiedział, co może zrobić i czy w ogóle chce coś robić, żeby odwieść swojego byłego chłopaka od jakiegokolwiek zamartwiania się. Być może nawet nie było to możliwe, ale nie zaszkodzi spróbować
    – A dlaczego chcesz o tym rozmawiać teraz, Chris? Hm? Czego ode mnie oczekujesz? – zapytał, starając się jakoś ukryć małe załamanie się głosu. Złapał się stolika, o który się opierał, bo trochę drżały mu dłonie. – Pożegnaliśmy się, pamiętasz? – dodał, bo naprawdę nie był przygotowany na to, co właśnie się działo.

    jakiś taki niezdecydowany Ellie

    OdpowiedzUsuń
  14. Elliot nie odpowiadał przez dłuższą chwilę. Zdawało mu się, że wskazówki wiszącego przy wejściu do biblioteki zegara poruszają się o wiele za wolno i o wiele za głośno, kompletnie zakłócając jego myśli. Co jeśli? Nie lubił tego pytania. Oczywiście, że czasem o tym myślał, co by było gdyby… gdyby ojciec pewnego dnia przesadził i zrobił mu coś gorsze niż nabicie siniaka albo nawet złamanie ręki? Gdyby go zabił? To nie było niemożliwe, tak samo jak to, że przejedzie go samochód, gdy będzie dzisiaj przechodził przez jezdnię, albo to, że autobus, którym będzie wracał do domu się rozbije. Życie po prostu takie było, niebezpieczne. Nie było sensu zastanawiać się nad tym, co może potencjalnie pójść źle, prawda? Z drugiej strony, być może gdyby Elliot czasem to robił, zobaczyłby, jak źle może skończyć się jego związek z Chrisem, jak daleko Chris tak naprawdę był od niego i tego wszystkiego, co działo się w jego życiu.
    – Nie udaję. Po prostu mi to nie przeszkadza. Nigdy tego nie rozumiałeś – powiedział gładko, kompletnie bez wyrzutu, bardziej jakby po prostu przypominał sobie jakąś anegdotkę. Wzruszył nawet lekko ramionami, pochylając się do przodu. Czuł się przytłoczony i właśnie w takich momentach lubił uciekać i udawać, że wszystko jest w porządku, ale stłumił w sobie tę chęć. Co by to dało? Sam nie wiedział, który z nich był bardziej uparty, szczególnie w tej sprawie.
    – Zanim poszedłem do szkoły, nawet nie zadawałem sobie sprawy, że moi rodzice się są, według powszechnych standardów, normalni. To było wszystko, co znałem. Według mnie to inne dzieci były dziwne, to, jak opowiadały o swoich rodzinach nie miało dla mnie najmniejszego sensu. Czasem dalej nie ma. To tak, jakbyś przez lata żył w czarno-białym świecie i nagle ktoś zacząłby ci mówić, jak kocha błękit nieba. Ale dla ciebie niebo nie jest błękitne, tylko szare, jak wszystko inne, więc koncept kolorów jest całkiem bezsensowny.
    Elliot spuścił wzrok, wbijając go w czubki swoich trampek. Być może było to złe porównanie, nie był w tym zbyt dobry, nie potrafił wytłumaczyć tego komuś, kto nie był na jego miejscu tak samo, jak nie potrafił postawić się na miejscu kogoś innego. Próbował, i to wielokrotnie, ale jak widać nie wychodziło.
    – Nie wiem, co ci powiedzieć. Tak naprawdę nie łapię, dlaczego kiedykolwiek mnie lubiłeś, Chris – westchnął. Wciąż czasem zdawało mu się, że wymyślił sobie cały ten związek, tak nierealne zdawało mu się to wspomnienie. Równie dobrze mógł mu to powiedzieć. – Chciałeś mnie naprawić? Uratować? Smutni poeci bez perspektyw to po prostu twój typ? – zapytał, uśmiechając się zaledwie kącikiem ust. Jasne, nie o tym przed chwilą rozmawiali, ale Ellie nie był w stanie powiedzieć Christopherowi tego, co ten chciałby usłyszeć. Nie potrafił przyznać, że może, tylko może, czasem chciałby, żeby wszystko się zmieniło, ale za bardzo się bał. To było zbyt skomplikowane, wygodniej było nic w sobie i swoim otoczeniu nie zmieniać.

    jak zwykle nieśmieszny E

    OdpowiedzUsuń
  15. Chris wciąż go lubił? Wciąż nie potrafił wyobrazić sobie, dlaczego, co takiego ktoś może w nim widzieć. Pewnie nie powinien o tym myśleć, nie w taki sposób, ale naprawdę poważnie go to interesowało. Czasem nawet chciał być bardziej normalny. Chciał być zwykłym, przeciętnym nastolatkiem, chciał pomartwić się z powodu niedającego się zatuszować pryszcza, a nie siniaka, chciał, żeby wszystko potoczyło się inaczej. Ale wtedy przypominał sobie, że gdyby nie jego rodzice, gdyby nie zduszony płacz matki, który rozpoznawał zanim nauczył się pisać, gdyby nie szorstka dłoń jego ojca boleśnie zaciskająca się na jego ramieniu, nie byłby sobą. Bo co, oprócz tego całego nieszczęścia, było w nim ciekawego, intrygującego? Czy gdyby Christopher nie widział w nim kogoś zepsutego, rozbitego, wymagającego poskładania, to w ogóle by się do niego odezwał? A czy jeśli po tej rozłące zastałby Elliota szczęśliwego, bez śladu przemocy na ciele, wciąż byłby zainteresowany? Czy Ellie kiedykolwiek napisałby jakiś wiersz, czy słowa wypływające mu spod palców byłyby kompletnie puste, płytkie, nieważne, jeśli nie doświadczyłby tego, czego doświadczył?
    Elliot przełknął ślinę, spoglądając w bok. Zapędził się. To nie miało sensu, te przemyślenia tylko go pogrążały, ba, cała ta sytuacja go pogrążała. Uchylił usta, ale zaraz je zamknął. Nie wiedział, co powiedzieć.
    Ja też wciąż cię lubię.
    I dalej trochę tęsknię.
    Kiedyś podświadomie czekałem aż mnie w końcu uderzysz za każdym razem, kiedy się kłóciliśmy.
    – Każdy inaczej okazuje miłość… i w ogóle emocje. Myślę, że nie mnie oceniać, który sposób jest lepszy, a który gorszy – stwierdził zamiast tego wszystkiego, z wahaniem podnosząc wzrok na Chrisa. Chociaż nie był w tym dobry, próbował wyczytać coś z jego twarzy, dowiedzieć się, co on w ogóle myśli, czy to wszystko tylko przypomina mu, dlaczego go rzucił i utwierdza w przekonaniu, że to była dobra decyzja, czy trochę żałuje i wciąż chce pomóc. Obie opcje sprawiały, że Elliota coś ściskało w żołądku.
    – A przeszło ci przez głowę, że taki smutny i trochę wybrakowany jestem ciekawszy? Że właśnie to cię do mnie przyciągnęło, a potem odepchnęło, że bez tego nawet byś mnie nie lubił? – Powinien był ugryźć się w język zanim zada takie głupie pytania, ale tego nie zrobił. Przeszkadzało mu to i pociągało jednocześnie, nie chciał być widziany jako bezbronna ofiara, ale jednak miło było czuć, że kogoś to w ogóle obchodziło. – Wiem, że zawsze chciałeś pomóc, ale wiem też, że ty wiesz, jaka to stracona sprawa, Chris. A ja... radzę sobie dobrze jak nigdy.
    Elliot się uśmiechnął, pozwalając, żeby kłamstwo płynnie, lekko przeszło mu przez gardło. Nieważne, co sobie wmawiał, nigdy nie radził sobie dobrze. Bywało lepiej i gorzej, ale nie dobrze, co oczywiście zawsze zostawiał dla siebie.
    Kręcili się w kółko, znowu, a jemu było przykro, że nie jest w stanie powiedzieć Christopherowi czegoś lepszego, ale już to przerabiali. Tak naprawdę trudno i smutno było mu w ogóle przed nim stać i z nim rozmawiać, wszystko ze świadomością, że im nie wyszło. Kiedy byli razem, Chris i tak był dla niego za dobry, kompletnie poza jego ligą. Nic się od tamtego czasu nie zmieniło.

    Ellie

    OdpowiedzUsuń
  16. Jemu też było przykro. Cała ta sytuacja, albo lepiej, całe jego życie było po prostu przykre i nie potrafił od tego uciec, nieważne, jak bardzo się starał. Może powinien po prostu się z tym pogodzić i pozwolić sobie na bycie tym smutnym, skrzywdzonym chłopakiem, ofiarą, czy czymkolwiek tak właściwie, naprawdę był, a czemu tak usilnie zaprzeczał. Zastanawiał się, czy Chris też go tak widzi, a jeśli tak, czy właśnie dlatego nie mógł zostawić go w spokoju, po prostu było mu żal Elliota, bo zorientował się, że od jego wyjazdu właściwie nic się nie zmieniło.
    – Nie ma za co – odpowiedział szczerze, bo poważnie nie czuł, że w ogóle potrzebuje tych przeprosin i wziął głęboki oddech, rozglądając się wokół. Nawet miejsce nie było odpowiednie na tę dyskusję, ale teraz było już za późno, wyglądało na to, że znów doszli do jako takiego porozumienia, albo raczej zwyczajnie zgodzili się nie zgadzać co do tej sprawy z ojcem Elliego, jak to bywało już wcześniej. – Ja też przepraszam. Chciałbym być… łatwiejszy – dodał, po czym zaśmiał się pod nosem, rozbawiony tym, jak to zabrzmiało i nie, to nie był odpowiedni moment na żarty, ale nie potrafił nic na to poradzić. – Łatwiejszy w obejściu – doprecyzował, spoglądając na Chrisa.
    Nie wiedział, co teraz. Zdawał sobie sprawę, że mógłby po prostu poprosić, aby więcej się nie widywali, mógłby zapewnić, że wszystko już będzie w porządku, ale jednocześnie był świadomy, że to nie byłaby prawda. Nie będzie w porządku, bo u niego tak na dobrą sprawę nigdy nie było w porządku. Ale nie chciał zrzucać tego na Christophera, niesamowicie przytłaczała go myśl o tym, że znowu zacznie mu się narzucać i wciągnie go w coś, co tylko im obu zaszkodzi.
    – Głupio mi, że się o mnie martwisz, pomógłbym ci odpuścić, gdybym potrafił. Tylko naprawdę trudno mi też spojrzeć na całą sprawę z twojej perspektywy, bo… – mnie zostawiłeś miał powiedzieć, ale się powstrzymał, przygryzając dolną wargę. Nie chciał mu tego wypominać. Gdyby mógł, sam też by się zostawił. – Zaraz kończy się wf i będę musiał wrócić na zajęcia. Ale gdybyś chciał jeszcze kiedyś porozmawiać, to mam wolne, no wiesz, często, nie jestem specjalnie zajęty – dodał zamiast tego, chociaż zdecydowanie nie powinien tego proponować.
    Nie dlatego, że nie chciał, po prostu nie powinien. Ale z jakiegoś powodu wciąż czuł się w pewien sposób przywiązany, wciąż czuł, że jest coś winny Chrisowi, chociaż może powinno być odwrotnie… ale Elliot myślał w zupełnie innych kategoriach niż reszta osób i czuł, że mógłby jeszcze coś zrobić, że powinien się postarać, no i chociaż wciąż żył w przekonaniu, że Christopher go nie rozumie, to on przecież wciąż wiedział o nim naprawdę dużo. Za dużo, właśnie dlatego zerwali, albo raczej on zerwał, no bo Ellie zostałby z nim na zawsze, zostałby przez wszystko, zostałby, nieważne, czy byłby szczęśliwy, czy nie. Więc z drugiej strony, może to lepiej, że los tego związku nigdy właściwie nie leżał w jego rękach.

    Ellie

    OdpowiedzUsuń
  17. Elliot sam sugerował, żeby kiedyś jeszcze porozmawiali, wiedział o tym i tak naprawdę tego chciał, bo nie potrafił zmusić się do stwierdzenia, że już mu nie zależy. Nie sądził jednak, że Chris tak szybko to zaproponuje. Może nie powinien się w takim wypadku godzić, ale oczywiście to zrobił i umówili się na tę nieszczęsną kawę następnego dnia po szkole.
    Myślał o tym cały wieczór. Napomknął mamie coś o tym, że wróci jutro później i nie chciał jej okłamywać, więc po prostu powiedział, że wychodzi ze znajomymi i żeby w razie czego powiedziała tacie, że jest na korepetycjach z francuskiego, bo oni przecież i tak nie pamiętali, kiedy je miał. To zdawało się być załatwione, ale i tak trochę się denerwował… znaczy tak, Ellie to po prostu żył w stanie stałego podenerwowania odkąd tylko pamiętał, także nie było to nic nowego ani specjalnie dziwnego. Pomiędzy nim a ojcem tego wieczora nie stało się nic dramatycznego, więc jedyne, co było z nim widocznie na pierwszy rzut oka nie tak, to tylko ta powoli gojąca się rozbita warga. Ale o tym Chris już wiedział.
    Na umówionym miejscu, czyli w małej, przytulnej kawiarni blisko szkoły, był jak zwykle kilkanaście minut przed czasem. Tak już po prostu miał, nie było nic pomiędzy: przychodził za wcześnie albo odwoływał spotkania w ostatniej chwili, bo coś mu wypadło. A raczej wpadło. Prosto na niego. I była to pięść jego ojca. W każdym razie przyszedł pierwszy, dlatego wybrał dwuosobowy stolik przy oknie i zajął jedno z miejsc. Odłożył swoją torbę na podłogę.
    Przeglądał menu, bardziej po to, żeby czymkolwiek się zająć, bo już i tak mniej więcej wiedział, co chce zamówić. Bywał tu dość często, kiedyś z Chrisem, później nieraz zaglądał tu też ze swoją przyjaciółką, gdy oboje uciekali z wf-u, tak, te nieszczęsne zajęcia z wychowania fizycznego były jedynymi, które naprawdę go stresowały. Podeszła do niego kelnerka, ale poprosił ją, aby trochę poczekała, bo jest z kimś umówiony, po czym po prostu kontynuował chowanie się na kartą dopóki nie dołączył do niego Christopher.
    Cieszył się, że go widział. Chociaż dopiero spotkali się w szkole, to jednak czuł się trochę bardziej odprężony, gdy umówili się na bardziej neutralnym gruncie, na którym oficjalnie nie był już uczniem, nie podlegał pod nauczycieli i stażystów.
    – Cześć – powiedział, żeby zwrócić na siebie jego uwagę i uśmiechnął się do niego lekko. Wreszcie odłożył menu na stolik, siadając prosto. – Panie profesorze – dodał, unosząc brwi w rozbawieniu. Wiedział, że Chris jeszcze się tak nie tytułuje, tylko żartował, nie chciał zaczynać od żadnej napiętej atmosfery.
    – Naprawdę nie sądziłem, że jeszcze będziemy tutaj kiedyś razem siedzieć. – Westchnął, pochylając się lekko do przodu, gdy Christopher już się do niego przysiadł. Elliot był wyraźnie swobodniejszy niż dzień wcześniej, gdy rozmawiali w bibliotece, a to dlatego, że stwierdził, iż wysłucha Christophera, cokolwiek ten miałby mu do powiedzenia. Może tego potrzebował, chociażby na wzgląd przez to, co ich łączyło. – Ani że zobaczę cię w szkole jako prawie nauczyciela. Całe szczęście, że skończę szkołę zanim naprawdę będziesz mógł mnie uczyć, bo to by było niesprawiedliwe, przeczytałeś za dużo moich wierszy. – Ellie się zaśmiał, tak, cóż, już mu nieraz było głupio, że obecnemu nauczycielowi podrzucał coś niezwiązanego z tematem, ale starał się ograniczać. A przy Chrisie pewnie jeszcze mniej by się pilnował.

    Ellie

    OdpowiedzUsuń
  18. Uśmiechnął się, trochę swobodniej opierając się o krzesło. Cieszył się, że Chris podjął ten w miarę zwykły i bezpieczny temat, a nie próbował znów wrócić do problemów. Elliot nie lubił o nich myśleć, ani rozmawiać, chociaż raz na jakiś czas było to nieuniknione. Ale teraz nie musiał być wcale ten czas; byli w kawiarni i mieli sobie dużo do opowiedzenia, a przynajmniej tak przypuszczał, więc czuł się całkiem w porządku. Nerwy ściskały mu żołądek tylko trochę, co było zdecydowanym postępem.
    – Oczywiście, że myślałam. To znaczy, chyba każdy autor myśli o wydaniu swojej książki, tomiku poezji, sprzedaniu obrazów do galerii, nagraniu płyty, rozumiesz… ale to chyba nie dla mnie. Chyba, że pod pseudonimem – Ellie pokiwał głową w zamyśleniu.
    Nie chciał być sztucznie skromny, naprawdę lubił pisać, było to jedno z niewielu zajęć, które potrafiły naprawdę oderwać go od rzeczywistości i przenieść w inny, lepszy (według niego) świat. Pojawiał się tylko jeden istotny problem – wolałby stanąć nago przez salą pełną nieznajomych niż przeczytać im jeden ze swoich najbardziej osobistych wierszy. Innymi słowy, wolał odsłonić ciało niż duszę. Zdecydowanie.
    Wiedział przecież, co robi się z wierszami w szkołach. Czyta, przerabia, wałkuje, wypisuje rymy, szuka ukrytych znaczeń i zabiegów literackich, dopasowuje do życiorysu autora… nie lubił tego i nie chciał kiedyś paść tego ofiarą. Nie, żeby sądził, że jego wiersze nadają się do podręczników do angielskiego, po prostu ludzie tak czy inaczej mają potrzebę rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze, krytycy literaccy i zwyczajni miłośnicy poezji również.
    Do ich stolika podeszła kelnerka i zapytała, czy są gotowi zamówić. Elliot skinął głową, zerkając na Christophera, aby upewnić się, że on nie potrzebuje więcej czasu na zastanowienie się. Ale nie, byli gotowi, więc Ellie zdecydował się na latte macchiato i kawałek sernika, pozwalając sobie na odpoczynek od czarnej, gorzkiej kawy, którą pijał w domu. Chris też wybrał, na co miał ochotę, no i, spisawszy ich zamówienie, kelnerka odeszła.
    – To było o tobie – odezwał się niespodziewanie, zanim zdążył ugryźć się w język. Westchnął głęboko, pochylając się lekko do przodu i rzucił Christopherowi przepraszające spojrzenie. Czuł, że był mu winny chociaż to jedno wyjaśnienie. – Mój reportaż, ten, którego udawałem, że nie mam. Był o tobie. Jak wiesz, eks chłopacy wcale nie byli tematem pracy, ale no, gdzieś w trakcie trochę odpłynąłem… Bolkey nie wiedziałby przecież, o kogo chodzi, czasem pozwalał mi odchodzić od tematu. Ale musiał przyprowadzić ciebie. – Wywrócił oczami, teraz już prawie rozbawiony tą sytuacją, wciąż jednak głównie po prostu zawstydzony swoją reakcją. – Przepraszam, że robiłem problemy. Wydawało mi się, że to… ważne – podkreślił, choć sam nie do końca wiedział, co ma przez to na myśli, po prostu tak wtedy czuł. Chciał dobrze, to było pewne, bo on zawsze i wszędzie chciał tylko i wyłącznie dobrze. Ale wychodziło różnie.
    Czuł się trochę lepiej, gdy to przyznał i miał nadzieję, że Chris to rozumiał. Ellie był po prostu na tyle przewrażliwiony, na tyle obawiał się jego reakcji, że nie mógł wtedy oddać tej głupiej pracy. Teraz mogli już przynajmniej zostawić to za sobą… no, Elliot mógł to zostawić i nawet jeśli on był jedynym, który potrzebował tego wyjaśnienia, zaszkodzić nie mogło.

    superrelatable Ellie

    OdpowiedzUsuń
  19. Jego pierwszym odruchem była chęć natychmiastowego zaprzeczenia i wycofania się z podobnego pomysłu, gdy Chris wspomniał o ewentualnym poleceniu jego wierszy swojemu profesorowi, ale jednak przez chwilę się zawahał i zanim to zrobił, zastanowił się. Może wcale nie był to taki najgorszy pomysł? Wiedział, że to może być jedna z niewielu szans na… cokolwiek, jeśli chodzi o podzielenie się ze światem swoimi wierszami bez przyznawania się do nich osobiście. Może później nikt już nigdy mu tego nie zaproponuje. W końcu to nie tak, że musiałby stanąć i komuś je wyrecytować, na co na pewno by się nigdy nie zdecydował. Obawę przed zostaniem wyśmianym też mógłby trochę ograniczyć, gdyby to Christopher poprowadził tę korespondencję. Po namyśle, ten pomysł podobał mu się bardziej niż był gotowy przyznać.
    – Jeśli sądzisz, że byłby zainteresowany, to… pomyślę nad tym. Jak się zdecyduję, wyślę ci jakieś wiersze, które mógłbyś mu przekazać – odpowiedział, spoglądając na Chrisa z ostrożnym uśmiechem. Nie, nie był to ten rodzaj pomyślę nad tym, który tak naprawdę znaczył nigdy więcej o tym nie pomyślę, a teraz przestań zawracać mi głowę. Elliot po prostu potrzebował czasu, żeby rozważyć to jeszcze raz, w samotności. Jak wszystko zresztą.
    Zaśmiał się cicho, kiedy Christopher zapewnił go, że jego tajemnice są bezpieczne, ponieważ… cóż, pewnie miał rację, a z perspektywy czasu Ellie zgadzał się z nim, że to, co zrobił było nieco przesadną reakcją i nie powinien się tak martwić. Z drugiej strony, gdyby się nie martwił, to by przecież nie był sobą, więc powinien się z tym raczej pogodzić.
    – Tylko nie mów, że cię to jeszcze dziwi. Ja cały jestem trochę na wyrost, to tym bardziej powinieneś wiedzieć po tylu latach znajomości – stwierdził z rozbawieniem, nieco się rozluźniając. Cieszył się, że nic strasznego się nie stało, Chris nie miał mu za złe i na pewno nie będzie mu tego już wypominał.
    Elliot wiedział, że to wszystko było trochę dziecinne z jego strony, że w ogóle musiał to wywlec, ale teraz czuł się lepiej, gdy to wyjaśnili. Zanotował sobie mentalnie, aby nigdy więcej nie robić takiego przedstawiania z byle powodu, bo sam już nie pamiętał, czego tak właściwie chciał wtedy uniknąć, ale wątpił, czy będzie o tym pamiętał.
    – No więc, oprócz tego incydentu, który ci zafundowałem, jak ci się podoba praca w szkole? Ja, szczerze mówiąc, nie chciałbym tu wracać, kiedy już nie będę koniecznie musiał, no wiesz, tyle tu ludzi, uczniów… ugh, uczniowie są najgorsi – powiedział, uśmiechając się zaledwie kącikiem ust i wywrócił oczami ze śmiechem, żeby podkreślić, że nie było to żadne poważne wylewanie żali, nic w tym rodzaju. Chociaż było w tym trochę prawdy, pewnie. Elliot jeszcze sam nie wiedział, co chce robić w przyszłości, ale wiedział za to, czego na pewno nie chce robić, a to było już coś.
    Spojrzał na Chrisa z zainteresowaniem, bo oczywiście nie kwestionował, że on się do tego nadawał, zawsze tak uważał, bo zawsze wiedział, że pomimo mniejszych lub większych podobieństw w charakterze, myślą w zupełnie innych kategoriach. Chyba właśnie to mu się podobało, że mogą być zupełnie różni i jednocześnie być razem. Teraz być w innym sensie niż wcześniej, ale wciąż.

    Ellie

    OdpowiedzUsuń
  20. Elliot skrzywił się lekko na myśl o liceum, ale z potrójną ilością pracy do wykonania. Ani trochę nie podobała mu się ta wizja. A nawet jeśli nie wszyscy uczniowie byli tacy znowu straszni i okropni, wciąż sugerowało to, że niektórzy są naprawdę nieznośni. Nie poradziłby sobie z tym. Właśnie dlatego zawsze miał taki problem z myśleniem o swojej przyszłości – nie chciał zostać nauczycielem, nie przepadał na pracą w grupie i tak na dobrą sprawę nawet nie wyobrażał sobie opuszczenia domu. Jego ojciec dopiero co zaczął naciskać na niego ze znalezieniem jakiejś pracy, żeby pomóc rodzinie, pewnie liczył na to, że w ten sposób zatrzyma go w mieście, mama natomiast… ona już i tak robiła za dużo i miałby ich tak po prostu zostawić? Zresztą, skoro nie nauczycielem, niby kim miałby zostać? Skoro nie angielski, to co miałby studiować? Jasne, był całkiem dobry w większości humanistycznych przedmiotów, ale nie widział się wśród ich studentów. Nie miał żadnych pasji wartych rozwijania, może oprócz… nie, pisarz to nie kariera. Absolutnie nie, skarcił się w myślach, sięgając po swoją kawę i popił jej trochę, żeby zyskać na czasie zanim odpowie.
    – Oczywiście, że nie wiem. Widziałeś mnie kiedyś zdecydowanego na cokolwiek oprócz szeroko pojętego użalania się nad sobą? – zapytał, wywracając oczami z rozbawieniem, chociaż ten komentarz, jak większość równie nieśmiesznych żartów Elliego, miał drugie dno. Całkiem jakby był już na tym pierwszym, ważnym etapie dostrzegania problemu, ale nie potrafił albo nie chciał pójść dalej i czegoś zmienić, poprosić o pomoc. Jakby było mu wygodnie dokładnie tam, gdzie był. Chyba właśnie dlatego siedział teraz naprzeciwko swojego byłego chłopaka.
    – Ja… – zaczął i zawahał się przez chwilę, przygryzając dolną wargę, która już i tak była po przejściach i wbił wzrok w blat przed sobą. – Chciałbym wyjechać, naprawdę, chciałbym zobaczyć, jak to jest. Ale czuję, że nie mogę. Mój tata… rozumiesz, tego nie pochwala. Poza tym, naprawdę nie wiem, co chciałbym robić. Tak czy inaczej czuję, że już zawsze będę kelnerem albo sprzedawcą albo… no wiesz, kimś takim. A do tego potrzebuję wyższego wykształcenia, więc marnowałbym czas.
    Elliot westchnął głęboko, zatapiając widelczyk w swoim kawałku sernika. Zazdrościł osobom, które tak wyraźnie wiedziały, czego chcą, które potrafiły bez zawahania odpowiedzieć, kim zostaną w przyszłości i uparcie do tego dążyły. Chris również już coś robił w tym kierunku, załapał się na staż, był na dobrej drodze do wszystkiego, co chciał osiągnąć.
    – Przepraszam, nie chcę cię dołować… no wiesz, bardziej niż zwykle. Ale nie wiem, czy zauważyłeś, z jakiegoś powodu większość aspektów mojego życia jest jakoś dziwnie tragiczna – powiedział, podnosząc wzrok na Chrisa. – Ostatnio chciałem kupić sos do spaghetti i w supermarkecie nie mieli mojego ulubionego, co oficjalnie zostało Tragedią Tygodnia – powiedział, niby całkiem poważnie, ale na jego usta zaraz wpłynął szeroki uśmiech. Proszę, czasem miewał jakieś tam poczucie humoru. Nie dałoby się chyba znajdować w jego sytuacji i nie śmiać się czasem z samego siebie. Makaron totalnie był jego najpoważniejszym problemem.

    Ellie aka uosobienie cringy poczucia humoru

    OdpowiedzUsuń