5 lipca 2000

w twoim przypadku nie mówi się o ilości narkotyków w ciele, a ilości ciała w narkotykach
klasa III ❄ kolorowe ciało ❄ sine usta ❄ gitarzysta zespołu Trauma ❄ kochanek depresji
Heath Harry Cavendish


Z każdym kolejnym dniem coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu, że tu nie pasuje. Nie tylko do szkoły i otoczenia, ale i całego świata. Jest jak ostatni puzzel na siłę wciśnięty w nie swoją układankę. To bez znaczenia, że różni się od innych kolorem i kształtem, jeśli wszystkie elementy razem tworzą pozornie piękną całość, a to, co jest złe, zawsze można dopasować. Odciąć niepotrzebną część, a nawierzchnię pomalować na inny kolor - nic nie stanowi problemu. Jednak nawet po tym ten puzzel wciąż będzie z innego pudełka. Będzie brakującym elementem całkiem innej układanki. Nie ma niczego, do czego byłby przywiązany. Nic też nie czuje przywiązania do niego. Nie posiada miejsca, do którego by wracał, jeśli nie fizycznie, to chociaż myślami. Musi uciekać do nałogów przepełniony złudną nadzieją, że może to tam odnajdzie coś, czym będzie mógł wypełnić tę przygnębiającą pustkę w duszy. Udaje, że sięgając po kolejnego papierosa rozwiąże wszystkie problemy. Na pytanie, gdzie wychodzi, znowu odpowiada tak samo. Popełnić samobójstwo. Głucha cisza w odpowiedzi daje mu do zrozumienia, że ten żart przestaje być śmieszny. O ile to kiedykolwiek był żart. Ale ciężko się żyje, kiedy definicją szczęścia jest whisky w dłoni, igła wbita w zgięcie łokcia i samotne brzdękanie na gitarze w ciasnej wannie. W czterech pustych ścianach, gdzie przypominające o samotności echo jest bardziej przybijające niż kończący się alkohol. I nigdy nie przyzna się, że jedyne czego pragnie to drżące usta przy uchu mówiące potrzebuję cię. I nic więcej.


more.

8 komentarzy:

  1. [Wkleiłam pod starą kartę i nie wiem, czy zauważyłaś, więc ślę jeszcze raz.
    I świetna karta! :)]

    Jessie… to była po prostu Jessie. Niejeden próbował ją zrozumieć. I niejeden się na tym przejechał. Jej wesołość, radość i optymizm, to było coś co było widać na pierwszy rzut oka. Coś o czym wszyscy wiedzieli, a ona nie musiała się z tym kryć. Lubiła taką siebie i nie miała zamiaru nic w sobie zmieniać. Jednak to co kryło się pod tym wszystkim było dla innych tajemnicą. Naprawdę niewiele osób potrafiło do niej dotrzeć na tyle, aby to ujrzeć. A jeśli ktoś, bez wyraźnej przyczyny, zaczynał grzebać w jej głowie, to robiło się nieprzyjemnie. Potrafiła sobie nieźle zakpić z takiej osoby i to z niej zrobić wariata, a nie z siebie.
    Spojrzała na Heatha i uśmiechnęła się wesoło. Z reguły lubiła wszystkich ludzi. I tak było również w przypadku Heatha. Nie widziała powodu, dla którego miałaby go nie lubić, bo takiego powodu zwyczajnie jej nie dał. Może był nieco za spokojny, a przy nim czułą się niczym samiec alfa, bo swoim gadaniem nie raz go zdominowała, ale… kogo ona tym nie zdominowała? Chyba tylko jedną osobę, która jej na to nie pozwoliła.
    — Jasne, jasne. Jak coś to dzwoń. Albo przyjdź tutaj, bo będę aż do końca — powiedziała. Dziś ona miała na stanie cały sklep i o wszystko musiała zadbać. Niby się cieszyła, bo przynajmniej będzie miała jakieś zajęcie. Ale z drugiej strony wolałaby zrobić w tym czasie coś innego, coś bardziej dla siebie. Ale znała siebie samą na tyle dobrze, że wiedziała jak to się skończy – leżałaby brzuchem do góry i oglądałaby swoje ulubione seriale, a tych kilka było.
    — Paa! — Zawołała i pomachała mu na pożegnanie. Odwróciła się na pięcie, chcąc wrócić do prac porządkowych. Dopiero niewielki hałas sprowadził ją na ziemię. Odwróciła się w kierunku drzwi i ze zdziwieniem spojrzała na Heatha, a potem na drzwi.
    — Słucham? — zapytała, mając wrażenie, że jedynie się przesłyszała. — Tak na dobrą sprawę, aniołku, to ty ostatni stałeś przy drzwiach. Zresztą, jeśli chciałeś spędzić ze mną trochę czasu, wystarczyło powiedzieć. Albo się nie żegnać. — Zrobiła zabawną minę. — Nie martw się. Zaraz to naprawię… — mruknęła, wyciągając z kieszeni klucz zawieszony na kółeczku, do którego również był doczepiony pluszowy, mały Smerfuś. Podeszła do drzwi i wsunęła klucz do dziurki. Chwilę nim pokręciła, siłą naparła na drzwi i… nic.
    — Nosz jasna cholera! — Warknęła, patrząc to na klucz, to na zamek. Podjęła ostatnią próbę, która również zakończyła się ogromną porażką. — Zamorduję go. Normalnie go zamorduję — mruczała pod nosem, wyciągając z drugiej kieszeni swojego smartfona. Wybrała numer do brata, a kiedy ten nie raczył odebrać, rzuciła telefonem na stos komiksów, który nieco się rozjechał.
    — Nie wiem, co się stało. Ale zamorduję Maxa, jak się tylko tutaj zjawi — zapewniła. — Aty chodź na zaplecze. Uderzenie musiało boleć, prawda?
    Jessie

    OdpowiedzUsuń
  2. Rosalyn chyba jeszcze nigdy nie ucieszyła się na czyjś widok tak, jak wtedy, gdy Heath odepchnął od niej nachalnego i pijanego mężczyznę. Od razu odsunęła się na bezpieczną odległość i delikatnie złapała za wciąż bolący nadgarstek. Czuła, że na podrażnionej skórze może pojawić się "piękny" siniak.
    Strach uleciał z Rose dopiero w chwili, w której nachalny facet ruszył w stronę baru, a Heath odwrócił się w jej stronę z lekkim uśmiechem na ustach. Ona także wygięła delikatnie pełne wargi, ale nie była jeszcze gotowa, by na niego spojrzeć. Skierowała wzrok gdzieś w bok, na roztańczonych ludzi, zapewne przez których drogę musiał torować sobie stojący przed nią chłopak.
    Przez jej rozgrzane od nadmiaru różnych emocji ciało przeszedł dreszcz, gdy Heath ułożył swoją dłoń na jej biodrze, chociaż zrobił to przez materiał kwiecistej sukienki. Aż za dobrze pamiętała sposób, w jaki dotykał jej skóry i dokładnie w tym momencie wszystkie te wspomnienia zaczęły napływać do jej głowy. Powoli wypuściła powietrze z ust, splotła swoje długie palce z jego i pozwoliła na to, by poprowadził ją do tańca w rytm klubowej muzyki. Drugą rękę ułożyła w dolnej partii jego pleców, ale nie zbliżała się zbytnio do obszarów, do których z paru przyczyn nie powinna.
    - Tak już jakoś mam - odparła z uśmiechem, a głos lekko jej podskoczył, gdy chłopak ją do siebie przyciągnął. Rosalyn była teraz bardzo blisko niego, ale choć czuła charakterystyczny ucisk w brzuchu i nieznaczne drżenie dłoni, nie przeszkadzało jej to. - Wszystko w porządku, dziękuję za ratunek...
    Urwała, bo nie do końca wiedziała, jak ubrać w słowa odpowiedź na drugie z jego pytań. Nie potrafiła się wysłowić; nie teraz, kiedy czuła gorąc pochodzący od ciała Heatha, a głośna muzyka wdzierała się do jej umysłu. Ciężko było jej nawet myśleć.
    - Przyszłam, żeby cię zobaczyć - dokończyła ostatecznie, mówiąc szczerą prawdę. Dopiero w tym momencie uniosła swoje spojrzenie do jego wpatrujących się w nią oczu. - Wiem, że może nie powinnam i przepraszam, ale... - Przygryzła dolną wargę, ale nie odwróciła wzroku, zupełnie tak, jakby chciała wyczytać z nich reakcję Heatha na to, co właśnie powiedziała. - Po prostu musiałam.
    Wiedziała, że po ich rozstaniu unikała go w szkole i właściwie wszędzie indziej, więc teraz jej decyzja mogła wydawać się dziwna. Ale nie potrafiła inaczej; nie była dobra w budowaniu relacji, a tym bardziej w ich zakańczaniu i lo prostu nie wiedziała, jak ma się zachować... tym bardziej, że zależało jej na nim. W dodatku, chociaż praktycznie nikt o tym nie wiedział, Heath był pierwszą osobą, z którą Rosalyn była dłużej, niż przez jedną noc.

    rosalyn

    OdpowiedzUsuń
  3. [Ojej, dwie takie ciekawe postacie, że aż nie wiem co ze sobą zrobić! Może zacznę od pięknego podziękowania za każde ciepłe słówko i przywitania się jak należy. Tak więc dziękuję ślicznie i witam serdecznie!
    Lubię cosie, więc dobrze trafiłaś. Tristana nie widzę, więc skupię się na pomysłach dla pozostałych panów, dobrze? Skoro lubisz, jak coś się dzieje (ja też!) to proponuję albo dla pana policjanta wątek, w którym paskudne dziewczęta, cheerleaderki z innej szkoły po pobiciu przyjaciółki Melody postanowiły pobić również pannę Gray. Może nawet zdołałyby ją dorwać, ale Reeves zdążyłby uratować ją przed pobytem w szpitalu, potem mrożony groszek na policzek i kubek czekolady? Może Melody zainteresowałaby się kryminologią, kto wie?
    A jeśli chodzi o cudownego Heatha, to biorąc pod uwagę ramy postaci, przychodzi mi do głowy taki skromny pomysł, coby ich trochę od siebie uzależnić. Tak żeby było im ciężko ze sobą nie przebywać i deczko toksycznie ze sobą przebywać, jeśli oczywiście taka nieco bardziej skomplikowana relacja Ci odpowiada. Pewnie wcześniej nie mieli za bardzo ze sobą do czynienia, być może Melody kiedyś wracając po imprezie go znalazła i pomogła mu dotrzeć do domu? Od tego czasu ona lubi czuć się mu potrzebna, a jednocześnie widzi, że jest to w jakiś sposób depresyjne. Jak myślisz, Heath odnalazłby się w czymś takim?]

    Melody Gray

    OdpowiedzUsuń
  4. [Moje sprawdzanie wszystkiego po kilka razy, w końcu się na coś przydało :D ]

    Uśmiechnęła się do niego wesoło. Może nieco przepraszająco. Nie potrafiła przestać gadać. To tak, jakby ktoś jej kazał przestać oddychać. Prędzej by umarła, niż przestała gadać. Na szczęście już teraz nauczyła się, że w niektórych momentach nie może się odezwać, bo nie wypada. Jednak jeszcze kilka lat temu, nawet na pogrzebie potrafiła gadać i gadać, i gadać, i gadać…
    — A mnie to nie obchodzi. Max zasłużył na śmierć — mruknęła. Miała brzmieć groźnie, jednak jej wygląd sprawił, że wyglądała bardziej komicznie. I może… kochanie, cokolwiek miało to oznaczać. — Jak nie znajdę ostrego nożna, to zagadam go na śmierć — posłała mu rozbrajający uśmiech. Akurat to nawet by jej wyszło. A taka śmierć byłaby naprawdę tragiczna i męcząca. W sam raz na Maxa, który najwyraźniej wymienił zamki, a jej nie dał nowych kluczy!
    — Mam nadzieję, że nie. Ten kretyn może w końcu odbierze telefon — powiedziała. Nie miała nic przeciwko towarzystwu chłopaka. Mogła z nim spędzić trochę czasu, bo czemu by nie? Ale niekoniecznie chciała spędzać całą noc w kiosku z komiksami. Jeszcze za dnia, to jakoś by poszło. Ale noc? Na podłodze, bez koców i poduszek raczej się nie wyśpią. Chyba że jedno spałoby na drugim. Ale zbyt mało znała blondyna, aby w ogóle proponować mu taki pomysł. A nie chciała go wystraszyć, tym bardziej, że mają spędzić trochę czasu razem.
    — No przecież wiem, że jesteś mężczyzną — powiedziała, uśmiechając się. — Ba! Masz bardzo ładne oczy, co podkreśla twoją urodę, wiesz? No. A ja nie mogę pozwolić, aby jakiś siniak sprawił, że staniesz się… mniej atrakcyjny. Jeszcze potem powstają plotki, że to ja ci tak poprawiłam urodę — parsknęła śmiechem. Nie miała problemów, aby prawić komplementy na prawo i lewo. Była bardzo prostolinijna. I kiedy coś jej się podobało, to słała komplement. Jeśli coś jej się nie podobało, to krytykowała. I naprawdę mało kto potrafił wprawić ją w zakłopotanie.
    Zaprowadziła go na zaplecze, gdzie miała małą lodówkę, tak na wszelki wypadek, oraz apteczkę. Wyciągnęła puszkę Pepsi Max, bo przecież o linię trzeba dbać, i zawinęła ją w kawałek bandaża. Podeszła do niego i przez chwilę myślała, jedynie się w niego wpatrując.
    — Przyłóż to sobie do bolącego miejsca. A te kartki to mi oddaj — powiedziała w końcu, dochodząc do wniosku, że nie przekroczy jego sfery osobistej. Zabrała mu kartki i podała puszkę z bandażem. — Więc… wychodzi na to, że spędzimy ze sobą sporo czasu. Jakieś propozycje, co możemy robić? Nie ty jesteś moją ofiara, więc nie chciałabym zagadać cię na śmierć.
    Jessie

    OdpowiedzUsuń
  5. Całkowicie rozumiała jego zaskoczenie. Sama nie potrafiła powiedzieć, dlaczego postanowiła tutaj przyjść, skoro po ich rozstaniu ciągle Heatha unikała. Od paru dni zmagała się z chęcią odwiedzenia go. Najwyraźniej nie potrafiła tak szybko o nim zapomnieć, nieważne, jak bardzo próbowała.
    Zachowanie Rosalyn cechowało się tym, że nie było podporządkowane logice; dziewczyna po prostu poddawała się impulsom emocjonalnym, nawet jeśli próbowała jakoś z nimi walczyć. To uczucia rządziły nią, a nie odwrotnie, jak powinno być.
    - Ja... - urwała, chcąc ułożyć sobie w głowie odpowiednie słowa, ale ostatecznie skończyło się na tym, że tylko pokręciła głową. - Sama nie wiem. Po prostu chciałam i musiałam cię zobaczyć.
    Wiedziała, że to, co właśnie powiedziała, było pewnego rodzaju bezsensem. Heath musiał poczuć chociaż małe skonfundowanie spowodowane sprzecznością w jej czynach... Zupełnie jak Rose. Poczuła, że może wcale nie powinna była tutaj przychodzić. Jeszcze bardziej namieszała teraz w ich obecnej relacji, a tego przynajmniej się obawiała.
    Ale zaraz potem zdała sobie sprawę z tego, jak dobrze czuła się na powrót w objęciach Heatha. Chociaż było bardzo gorąco, ludzie tłoczyli się dookoła, a muzyka nie należała do jej ulubionej, to podobał jej się sposób, w jaki chłopak trzymał ją blisko siebie. To wszystko przywoływało całą masę wspomnień... A sam Cavendish nie wyglądał na niezadowolonego z tej sytuacji. Rosalyn naprawdę nie chciała teraz od niego odchodzić.
    Zwłaszcza teraz, po tym, jak przyciągnął ją do siebie drugi raz; znajdowała się teraz tuż przy jego ciele, tak, że wyczuwała tempo jego oddechu nawet przez warstwy ubrań.
    - I wiem, że to głupie. Przepraszam - dodała już nieco ciszej, spuszczając wzrok na dół. Po chwili jednak znowu uniosła spojrzenie do jego oczu, bo po prostu nie mogła się przed tym powstrzymać. Miały w sobie coś hipnotyzującego, a już szczególnie w tej chwili.

    rosalyn

    OdpowiedzUsuń
  6. [Cześć. :) Tak sobie myślę, że są do siebie w pewnym stopniu podobni - jeden czuje, że nie pasuje, drugi nie pasuje do własnej rodziny. Mogliby się dogadać.]

    aiden seymour

    OdpowiedzUsuń
  7. — No Max, Max — powiedziała i pokiwała lekko głową. Wychodziła z bardzo mylnego założenia, że wszyscy w mig będą wiedzieli o czym czasami papla. W jej wypowiedziach często padały różne imiona, a Max to już szczególnie. — To właściciel sklepu. I właściwie nikt ważny — wzruszyła lekko ramionami. Jedynie zapomniała wspomnieć, że ten nikt ważny, to jej brat, pod którego opieką była. W roli opiekuna całkiem dobrze się sprawował, chociaż jeszcze kilka miesięcy temu skakali sobie do gardeł. Teraz panował między nimi względy spokój, a relacje powoli się ocieplały. Jessie to było na rękę. W końcu to był jej brat! Był jej najbliższą rodziną.
    — Ja mu dam niedzielę wieczór… może zapomnieć o obiadach, cholera przebrzydła — mruknęła, jeszcze raz starając się dodzwonić do brata. — Często się zastanawiam, czy my na pewno mamy wspólnych rodziców. Mam wrażenie, że jego to znaleźli w kapuście — teatralnie wywróciła oczami. Na brata mogłaby marudzić w nieskończoność. A on mógłby marudzić na nią.
    — Wiem, że strasznie dużo mówię. Ale jakoś nie usłyszałam, abyś starał się powiedzieć mi coś miłego. Więc wzięłam sprawy w swoje ręce. I teraz jesteś mi winien jeden komplement — wyszczerzyła się od ucha do ucha. Nie miała nic przeciwko prawieniu komplementów i chwaleniu czyjeś urody, jeśli rzeczywiście wpadła jej w oko. To co mówiła na temat blondyna było prawdą, więc nie zamierzała tego w sobie trzymać. Wolała powiedzieć mu o tym wprost, niekoniecznie przejmując się tym, jak on się z tym czuł.
    Siedziała i aż ją rączki swędziały. Chciała do niego podejść i przyłożyć mu tę puszkę do odpowiedniego miejsca. I nawet kiedy to zrobił, to uważała, że ona zrobi to lepiej! Siedziała na krzesełku i z nerwów zaczęła skubać skórkę przy paznokciu. Nie mogła go wystraszyć tym przekraczaniem sfery osobistej. Obiecała sobie, że postara się zachowywać bardziej jak cywilizowany człowiek. W końcu nie wszystko musi być tak, jak ona sobie tego zażyczy.
    — Jak jestem sama, to prowadzę namiętne i bardzo poważne dyskusje z kimś na swoim poziomie. Czyli z samą sobą — odparła pół żartem, a pół serio. Rzeczywiście, gadała sama ze sobą, ale nie jakoś szczególnie często. — Albo oglądam seriale, albo rysuję. Albo porządkuję te komiksy. Ewentualnie jem, ale zapas jedzenia mamy dość skromny, więc musimy oszczędzać — powiedziała. Przekręciła głowę delikatnie w bok i podrapała się po policzku. — Możemy poczytać sobie komiksy. Albo pograć w te dziwne gry towarzyskie na wyzwanie i pytanie. Choć za dużo to ty wyzwań mieć nie będziemy.
    Jessie

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Ojej, musiałam tu przyjść, bo Jamie, to raz. Dwa, Molly to ten typ dziewczyny, która mimo, że Heath nie wiedziałby pewnie jak się to małe coś nazywa, siadałaby obok niego i opowiadała co jej się przyśniło. Szczególnie wtedy, gdy wyglądałby na kogoś kto nie chce mieć towarzystwa. Czy to w ogóle ma sens?
    Poza tym dziękuję bardzo za miłe słowa!]
    Molly Atwood

    OdpowiedzUsuń