6 kwietnia 1970

zieleń to bazylia, biel to mozzarella, a czerwień... czerwień to pomidory.


Giovanni Vaccaro
Włoch z krwi i kości • uczeń czwartej klasy • rozszerzona fizyka, informatyka i matematyka • ludzie powoli przestają bać się mafii, dopóki nie staną z nią oko w oko • gorący romans w gorącej Italii z gorącą nauczycielką, o którym wie tylko ich dwoje, młodsza siostra i bogaty papà •  Scusa, chyba zabłądziłem po drodze do Twojego serca, mia bella. Wskażesz mi drogę? • czyli tanie teksty na podryw, najlepszym rozwiązaniem • czarna skóra i czarny motocykl oczkiem w głowie • głośne kłótnie z rodzeństwem, ale famiglia to famiglia nawet wtedy gdy wynajmujesz samodzielnie mieszkanie

Pierw usłyszysz jego niski, donośny głos. Następnie poczujesz słodkość melona połączoną z intensywnymi aromatami gorzkiej porzeczki i orzeźwiającymi nutami mięty, a wszystko to zmieszane z charakterystycznym zapachem papierosów. Dopiero na samym końcu go zobaczysz, zwracając szczególną uwagę na podłużną twarz i zapadnięte policzki, delikatnie wygięte kąciki ust w tajemniczym uśmiechu. Oczami wyobraźni widzisz już, jak podaje ci czerwoną różę i szepcze cicho wprost do ucha słodkie Ti amo, pozostawiając na Twojej skórze płonący ślad, którego nie będziesz w stanie ukryć w żaden ze znanych Ci sposób. Wysoki chłopak przechodzi jednak z wysoko uniesioną głową obok Ciebie, a gdy już wszystko wydaje się stracone widzisz, jak odwraca się do Ciebie i puszcza oczko, uśmiechając się szerzej mówiąc niezrozumiałe dla Ciebie słowa, a które i tak brzmią pięknie, bo włoski język zawsze brzmi pięknie, włoskie jedzenie zawsze jest pyszną sztuką, a krajobraz zawsze będzie tym najcudowniejszym, najpiękniejszym, utęsknionym...
__________________________________________________
Piszę chyba średnio-długo i chyba średnio-zwyczajnie, ale może dzięki Wam nauczę się pisać po prostu ładnie. Na wizerunku Daniele Sodano, tytuł przeczytałam w jakimś artykule, którego już dokładne nie pamiętam, jak szukałam informacji odnośnie Włoch, Włochów i w ogóle Italia taka piękna, aż mi się zamarzyły włoskie wakacje. 

70 komentarzy:

  1. [O masz! Kolejny Vaccaro! :3 Witamy serdecznie.]

    Cordelia

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cudny Ci wyszedł ♥]

    ukochana siostrunia V

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam kolejnego członka rodziny Vaccaro! :D Co prawda wychodziłoby na to, że Gideon zna Giovanniego, ale jako, że męsko-męskie mi nie idą, a u Annike mam sporo wątków, serdecznie zaproszę do Genesis! :) Życzę też dobrej zabawy i cześć!]

    Annike, Gideon, Genesis

    OdpowiedzUsuń
  4. [A tam, nie przepraszaj! Giovanni wydaje się bardzo fajny i już samą kartą pokazałaś, że umiesz ładnie pisać – nie ma się czego uczyć. :D]

    Aine Gray

    OdpowiedzUsuń
  5. [Lubię, lubię, nawet bardzo! Mam nadzieję, że Ci się nie odwidziało i może polecieć z naszym wątkiem. ;) Myślę, że nie ma co opierać wątku na samej korespondencji, tylko założyć, że trwa już ona kilka tygodni, albo i miesięcy, i jakoś doprowadzić do ich spotkania. Czy się umówią, czy może jedno drugie z jakiegoś powodu rozpozna?]

    River

    OdpowiedzUsuń
  6. [Podglądałam! Zdjęcie jest urzekające, sama postać też no i oczywiście - widać, że Włochy przejmują kontrolę! :D
    Co tu dużo mówić? No cudny pan, no!
    Masy chęci, powiązań, wątków i zostań z nami jak najdłużej!
    A w razie ochoty, zawsze możemy coś razem skleić!]

    Cirilla Erso // Brandon Stark // Samuel Gordon

    OdpowiedzUsuń
  7. [Zgadzam się! Co Ty na to, by Giovanni zaczął się niecierpliwić i coraz intensywniej myślał, kim jest dziewczyna, z którą spędza tyle czasu na rozmowach? River mogła opowiedzieć mu o jakiejś imprezie tematycznej, na którą się wybiera, on jej powiedziałby, że mu termin nie pasuje, ale rzeczywistości poszedłby, żeby się rozejrzeć i spróbować ją jakoś rozpoznać - mogła mu zdradzić, za co zamierza się przebrać. Co Ty na to? ;D Ach, no i myślę, że raczej nie znają swoich imion - wątpię, by w ich szkole było wielu Giovannich i wiele dziewcząt o imieniu River.]

    River

    OdpowiedzUsuń
  8. [Możemy stworzyć relację, która wyglądałaby tak, że Giovanni by się koło niej kręcił, a ona zupełnie by się nim nie interesowała, co sprawiałoby, że jeszcze bardziej on interesowały się nią, a szczególnie tym dlaczego Gen nie zwraca na niego uwagi w przeciwieństwie do innych dziewczyn w szkole. Co do wątku zaś, mógłby się na nią natknąć na mieście i mógłby się do niej przyczepić, a dalej jakoś by się to potoczyło :)]

    Genesis

    OdpowiedzUsuń
  9. [Są w jednej klasie, więc znać się muszą i to może być jakiś początek. Pomyślałam, że Giovanni może próbować swoich sił w próbie rozedrgania serduszka Cordelii, bo ktoś może mu powiedzieć, że od początku roku, odkąd zakończyła związek ze swoim poprzednim chłopakiem nikt nie daje rady się do niej zbliżyć, a każdą propozycję randki/spotkania/czegokolwiek zbywa bez słowa wyjaśnienia. Może próbować słodkich słówek, kwiatów, czekoladek, wina czy co tam mu do tej przystojnej główki wpadnie, a ona nadal będzie nieugięta, więc Giovanni zacznie węszyć i wywęszy, że w sumie są do siebie podobni, a przynajmniej ich doświadczenie w kwestii romansu z nauczycielami jest podobne. Nie wiem czy to dobre, czy to się nada, czy w ogóle Cię zainteresuje. Może chcesz coś dodać/coś zmienić/się wycofać? :P Z tym ostatnim to żart. Już przepadło, nie odpuszczę :3]

    Cordelia

    OdpowiedzUsuń
  10. [Na pewno! A River próbowałaby go spławić, bo nie lubię aroganckich podrywaczy. :D A taką ma pewnie o Giovannim opinię po kilku miesiącach obserwacji gdzieś tam w szkole. To jak, mogłabym liczyć na Twoje rozpoczęcie? ;D]

    River

    OdpowiedzUsuń
  11. [River nie z tych, co przebierają się za księżniczki, więc pewnie będzie Hanem Solo albo Aragornem. :D]

    River

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Zmieniam zdanie. Będzie Spockiem. Przypomniałam sobie, że to jej idol.
      :D]

      Usuń
  12. [Można powiedzieć, że wszystkie jego starania spłyną po niej jak woda po kaczuszce. Na pewno ucierpi na tym jego ego, ale cóż zrobić. O i chyba mam jeszcze jeden pomysł, ale… to na ewentualny późniejszy etap <3 Bosz, ja mam coś za dużo pomysłów ostatnio :3 Od czego zacząć? Lekcja. Spóźniona Cordelia wpada do klasy, a jedyne wolne miejsce jest koło Giovanniego (oczywiście nie z jego własnej nieprzymuszonej woli, a z woli nauczycielki, która nie mogła słuchać wzdychania i świergotu dziewczyn, które obok niego siadały więc ich rozdzielała). Możemy dopiero zacząć akcję, więc w trakcie zajęć, gdy chłopak łaskawie da odpisać Cordelii swoje notatki dostaje liścik od kumpla siedzącego nieopodal coś o Cordelii, może jakiś zakład? Co myślisz? ;>]

    Cordelia

    OdpowiedzUsuń
  13. [Dokładnie o to mi chodziło. Ten jego temperament i duma nie pozwolą na to by ktoś mówił, że mu się nie uda - przecież ktoś taki jak on może wszystko, a panny padają u jego stóp jak muchy :P Okej, to czekam :*]

    Cordelia

    OdpowiedzUsuń
  14. [Nigdy nie odmówię romansu z gorącym Włochem <3 Poza tym włoskie wakacje idealnie wpasują się w jej przygody ;) Tylko powiedz mi jak ich relacja miałaby wyglądać w szkole? Będą kontynuowali potajemny romans czy jak? ;) Jane pisze się na wszystko! :)]

    Jane

    OdpowiedzUsuń
  15. [Mi pasuje wszystko :D Jane przez całe te swoje emocjonalne rozchwianie będzie chciała uciąć jakikolwiek kontakt, ale oczywiście jej wychodzić nie będzie :P potrzebuję dla niej kolejnej nieszczęśliwej miłości :D]

    Jane

    OdpowiedzUsuń
  16. [Więc niech tak będzie :) i w sumie możemy się cofnąć do tej pierwszej lekcji i zobaczyć jak to dalej poleci ^^

    OdpowiedzUsuń
  17. [Dobra, zaczęcie biorę na klatę :D postaram się jeszcze dziś ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Jane w całym tym swoim poplątaniu z pomieszaniem ciągle zapominała o jednej, najważniejszej rzeczy. Trzymać łapy z daleka od kogokolwiek. Mogłoby się wydawać, że po takich przygodach miłosnych, jakie sama musiała przeżyć, nie będzie jej ciągnęło nawet do romansów, ale co poradzić, kiedy siedzisz na plaży, sączysz drinka z pobliskiego baru i podchodzi do Ciebie facet z zabójczym uśmiechem na ustach i wali do Ciebie tekstem rodem z telenoweli? Jako zadeklarowana romantyczka poddała się temu, pozwoliła sobie na moment nieuwagi, a teraz płaciła za to każdego cholernego dnia.
    Pierwszy i ostatni raz nie zapytała kogoś o wiek. Pierwszy i ostatni raz dała się nabrać na tani podryw. Pierwszy i ostatni raz choćby zaszczyciła kogoś spojrzeniem. No dobra. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni, nie potrafiła wytrzymać długo bez gorących ramion biorących ją w objęcia. Ale z tym wiekiem nie żartowała.
    Pierwszy dzień w nowej szkole miał być zwiastunem czegoś przepięknego, rozpoczęciem nowego etapu w życiu, odcięciem się od przykrej przeszłości. I już pierwszego dnia okazało się, że przeszłość człapie tuż za nią.
    Prawie udusiła się gwizdkiem, którym poganiała leniwe cheerleaderki, kiedy jej oczy ujrzały Jego biegnącego w grupie chłopców. Widzieli się zaledwie kilka dni temu, tuż nad ranem, kiedy opuszczał jej mieszkanie, więc przetarła oczy ze zdziwienia, z nadzieją, że coś jej się popieprzyło. Co prawda nie piła jeszcze dzisiaj, ale to mogły być skutki wczorajszego wina, prawda? Choć jakby się zastanowić, to zwidy, majaki i paranoja były głęboko zakorzenione w jej rodzinie, więc równie dobrze mogło się okazać, że to nie jest prawda. Pokręciła więc głową i wróciła do dyrygowania dziewczynami, które nie potrafiły porządnie zrobić piramidy, starając się zapomnieć o tej niedorzecznej sytuacji. Wyglądał młodo, ale nie tak młodo. I miał doświadczenie w tych rzeczach, nie mógł być licealistą.
    Po skończonym treningu, kiedy już strzeliła motywującą mowę, żeby sobie nie wyobrażały, że zamierza je traktować swobodnie, wracała do pokoju wuefistów, który mieścił się na końcu wąskiego korytarza. Na tyle wąskiego, że nie miała gdzie uskoczyć przed wybiegającym z męskiej szatni chłopakiem. Chłopakiem, który kilka dni temu nad ranem opuszczał jej mieszkanie.

    Jane

    OdpowiedzUsuń
  19. Tego dnia szkołę skończyła godzinę wcześniej. Ich nauczyciel zachorował, a nikt z grona pedagogicznego nie chciał puścić im kolejnego filmu przyrodniczego. Ostatni był o godach wielorybów, ale Venus mało z niego zrozumiała, bo naukowcy wypowiadający się na kasecie nie mieli w zwyczaju używać prostych i łatwych słów.
    W domu przywitał ją szczekający pies z merdającym ogonem.
    –– Banjo! –– krzyknęła na widok jedynej osoby, która cieszyła się z jej powrotu. Pogłaskała wiernego druha, a torbę z książkami zostawiła przy drzwiach. Wtedy jej czuły nos rozpoznał doskonale już znany zapach sosu pomidorowego. –– Mamma?!
    –– Jestem w kuchni, stellina mia! –– Głos matki był naprawdę donośny, ale cóż dziwić się kobiecie, która stara się wychować piątkę dzieci. Sama najchętniej pewnie powiększyłaby jeszcze rodzinę, ale ojciec jest wiecznie zajęty pracą i mówi, ze tyle już im wystarczy. Dla amerykańskiej rodziny, gdzie królują jedynaki, to moze się wydawać dużo, ale dla włoskiej rodziny to istne minimum. Venus ruszyła do kuchni pełnej aromatów, już wypełnioną kilkoma gotowymi potrawami.
    –– Nie wiedziałam, że zaprosiłaś na obiad wszystkich Amerykanów w promilu 10 mil –– zażartowała, kradnąc kilka makaronowych kokardek. Nie uszło to uwadze matki, od której natychmiast dostałą po łapach.
    –– Nie podjadaj! –– krzyknęła, ale szybko wróciła do pracy przy garach. Venus podeszła do mamy i pocałowała ją w policzek na rozgrzeszenie swych win. Ona natomiast udała, ze tego nie widzi i nadal kręciła w wielkim garnku swoją sławną drewnianą łyżką. Łączyła się z nią wspaniałą historia, o tym jak to bolesne może być skrytykowanie jakiejś potrawy.
    Venus zniknęła za drzwiami łazienki, gdzie spotkała młodszą siostrę.
    –– Słyszałaś, że Peter ma dziewczynę? Myślałam, że po moich lekcjach włoskiego już nigdy nie spojrzy się na inną. –– Śmiech Luny był niezwykle melodyjny, a starsza siostra od zawsze jej go zazdrościła. Lubiła wymieniać się z nią historiami, choć ostatnio nie miała o czym opowiadać. Po głowie chodziło jej tylko ostatnie spotkanie z przyszłym nauczycielem matematyki, ale wolała się tym nie chwalić. Nawet najbliżsi muszą mieć przed sobą jakieś tajemnice.
    Najmłodszy z piątki rodzeństwa, pomagał mamie w rozłożeniu talerzy na stole w jadalni. Venus wraz z siostrą zajęły swoje miejsca, podczas gdy na stole zaczęły się pojawiać kolejne potrawy. Wszystko pachniało znakomicie, czyli tak jak zawsze. Z piętra zszedł kolejny z braci, nadal ze słuchawkami w uszach, pogrążony we własnym świecie. Nie trwało to jednak długo, gdyż matka szybko przypomniała mu o zasadach przy stole. Słuchawki wylądowały w kieszeni.
    –– Co tam siostrunie? –– uśmiechnął się uroczo, raczej z ciekawości by usłyszeć kolejne świeże ploteczki. Nie zdążyły jednak odpowiedzieć, gdyż zza okna rozległ się głośny warkot motoru. Venus doskonale wiedziała, kto po raz kolejny zaszczyci ich swoją obecnością podczas obiadu.
    Już zanim rozległo się pukanie do drzwi, trzymała dłoń na klamce, wpuszczając gościa do środka.
    –– Proszę, proszę. Ktoś znowu zgłodniał i wraca do mamusi! –– spojrzała na niego z krzywym uśmiechem. Dom bez niego nie był już taki sam i nie ważne ile razy by nie wracał, to nigdy nie będzie już to samo.

    podano do stołu♥

    OdpowiedzUsuń
  20. Przy stole brakowało jeszcze ojca, który najprawdopodobniej siedział w biurze i rozmawiał przez telefon. Zaletą włoskiego pochodzenia, była wrodzona umiejętność negocjacji. Nikt bowiem nie potrafił go przekrzyczeć, czy przelicytować. Może dlatego, tak powodziło mu się w Stanach.
    –– Pójść po ojca? –– Venus spytała matkę, choć doskonale znała odpowiedź. Nikt nie miał prawa przeszkadzać mu w pracy. Ojciec jako jedyny nie cieszył się aż tak bardzo na widok Giovanniego. Pewnie nadal miał mu za złe jego występek z nauczycielką. Nikt nie spodziewał się, że sprawy potoczą się w ten sposób. Oprócz Venus, która zawsze bacznie przyglądała się starszemu bratu, a w dodatku raz ich przyłapała, ale na szczęście nikt o tym nie wiedział bo nigdy się nie przyznała. Wszyscy kazali jej siedzieć cicho jak mysz pod miotłą, poza tym nie chciała robić dodatkowych problemów. Venus potrafiła to jednak wykorzystać i prosiła Gio o dodatkowe przysługi, grożąc że powie o wszystkim matce. Nigdy nie zamierzała tego zrobić, ale od zawsze była tą najbardziej nieprzewidywalną. Wszystkie dania były już podane. Nie mogło zabraknąć słynnego spaghetti i jej ulubionego makaronu w kształcie kokardek. Banjo siedział już pod stołem i czekał aż jakiś nieuważny domownik pośle coś dla niego na podłogę. Skrzyp drewnianych schodów zwiastował głowę rodziny. Venus od razu przeniosła wzrok na starszego brata i oczekiwała na wydarzenie dnia. Nie było bowiem posiłku, przy którym nikt by się nie pokłócił.
    –– Buon appetito –– powiedział tylko swym niskim głosem i każdy zasiadł na swoim miejscu. Jak zwykle Venus była naprzeciwko Giovanniego, co zawsze kończyło się wymienianiem głupich min lub katapultowaniem klopsikami.
    –– Cieszę się, że jesteś z nami, mia tigre. –– Matka ja zwykle cieszyła się na jego widok. Venus zawsze uważała, że go faworyzuje. Był od niej tylko o rok starszy, a na wszystko mu pozwalano. Venus też chciała się wyprowadzić z domu, ale gdy tylko poruszała ten temat, w domu wybuchała trzecia wojna światowa. Według rodziców kobieta mogła się wyprowadzić tylko wtedy, gdy poślubi bogatego Włocha. Mogła więc tylko pomarzyć o własnym mieszkaniu. –– Jak wam smakują wam moje ravioli? Tym razem użyłam więcej serka.
    –– Jak tam życie, fratello? Uczy cię ktoś ciekawy? –– posłała mu wyzywający uśmiech, ukradkiem spoglądając na ojca, który wkładał właśnie do buzi trzy kolejne ravioli.

    siostrunia

    OdpowiedzUsuń
  21. To wręcz dziwne, że tak łatwo udało jej się pozbyć z głowy myśli o chłopaku, który tak bardzo przypominał tego, który wychodził od niej nad ranem. Przecież ciągle kręcił się po drugiej stronie sali gimnastycznej, wiedziała, że jest tuż za jej plecami, jednak tak łatwo przyszło jej nie odwracanie wzroku w jego stronę i skupienie się na swojej pracy. Może to dlatego, że dopiero zaczynała swoją karierę pedagogiczną, może tak bardzo bała się, że z tym też sobie nie poradzi, może zwyczajnie tak było prościej, zignorować, zapomnieć.
    Jednak w momencie, kiedy odbiła się od niego, ignorowanie stało się trudniejsze, a jej łatwowierna natura musiała ustąpić niezbitym faktom. Jeszcze kilka dni temu wychodził nad ranem z jej mieszkania, a teraz okazuje się licealistą. Dała się uwieźć dzieciakowi, nastolatkowi.
    Jasne, też nie chciała niczego zobowiązującego, chciała się bawić, a Giovanni zapewniał jej rozrywkę. W końcu nie wszystko działo się w łóżku, choć zdecydowana większość. Jednak teraz, kiedy patrzyła na niego z ogromnym szokiem wymalowanym na twarzy uświadomiła sobie, że nigdy nie rozmawiali na poważne tematy. Nie wiedzieli o sobie nic, oprócz tego jaki dotyk sprawia im przyjemność.
    I jak znowu o tym pomyślała, to nieprzyjemne dreszcze przeszły wzdłuż jej kręgosłupa. Pozwoliła się dotknąć dziecku, który na dodatek okazał się jej uczniem. Może nie dokładnie jej, bo nie trenowała chłopców, ale mimo wszystko, uczeń z jej szkoły. Gdyby ktokolwiek się o tym dowiedział…
    -Zamknij się. –syknęła bez większego namysłu popychając go w stronę otwartej szatni, po czym zatrzasnęła za sobą drzwi. Nie zamierzała pozwolić, żeby ktokolwiek się dowiedział. Dopiero wychodziła na prostą, dopiero poukładała sobie życie, nie pozwoli na to, żeby jakiś smarkacz spierdolił jej życie.
    -Nie powiedziałeś, że jesteś dzieckiem! Pieprzonym licealistą! –warknęła zaciskając mocno dłonie. Zazwyczaj kiedy traciła przy nim nad sobą kontrolę, oznaczało to, że będą się dobrze bawić, ale teraz nie była w nastroju na zabawy. Była zrozpaczona i nie wiedziała co ma zrobić. Pocieszała się myślą, że albo był doskonałym aktorem, albo naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego, że będzie tu nauczycielką. Mimo wszystko, nawet jeśli nie wiedział, nadal mógł to wykorzystać, a ona nie mogła na to pozwolić.
    -Słuchaj, Vaccaro. Masz zapomnieć. Wymazać z tej swojej młodej, głupiutkiej główki, że mnie znasz. Nie znasz mnie, nigdy wcześniej nie widziałeś mnie na oczy. –wysyczała robiąc krok w jego stronę, a jej myśli na krótką chwilę zabłądziły. Nie znasz mnie. Nie wiesz gdzie lubię jak mnie całujesz. Nie wiesz o maleńkim tatuażu w miejscu, o którym nikt nie powinien wiedzieć. Nie znasz drogi do mojego mieszkania. Na szczęście nie powiedziała tego na głos. –Nie wiem co kombinujesz, ale jeśli powiesz komukolwiek, to zrobię Ci z życia piekło i będziesz błagał o to, żebym przestała. –rzuciła zagryzając wargę, kiedy zrozumiała dwuznaczność swojej wypowiedzi. Już raz błagał. A Jane błagała nawet kilka razy. Ale koniec. To nie może się powtórzyć. Nawet jeśli patrząc w te głupie, młode ślepia miała ochotę zerwać z siebie ubranie i pozwolić mu po raz kolejny zniknąć między swoimi nogami. Nawet jeśli jedyne o czym mogła myśleć to o ich sposobach na pożegnanie bez używania słów i o tym jak ten pieprzony gówniarz pokazał jej, czego naprawdę potrzebuje.

    Bella donna calda

    OdpowiedzUsuń
  22. Wystarczyło tylko, żeby tego pieprzonego słonecznego dnia została w domu. Wystarczyło, żeby rozłożyła leżak na wielkim tarasie i została tam z butelką wina. Ale nie, jej zachciało się spacerów, chłonięcia pięknej pogody. Jej artystyczna dusza domagała się pożywienia w postaci cudownych widoków, kojących dźwięków i kuszących zapachów. Więc wyszła, porzuciła perspektywę czytania książki z kieliszkiem w dłoni i porzuciła bezpieczne schronienie mieszkania. Zazwyczaj tego nie robiła, a tamtego dnia zebrało jej się na ekstrawagancję. Mogła wybrać inną część plaży, mogła wybrać inny bar, mogła wszystko zrobić inaczej, włącznie z odtrąceniem potencjalnego zalotnika. Przecież tego nie potrzebowała. Dobrze było jej samej, rozkoszowała się tą ciszą i brakiem dramatów, których przeżyła już aż tak dużo, więc co ją podkusiło, żeby odpowiedzieć na jego zabójczy uśmiech, żeby zgodzić się na kolejnego drinka i żeby poprosić go o posmarowanie pleców tylko po to, żeby poczuć na sobie jego dotyk. Od dziś będzie oponować za tym, żeby każdy podlotek miał na czole kartkę z wiekiem. Gdyby tylko wiedziała… Tak, zrobiłaby wszystko inaczej.
    Zamknięte drzwi miały jej pomóc, miały utrzymać wszystko w tajemnicy, miały dać jej czas do namysłu, żeby zdecydowała co z tym wszystkim zrobić. Musiała sobie z tym poradzić, musiała skończyć całą tą farsę i musiała zmusić go, żeby zapomniał, żeby dał jej spokój. Spokój, którego w głębi nie chciała.
    Zamiast tego zamknięte drzwi okazały się jej problemem. Nie miała gdzie uciec przed jego rozpalającym wzrokiem, przed obłędnym spojrzeniem, przed patrzeniem na jego słodkie usta, tak bardzo wyszczekane i zadziorne. Chciała wyjść, ale nie dał jej na to szansy.
    Wiedziała, że nie powinna czuć podniecenia na myśl, że ktoś może ich przyłapać, że zrobią to w śmierdzącej potem szatni, a może pod prysznicem. Nie powinna nawet dopuszczać do siebie takiej myśli, choć jeszcze wczoraj nawet by się nie zawahała. Świadomość, że jest młodszy niż myślała jednak sprawiała, że czuła się, jakby ktoś wylał na nią wiadro zimnej wody. Choćby nie wiadomo jak próbował się do niej dobrać, nie może na to pozwolić. Świadomość jego wieku skutecznie obniżała jej libido, choć kiedy patrzył na nią w ten sposób, już niczego nie mogła być pewna.
    -Musisz przestać, Gio. Nie wolno nam. Już nie. –wyszeptała, nie wierząc w ani jedno swoje słowo. Nie wierząc, że będzie potrafiła tak po prostu przestać. –Powinieneś wyjść. Idź pierwszy. I więcej nie wchodź mi w drogę. Proszę. –dodała, a głos jej drżał, choć oczywiście nie ze strachu. Czuła, że jeśli tego nie przerwie, to nad sobą nie zapanuje, a z tego co widziała, chłopak nie zamierzał jej w tym pomóc.

    Jane, która już nie jest tak bardzo przekonana, że jej się uda.

    OdpowiedzUsuń
  23. [A może zamiast wątku z Gen, wątek z Amarą? Widziałam, że dostałaś kilka podobnych propozycji do mojej, więc można z tego zrezygnować i wymyślić właśnie coś z Amarą, która pewnie z łatwością da się omotać Giovanniemu :D]

    Amara

    OdpowiedzUsuń
  24. [Jasne! Napisz do mnie niejestempoetka@gmail.com :)]

    Amara

    OdpowiedzUsuń
  25. Uwielbiała się droczyć z każdym, kto tylko się nawinął, a w szczególności z Giovannim. Jednak gdy chłopak poruszył temat nowego stażysty od matematyki, nerwowo ścisnęła widelec. Skąd mogła wiedzieć, że ktoś kogo poznała podczas wakacji w Italii, będzie ją potem uczyć? To nie było zamierzone więc całkowicie różniło się od sytuacji, jaka miała już miejsce. A może oni wszyscy mieli skłonności do brania tego, co zakazane. Zakazany owoc smakuje najlepiej? Zdecydowanie. Na razie jednak nie musiała się niczym martwic, gdyż do niczego jeszcze nie doszło. Jeszcze.
    Oczywiście, że szkoła jest nudna, a dni od poniedziałku do piątku są tylko po to by zapełnić kalendarz niepotrzebnymi datami. Zachowanie, a raczej szybka zmiana tematu wzbudziła pewne podejrzenia. Wolała jednak na ten moment nie drążyć tematu i tylko przewróciła swymi ciemnymi oczami. Giovanni podjął rozmowę z najmłodszym członkiem rodziny i nikt nie spodziewał się, że właśnie wtedy ojciec postanowi się odezwać. Ostatnio rzadko z nimi rozmawiał i zwykle siedział naburmuszony. Kompletnie do niego to nie pasowało, gdyż zawsze był tym najgłośniejszym i najbardziej roześmianym Włochem przy stole. Nie licząc wujaszka Silvio, któremu wystarczyło odrobina Campari i rozpoczynał długi monolog o tym jak cudowne jest życie i włoskie kobiety, a gdy tylko ktoś próbował mu przerwać, obrywał sporym kawałkiem kiełbasy prosto w twarz. Venus go uwielbiała i zawsze cieszyła się z jego wizyt, czego nie można było powiedzieć o matce, która strasznie się na niego skarżyła i za każdym razem wypominała mu za plasterki zmarnowanej kiełbasy.
    Przyszłość. Ten jeden raz dziewczyna cieszyła się, że nie jest tą najstarszą. Sama nie miała bladego pojęcia, co chce robić w przyszłości więc cieszyła się, że to nie ona będzie katowana przez rodziców. Choć Giovanni nie był najstarszy z rodzeństwa, to ojciec szczerze liczył że to on przejmie rodzinny biznes. Już dawno porzucił nadzieje, że to jego pierworodny zasiądzie za biurkiem prezesa i odłoży tą swoją gitarę na bok. Było to marzenie ściętej głowy, dodatkowo biorąc pod uwagę to, że chłopak miał już zaplanowaną pierwszą trasę koncertową. Obiecał Venus, że ją zabierze ale jeszcze żadne z nich nie miało odwagi powiedzieć o tym ojcu. Teraz aż strach pomyśleć, co zrobiłby gdyby dowiedział się, że i Giovanni nie zamierza pójść w jego ślady. Chłopak nigdy nie powiedział Venus tego w prost, ale była wystarczająco inteligentna by się tego domyślić. Poza tym nie było siły, która zmusiłaby go do zamiany skórzanej kurtki, na marynarkę. Liczyła jednak na to, że ma choć odrobinę oleju w głowie i przynajmniej postara się zejść z tematu lub zapewnić ojca, że ten nie ma o co się martwić. Teoretycznie miał jeszcze trójkę dzieci, ale nigdy nie powierzyłby interesu wartego miliony kobiecie, a jego najmłodszy męski potomek pozostawiał wiele do życzenia.
    Na szczęście udało mu się wybrnąć z tematu. Ekonomia w tym momencie wydawała się być najrozsądniejszym i trafnym wyborem. Nie trzeba było być orłem, by dostać z niej dobrą ocenę na świadectwie, czy jak w jego przypadku skorzystać z pomocy ładnej koleżanki. Ich spojrzenia się skrzyżowały i choć on starał się ja zabić wzrokiem, ona pozostawała niewzruszona. No moze nie do końca, gdyż w jej ciemnych oczach mignęły iskierki rywalizacji, którą tak kochała.
    — Z pewnością poświęcasz jej długie godziny — powiedziała cieńszym głosem niż zazwyczaj, jakby go przedrzeźniała. — Jedyny znany ci termin, to efekt snoba. Lecz nie ma się tu czemu dziwić.
    Matka posłała jej jednak karcące spojrzenie, wyczuwając gierki jednej z córek. Venus była temperamentna i gdy nie uciszyło się jej w odpowiednim momencie, można było zapomnieć o jej uciszeniu.
    — Och, mamma to wcale nie było nieuprzejme! To tylko się tak nazywa, prawda Gio? — Posłała mu szeroki uśmiech i nałożyła sobie kolejną porcję. Chciał zabawy? Ona dopiero zaczynała.

    kocham ten wątek

    OdpowiedzUsuń
  26. Oczywiście, jak zwykle wszystko było jej winą. Była zdradzana i to była jej wina, była workiem treningowym, i to też było jej winą, pozwalała sobą pomiatać, kolejna wina. Pewnie dlatego tak bardzo kochała ten rodzaj alkoholu, oddawał całą jej esencję. I teraz też wszystko było przez nią, choć tym razem sama przed sobą potrafiła to przyznać. Choć tak bardzo zarzekała się, że zapanuje nad swoim życiem, bardzo szybko popełniła kolejny błąd, poleciała na kolejnego nieodpowiedniego faceta, który bardzo szybko namieszał w jej przyszłości. Nie mogła na to pozwolić.
    Zagryzała spierzchnięte wargi starając się zapanować nad falą pożądania, kiedy uświadomił jej, że faktycznie, byli dziś umówieni. Jeszcze dziś rano pomyślała, że mogłaby w końcu odwiedzić sklep z bielizną, który mijała codziennie w drodze do akademii, w której udzielała lekcji tańca. Upatrzyła na wystawie nieziemski koronkowy komplet z gorsetem, który mógłby być idealny na ich spotkanie. Uwielbiała się dla niego stroić, nawet mając świadomość, że nie utrzyma tych ubrań zbyt długo na sobie. Szybko wyrzuciła tę myśl z głowy. Nie, nie wolno, nie mogą, zabronione.
    Z ledwością powstrzymała ciche westchnięcie, kiedy delikatnie przygryzł płatek jej ucha. Doskonale wiedział co na nią działa i jak to wykorzystać. Jak sprawić, żeby stała się bezbronna. Nienawidziła tego, ale z drugiej strony, czuła się tak wspaniale.
    Teoretycznie miał rację. Nie powinna go tak nazywać, ale przecież nie mogła mówić do niego tak, jak jeszcze kilka nocy temu, prawda? Kiedy leżeli nadzy na podłodze wyzbywając się całego wstydu, a on uczył ją włoskich słówek. Zacisnęła mocno powieki, kiedy następne wspomnienie pojawiło się w jej głowie. Nie mogła tego kontynuować, wiedziała, że to się dla niej źle skończy. Przecież odcięcie go powinno być łatwe, nie czuła do niego nic, oprócz pożądania. Sprawiał, że miękły jej nogi, nie serce. Tak jak teraz, kiedy złapał ją za tyłek, sprawiając, że poczuła się jego własnością i nawet jej to nie przeszkadzało. Chciała się tak czuć, chciała być jego, chciała zapomnieć o tym koszmarze. Czuła jak drży jej noga, gotowa objąć go w biodrach, więc wzięła głęboki oddech i spojrzała mu w oczy z takim samym zacięciem, jak kiedy wiązała jego nadgarstki. Jednak teraz nie miało to skończyć się przyjemnie.
    -Nie przyjdziesz. –powiedziała jedynie, znowu przygryzając wargę. Przyjdź krzyczały jej myśli, ale nie mogła pozwolić im wygrać. Teraz bardziej niż kiedykolwiek chciała go mieć. I czuła, że on też tego chciał. Dosłownie to czuła. Mimo wszystko złapała za jego dłoń i zdjęła ją ze swojego pośladka, choć nadal przylegała do niego całym ciałem. Stał za blisko, zdecydowanie i bała się, że przyspieszony oddech ją zdradzi. –Skończymy to teraz. –szepnęła zerkając mu w oczy, jednak szybko odwróciła wzrok. Czuła, jak świdrował ją spojrzeniem. Czuła to między nogami i mrowiły ją piersi, jak wtedy, gdy zjadał z niej bitą śmietanę. Zaśmiała się, uświadamiając sobie, że jedne z najlepszych przygód łóżkowych przeżyła z nastolatkiem. Żart roku.

    Jane, nadal przekonana, że tak trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  27. [Dobry wieczór! Ja zdaję sobie sprawę, że witam ze sporym opóźnieniem, ale wcześniej obiecałam sobie, że tu wrócę. Fakt, trochę mi to zajęło, niemniej musiałam XD Gdy ujrzałam kartę, to pierwszą rzeczą, która mnie totalnie kupiła było zdjęcie, jeju ♥ Nie wspominam o nich zwykle, bo to kwestia mocno indywidualna, ale tym razem jestem bardzo oczarowana. Później było już tylko lepiej i lepiej, a w efekcie zostałam kupiona wszystkim, nawet jeśli zwykle nie przepadam za takimi podrywaczami :D Mnóstwa weny i samych ciekawych wątków, no i zapraszam do któregoś z moich chłopców jeśli tylko masz ochotę C:]

    Vincent i Isaac

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie podobał jej się sposób, w jaki na nią patrzył. Znaczy, podobał, aż za bardzo, dlatego nienawidziła siebie za to, że nie potrafi zwyczajnie go odepchnąć i wyjść. Powinna tak zrobić. Powinna zadbać o siebie, nie pozwolić zdominować się kolejnemu facetowi, ale nie potrafiła. Chciała po raz kolejny mu się poddać, pozwolić, żeby sprawił aby jęczała z rozkoszy, żeby wiła się pod każdym jej dotykiem i nie marzyła o niczym innym. Chciała na chwilę zapomnieć o tym, że jest jej uczniem, a jego spojrzenie jej w tym pomagało. Zapominała i poddawała się.
    Dla niej był swego rodzaju włoskim artystą. Może jej nie malował, ale sam fakt, że był tak bardzo… typowym Włochem jej wystarczał. Podziwiała jego temperament, choć czasem czuła się przez niego przytłoczona. Podziwiała instynkty, dzięki którym doskonale wiedział jak z nią postępować. A przede wszystkim podziwiała jego namiętność. Wydawał się emanować nią na każdym kroku. Żartowała sobie, że mogłaby się w nim zakochać, choć doskonale wiedziała, że ich relacja nie była zdrowa. Oddawanie się wyłącznie cielesnym doznaniom było idealne na krótką metę, więc zdawała sobie sprawę, że kiedy początkowa fascynacja minie, oni też przeminą. Dlatego tak ciężko było jej się mu oprzeć, nawet teraz, w śmierdzącej męskiej szatni.
    Nawet nie próbowała wyrwać ręki, kiedy przycisnął ją w górze do drzwi. Jej ciało momentalnie się naprężyło pod jego dotykiem, jakby chciało stopić się z nim w jedno. Na kilkanaście długich sekund udało jej się zapomnieć. Poddała się jego pocałunkom, oddając je z taką samą pasją, a może i większą. Drugą dłoń początkowo zacisnęła w pięść, jakby już tylko nad nią panowała, jednak bardzo szybko przeniosła ją na jego tors, później w górę, delikatnie przesunęła po szyi aż dotarła nią na kark, w który wbiła paznokcie. Jej noga uniosła się i objęła go, mocniej przyciskając do siebie, jakby bała się, że za chwilę przestanie, postanowi jednak odejść, zapomnieć. Nie mogła na to pozwolić.
    Nie, nie mogła pozwolić, żeby to kontynuował.
    Gwałtownie przerwała pocałunek i wyrwała dłoń z jego uścisku. Zaledwie w sekundę, wykorzystując chwilę jego zamroczenia, wyślizgnęła się spod jego cholernie seksownego ciała i odsunęła na kilka kroków. A później jeszcze kilka, tak dla pewności.
    -Przestań to ze mną robić. Przestań mieszać mi w głowie. Jestem nauczycielką, Ty uczniem. To nie może się powtórzyć. Nigdy więcej. Ani tu, ani nigdzie. –wychrypiała z nadzieją, że przynajmniej samą siebie o tym przekona. Tak bardzo chciała pokonać dzielącą ich odległość, rzucić się na niego, ale zamiast tego usiadła na najbliższej ławce i schowała twarz w dłoniach.
    Musisz zacząć myśleć racjonalnie, Jane. Nie znasz go. Nie wiesz co nim kieruje. Może za chwilę poleci i wygada kolegom, że przeleciał nauczycielkę, a Ty będziesz skończona. Znowu.

    Jane, która udaje, że wcale go nie pragnie.

    OdpowiedzUsuń
  29. — Ja ci dam — mruknęła pod nosem tak, aby nikt jej nie usłyszał i posłała bratu takie samo mordercze spojrzenie, jakim on wcześniej ją raczył. Nie zamierzała tak łatwo dać za wygraną. Poczekała aż jej starszy brat usiądzie i dała mu chwilę by mógł nacieszyć się swoim małym, chwilowym zwycięstwem. Luna chyba zauważyła, że Venus planuje się odegrać więc zatrzymała ją, chwytając za nadgarstek.
    — Mam wszystko pod kontrolą. Nie martw się. — szepnęła jej na ucho, choć wiedziała, że nie przystoi się tak zachowywać przy stole. Nie uszło to uwadze innych domowników, którzy baczniej zaczęli się jej przyglądać. Po raz pierwszy dzisiaj zapanowała cisza przy stole. Przerwało ją dopiero głośne beknięcie najmłodszego z braci. Wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem i powrócili do swych rozmów.
    — Giovanni, podasz mi dzbanek z wodą? Czuję się jakbym zaraz miała uschnąć. — Rzuciła mały haczyk, licząc na swoją zdobycz. Gdy ten sięgnął po dzban, stojący tuż na wyciągnięcie ręki, ona podniosła się ze szklanką w dłoni. Wyciągnęła ją zdecydowanie za szybko, wcale nie celowo, i obiła się o szkło. Dzbanek zakołysał się w jego dłoni, a część wody ulała się na stół.
    — Che cosa hai fatto?! — krzyknęła, a wszyscy poderwali się z miejsc. — Śliczny obrusik babci!
    — To tylko woda... — powiedział jeden z domowników, ale Venus nie dawała za wygraną. Nie zamierzała odpuścić tak łatwo i pozwolić sobą manipulować.
    — Najpierw sos, potem woda. Bracie, może słabo się czujesz, widzisz podwójnie? — Podbiegła do niego i przyłożyła dłoń do czoła. Przybrała zaskoczoną minę, którą wiele razy ćwiczyła przed lustrem. Mogłaby być świetną aktorką, ale nigdy nie była na żadnej próbie, czy w kółku teatralnym. Raczej nie zaprzątała sobie głowy takimi sprawami, gdyż uważała je za marnotrawstwo czasu. Może powinna była dać temu szansę? — Jest rozpalony. Na pewno źle się czujesz, prawda? Musisz się położyć i chyba będziesz musiał spać dzisiaj tutaj. Wielka szkoda.
    Punkt dla niej. Zmartwiona matka nie puści syna ma motor, nawet jeśli ten dowiedzie, że nic mu nie jest. Utkwił tu z nimi na dłużej, niż sam posiłek. Wszystko, co zaplanował musiało poczekać. Uśmiechnęła się triumfalnie do chłopaka.
    — Może lepiej odstaw już ten dzbanek, bo zrobisz sobie krzywdę braciszku.

    urodzona aktorka

    OdpowiedzUsuń
  30. [Tak, Taco to mistrz. Może znajomi z fajki w przerwach między zajęciami? Tak tylko rzucam, żeby razem dało radę coś rozwinąć.]

    Hentz

    OdpowiedzUsuń
  31. To właśnie był jej problem. Nawet nie musiał jej dotykać, żeby poczuła przyjemny uścisk w podbrzuszu. Wystarczyło, żeby się odezwał, żeby powiedział coś tym swoim zachrypniętym, seksownym głosem, który za każdym razem rozkładał jej nogi. Wystarczyło, żeby spojrzał na nią tym przeszywającym na wskroś spojrzeniem, żeby poddała się, zapominając o jakichkolwiek granicach i zdrowym rozsądku. Dlatego tak bardzo chciała, żeby wyszedł, żeby przestał na nią patrzyć, póki jeszcze miała siłę mu odmówić, bo wiedziała, że już nie zostało jej dużo.
    Nie chciała go zdenerwować. Jakoś podświadomie wiedziała, że nie skończy się to dobrze. Wiedziała, że skoro był taki temperamenty w miłości, to w złości będzie jeszcze gorzej, a Jane nienawidziła krzyku. Przez swoje poprzednie miłosne przygody wiedziała, że od krzyku się zaczyna i wcale nie mija tak dużo czasu, aż przejdzie się do czynów, a jednak wolała tego uniknąć. Nie po to uciekła od jednego potwora, żeby trafić w objęcia następnego. Choć oczywiście nie miała pewności.
    Teraz już nie wiedziała, co będzie lepsze. Zachować się profesjonalnie i odrzucić go, narażając się przy tym na ewentualne nieprzyjemności, kiedy postanowi się zemścić, czy posłuchać serca (ewentualnie macicy) i kontynuować ich romans. Choć pierwsza opcja była racjonalna i wiedziała, że tak powinna zrobić, druga kusiła ją bardziej, obiecywała więcej takich nocy, jak jeszcze kilka dni temu, i to tego pragnęła bardziej.
    Postanowiła jednak, że potrzebuje czasu. Czasu dla siebie, żeby przekonać się o tym, że nie potrzebuje jego silnych ramion, zwinnych palców i zręcznego języka, że nie potrzebuje czułych słów szeptanych do ucha i pieprzenia na blacie kuchennego stołu, że przetrwa bez tarzania się nago w środku nocy po piasku i upijania się ulubionym winem pod gołym niebem.
    -Odejdź, Gio. Dopóki mam siłę, proszę odejdź. Przecież to tylko seks, prawda? Nic więcej. Znajdziesz sobie kogoś innego, znowu przejdziesz się po plaży i oczarujesz kolejną kobietę, która tak jak ja, chętnie rozłoży przed Tobą nogi. Przecież o to chodziło, prawda Gio?
    Nie potrafiła zapanować nad gorzkimi słowami, które wychodziły z jej ust, ale potrzebowała przekonać go, żeby odpuścił. Ale przy każdym słowie patrzyła mu w oczy, jakby błagała go, żeby jej nie zostawiał. Nigdy nie powie tego głośno, ale dla niej to nie był tylko seks. Jasne, nie chciała zobowiązań, szczególnie teraz, wiedząc że jest nastolatkiem, ale przywiązała się do niego i ceniła sobie ich wspólnie spędzony czas nie tylko za to, że potrafił się nią zająć. W przerwach między brutalnym seksem, który wypełniał całą noc potrafili zwyczajnie leżeć i rozmawiać, odkrywać inną część siebie, niż tą fizyczną. Nie chciała miłości, nie chciała romantycznych uniesień. Chciała ostrego rżnięcia i słodkich słów szeptanych do ucha, i tylko on potrafił jej to dać.
    Wspomnienie pierwszej wspólnej nocy pojawiło się przed jej oczami tak nagle, że nie zdążyła go powstrzymać. Widziała wszystko od strony cichego obserwatora. Widziała jak łapie go za dłoń i prowadzi w stronę swojego apartamentu, jak mało brakowało, żeby zrobili to w windzie jadącej na siedemnaste piętro, jak trzęsły jej się dłonie z ekscytacji, kiedy próbowała wcisnąć klucz do zamka. Nawet teraz czuła na swoim karku pocałunki, którymi ją obsypywał, kiedy leżeli już po wszystkim starając się w końcu złapać oddech. Już wtedy wiedziała, że jest wyjątkowy i nie chciała tego stracić.

    Jane, która zamierza bardzo szybko złamać swoje postanowienie.

    OdpowiedzUsuń
  32. Gdyby chciał odejść, dawno by go nie było i nie powstrzymałyby go jej słowa. Gdyby chciał, złapałby za tą cholerną klamkę, nacisnął, otworzył drzwi i zwyczajnie przeszedł przez nie, nawet nie oglądając się za siebie. Gdyby chciał, zignorowałby jej słowa. Przecież chciał spełnić jej prośbę, prawda? Zawsze mu się to podobało.
    Nie wiedziała czemu się odezwała i czemu pozwoliła, żeby takie pytania wydostały się przez jej spierzchnięte usta. Nie powinna tego robić. Nie powinna drążyć tematu, który już nie istniał. Koniec. Nie ma romansu, nie ma o czym rozmawiać. Między nimi nie będzie już niczego. Choćby miała wić się nocami pod własnym dotykiem i wyobrażać sobie, że to jego palce, nie zamierzała tego dłużej ciągnąć. To ona była dorosła. To ona powinna podjąć decyzję. Decyzję dobrą dla niego.
    Pokręciła głową i miała ochotę roześmiać się, choć jedyne co czuła to pustka. Czuła ją w koniuszkach palców. Złość kłębiła się gdzieś za rogiem, czekała na odpowiedni moment, ale Jane nie miała zamiaru pozwolić sobie na takie zachowanie. Była nauczycielką, pedagogiem. Jej zadaniem było chronić uczniów, nie zaciągać ich do łóżka.
    Nie zamierzała się w żaden sposób usprawiedliwiać. Od samego początku to była jej wina.
    -Masz rację. Przepraszam. Głupie pytania. Najlepiej będzie, jeśli skończymy już tą rozmowę. –odezwała się, a kiedy wstała, otrzepała spodnie z niewidocznych paprochów, jakby jej obrzydliwe myśli mogły przejawiać się w fizyczny sposób. Na myśli nic nie potrafiła poradzić, za to na swoje zachowanie już tak.
    Uciekła do Chicago przed problemami. Uciekła przed toksycznym związkiem i wpierdoliła się w kolejną niezdrową relację, ale nie chciała już uciekać. Znalazła tu dla siebie miejsce, nie pozwoli żeby głupi romans jej to zabrał.
    -Mam nadzieję jednak, że zostanie to między nami. Nie chcę problemów. Nie mam zajęć z Twoją klasą, więc może… Może się uda zachować pozory. Myślisz, że możemy spróbować? –zapytała, niepewnie przygryzając wargę. Zupełnie inaczej niż wtedy, gdy w ledwością powstrzymywała głośne okrzyki przyjemności. Inaczej też, jak wtedy, gdy pokazywała mu, że jest gotowa na następną rundę. Pokręciła głową, żeby wyrzucić z pamięci te obrazy.
    Nie będzie błagać, nie będzie się na niego rzucać. Będzie się uśmiechać i nie da po sobie poznać, jak bardzo się nienawidzi za tą decyzję. Ale jak już oboje powiedzieli, to był tylko seks. Fantastyczny, powalający, nieziemski seks, więc nie ma za czym rozpaczać.
    Patrząc na niego nie widziała chłopca, nastolatka. Nadal był jej pieprzonym Włochem. Pieprzącym ją Italiańcem. Najlepszym z jej kochanków. Jej umysł odmawiał postrzeganie go w innych kategoriach i nie wiedziała jak sobie z tym poradzić. Dlatego wzięła głęboki oddech i zrobiła jeden krok w jego stronę. Jeden, bo bała się, że z każdym kolejnym zmieni zdanie.
    -W każdym razie, jeśli skończył pan już zajęcia, panie Vaccaro, to powinien pan opuścić szatnię. –powiedziała, starając się przybrać jak najbardziej profesjonalny ton. Nie miała innego wyjścia. Ostatnia szansa, żeby załatwić to w odpowiedni sposób. Jeśli wyjdzie i pójdzie w swoją stronę, ona zrobi to samo. Jak gdyby nigdy nic wróci do pokoju dla nauczycieli wychowania fizycznego, jakby nic się nie stało uzupełni tysiące tabelek, którymi ją zasypali, jakby nigdy nic przebierze się w normalne ubranie i opuści mury szkoły, a w drodze do domu nie przejdzie obok sklepu z przepiękną koronkową bielizną, którą jeszcze dziś rano chciała kupić.
    Lecz jeśli zostanie…

    Jane, która niestety pozostawiła mu wybór.

    OdpowiedzUsuń
  33. [ Cześć. Dzięki za przywitanie :D Na co dzień pracuję z osobami chorymi onkologiczne i chyba jestem do tego jakaś przyzwyczajona. Trzeba z nimi trochę pobyć aby zrozumieć ich tok rozumowania, ale bardziej pozytywnych pacjentów i ludzi nie znajdziesz :>]

    A. Lacroix

    OdpowiedzUsuń
  34. [ Właśnie o tym mówię! To są specjaliści od pozytywnego myślenia i walki. Nie idzie ich nie kochać i nie wspierać w każdej podjętej decyzji. Ja też miałam dziś ciężki dzień, oj bardzo ciężki. W takim razie jutro napisz swoje propozycje, ja postaram się napisać swoje ^^]

    A. Lacroix

    OdpowiedzUsuń
  35. [Dziękuję ślicznie za takie ładne powitanie. Faktycznie chyba nie było okazji, a ja pamiętam, że się zbierałam do komentarza powitalnego, a potem mi to wypadło z głowy i już całkiem zapomniałam. Dobrze, że powitania można nadrobić w każdej chwili! Szczerze mówiąc to sama Khloé by się koło niego zakręciła i ja również. Uwielbiam Włochy, chociaż nie miałam okazji tam być, włoskie jedzenie, włoskie imiona i włoskich facetów! A Khloé podziela po części moje gusta. :D
    Khloé jak to baba mogłaby sobie powzdychać do nowego ucznia, który w dodatku jest zza granicy (co z tego, że ona też. Ale Włochy to nie Australia). Może mogłaby liczyć na podwózkę do domu motocyklem? :D ]

    Khloé

    OdpowiedzUsuń
  36. Bycie nowym w szkole jest naprawdę trudne. Nigdy nie wiesz czy ktoś jest poważny czy żartuje. Nie znasz ludzi, nie wiesz komu ufać a komu nie. Wszystko zależy od ciebie, z jakiej strony się pokażesz. Bo przecież możesz być kim chcesz, teraz tylko w Tobie nadzieja, że w takim postanowieniu wytrwasz i nie dasz nikomu odkryć prawdy o sobie. Do Stanów możesz przyjechać z milionów powodów zupełnie innych niż rzeczywisty. Jeśli masz dużo samozaparcia możesz udawać nawet pieprzonego wegetarianina. W wypadku Ann to nie wyjdzie bo za bardzo kocha steki, burgery oraz hot wingsy. Panna Lacroix była tą samą kobietą co we Francji. Jej znakiem charakterystycznym była burza rudych loków oraz charakterystyczny akcent. Ciemne ubrania nieodłączną częścią garderoby a praktyczny brak makijażu spowodowany nikłymi umiejętnościami malowania się. Jednak gdy ktoś posiedział z nią chociaż dziesięć minut wiedział, że posiada szalone pomysły. Nie posiadała praktycznie żadnych lęków i była gotowa na wszystko. Wszyscy myśleli, że jest po prostu szalona, że Europejki tak mają. Gdyby tylko mogli znać prawdę.
    Giovanniego poznała podczas swoich pierwszych dni w szkole. Pamiętała to jak dziś. Był deszczowy dzień, nic jej się nie chciało. Jedyne na co miała ochotę to utopić swoje chcące przeżywać przygody alter ego w łyżce wody. Tego dnia w planach było łóżko, komputer bądź książka. I coś niezdrowego do jedzenia, może jakiś frytki z serem? Nie posiadała parasolki dlatego też jak weszła do szkoły była cała mokra. Mimo, że próbowała okryć się kurtką. W głowie miała same przekleństwa w języku ojczystym. Zapominając swojego kodu do szafki i szukając go w telefonie zaczęła pod nosem wypowiadać te słowa na głos. Chwilę później udało jej się usłyszeć chyba najgorszy tekst świata na podryw typu czy twój ojciec był złodziejem, z typowo włoskim akcentem, który była w stanie od razu rozpoznać, w końcu ich państwa graniczyły ze sobą. Uważała tą rozmowę za stratę czasu i szybko ją zakończyła. Jednak była tutaj zupełnie sama, jej ojciec był w tej chwili gdzieś na Florydzie. Mimo nikłych chęci zakolegowała się z Vaccaro. Ann do dzisiaj nie wiedziała czy to był aby na pewno dobry pomysł. Przynajmniej jak się nudziła mogła zawsze do niego napisać i zrobić coś głupiego. Tak jak miała w zwyczaju robić jak pojechała do Marsylii. Podobało jej się to, że praktycznie nic o sobie nie wiedzieli a mogli spędzać ze sobą czas. On nie zadawał pytań, ona to samo.
    Dziś był piątek, dzień który aż się prosił by zrobić coś szalonego. W przerwie na lunch postanowiła bez zapytania dosiąść się do Giovanniego. Posłała mu spojrzenie oraz uśmiech nie znoszące odmowy. Dzisiejszy dzień był ładny, Ann założyła szary cieńki sweter, do tego jeansową spódniczkę w kolorze czarnym zapinaną na guzki z przodu. Wszystkiemu towarzyszyły czarna rajstopy oraz buty na grubym obcasie w tym kolorze. Niesforne włosy były upięte w kok.
    - Słyszałam, że masz wolny weekend. - powiedziała bez przywitania się. Wypiła łyk kawy ze swojego ulubionego kubka termicznego z logiem zespołu Bring Me The Horizon. - Mam dla Ciebie propozycję. - zaczęła poruszając zabawnie brwiami. - Ty, ja, twój motor w towarzystwie taniej whiskey.

    A. Lacroix

    OdpowiedzUsuń
  37. [Nigdy nie lubiłam dorosłych, którzy się droczyli z dziećmi. Ich to bawiło, a dzieci niekoniecznie. Ja nigdy nie wiedziałam co w takich sytuacjach robić... Koniecznie się kiedyś muszę tam wybrać, Włochy to takie moje małe marzenie, a bardzo daleko nie mam to kiedyś się trzeba przelecieć. :D
    Ma jak w banku załatwione to, że będzie się mocno trzymać, żeby nie spaść. Tak sobie teraz myślę, że oboje mogliby się nawzajem specjalnie drażnić. Gio swoimi tanimi tekstami, które w głębi będą ją bawić, a ona mogłaby się zachowywać jak typowa blond-włosa cheerleaderka z filmów, chociaż w rzeczywistości wcale taka nie jest. :D Jak bardzo nie rozstaje się ze swoją skórzaną kurtką...? Tak sobie pomyślałam, że mogliby się właśnie przez nią poznać. Zostawiłby gdzieś całkiem przypadkiem, może na boisku na trybunach, gdzie dziewczyny miałyby trening, a po skończonym treningu Khloé by ją znalazła i panoszyła się w niej po szkole, przy okazji szukając w ten sposób tego kto ją zostawił. :D Właściciel w końcu na pewno by się po zgubę zgłosił, a ja zakładam, że to nie jest taka pierwsza lepsza skóra z marketu, więc tym bardziej by jej szukał. ;) A to jak potoczy się wątek zwaliłabym na los, co będzie to będzie. Ewentualnie w trakcie by się ustaliło co i jak. :) ]

    Khloé

    OdpowiedzUsuń
  38. [Dziękuję za miłe słowa. C: Mi, niestety, w tym momencie również nic nie przychodzi do głowy... Ale jeśli powiesz mi, jaki Giovanni miałby stosunek do Kayi, to bardzo chętnie coś wymyślę. c:]

    Kaya Vetsera

    OdpowiedzUsuń
  39. [Możemy to połączyć, że tak powiem. :D Kaya, hm, woli dziewczęta, więc z początku Giovanni mógłby próbować ją poderwać, natomiast po tym, jakby się wkurzyła, kazała odczepić i wymknęłoby się jej, jakie ma preferencje, mógłby zacząć traktować ją jak młodszą siostrzyczkę. :>]

    Kaya Vetsera

    OdpowiedzUsuń
  40. Nie powinien tak utrudniać tego wszystkiego. Powinien jej posłuchać, wyjść, zatrzasnąć za sobą drzwi i zapomnieć. Powinien się do tego zmusić, dla własnego dobra. Jane się zmusiła i gdyby tylko mogła, wyszłaby nie oglądając się za siebie, ale nie mogła, bo skutecznie zagradzał jej drogę, uniemożliwiając jej realizację postanowienia, którego była w tym momencie bardziej niż pewna, pewniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Cała ta sytuacja zaczęła przypominać kiepską komedię i nie chciała dłużej tego ciągnąć. Przecież nie było innego wyjścia, nie mogli postąpić inaczej, bez względu na to, czego pragnęli.
    Dlatego odetchnęła z ulgą, kiedy wyszedł i zamknął za sobą drzwi. Nawet uśmiechnęła się, zadowolona, że ten cyrk dobiegł końca. Nie miała siły dłużej szarpać się z samą sobą. Teraz pozostało modlić się, żeby nikt się nie dowiedział, żeby Gio nie okazał się paplą. Przerażała ją myśl, że musiałaby zacząć nowe życie po raz kolejny. Chciała zostać w tym mieście, w tej konkretnej szkole. Już zdążyła poznać fajnych ludzi, doskonale radziła sobie na swoim stanowisku i była dumna z dziewczyn, które trenowała, a przecież to było ważne. Ważniejsze od próbowania utrzymać w tajemnicy nic nie znaczącego romansu. Nie chciała tego stracić, tak jak nie chciała stracić jego.
    Uśmiechnięta mina zniknęła tak szybko, jak się pojawiła, kiedy ponownie stanął w drzwiach szatni twierdząc, że nie może. Miała ochotę jęknąć z rozpaczy, powiedzieć coś wulgarnego, żeby tylko go odtrącić, minąć go bez słowa, kompletnie zignorować. W tym momencie nie było w niej żadnego z uczuć, które czuła do niego kilka nocy temu. Panicznie bała się tego, że wszystko straci przez własną głupotę. Nie mógł jej tak mieszać w głowie. Jane nienawidziła tego. Przez wiele lat mężczyźni nią manipulowali i nie miała zamiaru znowu na to pozwolić.
    Nie zdążyła zaprotestować, kiedy podszedł do niej i wziął ją w ramiona. Gdy ją pocałował poczuła, jakby cała jej silna wola wyparowała, zniknęła bez śladu. Nawet się nie stawiała, kiedy przycisnął ją do siebie i westchnęła prosto w jego usta, delikatnie przygryzając je zębami. Dobrze, że mocno ją trzymał, bo aż zakręciło jej się w głowie od nadmiaru uczuć, które w tym momencie do niej napłynęły. Cofnęła się, aż poczuła brzeg ławki i wiedziała już, że nie zdoła zebrać w sobie tyle siły, żeby go odepchnąć czy powstrzymać. Poza tym, już tego nie chciała. Chciała zerwać z niego ubranie i kochać się z nim na zimnych płytkach. Chciała zaciągnąć go do pomieszczenia z prysznicami i po raz kolejny zrobić to w towarzystwie wody.
    Odsunęła twarz i przez chwilę patrzyła mu w oczy, starając się uspokoić oddech. Serce biło jej jak szalone, a palce aż mrowiły, zachęcając ją do kolejnych wędrówek po jego ciele. Pokręciła głową, na chwilę zaciskając powieki.
    -Nie możemy, Gio. Nie tu. Proszę. –szepnęła, spijając kolejne pocałunki z jego ust między każdym wypowiedzianym przez nią słowem. Nie potrafiła się powstrzymać. Nie teraz, kiedy i tak poległa. Jeden ostatni wieczór tego nie zmieni. –Przyjdź wieczorem. –dodała wyswobadzając się z jego objęć i znowu go pocałowała. Ostatni raz spojrzała mu w oczy z bladym uśmiechem i zniknęła za drzwiami męskiej szatni. Ruszyła od razu do pokoju dla nauczycieli tłumacząc sobie, że postąpiła słusznie. W zaciszu jej mieszkania może łatwiej będzie im podjąć odpowiednią decyzję. Jedyną decyzję. A przynajmniej taką miała nadzieję.

    Jane, za którą nawet ja nie potrafię nadążyć

    OdpowiedzUsuń
  41. Była jeszcze zagubionym, niewinnym dzieckiem, które wciąż szukało swojej drogi przez życie.
    Nie do końca wiedziała co takiego widziała w Giovannim. Nie do końca wiedziała co takiego wszystkie dziewczyny w nim widziały. Jasne, był przystojny, ale przecież nie tylko to się liczyło, prawda? Prawda. Liczyła się też popularność i to, ile w portfelu mieli rodzice. I nie tylko w Skyline, prawdopodobnie w każdej szkole średniej. A to, że szkoła, do której uczęszczała Amara była jedną z lepszych, nie oznaczało, że było w niej inaczej. Czczono tych, którzy mieli kasę, dobrze wyglądali i uważali się za lepszych od innych, resztę wpychając do worka przeciętnych, a niektórych nawet i dziwaków i szkolnych przegrywów. Karahalios miała to szczęście, a zarazem i nieszczęście, że należała do tej drugiej grupy. Nie była popularna, ale też nie śmiano się z niej i nie wytykano palcami. I zdecydowanie nie chciała wylądować wśród tych ostatnich, za to nie pogardziłaby miejscem wśród tych najpopularniejszych. Może właśnie dlatego dała się namówić na spotkanie z Vaccaro. To i fakt, że ktoś taki jak on zwrócił uwagę na kogoś takiego jak ona. Bo powiedzmy sobie szczerze, była raczej przeciętna. Średniego wzrostu, z bladą cerą, cellulitem na udach, mnóstwem pieprzyków na całym ciele i dużymi okularami na nosie, nie wyglądała zbyt zachęcająco. A przynajmniej nie wyglądała jak modelka prosto z wybiegu, która poraża pięknym uśmiechem i zgrabnym ciałem. Czuła się więc największą szczęściarą w szkole, gdy Giovanni Vaccaro zwrócił uwagę właśnie na nią.
    Wiedziała, że nie może być tak pięknie, jakby tego chciała. Już od samego początku coś jej nie pasowało, ale stwierdziła, że jest po prostu przewrażliwiona i chłopak niczego nie kombinował. I wierzyła w to, dopóki przez zupełny przypadek nie odkryła, że Gio ma romans. I to nie dość, że ze starszą kobietą, ale do tego nauczycielką w Skyline. Gdyby miała swoją dumę, dałaby mu w twarz i dała sobie z nim spokój, ale nie. Fakt, że dzięki niemu stała się chociaż na chwilę kimś w szkole sprawił, że postanowiła trzymać buzię na kłódkę. Przynajmniej na razie, dopóki nie zastanowi się co dalej. Dlatego też nie powiedziała nic, gdy Giovanni zaprosił ją do swojego rodzinnego domu na kolację z jego rodziną. Uśmiechnęła się tylko wesoło i przyjęła zaproszenie. Dlatego właśnie stała teraz w przedpokoju swojego domu, ubrana w skromną, czarną sukienkę z długim rękawem, na którą narzuciła również czarny sweter. Na dworze niestety wciąż było jeszcze chłodno, więc założyła też cienki, czerwony płaszcz. Zignorowała komentarze starszych braci, którzy od kilku minut stali na szczycie schodów i głupio się śmiali. Pokazała im język, jednocześnie zakładając czarne botki na koturnie, w których rzadko kiedy chodziła, bo były cholernie niewygodne.
    Słysząc dzwonek do drzwi, rzuciła ostrzegawcze spojrzenie braciom, po czym po raz ostatni poprawiła włosy przyglądając się w lustrze. Dziesięć sekund później uśmiechnęła się najszerzej jak tylko potrafiła i otworzyła drzwi, a jej wzrok od razu padł na Giovanniego.
    — Cześć — powiedziała, po czym pocałowała go delikatnie w policzek. — Jak wyglądam? — spytała, okręcając się wokół własnej osi. Nie do końca była pewna w co powinna się ubrać, więc starała się ubrać w coś eleganckiego, a zarazem skromnego i niewyzywającego. Miała wrażenie, że się udało, ale wolała się upewnić, Gio w końcu znał swoich rodziców lepiej.

    Amara

    OdpowiedzUsuń
  42. [Och, dziękujemy razem z Melly! Jest nam bardzo miło i zarumieniłybyśmy się, ale żadna z nas tego nie potrafi. :D
    Jesteśmy bardzo chętne na wątek. Czy najmłodszy z rodzeństwa to chłopiec? Można by zrobić tak, że coś łączyło Melindę i brata tego przeuroczego pana (serio, zakochałam się, a to spory wyczyn), po czym Mel zniknęła na dwa miesiące ze szkoły i wróciła w połowie kwietnia. Przez ten czas ta relacja by się posypała, i moja panienka byłaby pełna obaw, że brat jej pierwszego zauroczenia będzie na nią wściekły za takie "olanie" Młodego, a zamiast tego ten spróbowałby się dowiedzieć, co się stało, bo... właśnie, polubił ją i traktował jak kolejną młodszą siostrzyczkę. Co sądzisz o takim powiązaniu? :3]

    Melinda Horowicz

    OdpowiedzUsuń
  43. [No i pięknie. <3 Możesz mi zdradzić kilka podstawowych informacji o nim? Chętnie bym sobie go wrzuciła do powiązań, które się właśnie tworzą. Zdjęcie mogę sobie sama znaleźć, jeśli nie masz nic na oku, ale też na wszelki wypadek zapytuję, bo nie chciałabym w żaden sposób popsuć Ci koncepcji. c: Założyłabym, że zaczęli się ze sobą spotykać gdzieś w pierwszych miesiącach roku szkolnego, październik czy listopad, i w połowie lutego Melly nagle zniknęła, ot, bez słowa. :)]

    Melinda Horowicz

    OdpowiedzUsuń
  44. [Ach, takie buty. Rozumiem, nie ma problemu. c:
    Hm... To pewnie od momentu, gdy Melly znów pojawia się w szkole. Gio mógłby ją dostrzec i podejść, zagadać, a ona, taka zestresowana, że zaraz dostanie przysłowiowy ochrzan, próbowałaby mu zwiać. Co sądzisz? :D]

    Melinda Horowicz

    OdpowiedzUsuń
  45. Bita śmietana i truskawki stanowiły idealne połączenie tylko z nagim ciałem. Spożywanie ich w innych okolicznościach było wręcz zakazane, szczególnie między nimi. Uwielbiała jego zadziwiające, a czasami wręcz niepokojące pomysły. Z nikim nie było jej tak dobrze i nikt, tak jak on, nie potrafił spełnić jej fantazji. Nawet nie musiała za dużo mówić. Brała go za rękę i pokazywała czego potrzebuje, a on już doskonale wiedział jak to dalej pociągnąć. Jako łóżkowy partner był niezastąpiony, choć i rozmowa, kiedy już się między nimi pojawiała, również sprawiała jej radość.
    Do samego końca miała nadzieję, że jednak nie przyjdzie, że uzna że nie warto, znajdzie sobie ciekawsze zajęcie. Nie byłaby zła, nie na początku. Poczułaby ulgę, dopóki nie zobaczyłaby go ponownie. Mimo wszystko szykowała się na jego przybycie. Po skończonych zajęciach weszła do sklepu z bielizną, żeby zakupić ów strój, który tak bardzo ją zainteresował. Obiecywała sobie, że tego nie zrobi, nie dla niego, ale jak widać, nic z tego nie wyszło. Po powrocie do domu włączyła muzykę, coś klasycznego i wzięła gorącą kąpiel, niczym nastolatka, skrupulatnie przygotowując się do spotkania. Na najnowszy nabytek zarzuciła jedynie satynowy szlafrok i z kieliszkiem wina wyszła na taras.
    Pogoda jeszcze nie była najpiękniejsza, a od wody wiał chłodny wiatr, jednak jej było gorąco na myśl, że pewnie już tylko minuty dzieliły ją od ujrzenia chłopaka. Mieli tylko rozmawiać, jednak oboje doskonale wiedzieli co to miało oznaczać. Skoro Gio nie chciał tego przerywać, dlaczego ona miałaby robić coś wbrew sobie? Przecież jeśli ktoś się dowie, obydwoje będą mieli przerąbane, więc domyślała się, że nie zamierzał do tego dopuścić.
    Na dźwięk dzwonka aż podskoczyła, a przyjemny dreszcz przebiegł po jej kręgosłupie. Drżącą dłonią nacisnęła klamkę i otworzyła drzwi, nabierając zdecydowanie za dużo powietrza z zachwytu nad bukietem, który trzymał w dłoni. Jego cel został osiągnięty. Nawet jeśli gdzieś z tyłu głowy wiedziała, że jest licealistą, teraz całkowicie o tym zapomniała.
    -Uroczy jak zawsze. –zaśmiała się przyjmując od niego bukiet i obdarzając go promiennym uśmiechem. Przelotnie musnęła jego usta i zniknęła w kuchni, by wstawić kwiaty do wody. Nie zamierzała pozwolić, żeby szybko się zmarnowały, gdyby od razu zajęłaby się chłopakiem, szybko by o nich sobie nie przypomniała. Wyciągnęła też dla niego kieliszek i nalała mu wina. Gdy wróciła do pokoju stał przed otwartymi drzwiami prowadzącymi na taras, więc podeszła do niego i wręczyła mu naczynie.
    -Bałam się, że nie przyjdziesz. –szepnęła, owijając się nieco szczelniej szlafrokiem. Dotarło do niej, że powinna się w coś ubrać na jego przybycie. W takim stroju dość bezpośrednio dawała mu do zrozumienia, że oczekiwała tylko jednego. Teraz jednak już było za późno.

    Jane

    OdpowiedzUsuń
  46. Nie powinien jej przypominać o tym, że jest niepełnoletni, skoro chciał być traktowany jak dorosły. Słysząc te słowa coś jakby ścisnęło ją w brzuchu, boleśnie przypominając jak bardzo niewłaściwe jest to, co teraz robią. Zaczynała żałować, że uległa i dała się temu porwać. Przyzwyczajona jednak była, że od bardzo dawna nie podjęła żadnej dobrej decyzji. Dlatego nie zaśmiała się, uważając to za uroczy żart. W żaden sposób nie zareagowała. Postanowiła to zignorować, zupełnie tak samo, jak każdą jego kolejną pieszczotę. Czuła się, jakby ktoś jej przywalił kiedy sprzeczne emocje szarpały nią w każdą stronę.
    Dlatego kiedy tylko stanął za nią i złożył pocałunek na jej karku, z ledwością powstrzymała rozkoszne westchnięcie. Mimo wszystko pod jego naporem wyszła na taras, owijając się szczelniej szlafrokiem, który oczywiście nie dawał ciepła. Z ulgą przyjęła zgaszone światła u sąsiada. Na całym piętrze było tylko ich dwoje, a i odległość była całkiem spora, więc widywali się jedynie, kiedy oboje stanęli na końcu swojego tarasu. Oczywiście żadne z nich nie interesowało się życiem tego drugiego, więc nawet jeśli cokolwiek by dostrzegł, prędzej by to zignorował niż jakoś się przejął.
    Wieczorne powietrze było dużo przyjemniejsze w tej części miasta. Nie dusiło, wręcz przeciwnie, dodawało świeżości i sprzyjało podziwianiu widoków, więc również utkwiła swoje spojrzenie w rozmywających brzeg falach. Ten sam brzeg, na którym kochali się pod osłoną nocy, kiedy wszystko było jeszcze takie łatwe.
    -Wystarczająco ciepło na co, Gio? -odezwała się w końcu, przypominając sobie jego pytanie. Oczywiście znała już odpowiedź, lecz kiedy usłyszy ją wprost, może łatwiej będzie jej odmówić. Przyjemny wiatr rozwiewał poły jej szlafroka, więc ściskała go mocno, nie chcąc prowokować chłopaka, którego ciało dawało jej ciepło. Jej wyobraźnia działała na najwyższych obrotach, zastanawiając się co planował. Zazwyczaj już od progu zajmowali się sobą, więc dzisiejsze zachowanie było nietypowe. Zupełnie jakby chciał rozmawiać, jakby czekał aż ona rozpocznie temat, czekając by przyznać jej rację. Zupełnie jakby chciał ją zostawić. Zadrżała na tą myśl i upiła spory łyk ze swojego kieliszka, by ukryć swoje zmieszanie. Niby tak byłoby lepiej, to byłoby właściwe, ale wiedziała, że tego nie chce. Nie teraz.

    Jane

    OdpowiedzUsuń
  47. Jego gorący oddech spowodował przyjemne dreszcze, szczególnie w połączeniu ze słowami, które wypowiedział. Och, bardzo chciała tej przyjemnej, rozkosznej zabawy, chciała oddać mu się bez reszty i choć na krótką chwilę zapomnieć o wszystkim. Chciała wrócić do wakacji, kiedy wszystko było łatwe i bezproblemowe. Tak to jednak nie działało. Nie dało się zapomnieć, że chłopak jest dużo młodszy, że jest dzieckiem, a w tym momencie, to co robią jest zwyczajnie nielegalne. Czy chciała iść do więzienia za tą odrobinę przyjemności?
    Niechętnie oddała mu kieliszek. Skoro już miała mu się poddać, lepiej by się czuła mając jako wymówkę alkohol we krwi, niż zwykłą naiwność i brak asertywności. Zresztą, jak miała mu odmówić, skoro on nie pytał?
    Chciała się odsunąć, kiedy obrócił ją w swoją stronę, jednak za plecami miała barierkę, która uniemożliwiała jej jakikolwiek ruch. A kiedy uniósł jej podbródek i ich spojrzenia w końcu się spotkały, wiedziała, że jej walka nie ma sensu. Chciała tego, bez względu na konsekwencje. Chciała, więc poddała się i odwzajemniła jego pocałunek. Chciała, więc spojrzała na niego bezwstydnym spojrzeniem i przygryzła jego wargę, zachęcając do dalszych pieszczot.
    Kiedy tylko zsunął z jej ramienia szlafrok nie czekała długo. Pociągnęła za rękaw, pozwalając by materiał swobodnie opadł. Zatrzymał się dopiero na jego ręce, którą obejmował ją w talii, a jego oczom ukazała się czerwona bielizna z czarną koronką. Osobiście ją zachwyciła, więc liczyła na to, że i jemu się spodoba. Choć oczywiście i tak chciała by jak najszybciej się jej pozbył.
    Od razu też zabrała się za rozpinanie guziczków jego koszuli. Również nie chciała się spieszyć, ale kto mówił, że nie mogą się pozbyć ubrań i dopiero delektować każdą sekundą? Nie wierzyła, że mogłoby być im choć przez chwilę zimno. Guzik po guziku sprawnymi palcami odsłaniała jego tors, nadal bezczelnie patrząc w jego oczy. Wszędzie tam, gdzie padał jego wzrok, czuła jak skóra ją pali, jak woła spragniona jego dotyku. Nachyliła się i zaczęła składać delikatne muśnięcia w odsłonionych już miejscach.

    J.

    OdpowiedzUsuń
  48. Zadrżała, gdy satynowy materiał zsunął się na podłogę, a chłopak z powrotem ułożył dłonie, tym razem na jej nagim ciele. Każdy pocałunek palił, jakby jego usta płonęły, choć i tak przyjmowała to z rozkoszą. Wyginała plecy w łuk i odchylała głowę, by ułatwić mu dostęp do każdego miejsca, które sobie wybrał. Czuła się jak bezwładna kukiełka, która uzależniona jest tylko od jego pragnień, jakby to on nią kierował, jakby nie miała własnej woli. I czuła się z tym zadziwiająco dobrze. Chciała mu się oddać bez reszty, chciała, żeby zrobił z nią rzeczy, o których innym się nie śniło, żeby realizował na niej swoje najbardziej pokręcone pomysły.
    Kiedy uniósł ją w górę bez wahania owinęła swoje nogi wokół jego bioder, choć znalazła się niebezpiecznie blisko krawędzi barierki. O to też nie dbała, zaciskała jedynie swoje dłonie na jego ramionach, czasem nawet wbijając mu paznokcie. Szczególnie, kiedy sprawnym językiem zajmował się jej piersiami. Przez rozchylone wargi wydobywało się co chwilę ciche westchnienie, przerywane sporadycznie rozkosznym jękiem.
    Nawet nie zauważyła, kiedy przeniósł ją na drugi koniec tarasu. Dopiero kiedy oparł się kolanem o leżak, by ją na nim ułożyć, otworzyła oczy zupełnie zdezorientowana, ale standardowo posłuszna. Kiedy tylko już leżała wygodnie przyciągnęła go do siebie, do końca rozpinając guziki jego koszuli, po czym zsunęła ją z jego ramion. Tak, skoro ona była już prawie naga, nie zamierzała pozwolić, żeby jego ciało pokrywały ubrania. Zaraz wiec sprawnym ruchem rozpięła guzik przy spodniach i rozsunęła rozporek, by po chwili zsuwać je z jego bioder z kolejnym zadziornym uśmiechem.
    Już przestało jej przeszkadzać, że ktokolwiek może ich usłyszeć, czy zobaczyć. Perspektywa zrobienia tego na tarasie za bardzo ją pociągała. Poza tym, była marionetką, robiła wszystko to, czego chciał. Nawet jeśli gdzieś z tyłu głowy miała dziesiątki powodów na to, by przestać i go wyrzucić.

    Jane

    OdpowiedzUsuń
  49. Była już przyzwyczajona do tego, że podczas treningów trybuny są zwykle zajęte przez chłopaków, którzy im się przyglądali i cieszyli na widok pół nagich dziewczyn. Do czasu, aż trenerka dziewczyn ich nie przegoniła. Khloé należała do tych dziewczyn, którym towarzystwo chłopaków się podobało. Była pewna swojego ciała i tego jak wygląda, a kiedy czuła, że na nią patrzą to po prostu jej sprawiało to zwykłą, ludzką przyjemność. Większości osób byłoby miło, gdy czuli na sobie spojrzenia. Zwłaszcza tego typu. Ona sama takie też często rzucała płci przeciwnej, kiedy ćwiczyli na zewnątrz bez koszulek, a raczej, kiedy je wreszcie po nich ściągali. Czy było coś przyjemniejszego dla oka niż przystojny, wysportowany chłopak, który właśnie skończył trening? Z dnia na dzień robiło się też coraz cieplej, a to oznaczało więcej ładnych widoków.
    Na odchodne, kiedy odchodzili pożegnała ich robiąc salto w przód, a następnie gwiazdę i wylądowała na ziemi robiąc szpagat. Trochę się popisywała, trochę to zdecydowanie zbyt małe słowo, ale kto jej zabroni? Pewna nie była czy zobaczyli jej uśmiech, chociaż na pewno skupiali wtedy uwagę na czymś zupełnie innym niż twarz. Reszta treningu przebiegła spokojnie, bo nikt im nie przeszkadzał, dziewczyny nie miały przed kim się rumienić i popisywać, więc w pełni mogły się skupić na ćwiczeniach. Na koniec miała jeszcze jedną lekcję, którą niby mogła opuścić, ale wiedziała, że jeśli jej frekwencja spadnie będzie się mogła pożegnać z miejscem w drużynie. Chcąc skorzystać jeszcze z krótkiej przerwy razem z dziewczynami ruszyła na trybuny, żeby zjeść owoce kupione wcześniej w sklepie obok szkoły. Pakowane do paczek z małym, czarnym widelczykiem idealnie się sprawdzały do szkoły. Zwłaszcza, że ona dużo nie jadła i nie trzeba było dziewczynie mnóstwa jedzenia, jak niektórym. Poszły na samą górę, jak zwykle. Kiedy już się rozsiadła jej wzrok zatrzymał się na czarnej skórzanej kurtce. Przez chwilę się zastanawiała jak ktokolwiek mógł ją zostawić. W końcu takich rzeczy się pilnuje. Po przemyśleniu wszystkich za i przeciw wzięła ją i na siebie założyła, chcąc poszukać właściciela po lekcji. Przeszukała jej kieszenie szukając jakiejś wskazówki, która pomoże jej w odnalezieniu właściciela, ale poza paczką papierosów nie znalazła nic innego. Nawet biletu do autobusu. No trudno. Załatwi to po szkole.
    Przemierzając szkolne korytarze ubrana w znajdę i w stroju cheerleaderki wyglądała pewnie jakby dostała ją od chłopaka. Dziewczyny, których chłopaki byli w drużynach i mieli własne bluzy, panoszły się w nich po szkole. Khloé teraz na swój sposób do nich dołączyła. Francuski minął jej dość spokojnie, może nawet zbyt. Komunikatu o kurtce i nagrodzie dla znalazcy nie usłyszała, była już dawno na zewnątrz siedząc na murku przy „palarni”. Skoro palił to na pewno zajrzy tu po zajęciach. Do tego, aby całkiem wpasować się w tłum otaczających ją ludzi brakowało tylko papierosa między palcami, ale na to teraz szczególnej ochoty nie miała. Chęć za zapalenie zawsze się pojawiała po wypiciu większej ilości alkoholu, a teraz jedyne co sączyła to woda z cytryną. Machała nogami w powietrzu, rozglądając się też za kimś kto zainteresowałby się tym, że ma na sobie rzecz należącą do niego.

    Khloé

    OdpowiedzUsuń
  50. Jakby tylko chciała bez problemu dowiedziałaby się do kogo należy kurtka, którą miała na sobie. Na pewno nie należała do żadnego z uczniów, którzy nie mogli sobie pozwolić na droższe rzeczy. Po marce widziała, że kurtka jest jedną z tych z wyższej półki. Chłopaków, którzy się tak ubierali może i nie było sporo, ale na pewno nie zamierzała biegać dookoła szkoły i zaglądać każdemu z nich do portfela, aby odnaleźć właściciela. Jeżeli się do niej nie zgłosi teraz to pójdzie do sekretariatu, a kurtka będzie do odebrania w rzeczach znalezionych.
    Powoli zamierzała wrócić się do szkoły, aby zostawić ją we wcześniej wspomnianym miejscu, nie uśmiechało się dziewczynie siedzenie całe popołudnie na tym murku. Miała o wiele ciekawsze rzeczy do robienia w domu, a raczej na mieście. Już dostawała wiadomość od Amber czy zamierza tego wieczoru wyjść. Zabrałaby się za odpisywanie na wiadomość, gdyby nie chłopak, który nagle pojawił się przed nią. Musiała wyglądać na nieco zaskoczoną. Zwłaszcza, że tak nagle przerwano jej machanie nogami w powietrzu i zabrano przestrzeń osobistą. Z daleka nieszczególnie widziała chłopaków, którzy siedzieli na trybunach, ale teraz z bliska wyraźnie dostrzegała w nim jednego z nich. Kręciło się ich tam wielu, często pierwszaki, którzy z uśmiechem obserwowały jak spódniczki od stroju w czasie wykonywanych figur unoszą się do góry. A raczej nie tylko oni obserwowali to jakże niezwykłe zjawisko.
    - Nikt cię nie nauczył, żeby pilnować swoich rzeczy? - odparła spoglądając mu prosto w oczy. Wcale nie chciała się przyznawać do tego, że spodobało się jej wtrącenie zagranicznego słówka do rozmowy. Miał przyjemny dla ucha głos, a jak zakładała pewnie większości dziewcząt miękłyby kolana. I może i ona się do nich zalicza, ale na jej szczęście siedziała na murku. - Ten właściciel chyba nieszczególnie dba o swoje rzeczy, że rozrzuca je byle gdzie i naraża na szybką kradzież.
    Jakoś szczególnie się nie spieszyli z opuszczeniem trybun. Dzień był jednak na tyle ciepły, aby móc najzwyczajniej w świecie zapomnieć o tym, że miało się ze sobą kurtkę. Ona sama często zapominała takich rzeczy. Bardziej drobiazgów, jak okulary czy apaszki, ale też się zaliczało do tej samej kategorii.
    - Zresztą... Skąd mam wiedzieć, że rozmawiam z prawowitym właścicielem, a nie jedynie osobą chętną, aby podkraść komuś kurtkę? - zapytała przechylając nieco głowę na bok. Szybko mu się przyjrzała, niby zwykły ubiór, nic co wyróżniałoby się jakoś szczególnie, ale ktoś siedzący w modzie prawie całe swoje życie, znał się na tym i nie mogły to być ciuchy z sieciówki czy kupione w jakimś markecie. Nie, żeby miała coś przeciwko temu, bo nawet tam można było znaleźć perełki.
    - A ja naprawdę nie chciałabym oddać komuś niewłaściwemu.

    Khloé

    OdpowiedzUsuń
  51. Khloé chciała mieć po prostu pewność, że odda kurtkę odpowiedniemu właścicielowi. Może znacznie łatwiej byłoby, gdyby ją zaniosła do sekretariatu, a on tam by ją sobie odebrał, ale teraz cieszyła się, że tego nie zrobiła. Miała całkiem sporo zabawy, kiedy jej opowiadał o kurtce i nawet się denerwował, w końcu miała na sobie jego własność. Ona sama nie lubiła, kiedy ktoś tykał jej rzeczy bez pozwolenia, więc jak najbardziej go pod tym względem rozumiała.
    - Ależ ja wcale jej sobie nie wzięłam – zaprzeczyła kręcąc lekko głową na bok – mogłam ją zostawić na trybunach, a wtedy na pewno ktoś by ją sobie przywłaszczył. Wzięłam ją ze sobą, a teraz siedzę tutaj. Wywnioskowałam po paczce papierosów, że łatwiej będzie tutaj znaleźć właściciela. I właśnie zamierzałam iść zanieść ją do sekretariatu, ale chyba to już nie będzie potrzebne – zauważyła z lekkim uśmiechem. Gdyby nie była jego skąd wiedziałby jakie papierosy się znajdują w kurtce? Jasne, mógł być kumplem tego do którego ona należała, ale prawdę mówiąc mało kto zwracał na takie szczegóły uwagę. Chyba, że poza przyglądaniem się swoim przyjaciołom nie robiło się niczego innego, wtedy to wchodziło w grę.
    - Jesteś bezczelny, mówił ci ktoś o tym? - spytała przekrzywiając głowę. Nie miała pojęcia kim jest, chociaż nie trudno było się domyślić. Zwłaszcza, że od początku roku było głośno o chłopaku z Włoch i jego siostrze bądź siostrach. Nie miała co do ich liczby pewności. Może i kręciło się w szkole mnóstwo osób z różnych krajów, to zdecydowanie każdy nowy kąsek był obgadany przez sporą część dziewczyn od góry do dołu. Aż dziwne, że dopiero go spotkała. Wcześniej najwyraźniej nie było okazji.
    - Powinnam czuć się zaszczycona tym, że jestem jedyną, która ją na sobie ma? - spytała nachylając się niego w jego stronę. Zaczynała być coraz bardziej ciekawa tego w jaką stronę pójdzie ta rozmowa. Jasne, kurtkę zamierzała mu w końcu oddać, ale skoro najwyraźniej nieszczególnie mu się spieszyło, aby gdzieś iść to co jej szkodziło trochę się z chłopakiem podroczyć? - Powinieneś się cieszyć, że to ja ją znalazłam. A wierz mi, że ktoś był chętny, aby ją zabrać dla swojego chłopaka na prezent – wyznała. W końcu nie było lepszego prezentu niż czyjaś, używana kurtka na prezent, prawda?
    - Dobrze byłoby wiedzieć komu mam oddać kurtkę, a nie wydaje mi się, że mieliśmy przyjemność poznać się wcześniej.

    Khloé

    OdpowiedzUsuń
  52. [Przecież jest śliczny! :< Co do mieszania w jej życiu to jestem jak najbardziej za. Tylko powiedz mi, proszę, masz już jakiś konkretny zamysł na relacje, która mogłaby ich połączyć?
    I uwielbiam Twoją kartę za Włochy. Ach, zachwycam się!]

    Lena

    OdpowiedzUsuń
  53. [Oto więc jestem, zwarta i gotowa do działania :D Widzę, że Giovanni to prawdziwy patriota, tak trzymać c: Fajnie, że są tutaj takie charakterystyczne postacie, które od razu z czymś się kojarzą. Mi z pizzą, chyba przez ten tytuł xD
    Zdjęcie dobrane pod clima intaliano i trochę drapieżny opis. Relacja naszej dwójki będzie musiała być naprawdę mocno przypadkowa, żeby mały komputerowy nerd zapoznał się z włoskim macho-gangsterem na motocyklu xD Będzie ciekawie!
    A i propsy za aż 55 komentarzy! Ja na takich blogach miałam góra 15 xd]

    Wendy

    OdpowiedzUsuń
  54. [Namieszać można i z projektem! :D Możemy coś pokombinować tak, że skoro Wendy jest "nowa w mieście" to za bardzo się nie orientuje co i jak, więc gdy dostanie projekt z fizyki do wykonania z osobą na tym samym kierunku, to oczywiście się okaże, że każdy ma już parę. Trochę przybita, powiedzmy, że będzie siedziała na stołówce i podpełznie do niej dyżurujący na tej przerwie nauczyciel fizyki. Podpyta ją co i jak i wypłynie to, że Wends nie ma pary. Fizyk oczywiście troskliwie się nią zaopiekuje i przydzieli jej do roboty tego "gałgana-nieroba" Vaccaro, co to siedział niedaleko z kumplami i mu się rzucił w oczy.
    Co Ty na to? :D]

    Wends

    OdpowiedzUsuń
  55. [Czeeeść! Dziękuję za miłe powitanie i komplement w stronę Loli, bo ona rzeczywiście lubi być słodkim bubu. Czasami tylko się buntuje, wpada w nieoczywiste kłopoty, a przez towarzystwo osób, z którym najczęściej spędza wolny czas przyprawia o ból głowy starszego brata, ale to tylko jak się jej nudzi! Jakbyś kiedyś potrzebowała do wątku małego chochlika, to wiesz gdzie nasz możesz znaleźć, zapraszamy C:]

    Lola

    OdpowiedzUsuń
  56. [Cześć, hej - znowu. Miałaś mieć wątek z moją Lenką, ale zastąpmy ją Deborą, która mimo że jest zupełnie inna to nie mogłaby ominąć Giovanniego! Więc tylko mi powiedz czy miałabyś ochotę na relacje pozytywną, czy negatywną, bliższą/dalszą, starą czy nowość znajomość, a ja nam coś fajnego (mam nadzieję) wymyślę. ♥]

    Debora

    OdpowiedzUsuń
  57. - A nie? Gdybym jej nie uratowała jakiś chłopak bez wyczucia stylu by ją nosił – odparła i uśmiechnęła się. Nadal nie rozumiała tej dziwnej sytuacji, która miała niedawno miejsce. Trochę uciekła do kłamstwa, aby ją zabrać i oddać jedynemu właścicielowi, ale to na pewno zostanie jej przebaczone. Zwłaszcza teraz, kiedy była bliska tego, aby ją z siebie ściągnąć i wręczyć chłopakowi, ale jak na razie jeszcze zamierzała go trochę podręczyć. Wcześniej nie miała okazji do tego, aby z nim porozmawiać. Dobrze byłoby nadrobić braki w znajomości. Zwłaszcza, że było o nim głośno przez ostatnie miesiące.
    - Jeśli komuś chcę coś dać w prezencie to to zwyczajnie kupuję, a nie kradnę – odparła. Może miała inną mentalność niż niektórzy ludzie i wolała pójść do sklepu i wydać pieniądze na prezent, niż w dodatku zabierać cudze i udawać, że nowe. Nie raz się spotkała z sytuacją, gdzie robiło się coś takiego. I za każdym razem ją dziwiło dlaczego ludzie się zniżają do pewnego poziomu. I odpowiedzi chyba tak naprawdę znać nie chciała. - A więc to ty jesteś ty Włochem o którym było tak strasznie głośno, a dziewczyny na sam dźwięk twojego imienia padały na podłogę – mruknęła. Mignął jej na pewno na korytarzu, może nawet kiedyś przypadkiem stali gdzieś koło siebie i tyle. Teraz dopiero miała bliższą okazję go nieco lepiej poznać. Był przystojny to fakt. Chyba jeszcze nie widziała Włocha, który nie miałby w sobie tego czegoś.
    - Przyjmę zaproszenie na imprezę w ramach podziękowań. Och, no i jestem Khloé Quatermaine – dodała. Jak się od niej odsunął sama również się wyprostowała, aby łatwiej było jej ściągnąć kurtkę, którą mu po chwili wręczyła. - Wygodna, ale nie jest ci w niej przypadkiem za gorąco? - zapytała. Miała na sobie tylko strój od ćwiczeń, a przez kurtkę na sobie prawie się ugotowała. Z ulgą przyjęła, kiedy lekki wiatr owiał jej ramiona. Zdecydowanie tak było lepiej.
    - Możesz powiedzieć kolegom, że nie muszą się tak intensywnie wpatrywać – dodała. To mogli w zasadzie powiedzieć większości ludziom, którzy stali tutaj i się na nich patrzyli jakby byli jakiś dziwnym okazem w muzeum czy czymś w tym rodzaju. Prowadzili zwykłą rozmowę, nieco może byli za blisko siebie i w czasie tej dość krótkiej rozmowy wpatrywali się tylko w siebie. Nic nadzwyczajnego, naprawdę.

    Khloé

    OdpowiedzUsuń
  58. Ciche, pełne rozkoszy jęki co chwilę wyrywały się z jej gardła w reakcji na każdy, nawet najdrobniejszy dotyk, który rozpalał jej nagie ciało. Wiła się w jego ramionach, zupełnie jakby nie mogła wytrzymać nawet sekundy bez jego dłoni przesuwającej się po jej skórze. Z nadmiaru przyjemności kręciło jej się w głowie, a oddech przyspieszał i urywał się za każdym razem, kiedy złożył pocałunek w innym miejscu, tym samym zaskakując ją.
    Nawet się nie denerwowała, kiedy zostawiał ślady na jej nieskazitelnej skórze. Chciała być oznaczona, chciała należeć do niego, nawet jeśli tylko oni dwoje mieli o tym wiedzieć. To samo robiła wbijając paznokcie i orając nimi jego plecy, żeby następna jego kochanka, żeby jakaś nastolatka wiedziała, że nie jest pierwsza ani jedyna, że Gio nigdy nie będzie tylko i wyłącznie jej, że mogą się kochać młodzieńczą, szczeniacką miłością, jednak nigdy nie da mu tego, co może dać mu Jane.
    Przymknęła powieki i wygięła ponownie swoje ciało, kiedy zawędrował pocałunkami niżej, a dłonią stymulował jej pierś. Nie potrzebował jej pozwolenia na więcej, jednak skierowała na niego swoje roziskrzone i uśmiechnęła się promiennie, nawet nie kryjąc swojego podniecenia. Posłusznie rozsunęła przed nim nogi, jednak zaraz uniosła się, wyswobadzając z jego mocnego uścisku. Popchnęła go delikatnie, by wyprostował się nadal klęcząc na leżaku, a następnie bezczelnie patrząc mu w oczy przesunęła dłonią od jego torsu w dół, na chwilę zatrzymując się na odbijającym się w materiale bokserek wybrzuszeniu. Drugą dłoń ułożyła na jego karku i zostawiając ślady paznokci przysunęła go do siebie, bezceremonialnie wpijając się w jego usta. Dopiero po chwili zabawy nie odrywając się od jego warg zsunęła jego bokserki z bioder i wróciła do poprzedniej pozycji, zachęcająco rozchylając przed nim nogi.

    Jane

    OdpowiedzUsuń
  59. [ Absolutnie! <3 Giovanni i Maya z pewnością byliby taką właśnie parą dobrych kumpli. Myślę nawet, że mogliby wzajemnie wyciągać się z rozmaitych kłopotów, bo oboje wyglądają na troublemakerów (tylko Dempsey wpada w nie chyba troszkę mniej świadomie niż Giovanni :D).
    Jest może jakiś pomysł czy też ja mam coś wymyślić? :D ]

    Maya

    OdpowiedzUsuń
  60. [ Najlepiej byłoby ich może wysłać w sam środek jakiejś imprezy? :D Wydaje mi się, że tam jest największe pole do popisu. Maya mogłaby przesadzić nieco z alkoholem i Giovanni czułby się w obowiązku do odprowadzenia jej pod mieszkanie. To raczej krótki wątek, ale dość zabawny... XD ]

    Maya

    OdpowiedzUsuń
  61. [O, to super... Kochamy kłopoty! :D Tak mi się teraz skojarzyło, że moja panna mogłaby wprawdzie przejść obojętnie obok samego pana Vaccaro, ale jego motocykla to już nie darowałaby sobie tak łatwo. Może Giovanni wpadłby kiedyś do skateparku (no nawet spotkać się z kumplami, przejazdem; cokolwiek), a moja Lola, kompletnie rozemocjonowana i z szalonym spojrzeniem dopadłaby go w pewnym momencie, by przesłodkim tonem poprosić o krótką przejażdżkę. Ja wiem, że to totalna gówniara (a w dodatku średnio atrakcyjna i niezbyt urzekająca, więc żadnych korzyści XD), że sytuacja trochę podejrzana i pewnie by ją olał, mając podobnych dziewuszek na pęczki, ale... Może wcześniej zdołałaby zainteresować go całkiem niezłą jazdą na desce (jeśli Giovanni jeździ, to jeszcze lepiej i zawsze można coś z tym pokombinować) słodziachnym uśmiechem i słabym włoskim, a w zasadzie łamanym hiszpańskim, albo po prostu miałaby dobry dzień i gest dla takiego małego roztrzepańca.
    Lola zachwycona, Vaccaro zdezorientowany, ale jadą i... Mogą się gdzieś zatrzymać, powiedzmy, że nawet w pierwszym lepszym sklepie bo on potrzebowałby kupić choćby papierosy, ale równie dobrze mogłoby to być miejsce niezbyt bezpieczne i podejrzane (przyjmijmy, że nagły telefon, kryzysowa sytuacja, no i z braku opcji zabrał ją tam, bo to w sumie równa dziewuszka, a i z racji wyjątkowo ciekawej rodzinki, zapewne orientuje w temacie), tak byłoby chyba nawet lepiej, ale to szczegół!. Wszystko niby w porządku, ale w pewnym momencie, kiedy zdążyli ledwo zdjąć kaski, Lolanthe dostrzega w oddali swojego brata, który po chwili też orientuje się kogo tu przywiało. Nie ma czasu, trzeba zwiewać, bo nawet ona się przestraszy, więc czym prędzej dalej w drogę! I później to już nie mam pomysłu, a w zasadzie niczego konkretnego, ale to w sumie może już wyniknąć w czasie rozwoju wątku.
    No to taka luźna propozycja ode mnie, co sądzisz?]

    Lola

    OdpowiedzUsuń
  62. Kiedy dla większości szkoła była wiecznym utrapieniem, złem koniecznym i zbędnym obowiązkiem, dla Debory Rocio było to ukojenie, szansa na zapomnienie i oderwanie się od domowych ekscesów z paskudną matką, biednej dzielnicy Canaryvillie w której mieszkała i której nie znosiła z całych sił, Latynosów którzy wiecznie próbowali ją poderwać, a także nienawiści do ojca siedzącego za kratami. I choć nad przewodniczącą ciążyła ogromna presja i odpowiedzialność, to Debora idealnie nadawała się do tego stanowiska chociażby przez fakt, że była bardzo sumienna i pracowita. Właściwie to momentami popadała w pracoholizm, a szkoła była dla niej niemalże wszystkim. Tak więc gdy zaistniał problem z trenerem, który utrudniał jej pracę, poprzez zawody, nie chcąc dobrać dogodnego dla dyrekcji terminu, Debora postanowiła zająć się tym osobiście. I tak wchodząc do męskiej szatni, przez którą przeszłaby do jego kanciapy, usłyszała stęki i jęki. Jej wargi mimowolnie się rozchyliły, a ona cofnęła się o krok. Za szafkami dostrzegła... Giovanniego! Cholerny playboy., pomyślała kręcąc głową jakby w ramach niedowierzania. Zachowała jednak idealny spokój, choć w środku się cała gotowała. Ostrożnie, tak aby jej nie przyuważyli, wychyliła się ciekawa jaką małolatę sobie przygruchał. Jednak to wcale nie była młódka a... a jej nauczycielka WF'u! Wargi Debory zdecydowanie zbyt mocno się rozsunęły a ona wpatrywała się w nich z pewnego rodzaju niedowierzaniem. Zamrugała kilkakrotnie powiekami i cofnęła się, wyraźnie zniesmaczona tak wielkim brakiem profesjonalizmu, na punkcie którego była wyczulona. Z grymasem wymalowanym na tej ślicznej buźce wyszła bezszelestnie z szatni. Kiedy szła korytarzami, a jej szpilki stukały nieznośnie, wciąż miała grymas na twarzy.
    Od owego wydarzenia minęło kilka tygodni a ilekroć widziała Giovanniego, tylekroć ją ignorował. Czasami rzucił w nią złośliwym komentarzem, budząc jej wściekłość, za każdym jednak razem starała się opanować i trzymać szalejące emocje na wodzy. Pohamowała ochotę wykrzyczenia mu w twarz jak wielkim był idiotą sypiając z nauczycielką i obnażenia jego sekreciku na uczniowskim forum. Po prostu zaciskała wargi, odpowiadając mu jak zawsze celną, ciętą ripostą.
    Ów popołudnia kiedy w jego rękę trafił kolejny z chyba dziesięciu anonimów, które wysłała Debora. Na czerwonym papierze, zgrabne czarne, wydrukowane literki, układające się w niezbyt miłe słówka. Przewodnicząca w nich nie przebierała, a kiedy oczy Giovanniego podniosły się, akurat kierując na nią, oparta o szafkę z wianuszkiem drugoklasistek wokół siebie, posłała mu najbardziej jadowity uśmieszek jaki miała w swoim pakiecie, a w którym kryła się tak cholernie wielka satysfakcja, głównie powodowana tym, że w końcu mu dopiekła, że znała jego sekret. Jej ciemno czekoladowe oczy wpatrywały się w niego uparcie. Chwilę później zadzwonił dzwonek i jej dziewuszki cmokając ją wcześniej w policzek pobiegły na swoje lekcje. Ona zaś, krokiem pełnym gracji i klasy weszła do pustego laboratorium chemicznego, przeznaczonego głównie na rozszerzone zajęcia, zamykając za sobą drzwi. Kiedy te jednak mocno się otworzyły, bo ktoś nimi szarpnął tak że niemal nie wyleciały z zawiasów, Debora odwróciła się do niego przodem, unosząc brwi z uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Giovanni Vaccaro — mocno podkreśliła jego imię i nazwisko, odrzucając kruczoczarne włosy na plecy — Powinieneś uważać. Te drzwi są własnością szkoły i za ich zdewastowanie będziesz musiał zapłacić z własnej kieszeni. — mruknęła z przekąsem, rzucając pierwsze ostrzeżenie w jego kierunku — Och i naprawdę nie wiem czego tutaj szukasz. — wślizgnęła się pośladkami na ławkę, z seksapilem zakładając jedną nogę na drugą — Nie ma teraz żadnych zajęć, a wstęp mam tu tylko ja. — rzuciła z naturalną dla niej wyższością, machając kluczykiem tuż przed twarzą chłopaka.
      Była pewna, że zjawił się tu przez anonimy, które mu pisała i szczerze powiedziawszy, już nie mogła doczekać się ich konfrontacji, którą była przekonana, że wygra. Bo przecież Debora Rocio zawsze wygrywała, zawsze nad każdym górowała i każdego ustawiała pod siebie. Funkcja przewodniczącej szkoły idealnie leżała w jej dłoniach, a Giovanni... cóż, widać jak wielkie zmiany w nim zaszły od ich szczeniackiej, miłosnej przygódki. I choć chłopak nie miał pojęcia w jakich warunkach ona teraz żyła, że całe życie się jej posypało rok po tym jak go spotkała, ona nie miała najmniejszego zamiaru go w tym fakcie uświadamiać. Po prostu uśmiechnęła się, kolejny raz i oczekiwała jego reakcji.

      Usuń
    2. nie ma to jak się nie podpisać pod swoim wątkiem, ale chyba wiesz że to Twoja była, niezbyt szczęśliwa miłostka <3

      Usuń
  63. Przesuwająca się dłoń chłopaka po jej ciele rozpalała każdy fragment, którego dotknęła. Płonęła, pochłaniała ją w ognistym płomieniu rozkoszy, który powodował coraz głośniejszy urywany oddech. Drżała zagryzając dolną wargę, by za każdym razem nie jęczeć jak rozpuszczona nastolatka. Nic jednak nie mogła poradzić na to, że doskonale wiedział w jaki sposób sprawić jej przyjemność, gdzie całować i dotykać, by wiła się pod jego najlżejszym dotykiem.
    Uniosła nieco biodra ułatwiając mu pozbycie się ostatniej części garderoby, która mogła go powstrzymać. Choć niekoniecznie, z tym też potrafił sobie doskonale poradzić. Zadowolony uśmiech pojawił się na jej twarzy, kiedy usłyszała jego słowa i po raz kolejny przygryzła wargę. Nawet nie miał pojęcia jak bardzo tego pragnęła. Drżące ciało wręcz błagało o jego uwagę, a napięcie kumulujące się w podbrzuszu wydawało się już nie do zniesienia.
    Zaskoczona ujęła go mocno za szyję, kiedy uniósł ją i przeszedł do ściany, której chłód natychmiast ją orzeźwił. Oczy rozbłysły jej w reakcji na następne słowa, a z pomiędzy warg wydobyło się ciche, rozkoszne mruczenie. Nie chciała się powstrzymywać. Chciała jęczeć, chciała krzyczeć, chciała żeby cały świat dowiedział się jak jest jej dobrze.
    -Weź mnie, nie każ mi dłużej czekać. –wychrypiała przygryzając jego wargę i wiercąc się w jego ramionach, zupełnie jakby sama chciała się odpowiednio nakierować i pozwolić mu zatopić się w sobie. Czuła, że oszaleje, jeśli za chwilę nie wypełni jej i nie ulży nerwom, które były już na skraju wytrzymania. Miała ochotę wyrwać się mu, rzucić go na podłogę i wziąć sprawy w swoje ręce, jednak jedyne na co się zdobyła, to zaciśnięcie dłoni na jego pośladkach i ponowne pocałunki odbierające jej oddech.

    Drżąca z podniecenia, Jane.

    OdpowiedzUsuń
  64. Naprawdę trudno było go nie kojarzyć. Zwłaszcza jeśli było się dziewczyną, która chcąc nie chcąc słyszała wszystkie plotki, które obiegały szkołę. Sama Khloé nieco stroniła od obgadywania innych, ale nie mogła nic poradzić na to, że przyglądanie się płci męskiej, zwłaszcza tym osobnikom, które przyciągały wzrok, było jednym z ciekawszych zajęć na przerwach czy nudnych lekcjach. Czy nawet w trakcie przebieranie się na zajęcia fizyczne, bądź treningi dziewczyny wymieniały się swoimi spostrzeżeniami. A kiedy do drużyny tanecznej dołączyły młodsze klasy, które na widok przystojnego chłopaka trzęsły się jak galareta, co było zabawnym widokiem, szeptały dość głośno między sobą o przystojnym Włochu, nie można było ich nie słuchać. I owszem podobał się jej, nawet bardzo. Tylko ona w tej chwili potrafiła się trzymać i nie piszczeć na jego widok. Co pewnie było dla niego zaskoczeniem. Był pewny siebie, może nawet zbyt pewny siebie. Jednocześnie nie był taki jak większość chłopaków z którymi miała okazję rozmawiać. Mimo swojej bezczelności nie był wulgarny, a to się ceni. Przynajmniej dla niej to było ważne. Ciekawie się z nim rozmawiało, a raczej droczyło. Mogłaby tak bez końca, ale nawet najlepsza zabawa po czasie robi się nudna, a szybko się chłopakiem znudzić nie chciała.
    - Myślisz, że powinniśmy im dać satysfakcję czy zniszczyć ich marzenia dotyczące naszych osób? - zapytała. Poprawiła nieco bluzkę, która uniosła się kawałek do góry. Wyciągnęła z torby sweterek, który był częścią stroju na chłodniejsze dni. A raczej na okres jesienno-zimowy, kiedy faktycznie było zbyt chłodno na to, aby sama dość cienka bluzeczka na grubszych ramiączkach wystarczyła. Zerknęła przez ramię na grupkę dziewczyn. Nie wszystkie kojarzyła, kilka z nich było z grupy tanecznej, a reszta najwyraźniej to ich kumpele. W odpowiedzi tylko wzruszyła ramionami. Mogła się spodziewać tego, że następnego dnia będzie obsypana pytaniami skąd, dlaczego i w jaki sposób.
    - Trochę poczekałam i dziękuję, z chęcią skorzystam z podwózki – odparła. O wiele bardziej wolała to od jazdy zatłoczonym autobusem. Czy czekania ponad godzinę na taksówkę, która utknie najpewniej w długim korku zanim dotarłaby do szkoły.
    - Dzięki.
    Rzadko paliła. Praktycznie wcale, wyjątkiem były momenty, kiedy ktoś ją poczęstował czy na imprezie. Sama nigdy nie miała nawet zapasowej paczki, której mogłaby użyć, gdyby nagle złapała ją chęć zapalenia. Wyciągnęła rękę po zapalniczkę, a kiedy ją otrzymała wsunęła papierosa między usta. Odwróciła głowę w bok, aby wypuścić dym z płuc, a nie chciała dmuchać mu prosto w twarz.
    - Skąd dokładnie jesteś? - spytała. Tego akurat nie wiedziała. Zawsze słyszała tylko ogólnie jest z Włoch. - I nie chcę słyszeć z Włoch. Konkrety poproszę – dodała szybko.

    Khloé

    OdpowiedzUsuń
  65. Podeszła tylko bliżej i złapała go za ten jego włoski nos.
    — Pokaż na co cię stać — uśmiechnęła się złowieszczo, triumfując swoją tymczasową wygraną. Kątem oka spoglądała na Lunę, która starała się uporać z brudnymi naczyniami, które z każdą kolejną chwilą powiększały stosik przy zlewie. Mieli zmywarkę, ale matka uważała, że wspólne mycie naczyń z córkami jest dobrą okazją na wypytanie o chłopców. Tym razem Venus kurczowo starała się do tego nie dopuścić. Jeszcze palnęła by coś o Xanderze i byłaby skończona.
    Puściła nos starszego brata, który zdecydowanie nie wyglądał na zadowolonego. Nie sądziła, że wszyscy uwierzą jej tak łatwo, ale jak widać miała dar przekonywania albo uratowała ją opiekuńczość matki. Tak czy inaczej czekała go noc pod rodzinnym dachem. Powinien przynajmniej cieszyć się, że dostał z powrotem swój pokój, a nie starą salonową sofę. Zaprowadziła go na górę i otworzyła przed nim drzwi. W środku nie było żadnej porozrzucanej, brudnej bielizny, czy opakowań po śmieciowym żarciu. Ten najmłodszy, choć nie dojrzały, potrafił zadbać o porządek. Wiele się w pokoju nie zmieniło, nie licząc nowych plakatów jakiś słynnych sportowców. Venus była prawie pewna, że w miejscu gdzie wisi teraz pewien koszykarz, wcześniej była tu modelka w skąpym kostiumie. Nic jednak nigdy nie mówiła, bo wtedy wydałaby, że buszowała w pokoju Gio. Zamiast go tam jednak zostawić samego, usiadła na skraju łóżka.
    — Z kim ci tak spieszno się spotkać, hmm? Czyżby nasz Gio znalazł sobie kolejną naiwną capriolo? — Pogładziła pościel tuż obok siebie, dając mu znak, by usiadł obok niej. Tak naprawdę tęskniła za nim, ale nie chciała tego przyznać. Brakowało jej docinek, ale jeszcze bardziej ich wspólnych rozmów. Zawsze był dla niej wsparciem i mogła na nim polegać. Był jej najlepszym przyjacielem, który zawsze wiedział co zrobić. Nie ważne jak bardzo skakaliby sobie do gardeł, zawsze czekała ich wywieszona biała flaga.

    Venus, która już chyba zapomniała, jak się pisze

    OdpowiedzUsuń