9 kwietnia 2017

Jealousy bores me.
You remember what happens to people who bore me.



IV klasa — 22 lata — historia, geografia, język francuski
cassian quatermaine
więcejszafot
Nie patrz, nie oszukuj. Nie przenoś wzroku ku mnie, grając niezłomnego twardziela, którym jesteś wyłącznie w ściankach własnego umysłu. Nie zaplataj rąk, nie zaciskaj pięści i nie próbuj budować autorytetu na wrażeniu — nie jestem sarną, która czmychnie, gdy tylko ujrzy lwią paszczę, kłapiącą fałszywie nad wysuniętą głową.
Możesz próbować, rzucać bluzgami, imaginować i śmiać; możesz bezczelnie splunąć, przewyższyć mnie wzrostem, czy grozić uszczerbkiem, jaki rzekomo doświadczy moje niezmącone lękiem ciało. Możesz posłać — w swoim mniemaniu — kpiący uśmiech, który powinienem uznać za zniewagę. Tak, łudź się; wmawiaj, że ulegnę, połknę przynętę jak ryba i rzucę w ramiona walki, wymierzając na oślep pozbawione rytmu ciosy. Zawierz temu — spaczonemu — instynktowi, który mówi, szepcze, mąci, proponuje. Daj wiarę spojrzeniu, które w lustrze wygląda tak władczo; przeceń siły, pomyśl o mocy, jaka drzemie w Tobie, gdy próbujesz wyszarpnąć dłonie. Zignoruj te drgawki, spazmatyczne dreszcze, przechodzące kręgosłup, gdy na tyle kotłuje się myśl — doceń adrenalinę, mruczącą w żyłach i wyznaj, że to na niej polegasz, rozszerzając swój śmieszny, żałosny autorytet.
Czy powiedział Ci ktoś, że jagnięta kończą pomiędzy szczękami wilka? Czy szepnął, że życie, to nie disneyowska bajka, gdzie zwycięzcą zostają — tak, zawsze — szlachetne pobudki, kierujące dłonią niewprawionego w niczym szermierza?
Spluń mi pod buty, w swej głowie depcząc budowany latami twór. Charknij złowieszczo, zarycz jak lew, polujący na łanię, przemierzając sawanny w pełnym, piekącym słońcu, wiszącym wysoko nad nami.
Nikt Ci nie powiedział, że łania nigdy nie przemieni w gruboskórnego lwa? Nikt nie szepnął słówka, że łania nie larwa, która przeistacza w motyla?
Nie jestem panem, który decyduje; nie aniołem, który spycha ku właściwej ścieżce, wierząc w nawrócenie.
Ale jeśli pragniesz — spójrz w niebo i rzeknij; wygram, wznosząc w nadziei ręce.
A potem jak ten czart od Słowian, stocz po chmurach i zatrać, mierząc z ziemią w bardzo, bardzo niesłodki sposób.
I jeśli chcesz — zwij mnie tym diabłem w skórze człowieka — który w końcu, jak twierdzisz, był przyczyną Twojego upadku.


odautorsko

121 komentarzy:

  1. [Kocham <3 Chodź do mnie! Miałyśmy na mailu ustalać co i jak :D]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Jak to jest najlepszy wizerunek świata. Ramsay <3 My to go kochamy już i z tym Panem też coś chcemy ej.]
    Hentz

    OdpowiedzUsuń
  3. [Jeśli mi zdradzicie ten sekret, który wam pozwala na ogromną ilość postaci na jednym blogu będę zajebiście wdzięczna. :D Buźka Iwana zawsze wywołuje na mojej buzi uśmiech, naprawdę. A jeszcze lepszy jest jego głos. <3 Powodzenia z czwartą, piątą (?) postacią i oby Cię wena na opuściła. Eh, jak poznam ten fajny sposób to chyba chciałabym Ci ukraść siostrę, ale chyba i nie wiem. :< Baw się z nim dobrze. <3
    I nie rozrabiajcie za bardzo.]

    Dylan & Xander

    OdpowiedzUsuń
  4. [Czeeść! Mocno intrygujący pan, zresztą jak każda Twoja postać. W sumie wydaje się nawet trochę (może nawet bardziej niż trochę) przerażający, jeju XD Chcę go bardzo jako starszego brata od porządnego hejtowania, tylko życie ogarnę! Wstępnie rezerwuje więc jedną z sióstr, bo czemu by nie spróbować, a po świętach (może wcześniej) odezwę się w celu ustalenia szczegółów, jeśli tylko nic się nie zmieni ♥ Mnóstwa weny i samych świetnych wątków C:]

    Isaac i Vincent

    OdpowiedzUsuń
  5. [Creepy. Nie dość, że taka buzia, to jeszcze taki charakter. Nie wiem jak można się nim zachwycać ^^
    Nie dam już skrzywdzić żadnej postaćki, łamie mi to serce </3 Ale jak coś, to wiesz gdzie szukać ♥]

    OdpowiedzUsuń
  6. Odkąd na jednej z domówek, która miała miejsce trzy tygodnie temu, została zgwałcona przez kolegę ze szkoły, nieco wycofała się z życia towarzyskiego. Nie na tyle jednak, aby ktokolwiek pomyślał, że stało się coś złego. Jasne, sporo znajomych zauważyło, że nie pojawia się już na imprezach i rzadziej wychodzi z domu, ale tłumaczyła to tym, że chce się skupić trochę bardziej na nauce i treningach akrobatycznych. Na szczęście przyjmowali takie wytłumaczenie, kręcąc jedynie głową z niedowierzaniem. Nie chciała powiedzieć im prawdy. Nie chciała, aby patrzyli na nią z litością i co chwilę pytali się czy wszystko z nią w porządku. Wiedziała też, że prędzej czy później dowiedzieliby się też o tym jej dziadkowie, a tego nie chciała najbardziej. Nie byli to już młodzi ludzie i bała się, że jeśli owy gwałt wyszedłby na światło dzienne, mocno odbiłoby się to na ich zdrowiu, a na to pozwolić nie chciała. Trzymała więc wszystko w sobie, starając się o tym po prostu zapomnieć, choć widok Cassiana na szkolnych korytarzach, zupełnie nie przejętym tym, co się stało, sprawiał, że jej serce przyśpieszało, a w jej oczach pojawiały się łzy. Nie pomagał też Attan, który jako jeden z niewielu o wszystkim wiedział i, w przeciwieństwie do reszty, chciał jej pomóc. Przepraszał, co chwilę pytał się czy nie potrzebuje pomocy, obiecywał, że złoży zeznania przeciw Cassianowi jeśli ona zdecyduje się pójść na policję. I choć w głębi duszy była mu trochę wdzięczna za to, że się nią interesuje, mimo wszystko naprawdę ją irytował, przez co starała się go omijać szerokim łukiem. W końcu chciała zapomnieć, a on jej w tym przeszkadzał.
    Kiedy dziadek oznajmił, że wybierają się wraz z babcią na kolację do jego przyszłego współpracownika, a ona ma im towarzyszyć, nie oponowała. Szczególnie, że nie rzucił nawet nazwiskiem, więc Genesis nie miała pojęcia kogo miała tam spotkać. Wiedziała jedynie tyle, że małżeństwo, do którego się wybierali mieli czwórkę dzieci, trzy córki i jednego syna, dlatego dziadkowie zabierali ją ze sobą. Oczywiście najchętniej zostałaby w domu, ale gdyby odmówiła pójścia, zaraz zostałaby zasypana pytaniami, na które nie chciałaby odpowiedzieć. Ubrała się więc w jakąś elegancką sukienkę, delikatnie się pomalowała, spięła włosy w wysoki, luźny kok i przybrała na twarzy wesoły uśmiech. Uśmiech, który zniknął w tym samym momencie, w którym jej wzrok padł na stojącego naprzeciwko niej chłopaka. Zupełnie nie zwróciła uwagi na jego siostry, które również mogła kojarzyć ze szkoły. Widziała tylko jego twarz. Jego nonszalancki uśmiech, który przyprawiał ją o dreszcze i ciemne, głębokie oczy, w których skrywało się zło – jego prawdziwa natura. Czując na sobie jego wzrok, jej żołądek wywrócił się do góry nogami, a twarz zrobiła się cała biała. Momentalnie przypomniała sobie tę noc, podczas której przyparł ją do chłodnej ściany w łazience, jego silne dłonie zacisnęły się na jej drobnym ciele, a on wziął ją brutalnie, zupełnie nie zważając na jej błagalne prośby i chichy szloch.
    Jak w amoku ruszyła za dziadkami i usiadła tuż obok babki, czując jak serce tłucze się w jej piersi. Tak bardzo chciała wstać i uciec, ale jej całe ciało sparaliżował strach. Była w stanie jedynie wpatrywać się w pusty talerz, mnąc w dłoniach kawałek swojej sukienki. Cały czas unikała wzroku chłopaka, który jak na złość usiadł dokładnie naprzeciwko niej.

    przerażona i chcąca uciec jak najdalej Genesis

    OdpowiedzUsuń
  7. [No, ja to bym się pokusiła o coś super negatywnego, niech się nienawidzą tak poważnie. Pociągnijmy trochę to żeby podgrzać atmosferę i rzućmy im kłodę pod nogi w postaci jakiegoś zajścia, gdzie któreś z nich z jakiegoś powodu będzie po prostu zmuszone żeby pomóc drugiemu. Coś takiego mam w głowie na razie. Może pisz na maila? Dla ułatwienia: rozowe.szczescie@gmail.com ]
    Hentz

    OdpowiedzUsuń
  8. Powiem tak trochę zwyrol, ale ja się nie znam. Cześć i witaj z kolejną postacią. Może w końcu napiszemy jakiś wątek? XD]
    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  9. [Gio to z pewnością będzie trzymał się od niego z daleka. Raczej nie znajdą wspólnego języka :D powodzenia z kolejną postacią. Dziękuję też za powitanie u mnie, zaraz sprawdzę pozostałe Twoje karty i może nad któraś zatrzymam się z Gio na dłużej.]

    Giovanni

    OdpowiedzUsuń
  10. Ich rodzinę trudno było zaliczyć do kochającej się i szczęśliwej. Jasne, jakieś tam uczucia się pojawiały i Khloé darzyła swoje siostry miłością, tak jak i rodziców, którzy zawsze jej pomagali, matka ułatwiła jej start w modelingu. A tak naprawdę gdyby nie ona to pewnie dopiero by się wspinała po pierwszych szczebelkach, albo nie zaczęłaby tego wcale. Na ojca też mogła liczyć w razie potrzeby, a z siostrami dogadywała się jak to z siostrami bywa. Czasem się kłóciły, bywały dni, kiedy nie odzywały się do siebie przez tygodnie, a innym razem nie można ich było od siebie rozdzielić. I był też oczywiście najstarszy członek rodziny, czarna owca, która nie niosła niczego poza problemami. Nawet jeśli czasami zdarzało mu się być kochanym i zachowywać normalnie to momenty były te tak rzadkie, że Khloé potrafiła wyliczyć je na dłoni. Czasami się zastanawiała czemu rodzice nadal pozwalają mu z nimi mieszkać. Widzieli wszystko, ale nigdy nie reagowali. Po tym jak zniknął liczyła, że może nie wróci. Pewnie nie tylko ona, ale jednak wrócił. I z jednej strony się cieszyła, a z drugiej bardzo żałowała, że w tej Azji coś go nie zeżarło. Nie rozumiała dlaczego tak ogromny spadek przypadł tylko jemu, komuś komu się wcale nie należał. O wiele bardziej wolałaby, żeby zostało to przepisane na cele charytatywne, niż dla jego przyjemności. Bo ten wyjazd to był nic innego jak właśnie przyjemność. Zarówno dla nich jak i dla niego. Przez ten czas cała rodzina odetchnęła, żyli w spokoju i nieszczególnie interesowali się najstarszym, który zniknął. Jak go nie było tak go nie było, nikomu żal nie było tego, że go nie ma. A potem wrócił i wróciła razem z nim codzienność do której wszystkich przyzwyczaił, ale przez dwa lata zdążyli się odzwyczaić.
    Wracając z imprezy wiedziała, że przyprowadzenie ze sobą Jake będzie totalnie złym pomysłem. Ale z dwojga złego wolała pójść do siebie, niż do obcego mieszkania. Tak powalona jeszcze nie była. Sądziła tylko, że nad ranem go wyrzuci i nikt się nie zorientuje, że z nim była. Prześlizgnęli się do jej pokoju bez problemu, większość nocy spędzili bez problemu i jak w końcu zdecydowała, że najwyższa pora, aby go wywalić coś musiało pójść nie tak. Nie rozmawiali głośno, w zasadzie prawie nie rozmawiali, ale to nie ważne. Khloé zachowywała się najciszej jak potrafiła, nakazując to samo swojemu towarzyszowi. Nic chyba dziwnego, nie miała ochoty na nieprzyjemną wizytę. A ona wcale pijana nie była. Wcześniej wypiła kilka drinków, ale nie było ich z kolei tyle, żeby się upić. Spędziła wieczór z towarzystwem niepijącym, ale za to mającym całkiem inne rzeczy. Ale o tym nikt nie musiał wiedzieć.
    Wyślizgnęła się z objęć chłopaka. Nie obiecywali sobie wspólnej przyszłości. To był tylko przelotny romans, chociaż i tak tego by nie nazwała. Wspólna noc i tyle. Nic więcej miało nie być. Liczyła, że sobie nie ubzdurał czegoś za dużo. Miałaby wtedy problem, którego nie powinno być. Była akurat w trakcie zakładania bielizny, kiedy drzwi do jej pokoju otworzyły się z impetem,a do środka wparował nie kto inny jak właśnie Cassian.
    - Cass! - wrzasnęła w pierwszym odruchu nawet nie wiedząc co zrobić. Stała przy łóżku w bieliźnie, która pokazywała znacznie za dużo, a obok stał jej brat, który wyglądał jakby zamierzał Jake zamordować na jej łóżku gołymi rękami. - Zostaw go do jasnej cholery! - wycedziła. Zrobiła krok w ich stronę, jednak zaraz się cofnęła. Przypadkiem wolała nie oberwać, a nie miała raczej, aż tak dobrego podkładu, żeby to zatuszować. - Cassian opanuj się i wynoś stąd! To ty jesteś tu problemem, nie on!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co prawda nie mogła go dobudzić, ale to nie był problem, którego by nie rozwiązała. Coraz bardziej nie wiedziała co ma zrobić. Zwłaszcza, że zaczynała się martwić do czego może tak naprawdę zaraz dojść. I ta wizja wcale się jej nie podobała.
      - Po prostu już idź – rzuciła cicho w stronę chłopaka. Naprawdę nie chciała problemów. Których już i tak miała kurewsko przez brata dużo. Powstrzymała się przed chęcią obgryzienia paznokci, zwyczaj z dzieciństwa, kiedy się czegoś przestraszyła lub nie wiedziała co zrobić. Dalej potrafiła już tylko obserwować, jak rzuca nożem, a potem na przerażoną Missy. Jej było najbardziej blondynce szkoda. Mała powinna się wychować w normalnych warunkach, a przy starszym bracie nie było na to czas. - Uspokój się, tu jest dziecko! - warknęła. Spojrzała na dziewczynkę. Głową skinęła, aby wróciła do swojego pokoju.
      - Spierdalaj – odpowiedziała spoglądając mu prosto w oczy. Odepchnęła od siebie dłoń chłopaka. Cofnęła się o krok tylko, aby sięgnąć po leżący na poduszce szlafrok. Założyła go na siebie i wbiła wzrok w brata. - Wszystkim się wpierdalasz w życie? Z łaski swojej zostaw moje w spokoju i skup się na swoim, dobrze? Ja ci nie zaglądam do łóżka i nie liczę z iloma sypiasz. Wynoś się z mojego pokoju.

      Trochę przerażona i mocno wkurzona siostra, Khloé

      Usuń
  11. [ Niech bd Cass :D Teraz musimy pomyśleć co i jak robimy. Na razie to tylko wybór postaci :D ]

    A. Lacroix

    OdpowiedzUsuń
  12. [Dramat! Zróbmy dramat roku! :D]
    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie miała najmniejszego zamiaru dać sobą pomiatać. Może tak było wcześniej, kiedy była młodsza i łatwiej się dawała manipulować, ale teraz nie zamierzała pozwalać na to, aby dalej robił z nią to co wcześniej. Sprawy się pozmieniały w czasie jego nieobecności, Khloé się zmieniła. Zdecydowała, że nie będzie bezbronna, ani siedzieć cicho. Może nie było tego jeszcze od razu widać na pierwszy rzut oka, jednak po jej odzywkach można już było wyczytać, że tak łatwo się bratu nie da. Mógł sobie mówić co tylko chciał, zrobić co chciał. Postawiła sobie za cel nie dać się Cassianowi. Była też gotowa sięgnąć po ostateczne ruchy, gdyby zaszła taka potrzeba, jednak po cichu miała nadzieję, że nie będzie musiała tego robić. Żałowała bardzo, że rodziców teraz nie ma. Pewnie ich nieobecność niewiele by dała, a ona miałaby jeszcze większe problemy przez chłopaka, jednak to nie miało znaczenia. Przynajmniej może nie byłoby wtedy tutaj brata, którego obecność jedynie przyprawiała ją o przebiegające po plecach dreszcze. Powstrzymała się przed tym, aby dać mu w twarz przy najbliższej okazji. Po prostu chciała się pozbyć go w pokoju i zakopać się w pościeli. Czym tak bardzo nagrzeszyła w poprzednim życiu, że teraz musiała odkupić swoje grzechy będąc siostrą Cassa? Najwyraźniej bardzo.
    W milczeniu przyglądała jak się bawi z Missy. Chociaż w tym przypadku ciężko było nazwać to zabawą. Przeciągał dziewczynkę na swoją stronę i robił to bardzo sprawnie. Mała jeszcze nie wiedziała jakie piekło ją może czekać z bratem. Ale może do tej pory się wyprowadzi. Najlepiej na drugi koniec świata, aby nie musieli się przypadkiem spotykać na ulicy. Sama też myślała o wyprowadzce, miała odpowiednią kwotę, aby coś wynająć, ale już słyszała te kłótnie z rodzicami, że jest stanowczo zbyt mała, aby mieszkać samej i to jeszcze nie pora, aby wyfrunęła z rodzinnego gniazdka. Szkoda, że nie uznali, że to dobra pora, aby Cass zniknął i znalazł coś swojego. Najlepiej z dala od nich.
    - Cieszę się, że mam do niektórych rzeczy słabą pamięć i wczesnego dzieciństwa nie pamiętam – wycedziła, powstrzymując się przed chęcią zaciśnięcia dłoni w pięści. Nie chciała dać mu satysfakcji, ale czuła, że już dawno to zrobiła. - Wyjdziesz stąd wreszcie? Mam dość twojej osoby na najbliższy rok.
    Wcale się nie ukrywała z tym, że lepiej jej było bez niego. Wtedy był przynajmniej spokój i było normalnie, a teraz/ Kto do kurwy nędzy rzucał nożami w środku nocy na oczach dziecka?! Próbowała go zrozumieć, ale nie potrafiła. I obawiała się, że zrozumieć nie będzie go umiała nigdy. Ich psychika jakoś inaczej działała. A Cass najprawdopodobniej był upuszczony na beton w dzieciństwie i mu się coś przestawiło, albo go podmienili w szpitalu. Tak, ta druga opcja była bardziej prawdopodobna. Gdyby nie to, że podobieństwo do rodziców było uderzające. I że oni mieli niby mieć te same geny?
    - Nie jesteś moim ojcem, aby wyznaczać jakiekolwiek zasady, więc z łaski swojej się w końcu odpierdol – warknęła. Nie pamiętała, kiedy w ostatnim czasie tyle klęła pod rząd. W tej chwili trudno było utrzymać język za zębami, albo wypowiadać ładne słowa. - Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać. Jest trzecia w nocy chcę spać. Jak ci nudno to wyjdź na zewnątrz. Może będziesz miał okazję i kogoś pomęczysz swoją obecnością – westchnęła – albo ktoś ci spuści darmowy wpierdol – dodała już pod nosem, nawet nie licząc na to, ze ją usłyszy. Wolałaby, aby jej nie usłyszał.
    - Nie dotykaj mnie! - krzyknęła zabierając łapy brata z siebie. - Znajdź sobie kogoś innego do dręczenia.
    Była zmęczona tymi kłótniami. Czuła, że jeszcze chwila i sama się doprowadzi do płaczu, a naprawdę bardzo nie chciała się rozklejać przed nim. Teraz żałowała, że nie zamknęła drzwi od wewnątrz, ale na pewno nawet zamek w nich nie powstrzymałby go przed wtargnięciem do środka.

    Wyklinająca cały świat siostra, Khloé<3

    OdpowiedzUsuń
  14. Rzuciła już nieco przetartą smycz na wieszak, zamykając przy tym drzwi za sobą i psem. Nie marzyła o niczym prócz wypicia porządnego kubka kawy. Zmierzała więc w kierunku kuchni. Czując jednak wibracje telefonu, który tkwił w tylnej kieszeni jej spodni, przystanęła na chwilę.
    "... zaprosił Cię na wydarzenie: Piątkowa Domówka %%%
    Przewróciła oczami. A może to wcale nie byłby taki głupi pomysł? Pospiesznie zerknęła jeszcze na listę zaproszonych gości. Nie było tak źle. Z kilkoma małymi wyjątkami, i jednym kurewsko wielkim.
    -Oby miał lepsze zajęcia.- rzuciła, wyciągając z szafy szary sweter z trójkątnym dekoltem.
    Z domu wyszła trochę zbyt późno, ale kto by przejmował się czasem? W końcu to zwykła impreza w domu jednego ze znajomych. Wiatr delikatnie smagał jej kostki i szyję, przez co przeszywał ją dreszcz. Całe szczęście miejsce docelowe było niedaleko i po kilkunastu minutach była na miejscu. Poprawiła pasek niewielkiej torebki, która zwisała na jej ramieniu.
    Zza drzwi usłyszała śmiech, zza którego przedzierała się muzyka. Nie było sensu pukać, więc zwyczajnie weszła do środka. Wyglądało to na dość kameralną imprezę, ale ilość alkoholu była imponująca. Przywitała gospodarza i kilku znajomych. Spokojnym krokiem podeszła do koleżanki, która zajmowała miejsce przy wysokim stoliku. Wgramoliła się na krzesło, co było dla niej nie lada wyczynem. Przystała też na propozycję podania jej drinka przez jednego z kolegów- to co on robił, to był napój bogów. Nie mogła odmówić. Czas płynął jej szybko. Rozmowy, picie... było naprawdę w porządku. Mimo, że zdecydowanie wolała swoje własne towarzystwo (no i może Huntera), nie miała ochoty wracać. Jeszcze.
    Znajoma gdzieś się ulotniła, więc sączyła kolejnego kolorowego drinka, przeglądając w międzyczasie Instagram, by nie wyjść na znudzoną tym, co się wokół aktualnie dzieje. Kilka osób tańczyło do jakiejś tragicznej piosenki, inni robili jakiś mało inteligentny challenge. Odcięła się na chwilę, ale zegarek w telefonie uświadomił ją, że nieobecność koleżanki trwa już zbyt długo. Dla zabicia czasu postanowiła udać się do toalety. Niedopitego drinka pozostawiła na parapecie, który znajdował się nieopodal.
    Wracając do pomieszczenia, w którym w głównej mierze odbywała się impreza, zamieniła jeszcze kilka słów. Roześmiana (?!) wparowała salonu, ale zadowolony wyraz twarzy zniknął, kiedy zobaczyła, że przybyło nagle ze dwadzieścia osób. Po domu- jak się okazało- krzątały się kolejne nowe twarze. Coś ścisnęło ją w żołądku, gdy przypomniała sobie, kto jeszcze miał pojawić się na tej imprezie. Bez zawahania zajęła jednak poprzednie miejsce, chwytając wcześniej swojego drinka z parapetu. Ustawiła go na blacie przed sobą. Rozejrzała się po pomieszczeniu, by zlokalizować swoją koleżankę. I już miała upijać łyka niebieskiego napoju, kiedy to jej wzrok napotkał ten wzrok. Zajebiście.

    Hentz

    OdpowiedzUsuń
  15. Żadne z zakazanych słów nie powinno tego wieczoru paść z jej ust. Źle się zawsze czuła, kiedy przeklinała, jednak przy bracie czasem po prostu trudno było się zachowywać spokojnie. I zdecydowanie dała się ponieść emocjom. Zwykle w kryzysowych sytuacjach wystarczyło, że schowała się w swoim pokoju, a po jakimś czasie wychodziła z niego uspokojona. Bądź, gdy była z dala od domu szukała najbliższej toalety. Czy jakiegokolwiek innego miejsca, gdzie mogłaby się uspokoić. Już nie była tą samą Khloé, którą była wcześniej. I w pewien sposób za nią tęskniła, bo bardzo chciałaby znowu być tą niewinną dziewczynką, bez grzeszków na sumieniu. Ale już nią nie była i nigdy nie będzie. Zmieniła się. I teraz nie była pewna czy to jej wina czy może brata przez którego osłonka delikatnej i niewinnej szybko musiała zostać zastąpiona.
    Nie potrafiła jednak nie powstrzymać lekkiego uśmiechu, który wkradł się jej na twarz, kiedy usłyszała jak ją nazwał. Wiedziała, że Jake nie powinno tutaj być, a ona sama też nie powinna znaleźć się na tamtej imprezie. Wiedziała o tym wszystkim, a jednak to łamała wszelkie zasady i po prostu zrobiła innym, a może sobie samej na złość. Jakby chciała udowodnić, że potrafi się stawiać. Może i umiała, ale czasami to stawianie się było po prostu głupotą. Bez wahania się wtuliła w brata, kiedy ją objął. Te chwile były naprawdę rzadkie, bardzo rzadkie i kiedy się pojawiały korzystała z nich ile wlezie.
    - Wcale nie płaczę – mruknęła pod nosem w odpowiedzi. Może spłynęła jej łza czy dwie, ale nic poza tym. Pozwoliła mu się ułożyć do łóżka, będąc prawie pewną, że kiedyś jej opowiadał, że to robił, kiedy była o wiele mniejsza. Teraz to musiało zabawnie wyglądać, chociaż przy nim wyglądała na krasnala. Niecałe sto siedemdziesiąt centymetrów w porównaniu do niego to było tak naprawdę nic. - Wiem kim on jest, Cass.
    Miała spore pojęcie o tym z kim się zadaje, chociaż wiele rzeczy nadal było dla niej tajemnicą. A innych lepiej było po prostu nie wiedzieć. Zaśmiała się cicho na jego ostatnie słowa. Jeszcze długo leżała w bezruchu nie mogąc zasnąć, aż w końcu sen sam nadszedł, kiedy była odpowiednia pora.
    Najbardziej bolało ją to, że następnego dnia musiała iść do szkoły. Imprezy w środku tygodnia to najgorszy pomysł na jaki można było wpaść. Naprawdę. Z trudem zwlokła się z łóżka, wzięła szybki prysznic i w pokoju się ogarnęła, aby wyglądać jak człowiek. Chociaż szczerze mówiąc to nie miała najmniejszej ochoty na robienie makijażu, ale jakoś musiała zamaskować wczorajsze wydarzenia.
    - Dzień dobry – rzuciła wchodząc do kuchni. Pierwsze co to skierowała się po dzbanek z kawą. Potrzebowała jej. Najlepiej w dużych ilościach.

    Spokojna już, Khloé

    OdpowiedzUsuń
  16. To, że mogłaby zajść w ciążę, było ostatnią rzeczą, o której Genesis w tamtej chwili myślała. Nie musiała się tego bać i to nie dlatego, że chłopak się zabezpieczył. Już od jakiegoś czasu bowiem przyjmowała tabletki antykoncepcyjne. A wszystko za sprawą nieregularnej miesiączki, którą ginekolog postanowił uregulować właśnie za sprawą owych tabletek. Nawet gdyby więc się nie zabezpieczył, nie myślałaby o tym, że mogłaby być z nim w ciąży, bo miała pewność, że by nie była. Na szczęście. Bo choć sam jego czyn nie sprawił, że się załamała i popadła w depresję, ciąża z tym potworem zapewne by ją dobiła. Tymczasem starała się żyć jak dawniej, choć na widok Matta, bo tak jej się przedstawił, dostawała dreszczy i odwracała się na pięcie, aby nie stanąć z nim oko w oko. Niestety jej próby trzymania się od niego z daleka spełzły na niczym jak widać. Oto bowiem siedziała tuż naprzeciwko niego, czując jego wzrok na swoim drobnym ciele. Miała ochotę zwymiotować, uciec i schować się gdzieś, gdzie byłaby bezpieczna, choć miała wrażenie, że chłopak znalazłby ją wszędzie.
    Zacisnęła usta w cienką linię, słysząc komplement z ust chłopaka, który był skierowany do jej dziadków. Nie musiała na nich patrzeć, aby wiedzieć, że są zachwyceni jego uprzejmością, ale ona wiedziała, że to jedynie gra. Gra, która miała uśpić ich czujność. Ona też dała się na to nabrać, ale nigdy więcej. Teraz wiedziała, że jest nikim innym jak potworem. Potworem, przed którym nie miała jak uciec. Co prawda miała opcję przyznania się do wszystkiego, tutaj i teraz, ale bała się dwóch rzeczy. Po pierwsze tego, że nikt jej nie uwierzy. A jeśli dziadkowie by jej uwierzyli, bałaby się o ich zdrowie. Siedziała więc cicho, powoli przeżuwając każdy kęs kolacji i modląc się, aby ta tortura minęła jak najszybciej. Chciała już wrócić do domu, schować się pod kołdrą i się rozpłakać. Ale nie mogła.
    Zbladła jeszcze bardziej, gdy okazało się, że mają wstać od stołu i zostawić dorosłych samych. Pocieszała się myślą, że przecież są jeszcze jego siostry i przy nich nic jej nie zrobi, szczególnie że najmłodsza miała sześć lat. Podniosła się więc z miejsca i ze sztucznym uśmiechem ruszyła wraz z dziewczętami tam, gdzie ją prowadziły. Nie miała pojęcia jak powinna nazwać pokój, w którym się znalazły. Drugi salon, gabinet, biblioteczka? Znalazł się tu bowiem regał z książkami, stolik do kawy, kanapa i kilka foteli. Zanim jednak zdążyła gdzieś siąść, usłyszała za sobą głos Matta, na co mimowolnie się wzdrygnęła. Odwróciła się w jego kierunku i z przerażeniem uzmysłowiła sobie, że wszystkie jego siostry się go posłuchały i zaczęły zbierać się do wyjścia. W panice również postąpiła krok do przodu, ale wiedziała, że jej by nie puścił. Zatrzymała się więc na środku pokoju, rozglądając się dookoła za jakąś inną drogą ucieczki. Czuła się jak ofiara groźnego drapieżnika i w zasadzie tak właśnie było. Była ofiarą, która znalazła się w pułapce i nie miała jak z niej uciec. Momentalnie zrobiło jej się słabo. Krew dudniła jej w uszach, serce tłukło się nienaturalnie szybko w jej klatce piersiowej, zaś nogi miała jak z galarety, przez co nie była w stanie ruszyć się choćby o milimetr.
    Otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale żaden dźwięk nie wydobył się z jej gardła. Zagryzła więc dolną wargę tak mocno, aż na języku poczuła metaliczny smak krwi. Gdzieś z tyłu jej głowy wciąż tkwiła myśl, że przecież nic jej nie zrobi, nie przy tylu świadkach. Ale przecież tamtego wieczora na imprezie również byli ludzie, jeszcze więcej niż dzisiaj i w o wiele mniejszym domu. Co więc mogło mu przeszkodzić w tym, aby powtórzyć to, co zrobił je te trzy tygodnie temu? Właśnie ta myśl sprawiła, że nie była w stanie się odezwać, a co dopiero zacząć krzyczeć.

    Gienia

    OdpowiedzUsuń
  17. — Jak to... nowy fotograf? — Zmarszczyła czoło z niedowierzaniem, wpatrując się w przestrzeń przed sobą. Odkąd rozpoczęła swoją przygodę z modelingiem na poważnie, towarzyszyła jej ta jedna, jedyna kobieta, która robiła najlepsze zdjęcia. Rzadko kiedy zgadzała się, aby kto inny to robił. Odetchnęła z ulgą, słysząc po chwili słowa menedżera. To tylko tymczasowo. Leslie jest chora, za jakiś czas wróci do pracy.
    Padła na łóżko po skończonej rozmowie i westchnęła ciężko. Zazwyczaj w takich wypadkach darowała sobie najbliższe sesje i czekała, aż jej osobista pani fotograf wróci do zdrowia. Tym razem jednak potrzebowała czegoś na zaraz dla paru magazynów. Musiała przyjąć do wiadomości to, że musi popracować z kimś innym. Obcym.
    Chciała, aby Tristan z nią poszedł i spytała go o to, jednak w tym czasie był już z kimś umówiony. Nie miała zamiaru mu tym razem truć, aby z nią poszedł, bo właściwie i tak by się tylko nudził.

    Zlustrowała krytycznym spojrzeniem obcego faceta, który miał robić jej przez najbliższy czas zdjęcia. Starała się nie pokazać po sobie, jak bardzo jej się nie spodobał. Cholera, musi z nim pracować? Zdecydowanie wolała kobiety.
    — Dzień dobry. — Przywitała go dość chłodnym uśmiechem, chociaż starała się, aby wyglądać jak najprzyjaźniej. — Szczerze powiedziawszy, polemizowałabym, czy chcę pracować z kimś innym niż Leslie, ale ze względu na stan zdrowia mojej fotograf jakoś zniosę Twoje towarzystwo. — Odparła, wzruszając ramionami. Zdjęła w międzyczasie swój płaszcz i pozwoliła sobie poprawić makijaż i włosy jednej ze swoich asystentek. Musiała wyglądać idealnie, jak zawsze. — Pewnie wiesz jak mam na imię, ale mów mi Iso. Jak mam się do Ciebie zwracać w razie czego, panie łamaczu-tak-pięknego-języka-jak-francuski fotografie?

    — Blackbourne.

    OdpowiedzUsuń
  18. Na kilka minut zajęła się dość żywą rozmową ze swoim menedżerem, który pojawił się, widząc że dziewczyna przybyła już na miejsce. Ulotnił się zaraz potem, pozwalając dziewczynie przygotować się porządnie do sesji. Poprawiła wymyślną, dość skąpą sukienkę, w którą kazano jej się wcisnąć i westchnęła. Nie cierpiała koronki.
    — Jak sobie chcesz. — Wzruszyła ramionami. To prawda, nie rozpoznała go w żadnym stopniu, poza tym nawet ją to nie interesowało. Nawet jeśli powinna znać go ze względu na to, że pracuje dla jego rodzinnej agencji. Jej łącznikiem z nią był jej menadżer. Nie musiała się osobiście nigdy fatygować, aby coś załatwiać. Personalnie znała tylko swoją główną szefową.
    Ignorancja over 9000.
    — Niestety, oboje musimy przetrwać. Shit happens. W dodatku tutaj do nagich sesji nikogo nie znajdziesz, wybacz. — A tym bardziej nie pod jej adresem. Szanowała siebie na tyle, aby nie zgadzać się na żadną z propozycji nagich sesji zdjęciowych, a miała ich wiele. Wiedziała, że to nie żadna propozycja z jego strony, ale wolała sprostować w razie czego.
    — Jestem gotowa. — Stwierdziła po paru kolejnych minutach, odwracając się w jego stronę.

    — Blackbourne.

    OdpowiedzUsuń
  19. Wiele by dała, aby wrócić do łóżka i z powrotem zakopać się w ciepłej pościeli. A zamiast tego była już w kuchni na nogach, a niedługo miała jechać do szkoły. Wolałaby chyba wstać wcześniej, niż Cassian, ale potrzebowała chociaż trochę snu po wczorajszej imprezie, która była totalnym niewypałem, a zakończenie było gorsze, niż się ktokolwiek mógł spodziewać. Szczerze liczyła, że chociaż poranek będzie w porządku, ale najwyraźniej i tutaj już musiał dać o sobie znać i wleźć jej za skórę. Dupek, pomyślała jedynie spoglądając na brata. Jeszcze trochę i się okaże, że potrafi czytać w myślach, a wtedy już nawet w głowie nie będzie bezpieczna. Ale póki co na to się nie zanosiło, więc mogła sobie myśleć co tylko chciała i w jaki tylko sposób zapragnęła.
    - Nie musiałbyś jej obiecywać zabawek, gdybyś nie zachowywał się jak wariat w środku nocy i jej nie obudził – odparła wlewając kawę do kubeczka. Zrezygnowała ze śmietanki i cukru. Ona sama również padała na twarz, ale najbardziej szkoda było jej Missy, która przez niego spała i jadła jednocześnie. Ciekawe jak się rodzice wytłumaczą, gdyby zadzwonili ze szkoły, że dziecko nie jest wyspane i zasnęło na lekcji. Cóż wtedy prawie na pewno wyjdzie na jaw, że sobie kogoś sprosiła do domu, ale jak to bywa. Cassowi ujdzie wszystko na sucho, a z nią mogłoby już być nieco gorzej. Za bardzo była pewna tego, że właśnie w ten sposób się potoczy ta sprawa.
    - Odwal się – wycedziła przez zęby. Zostawiła na blacie kubek pełny kawy.
    Teraz odeszły jej chęci na jakiekolwiek jedzenie. Zgarnęła jedynie z blatu pieniądze, chociaż i tak ich nie potrzebowała, bo miała swoje, ale nigdy na dodatkowy zastrzyk gotówki nie narzekała. Wróciła do swojego pokoju chowając je do portfela, który schowała w torbie. Miała dość tego dnia, a dopiero się zaczął. Była ciekawa jakie jeszcze niespodzianki ma dla niej dzisiaj. Upewniła się, że ma wszystko czego potrzebuje i wyszła z pokoju. W przedpokoju założyła lekką kurtkę i buty, a potem jak gdyby nigdy nic wyszła pierwsza z mieszkania, aby przy aucie zaczekać na resztę. Dobijało ją to, ze była teraz uzależniona od brata. Jak gdyby nie mogła pojechać autobusem, albo sobie zamówić taksówki. Chociaż teraz złapanie jakiejkolwiek graniczyło z cudem. Wszystkie na pewno były już zajęte, a ona nie miała tyle czasu, aby czekać.
    - Wreszcie – mruknęła pod nosem widząc zbliżające się w jej stronę rodzeństwo. Jak auto zostało otwarte zajęła jak zawsze miejsce z przodu, nawet jeśli nie przepadała za bliskością brata to siedzenie z tyłu było zdecydowanie gorszą alternatywą. Ot, tak po prostu bez większego powodu.

    Khloe

    OdpowiedzUsuń
  20. [Mam pomysł na wątek. Jest trochę pokręcony, trochę szalony i wydaje mi się, że pasuje do Cassiana (gasz, lubię to imię... w sumie na tym blogu jest sporo postaci o imionach, które wielbię, ale dobra, bo to nie na temat.) Zainteresowana wątkiem?]

    natchniona Florence

    OdpowiedzUsuń
  21. [Ajajaj, siostrzyczka jest uszczęśliwiona i postara się mieć na ukochanego brata pozytywny wpływ! Nie jest aż tak idealna, ma wady, jak to każdy, ale będzie się bardzo starać nie zawalić. <3]

    Zephir, wciąż zachwycona zachwytami nad kartą

    OdpowiedzUsuń
  22. [Och! Tyle ciekawych postaci, co z tym zrobić? Najbardziej ukochałam chyba tego złego (czemu mnie to wcale nie dziwi?) i jakoś dziwnie intrygująco pasuje mi do Mistral, szczególnie w kwestii chodzącego pedantyzmu, środowiska tych znanych i bogatych. A ponieważ lubię jak jest ciekawie i emocje latają z góry na dół i odwrotnie, to może by się znali zanim opuścił szkołę? Mogliby niespecjalnie za sobą przepadać, gdy zetrą się dwa mocne charaktery to najpewniej polecą iskry. Teraz minęły dwa lata i poza mijaniem się na korytarzu, może by się spiknęli na weselu "ciotki kuzyna ze strony ojca, piątej wody po kisielu". Niech się pobawią razem ku uciesze rodzin, później może namówi ją, by narobić szumu i uciec, ale żeby drama była to na pewno podepczą sobie odciski. W końcu oboje zawsze mają w zanadrzu gotową ripostę na zaczepki, ona to twardy orzech do zgryzienia, on ma ostre kły. Co myślisz o takim połączeniu? Oczywiście jeśli masz inną wizję to mów śmiało, jeśli wolisz inną postać to chętnie pomyślimy dalej <3]

    Mistral

    OdpowiedzUsuń
  23. [Zapraszamy serdecznie <3 Jak masz pomysł to wal śmiało xD]

    dr Mika

    OdpowiedzUsuń
  24. [Jeeezu, jakie dramaty! I dopiero teraz psycholog wpadł do szkoły, no nieźle xDD Pasuje mi to, jasne. Mika zaprosi go do siebie nie tylko przez to. Sam wyczuje od niego jakąś taką dziwną atmosferę, ale że jest dorosłym uczonym człowiekiem to nie da się zastraszyć dzieciakowi xD Więc jeśli chcesz to możesz śmiało zacząć <3]

    Dr Mika

    OdpowiedzUsuń
  25. [Ciebie nie ugryziemy, tylko pożremy w całości.]

    znajdziesz nas? ♥

    OdpowiedzUsuń
  26. Odkąd zaczął pracę w tej szkole wszystko było w miarę w porządku. Kilku bardziej charakterystycznych uczniów już poznał, a z opowieści tych najgorszych w najlepszych został Cassian. Wiele razy usłyszał o nim mieszane opinie. Inteligentny, poważny, elegancki. Ale wytwarzający wokół siebie atmosferę grozy. Szczególną uwagę zwrócił na sytuację między nim, a jedną z uczennic. Martwiło go to głównie dlatego, że zmieniła się nie do poznania od spotkania z nim. Wiele osób porównało mu ją przed i po spotkaniem z podejrzanym, a Mika nie mając żadnego wyboru musi wybadać sytuację sam. Najpierw z jedną ze stron, potem z drugą. I uznał, że łatwiej będzie zacząć od potencjalnego oprawcy, żeby potem potwierdzać zachowania ofiary z tym, co mógłby przewinąć Cassian.
    Mika od rana siedział w swoim gabinecie i myślał, jaki pretekst znaleźć żeby przywołać do siebie podejrzanego. To było trudne, szczególnie że nie wykazywał na pierwszy rzut oka żadnych problemów poza tymi z mniemaniem o sobie, bo wzrok miał wyjątkowo górnolotny. Nic nie przychodziło mu do głowy, żeby nie wzbudzić podejrzeń chłopaka. Skoro był inteligentny to nie mogło paść ze strony Mikaeli „Wiesz, mam wrażenie, że Genesis się dziwnie zachowuje”… przecież wtedy mógłby zrobić jej coś jeszcze raz, o ile faktycznie to on. Sytuacja była delikatna i miał wrażenie, że to jego wyzwanie zawodowe. Złamać go na kawałki, wszystko z niego wydusić.
    Ale niestety obowiązki wzywały, więc po wypiciu kawy podniósł się z miejsca, poprawiając elegancką sukienkę z dłuższym tyłem od przodu, w kolorze bordowym, z długimi rękawami, które na nadgarstkach opinał elegancki zegarek na lewej ręce, a kilka bransoletek na prawej. Stukot szpilek rozniósł się po korytarzu jak tylko wyszedł ze swojego miejsca, ruszając do pokoju nauczycielskiego. Gdzieś niedaleko usłyszał stukanie innych butów, choć niekoniecznie były to szpilki, dlatego przeszedł się kawałek dalej niż do pokoju nauczycielskiego i wyjrzał, żeby sprawdzić kto się włóczy w trakcie lekcji. Bingo. Poznał go od razu, bo przecież chłopak był tak charakterystyczny, że trudno mówić o pomyłce.
    - Cassian. – powiedział łagodnie, nie siląc się na jakiś ostry ton. Sfeminizowany głos nie brzmiał w pełni kobieco, ale po męskim tonie nie było śladu. Delikatna chrypka ukrywająca całą tajemnicę. Zbliżył się do chłopaka i uśmiechnął uprzejmie, spokojnie, nie martwiąc się tym spojrzeniem. Nie dzieliła ich duża różnica wzrostu, bo w tych butach miał około metra osiemdziesiąt. Bez skrępowania wpatrywał się w oczy chłopaka tak jak ten w jego.
    - Dzień dobry. Jak mniemam nie masz teraz okienka, to czemu nie siedzisz na lekcji? – spytał z nikłym rozbawieniem, krzyżując ręce pod piersiami opiętymi ciasną sukienką. – A w sumie, mniejsza o to. Nie będę ci prawiła kazań, jesteś dorosły. – parsknął cicho śmiechem, kręcąc głową i biorąc głębszy oddech. – Pogoda faktycznie dopisuje, aż szkoda siedzieć w szkole. I nie, mój drogi, nie zgubiłam się. Choć podejrzewam, że spaceruję po tej szkole znacznie rzadziej niż ty. – odparł z pół-uśmieszkiem, niewzruszony próbą urażenia. Ile to ich było jak zaczął zmieniać płeć? No, właśnie. Na takie głupie zachowania i marne prowokacje miał za twardą dupę. – Ale jeśli jesteś taki skory do pomocy to chodź, będę mieć dla ciebie zadanie. – skinął głową i skierował się z powrotem do pokoju nauczycielskiego. Wszedł do środka i wziął trzy grube, ciężkie książki, wręczając je chłopakowi do niesienia, a sam wziął do ręki trzy teczki, niezbyt ciężkie za to. – Do gabinetu poproszę. – uśmiechnął się przepięknie i poszedł minimalnie przodem, ale na tyle blisko towarzysza, żeby mieć go na kąciku oka. – Opowiedz mi coś o sobie, nigdy nie rozmawialiśmy. Może chciałbyś mnie o coś zapytać? Każdy ma jakiś problem, a ja jestem tu od rozwiązywania ich. Więc ciebie również chętnie wysłucham, nawet z jakiejś pierdoły, jeśli ci to ulży. – wzruszył spokojnie ramionami, spoglądając na niego przez ramię swoim pozornie ostrym, nieprzyjemnym spojrzeniem. Ale gdzieś w głębi tych oczu był spokój, uprzejmość, ciepło.

    dr Mika

    OdpowiedzUsuń
  27. Przez całą drogę ani na moment się nie odezwała. Skuliła się w fotelu, włożyła słuchawki i ignorowała siedzącego obok brata najlepiej jak potrafiła. Nawet nie skomentowała jego wcześniejszej odzywki. Żadne z rodzeństwa nie zdawało sobie sprawy z tego jak bardzo czeka na odpowiedni moment, aby w końcu się wyprowadzić z rodzinnego domu. W zasadzie mogła już to zrobić. Miała ukończone osiemnaście lat i pracę, a raczej była ona co jakiś czas, ale pieniądze były i nie miałaby problemu z wynajęciem jakiegoś mniejszego mieszkania blisko szkoły, aby nie musiała jeździć przez pół miasta. Wszystko chciała zaplanować powoli. Najpierw załatwienie prawa jazdy, potem samochód i ostatecznie własne mieszkanie. Tak jak życie z rodzicami było w porządku, tak po powrocie Cassiana wszystko jak zawsze musiało się zepsuć. Sama siebie nie rozumiała z tymi chwilami, kiedy wszystko było dobrze i brat był dla niej jak zwykły brat. Wtedy chciała, aby był, a momentami, takimi jak wczorajszej nocy, mocno żałowała, że chłopaka coś nie pożarło na tej jego wycieczce. Najgorsze teraz było to, że były skazane na jego obecność w domu. Niby mogła przespać kilka nocy u przyjaciółki, ale nie chciała zostawiać dziewczyn samych. Jakoś będzie musiała się przemóc. Zresztą, obecność ojca i matki też niewiele im dawała, bo to oni jemu się podporządkowali, a nie on im. Czego Khloé w ogóle nie rozumiała.
    Spojrzała na brata, kiedy tak nagle ją złapał. Słuchawki wyciągnęła wcześniej, kiedy się zatrzymywał. W tym momencie, gdyby spojrzenia mogły zabijać Cass pewnie już dawno by padł martwy. Wyszarpnęła się z jego uścisku i cicho warknęła.
    - Nie martw się. Następnego razu na pewno nie będzie – wycedziła. Ryzykować na pewno nie zamierzała, a już na pewno nie chciała sprowadzać nikogo do domu podczas obecności brata. Zapraszanie przyjaciółek też było ryzykowne. Cholera wie co mógłby im zrobić, gdyby na moment zostawiła je same, bo udałaby się do łazienki.
    Zatrzasnęła drzwi i stanęła w miejscu, oglądając się za odjeżdżającym samochodem. Nie interesowało jej zbytnio to, gdzie będzie ani czy w ogóle zamierza przyjść dzisiaj do szkoły. Jego sprawa, nie jej. Sama jednak przekroczyła próg budynku kierując się schodami do sali od anielskiego. Dzień minął jej szybko, może nawet za szybko. Po szkole od razu musiała jechać do agencji, podobno były jakieś papiery, które musiała przejrzeć i podpisać odnośnie sesji, która nadchodziła. Spędziła tam kilka godzin, o wiele za długo. W biegu jedynie wspomniała jednej z sióstr, że będzie w domu późno, właśnie przez to i aby nikt na nią nie czekał. Miała swoje własne klucze, dostanie się do środka bez budzenia innych. Chociaż raczej nikt spać o taj porze nie zamierzał. Kiedy wychodziła z budynku na dworze zrobiło się już ciemno i gdyby nie lampy byłoby całkiem ciemno. Uczucie bycia obserwowaną pojawiło się chwilę później. Nie ona jedyna tędy szła, fakt ulica mniej uczęszczana, ale jednak nie całkiem opuszczona. Nie przystanęła nawet na chwilę, po prostu dalej idąc przed siebie. Skręcenie w boczną uliczkę było złym pomysłem, nawet bardzo zły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Cześć, Klo - usłyszała za sobą i wzdrygnęła się lekko na dźwięk znajomego głosu. Przygryzła wargę, zatrzymując się. Co było jeszcze większą głupotą. Odwróciła się powoli w stronę chłopaka. Wcale się jej nie podobało to, że wiedział, gdzie jest. - Takie jak ty nie powinny same chodzić po nocy, wiesz? Jeszcze... coś by się mogło stać – wymruczał zbliżając się do blondynki.
      - Jake... nie mam czasu – wytłumaczyła cofając się. Czuła się teraz jak kompletna idiotka. Wiedziała, że zadawanie się z nim przyniesie same problemy i teraz właśnie nadchodziły.
      - Hm... wczoraj podobno też go nie miałaś... Ach, co do wczoraj... tak sobie myślałem... i twój brat, Cassian, prawda? Wiesz, że tak tego nie zostawię, prawda? - zapytał robiąc coraz większe kroki w stronę dziewczyny. Oczywiście, że chciał zemsty. Kto by nie chciał skoro prawie oberwał nożem w plecy? A ona za to miała zapłacić. Bo miała niezrównoważonego psychicznie brata, który nad sobą nie panował. Cudownie. - Z taką buźką pewnie niedługo zrobisz niezłą karierę, nie? Szkoda, że nie na długo...
      Zacisnęła wargi spoglądając na chłopaka i nie będąc w stanie się ruszyć. Miała wrażenie jakby ją sparaliżowało od góry do dołu. Mogła tylko się patrzeć z szeroko otwartymi oczami. I chociaż próbowała, nie mogła się zmusić do tego, aby zrobić jakikolwiek ruch.

      Khloe, czekająca na swojego brata bohatera ;p

      Usuń
  28. [ On jest przerażający, serio. I tego wrażenia wcale nie minimalizuje twarz Ramsaya (oraz ten straszny gif z "if you haven't been paying attention..."). XDDDD
    Nie widzę tutaj dla nich żadnego powiązania, niestety, a szkoda, bo postać Cassiana — choć brutalna — jest bardzo ciekawa. Może jeśli zrobimy burzę mózgów, to coś wpadnie? :D ]

    Maya

    OdpowiedzUsuń
  29. Nuda była dla Lolanthe czymś tak przerażającym, jak dla małej Missy mnożenie słupkowe. Zyskała tytuł czarnej magii, najgorszych okropności oraz surowej nauczycielki matematyki, która na każdej lekcji pyta oszołomionych nastolatków przy tablicy, nie okazując choćby krzty litości. Niekiedy rutyna dnia codziennego rosła do tak niewyobrażalnych rozmiarów, że ucieczka przed znienawidzoną monotonnością, nawet dla samej Loli stawała się czymś wręcz niemożliwym. Przytłaczała ją, wysysała wszelkie chęci do życia i przebiegle pozbawiała wyobraźni, która właśnie wtedy stanowiła niemal jedyne skuteczne wybawienie. Nastolatka za każdym razem dostawała chwilowej blokady i po prostu bezczynnie trwała w miejscu, co w końcu doprowadzało ją samą do istnego szału, a bliskich zapewne delikatnie niepokoiło. Zupełnie spokojne trwanie w miejscu przez ponad pół godziny nie było przecież normalnym zachowaniem szesnastolatki, ale tylko tej konkretne, z jasną czupryną rozwianą na wszystkie strony świata, dosłownie.
    Nuda stała się więc swego czasu największym wrogiem prawie najmłodszej panny Quatermaine i wciąż nie traciła swej wysokiej pozycji. Za każdym razem jednak całkiem sprytne dziewczę snuło złowieszcze plany wyswobodzenia się z jej sideł... I o dziwo, zawsze wygrywało. Nie wątpiła więc, że zdoła jeszcze odmienić scenariusz tego niebywale szarego dnia, choć nic poza jej pozytywnym nastawieniem, na to nie wskazywało. Przyjaciele szesnastolatki nie raczyli ani razu odebrać telefonu, co w końcu uświadomiło jej, że wszyscy wolni będą dopiero za niespełna godzinę, kiedy to skończy się trening piłki nożnej, którą z zamiłowaniem trenuje przecież cała pozostała czwórka ekipy. Zastanawiała się nad możliwościom dołączenia do pilnie uczącego się rodzeństwa, ale myśl o matematyce niemal od razu spowodowała u niej nieprzyjemne zawroty głowy, trwała wiec dalej w swej dołującej bezczynności. Uważnie przyglądała się siedzącej przy stole Zephir, która jak zwykle ze skupieniem i skrupulatnością odrabiała zadania domowe; w zasadzie to zazdrościła jej cierpliwości, bo sama nie była pewna czy aby zdoła jutro rozczytać zapisane w zeszytach odpowiedzi, ale sama nie potrafiła skupić się na lekcjach tak długo, by wykonać staranne notatki, co nie oznaczało jednak, że zaniedbuje szkolne obowiązki.
    Ułożona z głową w dół na skórzanej sofie i nogam zarzuconymi na oparcie mebla, stroiła więc w kierunku siostry dziwne, dość zabawne miny, ustawiając sobie za cel bycie totalnym ninja; Zeph nie mogła więc w żadnym wypadku odkryć jej podejrzanego zachowania, co było chyba wręcz niemożliwe, choć z drugiej strony domownicy doskonale znali jej zachowania.
    Podniosła się, omal nie lądują z wrażenia na podłodze, dopiero kiedy leżący obok telefon zawibrował i powiadomił o otrzymaniu wybawczej wręcz wiadomości; znowu zwycięstwo! Posłała siostrze uśmiech i szybkie: wrócę wieczorem, bo ta i tak była zbyt zajęta, by słuchać jej tłumaczeń. W ekspresowym tempie przechwyciła ulokowaną w korytarzu deskę, nad wyraz staranie zawiązała trampki i po prostu przepadła, przez następne minuty poświęcając uwagę jedynie jeździe. Dlatego naprawdę zdziwiła się, czując w pewnym momencie czyjeś dłonie na swojej tali, ale zamiast krzyczeć z przerażenia, już po chwili śmiała się i to tak zupełnie szczerze, całkiem zapominając o początkowym lęku. Bo kto inny byłby w stanie wyprawiać takie cuda jak nie starszy braciszek.
    — Cass! — Parsknęła, jakby próbując zapewnić samą siebie, że to właśnie on zdołał przewiesić ją sobie przez ramię. Nie była pewna czy niespokojne szamotanie się jest dobrą opcją i sama nie zapewnia sobie dzięki temu bliskiego spotkania z betonem, ale naprawdę nie mogła powstrzymać chichotu. — Dobrze, że nie mam lęku wysokości, adrenalina! Urosłeś, czy to ja zmalałam? — Dodała, kiedy ponownie dotknęła nogami ziemi, ale zadowolona z tego powodu nie była w ogóle. Teraz jednak odkryła, że Cassian będzie świetnym towarzyszem na koncertach, bo dotychczas stojąc w tłumie bawiących się osób, nie widziała szczególnie wiele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Nosegrind? — Spojrzała na niego, unosząc pytająco brew. — Izi pizi lemon squeezy! — Odparła po chwili, szczerząc się promiennie.
      — Musimy kiedyś razem pojeździć, Cass! Będzie super, zobaczysz jaki progres zrobiłam, bo masz zaległości. — Lola wprawdzie nie była szczególnie świetną skejterką, ale powoli opanowywała ewolucję już z kategorii tych średnich i naprawdę zaawansowanych oraz dorównywała w jeździe swoim kumplom, co było dla niej dość sporym osiągnięciem. Nie musieli już na nią czekać i wciąż asekurować jak jeszcze te niespełna trzy lata temu; dumnie pokonywała kolejne przeszkody w skateparku, szybko przewyższając swoimi umiejętnościami i wielkim zaangażowaniem osoby ze zdecydowanie większym stażem; bo w końcu chcieć to móc, a Lola bardzo chciała umieć współpracować z Eden.
      — Teraz muszę już iść, przyjaciele na mnie czekają. — Spojrzała niepewnie na brata, doskonale znając jego nastawienie do sprawy. Po cichu liczyła, że może nie skojarzy, która jest godzina, że towarzystwo ma przecież nieodpowiednie, że w ogóle to powinna siedzieć w domu nad książkami i wreszcie poprawić te mierne oceny. Wzrok Cassiana zdołał jednak przywrócić ją do rzeczywistości, a że naprawdę nie chciała rezygnować z dzisiejszego wypadu, który zapowiadał się wręcz nieziemsko, musiała naprawdę szybko działać.
      — Hej, braciszku... a masz ty plany na dzisiejszy wieczór? — Spytała, siląc się na jeszcze słodszy niż zwykle ton i tajemniczy uśmieszek. Dała mu chwilę na zastanowienie, bo doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Cass bywa niekiedy podejrzanie zabiegany, a przy okazji, pomagając sobie nogą, przechwyciła deskorolkę do ręki.
      — Bo jeśli nie masz... To w zasadzie już masz. — Rozejrzała się, dostrzegając nadjeżdżających z oddali przyjaciół. — Gdzie twoja deska? Bo ja naprawdę wszystko mogę załatwić. — Ciągnęła ze zdeterminowaniem i wielką nadzieją, na pozytywną reakcję brata. Khloé pewnie kazałaby przestać jej się łudzić i czym prędzej wracać do domu, ale ona postrzegała Cassiana raczej jak Missy, a nie starsze siostry, dlatego nawet nie myślała o poddawaniu się i tak łatwym zrezygnowaniu ze wspólnej podróży.

      Lola

      Usuń
  30. Po upływie pierwszego semestru zdała sobie sprawę jak niesamowicie ciężko kierować tą paskudną budą. Uczniowie byli niesforni, zbuntowani a co najgorsze niepunktualni! Doprawdy, Debora nie wiedziała jak można było spóźnić się chociażby o minutę. Nie rozumiała tak wielkiego braku szacunku do czyjegoś czasu. A swój czas uważała za baaaaardzo cenny, mimo że marnowała go dla tej hołoty, którą próbowała wychować i ustawić pod siebie. Oczywiście, zdarzały się piękne wyjątki, które już miała owinięte wokół paluszka: chłopcy na posyłki, głupie dziewuszki mające ją za wzór i dziewczyny z grupy tanecznej. Czasami nawet miała wrażenie, że przez szarą masę przebija się jakieś złotko, mające charakter który mógłby ją zainteresować w sensie poznawczym i nie byłby tylko do wykorzystania, a gdy się znudzi wyrzucenia. Gorycz rozczarowania napływała jednak w zaskakującym tempie. Więc bawiła się. Grała, przybierając na twarz różne maski, zaczynając od słodkiej Debory kokietki a kończąc na Deborze dojrzałej mentorce, która wcale Tobą nie manipuluje... Bo przecież Debora nie miała nic wspólnego z manipulacją, prawda? Wcale nie osiągnęła szczytu w tej dziedzinie... Tak, wierzysz w te bzdury, co jest dla niej niesamowicie wygodne.
    Szkolna aula była zapełniona niemal po brzegi, uczniowie wylewali się z każdej strony zajmując wolne miejsca. Szeptali pomiędzy sobą, wymieniając się gorącymi ploteczkami na temat życia szkoły i uczniów, swoich koleżanek, znajomych, przyjaciół czy wrogów. Nieistotne, tu każdy mówił o każdym. Rozległ się stukot wysokich szpilek (tak, Debora non stop była na szpilkach, nie uznawała innych butów - nie licząc ćwiczeń tanecznych) kiedy zgrabnie, krokami pełnymi gracji weszła na scenę.
    — Proszę o ciszę. — zawołała donośnie, a jej głos był aksamitny lecz dość ostry. Klasnęła w dłonie, jednak nie na wszystkich to zadziałało. Kiedy Andre, najlepszy szkolny technik podał jej mikrofon skinęła w jego kierunku lekko głową. — Bethany McCall, chcesz poprowadzić za mnie Akademię? W takim razie zapraszam na środek sali. — mruknęła z przekąsem, zwracając się do konkretnej dziewczyny, paskudnie brzydkiej papli, która non stop gadała, w dodatku jakieś głupoty! Przez chwilę przyglądała się brzyduli Betty z wyraźną wyższością, jakby była królową a ona zwykłym karaluchem, której zazwyczaj papierowo białe policzki nabrały barwy szkarłatnej. Wydęła wargi i wymamrotała nieśmiałe przepraszam na co Debora zareagowała uśmiechem pełnym satysfakcji i ucięła temat, nie dopowiadając ani słowa.
    — Witam serdecznie wszystkich zgromadzonych. Wszystkich uczniów, którzy zechcieli poświęcić swój czas aby wysłuchać mnie i moich kolegów. Niezastąpionego Pana...... — urwała, a raczej mikrofon zawiódł. — grono pedagogiczne i... — po sali rozległ się głośny pisk urządzenia, a w głowie Debory głośne kurwa mać. Na zewnątrz jednak wciąż była opanowana, w idealnie przylegającej sukience i perfekcyjnie nałożonym makijażem dziewczyną. Opanowała wściekłość, uśmiechając się przepraszająco. W tym samym momencie dostrzegła jego, chłopaka który wyglądał na starszego i miał na sobie... garnitur. Och, czyżby to był sławny Cassian Quatermaine? Debora zdążyła poznać jedną z jego gąsek, a plotki na jego temat... Cholera, było ich od groma. Nie spuściła z niego swojego spojrzenia nawet wtedy kiedy odbierała mikrofon, znowu zdolny do użytku.
    — Musicie wybaczyć tą niedogodność. Pozwólcie, że... — jej głos roznosił się po całej auli, a zimne i ciemne tęczówki wciąż były wpatrzone w tego samego chłopaka. Twardo i zawzięcie się w niego wpatrywała, a fakt że może wzbudzić to zainteresowanie uczniów jej nie obchodził. Zresztą, mało co obchodziło Deborę Rocio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akademia trwała, a Debora na każdym kroku dawała jej dynamiczności coby uniknąć ziewnięć zgromadzonych. Uroczystość była krótka, zwięzła i na temat. Dziewczyna była wulkanem energii, zawsze na pełnych obrotach i dawała z siebie wszystko. Po zakończonej uroczystości i pożegnaniu przewodniczącej, wszyscy zaczęli się pośpiesznie rozchodzić. Aula niemalże opustoszała, kiedy w uszach pięknej latiny zabrzmiał męski, nieco ochrypły głos z twardym, mocnym akcentem. I jak na złość, trafił w jeden z najczulszych punktów Debory. Była chorobliwą pedantką, dla której porządek był zawsze na pierwszym miejscu. Nie dała jednak po sobie znać, jak bardzo ją ubodły jego słowa.
      — Przed zaczęciem konwersacji należałoby się przywitać, Quatermaine. — odparła ze stoickim spokojem, który był jednak jedynie pozorem. — Zaczynanie jej zaś od podważania mojego profesjonalizmu jest błędem. Co do owego incydentu... jako inteligentny człowiek powinieneś wiedzieć, że nie na wszystko mamy wpływ. Złośliwość rzeczy martwych. — wzruszyła obojętnie ramionami, jednocześnie dyskretnie obserwowała jego reakcje. Całkiem prawdopodobne było, że wybuchnie śmiechem w jej twarz i nie rzuci żadnymi argumentami. Debora patrząc na czteroletnie doświadczenie z uczniami owej placówki wiedziała jak mało mają do zaoferowania, choć każdy uparcie chciał dowieść, że było inaczej. Po wypowiedzeniu tych słów zdała sobie jak wielką jest hipokrytką, nie żeby się tym przejęła, ale przecież sama miała istną obsesje na punkcie kontroli i chciała mieć zawsze wpływ na wszystko i wszystkich! Powiedziałaby jednak wszystko byle tylko wbić chłopakowi szpilę. Na dźwięk słowa niechlujstwo jednak coś w niej pękło. Całkowicie ją tym rozdrażnił, to było jak wetknięcie kija w mrowisko.
      — Jeśli jeszcze raz zarzucisz mi choć minimalne niechlujstwo w jakimkolwiek aspekcie moich działań, czy mojej osoby to przysięgam, że ukradnę woźnemu nożyce i utnę nimi Twój stanowczo za długi język, z rozkoszą patrząc jak cierpisz, nie mogąc przelać myśli na słowa do końca swego życia. — rzuciła cholernie ostrą groźbę, jednak to nie był żart, ona była śmiertelnie poważna. Uśmiechnęła się przy tym jadowicie i jak zawsze pięknie, odrzucając gęste kruczoczarne włosy na plecy. Była charakterna i nieco nieokrzesana, a jej temperament... Cóż, Cass miał okazję go nieco posmakować, tak samo jak wrogość którą emanowała w obecnej chwili.
      — Jeśli to wszystko co masz do powiedzenia, pozwól, że wrócę do swoich obowiązków. — mruknęła, patrząc na niego z charakterystyczną dla niej wyższością.

      żmijka Debora i jej zachwycona autorka, która wielbi każdy wątek z Annie <3

      Usuń
  31. Uporczywe milczenie chłopaka bawiło w pewnym stopniu Mikaelę. Patrzył na niego, dostawał w odpowiedzi spojrzenie i na tym się kończyło. Chłopak zdecydowanie go intrygował, bo nie dość, że te wszystkie plotki były naprawdę ciekawe i wręcz dziwne niekiedy, mało prawdopodobne, to coś go przyciągało do odkrycia tajemnic tego człowieka. Do tej pory jako psycholog nie miał nic ciekawego do roboty, typowe przypadki typowych ludzi, a jednak ten nie był taki typowy. Na pewno miał coś na sumieniu.
    Dopiero kiedy dotarli do gabinetu, skinął mu ręką na biurko, żeby tam odłożył książki. Sam włożył teczki do szuflady zamykanej na klucz, a kluczem zaczął bawić się w długich palcach z pięknymi, hybrydowymi paznokciami w kolorze bieli i złota. Zdecydowanie zaskakiwał go typ mowy tego chłopaka. Miał, z tego co pamiętał, około dwudziestu dwóch lat, a wysławiał się niczym osiemdziesięcioletni profesor filologii.
    Oparł się o parapet kością ogonową i skrzyżował nogi, uchylając okno. Odpalił sobie cienkiego papierosa i wypuścił dym w stronę dopływu powietrza, przymykając oczy. Słuchał go uważnie, ważył każde słowo, próbował je zrozumieć od wielu stron, nie tylko jednej wiadomej. Ostatecznie uśmiechnął się, łapiąc papierosa między smukłe palce.
    - Nie czytam tak dokładnie akt uczniów, wolę poznawać ich osobiście. Choć nie ukrywam, o tobie to wiele się nasłuchałam, niektórze ploteczki brzmią jak kompletne bzdury i jakby przedstawić je jakiemuś pisarzowi, na pewno zrobiłby z tego ciekawą powieść. - zaśmiał się mimowolnie, kręcąc po chwili głową i zaciągając się znów. Nie było co się spinać, wolał podejść go zupełnie naturalnie, pokazać się ze spokojnej, zwykłej strony normalnego człowieka. Jak się zdradzi za szybko to będzie pozamiatane, więc musiał to odpowiednio załatwić. Kroczek po kroczku.
    - A więc jesteś typem indywidualisty, który rozwiązuje swoje problemy sam, a dodatkowo nie ma nic na sumieniu... w chwili obecnej. A więc wcześniej jakieś grzeszki były? Albo są w planach? - spytał z rozbawieniem, wciągając tyłek na szeroki parapet i zakładając nogę na nogę. Swobodniej, wygodniej. Wysłuchał kolejnych słów chłopaka i zastanowił się przez chwilę.
    - Jakby to ująć. Bycie psychologiem jest ciekawe, ale podejrzewam, że psychiatrzy są jeszcze ciekawsi. Ja nie mogę przepisywać większości leków, a więc leczyć mogę jedynie słowami i rozwiązaniami. No i myślę, że nie do końca masz rację. Nie uelastyczniam się do każdego problemu, nie identyfikuję się z moimi pacjentami. Jestem obserwatorem, obiektywnym członkiem problemu, o którym ktoś mi opowiada. Mam najtrzeźwiejsze spojrzenie na to wszystko, dlatego najłatwiej znaleźć mi jakieś wyjście czy zrozumienie. - odparł, dopalając po tym papierosa i gasząc go w popielniczce. Resztę dymu wypuścił za okno i odetchnął przeciągle, strzelając kośćmi w palcach.
    - Nie zastanawiałeś się nad psychologią, skoro to takie ciekawe? - odbił piłeczkę, chcąc wymusić też na nim więcej opinii i własnego zdania. Poznać go od strony pierdół, ale zawsze jakiś zalążek wiedzy.

    dr Mika

    OdpowiedzUsuń
  32. [Łe, sama tu zbytnio żadnego powiązania nie widzę, moja pani z biblioteki jest raczej zbyt nudna, bo jedyna sytuacja jaka mi się zrodziła w głowie, a intensywnie staram się coś wykrzesać, to jakby moja panna wracała grzecznie do domu po pracy, a Cassian by się z kimś awanturował, a Audrey by go skojarzyła ze szkoły i coś tam próbowała załagodzić sytuację. No ale z drugiej strony takie kłócenie się na ulicy wydaje mi się, że raczej średnio do niego pasuje D:
    I dziękuję ślicznie!]

    OdpowiedzUsuń
  33. [Łooo, przepraszam, że dopiero teraz, porwała mnie majówka na Ukrainie - polecam! Bardzo się cieszę, że taka relacja Ci odpowiada! Ucałuję i wyprzytulam, jeśli zaczniesz :)]

    Mistral

    OdpowiedzUsuń
  34. [Cześć (; Dziękuję pięknie za wszystkie miłe słowa napisane pod kartą. Cassian jest... Bardzo nietypowy. Kurczę, pierwszy raz widzę taką postać i ciekawe dlaczego stał się takim psycholem; jak to ujęłaś w karcie.
    Pomysł na nich może bym miała, przykładowo jedna z jego sióstr mogłaby uczęszczać na zajęcia z akrobatyki a on nie byłby do końca zachwycony efektami, co spodowałoby pomiędzy nimi scysje; bo Clarie wkłada całą siebie w to co robi i stara się wyciągać jak najwięcej potencjału z ucznia. (;
    Albo mógłby zajrzeć do jej gabinetu, w końcu wygląda na kogoś kto o siebie dba!
    Ewentualnie mogliby poznać się poza murami szkoły, tylko co do okoliczności ich spotkania nie mam większego pomysłu, hm.
    Szykuje mi się także druga postać (jak wspominałam Ci na gmailu); całkowite przeciwieństwo pani dietetyk więc może ona Cię skusi. Tymczasem jeszcze raz pięknie dziękuję za tak miłe przywitanie mnie na blogu. ;]

    szkolna dietetyk CLARINE WALSH

    OdpowiedzUsuń
  35. [Możesz przytulać! Cassian też może; przytulać, odpychać, bić, ranić, dręczyć, cokolwiek. Zakochałyśmy się, obie.]

    Pollyanna Salieri

    OdpowiedzUsuń
  36. [Właściwie to poszukuję dla niej takiej wysoce toksycznej relacji, która opierałaby się na tym, iż pewien pan przywłaszczyłby sobie Annę, chociaż traktowałby ją gorzej, niż źle, raniąc i krzywdząc, a jednocześnie nie pozwalając odejść (czy to zastraszaniem, czy chwilami dobroci). Nie musi mu zależeć, jeśli to się nie wpisuje w jego osobę, ale coś bardziej na kształt poczucia własności, o. Mam nadzieję, że nie brzmię zbyt drastycznie? :D]

    Pollyanna Salieri

    OdpowiedzUsuń
  37. Podobne sytuacje widziała tylko na filmach. Nawet do głowy jej nie przyszło, że mogłaby sama uczestniczyć w takim czymś. Z każdym kolejnym słowem chłopaka coraz mniej się jej ta sytuacja podobała. Tak samo jak jego nastawienie, które nie było ani trochę przyjazne. Czy powinna się tego spodziewać? Sama zaciągnęła się do niezbyt ciekawego towarzystwa na imprezie, sama go potem zaciągnęła do swojego domu, chociaż wiedziała w jaki sposób może się to skończyć. Sama... Odpowiedź była, aż nazbyt prosta. Miała wrażenie jakby wszystko działo się w spowolnionym tempie, a może wręcz przeciwnie? Trudno było jej określić jak jest naprawdę.
    Wszystko działo się następnie szybko. Za szybko. Nie zarejestrowała momentu w którym Cassian wkroczył do akcji. Prawda była taka, że mogli się nienawidzić, każdego dnia rzucać sobie kłody pod nogi, ale nie pozwoliliby nigdy na to, aby ktokolwiek skrzywdził drugiego. Khloé nie potrafiła wytłumaczyć tego w żaden sensowny sposób. To się po prostu działo i tyle. Dziewczyna wiele by dała, żeby Cassian zniknął, albo chociaż się wyprowadził w jakieś inne miejsce, pewnie wszyscy by odetchnęli z ulgą, ale mimo to w środku, głęboko w środku wiedziała, że mimo wszystko bez niego nie byłoby tak samo.
    Bardzo możliwe, że coś krzyknęła. A potem mogła tylko stać i obserwować. Zresztą co mogłaby zrobić? W porównaniu do dwójki mężczyzn była drobna, naprawdę drobna i cholera, to w żaden sposób niczego nie ułatwiało. W tym momencie była bardziej, niż przerażona. Sytuacja nie miałaby miejsca, gdyby chciała zamówić taksówkę, a nie decydować się na głupi spacer w środku nocy. W dodatku idąc uliczką, która nie była szczególnie uczęszczana. Naprawdę jak na takie miasto akurat teraz musiało być wszędzie pusto? Albo tylko się jej wydawało, że jest pusto...
    Widać było wyraźnie, że Jake tak łatwo nie zamierza się poddać. Walczył zawzięcie. Zadziwiając czasem było to co chęć zemsty była w stanie zrobić z ludźmi.
    Doskonale wiedziała, że najlepszą opcją będzie zadzwonić po policję, ale w tym momencie nie potrafiła sięgnąć ręką do torebki i wystukać krótki, trzycyfrowy numer.
    Oboje nie wyglądali zbyt ciekawie. Widać było też, że Jake nieco zaczyna opadać z sił, chociaż nie zamierzał się wcale wycofać i zostawić w spokoju chłopaka czy jego siostry. Przyszedł tu z wyraźnym celem, który zamierzał dokończyć. Wymierzył kolejny cios w stronę bruneta. Swoim przybyciem pokrzyżował mu plany, aczkolwiek to podobało mu się o wiele bardziej. Tak samo jak wrzaski blondynki, która niewiele mogła zrobić. Wystarczy, że zbliżyłaby się do nich to dostałaby od niego, albo od swojego brata. W takim szale żaden nad sobą nie panował, szamotali się na wszystkie strony to i o wypadek łatwo.
    - Już ją miałem – wycedził w trakcie walki, chcąc jednocześnie bardziej brata dziewczyny rozwścieczyć – całkiem niezła – wyznał i zaśmiał się pozbawionym wesołości śmiechem.

    Khloé, która nie wie co tu napisała i przeprasza za te bazgroły wyżej

    OdpowiedzUsuń
  38. [Ojojoj, tyle miłych słów, aż zaniemówiłam (a w internetach rzadko mi się to zdarza, na ogół mam niewyparzony jęzor); dziękujemy przepięknie wraz z Hope, niestety nie umiemy się rumienić, żeby dobitniej wyrazić towarzyszące nam uczucia i emocje, ale mamy nadzieję, że jako-tako udało nam się przekazać to w miarę zrozumiale. <3
    Skoro Twoje postacie mogłyby ją skrzywdzić, to może czas na jakąś nową? :D (Tak tylko żartuję, bo mam do oddania trochę!)
    Podejrzewam, że Hope od Cassiana trzymałaby się raczej z daleka, więc, niestety, do wątku by tutaj nie doszło, zwłaszcza, że mówisz, że nie zniosłabyś... no, jak wyżej, aczkolwiek jeśli kiedyś stworzysz kogoś, z kim można by moją małą Nadzieję powiązać, to daj znać, przybiegniemy niczym struś pędziwiatr!

    PS Jej, jak tu niebiesko! <3 <3 <3]

    Hope Chamberlain

    OdpowiedzUsuń
  39. [Ale tu niebiesko! <3
    Cześć :>
    Cassian jest świetnie wykreowaną postacią. Wątku żadnego nie proponuję, ponieważ męsko-męskie nie idą mi zbyt dobrze.
    Btw. jak facet może wytrzymać z czterema młodszymi siostrami? XD Toć to chyba nierealne. Mój chłopak ma jedną i mam wrażenie, że gdyby wiedział, że nie pójdzie siedzieć, dawno by ją zabił. :D
    Dziękuję bardzo za przywitanie. :)]

    Max

    OdpowiedzUsuń
  40. Milczał, nie kwapiąc się aby odpowiedzieć jej chociażby słowem. To ją trochę zaskoczyło, ale jedynie ściągnęła swoje idealnie wyregulowane, ciemne brwi i nie dopowiedziała już ani słowa, nie mając ochoty wdawać się w dalsze dyskusje z panem idealnym. Pretensjonalność biła od niego jak wielki, czerwony neon, więc Debora Rocio odwróciła się, wzrok kierując na technika, który wciąż znajdował się gdzieś za nimi i przysłuchiwał tej jakże uroczej konwersacji.
    — Andre, jeśli już wszystko odłączyłeś, możesz iść. Muszę jeszcze... — urwała, bo w tym samym momencie usłyszała za swoimi plecami głos, przy akompaniamencie śmiechu. Strasznie dziwnego śmiechu, na dźwięk którego jedynie się skrzywiła z widocznym niesmakiem, kąśliwie wywracając oczami. Głos, który być może u większość dziewcząt powodował ciarki podniecenia i ekscytacji, zaś innych wprawiał w przerażenie, jednak u niej nie było takich reakcji. O dziwo, jego głos przyjemnie pieścił zmysł jej słuchu, mimo że był twardy i pozbawiony jakichkolwiek emocji, jednocześnie jednak działał na nią irytująco choć nie wiedziała dlaczego. Odgoniła chłopaka ruchem dłoni, niczym namolną muchę a ten jak posłuszny piesek odszedł, a wtedy Debora mogła skupić się na Cassianie. Obróciła się przodem do chłopaka, a raczej mężczyzny. Cóż, Cassian z pewnością nie zaliczał się do grona chłopców, których Debora miała owiniętych wokół palca i którzy zrobiliby dla niej absolutnie wszystko. Podeszła bliżej niego, dociskając jego ciało do stolika na którym oparła swoją dłoń tuż obok szpilek i pinezek.
    — Masz rację, Quatermaine. Myślałam jednak o nożycach ogrodowych, widziałam w jednym z horrorów jak przecinają nimi języki. Och, a może był to film dokumentalny? Nie pamiętam. — wzruszywszy ramionami, oparła się dłońmi o blat tuż po obu jego bokach, nadgarstkami muskając jego biodra. Nie bała się go, chociaż wielu by powiedziało, że ma ku temu powody. Ona jednak nie obawiała się, że mógłby zrobić jej krzywdę. Nie czuła strachu przed nikim, jedynym cholernym wyjątkiem był jej wstrętny ojciec, który jednak był zdecydowanie zbyt daleko, w miejscu w którym powinien zdechnąć, przynajmniej zdaniem Debory. Nienawidziła go tak mocno jak nikogo innego. Z drugiej strony, co Cassian Quatermaine mógłby jej zrobić? Może i miał władzę lecz nie nad nią. Nikt nie miał władzy nad Deborą Rocio. A ból fizyczny... cóż, nie bała się go, co więcej miała na niego wysoki próg odporności. Więc Cassian Quatermaine mógł mieć nawet dziesięć czarnych pasów, ale to nie mogło powstrzymać jej przed tym co zamierzała zrobić. Docisnęła kolano do jego krocza, w geście udawanej pieszczoty, choć skłamałaby gdyby powiedziała, że to się jej nie spodobało. Był wyjątkowo przystojny i całkowicie zaspokajał jej estetyczny zmysł, był także wyjątkowo dobrze zbudowany, miał silne, umięśnione ramiona a Debora już w myślach miała jego plecy. Na punkcie tej części ciała miała niemalże obsesje. W jej osobowości z pewnością duży ułamek zajmowała część obsesyjno-kompulsywna, nad czym dziewczyna w większości przypadków nie panowała. Zresztą, panienka Rocio miała obsesje na punkcie wielu rzeczy, co czyniło z niej niezbyt stabilną osobowość. Przed uczniami nad sobą panowała, teraz jednak nie musiała. Zostali sami, co znacznie ułatwiało sprawę. Wpatrywała się w niego swoimi ciemnymi czekoladowymi oczami, oczami w których niejeden utonął, oczami które były zazwyczaj lodowate, jednak teraz malowało się w nich pewnego rodzaju zainteresowanie, co było wyjątkową rzadkością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Właściwie to nie jestem zaskoczona, że masz tu tyle uległych gąsek. Jesteś męski, wyjątkowo przystojny, silny. Próbujesz być groźny, prawda Quatermaine? Masz pewną władzę, zupełnie inną niż ja, ale jednak... masz ją. A dzierżona władza podnieca, tak samo jak siła. — wymruczała kocim głosem wprost do jego ucha, a on mógł poczuć zapach jej zmysłowych, drogich perfum. Długimi paznokciami przesunęła po jego żuchwie, zaciskając mocno palce na jego szczęce. Nie była chucherkiem i w tym ciele drzemała dość duża siła, która jednak była niewielka w porównaniu do tej, którą miał Cassian. Musiała więc być sprytna. Jej ciepły oddech na jego skórze, mocno zaciśnięte palce na żuchwie mężczyzny, kolano dociśnięte do jego krocza. Dodała do tego swoje wargi na jego policzku, zostawiając na jego skórze ślad czerwonej szminki. Proszę bardzo, ma swoje niechlujstwo. — Zapewniam Cię, kochany, że... — tutaj urwała, językiem przesuwając powoli, wręcz boleśnie powoli po fasadzie jego policzka, kolano dociskając do jego krocza, już zdecydowani za mocno. Wykorzystała ten moment, wykorzystała moment jego dekoncentracji i sięgnęła po szpilkę, którą z istną prędkością światła wbiła mocno, głęboko i bez jakichkolwiek zahamowań w policzek mężczyzny. Jednocześnie mocno kopnęła go w krocze, a widząc grymas którego nie potrafił opanować, odsunęła się na taką odległość by jego ręce jej nie dosięgły. — Będziesz moim ulubionym wrogiem. Polecam Ci też akupunkturę! — zawołała widocznie zadowolona z siebie, pełna satysfakcji i zachwytu. Była jednak na tyle rozsądna by wiedzieć, że niebezpiecznie jest tu zostawać.
      Stukot jej szpilek roznosił się po całej auli, kiedy szybkim krokiem, lecz wciąż elegancko znalazła się przy drzwiach. Wyszła z pomieszczenia zatrzaskując za sobą drzwi, jednak wiedziała że to nie jest koniec. To była delikatna rozgrzewka, zaledwie początek. Doskonale zdawała sobie sprawę, że gra została rozpoczęta, a kolejny ruch nie należał do niej, tylko do Cassiana.

      nie zabij nas plis ♥♥♥

      Usuń
  41. [Anna raczej stroni od ludzi, więc nie wiem, czy dogadałaby się z Lolą, która jest jej całkowitym przeciwieństwem (ale jest przeurocza, ojaniemogę)... Ale, gdyby odwrócić role: skoro nikt nie sprzeciwia się Cassianowi, to na pewno wkurzyłoby go, gdyby Annie go ignorowała, traktowała olewczo i mówiła "nie", prawda? :D]

    Pollyanna Salieri

    OdpowiedzUsuń
  42. [Cześć! Bardzo dziękuję, miło mi i oczywiście zostanę jak najdłużej w obu rodzinkach ^^ Szczerze mówiąc, to Twoja ilość wątków zawsze mnie zadziwia i jestem pod wrażeniem, że jakoś to ogarniasz, jednocześnie nie chcę zajmować Ci czasu niczym niedopracowanym... ale no muszę zauważyć, że Cassian jest co najmniej intrygujący. Raczej nie ma szans, żeby dogadał się z Elliotem, moja smutna kluseczka by pewnie tylko schodziła mu z drogi, bo hm, rodzice Cassiana nie mogą przeciwstawić się jemu, Elliot odwrotnie, nie może przeciwstawić się rodzicom i ogólnie są przeciwieństwami. Ale tak czy inaczej, jeszcze raz dzięki i hej <3]

    Elliot

    OdpowiedzUsuń
  43. [OMG. Ty wiesz co to będzie jak połączymy tych psycholi w wątku??? Przecież to będzie czyste arcydzieło - fenomen, mit, legenda, o której długo będziemy pamiętać (no i stalkerzy eh) Czy tylko ja chcę zrobić z tego coś bardzo chorego? Po trygonometrii wpadaj na gg to coś wymyślimy!]
    Twój Leoś ♥

    OdpowiedzUsuń
  44. [Cóż, gdyby nie ten wypadek Castiel nie byłby dzisiaj tym kim jest, a to ma swoje plusy i minusy. Niestety lub stety moje postacie nigdy nie mają zbyt łatwo w życiu. Za wszelkie pochwały, oczywiście, dziękuję i cieszy mnie to, że Berne został tak dobrze przyjęty.]

    Castiel Berne

    OdpowiedzUsuń
  45. Iris Fitzgerald właśnie wychodziła z zajęć twórczego pisania które swoją drogą były bardzo przydatne; bowiem jasnowłosa dziewczyna przejawiała talent pisarski i gdyby nie marzenia o przejęciu herbaciarni rodziców z pewnością poszłaby na studia w ów kierunku. Zajęcia były doprawdy cudowne, rozwijały zdolności i potencjał uczniów zaś nauczyciel był wyrozumiały, każdego traktując na równym poziomie; co prawda Iris nie mogła pisać acz praca w grupach bądź parach znacznie ułatwiała pracę. Zachwycona wyszła z zajęć twórczego pisania i już miała skierować się w kierunku wyjścia - drogę przez korytarze znała już niemal na pamięć dlatego też nie miała problemów w miarę swobodnie poruszać się po szkole. Zastygła jednak w bezruchu gdy w jej uszach rozbrzmiał głos którego nie słyszała nigdy wcześniej; męski i choć niesłychanie uprzejmy to Iris wyczuła w tym głosie coś lodowatego a to się jej nie spodobało. Lazurowe tęczówki skierowały się w kierunku z którego dobiegał głos chłopaka czy raczej mężczyzny?; ciężko było jej bowiem ocenić czy ma przyjemność z uczniem czy może członkiem szkolnego personelu. Uśmiechnęła się jednak przyjaźnie, póki co nie wykrywając żadnego zagrożenia i nawet w najmniejszym stopniu nie sądząc że spotkanie z Cassian`em Quatermaine`m mogłoby być niebezpieczne czy nieprzyjemne a spotkanie go bowiem wcale nie było przyjemnością. Irissa bowiem nigdy nie słuchała plotek które krążyły po korytarzach, zazwyczaj trzymała się na uboczu i absolutnie nigdy nie wchodziła w paradę. Fakt że obcy ją zaczepił wprawiło ją jedynie w zaskoczenie, nie miała jednak żadnych nawet najmniejszych obaw związanych z jego nagłym zainteresowaniem i obecnością. Uśmiechnęła się przyjaźnie; unosząc kąciki malinowych, pełnych warg ku górze nie zdradzając mu swojego zaskoczenia.
    — Oh, nie.. Astrid rzadko choruje — wyjaśniła sympatycznym i słodkim, cichym głosikiem choć rozmowa z człowiekiem którego nie znała nieco ją krępowała; a on nawet się nie przedstawił co wydawało jej się bardzo dziwne ale nic ponad to. Wciąż była stanowczo zbyt ufną Iris, która mimo dużych pokładów inteligencji była gotowa uwierzyć w każde kłamstwo; najwierniej jednakowoż wierzyła w te które wciskała jej starsza siostra jednocześnie niszcząc za każdym razem tą pewność siebie którą budowali w niej rodzice a także przyjaciółka. Dziewczę nie było zbyt towarzyskie; po prostu brakowało jej śmiałości do nawiązywania nowych znajomości i nadzwyczajnie bała się odrzucenia co w jej przypadku było dość normalne. — Przepraszam, ale... Przepraszam, ale ty... — urwała jąkając się ze zdenerwowania i przegryzła dość mocnym ruchem swoją dolną wargę. Wzięła jednak głębszy oddech; starając się zignorować uczucie gorąca i oparła się o chłodną ścianę, w palcach miętosząc materiał cieniutkiej sukienki w niezwykle urocze wisienki. — Jeśli mogę zapytać to kim jesteś? Należysz do paczki Astrid? — wymamrotała tak cicho że chłopak mógł mieć problem by usłyszeć jakie dokładnie słowa wydobyły się z jej usteczek. Co prawda Iriska nigdy nie miała okazji poznać praktycznie żadnego z przyjaciół swojej siostry; bowiem ta zawsze trzymała ją od nich z daleka, wstydząc się tego że młodsza z sióstr była niewidoma. Jednocześnie jednak zazdrościła jej względów które miała u rodziców oraz tego że Dorothea i Franco bardziej troszczyli się o Iris - będąc w stosunku do niej bowiem wyjątkowo nadopiekuńczy, zaś Astrid często ignorowali pewni że sama sobie ze wszystkim świetnie poradzi. W oczach młodszej panienki Fitzgerald Astrid była żywym ideałem i wzorem do naśladowania. Ba! Była w jej oczach najpiękniejszą, najbardziej uroczą i słodką dziewczyną; najbardziej dojrzałą, inteligentną i lubianą. Dlatego też Iris nigdy nie uwierzyłaby w choć jedne negatywne piśniecie na temat siostry która stała dla niej na piedestale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby wiedziała o jej powiązaniach z narkotykowym boss`em szkoły chyba popadłaby w głęboką depresje i utopiła się w morzu łez, bez względu na to jak przesadnie to brzmiało.
      — Przepraszam ale.. nie wiem jak masz na imię? — szepnęła tym samym zachęcając chłopaka do zdradzenia własnej tożsamości; nie żeby miała go skądś kojarzyć ale dzięki poznaniu jego nazwiska mogłaby później dyskretnie podpytać o niego swoją siostrę.

      trochę zaskoczona lecz słodka i miła IRIS

      Usuń
  46. Z niewyobrażanie wielkim podekscytowaniem spoglądała na brata, oczekując na tak istotną w tamtej chwili odpowiedź. Zacisnęła nawet palce wolnej dłoni w pięść, chyba na szczęście i zamknęła z wrażenia jedno oko; była jednak stanowczo zbyt ciekawa wyrazu twarzy Cassiana, by móc zatopić się niemal w całkowitych ciemnościach. Biorąc pod uwagę nikłą — dla postronnych — powagę sytuacji, prawdopodobnie zdołała zaangażować się zdecydowanie za mocno, ale właśnie to cechowało Lolę. Uwielbienie do małych rzeczy, które według nastolatki niosły w sobie ogrom szczęścia. Kiedy więc usłyszała pozytywną odpowiedź starszego brata, pisnęła radośnie niczym Missy na widok kolorowych Barbie w dziale z zabawkami, zresztą dokładnie tak, jak to często ma w zwyczaju, tylko może jeszcze z większym entuzjazmem? Kiedy przecież robili coś zupełnie razem... i to jeszcze coś tak fajnego! Na pewno dość dawno, nawet bardziej niż dość. Była pewna, że spędzą dziś wspólnie naprawdę miłe chwile.
    Niezbyt zgrabnie objęła brata, tym samym próbując uniknąć zapewne średnio przyjemnego upadku. Nie, żeby się bała... Po prostu niedługo miała wystąpić w cudownie różowej sukience, do której — jak twierdziła ich matka — nie pasowały pozdzierane, pełne szram i obrzydliwych sińców nogi, które i tak były już w nie najlepszej kondycji. Nie lubiła awantur, w których ich rodzicielka była dziwnie świetna, dlatego wolała nie dawać jej choćby powodów do przerażającej destrukcji.
    — Poczekają. — Pomachała do zbliżających się znajomych, wcześniej ukradkiem wysyłając Felixowi krótkiego, acz bardzo konkretnego esemesa, wolała być pewna. Jeszcze pomyśleliby, że brat ma zamiar, uwięzić ją w wierzy, której potem sam pilnie będzie strzegł, a żaden z jej przyjaciół nie nadawał się przecież na potencjalnego rycerza-wybawce.
    — Chyba widziałam twoją deskę w garażu... Gdzieś przy szafce z narzędziami, hmm? Sprawdźmy. — Ciągnęła, ponownie decydując się na niemal bezwładne, acz bardzo przyjemne zwisanie z ramienia brata, poderwała się, jednak kiedy ten próbował znowu postawić ją na ziemię. Nigdy.
    — Nieee. — Zaprotestowała gwałtownie i przeciągle, zaciskając palce na materiale koszulki brata, i chyba nawet przypadkowo go uszczypnęła, ale przecież nie bez powodu. — Niesiesz mnie i nawet nie mów, że nie dasz rady, bo się będę śmiać. — Ostrzegła szlachetnie z nieukrywaną dumą w głosie, po chwili dodając jednak: — Proszę Cass.

    ***

    — Fajnie. — Skwitowała, kiedy zmuszona była ponownie użyć swych nóg i ruszyła przed bratem do wcześniej wspomnianego miejsca. — Cass, mam pytanie. Bo w szkole, ehh... Wiesz, mówią, że... — Przykucnęła, by po chwili zając się przekładaniem pustych pudełek, których spory stos zakwitł w kącie zagraconego pomieszczenia, całkowicie zabierając wolną przestrzeń. — Mówią... znaczy, kiedyś tak usłyszałam, że. Że demoralizujesz, rozumiesz nie? — Lola miała niewątpliwie wiele zalet, ale na pewno nie zaliczało się do nich naprawdę przydatne wyczucie. Była prosta; chciała coś powiedzieć i zwyczajnie to robiła, niezależnie od powagi sprawy. Dlatego teraz delikatnie onieśmielona, pozornie zajęta przekładaniem pakunków i ze spojrzeniem wbitym prosto w oczy brata, pragnęła zdemontować podsłuchane plotki, choć przecież powinna śpieszyć się, by jak najszybciej móc biec do przyjaciół. — Bo teraz jest fajnie. Jest fajnie, jak jesteś, Cass. Nie chcę, żebyś wyjeżdżał, dobra? — Ciągnęła, niepewnym tonem, co nie zdarzało się często i było dość intrygujące. Przerzuciła kolejne pudełko, w końcu dostrzegając poszukiwaną deskorolkę.

    Lolka, która bardzo przeprasza za opóźnienia, aaa! <333 ((realnie tęskniłyśmy))

    OdpowiedzUsuń
  47. [Nigdy nie jestem zadowolona ze swoich kart, tak samo jak zwykle mam pełno wątpliwości odnośnie postaci i co za tym idzie nigdy nie rozumiem, jak mogą kogoś oczarować :P W każdym razie jednak, dziękuję bardzo za miłe słowa!
    Cassian zdecydowanie wywołał we mnie – i Jolene zapewne też – sprzeczne emocje. Z jednej strony przyprawia o ciarki na plecach i przejmujące poczucie niepokoju, ale jednak jest w nim coś niemalże namacalnie magnetycznego, co sprawia, że nie można mu się oprzeć. Aż głowa boli!
    Jeśli tylko masz ochotę, możemy pokombinować nad jakimś wątkiem – zapewne nie będzie należał do najłatwiejszych, ale zawsze warto spróbować (: ]

    Jolene Headley

    OdpowiedzUsuń
  48. [Planowałam, żeby brat Jolene – Arthur – był w wieku mniej-więcej dwudziestu pięciu lat, więc jak najbardziej można by podążyć tym tropem. Wszystko zależy od tego, jaki miałby być grunt znajomości obu panów – pozytywny czy negatywny? – i wtedy gdzieś w to wpleść młodszą siostrzyczkę. Co prawda, biorąc pod uwagę opcję negatywną, nie planowałam żeby Arthur był wyjątkowo skory do nielubienia kogokolwiek, o bójkach nie wspominając, ale w końcu jestem facetem i czasami może dać się ponieść emocjom.
    Jak wolisz, jestem otarta na wszelkie propozycje (:]

    Jolene

    OdpowiedzUsuń
  49. [Takie komplementy, a ja taka niegotowa, nieumalowana D: Dziękuję pięknie! Żal rzeczywiście w Chrisie siedzi, głównie do samego siebie, więc cieszę się bardzo, że jednak można to w karcie wyczuć :D
    Chciałabym przyjść z jakimś super pomysłem na wąteczek, ale chyba rzeczywiście mogłoby być ciężko coś między naszymi panami wykombinować. A żałuję bardzo, bo Cassian jest świetny, i jeszcze ten Iwan Rheon, no argh, miłość ♥ Ale nie nalegam, bo na siłę to nie ma co. Aczkolwiek jak mi coś wpadnie do głowy się się mnie spodziewaj :D]

    Chris Haverson

    OdpowiedzUsuń
  50. [Też jestem mega w czas, więc nie przejmuj się ani trochę. :D
    Jej, tak bardzo mi miło czytać takie przyjemne, chwalebne komentarze, że aż ciężko to opisać słowami.
    Ja również mam nadzieję, że młody wiek nie będzie taką przeszkodą, jak mogłoby się wydawać, ale kilka wątków na pewno wpadnie, głównie przez powiązania. c:
    Czemuż to fatalnie? Oj, Eddie nie da się tak łatwo skrzywdzić!
    Dziękuję raz jeszcze, bardzo mi miło. <3]

    Eddie Sherrinford

    OdpowiedzUsuń
  51. [Bardzo dziękuję za życzenia i przyjęcie w ogóle :D
    Przyznam, że przeczytanie umlautu, to chyba wszystko co wyniosłam z moich licealnych lekcji niemieckiego. Także sama nie mogłam się powstrzymać przed wykorzystaniem tej umiejętności, choćby tutaj. Choć w sumie nikt nie słyszy, jak pięknie to robię, więc może czegoś nie przemyślałam? :v
    W każdym razie Cassian podbił moje serduszko, także w razie gdybyś wróciła z urlopu i miała ochotę na wątek, to zapraszam ponownie <3 Na pewno coś dla nich wymyślimy.
    Na pewno ta jego urocza chrypka i elegancki garniturek, mógłby doprowadzić moją Fridę do szewskiej pasji. Choć pewnie jakoś by się powstrzymała, na wieść o tym, że jest w stanie zaopatrzyć ją w coś co pomogłoby oderwać się choćby na chwilę od nieprzyjemnego świata w którym się znalazła.
    No i ma pieseła :D

    Dodatkowo mam jeszcze taki pomysł: żeby może ojciec Fridy chciał się przypodobać jego rodzicom, może pracowałby dla jednego z ich lub dla któregoś z ich przyjaciół. I przyprowadziłby na wspólną kolację całą rodzinkę, łącznie z nieślubną córeczką. Cassian mógłby znaleźć się tam pod groźbą ocięcia od funduszy i w jakiś sposób spróbowałby się stamtąd wydostać. A, że Frida również marzyłaby o ucieczce, to ochoczo by do niego dołączyła, niekoniecznie ku jego zadowoleniu.

    W każdym razie to tylko taka sugestia na lepsze czasy, kiedy to będziesz miała czas na wątki ;)]

    Frida Müller

    OdpowiedzUsuń
  52. [Znam ten problem, założyłam tutaj konto, a powinnam uczyć się na ostatni egzamin :p
    Ale niesamowicie się cieszę! I oczywiście wyczekuję <3]
    Frida

    OdpowiedzUsuń
  53. [Szkoda, że nie umawiasz się z góry na romanse, bo Cassian to prawdziwy cukiereczek. Twarz Iwana sprawia, że miękną mi kolana. <'3
    A tak w ogóle to cześć, dzięki wielkie za powitanie i za miłe słowa, moje serce (i ego) skacze z radości pod sufit. :'D Bardzo chętnie coś razem napiszemy. Jesteśmy otwarte na wszystko, pogryźcie nas mocno!]

    Barbe Rose

    OdpowiedzUsuń
  54. [Chętnie go dopieścimy, haha. Masz może jakiś pomysł, zarys ich relacji? :D]

    Barbe

    OdpowiedzUsuń
  55. [ Myślałam i myślałam, aż w końcu zobaczyłam, że masz propozycję osób poszukiwanych do wątku... :| Wiem, jestem bardzo ślepa, przepraszam (i za to, że jestem ślepa i za to, że odpisuję dopiero teraz, ale szkoła). Zgłaszam Mayę na przyjaciółkę z dzieciństwa, o ile to jeszcze aktualne! :D (I możliwe). ]

    Maya

    OdpowiedzUsuń
  56. [Właściwie, czemu nie? Tylko, że dla niej to byłaby czysta zabawa i nie traktowałaby tego za bardzo poważnie. Niemniej jego wyniosłość i przesadna? pewność siebie mogłaby ją irytować i dlatego chciałaby go pokonać. c: Musisz też wziąć pod uwagę, że ona trenuje już wiele lat i nie jest jakimś chucherkiem ;D Myślę, że fajnie będzie jak wszystko wyjdzie czysto spontanicznie, więc jak najbardziej takie coś mi pasuje! Chciałabyś może nam zacząć czy na mnie spada ta powinność?]

    Barbie Rose

    OdpowiedzUsuń
  57. Część 1:

    Po paru nieudanych próbach wdrożenia Fridy we własne życie, jej biologiczny ojciec w końcu poddał się, pozostawiając córkę samej sobie na kolejne tygodnie. A ta nie kryła zadowolenia z podobnego obrotu spraw. W gruncie rzeczy nie mogła winić go o to, że jej własna matka ukryła przed nim informację o jej narodzinach. Jednak z drugiej strony poza więzami krwi, nic nie łączyło ją z tym mężczyzną. A już na pewno nie z jego rodziną. Jakoś nie miała ochoty zmieniać tego stanu rzeczy. Nie nadawała się do roli złotego dziecka, przynajmniej już nie. Nie wpisywała się w jego obraz rzeczywistości. Nie pasowała do wiecznie zielonego i przystrzyżonego od linijki trawnika, w Nowym Jorku nie miała nawet balkonu. Rodzinnych weekendowych wypadów na kort tenisowy czy pole golfowe, z jej koordynacją nie powinna nigdy dostać do ręki rakiety tenisowej, a już na pewno nie kija golfowego. A przede wszystkim nie pasowała do tych kolacji, które wciąż odbywały się u któregoś z jego przyjaciół, czekających tylko na jedno jego potknięcie. Nie miała ochoty silić się na te sztuczne uśmiechy, od których później bolały ją mięśnie twarzy. Poza tym od tych wszystkich wyszukanych dań, zdecydowanie wolałaby zamówić chińszczyznę i zjeść ją w piżamie, oglądając The Tonight Show, jak zdarzało jej się robić z matką, kiedy ich lodówka świeciła pustkami, bo obie zapomniały o zrobieniu zakupów.
    Liczyła na to, że jej ostatni wyskok zapełni jej nietykalność, uchroni od jakichkolwiek wspólnych wyjść z nowymi domownikami, aż do chwili osiągnięcia jakiegoś stypendium i wyrwania się z ich rąk.
    Tyle, że tego wieczoru czekało ją niemiłe zaskoczenie. Kiedy w końcu trafiła do domu, w jej pokoju czekała na nią macocha z koronkową sukienką, nieco zbyt dopasowaną, jak na jej gust. Nie miała wyboru, nikt nawet nie raczył wcześniej jej o tym poinformować. Może z kimś się umówiła, coś zaplanowała na tę noc? Oczywiście, że tak nie było. Od kiedy opuściła Nowy Jork, zawieranie nowych znajomości jakoś niespecjalnie jej szło. Może stała się o drobinę zbyt opryskliwa lub nieufna. Albo po prostu nagle przestało jej zależeć. Jednak, co jej opiekunowie mogli o tym wiedzieć? Nic. Tylko, że w równym stopniu obchodziło ich jej życie. O ile oczywiście nie spróbuje zniszczyć ich wspaniałej reputacji. Choć czy samą swoją obecnością tego nie robiła? Przypominając o romansie ojca, może jednym z wielu, kto wie.
    A podobno dzisiejszy wieczór był szczególnie ważny, choć powtarzali to za każdym razem. Pewnie z tego powodu zostawiliby ją w domu. Tylko, że tego wieczoru, niefortunnie dla niej, gospodarz miał syna, który podobno uczęszczał do jej szkoły. A jej ojciec z jakiegoś powodu uznał, że poprzez jej znakomite umiejętności społeczne, zdobędą sympatię ich obu. Dobre sobie. Gdzie on miał głowę, obmyślając ten misterny plan?
    Wbrew wszelkiej logice wpakował ją do samochodu z ich pozostałymi rozwrzeszczanymi dzieciakami i już chwilę później musiała go opuścić i jak każda inna dobrze wychowana panienka podążała za nimi krok w krok. Nie odzywając się niepytana. A, że te pytania jakoś nie padały, to nie pozostało jej nic innego niż przyglądanie się desingerskim meblom i równie kosztownym dodatkom, dobranymi tak, by podkreślały pozycję domowników, jak i wszystkim tam obecnym, których drogie stroje idealnie wpisywały się w myśl z jaką urządzano ten dom.
    Rozglądając się w ten sposób, dość szybko napotkała jego sylwetkę. Oczywiście, musiał być to Cassian. Kto inny, jak nie chłopak nie potrafiący powstrzymać się przed założeniem garnituru mierzonego na miarę, nawet w przypadku dni spędzanych w szkole. Jak zwykle wyglądał onieśmielająco, oczywiście. Kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały, przygryzła delikatnie wargę. Miała ochotę uciec wzrokiem, jednak lata spędzone w prywatnej szkole, nauczyły ją, że nie tak się postępuje z osobami jego pokroju. Wyprostowała się, odpowiadając na jego zaczepki chłodnym uśmiechem. Choć wyraz jej twarzy zdecydowanie złagodniał na widok tego, jak zajmuje się dziewczynką u jego stóp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Część 2:

      A jednak, nie była w stanie pozbyć się tego poczucia niepokoju, które budził w niej, czasem mijając ją na korytarzach Skyline. Oczywiście w jej wypadku nie znaczyło to zbyt wiele, w końcu odczuwała podejrzliwość względem większości dzieciaków spotykanych w liceum. Zwłaszcza tych zamożniejszych czy też popularniejszych, co z resztą, zazwyczaj szło w parze. Odczuwała jednak pewną solidarność względem chłopaka słysząc jego wymianę zdań z głową rodziny.
      Lekko się zaniepokoiła, kiedy to nagle ona stała się pionkiem w grze ojca z synem. Mimowolnie nieznacznie wzdrygnęła się słysząc jak gospodarz wspomina o niej, wiążąc ją w sposób tak bezpośredni z jej ojcem. Miała nadzieję, że nikt tego nie zauważył, zwłaszcza nikt ze Scottów. Choć czym właściwie miała się przejmować? Przecież wiedzieli o jej niechęci, tak samo jak byli świadomi tego, że nie urodziła się na jednej z tych eleganckich kolacji i nie zawsze zachowuje fason. Z resztą spójrzmy prawdzie w oczy, prawie nigdy go nie zachowuje.
      —Frida Müller— odpowiedziała może o drobinę zbyt szorstko i prawdopodobnie nie potrzebie podkreślając swoje nazwisko, które zdecydowanie różniło się od tego, którym posługiwał się jej ojciec. Jak gdyby było to wszystko co jej pozostało. Miała ochotę wywrócić oczy na dźwięk następującego kurtuazyjnego sformułowania. Możliwe, że faktycznie to zrobiła spoglądając na chłopaka, który miał być jej opiekunem przez następujące godziny. Z nutą wątpliwości co do tego czy byłby odpowiedni do zajmowania się kimkolwiek, może poza nim samym. Aż do momentu, kiedy przypomniała sobie jedną z plotek, które krążą na jego temat. Zmierzyła go wzrokiem uśmiechając się delikatnie. Czarująco, przynajmniej jak na jej możliwości.
      Przypominał jej tych bananowych chłopców, których widywała upalonych w Central Parku, co w pewnym stopniu ją ucieszyło. Nawet pomimo tego, że w domu unikała towarzystwa tego typu. W nim jednak było coś co wyróżniało go od większości znanych jej osób. Coś, czego przynajmniej jak na razie, nie potrafiła do końca zdefiniować. Wiedziała jednak, że ta część jego jestestwa w jakiś dziwny sposób przyciąga wszystkich wokół, jednocześnie każąc im odwrócić wzrok lub przynajmniej spuścić głowę. A jednak ona uparcie się mu przyglądała. Jakby w obawie przed straceniem go z oczu, przegapieniem jakiegoś ważnego szczegółu w jego zachowaniu. Od pewnego czasu odczuwała podobną potrzebę w przypadku większości osób. Chyba wynikało to z tego jak obco czuła się w tym mieście, nie mając tu wsparcia praktycznie nikogo. W jego przypadku chęć kontrolowania sytuacji jeszcze się wzmocniła.
      Kiedy tylko ich rodzice odsunęli się na wystarczającą odległość, skorzystała z okazji i chwyciła za kieliszek, pozostawiony na tacy przez któregoś z lokai. Może było to o drobinę dziecinne, ale osiemnastolatce bez licznego grona starszych znajomych w tej okolicy, ciężko było nie skorzystać z podobnej okazji, do skosztowania o drobiny darmowego alkoholu. Z resztą nie wierzyła w to, że mogłaby wytrzymać ten wieczór trzeźwa.
      —Skoro już masz dbać o mój komfort, mógłbyś pokazać mi gdzie można tutaj w spokoju zapalić? — rzuciła uśmiechając się słodko, z cichą nadzieją, że tego wieczoru nie poprzestanie na tytoniu. O ile oczywiście to co o nim słyszała pokrywało się choć o drobinę z prawdą.

      Frida

      Usuń
    2. [Jak ja się cieszę, że pomimo studenckich obowiązków zdążyłaś przed 15! C:
      Chyba z tej radości trochę przesadziłam z długością odpowiedzi... Mam nadzieję, że jakoś przebrniesz przez tą moją niekończącą się paplaninę... Na moją obronę mogę chyba tylko jeszcze dodać, że następnym razem nie będę już mylić licznika słów z licznikiem znaków :P
      No, ale mam straszną słabość do Cassiana, że aż dałabym mu pokroić Fridę żywcem, mam jednak nadzieję, że przynajmniej tego wieczoru będzie o drobinę grzeczniejszy. W każdym razie w przypadku do niej ;)
      No, a jeśli chodzi o resztę, czyli na przykład jej rodzeństwo- szczerze mówiąc nie myślałam o nikim konkretnym, bo ciągle liczę (ekh, łudzę się) na to że ktoś się zgłosi. Także wiekowo, jak najbardziej mogą być od niej młodsi.
      A i Frida ma nazwisko po matce, nie pomyślałam jakoś wcześniej żeby nadać jej ojcu jakąś godność, więc na potrzeby tego wątku mianuję go wraz z jego rodzinką Scottami, na wypadek, gdyby mieli się jeszcze przydać w tej historii ;)]

      Frida

      Usuń
  58. [<3
    Ja zazwyczaj się tak nie rozpisuję, choć w sumie staż na blogach mam niewielki, więc może jeszcze nic o sobie nie wiem :p
    No, ale od ciebie i Cassa na pewno nie ważę się uciekać <3
    Tylko mi teraz bardzo smutno z powodu tego biednego komputera, spróbuję jakoś zachować cierpliwość!
    Przy okazji, tak jeszcze zapytam, czy oni mieli się znać? Bo w sumie wyszłam z założenia, że nie, ale skoro on od razu skojarzył Fri... A ona tak rozpoznawalna jak on, to raczej nie jest ;)
    Jeśli tak to przepraszam, że trochę popsułam :p]

    Frida

    OdpowiedzUsuń
  59. [Chyba w końcu do Ciebie nie wpadłam, przepraszam. Jestem za to teraz i bardzo dziękuję Ci za przywitanie pod kartą, jak i miłe słowa :)
    Co do kruchości mojej postaci: ona ma się tylko taka wydawać. W rzeczywistości lubi pakować się w kłopoty, przekraczać różne granice, chociaż jest niezwykle wrażliwa. Taka uroda artystów, tak sobie myślę :) Niby ckliwi, niby wyczuleni na emocje zawarte w wierszach, obrazach, a to głównie artyści mają odwagę przekraczać granice kultury, dobrego smaku czy tabu obowiązującym w społeczeństwie. Dążę do zaproponowania wątku w dosyć pokraczny i jakiś filozoficzny sposób, ale już Ci tłumaczę, bo coś mi przyszło do głowy. Val wychowała się bardziej sama, niżeli zrobiła to matka, a jej poczucie zagrożenia jest trochę ułomne. To dziewczyna bardzo podatna na wszelkiego rodzaju wrażenia, których uporczywi szuka. Tak sobie więc pomyślałam, że Valentine z chęcią podziałałaby mu na nerwy i nawet mimo jego anielskiej cierpliwości tą granicę by przekroczyła. Co Ty na to?
    Jego pedantyczność mogłaby dostrzec na zajęciach z francuskiego, chcąc w nim to zburzyć. Dodatkowo z chęcią wykorzystałaby go jako dilera, bo narkotyki Valentine nie są obce.
    Piszesz, że jak ktoś chce go ugłaskać, to może spróbować, a ja chcę odwrotnego.]

    Valentine Varley

    OdpowiedzUsuń
  60. [Czeeeeeść! Siostra marnotrawna robi wielki powrót... po raz eee, nieważne!
    Dziękuję za wszystkie niebywale miłe słowa <33 A pływaków przybywa i od razu mówię, że są bardzo zdolni i świetnie rozsławiają imię naszej cudownej szkoły C: Wierzę, że wybaczysz mi mój mały... przestój u Lolki i to, że zbieram się do odpisów od dobrych dwóch tygodni, a z tego wszystkiego ostatecznie powstał Silas XD Jestem słaba w ograniczenia i rygor, no niestety. Ale na pewno już niedługo to wszystko nadrobię i Cass, będzie miał jej jeszcze dosyć C:]

    Lolka i Silas

    OdpowiedzUsuń
  61. [Dziękuję za miłe słowa, zawsze świetnie, jak komuś podoba się karta. Twoja również bardzo mi się podoba, tak samo zresztą jak wizerunek, Rheon jest wspaniały gdziekolwiek się pojawia. Nie wiem czy chcesz wątku, ale jeśli tak to ja chętnie przyjmę.]
    Levi Reed

    OdpowiedzUsuń
  62. [Czemu źle? Każdy odbiera i interpretuje tak jak czuje. Dziękuję za przemiłe powitanie ;]

    Bill

    OdpowiedzUsuń
  63. [Nie lubię tego faceta, gdybym nie oglądała gry o tron to pewnie by tak nie było, no ale oglądałam i zdecydowanie nie podbił mojego serca. Dziękuję za wszystkie miłe słowa, naprawdę! Nawet sobie nie wyobrażasz jak mi się miło i ciepło na serduszku zrobiło! Jeszcze kilka takich pochlebnych komentarzy a urosną mi piórka i odlecę :D muszę powiedzieć, że... jestem trochę w szoku po przeczytaniu Twojej karty i tego tekstu spod więcej. Chyba nie spodziewałam się spotkać takiej postaci na licealnym blogu, no... nie powiem, że you made my day, ale zdecydowanie wow, będę to przeżywać długo. Nie wiem tylko czy będę umiała wymyślić coś ciekawego dla naszych bohaterów!
    Co do nazwiska tymianka, koniecznie chciałam coś z "von" i po prostu zaczęłam szukać w google, więc tak bardzo oryginalne to w sumie nie jest :D]

    tim von der heyden

    OdpowiedzUsuń
  64. [ Ooo, tak, wątek z Cassianem byłby w przypadku z Rosalyn niesamowicie ciekawy. ;) Rosa to faktycznie delikatna dziewczyna, natomiast Cass... No cóż, chyba nawet nie trzeba nic mówić.
    Jestem okropna, ale on mógłby ją skrzywdzić. Nie wiem jeszcze jak, nie wiem po co i za co, ale o tym chciałabym pisać. Może masz jakiś pomysł? ;)
    I bardzo dziękuję za - kolejne i równie przemiłe - powitanie! <3]

    Rosalyn

    OdpowiedzUsuń
  65. Jak każdy choć o drobinę wprawiony obserwator, był w stanie zauważyć, Frida nie była typową przedstawicielką swojej płci. Nie marzyła o wstąpieniu do drużyny cheerleaderek, nie miała też pojęcia o tym co w tym sezonie koniecznie powinna założyć, a co jest absolutnie zakazane. Przecząc podstawowym prawą rządzącym życiem nastolatek, nawet podróże do łazienki odbywała sama.
    Od śmierci matki nie potrzebowała już nikogo. Zawsze była dość samodzielna, jednak dopiero w chwili, gdy pozostała bez jakiejkolwiek bliskiej osoby u boku, postanowiła że będzie w pełni samowystarczalna. Miała już dość współczucia i łaski krewnych. I choć obecnie była skazana na pobyt z dala od prawdziwego domu, wciąż powtarzała sobie, że jeszcze tylko parę takich lat. Skończy liceum i zniknie z tego miasta. Nie będzie musiała już oglądać nikogo z tych ludzi.
    To zdawało się stanowić dość dobrą wymówkę, dla tych wszystkich nocy, które spędzała w towarzystwie obcych mężczyzn. Dbała o to, by i tacy pozostali następnego dnia, kiedy budzili się już bez niej u swojego boku. W końcu nie mogła pozwolić sobie na przywiązanie. Nie miała zamiaru utknąć w tym obcym mieście z czyjegoś powodu. Wciąż jednak jakoś musiała sobie radzić z przytłaczającym ją poczuciem samotności. Może faktycznie potrzebowała opieki? Myśl ta pojawiła się ku jej zaskoczeniu, na widok spojrzenia, jakim Cassian obdarował dziewczynkę, która znalazła się u jego stóp. I wyparowała już chwilę później, kiedy to panienka Müller nabrała ochoty oblać go zawartością kieliszka akurat trzymanego w ręce. A to wszystko za sprawą tego w jaki sposób zlustrował jej ciało. Z drugiej jednak strony zawsze było to lepsze od tego jak łatwo wzrok większości mężczyzn omijał jej osobę. Już dawno nikt trzeźwy tak na nią nie patrzył. W końcu zazwyczaj nosiła ubrania, które raczej ukrywały jej kobiece kształty, niż je podkreślały. Z resztą nie należała też do klasycznych piękności. I choć za sprawą wielu godzin spędzanych na bieżni, jej ciału nie można było niczego zarzucić, to sama nie była pewna tego czy określiłaby siebie jako ładną. Nie czuła się jednak zakłopotana, przypuszczając że jej powierzchowność może zaspokoić estetyczne potrzeby mężczyzny, z którym miała spędzić dzisiejszy wieczór. Zamiast oblewać się rumieńcem, wyprostowała się nie spuszczając z niego swoich szarych tęczówek, aż do momentu, kiedy aniołek u jego stóp znów przypomniał im o swojej obecności. Uśmiechnęła się serdecznie do dziewczynki, choć ta pewnie nawet nie miała okazji tego zauważyć. Cała jej uwaga była poświęcona bratu. Sama Frida nigdy nie potrafiła się obchodzić z dziećmi. Chyba po prostu nie była dość delikatna czy wylewna, by sobie poradzić. Tymczasem ku jej zdziwieniu Cassianowi nie można było zarzucić niczego podobnego. Dziecko zdawało się zachwycone jego towarzystwem. Co ponownie namieszało w głowie dziewczyny, coraz mniej przekonanej co do tego czy jej pierwsze wrażenie miało jakikolwiek związek z rzeczywistością.

    OdpowiedzUsuń
  66. Aż jego uwaga o służbie znów ściągnęła ją na ziemię. Nie spodobało jej się to słowo, oczywiście dla Cassa wychowanego w tych wszystkich luksusach musiało brzmieć naturalnie. Jednak Frida natomiast przypomniała sobie w ten sposób, w czyim domu się znajduję i na czyich warunkach powinna tutaj postępować.
    Rozluźniła się słysząc jego dalsze słowa, jakby znów czując grunt pod nogami. W odpowiedzi uśmiechnęła się słodko, lustrując go wzrokiem. Chyba o drobinę próbując zimitować spojrzenie, którym obdarzył ją samą, jakby chciała odwdzięczyć się pięknym za nadobne. Ale przede wszystkim przyglądając się jego sylwetce. I tym jego niebieskim oczom.
    —Cóż, jestem pewna, że moje potrzeby zdecydowanie są konkretne— odpowiedziała, mijając go w drodze na dach, na tyle blisko, by na chwilę zmrużyć oczy pod wpływem jego zapachu. Na jej ustach zagościł leniwy uśmiech. Pomimo tego nie czekając na swojego towarzysza ruszyła przed siebie, aż zatrzymała się dopiero przy krawędzi. Widok w dół był cudowny, przypominał jej o utraconym domu. Uwielbiała obserwować świat z góry, nie mógł wybrać lepszego miejsca, niż to w którym się teraz znalazła. Wiedziała, że jej oczy musiały błyszczeć, kiedy odwróciła się w stronę mężczyzny, opierając plecy o barierkę.
    —Różowe półwytrawne?— rzuciła, delikatnie przygryzając dolną wargę i przyglądając się jego poczynaniom.
    —To tutaj Quatermaine’owie wabią dziewczyny? —dodała unosząc delikatnie kącik ust. Jednocześnie opróżniła prawie całą zawartość niepraktycznie małej torebeczki, którą na ten wieczór pożyczyła jej macocha. Spuściła wzrok na paczkę papierosów, po czym znów zwróciła spojrzenie na Cassiana, unosząc je w jego stronę uśmiechając się pytająco.

    Frida, która wcale nie da się tak łatwo wystraszyć.
    A przynajmniej postara się nie dać, tego po sobie poznać

    OdpowiedzUsuń
  67. [Przepraszam, że dopiero teraz i że nie jest jakoś super. Chciałam się zrewanżować czymś na prawdę świetnym, bo coraz bardziej kocham Cassiana (zwłaszcza, że nadrabiam zaległość z GoT i choć Ramsay, to psychol, to go terz uwielbiam. Może to mój typ faceta? :p). No, ale wyszło jak wyszło ;)
    Ale bardzo się cieszę, że komputer znów ci żyje :D I jestem ciekawa jak dalej się potoczy ta ich kolacja :D]

    Frida, Frida

    OdpowiedzUsuń
  68. [Tak, tym razem nam się uda!]

    OdpowiedzUsuń
  69. [Mam mieszane uczucia. Z jednej strony... Cholera, tak bardzo nie lubię Gry o Tron i wszystkiego, co jest z nią związane. Cassian niby zimny, niby creepy; Rheon pasuje do niego idealnie i cały obraz nienawiści się dopełnia. Ale z drugiej moja sadystyczna natura każe mi go bezgranicznie kochać i gdybym spotkała takiego pana w rzeczywistości... Cóż, byłabym tą adoratorką widzącą w nim otoczkę dżentelmena. Choć z pewnością doszukiwałabym się w nim czegoś więcej. I intrygowałby mnie coraz bardziej 💕
    Właśnie na taki pobyt i taką zabawę tu liczymy! Dziękujemy bardzo za przemiłe powitanie i wszystkie ochy i achy; z Gasparda wyszła mała pierdoła, ale może dlatego, że bardzo dawno nie prowadziłam ucznia. W każdym razie; obitej mordki mu oszczędzę, przynajmniej na razie :D]

    Gaspard

    OdpowiedzUsuń
  70. [No hej! :D (O! Dobrze wiedzieć :D. Na MC zacznę dopiero w środę, w sensie jutro, ew. pojutrze w zależności od tego ile energii wyssie ze mnie ostatni egzamin, eh :<)
    Naprawdę? A sądziłam, że znalazłam go dopiero dla Merrick... Z moją pamięcią jest najwyraźniej coraz gorzej xD. Tyle komplementów na raz! Nawet nie wiesz, jak się cieszę z tego powodu, bo zupełnie się tego nie spodziewałam.
    Tak czytałam Twoją kartę i... wow. Już samo pierwsze zdjęcie mnie nieco przeraziło. Twoje postaci rzeczywiście przeszły ogromną przemianę. A jednocześnie podziwiam za wszechstronność - porównując Ashmee, a Cassiana... Tu właściwie nie ma co porównywać.
    Jestem pod wrażeniem postaci Cassiana. Niby zły, niby psychol, niby despota, a jednak ma w sobie coś... to coś. Ponadto gra na gitarze i śpiewa, więc w jakimś tam stopniu musi mieć duszę artysty. A Jessie lubi artystów, nawet tych niekoniecznie normalnych.
    Na wątek rzecz jasna jestem chętna. Nawet, a może tym bardziej?, z takim strasznym panem. Myślałaś może o czymś konkretnym? Bo mi w sumie nie świta nic co nie stanowiłoby zagrożenia życia i zdrowia dla Jessie :D
    Ale czekaj! Khleo to siostra Cassiana, tak? Bo ona zaklepała sobie Jessie na przyjaciółkę, więc można by to jakoś z tym zakręcić. Ale... chyba nie do końca już myślę o tej godzinie :<]
    Jessie Merrick

    OdpowiedzUsuń
  71. [Oh, mam nadzieję, że to nie ja będę tą, która zginie o.o I oh, dziękuję za tyle miłych słów! Cieszę się, że komuś Jackie się spodobała! Ale faktycznie, ona to przeciwieństwo Cassiana, którego aż strach się bać. Aczkolwiek tak sobie pomyślałam, że Jackie mogłaby być ową przyjaciółką z dzieciństwa, jakoś mi tak pasuje. Oczywiście o ile chcesz. Zawsze można wymyślić im coś innego, choć musiałabym pewnie chwilę pomyśleć :)]

    JACQUELINE

    OdpowiedzUsuń
  72. (Zatem Cass i Huesos? Wydaje mi się, że wyjdzie z tego coś bardzo... Bardzo... Nawet nie mam na to odpowiedniego słowa. Wspólnego mają ze sobą tyle, że chowają się za fasadą pozorów i często zaglądają na siłownię. Właśnie tam mogliby się spotkać. Nie wiem tylko jak pociągnąć to dalej, masz jakiś pomysł? Napiszmy coś zdrowo popieprzonego, to przecież nasza specjalność.)

    Huesos

    OdpowiedzUsuń
  73. [Dziękuję za tak miłe słowa. c: Tak, jak Twój pan się nikim nie opiekuje, tak Malvę wkurzają niemiłosiernie te dobre duszyczki, usiłujące ją ratować.
    Jeśli o wątek chodzi, to gdybyś miała ochotę na pomysł podobny do tego „starszą siostrę młodego ucznia, któremu sprzedał narkotyki, a tamten przesadził i trafił na odwyk”, to widzę to tak: Malva wychowuje się z kuzynem, który jest od niej starszy o rok lub dwa. Moja panienka mogłaby parę razy kupić coś od Cassa, łączyłyby ich głównie interesy (może chciałaby się zaciągnąć do sprzedawania czy coś, to zależy od Ciebie), no i ów kuzyn, dowiedziawszy się o tym, zacząłby robić wielkie problemy. Co Ty na to?

    A w piłkę chętnie pogramy, ale nie czachą; czaszki to świętość!]

    Malva Rowlinson

    OdpowiedzUsuń
  74. [Z tymże starszy brat Jessie ma około trzydziestki, więc jedyne co to mógłby słyszeć o Cassianie. I bardziej myślałam, aby to Khloe ostrzegała Jessie przed bratem. Coś na zasadzie Zaraz wrócę, bądź grzeczna, nie wchodź mu w drogę. Choć Jessie, to plotkara, to jednak wie kiedy obowiązuje ją przyjacielska tajemnica i nie powinna niczego mówić.
    Ale reszta, jak najbardziej mi pasuje. Tylko... Ile Missy ma lat? Bo skoro Jessie i tak często przebywa u nich w domu, to mogłaby ją poznać. I np. dziewczynce spodobałyby się jej rysunki, które często, nawet u nich, mogłaby gubić. No i czasami narysowałaby coś specjalnie dla niej. Ot, taki nieznaczny szczegół, który może coś wnieść do dalszej akcji.
    I za niedługo nam zacznę. ^.^]
    Jessie

    OdpowiedzUsuń
  75. [O, nawet nie wiedziałam. Nie pochwaliła się.
    I w sumie, to brat Jessie jest bardzo plastyczną postacią. Nazwałam go Max, aby nie pomylić imion. I w jednym odpisie został mianowany Sebastianem, więc jego wiek też może być plastyczny, hahah :D ]

    Bądź grzeczna! I nie rób głupot!
    Czy Jessie mogła usłyszeć gorsze słowa od tych? To działało niczym płachta na byka. Już lepiej było nic nie mówić! Wtedy może siedziałaby grzecznie. Może, bo pewnie zaraz zaczęłoby jej się nudzić. Cały czas musiała być w ruchu, po prostu musiała coś robić, aby nie zwariować. Ruszać ręką, ruszać nogą, kręcić zawieszką na łańcuszku, kręcić loki po bokach głowy. Cokolwiek! Najbardziej lubiła rysować. Ale nie zawsze mogła to robić. A czasami potrzebowała się rozruszać, aby spłynęły na nią nowe pomysły. Nie bez powodu, nauczyciele marudzili, że jest zbyt aktywna.
    Przekręciła się na brzuch i spojrzała na zegarek. Westchnęła cicho, bo od wyjścia przyjaciółki minęło zaledwie dziesięć minut. Miała być tylko chwila, tymczasem czas ciągnął jej się w nieskończoność. Zamknęła oczy. Jedna owca, druga owca, trzecia owca. Baran. Czwarta owca. Granatowy smok. Smerf. Minionek pobrudzony farbą. Piąta owca. Co tam robił Vin? Otworzyła oczy i jęknęła głośno, widząc ile czasu upłynęło.
    Wstała z łóżka i wzięła do ręki swój szkicownik oraz piórnik z głową lwa, w którym miała schowany zestaw cienkopisów i ołówków. Przekartkowała zeszyt i znalazła pustą stronę. Przyłożyła ołówek do kartki i… to było niespodziewane. Jak każdy z jej pomysłów. Niekoniecznie genialnych. Przed oczami zamajaczył jej pewien kolor. Całkiem ładny, jednak nie do końca potrafiła przypomnieć sobie jego barwę. Ale wiedziała gdzie go widziała. Wystarczyło wyjść z pokoju i przejść. Tylko kawałek. Nikt nie powinien jej nawet zobaczyć.
    Oczywiście, że wiedziała, że nie powinna. Powinna siedzieć na tyłku i nic nie robić. Powinna grzecznie czekać. Ewentualnie zjeść jedno z ciasteczek, które leżały na stoliku. Tak by było najlepiej dla wszystkich. A w szczególności dla niej samej. Ale chęć poznania tego koloru była o wiele silniejsza, niż racjonalne myślenie.
    W końcu doszła do wniosku, że przecież nic nie powinno jej się stać. Wyjdzie na chwilę, pójdzie w głąb korytarza, zbada kolor i szybko wróci do pokoju. Nawet nikt się nie zorientuje, że z niego wyszła.
    Ze szkicownika wyrwała kawałek kartki i schowała go do kieszeni. Za ucho wsunęła ołówek i ostrożnie wyszła z pokoju. Wiedziała, gdzie powinna iść. To niedaleko. Już prawie dochodziła, kiedy coś usłyszała. Coś co skutecznie odwróciło jej uwagę. Zapomniała o kolorze, o chęci dokładnej identyfikacji. Muzyka, która dochodziła z niedaleka, bardzo przypadła jej do gustu.
    Nie idź! Nie idź! Nie idź!
    Gdyby kiedykolwiek posłuchała tego aniołka, co siedział na jej lewym ramieniu, jej życie z całą pewnością byłoby o wiele łatwiejsze. I o wiele rzadziej wpadałaby w przeróżne kłopoty i dziwne sytuacje. Jednak, jak zwykle, posłuchała tego diabełka, który siedział na jej prawym ramieniu. Poprawiła ołówek za uchem i nieco zmieniła kierunek drogi. Przecież nie zrobi niczego złego. Pójdzie i sprawdzi skąd dochodzi ten dźwięk. A potem szybko się zmyje.
    Nie przewidziała tylko jednego – że kiedy zlokalizuje źródło dźwięku, stanie w oko w oko z osobą, od której się on wydobywał. Nieco się zdziwiła, bo wiele słyszała o tym Cassianie, jednak jakoś nikt nie wspomniał jej o tym, że grał na gitarze.
    — O hej! — Powiedziała, uśmiechając się od ucha do ucha. — Bardzo ładna piosenka. Kogo grałeś? Czy to może twój kawałek? Jakoś nigdy jej nie słyszałam. Ale w sumie… ostatnio daleko jestem z muzyką. Chyba, że taką z seriali. Ale to nie brzmiało mi na nic serialowego. — Może jeśli go zagada, to ujdzie z życiem?
    Jessie

    OdpowiedzUsuń
  76. [O tak; myślę, że złamanie ręki jest całkiem niezłym pomysłem wbrew wszystkiemu, wcale nie za dużym i przesadzonym. :D A Malva pewnie byłaby zirytowana, zatem przyszłaby na Cassa nawrzeszczeć, co i jemu mogłoby się mocno nie spodobać... Jakoś tam pójdzie, zobaczymy, jak to się konkretnie rozwinie. :D Zaczniesz nam? Proszę? <3]

    Malva Rowlinson

    OdpowiedzUsuń
  77. Wpadła jak śliwka w kompot. Wiedziała to od chwili, kiedy natrafiła na niego w drzwiach. Mało to plotek słyszała na jego temat? Mało opowieści? Podejrzewała, że nie wszystko było aż takie złe. Chociaż może? Nie znała go osobiście. Jakoś nigdy nie było okazji, aby się mu oficjalnie przedstawiła. Nieco nad tym ubolewała. Bo wolała obgadywać ludzi, z którymi miała kontakt. Albo o nich chociaż słuchać. Wtedy mogła porównać treść plotek i odnieść je do odpowiedniej osoby.
    Mówienie było jej systemem obronnym. Kiedy się denerwowała, dużo mówiła. Kiedy nie wiedziała co powiedzieć – mówiła jeszcze więcej, ale od rzeczy. Kiedy się nudziła – gadała sama do siebie. Kiedy się nie nudziła – również gadała. Wrodzone gadulstwo było jej wrodzoną cechą. Podobno już jako mała dziewczynka, która ledwo odrastała od ziemi, potrafiła zagadać rodziców i starszego brata. Z wiekiem nic się nie zmieniło. Jedynie przestała seplenić i zaczęła poprawnie wymawiać słowa. Niekoniecznie trzymając się poprawności logicznej i gramatycznej.
    Podobno artyści mieli nie po kolei w głowie. Jessie, choć brzmiało to nieskromnie, sama siebie uważała za artystkę. Ale doskonale wiedziała, że nigdy nie będzie taką uroczą malarką z sąsiedztwa, na widok której miękną nogi. Była szurnięta. Chodziła roztargniona, rzadko kiedy wiedziała co się dokładnie wokół niej dzieje. Często zamykała się w swoim własnym świecie, do którego nikt nie znalazł dostępu. Kiedy tworzyła, często miała nieobecny wzrok. Kiedy przesuwała ołówkiem, bądź cienkopisami, po kartce wpadała w trans. Jakby ktoś na chwilę wyłączał ją w tym świecie i włączał dopiero w tym innym. Uwielbiała to co robi. Sprawiało jej to ogromną radość. A pomysły nie uwierały w głowę, dzięki czemu czasami mogła się skupić na czymś innym.
    Uwielbiała sztukę pod każdą postacią. Za wyjątkiem oper, bo tego wycia to nie mogła zdzierżyć. Uszy ją bolały na samą myśl o jakimś przedstawieniu. Ale inna muzyka; gra na gitarze, na pianinie, na fortepianie, śpiew, musicale… Było to dla niej niezwykle inspirujące. I zawsze przy towarzystwie muzyki powstawały lepsze prace.
    Piosenka Cassiana bardzo jej się spodobała. I aż żałowała, że przestał grać. Chętnie posłuchałaby jej dalszej części. Albo czegoś innego, w jego wykonaniu.
    — Przepraszam, przepraszam! — Zawołała prędko i uniosła ręce w geście kapitulacji i obrony. — Nie chciałam popsuć ci brata. Chciałam tylko posłuchać — powiedziała na swoją obronę. Zaśmiała się na widok dziewczynki. Uwielbiała Missy, bo była taka… urocza i niewinna. Zazdrościła jej tego. Sama chętnie cofnęłaby się w czasie, aby mieć te pięć lat. Wtedy życie było łatwiejsze. A jej nieprzemyślane decyzje i wybory miały uzasadnienie w wieku. A teraz co jej pozostało? Chyba tylko cud ją uratuje.
    — Bardzo ładna piosenka. Naprawdę! Żałuję, że nie dane było usłyszeć mi jej w całości — zapewniła całkiem szczerze, choć nie wiedziała, czy w tej chwili ma to jakiekolwiek znaczenie. — I w sumie nieco mnie ranisz. Przebywam tutaj naprawdę często. Aż dziwne, że wcześniej mnie nie widziałeś. Ale… no. Jestem Merrick. Jessie Merrick — uśmiechnęła się. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie wyciągnąć ręki w jego stronę. Ale to znaczyłoby, że musiałaby podejść. A jednak wolała nie przekraczać tego dystansu. Tutaj, gdzie stała, czuła się nieco bezpieczniej. — A co robię… a! To przyszłam do twojej siostry. Khloe. Ale musiała na chwilę gdzieś wyskoczyć… W sumie to nawet mówiła mi gdzie, ale nie pamiętam. Ale mówiła, że zaraz wróci. A minęło… — Spojrzała na zegarek i aż jęknęła. Nawet teraz czas jej tak wolno leciał! — Dwadzieścia minut. A ja… no cóż. Macie bardzo ładny kolor na ścianach. Chciałam dokładnie sprawdzić, co to jest za kolor i spróbować go odwzorować na kartce. Ale… twoja gra mnie rozproszyła. Ot cała tajemnica. — Na koniec wzruszyła lekko ramionami. Oparła się ramieniem o framugę, zastanawiając się, czy przypadkiem nie za dużo mówi. Ale może to gadanie ją uratuje? Albo odwlecze ostateczny moment. Odgarnęła włosy za ucho i wbiła wzrok w dziewczynkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Dziękuję za docenienie, Missy — uśmiechnęła się. Choć to rzucanie nożem nieco ją przeraziło. Lecz jakaś jej cząstka wcale się do tego nie chciała przyznać. — A pokolorowałaś już ten ostatni obrazek z Vinem? Bo ostatnio miał taką śmieszną pozę, kiedy spał. Mogę ci pokazać zdjęcie i jak będę następnym razem to przyniosę ci do kolorowania. Albo już pokolorowanego, wybór należy do ciebie. — Znów się uśmiechnęła. Poprawiła ołówek, który wciąż miała wsunięty za ucho. Poklepała się po kieszeniach, ze zdziwieniem odkrywając, że nie ma przy sobie telefonu. Jakby to jeszcze była jakąś nowość. — A jednak ci nie pokażę, bo gdzieś zapodziałam telefon.
      Jessie

      Usuń
  78. [Mam kilka typów, ale nadal nie jestem pewien, jak przeczytać nazwisko Twojego pana i zamiast się kompromitować, powiem tylko, że chyba zebrałaś w nim całe zło tego świata. Heh, no i znowu typ z GoT. Lepszego wizerunku nie mogłaś dla niego wybrać. Nie mogę tylko ulokować w nim słabości do dzieci i anielskiej cierpliwości. Za to doskonale rozumiem problem z wydatnymi żyłami. Żaden ze mnie narkoman, ale pielęgniarki na ogół są zadowolone.
    Dzięki za miłe słowo. Mam nadzieję, że tym razem nie zadziała nic na przekór i nie zniknę stąd, tak jak ostatnio. No, najlepiej byłoby, jakbym wcale stąd nie znikał. Micha płatków miodowych z Cassianem byłaby samobójstwem, dlatego może chociaż my zgadamy się kiedyś na szałcie na takie śniadanko ;D]

    Tommy

    OdpowiedzUsuń
  79. [Dziękuję za powitanie! :)]
    Willie

    OdpowiedzUsuń
  80. [Problem jest taki, że Jackie urwała całkowity kontakt z rodziną, więc wątpię, że gdziekolwiek wybrałaby się z matką :) Można byłoby zrobić tak, że Jackie kojarzyłaby go z widzenia (i oczywiście nie poznawałaby w nim przyjaciela z dzieciństwa), ale nie wiedziała za bardzo co o nim mówią w szkole, bo raczej plotek nie słucha. No i któregoś razu mogą trafić na siebie na jakiejś domówce (Jackie rzadko na nie chodzi, więc wcześniej mogli się na takowych nie widywać) i od słowa do słowa wyszłoby, że się znają, a raczej znali i to dość dobrze. A później jakaś dziewczyna (widząc wcześniej, że Jackie gada z Cassianem) powiedziałaby jej o nim wszystko, w co rzecz jasna Farley nie uwierzy.]

    JACQUELINE

    OdpowiedzUsuń
  81. [Nic nie szkodzi, czasami każdemu coś może umknąć ;) Hmm, a może tak mała drama od razu? Możemy zrobić tak, że trochę pogadają, a później Cassian pójdzie za jakąś dziewczyną, aby jej "pomóc" czy coś (co będzie chciał jej zrobi to twoja decyzja :D). W tym czasie Jackie pogada z ową koleżanką, a po rozmowie sama nie będzie wiedziała co o tym myśleć i chcąc pomyśleć chwilę w spokoju, wejdzie do pokoju, w którym będzie Cassian chcąc zrobić coś niedobrego, przed czym Jackie go powstrzyma, co ty na to? :)]

    JACQELINE

    OdpowiedzUsuń
  82. [Ojej, dziękuję za wszystkie miłe słowa, bardzo mi miło :D I dziękuję za powitanie. A co do Twojej postaci to wyrazy podziwu za stworzenie takiej postaci. Po prostu wow. Napisałaś, że jest to negatywna postać do negatywnych wątków. To super bo właśnie taki wątek bym sobie napisała :) Rozpocząć można by było rzeczywiście od tego, że Dorian zauważyłby, że z Cassianem (apropo piękne imię :) jest coś nie tak i usiłowałby jakoś do niego dotrzeć, pomóc mu albo coś. Jednakże z uwagi, że w moim panu odzywa się głównie głos naukowca a nie pedagoga, będzie on próbował wykorzystać jego psychopatyczne skłonności do swoich badań. Mam, na przykład na myśli, że skoro Cass bierze narkotyki (bo tak jest napisane w karcie) to będzie próbował go przekupić dragami by wziął udział w jakimś tam jego badaniu. Albo będzie go napuszczał na różne sytuacje by zobaczyć jak daleko może się posunąć. Jeśli miałoby być hardcorowo to można by było zrobić tak, że przez ich działanie doszłoby do jakiejś tragedii. Żaden nie mógłby wydać tego drugiego bo to by była w sumie ich wina itd. Co Ty na to? Za bardzo przesadziłam? xd]
    Dorian B

    OdpowiedzUsuń
  83. [Ja się witam gorrrąco, jak zwykle! Jak już przestaniesz cofać się w rozwoju to możemy zasiąść do V, Bemolku <3 Jak coś to dawaj znać, że chcesz, a jak nie chcesz to też dawaj, pomyślimy coś.]

    Nutka

    OdpowiedzUsuń
  84. [Trochę krócej, ale nie chciałam lać za bardzo wody. Mam nadzieję, że to nie przeszkadza >.< ]

    — Nawet nie wiesz, jak bardzo — odparła zgodnie z prawdą. Nie należała do osób cierpliwych. Wszystko musiało być zrobione na wczoraj. Kiedy musiała poczekać trochę dłużej, to pojawiał się mały problem. — Dla takich ludzi jak ja, czyli rozgadanych i niecierpliwych, podobno jest specjalne miejsce w piekle. Bo w niebie nikt by ich nie zniósł. — Zrobiła zabawną minę, jakby naprawdę się tym przejmowała. Pamiętała, że kiedyś tak straszyli ją rodzice jeśli nie przestaniesz gadać, to porwie cię diabeł! Bo aniołki nie będą cię chcieli. Merrickowie mieli dość dziwne poglądy na temat wychowywania swoich dzieci. A na Jessie takie groźby z czasem przestały robić wrażenie. Podobno wyszło jej to na dobre, ponieważ dzięki temu teraz się tym nie przejmuje. I zaakceptowała siebie samą w pełni. Wraz ze wszystkimi zaletami oraz wadami. Tylko nie do końca potrafiła ulokować gadulstwo.
    Zaskoczona spojrzała na swój telefon. Nie było to udawane zaskoczenie, ale naprawdę szczere. Zazwyczaj łatwo było wyłączyć młodą Merrick. Wystarczyło ją niespodziewanie dotknąć i od razu się zamykała. Teraz Cassianowi udało się to zrobić, nawet nie podchodząc! Przez chwilę się w niego wpatrywała i nie miała pojęcia, co powinna zrobić.
    — Skąd wiedziałeś, gdzie on jest, skoro nawet ja tego nie wiedziałam? — zapytała, kiedy pierwsza fala zaskoczenia minęła. Akurat na to pytanie nietrudno było odpowiedzieć, ponieważ Jessie rzadko wiedziała, gdzie ma telefon. Traktowała go jako zbędny dodatek. I zazwyczaj służył jej do robienia zdjęć i kontaktowania się z rodzicami. Ewentualnie do posłuchania muzyki, czy zagrania w jakąś mało ambitną gierkę dla zabicia czasu. — Jak go dorwałeś? — zapytała, bo żadna z jej teorii nie trzymała się kupy. Może gdyby pamiętała, gdzie zostawiła telefon, to sprawa byłaby łatwiejsza. Bo mogłaby choć przypuszczać, że wie, skąd mężczyzna miał ten telefon.
    — Zazdroszczę ci takiego brata. — Zwróciła się do Missy. Odbiła się ramieniem od framugi i ruszyła w ich kierunku. — Mój brat potrafi jedynie wyczarować pizzę. A i tak do tego ma jakiegoś pomocnika, który ją dostarcza. — Po raz kolejny zrobiła zabawną minę. I nim usiadła na kanapie, obok nich, to połaskotała dziewczynę w stopę.
    — Aby go odblokować, musisz narysować takie nieco koślawe „V” — powiedziała, wskazując na ekran blokady na swoim telefonie. Nie miała na nim niczego ważnego. To co było jej potrzebne, miała pozapisywane w różnych miejscach – to na „chmurze”, to na Dysku Google, to na PenDrive, to na laptopie. Ale w telefonie nigdy nie trzymała czegoś naprawdę potrzebnego. Nawet haseł nie miała pozapisywanych. Jedyne, co przemawiało za tym, że to osobisty przedmiot, to wgrane na tapetę zdjęcie, które przedstawiło jej królika oraz playlista z muzyką. Nawet w galerii nie miała zdjęć przyjaciół i znajomych. Tylko te, które zrobiła w ciągu dnia, a były to głównie jej rysunki. No i kilka zdjęć Vine`a, bo jego widok zawsze poprawiał jej humor.
    — Nie musisz mówić do mnie oficjalne — powiedziała, odgarniając włosy na ramionach i pomagając dziewczynce odblokować telefon, który nieoczekiwanie się zablokował. — Wystarczy Jessie.
    Jessie

    OdpowiedzUsuń
  85. [To co jakiś czas mogę Cię nieco ukrócić :D. I teraz zajarzyłam, że imię Cassiana skraca się tak, jak jednego z moich ulubionych aniołów – Cass – to taki żart, czy nie ma nic wspólnego z Castielem? Xd]

    — Matko kochana — powiedziała, wywracając nieco oczami. Teraz, kiedy zamieniła już z nim te kilka słów, poczuła się znacznie pewniej i swobodniej. Powoli traciła wszystkie hamulce, które trzymały jej gadulstwo w ryzach. — Człowieku, nie masz nawet ćwierci wieku, a gadasz, jakbyś miał co najmniej pół… — zacięła się, mimo wszystko nie chcąc powiedzieć za dużo. Czasami lepiej było zamilknąć, szczególnie w obecności dzieci. A ona już i tak wystarczająco na ten temat powiedziała. Jakby nie było – w pewnym sensie go wyśmiała. A to wszystko dlatego, że nie rozumiała tych wszystkich oficjalnych zwrotów i tytułów. To było sztuczne i pozbawione sensu. Zresztą, byli jeszcze młodzi. Miała się do niego zwracać na per pan? Wydawało jej się to zwyczajnie śmieszne. Dopiero po dłużej chwili do jej głowy dotarło to co powiedział na końcu. Ma chérie. Uśmiechnęła się pod nosem, nieco zadowolona, nieco zaskoczona.
    Miała dość dziwne nastawienie do otaczającego ją świata. Nie bała się ludzi, nawet tych najgorszych i najbardziej podłych. Może dlatego, że jeszcze nigdy nie znalazła się w sytuacji, w której ktoś by jej groził. Albo rzeczywiście mogłaby stracić swoje życie. Strach odczuwała tylko w ekstremalnych chwilach. Gdyby nagle ktoś przyłożył jej nóż na szyi, to zapewne dopiero wtedy zaczęłaby się bać. Póki wszystko działo się na płaszczyźnie słownej, nie odczuwała zagrożenia i przez to nie brała go na poważnie.
    Teraz było tak samo. Uwielbiała słuchać plotek, choć rzadko je rozpowszechniała, i kilku o Cassianie się nasłuchała. Żeby to tylko raz… A teraz, kiedy siedział niedaleko niej, zdrowy rozsądek podpowiadał jej, aby zachowywać się bardziej ostrożnie. Lecz ta druga część niej miała gdzieś zdrowy rozsądek. Wolała zachowywać się tak, jak robiła to na co dzień. A wszystko za sprawą dziwnej chęci poznania go, na tyle, na ile pozwalały obecne warunki. I nie chodziło jej o poznanie ze strony plotek, ale od strony prawdy. W końcu każdy psychopata walczył w imię jakiegoś dobra. Lucyfer nienawidził ludzi. Hitler chciał stworzyć czystą rasę. A Henry Jekyll próbował oddzielić czarną stronę duszy od jasnej i w efekcie stworzył mordercę.
    — Dobranoc, skarbie — uśmiechnęła się czule w kierunku Missy, która skutecznie wyrwała ją z zamyślenia. Dźwignęła się z kanapy i lekko przeciągnęła. Coś jej przeskoczyło w ramieniu, lecz nieszczególnie się tym przejęła. Kierując się w stronę drzwi, zaczęła rozmasowywać nieco bolące miejsce.
    — Ma chérie? Czym sobie zasłużyłam na taki tytuł? — zapytała, podczas kiedy ich oczy krzyżowały podczas nieco za długiego kontaktu wzrokowego. Pod tym względem niczym nie różniła się od swoich koleżanek. Która z dziewczyn nie lubiła być komplementowana i nazywana w taki sposób? Chociaż było to nieco podejrzane. Minęła go i przeszła przez próg. Odetchnęła cicho, uświadamiając sobie, że teraz zostaną zupełnie sami. Może jednak powinna posłuchać głosu rozsądku? I ewakuować się, kiedy jeszcze miała ku temu dobrą okazję...
    — Teraz odzyskam swój telefon? — zapytała, stając mu na drodze, kiedy drzwi do pokoju Missy się zatrzasnęły. Zadarła głowę w górę, aby znów móc spojrzeć mu w oczy.

    Jessie

    OdpowiedzUsuń
  86. [O nie! Ja Cassiana uderzę, a ten wykona podpisany wyrok śmierci. Nie ma tak dobrze! :D]

    — Zgadzam się. Każdy człowiek z natury powinien być szanowany. Ale jest różnica pomiędzy zwracaniem się w obowiązującym języku, a jego zmianą. Tym bardziej na język francuski, który jest uważany za jednej z najbardziej eleganckich i romantycznych języków. I mimo że nie jestem prostytutką, czy kurtyzaną, to jednak potraktuję twój zwrot jako komplement — uśmiechnęła się w jego kierunku. Mogłaby się bardziej rozwodzić na temat szacunku, bycia szanowanym i tak dalej. Ale zwyczajnie nie widziała sensu, aby dalej o tym paplać.
    Dość ciężko rozmawiało jej się z młodym mężczyzną. Miała wrażenie, że jego każde słowo jest dokładnie przemyślane, wyważone i odpowiednio wpasowane do całości. Jej nigdy takie nie były. Gadulstwo miała we krwi. Gadała dużo, o wszystkim i o niczym. Nie zwracała uwagi na słowa, nie przykładała do nich wagi. Mówiła dużo, często bezsensu. I zazwyczaj trafiała na rozmówcę, który albo milczał, bo nie mógł się przebić, albo odpowiadał normalnie, jeśli mogła to tak określić.
    Powoli odwróciła się w jego kierunku. Zmrużyła oczy, nie za bardzo wiedząc, czego powinna się spodziewać. Chciała odzyskać telefon, a potem usunąć się w cień. Nawet straciła ochotę na dalsze poznawanie go. W jego oczach było coś dziwnego. I to sprawiało, że jej pewność siebie powoli odchodziła na bok. Zaczynała się czuć niepewnie, a to nawet w małym stopniu nie było komfortowe.
    Zaśmiała się pod nosem, zastanawiając się, czy teraz to był żart z jego strony, czy coś zupełnie innego. Miała mało opcji do wyboru. Każda wiązała się z pewnymi konsekwencjami. I tylko od niej zależało, co stanie się dalej. Trudno było jej przewidzieć kolejny ruch przeciwnika. Nie była dobrym strategiem, zresztą nigdy nie musiała myśleć w kilku kierunkach jednocześnie. W gierkach słownych podobno nie miała sobie równych. Jeśli przegrywała, to z jej ust wydobywał się potok słów, niekoniecznie zrozumiały przez innych. I tym sposobem, może niekoniecznie sprawiedliwym, wygrywała.
    — Nie boję się twojego dotyku. Żaden człowiek, nie może mieć toksyn zamiast krwi. Nie martw się, nie boję się również o to, że mnie poparzysz. W końcu toksyny podobno powodują poparzenia. I nie można rozerwać tętnicy pstryknięciem palców — zauważyła, może nieco zbyt filozoficznym tonem. Podeszła do niego i przekrzywiła głowę delikatnie w bok. — Ale, mógłbyś na przykład rozerwać mi szyję zębami. Odgryźć kawałek skóry, wysunąć sztuczne kły i wyssać mi krew, czy coś — powiedziała. Znów złapała z nim kontakt wzrokowy. Może i miał nie po kolei w głowie, ale szczerze wątpiła, aby był zdolny do takich czynów. O ile rzucanie nożami potrafiła zrozumieć i nawet zaakceptować, tak wyrywanie skóry zębami należało do czynności niezrozumiałych. I obrzydliwych. Tak samo jak picie krwi. Ale ilu ludzi, tyle dziwactw. Sama też miała kilka. Aczkolwiek one mieściły się w ogólnie przyjętych zasadach normy i normalności. I nic nie wybiegało poza to. Chyba...
    — I nie mam zamiaru cię obmacywać. A tym bardziej grzebać po kieszeniach. Jeszcze oskarżysz mnie o próbę kradzieży. Albo o próbę obmacywania, bo jednak na gwałt to nic nie wskazuje. — Przekrzywiła głowę delikatnie w bok, po raz kolejny zmniejszając odległość, która się między nimi pojawiła. Stała stanowczo zbyt blisko, ale nieszczególnie jej to teraz przeszkadzało. Musiała odzyskać swój telefon i nie zamierzała się poddawać i odchodzić z niczym. W końcu to była jej własność., która w dziwny i niezrozumiały sposób zgubiła i trafił w ręce młodzieńca. I wciąż się zastanawiała, jak to jest w ogóle możliwe. Ostatni raz widziała go w pokoju przyjaciółki. Może wzięła go ze sobą i ten jej gdzieś wypadł? Było to możliwe, ale… kiedy? Może rzeczywiście miała do czynienia z jakąś dziwną odmianą magii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Więc oddasz mi telefon? — zapytała, wyciągając rękę w jego kierunku. — I może zdradzisz mi, skąd go masz? Bo nie potrafię sobie nawet wyobrazić, jak wpadł w twoje ręce — powiedziała. Uniosła brew lekko w górę, wpatrując się w niego wyczekująco.

      Jessie

      Usuń
  87. Merrickowie nigdy nie chcieli mieć drugiego dziecka. Wymyślili sobie genialny plan, którego się trzymali. Zrobili sobie synka, którego wychowywali i starali się, aby wyrósł na dobrego i porządnego obywatela. Jednak nie przewidzieli jednego – antykoncepcja nie zawsze działała. I pewnego razu zawiodła. A kilka miesięcy później na świecie pojawiła się rozdarta dziewczynka, którą trudno było uspokoić i czymkolwiek zadowolić.
    Wiedziała, że swoimi narodzinami pokrzyżowała im plany. W podróż dookoła świata chcieli wyjechać, kiedy tylko Max poszedłby na studia. A tymczasem musieli zająć się jeszcze córką, która była prawie trzynaście lat młodsza od brata.
    Mimo wszystko nigdy nie dali jej tego odczuć jakoś dotkliwie. Czasami w żartach coś chlapnęli. A czasami sama coś podsłyszała i dopowiedziała sobie resztę, która nie zawsze była kolorowa. Miała ogromny talent do pisywania czarnych i ciemnych scenariuszy.
    Kiedy zaczęła być bardziej kumatą (i mniej nieznośną) dziewczynką, to coraz częściej zamykała się w swoim świecie. Świecie, w którym wszystko było możliwe i dozwolone. Uwielbiała wymyślać, tworzyć. Ale nigdy nie miała talentu do słów. Pisała tak jak mówiła – szybko, dużo i czasami bezsensu. Nienawidziła swoich opowiadań, które próbowała napisać. A potem, pewnego dnia odkryła ołówki. Tamtego dnia wszystko w jej życiu się zmieniło. Swoje wizje i fantazje przelewała na rysunki. Tworzyła ich dużo. Niektóre lepsze, niektóre gorsze. Ale wszystkie na swój sposób oryginalne i takie… jej.
    Z czasem wypracowała sobie całkiem charakterystyczną kreskę, po której wielu mogło ją rozpoznać. A jeszcze później stworzyła piękny i oryginalny podpis, który umieszczała na każdej ze swoich prac. Mimo że nie przykładała do nich większej wagi, to jednak nie chciała, aby ktoś je przywłaszczył. Tym bardziej, że krążyły one po naprawdę wielu zakamarkach, bo zwyczajnie je gubiła, albo o nich zapominała.
    Najlepsze pomysły zawsze przychodziły bez zapowiedzi. Sprawiały, ze traciła rachubę czasu i czasami nawet kontakt z rzeczywistością. Były to te chwile, kiedy nic nie mówiła. Kiedy zamykała się na świat i nic innego się nie liczyło.
    I naprawdę nie sądziła, że Cassian jest w stanie wpędzić ją w ten stan. Ale widziała go. Widziała go bardzo wyraźne. A pomysł na rysunek nieco zasłaniał jej widok rzeczywisty. Zamknęła oczy i wciąż ją widziała. Złą do szpiku kości, mroczną postać, wychylającą się z czeluści ognia piekielnego. Widziała jej przerażający uśmiech, przerażający gest puszczenia oczka. A kiedy otworzyła oczy, on wciąż tutaj stał. Był bardziej realny. I zamiast piekła otaczał ich korytarz.
    — Nie zgodzę się z tobą — powiedziała cicho. — Podobno, aby przegryźć ludzką kość, potrzebna jest taka sama siła jak do ugryzienia marchewki. Ze skórą może być nieco ciężej. Ale jeśli dobrze się wgryziesz, na przykład tutaj… — przesunęła palcem po szyi. Odchyliła szyję, wskazując na pulsujące miejsce, nieco poniżej żuchwy. — Miałbyś szansę załatwić sprawę bardzo boleśnie i krwawo. A przy tym nieco trudno. Ale… co to za zabawa, skoro wszystko się ma tacy i nie trzeba o nic zawalczyć? — zapytała znów zmniejszając odległość między nimi.
    — Mógłbyś — przyznała i kiwnęła lekko głową. — Mógłbyś również wydłubać mi oczy, oskórować, czy wsadzić kawałek szmaty do ust. A wszystko zrobić szybciej, niż mogłabym się spodziewać. I zrobić to w zupełnej i martwej ciszy. Tylko potem jest nieco bałagan, a krew trzeba sprzątnąć — zauważyła, unosząc delikatnie brew w górę. Zmniejszanie odległości sprawiało jej coraz większy kłopot. Intymność i wszystko co było z nią związane, nie stanowiło jej najmocniejszej strony. Właściwie to była jej największa słabość, do której nie chciała się przyznawać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Mam nadzieję, że nie zostanę twoją pierwszą ofiarą. Podobno mam gorzką krew — mruknęła, biorąc nieco głębszy oddech. Spojrzała na niego uważnie
      Poczuła się dziwnie… naga, kiedy wychwyciła jego spojrzenie. Naga w sposób psychiczny, a nie ten fizyczny. Miała wrażenie, jakby dostał się do najbardziej skrywanych zakamarków jej duszy. I wciąż w niej był, odkrywając powoli wszystkie sekrety, sekreciki, pragnienia i potrzeby. Nieco speszona szybko zamrugała, mając nadzieję, odpędzić się od tego. To okazało się być błędem. Czuła się coraz bardziej zdezorientowana i niepewna. Przed oczami, przez krótką chwilę, znów zamajaczyła jej wizja rysunku. Z każdą pojawiającą się wizją, nabierał coraz więcej cech. Jednak poznanie nie dotyczyło tylko płaszczyzny wzroku. Jessie poznawała również przez dotyk. A jej prywatny diabeł sam się o to prosił.
      Nawet nie myślała o tym, aby przycisnąć go do ściany. Zresztą, i tak nie miałaby z nim najmniejszych szans. Nie wiedziała, czego by się po niej spodziewał, a czego nie. Ale sama wiedziała jedno – nie spodziewałaby się, że zrobi ten ostatni krok i jeszcze bardziej zmniejszy odległość między nimi. Ich ciała się nie stykały, choć niewiele ku temu brakowało.
      — Masz rację. Byłbyś nikim. Skazanym na wyśmianie — przyznała, kiwając głową. — Ale podobno nie ma gorszej rzeczy, dla mężczyzny, niż gwałt analny ze strony kobiety — powiedziała, ostrożnie wsuwając dłoń do tylnej kieszeni jego spodni.
      — Nie ma — zauważyła powoli i ostrożnie zabierając rękę. Zadarła głowę w górę i tym razem, to ona spojrzała mu w oczy. I tym razem nie ugięła się pod wpływem jego spojrzenia. — Twój ruch, bien-aime.

      Jessie

      Usuń
  88. Jessie nie miała dobrego kontaktu ze swoimi rodzicami. Niby byli obecni w jej życiu. Niby nie dawali jej odczuć, że jest dzieckiem-wpadką. Niby wszystko było dobrze. Ale od zawsze czuła, że coś zgrzytało i mechanizm niekonieczni dobrze działał. Nie mogła narzekać na brak zainteresowania z ich strony. Ba!, czasami interesowali się nią bardziej niż powinni. Tutaj chodziło o coś zupełnie innego. O pewną negatywną energię, która się między nimi utworzyła. Jessie początkowo sądziła, że wszystko jest kwestią podejścia. Postawiła więc zmienić swoje. Dała im szansę, a oni… po prostu wyjechali, zostawiając ją samą z bratem.
    Miała wtedy zaledwie szesnaście lat, a Max kompletnie się nie spełniał w roli opiekuna. Wiele razy się kłócili, a czasami nawet dochodziło do rzucania przedmiotami. Nie raz i nie dwa polecał telefon, poduszka, a czasami nawet talerz i patelnia. Musiała przyznać sama przed sobą, że dała Maxowi popalić. Ale on w jej wieku był niewiele lepszy! Zresztą, przecież nie był jej ojcem, więc niektórych rzeczy nie mógł jej kazać, czy zabronić. A kiedy próbował, to ze strony Jessie pojawiał się bunt.
    Ten bunt właściwie trwa do dnia dzisiejszego. Nie jest on szczególnie widoczny. Jessie nigdy nie należała do niegrzecznych dziewczyn. Ale uwielbia robić na złość bratu. Doskonale zdaje sobie sprawę, że Max wolałby, aby bardziej przypominała jego. Zawsze wolał, aby więcej czasu spędzała z ludźmi, najlepiej na świeżym powietrzu i bardziej otworzyła się na świat. Dlatego zaciągnął ją do pracy w kiosku. Swoją pracę całkiem lubiła, choć nie należała ona do najbardziej pasjonujących. W końcu co ciekawego jest w układaniu komiksów? Których czasami nawet z folii nie mogła wyciągnąć, aby dokładnie go przeczytać. A ludzie? No cóż, przez tę budkę dużo się ich nie przewijało. Więc Max, koniec końców, na swoim i tak nie postawił. A Jessie cieszyła się z małej wygranej.
    Takich sytuacji było znacznie więcej. Robienie na złość bratu weszło jej w nawyk. Tak samo, jak przygotowywanie dla niego kolacji i robienie prana. Mieli niepiśmienne porozumienia, których się trzymali. I być może dlatego jeszcze ze sobą mieszkają i trzymają się całkiem nieźle. Jednak to, co mają teraz, wykształciło się na przestrzeni miesięcy. Oboje na to zapracowali. A że oboje należeli do osób upartych, to sprawa wcale nie była taka prosta.
    Upartość Jessie ukazywała się również w innych dziedzinach życia. Teraz stała przed Cassianem i musiała odzyskać swój telefon. Teoretycznie mogła machnąć na to ręką. Kupiłaby sobie nową kartę i nowy aparat komórkowy i byłoby po problemie. Tym bardziej, że nie była w żaden sposób przywiązana do tego modelu. Ale to właśnie jej upartość sprawiała, że chciała go odzyskać. Nawet jeśli oznaczało to wejście w miejsce, gdzie z całą pewnością nie powinno jej być.
    Miała szansę na ucieczkę, na odwrót. Mogła nie podejmować jego gry. Ale podejmowanie nieodpowiednich decyzji również stanowiło nieodłączony element jej bytowania na tym świecie.
    — Oczywiście, że nie masz — odpowiedziała szybko. — Nie będziesz pozbawiał mnie woli życia, ale samego życia — dodała, chcąc sprostować wcześniejszy komentarz. Złapała z nim kontakt wzrokowy, choć w tym momencie nie było to najmądrzejsze posunięcie.
    — Wiem, że nie pierwszą. I nie oszukujmy się, na pewno nie ostatnią — stwierdziła. — Będę kimś w środku, kimś zapewne szybko zapomnianym i nie zapamiętanym. Ale wiesz co? Jestem ambitną osobą. I mam do ciebie pewną prośbę. W pewnym sensie oboje jesteśmy artystami. Słyszałam, jak grasz, więc nie zaprzeczaj temu. Zresztą, sam przyznałeś, że masz w sobie zasiewy sadyzmu i masochizmu. A znęcanie się nad ludźmi, to też sztuka. Najbardziej okrutna, najciemniejsza, a dla niektórych najbardziej piękna. Więc to również czyni z ciebie artystę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma prawo do ostatniej prośby. Więc, wracając do sedna sprawy, moja jest taka: skoro mogę się stać twoją ofiarą, to zrób to w najbardziej wyszukany i artystyczny sposób. — Powiedziała, nie do końca zdając sobie sprawę o co go właściwie poprosiła. O morderstwo w artystyczny sposób? Byłoby jej o wiele łatwiej, gdyby wiedziała, jaką ofiarą mogłaby się dla niego stać. Ponadto nie wierzyła, że tej nocy naprawdę może stać jej się coś poważnego. Nigdy nie brała takich gróźb na poważnie. A wszystko dlatego, że nie bała się ludzi, ani tego co mówili. Większość z nich miała to do siebie, że dużo mówili, a mało robili. Nie raz miała oberwać. A jakoś, gdy przychodziło co do czego, to nic się nie działo. Być może dlatego teraz nieco bagatelizowała zachowania i słowa mężczyzny.
      Dziwnie się czuła, wsuwając dłoń do jego kieszeni. Nie chodziło o jakieś obdzieranie z godności, czy coś równie podobnego. Ale miała niemały problem związany z dotykiem i intymnością. Czuła się niezwykle niekomfortowo w sytuacjach, kiedy ktoś zakłócał jej przestrzeń osobistą. Nie wiedziała co robić, a tym bardziej co mówić. Między innymi z tego powodu unikała wolnych tańców-przytulańców.
      — Mylisz się — powiedziała dość szybko. I mimo że nie trzymała już ręki w kieszeni, to nie cofnęła się za bardzo. Dalej stała o wiele za blisko niż powinna, lecz przynajmniej ich ciała się nie stykały. Stanowiło to dla niej pewną, ogromną ulgę, bo dzięki temu powoli wracała jej pewność siebie, którą zatraciła z własnej winy. — Gwałt zawsze pozostanie gwałtem. Czymś czego ty nie chcesz, a i tak jest robione wbrew tobie. A fakt, że ciało reaguje, tak jak reaguje, dodatkowo wpędza cię w dodatkową depresję. Sprawia, że zaczynasz sam sobą się brzydzić. Co innego jeśli chodzi o seks. To czynność na którą wydajesz wyraźne pozwolenie. Nawet jeśli masz jakieś fetysze, których się wstydzisz. I chcesz je spełnić, to dalej wyrażasz na to zgodę. Więc nie można nazwać tego gwałtem. A, jak sam zauważyłeś, fetysze są tylko nieszkodliwym sposobem dostarczania sobie przyjemności. Choć chyba nie wszystkie. — Wzięła głęboki oddech, czując się dziwnie onieśmielona. Przez całą wypowiedź, czuła palące rumieńce na twarzy. I z czystym sercem mogła powiedzieć, że nienawidziła tego uczucia. Bo to zdradzało, że nawet rozmowy o sferze intymnej są w stanie wyprowadzić ją z równowagi.
      — No nie jesteś — przyznała, kiwając lekko głową. — Ale jeśli chcesz dotknąć moich pośladków, to nie zrobię ci awantury. Nie uderzę, ani nie wyzwę od najgorszych. Będzie jeden jeden — dodała, ze zdziwieniem obserwując, jak wyciągnął z drugiej kieszeni żyletki. Nieco się odchyliła w bok, aby przypadkiem nawet nie drasnął jej nimi. Musiała przyznać mu rację – szczęście jej sprzyjało. Gdyby sięgnęła do drugiej kieszeni, jej palce byłyby pocięte i zapewne zaplamione krwią. Odruchowo spojrzała na dłoń, którą wsuwała mu do kieszeni. Na szczęście nie znalazła na niej nic, co mogłoby świadczyć o ich urazie czy uszkodzeniu. W duchu odetchnęła z tego powodu.
      — Do końca zwariowałeś?! — zawołała być może za głośno, niż powinna. To był pewien odruch, którego nie potrafiła powstrzymać. Jedną dłonią chwyciła jego nadgarstek, a drugą rozprostowała mu palce. — Możesz się tym skaleczyć. Jakieś świństwo może ci się wdać do rany. Wiadomo, gdzie one wcześniej były? Zresztą, możesz sobie przeciąć jakieś żyłki i nerwy. Krwi pewnie dużo by z tego nie było. Ale chcesz sobie szpecić dłoń, tylko po to… właściwie po co? — Zacięła się, bo zdała sobie sprawę, że nie ma pojęcia z jakiego powodu to zrobił. A nic sensownego, prócz wyraźnej chęci okaleczenia samego siebie, nie dostrzegała. Uniosła wzrok, zadzierając głowę w górę, aby móc obserwować mimikę jego twarzy. Chęć narysowania prywatnego diabła wcale nie zmalała, a wręcz jeszcze bardziej się nasiliła. A stąd miała idealny punkt widokowy i nie zamierzała tego odpuścić.

      Jessie

      Usuń
  89. — Słyszałam o tobie naprawdę wiele rzeczy. Ale podczas rozmowy nie wywlekam plotek na wierzch. A jedynie operuję tym, co sam mówiłeś — powiedziała szybko. Lubiła plotki, lubiła słuchać o innych, a podczas rozmów dzielić się tymi informacjami z innymi. Jednak podczas rozmów nigdy nie brała tych plotek pod uwagę. Operowała tym, co dana osoba sama mówiła. — Sam mi groziłeś rzucaniem nożami, kiedy przerwałam ci grę. A przed chwilą mówiłeś o duszeniu i skręcaniu karku. Od gróźb do morderstwa jest bardzo cienka linia. I nawet jeśli na tę chwilę nie jesteś mordercą, to mogę zostać twoją pierwszą ofiarą. — Uniosła brew delikatnie w górę. To był pewien odruch, którego nabawiła się we wczesnym dzieciństwie. Kiedy zaczynała odczuwać zdenerwowanie i nie za bardzo wiedziała co mówić, unosiła brew w górę. Jednak nie przerywała kontaktu wzrokowego. To spojrzenie, którym ją obdarował było przerażające. Powodowało, że miała ochotę odwrócić wzrok. Jednak z drugiej strony, było w nim coś hipnotyzującego, coś co sprawiało, że chciała pozwolić mu na więcej. Była ciekawa, ile będzie w stanie wyczytać o niej z samego patrzenia w oczy. Podobno w oczach obijała się cała prawda o człowieku. Oczy były odzwierciedleniem duszy. A jej, choć nic na to nie wskazywało, nie do końca była czysta i przejrzysta jak łza.
    — Na przykład — wzruszyła ramionami, jakby w ogóle się tym nie przejęła. — Mogę ci nawet zrobić projekt takiego obrazu. Wiesz, żebyś wiedział o co mi chodzi. Ale czy rysowanie samej siebie i to w dodatku martwej nie jest przejawem egoizmu? — Uśmiechnęła się niewinnie. Nawet teraz nie potrafiła wziąć jego słów na serio. Ta rozmowa wciąż nie była dla niej wystarczająco poważna i wystarczająco straszna. Merrick nigdy nie należała do osób, które łatwo przestraszyć. Nie bała się ani pająków, ani myszy, ani szczurów, ani pomidorów, ani ludzi. Bała się tego, co nie istniało. Bała się potworów spod łóżka, bała się duchów, bała się krążących demonów i innych paranormalnych stworów. Tego strachu nabawiła się już dawno temu, kiedy jako mała dziewczynka walczyła z bezsennością i koszmarami sennymi. A po tabletkach, którymi była faszerowana, czasami widywała różne rzeczy, nie będąc do końca pewną co jest wizją, a co realnością.
    — Głupota i odwaga zawsze idą ze sobą w parze — stwierdziła i po raz kolejny wzruszyła ramionami. — Głupota popycha ludzi do robienia głupich rzeczy. A odwaga sprawia, że je robią. Gdyby nie było odwagi, to głupie rzeczy nie byłyby robione. Nie można tego rozdzielić. Bo jeśli nie masz wystarczająco odwagi, aby zrobić coś głupiego, to… tego nie zrobisz — odparła dość szybko. — Więc masz rację. Jestem odważna, jestem głupia. A mój instynkt samozachowawczy podobno nigdy nie działał tak, jak działać powinien — przyznała. Akurat tym najmniej się przejmowała. Póki nie działa jej się rzeczywista krzywda, to nie miała się czym przejmować. A ludzie mieli to do siebie, że dużo mówili, a mało robili, o czym przekonała się już dawno temu.
    — Seks w teorii, a seks w praktyce, to dwie różne sprawy. Ale jeszcze trzeba brać pod uwagę teorię religijną, biologiczną i pewnie jeszcze jakaś by się znalazła. W sumie praktykę również. Ale po co się rozdrabniać i nad tym zastanawiać? Seks, to seks. Po prostu, więc po co się nad tym dłużej zastanawiać? — zapytała, choć dla niej było to pytanie czysto retoryczne. I chociaż nie wymagała odpowiedzi, to była niezwykle ciekawa, co on ma do powiedzenia na ten temat. Skoro sam już go zaczął i sprowokował, to podzielenia się opinią…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Mówiłeś, że masz zalążki masochizmu. Ale przecięcia od żyletek na dłoni nie są, aż tak bolesne. Raczej fizycznego, mocnego bólu ci nie sprawią. A psychiczny? Prócz tego, że oszpecisz sobie dłoń, to nic innego nie będzie. — Nigdy nie była dobra w rozpoznawaniu myśli innych. A teraz miała bardzo ciężki przypadek. Z całą pewnością nie miała do czynienia ze zwykłym rozmówcą. A to co się działo w jego głowie stanowiło dla niej ogromną zagadkę, którą, mimo wszystko, bała się rozwiązać.
      Zastygła w bezruchu, kiedy niespodziewanie się do niej zbliżył. Jednak po chwili zamknęła oczy, uśmiechając się nieznacznie. Stała i jedynie wsłuchiwała się w jego głos. Jego oddech wcale nie był parzący, ani tym bardziej toksyczny. Ale mimo wszystko spowodował, że przez jej ciało przebiegł dość nieprzyjemny dreszcz. Mruknęła cicho, pozwalając mu na przekraczanie jej sfery osobistej. Nie czuła się swobodnie. Miała wrażenie, że jest coraz bardziej skrępowana i onieśmielona. Ale nie opierała się nawet, kiedy złapał jej podbródek. Może z powodu tego staniu, w który wpadła. Może z chęci dowiedzenia się, co on dalej kombinuje. Słuchała go, a kiedy wpatrywała się w jego oczy, nie mogła powstrzymać uśmiechu. Był stanowczo zbyt blisko, ale dopiero teraz przestało jej to przeszkadzać. Jakby w pewien dziwny sposób przyzwyczaiła się do jego obecności. Czujnym spojrzeniem ślizgała się po jego twarzy, chcąc zapamiętać, jak najwięcej szczegółów. Jeśli się czegoś naprawdę chce, to to samo do Ciebie przyjdzie…
      — Gdybym nie wierzyła w irracjonalność, to nie byłabym tym, kim jestem — odparła szybko. Przez chwilę walczyła z ogromną pokusą ugryzienia go w palec. Lecz nim się na to zdecydowała, było już za późno. — A co jeśli diabeł wpadł w moje sidła? Co jeśli cała ta sytuacja była po mojej myśli? Może nie z mojej inicjatywy, ale bardzo na rękę? — zapytała z nieznacznym błyskiem w oku. Od dawna wiedziała, że nie powinna igrać z ogniem. A teraz między nią, a całkowitym poparzeniem była bardzo cieniutka granica, którą łatwo można było przekroczyć.
      Spojrzała na swoje uwięzione nadgarstki i na jego słowa, pokręciła przecząco głową. — Abym odczuwała prawdziwą bezsilność musiałbyś mnie związać i zakneblować. Ewentualnie ogłuszyć. Ale raczej nie wyglądasz mi na kogoś, kto czerpie satysfakcję z obecności nieprzytomnych osób. A ja, póki mam do dyspozycji usta i nogi, to nic mi nie grozi, nawet jeśli ręce są chwilowo uwięzione.
      — Dziękuję, ale nie skorzystam z… ułaskawienia — powiedziała, powoli zmierzając w jego kierunku. — Dalej chcę odzyskać swój telefon, który w magiczny sposób znalazł się u ciebie. — Wyprzedziła go i znalazła się przed nim. Lecz tym razem zachowała bezpieczną odległość.
      Jessie

      Usuń
  90. Plotki stanowiły nieodłączną część niemal każdej jej rozmowy. Wiele można było się dowiedzieć o człowieku. Ale plotki wciąż pozostawały plotkami, a w każdej plotce było ziarenko prawdy i fałszu. Do każdej historii było coś dopowiedziane, aby stawała się ciekawsza. Jessie dobrze wiedziała, co i przy kim może powiedzieć. Wiedziała również, kiedy lepiej trzymać język za zębami. Ponadto jak nikt inny potrafiła dochować powierzonej tajemnicy. I nawet jeśli ktoś się na nią wypiął, to tajemnica była bezpieczna.
    O Cassianie trochę się nasłuchała. Trochę od Khloe, trochę od innych, przypadkowych osób. Chłonęła informacje niczym gąbka, zaspokajając ciekawość. A potem i tak nie robiła z nich większego użytku. Informacje znajdowały się w jej głowie i właściwie nic poza tym. Nie chciała wyrabiać sobie opinii na ich podstawie, bo mogłaby być ona nieprawdziwa.
    Ale, kiedy tylko zaczął mówić o torturach, o których nawet przez myśl jej nie przeszło, poczuła coś w rodzaju dziwnego niepokoju. Jej ciało przeszył nieprzyjemny dreszcz, kiedy dotarło do niej, że może tym razem powinna wziąć pod uwagę, że niektóre z plotek i opowieści mogą być prawdą. Chciała odwrócić wzrok od jego oczu, bo im dłużej się wpatrywała, tym silniejszy odczuwała niepokój, ale nie potrafiła. W jego spojrzeniu było coś przerażającego, a jednocześnie hipnotyzującego.
    — Jeśli w końcu byś mnie zabił, to stałbyś się mordercą. A jeśli umarłabym w trakcie twoich… zabaw, to byłbyś winny spowodowania mojej śmierci. Brzmi to ładniej, ale jest to równoznaczne z mordercą. Mógłbyś na przykład mocniej ścisnąć moją szyję. I za długo ją przytrzymać, co doprowadziłoby do śmierci. Albo niechcący mógłbyś zrobić nacięcie w miejscu, skąd leci dużo krwi. Zresztą, jeśli organizm jest wycieńczony po długich torturach, to jeszcze łatwiej go osłabić. I owszem. Mógłbyś mnie torturować przez wiele dni, tygodni, a nawet miesięcy. Ale na końcu i tak miałbyś tylko dwie opcje do wyboru – musiałbyś mnie, albo dobić, albo wypuścić. A wypuszczenie wiązałoby się z ujawnieniem prawdy. Mogłabym się wybudzić i zgłosić sprawę na policję. A wtedy dostałoby się tobie. Więc sam widzisz. Od psychopaty do mordercy jest do przekroczenia cienka granica. — Za wszelką cenę chciała ukryć drżenie głosu, które pojawiło się wraz z odczuwanym niepokojem. To jeszcze nie był strach, jeszcze się go nie bała na tyle, aby zacząć panikować.
    — Jeśli powiedziałbyś, że jestem głupia, bo tak, to byłoby to krzywdzące. Ale jeśli uważasz, że moja głupota idzie w parze z odwagą, to nie ma w tym nic mylącego. To jedynie stwierdzenie pewnego faktu. I nie ma w tym nic krzywdzącego, a tym bardziej obraźliwego. Wiem, że moja głupota wynika z odwagi. Lub odwaga wynika z głupoty. Gdybyś stwierdził, że jestem głupia, bo tak, to to byłoby obraźliwe. I nie ma nic zabawnego w tym, że ktoś jest świadomy jakieś swojej cechy charakteru — wzruszyła ramionami. Starała się nie paplać jak nienormalna. Jej wypowiedź stała się nieco bardziej przemyślana. Zazwyczaj nie zwracała uwagi na to co mówi. Ale tym razem było inaczej. Starannie doszukiwała się kolejnych słów, tworząc bardziej sensowne i logiczne zdania. Myślenie o tym co powinna powiedzieć sprawiało, że czuła się nieco spokojniej i bardziej pewnie. A chwilowy niepokój powoli odchodził w zapomnienie.
    Niestety, jak szybko się oddalił, tak szybko się pojawił na nowo. Rozmowy o seksie nie należały do jej ulubionych. A wszystko dodatkowo komplikował jego wzrok i cała postawa. Powoli wyprowadzał ją z równowagi, odbierał kawałeczek po kawałeczku z trzeźwego myślenia i wprowadzał w stan niemałego zakłopotania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Nie powiedziałam tylko seks — zaoponowała. — Powiedziałam, że seks to seks i nie ma się nad czym zastanawiać. Jest zaspokajaniem potrzeb, a to co się dzieje przed, w trakcie i po, jest jego nieodłącznym elementem. Jeden element nie może być bez drugiego, jeśli obojgu ma sprawiać rozkosz. — Zrobiła spore okrążenie, a koniec końców i tak nie odpowiedziała bezpośrednio na jego pytanie. Nie była odpowiednią kandydatką do takiej rozmowy. Stąpała po zbyt niepewnym gruncie i miała zbyt mało doświadczenia, aby odczuwać swobodę. Dodatkowo rozpraszało ją jego spojrzenie. Jakby chciał wywiercić dziurę w jej ciele, zerwać ubranie wraz ze skórą i dotrzeć do samej duszy. I chociaż wcześniej nie uginała się pod wpływem jego niebieskiego spojrzenia, tak teraz miała coraz większą ochotę patrzeć wszędzie, tylko nie w jego oczy.
      Zaskoczona spojrzała na telefon, który nagle znalazł się w jego dłoniach. Skąd…? Długo nie było dane jej się nad tym zastanawiać. Jego ruch, choć wolny, był dla niej niespodziewany. Nawet nie drgnęła, kiedy wsuwał telefon do jej kieszeni. Wzdrygnęła się dopiero, czując klepnięcie. I dopiero wtedy przerwała z nim kontakt wzrokowy. Dłoń odruchowo ułożyła na jego brzuchu. Jakby to miało go powstrzymać przed całkowitym zburzeniem muru jej sfery osobistej. Miała stanowić pewną tarczę. Ostatnią deskę ratunku. W rzeczywistości na niewiele się zdało. Był zbyt blisko. Zbyt mocno czuła jego gorący oddech, kiedy dmuchnął jej w szyję. Całkowicie została zburzona w momencie ugryzienia. Mruknęła cicho, gwałtownie nabierając powietrza i zaciskając dłoń w pięść na materiale jego koszuli. Tarcza rozpadła się, mur został zburzony. A jej pozostało stać z czerwonymi wypiekami na twarzy w stanie małego otępienia.
      Wciąż będąc w głębokim zdziwieniu i zadumie, powoli odwróciła się z zamiarem odejścia. Odzyskała swój telefon, czyli to, po co tutaj przyszła. Już niczego więcej od niego nie chciała. Mogła odejść , dając sobie i jemu spokój. Wyprzedziła go z zamiarem odejścia i zniknięcia w pokoju przyjaciółki, niby przypadkiem ocierając się ramieniem o jego. Kiedy znalazła się w niewielkiej odległości przed nim, wystarczającej aby musiał podejść, by jej dotknąć, uświadomiła sobie jedną, za to bardzo ważną rzecz. Odwróciła głowę i spojrzała przez ramię, starając się złapać z nim kontakt wzrokowy. Nieznaczny uśmiech zagościł na jej twarzy, a w oczach zaświeciły się iskierki.
      — Cassianie, przecież oboje dobrze wiemy, że i tak zmarnuję tę ostatnią szansę. I nie odejdę.

      Jessie

      Usuń
  91. Zapadła się pod ziemię. Z popularnej, uśmiechniętej dziewczyny wyzierało rozgoryczenie. Nie stała się opryskliwa, ani nieprzyjemna, czy straszna. Po prostu ten gorzki wyraz twarzy skutecznie odstraszał wszystkie koleżanki, kolegów, a nawet chłopaka, z którym się spotykała. Przestała uczestniczyć w życiu szkolnym jako takim. Podejrzewano ją już chyba o wszystko, co mogło być przyczyną takiego zachowania. Prawda jednak nie miała wyjść poza drzwi gabinetu trenera. Nie miało się stać też wiele innych rzeczy.
    Nie miała czuć się źle z tym, że postąpiła słusznie. Miała być z siebie dumna, a tymczasem utrata drużyny, przyjaciółki, szans na stypendium sportowe wydawała się jej wysoką ceną za zatwardziałe serce. Jej przyjaciółka nie miała zostać pobita przez bandę szpiczastoszponych dziewcząt. Melody nie miała schować się w książce, ani popołudniami głaskać psów równie nieszczęśliwych, jak ona w tym momencie. Miała wspierać brata we wszystkim, co robi. Nie miała zawracać mu głowy swoimi porażkami (sukcesami?). Attie nie miał wciągać się w prochy.
    Najpierw sądziła, że to durna plotka. Później zaczęły ją nachodzić wątpliwości. Nie miała okazji porozmawiać o tym z bratem, nie przyłapała go na gorącym uczynku. Ale tyle mówi się o sięganiu po „pomoc”. Im bliżej sukcesu się było, tym większe było prawdopodobieństwo sięgnięcia po narkotyki. Długo zbierała się, by wyjaśnić plotki. Wiedziała, że może zapytać u jednego z dwóch źródeł. Musiała być jednak pewna. Nie chciała zranić Attana krzywdzącymi, bezpodstawnymi oskarżeniami. Dotarcie jednak do pewnych informacji było trudne. Szczególnie, gdy dowiedziała się, że najlepszy towar można załatwić u Cassiana.
    Mówi się, że najgenialniejszym posunięciem Szatana było wmówienie ludziom, że nie istnieje. Melody miała starszego chłopaka właśnie za tego rodzaju geniusza. Co ciekawe, nie zawsze czuła niepokój związany z jego osobą. Pamiętała aż za dobrze, jak te siedem lat tamu zadurzyła się po nastoletnie uszy. Ot, szczenięce zapatrzenie się w starszego kolegę, który chyba nawet nie miał pojęcia, że Melody istnieje. Po swoim niezwykle głupim wybryku po prostu zaczęła go unikać. Chciała zapaść się pod ziemię, tym samym zakopując gdzieś w odmętach pamięci tego pierwszego, niefortunnego buziaka.
    Z czasem jednak okazywało się, że chłopak albo umyślnie, albo przypadkiem nie daje jej zapomnieć o wstydliwym odczuciu dziecięcej porażki. Początkowe świdrujące spojrzenia sprawiały jedynie, że policzki płonęły jej żywym ogniem. Później jednak, im była starsza, tym więcej dostrzegała w nim tej niepokojącej iskry. Zupełnie jakby pięknie opakowany prezent miał w środku zepsute wnętrze, niewidoczne gołym okiem. Jego uśmiech zaczął w jej mniemaniu mieć w sobie coś, co nie tyle ją zawstydzało, co przerażało, choć przecież tłumaczyła sobie, że Cassian na pewno gapi się na nią w ten sposób, by po prostu przypomnieć jej ten głupi wybryk i ma z tego kawał radochy.
    Pomyśleć, że jeszcze niedawno nie sprawiłoby to jej aż tylu problemów. Jeszcze jakiś czas temu miała przecież chłopaka, który ją lubił, grono koleżanek i załatwienie czegokolwiek z tym przerażająco szarmanckim mężczyzną nie byłoby wyzwaniem. Podeszłaby w butach na obcasie, dodających odwagi, z tym rodzajem uśmiechu, który rozdawała wszystkim w szkole, byłaby pewna, że co by się nie stało, nie nadszarpnie to jej miejsca w szkole. Ale ona sama swoje dawne życie rozdarła na strzępy, niedawno też ścięła na krótko włosy i do tej pory zastanawia się, czy to ona jest kimś innym, czy to otaczający ją świat przestał jej odpowiadać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbierała się w sobie już od jakiegoś czasu. Odkąd zrezygnowała z drużyny nauczyła się bardziej refleksyjnie podchodzić to tego, co robi. Czekała, myślała, planowała, choć tym razem skupiona była na zupełnie innych celach niż dotychczas. Chociaż chciała dowiedzieć się od Cassiana czy plotki o jej bracie to prawda, to przymierzała się do tego z ogromnymi wątpliwościami. Co więcej, była pewna, że ktoś taki jak Quatermaine już dawno wie, że Melody rozmawiała z kimś o Attanie. Nie chciała rozmawiać z nim w szkole, gdzie ściany miały uszy. Pewnego dnia, gdy wychodziła ze szkoły i akurat nie szła do schroniska, przyuważyła go kawałek dalej.
      - Cassian! - nawet nie zauważyła, gdy wyrwało się to z jej ust. No dobra, teraz już było za późno, by się wycofać. Podeszła więc nieco bliżej. - Witaj, Cassian. Chciałabym z Tobą porozmawiać. – spojrzała na niego, za wszelką cenę starając się nie pamiętać tego, jak zrobiła z siebie idiotkę siedem lat temu. - Masz może chwilę? - uniosła lekko kąciki ust w uśmiechu, który miał dodać jej odwagi, ale ostatecznie tylko maskował dziwne uczucie zmieszania połączonego ze zdenerwowaniem.

      Melody

      Usuń
  92. [Hejka! Tak ja interesuje się bardzo Skandynawią i wiem że istnieje taki sposób pobierania krwii w tradyci lapońskiej. Pięknie to pokazyli w fińsko rosyjskim filmie ''Kukułka'' :)
    Hmmm a ja myśle że sporo nas łączy. Oboje ukrywają swoje prawdziwe uczucia, mają dusze artysty, ale nie stronią od sportu. Mogli by się spotkać np. na basenie. On nurkuje, ona pływa alemogłaby też ćwiczyć proste nurkowanie. Równie dobrze mogli by też poznać się w jakimś pubie po szkole. Jest dużo opcji ;)
    Swoją drogą to chłopak przypomina mi takiego hinduskiego aktora... Shahrukh Khana? Ale to chyba nie on nie?]

    Pippi

    OdpowiedzUsuń
  93. [Dziękuje z całego serduszka, za ciepłe powitanie i pochwałę karty! Niezwykle mi miło, że z moich wytworów wyobraźni wyszło coś co dobrze się czyta! :D
    Właśnie, póki co nie umiem znaleźć między nimi punktu zaczepienia, ale jeśli wymyślę coś, co byłoby ciekawym pomysłem i nie byłoby naciągane na siłę, to od razu się do Ciebie odezwę!
    Jeszcze raz dziękuje i mam nadzieje, że uda nam się coś razem napisać! :D ]

    Jeon Jungkook

    OdpowiedzUsuń
  94. Margot nigdy nie interesowała się chłopakami, szczególnie tymi ze szkoły. Jednych uważała za odrażających, sportowcy zaś nie mieli dla niej za grosz inteligencji ani dojrzałości, a przeciętniacy nie budzili w niej ani grama zainteresowania. Większość była nudna i nie spełniała jej wygórowanych oczekiwań, tak więc kiedy nawet jakiś śmiałek postanowił zaprosić tą dziwaczkę na randkę, ona zwyczajnie odchodziła, nie racząc go ani jednym słowem. I gdyby nie jedna noc do której wciąż wracała pamięcią, niewiadomo czy zwróciłaby uwagę na Cassiana. Owszem, był wyjątkowy - tak niewiarygodnie przystojny i elegancki. A Margo ceniła w ludziach elegancję, klasę i dobre wychowanie. To przyciągało do niego jej uwagę, jednak noc którą z nim spędziła wciąż żyła w jej pamięci. Nie potrafiła zapomnieć tych cudownych, upojnych chwil. Kiedy zobaczyła go po raz pierwszy w Skyline High School, była w stanie wielkiego szoku i niedowierzania. Naprawdę, nie mogła uwierzyć że to właśnie ON. Nie była pewna czy aż tak mogłoby dopisać jej szczęście, bowiem zawsze, każdego dnia w tej cholernej szkole miała beznadziejnego pecha. Do dnia dzisiejszego nie udało jej się nawiązać żadnej przyjaźni, a większość albo jej nie zauważało albo uważało za kosmitkę, dziwaczkę, kujonkę. Nie przejmowała się tą opinią, chociaż na początku bardzo pragnęła być popularna. To płytkie pragnienie szybko jednak minęło, kiedy zauważyła jak durne jest towarzystwo ów ludzi.
    Cassiana zaczęła najpierw obserwować w social mediach; śledziła każdy jego ruch, oglądała każde z jego zdjęć. Posunęła się nawet do włamania na jego Facebooka, niespecjalnie się tego wstydząc. To jednak przestało jej wystarczyć. Ta wirtualna "bliskość" nie zaspokajała jej potrzeb. Mknęła więc za nim po szkolnych korytarzach, zaczęła chodzić na siłownię, chodziła za nim wszędzie, dosłownie wszędzie. Wiedziała gdzie bywał, gdzie mieszkał. W każdym ze swoich działań nie była specjalnie dyskretna; zupełnie tak jakby któregoś dnia chciała zostać zdemaskowana, przyłapana na gorącym uczynku.
    Tak się też stało; znacznie szybciej niż sadziła. Oparta o chłodną ścianę szarawymi tęczówkami świdrowała go wzrokiem, kiedy tylko pojawił się na polu widzenia. Nie odrywała od niego wzroku nawet wtedy, kiedy ich spojrzenia się połączyły. Kiedy zaś przygwoździł ją do ściany, nie pokazała swojego zaskoczenia; a jedynie posłała mu pełen satysfakcji uśmiech. Zdecydowanie była usatysfakcjonowana jego ruchem, bo był tak blisko niej. Wciąż wpatrywała się w jego oczy, a jej szare tęczówki tajemniczo błyszczały. Chłonęła wzrokiem każdy detal jego twarzy; wdychała jego zapach który był taki sam jak podczas ich wspólnych wakacji. Kiedy zadał jej pytanie i stwierdził że go śledziła, wysunęła delikatnie dłoń opuszkami palców przesuwając wzdłuż jego policzka. Pieściła milimetry jego skóry swoją gładką dłonią, aż zsunęła ją na jego kark i wbiła długie paznokcie w jego skórę. Postanowiła pokazać mu odpowiedź, zamiast używać słów. Niespodziewanie wpiła się w jego usta; najmniej obchodził ją fakt że znajdowali się w szkole i ktoś mógłby ich zobaczyć. Jej pocałunki miały mu przypomnieć o tym krótkim epizodzie w jego życiu, w którym Margot miała udział. Jej słodkie i namiętne pocałunki miały mu przypomnieć o gorącej nocy którą razem spędzili; o śladach paznokci które pozostawiła na jego plecach; ich nagich, złączonych ciałach. Miała nadzieję, że pobudziła receptory jego pamięci i to mu się spodobało. Przegryzła boleśnie acz pieszczotliwie jego dolną wargę i zlizała z niej krew. Po tym oderwała się od jego ust, znowu utrzymując z nim kontakt wzrokowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Jeśli wciąż nie pamiętasz, powinieneś żałować... Mogę jednak odświeżyć twoje wspomnienia — szepnęła, przyciskając teraz usta do jego ucha. Dłonią sunęła po jego szyi, mając nadzieję że nie odepchnie jej zbyt szybko. — Wybór należy do ciebie. Możesz odejść i zapomnieć o tym małym incydencie, nie przestanę jednak za tobą chodzić. — zamruczała, po czym odsunęła głowę opierając ją o ścianę. Nic więcej nie powiedziała, po prostu obserwowała - mimikę jego twarzy, jego oczy; każdą jego reakcje, każdy jego ruch. W głębi duszy zastanawiała się czy on musiał być, do cholery, tak idealny?

      Margot

      Usuń
  95. Rzadko zastanawiała się nad tym co robi. Zazwyczaj była myśl i jednoczesne działanie, co często doprowadzało do różnych, czasami nawet absurdalnych, wydarzeń. Wiedziała, że kiedyś może to doprowadzić ją do zguby. Tak samo było ze słowami. Wypowiadała je, nie przejmując się konsekwencjami. Nie zastanawiała się nad nimi, ani nad tym jaką posiadały wartość. To przychodziło z czasem. Lecz jeszcze nigdy nie zdarzyło się tak, aby żałowała czegoś, co powiedziała.
    Słuchała go, starając się nie zdradzać prawdziwych emocji. Jego wizja, była bardziej przerażająca, niż początkowo zakładała.
    — Owszem, mógłbyś — potwierdziła i delikatnie skinęła głową. — Uważasz, że mógłbyś to wszystko uczynić. Ale skąd pewność, że na pewno by ci to wyszło? Nie znasz mojego ciała, mojego progu bólu. A nim go poznasz, może być za późno. Mógłbyś uczynić ze mnie nawet chodzącą lalkę, która nie może ani mówić, ani widzieć, ani słyszeć. Mógłbyś wykorzystywać tortury, o których się nawet ludziom nie śniło. Pozbawiać mnie kończyn i woli życia. Ale nie masz pewności, czy podczas tych zabiegów nic mi się nie stanie. Zakończenie brutalnych tortur wcześniej, czy później i tak doprowadzi do śmierci. A ty z potwora staniesz się mordercą. Albo winnym, co jedynie ładniej brzmi. Nawet jeśli uczyniłbyś mnie jedynie leżącym warzywem. Takie osoby nie dożywają spokojnej starości. Skróciłbyś moje życie w mniej dosłowny sposób. — Na chwilę zamknęła oczy. Dlatego nie zauważyła, kiedy się do niej zbliżył. Nie przewidziała dotyku z jego strony. Nawet najmniejszego.
    Trudno było powiedzieć, czego właściwie od niego chciała. W jego zachowaniu i wyglądzie było coś przerażającego, a jednocześnie fascynującego. Chciała to odkryć i przekonać się na własnej skórze. Nawet jeśli wiązało się to z jej własną zagładą. Wchodzenie do czeluści piekieł, nie mogło się skończyć dobrze. Tak samo, jak igranie z diabłem. Ale dla chęci poznania i odkrywania była w stanie się poświęcić. Zbyt bardzo rozbudził w niej ciekawość.
    Uciekaj, Jessie!
    Czas, który mogłaby wykorzystać na ucieczkę, zmarnowała na odwrócenie się w jego stronę. Zmierzyła go wzrokiem, zatrzymując się na zwisającym krawacie i zastanawiając się, po co to zrobił. Słysząc jego przerażający głos, po raz pierwszy nabrała prawdziwej ochoty, aby się wycofać i uciec. Na dobrą sprawę, miała jeszcze niewielką szansę. Wystarczyło, aby się wycofała. Zrobiła ten krok w tył… ale dobrze wiedziała, że tego nie zrobi. Więc stała, czekając aż się do niej zbliży. A kiedy to nastąpiło, to spięła się nieznacznie. Nie chciała jego pocałunków i jego dotyku. Nie w ten sposób. Lecz najwyraźniej je ciało miało inne zdanie na ten temat.
    Zamknęła oczy, chcąc poruszyć ręką. Wyciągnąć ją w jego stronę. Nieco odsunąć się od niego i znów zrobić małą tarczę, która stanowiłaby jej jakąś obronę. Jednak kiedy szarpnęła, napotkała opór. Szarpnęła drugi raz, czując jak coś wrzyna jej się w nadgarstki.
    — Co do… — Nie dokończyła, bo wszystko działo się zbyt szybko. Otworzyła oczy, dostrzegając brak krawata na jego prawym ramieniu. Połączyła fakty i uśmiechnęła się pod nosem. W tej chwili powinna poczuć choć odrobinę strachu. Lecz zamiast tego pojawiło się zdziwienie, zmieszane z pewnym uznaniem. Naprawdę nie sądziła, że spełni to, co wcześniej mu mówiła. Z tym wiązaniem sama mu się podstawiła. I jedynie mogła sobie pluć w brodę za własną głupotę i niewyparzony język. Związane z tyłu ręce znacznie utrudniały jej sprawę i właściwie funkcjonowanie. Tym bardziej, że ścisk powoli zaczynał ją irytować. Był zbyt nisko. Gdyby tylko zdołała przesunąć go trochę wyżej, to z całą pewnością czułaby się bardziej swobodnie i bardziej pewnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miała zbyt dużo czasu na rozmyślanie o związanych rękach. Głośno nabrała powietrza, kiedy gdzieś ją wciągnął. Musiała nieco zmrużyć oczy, przyzwyczajając je do panującej ciemności. Wyobraźnia znów spłatała jej figla. Nie spodziewała się ujrzeć prawdziwego piekła i buchających płomieni. Lecz stawiała na bardziej przytłaczającą czerń. Taką, w której nie byłoby widać nawet własnych dłoni. Co prawda ona swoich i tak nie widziała. A mrok, panujący w pomieszczeniu, był dziwnie… inspirujący. I chyba tylko Jessie w takiej sytuacji mogła się uśmiechać, a dobry humor do niej powrócił.
      — Czy piekło zainwestowało w klimatyzację? — zapytała, uważnie rozglądając się po pokoju. Wyminęła go, lecz nie oddaliła się za daleko, wciąż pozostając w zasięgu ręki. Stała do niego bokiem, a materiał krawatu pocierała o brzeg telefonu, który wciąż spoczywał w jej kieszeni. Nie chciała się go pozbyć, lecz jedynie nieco podwyższyć, aby nie ściskał jej nadgarstków w tym konkretnym miejscu. — Zawsze myślałam, że jest w nim bardziej gorąco — mruknęła, powoli dochodząc do wniosku, że jej próby i tak nie zakończoną się powodzeniem. Rozluźniła ramiona i nadgarstki, gotowa zaakceptować ten fakt. Albo przynajmniej przyzwyczaić się do tego uczucia. Merrick, zamknij się! — A kolory są bardziej ponure i krwawe. — I wtedy, w kącie dostrzegła coś jeszcze. Ślepia, które odznaczały się w ciemności. Uśmiechnęła się pod nosem, słysząc ciche powarkiwanie.
      — Imponujące — mruknęła do siebie, wycofując się w jego stronę i stając bliżej, niż podpowiadał jej rozum. — Hades miał swojego Cerbera, który pilnował wejścia do jego królestwa. — Zadarła głowę w górę, odnawiając kontakt wzrokowy. — To twój odpowiednik piekielnego ogara? Jak się wabi?

      Jessie

      Usuń
  96. [Ładnie dziękuję za powitanie i mam wielką nadzieję, że tym razem nie będę musiała zostawiać nikogo z nożem w żebrach. I mam nadzieję, że Cass się z tego wylizał, bez pomocy Klo. gonitwę zawsze można zostawić na późniejsze dramy w wątku. W końcu kto nie chciałby nagle mieć wpadającego do mieszkania ojca, którego całe swoje życie nie widział? :D Bawić będę się na pewno świetnie, jeszcze raz dziękuję za powitanie o byś w wątkach nie utonęła! <3 ]

    Drake Callaghan

    OdpowiedzUsuń
  97. [Cześć, dziękuję za miłe słowa :) Tak sobie pomyślałam, że Callie mogłaby się na nim poznać, wiedziałaby jakim jest człowiekiem (lubi obserwować ludzi, a Cassiana zdecydowanie chętnie by obserwowała) , więc nie dawałaby się mu manipulować, nie wierzyła w ani jedno słowo i pewnie byłaby dla niego oschła. Ogólnie mogliby się też znać przed jednego z braci Callie, który może być w wieku Cassiana. Tylko nie wiem co dalej z tym zrobić. Może owy brat zorganizuje imprezę w ich domu i zaprosi Cassiana i zobaczymy jak się sytuacja potoczy?]

    CALLIE

    OdpowiedzUsuń
  98. [Jeżeli chodzi o Axelsena, to porównanie wcale nie najgorsze chyba. Za to tutaj miałem wrażenie, że mam do czynienia z nie byle jaką lekturą i biję pokłony za styl napisania karty. Chwalę, zazdroszczę i już się zamykam, bo to powoduje samozachwyt.
    Dzięki za powitanie, a że na wątek chwilowo nie za bardzo mam pomysł, pożyczę też udanej zabawy, a co :>]

    CASTOR AXELSEN

    OdpowiedzUsuń
  99. — Analizując w sposób logiczny, to twoje wypowiedzi czasami się ze sobą kłócą — mruknęła, nim zdążyła ugryźć się w język. Ton, którym ją uraczył, nie pozostawił jej żadnych wątpliwości co do słuszności tego stwierdzenia. Ale nie byłaby sobą, gdyby nie dodała czegoś od siebie. Nawet w takiej sytuacji, nie potrafiła trzymać języka za zębami i zwyczajnie się zamknąć.
    Rozglądała się po jego pokoju. I bardziej od koloru ścian, przerażał ją ten porządek. Kiedy wzrok przyzwyczaił się do panującej ciemności, zaczęła dostrzegać więcej szczegółów. Była pod wrażeniem tego pedantyzmu, z którym sama niewiele miała wspólnego. W odruchu spoglądała w dół, spod swoje nogi, aby przypadkiem się w nic nie zaplątać. Gdyby byli u niej, już dawno mogliby się o coś potknąć. A w najgorszym wypadku zdeptać Vine`a, który biegał po całym pokoju. I żarł kartki, które rozrzucała.
    Zapewne jej wędrówka trwałaby nadal, gdyby nie warczenie, które nie wróżyło niczego dobrego. Bo co innego było igranie z diabłem, a co innego z jego psem. I doprawdy nie miała ochoty skończyć, jako przysmak dla jego zwierzaka i to przez własną głupotę. Słysząc ciche powarkiwania, wolała się wycofać z jego terenu i go nie drażnić. Szła tyłem, stawiając małe kroki w obawie, że straci równowagę i się przewróci. Odczuwalne zdenerwowanie i nieco drżące nogi wcale nie ułatwiały jej zadania. Miejsce brzmiało przerażając, a jej wyobraźnia działała na najwyższych obrotach. I naprawdę spodziewała się czegoś o wiele bardziej irracjonalnego i strasznego, niż wylądowanie na kolanach Cassiana. Dlatego nie mogła powstrzymać delikatnego uśmiechu, który wkradł się na jej usta.
    Niewyobrażalną ulgę przyniosło jej to poprawienie zacisku. Dzięki temu zyskała nie tylko większe poczucie zwykłego komfortu, ale również mogła bardziej poruszyć nadgarstkami.
    — Masz rację — stwierdziła i skinęła lekko głową. Włosy, które przed chwilą założył jej za ucho, wypadły i nieco przysłoniły widok. Przez dłuższą chwilę milczała, nie wiedząc co odpowiedzieć. Ale wiedziała, co powinna zrobić. Najpierw wysłuchała go do końca, starając się nie rozpraszać jego dotykiem. A niechętnie musiała przyznać, szczególnie sama przed sobą, że było to całkiem przyjemne.
    — Tak — odparła, wcielając swój mały plan w życie. — Ludzie się ciebie boją. Unikają cię w obawie, że coś im zrobisz. — Przesunęła nieco ręce i palce jednej dłoni wsunęła za pasek od jego spodni. — Jesteś genialnym obserwatorem. Dostrzegasz ludzkie słabości i na nich bazujesz. — Zahaczyła nogą o jego i szybkim, choć mało sprawnym i wyćwiczonym, ruchem przekręciła się. Podczas rozmów lubiła widzieć swojego towarzysza. A Cassian, kiedy mogła widzieć jego twarz, wydawał jej się troszeczkę mniej nieobliczalny. Choć nie potrafiła odczytać nic z jego twarzy, czy oczu. — Modulujesz głos, bawisz się spojrzeniem. Wzbudzasz strach i prowokujesz do działań, niekoniecznie logicznych i sensownych. — Głos jej się nieco załamał. Nie miała pojęcia, czy podąża w dobrą stronę, ale było już za późno na wycofanie się. — Wzbudzasz irracjonalny strach. Ludzie się ciebie boją, choć możliwe, że nie wiedzą dlaczego. Bo zrobiłeś coś komuś. Plotki szybko się roznoszą, a w każdej podobno jest ziarenko prawdy. Gdyby ludzie się ciebie nie bali, nie mógłbyś się nad nimi znęcać. Mógłbyś zadawać im jedynie ten fizyczny ból. — Nerwowo przełknęła ślinę, wyciągając palce zza paska. Wpatrywała się w niego, a jej brązowe oczy odbijały od siebie światło ledowych lamp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Zależy co kryje się pod skrzywdzę cię — zaczęła ostrożnie, z trudem powstrzymując się od bolesnego szarpnięcia ręką. Chęć dotknięcia go stawała się coraz silniejsza, a niemoc niemal bolesna. Pragnęła przesunąć palcami po jego twarzy, poczuć pod palcami szorstki zarost, miękkie wargi. I uparcie wmawiała sobie, że nie ma w tym żadnego podtekstu, a całość potrzebuje do własnych celów badawczych.
      — Ale nie zabijesz mnie, ani nie poćwiartujesz — stwierdziła, choć w jej głowie była wyczuwalna nutka niepewności. W końcu mógł to zrobić w odwrotnej kolejności. — Jaki miałbyś w tym interes? — mruknęła, choć nie spodziewała się usłyszeć odpowiedzi. — Wręcz przeciwnie również można rozumieć na wiele różnych sposobów. Możemy to rozpatrzyć, jako pozytywne zakończenie dla mnie. Albo brać pod uwagę krzywdę. — Nieco się wyprostowała. Najpierw spojrzała mu w oczy, a po chwili powoli przesunęła wzrokiem po jego twarzy, zatrzymując błyszczące oczy na ustach. — Ale moje przeczucie mi podpowiada, że ta noc może przynieść jeszcze wiele niespodzianek. — Drgnęła, jakby chciała go pocałować, a wzrokiem wróciła do jego oczu. Jednak niemal w ostatniej chwili się rozmyśliła. Przecież wcale tego nie chciała.
      A może jednak chciała?

      Jessie

      Usuń
  100. Całkowicie zatraciła się w jego pocałunkach i bliskości. Każde ze wspomnień wróciło ze zdwojoną siłą a ona z rozkoszą się temu poddała. Słowami nie potrafiła opisać jak bardzo była zadowolona kiedy nie tylko odwzajemnił jej pocałunek, ale i go pogłębił. Podobała mu się, wciąż na niego działała tak jak tej feralnej nocy którą razem spędzili; a przynajmniej tak się jej wydawało, to właśnie dał jej odczuć. Kiedy oderwał się w końcu od niej, przerywając zmysłowe i namiętne pocałunki, nie westchnęła rozczarowana choć miała na to ochotę. Jedynie wpatrywała się z uwagą w jego oczy, przenikliwie i uważnie, tak jakby chciała przeniknąć przez jego myśli i odczytać intencje. Słysząc jego porównanie do marionetek, szeroko się uśmiechnęła. Była zachwycona.
    — Skąd pewność, że pragnę kierować marionetką? Skąd pewność, że pragnę mieć nad Tobą władze? — zagaiła uśmiechając się łagodnie choć prowokująco. Być może po części miał racje, ale Margot była pewna że nigdy nie pozwoliłby komukolwiek mieć nad sobą władzy, dobrze go obserwowała i pewne rzeczy były dla niej oczywiste.
    Uśmiechnęła się leniwie słysząc jego kolejne słowa. Z tym także się nie zgodziła.
    — Cassian... Nie chcę być zdobyta. To ja chce Cię zdobyć. Zdobędę Cię. Będziesz mój. — powiedziała pewnie, choć ta śmiałość z pewnością była bezczelna i przesadna. I choćby miał odejść bądź zaśmiać się w jej twarz, dziewczyna była bardzo zdeterminowana. Właściwie; Cass podobał jej się na tyle, że była gotowa pozbyć się każdej przeszkody stojącej na jej drodze. Nawet jeśli przeszkoda byłaby kobieta, ona by się nie zawahała, nawet przez sekundę. Dążyła do celu po trupach, tego jednak Cassian jeszcze o niej nie wiedział i póki co nie chciała by tą wiedzę zdobył. Czując jak zostawia mokre pocałunki na jej szyi, cicho jęknęła; wybrał wyjątkowo wrażliwe na pieszczoty miejsce na ciele ciemnowłosej.
    — Interesuje mnie jedynie, czy zaspokoisz moje dalsze żądzę. Jeśli tak, sugeruje byś mnie zabrał do kantorka woźnego... Akurat nie ma go w szkole. Czyż to nie jest dobra wiadomość dla nas? — zamruczała bezwstydnie, kiedy wciąż miał wargi dociśnięte do jej szyi.

    Margot i przepraszająca za opóźnienia i jakość tego odpisu autorka

    OdpowiedzUsuń
  101. Im dłużej przebywała w tym pokoju, tym mocniej zdawała sobie sprawę, że nie powinno jej tutaj być. Już dawno powinna zawrócić i po prostu odejść. A najlepiej, dla niej samej, byłoby nie opuszczanie pokoju przyjaciółki. Przecież Khloe miała zaraz wrócić, miała coś załatwić i szybko wrócić. A Jessie nie powinna nawet nie odczuć jej nieobecności. W końcu chciała dokończyć ten rysunek, który zaczęła już jakiś czas temu. I gdyby nie chęć poznania jednego z kolorów ścian, to zapewne wciąż siedziałaby w pokoju. Przyjaciółka niejednokrotnie przestrzegała ją przed swoim bratem. Gderała, aby uważała, aby nie kręciła się koło niego, aby najlepiej udawała, że go w ogóle nie ma. Bo, jeśli kogoś nie ma, to nie można na niego wpaść, prawda? Słyszała wiele opowieści i historii o haniebnych czynach Quatermaine`a. Bo to, że nie wierzyła plotkom, wcale nie znaczyło, że ich nie słuchała. Chłonęła informacje, z których potem nie robiła absolutnie nic.
    Ale ile w nich było prawdy? Sama po sobie wiedziała, że często wyolbrzymia pewne sprawy. Narzekała na Maxa i przedstawiała swój punkt widzenia, który nie był obiektywny. Sądziła, że przyjaciółka również wyolbrzymia historie z bratem. Zresztą, na tym, w pewnym sensie, polegało narzekanie na rodzeństwo.
    Wiedziała, że momentami bywa strasznie naiwna i zbyt często patrzy na świat przez różowe okulary. Żyła w swoim wyidealizowanym świecie, a jeśli jakiś element jej nie pasował, to zwyczajnie go ignorowała. Po pewnym czasie przestawało mieć znaczenie nawet to. Otaczała się ludźmi, którymi chciała się otaczać. Jeśli czegoś nie chciała, to zwyczajnie tego nie robiła. Jeśli ktoś szczególnie ją irytował, to ignorowała taką osobę. Robiła, to na co miała ochotę. I nie potrzebowała na to specjalnego zaproszenia. I tylko resztka racjonalnego myślenia, które od samego początku wpajał jej Max, chroniła ją przed podejmowaniem skrajnie nieodpowiedzialnych kroków. To dlatego jeszcze nie rzuciła tego wszystkiego i nie wyjechała gdzieś daleko.
    A przecież, kiedy ostatnio patrzyła na kogoś przez te cholerne różowe okulary, to skończyła ze złamanym sercem. Odchodząc, zdeptał cały obraz, który wytworzyła na jego temat. Zniszczył różowe szkiełka, pozostawiając ją upokorzoną i ze łzami w oczach. Wbrew wszelkim pozorom wcale nie zamknęła się na związki. Nie przestała się umawiać, a jej wymagania nie stały się za wysokie. Po prostu zaczęła dostrzegać coś, czego wcześniej nie potrafiła. Nie miała na nosie tych okularów, przez które ludzie wydawali się lepsi. Zaczęła zadawać sobie sprawę, że irytują ją typowe teksty na podryw, przechwałki, a czasami sama obecność tej drugiej osoby. Nauczyła się, aby nie idealizować od początku, bo potem czeka jedynie bolesne rozczarowanie.
    Więc dlaczego teraz nie słuchała tego cichutkiego głosiku, który krzyczał, aby chociaż raz uwierzyła plotkom? Aby dostrzegła coś więcej, niż rysowało się na pierwszy rzut oka. Bo tym razem stawka była o wiele wyższa, niż jedynie złamane serce.
    — Czy ty właśnie próbujesz porównać nasze życia do równań matematycznych? — zapytała, muskając jego kciuk, który spoczywał na jej wargach. I chociaż wydawało jej się to nieco dziwne, to musiała się z nim zgodzić. Znowu, co tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że nie trafiła na byle jakiego rozmówcę. — Ale w jednej kwestii nie masz zupełnie racji… — mruknęła, starając się zignorować te przyjemne dreszcze, które rozpełzły się po jej ciele. Na moment zamknęła oczy, pozwalając sobie na niedługą chwilę rozkoszy. — Kiedy przewidujemy, to rzecz staje się przewidywalna. Jednak w momencie, kiedy wchodzi w życie, staje się rzeczą pewną. Więc istnieją rzeczy pewne. Pewne jest to, co tu i teraz się dzieje. Rzeczą pewną jest to, że siedzę na twoich kolanach… — przesunęła się nieco, ramieniem dotykając jego klatki piersiowej. — Z mojego punktu widzenia, niewiadomą jest twoje dalsze zachowanie. A przewidywalną moje. Mogę wysnuć wniosek, że u ciebie sprawa rysuje się podobnie. —

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Znów się nieco przesunęła, bo chociaż potrafiła spędzać długie godziny w jednej pozycji, kiedy rysowała, to nim znalazła tę odpowiednią, kręciła się i wierciła, denerwując tym innych.
      — Doprawdy? Nie wiedziałam — powiedziała zgodnie z prawdą, starając się ukryć drżenie głosu i niemal odruchowo znów zerknęła w kierunku jego ust. Zazwyczaj jej działania, w tym zbyt perfidne wpatrywanie się w ofiary było podporządkowanie jedynie chęci poznania. Spędzała strasznie dużo czasu na obserwacji, chcąc dokładnie oddać daną postać w swoim rysunku. Zależało jej na zachowaniu realizmu i wychwyceniu tego magicznego czegoś, czego nikt nie potrafił zdefiniować i u każdego było czymś zupełnie innym. Czasami rysowała po kilkanaście razy tę samą postać, aby koniec końców stwierdzić, że i tak jej nie wyszło. Lecz do tej pory nie przypuszczała, że wpatrywanie się w poszczególne części ciała może być naruszeniem pewnych etykiet. I dopiero teraz zdała sobie sprawę co oznaczał ten dziwny błysk w oku u niektórych, kiedy przyłapywali ją na gapieniu się. Wysyłała nieme sygnały i nawet nie miała o tym pojęcia.
      Gwałtownie nabrała powietrza, nie opierając się przed pocałunkiem. Jej odpowiedź była natychmiastowa. A wraz z nią przyszło pewne rozluźnienie, a irracjonalny strach przed nieznanym opuścił jej umysł. W głowie w końcu ustała walka, a do głosu doszła wiadomość, że przecież tego chciała.
      Z ulgą odkryła, że krawat już nie krępował rąk. Uwolnioną dłonią powoli przesunęła po jego boku tylko po to, aby przemieścić ją na plecy i zatrzymać dopiero na wysokości łopatek. Drugą oparła na ramieniu i powoli wsunęła kciuk za kołnierzyk od koszuli. Kąciki jej ust drgnęły w wyczuwalnym uśmiechu. Odsunęła się od niego, tylko na chwilę, przerywając ten namiętny splot ich ust i języków. Zaczerpnęła powietrza, wpatrując się w niewielką plamę od farby na swojej nieco zbyt szorstkiej dłoni. Wpatrywała się w nią, jakby była jedyną rzeczą, która istniała na tym świecie. Dopiero po chwili przeniosła spojrzenie na młodego mężczyznę. Początkowo wyglądała na zaskoczoną. Jakby na moment zapomniała, gdzie i z kim była i co takiego robili. Ten stan nie trwał długo. W ciągu niespełna kilku sekund całe zaskoczenie minęło, a w jej oczach, prócz charakterystycznych wesołych iskierek, pojawiło się pożądanie, które na moment przysłoniło zdziwienie.
      — Wychodzi na to, że znów masz rację — wymruczała cicho, dość niechętnie. Przytrzymując się jego ciała, znów zmieniła pozycję. Dźwignęła się i pośpiesznie przemieściła nogę tak, że teraz siedziała na nim okrakiem. Wyprostowała plecy napierając na niego, a dłonią przesuwając wzdłuż ramienia i którą w końcu umieściła na jego karku. Uprzednio rozpięła jeden z górnych guzików od koszuli, dzięki czemu ułatwiła sobie zadanie i niezbyt delikatnie, ale tak, aby nie sprawić mu większego bólu, przytrzymała się jego karku, wbijając w niego krótkie paznokcie. Ostatni raz spojrzała mu w oczy, jakby tym chciała przekazać mu niemy znak, zgodę na to co zamierza z nią zrobić. Jeszcze jakby miało to jakieś znaczenie
      Zaciskając dłoń i gniotąc materiał koszuli, jeszcze bardziej zmniejszyła odległość między nimi. Ich ciała stykały się na całej długości. Oparła piersi na jego klatce piersiowej i ugryzłszy go lekko w żuchwę, złączyła ich usta w kolejnym pocałunku. Tym razem bardziej namiętnym, nieco agresywnym. Kompletnie się w nim zatraciła. I dlatego nawet nie zdawała sobie sprawy, że nieco mocniej napiera na jego ciało, domagając się kolejnego kroku z jego strony.

      Jessie

      Usuń