3/20/2017

nie kocha, nie lubi, nie szanuje

ERIC PRITCHETT
trzydzieści siedem lat ⁂ nauczyciel języka angielskiego ⁂opiekun koła teatralnego ⁂ Bristol, Wielka Brytania ⁂ autor książek detektywistycznych ⁂ właściciel Cezara ⁂ najtańsze papierosy, najtańsza whisky ⁂ motocykl własnej roboty ⁂ mieszkanie na poddaszu ⁂ czarna kawa ⁂ francuskie filmy, płyty winylowe ⁂ ucieczka z Anglii ⁂ nadopiekuńcza matka, brak kontaktu z ojcem, niezdrowe relacje z bratem i siostrą ⁂ najstarszy z rodzeństwa ⁂ trupy w szafie ⁂ brzydkie blizny, brzydkie słowa
Nie był planowanym dzieckiem. Matka próbowała wynagrodzić mu tę świadomość setkami niepotrzebnych telefonów, ojciec zaś lubił przypominać o tym na rodzinnych zjazdach. Nie przyłożyliśmy się, mawiał, nic więc dziwnego, że czarna owca przyszła na świat pierwsza. Później było lepiej, brat i siostra się udali, a jakże. Ericowi brakowało ogłady, za dużo się kłócił, wpadał w kłopoty, przeklinał, nie lubił brukselki, przychodził do domu pijany, cuchnęło od niego papierosami. Zamiast zająć się czymś dochodowym, wybrał beznadziejne studia, beznadziejną dzielnicę do zamieszkania, beznadziejną dziewczynę sobie znalazł, żeby na domiar złego rzucić ją dla faceta. Tutaj miarka się przebrała, bo ojciec mógł przeboleć aresztowanie za jazdę pod wpływem alkoholu, ale zgubnego wpływu penisów zaakceptować już nie był w stanie. Eric może i mógłby uświadomić go, że gdyby tylko zechciał, ustatkowałby się z jakąś miłą panienką, ale zbyt wielką satysfakcję dawało mu informowanie staruszka, że męskie, twarde pośladki są lepsze od jędrnych, kobiecych piersi. Podobne rozmowy nigdy nie kończyły się dla niego dobrze, ale upór i wstręt do Pritchetta seniora robiły swoje. Milczeniem spowite lata młodości ukryte zostały za fasadą wymówek i kłamstw, coraz to wymyślniejszych, mniej prawdopodobnych i zwyczajnie głupich. Eric w końcu wyjechał. Odciął się od beznadziejności miasta, od przykrości kraju i wyruszył w podróż po świecie, którą zakończył w Ameryce, licząc że ocean to wystarczająca bariera przed rodzinnym piekiełkiem. Nikomu nigdy nie wspominał o szalonych metodach ojca, nikomu nie mówił, że matka kochała go chyba odrobinę za mocno, że siostra chciała się go pozbyć na wszelkie, możliwe sposoby, że z bratem lepiej nie spotykać się na osobności. Ciszą odpowiada na każde pytanie o swoje pochodzenie. Rodzinny detoks. Nie urodził się; zaistniał jako dwudziestopięciolatek, pojawił się na świecie znikąd, poczęty, nieskalany w paczce papierosów. Nikomu nic do tego. Nagimnastykował się ogromnie, by osiągnąć cokolwiek. Nigdy nie miał szczęścia, zgubny efekt piątku trzynastego trzymał się go od zawsze, no trudno. Poradził sobie; przygarnął psa, zapuścił zarost i wyeliminował z diety brukselkę. Ładnymi słowami potrafi przekazywać brzydkie rzeczy, na odwrót również. Kiedyś nauczy się kultury, kiedyś przestanie prosić się o złamanie nosa; póki co petuje do kubków z zimną kawą i przejeżdża na czerwonym świetle. Dobry z niego belfer, chociaż rzadko chwali, często rzuca mięsem, a w zły dzień nawet najlepsze, najpiękniejsze jest dla niego robaczywe. 

Nic więcej w karcie nie przekażę, bo fajnie będzie odkryć parę tajemnic w wątkach. Mam kilka postaci do oddania: brata, siostrę i jeszcze pewnego, młodego chłopaczka, o którego istnieniu Eric na razie nie wie, ale drama, drama, drama. Mam nadzieję, że pan od angielskiego się przyjmie, bo to całkiem przystępny facet, da się go lubić, słowo.
FC: Boyd Holbrook

27 komentarzy:

  1. [Przyznam się, że czekałam na tego pana :D Ja już go lubię, Nana pewnie w którymś tam momencie też go lubiła i fajnie by było, gdyby Eric lubił Nanę. Wtedy możemy pomyśleć nad wątkiem, w którym to mężczyzna zauważa, że od wakacji Inanna jest jakaś inna, że ma coraz gorsze oceny, nie chodzi na lekcję, a jak już się pojawi to nie skupia się na zajęciach i próbuje z nią porozmawiać i coś z tym zrobić. Co ty na to? Oczywiście, możemy ten pomysł modyfikować na różne sposoby, ewentualnie wymyślić coś innego :)
    No i cześć! Baw się dobrze na blogu :)]

    Inanna

    OdpowiedzUsuń
  2. [Chcę z nim wątek i to koniecznie z Attanem. I nawet wymyślę nam coś super, mimo, że z reguły nie pcham się w wątki nauczyciel-uczeń, tym razem po prostu nie mogę przejść obojętnie, ignorując tę postać. Witam cieplutko, samych przyjemnych wątków i udanej zabawy!]

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam, witam i od razu zapraszam do siebie, bo pan jest niezwykle interesujący, więc jeśli masz ochotę na jakiekolwiek powiązanie i wątek, to zapraszam do siebie. Miłej zabawy c:]

    Austin Monroe/Joe Davis/Harry Montgomery

    OdpowiedzUsuń
  4. [Pan na gifie z pewnością skradnie niejedno serce. Idealnie dobrany wizerunek do postaci a jej kreacja ciekawa. c; Razem z Mel chętnie pana od angielskiego polubimy a dramy wielbimy, także w razie chęci zapraszam!]

    Melania Sewell

    OdpowiedzUsuń
  5. [Z jednej strony troszeczkę się pośmiałam, a z drugiej trochę mi przykro, że tak wyszło z jego rodziną. Przyjemnie napisana karta. Nie jestem fanką długiego zbitego tekstu w przedstawieniu postaci, ale Tobie się udało, bo czytało mi się naprawdę miło!
    Wpadnij do mnie, może coś wymyślimy. Powodzenia na blogu i udanych wątków!]

    Priscilla // Charlie // Delilah

    OdpowiedzUsuń
  6. [Cześć! No powiem ci czytało się... Mega szybko, choć tekst jest dość przykry, ale w jakiś sposób nie można mu odmówić śmieszkowatości :) Bardzo mi się podoba ta postać, jest intrygująca i stworzona bez żadnych uprzejmości.
    Przerażają nas trochę (Harveya i mnie) te książki detektywistyczne, to zbyt obserwujący mężczyzna może być haha :)
    Zapraszam do siebie na wątek. Myślę, że z ich charakterkami można wyjść nawet poza pokój nauczycielski i szkołę :D]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  7. [Muuusimy mieć wątek, proszę, proszę, proszę.
    Malcolma matka też kocha odrobinę za mocno; poza tym widzę masę innych zbieżności i żal byłoby nie skorzystać.]

    Malcolm Nowell

    OdpowiedzUsuń
  8. [Joe muszę trochę rozruszać, więc postawię na niego. Hmmmm, ogólnie Davis jest niezwykle otwartą i śmiałą osobą. Zdecydowanie jest dojrzały jak na swój wiek i dobrze czuje się w towarzystwie starszych, zwłaszcza starszych mężczyzn, więc myślę że można pokusić się o jakaś ciekawą relację. Ja godzę się na wszystko, ale nie lubię narzucać innym swoich zachcianek, więc powiedz mi, co by Cię interesowało i będziemy myśleć. Nie ograniczaj się im ciekawiej tym lepiej c:]

    Joe Davis

    OdpowiedzUsuń
  9. [Dobrze. Możemy im zrobić jakiś śmieszny romans. Davis jest dość wyzwolony, więc (nie wiem, jak długo Twój pan uczy w Skyline High, ale mogli się poznać wcześniej i jakoś im tak samo wyszło. W szkole będą zachowywać sie normalnie, a po szkole już różnie. Również nie lubię typowej relacji uczeń-nauczyciel, więc im bardziej skomplikowanie i ciekawiej tym lepiej. Joe mógłby przyjść do Erica na weekend czy w jakiś dzień, by spędzić razem czas i namówić nauczyciela do pomocy w napisaniu eseju na angielski. Albo mogą wyjechać razem gdzieś na weekend, żeby nie musieli udawać że się znają i mają jakąś bliższą relację. Pomyślmy nad czymś c:]

    Joe Davis

    OdpowiedzUsuń
  10. [Możemy uznać, że właśnie na jakiejś wycieczce Inannę potrącił samochód. Oczywiście nie jakoś bardzo, jedynie rozcięty łuk brwiowy i lekki wstrząs mózgu, ale wiadomo, do szpitala trzeba pojechać. W drodze do niego i już w samym szpitalu mógł jej towarzyszyć Pritchett, a że pewnie trochę zajęło zbadanie jej i upewnienie się, że wszystko jest w porządku, mieli czas na poznanie się.
    No właśnie, problem w tym, że zmiany w jej zachowaniu nie są drobne. Kiedyś była uśmiechniętą dziewczyną, która starała się aktywnie brać udział w lekcjach i Eric raczej jej zaangażowanie zauważył. Teraz zaś albo nie pojawia się na lekcjach, albo na nich nie uważa, jej oceny zdecydowanie się pogorszyły, odseparowała się od znajomych ze szkoły, zaczęła palić i w ogóle zaczęła wyglądać trochę jak zombie xD Taka zmiana chyba Pritchettowi by nie umknęła. Możemy uznać, że dostała kolejną ocenę niedostateczną z przedmiotu Erica i w końcu będzie musiał z nią porozmawiać, szczególnie że jak tak dalej pójdzie to będzie miała zagrożenie. Ewentualnie możemy wymyślić coś poza szkołą. O ile Eric chodzi do barów/klubów, może tam ją przypadkowo spotkać i uratować z rąk jakiegoś zboczeńca, który mógł wsypać jej coś do drinka. Zanim jednak wypiłaby wszystko, Eric mógłby zabrać jej szklankę, więc odlecieć by nie odleciała, ale i tak potrzebowałaby pomocy w wyjściu na zewnątrz, ogarnięciu się, może nawet dotarciu do domu :) No i właśnie wtedy mogliby odbyć ową pogadankę.]

    Inanna

    OdpowiedzUsuń
  11. [Ależ oczywiście, że Malcolm to przeżyje, chociaż z bólem serca. Eric nie musi go chwalić, baa, może nawet krytykować jego śmieszne, grafomańskie wiersze, poupychane na marginesach – to skłoniłoby Malcolma do zawracania mu dupy i nieudolnego udowadniania mu, że potrafi pisać. W ogóle Malcolm mógłby obsesyjnie próbować mu zaimponować, bo wychowywał się bez ojca i jest spaczony na tym punkcie.
    Nieee wieeem, tak luźno rzucam.]

    Malcolm Nowell

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Nie mogło mnie zabraknąć pod tą kartą, bo po prostu kocham tak beznadziejne przypadki, jakim okazał się dla rodziców, Eric. Spodobał mi się od razu i do tego ten gif, na którym troszkę przypomina mi Travisa Fimmela, urzekł moje serduszko. Oczywiście zapraszam do siebie.]
    Leila Blake

    OdpowiedzUsuń
  13. [Powiedz mi tylko. Widzisz możliwość, aby ten wątek wyszedł poza relacje typowo nauczyciel-uczeń? :)]

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  14. [Dla mnie bomba, lubię tego typu relacje, więc naprawdę cieszy mnie ta propozycja. Jak znajdę dzisiaj wolną chwilę, z przyjemnością zacznę.]

    Malcolm

    OdpowiedzUsuń
  15. [Powiedz mi jeszcze tylko, czy wolisz coś pozytywnego czy niekoniecznie? Mam pewien pomysł, ale nie należy on raczej do stricte łatwych i przyjemnych. Może coś takiego być? W ogóle, może żeby Ci nie śmieci więcej pod kartą odezwę się ba maila? :D o ile oczywiście chcesz go udostępnić :D]

    Attan

    OdpowiedzUsuń
  16. [No to fajnie. Czekam w takim razie :3]

    Inanna

    OdpowiedzUsuń
  17. [Pasuje mi opcja z tą wycieczką. Pytanie tylko, czy chcesz zacząć od wycieczki czy już później.
    Co do relacji to Joe nie traktowałby tego nadzwyczaj poważnie, a bardziej jako zabawę czy odskocznię.
    Na początku, gdy pytałem o to jak długo uczy, to chodziło mi czy nasi panowie mogliby poznać się wcześniej, zanim Eric miał pierwsze zajęcia. Mogliby spotkać się wtedy, zacząć niezobowiązująco flirtować a potem okazałoby sie że spotykają się w szkole. Niemniej jednak opcja z wycieczką bardzo mi odpowiada c: ]

    Joe Davis

    OdpowiedzUsuń
  18. [Mam nadzieję, że przydługi i nudny wstęp zostanie mi wybaczony.]

    Malcolm – od najmłodszych lat zapatrzony w naukę i jej potęgę – nie doceniał sztuki, a jeszcze bardziej artystów, którymi wręcz gardził i których uważał za jednostki bezwartościowe, a nawet szkodliwe. Nie przeszkadzało mu to jednak samemu rysować – co górnolotnie nazywał projektowaniem, bo w końcu faktycznie próbował projektować samoloty – i bawić się w udręczonego życiem poetę. Nie pamiętał, kiedy i dlaczego zaczął pisać, wykorzystując do tego marginesy w szkolnych zeszytach. To się po prostu stało. Nudził się czasem na lekcjach – większość materiału i tak miał już w małym palcu – więc miło było zająć umysł czymś świeżym. Poza tym pisanie pozwalało mu na bezpieczne dla otoczenia wyrzucenie z siebie tych wszystkich okropnych emocji, które w sobie tłamsił. Nie potrafiłby o nich rozmawiać – zresztą, nie miał z kim. Często pisał o matce, która była źródłem większości jego zmartwień, ale dla kogoś, kto nie znał ich sytuacji, te nieudolne wiersze mogły brzmieć jak smutna poezja miłosna czy nawet erotyczna. Oczywiście Malcom nie tylko tworzył, ale również czytał – głównie Baudelaire'a, Morrisona, Keatsa i innych poetów wyklętych, przez co uważał się za wielkiego indywidualistę o spojrzeniu na świat szerszym niż jego rówieśnicy, choć w gruncie rzeczy często wcale nie rozumiał ich twórczości.
    Publikował swoje wypociny w Internecie i spotykał się z pewnym uznaniem ze strony cierpiących, obrażonych na cały świat nastolatek, ale to było dla niego za mało, bo one przecież wcale nie znały się na poezji. Potrzebował opinii kogoś, kto miał konkretną wiedzę na temat literatury i rozumiał ją – dlatego zaczął dręczyć swojego nauczyciela angielskiego. Początkowo niezbyt nachalnie, wręcz lękliwie – w końcu był nieśmiały, mimo że jego chamskie odzywki do rówieśników sugerowały co innego. Kiedy jednak raz i drugi nie usłyszał słów, których oczekiwał, zaczął się frustrować. Niby Pritchett nigdy nie powiedział niczego złego na temat jego wierszy, ale Malcolm był głodny pochwał i nie zamierzał odpuścić. Nie lubił robić rzeczy, które nie miały znaczenia, i musiał dostać potwierdzenie, że to, co robił, miało sens i że robił to dobrze. Czasem wydawało mu się, że żebranie o kilka miłych słów z ust Pritchetta było bezsensowne i tylko aprobata ze strony matki cokolwiek by dla niego znaczyła, ale przecież jego matka nie znała się ani na poezji, ani na żadnej z wielu innych rzeczy, którymi się zajmował. W tym wypadku to musiał być Pritchett. Zresztą, nie był on jedyną ofiarą Malcolma, który często zaczepiał również innych nauczycieli poza lekcjami – nie dogadywał się z rówieśnikami, których uważał za płytkich i nudnych, a z nauczycielami w ostateczności zawsze mógł porozmawiać chociażby o przedmiocie, którego uczyli.
    Kiedy ostatnio próbował wcisnąć Pritchettowi kilka swoich nowych utworów, spotkał się z pewnego rodzaju oporem ze strony nauczyciela, dlatego postanowił zostawić na jego biurku kartki oznaczone czerwonymi wykrzyknikami i przyjść poznać jego opinię dopiero następnego dnia.
    Stał teraz przed salą, nerwowo przystępując z nogi na nogę. Czy Pritchett w ogóle rzucił na nie okiem? Czy wreszcie znalazł czas, by zagłębić się w nie bardziej niż podczas kilkuminutowej przerwy i dostrzec w nich coś więcej? Czy wreszcie, do cholery, po prostu je doceni?
    Wziął głęboki oddech, nacisnął klamkę i wparował do środka.
    – Dzień dobry – rzucił trochę niepewnie, dostrzegłszy stertę kartek piętrzącą się na biurku nauczyciela. – Ja chciałem tylko zapytać, czy przeczytał pan...

    Malcolm

    OdpowiedzUsuń
  19. [Naprawdę nie lubię zaczynać, więc przepraszam za to. Dalej będzie lepiej c:]

    Padało. Krople deszczu głośno uderzały o przybrudzoną szybę. Widać było, że hotel nie był sprzątany zbyt często, ale czego miał się spodziewać po trzygwiazdkowym budynku. Nie mógł powiedzieć, że było tam brzydko, bo nie było. Podobał mu się wystrój. Był minimalistyczny i nieprzesadzony, a Joe nie lubił zbytniego przepychu. Bardzo łatwo u niego było przekroczyć granicę smaku i kiczu.
    Davis siedział na parapecie, z głową wtuloną w zimną szybę. Ze względu na brzydką pogodę wycieczka do Muzeum Indian została odwołana. W końcu nikt nie chciał moknąć. Dzięki temu wszyscy uczniowie jak i nauczyciele z opiekunami mieli wolne. Chłopak obracał w dłoniach swojego polaroida, tak jakby zaraz miała nadarzyć się jedyna i niepowtarzalna okazja, do wykonania wspaniałego zdjęcia. W końcu nigdy nikt nie wiedział, kiedy może wydarzyć się jakaś wspaniała rzecz. Joe był przygotowany na to, że zrobi pełno zdjęć. Od dawna interesował się fotografią, jednak nie wiązał z tym żadnych nadziei na przyszłą karierę. Robił to głównie dla swojej własnej przyjemności. W jego pokoju znajdowało się pełno zdjęć, które zalegały w niemal każdej szafce i półce. Kilka najlepszych wisiało poprzyklejanych na ścianie. Od zawsze mówił, że kiedyś w końcu stworzy jakiś porządny album, jednak nigdy nie znalazł na t czasu i odwlekał ten zamiar w przyszłość.
    W pomieszczeniu, w którym się znajdował panował lekki półmrok. Atmosfera była jednak całkiem przyjemna. Joemu przypominała ona stare horrory, w których na początku nic się nie dzieje, by nagle na nieszczęśników wyskoczył jakiś demon albo coś jeszcze gorszego. Chłopak rozejrzał się dookoła. Chociaż hotel wyglądał staro, to niemal na pewno nie był nawiedzony. Trochę szkoda. Niemniej jednak Davis starannie przysłuchiwał się każdym dziwnym szmerom i postukiwaniom, które słyszał w nocy. Obstawiał jednak, że albo jest to wina starej instalacji, przerdzewiałych rur i nadpróchniałych desek podłogowych albo po prostu ktoś zabawiał się w pokoju obok. Mogło być różnie.
    W pewnej chwili zauważył coś ciekawego. Dziewczyna, która stała niedaleko zaczęła kłócić się o coś ze swoim chłopakiem. Davis uśmiechnął się lekko pod nosem. Coś się działo. Oczywiście nie wiedział, o co mogłoby im chodzić, ale nie obchodziło go to zbytnio. Szybko cyknął zdjęcie. Dźwięk migawki rozległ się po pomieszczeniu i ściągnął na Joego uwagę niektórych osób. Blondyn nie przejął się tym zbytnio, tylko machał zdjęciem, by obraz się pojawił, po czym zeskoczył z parapetu i ruszył w kierunku swojego pokoju.
    – Panie Pritchett, czemu nie siedzi pan razem z innymi opiekunami w pokoju wspólnym? – zapytał. Wiedział, że było to marne zaczęcie rozmowy, ale na nic lepszego nie mógł wpaść w tamtej chwili, a rozmowa z nauczycielem, zwłaszcza tym jednym, mogła być ciekawa i uratować nudny dzień.

    Joe Davis

    OdpowiedzUsuń
  20. [Witamy serdecznie nowego członka grona pedagogicznego! Brukselka jest fuj, więc nic dziwnego, że Eric jej nie lubi. Szkoda, że ma takie kiepskie relacje z rodziną. :c W razie chęci na wątek zapraszam do jednej z moich pań, a tymczasem życzę Ci dużo weny, wspaniałych wątków i powodzenia. c:]

    szkolna psycholog Julianne Dvorak & uczennica Cynthia Anderson

    OdpowiedzUsuń
  21. [Czeeeeść! Przychodzę ze sporym poślizgiem, żeby przywitać Erica, jednak przyznam się, że podglądałam kartę jeszcze w roboczych i byłam nią zauroczona już na bardzo początkowym etapie, wyszedł ci naprawdę wspaniale. Z reguły trzymam się z daleka od grona pedagogicznego, bo mój mózg się zacina i brakuje mi dobrych pomysłów w starciu z nauczycielami, jednak on jest tak świetny, że chętnie spróbowałabym nad czymś pokombinować, o ile oczywiście pojawi się u ciebie chęć na wątek z moją Cece :) ]

    Cecelia Lawley

    OdpowiedzUsuń
  22. Pchnął stanowczo drzwi. Zaraz po wkroczeniu do pubu automatycznie w jego nozdrza uderzył mało przyjemny zapach mieszanki spalonych papierosów i alkoholu, nie wspominając już o różnorakich wodach kolońskich zmieszanych ze subtelnymi, damskimi perfum. Odrobinę za głośna muzyka do prowadzenia spokojnej rozmowy w tym przypadku nie była problemem. Nie przyszedł tutaj nawet ze znajomymi ze swojej szkoły. Grupka nastolatków, z którą zjawił się w pubie była głównie jego znajomymi z zajęć baletowych… Dzieciaki, które mają jeden, wspólny cel. Zawzięcie rywalizują ze sobą zacięcie, a jednak… spotykają się od czasu do czasu, aby udowodnić wszystkim dookoła, a szczególnie sobie nawzajem, że przecież się lubią, że takie znajomości połączone wspólnymi zainteresowaniami są najpiękniejsze. Połowa z nich uważała to za marnotrawstwo czasu, który z pewnością każdy z nich mógłby poświęcić na coś sensownego. Naukę na zbliżający się test, zarobienie kilku centów w jakiejś dorywczej pracy lub po prostu spędzenie czasu z ludźmi, których naprawdę się lubiło. Zamiast tego pchali się do miejsca, w którym legalnie nie mogli nawet wypić czegoś mocniejszego, jednak jakoś nikt nie zwracał na to szczególnej uwagi. Przyszli świętować sukces wystawianej sztuki, która miała miejsce kilka dni temu. Przyszli świętować w końcu wielki sukces Attana, ponieważ w końcu dostał swoją szansę i odegrał rolę, na której cholernie mocno mu zależało, jednocześnie zapijali smutki, że to nie oni byli na jego miejscu. A chłopak? Chłopak chwycił w końcu szklankę wypełnioną colą z wódką i wpatrywał się w stojące za barem pułki pełne alkoholi, zastanawiając się nad słowami, które usłyszał od opiekuna szkolnego koła teatralnego, gdy oznajmił, że niestety, ale nie ma czasu na przedstawienie, które wystawiać miało koło. W końcu sztuka wystawiana w prawdziwym teatrze była znacznie ważniejsza. W końcu pokazanie się na scenie jako główny tancerz, było dużo większym osiągnięciem, niż jakaś tam szkolna sztuka… Zależało mu na obu, nie na każdej z tych samych powódek, wiedział jednak, która z nich przyniesie mu więcej korzyści. Tak mu się przynajmniej wydawało.
    — Za Attana! — Usłyszał znajomy głos, tej dziewczyny, której imienia nawet nie potrafił zapamiętać, a która na każdych zajęciach stała zawsze za nim i klęła głośno przy podstawowych ćwiczeniach. Gray ciągle się zastanawiał, dlaczego profesor jeszcze nie wyrzuciła jej ze swojej grupy. Przecież była beznadziejna.
    — Bez was nic by się nie udało, tak jak powinno. — Powiedział, jak przystało na grzecznego i kulturalnego chłopca, chociaż w głębi duszy przeklinał każdego, znajdującego się w jego pobliżu człowieka. Bez was, wszystko byłoby jeszcze lepsze. Skomentował poczynania znajomych, jednak uśmiechał się cały delikatnie, obserwując ich buzie. Czekając, nawet tutaj, w zupełnie innym otoczeniu na porażkę, zawsze wtedy czuł się lepiej. Widząc, że jest od nich lepszy. Wiedział jednak dobrze, że oni czekają dokładnie na to samo, na co czekał on.
    — Attan! — Usłyszał ponownie swoje imię, kierując spojrzenie na osobę, która je wypowiedziała. Uniósł nieco wyżej kąciki ust, skinął delikatnie głową i chwycił szklankę z drinkiem, aby upić z niego kilka kolejnych łyków. Nie miał pojęcia jak długo zamierzają tu siedzieć, nie wiedział, jak wiele jeszcze chcą wypić. Był jednak jeszcze świadom, że nie może przesadzić, bo przecież jutro o poranku musi podnieść się z łóżka i udać na lekcje.

    Attan, i jego pełni szczęścia autorka z powodu działających internetów! ♥

    OdpowiedzUsuń
  23. [Jestem po czasie, ale chciałam tylko wspomnieć, że panicz jest niezwykle ciekawy! A zdjęcie porwało moje serduszko! ♥
    Masy chęci, wątków i powiązań! Zostań z nami jak najdłużej!]

    Brandon & Samuel

    OdpowiedzUsuń
  24. W oczekiwaniu na opinię przyglądał się nauczycielowi, mając okropne, przytłaczające przeczucie, że przyszedł w nieodpowiednim momencie. Duma i zniecierpliwienie nie pozwoliły mu jednak przeprosić i wyjść, co zrobiłaby każda normalna osoba na jego miejscu. Przecież czekał już od wczoraj.
    Oparł się o ławkę stojącą najbliżej nauczycielskiego biurka i zaczął bębnić o nią palcami, mimowolnie kierując wzrok na pokaźną stertę papierów, która potęgowała to paskudne wrażenie, że był tu niemile widziany. Potwierdziły to słowa Pritchetta – co gorsza, zabolały dużo mocniej, niż Malcom się spodziewał.
    – Jasne, rozumiem – mruknął zgaszony, kierując wzrok na swoje stopy, i westchnął z rezygnacją. – Nikt nigdy nie ma dla mnie czasu – dodał z biedną miną, tonem tak zbolałym, jakby miał wkrótce zejść z tego świata. Robienie z siebie ofiary było dla Malcolma ostatecznością; na ogół raczej zgrywał tego, któremu nie można wejść na głowę i którego nic nie rusza (no, może poza żartami z jego wzrostu, który, jak mu się wydawało, stał w groteskowym kontraście z jego intelektem). Teraz nie miał wyboru, musiał trochę zagrać na emocjach Pritchetta, jeśli chciał... Właśnie. Czego chciał? Nie usłyszał jeszcze ani jednego słowa krytyki, a już miał ochotę zabrać te nieszczęsne wiersze i cisnąć nimi przez okno, bo nie były warte nawet czyichś kilku minut.
    Nie czekając na reakcję nauczyciela, zgarnął z biurka plik kartek, które zaraz zgniótł, nie sprawdziwszy nawet, czy to faktycznie były jego wiersze.

    Malcolm

    OdpowiedzUsuń
  25. – Może je pan wyrzucić – zapewnił, starając się brzmieć obojętnie, i również skrzyżował ręce na torsie; nie potrafił jednak spojrzeć na nauczyciela, przekonany, że w nim samym coś pęknie, jeśli ich spojrzenia się teraz spotkają.
    To od początku była strata czasu – i Pritchetta, i jego własnego. Całe to pisanie nie miało sensu. Malcolm rozumiał, że Pritchett miał swoje życie i swoje problemy, a on był tylko jednym z wielu jego uczniów i nie zasługiwał na żadne specjalne względy tylko dlatego, że próbował coś tworzyć, ale i tak czuł się niesprawiedliwie potraktowany. Przecież chciał tylko chwili uwagi. To było tyle, co nic. Chyba lepiej zniósłby tysiąc słów krytyki niż to zepchnięcie go na bok. Znaczył mniej niż jakieś głupie rozprawki.
    Poprawił pasek torby zsuwającej mu się z ramienia i nieśmiało podniósł wzrok, nie panując nad drżeniem dłoni.
    – Może jeszcze powinienem pana przeprosić? – rzucił nieco bezczelnie, co w ogóle nie pasowało do jego pozy zastraszonego zwierzątka. Rozsądek znowu podpowiadał mu, że najlepszym rozwiązaniem faktycznie byłoby przeproszenie Pritchetta i wyjście, ale nie chciał wyjść. Potrzebował czyjegoś towarzystwa, a tak się składało, że nie miał żadnych znajomych. Zresztą spędzanie czasu z rówieśnikami było zwyczajnie nudno i go nie satysfakcjonowało, a czasem wręcz irytowało.

    Malcolm

    OdpowiedzUsuń
  26. Chwycił ponownie szklankę i upił kilka kolejnych łyków. Nie zwracał uwagi na to, jak długo siedzą przy barze, nie uczestniczył żywo w toczonych dyskusjach, a z pewnością powinien. W końcu całe spotkanie było zorganizowane na jego cześć, to dzięki niemu, albo raczej przez niego postanowili wyjść i napić się, świętować jego mały sukces, o którym marzył każdy z siedzących w pobliżu dzieciaków, z którymi przyszedł. Nie byli jednak świadomi, jak wiele poświęcił dla tego niewielkiego sukcesu. W końcu to nie był występ na deskach teatru narodowego, to nie był Broadway, aby chodzić z wysoko uniesioną głową i zbierać poklask. Z drugiej strony to właśnie takie małe sukcesy miały zaprowadzić go na te konkretne, teatralne deski. Westchnął, nie był świadomy jak z każdym kolejnym przełkniętym łykiem jego spojrzenie robi się coraz bardziej mętne, a refleks znacznie się opóźnia. Przed spotkaniem nie pomyślał, że nie powinien brać tych tabletek, które załatwił sobie od jednego z kolegów, aby lepiej się skoncentrować, aby mniej spać, aby mnie jeść. Nie przyszło mu do głowy, że nie powinien łączyć ich z alkoholem, a tym bardziej nie powinien robić tego w miejscu publicznym, gdzie był narażony na widok innych ludzi, nie pomyślał, że gdyby któryś ze znajomych ze szkoły baletowej, lub Skyline dowiedział się, że jego perfekcja nie jest wynikiem jedynie jego wysiłku, ale i wspomagaczy, zostałby natychmiast skreślony. Nie bał tego świństwa zawsze, nie brał tego często. Tylko w momentach, gdy było cholernie ciężko. Okres wystawiania sztuki, był właśnie takim momentem. Przesuwał spojrzeniem nadal po alkoholach znajdujących się za barem, zerkając na znajdujących się w pobliżu ludzi, aż dostrzegł znajomą twarz. Pritchett. Eric Pritchett. Nauczyciel będący opiekunem szkolnego koła teatralnego. Prychnął powietrzem z nosa i ponownie chwycił szklankę, przechylając ją szybko, za szybko. Widział, jak mężczyzna dopija zamówiony przez siebie alkohol. Nigdy, ale to przenigdy, gdyby był tylko trzeźwy nie odezwałby się. Gdyby myślał racjonalnie, zastanawiając się nad konsekwencjami nie podniósłby się ze stołka na którym siedział i z pewnością nie podszedłby do nauczyciela, wytykając palce w jego stronę i uśmiechając się szeroko.
    — Powinieneś być ze mnie dumny. — Oznajmił. Język jeszcze mu się nie plątał, a myśli składały w miarę zgraną, logiczną całość. Tylko teraz miał znacznie więcej odwagi niż na co dzień i nie myślał o tym, co może być jutrzejszego dnia, gdy spotka nauczyciela w szkole. — A raczej pan. Nie ważne. Ważne jest to, że zagrałem najlepiej, jak tylko mogłem. Najlepiej jak się dało. — Kontynuował, wpatrując się w intensywne tęczówki mężczyzny. Nigdy wcześniej tego nie robił, nigdy wcześniej nie próbował usilnie złapać z nim kontaktu wzrokowego, ponieważ najzwyczajniej w świecie się bał. Bał się, że przepadnie w tym spojrzeniu, że one pochłonie go całkowicie. Zamilkł na chwilę, chowając palec, zamykając dłoń w pięść, aby już po chwili wsunąć ją do kieszeni spodni. — I powinieneś być dumny, że mam szansę się rozwijać. Że mogę być gdzieś więcej, poza szkołą. — Miał żal do profesora, że ten nie potrafił zrozumieć, który z występów był ważniejszy. Zdawał sobie sprawę i sam miał wyrzuty, że zostawił szkolne koło tak z dnia na dzień, ale po prostu musiał wybrać to, co było dla niego ważniejsze. To, co było lepsze dla jego przyszłości, a wierzył, że właśnie ta druga sztuka była tą, która miała otworzyć przed nim szeroko drzwi kariery. — Nie chcę skończyć jak ty. — Dodał jeszcze oskarżycielsko, nie mogąc oderwać oczu od spojrzenia mężczyzny, chociaż im dłużej wpatrywał się w jego ostre spojrzenie, tym bardziej miękł. Tym bardziej kolana mu waciały, a on z ledwością był w stanie się na nich utrzymać.

    Attan, który ma niezwykle słabą głowę♥

    OdpowiedzUsuń
  27. [Nawet nie wiesz jak miło się czyta takie słowa, bo zawsze mam wrażenie, że moje postacie są przejaskrawione bądź przeciągnięte w jedną stronę.
    Gdybyś chciała coś stworzyć z moją panią psycholog, to chętnie Cię przyjmę. (;]

    Julianne Dvorak

    OdpowiedzUsuń