14 marca 1970

Jestem Byłem wzorowym przedstawicielem handlowym

charlie fillingham
IV KLASA // ZASTĘPCA PRZEWODNICZĄCEJ SAMORZĄDU // FIZYKA // INFORMATYKA // WOLONTARIAT

Były przewodniczący szkoły, który po roku wraca, aby odrobić ostatni semestr czwartej klasy. Wciąż uśmiechnięty i pomocny, przykładny, a wręcz wybitny uczeń swoich ulubionych przedmiotów oraz stały bywalec imprez. Kiedyś dla większości osób człowiek idealny, bez skaz i negatywnych cech. A jednak z jakiegoś powodu został zawieszony na rok.
O samym zniknięciu było głośno, ale nie o jego powodzie. Kilka osób nawet zaczepiało go w Cafe Zog należącej do jego matki, w której to pracował przez ostatnich kilka miesięcy dzień w dzień. Jednak on umiejętnie zmieniał temat z uśmiechem na ustach, przy okazji wciskając kolejną wielką kawę komuś, kto w pierwszych chwilach ewidentnie nie miał na nią ochoty.
Uzdolniony mówca, manipulator, a także człowiek interesu. W tym wszystkim jednak pomocny i kulturalny w stosunku do płci przeciwnej, czego nauczył go polskiej krwi dziadek. Z tej racji nie przeszkadza mu bycie zastępcą dziewczyny, która to wskoczyła na jego miejsce. Robi dokładnie to, co robił przed zawieszeniem z jedną ogromną różnicą. Zapytany o narkotyki wybuchnie agresją, bo wciąż szuka osoby, która wsypała go jako dilera.




odautorsko
Mariano Ontanon na wizerunku
w tytule przekształcony kawałek tekstu piosenki zespołu Łzy
Charlie nie taki straszny, jak widać; kto mnie zna te wie, że jest na pewno kochany i uroczy
wracam do was po krótkiej przerwie pełną parą

38 komentarzy:

  1. [Drugie było lepsze.]

    #niepozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. (Cześć! Aktualnie marznę na przystanku tramwajowym z ciężką torbą zakupów na ramieniu stąd nie wykażę się kreatywnością w powstaniu, ale z Huesos chcemy wątek z tym panem.)

    Huesos Jimenéz

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć! Bardzo fajny pan Ci wyszedł. c; Jeśli masz chęć na wątek to zapraszam do jednej z moich dziewczyn :)]

    Arielle i Carmen

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć! Przejdę od razu do konkretów, bo mam pewien pomysł, który byłby do rozwinięcia. Otóż, jeśli osoba, która wsypała go jako dilera nie jest nikim konkretnym do przejęcia, pomyślałam sobie, że mogłaby to być siostra Jemimy. Ona jest jeszcze większym ziółkiem od Jem, a na dodatek okropnym konfidentem, kłamczuchą i tchórzem, który ma powiązania z narkotykami. Oczywiście, Jemima nie wiedziałaby, że to ona. No i nasze postacie mogłyby się znać właśnie dzięki niej. Jeszcze nie wiem co z tym dalej byśmy zrobili, ale może udałoby się nam coś ciekawego wymyślić c:]

    Jemima

    OdpowiedzUsuń
  5. [Ach, witam mojego shoutboxowego sojusznika <3 xD
    Powiem ci, że Charlie i Cece mają zaskakująco dużo wspólnego, mogłybyśmy uknuć całkiem porządną intrygę. Oboje wracają po roku do szkoły (w końcu ktoś w wieku Cecelii, yay!), oboje byli wybitnymi uczniami i w sumie wychodzi na to, że oboje byli kiedyś przewodniczącymi samorządu, dopóki wszystko się im nie rypło na głowę xD To chyba jakaś przeklęta funkcja. Po głowie chodzi mi też pewna idea odnośnie tych narkotyków, mam jednak pytanie: został przez kogoś wrobiony w dilowanie czy może wcale nie był taki święty i faktycznie miał coś wspólnego z narkotykami?
    A tak poza tym to witam cię i Charliego bardzo serdecznie, strasznie podoba mi się jego zdjęcie, karta treściwa i z sensem, czyli dokładnie taka, jakich ja pisać nie umiem ;) Baw się dobrze, mnóstwa wątków, no i oczywiście zapraszam!]

    Cecelia

    OdpowiedzUsuń
  6. [Hej, cześć i witam ponownie! ;) Jeśli on takie powiązanie ma z narkotykami, to pewnie muszą się z Oph znać, bo jak to tak, w jednej szkole i nie wiedzą kim są :P Wpadnij do mnie, jeśli chcesz, może uda nam się coś ogarnąć]
    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  7. [Dasz mi w końcu wątek? Dobre zdjęcie wybrałaś, ale ten dopisek pod kartą to same kłamstwa XDD]

    Wiesz gdzie mnie szukać

    OdpowiedzUsuń
  8. [Czeeść! Chciałabym napisać jakieś przemiłe powitanie i wynagrodzić fakt, że Twoja pierwsza postać mi gdzieś umknęła, ale chyba nic z tego i skończę na zwykłym; ale fajny pan <; No, to o wstępie w zasadzie możemy zapomnieć. Niemniej Charlie to chyba całkiem przyjemny gość z równie przyjemną kartą. Dobrej zabawy z kolejną postacią i samych ciekawych wątków! C:]

    Nainsi i Isaac

    OdpowiedzUsuń
  9. [Hoho, dziękuję bardzo <3 Przychodzę tutaj, bo troszeczkę się czuję winna, że tak szybko zasłoniłam kartę Charliego i w sumie mogłabym to wynagrodzić jakimś wątkiem. Skoro był kiedyś przewodniczącym, to myślę, że powinni się znać razem ze Stephanie – kółko plastyczne nie raz współpracowało z samorządem przy organizacji szkolnych imprez i innych uroczystości, w końcu ktoś musiał zadbać o dekoracje. W sumie to mogliby się nawet przyjaźnić, ale kiedy Hart dowiedziałaby się o jego przygodach z narkotykami, ich relacje kompletnie by się popsuły, a po jego nagłym powrocie miałaby niezły mętlik w głowie. Takie coś o, mi przyszło do głowy, niby nic konkretnego, ale od czegoś trzeba zacząć.]

    Stephanie

    OdpowiedzUsuń
  10. [Jestem przekonana, że nasi panowie mogliby się albo bardzo dobrze ze sobą dogadywać, albo wręcz przeciwnie. Mógłby powstać jakiś konflikt, który z pewnością nie należałby do łatwych.
    Chodź do mnie, Chan, chodź.]

    Guy

    OdpowiedzUsuń
  11. [Jemima ogólnie stara się unikać siostry, ale ta nie raz w coś ją wplątała i Charlie kilka razy mógł nawet przyjść z towarem do Jemimy, bo nie mogę w tej chwili odebrać towaru, ale moja młodsza siostra na pewno to dla mnie przechowa. Także Charliemu mógł ktoś szepnąć słówko, że Jackie jest zamieszana w to, że został wsypany i może teraz przyjść do Jem jej szukać. Może nawet w tym samym czasie przyjdzie ktoś inny związany z narkotykami, ktoś groźniejszy niż Charlie, komu Jackie będzie winna pieniądze, a że nagle gdzieś zniknęła, Jemima stała się głównym celem.]

    Jemima

    OdpowiedzUsuń
  12. [Oj na pewno byłaby w stanie to zrobić, w końcu pewnie by jej na nim zależało i chciałaby dla niego jak najlepiej, a on nagle wyskoczyłby z czymś takim, kto by się nie zdenerwował? Później by go ignorowała, ale z czasem zaczęłoby jej brakować jego towarzystwa i pewnie zgodziłaby się na jakąś rozmowę, podchodząc do całej tej sytuacji z dystansem, mając mieszane uczucia.]

    Stephanie

    OdpowiedzUsuń
  13. [W sumie jest mi to kompletnie obojętne, równie dobrze możemy zacząć od tej kłótni, a potem zrobić jakiś przeskok do czasu, kiedy Charlie będzie starał się to wszystko naprawić :)]

    Stephanie

    OdpowiedzUsuń
  14. [Ano racja. I miło by było, gdyby Charlie stanął w obronie Jemimy c: Zaczniesz nam może?]

    Jemima

    OdpowiedzUsuń
  15. [Byłoby trudno, bo jej rodzina mieszka w Nowej Zelandii :D Ona wraz z siostrą przeprowadziła się trzy lata temu do Chicago, Jackie mieszka w mieszkaniu niedaleko szkoły, a Jemima nie chcąc z nią mieszkać, załatwiła sobie jednoosobowy pokój w akademiku. Czyli Charlie ma przyjść do jej pokoju w akademiku c: I z góry dziękuję za zaczęcie! :3]

    OdpowiedzUsuń
  16. [Hej! Nie zdążyłam mieć z panem do czynienia na poprzedniej odsłonie, ale wydaje się niezłym przyjemniaczkiem ze szczyptą buntownika :) Jeśli wsypał go jakiś niezadowolony klient to jest niezłą lamą i debilem, bo własnego dilera się nie wsypuje...
    Mam nadzieję, że będzie ci się dobrze pisać. Jeśli Charlie obracał towarem na jakimś AlphaBay czy Hansie to myślę, że nasi mogli się gdzieś spiknąć. Na "ulicy" byłoby ciut gorzej, ale co do internetu mogła pójść plotka o jego "wpadce" :)]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  17. [Przecież to nie ja pozbawiłem Charliego dobrego zdjęcia xD]

    ja

    OdpowiedzUsuń
  18. [Zaraz rozpiszę ci wszystkie moje pomysły i zdecydujesz, który najbardziej będzie ci odpowiadał :)
    Jeżeli chodzi o ten pierwszy pomysł z narkotykami to nie ukrywam, że Cece mogłaby być jego jednorazową klientką. Nie interesowałyby ją jednak zwykłe prochy, a leki na receptę, których sama nie mogłaby zdobyć; takie uspokajające i poprawiające koncentrację, bo z powodu nakładanej na nią presji coraz trudniej było jej się skupić, zaczynała nawet zawalać sprawdziany i potrzebowała środka, który pomógłby jej sobie poradzić ze stresem, choć pewnie zwróciła się do niego tylko raz i nigdy więcej tego nie zrobiła, bo potem brzydziła się samą sobą. Myślałam nad tym, żeby właśnie ktoś zrobił im zdjęcia podczas wymiany i może zaczął ich szantażować, a potem cała afera wyszła na jaw. Podczas gdy w stosunku do Charliego zostałyby wyciągnięte konsekwencje, akurat w tym samym momencie wydarzyłby się wypadek i Cecelia spadłaby na cztery łapy, nagle magicznie wszyscy by zapomnieli, że nielegalnie nabywała prochy, dalej byłaby idealna. Charlie na pewno byłby z tego powodu mocno wkurzony, to na razie taki pierwszy rys, jeszcze się nie zastanawiałam, jak można by to pociągnąć dalej.
    Jeśli zaś o przyjaźń chodzi to zależało mi na takiej zwykłej, pozbawionej dramatu (przynajmniej na początku) przyjaźni. Poznali się na siódmych urodzinach wspólnego przyjaciela i zaczęło się od tego, że wymazałabym jej twarz kawałkiem tortu waniliowego, a Cece oczywiście biegłaby przez całe podwórko, starając się nie zgubić okularów z nosa, by w odwecie wysmarować twarz Charliego resztkami wypieku. Po takiej przygodnie trudno, żeby siedmiolatkowie nie zostali najlepszymi przyjaciółmi ;) Ewentualnie można z czasem dorzucić jednostronną miłość z którejś strony, której druga osoba oczywiście w ogóle nie zauważała, ale niekoniecznie. Wszystko uległoby zmianie, w której Charlie zaczął dilować (właśnie, stał za tym jakiś konkretny powód?). Cecelia nie potrafiłaby tego zaakceptować, próbowałaby mu pomóc, powstrzymać to wszystko, bo bała się, co z tego wyniknie i jak bardzo chłopak zmieni się pod wpływem nowego towarzystwa (w końcu od kogoś brał ten towar). Charlie na pewno nie chciałby słuchać jej kazań, często znikałby bez słowa i wściekał się o byle błahostkę. Myślę, że przez swoją arogancję w jakiś sposób mógł zniszczyć jej szanse na konkursie chemicznym, dzięki któremu mogła dostać stypendium na wymarzonym uniwersytecie, a potem mogłaby być świadkiem przepychanki między Charliem a klientem, próbowałaby zainterweniować i chłopak odepchnąłby ją na tyle mocno, że upadłaby. Cece w końcu miałaby dość, Charlie przepraszaniem nic by nie wskórał, mimo że przez jakiś czas starał się załagodzić sytuację. A potem mogli spotkać się na imprezie, doszło między nimi do dużej kłótni i Cecelia błagała Josha, żeby wcześniej wrócili do domu, a on się zgodził. I właśnie wtedy wydarzył się wypadek. Oczywiście pojawiły się myśli co by było gdybyśmy się nie pokłócili, gdyby wcześniej nie wracali do domu, a wraz z nimi wyrzuty sumienia. Charlie pewnie nie byłby w stanie spojrzeć Cece w oczy, więc po wypadku nie zajrzał do niej do szpitala, choć możemy też jakoś inaczej z tym pokombinować :)
    Takie było początkowe założenie na tę przyjaźń, ale możemy też spróbować połączyć pomysł pierwszy z drugim. Jako dobry przyjaciel Charlie chciałby pomóc Cece, potem pojawiły się te zdjęcia i był jeszcze na nią dodatkowo wkurzony, że jej nic nie zrobili, a on zbiera ciężkie baty. Choć może to karma go dopadła ;) W każdym bądź razie pisz, jeśli coś ci się nie podoba, wtedy będziemy myśleć dalej!]

    Cecelia

    OdpowiedzUsuń
  19. [Carmen z pewnością dogada się z Charlim lepiej niż Arielka. c: To może zróbmy na odwrót? Pierwsze ich spotkanie będzie w barze i pozniej mogliby się razem ustawić na wyścig, albo się pościgać zaraz po tym jak Carmella skończyłaby zmianę. Może tak być? :)]

    Carmen L.

    OdpowiedzUsuń
  20. [Fajny pan z ciekawą historią. Imię mi się podoba, chociaż imiona Twoich postaci jakoś zawsze mi pasują... :D
    No co ja mogę powiedzieć. Powodzenia z druga postacią, masy wątków, chęci i powiązań. No i oczywiście: możemy coś razem skleić, może tu się uda... :D]

    Brandon Stark & Lyanna Dahl

    OdpowiedzUsuń
  21. Nic. Zero. Żadnej krótkiej wiadomości, szybkiej wymiany chociażby kilku zdań. Charlie jakby rozpłynął się w powietrzu, nie racząc powiadomić jej o tym, co tak naprawdę się z nim dzieje i gdzie aktualnie przebywa. Po prostu przestał pojawiać się w szkole i nie odpowiadał na jej telefony, co ogromnie ją dotknęło. Wydawało jej się, że są naprawdę dobrymi przyjaciółmi, którzy mówią sobie wszystko i w razie potrzeby skoczyliby za sobą w ogień, tymczasem została potraktowana przez niego w ten, a nie inny sposób, z czasem dając sobie z tym wszystkim spokój. Przestała próbować do niego dotrzeć – skoro się nie odzywał, uważała to za jednoznaczne z tym, iż nie miał ochoty, by była ona częścią jego życia i na pewno doceniłby, gdyby wreszcie przestała wtykać nos w nie swoje sprawy. Stephanie nie była typem osoby, która szybko się poddaje i daje sobą manipulować, jednak w przypadku chłopaka nie potrafiła się inaczej zachować. Jak widać, do czasu.
    Od ponad pół godziny kręciła się w okolicy kawiarni jego rodziców, tocząc ze sobą wewnętrzną walkę o to, czy wejść do środka i stanąć z nim twarzą w twarz po tak długim okresie czasu, czy może przestać przechadzać się po ulicy w tę i z powrotem, wyglądając jak kompletna idiotka, i po prostu wrócić do domu, starając się wyprzeć jego osobę ze swoich myśli.
    — Weź się w garść — mruknęła pod nosem i bez dłuższego zastanawiania się, pchnęła drzwi do kawiarni, wchodząc do środka. Od razu uderzył w nią charakterystyczny zapach świeżo parzonej kawy i jej ulubionych czekoladowych ciasteczek, którymi w tygodniu dzielił się z nią Charlie, podczas każdej przerwy obiadowej. Raz próbowała nawet swoich sił w kuchni, chcąc wiernie odwzorować przepis na te słodkości, jednak skończyło się jedynie na buchającym z piekarnika dymie i ogromnej górze naczyń do umycia. Nie, gotowanie zdecydowanie nie było jej mocną stroną. Spochmurniała pod wpływem tych radosnych wspomnień i szybko ustawiła się w kolejce, przy okazji układając sobie w głowie kwestię, którą wypowie wtedy, kiedy chłopak zdecyduje się do niej odezwać. Od samego wejścia do lokalu sprytnie unikała wzroku Charliego, wiedząc, że trafiła na jego zmianę i aktualnie stał za ladą, obsługując zniecierpliwionych klientów.
    Kiedy kobieta, stojąca przed nią, oddaliła się zadowolona z kubkiem parującej kawy w dłoni, podniosła głowę, napotykając uważny wzrok chłopaka, który niemal natychmiast zaczął zapewniać ją o tym, że strasznie się cieszy, że ją widzi, przy okazji pytając czego sobie życzy. No nie wiem, może prawdy?
    — Dziś podziękuję — mruknęła, wcale nie komentując jego słów, mając ogromną ochotę uderzyć go w twarz i zmazać mu z ust ten może i szczery, ale kompletnie nie adekwatny do sytuacji, uśmiech. Nie odzywa się do niej przez cały rok, kompletnie ją ignorując, a teraz ma czelność udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku? — Wiedziałam, że Cię tu znajdę, a chciałabym po prostu wiedzieć... — zaczęła powoli, opierając się łokciami o ladę, przedtem upewniając się, że nikt nie stał za nią w kolejce. — Co porabiałeś przez ostatni cały, hm... — dodała, udając, że głęboko się nad czymś zastanawia. — rok? — spojrzała mu prosto w oczy, a tym, co jeszcze powstrzymywało ją przed zrobieniem mu ogromnej awantury był fakt, że przy stolikach siedziało parę osób, które na pewno nie miałyby ochoty być świadkami ich ostrej wymiany zdań.


    Stephanie

    OdpowiedzUsuń
  22. [Tbh nie do końca taki miał być, ale pogodzenie samorządu z resztą chyba tego wymagało XD Mam nadzieję, że użycie nazwiska nie zostało odebrane negatywnie, po prostu teraz się to jakoś trzyma. Tak myślę przynajmniej, no i jeśli kiedykolwiek pojawiłaby się chęć, by coś z Bae stworzyć, to o ile będę jeszcze żyć, to jak najbardziej, bo możemy naprawdę ładny konflikt (bo obawiam się że do tego by to prowadziło) skleić, cheja]

    |Baelish

    OdpowiedzUsuń
  23. [Dziękuję, dziękuję ♥♥♥]

    OdpowiedzUsuń
  24. Kiedy zbliżył się na niebezpieczną odległość, uniosła tylko wzrok, napotykając na drodze jego tęczówki, nie mając zamiaru cofnąć się się do tyłu i dać mu tej satysfakcji. Odczuła ogromną trudność podczas próby zebrania tych wszystkich rozbieganych myśli, a wzbierające się w niej poirytowanie ani trochę jej w tym nie pomagało. Wiedziała, że nie da rady przekonać go do swoich racji i miała ogromną ochotę odwrócić się na pięcie i wyjść, jednak nie należała do osób, które tak łatwo i szybko się poddają, zwłaszcza jeśli chodzi o osoby, na których im zależy. Charlie nadal był jej najlepszym przyjacielem i nie chciała go stracić. Nie mogła znaleźć sposobu, w jaki mogłaby mu wytłumaczyć, że może obdarzyć ją zaufaniem i zawsze na nią liczyć, bez względu na konsekwencje. Sam fakt, że zjawiła się w kawiarni dopiero teraz, po tak długim czasie, tylko potwierdzał to, że trudno było jej się przełamać. Bała się owego spotkania, codziennie zastanawiała się, co mu powie, kiedy już przyjdzie jej stanąć z nim twarzą w twarz, a teraz wpatrywała się w niego beznamiętnym wzrokiem, rozmyślając nad tym, jak uświadomić go co do jej dobrych intencji. Była rozczarowana postawą chłopaka, bo po całej tej akcji chyba przestała widzieć w nim swojego Charliego. Kiedy się wyprostował, mówiąc, że nie jest to odpowiednie miejsce na takie rozmowy, uśmiechnęła się z niedowierzaniem, kręcąc powoli głową. Niesamowite. Naprawdę myślał, że tak łatwo uda mu się ją spławić? Na razie nigdzie się nie wybierała, w końcu nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.
    Nie lubię dzielić się swoimi problemami, wolę się z nimi zmierzyć w swoim własnym zakresie. Wiedziała o tym. Ba, z czasem sama się domyśliła. Ale czy usprawiedliwiało to brak odzewu z jego strony? Nawet jedna, głupia wiadomość w stylu potrzebuję czasu załatwiłaby więcej, niż rok milczenia i nie wywołała tych cholernych wątpliwości. Chyba po prostu nie zdawał sobie sprawy z powagi całej tej sytuacji, uparcie broniąc swojego zdania o tym, że dotyczy to tylko i wyłącznie jego osoby.
    Nie powiedziała tego na głos, komentując to tylko głębokim westchnięciem. Widząc, że co chwila zerka na drzwi, szukając jakiegoś punktu zaczepienia, bez zastanowienia powróciła do poprzedniej pozycji, chwytając go za koszulkę i ciągnąc lekko w dół, tak, by jego twarz znalazła się na tym samym poziomie, co jej.
    — Ah, rozumiem. Ja wszystko rozumiem — powtórzyła, powstrzymując się przed wywróceniem oczami, powoli mając dość całej tej niedorzecznej konwersacji. W obecnej chwili nie interesowało ją to, co myślą o nich klienci kawiarni. — Ale myślę, że najpierw powinieneś się poważnie zastanowić nad tym, komu tak naprawdę możesz ufać. — nie dała mu czasu na odpowiedź, szybko odchylając się do tyłu, uprzednio posyłając mu znaczące spojrzenie. Tak, musiał się nad tym zastanowić.
    Już miała odejść, kiedy to w ostatniej chwili sięgnęła do pełnego słoika z jej ulubionymi, czekoladowymi ciasteczkami, i wyciągnęła ze środka parę słodkości. Może teraz ta wizyta nabierze choć trochę sensu.

    Steph

    OdpowiedzUsuń
  25. [Charlie wydaje się strasznie pokrzywdzony przez los :c Ale ja już go uwielbiam, więc jak masz jakieś pomysły na wątek między naszymi postaciami to ja jestem otwarta na wszystkie propozycje :D]
    Marlis

    OdpowiedzUsuń
  26. Odwróciła się w jego stronę, słysząc prośbę o dodatkowe ciastko, i stojąc tak ze słodkościami w rękach, powstrzymała się przed lekkim uśmiechem, kiedy to chłopak trącił jej podbródek, zamiast tego zaciskając usta. Nie da się tak łatwo udobruchać, nie ma mowy. Nie da mu tej satysfakcji, w końcu musi się trochę na niego pozłościć. Musiała jednak przyznać, że za sprawą słów chłopaka o jego bezgranicznym zaufaniu do jej osoby, zrobiło jej się cieplej na serduszku. Może gdzieś tam w środku nadal siedział jej Charlie?
    Zmarszczyła brwi, widząc, że brunet nie spuszczał z niej swojego uważnego wzroku, a kiedy on w odpowiedzi parsknął śmiechem i podszedł do drzwi, szeroko je otwierając i mamrocząc coś na temat spaceru i zaszczytu, którego pragnie dostąpić, przewróciła ostentacyjnie oczami. Wiedziała, że nie będzie w stanie mu odmówić i z nieskrywaną ochotą przystąpi na jego propozycję. Czy chwilę wcześniej nie mówiła przypadkiem czegoś o złoszczeniu się i nie daniu mu tej wyczekiwanej satysfakcji? Nie komentując jego zachowania, rzuciła ostatnie spojrzenie na ciekawskich klientów, co chwila zerkających na nich z widocznym zaciekawieniem i podążyła za przyjacielem, a kiedy mijała go w drzwiach, podała mu jedno czekoladowe ciastko, w międzyczasie zabierając się za chrupanie swojego.
    Odetchnęła głęboko, wciskając ręce do kieszeni swojej dżinsowej kurtki, idąc powoli ulicą z Charliem u boku i wpatrując się w swoje buty z niespotykanym zainteresowaniem. Teraz trudno było jej zebrać te wszystkie myśli w jedną całość, ułożyć sensowne zdanie i zasypać go całą masą pytań, które przez cały rok zdążyły uformować się w jej głowie. Problem w tym, że aktualnie odczuwała onieśmielającą i nieodgadnioną pustkę, nie potrafiąc ustalić, o co najbardziej chciałaby go zapytać, co jest jej priorytetem. Istniało również ryzyko, że mimo propozycji spaceru nie będzie skory do udzielenia odpowiedzi na wszystkie trapiące ją pytania, ale w końcu, jeśli zdarzy się taka potrzeba, nie będzie powstrzymywała się przed zrobieniem mu awantury na samym środku ulicy. Zresztą, nie byłby to pierwszy raz.
    — Rok — tak szybko, jak zdobyła się na wypowiedzenie tego słowa, tak w tym samym momencie poczuła, jakby jej język zawiązał się w supeł, nie pozwalając jej na kontynuowanie swojej wypowiedzi. Odkaszlnęła, zasłaniając usta wierzchem dłoni i odgarnęła niesforne loki z twarzy, które utrudniały jej w tym momencie widoczność, powoli układając sobie w głowie resztę zdania. — Wygrałeś na loterii i nie omieszkałeś mi o tym powiedzieć? Ktoś z twojej rodziny zmarł i musiałeś zająć się ich domem? Pracowałeś za granicą? — powoli kończyły się jej ewentualne pomysły, którymi mógłby się posłużyć, starając się usprawiedliwić swoją roczną nieobecność. Chyba nie była w stanie odgadnąć prawdziwej przyczyny jego zniknięcia, dlatego oderwała wzrok od swoich butów i skupiła go na twarzy przyjaciela, oczekując szczerych wyjaśnień. Chciała dla niego wszystkiego, co najlepsze, a takie tajemnice mogły jedynie mu zaszkodzić. Mu i wszystkim jego bliskim.


    Nieco mniej zdenerwowana Steph

    OdpowiedzUsuń
  27. — Jezu, Fillingham, zabiłeś kogoś? — zaśmiała się nerwowo w odpowiedzi, przygryzając wewnętrzną stronę policzka. Nie miała pojęcia, co było powodem dziwnego zachowania jej przyjaciela, ale miała nadzieję, że nie miało to żadnego związku z ewentualnym odebraniem komuś życia. Oczywiście tylko żartowała, chcąc w jakiś sposób rozładować napiętą atmosferę, ale może ta uwaga nie była na miejscu, zważając na powagę i zawiłość całej tej uciążliwej sprawy. Kiedy pociągnął ją za ramię, posłusznie ruszyła za nim w kierunku skwerku, z chęcią oddalając się od ruchliwej ulicy i podirytowanych przechodniów, których można było zdenerwować samym spacerem po złej stronie chodnika.
    Ostrożnie usiadła na ławce, przy okazji rozglądając się dookoła, nie przypominając sobie, by kiedykolwiek wcześniej odwiedziła to miejsce. Wszystkie ławki, stojące w odstępie parunastu metrów od siebie, były puste, chociaż ścieżką od czasu do czasu przemykała jakaś kobieta z dzieckiem, biegacz bądź staruszka z psem na smyczy, uśmiechająca się ciepło do brunetki. Lekki wiatr po raz kolejny rozwiał jej włosy, sprawiając, że niesforne kosmyki uniosły się do góry, by po chwili opaść jej na oczy. Zirytowana złośliwością pogody odgarnęła je na bok, odwracając się w stronę chłopaka, który wyglądał teraz na lekko poddenerwowanego. Słysząc o jego zawieszeniu westchnęła głęboko, rozsiadając się wygodniej na ławce.
    — Myślałam o tym — przyznała zgodnie z prawdą, nie kontynuując od razu swojej wypowiedzi. — Ale to oznaczałoby, że zrobiłeś coś nielegalnego. A ty chyba nie...? — urwała, nie będąc pewna, co dalej powiedzieć. Jeśli był przekonany, że przez to co zrobił straci w jej oczach, nie chciała wymieniać rzeczy, za które mógłby zostać zawieszony, chcąc sama to od niego usłyszeć. — Nie wygłupiaj się, Charlie — w tamtej chwili poczuła się jak zagubiona dziesięciolatka, nie mająca jeszcze żadnego pojęcia o złowrogim, wielkim świecie, w którym czeka na nią wiele niebezpieczeństw i potworności. Spoglądała na niego tym swoim niewinnym, zagubionym wzrokiem, mając nadzieję na samodzielne znalezienie trapiącej go odpowiedzi, by móc w jakiś sposób mu ulżyć. Jej wzrok spoczął na jego oczach, by chwilę później przeskoczyć na ściągnięte brwi, na samym końcu zatrzymując się na ściśniętych ustach, na których jeszcze chwilę temu gościł przyjazny uśmiech. Denerwował się. Nie miała ku temu żadnych wątpliwości. Sama jego postawa zdradzała niemal wszystko, martwiąc dziewczynę. Może nie powinna była tak nalegać? Dać mu więcej czasu, nie wtykać nosa w nie swoje sprawy, zostawić go w spokoju? W końcu jeśli wolał załatwić to w pojedynkę, nietaktownym z jej strony było domaganie się natychmiastowej odpowiedzi.
    Nie. Miała pełne prawo do zadawania pytań, tym bardziej, że nie znali się od wczoraj i od zawsze mówili sobie dosłownie wszystko. Oboje darzyli siebie zaufaniem, więc fakt, że dziewczyna niemalże odchodziła od zmysłów, kiedy on nie dawał żadnego znaku życia, nie powinien go dziwić. Cholera, powinien być jej wdzięczny, że nie zrobiła mu awantury w kawiarni, przy tych wszystkich ciekawskich gościach i współpracownikach. Wtedy dopiero miałby problem!
    Po chwili wahania ujęła delikatnie jego wolną dłoń, chcąc w jakiś sposób dodać mu otuchy. Może był to zbyt śmiały ruch, ale nie miała zamiaru się teraz wycofać.
    — Mów, Charlie. — powiedziała tonem, nie znoszącym sprzeciwu, nie odrywając wzroku od przyjaciela. Przejechała kciukiem po wierzchu jego dłoni, czując się nieco pewniej. — Bo naprawdę pomyślę, że kogoś zamordowałeś.

    Nie mająca nic przeciwko temu, Stephanie

    OdpowiedzUsuń
  28. Przez chwilę wpatrywała się w ich złączone dłonie, po czym przeniosła wzrok na chłopaka, który w końcu zaczął mówić to, czego chciała się dowiedzieć od dawna. Z uwagą wsłuchiwała się w każde jego słowo, ale kiedy wspomniał o trzech, dosyć dobrze znanych jej imionach, drgnęła, a w jej oczach pojawiło się przerażenie pomieszane z niedowierzaniem. Głos Charliego był spokojny, albo potrafił tak dobrze udawać i bez problemu trzymać swoje nerwy na wodzy, jednak zdziwił ją fakt, że wyliczał brane przez nich używki z taką starannością. Jakby nie chciał przytłoczyć jej prostym stwierdzeniem o sprzedawaniu narkotyków — domyśliła się szybciej, niż on zdążył wypowiedzieć kolejne zdanie. Jeszcze parę minut wcześniej była gotowa stwierdzić, że może mu bezgranicznie ufać, jednak po owym wyznaniu nie była pewna, czy jego zapewnienia o unikaniu narkotyków były prawdą.Chciała, żeby tak było, ale nie potrafiła w żaden sposób pozbyć się tego nieprzyjemnego uczucia, napawającego ją niepokojem.
    Idealny obraz przyjaciela, który wykreowała w swej głowie, zdawał się roztrzaskać na malutkie kawałeczki tak szybko, jak wspomniał on o swoich przewinieniach. Nieświadomie zaczęła poddawać analizie jego wcześniejsze zachowanie, jednak nie była w stanie przypomnieć sobie żadnej konkretnej sytuacji, zapewne z powodu tego, że nie widzieli się przez calutki rok. Nie potrafiła skupić się też na jednej myśli, które wpadając na siebie i mieszając swoje znaczenia przyprawiały ją o nieznośny ból głowy.
    Zacisnęła usta, szybko wyswobadzając swoją dłoń z uścisku chłopaka, czując jak wzbierający się w niej gniew zastępuje wcześniejszy smutek i głęboki zawód.
    — Nie spodziewałam się tego po Tobie — zaczęła, zamaszyście podnosząc się z ławki i odchodząc parę kroków w bok, by po chwili wrócić na poprzednie miejsce, stając tuż przed chłopakiem. — Co ty sobie myślałeś, Fillingham?! Że nikt się nie dowie?! — wyrzuciła ręce w powietrze, zwracając na siebie uwagę ciekawskich spacerujących, jednak mało kto ją teraz obchodził. Przez chwilę poczuła się nawet jak jego matka, ale jak inaczej mogła zareagować? Perfidnie zataił przed nią całą prawdę, zwlekając z jej wyjawieniem aż do teraz, a była zdania, że nie zdobyłby się na tę rozmowę gdyby nie odwiedziła go dziś w kawiarni. To, co teraz robiła, było dalekie od awantury, którą potrafiła wywołać, jednak na razie nie chciała posuwać się do tak drastycznych rozwiązań, czekając cierpliwie na odpowiedź Charliego. Istniała jeszcze szansa, że będzie w stanie wytłumaczyć się z tego całego zajścia, choć dziewczynie trudno było w to uwierzyć. Miała nawet ochotę uderzyć go w twarz i po prostu odejść, ale wiedziała, że byłoby to zupełnie nie na miejscu. Widziała, jak się denerwował i nie miała serca potraktować go w ten sposób, mimo tej szalonej mieszanki negatywnych uczuć, dlatego westchnęła głęboko, siadając na poprzednim miejscu. Zachowując kamienną twarz, odwróciła się w jego stronę, kładąc dłonie na kolanach, nie wiedząc do końca co z nimi zrobić. Kiedy chwilę wcześniej delikatnie musnął je ustami, poczuła dziwne ukłucie w dole brzucha, jednak teraz nie chciała się nad tym zastanawiać.
    — Od kiedy, Charlie? — zapytała, spokojniej niż wcześniej, wbijając w niego swój nieprzenikniony wzrok. Oddychała nierówno, jakby coś ciężkiego zalegało jej na płucach i w żaden sposób nie mogła się tego pozbyć.

    Zdenerwowana, w głębi duszy nie chcąca wywoływać niepotrzebnych kłótni Stephanie, która często nie jest w stanie zapanować nad swoimi emocjami

    OdpowiedzUsuń
  29. Góra rok. Rok i parę miesięcy, nie więcej. Ale dwa lata przed ich poznaniem? Tego się nie spodziewała. Czuła się tak, jakby ktoś sprzedał jej siarczysty policzek, kompletnie wybijając ją z rytmu, robiąc w jej życiu ogromny bałagan. Bałagan, którego nie była w stanie ogarnąć. Bała się, że po usłyszeniu tych wszystkich informacji, nie będzie potrafiła spojrzeć na niego tak, jak dotychczas. Dlatego teraz uporczywie wbijała wzrok w swoje dłonie, równocześnie wbijając paznokcie w skórę, myśląc nad ewentualną odpowiedzią. Już otwierała usta, by powiedzieć to wszystko na głos, jednak w ostatniej chwili ugryzła się w język. Jak widać, przyjaciel nie miał zamiaru przestać jej dzisiaj zaskakiwać, dlatego z niepokojem czekała na kolejne wyznania z jego strony, zastanawiając się, co jeszcze przed nią ukrywa.
    ― Potrafię o siebie zadbać ― rzuciła w trakcie jego wypowiedzi, chcąc brzmieć jak najbardziej obojętnie. Troszczył się o nią i zależało mu na jej dobrze, ale Stephanie czuła wewnętrzną potrzebę uwydatnienia swojego niezadowolenia i ciągle siedzącej w niej złości, decydując się na chamski i oschły ton. Zaśmiała się niekontrolowanie, kiedy mówił o swoim tchórzostwie. Czy wszystko było w takim razie kłamstwem? Rzeczy, które jej mówił, kiedy nie chciał, by dowiedział się o nich ktoś inny, oprócz niej, ich wszystkiemałe sekrety..Może one też były starannie przygotowanymi łgarstwami? Nie chciała tak o nim myśleć, próbowała odepchnąć od siebie te nieprzyjemne myśli, jednak na próżno – w jej głowie pojawiały się coraz to nowsze pomysły na to, jak mogła zostać przez niego oszukana.
    ― Chciałeś czegoś odwrotnego, niż to, co wyszło?Trzeba było o tym pomyśleć dwa lata temu! ― słowa wyrwały się z jej ust szybciej, niż zdążyła dokładnie je przemyśleć. Chciała zrzucić to wszystko na roztrzęsienie i szok, który nadal nie zdecydował się jej opuścić, ale wiedziała, że nie może zasłaniać się ciągle owymi emocjami. Była odpowiedzialna za swoje słowa i teraz prawdopodobnie go nimi raniła, ale nie mogła się powstrzymać. Czuła dziwną potrzebę pokazania mu, jak było jej źle i jak bardzo się na nim zawiodła. Powinna nieco przystopować? Możliwe.
    Przeprosił ją. Przyznał się do winy, powiedział jej wszystko, co chciała wiedzieć. Dlaczego więc czuła się gorzej, niż na początku? ― Jak można być tak cholernie lekkomyślnym i nieodpowiedzialnym i naiwnym i nielogicznym i ryzykownym i i...― przerwała, kiedy zabrakło jej przymiotników opisujących jego głupotę, przygryzając swoją drżącą wargę, starając się nie rozpłakać. Westchnęła głęboko, chcąc uspokoić przyspieszony oddech, zaciskając dłonie na rogu ławki, dopiero po chwili odrywając wzrok od charakterystycznych śladów od paznokci na swojej skórze. Chciała wstać z tej cholernej ławki, uciec z tego cholernego parku i zaszyć się w tym cholernym pokoju, najchętniej nie wychodząc z niego przez calutki rok. Może mając tak dużo czasu, byłaby w stanie uporządkować rozszalałe myśli, rzucając więcej światła na tą całą niedorzeczną sprawę. Najchętniej przeniosłaby się do miejsca, gdzie wszystkie jej problemy po prostu nie miałyby prawa bytu, a ona ze spokojem mogłaby wreszcie cieszyć się życiem. Niestety, znajdowała się w szarej rzeczywistości, którą kiedyś rozświetlał jej Charlie, jednak teraz nie była nawet w stanie na niego spojrzeć.
    ― Dlaczego? ― rzuciła znienacka, zmuszając się do uniesienia głowy i spojrzenia mu prosto w oczy, mimo że chłopak skutecznie unikał jej wzroku. Jedno, krótkie pytanie, które swoją prostotą było w stanie skomplikować nawet najprostsze sprawy. Mogła się domyślić, tworzyć kolejne, możliwe scenariusze, jednak chciała usłyszeć to od przyjaciela. Skoro zdecydowali się na szczerą rozmowę, powinni wyjaśnić sobie wszystko.


    Mniej rozpisana Steph, która przeprasza za zwłokę i czeka na dalsze wyjaśnienia

    OdpowiedzUsuń
  30. [Jeju nie ma sprawy! Sama jestem zakopana pod toną podręczników i kserówek, bo maturka się zbliża, także doskonale rozumiem, spokojnie. Czekam cierpliwie i wcale się nie gniewam <3]

    Steph

    OdpowiedzUsuń
  31. [Norwegia jest wspaniała! (chociaż nigdy nie byłam, ale bardzo chcę to kiedyś nadrobić, dopisane do listy marzeń) Naprawdę nie mogłam się zdecydować do której Twojej postaci przyjść (Priscilla jest cudowna, a na jej wizerunek gapiłam się przez kilka dobrych minut!), ale ostatecznie jestem tu i mam nawet pewien pomysł. Może zrobimy tak, że to siostra Iris go wkopała? A on szukając zemsty próbowałby się zbliżyć do mojej blondyneczki i wyciągnąć od niej jakieś informacje? <;]

    Iris

    OdpowiedzUsuń
  32. [O, kurczę. Zaczniesz! Myślałam, że ludzie zazwyczaj tego nie lubią, a przynajmniej tak mi mówią moje blogowe doświadczenia. :D
    Więc może jakiś sposób odegrania się, aby Astrid też zapłaciła za to, że bierze.
    I nie, nie. Iris nic nie wie. Bardzo idealizuje siostrę, mimo że ta jest dla niej wyjątkowo podła i okrutna.]

    Iris

    OdpowiedzUsuń
  33. [A więc chciałabyś coś jeszcze wiedzieć? (; Jeśli nie to ja cierpliwie czekam.]

    Iris

    OdpowiedzUsuń
  34. [Jest jak najbardziej w porządku. c:]

    Iris nie była pewna czy powinna była przychodzić na kolejne spotkanie wolontariatu; wiedziała jednak że tym razem będą opiekować się zwierzaczkami ze schroniska a tego nie chciała przegapić. Kochała zwierzęta; psy, koty, króliki, wszystkie mogłaby ukochać i nigdy nie puścić. Sama była właścicielką trzech psów i trzech królików, które były jej ukochanym oczkiem w głowie. Dlatego jeśli mogła pomóc zwierzętom to bez żadnego wahania się na to zgodziła; choć nie była pewna czy wniesie choć trochę pomocy. Zagryzając niepewnie wargi, przekroczyła próg sali, z Bossym na smyczy - cudownym psem rasy golden retriever, który jednocześnie pełnił rolę psa przewodnika. Niemalże od razu usłyszała męski głos, o wyjątkowo przyjaznej barwie.
    — Cześć, Charlie — dziewczyna uśmiechnęła się do niego uprzejmie, z pewnego rodzaju słodyczą i charakterystyczną dla siebie nieśmiałością. Słysząc jednak że jest jego ulubioną wolontariuszką jej mleczne policzki nieco się zaróżowiły. — Chciałabym być tu częściej, ale.. — urwała, ściągając delikatnie brwi. Właściwie nie wiedziała co powinna mu odpowiedzieć; dlatego też szybko zmieniła temat, nie chcąc być niegrzeczną czy za bardzo rozdrabniać się nad danym tematem. — Szkoda, że Astrid nie chce zapisać się na wolontariat — westchnęła, szczerze zasmucona tym faktem. Nie była świadoma, że chłopak mógł znać jej siostrę ani też jaka zażyłość ich łączyła. Astrid zazwyczaj trzymała siostrę z dala od swoich przyjaciół i znajomych, ta zaś nigdy nie chciała się jej narzucać, więc zwyczajnie godziła się na taki stan rzeczy.
    — Och, poznaj Boss'ego! Czyż nie jest cudowny? — roześmiała się beztrosko i dźwięcznie; odgarniając niesforny kosmyk złotych włosów za ucho. Pies delikatnie podskoczył, łapami zahaczając o kolana Charliego. — Pewnie chciałby cię poznać — posłała mu szeroki i promienny uśmiech, który rozjaśnił jej śliczną twarz. Za każdym razem była tu równie miło witana, więc zastanawiała się czy nie powinna porzucić swoich obaw i regularnie zjawiać się na wolontariacie. W końcu było to coś co lubiła robić; pomaganie innym naprawdę było fajne i jeśli rzeczywiście mogła się w tym sprawdzić to czemu nie? — Postaram się przychodzić przez te dwa miesiące na każde spotkanie. Te słodkie zwierzaczki potrzebują każdej pary rąk do pomocy, prawda? — pierwszoklasistka uśmiechnęła się dosyć niepewnie, a jej lazurowe tęczówki powędrowały gdzieś w kierunku twarzy Charliego. Mimo, że była niewidoma to miała piękne oczy; głębokie, w kolorze cudownego oceanu. W tych oczach można było się zatracić, choć dziewczyna nie miała o tym najmniejszego pojęcia.

    trochę niepewna, ale szczęśliwa że może pomóc Iris

    OdpowiedzUsuń
  35. [Dziękuję bardzo za miłe słowa! Taki właśnie był mój zmysł przy tworzeniu Jolene i cieszę się, że najwyraźniej mi się udało (:
    Z racji tego, że wątki damsko-damsko idą mi znacznie gorzej odpisuję pod kartą tego uroczego pana u góry, jednakże zapoznałam się ze wszystkimi postaciami i każda jest świetna! Wydawało mi się jednak, że Charlie jakoś najlepiej mógłby się dogadać z Jo – ale mogę się mylić, oczywiście! (: – więc może warto byłoby pokombinować. Ale jestem otwarta na wszelkie propozycje!]

    Jolene Headley

    OdpowiedzUsuń
  36. [Ojej, trudny wybór z tymi twoimi postaciami. Ale po krótkim namyśle wpadam do Charliego, bo... Bo tak. Bo wydaje się sympatycznym facetem, z którym moja Jackie mogła flirtować i trochę się spotykać, co ty na to? :D Hmm, wpadłam też na pewien pomysł. Powiedz mi tylko czy wsypała go jakaś szczególna osoba? Jeśli nie, można byłoby zrobić tak, że ojcu Jackie (który czasem wciąż stara się do niej odzywać) mogło się nie spodobać, że jego córeczka spotyka się z nieco podejrzanym typem i zagroził, że jeśli nie zerwie z nim kontaktu to on sam postara się o to, żeby przestali się spotykać. No i kiedy Jackie się nie posłuchała, jego ojciec mógł wydać Charliego, o czym Farley się dowiedziała i teraz czuje się baaardzo winna :) Oczywiście jeśli nie pasuje, możemy zastanowić się nad czymś innym.]

    JACQUELINE

    OdpowiedzUsuń